IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 [ ROSJA, PETERSBURG ] Metro

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
Garik

avatar
1996
#Czarny Rynek
Mieszkaniec
1996


   
Nie Lut 19, 2017 5:38 pm
       
Starał się nie robić głupiego wyrazu twarzy. Zwykle ludzie, z którymi popalał, nie komentowali, tym bardziej nie oddawali prezentu. Gdyby tak ten Amerykaniec dał się łatwo poprowadzić… Widać przeszkolony, sądząc po twarzy, mógł mieć podobne atrakcje gdzieś tam na zachodzie. Pytanie tylko czy w Rosji również? Tu wszystko może się zdarzyć.
- Wiem. Pal… - mruknął nie próbując nawet sięgnąć – Twoja nagroda, nie zaszkodzi ci. – zaciągnął się mocno i uśmiechnął . Nie miał zamiaru się przed nim tłumaczyć, a przynajmniej nie teraz i nie w tych okolicznościach. Szkoda, że gościu nie chce współpracować. Niby ma jako taki wybór, eh. Niech korzysta. – Pojedziesz ze mną do Moskwy. Jak nie teraz to za godzinę, dwie, albo piętnaście. Nie będę cię oddawał władzom. – to on chciał zbadać go pierwszy. Nie zamierzał go wypuszczać. Zaraz powinni mieć kolejny transport.
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Hurricane

avatar
3024
#Mieszkaniec Riverdale City
Korespondent Wojenny
3024


   
Sro Lut 22, 2017 10:41 pm
       
Nie zaszkodzi? Tego akurat nie wiedział, ale nawet jeśli, to w niczym by nie pomogło. Chwilę rozglądał się po okolicy w poszukiwaniu kosza na śmieci, ale w końcu zdecydował się wrzucić jointa do studzienki kanalizacyjnej, przy której stał. Cóż, w innych okolicznościach uznałby to za karygodne marnotrawstwo, ale w tym wypadku naprawdę nie był skłonny do zabawy, a i nie chciał, by ktokolwiek przyłapał go na paleniu zioła czy nawet noszeniu przy sobie jego małej ilości. Jeszcze tego brakowało! Deportacja albo jeszcze gorzej – przymusowe zatrzymanie w kraju i ponoszenie konsekwencji. Jeśli nadal chciał myśleć realnie o tym, że w razie konieczności wykorzystania ostatniej deski ratunku może zwrócić się po pomoc do władz, to zwyczajnie nie mógł lekkomyślnie łamać prawa.
Z drugiej strony to dobrze pokazywało podejście Charlesa: żyć w zgodzie przede wszystkim z samym sobą.
Poza tym uznał, że nad odurzonym Garikiem będzie miał znaczną przewagę, bo, jeśli niedługo ruszą na pociąg, chłopak zdąży zaliczyć zjazd akurat, gdy będą jechać do Moskwy.
I co? – zapytał, chowając ręce w kieszenie kurtki. – Będziesz patrzył jak zwiedzam zabytki?
Powrót do góry
 
Go down
Garik

avatar
1996
#Czarny Rynek
Mieszkaniec
1996


   
Pią Lut 24, 2017 9:27 pm
       
- Niet. – dmuchnął na niego, a niech jego ubrania przesiąkną tym zapachem. – Wy Amerykanie zawsze tacy rozpustni? – popatrzył wymownie na studzienkę i na niego. – Zaraz podjedzie kolejny. Idziesz ze mną, niedaleko jest kilka sklepów, kupimy ci dużą pamiątkę, ze dwie butelki wódki i coś do jedzenia. Trochę posiedzimy w pociągu, a towarzystwo łatwiej cię zaakceptuje jeśli będziesz gadał ich językiem – uśmiechnął się. O ile jakiekolwiek towarzystwo zechce do nich podejść…. Wykupią kuszetkę, zamkną się i poznają lepiej. Może facet się przyda? Przecież da radę się dogadać z każdym, wystarczą dobre argumenty i cholerny, święty spokój.
Co by tu zrobić? Nie pozwoli by jakiś amerykański fotograf wysyłał na zachód więcej ruskiego burdelu niż jest to przewidziane. Imię Rosji jest już wyjątkowo… Różnie postrzegane…  
- Ruszaj się – zagrodził mu miejsce sobą. Zabije go jeśli przed siedemnastą nie wsiądą do pociągu. Późniejsze kursują po osiem godzin w jedną stronę… - Пожа́луйста.
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Hurricane

avatar
3024
#Mieszkaniec Riverdale City
Korespondent Wojenny
3024


   
Sob Lut 25, 2017 10:14 pm
       
Ach, Charles nie mógł się nie uśmiechnąć. Gdy patrzył na Garika palącego trawę przeszło mu przez myśl, że może w innych okolicznościach by go nawet polubił. Może nawet by się dogadali! Może znaleźliby jakieś wspólne tematy do rozmów... A tymczasem biedny turysta musiał walczyć z wrodzoną małomównością na siłę, wiedząc, że ma większe szanse na niewpadnięcie w kłopoty, gdy gada, a nie tylko gapi się i knuje jak uciec.
Normalnie nie gardzimy paleniem... przynajmniej ja nie gardzę. Z tym, że u nas to jest legalne. – Wykonał gest dłonią, samemu wskazując na studzienkę. Wszystko jasne. Jest grzeczny w obcym kraju, bo jest zwykłym, szarym człowiekiem.
Pokiwał głową, chociaż już teraz wiedział, że od picia również się wykręci, a przynajmniej postara.
Do metra? – Rzucił Garikowi zaskoczone spojrzenie. O, nie... Znowu to? Szlag, a już myślał, że da spokój! – Odmawiam. Weź taksówkę. – Stał jak wcześniej, z dłońmi w kieszeniach i najwyraźniej nie zamierzał odpuścić, bo nawet zmniejszenie dystansu nie zmusiło go do cofnięcia się.
Poza tym Charlesa niepokoiło, że mężczyzna nie poruszał tematu tego, co będzie działo się jak już dojadą do Moskwy...
Powrót do góry
 
Go down
Garik

avatar
1996
#Czarny Rynek
Mieszkaniec
1996


   
Nie Lut 26, 2017 11:10 am
       
- Nie pierdol… - mruknął pod nosem i zaciągnął się mocno. Patrzył po jego sylwetce i zastanawiał się jak najlepiej będzie go złapać i nie stracić przy okazji zębów. Nasłuchiwał kiedy zacznie podjeżdżać na stację pociąg i powoli zaczynał się kiwać z jednej nogi na drugą. Ludzie mijali ich w milczeniu, nie byli sami. Lepiej zachować dla siebie robienie scen. Przynajmniej w tej chwili.
Nie pójdziesz na górę, nie dam Ci frajerze… - myślał sobie i czekał na odpowiedni moment. Wypalił jointa i wyrzucił go do tej samej studzienki. Ha! Trafił! Rzut za trzy! Pociąg zaczął podjeżdżać. Dobra, teraz… Zapatrzył się w jeden punkt i postarał się przybrać przerażony wyraz twarzy. Nie ruszał się, usta zaczęły mu się delikatnie rozchylać, zmarszczył brwi i uśmiechnął się niepewnie
- Ej… - wskazał palcem – Tam jest bomba?...  – błagam odwróć się, wiem, że się boisz i będziesz chciał upewnić czy twój tyłek jest bezpieczny. Żałosne zagranie, ale w tej chwili nic nie przychodziło mu do głowy. Pociąg się zatrzymał, a Garik jak stał tak się nie ruszał. Chwila nieuwagi, no dalej… – O, idzie policja. – oznajmił i złapał Charlesa w pół. To była chwila. Siłą wciągnął go do wagonu i posadził na wolnym miejscu. Złapał go za ramię i przycisnął by nie wstawał. – Nie chcę na tobie siadać. Oszczędź mi tego – wycedził przez zęby i wtedy drzwi się zamknęły.
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Hurricane

avatar
3024
#Mieszkaniec Riverdale City
Korespondent Wojenny
3024


   
Pon Lut 27, 2017 12:58 am
       
No i co? Będą tak stać? Skrzywił się i chciał wyminąć Garika, ale nie zdążył.
...co tam jest? Poczuł, jak po plecach przechodzi mu lodowaty dreszcz, a w klatce piersiowej dla odmiany wybucha nieprzyjemne ciepło. Odruchowo odwrócił się i w następnej chwili tego pożałował, gdy w jego głowie na ułamek sekundy zabłysła nie tyle myśl, co nieukształtowane przeczucie, że powinien biec przed siebie na oślep, a nie jak ostatni idiota patrzeć w tył! Ta chwila wystarczyła, by dał się popchnąć w stronę pociągu. Fuck, fuck, fuck! Wiedział, wiedział! Szarpnął się, ale tylko stracił równowagę, w efekcie czego padł tyłkiem na siedzenie. To był błąd, tak się nie robi, Garik.
Podniósł pełne zimnej wściekłości spojrzenie na towarzysza i nawet nie próbował się powstrzymać: kopnął go mierząc w piszczel, a zaraz złapał za dłoń i przesunął się w bok jednocześnie wykręcając mu rękę pod takim kątem, że albo mężczyzna go puści, albo będzie ryzykował skręceniem nadgarstka.
Charles tym razem wykorzystał szansę, wyrwał się i rzucił do wyjścia, po drodze o coś się potykając, prawie przewracając... i łapiąc równowagę na drzwiach, które zatrzasnęły mu się przed nosem. Fuck. Zacisnął zęby, a dłonie zbił w pięści. Przestań. Nie rób. Spokój. Harvey. Spokój.
Wziął głęboki wdech nosem i wolno, powolutku wypuścił powietrze ustami. Gdy odwrócił się z powrotem do wnętrza pociągu wyglądał na rozczarowanego zachowaniem Garika. Wyraz nieobliczalności zniknął z twarzy fotografa, jakby nigdy na niej nie gościł.
Cudownie... Usiadł na jednym z miejsc i rozejrzał się po wagonie. No, jechało z nimi mało osób i wszystkie starały się patrzeć wszędzie, oby tylko nie na tę dwójkę rozbójników. Tak... Jaka stacja następna? Za ile będą na miejscu? Co mijają za oknem? Która jest godzina?
Chwilowo musiał uciec myślami od tego co zaszło, gdzie jest, z kim jest i jak bardzo się naraża.
Powrót do góry
 
Go down
Garik

avatar
1996
#Czarny Rynek
Mieszkaniec
1996


   
Pon Lut 27, 2017 7:15 pm
       
Nie spodziewał się ataku z jego strony, nie zna go jeszcze na tyle i będzie odczuwał tego skutki jeszcze długo, długo... Puścił go od razu, nie chciał mieć złamanej żadnej części ciała. Nie potrzebował „ ran wojennych”. Zdążył jedynie odprowadzić Charlesa wzrokiem do drzwi…. Uff, nie wysiadł. Wyprostował się i rozmasował nadgarstek. Poszedł usiąść na wolnym miejscu, nieco dalej od swojego turysty i spokojnie jechał dalej. Był przygotowany by w każdej chwili doskoczyć do niego i znowu wciągnąć do wagonu. Obserwował go cały czas. Nie może pozwolić by zwiał, są już tak daleko! Nie podchodził do niego, niech ochłonie, niech bardziej się nie denerwuje. Teraz nie liczył się czas ani czerń tunelu za oknami. Na stacji odezwał się głos z mikrofonu, informujący na jakiej są stacji. Garik był przygotowany. Prosił w duchu by jednak nie wysiadał, grzecznie dojadą na miejsce i nie będą musieli pakować się znowu do metra. Jeszcze kilka przystanków, Charles do cholery jasnej wytrzymaj…
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Hurricane

avatar
3024
#Mieszkaniec Riverdale City
Korespondent Wojenny
3024


   
Czw Mar 02, 2017 12:11 am
       
Nie patrzył w stronę blondyna, w tej chwili zbyt dobrze zdawał sobie sprawę z jego obecności. No, ten ruski pajac tym razem chociaż nie utrudniał, grzeczny. Pewnie dlatego, że dostał to, czego chciał, czyli Charlesa jadącego do celu i niesprawiającego jakichkolwiek problemów.
Wysiadł z Garikiem na stacji, na której planowali i szedł obok. Nagle zmarszczył brwi, najwyraźniej natchniony widokiem sklepu monopolowego, który właśnie mijali.
Domyślam się, że bilety i jedzenie kupimy, ale z piciem z matrioszków było ciemno, nie?
Powrót do góry
 
Go down
Garik

avatar
1996
#Czarny Rynek
Mieszkaniec
1996


   
Czw Mar 02, 2017 11:26 pm
       
Jechał ze wzrokiem skupionym na sylwetce Charlesa. Nic nie mówił, nie ruszał się, dużo ludzi nie było więc nie musiał się wychylać i szarpać by go kontrolować. Na Ploschad' Vosstaniyiej wstał i zatrzymał się przed drzwiami. Złapał się poręczy i odwrócił głowę do faceta. Cieszył się, że nie musiał wyciągać go siłą. Przełamał się? Odpuścił? Nie, musi mieć jakiś plan.
Wyszli na czysty peron, a później korytarz ze ścianami z czerwonego marmuru. Tutaj ludzie zdawali się być jakby nieświadomymi tego co działo się jeszcze dwie godziny temu. Wszyscy zapędzeni i nieporuszeni. Przeszli kawałek aż trafili do ruchomych schodów. Na górze widoczne zderzenie się kontrastów. Okna do kas oprawione w drewniane ramy, kiedyś powierzone w ręce snycerzom, na suficie ciągnące się rzędy kasetonów, kamery co dwa metry i obdrapane ściany, stary telefon, czy nie działający automat biletowy. Przeszli kolejny korytarz i w końcu wydostali się na zewnątrz. Naprzeciw znajdował się ogromny dworzec moskiewski, zasłonięty kilkunastometrowym pomnikiem z gwiazdą. Należało przejść dookoła ronda i voila!
Szedł blisko Charlesa, trzymał ręce w kieszeniach i nie rozglądał się za bardzo.
- Szto?... Jak wolisz prosto z butelki, nie zabronię. – uniósł kącik ust i zmrużył oczy – Poznamy się lepiej, i ja i ty dostaniemy to co będziemy chcieli, ale na trzeźwo? Niet… - rozsunął kurtkę i wyciągnął kartę bankomatową. Podał ją swojemu turyście i ponownie zapiął. Czy był to dobry ruch? Oczywiście, że nie, ale chciał się przekonać czy…
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Hurricane

avatar
3024
#Mieszkaniec Riverdale City
Korespondent Wojenny
3024


   
Pią Mar 03, 2017 9:13 pm
       
Kombinował? Skąd...
Odebrał kartę i starał się ukryć zaskoczenie. Och, jasne. To pewnie nagroda za to, że Charles nie próbował ucieczki w metrze, tak? Pamiętał, że oglądał kiedyś film o stosowaniu przemocy, przywiązywaniu do siebie ofiary i takie tam inne psychologiczne nonsense. Właśnie dziwnym trafem z tym filmem skojarzyła mu się ta sytuacja.
Jednak wziął kawałek cennego plastiku i podszedł do kasy. Poprosił dwa bilety do Moskwy – prawie jak chwilę temu, a jednak zupełnie inaczej. Gdy odebrał wydruk potwierdzający ważność przejazdu, schował go razem z kartą do wewnętrznej kieszeni swojej kurtki. No i co dalej? Jakby tu nie popsuć? Odchrząknął.
Ja... Ja nie piję – poinformował ukradkiem zerkając na Garika.
Powrót do góry
 
Go down
Garik

avatar
1996
#Czarny Rynek
Mieszkaniec
1996


   
Pią Mar 03, 2017 11:04 pm
       
Kolejny pociąg do Moskwy miał być po 20. Będzie jechał przez osiem godzin...
Garik stał niedaleko, z założonymi rękoma i czekał. Nie podchodził do okienka, nie kontrolował Charlesa, nie liczył, że kupi mu bilet.
- Czego nie robisz? Nie rozśmieszaj mnie. – zmarszczył brwi – Nie tak dawno proponowałeś mi picie w taksówce, nie bądź święty, nie pierdol. – brodą wskazał na wyjście. Nie czuł się zbyt komfortowo na dworcach.
Co teraz? Mają jakieś dwie godziny, hmmm… Przydałby się telefon. Chciałby uzyskać kilka informacji, ale niestety, policja nie raczyła oddać ich wszystkich rzeczy osobistych. Trzeba będzie kombinować, a do tego czasu… - Jestem głodny, a ty? Chodź coś zjeść.
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Hurricane

avatar
3024
#Mieszkaniec Riverdale City
Korespondent Wojenny
3024


   
Pią Mar 03, 2017 11:48 pm
       
No i gryczane ciemnego zaniedbanie... – Ruszył wolnym krokiem w stronę, w którą wskazał Garik. – Jak się ludzie boją to są w stanie dużo zrobić. – Skinął głową. Jedzenie... no dobrze. Jeśli rzeczywiście w przyszłości nie da się uniknąć picia to lepiej nie mieć pustego żołądka. – Ale teraz się nie boję, jak patrzysz, i jestem szczery. Do pierdolenia to mi jeszcze daleko. – Chociaż wyglądał poważnie to wcale tak nie brzmiał, a sens jego słów można zaliczyć do dziwnego żartu, jeśli by spojrzeć pod odpowiednim kątem. Sam Charles zachowywał się spokojnie, zupełnie jakby parę minut temu nie powstrzymał się resztką sił przed rzuceniem na Rosjanina z pięściami. A poza tym czy to nie zabawne, że Kanadyjczyk w normalnych słowach po rosyjsku plątał się, ale przekleństwa opanował do perfekcji?
Sobaka? – Wskazał na budkę z kebabem kawałek dalej.
Powrót do góry
 
Go down
Garik

avatar
1996
#Czarny Rynek
Mieszkaniec
1996


   
Sob Mar 04, 2017 7:52 pm
       
Czyli co najważniejsze po rosyjsku to powiedzieć potrafi… Garik starał się przechwycić ogólny sens jego słów i nie śmiać się z tego co słyszał. Cieszył się, że facet nie ucieka i jednocześnie obawiał, że ciężej będzie go poprowadzić jeśli się nie boi, o ile oczywiście nie skłamał.
- Sabaka? – podniósł wzrok na budkę – Niet… Spokojnie, nic ci nie zrobię. – ostrzegł go i złapał za ramię. Przyciągnął do siebie i zniżył głos – Nie ma potrzeby zasilania sieci budek Krotowa. Nie zasmakuje ci zutylizowany Tadżyk. – nie wyglądał jakby żartował - Robią niezły biznes, wynajmują ich do roboty na cholernie niebezpiecznej budowie i wykorzystują w całości. Jeśli myślisz, że człowiek jest bezcenny, mylisz się, wszystko da się przeliczyć. Dziennie jest przypuśćmy… - westchnął i wzruszył ramionami – Pięć ofiar. Co z nimi robią? Wiesz po ile chodzą organy, prawda? A resztki? Do pierwszej poważnej kontroli lądują tu – wskazał palcem na budkę i puścił go – Niedaleko jest pizzeria prowadzona przez Włocha. Myślę, że tam będzie przyjemniej. – uśmiechnął się szeroko i schował ręce do kieszeni. Poszedł gdzie chciał, oglądając się za Charlesem.
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Hurricane

avatar
3024
#Mieszkaniec Riverdale City
Korespondent Wojenny
3024


   
Sob Mar 04, 2017 11:54 pm
       
Oczywiście, że Charlesa trudno było prowadzić. Odkąd pamiętał, sam wybierał swoją drogę i potrafił zboczyć z toru bez ostrzeżenia, nie zważając na to, że do niedawno jego ścieżka i plany pokrywały się z cudzymi i wypadałoby chociaż uprzedzić. Ach, nauczyciele nienawidzili go za chodzenie własnymi drogami.
W tej chwili, gdy słuchał Garika, wolał nie stołować się w tamtym miejscu... Oczywiście spiął się na całym ciele, gotowy do natychmiastowej reakcji, gdyby ta bliskość oznaczała agresję, ale póki co nie wyrywał się i grzecznie słuchał. Wypadki? Krotow... Musi zapamiętać to nazwisko, koniecznie. Od razu porównał je z czymś, co znał, by po jakimś czasie przypomnieć je sobie na zasadzie skojarzeń. No, no, powoli zaczynał się cieszyć, że tu został i nie uciekł, gdy miał okazję. A nuż mu się to opłaci? Przeżyje i będzie miał świetny cynk albo skończy jak niejeden dziennikarz: z materiałem na idealny reportaż – przy czym główną atrakcją tego newsa jest sam reporter, a raczej jego zwłoki cudem pozbierane do kupy.
Ach, sssłodki narkotyk, adrenalina.
Skinął głową. Wszystko da się przeliczyć, wiedział to doskonale. Nie ma ludzi niezastąpionych. Każdy ma swoją cenę i nawet jeśli nie będą to pieniądze, to kupią cię podrzucając odcięty łeb twojego psa na wycieraczkę i porywając żonę albo dziecko. Między innymi dlatego on, Charles, pogodził się z tym, że będzie sam prawdopodobnie do końca życia, a Harvey, jego cywilne alter ego bywa tylko w przelotnych i płytkich związkach.
Stał tam jeszcze chwilę, obserwując budkę z poważnym, nieodgadnionym wyrazem twarzy. Odetchnął. Gdy będzie bezpieczny, czyli bez tego ruskiego narwańca na ogonie, musi nadać do znajomych o tym, co tu się dzieje. Zakładał, że Garik ściemnia, żeby wywrzeć wrażenie na nowym zagranicznym znajomym, ale kto wie? Warto sprawdzić.
Zacisnął wargi, odwrócił się i szybkim krokiem nadgonił Garika. W tej chwili nie miał już wątpliwości, kto mu się tu napatoczył i że jego samego przykrywka została zdemaskowana, ale uznał, że nie zagra w otwarte karty, dopóki jego towarzysz tego nie zrobi.
Straszne rzeczy dzieją tutaj ludźmi, zły kraj dla turystów – odezwał się po jakimś czasie. – Zjem warzywa, będę szczęśliwszy. – Zaczął się rozglądać, ale przestał, gdy jego wzrok padł na towarzysza. – Garik, ty w ogóle dasz mi wrócić do domu? – pytał zupełnie poważnie, chyba pierwszy raz zwracając się do mężczyzny po imieniu.
Powrót do góry
 
Go down
Garik

avatar
1996
#Czarny Rynek
Mieszkaniec
1996


   
Nie Mar 05, 2017 10:25 pm
       
Gra w otwarte karty? O tak, ale w innych okolicznościach. Teraz jeszcze trochę pozerstwa i tajemnicy. Szli przed siebie, nikt ich nie zaczepiał ani się za nimi nie oglądał. Byli mniej więcej bezpieczni.
- A gdzie tam straszne, to jeszcze nic. – prychnął – W Stanach też musicie mieć podobne ekscesy, w końcu to nie jest mały, wyludniony kraj, da? – dalej był przekonany, że Charles pochodzi gdzieś tam z Arizony, Florydy czy cholera wie. W głowie rysował sobie jego obraz jako nieświadomego faceta, który za kare został wysłany za ocean. Biedaczek dostał nakaz wywiezienia informacji o rozpierdusze w kraju i nie wpadnięciu. – Zjesz pizzę z warzywami, poszukamy takiej okropnej – zaśmiał się pod nosem. Zastanawiał się ile pieniędzy trzyma w kurtce, czy znowu zdać się na swojego amerykańskiego sponsora, czy ujawnić się… Hmm, niet jeszcze nie teraz.
W oddali z jednego z budynków powiewała na doczepianym maszcie flaga Włoch. Zbliżali się do celu. Charles mógł odetchnąć, Garik nie próbował teraz zaciągnąć go w miejsce, którego wolałby nie znać.
- Do domu?... – zastanowił się chwilę. Do tego domu w Moskwie oczywiście, ba nawet go odprowadzi pod same drzwi, a może i dalej. Jeśli o chodzi o powrót na zachód, cóż… - Jeśli się dogadamy. – mruknął i otworzył drzwi. Wszedł pierwszy i przełknął ślinę. Ten cudowny zapach… Ile to on już nie jadł pizzy? Hańba! Trzeba to naprawić. – Tam? – wskazał palcem na stolik dla dwóch osób.
W środku wystrój przypominał bardziej starą stołówkę niż typową amerykańską restaurację włoską. Kilka osób głośno rozmawiało o swoich planach i zajadało się kawałkami pizzy, w tle leciało włoskie radio, a z kuchni co chwilę dopływały do gości włoskie przekleństwa.
- Nie wiem jak ty, ale ja zjem całą sam – zabrał menu z lady i podał Charlesowi.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
[ ROSJA, PETERSBURG ] Metro
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: