IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 [ ROSJA, PETERSBURG ] Metro

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
Garik

avatar
1996
#Czarny Rynek
Mieszkaniec
1996


   
Pią Sty 20, 2017 9:52 pm
       
Cisza była dręcząca. Rosjanie będący w wagonie metra starali się na siebie nie patrzeć. Każdy z nich wiedział co właśnie odbywa się na powierzchni. Tego dnia głośno było o skandalu na placu pałacowym. Służby porządkowe siłowo tłumiły zapał protestujących robotników. Próbowano wyłapać wszystkich, którzy sprzeciwiali się władzy. Rząd, woli gdy ludzie popierają ich ze strachu niż z przekonania. Przekonania są zmienne, strach zawsze jest ten sam. Stalinowskie metody, prawda?
Na miejsce przybywała młodzież, studenci i wszyscy, którzy chcieli walczyć o swoje prawa. Nie poddawali się, wierzyli w swoją siłę.
Monotonia jazdy do stacji Spasskaya tym razem została przerwana. W środku trasy wstrzymano ruch i otworzono wszystkie drzwi. Ludzie zaczęli wstawać ze swoich miejsc. Zdezorientowani rozglądali się po sobie szukając wyjaśnień. Naiwnie spoglądali sobie w oczy, jakby wierzyli, że w ich głębi znajdą odpowiedź. Z daleka słychać było krzyki. O co chodziło? Co chwilę powtarzało się jedno:
„ Быстрее! Они посадили бомбу.”
Po usłyszeniu komunikatu nikt już nie myślał co dalej. Kto mógł biegł w stronę najbliższego wyjścia. Tunel ciągnął się w nieskończoność. Trupie światło jarzeniówek rozświetlało drogę, pokazując na niej brud, niezliczoną ilość kabli i krat, które zasłaniały czarne, tajemnicze przejścia. Potykano się o tory, przepychano, mało kto myślał o innych. Strach dodawał sił by uciekać tak szybko jak to było możliwe. Spanikowani pasażerowie nie oglądali się za siebie. Po dwóch kilometrach, wykończeni dopadli pustą stację Spasskayi. Tłum rwał się w stronę tych ostatnich schodów, ostatnich metrów prowadzących na powierzchnię. Wśród tych wszystkich ludzi, na środku przejścia prowadzącego na zewnątrz, stał zupełnie spokojny, nieporuszony typ. Ręce trzymał w kieszeniach kurtki, na plecach miał stary plecak, patrzył badawczo po ludziach. Szukał czegoś wśród nich, a może szukał kogoś? Ignorowano go, każdy chciał się uratować.
- Jeśli chcecie żyć! Chodźcie za mną! – zawołał i ruszył spokojnym krokiem na tory. Poszedł w kierunku rozwidlenia. Kto by go tam teraz posłuchał? Szaleniec jak nic!
Nie może być zbyt pięknie.
Okazuje się, że zamknięto najbliższą drogę ucieczki.
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Hurricane

avatar
3024
#Mieszkaniec Riverdale City
Korespondent Wojenny
3024


   
Nie Sty 22, 2017 11:53 pm
       
Strach – być może to właśnie dzięki niemu Charles nadal żył. Strach i dziwny rodzaj intuicji podpowiadały mu, jak bardzo może się zbliżyć do epicentrum wydarzeń albo, jak w tym wypadku, kiedy powinien się z niego oddalić.
Kręcił się po Placu Pałacowym i okolicznych alejkach zupełnie nie kryjąc się ze swoją obecnością i tym, że, jak inni ciekawscy turyści, obserwuje małą grupkę protestujących. Dopiero gdy z czasem zaczęli schodzić się i dołączać do skandowania haseł antyrządowych ludzie uzbrojeni w transparenty, fotograf wyczuł, że tu kroi się coś grubszego. Zorganizowano to wcześniej, był pewny! Te same hasła, ustalone godziny napływania kolejnych porcji tłumu... Charles początkowo chodził między nimi i robił zdjęcia mieszczącym się w dłoni, płaskim, nowoczesnym i cholernie przydatnym w takich sytuacjach aparatem, ale zrezygnował widząc, że służby podejmują coraz bardziej zdecydowane środki pacyfikowania tłumu. Przy jednym z wejść rozpętała się szamotanina, a wokół Placu zebrali się nie tylko mundurowi, ale i cywile gotowi bronić obecnego rządu. Robiło się gorąco i... cholera, właśnie dlatego Charles powinien tu być! Z drugiej strony odkąd przekroczył granicę, coś mówiło mu, że powinien zachowywać się cicho i nie łapać pierwszej lepszej sensacji, a zostanie nagrodzony. Uznał, że wpadnie do mieszkania, które wynajmował, zabierze parę rzeczy i wróci tu najszybciej jak się da.
Udało mu się wymknął z Placu Pałacowego bez większych problemów, szacował, że jeśli się spręży, wróci tu za niecałe pół godziny – miał nadzieję, że w tym czasie żadna ze stron nie zmiażdży drugiej. Nie wziął tylko pod uwagę ewentualnych trudności w dotarciu na miejsce...

W pierwszej chwili Lewisowi wydawało się, że źle zrozumiał komunikat. Bomby? Jak? Nie o to chodziło w całym zamieszaniu, ktoś robił sobie żarty?! Jednak reakcja ludzi i powtarzany przez nich paniczny bełkot rozwiał wszelkie wątpliwości. Szlag, przecież nie przyjechał tu umrzeć... Musiał porządnie zebrać się w sobie, przypomnieć, że wychodził cało z gorszych sytuacji, by nie popaść w panikę i przerażenie, jak reszta ludzi.
Pomógł w otwieraniu drzwi i jako jeden z pierwszych wyskoczył z wagonu, ale zamiast porwać się biegiem przed siebie, usunął się z przejścia i wręcz odruchowo chwycił za aparat: pod wpływem adrenaliny zaczynał działać automatycznie, nie musiał sprawdzać aby wiedzieć, jaki kadr fotografuje i ile czasu wystarczy do zrobienia takiej ilości zdjęć, jaką zaplanował. Starczy, już! Do przodu! Biegł ramię w ramię z innymi, co i rusz na ślepo naciskając spust migawki, ale aż zmroziło go, gdy zdał sobie sprawę, że tak naprawdę nie wiadomo, gdzie znajdują się ładunki – na stacji za nimi, w pociągu, czy tam, dokąd właśnie biegli. Rozkojarzył się i potknął, wpadł na kogoś przed sobą, ale szybko złapał równowagę. To nieważne! Skoro zdecydował się biec w tę stronę to najgorszym, co mógł zrobić, było zatrzymanie się albo cofanie.
Krzyki o zablokowanym wyjściu dotarły do niego jeszcze zanim dostrzegł samą stację. No tak, przecież znaleźli się cholernie blisko Placu Pałacowego, pewnie policja zabarykadowała dojście, by nowi buntownicy nie mieli jak się przedostać do strategicznego miejsca. Kurwa, kurwa, kurwa... I co teraz? Dysząc wspiął się na peron, a potem wskoczył na ławkę, by zyskać choć trochę lepszy widok i znów prawie bezwiednie podniósł aparat i wilgotnymi ze stresu palcami przydusił spust, uwieczniając bezskutecznie dobijający się do wyjścia tłum przerażonych ludzi... i dziwnego blondyna, który od razu rzucił mu się w oczy. Kimkolwiek ten mężczyzna był, nazwanie jego zachowania podejrzanym to za mało, ale Charles nie mógł zaprzeczyć, że facet ma rację. Skoro nie mogli się cofnąć ani zostać w tym miejscu, musieli iść dalej.
Przełamał czające się z tyłu głowy poczucie, że jest tylko obserwatorem zajścia i próbował krzyczeć po rosyjsku do najbliższych ludzi, żeby otrzeźwieli i biegli dalej, w akcie desperacji nawet przeszedł na angielski, ale szybko zrezygnował widząc, że zdecydowana większość tłumu jak bezmyślne zombie bezskutecznie dobijała się do wyjścia krzycząc i lamentując. Skrzywił się z wyrazem obrzydzenia, którego nawet nie próbował skryć i ruszył przepychając się pod prąd.
W ślad za podejrzanym jegomościem zeskoczył z peronu na tory i obejrzał się, ostatni raz serią fotografując grupę walczącą z barykadami przy wyjściu. Ku własnemu zaskoczeniu spostrzegł, że podąża z nimi jeszcze parę osób, które również wybrały tę drogę cieczki. Super, czyli może istnieją na tym świecie ludzie, którzy nie są idiotami?
Powrót do góry
 
Go down
Garik

avatar
1996
#Czarny Rynek
Mieszkaniec
1996


   
Wto Sty 24, 2017 8:46 pm
       
Poszły trzy osoby, dwóch młodych chłopaków, prawdopodobnie studentów i wysoka dziewczyna. Naiwnie podążali po torach, śladami tego, który ich uratuje. Z każdym kolejnym krokiem, krzyki przerażonego tłumu zagłuszał głuchy stukot butów.
Nikt nic nie mówił. Narastał strach. A może źle wybrali, że poszli za nim? Z drugiej strony gdyby zostali dłużej przy wyjściu Spasskayi, kto wie czy uszliby cało. Nad ich głowami zwisały szare i czarne firany z pajęczych sieci, zapach kurzu i rdzy przyprawiał o nieprzyjemną suchość w przełyku. Zakapturzona postać nie odwracała się do grupy.  Garik wiedział co robić. Tym tunelem uciekał wprawdzie raz, ale udało mu się zapamiętać, gdzie jest wyjście ewakuacyjne.
Uwielbiał trzymać swoją publiczność w napięciu. Był wtedy w centrum i dostawał uwagę, której wręcz potrzebował. Szedł pewnie, próbując przy tym nasłuchać ile ludzi podąża za nim. W zeszłym tygodniu ewakuował pięciu, w tym jednego, który w ramach wdzięczności, zadeklarował się pomóc w kryzysowych sytuacjach. W ten sposób zdobył nowego rekruta. Co prawda każdy oligarcha mógłby zdobyć takiego żołnierza bez większego wysiłku, ale wolą to robić w białych rękawiczkach, najlepiej przez kogoś taniego i wiernego. Cenią swoje bezpieczeństwo i anonimowość. Czy Garik był odpowiedni ? Zdecydowanie tak. Marionetka, która rzuci się w ogień by później dostać ulubione używki i namiastkę władzy.
- Daleko jeszcze? – zapytał chłopak, najbardziej zniecierpliwiony wędrówką.
- Niet. Następny przystanek Teatralnaya. Z dala od tych wszystkich chorych grup…  - odwrócił głowę w ich stronę i uśmiechnął się. – Mam nadzieję, że nie jesteście zwolennikami żadnej z partii. Nie zamierzam ratować żadnego z działaczy.
Nikt się nie przyznał. Grupa była całkowicie niezależna czy głupia? Gdzie jest osoba, którą sobie przypodoba? Nikt nie jest wystarczająco odważny?
- А ты? – zatrzymał się i zawiesił wzrok na obcokrajowcu – Rozumiesz o czym mó-
Nagle zgasły światła. Z oddali odbijały się krzyki nadal uwięzionych podróżnych. Cука блять! Od razu wyciągnął telefon i włączył latarkę. Kazał reszcie zrobić to samo. Trzeba ruszyć dupę, kto wie na co teraz wpadli zamachowcy. Biegli przed siebie, Garik spróbował biec przy osobie, której sprzęt dawał najsilniejsze światło. Wybrał numer ze swojego telefonu i zadzwonił do kogoś. Podał współrzędne swojej lokalizacji i wdał się w krótką rozmowę. Próbował złagodzić konwersację, dodając niezbyt naturalny śmiech. Kiedy się rozłączył w głowie powtarzał sobie jak mantrę byle teraz się nie potknąć, byle nic teraz nie pierdolnęło…. Czuł jak zaciska mu się gardło, a zimny pot spływa mu po plecach. Będzie dobrze, musi… Zaświecił na ścianę, gdzieś tu powinno znajdować się to cholerne przejście.
- Każdy z was wisi mi przysługę блять! – zawołał do reszty.
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Hurricane

avatar
3024
#Mieszkaniec Riverdale City
Korespondent Wojenny
3024


   
Sro Sty 25, 2017 10:49 pm
       
Udało mu się znaleźć idealny rytm kroków, podążał szybko tuż za nieznajomym, który zainicjował pójście tą drogą i często oglądał się na boki, starając się nie przeoczyć czegoś dziwnego. Jeszcze brakowałoby tego, że napatoczyliby się wprost na ładunki...
Dziwne, odgłosy tłumu dobiegające z tyłu w pewien sposób uspokajały Charlesa, bo zdecydowanie bardziej wolał słyszeć krzyki niż huk wybuchu, a potem martwą ciszę, ale z drugiej strony to oznaczało, że ludziom nadal nie udało wyjść. Nie wierzył, by policja szybko pozwoliła im się ewakuować na obecnie zamknięty teren wokół Placu Pałacowego, bo pewnie musieliby tym samym złamać rozkaz, a to nie wchodziło w grę. Mundurowi czekają na nowe polecenia, a nieszczęśni pasażerowie metra lepiej niech się modlą...
Teatralnaya, hm... Szybko prześledził w myślach mapę przystanków i uznał, że ta stacja wcale nie jest tak blisko i pewnie zajmie im chwilę dotarcie na miejsce, a to znowu było plusem, bo znają się daleko od zagrożenia. Ale czy aby na pewno?
Sam się zatrzymał i spojrzał pytająco na blondyna. No chyba nie będą się tu teraz kłócić! Zamierzał go pospieszyć, odpowiedzieć, że porozmawiają, jak będą bezpieczni, ale nie miał okazji. Zapanowała ciemność, a fotograf poczuł nieprzyjemny, zimny uścisk gdzieś w żołądku. Adrenalina. Myśleć! Działać! Odruchowo zacisnął palce na aparacie. Właśnie...! Młody Rosjanin nie musiał mu mówić, sam szybko wpadł na to, by oświetlić drogę włączając lampę błyskową w aparacie na tryb ciągły. Białe, zimne światło zalało tunel i umożliwiło swobodny bieg całej grupie.
Po jakimś czasie Lewis uznał, że chyba rzeczywiście zbliżają się do celu, bo w oddali, na jednej ze ścian dostrzegł odblask... moment, to światło jest za słabe, by pochodziło ze stacji, a poza tym najwyraźniej wszędzie wysiadł prąd. Ktoś tam się skradał i na pewno nie należał do obsługi metra. Gdy tylko zdał sobie z tego sprawę, w mig przycisnął aparat do kurtki, by jak najbardziej stłumić lampę, a wolną dłonią złapał rozglądającego się na boki mężczyznę za przedramię i zmusił, by się zatrzymał.
Ćiii! Cii... – syknął. Reszta grupy również stanęła, teraz na pewno widząc to, co on dostrzegł wcześniej. Oczywiście, wziął pod uwagę, że mogli wpaść na pasażerów jadących we wcześniejszym pociągu, ale po co by tu szli, po co się cofali? Wolał nie ryzykować, bo co zrobią, jeśli trafili na zamachowców instalujących kolejną bombę albo majstrujących przy kablach?
Światło przez nimi zamigało, jakby ktoś poruszył jego źródłem, a potem odrobinę przygasło. Charles ostrożnie wyłączył aparat, a lampa po chwili zgasła. No, panie Każdy–Z–Was–Wisi–Mi–Przysługę–Bljat, ma pan parę sekund, żeby zabłysnąć!
Powrót do góry
 
Go down
Garik

avatar
1996
#Czarny Rynek
Mieszkaniec
1996


   
Czw Sty 26, 2017 11:44 am
       
Jakie „ ciii”?! Tu trzeba lecieć do przodu i nie oglądać się za siebie! Wyrwał aparat i ponownie rozświetlił korytarz. Do najmądrzejszych posunięć to nie należało, ale czekać nie miał zamiaru. W każdej chwili coś mogło się stać. Nie ma czasu na roztrząsanie wszystkich cholernych scenariuszy!
- Wyłaź! – krzyknął w dal i spokojnym krokiem ruszył w stronę wyjścia. Miał cichą nadzieję, że to jednak René, przyjechał już na miejsce i będzie po sprawie…
Światło ponownie błysnęło. W stronę uciekinierów zaczęła zbliżać się ciemna postać. To musi być on! Kto normalny by tu siedział?! – Już myśla…
- Stul pysk! Jesteście aresztowani! Na ziemię! – krzyknął ubrany w czarny mundur policjant. W rękach trzymał latarkę i małego policyjnego glocka. Policja? Co ci idioci tu robią?! Garik wyłączył i schował aparat w spodnie, podniósł ręce. Wkopał się… Uklęknął na zimnych torach i wbił wzrok w ziemię. Mundurowy kazał zrobić to samo reszcie. Pod groźbą rozstrzelania oczywiście.
Był posłuszny i nie komentował niczego. Dał się przeszukać i zabrać sobie plecak i telefon. Aparatu mu nie zarekwirowano. Za plecami słyszał groźby ze strony studentów, nerwy kobiety.  Cóż… Nie przewidział takiego obrotu spraw. Policjant kazał iść przed siebie, szedł za nimi i pilnował. W drodze do Teatralnayi rozmyślał jak uciec, co zrobić by znowu nie trafić za kraty. Nic nie przychodziło mu do głowy. Jeden zły ruch i zostanie postrzelony. Dodatkowe dziury nie są mu potrzebne. Myśl, myśl, myśl cholera!...
Na stacji porozstawiane były duże latarki. Ktoś tu był. Więcej policji? Po co? I co oni robią? Dwóch mundurowych stało przy ścianie i zakładało jakiś sprzęt. Dwóch pozostałych, pracowało przy rozstawionym stole. Co oni tam majstrowali? Mnóstwo kabli, narzędzi… Rozbrajają bombę? Czy właśnie ją zakładają…?
- Ruchy! – krzyczał za nimi by nie oglądali się na pracę swoich współpracowników. Chwila na zapamiętanie tych obrazów, twarzy i sprzętu. To niemożliwe, by posuwali się już tak daleko. Co chcą osiągnąć poprzez wysadzenie stacji?
Wyciągnięto ich na powierzchnię. W końcu światło… Wejście do metra było zastawione przez policję i radiowozy. Nikt nie miał prawa zbliżać się do budynku. Ucieczka w tej chwili byłaby posunięciem co najmniej głupim. Jedno z aut ruszyło w ich stronę. Zatrzymało się przy nich, kierowca opuścił okna.
- Daj mi Garika i tą dwójkę – wskazał na kobietę i obcokrajowca. Garik bez słowa wpakował się na tył, zapiął pasy i wyszczerzył się głupio. Po zapakowaniu reszty delikwentów, kierowca dostał dokumenty, które im zabrano. Przeczytał z kim ma do czynienia i ruszył. Póki byli w aucie wyciągnął aparat i włączył go.
- Obcokrajowiec? – zapytał Lewisa i zaczął przeglądać zapisane ujęcia. – A gdzie zabytki? Jesteś reporterem? – pokazał z wyświetlacza zdjęcie tłumu próbującego uciekać. Przypilnował by nie przechwycił od niego aparatu. Jeszcze będzie chciał to wysłać… - Mamy trochę czasu, opowiedz coś o sobie, ale tak bym uwierzył, dobra?
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Hurricane

avatar
3024
#Mieszkaniec Riverdale City
Korespondent Wojenny
3024


   
Czw Sty 26, 2017 2:33 pm
       
Nie spodziewał się, że ktoś będzie chciał pozbawić go narzędzia pracy, dlatego zareagował z opóźnieniem, łapiąc powietrze przed sobą zamiast aparatu. Oj, przeczucie mu podpowiadało, że z tym Rosjaninem to on się nie polubi. Przez chwilę nawet poczuł falę złości, która zniknęła równie szybko jak się pojawiła, ale i tak była dla Charlesa czymś prawie że nienaturalnym.
Nie poszedł do przodu, wręcz zaczął się cofać skulony, przylegając jak najbliżej ściany. Żałował straty aparatu, ale to nie byłby pierwszy raz – najważniejsze, by udało mu się ujść z życiem, poza tym wiedział, że karta pamięci ze zdjęciami z Placu Pałacowego była bezpiecznie schowana w... pewnym miejscu w jego mieszkaniu, tym samym nie straci całego materiału z dzisiejszego dnia.
Zacisnął zęby słysząc, jak ich przewodnik od siedmiu boleści zdradza ich pozycję i podaje ich jak na tacy. Milczał, ale w duchu przeklął blondyna i przynajmniej trzy pokolenia jego rodziny. Uch... Padł na kolana i spuścił wzrok, by nie prowokować napastnika. Szlag, gdyby tylko miał swój aparat...! To co? Chyba nawet on nie byłby na tyle odważny, by robić zdjęcia w takiej chwili. Gdy szedł nie mógł powstrzymać się przed obserwowaniem otoczenia, a tym samym ludzi i rzeczy, nad którymi pracowali, ale... Cholera, zdał sobie sprawę, że zaczyna się bać bardziej, niż zazwyczaj, czując się bezsilnie, jak człowiek z szarej masy, jakby jego umiejętności zależały od tego, czy ma przy sobie aparat czy nie. Starał się nad tym zapanować, wmówić samemu sobie, że jest tym, kim był i nic się nie zmieniło.
Nie przestawał się rozglądać gdy wreszcie wyszli na powierzchnię. Starał się dodatkowo rozeznać, jak ma się sprawa z protestującymi, czy kogoś zaczęto łapać, czy widać było coś szczególnego? Spacyfikowano ich? A może walczący o swoje prawa urośli w taką siłę, że do policji dołączyć musiało wojsko? Na żadne z pytań nie udało mu się na razie znaleźć odpowiedzi, najwyraźniej byli już za daleko, ale może to i dobrze? W tym momencie powinien skupić się na własnej sytuacji.
Lekko zmarszczył brwi. Policja zaczęła współpracować z tym kimś? Z tym... Garikiem. Czy to policyjne auto? O, taak... Ten cały Garik był pewnie tajniakiem policji albo jakichś innych służb. Jasne.
...czyli Charles znalazł się w prawie takiej samej sytuacji, jakby wpadł w łapy organizacji terrorystycznej, z tym, że ta organizacja działała akurat na korzyść i za pozwoleniem państwa. Cudownie. Szczęście w nieszczęściu, że legitymację prasową zostawił w domu.
Bez ociągania się sam usiadł z tyłu, spokojnie i bez gwałtownych ruchów. Trzymał ręce na widoku, przez chwilę przyglądając się swoim palcom. Jego tu nie ma, nie ma złych zamiarów, jest nikim, nic nie robi, służy do niczego. Podniósł wzrok dopiero gdy usłyszał słowa skierowane do siebie. Przez chwilę przyglądał się twarzy mężczyzny, który wpakował ich w to bagno – uznał, że wcześniej wziął go za starszego niż był w rzeczywistości, ale ani tego, ani niczego innego nie skomentował w żaden sposób. W milczeniu zerknął na wyświetlacz aparatu, potem przeniósł wzrok na siedzącą obok kierowcy kobietę, a w końcu znowu utkwił spojrzenie we własnych dłoniach.
Powrót do góry
 
Go down
Garik

avatar
1996
#Czarny Rynek
Mieszkaniec
1996


   
Czw Sty 26, 2017 10:48 pm
       
- Jesteś niemową? – zapytał od razu. Był niecierpliwy i irytowało go kiedy ktoś go ignorował. – Może angielski? – przekrzywił głowę. No cóż… Oglądał zdjęcia dalej. Nie podobały mu się. Facet musi być z zewnątrz. Niebezpieczne jest publikowanie takich ujęć wewnątrz. Media starają się jak najbardziej uciszyć sytuację. Ten facet nie może być zwykłym reporterem. Takie wiadomości są zakazane. Kim on jest? Każdy normalny Rosjanin od razu by się odezwał! Albo chociaż rzucił z pięściami… Nie jest w gorącej wodzie kąpany. Może to jakiś Szwed? Cichy, niedostępny i niepozorny… Trzeba go zbadać. Tylko kiedy i jak…
- Garik, jedziesz do końca. – odezwał się policjant. Schwytany nie odpowiedział. Siedział grzecznie i ze skupieniem przeglądał kolejne zdjęcia. Koleś jest dobry w znajdowaniu atrakcyjnych kadrów, musi to robić już któryś raz. Aparat… Ciekawe czy długo go używał. Co może mówić marka, dlaczego akurat ta, jakie ma parametry, do jakich warunków ten aparat został przystosowany i na co jest nastawiony?  Nie odda mu za szybko sprzętu. Nakłoni typa na spotkanie, a jak nie da się namówić… Znajdzie go osobiście. Prześlizgnął wzrokiem po jego sylwetce i na dłużej zatrzymał się przy twarzy. Starał się zapamiętać charakterystyczne rysy. Policjant nie zwracał uwagi co robią jego pasażerowie. W czasie jazdy, przy okazji pisał coś na wyrwanej kartce z notesu. Kobieta się nie odzywała. Po jej minie widać było, że jest przerażona. Zagryzała wargę i nerwowo bawiła się czerwonymi paznokciami. Powoli kierowali się na zachód. To nie była droga do więzienia.
Mimo to jechali dalej. Zatrzymali się dopiero na ulicy Rizhskiy. Kierowca przekazał kobiecie dokumenty i kartkę. Gestem dał jej do zrozumienia by wyszła. Zaskoczona i nieco zagubiona blondynka uczyniła jak chciał. Odjechali dopiero kiedy ta zniknęła za drzwiami jednego z budynków. Kierowca znowu zajął się pisaniem. Dało się odczuć, że specjalnie wjeżdża w drogi z sygnalizacją świetlną. Chciał jak najczęściej zatrzymywać się na czerwonym świetle. Wtedy najwięcej notował.
- Блять! Długo jeszcze?! Muszę sobie pogadać z kolegą na osobności.
Jechali bez celu, aż w końcu otrzymali kartkę i długopis. Garik znowu schował aparat do spodni i odebrał wiadomość. Na niej po rosyjsku informacja:
„ Próbują unieruchomić metro. Podkładają ładunki wybuchowe aby utrudnić komunikację. Łapią wszystkich podejrzanych. Chcą mieć władzę nad cywilami. Pozwolenie z góry. Jesteśmy na podsłuchu więc lepiej się zamknij Garik.”
- Pierdol się René.
Na odwrocie kolejny tekst:
„ Jaki adres …”
Młody wcisnął niemowie kartkę i popukał na nią by odpisał.
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Hurricane

avatar
3024
#Mieszkaniec Riverdale City
Korespondent Wojenny
3024


   
Czw Sty 26, 2017 11:57 pm
       
Uśmiechnął się krzywo, jednym kącikiem ust, gdy usłyszał to podejrzenie. On, niemową? Nie, po prostu jakoś tak... Czuł się bezpieczniej, gdy nie wdawał się w rozmowę z tym... nie wiadomo kim. Im mniej mówił, tym mniej mogli mu udowodnić.
Gdy przygotowywał się do tego wyjazdu, starał się jak najlepiej zapamiętać ważne z jego punktu widzenia miejsca w mieście: placówki polityczne, węzły komunikacyjne, szpitale, okolice, w których często działo się coś w przeszłości i inne tego typu, pamiętał też, że sprawdzał komisariaty, ale... cholera, ani trochę nie umiał sobie przypomnieć, czy jest jakiś w okolicy. Założył więc, że tam pewnie jadą, ale zaczął w to wątpić, gdy pozwolili wysiąść kobiecie. O co chodzi? Po co cała ta farsa? Może ona też była z nimi...? Nie, nie popadajmy w paranoję, nie byłaby wtedy taka przerażona... Hm, coś mu tu wyraźnie nie grało i to zaczynało mu przeszkadzać. Chciał wiedzieć, wiedza dawała o wiele większą kontrolę nad sytuacją.
Na osobności...? Cholera, to zabrzmiało wręcz groźnie. Zerknął na mężczyznę, który siedział obok z nieskrywaną ciekawością, jakby chciał potwierdzić swoje obawy, ale szybko wrócił do obserwowania widoków za oknem. Starał się zapamiętać, którędy jadą i wyciągnąć jakąś logikę z trasy, bo jak na razie miał wrażenie, że błądzą na oślep. O co, do kurwy nędzy, chodziło?! Chcą, żeby dostał kręćka i stracił orientację, a potem wywiozą go w ciemną alejkę i wrzucą do piwnicy? Albo chodziło o zagranie psychologiczne: robimy z tobą co chcemy. W takim razie ten Garik nie pytałby kierowcy, bo by o tym wiedział... A może całe założenie jest błędne, dlatego układanka do siebie nie pasuje?
Wciągnął się w kombinowanie, w końcu w zamyśleniu i podświadomie dla rozładowania stresu zaczął gryźć dolną wargę. Wrócił do rzeczywistości, gdy liścik powędrował na tył auta. Początkowo starał się dyskretnie odczytać notatkę, ale gdy kartka trafiła w jego ręce otwarcie obrócił ją i przeczytał, co napisano na obydwu stronach. Cholera, gdyby tylko mógł teraz zrobić zdjęcie! Pokręcił głową i odruchowo zerknął w stronę Garika. Był wyraźnie poruszony tą wiadomością o bombach. Czyli jednak dobrze widział! Tylko dlaczego ten policjant im o tym mówi...? A raczej: czemu pisze o tym Garikowi? Może młody naprawdę jest z jakiegoś wywiadu albo innej... organizacji?
Odebrał od niego długopis i bez większego namysłu odpisał po rosyjsku nieprawnymi, ale czytelnymi bukwami: Adres czego?
Powrót do góry
 
Go down
Garik

avatar
1996
#Czarny Rynek
Mieszkaniec
1996


   
Sob Sty 28, 2017 6:40 pm
       
No proszę, jedna coś rozumie po rosyjsku, więc przygotował się na podróż. Nie jest zwykłym turystą. Gdyby tak mógł podejrzeć jego dokumenty!... Prześledził ruchy jego ręki i przeczytał.
- Serio?... – zabrał od niego długopis i odpisał.
„ Dom. Gdzie mieszkasz.” – oddał przybory i czekał ze skrzyżowanymi rękoma. Patrzył wyczekująco. Policjant nie oglądał się na złapanych. Krążył między starymi kamienicami i czekał na odpowiedź.
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Hurricane

avatar
3024
#Mieszkaniec Riverdale City
Korespondent Wojenny
3024


   
Czw Lut 02, 2017 4:47 pm
       
Cała ta sytuacja Charlesowi zaczynała wydawać się jakąś tragikomedią i już nawet nie próbował okłamywać się, że wie, co się dzieje. Oczywiście nadal nie zamierzał się narażać i wyraźnie sprzeciwiać czy starać się uciec, ale też jakoś współpraca i szczerość też mu nie wydawała się rozsądnym pomysłem. Spojrzał na Garika i wzruszył ramionami trochę jakby w geście przeproszenia ale i przyznania się, że on przecież jest niewtajemniczony. Jasne, domyślił się, że o to chodzi, ale właściwie nie było to takie oczywiste.
Ponownie chwycił długopis i odetchnął płytko, na kartce zapisując Zamorenova. Zaraz podniósł wzrok i zerknął za okno, po czym szybko i nie do końca poprawnie, ale wciąż starannie dopisał Ale też tu może być, trafię, nie musicie wy się fatygać.
Oddał kartkę mężczyźnie siedzącemu obok i zawiesił na nim spojrzenie, wyczekując jakiejś reakcji.
Powrót do góry
 
Go down
Garik

avatar
1996
#Czarny Rynek
Mieszkaniec
1996


   
Czw Lut 09, 2017 11:53 am
       
Odebrał kartkę i przeczytał. Długo zastanawiał się nad ulicą. Popatrzył na podejrzanego i uśmiechnął się z politowaniem. Ten pieprzony amerykański szpieg jest na tyle głupi by wpisać moskiewski adres? I trafi stąd sam, samiutki do tego podejrzanego domu, ta? I niech zgadnę, jak wysiądzie, od razu wybierze się na peron, kupi bilet na najdogodniejszą moskiewską stację i schowa się w norze z niewygodnymi informacjami?
- Gdzie twoja wiza cwaniaczku? - zgniótł karteczkę i rzucił na przednie siedzenie. - Chcesz zabrać się do Moskwy, proszę bardzo. Pojedziemy razem. Jeśli nie znajdziemy twojego mieszkania na Zamorenovej hmm... - zmrużył oczy i zaczął szukać w głowie odpowiedniej kary. Kierowca szarpnął autem, głowa Garika odbiła się od szyby.
- Dziura. - mruknął bez życia i jechał dalej. Chłopak przeklął prowadzącego i jakby nigdy nic wrócił do Amerykańca - Wkopałeś się frajerze. René! Nasz gość jest z Moskwy, muszę przypilnować go by bezpiecznie dotarł do domu! Wysadź nas przy dworcu!
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Hurricane

avatar
3024
#Mieszkaniec Riverdale City
Korespondent Wojenny
3024


   
Czw Lut 09, 2017 9:35 pm
       
Oj, ta cisza wydaje się być wręcz złowieszcza...
Charles w takich momentach nie pytał, czy zaraz stanie się coś złego, tylko jak bardzo złe to coś będzie. Lekko zbity z tropu zaczął rozglądać się po samochodzie, jakby w poszukiwaniu jakiegoś ratunku. Co? Co w tym dziwnego? Oczywiście, że tak! Taka była prawda. Z sykiem wciągnął powietrze i na chwilę zatrzymał w płucach. No, już, już. Uspokój się i myśl jak normalni ludzie. Jak cywile.
Nie, nie. Wiza w pokoju... Przyjechałem tu na chwilę. – Przełamał się w końcu do odezwania. Nie cierpiał mówić, gdy był pewny, że popełnia błędy w języku, którego nie miał czasu do końca się nauczyć, ale w miarę z rosnącą porcją adrenaliny we krwi jego puryzm lingwistyczny malał. W całej tej sytuacji najgorsze było to, że Charles nie wiedział, z kim ma do czynienia, bo przez to nie umiał zdecydować, jaką taktykę obrać i jakie możliwości ma ten przyjemniaczek. – Zwiedzam. W Moskwie wynajmuję pokój, tu tylko hotel na doby. – Wsunął dłonie między kolana i lekko się zgarbił. – Ja nic... – Nagle spojrzał na Garika z niejaką nadzieją, najwyraźniej wpadając na pomysł. – Chcecie aparat? Weź go. Zdjęcia dla was, ja widziałem nic. Pieniądze też mogę dać – proponował. Nie zachowywał się nachalnie, ale widać było, że zaczyna coraz bardziej przejmować się swoją sytuacją.
Powrót do góry
 
Go down
Garik

avatar
1996
#Czarny Rynek
Mieszkaniec
1996


   
Pon Lut 13, 2017 11:22 pm
       
Jeszcze trochę i zapomni, że robi błędy.
Kierowca uśmiechnął się do swoich pasażerów i zaczął zawracać. Wyglądało na to, że władzy spodobał się pomysł z odwiezieniem do domu. A może chciał tylko głupio zażartować? Garik złapał Amerykańca i przyciągnął do siebie.
- Nie bój się! To tylko strach! – wyszczerzył do niego proste zęby – Aparat? Da, oddam go. Później.  – wyciągnął sprzęt wolną ręką i włączył. Oddalił kawałek od nich i wycelował obiektywem – Smiiiiile… - nacisnął na spust i zrobił kilka zdjęć. Zadowolony spojrzał na wyświetlacz i ocenił ich miny – Hmmm… Słabo. – ścisnął go mocniej i zmrużył oczy – Ale każdy ma takie początki! – z powrotem schował aparat. Popukał palcem w klatkę piersiową faceta – Ty. Nie wiem jak masz na imię. Jakieś Bille czy Johny mnie nie interesują. Moje już słyszałeś więc nie muszę się przedstawiać… Ale dla pewności, меня зовут Гарик.  – patrzył na niego uważnie. Wyczuje czy łże. – Pieniądze się przydadzą na wódeczkę dla kolegów w pociągu. Ty też jej potrzebujesz. Nie będziesz taki spięty na zdjęciach – zaśmiał się i puścił. Jechali spokojnie w stronę Baltiyskiy’ego dworca, mieszczącego się w południowej części Petersburga. Za oknami widzieli mosty, przecinające Obvodny Canal. Jednym z nich dostaną się na miejsce. Chyba…
- Zadbaj by nasz kolega bezpiecznie dotarł do Moskwy.
- He? To będzie ciężkie, zwłaszcza jak uświadczy za dużo rosyjskiej gościnności…
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Hurricane

avatar
3024
#Mieszkaniec Riverdale City
Korespondent Wojenny
3024


   
Wto Lut 14, 2017 2:43 am
       
Na to nagłe szarpnięcie i przyciągnięcie prędzej zareagował niż zdążył pomyśleć, odruchowo napinając mięśnie i przygotowując się do obrony. Głupota! Gdyby Charles był bardziej porywczy, już pewnie szamotałby się z tym dziwnym gościem, wyprowadzony z równowagi tym, że ktoś bez pozwolenia śmie posługiwać się jego aparatem. Właściwie to zaniepokoiło go bardziej niż fakt, że właśnie na siłę został przyciągnięty i że od jakiegoś czasu bezczelnie mu grożą.
Nie spuszczał czujnego wzroku z Garika i na selfie wyszedł pewnie tak, jakby w skupieniu starał się rozbroić bombę samą siłą umysłu.
Mjienja zowut Charles – odezwał się naśladując sposób, w jaki przed chwilą przedstawił mu się podejrzany typ. – A wy macie moje dokumenty –dodał żeby uświadomić miłych panów, że nie tylko mogą poznać i potwierdzić jego tożsamość, ale najpewniej mają też jego pieniądze. Nie pękał, zniósł spojrzenie Garika i nie spuszczał wzroku. Czuł, że strach powoli zaczyna zanikać i zamieniać się w coś mroczniejszego, nakazującego działać i kombinować.
Co chcecie od turysty? – Poprawił swoją kurtkę, zerknął za okno i na drzwi obok blondyna, potem dyskretnie na swoje, niby patrząc na jeden z mostów. Starał się zorientować, czy zamek centralny blokuje mu wyjście, bo być może nie teraz, ale na przyszłość taka informacja mogła okazać się bezcenna.
Powrót do góry
 
Go down
Garik

avatar
1996
#Czarny Rynek
Mieszkaniec
1996


   
Wto Lut 14, 2017 1:20 pm
       
Auto było zamknięte, jeśli chciał je odblokować, musiał dostać się na przód i tam szukać dalej. Małe szanse, na powodzenie. Szybko dotarli na miejsce. Skręcili na parking otoczony ciężkimi budynkami. Oto przed nimi jeden z największych dworców w Petersburgu. Ciężki, blokowy budynek, uzupełniony wertykalnymi okiennicami o półkolistych łukach i kluczowych zakończeniach. Bryła była oddzielona rytmicznie rozstawionymi między arkadami płaskimi pilastrami. Skrzydła układające się w literę „U” odgradzały mały ganek od otoczenia. Całość przypominała bardziej włoski, renesansowy pałac miejski niż dworzec. Zatrzymali się przed wejściem. Kierowca w końcu miał okazję przyjrzeć się dokumentom turysty. Garik rozpiął pasy i ciekawski wychylił się by sprawdzić czy ten cały Charles to rzeczywiście on.
- Chcemy by bezpiecznie wrócił do domu! – oznajmił zadowolony i szybko porwał zarekwirowany portfel. Zajrzał do środka i wyciągnął karty. Ciekawe na ile są podrobione… Schował je szybko za kurtkę, a ogołocony portfel oddał. Dzieciak zdecydowanie za bardzo się rządził. Dlaczego policja nie reaguje? Muszą być w zmowie. Jak inaczej wytłumaczyć stoicki spokój władzy?  – Idziemy! Ty ze mną. – spojrzał na Charlesa i wyciągnął z kieszeni czarną chustę z nadrukiem czaszki. Zawiązał ją sobie na twarzy i zaciągnął na głowę kaptur. Oczy zmrużyły się do uśmiechu – Będę za tobą. Wysiadaj i grzecznie idź kupić bilet. - Drzwi się odblokowały, mógł wyjść i… No właśnie, uciekać czy nie?
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
[ ROSJA, PETERSBURG ] Metro
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: