IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 [PÓŁNOC] Kawalerka

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
Victor Ros

avatar
110
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
110


   
Czw Sty 10, 2019 12:49 pm
       
Ej, on jest bardzo dojrzały i zaradny. Tylko czasem czepiają się go głupie żarty a wtedy leci po całości. Niefart dla Raven bo to ona została ich dzisiejszą ofiarą. Ale spokojnie, nic jej nie będzie. Częściowo oswoiła się z tego typu tekstami i można rzec, że oboje wybadali się na tyle, że nikt do nikogo nie będzie miał urazy.
Gdybym wiedział, wiesz, miał pewność, że wygram to pewnie bym w to poszedł ale tej pewności mi brakuje. Może jestem nadpobudliwy ale nie szalony. To sport dla bardzo bogatych i równie stukniętych.
Partyjka dla rozrywki fajna sprawa, trzeba wiedzieć kiedy skończyć. Wiecie, zejść ze sceny niepokonanym itp. Dobra passa zawsze ma swój kres a wtedy zaczynają się schody. Pożyczki, długi, utracone majątki i inne tego typu historie, które już nie raz obrazowały filmy.
Później nastąpił finisz prac ogólnych i nic tak nie cieszyło Vica jak ten właśnie moment. Na znak końca końców przyciągnął się do góry jakby właśnie ukończył wysiłek porównywalny z wykonaniem rowu długości pięciu kilometrów w 40 stopniowym upale. Czas na relaks.
Zabierając ze sobą paczkę papierosów i zapalniczkę, wyszedł z dziewczyną na balkon. Podczas gdy ona opierała się o barierkę, on spoglądał na drogę i to co się na niej dzieje.
Hm?
Obrócił się w stronę salonu i makiety, która rzeczywiście nie była idealna ale prezentowała się całkiem ok.
Nie wszytko musi być idealnie proste. On jest taki no, naturalny.
Z tego co pamiętał, rzucił kilka razy okiem na grafikę związaną z podobną tematyką i cholera, tam wszytko było proste. Jebać to. Ten wulkan był zajebisty.
Te ręce go robiły
Pomachał małej przed twarzą a na koniec podszczypał jej boczek.
Powrót do góry
 
Go down
Raven Castlecrow

avatar
204
#Dusza Towarzystwa
204


   
Pią Sty 11, 2019 6:58 pm
       
Jego słowa to sama prawda. W ten biznes mieszały się trzy typy osób - albo urodzonych w czepku, albo niemających co robić z pieniędzmi, albo szukających tego czepka. Dziewczyna nigdy nie była za hazardem. Nie dla niej było stawianie wszystkich pieniędzy na jedną talię, mając pięćdziesiąt procent szans na ugranie albo przegranie. Toteż się w to nie bawiła i bawić nie będzie.
- No w tym przypadku nie śmiem się z tobą nie zgodzić. - podsumowała, bo co tu dużo gadać. Każdy robił z pieniędzmi to co chciał, a jeżeli ktoś lubił ryzykować majątki to już jego sprawa.
Na jego słowa z aprobatą pokiwała głową. Ten ich wulkan nie musiał być idealny, ważne, żeby wybuchnął wtedy, kiedy trzeba. Chociaż Raven z natury była perfekcjonistką, tak w tym przypadku jej oczy aż tak bardzo nie płakały. Ich wspólne dziecko to owoc ciężkiej pracy, więc doczepianie się do szczegółów było równe samookaleczeniu.
Spoglądając na jego ekspresywne ruchy z subtelnym uśmiechem zdążyła przewidzieć jego następny ruch, oczywiście nie mogąc odmówić sobie odgryzienia. Dosłownie. Kiedy te jego paluchy zbliżyły się na niebezpieczną dla niego odległość, zwinnie, niczym żmija, skubnęła jego kciuka, oczywiście nie pozwalając na przesadę.
- Trzeba było trzymać paluszki przy sobie. - rzuciła z uśmiechem małego diabła, odsuwając się trochę w celach profilaktycznych. Trzymając fajkę w ręku, nie omieszkała by się jej użyć. No może nie była takim chujem, aby przypalać Vica w samoobronie, bo dzisiaj i tak urządziła mu już o wiele większy ból.
Powrót do góry
 
Go down
Victor Ros

avatar
110
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
110


   
Pią Sty 11, 2019 10:26 pm
       
Jakaś laska się z nim zgadza. To ten moment, w którym powinien wyciągnąć z kieszeni telefon i stworzyć nową notatkę związaną z wydarzeniem. Co roku będzie o tym pamiętał przez synchronizację z mailem. Tak, to zasługuje na osobne święto.
Raven, teraz musisz ze mnie wyjść.
I jakby nigdy nic, wrócił do dalszych działań jakie miały związek w kończeniem tego wszystkiego.
Ała, Jezu, jakaś żmija mnie ukąsiła.
Syknął strzepując z dłoni niewidocznego gada. W istocie ugryzienie nie było wcale takie bolesne ale nie mógł odmówić sobie możliwości zrobienia z tego całej szopki. Najpierw pociągnął jeszcze jednego macha papierosa, który w konsekwencji wylądował w popielniczce na parapecie balkonu. Nie, nie zgasił go, tylko odłożył na czas spektaklu. Mając obie wolne dłonie, jedną zacisnął na nadgarstku tej poszkodowanej. Podsunął ponownie dziabnięty palec pod nos dziewczyny twierdząc, że:
Jakaś żmija mnie ugryzła, pocałuj bo bardzo boli.
Nie trzeba nadmieniać, że pomiędzy kończeniem makiety a spacerem na fajkę, Ross nie korzystał z kranu i wody przez co na jego palcu widniała duża plama z zielonej farbki. Prawdopodobnie tym też paluchem niechcący zawadził której z Ravenowych drzew. Na upartego można by iść i zobaczyć, która korona nosi na sobie odbite linie papilarne. Wracając jednak do sytuacji, ów brudny palec, z premedytacją był coraz bliżej samej sprawczyni wypadku.
Błagam, inaczej umrę!
Naparł na nią tak mocno, że gdyby nie barierki, już dawno leżałaby piętro niżej na chodniku. Dobrze, że asekuracyjnie trzymała daleko swojego papierosa bo Ross wcale o tym nie myślał.
Powrót do góry
 
Go down
Raven Castlecrow

avatar
204
#Dusza Towarzystwa
204


   
Sob Sty 12, 2019 5:19 pm
       
Słysząc jego słowa, spojrzała na niego w stylu co kurwa, po czym jeszcze przez chwilę obserwowała jak bez zbędnej ostentacji wrócił do roboty. Pozostawiając to bez komentarza, sama zajęła się swoją częścią, starając się wszystko zrobić na cacy. No przynajmniej w teorii.
- Musisz wyssać jad. - rzuciła rozbawiona, ukazując światu swoje równe uzębienie. Szeroki uśmiech nieco stracił na mocy, kiedy obserwując jego poczynania zauważyła jak odstawia papierosa. To nie wróżyło nic dobrego. Kiedy już skrępował jej jedną rękę, musiała zacząć na szybko kombinować plan działania. I wtedy właśnie pojęła wielką ideę jego zemsty.
- Nawet się nie waż. - odruchowo zaczęła oddalać się od napastnika, jednakże balkonowe barierki skutecznie jej to uniemożliwiały. Nagle lampka zaświeciła nad jej jasną główką. Kiedy jego palec był już bardzo blisko jej twarzy, zaryzykowała, z wolnej ręki upuściła papierosa - spokojnie, posprząta - chcąc szybkim ruchem zebrać mu trochę jeszcze mokrej farbki z palca i maznąć mu w losowe miejsce na twarzy.
Powrót do góry
 
Go down
Victor Ros

avatar
110
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
110


   
Sob Sty 12, 2019 10:22 pm
       
Według najnowszych doniesień wysysanie jadu nie było wskazane. Należy ucisnąć powyżej ugryzienia a najlepiej założyć jakiś zacisk. Dobrze, że ta żmija była fikcyjna bo na ratunek ze strony Raven nie bardzo można liczyć. Co prawda liczą się dobre chęci ale starsi ludzie gadają, że nimi piekło jest wybrukowane. Nigdy mnie nie ratuj do przyjazdu karetki.
Wtrącił innym tonem głosu przerywając na chwilę swoje błaznowanie. Nie na długo, bo już po paru sekundach lamentował nadal, że kres życia jest bliski.
Ty śmieciarzu.
Tlący się jeszcze papieros upadł na płytki a ich niedokładne ułożenie sprawiło, że potoczył się na sam kraniec a później zaliczył lot w dół. Nawet nie musiała po sobie sprzątać. Farciara. Siłowanie się z nim w jej przypadku było tak bezcelowe, że aż zabawne. Gdyby chciał, mógłby trzymać ją za nogę poza barierką jedną ręką. Była drobna i nawet uganianie się za końmi nie sprawi, że pokona Rosa w starciu. Nie trzeba być jasnowidzem żeby przewidzieć kto zyskał nowe barwy wojenne na policzku. Kreska na prawej stronie aż prosiła się o domalowanie dalszej części. Tak przygotowana mogła ruszać na mecz. Raven kibol. Tylko wuwuzele jej dać pod pachę i szalik na barki.
A do tego brudas.
Wywrócił oczami w teatralny sposób próbując przy tym naśladować ją najlepiej jak tylko się da.
Powrót do góry
 
Go down
Raven Castlecrow

avatar
204
#Dusza Towarzystwa
204


   
Nie Sty 13, 2019 3:38 pm
       
- Chciałbyś, żeby te śliczne rączki cię ratowały. Ale ok, jak wolisz. Na trumnę rzucę ci paczkę fajek. - skwitowała jego słowa, spoglądając mu w oczy. Mając za sobą pozytywnie ukończony kurs z pierwszej pomocy mogłaby spokojnie udzielić ratunku niejednej osobie w potrzebie. Ale ostatnia wola umierającego jest w końcu ponad to, nie?
Jej zamiary niestety nie spotkały się z zamierzonym skutkiem. Nie minęło parę sekund, a jej rumiana cera została przyozdobiona piękną, zieloną kreską. Teraz mogła być brana za jedną z legendarnych wojowniczek albo za ofiarę rytualną składaną wielkim bóstwom. Tylko jedna z opcji była brana pod uwagę, niestety. Dlatego też postanowiła walczyć o pierwszą pozycję.
- Victorze Ros, właśnie w tym momencie wypowiedziałeś wojnę niewłaściwej osobie. - rzuciła całkowicie poważnym tonem i spojrzała na niego spod byka, kiedy skończył wywracać oczami. Och jakże potrafił sparafrazować ruchy jej gałek ocznych. Chociaż do ideału i tak mu brakowało. Subtelnie odpychając od siebie jego wielkie cielsko, skierowała się w stronę popielniczki i postanawiając zabawić się w złodziejaszka, wzięła z niej jeszcze tlącą się fajkę, która teraz zmieniła właściciela. - No co się patrzysz, tak okropny czyn wymaga zadośćuczynienia. - rzuciła, obracając się w jego stronę. Widok tego blond palacza z umazanym na zielono policzkiem musiał wyglądać nawet całkiem śmiesznie. Może teraz udało mu się odnieść triumf, ale tylko do czasu, Ros.
- Dobra, kończmy to pierdolenie, bo trzeba posprzątać. A trochę nam zejdzie. - ciężko wdychając, spojrzała na ten wielki stołowy burdel. Czekało ich kolejne wyzwanie, ale skoro potrafili skleić tak zajebiste dzieło, to ogarnięcie mieszkania nie powinno stanowić dla nich większego problemu. Chyba.
Powrót do góry
 
Go down
Victor Ros

avatar
110
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
110


   
Pon Sty 14, 2019 1:00 pm
       
Hahaha ta scena, w której ksiądz rzuca łopatką odrobinę piachu na dechy bo z prochu powstałeś i w proch się obrócisz. Każda kolejna osoba, która jest uczestnikiem pogrzebu robi to samo i nagle na trumnę spada paczka czerwonych malboro. Uwielbiam.
Z tym ratowaniem to może tak nie do końca bo widząc już światło w tunelu, a zakładając, że to nie nadjeżdżający pociąg, to pewno pokusiłby się o te pomocne dłonie. Jednak na tą chwilę Ros się nigdzie nie wybiera a ukąszenie nie okazało się śmiertelne. Uf, co za farcik.
- No teraz to się boję, serio. Zacznę spać przy zapalonej lampce a w ciemne uliczki to już się nigdy nie zapuszczę. Powstrzymał śmiech pozwalając na mały akt kradzieży i wandalizmu ze strony krasnala ogrodowego. A niech sobie dopali papierosa. On kiedyś robił podobnie, tyle, że sytuacja miała miejsce po imieninach ciotki. Razem z kuzynem spili wszystkie resztki wódki z kieliszków. Nie było tego dużo ale dla małolatów wystarczyło żeby iść spać chwilę po dwudziestej.
- Ja mogę odkurzyć. Zaoferował żeby nie było, że znowu brakuje mu entuzjazmu i do wszystkiego podchodzi jak za karę. Pssst – chociaż tak było. Wszedł więc do mieszkania i pierwsze co zrobił to przesunął makietę na jedną stronę, tak, żeby można było korzystać z części blatu. Ten umazany był w kilku miejscach farbą, na podłodze walały się jakieś fragmenty kartek a całość była pięknie opruszona składnikami na masę solną. Nie łatwiej to spalić i urządzić od nowa?
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
[PÓŁNOC] Kawalerka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: