IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 [PÓŁNOC] Kawalerka

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
Victor Ros

avatar
110
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
110


   
Sob Lis 17, 2018 9:46 pm
       
40 metrów kwadratowych położone na drugim piętrze jednego z wielu znajdujących się tutaj budynków. Mieszkanie składa się z salonu połączonego z kuchnią, łazienki i małej sypialni. Jego wyposażenie jest na przeciętnym poziomie i chociaż nie brakuje w nim podstawowych sprzętów to całości daleko do ideału. Jeśli spodziewasz się złotych klamek i kryształowych żyrandoli to najwyraźniej pomyliłeś drzwi. Sorry koleś~
Powrót do góry
 
Go down
Victor Ros

avatar
110
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
110


   
Sob Lis 17, 2018 10:08 pm
       
Skrobanie w zamku sprawiło, że jedna powieka męskiej, śpiącej królewny nieznacznie drgnęła. Chwilę później dołączyła do niej druga a zaraz później czekoladowe oczy leniwie studiowały nierówności sufitu w salonie. Mózg kazał uporczywie przenieść się prawej ręce w kierunku uda i punktu, który niemiłosiernie bolał. Byłoby to banalnie proste gdyby nie zasnął dwie godziny wcześniej z kończyną nad głową. Teraz nie miał nad nią absolutnie żadnej władzy i musiało dość zabawnie wyglądać kiedy to przełożył ją do przodu lewą dłonią. Jakby nie była jego, cholernie dziwne uczucie. Spanie na kanapie to fatalny pomysł ale nie mając wyboru dobre i to.
Gdy po pięciu minutach udało mu się zrzucić nogi na miękki dywan, na komodzie dostrzegł niewielką białą karteczkę. "Poszłam na pociąg, śniadanie masz na stole, wrócę za dwa dni. Nie pakuj się w kłopoty. Mama" na końcu listu widniało coś, co było połączeniem całusa i serca. Ta kobieta nigdy nie będzie zdecydowana... pomyślał w drodzę do łazienki.
Brak snu a właściwie jego znikoma ilość połączona ze stresującą nocą były znacznie silniejsze w starciu z zimnym prysznicem. W ręczniku na biodrach i z lekko wilgotnymi włosami przemieścił się do kuchni gdzie znalazł kawę i cukier. To było to czego potrzebował.
Co właściwie robił w mieszkaniu matki? Poprzedniej nocy załatwił kilka spraw dzięki czemu do kieszeni wpadła mu niezła sumka i powrót o 4 rano do akademika był krótko mówiąc średni. Matka musiała załatwić coś w Nowym Jorku więc na weekend mógł się tu zatrzymać. I jeszcze jakiś projekt, o którym nawija mu Raven. Chociaż zielonego pojecia nie ma o co cho, to lepiej to zrobić i mieć z głowy. Tu był spokój i więcej miejsca. A no i nie chciało mu się zrywać wcześnie żeby jechać na swoje śmieci. Mając w pamięci chatę Raven istnieje ryzyko, że dostanie na wejściu klaustrofobii ale to już nie jego problem. Miałby przynajmniej kolejny powód do śmiania się z perfekcyjnej pani od koni. Oj te małe blondynki.
Powrót do góry
 
Go down
Raven Castlecrow

avatar
204
#Dusza Towarzystwa
204


   
Nie Lis 18, 2018 2:56 am
       
Dochodziło południe, kiedy dziewczyna zjawiła się pod blokowiskiem. Szczęściem nie była zmuszona używać domofonu, gdyż wychodzący z klatki mieszkaniec otworzył wejście na tyle szeroko, aby udało się jej w ostatnim momencie podtrzymać zamykające się drzwi stopą. Po tym żwawo wdrapała się na drugie piętro, stając pod właściwymi drzwiami. Zapukała do drzwi, czekając na przystojnego odźwiernego. Przez dłużej trwającą chwilę szybko spojrzała na telefon, czekając aż księżniczka łaskawie zabierze się za otwieranie zamków.
W końcu ciemne drzwi uchyliły się, a za ich okowami ukazała się dobrze znana jej nieogolona facjata. Nie spodziewała się, że gospodarz wyjdzie jej na spotkanie w samym ręczniku. Spoglądając ukradkiem na jego mocno zarysowane mięśnie, szybko przeniosła wzrok na twarz, uśmiechając się przy tym. Była tylko zwykłą kobietką, którą cieszyły takie niespodzianki. Postanowiła jednak nie dawać tego po sobie poznać. A przynajmniej się starała.
- Cześć Księżniczko, dopiero się wstało? - rzuciła z entuzjazmem na wejściu, musząc po drodze podjąć próbę wytarmoszenia jego ciemnych włosów. Widniejąca możliwość ponownego skarcenia ją za tą czynność była jednak ograniczona materiałami, które Raven zorganizowała do stworzenia ich cudownego projektu. Wypełnione rozmaitymi rzeczami torby odstawiła pod ścianę, aby móc ściągnąć z siebie kurtkę, która zawisła na pustym wieszaku.
- Ładne mieszkanko. - skomentowała, wchodząc do salonu. Pierwsze co rzuciło się jej w oczy, to rozwalony koc i poduszka na kanapie. Najwidoczniej udało się jej trafić w idealną porę. Zważając na stan jego jestestwa - dosłownie. Skupiony praktycznie wokół jednego pomieszczenia metraż w niczym jej nie przeszkadzał, a co ważniejsze, uważała je za przytulne.
- Strasznie ciepło tu masz. - powiedziała, jednocześnie ściągając z siebie nieco za dużą szarą bluzę, przez co świat mógł ujrzeć jej białą koszulkę na ramiączkach, wciśniętą w okowy jasnych jeansów. - Przygotowałeś cokolwiek? - odwróciła się w jego stronę, nie spodziewając się, ze stoi tak blisko. Bez ostentacji zrobiła krok w tył, aby móc spojrzeć w jego czekoladowe oczy nie łamiąc przy tym karku. Nie spodziewała się, że ulokowanie spojrzenia tylko i wyłącznie na jego twarzy będzie takie trudne. Całe szczęście, dobrze jej szło. Mógłby już założyć koszulkę albo... cokolwiek.
Powrót do góry
 
Go down
Victor Ros

avatar
110
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
110


   
Nie Lis 18, 2018 9:45 pm
       
Duża ilość czarnej cieczy w filiżance, szklance, a raczej czymś co przypominało sporej wielkości kubek termiczny. Jego indywidualny, wypróbowany patent. Wcześniej dużo rzeczy często rozpraszało jego uwagę i w konsekwencji zapominał o drogocennym płynie, który w samotności czekał tracąc z każdą minutą temperaturę. Teraz gustowny, czarny przedmiot ze wzorem białego jelenia stał się bezwzględnym numerem jeden.
Znacie uczucie, które towarzyszy chwili, w której macie na coś bardzo ochotę, pochylacie się nad tym, już to macie, trzymacie i nagle słyszycie dzwonek do drzwi.
No kurwa.
Syknął odstawiając na blat parujący jeszcze napój. Bez zbędnego pośpiechu przemieścił się do drzwi, po otworzeniu zamka na progu stanęła Raven. Nie musiał jej szczególnie zapraszać do środka, sama weszła. Co więcej śmiała dotknąć jego jeszcze wilgotne włosy. Co za baba.
Cześć Mała. Jakoś tak wyszło.
Nieprzypadkowo użył tego określenia mając w pamięci to, jak bardzo jej działa na nerwy. W bitwie słów remis 1:1.
Będziesz gotować mi obiad?
Zajrzał ukradkiem do jednej z toreb nie kryjąc rozczarowania. To on miał coś naszykować? Nikt mu nic nie mówił a sam niespecjalnie nad tym myślał. I co teraz.
Podążając za blondi do salonu niemal natychmiast wkradł się do części kuchennej gdzie nareszcie upił chociaż ten jeden, mały łyk mocnej czarnej.
Nie ma mnie kto grzać w nocy więc grzejniki są na 5. Ale jeśli jest Ci gorąco to możesz się rozebrać. Całkiem.
Rzucił jakby oczekiwał przytulenia chociażby do piersi. A tą, no cóż. Ocenił zaraz po tym jak zdjęła z siebie bluzę. Tak wyglądała o niebo lepiej.
Siebie i kawę. Ale Tobie też mogę zrobić.
Uśmiechnął się z politowaniem dla jej własnego rozsądku. Pytanie powinno być retoryczne. A może było? Ktoś taki jak on nie przywiązywał wagi do projektów o ile nie miał noża na gardle. Tym bardziej, że była to praca w parach i każdy wie jak to bywa. Większość robi jedna osoba, ta ZDOLNIEJSZA. A podpisują się obie.
Może zanim przejdziemy do czegokolwiek to ja się ubiorę. Obawiam się, że przy moim obecnym stroju nie będziesz się mogła skupić.
Zaczesał włosy palcami do tyłu niczym rasowy model robiąc przy tym niezwykle poważną minę. Jak widać dzisiejszego dnia pomimo zmęczenia miał świetny humor.
Gdzieś tu był mój dres.
Rozejrzał się obstawiając podłogę w okolicy kanapy lub łazienkę.
Jest. Może ja się pójdę ubrać a Ty zrobisz mi śniadanie.
I zanim ta zdążyła zabić go śmiechem dorzucił bardzo dobry, konkretny argument.
Tak będzie szybciej.
Powrót do góry
 
Go down
Raven Castlecrow

avatar
204
#Dusza Towarzystwa
204


   
Nie Lis 18, 2018 11:04 pm
       
kocham za pierwszy i drugi akapit XDDD

Słysząc słowo na m, zastygła w połowie kroku, po czym spiorunowała go spojrzeniem. W tym momencie nie chciało się jej za to oddać - w końcu potrzebowała sprawnego nadgarstka przy tworzeniu projektu. Na wszystko przyjdzie pora. Pozostało jej tylko pokiwać z dezaprobatą głową.
- Nie, ale... - na moment jej dłoń zanurkowała w materiałowej torbie, po czym wyłoniła z tajemniczym pakunkiem. - Po drodze skoczyłam jeszcze do piekarni. Mam nadzieję, że lubisz pączki z różą, bo jak nie to... W sumie to wtedy więcej dla mnie. - posłała mu uśmiech, zadzierając przy tym podbródek. Głupio było jej przychodzić do kogoś bez jakiekolwiek niespodzianki, która w tym przypadku objawiła się pod postacią torby wypełnionej kilkunastoma ciepłymi pączusiami. Odkąd pamięta mama wpajała jej tą manierę, przez którą osłodziła dzień niejednej osobie. Czasami dosłownie.
Słysząc jego słowa, przewróciła teatralnie oczami, chociaż nie obyłoby się bez cienia subtelnego uśmieszku. Jeszcze może do tego ma zaserwować mu butelkę schodzonej whisky?
- Zapomnij skarbie. - rzuciła, spoglądając na niego z lekka zmrużonymi oczami, po czym minęła go w przejściu, aby odwiesić bluzę. Wracając do pokoju, schowała telefon do tylnej kieszeni. Czegóż innego mogła spodziewać się po osobie, która jeszcze nie ogarnęła planu swoich zajęć? Całe szczęście w tym związku była bardziej rozgarnięta. Może te jego słowa wywołały u niej minę w stylu japierdole facet co ty tu, ale w głębi musiała przyznać, że w obecnie przybranej pozie wyglądał kurewsko dobrze. Może w tym całym jego gadaniu było ziarno prawdy?
- Idź już, a nie gadaj tyle. - rzuciła, pozwalając lekkiemu uśmieszkowi wkraść się na jej rumianą buźkę, po czym gdy zniknął w odmętach łazienki, parsknęła sama do siebie. To sobie znalazł kurę domową. W sumie to sama była głodna, więc postanowiła przystąpić do kuchcenia. Szybko namierzyła półkę z garnkami, wyciągając z niej potrzebny sprzęt. Zaglądając do lodówki od razu stwierdziła, że musiała tu mieszkać kobieta, w przeciwnym razie wszystkie półki pewnie świeciłyby pustkami. Albo światłem odbijanym od szkła chłodzących się butelek. Robiąc co należy, za chwilę na patelnię wjechał pierwszy omlecik. Raven nie kryła się z tym, że potrafiła dobrze gotować. Wychodząc spod kuchennej musztry jej mamy nie mogło być inaczej. W międzyczasie zalała kubek z nasypaną wcześniej kawą. Usmażone dzieło powędrowało na talerz obok akurat wtedy, kiedy pomieszczenie przeszył dźwięk otwieranych drzwi łazienkowych. Ciekawe czy brunet był w ogóle gotowy na taki zwrot akcji.
- Zrobię ci dwa, żeby w masę poszło. - powiedziała nawet się nie odwracając, kiedy to patelnię znowu spowiła wcześniej wykonana mikstura. Na szybko upiła malutki łyk gorącej kawy, po czym drugą odgarnęła blond włosy na jedną stronę.
Powrót do góry
 
Go down
Victor Ros

avatar
110
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
110


   
Pon Lis 19, 2018 9:09 am
       
Ten wzrok był dla niego niczym innym jak nagrodą za udaną prowokację. Wystarczy tak niewiele. Jedno MAŁE słowo, żeby wzbudzić w niej tego uśpionego chomika bo nic bardziej agresywnego nie mogło w niej siedzieć. Chyba mam pomysł na wyszarpanie pucowatych polików ale to w miarę rozwoju sytuacji i to wtedy gdy skończą się pączki. Dopóki samica ma żarcie jest nietykalna, złota zasada.
Pączek do kawy. Zajebiście. Lubię.
Pączek to jeden z bardziej niewdzięcznych wypieków jakie miał możliwość spożywać. Już przestał liczyć ile razy ugryzł to dziadostwo raz i drugi, mając nadzieję, że nadzienie jest na samym końcu. Nie było go wcale. Albo kiedy jakaś baba w piekarni położy pączka obok zwykłych bułek i zamiast kanapki z szynką na śniadanie, jadł kanapkę z szynką i lukrem, bo to dziadostwo dotykało kajzerki.
Niech będą te pączki.
W końcu podniósł z podłogi czarne, dresowe spodnie i poszedł wygoniony do łazienki. Tam ubrał się i przetarł dodatkowo włosy suchym ręcznikiem. W konsekwencji fryzura stała w każdą możliwą stronę. Kilka ruchów grzebieniem i na głowie zapanował względny ład, aczkolwiek bez fajerwerków. Spoglądając w lustro doszedł do wniosku, że musi zrobić porządek ze swoją brodą. Ubrany w czarne, mięsiste spodnie od dresu i biały t-shirt z krótkim rękawem wyglądał jak rasowy Seba, trudno. Gdy ponownie pojawił się w okolicach kuchni, poczuł przyjemny zapach czegoś ciepłego do jedzenia. Jednak robiła mu śniadanie. Klękajcie narody.
Victor nie mogąc do końca uwierzyć w to co czuje, pojawił się za Raven nie wiadomo kiedy. Obejmując jej smukłe ramiona zapuścił żurawia na zawartość patelni. Zdecydowanie musiał zapamiętać tą chwilę.
Możemy robić częściej te projekty?
Zapytał wspierając się niemal na jej plecach. Poranek, kawa, piękna kobieta w kuchni. Czego chcieć więcej?
Powrót do góry
 
Go down
Raven Castlecrow

avatar
204
#Dusza Towarzystwa
204


   
Pon Lis 19, 2018 10:51 pm
       
Słysząc za sobą ciche kroki nastawiła się mentalnie na ewentualny atak, który nastąpił szybciej niż się spodziewała. Mocne ramiona spowiły ją w okowach, aczkolwiek nie utrudniały dalszego kuchcenia. Gdyby teraz ktoś wszedł do okupowanego pomieszczenia, ujrzałby sytuację niczym z obrazka. Taki prawie idealny poranek, aczkolwiek do pełnego ideału brakowało jeszcze pewnego aspektu. Ale o nim chyba nie trzeba było głośno mówić, meh.
- Najpierw spróbujmy zrobić ten jeden, potem pomyślimy. - z lekka odwróciła głowę do tyłu, znowu doprowadzając do sytuacji, kiedy ich twarze oddalone były od siebie praktycznie na minimum. W jej złotych oczach zatańczyły jakieś ogniki, a usta wykrzywiły się w zawadiackim uśmiechu. - Poza tym jak tak bardzo potrzebujesz kucharza, to nie ma problemu. - rzuciła, łapiąc za talerz z dwoma ciepłymi omletami. - Ale nie za darmo. - dodała, odwracając się w jego stronę całkowicie, po czym gdy puściła mu oczko, okrążyła go małym łukiem, aby postawić swoje dzieło na stole. Ciekawe co w tym momencie zrodziło się w tej jego chłopięcej główce. - Do stołu podano. - rzuciła z nonszalancją, dłonią wskazując na jeszcze trochę parujące danie. Sama na szybko podeszła do blatu, aby zgarnąć kubek z kawę. Po tym wróciła i zasiadła na krześle, podkulając pod siebie nogi. Jeszcze nawet dobrze się nie usadowiła, a już jej drobna rączka była w trakcie dzierżenia większego pączka. Raz za czas mogła pozwolić sobie na chwilę przyjemności.
- W necie znalazłam instrukcję na taki zajebisty wulkan. Myślę, że jak użyjemy dwa razy więcej sody, niż powinniśmy, to nie wysadzę ci mieszkania.
Powrót do góry
 
Go down
Victor Ros

avatar
110
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
110


   
Wto Lis 20, 2018 12:30 pm
       
Widok jak z obrazka, rzeczywiście. Brakuje tylko gromadki dzieci, kilkunastu metrów kwadratowych więcej i dobrego auta na podjeździe. Realia są bardziej brutalne, bo oboje znajdują się w małej kawalerce, on ma tylko motocykl a na dodatek, co zabawne, nawet nie są parą.
Przez krótki ułamek sekundy, gdy stali naprzeciw siebie, miał prawdziwą ochotę ją pocałować ale w ostatniej chwili zrezygnował z tego spontanicznego pomysłu. Mieli w końcu robić jakieś projekt a ta mogła się oburzyć i wyjść albo co gorsza zabrać ze sobą omleta. To byłby prawdziwy cios.
Najpierw muszę sprawdzić czy kucharz jest wart swej ceny.
Mruknął blokując przez chwilę drogę ale w końcu puścił ją żeby mogła zanieść talerze do stołu. Dzisiaj wyjątkowo grzecznie za nią chodził (bo miała jedzenie). Szybkim ruchem zgarnął sztućce i usiadł na krześle. Wcinając omleta co jakiś czas zerkał na swego gościa dając do zrozumienia, że może mu taki robić codziennie rano.
Raven, jaki wulkan, jaka soda. O co chodzi. Od początku.
W nawyku miał oglądanie telewizji przy jedzeniu i słuchanie tego co w niej gadają. Teleturniej, pogoda, wiadomości, nieważne, byle była wizja i fonia. Dzisiejszego poranka ekran zastąpi mu Raven. Niczym rasowa spikerka zdradzi tajniki szkolnego projektu. Może być i tak.
Mamuśka byłaby średnio szczęśliwa gdyby zamiast bloku zastała dziurę w ziemi. Jak możesz to weź to pod uwagę.
Skończył jeść przeciągając się na krześle i gładząc po pełnym brzuchu.
Zajebisty.
Rzucił komplement w swoim stylu czekając równocześnie na opowieść rodem z horroru.
Powrót do góry
 
Go down
Raven Castlecrow

avatar
204
#Dusza Towarzystwa
204


   
Wto Lis 20, 2018 2:22 pm
       
Obejmując mocniej ciepły kubek, wzdychnęła niczym zmęczony siedemdziesięcioletni człowiek. Zapowiadał się bardzo długi dzień, szczególnie że chłopak najwyraźniej nie był rozgarnięty w temacie. No dobra, rzuciła go na głęboką wodę sama wybierając temat ich projektu, ale no musiał widzieć takie chociażby w tych wszystkich filmach, gdzie organizowali pokaz wiedzy szkolnej i mali okularnicy prezentowali swoje krzywe wulkany, które albo w ogóle nie wypalały albo wypalały za bardzo. Odrzucając głowę do tyłu, dała sobie chwilę czasu na zebranie myśli. Victor mógł ujrzeć jej twarz już po chwili, jakby bardziej poważną.
- Musimy zrobić wulkan - taki duuuży stożek wystający z ziemi, co raz za czas wyrzuca z siebie lawę i kłęby czarnego dymu... No to my trzaśniemy coś podobnego, ale zamiast tego całego syfu wydobędzie się z tego ładna biała chmurka czy coś w tym stylu. Zadanie na dziś to machnąć efektowną makietę, do środka wcisnąć podłużną tubę, tam porobić czary mary z octu i wody, a na koniec sypiesz pokaźną ilość zwykłej sody, żeby wszystko wyszło pięknie i cacy. Już trochę lepiej? - stara się wyjaśnić mu to jak najbardziej obrazowo. Po skończeniu krótkiego monologu, zwilżyła gardło kawą, której jak na złość zaczęło coraz bardziej ubywać. - Postaram się. - skwitowała z uśmiechem. Widząc jak jej jajeczny twór zniknął z talerza gospodarza, poczuła się dumna. Lubiła, kiedy ktoś doceniał jej pracę, a jeszcze bardziej cieszył ją fakt, że mogła tak zwykłą czynnością umilić komuś poranek. No i przede wszystkim nakarmić, jedzenie życiem.
- A dziękuję. - powiedziała z niekrytą dumą w głosie, której jednak kontrastu dodawała nutka skromności. Kończąc swoją kawę, wstała od stołu i podchodząc do rozłożonego chłopaka, wzięła leżący przed nim talerz. - Przynieś te torby, jakbyś mógł. - rzuciła, spoglądając na niego ukradkiem, po czym już po chwili stała przy zlewie, robiąc z niego użytek. Mokre naczynia wylądowały na suszarce, a po wytarciu rąk, dołączyła do chłopaka. - Dobra, najpierw trzeba zrobić makietę, z tym będzie najwięcej pierdolenia, ale sobie poradzimy. Tylko trzeba zrobić dużo masy solnej. - Raven bawi i uczy, a już na pewno zapewnia szybką podróż do czasów podstawówki, gdzie tworzenie karykatur z solnomącznego tworu było na porządku dziennym. No chociażby na zajęciach plastycznych. - Chyba, że masz jakiś inny pomysł? - jej złote tęczówki wbiły się w jego brązowe.
Powrót do góry
 
Go down
Victor Ros

avatar
110
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
110


   
Wto Lis 20, 2018 3:35 pm
       
Z Victora niekiedy wychodził prawdziwy wampir energetyczny. Szczególnie gdy czegoś kompletnie nie umiał i trzeba było prowadzić go za rączkę niczym dziecko we mgle. Pomysł Raven był dla niego korzystny ale ile ona dzisiaj nerwów i cierpliwości straci, to sam Bóg raczy wiedzieć. Grunt pod wyczerpującą pracę przygotowała perfekcyjnie. Śniadanie to podstawowy posiłek, który daje nam energię na resztę dnia. Przynajmniej tak głosiły wszystkie reklamy płatków śniadaniowych.
Dzięki słoneczko.
Uśmiechnął się miło jak na zadowolonego misiaka przystało. Opowieści na temat wulkanu słuchał z neutralną miną. Pomysł był naprawdę ciekawy i czasochłonny... dla szkolnego kujona. Masa solna? Coś gdzieś kiedyś widział, może nawet dotykał ale było to tak dawno temu, że wszelkie wspomnienia zdarzyły ulec zapomnieniu.
A nie możemy tego zamówić w necie? Albo kupić gotową makietę?
Szansę na entuzjazm ze strony Rav na jego propozycję była znikoma ale zawsze warto spróbować. Nim ta skarci go spojrzeniem albo co gorsza słowem, poszedł po te wielkie, porzucone torby. Podnosząc je z podłogi słyszał szum wody dobiegający z kuchni. Ona myła talerze. Chryste, gdyby widziała to jego matka, to sama zmusiłaby go do zaręczyn. Jak dobrze, że jej tutaj nie ma.
Ukradłaś cegły z budowy?
Odstawiając pakunki na środku tworu, który umownie nazwiemy salonem, spojrzał jeszcze raz na to co przyniósł. Piór to tam nie było. Może Raven prócz biegania za koniem, wieczorami przerzuca węgiel, albo ładuje na siłce. Miała laska moc.
Może być i ta masa solna ale na mnie nie licz. Nie znam żadnych przepisów na takie cuda.
Omiatając spojrzeniem całe pomieszczenie i zatrzymując się finalnie na dziewczynie, zagwizdał przeciągle niczym koleś czekający na coś w bardzo długiej kolejce.
Wygląda, że spędzimy dzisiaj ze sobą trochę czasu.
Zbliżył się niebezpieczne łapiąc w dwa palce kosmyk jej blond włosów. Chwilę bawił się nim.
Masz na coś ochotę?
Powrót do góry
 
Go down
Raven Castlecrow

avatar
204
#Dusza Towarzystwa
204


   
Wto Lis 20, 2018 5:06 pm
       
Słysząc jego słowa, zareagowała zgodnie z przewidywaniami. Nie zdążyła jednak spiorunować go spojrzenie, gdyż ten taktycznie wycofał się pod pretekstem wykonania wcześniej zleconej misji.
- Nie ma mowy leniu, to ma być zrobione przez nas i koniec tematu. - ton jakiego użyła mógł śmiało pretendować do tego, którego używała matka karcąca niesfornego syna. W sumie po tym śniadanio-obiedzie i umyciu garów mogła powoli zacząć się z nią utożsamiać.
Podchodząc do stołu, na którym wylądowały wszystkie pakunki, od razu sięgnęła do jednego, z którego zaczęła wyładowywać wcześniej kupione rzeczy. - Obraz wątłej blondyneczki został zburzony, co? - rzuciła z malującym się pod nosem uśmiechem, nie przerywając czynności. Nie mogła nazwać siebie strongmenką, aczkolwiek po tylu latach latania z widłami i obładowanymi taczkami mogła pochwalić się nie najgorszą krzepą. No może ciosem by nie powaliła, ale zęba wybić mogła. Więc niech Victoś ma się na baczności.
- Jak nie znasz, to poznasz. - posłała mu winszujący uśmiech, po czym zmniejszając między nimi dystans, po kolei ustawiła przed nim potrzebne składniki. - Masz tu sól i mąkę. To wsypujesz do miski w proporcjach 2 do 1, my wykorzystamy spokojne z trzy kilo mąki no to na to będzie półtorej kilo soli. Do tego lejesz wodę i ugniatasz dopóki wszystko się ładnie nie zlepi. Musi być gęsta, ale nie tak, żebyś mógł tym zabić jednym rzutem, tylko tak do lepienia. I spokojnie Księżniczko, będę tuż obok ciebie więc w razie czego poratuję cię z opresji. - właśnie wyznaczyła mu kolejne zadanie, nie czekając na jego aprobatę, tym samym mianując siebie szefem zespołu. Sama z większej torby wyciągnęła kwadratową podstawkę oraz papier, dzięki któremu miała stworzyć fajne otoczenie 3D dla ich przyszłego dzieła. No i oczywiście jakąś pustą plastikową butelkę czy ki chuj to jest, aby za chwilę nożem zamienić ją w pseudo tubę.
Odległość między została zmniejszona jeszcze bardziej, tym razem z inicjatywy chłopaka. Poczuła, jak jeden z jej blond kosmyków wylądował między jego palcami, przez co nie wiedząc czemu, z automatu przygryzła wargę od środka, na moment spuszczając przy tym wzrok. To wcale nie pomagało w pracy, halo! Ale czy narzekała z tego powodu? Po co odpowiadać.
- Na wiele rzeczy. Zależy co możesz zaoferować. - powiedziała nieco ściszonym głosem, spoglądając na niego. Mini gierka słowna z cichym podtekstem była czasem fajną odskocznią od pospolitej wymiany zdań, toteż czemu by nie skorzystać?
Powrót do góry
 
Go down
Victor Ros

avatar
110
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
110


   
Wto Lis 20, 2018 9:35 pm
       
Wspaniale. Od zawsze marzył o tym żeby ugniatać rękami ciasto jak jakaś baba na pierogi. Przypuszczał komu przypadnie ten wątpliwy zaszczyt. Laski mają przeważnie długie pazury, pod które lubi wszystko wchodzić. Szczególnie jakiś glut z soli, mąki i wody o ile dobrze zanotował. Ten dzień mógł być o wiele lepszy i piękniejszy gdyby ona nie była taka przepisowa. W zamawianiu rzeczy z internetu nie było nic złego. Wystarczyło wyszukać przedmiot, a gdy przyjdzie, nieco pogorszyć jego stan. Tak odrobinę, wiecie, trzeba wprowadzić element realizmu. Gdyby był w grupie z innym kolesiem o podobnym podejściu, od jakiś dziesięciu minut grałby z nim w fife, podczas gdy ktoś na drugim końcu stanu, składałby dla niego wulkan. Tylko wtedy nie miałby śniadania i zmytych talerzy. Coś za coś.
Chyba zacznę Cię zabierać na nocne spacery. W razie potrzeby staniesz w mojej obronie.
Zażartował mając przed oczami obraz, na którym Raven pokonuje bandę osiedlowych karków, finalnie poprawiając włosy jednym ruchem dłoni. Nieźle.
Kurwa, wiedziałem, że to ja będę musiał robić pieprzone ciasto. No wiedziałem.
Wymamrotał ale bez wyrzutu. Zaakceptował ten fakt już wcześniej. Domyślny z niego chłopiec mamo. Dobrze, że jakimś cudem nie ma na dłoniach ran i innych ciekawych rzeczy typu zadrapanie. Włożenie okaleczonych rąk do soli nie należało do zabiegów rodem ze SPA.
Na przykład
Stół był zawalony różnymi pierdołami. Kilka kilogramów produktów stało ułożonych w równym rzędzie, obok jakaś butelka, papiery, słowem wszystko. Nie przeszkodziło mu to jednak żeby znienacka chwycić dziewczynę za pośladki i podrzucić ją wprost na wysokość blatu. Jej tyłek automatycznie przesunął rzeczy, które tłoczyły się teraz na przeciwległym krańcu. Ulokowany między jej rozchylonymi udami oplótł blond włosy na swym nadgarstku i pociągnął do tyłu tak, żeby widzieć całą, długą szyję.
Na to.
Dokończył i w porównaniu z agresywnymi i szybkimi ruchami, które wykonał przed chwilą, teraz pocałował dość subtelnie fragment ciepłej skóry.
Powrót do góry
 
Go down
Raven Castlecrow

avatar
204
#Dusza Towarzystwa
204


   
Wto Lis 20, 2018 10:08 pm
       
Już jebać paznokcie, swoje blondyna traciła przynajmniej trzy razy w tygodniu, toteż tipsy czy inne shity nie wchodziły w jej plany. Po prostu nie mogło być inaczej. Jak tylko pojął przekazaną informację, dziewczyna poklepała go po plecach w stylu zuch chłopiec. Mieli przed sobą dość sporo pracy, dlatego ważna była organizacja. A to, że akurat jemu przyszło robić za wulkanową Magdę Gessler, no cóż, bywa.
Akcja potoczyła się szybko, za szybko. Czując jego dłonie na swoich pośladkach, mocniej wciągnęła powietrze, nie za bardzo wiedząc jak zareagować, po czym wystarczył ułamek sekundy, aby znalazła się na wysokości twarzy bruneta. Nie zdążyła się jej za dobrze przyjrzeć, gdy zmusił ją do podziwiania w miarę równego sufitu. Serce zabiło jej szybciej, a przyjemny dreszcz przeszył jej ciało. No, facet idealnie trafiał w jej gusta, subtelne podchody od zawsze ją irytowały. Wolała na ostro, co zrobić.
Kiedy jego ciepłe wargi złożyły na jej szyi pocałunek, powietrze z cichym świstem opuściło jej płuca.
- Victor... - jej ton miał wyrazić protest, ale jak to los przekorny jest, zamiast tego wyszedł jej seksowny pomruk. Głowa nie współgrała z ciałem, każde chciało co innego. Cichutki głosik sumienia karcił ją jak psa, który właśnie stuknął ulubioną wazę właściciela, a w silnie kontrastującej do tego  rzeczywistości objęła go nogami, przyciągając go do siebie jeszcze bliżej. Czy to coś właśnie nazywało się stłumionym pragnieniem? Może.
Powrót do góry
 
Go down
Victor Ros

avatar
110
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
110


   
Wto Lis 20, 2018 10:59 pm
       
Gdy jedna dłoń sprawowała pieczę nad unieruchomionym karkiem, druga badała plecy blondynki. Delikatnie zarysowane łopatki, krzywizny kręgosłupa i miejsce, w którym znajdowało się interesujące go zgrubienie materiału. Zapięcie od biustonosza. Kiedyś nie lada przeszkoda, przy której musiał gmerać obiema rękami nierzadko w złości prosząc o interwencję właścicielki. Teraz wystarczył szybki ruch palca wskazującego i kciuka żeby napięta część bielizny odskoczyła od siebie gwałtownie dając wolność piersiom. Słysząc swoje imię i czując zaciskające się wokół pasa uda, puścił kucyk, zabierając się jednocześnie za zsuwanie ramiączek stanika i bluzki. W tym samym czasie jego usta odnalazły drogę do warg blondynki. Całował je i podgryzał na zmianę. Będąc tak blisko, bez najmniejszego problemu mogła poczuć, że zaczyna mu się to wszystko bardzo podobać. Wiadomo o co chodzi.
Jeśli nic nie stanie mu na przeszkodzie to zarówno bluzka jak i stanik powędrują w okolice brzucha blondynki. Z tym, że ta ostatnia, pofrunie gdzieś na podłogę.
Chciała go zmusić do wyrabiania ciasta? No to pora na solidną rozgrzewkę bo nim zdarzy ponownie wyjęczeć jego imię, prawa dłoń obejmie jej lewą pierś zaciskając się na niej nieznacznie.
Ostatnią rzeczą, na którą zwracał teraz uwagę było to, co stanie się z poukładanymi na blacie produktami. O ile dobrze słyszał to właśnie kilogram czegoś, powędrował piętro niżej, wprost na podłogę. Jak tak dalej pójdzie to zakup makiety okaże się realnym wyjściem z sytuacji ale kto by teraz się tym przejmował.
Powrót do góry
 
Go down
Raven Castlecrow

avatar
204
#Dusza Towarzystwa
204


   
Sro Lis 21, 2018 12:24 am
       
Z każdą sekundą powietrze gęstniało coraz bardziej. To całe wspólne robienie projektu podobało się jej coraz bardziej, może rzeczywiście powinni robić, hm, to, częściej. Czując jak jego ręka błądziła po jej plecach, wiedziała co się święci. Po chwili poczuła przyjemny luz na klatce piersiowej. Objęła go nogami jeszcze ciut mocniej, pilnując się by nie przesadzić. Po chwili jej głowa wróciła do pierwotnej pozycji, jednakże nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, Victor skutecznie ograniczył jej możliwości. Z dość dużą namiętnością oddała mu pocałunek, przygryzając przy tym jego wargę. Przyśpieszony oddech zaczął formować się w przytłumione posapywanie. Obejmując go za szyję, przyciągnęła go jeszcze bliżej, niszcząc między nimi jakiekolwiek pojęcie odległości. Ta pozycja pozwalała jej bardzo dobrze odczuć, że gospodarzowi cała ta zabawa również sprawiała nie lada przyjemność. I to dość konkretnie.
Rezygnując z obejmowania jego karku, jedna ręka powędrowała w stronę włosów, druga zaś znalazła się pod białą koszulką, błądząc po jego dobrze wyrzeźbionym brzuchu. W obecnej sytuacji mięśnie były jeszcze lepiej wyczuwalne. Z trwającego dłuższą chwilę zatracenia wyrwał ją dźwięk plaśnięcia czegoś o ziemię. Nie przejęła się tym zbytnio, chociaż w jej głowie zadzwonił jakiś cichy dzwoneczek.
Nagle oderwała się od niego, łapiąc oddech. Jej głodne spojrzenie spotkało się z jego. Po paru sekundach zbliżyła się do niego, ale tylko i wyłącznie po to, aby skraść mu mokrego całusa, wieńcząc go przygryzieniem wargi bruneta. Wpatrując się w jego oczy, powoli zsunęła się ze stołu, czując, że jej nogi są praktycznie jak z waty.
- Najpierw projekt napaleńcu. - ona to była kurwą, naprawdę. Na domiar złego, paznokciem dłoni, która dalej tkwiła pod jego koszulką, zaczęła powoli zjeżdżać w stronę pasa, by na sam koniec znacząco zahaczyć o gumkę jego dresów. Z lekka zwiększając między nimi odległość, sięgnęła do zapięcia swojego biustonosza, aby umieścić go na pierwotnym miejscu zwinnym ruchem. Ręką przeczesała włosy do tyłu, odsłaniając jeszcze ciut rumianą twarz. Spoglądając na stół, parsknęła głośno śmiechem, rzucając spojrzenie sprawcy całego zamieszania. To nieźle. Powoli go okrążyła, aby odnaleźć uciekiniera pod postacią soli. Całe szczęście paczka była cała. Ostentacyjnie schyliła się po nią, oczywiście jak to na tą chwilę przystało, zginając się w pół. Nie to, że chciała mu robić na złość, jakoś tak wyszło, po prostu. Zgarniając po drodze opakowanie mąki, podeszła do chłopaka, wciskając mu pakunki w ręce.
- Wsyp to do miski tak jak mówiłam i zalej ciepłą wodą. Tylko wszystko tak z wyczuciem. - rzuciła jak gdyby nic, odwracając się w stronę zdemolowanego stołu. Starała się przyjąć w miarę neutralną minę, aczkolwiek w środku kipiała. Miała ochotę wskoczyć na niego i znowu powtórzyć sytuację sprzed chwili, ale z nieco innym zakończeniem. Nie, nie miała na myśli seksu, chociaż kto wie. W tak napiętych sytuacjach człowiek przestaje używać mózgu. Na chwilę obecną nie pozostało jej nic innego jak wrócić do swojej podstawki, która aż prosiła się o poklejenie. No i do pączków.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
[PÓŁNOC] Kawalerka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: