IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 [PÓŁNOC] Kawalerka

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
Raven Castlecrow

avatar
204
#Dusza Towarzystwa
204


   
Nie Lis 25, 2018 9:27 pm
       
A gdzie tam od razu z bajki. Owszem, był spory i bardzo dopieszczony pod względem szczegółów  - nic dziwnego, kiedy ma się rodziców pedantów nie nie pedałów - ale dla niej mógłby być jednocześnie małym, skromnym domkiem.
- Powiem, żeby dowalili jeszcze masztem z Disney'a. Tylko szkoda, że brakuje w nim księżniczki. Chociaż z drugiej strony mój brat Dante nadaje się do tej roli doskonale. - ona przenigdy. Laska, która na swoim chodzi w adasiowych dresach, brudzi się przy koniach i raz za czas, gdy matki nie ma w domu, napije się gruszkowego samogonu i zapali ze stajennymi nie pasowała do tego obrazu.
- Ale w sumie czemu pytasz? - w sumie jego pytanie na dłuższą metę nie miało większego związku z ich dyskusją, ale zaczął go drążyć.
Tak, wydawał się bystry. Nie wszystko musiało być zawsze spowodowane jego przystojną gębą. Co prawda miała może ona jakiś wpływ na wybór potencjalnej projektowej ofiary, aczkolwiek nie największy. Trochę wyznała się na nim podczas ich dachowej eskapady, więc postanowiła zaryzykować. Jak na razie rokowania były dobre, chociaż nie chciała chwalić dnia przed zachodem słońca.
- Z każdym kolejnym etapem zaczynam się ich wyzbywać. A już jak sam zrobiłeś tą masę solną to w ogóle wskaźnik uzdolnienia inaczej podskoczył o kilka jednostek w górę. Jesteś na dobrej drodze Victoś. - postanowiła już nie robić mu większych przykrości, na moment budząc w sobie tą milszą dla świata stronę.
Bunt w armii? Chyba niekoniecznie, jeżeli brunet zaczął podnosić się z krzesła. W międzyczasie przeciągnęła swoje ręce, dając im nareszcie chwilę wytchnienia. Jeszcze bardziej umocniła się w przekonaniu, że wszyscy masażyści muszą mieć ręce ze stali. Uciskać kogoś przez kilka godzin i jeszcze móc potem normalnie egzystować było sztuką. - Wow, czuję się zaszczycona. - Słysząc jego polecenie, szybko ulokowała się na krześle, opierając głowę o założone na oparcie ręce. Chyba podświadomie przewidziała taką sytuację, decydując się z rana na ubranie takiej, a nie inne bluzki. Kiedy poczuła jego dłonie na swoich barkach, rozluźniła się totalnie, czekając na ten jego ponoć pierwszy raz w boju.
- Albo mnie okłamałeś albo właśnie odblokowałeś pierwszy level ukrytej umiejętności. - rzuciła po pierwszych minutach jego poczynań, które jak się okazały, wcale takie amatorskie nie były. W tej chwili losy projektu zostały zepchnięte gdzieś na tyły jej głowy, chociaż dobrze wiedziała, że wraz z usłyszeniem domofonu trzeba będzie powrócić do rutyny. No jeszcze z przerwą na szamanko rzecz jasna.
Powrót do góry
 
Go down
Victor Ros

avatar
110
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
110


   
Wto Lis 27, 2018 12:38 pm
       
Forsa, rzecz nabyta. Dzisiaj jest, jutro jej nie ma. Życie w NY pokazało mu najbardziej brutalne kontrasty jakie tylko może posiadać ogromne miasto. Z jednej strony Wall Street i krawaciarze, których jest na pęczki. Zawsze dobrze ubrani w garniturach skrojonych na miarę, krawatach czy muchach idealnie dobranych pod kolor poszetki. Zawsze wysiadają z drogich fur, a te zaraz po odpaleniu silnika mruczą niczym zadowolone kociaki. Ten obraz był pocieszny dla oka, idealny, bo nie było w nim tego, co można znaleźć nieco dalej. Bronx, bo o nim mowa. To tu lepiej nie chodzić nocą w samotności. Bezdomni, chorzy, niepełnosprawni żyjący na ulicy. Na samo wspomnienie Rosowi robiło się niedobrze. Widział wiele i wiedział czego chce. Szanował kasę bo znał jej wartość. Nie znosił natomiast osób, które forsa zmieniła. Głównie z powodu ich podejścia do całej reszty. Takie miał podejście i już. A rodzice Raven? Nie znał, nie oceniał.
Do mnie też tak mówisz i wcale to mi się nie podoba.
Gdyby nie to głupie określenie, którym rzuciła do niego kilka razy, zapytałby czy jej brat jest gejem. Jak inaczej może kojarzyć się facet z mianem księżniczki. Wyobrażacie sobie Rosa w sukience? To chore.
Rozmawiałaś ze mną raz, wziąłem się znikąd i jeszcze nie bałaś się przyjść sama do jakiegoś mieszkania w bloku. Mogłem być seryjnym mordercą, zabić Cię, zawinąć w dywan i zakopać w piwnicy. Nie masz koleżanek?
Dziewczyny uwielbiają chodzić za ręce do łazienki, obgadywać inne laski i robić wspólne projekty podczas, których będą u siebie nocować. Przynajmniej tak mu się wydawało.
Raven
Zacisnął pewniej dłonie na jej ramionach balansując na granicy masażu i bólu dając do zrozumienia, że to ma związek z jego następnymi słowami.
Nie mów do mnie Victoś. To pedalskie i nie mam dziewięciu lat.
Rozluźnił uścisk powracając do barków i ramion. Jeszcze jakiś czas masował je w miarę delikatnie.
Bo w przeciwnym razie wymasuje Ci
Duże, męskie dłonie przemieściły się do przodu obejmując palcami szyję. Zacisnęły się na niej nieznacznie co nie mogło być komfortowe ale dla niego leżało cały czas w granicach żartu.
Krtań
Dokończył i w tej samej chwili w całym mieszkaniu rozległ się dźwięk domofonu. Automatycznie cofnął się szukając wzrokiem portfela. Gdy tylko zlokalizował go na komodzie, porzucił swoją pierwszą pacjentkę i zabierając niewielkich rozmiarów skórzany twór, poszedł do przedpokoju. Naciskając niewielki guzik przy czymś co przypominało telefon stacjonarny, jednocześnie przekręcił zamek w drzwiach. Chwilę później odbierał już pizze.
Masz farta. Twoje przyszło pierwsze.
Wrócił z kartonowym pudełkiem kładąc je obok wulkanu, lol, na stole. Doniósł jeszcze talerzyk i nóż. No chyba, że jeszcze chciała widelec co skomentowałby tylko spojrzeniem z politowaniem. Niech szama jak lubi.
Powrót do góry
 
Go down
Raven Castlecrow

avatar
204
#Dusza Towarzystwa
204


   
Sro Gru 05, 2018 3:05 am
       
Niby mówili, że pieniądze szczęścia nie dają, chociaż gdyby nie one, to ciężko byłoby godnie wyżyć na tym materialistycznym świecie. I pomimo tego, że rodzina Castlecrow śmiało mogłaby używać banknotów jako papieru toaletowego, to jednak lata ciężkiej pracy na to, co obecnie mieli, stała się fundamentem szacunku do każdego grosza. Wiadomo, że z ich zapleczem nie ograniczali się do zaspokojenia najniższych szczebli w piramidzie Maslowa, ale przy korzystaniu z życia jednocześnie od początku wpajali swoim wychowankom, że każdy pieniądz należy szanować. I z tego założenia do dzisiaj wychodzi Raven.
- Jak przestaniesz z małą, to ja przestanę z księżniczką. -
krótko i na temat. Niby z początku ten pseudonim miał zastosowanie tylko i wyłącznie przy znaczącej reakcji na zabawę jego włosami, chociaż z czasem troszeczkę zaczęło się jej to podobać. Mimo wszystko mogłaby z tego śmiało zrezygnować, jednak coś za coś.
- Na coś umrzeć trzeba. A przynajmniej ostatnie co bym zobaczyła, to twoja przystojna twarz, zawsze jakoś lepiej. Poza tym, bez ryzyka nie ma zabawy, nie? - stwierdziła, nie próbując podejmować jakiejś szczególnie głębokiej dyskusji na ten temat. - Mam, ale czasem trzeba zmienić otoczenie. - wychodzi na zdrowie, szczególnie po kilku przeszłych próbach skombinowania projektu, który zazwyczaj stawał w połowie fazy tworzenia, kiedy na stół wjechała pierwsza butelka podwędzonego wina. A potem następna. Czasem coś mocniejszego. No i jakoś tak cały proces tworzenia rozciągał się na na następne spotkania. Rekord to trzy, chociaż kto wie, czy w najbliższym czasie nie pobije tego wyniku.
Czując, jak jego paliczki mocniej zagłębiły się w jej skórę, spięła mięśnie, starając się uciec od pretendującego do bólu uczucia. Nagle poczuła, jak jedna ręka uwolniła jej ramię, aby przenieść się na gardło. Czując jak jej szyja zamknęła się w nieznacznym uścisku, mimowolnie przygryzła wargę od środka. Miała cichą nadzieję, że ten frywolny gest umknął jego uwadze. Na całe szczęście rozległ się dźwięk dzwonka, który chyba bardziej zaabsorbował uwagę bruneta. Nie minęła chwila, a pokój przeszedł cudownym zapachem pizzy, która wylądowała na stole. Blondynka szybko podniosła się z krzesła, aby zaraz dopaść pudełko i wyjąć z niego kawałek, który od razu wylądował w jej ustach. Co prawda syknęła, czując jak jeszcze ciepły kawałek przeszywa jej dziąsła, aczkolwiek potrzeba zaspokojenia głodu była silniejsza. Czasem zastanawiała się czy ludzie obok niej w niektórych sytuacjach nie postrzegają jej jako człowieka prymitywnego.
- Ok, czyli najpierw księżniczka, teraz Victoś. Więc pozostaje mi albo Vic albo Ros. Albo musimy znowu wykombinować randomową sytuację, przez którą wymyślę ci nową ksywkę. - powiedziała zaraz po tym, jak przełknęła pierwszy kęs. Dopiero wtedy zauważyła, że w pudełku znajdowały się sosy. Będzie mieć na następny.
- Masz jakiś rachunek? Bo nie wiem, ile dokładnie mam ci oddać. - rzuciła po krótkim czasie, przyzywając swoje maniery.
Powrót do góry
 
Go down
Victor Ros

avatar
110
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
110


   
Czw Gru 06, 2018 10:07 pm
       
Pieniądze, pieniądze. Wokół nich wszystko się kręci. Mawiają, że nie dają szczęścia. W obliczu straty i choroby owszem ale w każdym innym przypadku są zajebiście ważne. Ros mógł sobie gadać co mu ślina na język przyniosła w zależności od humoru ale i on za nimi gnał. Gdyby było inaczej, nie szlajałby się wąskimi uliczkami po nocach z towarem. Ryzykował zgarnięcie przez policję albo kosę pod żebra. W końcu to nie jego dzielnica, nie jego teren. A mimo to był uzależniony od bycia niezależnym. Brzmi jak paradoks ale to prawda.
Stawiasz warunki?
Dlaczego się jeszcze dziwił. Przez te wszystkie godziny jakie spędził w jej towarzystwie umiał przewidzieć kolejny ruch. Był o tym przekonany na obecną chwilę. Rozum podpowiadał mu żeby bezwzględnie zaszufladkować jej osobę. Wrzucić do jednego wora z innymi bogatymi pannami, które zadają się z takimi jak on tylko dla rozrywki i chwilowej adrenaliny. Jednak nie zrobi tego. Nie, do czasu aż Raven pokaże, że jest jak inne. Zawsze mogło być inaczej.
Na coś umrzeć trzeba mówiła moja babcia odpalając jednego papierosa od drugiego. Żyje do dziś.
Oddalił się chwilowo myślami ale wcale nie podążył w kierunku starszej pani z masą zmarszczek na twarzy i siwymi włosami do ramion. Raczej skupił się procederze ukrycia zwłok, które wcale nie byłoby takie łatwe zważywszy, że mieszkanie znajduję się przy ruchliwej drodze. Musiałby czekać do nocy i co dalej? Nawet nie ma auta a przecież zwłoki wywozi się w bagażniku. Do bani ten plan.
Taa, pizza położona na stole stała się łupem w ciągu sekundy. Dobrze, że nie miała nóg bo Raven chyba wyszła z założenia, że może jej zwiać. Dorwała się tak jakby nie jadła co najmniej tydzień albo i dłużej. Oparty jedną dłonią o stół, Ros przyglądał się procederowi z fascynacją i niedowierzaniem zarazem. Jak tak drobna istota mogła wciągnąć taki kawałek w ułamku sekundy?
Masz bulimie? Albo inną dziwną przyjaciółkę?
Zaśmiał się pokazując rząd jasnych i równych zębów. Pewnie gdyby chciał jej teraz zabrać jedzenie to by go ugryzła albo co gorsza wyrwała serce z klaty.
Numerek na stole i będziemy kwita.
Nie ma to jak płacić w taki sposób za żarcie. A całkiem serio to nie było nic gorszego niż rozliczanie się z laską za jedzenie. Może jej familia mogła podcierać się banknotami ale on miał jakiś tam honor i kilka swoich zasad. Zanim Rav zdecydowała się wpychać mu banknoty za gumkę majtek jak w klubie ze striptizem, ponownie rozległ się dzwonek. Tym razem po jakiś czterech minutach to Ros rozwalił się na kanapie poświęcając uwagę tylko i wyłącznie kebabowi. A że był on jeszcze ciepły to aż żal było zwlekać.
Smacznego. Może pójdzie Ci w cycki.
Uśmiechnął się z premedytacją pokazując pozostałości pomidora na swoich zębach. Czasem wychodził z niego burak, co zrobić.
Powrót do góry
 
Go down
Raven Castlecrow

avatar
204
#Dusza Towarzystwa
204


   
Nie Gru 09, 2018 1:51 pm
       
- Ja tylko rzucam luźną propozycję, sugestię... Ale nazywaj to jak chcesz. - rzuciła, ukazując światu swoje naprawiane swego czasu aparatem proste ząbki. To już w jego interesie leżało czy straci swoją ujmującą ksywkę czy też pomęczy się z nią jeszcze dłużej.
- No to dwieście lat dla niej. W sumie to zawsze zastanawiało mnie jak to jest, że ktoś potrafi palić całe życie i nic mu nie ma, a ktoś dostaje jakiegoś paskudztwa po dwóch latach, czasem roku. Mutacje genów są dziwne. - w rodzinie sama miała taki przypadek. chociażby jej dziadek, który dziennie leciał po paczce, czasem dwóch, a mimo to na regularnie przeprowadzanych badaniach nic nigdy u niego nie wykryto. Z kolei jej dalszy kuzyn już po półtorej roku wzbogacił się o przydomek Świętej Pamięci. Życie potrafiło zaskakiwać.
Nie ma co kryć, głodna Raven nie potrafiła myśleć trzeźwo, dlatego jej reakcja na otrzymanie pożywienia sprowadziła się do tych określanych mianem pierwotnych. Zajadając się już kolejnym kawałkiem, tym razem z nieco mniejszą ofensywą i nie zapominając o sosach, spojrzała na niego spod byka, przeżuwając odgryziony kęs. Nie skomentowała, pozostawiając mu pole do myślenia. Jedynie nieznacznie wzruszyła ramionami, podciągając po tym nogę do góry, co by móc się na niej wygodnie oprzeć.
On nie mógł dać za wygraną, nie?
- Ten stół to jest jakaś twoja niespełniona ambicja? - zapytała szczerząc się do niego. - O takim sposobie płatności pomyślę może kiedyś, przy okazji trzeciej pizzy. - o ile do tylu w ogóle wytrwa ich znajomość, chociaż po cichutku gdzieś na to liczyła. Ton jej wypowiedzi nie wskazywał jednogłośnie czy powiedziała to z powagą czy z nutą sarkazmu. A niech sobie to odbiera jak chce.
- Wzajemnie. - odparła, dokańczając kolejny kawałek. Po tym przetarła ręce i schodząc z krzesła, ruszyła w kierunku torebki, od której już za chwilę wracała dzierżąc w ręku czarny portfel. - Na cycki nie narzekam. Wolałabym w tyłek. Chociaż w sumie. - ostentacyjnie spojrzała w wiadomym kierunku, po czym podniesiony wzrok skierowała w stronę rozwalonego na kanapie kebabowego władcę, odsłaniając rząd bialutkich ząbków. - Tu masz hajs. Tylko go nie przewal na głupoty. - na stole po chwili wylądował banknot o odpowiednim nominale, co by pokryć koszty nakarmienia blondynki. Odkładając portfel, na nowo zaczęła okupować krzesło, znowu zabierając się do jedzenia. Jak to jest, że po trzech kawałkach dalej nie czuła się pełna.
- Czyli na dobrą sprawę zostało nam tylko ozdobić nasze dzieło, zrobić notatkę, przeprowadzić wybuch próbny i znowu będziesz mógł się cieszyć wolnością.
Powrót do góry
 
Go down
Victor Ros

avatar
110
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
110


   
Wto Gru 11, 2018 10:38 pm
       
Bezwarunkowy ruch ramionami był jasnym znakiem, że to tajemna wiedza, do której nawet on nie miał dostępu. Każdy miał wpływ na swoje zdrowie ale bywało i tak, że sportowiec dostawał śmiertelnego zawału podczas maratonu. Życie było jedno i wcale nie należało do sprawiedliwych tworów. Ciężko się z tym pogodzić ale stawianie czoła przyszłości, zakładając, że ktoś już spisał nasze dzieje, było jak walka z wiatrakami.
Mam zdrowie po niej. Nie pamiętam kiedy ostatnio bolało mnie gardło. Na przykład.
Żaden powód do dumy bo nie miał w tym czynnego udziału ale słowa Rav pozwoliły mu to przemyśleć. Faktycznie omijał lekarzy szerokim łukiem chociaż nie należał do fanów czapek i ciepłych rękawiczek w zimowe wieczory. Całe życie na farcie.
Jaka rozkmina.
Spojrzał bykiem na blondynkę niemal w obawie, że zaraz zacznie drążyć temat. Owszem, lubił biologię ale znał ją jedynie w zakresie materiałów szkolnych. Daleko mu było do genetyki i tajników z nią związanych.
Stół, tamten balkon i pralka ale tylko wtedy jak wiruje.
Sarkastyczny żarcik poleciał w stronę Raven, która jak zawsze musiała być uparta i postawić na swoim.
Serio? Chyba trafiałaś w życiu na same cioty.
Śledził wzrokiem jej każdy ruch. Zwłaszcza kiedy położyła hajs na stole. Oczywiście nie miał najmniejszego zamiaru brać tych pieniędzy. Miał na tyle duży talent i spryt, że nawet się nie spostrzeganie a zabierze forsę ze sobą.
Weź to bo zarzucę fochem. A wiesz, że potrafię.
Dokończył jedzenie przeciągając się zaraz po tym jak połknął ostatni fragment kebsowej buły. Coś pięknego. Teraz podusia, kocyk i można iść w kimę. A, zaraz. Jeszcze to dziadostwo.
Miejmy to za sobą. Ja napiszę notatkę a Ty w tym czasie zajmij się stumilowym lasem. Będzie szybciej.
Po chwili na stół wjechał laptop z zabawną naklejką na tyle, która przedstawiała karykaturę policjanta. Trochę odrapany koleś ze śmiesznie dużym nosem dumnie prezentował domalowane markerem wąsy . Zgadnijcie czyja to sprawka.
Powrót do góry
 
Go down
Raven Castlecrow

avatar
204
#Dusza Towarzystwa
204


   
Czw Gru 13, 2018 12:25 am
       
Lepiej odpukać. Niby u niej ze zdrowiem było podobnie, chociaż raz w roku musiało dopaść ją przynajmniej kilkudniowe przeziębienie, tak dla zachowania tradycji. Poza tym, przebywanie na świeżym powietrzu czy to przy plus trzydziestu czy minus piętnastu stopniach wyrobiło u niej nawet całkiem spoko odporność. - No to powinieneś się tylko cieszyć. - skwitowała neutralnie. Swoich słów nie zamierzała poszerzać o nową zawartość, po prostu raz za czas lubiła podzielić się swoimi dygresjami. Może nie wyglądała, ale jej główka czasem analizowała niektóre rzeczy aż nad to.
Na wzmiance o wirującej pralce nie mogła powstrzymać się przed zaśmianiem. W jej myślach na moment ukazała się wiadoma wizja, która jeszcze bardziej ją rozbawiła, po czasie doprowadzając dziewczynę do łez. Nie, nie miała okresu, po prostu była śmieszką, której niewiele trzeba było do osiągnięcia krytycznego momentu. Po dłuższej chwili, próbując złapać oddech, przetarła mokre kąciki oczu, spoglądając w stronę chłopaka. Rozbeczana laska, która jedną ręką próbuje ogarnąć twarz, a w drugiej cały czas dzierży niedojedzony kawałek pizzy - taki obecnie obraz mogły wyłapać oczy Victora. Po kilku minutach udało się jej doprowadzić do względnego ładu, aczkolwiek w tym momencie wystarczyłby jakikolwiek głupi żarcik, aby wróciła do poprzedniego stanu.
Słysząc o tym jego fochu, spojrzała na niego z ironicznym uśmieszkiem, podsuwając mu kasę bliżej. Ona też miała zasady i to nie tak, że była feministką, w której świecie takie zachowanie ze strony mężczyzny było swoistą obelgą dla jej samowystarczalności. Po prostu lubiła być z kimś na czysto, a nie zamęczać się w nocy, że ktoś zapłacił za nią, kiedy ona sama mogła. Takie sytuacje były akceptowane tylko i wyłącznie na randkach.
- Z czasem ci przejdzie, a przynajmniej ja będę mieć czyste sumienie. - rzuciła, w międzyczasie obrabiając kolejny kawałek pizzy. Chcąc zmobilizować się do działania, jednym ruchem zamknęła tekturowe pudełko, na początek rezygnując z kuszenia oczu. W końcu udało się jej uporać z dzierżonym ciastem, które zniknęło w czeluściach jej paszczy jakoś tak szybciej. Teraz zamiast na jedzeniu mogła skupić się na cudownej makiecie, która dalej prezentowała swój surowy stan. Przecierając twarz ręką, ruszyła się z krzesła po potrzebne rzeczy, aby móc zabrać się do roboty. Mając jakiś zasób umiejętności artystycznych, po pewnym czasie szarawa masa zaczęła przypominać wulkan, no może trochę zniekształcony, ale no co poradzić. - Z iloma laskami byłeś? - zapytała ni z gruchy ni z pietruchy, na moment odrywając skupiony wzrok od pierwszych miniaturowych drzewek. Były takie słodziusie.
Powrót do góry
 
Go down
Victor Ros

avatar
110
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
110


   
Czw Gru 13, 2018 10:52 pm
       
Hip hip hura.
Oznajmił tonem znudzonego partyjką szachów starszego pana. Ros nie doceniał tego co zsyłało mu przeznaczenie. Zdrowie doceni kiedyś, w przyszłości, jeśli je straci. Teraz był za młody i piękny żeby rozmyślać nad złymi rzeczami. Wizja zapalenia krtani nie była może tak odległa jak rak ale i jedno i drugie pozostawało w sferze, której na co dzień nie dotykał. Bo w przeciwieństwie do kobiet, nie rozmyślał, nie analizował. Żył z dnia na dzień a problemami zajmował się dopiero wtedy gdy się pojawiły. Jak chyba każdy, prosty gość.
Kiedy Raven doznała panicznego ataku śmiechu i Vic uśmiechnął się triumfalnie. Dla niego tekst był czysto sarkastyczny ale rozbawienie dziewczyny było wręcz zaraźliwe. Był też w jakimś stopniu z siebie dumny. W końcu nie zawsze udaje mu się doprowadzić kogoś do płaczu w tak pozytywny sposób. Należy mu się giga plus chociaż sorry, już go sobie sam przyznał.
Spoko, niech Ci będzie. Wydam na dziwki i dragi.
Ta suma nie wystarczyłaby ani na jedno ani na drugie ale luz. Za młody był żeby płacić za przyjemności a tego drugiego miał pod dostatkiem. Całkowicie towar nie należał do niego bo musiał się rozliczyć ze swoim pracodawcą ale mógł odkupić część. Jeśli tylko by chciał naturalnie. I na to banknot by nie starczył. To tylko hajs za pizze, luzik.
Na salony w końcu wyjechało skupienie 10/10. Zapatrzony w lapka Vic, mruczał coś pod nosem, tłumacząc co gdzie napisać, jak i po co. Syndrom jedynaka, mówienie do siebie. Nie, to żadna choroba psychiczna. Nie ma czego się bać. Fala krótkich uderzeń w klawiaturę świadczyła o tym, że wziął sobie zadanie do serca i realizuje je na pełnych obrotach. Do czasu.
Takich z którymi bawiłem się w chodzenie? Siedem. Szczęśliwa cyfra. A Ty młoda damo?
Przestał walić w klawiaturę mierząc wzrokiem dzierżącą w dłoni pędzel Raven. Znów rozwalił się na krześle wyciągając przed siebie długie nogi. Jeśli jeszcze rośnie, a jest to możliwe, to niebawem przestanie mieścić się w futrynie. To już będzie problem.
Ogólnej liczby Ci nie podam. Czasami w weekend urywa mi się film.
Uśmiechnął się zupełnie naturalnie będąc w pełni zadowolony ze swojego życia towarzyskiego. To na chwilę umarło ale dajcie mu szansę. Musi znaleźć i zmontować sobie nową ekipę. Trochę to potrwa.
Powrót do góry
 
Go down
Raven Castlecrow

avatar
204
#Dusza Towarzystwa
204


   
Pon Gru 17, 2018 6:50 pm
       
Jednak nie trzeba go było długo nakłaniać. Wygrywając tą rundę, mogła ze spokojem na duszy zapomnieć o pieniężnej kwestii.
- A korzystaj, korzystaj. - luźny ton głosu został dodatkowo podkreślony wykonanym od niechcenia machnięciem ręki. Oczywiście zdawała sobie sprawę, za tej zielony świstek co najwyżej kupi sobie kilkanaście paczek żelków - albo pizze - ale jak już sobie tak żarcikowali, to co by nie podtrzymać atmosfery.
Na odpowiedź nie musiała czekać długo, zupełnie jak chłopak tylko wyczekiwał na prędsze czy późniejsze pojawienie się tego pytania. Wypowiedziana liczba w żadnym stopniu jej nie zdziwiła, no może trochę zaniżyła obstawiany przez nią wynik. A tu proszę, jednak ten babiarz nie taki zły, jakim go malowała.
- Było ich czterech, a imię mieli Głód, Zwycięzca, Śmierć i Wojna. Zgadnij, co zgarnął ten drugi. - uśmiechnęła się frywolnie pod nosem, na chwilę przenosząc wzrok z malowanej skały na bruneta. - Nie no, rożnie z nimi bywało. Ale no nie mogę narzekać na brak wszelakich wrażeń. - nie, nie miała zamiaru zanudzać go opowieściami o swoich byłych, bo może i było czym, ale dobrze wiedziała, że dla tak prostego organizmu informacje te są zbędne do dalszej egzystencji.
- Chyba i tak jej nie chcę znać. - stwierdziła, drapiąc się po karku. Niby klucz, który otwierał wiele zamków był fajny, ale tak kurwa nie do końca. Odkładając kolejne drzewka do schnięcia, wstała od stołu i przeciągając się, ruszyła w kierunku kuchni, w której to na szybko zmontowała sobie szklankę wody. Szkoda, że nie czegoś mocniejszego.
Powrót do góry
 
Go down
Victor Ros

avatar
110
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
110


   
Sro Gru 19, 2018 12:26 pm
       
Dokładnie, kwestie finansowe w tej chwili można uważać za zamknięte. Wygrała.
Ten pierwszy chodzi z Tobą do dziś a nawet tego nie wiesz
Zerknął ukradkiem na pudełko z pizzą a zaraz później na potwora, który dopadł się do niego jakby miesiąc szamy nie widział. Śmiesznie to wyglądało i przypuszczam, że Ros zapamięta tą chwilę żeby wytknąć ją. Najlepiej przy ludziach i towarzystwie. Tylko wtedy kiedy Rav zdecyduje się włożyć mu jakąś szpile między żebra. W innym wypadku dokuczać jej nie będzie, za ładna jest.
Znów zaczął zasuwać palcami po klawiaturze kopiując kolejne zdania i zmieniając ich układ i szyk. Ale nie sens, bo to ważne. Uczy doświadczeniem z pracami wykonywanymi przy pomocy internetu, wiedział, że istnieje coś jak plagiat. Wystarczy minimum wysiłku żeby nie wpaść w jego sidła.
To o czym myślę? Czym sobie zasłużył.
Mruknął walcząc z uporczywą reklamą, która zasłaniała mu bardzo ważny fragment tekstu.
Jebać.
Pokręcił głową zamykając jedno z okienek. Nie będzie tracił nerwów na jakiś płatny szajs. Jeszcze tego brakowało żeby dokładał do tego interesu.
Od razu było widać, że jesteś rozrywkowa.
Gładząc swój zarośnięty policzek oderwał wzrok od przydzielonej roboty. Widział jak dziewczyna poszła po coś do picia i tutaj niestety peszek. To mieszkanie jego matki, która nie pija nic poza jakimiś babskimi likierami i podobnymi rzeczami, które mają w sobie więcej cukru niż procentów. Po więcej jak dwóch można przecież zwymiotować.
Mała w lodówce jest jedno piwo. Jeśli masz ochotę to weź sobie.
To jedyne co mógł jej zaproponować. Chociaż gdyby chciało mu się ruszyć z wygodnego krzesła to mógłby wyjść do sklepu, który był na parterze bloku. Jakoś na to nie wpadł będąc zajętym pisaniem o kurwa, wulkanie.
Długo jeszcze Ci zejdzie? Ja chyba kończę.
Całość tekstu liczyła nie całe 4 kartki i nawet czcionka była nie taka duża. Za dzieciaka zawsze ją powiększał jak brakowało mu tekstu. Taki był sprytny i przebiegły, heh.
Powrót do góry
 
Go down
Raven Castlecrow

avatar
204
#Dusza Towarzystwa
204


   
Sro Gru 19, 2018 3:18 pm
       
Na jego słowa zaśmiała się w głos, ukazując światu swoje bialutkie ząbki. Z już nieco mniejszym wyszczerzem spojrzała na Vica, potem na pudełko, po czym na stół przed sobą, kiwając głową z lekką dezaprobatą. No bo przecież... No dobra, ona nie jadła, ona wpierdalała, ale no co innego robić, kiedy w państwie jest łamana konstytucja.
- Tak, to. Wytrwałością. Chociaż jakiś miesiąc po tym oświadczył mi, że w sumie to on już osiągnął co chciał i zrywa. Słuchaj, taki dźwięk, jaki powstał po lepie jaki mu zasadziłam to nawet w Hiroszima wymięka. - entuzjazm z każdym kolejnym słowem uciekał z jej głosu, kiedy przed oczami następowały kolejne klatki z projekcji tego wspomnienia. To był jeden z dwóch momentów, kiedy czuła się jak zwykła szmata. Po całym tym zajściu słuch po gościu zaginął i miała cichą nadzieję, że los nie zrobi jej na złość, kiedyś zsyłając go na przypadkowe spotkanie.
- Stwierdziłeś to już wtedy jak podbiłam po ognia? - zapytała retorycznie, uśmiechając się pod nosem. Niedługo majstrowała przy ogarnięciu czegoś do picia, chociaż nagła propozycja gospodarza wydała się jej o wiele bardziej kusząca.
- Dziękuję księżniczko, ale nie miałabym serca pozbawiać cię ostatku. - rzuciła w drodze powrotnej do stołu. - Nie, wyschnęło, więc teraz tylko przyozdobić i jeszcze przeprowadzić wybuch kontrolny. Mógłbyś przynieść jakąś miskę? Już i tak jest tu syf, ale no po dokładać do sprzątania. - zapytała, siadając na podkulonych nogach. Napiła się naprędce, po czym na nowo wróciła do przerwanej pracy. Wcześniej pomalowane ozdoby zaczęły przyozdabiać pomalowaną wcześniej makietę, nadając jej nowego życia. Jeszcze przez kilka minut montowała się z jednym krzaczkiem, który za cholerę nie chciał się przykleić, oczywiście bez kilku ordynarnych słów by przy się przy tym nie obyło. - No i elegancko. Teraz to teraz trzeba ogarnąć w jakich proporcjach to wszystko zmieszać. - wycierając ręce, sięgnęła po telefon, aby w miarę szybko wyszukać odpowiedź na nurtujące ją pytanie.
Powrót do góry
 
Go down
Victor Ros

avatar
110
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
110


   
Sro Gru 19, 2018 5:31 pm
       
Przecież mógł się tego domyślić. Zamiast doszukiwać się nie wiadomo jakich przyczyn, wystarczyło chwilę się zastanowić i dodać dwa do dwóch. Panna była na tyle otwarta, że zaczynając całą rozmowę, nie miała nic przeciwko skrywaniu swojej przeszłości. On podchodził do tego obojętnie ale laski na tym punkcie miały świra. Chociaż nie wszystkie ale ta grupa miała łatkę łatwych. Skomplikowane to wszystko.
Wytrwałością to znaczy masz jakiś konkretny czas na myśli?
Pół żartem pół serio, pytanie podchwytliwe. Jeśli koleś latał za nią od przedszkolaka to Ros wywiesza oficjalnie białą flagę. Narwany i niecierpliwy z niego samiec.
Jesteś agresywna.
Przyłożył rozłożoną dłoń do klatki piersiowej udając szok. Uderzyła gościa z otwartej w twarz? Pewnie popiekło go chwilę i przestało ale niech żyje w przeświadczeniu, że tym sposobem dogłębnie go zraniła. Urażona duma boli o wiele bardziej. Chyba, że ktoś ma na to wywalone.
Nie. Wtedy jak poszłaś ze mną na dach. To była zajebiście nieodpowiedzialne. Nie rób tak nigdy. Znaczy nie łaź z nieznajomymi w odludne miejsca.
Zaraz pomyśli, że się o nią martwi. A to wcale nie tak. Jako starszy kolega daje tylko życiowe rady. Zamiast próbować się nabijać, niech doceni.
Ja bym skorzystał z takiej propozycji ale jak tam chcesz.
Wzruszył ramionami zastanawiając się jednocześnie nad nowym wymogiem. Miska. Źrenice utkwiły w przestrzeni ogólnie nazywanej mianem kuchni. Nie zatrzymały się na żadnej konkretnej szafce. Jakie ona mu ciężkie zadania wymyślała. Matka mieszkała tu krótko a to tylko utrudniało sprawę. Pewien był gdzie jest łazienka i łóżko, reszty rzeczy, zwłaszcza tych mniejszych, już nie.
Raven, pomóż mi. Ja biorę górne półki a Ty dolne. Z wiadomych względów.
Kiwnął na nią palcem idąc do kuchni. To, kto pierwszy znajdzie miskę było czystą loterią. Na początek zaczął od
Powrót do góry
 
Go down
Raven Castlecrow

avatar
204
#Dusza Towarzystwa
204


   
Czw Gru 27, 2018 3:17 pm
       
- Wystarczający, aby mógł się złamać i zdradzić mnie na boku. - puściła mu oczko, wykrzywiając usta w chyba jeden z bardziej cynicznych uśmiechów, jakie miała w swojej mimicznej szafie. Jak kobiety, tak faceci też mieli swoje dziwactwa, na przykład spora część z nich nie potrafiła utrzymać swojego fiuta w ryzach, jakby to wymagało dodatkowych nakładów energii albo co najmniej było płatne. Nie generalizowała męskiej społeczności, ale patrząc na doświadczenia swoje oraz paru jej dobrych znajomych nie mogła powstrzymać się od wyciągnięcia takich wniosków.
Teatralnie przewróciła oczami, widząc to jego udawane zdumienie. Co by podbudować jego słowa, uszczypała kawałek reszty masy solnej, który powędrował w jego stronę, trafiając. Może i policzek jej byłego jakoś za bardzo nie ucierpiał, ale kątem oka widziała, jak parę razy poruszał szczęką. Nie róbmy z niej sportsmenki, ale też nie ujmujmy na sile. Może Vic kiedyś będzie miał okazję się przekonać.
- Dobrze tato. To był ostatni taki wybryk z mojej strony. - odrzekła, kiwając przy tym głową. Oczywiście już chwilę później poważna mina została złamana przez wykluwający się uśmiech. Nie to, że traktowała jego słowa z dystansem, bo jednak coś mądrego w nich było. Gdyby okazał się być zwykłym naciągaczem, już dawno mogłaby skończyć gdzieś na śmietniku w Iranie, bez dwóch nerek i wątroby. Na przykład. Ale z drugiej strony, gdyby się tak szczypać przy każdej jednej takiej akcji, życie byłoby nudne.
Taki duży chłopiec, a nie może sobie poradzić z tak małym zadankiem. Nieśpiesznie ściągając swoje zwłoki z krzesła, powiodła za nim do kuchni, zaczynając przeczesywać szafki. Po jakiś trzydziestu sekundach otwierania kolejnych półek, została jej jedna, znajdująca się zaraz na przeciwko chłopaka. Ale skoro był to jej poziom, przecisnęła się pod jego rękami, stając zaraz przed nim, aby otworzyć szafkę i z winszującym uśmiechem odwrócić się w jego stronę, dzierżąc niebieską zdobycz.
- Z takim szczęściem to ty się lepiej nie graj o pieniądze, bo więcej stracisz niż ugrasz. - subtelnie uderzyła go kantem miski w pierś, spoglądając mu zadowolona w oczy, po czym obeszła go, kierując się do stołu. Tak zaczęła powoli ogarniać potrzebne składniki, ciągle spoglądając w ekran odstawionego na bok telefonu.
Powrót do góry
 
Go down
Victor Ros

avatar
110
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
110


   
Czw Sty 03, 2019 12:22 pm
       
W mojej obecnej sytuacji fabularnej nie wiem czy projekt ma sens ale dokończmy to xD

Zdrady, rozwody, złamane obietnice, czarna rozpacz. Ros umywał dłonie od takich krzywych akcji i był bardzo szczęśliwy, że nie musiał brać udziału w zdarzeniu z Rav w roli głównej. Inaczej nie siedziałby teraz z nią i nie lepił gównianego wulkanu. Może i było to w uj nudne ale jakby nie patrzeć, inaczej leżałby na kanapie i oglądał tv. Poprzedniej nocy pogonił wszystko co miał więc to jego dzień wolny. Tak to działało w jego małym światku.
Tato? Lubisz się tak bawić?
Prychnął mając jedno na myśli i chyba ona wiedziała doskonale o co może chodzić.
Troska nie leżała w jego naturze i przyzwyczajeniach ale jakoś mu się tak wyrwało. O nie, jeszcze trochę i zrobi się miękką bułą a to byłby kres męskości. Koniec z dobrym tatusiem Vicem. Limit na dziś uważam za wyczerpany.
Poszukiwania nie mogły trwać długo bo i powierzchnia do przeczesania nie była duża. Na jego szczęście, to dziewczyna znalazła święty gral w postaci miski i to tuż przed nim, dosłownie.
Raven poszukaj głębiej, musisz się bardziej schylić, tam pewnie jest jeszcze lepsza miska.
Zaproponował robiąc krok w tył. Wcale nie ukrywał, że obcenia właśnie jej tyły. Takiego widoku nie mógł sobie odmówić.
Nie gram o hajs, nie jara mnie to.
Naprężył klatę w momencie kiedy doszło do uderzenia. Kogucik.
Jego wcześniejsza luźna sugestia i tak spotka się pewnie z odmową więc oboje wrócą do stołu i tam doprowadzą dzieło do końca. Jeśli coś będzie jeszcze potrzebne to Ros to przywlecze.
Po próbie nuklearnej, tfu, próbnym wybuchu, pewnie udanym, nadejdzie czas na coś zasłużonego. Ile można sterczeć nad makietą.
Fajeczka?
Idealnie na zakończenie jakże ekscytującego popołudnia. Aż trudno uwierzyć jak długo z tym zeszło.
Powrót do góry
 
Go down
Raven Castlecrow

avatar
204
#Dusza Towarzystwa
204


   
Sro Sty 09, 2019 2:41 pm
       
Zawsze mogę ci go potem przesłać i nim wyjebiesz dziurę w ścianie. Masa solna to jest jednak to. XD

Chociaż Vica znała stosunkowo krótko, to jednak na tyle długo, by wiedzieć, że bez zabarwionej perwersją dogryzki w jej kierunku by się nie obyło. Tak samo i on mógł przewidzieć, że odpowie na to ostentacyjnym wywróceniem oczów i pobłażliwym uśmieszkiem kwitującym jego słowa. W życiu każdego faceta przychodzi taki moment, że nagle z etapu podlotka przeistacza się w dojrzałego mężczyznę. Najwyraźniej przed nim jeszcze długa droga.
Schylać to on się zaraz będzie, jeżeli zasadzi mu kopa tam gdzie nie chciałby go poczuć. Jego luźną sugestię wpuściła jednym uchem, a wypuściła drugim, dokopując się do plastikowej ofiary.
- Czyli nie masz zapędów do hazardu. - stwierdziła naturalnie, wymijając go. Teraz pozostało im tylko przebrnąć przez ostatnią fazę. Doszukując się w internecie co i jak, bez zwłoki zabrali się do odpowiedniego mieszania sody, wody i octu, udało im się przeprowadzić wybuch kontrolny. Aż cudem było, że obyło się to bez ofiar i zbędnego sprzątania. Umieszczając podobną miksturę w makiecie, oczywiście bez sody, mogli z odetchnąć z ulgą. Opierając się rękami o blat stołu, spojrzała na chłopaka, przewidując jego myśli. Z uśmiechem wyraziła aprobatę kiwając główką, po czym już za moment znaleźli się na balkonie, bawiąc się w smoczki.
- Nawet fajny ten wulkan, taki nie za prosty. - rzuciła wesoło, oceniając go przez okno. Może nie była to makieta pierwsza klasa, ale jak na pierwszy raz, odwalili kawał dobrej roboty. Opierając się tyłem o barierkę pozwoliła, aby kolejna partia dymu opuściła jej płucka.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
[PÓŁNOC] Kawalerka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: