RIVERDALE
RIVERDALE
Administrator Sovereign of the Power
Klub Evening Desire
Wto Paź 27, 2020 9:49 am
TEREN NEUTRALNY
Klub Evening Desire
Brak bonusów terenowych.

Dawniej nazywany klubem Morning Light, z biegiem czasu postanowił się przebranżowić na nową nazwę Evening Desire. Miejsce jest niezwykle chętnie odwiedzane przez tych, którzy lubią się dobrze zabawić i przy okazji wrzucić coś na ząb, aby nie ruszać się w rytm muzyki z pustym żołądkiem. W wystroju dominują kolory granatowy, fioletowy oraz czarny. Skórzane kanapy ustawiono pod ścianami, a nieco bliżej środka sali stoliki wraz z fotelami. Półmrok panujący w lokalu sprawia, że ciężko wypatrzeć coś na większą odległość, co zdecydowanie pomaga przy robieniu mniej lub bardziej legalnych interesów. W menu można znaleźć ofertę z różnymi rodzajami pizzy, choć zdecydowanie jest ona zdominowana przez tutejsze oferty alkoholowe. W którymś momencie klub praktycznie całkowicie pozbył się napoi bezalkoholowych, zupełnie jakby doszedł do wniosku, że obecne czasy wymagają konkretnego podejścia. Parkiet jest na tyle duży, by móc swobodnie zabawić się z przyjaciółmi, a przynajmniej w pierwszej godzinie otwarcia lokalu, kiedy ludzie dopiero zaczynają przychodzić. Po bokach ustawiono miejsca do siedzenia. Stoły są na tyle duże, by można było przy nich usiąść większą grupą.
Julian Kwiatkovsky
Julian Kwiatkovsky
The Liberty Individual Trouble Seeker
Re: Klub Evening Desire
Sob Gru 12, 2020 10:30 pm
  Julian wydarł się na cały regulator tuż po wypiciu kolejnego shota, choć nawet ten dźwięk nie był w stanie zagłuszyć dudniącej w klubie muzyki. Może i te popowe rytmy nie do końca trafiały w jego gusta, ale w sumie nie zamierzał jakoś szczególnie narzekać, skoro nie przyszedł tu po to by tańczyć. Jego planem od początku było przede wszystkim upicie się do nieprzytomności. Neonowe światła choć z początku nieznacznie go oślepiały, obecnie nie robiły już na nim wrażenia. No, chyba że akurat odbijały się istną tęczą w jego kieliszku wódki. W końcu jaki inny trunek mógłby spożywać rodowity Polak?
  — Na zdrowie, moi drodzy! — zakrzyknął połowicznie po polsku, połowicznie po angielsku, wychylając kieliszek. To właśnie on niejako zaczynał być gwoździem do Julianowej trumny. Jedna z koleżanek, które poznał tego wieczora zachichotała nad swoim drinkiem, gdy położył rękę na jej udzie, choć bynajmniej nie zrobił tego po to by ją zmacać.
  — Ups. Przepraszam panienkę, chciałem tylko przejść — usprawiedliwił się czym prędzej przenosząc ją na kanapę. Zaśmiała się do niego coś w odpowiedzi, ale kompletnie nie kontaktował na tyle, by nawet jej odpowiedzieć. Jedyną myślą wypełniającą jego umysł było to, że jak zaraz nie pójdzie do łazienki to skończy jak Sims na najniższym poziomie potrzeby. Wyczołgał się na zewnątrz i chwiejnym krokiem przeszedł przez wszystkich równie pijanych co on ludzi, by dopaść toaletę.
  Gdy stał nad zlewem myjąc właśnie dłonie, podniósł wzrok na odbijający się w lustrze wielki zegar i ściągnął brwi. Ożeszcholerajasna. Że niby była już druga w nocy? Jeśli dobrze pamiętał, miał coś zaplanowane o dziewiątej... nie do końca pamiętał co, ale był pewien że 13 grudnia 2027 bardzo mocno odcisnął się w jego umyśle. A jeśli czegoś się w życiu nauczył to właśnie tego, że nie ignoruje się własnej intuicji. Wrócił więc do stolika i ukłonił się swoim towarzyszom.
  — Drogie panie, szanowni panowie, muszę spierdalać także adiós, mam nadzieję że jeszcze na siebie wpadniemy — zasalutował wszystkim pilnując się przy tym niesamowicie, by nie wyrżnąć orła i ruszył ku wyjściu z klubu śpiewając na cały regulator hymn Polski. Całe szczęście był pijany, ale jego korzenie skutecznie filtrowały alkohol w taki sposób, by nie zapomniał o wzięciu kurtki i ruszył w kierunku auta. Szukał przez chwilę kluczyków, nim w końcu wsiadł do środka, przekręcił je w stacyjne i odpalił silnik. Nie ruszył tylko dlatego, że postanowił zająć się ustawianiem radia, które właśnie wybitnie go denerwowało jakąś najnowszą piosenką Taylor Fifth czy jak ona tam miała.
Maannguaq Thorleifsen
Maannguaq Thorleifsen
The Wolf Bringer of Justice
Re: Klub Evening Desire
Sob Gru 12, 2020 10:51 pm
Kolejna noc, która miała być dla niej nieprzespana. W sumie przywykła do nocnego trybu życia chyba nawet bardziej niż do dziennego, dlatego kiedykolwiek na komendzie proponowano zmianę po zmierzchu, brała ją bez zastanowienia. W końcu co miała lepszego do roboty jako znużona singielka bez nawet zwierzęcia czekającego w mieszkaniu? Poza tym, na Grenlandii potrafiła przeżywać noce polarne więc miała poniekąd symulator domu jak prawie nie widywała słońca.
Tak więc kolejna noc i kolejne wezwanie do klubu. Za każdym jebanym razem, chciałoby się powiedzieć. Młodzież pije, bije się, ewentualnie ktoś czasem wykituje przez przedawkowanie. Jednak Maannguaq nic bardziej nie denerwowało z wezwań niż właśnie do ogarnięcia zapitego, zarzyganego towarzystwa. Tym razem poniekąd miała farta - zanim dotarła na miejsce już było po sprawie, bo panowie dali sobie po mordach i rozeszli się do domów. Brunetka uśmiechnęła się do siebie, machnęła olewczo rękom tym, którzy ją wezwali (niczym superbohatera! Oby kiedyś dostała własny reflektor!) i ruszyła w kierunku wyjścia. Zamarła jednak na moment, bo ktoś strasznie darł pizdę - rozejrzała się i dostrzegła naprutego Słowianina, jak wywnioskowała z brzmienia przyśpiewki. Westchnęła głośno i już chciała przejść do radiowozu, kiedy zorientowała się, że ten sam koleś idzie w kierunku samochodu. Zacisnęła usta i powoli ruszyła do niego z nadzieją, że szedł tylko za filar się wyrzygać a nie z pomysłem prowadzenia pojazdu.
No i chuj.
Myliła się. Z zażenowaniem przyglądała się jego poszukiwaniom kluczyków, w sumie robiąc sobie nadzieję, że ich nie znajdzie i sprawa rozwiąże się sama.
No i znowu chuj.
Sprawdziła obecność pistoletu i paralizatora na wszelki wypadek, po czym przyspieszyła kroku w momencie, gdy uruchomił się silnik samochodu. Z jakichś przyczyn mężczyzna nie odjechał, dlatego udało jej się dopaść pojazd, aby następnie niczym ułan zapukać, zastukać w okienko. Nie wiedziała, czy to zrobi w tym momencie jakąś różnicę, ale od razu wyjęła odznakę, którą z odległości pokazała nieznajomemu.
Julian Kwiatkovsky
Julian Kwiatkovsky
The Liberty Individual Trouble Seeker
Re: Klub Evening Desire
Sro Gru 16, 2020 10:08 pm
  W końcu rytmy w radiu stały się nieco przyjemniejsze dla jego ucha. I nie tylko one. Samo auto wyraźnie zaczęło się ogrzewać. Potarł kilka razy dłonią o dłoń, przymykając oczy z wyraźnym zadowoleniem, nim odłożył je na kierownicę. Nie zdążył nawet wcisnąć pedału, gdy ktoś zapukał w jego okno.
  I choć umysł Juliana był wybitnie przyćmiony alkoholem, wydawało mu się że skądś rozpoznaje te rysy twarzy. Przez chwilę siedział jak totalny kretyn z przymrużonymi powiekami i ściągniętymi brwiami, nim zdał sobie sprawę z tego, że przecież po coś w to szkło pukała. Przesunął palec na odpowiedni przycisk, opuszczając je powoli w dół. Zimne powietrze momentalnie wdarło się do środka nieznacznie go rozbudzając. Podobnie jak odznaka, którą pomachano mu przed oczami.
  — Witam serdecznie, pani władzo — przywitał się uprzejmie, powtarzając sobie w głowie, że w takim momentach powinien wyglądać jak najtrzeźwiej. Chyba dopiero teraz zaczynało do niego docierać co tak właściwie zamierzał zrobić. Czy on naprawdę chciał wrócić samochodem do domu, gdy ledwo widział na oczy? Tak, zdecydowanie chciał.
  Mógł poczuć spływającą mu po karku kroplę potu. Znacie ten moment, gdy uświadamiacie sobie, że ostro zjebaliście i nie wiecie czy powinniście się do tego przyznać, czy jednak próbować rżnąć głupa w nadziei, że wyjdziecie z tego cało? Julian właśnie go przeżywał.
  Ostatnia trzeźwa szara komórka w jego głowie właśnie działała na najwyższych obrotach, starając się opracować jakąś sensowną strategię, która wyciągnie go z tarapatów.
  — Mogę jakoś pomóc? Może chce pani usiąść w środku, zimno dziś — poklepał siedzenie obok siebie kiwając kilka razy głową z powagą, która średnio do niego pasowała, gdy w rzeczywistości gibał się nieco na boki.
Maannguaq Thorleifsen
Maannguaq Thorleifsen
The Wolf Bringer of Justice
Re: Klub Evening Desire
Sob Gru 19, 2020 2:55 pm
Kiedy mężczyzna uchylił okno, uderzył w nią intensywny zapach alkoholu. Przez chwilę poczuła się, jakby sama była wstawiona. Zamrugała jednak dwa razy i ściągnęła brwi, rozpoznając twarz osoby za kierownicą. No proszę, co za zbieg okoliczności. Nawet nie będzie musiała się pierdolić z identyfikacją go, jeżeli będzie stawiał większy opór.
Schowała odznakę i wyprostowała się, dumnie wypinając pierś do przodu. Zagrywka psychologiczna, aby rudzielec poczuł jeszcze bardziej, że jest w dupie.
- Dobry wieczór. - odparła oschle, nawet nie siląc się na delikatny uśmiech.
W końcu właśnie była świadkiem łamania prawa! I to w jej zagajniczku!
- Gdzie to się pan dzisiaj wybiera, panie Julianie? Jakiś nowy koncert? - spytała, krzyżując ręce na klatce piersiowej i obserwując mężczyznę podejrzliwie.
Zastanawiało ją, czy on w ogóle był świadom tego, co próbował zrobić chwilę temu. Nawet jeżeli nie, to mógł być pewien, że w tym momencie kończyła się jego przygoda z kierownicą na ten wieczór - a jakby to od niej zależało, to do końca życia. Maannguaq miała bardzo surowe zasady jeśli chodziło o takie przewinienia.
Uniosła jedną brew do góry, kiedy Słowianin zaproponował jej wejście do samochodu.
- Podziękuję na razie, przywykłam. - przecież u niej w domu to przy takich temperaturach kończyli dopiero sezon grillowy - Proszę wyłączyć silnik. Myślę, że musimy porozmawiać, więc dla dobra środowiska.
Chociaż rzeczywiście zależało jej na dobrze świata (lodowce się topią, misie głodują!), to aktualnie miała je w przysłowiowym chuju. Chciała mieć jedynie pewność,  że muzyk nie wciśnie pedału i nie będzie musiała zaraz prowadzić pościgu.
- Nie chciałby pan wysiąść się przewietrzyć? Chyba by nie zaszkodziło.
Julian Kwiatkovsky
Julian Kwiatkovsky
The Liberty Individual Trouble Seeker
Re: Klub Evening Desire
Sro Sty 06, 2021 10:13 am
  Trybiki w mózgu Juliana pracowały obecnie na najwyższych obrotach tak samo jak ta nieszczęsna ostatnia komórka, która próbowała wydawać im jakiekolwiek polecenia. Sytuacja w jakiej się znalazł była co najmniej podejrzana. Tak, wracanie do domu po pijaku zdecydowanie było złym pomysłem. Co znaczyło, że to on sam najzwyczajniej w świecie zjebał, a kobieta która właśnie go zaczepiła zapewne uratowała życie nie tylko jemu, ale i nieszczęsnemu przechodniowi, którego mógł trafić przy odrobinie pecha. Nawet jeśli pewnie mało kto by się nim przejął.
  — Koncert? Nie, koncert już był, o tam. W środku — zamachał ręką w stronę klubu, uderzając nią z całej pety w kierownicę. Przeklął po polsku pod nosem, mamrocząc coś o matkojebcach i potrząsnął kilkakrotnie dłonią, by pozbyć się nieprzyjemnego bólu i mrowienia w palcach.
  — Tak sobie siedzę, ogrzewam w mroźną noc — powiedział z tak silnym polskim akcentem - który zazwyczaj włączał mu się właśnie, gdy był pijany - że momentami ciężko było zrozumieć niektóre wypowiadane przez niego słowa. Kiwał się cały czas na boki, gdy ta podziękowała za wejście do samochodu. A szkoda.
  Zrobił minę zbitego psa, wyłączył jednak posłusznie silnik, pocierając rękami o ramiona w odpowiedzi na wdzierające się do środka powietrze. Kanada Kanadą, wytrzymałość wytrzymałością, ale brak snu, alkohol i stres średnio wpływały na utrzymanie odpowiedniej temperatury ciała.
  — A złapie mnie Pani jak upadnę? — zapytał z wesołym uśmiechem. Skoro jednak chciała, by wysiadł to wysiądzie — Uwaga otwieram drzwi.
  Zamknął jeszcze tylko wcześniej szybę i faktycznie otworzył drzwi do pojazdu, wychodząc na zewnątrz. Może się kiwał, może był pijany w trzy dupy, ale nadal wychodził w ten Hollywoodzki sposób, zaraz zaczesując dłonią włosy do tyłu. Gdyby nie błędny uśmiech, wyglądałoby to nawet całkiem naturalnie i na miejscu. Zamknął samochód i oparł się łokciem o dach.
  — Z Pani to musi być gorąca kobieta. Taka mroźna noc, a Pani nawet nie drgnie.
  Jak widać jego mózg mógł dawać z siebie wszystko, ale zwyczajnie zabrało mu rąk do pracy, by powstrzymać wypadające z jego ust debilizmy. Ale wypowiadane w dobrej wierze. Liczyło się, nie?
Maannguaq Thorleifsen
Maannguaq Thorleifsen
The Wolf Bringer of Justice
Re: Klub Evening Desire
Sob Sty 09, 2021 3:13 pm
Uniosła brwi, kiedy Julian uderzył o kierownicę. Przez chwilę zaczęło ją zastanawiać, jak w ogóle udało mu się dotrzeć do samochodu bez żadnego złamania otwartego. Trochę szkoda, zaoszczędziłby jej roboty.
- A reszta zespołu gdzie? - spytała podejrzliwie.
Jeżeli miało się okazać, że jest ich w tym miejscu jeszcze kilku, w podobnym stanie i - co gorsza - podobnym pomysłem na powrót do domu, Maannguaq była gotowa skontaktować się z resztą policjantów, by ci przyprowadzili większy samochód i zajęli się tym cyrkiem. A sama może wróciłaby pod klub, aby zostać postrachem narkomanów. Chociaż akurat tam był to easy mode. Nie zmieniało to jednak faktu, że łapanie ćpunów było dla niej czysto "ideologicznym" hobby - w końcu swoją głupotą w dużej mierze szkodzili innym obywatelom.
- Ale oczywiście wie pan, że zgodnie z prawem jest pan zobowiązany wyłączyć silnik po trzech minutach, prawda?
Delikatnie rzecz ujmując, Julian trafił bardzo źle tego wieczora. Inuitka była pewnego rodzaju fanatyczką kodeksu drogowego, więc od razu zasugerowała kolejne potencjalne przewinienie.
- Z całą pewnością - odpowiedziała na jego pytanie, robiąc krok w bok.
Ton jej wypowiedzi z całą pewnością jednak nie wskazywał na to, by planowała w jakikolwiek sposób zapobiec upadkowi mężczyzny.
Zacisnęła usta i obdarzyła rozmówcę morderczym spojrzeniem, kiedy ten znowu zaczął mówić. Automatycznie zacisnęła także pięści - miała straszną ochotę złapać go za łeb i uderzyć nim parę razy o samochód. Może nawet by to zrobiła, gdyby co jakiś czas w pobliżu nie pojawiał się jakiś człowiek - wcale jej nie zależało na szkodzeniu reputacji policji.
- Wystarczyło się ciepło ubrać - odparła, chociaż ton jej głosu zaczął przypominać warczenie.
Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i stanęła obok drzwi do pojazdu, w taki sposób, by ewentualnie skutecznie uniemożliwić Julianowi otwarcie ich. Jeżeli do tej pory nie był świadom, że ma przesrane, to teraz już powinien był to zauważyć.
- Może podwiozę pana?
Pytanie to zadała siląc się na miły ton głosu. Specjalnie jednak nie wspomniała gdzie go podwiezie. Dom? Komenda? Fast-food? Środek lasu? Łagry?
Julian Kwiatkovsky
Julian Kwiatkovsky
The Liberty Individual Trouble Seeker
Re: Klub Evening Desire
Sro Sty 13, 2021 2:48 am
  Reszta zespołu...
  Zamyślił się przez chwilę, wyraźnie intensywnie myśląc. To było bardzo, ale to bardzo dobre pytanie. Gdzie był Jaylen? Był przekonany, że wchodzili do klubu razem, ale potem jakoś mu się wszystko rozmazało. W sumie nie było w tym zbyt wiele dziwnego. Perkusista preferował dużo ostrzejsze zabawy niż Julian. Pewnie wciągał kokę w kiblu czy coś tego typu. Kwiatkovsky mimo wszystko unikał podobnych rozrywek ze względu na córkę. Syna znaczy się. Cholera. Tak czy inaczej nie mógł powiedzieć tego policjantce. Aż tak rozumu nie stracił.
  — Nooo, w środku pewnie. Im to tam gorąco jest, nie. Ale pewnie będą tam spać. Na stołach. Albo pod. Ewentualnie na wycieraczce jak ich wykopią — zachichotał kilkakrotnie, nim zdał sobie sprawę że ten głupi żart bawi tylko jego — nie mam niestety pojęcia. Imprezujemy odz... odziel... oddzielnie.
  Z tego wszystkiego aż ugryzł się w język. Syknął cicho, zaraz mrucząc coś pod nosem z niezadowoleniem. Szlag by to wszystko.
  — Ile już minęło? Ten czas tak szybko leci. Przysięgam powinni w tych samochodach montować kompasy. Nie chwila, nie tak się to nazywało. Storapy. Stetoskopy. Stopery? — ostatnie trzy słowa wypowiedział już po polsku do samego siebie, pocierając wargę kciukiem w wyraźnym zamyśleniu. Kolejny monolog był już praktycznie niedosłyszalny. Mamrotał do siebie tak cicho, że dało się jedynie zwrócić uwagę na jego poruszające się usta.
  Julian był na to wszystko albo zbyt głupi, albo zbyt pozytywny. Nawet w takiej sytuacji nie przestawał się uśmiechać. Nie przejawiał też jakichkolwiek oznak zmartwienia czy - co ważniejsze - agresji, która tak często pojawiała się u przedstawicieli jego kraju po wlaniu w siebie odpowiednich ilości alkoholu.
  — Nie wiem czemu pani w ogóle pyta, skoro i tak nie mam większego wyboru, ale doceniam uprzejmość — westchnął ciężko, kręcąc nieznacznie na boki głową. Taka była prawda Julian. Jak to mawiała babcia Gertruda (wcale nie miała tak na imię) wpadłeś jak śliwka w kompot. Nawarzyłeś sobie piwa to teraz musisz je wypić. Jak sobie pościeliłeś tak się wyśpisz. Jeszcze przez chwilę przywoływał sobie w głowie różne polskie powiedzonka nim w przebłysku świadomości ponownie upewnił się, że dobrze zamknął i zabezpieczył samochód. W obecnych czasach zostawianie gdziekolwiek auta było średnio bezpieczne, a takiego otwartego? Nie byłoby go w kilka sekund.
  — Trochę się martwię o swój czterokołowy dobytek, no ale. To jak, w kajdankach czy bez? — zapytał wyciągając grzecznie rączki przed siebie, wyraźnie gotowy do skucia. W końcu policjantka wyglądała mu na taką co lubi mniej grzeczne zabawy. I bardzo bolesne dla swoich podopiecznych.
Maannguaq Thorleifsen
Maannguaq Thorleifsen
The Wolf Bringer of Justice
Re: Klub Evening Desire
Nie Sty 17, 2021 2:55 am
Powoli uniosła jedną brew. Żenowało ją tak nieodpowiedzialne zachowanie jak to, o którym wspominał muzyk. Przecież jeżeli nikt się nimi nie zajmie, mężczyźni wyrzuceni z klubu mogą zasnąć na ulicy i zamarznąć w samych koszulach/topach/czymkolwiek! Z drugiej strony nie był to jedyny klub w mieście, imprezy odbywały się (prawie?) codziennie, a jednak o takich przypadkach nawet ona niewiele słyszała.
- Kompasy? - powtórzyła, nie rozumiejąc, do czego zmierzał.
Po chwili przestała rozumieć jeszcze bardziej. Pozostało jej tylko stać i czekać, aż mężczyzna wpadnie na odpowiednie słowo. Całe szczęście, że w miarę szybko się poddał.
- Słuszna uwaga, panie Kwiatkovsky.
Rzeczywiście, jej pytanie było wręcz niespodziewanie kurtuazyjne, jeśli brać pod uwagę jej codzienny styl bycia.
Już chciała powiedzieć coś na temat samochodu, kiedy to dotarło do niej pytanie. Zakrztusiła się. Żałowała, że nie nosiła ze sobą kija baseballowego, bo mogłaby go teraz zdzielić przez ten głupi łeb parę razy. Go to horny jail. Tak naprawdę nie planowała go zakuwać w kajdanki, ale skoro nalegał...
Z tym, że złapała Juliana za nadgarstek i wykręciła mu go do tyłu, po chwili robiąc to samo z jego drugą ręką.
- Wolę w ten sposób - odparła z uśmiechem niewiniątka - A co do samochodu... możemy odholować. Na koszt właściciela.
Złapała mężczyznę mocno pod ramię i zaprowadziła do radiowozu, gdzie otworzyła drzwi, ale nie dała mu wsiąść jak człowiekowi. Dosłownie wepchnęła go tam i energicznie zamknęła drzwi.
- Następna stacja: izba wytrzeźwień. - Wreszcie mogła to oficjalnie ogłosić, chociaż domyślała się, że pasażer był już tego świadom.

zt x2
Lézard
Lézard
The Liberty Individual Trouble Seeker
Re: Klub Evening Desire
Sro Sty 20, 2021 7:01 pm
  — Mówiłem ci już, że moja dziewczyna ze mną zerwała dla fagasa, który załatwił jej glejt potrzebny do wyjechania z miasta?
  — Tak, tak, jakieś trzy drinki temu — westchnął, przewracając oczami, czego na szczęście nie zauważył siedzący na przeciwko klient.
  — Podła suka. Jeszcze tydzień temu mówiła, że nie wyobraża sobie życia beze mnie, a teraz co? Pewnie siedzi wygodnie w jakimś apartamencie, kompletnie nie myśląc o mnie.
  — Nie dziwię jej się — odparł cicho do siebie, podsuwając mężczyźnie kolejny drink.
  — Co mówiłeś? — Brązowe oczy klienta zmrużyły się, gdy poniósł głowę i utkwił badawcze spojrzenie w Noelu. Jego szczęka drgała, co tylko nadawało mu wyglądu rozdrażnionego zwierzęcia.
  — Ach, mówiłem, że dziwię się jej — sprostował szybko, klnąc na siebie w myślach za nieuwagę. W czasie rozmów w pracy bardzo często musiał zostawiać wiele słów w głowie, żeby przypadkiem nie powiedzieć czegoś, czego inni nie chcieli słyszeć. Ale bywały takie dni, kiedy czasami język był szybszy od rozumu. Na szczęście blondyn potrafił wychodzić cało z takich wpadek. W końcu ludzie przychodzili tutaj przede wszystkim po to, aby uzupełnić procenty w swojej krwi, a ci nieszczęśliwi nierzadko mylili klub z pokojem zwierzeń. — Nie była ciebie warta.
  Gdyby przynajmniej raz w tygodniu zapisywał brednie, które mówił w pracy, powstałby z tego obszerny tom. Czasami sam nie mógł uwierzyć we własną cierpliwość do klientów, ale gotówka, którą stawiali przed nim na blacie w ramach napiwków, skutecznie potrafiła mu przypominać, że warto przełknąć słowa i pozwolić niektórym się wygadać.
  — Daj znać, jakbyś potrzebował kolejnego drinka, a tymczasem zajmę się innymi.
Aeden Carter
Aeden Carter
The Liberty Individual Trouble Seeker
Re: Klub Evening Desire
Pon Sty 25, 2021 12:51 am
[ ubiór ]

   Zdaniem Cartera, wiele było odpowiednich okazji do wypicia. Zły dzień, kiedy szklanka cierpkiego alkoholu stanowiła jednocześnie pociechę, jak i przypominała o goryczy życia. Dobry dzień, kiedy lampka półsłodkiego wina mogła być jego zwieńczeniem, podsycając dobry humor. Czy też przeciętny dzień, kiedy dobry alkohol mógł dodać nieco barw nijakiemu nastrojowi. Być może jednak po prostu swoim myśleniem próbował ukryć przed samym sobą, że ostatnio zbyt często chce sięgać po butelkę? Póki co, na szczęście dla Cartera, ciężko było mówić o prawdziwym problemie alkoholowym. Ot, życie w Riverdale City dawało w kość, a rzeczywistości dużo łatwiej stawiać czoła, gdy nie jest się najzupełniej trzeźwym.
   Dzień obecny Carter uznawał za nijaki z naciskiem na gorszy. Głównie dlatego, że mimo leków miał wrażenie, że zauważa u siebie objawy nadchodzącej fali negatywnego nastroju. Życie według niepojętych dla niego faz, podczas których mózg raz losował dobry, a raz zły nastrój, zawsze było dla niego ciężkie. Nauczył się obserwować w swoim myśleniu i zachowaniu drobne szczegóły, które zwiastowały pojawienie się fali depresji lub wprost przeciwnie, a takie praktyki tylko coraz mocniej napędzały jego błędne koło psychicznych tortur.
  Kierując się więc swoim zwyczajowym myśleniem, że zawsze jest dobra pora na picie, uznał, że i tym razem nieodzowny przyjaciel Jack Daniels pomoże mu ukoić zszargane nerwy. Od razu po pracy zdecydował się skierować swoje kroki do ulubionego klubu.
   Po wejściu, zdjął z głowy czapkę i podszedł do baru. Zwrócił uwagę, że stoi tam barman, którego już kojarzył i za którym przepadał, co choć minimalnie poprawiło mu humor, bo zdecydowanie nie miał nastroju na bycie obsługiwanym przez kogoś, kogo kojarzyłby z bycia burkliwym i nieuprzejmym.
   Usiadł na jednym ze stołków i czekał, aż barman skończy obsługiwać wybitnie rozgadanego klienta. Gdy już odwrócił się w jego stronę, Carter uśmiechnął się lekko.
  — Cześć! Whisky z lodem — przywitał się i od razu przeszedł do rzeczy, szybko wybierając jakim drinkiem zacznie ten wieczór.
Lézard
Lézard
The Liberty Individual Trouble Seeker
Re: Klub Evening Desire
Nie Sty 31, 2021 10:32 pm
  Gdy tylko odwrócił wzrok od rozgadanego klienta, któremu dziewczyna złamała serce, zauważył Cartera, czekającego na obsługę. Doskonale, może jednak dzisiejszy wieczór nie będzie wcale taki zły, mimo że już na samym początku miał ochotę wziąć urlop na żądanie, aby ulotnić się stąd jak najszybciej, a najlepiej to w ogóle nie przychodzić. Jednak pojawienie się blondyna sprawiło, że dzień zyskał dodatkowe punkty. Carter zdecydowanie nie zaliczał się do tych ludzi, którzy swoim towarzystwem wysysają z człowieka wszelką energię.
  — Cześć, dobrze cię widzieć — powiedział, sięgając po whisky. — Już zaczynałem myśleć, że okrutnie zdradziłeś ten klub i zacząłeś odwiedzać inny. Ale oczywiście ty byś nie popełnił takiego haniebnego czynu — odparł, uśmiechając się niczym rodzic przyłapujący swoje dziecko na robieniu nieodpowiedniej rzeczy i czekający, aż przyniesie ona mało przyjemny rezultat dla dzieciaka.
  Postawił zamówienie przed Carterem, ukradkiem zerkając na innych, by upewnić się, że żaden samotny klient nie czeka na jego podejście. Na szczęście w pierwszych godzinach otwarcia klubu nie musiał za bardzo martwić się o to, czy zdoła wszystkich obsłużyć i w między czasie porozmawiać z tymi bardziej przyjemnymi klientami, których miło było powitać w lokalu.
  — Dzisiaj szybka runda whisky czy planujesz tutaj miły wieczór? — zagadał, wystukując palcami na blacie rytm muzyki wydobywający się z głośników.
Serpent
Serpent
The Fox Mischievous Trickster
Re: Klub Evening Desire
Czw Kwi 08, 2021 1:20 am
  Karty. Dla niektórych były jedynie kawałkiem papieru z dość popularnym, prostym nadrukiem. Numerami i figurami, które pozostawały niezmienne i powalały swoją prostotą.
  Dla Aziela, karty były dziełem sztuki. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że powtarzające się wzory potrafiły przybrać nieskończenie wiele różnych form. Połączyć się w kombinacje, które przy jednym rozdaniu zwiastowały nadchodzące zwycięstwo, natomiast przy następnym - sromotną porażkę. Łut szczęścia. Właśnie tak swe wygrane określała większość osób przychodzących do kasyna. Dobre rozdanie, które zapewniło im przewagę nad innymi siedzącymi przy stole osobami. Takie, które potrafiło powtórzyć się trzy razy, a następnie przepaść bezpowrotnie, zabierając im wszystko co zarobili danej nocy. A niejednokrotnie wypełnić ich kieszenie dodatkowymi długami, gdy frustracja przerosła oczekiwania.
  Serpent nie sądził, by istniało coś takiego jak szczęście. Były jedynie umiejętności. Obserwacja. Czuły dotyk palców na papierowych kartach, gdy przerzucał je miękkim, wprawionym ruchem pomiędzy sobą. Konkretne ich ułożenia, które pomagały mu z góry zadecydować o tym kto danego wieczora wyjdzie jako zwycięzca, a kto jako dłużnik. Była to jedna z niewielu nauk, które nie tylko przyszły do niego z niesamowitą naturalnością, ale przede wszystkim niosły mu całą masę satysfakcji.
  Nikogo nie powinno zatem dziwić, że Las Vegas było dla niego istnym rajem. Miasto żyjące nocą. Kasyna, w których obrót pieniędzy niejednokrotnie określało się nie w tysiącach, lecz milionach. Dreszcz adrenaliny za każdym razem, gdy jeden z klientów postanawiał postawić na szali swoją rezydencję w Los Angeles czy cholernie drogi samochód z limitowanej edycji, który właśnie dotarł do nich z zagranicy. Reid nigdy nie chciał stamtąd wyjeżdżać. Było to miasto, które spełniało wszystkie jego oczekiwania. Kto by więc pomyślał, że któregoś dnia ktoś zburzy jego krainę mlekiem i miodem płynącą. Riverdale, do którego przybył by zacząć nowe życie, nie stało poziomem nawet obok. Niejednokrotnie mijał ulicą osoby, które wolałby trzymać od siebie z daleka. Wiedział jednak, że wypłacone przed ucieczką pieniądze przy jego luksusowym trybie życia znajdą swój koniec. Poza tym szara codzienność upływająca na dogadzaniu samemu sobie była najzwyczajniej w świecie... nudna. Brakowało mu ciągłego zastrzyku emocji. Adrenaliny, gdy po raz kolejny przekładał karty na korzyść podstawionego gracza. Widoku paniki i desperacji w oczach kogoś, komu nie wychodziła trzecia runda z rzędu.
  Wiadomość, która rozniosła się po mieście kilka dni wcześniej była jego nadzieją. Nie chciał używać słowa zbawienie, nie był bowiem pewien czy właściciel, z którym był umówiony na rozmowę, był tym czego poszukiwał. Być może miał do zaoferowania wyłącznie nudną pracę kolejnego krupiera, który działa zgodnie ze sztywnym regulaminem. Który przerzuca jedną kartę po drugiej z tą samą kamienną twarzą, nijak nie ingerując w rozgrywki. Byłby tym jednak cholernie zawiedziony.
  Przekroczył próg baru, nawet nie patrząc w kierunku obsługi. Poprawił mankiety białej koszuli pod idealnie wyprasowanym czarnym garniturem i skierował się w stronę schodów, od razu odnajdując wzrokiem lożę VIP. Nie obchodziły go wołania jednej z kelnerek, która wyraźnie próbowała potwierdzić jego tożsamość i powstrzymać go przed kolejnymi krokami. Był jedynie sekundy od zatrzymania przez zaalarmowaną ochronę, gdy zatrzymał się przy odpowiedniej kanapie, siadając na niej tak naturalnie, jakby została tu wstawiona właśnie dla niego. Na jego twarzy nie pojawiła się nawet drobna namiastka jakichkolwiek emocji, gdy ze spokojem podniósł głowę, zatrzymując spojrzenie dwukolorowych oczu na siedzącym naprzeciwko niego mężczyźnie.
  — Aziel Ackermann — przedstawił się krótko, opadając wygodnie na oparcie kanapy — mam przyjemność z Nathanem Renshawem czy jego pracownikiem?
  — Najmocniej przepraszam, naprzykrza się Panu? Nie zdołaliśmy w porę zareagować — spanikowana kelnerka pojawiła się tuż obok stołu i wykonała kilka głębokich ukłonów, zaraz machając energicznie dłonią na ochroniarzy, co najwidoczniej nie zrobiło większego wrażenia na Azielu. Uniósł jedynie dłoń i podparł policzek trzema palcami, łokieć kładąc na oparciu, patrząc wyczekująco przed siebie.
Nate Renshaw
Nate Renshaw
The Liberty Individual Trouble Seeker
Re: Klub Evening Desire
Czw Kwi 08, 2021 11:25 pm
Powiedział, że odezwie się później, ale za każdym razem, gdy to mówił, „później” nigdy nie nadchodziło. Dziewczyna, którą odprowadzał wzrokiem, była całkiem ładna, ale na tym kończyły się jej zalety. Miałaby duże powodzenie jako kelnerka, ale jej nudna osobowość wpasowywała się w realia restauracji lub spokojnych kawiarni. W jego klubie pożarliby ją żywcem i całkiem możliwe, że zdążyła to odczuć za sprawą samego przebywania w jego towarzystwie. Nate nie był zwyczajnym pracodawcą. Jeśli wyniosła jakiekolwiek doświadczenie ze swoich wcześniejszych prób znalezienia pracy, na pewno zauważyła, że nie zawracał sobie głowy formalnym podejściem, a jednocześnie roztaczał dookoła siebie aurę kogoś, kto znał swoją pozycję i skutecznie ją wykorzystywał. Nie miał problemu, by prowadzić swobodne rozmowy z przyszłymi pracownikami, ale miał też ściśle sprecyzowane wymagania, których należało się trzymać. Szukał ludzi, którzy byli w stanie im sprostać. Ludzi, którzy nie obawiali się ryzyka. A przede wszystkim –ludzi, którzy nie brzydzili się ubrudzić sobie rąk.
    To miasto może i było przeklęte, ale nie każdy był do tego stworzony.
    Renshaw zerknął na kosztowny zegarek na nadgarstku. Jego następna rozmowa miała zacząć się za jakieś pół godziny. Zawsze starał się dysponować czasem tak, by mieć go trochę dla siebie. Rozsiadł się wygodniej na fotelu i złapał za menu, które zostawiono na jego stoliku, na wypadek, gdyby postanowił zdecydować się na jakieś danie lub inny zestaw trunków. Krótka przerwa od pracy była idealna na zabicie głodu. Rozmowy z wybrakowanymi osobowościowo ludźmi potrafiły zmęczyć niejednego człowieka. Blondyn nie był wyjątkiem.
    Poszukiwania posiłku nie trwały długo – może dlatego, że większość stron owocowała w alkohole. Menu wylądowało z powrotem na blacie, a Nathan uniósł rękę, przywołując do siebie jedną z kelnerek. Zajmowanie VIPowskich loży miało swoje plusy – obsługa zawsze dokładała wszelkich starań, byś czuł się priorytetem. Jako szanujący się właściciel własnego klubu, zdawał sobie sprawę z tego, że uprzejmość, z jaką był traktowany, była wymierna w stosunku do zawartości jego portfela, ale ta świadomość w zupełności mu nie przeszkadzała. Mając dookoła posłuszne psy, które były gotowe przynieść mu wszystko na zawołanie, oszczędzał mnóstwo czasu.
    ― Co Panu podać? ― Kelnerka pojawiła się przy jego stanowisku tak szybko, jak się tego spodziewał. Do tej pory Evening Desire jeszcze go nie zawiódł i tylko dlatego co jakiś czas pojawiał się tu w towarzystwie różnych osób. Służbowo lub prywatnie. Obsługa prawie na pewno snuła na jego temat wiele różnych teorii, ale jego styl życia już dawno został przyćmiony przez status stałego klienta, który pozostawił tu niemały majątek.
    — Małą pizzę na cienkim cieście. Tę z szynką parmeńską i rukolą. Do tego jeszcze raz to samo — kończąc swoją wypowiedź, zastukał wymownie o pustą szklankę, w której jeszcze przed chwilą znajdował się jego zamówiony wcześniej drink. Jeden z nielicznych drinków bezalkoholowych, które serwował ten lokal. Kto jak kto, ale blondyn poważnie traktował swoją pracę.
    Zresztą nie tylko on. Dziewczyna kiwnęła głową, jakby to w niej rejestrowała zamówienie (nie miała przy sobie żadnego notesu), zgarnęła z blatu pustą szklankę i ruszyła w stronę baru, by poinformować resztę kadry o zamówieniu.
    Kolejne dwadzieścia minut upłynęło w oczekiwaniu na posiłek. Niezbyt wyszukany, ale mocno ograniczone menu nie pozostawiało mu większego wyboru. Skupiony na swoim talerzu, nie zwracał większej uwagi na otoczenie. Czas spotkania zbliżał się nieubłaganie, ale to nie on był tu stroną, która musiała zamartwiać się o swoją przyszłość. Dla niektórych rozmowy o pracę były kwestią życia i śmierci. Po ulicach włóczyła się cała masa ludzi, którzy desperacko usiłowali znaleźć sposób na utrzymanie swoich rodzin – zwłaszcza w tych ciężkich czasach. Niestety Renshaw nie należał do grupy miłosiernych samarytan, którzy na siłę dawali szansę każdemu. Miał do czynienia z wieloma nijakimi twarzami, które już dawno temu zniknęły z jego pamięci.
    „Aziel Ackermann”
    W samą porę.
    Widelec zanurzył się w niewielkim kawałku ciasta upstrzonego kolorowymi dodatkami. Nate bez zaskoczenia uniósł spojrzenie znad talerza, najpierw powoli oceniając wzrokiem sylwetkę – przynajmniej jej część – i całkiem nienaganny ubiór. Wreszcie spojrzenie intensywnie błękitnych oczu zatrzymało się na twarzy białowłosego. Trudno powiedzieć, czy błysk, który pojawił się w oczach jasnowłosego był jedynie sprawką migających świateł, czy może w spojrzeniu Renshawa faktycznie nastąpiła jakaś zmiana. Jedynie on miał świadomość tego, że pierwszy raz od kilku dni znów poczuł, że musi coś mieć.
    Problem polegał na tym, że tym razem nie chodziło o przedmiot, który od tak można było schować do kieszeni i zabrać go ze sobą do domu. Wcześniej nie zdarzyło mu się postrzegać ludzi w takich kategoriach – każdy z nich miał w sobie coś nieidealnego, ale tym razem miał do czynienia z prawdziwym dziełem sztuki. Oczywiście cały czar mógł prysnąć tak szybko, jak się pojawił. Ale na razie zsunął taką możliwość na dalszy plan, ciesząc się tym niecodziennym widokiem.
    „Najmocniej przepraszam, naprzykrza się Panu?”
    Kelnerka nie dała mu szansy, by przedstawić się w należyty sposób. Chyba po raz pierwszy poczuł się niezadowolony z tutejszej obsługi. Przez swoją nadopiekuńczość wyciągali mylne wnioski.
    — Naprzykrza? Skąd. Lubię przyjemne dla oka towarzystwo — odparł bez najmniejszego zawahania i zerknął na bok, wychwytując ochroniarzy, którzy zmierzali w ich stronę. — Oczekiwałem przybycia pana Ackermanna, więc prosiłbym o potraktowanie go na równi z klientami. Może zacznijmy od przyjęcia zamówienia. Jestem pewien, że dzięki temu oczyścimy atmosferę — dodał, wbijając spojrzenie w poddenerwowaną dziewczynę. Nie jemu było oceniać, czy była tu nowa, czy może po prostu niezbyt bystra – cokolwiek by to nie było, w tym momencie zabrakło jej profesjonalizmu, szczególnie że białowłosy nie zdradzał nawet cienia agresji.
    Właściwie nie zdradzał niczego.
    Może właśnie o to w tym wszystkim chodziło.
    — Wejście z hukiem — odezwał się dopiero wtedy, gdy dziewczyna się oddaliła. Dzięki temu na nowo mógł skupić się na swoim nowym nabytku towarzyszu. Przyszłym pracowniku. W jego głowie z pewnością już miał tę robotę. — Nate Renshaw. Myślę, że czekają nas dużo ciekawsze przyjemności — rzucił i odłożywszy sztućce na talerz z niedojedzoną pizzą, rozsiadł się wygodniej, wyciągając ramię na oparciu kanapy. — Na szczęście możemy odłożyć je na później. A na razie — sięgnął po szklankę z drinkiem, jakby trzymanie jej w ręce miało uczynić tę rozmowę przyjemniejszą — skąd zainteresowanie pracą w klubie?
Sponsored content
Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach