IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sala gimnastyczna

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
Victor Ros

avatar
58
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
58


   
Sro Lis 07, 2018 11:03 pm
       
Do udziału w konkursie zgłosiły się  następujące osoby:

1.Anastasia 2.Sheridan 3. Leilani 4. Spóźnialska Raven

1.Dakota 2.Saturn 3.Michael

Proszę, żeby każdy pod swoim postem zagłosował na króla i królową balu. Jeśli najbliższa kolejka nie da rozstrzygnięcia, wówczas będziemy rzucać kością. Przypominam, że fabularnie głosowanie odbywa się w formie wrzucanych do szklanej kuli karteczek więc można głosować na siebie. Nie musicie być tacy skromni.


Pytanie a właściwie stwierdzenie, które padło ze sceny nie pozostawiło mu wyboru. W końcu to tylko wręczanie kawałka materiału i plastikowej korony. Niech Trystian nie myśli sobie, że Victor da mu możliwość wyboru. Chce wręczać nagrody? Spoko, ale on zaklepuje sobie dziewczynę. Książęta go wcale nie kręciły. To się nazywa kompromis. A jak!
Siema
Uścisnął dłoń znajomka Michaela, który najwyraźniej chciał wyróżnić się z tłumu wyglądem. Zombie? Właściwie to czemu nie. Na następny rok można pojechać odważniej niż tak skromnie jak tym razem.
Nie byłem pewien czy tutejsza młodzież ma dystans do siebie. Maski to minimum. Ale widzę, że Wy poszliście dalej.
Uniósł brew rzucając spojrzenie na zaschniętą niby krew, która faktycznie nie pozostawiała już po sobie śladów. Dobrym pomysłem były imprezy tematyczne, które jednocześnie ustalały wybrany kierunek. Np. Noc żywych trupów. I wszystko jasne.
Pomimo kiepskiego oświetlenia i półmroku panującego na sali, Victor doskonale dostrzegł kolor twarzy Michaela. A ten z pewnością mógł konkurować z burakiem. To było nawet zabawne i w jakimś sensie podchodziło pod znęcanie się nad słabszym ale wszystko z granicach dobrego smaku. Co ta nieśmiałość robi z ludźmi.
Mich jesteś w towarzystwie dwóch pięknych kobiet i myślisz o jedzeniu.
Mały przytyk w stronę zaczerwienionego kolegi miał spowodować, że ten zawstydzi się jeszcze bardziej. To nic bo na sam koniec Ros zostawił sobie prawdziwą petardę.
Obiecałem taniec Leilani ale nie mogę zostawić Raven zupełnie samej. Jeśli ktoś ma ją porwać to tylko mój znajomy.
Obejmując ramię blondynki puścił oczko Michaelowi a ten, idę o zakład, właśnie wkracza w stan przedzawałowy. Chyba, że z opresji poratuje go bardziej śmiały kolega. No dalej, to tylko jeden, niewinny taniec.
Jeśli tylko wszyscy okażą się dorośli i skłonni do zabawy to Raven powinna powędrować na parkiet z nowym partnerem, Ros zaś z Leilani, która prezentowała buraka niezgorszego niż Mchael.


Ostatnio zmieniony przez Victor Ros dnia Czw Lis 08, 2018 9:08 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
 
Go down
Trystian

avatar
154
#
Szarak
154


   
Czw Lis 08, 2018 12:58 am
       
Trystian rozejrzał się po sali, co chwila zerkając na osoby, które w tym momencie oddawały głosy. Na jego jeszcze nie przyszedł czas. Widział jak to poszczególne pary zdecydowanie zainteresowane były tańcem z partnerami. No to czemuby znowu nie zwolnić delikatnie, by dać im te szansę?  Chwytając za mikrofon wspomniał znowu o głosach, jakby wszyscy mieli zapomnieć po czym z głośników zaczęła się wyłaniać kolejna nuta, która poła podkładem dla Trystiana. Tym razem poszedł w ten rodzaj muzyki. Przy każdym akcencie wydobywał z siebie coraz to ciekawsze dźwięki, chowając w głosie jakąkolwiek wymuszoną „chrypkę”. Chciał tu zaśpiewać jak najczyściej tylko potrafił. Spokojnie poruszając się po scenie dokładnie zerkał na tańczących i wyobrażając sobie jak bawi się z nimi, po prostu chodząc między parami. Dawało mu to poczucie większego skupienia się nad pieśnią i większe odczucie emocji na scenie. Aczkolwiek już zdecydowanie czuł ogromne zmęczenie. Nie był nawet pewien, czy godnie da radę dokończyć „butterfly”. Starał się co sił, mając motywację osób będących na evencie. No i też nie mógł przecież zawieźć Victora. Skończył delikatnie się kuląc i mając parę kropli łez na policzkach. Troszkę się za bardzo wczuł w to wszystko. Szybko przetarł się po czym uśmiechnięty chwycił za mikrofon
- Zostawiam was na moment. W końcu sam muszę zagłosować, prawda?- I mrugnął w tłum, schodząc ze sceny i kierując się w stronę PICIA. Tak. Zdecydowanie potrzebował się nawodnić po takim wokalu. Mijał wszystkich, dokładnie obserwując powstałe grupki znajomych i tych co się bawili do nut lecącej obecnie muzyki. Kiedy tylko zdążył się nawodnić odpowiednio jego nogi powędrowały do szklanej kuli z karteczkami. Oddał swoje głosy i poszedł usiąść w spokoju za sceną. Jego następne wyjście najprawdopodobniej będzie dopiero przy wyborze króla i królowej balu. Na te chwile marzył tylko o chwili odpoczynku i mimo, ze kochał śpiewać, to czuł już przeogromne zmęczenie. Gorzej będzie jak następnego dnia nie będzie w stanie mówić. No ale czego się nie robi dla tej pracy. Trzymając w ręku wcześniej wzięty, przygotowane picie, siedział sobie na schodkach cicho relaksując się przy muzyce. Nie przeszkadzało mu nie branie jakiejś szczególnego udziału w imprezie. Nie od tego dzisiaj tu był. A relaks w tym momencie był jego priorytetem.

Oddane głosy na: 2. Sheridan i 3. Michael.
Powrót do góry
 
Go down
Jake Raven O'Brien

avatar
268
#Młodzież
Przyszły student
268


   
Czw Lis 08, 2018 6:24 pm
       
„U-udaj że tego nigdy nie słyszałeś.”
Czego? ― Wyglądało na to, że kompletnie zignorował jego komentarz na temat wzrostu morderców. W gruncie rzeczy nie była to jakaś istotna informacja, jeżeli przekazało się ją w odpowiedni sposób – w końcu Bambi mógł po prostu chcieć ich w niższym wydaniu, by mieć pełne pole do zidentyfikowania się z nimi. Ale chłopak sam się wkopał, a nieco zgryźliwy uśmiech, który zagościł na ustach Jake'a, uprzedził wszelkie najgorsze komentarze, które mogły paść z jego ust. ― Tego, że lubisz niższych facetów? ― Raz jeszcze szturchnął go łokciem w bok. Trzymanie rąk przy sobie nie było jego najmocniejszą stroną, ale trudno było mu się powstrzymać, gdy tak bardzo lubił droczyć się z Michaelem.
Wystarczyło spojrzeć na tę niewinną, nieskalaną złem świata mordkę, by stwierdzić, że sam się o to prosił. A dopóki były to tylko niewinne zaczepki, O'Brien nie czuł wyrzutów sumienia.
Spokojnie, nikomu nie powiem. Słowo. ― Ułożył jedną z dłoni na sercu, a drugą uniósł do góry. Nie miał powodów, by dzielić się takimi informacjami na prawo i lewo – zresztą i tak ten wniosek był zaledwie domysłem. ― Wygląda na to, że twoja dziewczyna też się nie dowie. Nie powinieneś wybaczać jej takiego wystawiania. Chyba nie chcesz powiedzieć mi, że związałeś się z jakąś upiorną hikikomori, z którą nawet nie możesz się pokazać? ― Wypuścił powietrze ustami z wyraźną rezygnacją, ale nie zamierzał ingerować w upodobania Charpentiera – skoro wybrał sobie daną partię, musiała mieć też swoje dobre strony. Pozostało mu życzyć im wszystkiego dobrego, choć podobne słowa nigdy nie miały paść z jego ust.
Umówmy się, że zawsze wyglądam cool ― stwierdził, kompletnie nieskrępowany tym, że znaleźli się w obcym towarzystwie. Uśmiech, który wykrzywił jego usta świadczył o tym, że nie brakowało mu pewności siebie, a znajdując się w towarzystwie Bambiego, prawdopodobnie nadrabiał za oboje.
„Erm... j-ja to chyba jestem g-głodny.”
Jak na zawołanie ułożył rękę na ramieniu Michaela i zacisnął na nim palce, chcąc w porę powstrzymać go przed taktycznym odwrotem. Dopiero go zaczepili, a on już starał się unikać ich jak ognia.
W takim razie na pewno się dogadamy, Raven. Mam tak na drugie. Dopiero przyszedłem, ale jak na razie zapowiada się całkiem nieźle. Słyszałem zresztą, że imprezy w Riverdale cieszą się sporą popularnością. Wszyscy uczęszczacie do tej szkoły? ― zagadnął dziewczynę, która postanowiła podjąć się jakiejś rozmowy. Możliwe, że właśnie szukał jakiegoś wspólnego punktu zaczepienia, biorąc pod uwagę, że mury tej szkoły były mu obce. ― Na pewno ich spróbujemy. Oczywiście zaraz po tańcu. Michael będzie zaszczycony. ― Błysnął zębami w krótkim, ale dużo szerszym uśmiechu, zasłyszawszy propozycję Victora.
Ros wyraził się wystarczająco jasno, by O'Brienowi przez myśl nie przeszło, by jakkolwiek uratować swojego kumpla.

Michael | Leilani
Powrót do góry
 
Go down
Nickolas le Fent

avatar
24
#Dusza Towarzystwa
24


   
Czw Lis 08, 2018 10:10 pm
       
Roześmiał się cicho, kobieta z pewnością wydała mu się urocza i.. Śmieszna? Czy może raczej zabawna. Trudno ocenić, jednak wydawała się być świetną towarzyszką. Nic dziwnego, że białowłosy wybrał ją na partnerkę tego wieczoru. Wyglądał na stonowanego typa, a ona z pewnością była takim rozgadanym, błyszczącym słoneczkiem. Idealnie się dobrali.
- Zgadza się. Jak widać nie mam szczęścia. - Uśmiechnął się, nalewając sobie ponczu po tej krótkiej wymianie formalności.
- Ale nic nie szkodzi, każda znajomość jest dobra gdy jest się nowym. Szczególnie na balu, nawet towarzystwo absolwentów może się przydać. - Delikatnie wzruszył ramionami.
- Och, w zasadzie już mi się tutaj bardzo podoba. - Powiedział, zerkając na dziewczynę.
-Jest trochę rzeczy, do których muszę się przyzwyczaić jednak tego typu wyzwania są jak najbardziej w porządku.
W pewnym momencie odrobinę się zawiesił, obserwując nad głowami tej dwójki jak niziutki blondynek podszedł i nalewał sobie picie po drugiej stronie stołu, szybko się oddalając. Szarowłosy odchrząknął cicho, nalewając jeszcze jeden kubek ponczu i kiwnął w stronę Staruna i Sher.
- Jeśli pozwolicie, na chwilkę ucieknę. Muszę kogoś złapać. - Zabrał oba kubki.
- Dzięki za miłe przywitanie! - Zawołał jeszcze do nich wesoło i już go praktycznie nie było. Zmierzał już w upatrzonym przez siebie kierunku, kiedy zauważył uczniów wrzucających karteczki na losowanie. Uch, dobra.. Niech będzie, też to zrobi żeby mieć już z głowy. Podszedł i nabazgrał szybko imiona, wrzucając w odpowiednie miejsca. Biorąc z powrotem kubki w dłonie, poszedł na schodki, które stały za sceną i bez wahania na nich usiadł, wysuwając napój w stronę blondyna.
- Hej, myślisz że jak cię nim obleję, to będzie smaczniejszy? Swoją drogą nie wiedziałem, że masz taki świetny głos. - Wymruczał rozbawiony, obserwując Trystiana.



Oddane głosy na: Sheridan|Saturn
Powrót do góry
 
Go down
Ray Minyard

avatar
44
#Student Endowment Lands Univ.
Bramkarz Riverdale Crows
44


   
Pią Lis 09, 2018 12:41 am
       
Macie się zachowywać, zrozumiano? — ostry głos Vance'a przebił się przez gasnący silnik bez najmniejszych problemów. Jego oczy skierowane były wprost na lusterko, przez co nie było najmniejszych wątpliwości że patrzy na najbardziej kłopotliwą osobę w tym towarzystwie. Nyles wiercił się właśnie na tylnym siedzeniu, jak dziecko z owsikami, zaraz szturchając Jessiego ramieniem.
Chyba dostajemy burę, a nawet nie zdążyliśmy jeszcze niczego odwalić.
Cichy rechot, który wydostał się z jego gardła wywołał u blondwłosego Minyarda jedynie przewrócenie oczami.
Mnie w to nie mieszaj. Nie zamierzam robić dziesięciu kółek wokół całego stadionu.
Wspominałem już, że uwielbiam wyznawanie zasady odpowiedzialności zbiorowej?
Wspominałem już, że czasem naprawdę cię nienawidzę? Tylko spróbuj coś odjebać Nyles to powyrywam ci nogi z dupy.
Będę grzeczny jak aniołek.
Chodźmy, reszta już na nas czeka.
Wysiedli z samochodu nieszczególnie odstającego od innych zaparkowanych przed szkołą aut, zamykając za sobą drzwi. Nikogo szczególnie nie dziwiło, że Ray momentalnie wyciągnął papierosa i wsunął go między wargi podpalając zapalniczką. Zaciągnął się dymem i rzucił paczkę Vance'owi, który również dość prędko się obsłużył. Jessie stanął nieznacznie z boku rozglądając się dookoła, zaraz machając razem z Nylesem, gdy dostrzegli drugi samochód.
Roger!
Tutaj! Gdzie zgubiliście Setha? Cześć Emma. Eric.
Hej wszystkim. Nieźle to wygląda, co? — wcześniej wspomniany zielonooki Roger był wysokim, dobrze zbudowanym brunetem podziwiającym własnie budynek z wyraźnym uznaniem. Pozostała dwójka zaraz dołączyła do reszty witając się z każdym po kolei. Eric, ciemny blondyn przeciętnego wzrostu o praktycznie czarnych oczach i niebieskooka Emma, której głowę zdobiły wściekle różowe włosy. Rozejrzała się pokrótce, zaraz wyraźnie odnajdując osobę, której szukała.
Ray. Pisałam do ciebie dzisiaj rano — powiedziała przechodząc pomiędzy chłopakami. Minyard podniósł na nią powoli wzrok strzepując popiół papierosa na ziemię. Nie odpowiedział w żaden sposób, lecz bez problemu dało się stwierdzić, że gdy mówiła nieco przyciszonym głosem, bez wątpienia jej słuchał.
To co z tym Sethem? — powtórzył Nyles podskakując nieznacznie w miejscu zupełnie jakby spodziewał się zobaczyć go gdzieś w tłumie. I rzeczywiście po niecałych pięciu sekundach, nim Roger załapał że pytanie było kierowane do niego, rudowłosy, piegowaty chłopak pojawił się przed nimi rzucając Hendersonowi krótkie spojrzenie.
Tak bardzo się za mną stęskniłeś?
Przecież wiesz, że zawsze za tobą tęsknię skarbeńku — szeroki wyszczerz poprzedził niedźwiedzi uścisk, który Jessie skomentował zdegustowanym "ochyda". Zaraz wciągnął się jednak w rozmowę z Rogerem i Ericiem, którzy wyraźnie postanowili nadrobić ostatnie kilka godzin, śmiejąc się w najlepsze z przeróżnych dziwnych sytuacji które napotkali na drodze.
Dobra, zbierzcie się wszyscy i wchodzimy do środka. Pamiętajcie, że jesteśmy tu wyłącznie ze względu na uprzejmość dyrektora Cadogana, więc nie chcę żadnych kłótni z innymi ludźmi. Jasne?
Równe "taaak" wypowiedziane chórem - rzecz jasna wykluczającym jedną osobę, która wyraźnie nie była zainteresowana uczestnictwem w pouczającej pogadance - poprzedziło moment, gdy Kruki Riverdale ruszyły do przodu, zostawiając po sobie na ziemi niedopałki papierosów. Większość z nich tuż przy wejściu zaczęła zakładać maski, które widniały jako pozycja obowiązkowa. Jedynie obaj Minyardowie zignorowali podobny wymóg.
Co za głupota.
Ray zerknął na niego kątem oka, nie skomentował jednak jego słów w żaden sposób. Zaraz odwrócił się i ruszył w kierunku Emmy, stając obok niej z rękami w kieszeniach. Jedynie Nyles i Seth zaczęli głośno komentować przygotowane dekoracje, podnieceni jak małe dzieci.
Powrót do góry
 
Go down
Saturn Kyrin Black

avatar
187
#Student Bezpieczeństwa Międzynarodowego
Indywidualista / Cullinan
187


   
Pią Lis 09, 2018 12:54 am
       
Saturn stał spokojnie w miejscu, nadal trzymając swój napój, chwilowo skupiając się na udzielonych przez Nickolasa odpowiedziach. Czasem proste nic nieznaczące zdania potrafiły powiedzieć o innych najwięcej. Niestety, wyglądało na to że poza marnym przywitaniem się, nie był szczególnie zainteresowany rozmową z nimi. W oczach Blacka błysnęła nuta dezaprobaty, gdy zobaczył jak chłopak błyskawicznie wymiguje się, by udać się w swoją stronę.
A mówią, że Francja jest krajem słynącym z dobrego wychowania — rzucił beznamiętnie. Pod warunkiem, że chłopak naprawdę był z Frnacji. Tak czy inaczej podobne olewcze zachowanie błyskawicznie obniżało opinię Saturna o drugiej osobie. Nie żeby szczególnie go to jednak dziwiło. Większość dzieciaków zwyczajnie nie przejmowała się takimi rzeczami i parła ślepo przed siebie jak dzik, dopóki ktoś nie podstawił im pnia przed twarz zmuszając do wyhamowania. Niektóre z nich dorastały w domu, gdzie uczono kogoś dobrych manier od samego początku, inni w takich które twierdziły że przywitanie się zdecydowanie wystarczy. W przypadku Blacków podobne zachowanie zdecydowanie nie działało, a wręcz pozostawiało po sobie dużo większe uczucie dezaprobaty niż gdyby od początku zostali wyminięci w tłumie. Upił łyk ponczu i odstawił kubek na przeznaczone do tego miejsce, zwracając się ponownie ku Sheridan.
Jesteś jeszcze głodna czy zechcesz ponownie udać się ze mną na parkiet? — zapytał póki co nie ruszając się z miejsca, wyraźnie nie chcąc na niej niczego wymuszać.

Głosuję tylko na Leilani.



A meaningful silence is always better than meaningless words.



Powrót do góry
 
Go down
Sheridan Kenneth Paige

avatar
1424
#Gwiazda Showbiznesu
Wokalistka Estradowa
1424


   
Pią Lis 09, 2018 8:08 am
       
Było i ni ma. Jak się to nieznajome bułkowe pojawiło, tak zniknęło, a Paige mogła zaledwie kiwać w zrozumieniu na jego słowa, ciesząc się, że Kanada chłopakowi jak najbardziej odpowiadała. A potem już, już, szybko, bo kogoś zauważył, to totalnie musiał lecieć. Nie no, miał prawo. Pewnie jakby się okazało, że gdzieś na sali jest któraś z osób, na które polowała ta lwica, jakiś tam Dakota (lol), Jaime (mniej lol bo go nie ma) czy ten nieznajomy dzieciak z centrum handlowego, to też zostawiłaby na sekundę Saturna. Nie na cały wieczór, bo jednak mimo wszystko była tu z nim, noale.
- Cóż, baw się dobrze, miło było cię poznać.
Bo co więcej miała orzec? Na słowa Saturna tylko uśmiechnęła się delikatnie i wzruszyła barkami.
- Przynajmniej nie śmignął bez żadnego słowa - odparła zaraz, nim dopiła poncz w kubeczku i odstawiła go na stolik. Wiedziała, że Blackowie mieli zwyczajnie nieco inne przyzwyczajenia, Sheridan osobiście nie przeszkadzało takie bieganie z miejsca na miejsce - przywykła do takiego zachowania u ludzi, czasem może i nawet sama stosowała je w praktyce, nawet tego nie rejestrując. Nie było jej dane się na tym za długo skupiać, tak czy siak. Białowłosy zaraz zaproponował jej kolejny taniec, na co oczywistą i bezsłowną odpowiedzią było wytarcie przez dziewczynę rąk w jedną z serwetek, by umieścić ją następnie w kubeczku i cały ten zestaw wrzucić do śmietniczka ukrytym pod stołem, za obrusami.
- Tylko już mną tak nie machaj, wstydzę się - rzuciła niby to żartobliwie, ALE FAKTYCZNIE SIĘ PRZECIEŻ RUMIENIŁA JAK DEBIL. Także jak zawsze, rączka pod ramię i ruszyła z tym dziadem na parkiet, żeby ponownie móc dobierać się do niego z łapami. Znaczy, żeby odpowiednią pozycję przybrać. Kaszl.


A, I GŁOSY:
Ana i Dakota
Powrót do góry
 
Go down
Dakota Lowe

avatar
257
#Student Chemii
Introwertyk / Uczeń Stypendialny
257


   
Pią Lis 09, 2018 5:06 pm
       
Nie jestem aż tak żarłoczny. ─ odpowiedział, przy czym nie potrudził się o przeżucie ciasta w ustach, co za szarmancki prostak. ─ Co do tego królowania, trzeba będzie oddać głos, co nie? ─ zapytał.
Dakota nie za bardzo się palił na to całe wielkie halo, ale wiedział, że w Ana kocha rywalizację i na pewno bardzo ucieszyłby ją tytuł królowej balu, więc… czego się nie robi z miłości? Mimo że to nie leży w nerdowskiej naturze Lowe’a i w głębi duszy połowicznie nie chciał tego wygrywać, bo wiadomo, wiązało się to z pewnym wyróżnieniem, co dla szatyna nie było najlepszą opcją na wieczór. Z drugiej strony zaś jak nikt na nich nie zagłosuje, Serpent nie będzie skakać uradowana wynikiem, co tu, cholera zrobić? Zresztą, dopiero co weszli na salę, nie wybiegajmy zbytnio w czas.
W trakcie tych rozmyślań nad istotą życia, dokończył szamanie i ucałował Anę w usta, żeby podzielić się tą łyżeczką cukru zawartą w tym wypieku.
Tooo idziemy wybrać? ─ i pociągnął ją w stronę urny, wciąż nie wiedząc, co zrobić ze sobą, Aną i ogólnie z wszystkimi, którzy ogłosili kandydaturę.
A gdy miał już zapisać, westchnął, robiąc najbardziej lamerską z lamerskich rzeczy w swoich życiu, mając na ramieniu blond diabełka dźgającego go widłami.

Głosy: Ana i Dakota
Powrót do góry
 
Go down
Kakuei Fuse-Liang

avatar
653
#
Szarak
653


   
Pią Lis 09, 2018 9:13 pm
       
Jeszcze przed upiciem łyku ponczu wpatrywał się w telefon. Przez chwilę czuł smutek, który sygnalizował mu, że jednak jego umysł wrócił do ciała. Gdy o tym pomyślał ciężko westchnął, przymykając powieki. Jednym ruchem kciuka zablokował telefon i podniósł głowę do góry. Nie miał zamiaru patrzeć na tańczące pary przed nim, tylko zerknął na swój kubek, stojący przed nim. W końcu wziął go w dłoń, przystawiając sobie do ust, aby następnie wypić jego zawartość. Po rozejrzeniu się po bokach sali wlał w swój organizm alkohol, który o dziwo nie był mocnym trunkiem. Wzruszył ramionami, na takie swoje refleksje o tym co było dostępne przy bufecie. Przekąski specjalnie do niego nie przemawiały. Jakoś nie ciągnęło go do jedzenia.
Przez ułamek sekundy wstał z swojego miejsca - zostawiając swoją torbę przy stole, a telefon schował do tylnej kieszeni spodni. Poszedł w kierunku szklanej kuli albo urny, jak to zwał, aby oddać na kogoś swój głos na króla i królową balu. Podszedł do miejsca, w którym leżały czyste karteczki, na których można było wypisać swój wybór. Ujął w swoje kościste palce długopis i zapisał na dwóch kartkach, dwa imiona - lekko pochyloną ku prawej strony kursywą. Po zapisaniu podszedł na podest, gdzie znajdowała się kula do losowania. Wrzucił do niej swoje głosy. Odwrócił się na pięcie i wrócił na swoje miejsce. Podczas pokonywania tego dystansu wyciągnął telefon, aby zobaczyć czy nie ma odpowiedzi. Oczywiście! Były. Ale po przeczytaniu ich treści Fuse wywnioskował, że jego przyjaciel podejrzewa, że dzieje się coś "nie tak" i zdążył zadać te słynne pytanie "Czy wszystko w porządku? Kaku?" Na myśl o odpowiedzi ciężko przełknął ślinę. Nie wiedział co odpisać. Ale jeśli nic nie napisze to on będzie się dopytywał do usranej śmierci. Na chwilę przystaną, aby dobrać odpowiednie słowa w odpowiedzi.  A w niej zawarł trochę prawdy trochę kłamstwa, bo przecież całej prawdy im nie napisze, bo by został wyśmiany przez nich. Oczywiście ufa im jak najbardziej, ale ich podejście do niektórych spraw jest inne niż jego i czasem czuje się przez nic niezrozumiany, no prócz jednego znajomego, który w szkole gimnazjalnej wyciągał do niego pomocną dłoń. W końcu usiadł na wybranym przez siebie - wcześniej - miejscu i nalał sobie kolejny kubek ponczu.

Głosy: Saturn, Raven.


Ostatnio zmieniony przez Kakuei Fuse dnia Pią Lis 09, 2018 10:39 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
 
Go down
Niklas Eschenbach

avatar
70
#Student Biochemii
Barman
70


   
Pią Lis 09, 2018 9:19 pm
       
Wyglądało na to, że zarówno Niklas, jak i Jack raczej zamierzali być bierną stroną całego wydarzenia. Z drugiej strony ciężko się dziwić, skoro oboje byli jedynie partnerkami uczennic Riverdale. Nawet Jack nie należał do dumnych absolwentów tej szkoły, więc również większości osób stąd nie znał, z wyjątkiem tych w bliskim kontakcie z Annie. Jednak obserwowanie tłumu nie było aż tak nudne, zwłaszcza, że były to ich pierwsze minuty w wielkiej sali gimnastycznej, w dodatku niewiele później usłyszeli, że rozpoczyna się głosowanie na króla i królową balu. Nie zdecydowali się jednak podejść i wrzucić własne głosy, woląc zostawić takie zabawy dla reszty.
- Właściwie powinieneś wziąć udział na króla balu. Miałbyś szansę wygrać - uznał Jack wesoło, na co Niklas uniósł jedną brew i obrzucił go wątpiącym spojrzeniem.
- Rzucanie głupimi tekstami nie wchodziło w zakres tej imprezy – odparł tylko, upijając łyk picia, które oboje jakiś czas temu wzięli.
- Odpowiadanie w ten sposób również, więc skoro nie spełniasz podstawowych zasad, to logika jasno mówi, że ja też nie muszę - odwdzięczył się Jack, po czym spojrzał na tłum. Niklas chyba już zdążył przyzwyczaić się do obecności chłopaka, z którym zadziwiająco dobrze się dogadywał, mimo że to przecież tylko znajomość z Koerner. O czym mógłby świadczyć chociażby fakt, że Niklas dał się wyciągnąć na jakąś Halloweenową zabawę, która w zasadzie niekoniecznie go interesowała.
- Niklas. – Jack nagle trącił go ramieniem, przyciągając jego uwagę. - Spójrz na prawo, tam bliżej wejścia – wydał mu instrukcję, spoglądając w tamtą stronę i próbując naprowadzić Eschenbacha. Ten podążył posłużenie wzrokiem, próbując zidentyfikować, o co mu chodzi. - Czyżby twoi znajomi?  
Tłum sprawiał, że Eschenbach musiał długo się skupić, nim cokolwiek dostrzegł, jednak ostatecznie i tak nie potrafił zrozumieć, o co mu chodzi.
- Jacy znajomi? Nikogo nie widzę, oprócz naszych pań – poinformował po dobrych dwóch minutach. -… które nadal o czymś zawzięcie dyskutują.
- Skoro nie widzisz, to... zaraz się przekonasz. Gehen – zarządził Jack, wtrącając przy tym niemieckie słówko i ruszył śmiało do przodu. Widząc, że Eschenbach spogląda na niego ze zdziwieniem, tylko wywrócił oczami i ponaglił go, by za nim podążał.
- Od kiedy mówisz po niemiecku, co? – rzucił, gdy szli do przodu. Nie doczekał się jednak odpowiedzi, jedynie niewiele później Jack przystanął i bez żadnego słowa, wskazał ruchem głowy do przodu. Tym razem Niklas już nie miał problemów zidentyfikowaniem, o kogo chodzi, jednak jego reakcja okazała się mniej podobna do tej, której spodziewał się Airly.
- Znajomi? – Spojrzał na Jacka z pomieszaniem zdziwienia i rozbawienia, a następnie przeniósł wzrok na graczy laccrosse. W tych strojach jednak prezentowali się zupełnie inaczej niż zazwyczaj.
Powrót do góry
 
Go down
Trystian

avatar
154
#
Szarak
154


   
Sob Lis 10, 2018 10:16 pm
       
Huh? Czy obok niego pojawiło się pićku? Odruchowo je od razu chwycił i wręcz na jeden łyk wypił wszystko. Dobra. Mógł kontaktować. Zerknął na życzliwą osobę i widząc Nickolasa od razu zrobił się czerwony jak burak. Co, jak, gdzie, kiedy. Kurcze, kompletnie wypadło mu z głowy, że ten chodził do Riverdale High a tym bardziej nie spodziewał się go na tej imprezie. Nie wiedział nawet czemu. Po prostu nie pomyślał, że ten może go spotkać gdziekolwiek poza kawiarnią. Hah. Jeszcze jego dobroć i zadbanie o Trysa spowodowały to, że w głowie pojawiło mu się ostatnie ich pożegnanie. Nie był gotów na taki wybuch emocji. Kompletnie się nie przygotował i nie mógł po prostu ukryć swojej w pewnym sensie wrodzonej słodkości, rumieńców czy innych głupich reakcji, które od dłuższego czasu starał się ukrywać, by nie ukazywać się tak publicznie. Było to po prostu problematyczne, dziwnie odbierane i no… po prostu stosunkowo niekomfortowe. Na komplement odchrząknął i robiąc jeszcze większego buraka z zająknięciem odpowiedział
- D-dziękuję. Trochę już ćwiczę nad nim. Kiedyś moim celem było zostanie wokalistą, ale… um… okres buntu i nie zgadzanie się z poglądami rodziców, mimo, że zawsze to lubiłem.- Rozgadał się, odpowiadając w sumie większość swojej skróconej historii. Bardzo skróconą wersję, aczkolwiek puenta została zachowana i w sumie wszystko poboczne można by było się domyślić albo chociaż jakiś szkic jego problemów nałożyć na obrazek obecnego Trystiana. Kontynuował – Cieszę się, że się podoba. W końcu tylko o to mi chodzi. By inni dobrze się bawili przy moim głosie- Tu już był całkowicie szczery, mówiący prosto z serca, przez co wszelkie rumieńce choć na chwile zniknęły a na twarzy zagościł prawdziwy uśmiech blond chłopca, który bardziej się cieszył z uszczęśliwiania innych niż samego siebie. A jeżeli te dwie czynności mogły iść w parze to już w ogóle najlepiej! Zaczął błądzić wzrokiem szukając jakiegoś elementu, którego mógłby się chwycić. Zawiesić na nim. Coś, by chociaż przez chwilę nie myśleć o ostatniej sytuacji z Nickolasem, albo przynajmniej uspokoić te wizje do tego stopnia, by kontrolować się całkowicie. Chłopak kompletnie nie miał wyczucia czasu. Po jego występie, kiedy był rozemocjonowany, pełen wszelkich odczuć wbić i jakby nigdy nic zagadać. Przecież wtedy Triss nie jest w stanie odpowiednio wszystkiego analizować i prowadzić dalsze „gierki”. Tak przynajmniej odbierał postawę starszego. W końcu po cóż innego miałby się tak naglę pojawiać, jak nie po prostu by zabawić się kosztem blondyna? Żadna inna odpowiedź nie byłaby zbyt logiczna. Bo przecież oni się tylko przedrzeźniali i zaczepiali dla własnej satysfakcji? Trys wolał w ten sposób myśleć, by bronić się przed wszystkim co mogłoby być dla niego niezbyt przyjemne. Ugh… znowu się zamyślił. Ale to chyba dobrze?
Co? Co mówiłeś?- naglę odezwał się jak kompletny debil akurat w momencie kiedy Nickolas był cicho. A natomiast kiedy tylko ogarnął po minie chłopaka, że jednak ten nie odzywał się w tym momencie ponownie zamienił się w żywego pomidora.
- Kurna, Trys. Co z Tobą jest nie tak. Weź normalnie reaguj. Bądź COOL. A nie jak jakaś zniewieściała pizdeczka, nastolatka bojąca się przystojnego mężczyzny. Grrr…- atakował cały czas siebie w myślach, starając się wyglądać jak najbardziej naturalnie. Aczkolwiek widać było po jego dziwacznych minach, które nie wskazywały na zdrowie psychiczne, że w głowie ma miliony myśli, z którymi cały czas się bił. Najprawdopodobniej przez francuza. Zerknął na scenę i dalej prowadził „rozmowę”.
- Niedługo znowu będę musiał tam wyjść. Nie wiem czy dam radę bez ponownego stresu. Trochę się zdekoncentrowałem- w tym momencie chwycił się za głowę, lekko drapiąc z zakłopotania. – O właśnie! Oddałeś już głosy na króla i królową balu? To ważny etap dzisiejszego spotkania! Więc nawet nie próbuj zaprzeczyć, bo w tym momencie zaprowadzę Cię tam chociażby za rękę!- i napuszył poliki ze złości, jakby od razu zakładając, że starszak jest typem olewającym takie zabawy i najprawdopodobniej po prostu machnął ręką na głosy. Ale nie przy Trysie! On już by go zaprowadził. Chyba, że jednak się pomylił? Huh?
Powrót do góry
 
Go down
Anastasia Isaure Serpent

avatar
69
#Uczennica Riverdale High School
Szkolna Gwiazda
69


   
Nie Lis 11, 2018 10:54 am
       
Oj, Ana wolała się tu nie kłócić. Dobrze wiedziała, jaką relację ma z jedzeniem Dakota. I nic nie mogła poradzić z faktem, że czasem przegrywała z Sunday Roast, tradycyjną potrawą wywodzącą się z rodzinnych zakątków chłopaka. Przykre, ale prawdziwe - przegrywała z pieczonym mięsem, warzywami i Yorkshire puddingiem oblanymi tłustym sosem. Gdyby ta dwójka była o włos od spadnięcia w przepaść, Lowe przystąpiłby na moment i zastanowił się, czy chce uratować Serpent, czy jednak cholerne Sunday Roast, po czym ostatecznie wyciągnąłby Anę, bo przecież Sunday Roast można zrobić nowe, nie? Duh. Nowa dziewczyna mogłaby stanowić problem.
Z rozmyślań wytrącił ją szatyn, który pochylił się i cmoknął ją w usta, jednocześnie pytając o głosowanie na Króla i Królową balu. Sama nie wiedziała, co myśleć o całym tym przedsięwzięciu.
- No możemy ostatecznie zagłosować.. - powiedziała cicho, chociaż nie miała zielonego pojęcia, na kogo. Ślepo podążyła za Dakotą w kierunku urny z głosami. Nie zerkała na karteczkę chłopaka, chociaż po wszystkim pewnie się zapyta, na kogo głosował. Chwilę potem sama znalazła się przy stanowisku i.. spotkała się z totalną pustką w głowie. Spojrzała na kandydatów na krótki moment, ale ostatecznie nie mogła przekonać się do wpisania jakiegokolwiek imienia, czy imion na karteczkę. Dlatego udała, że coś pisze, a potem wrzuciła do urny pusty głos. Eh, typowa Ana.
- Już. Co robimy? - odwróciła się do Dakoty, ukrywając przed nim lekkie zmieszanie.
Powrót do góry
 
Go down
Michael Bambi Charpentier

avatar
90
#Romantyk
Prefekt Naczelny
90


   
Nie Lis 11, 2018 6:37 pm
       
Bardziej z przymusu niż własnych chęci... — powiedział nieco przyciszonym, mrukliwym tonem, zupełnie jakby sam nie był do końca pewien czy aby na pewno chce się do tego przyznawać.
Tak czy inaczej ludzie lubią szaleć i wyróżniać się z tłumu. Większość oprócz masek poprzebierała się jeszcze na przeróżne sposoby. Ale wszyscy prefekci są zombie. Sam nie wiem czemu, może to jakaś przestroga że jak zaczniecie łamać szkolny regulamin to zaczniemy was gryźć? — zażartował nieśmiało, unosząc nieznacznie kącik ust ku górze. Gdy został jednak "skrytykowany" za chęć pójścia po jedzenie, rzeczywiście zaczerwienił się jeszcze bardziej, zmieniając w wyjątkowo dorodnego buraka. Jeśli tak dalej pójdzie to chłopak z tego zawstydzenia zwyczajnie wybuchnie.
P-przepraszam — wyjąkał zasłaniając twarz dłońmi. Wyglądało jednak na to, że miało być... jeszcze gorzej! Poniekąd właśnie został zmuszony do ponownego tańca. I tak jak tańczenie z obcymi przychodziło mu nieco łatwiej, tak gdy tylko spojrzał na Raven, tym razem dla odmiany zrobił się blady jak ściana. Pomińmy fakt, że uroda dziewczyny zwyczajnie go onieśmielała. Była z tej samej klasy co on. Jeśli cokolwiek odwali, na pewno powie całej reszcie i będą się z niego śmiać przez najbliższych kilka tygodni. Rozejrzał się spanikowany dookoła, lecz ten zdrajca Jake wyraźnie nie zamierzał mu pomóc. Co więcej, wkopał go jeszcze bardziej. Właśnie dlatego doskonale wiedział, że O'Brienowi nie można było ufać. Gdyby był tu Matthew, pewnie mimo wszystko jakoś by go uratował i zagarnął ten taniec dla samego siebie. Objął go ramieniem i śmiał się żeby nie męczyli jego małego kuzyna.
Tylko że go tutaj nie było.
A on nie mógł stać już dłużej jak kołek. Wyciągnął więc drżącą dłoń w stronę Raven, starając się opanować własny stres co zdecydowanie nie było najłatwiejsze.
M-mogę prosić do t-tańca? — wydukał z siebie nieco głośniej, starając się mówić wyraźnie. Koniec końców nawet udało mu się nieznacznie uśmiechnąć, chociaż przerażenie do końca nie zniknęło z jego oczu. Uspokój się Michael, musisz poprowadzić ten taniec jak prawdziwy mężczyzna.

Głos na Raven i na Saturna, bo byliby razem piękni.
Michael średnio się prezentuje na scenie ot co.
Powrót do góry
 
Go down
Dakota Lowe

avatar
257
#Student Chemii
Introwertyk / Uczeń Stypendialny
257


   
Pon Lis 12, 2018 10:56 am
       
Lowe w oczekiwaniu na oddanie głosu przez Serpent zaczął gmerać przy własnym krawacie, podejmując próby poluzowania francuskiego węzła, którym usiłowała go udusić w domu Ana. Na jego oko ona powinna cumować kutry rybackie i jachty, trucker’s hitch pewnie ma w małym palcu lewej nóżki. A już pieprzyć to, najwyżej zginie.
Gdy Anastasia wrzuciła karteczkę i zadała pytanie, ten oderwał ręce od materiału pod szyją, wyciągnął do niej dłoń, ujmując jej i ucałował jej wierzch z lekkim ukłonem.
W takim razie… zatańczy panienka?
Dakota, brakuje Ci szelek i muchy, szoruj do domu i się przebierz. Nie zapomnij o cylindrze, żeby ukryć ten włosowy rozgardiasz.
Powrót do góry
 
Go down
Anastasia Isaure Serpent

avatar
69
#Uczennica Riverdale High School
Szkolna Gwiazda
69


   
Pon Lis 12, 2018 2:16 pm
       
[Sheridan!]

Przyglądała się Dakocie, jak łapie jej dłoń i unosi wyżej, by zaraz złożyć na jej wierzchu lekkiego całusa. No aw - musiała przyznać, że szatyn zdecydowanie był słodki. Ale o tym wiedziała już od dłuższego czasu, więc w odpowiedzi tylko się uśmiechnęła i pokiwała głową, godząc się na takie rozwinięcie scenariusza. Złapała mocniej jego rękę i poszła za nim w głąb parkietu, dołączając do bawiącego się tłumu.
Ana była tutaj na lepszej pozycji niż jej chłopak (a przynajmniej tak myślała! Piątka za zainteresowanie się ulepszeniem swoich zdolności tanecznych, Dakot!), bo będąc dzieckiem brała lekcje tańca. Co prawda, baletu i towarzyskiego, ale to już wprowadziło ją w poczucie rytmu i znajomości własnego ciała. Dalsze lekcje muzyki tylko w tym pomogły, dlatego nie miała problemu z tańczeniem i dobrze się przy tym bawiła. Do czasu, aż szatyn nie złapał jej za rękę i troszkę za mocno nią zakręcił. Przez nieuwagę (i z pomocą Dakoci, ale ćśśśśśś) straciła równowagę i poleciała do tyłu, wpadając na kogoś. Na szczęście, zderzenie to sprawiło, że Serpent nie wylądowała na podłodze, jednak niegrzecznie chyba kogoś tak wykorzystywać do własnych celów, prawda? Obróciła się do swojej poduszki powietrznej ze zmartwieniem wypisanym na twarzy, zaraz pod koronkową maską.
- Przeprasza- - i tu urwała, przyglądając się dziewczynie. Wydawało się jej, czy to ktoś znajomy? Ale z drugiej strony nie była pewna, więc zwyczajnie dokończyła myśl - Przepraszam, nie chciałam na Ciebie wpaść... czekaj.. Sheridan, tak?
Skojarzyła już, dlaczego te rysy twarzy wydawały jej się znajome. Aż dziwne, że to akurat na nią musiała wpaść.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Sala gimnastyczna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 5 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
 Similar topics
-
» Mała sala gimnastyczna
» Trening policyjny - wspinaczka po linie - sala gimnastyczna
» Sala operacyjna
» Sala lekcyjna nr 2
» Sala segregacji

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: