IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Mieszkanie nr 40

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : 1, 2  Next
Dakota Lowe

avatar
#Introwertyk
Uczeń Stypendialny
187


   
Nie Gru 06, 2015 12:15 am
       
Jakiś prowizoryczny plan:
 

Ogólnie, mieszkanie znajduje się na 4. piętrze w wieżowcu nieopodal Riverdale. Zakupione zostało i umeblowane z pieniędzy ze stypendium, papierków ojca, premii macochy i małej pomocy Cecila. Z sąsiadami Dakota się jeszcze nie skonfrontował (cholera wie, czy to dobrze czy nie), choć trochę w tutaj przesiaduje, więc to wyjdzie po wprowadzeniu się nowego lokatora.
Mieszkanko jest w pełni wyposażone, ale mimo to pustawe. Żadnych kwiatków, obrazów. Nie ma tam niczego szczególnego - żadnych ozdób, aczkolwiek niepotrzebnych pierdół w postaci rzuconych na podgrzewane panele, pogniecionych części garderoby, notatek z lekcji, papierowych naczyń i tysiąc kablowych szlaków, które nigdzie nie prowadzą, o które potknąć się można łatwo.
Wszędzie podłoga jest drewniana, ściany w ciepłych, ciemnych odcieniach beżu i zieleni, okna szczelne, nowe, a na nich zawieszone ciemnoczerwone rolety.

Przedpokój: właściwie, wycieraczka, szafa do chowania butów i odzieży wierzchniej.. i tyle. Długi, skręcający korytarzyk pełen niczego.
Kuchnia: po prawej stronie od pokoju dziennego. Wszystko tam jest dla przeciętnego człowieka dziwnie niskie, gdyż tak jest naprawdę – szafki są niżej osadzone na ścianie nad blatami, stół i taborety mają krótsze nogi.
Łazienka: standardowe wyposażenie (wanno-prysznic, toaleta, umywalka) + szafka z ręcznikami i środkami higieny, dywanik i wieszak na ręczniki – lustra.
Sypialnia: rzadko odwiedzane przez Dakotę miejsce. Dwuosobowe łóżko, w nim szuflada na pościel, naprzeciwko niego szafa, a między nimi stolik z lampką nocną. Dużo  przestrzeni do zagospodarowania, jak w przypadku reszty pomieszczeń.
Salon: ciemnica. Komoda z bibelotami typu chusteczki, książki na niej, a w niej ubrania z doczepianymi karteczkami z informacją o kolorze. Skórzana sofa, spora po rozłożeniu, przed nią zawalony gratami stolik, a dalej telewizor led – dziecię i główny obiekt zainteresowania Lowe'a. Po prawej biurko ze starym-nowym komputerem o dwóch monitorach.. i reszta pokoju wolna.






,
Dakota Lowe
12 godz.



SZUKAM WSPÓŁLOKATORA (najlepiej uczeń/student)
Mieszkanie na 4. piętrzew wieżowcu blisko szkoły Riverdale w Vancouver, 10 minut do centrum. 2 pokoje, 40m2, +/- 10 minut do centrum, obok osiedla ulica sklepowa. Internet, ogrzewanie podłogowe, mieszkanie w pełni wyposażone. Kwota go uzgodnienia, można przyjść i obejrzeć. Kontakt podaję na priv.
Dla zachęty - UDZIELAM KORKÓW Z MATMY



Lubię to!             Komentarz             Udostępnij
Cecil Lowe
.

Lubię to!
12 godz.

,
Dakota Lowe
Wyjdź

Lubię to!
12 godz.

Cecil Lowe
.

Lubię to!
12 godz.

Abbie Allen
a współlokatorka?

Lubię to!
13 godz.


,
Dakota Lowe
Raczej nie, lpiej facet

Lubię to!
14 godz.



Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
#Indywidualista
897


   
Sro Gru 09, 2015 2:47 pm
       
Przybył jak zwykle modnie spóźniony, czyli o jakieś pół godziny. No ale koleś mówił o jakim czymś tam, w każdym razie, że może być zajęty, więc chyba nie powinien się aż tak bardzo o to gniewać. A nawet jeśli będzie, to trudno.
Rosjanin przystanął przed wieżowcem i spojrzał w górę. Jakoś go te cuda architektury nigdy nie przekonywały. Ta chęć pokonywania kolejnych metrów w górę, sięgania nieba i tak dalej. Efekt tego tylko taki, że się dłużej windą jedzie, a schody to są tylko tak z przyzwyczajenia, bo nikt o zdrowych zmysłach nie będzie zapierdalał na te wysokości o własnych nogach.
Odsuwając od siebie rozmyślania na temat braku duszy budowli kreowanych w XXI wieku, Pavel zgasił papierosa na najbliższym śmietniku, po czym udał się wprost do budynku. Akurat tak się miło składało, że jakaś pani wychodziła, więc nie musiał bawić się w domofony.
Co prawda z tego co pisał ten koleś, mieszkanie było na czwartym piętrze, więc nie aż tak wysoko, mimo to Rosjanin postanowił skorzystać z windy, chociaż za nimi też szczególnie nie przepadał. Najgorzej, jak w tak ciasnym pomieszczeniu znajdowało się więcej niż dwie osoby. To był prawdziwy koszmar. Na szczęście tym razem wyjeżdżał na górę sam. Wcisnął więc przycisk z czwórką, schował ręce do kieszeni i czekał, aż winda leniwym ruchem wywiezie do na oczekiwane piętro.
Kiedy wyszedł na korytarz, rozejrzał się wokół z zamyśleniem. Teraz pomyślmy, który to był numer... dobra, chyba tutaj.
Rosjanin stanął przed drzwiami, zapukał donośnie, schował ręce do kieszeni i czekał, aż gospodarz otworzy, aby radośnie go przywitać, zaproponować herbatę i zażądać chorych pieniędzy za swoje mieszkanko. Nie ma to jak negocjacje.
Powrót do góry
 
Go down
Dakota Lowe

avatar
#Introwertyk
Uczeń Stypendialny
187


   
Sro Gru 09, 2015 10:38 pm
       
Z trzy minuty oczekiwania? Może ciut mniej, tak czy owak moment po pukaniu za drzwiami nie było żywej duszy, na co dźwięki wskazywały, po czym zaczęło rozbrzmiewać wewnątrz szybkie tuptanie, jakby wilk zwęszył trop, ale z tego krzątania się wynika, że co najmniej trzy razy mu się on zawieruszył w trawie. Nagle te odgłosy zrobiły się głośniejsze, aż ustały przed samymi drzwiami, tysiąc zamków zaszczękało od środka, po czym otwarły się całkiem.
Mieszkaniec tejże nory możliwie był hobbitem, wymiary miał adekwatne do rasy, pomijając stopy, bo te miał normalnej wielkości. Za nim egipskie ciemności, tylko z prawej strony biło troszkę sztucznego, niebieskawego światła. Dakota mrużył oczy, źrenice zwęziły mu się potwornie, a wargi krzywiły się w grymasie po ataku na gałki oczne przez światełko z klatki schodowej. Blady, pucaty dzieciak, z sińcami pod oczami jak stąd do Berlina, skrzyżowanie zombie z wampirem, które wybudzono ze snu zimowego.
I tak zastygł z wyrazem twarzy: “Ty, kurwa, skądś Cię znam, tylko nie wiem skąd.”, takie też słowa przewinęły mu się przez rozczochrany łeb. I czas zwolnił.
Lowe nie raczył wybadać profilu przyszłego, bądź nie współlokatora, co było nierozsądne z jego strony, koniec końców mógł tu przyjść fikcyjny Jan Kowalski, drwal z pobliskiej drewutni, który lubił wciągać ludzi w swoje pasje i przytachałby swoją siekierę nawet. A na takiego nawet te mocarne drzwi nie pomogłyby za wiele, tsk. Tak więc przed oczyma nastolatka wyrósł obraz dobrze zbudowanego, wyrośniętego, młodego faceta o.. różowawych włosach, czyli cholera wie jakich. Choć z całą dozą pewności można było orzec, iż to drwal-sadysta nie jest, DA miał nieodparte wrażenie, że do najgrzeczniejszych mężczyzna nie należał. Ten wzrok, taki szelmowski, a nad tą koszulką z zespołem, który Dakota jak najbardziej propsował, wyrastał jak drzewo po środku łąki tatuaż. Kolczyki, ten image, twarz, postura - taki samiec alfa. Dakocie drgnął kącik ust i lekko brew, jakoś tak bez przyczyny, choć to jakby nawróciło całą akcję tego pierwszego kontaktu na prawidłowy tor, gdyż po sekundzie wyciągnął ku nieznajomemu swoją o wiele mniejszą rękę, żeby się przywitać. Przecież tak nakazywała etykieta, czy jak to gówno się nazywało.
- Czy ja Cię widziałem w Riverdale? - oczywiście “cześć” już licho ukradło, jakże inaczej. Mrużył powieki nieustannie, gdyż obraz mu się rozmazywał nieco i zadzierał głowę do góry, żeby patrzeć mu w te, ekhem, zielonkawe oczy. - Chodzisz tam, no nie? Pawe-.. Pav-.. Pawew? Pavey? - zaplątał się w tym swoim mocnym, brytyjskim akcencie, zupełnie nie wiedząc, jak to cholernie imię wymówić. - Paul? - zerknął znów na niego, jakaś iskierka nadziei mu zamigotała w tych zaczerwienionych patrzałach. Dobrze, niedobrze?
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
#Indywidualista
897


   
Sro Gru 09, 2015 11:26 pm
       
Pavel spokojnie oczekiwał, chociaż trwało to dłuższy czas. Zazwyczaj jednak gdy puka się do czyichś drzwi, odpowiedź jest natychmiastowa. Chyba, że to Jehowi. Im się nigdy nie otwiera. W każdym razie Rosjanin miał dzisiaj całkiem pogodny humor, toteż cierpliwie czekał, może raz czy dwa popędzając gospodarza dodatkowymi puknięciami (bogowie, jak to brzmi).
Wreszcie drzwi zostały otwarte, a niejaki Dakota wyłonił się z ciemności. Pavel widząc osobników jemu podobnych, nieustannie miał ochotę parsknąć śmiechem albo chociaż pokręcić głową z politowaniem. Zastanawiał się, jak taka mała bestyjka mogła przetrwać w tym świecie pełnym niebezpieczeństw i tak dalej. No bo spójrzmy na takiego, wygląda jakby byle podmuch wiatru mógł go zdmuchnąć.
Kwestia była raczej tego typu, że obaj panowie się znali. Teoretycznie chodzili od niedawna do tej samej klasy. No bo Pavel drugi rok bawi się w klasie Carnelian. Mimo to Dakoty nie widział zbyt często. A może po prostu nie zwracał na niego uwagi? Tak czy inaczej na wyciągniętą dłoń spojrzał, jakby chłopak podawał mu gówno na talerzu, a następnie ją zignorował. Ogółem mogło się wydawać, że zupełnie nie usłyszał żadnego słowa wypowiedzianego przez gospodarza. Ale tylko pozornie.

- Pavel - powiedział z perfidnie silnym rosyjskim akcentem, żeby przypadkiem nie ułatwić Brytyjczykowi wymowy. Prawdę mówiąc obojętne mu było, jak zostanie nazwany. Wielu dla ułatwienia zangielszczało jego imię, by ułatwić sobie życie. Nie miał problemu z byciem Paulem czy nawet Pavivim. Cóż za cholerna różnica?
- Darujmy sobie to grzecznościowe pierdolenie. Mogę zobaczyć mieszkanie? - Starał się przemieć miło, ale jednocześnie stanowczo, domagał się bowiem konkretów. Nie przyjechał tutaj na pogaduszki, co jasno chciał dać do zrozumienia. Co prawda groziło im, że zostaną współlokatorami, więc teoretycznie wypadałoby, żeby się chociaż trochę poznali czy coś, ale Rosjanin stwierdził, że na takie pierdoły będzie jeszcze czas. Tymczasem chciał przynajmniej stwierdzić, czy nie zmarnował swojego czasu przyjeżdżając tutaj. W tej chwili trudno było cokolwiek wywnioskować.
Chyba, że Dakota wystraszy się na samym wstępie albo zwyczajnie zwątpi. To też było możliwe.
Powrót do góry
 
Go down
Dakota Lowe

avatar
#Introwertyk
Uczeń Stypendialny
187


   
Czw Gru 10, 2015 12:21 am
       
- ... - ogładę nowego znajomego skwitował głośnym warknięciem i gwałtownym wzięciem ręki przed schowaniem jej do kieszonki luźnych dresów, przy czym ściągnął brwi, ni to zadziornie, ni ze urażenia czy irytacji. Dobra, jednak z tego. Zwyczajnie się wkurwił, jego się nie ignoruje, a przede wszystkim, gdy robi coś dla kogoś, czego mu się w kurwę nie chce robić, przykładowo strugać miłego pajaca przed nowo poznanymi ludźmi.
Natomiast nieco zelżał mu wyraz na tym czymś niewyjściowym pod zwichrowanymi włosami, gdy zaczęło się a'la tłumaczenie gościa, po co ma w dupie jego dobrą wolę. I nagle Dakota dał mu pełne rozgrzeszenie, odwołał ekskomunikę i pakiet z wiecznym potępieniem.
- Czyli istnieją ludzie mówiący do rzeczy. - szepnął pod nosem na zasadzie "jak usłyszy, dobrze, jak nie - też dobrze". - Cho. - mówiąc, otworzył szerzej drzwi, czekając aż łaskawie gość wejdzie i zamknął za nim wejście do groty ciemności.
Oczywiście, zapalił światło na przedpokoju, jednocześnie się przed nim osłaniając ramieniem, jakby miał od tego spłonąć, a żeby Pavel mógł zlokalizować miejsce na złożenie swych trepów, Lowe nie miał w planach zapieprzania potem z mopem po całym domu. W międzyczasie rozsunął mu drzwi szafy, gdzie był jeden płaszcz, kurtka i z dziesięć pustych wieszaków.
- Powieś się i zdejmij buty, żeby burdelu nie narobić, Paw-.. Kurwa, Prince Polo, i potem pokażę dzienny.
A w mieszkaniu było przyjemnie ciepło, od podłogi wszystko ładnie było ogrzewane, więc nikt przy dobrych zmysłach nie siedziałby tu w odzieniu wierzchnim, choćby był tylko na sekundę.
A, że nie lubił stać w miejscu i czekać bezczynnie, już popełznął w kierunku salonu, czyli prawo, prosto, lewo, jak to w recepcjach wszelkiego rodzaju opisują.
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
#Indywidualista
897


   
Pon Gru 21, 2015 11:24 pm
       
Chłopak wyglądał na odrobinę wzburzonego. Może przerwał mu jakiś dziwny rytuał przywołania demona czy coś w tym stylu? No bo umówmy się, wyglądał na gościa, który mógłby być jakimś chorym pokurwieńcem, tak w głębi swojej duszy. Albo po prostu przeszkadzał mu brak manier u Rosjanina. To także było możliwe, a nawet całkiem prawdopodobne, jeśliby się nad tym poważnie zastanowić.
Kiwnął tylko głową na słowa chłopaka i wszedł do środka. Chyba tym prostym zabiegiem przełamał tak zwane lody, bo teraz oboje wiedzieli, że nie muszą się bawić w jakieś wydumane grzeczności i inne tego typu pierdoły. To zdecydowanie ułatwiało załatwianie interesów.
Zmrużył lekko oczy, kiedy chłopak zapalił światło, a następnie ściągnął buty oraz bluzę, którą zawiesił w szafie. Przyjemnie ciepło zaatakowało go ze wszystkich stron, co było uczuciem odrobinę... dziwnym, jeśli się nad tym dłużej zastanowić. Chociaż nawet miłym.
Ruszył na wycieczkę za przewodnikiem w kierunku salonu, od niechcenia przyglądając się całemu mieszkaniu, czyli jak na razie korytarzowi. No miało ściany, podłogę, było ciepłe, sufit też był. Czyli w sumie wszystko, czego Pavel mógł wymagać od miejsca do spania. No ale nie zdradzajmy jego niskich potrzeb, bo jeszcze ktoś sobie coś złego o nim pomyśli. Albo coś.

- Masz jakieś zwierzęta? - Zagadnął, chociaż strzelał że nie, bowiem nie dostrzegł niczego, co mogłoby o tym świadczyć. Może chociaż jakieś rybki albo żółwia. Generalnie nie rozumiał, jak ktoś może mieszkać sam i nie mieć psa. Albo dwóch. Ewentualnie siedmiu. Cóż za marnotrawstwo przestrzeni.
Powrót do góry
 
Go down
Dakota Lowe

avatar
#Introwertyk
Uczeń Stypendialny
187


   
Wto Gru 22, 2015 1:57 am
       
W ów mieszkanku nie gościło wielu ludzi, gdyż Dakota był niespecjalnie społecznym gadem, aczkolwiek ten, co tutaj złożył wizytę lokatorowi, jedno nadmienił: “To ma to coś.”. Lowe miał w dupie to, jakie zdanie o jego domku mieli obcy, nieznający się idioci, co byli tu jeden jedyny raz i już muszą komentować coś, co do nich nie należy, oni nie są w skórze właściciela i nie mają pojęcia o jego upodobaniach. Generalnie, tak to widział.
Natomiast co innego stanowiło to, że po części mówili do rzeczy, nierzadko to niezwykle obrazowało to, co tutaj tak naprawdę jest. Gdy się wchodziło do wnętrza tej pieczary zła, ciemności i czeluści piekielnych, nagle rzeczywistość piekła już nie była tak nieprzyjemna. Była ciepła w przeciwieństwie do mroźnych, zimowych wieczorów, milutka pod pewnymi względami i pachniała domowymi ciastkami czekoladowymi upieczonymi jakimiś mini łapami. Minusem dla ów idiotów było to, że momentami nie mogli pooglądać czubka swojego nosa przez egipskie ciemności, które zawsze można rozświetlić, ale haters gonna hate. Oraz to, że było tu tak pusto, ale logika wskazywała na to, że inaczej być nie miało prawa, gdy dom zamieszkiwała jedna osoba, która wiele tak naprawdę do szczęścia nie musi mieć. Tak czy owak - domostwo to było swego rodzaju bezludną, rajską wyspą dobrą do kojenia skołatanych nerwów i odpoczynku od tłumów, opinii publicznej, wyścigu szczurów i innych pierdół.
- Mam pająki, jak nie sprzątam. - odpowiedział mu, podłażąc do złożonej sofy i wyginając się przez oparcie, żeby gdzieś pod podłokietniki od odgarnąć koc tańczący tango z poduszkami, częściami garderoby, a także z telefonem. - No, zwierzak jest fajny, ale nie umiem się zajmować nimi chyba. - dalej przeżywał swojego uszatego, kicającego malucha, co parę lat temu wziął i umarł. - A, ten. Raczej nie miałbyś obiekcji, jakbym spał tutaj, no nie? Ty miałbyś sypialnię, ten ostatni pokój po prawej. - i odwrócił się w jego stronę, opierając się biodrem o oparcie kanapy, a stał on na tle telewizora z zastopowaną grą survivalową Tango Gameworks.
Salon - naturalne środowisko gier, nerdowskiej, luzackiej aury i pocornu na podłodze, który chyba tak leżał od niedawna, bo cała reszta pomieszczenia była w miarę uporządkowana, nie licząc oczywiście stolika i kanapy. Nawet, nawet. Szału nie było, bo co można było zrobić z 40 metrami kwadratowymi, ale zważywszy na to, nieciasne i urocze. O.
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
#Indywidualista
897


   
Sro Gru 23, 2015 3:56 pm
       
Pavel wędrował wolnym krokiem przez to siedlisko pustki i nerdowskiego nieładu, głównie mając na myśli salon oczywiście. Niespecjalnie mu to przeszkadzało. Tam gdzie była pustka, on widział potencjał na zapełnienie rzeczami, a ponieważ sam był okropnym bałaganiarzem, to mógł zapewnić, że po pewnym czasie w miejscu gdzie mieszka nie znajdzie się metr kwadratowy bez rzeczy należącej do Rosjanina. Czy to część bielizny, może spodnie albo kawałek pizzy, który wygląda jakby pamiętał wojnę wietnamską.
Tak czy inaczej ten styl bycia nie przeszkadzał Pavlowi w najmniejszym stopniu. Nerdy miały to do siebie, że zazwyczaj zaszywały się w swoim małym świecie i dopóki ktoś im nie przeszkadzał, to i one nikomu nie przeszkadzały. Takie trochę gobliny siedzące w jaskini, które co jakiś czas wychodziły na światło słoneczne, żeby stwierdzić, że za słaba grafika i wracają tam skąd przybyły.
Tak czy inaczej to mieszkanie miało potencjał. I to bardzo duży. W zasadzie to bardzo spodobało się Pavlowi i ewentualny współlokator też nie wyglądał najgorzej. Bo i miałby własną sypialnię. Same plusy. Pozwolił sobie przejść się po salonie, a potem zwiedzić jeszcze sypialnię i kuchnię, wszędzie zapalając światła. No bo chciał dokładnie wiedzieć z czym ma do czynienia. Kiedy zakończył obchód, stanął na środku salonu i skoncentrował spojrzenie na właścicielu mieszkania.

- Dobra. - Zaczął i wyciągnął ręce z kieszeni, a to znaczyło, że koniec żartów. - Postawię sprawę jasno. Mam już pokój w akademiku, ale życie tam to gówno. Obok mam gościa, który pierdoli wszystko co popadnie, a ja niekoniecznie mam ochoty tego słuchać. Innymi słowy szukam odrobiny ciszy i spokoju. Rozumiem o czym mówię? Kasą nie musisz się przejmować, mam dzianych starych. Ale jednocześnie ostrzegam, że społeczeństwo uważa mnie za raczej wkurwiającą jednostkę, dodatkowo nie mam w zwyczaju słuchać innych. Jak mi się nudzi to gram na gitarze elektrycznej, palę fajki i nie umiem gotować. Ani sprzątać. Nie szukam również przyjaciół i nie mam zamiaru być miły. Nie mam zamiaru tutaj nikogo przyprowadzać, do tego wykorzystam pokój w akademiku. Może się zdarzyć, że będę tam spał, bo tak kurwa i już. Nie gwarantuję kiedy będę w mieszkaniu albo o której wrócę. To chyba tyle. Jeśli jesteś na to gotów, to możemy się dogadać. Jeśli nie, to idę szukać dalej.
Wolał od razu wyjaśnić na co Dakota ewentualnie się pisał, a nie żeby potem były jakieś nieporozumienia, kłótnie i tak dalej. No bo jak miał się wprowadzać, to już chciał tutaj posiedzieć trochę dłużej, a nie że po dwóch tygodniach go wyeksmitują czy coś. W każdym razie teraz wpatrywał się tylko wyczekująco w Dakotę, ciekaw jego odpowiedzi.
Powrót do góry
 
Go down
Dakota Lowe

avatar
#Introwertyk
Uczeń Stypendialny
187


   
Pią Gru 25, 2015 12:11 pm
       
Jakoś niespecjalnie stresowało go to plątanie się w te i w tamtę Travitzy, póki ten nie ruszał niczego, co do właściciela należało. Nic go nie irytowało tak bardzo, jak cudze paluchy obmacujące jego pada, komiksy, wykokszony w kosmos kalkulator lub laptopa, pudełkowe filmy, gry.. No chuj strzeliłby go, piana z pyska i telefon do egzorcysty. Nie bał się kradzieży czy czegoś takiego, Rusek choćby chciał, niczego cennego mu nie gwizdnie, przecież takie rzeczy miał w salonie. Wtarabanił się ze swoją dupą na oparcie i wziął kostkę czekolady, co mu się samo stanowiła od +/- trzech dni, wegetując na szklanym stoliku.
- Się nie posiej. - zawołał za nim, oczywiście z sarkazmem, gdy tamten wyszedł z dziennego i usunął się z jego pola widzenia, po czym Dakota wyciągnął komórkę, żeby wyczyścić wiadomości na poczcie, gdyż generalnie nie miał, co z rękami zrobić, a nie będzie chodzić za Pavlem jak przyjeb, wskazując mu każdy kąt jak idiocie, przy tym tłumacząc w jakiś nieporadny sposób, dlaczego coś jest takie, a nie inne. Nie był projektantem wnętrz amatorem, był zawodowym ustawiaczem i koordynatorem karty kredytowej ojczulka.
Sypialnia nie nosiła na sobie znaków zamieszkania. Ciemnoczerwone ściany, dwuosobowe łóżko z jedynie prześcieradłem na nim, nic w szafie, nic na etażerce, ani kaktusa na parapecie, ani zdjęcia na ścianie. Rosjanin mógł czuć się tak, jakby po rejestracji i potwierdzeniu, odwiedził pierwszy raz swój pokoj hotelowy. I ten nijaki zapach kurzu, nic sprecyzowanego, pełno przestrzeni do zagospodarowania i mebli do wypełnienia gratami. Niby kusząco, ale Lowe'a coś od tego pomieszczenia odpędzało wręcz. Najpewniej przez tę pustkę, gdy tam wchodził, miał nieodparte wrażenie, że tam ktoś umarł. Dziwne, ale z punktu rozumowania Travitzy korzystne, ma stu procentową pewność, że ten mikro gbur mu tam nie wejdzie bez jakiejś przyczyny, która wręcz zmuszałaby go do zapuszczenia się w tamte rejony.
Kuchnia była ładnym, nowocześnie urządzonym miejscem zaadoptowanym dla krasnalczego rodu, co mogłoby być minusem, lecz woń upieczonych świeżo ciastek i wizja gotującego wspołlokatora wszystko rekompensowała. Co może byc cudowniejsze od dostawania dobrego żarcia pod ryj za samo istnienie?
Gdy ten drałował już do salonu, Dakota odłożył dumbfuckfona i wcelował wzrok w postać mężczyzny, która skończyła obchód i przeszła do interesów. Czyli trzeba by samemu mordę otworzyć i odpowiedzieć.
Na zaczątek jego mowy nie ruszył ustami, ponieważ odpowiedź równałaby czemuś w stylu "a przypierdol mu". No i nie odparł nic na to, gdyż chyba nietrudno było zgadnąć, że z Dakotą takich chorych dźwięków słyszeć nie będzie. Umówmy się, na ogiera on nie wyglądał.
Dalszą część też tak w sumie przemilczał. Psycholog nazwał go niegdyś socjopatą i schozofrenikiem, nie rozpoznał o dziwo, że jego zachowanie jest uwarunkowane w dużej mierze przez ilość snu. Wniosek? W dupie miej czyjeś zdanie.
- Ehe. - przytaknął mu po przetarciu szczypiących oczu ręką. Więc zaczynało się jego gadanie. - Pal se, tylko okno otwórz. Graj, tylko nie w nocy, sąsiedzi mnie zabiją. Mogę robić jedzenie, jak powiesz, co lubisz czy coś. - i zerknął znów na niego. - Trzy rzeczy. Jak widzisz, że śpię, to mnie nie budź. Nie przestawiaj mi niczego, co jest moje i nie grzeb mi w szafie. Jak się odzywam i o coś proszę, to ze mną rozmawiasz. Tyle. - wzruszył ramionami. Właściwie, to z "garderobą" brzmiało, jakby składował tam zwłoki martwych dziwek, a to jedynie chodziło o nalepki na ciuchach.
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
#Indywidualista
897


   
Wto Gru 29, 2015 4:24 pm
       
Widząc pokój, w którym miał ewentualnie spać, Travitza zaczął się zastanawiać, czy właściciel mieszkania w ogóle odwiedzał to miejsce. Niby jak spał w salonie to nie było takiej potrzeby, tylko... po co spał w salonie? Może tutaj umarł ktoś ważny dla niego i teraz nie chce tu nic ruszać? Niektórzy tak mieli. Tylko że wtedy byłby jakieś rzeczy osobiste no i przede wszystkim nie dałby pokoju komuś innemu.
Tak czy inaczej ta pustka, która gościła w sporej części mieszkania nadawała mu jakiś taki nieprzyjemny klimat. Nie, żeby Rosjanin był wielkim fanem domowego ciepła i tak dalej, ale on zawsze pozostawił po sobie ślady bytowania i do tego był przyzwyczajony, więc może dlatego to wszystko wydawało mu się takie... nieodpowiednie. No ale też nie miał zamiaru wpływać na styl życia kogokolwiek, bo co go to w sumie obchodziło? Najwyżej pozmienia się parę rzeczy i tyle.
Kuchnia przynajmniej wyglądała ciekawie, a zapach rekompensował poczucie pustki i poprawiał nastrój. Chociaż raczej nie będzie w niej zbyt często przebywać. W każdym razie kiedy już ostrzegł właściciela mieszkania na co ten się pisał, wpuszczając Rosjanina do swojego przybytku, wysłuchał tego, co sam Dakota ma do powiedzenia o sobie. Właściwie wymagania nie były zbyt wielkie, chociaż Pavel i tak miał ochotę odpowiedzieć: "chuje-muje, jak będę chciał, to kurwa przestawię ci szafę", ale w zasadzie nie widział potrzeby do przestawiania mu szafy.

- A na chuj miałbym grzebać w twojej szafie? - spytał, nie bardzo rozumiejąc tego punktu. W ogóle Dakota tak się zachowywał, jakby Pavel miał za chwilę podkradać mu podkoszulki czy coś tam.
No ale dobra. Skoro tak, to większość chyba była załatwiona. Teraz tylko formalności i przeprowadzka. Z tym może być sporo problemu.

- Masz jakąś umowę czy coś? - Spytał, nie bardzo wiedząc czy to już ten moment, kiedy powinien sobie pójść, czy jeszcze posiedzieć i coś ustalić albo w ogóle zrobić coś innego. Prawdę powiedziawszy miał całą masę ciekawszych rzeczy do roboty, dlatego wolałby załatwić to najszybciej jak tylko można i zwyczajnie sobie pójść. Odnosił wrażenie, że Dakota również by nie narzekał, gdyby właśnie tak się sprawy potoczyły.
Powrót do góry
 
Go down
Dakota Lowe

avatar
#Introwertyk
Uczeń Stypendialny
187


   
Sro Gru 30, 2015 2:52 pm
       
- Ja mam to wiedzieć? Ludzie są popierdoleni. - odpowiedział mu, wymuszając uśmieszek, wzruszając ramionami i mrużąc lekko oczy, mając na celu przekazanie mu, że Travitza również na względnie normalnego nie wyglądał.
Tatuaże na klatce piersiowej, bandaże na przedramionach, wzrost członka drużyny NBA, muskularna budowa ciała, włosy do ramion, twarz gangstera, kolczyków tyle. Groźny facet, cholera wie czy naprawdę czy nie, ale będzie odstraszać kocią wiarę, więc miał jakieś tam swoje plusy w związku ze swoją posturą.
Zresztą, Dakota też. Może rzeczywiście za drzwiami szafy miał narysowany pentagram, świeczki i kozią krew, a on sam usiłował zespawnować ten wielki płaszcz, za którym znajdzie się przejście do Narnii. Może spiskowiec, może satanista, może chuj wie kto, przecież dom prowadził co najmniej dziwacznie. Omijał niektóre pomieszczenia, nie zapełniał go typowymi pierdołami, które miałyby ocieplić wizerunek mieszkania, nie był jakimś pańczykiem, co swój nabytek nazywa nieskalaną zajebistością ostateczną. Może był nieco specyficzny.
- Czytelny podpis. - napomknął, spod którejś książki do szkoły wyciągając umowę o współdzielenie mieszkania, nie była nawet pognieciona. Mnóstwo druczku, więc w skrócie - jest tam napisane, że jak Pavel coś mu tu rozjebie, to ojciec Dakoty ma generalnie prawo do rozjebania jego, a czy tak się stanie, to raczej mało prawdopodobne, jeżeli wziąć pod uwagę techniczne predyspozycje obu stron. No, ale sąd od czegoś jest.
Wyjął mu z koszulki dokument, wynalazł zza siebie jakiś długopis, jakich miał tu całą moc, a potem podał jeszcze podkładkę, żeby mu się lepiej pisało. Jak to gówno podpisze nieczytelnie, to będzie to robił do skutku, Dakota miał dużo kopii tego papierowego szatana.
Zakrył swoje siarczyste ziewnięcie zgięciem łokcia, zerkając co raz na Rosjanina. Miał cudaczne uczucie, ze kogoś mu on przypominał cholernie. Tak w chuj niewiadomo kogo, ale kogoś na pewno.
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
#Indywidualista
897


   
Pią Sty 01, 2016 2:00 pm
       
- Jak na razie to ty zachowujesz się jak popierdoleniec - odpowiedział Pavel. I zrobił to bez cienia złośliwości czy jakiejś chęci obrażenia rozmówcy. To był jedynie fakt, który został wypowiedziany na głos. Zarówno jego wygląd, styl życia i ten dziwny strach przed ruszaniem rzeczy czy otwieraniem szafy mógł odrobinę niepokoić. Większość ludzi zapewne grzecznie by to przemilczała i się ewakuowała jak najszybciej, tyle że Pavel taki już był i Dakota właśnie poznał kolejną jego cechę - był szczery do bólu i raczej nie przejmował się uczuciami innych. Po prostu mówił to co myślał, chyba, że miał interes w kłamaniu. A że teraz nie do końca tak było, to po prostu stwierdził fakt, który mu się nasunął.
Obserwował jak właściciel wyciąga umowę i podaje mu długopis. Choć jednak Rosjanin nie wyglądał na zbyt lotnego, by to łagodnie ująć, to jednak coś mu tam w głowie siedziało i dlatego przed złożeniem autografu, dokładnie przeczytał cały tekst. Nigdy nie rozumiał ludzi, który tak bezrefleksyjnie podpisują różne papiery, nie zastanawiając się w ogóle, na co się zgadzają. Przecież równie dobrze mogła być tu zawarta sprzedaż nerki podpisującego albo jakieś rubaszne rytuały odprawiane w zamian za możliwość mieszkania. Oczywiście to dosyć skrajne przykłady, ale całkiem nieźle obrazowały to, co chodziło Travitzy po głowie. A ten typek był na serio trochę podejrzany.
Kiedy przewertował całą umowę i doszedł do wniosku, że nie ma tam nic szczególnie ciekawego poza urzędniczym pierdoleniem o własności i tak dalej, chwycił długopis, położył dokument na podkładce, aby złożyć w miarę czytelny podpis, dokładnie tak, jak prosił właściciel.
Kiedy wszystko się dokonało, wyprostował się i przeczesał dłonią włosy.

- W ciągu kilku najbliższych dni przyniosę rzeczy, które będę chciał tu zostawić. W razie jakichś wątpliwości masz mój numer. To chyba tyle, nie? - Spytał, czekając, czy Dakota nie ma jeszcze czegoś do dodania. A jeśli nie, to pewnie się zbierze i zacznie rozmyślać o tym, co powinien przenieść, a co zostawić. I jak tego wszystkiego dokonać.
Powrót do góry
 
Go down
Dakota Lowe

avatar
#Introwertyk
Uczeń Stypendialny
187


   
Pią Sty 01, 2016 8:23 pm
       
W takim razie Lowe intencje Travitzy miał najwidoczniej w dupie, gdyż obraza była wciąż czymś negatywnym. Gdy on wyzywał ludzi - wszystko okay, gdy role się odmieniały - o nie.
Ściągnął brwi, mając bardzo zirytowany wyraz twarzy, gdy obserwował końcówkę długopisu śmigającego po kartce, jak młoda łania po polanie. Zacisnął też ręce na skórzanym obiciu. Już był przekonany, że ich osobowości niewiele do siebie miały, tym samym może to skutkować wojną między nimi. Rosjaninowi zależało jedynie na porządnym dachu nad głową, bez spin, bez jęków z innych pokojów akademickich, a Dakota oprócz tego, chciał mieć dobrego znajomego. Co jak co, społeczność szkolna nie pałała do niego miłością. Ci z A, bo był stypendialnym cwaniaczkiem niegodnym miana elity, a B za to, że w rankingach z wynikami z egzaminów był zwykle na szczycie tabeli, kujon i tyle w temacie. No kurwa, między młotem a kowadłem. A jakby dodać to, że ekstremalnie łatwo się wkurza, nie umie hamować emocji i przez to rani otoczenie - combo breaker. I jak tu zachowywać się jak normalny, nastoletni facet?
Nim ścisnął siekacze tak mocno, że mógłby sobie zęby wyszczerbić, wkuł wzrok w nowego współlokatora, ignorując na ten czas jego słowa.
- Jestem daltonistą. Jak mi pozamieniasz rzeczy miejscami, to będę się wkurwiał. Nie rozróżniam "niebieskiej" i "zielonej" bluzki - zrobił rękami cudzysłów. - więc mam je podpisane, nie wiem, które to kapsułki do prania białych, a które do kolorowych, nie widzę, kiedy biorę leki na sen, a kiedy witaminy, te listki są t a k i e   s a m e. - tak się sfrustrował, że zaschło w gardle, wziął herbatę, co sobie parowała na stoliku obok. - A tu nic nie ma, bo mieszkałem ciągle sam i to mieszkanie kupiłem we wrześniu, śpię tutaj, bo bałem się spać w tym pokoju, cykałem się, że jakiś złodziej będzie chciał mnie odwiedzić w nocy, a ja nawet nie usłyszę. Tyle. - odłożył kubek, założył ręce na piersi, nie zmieniając jakże zadowolonej miny. Nie lubił pieprzyć o takich pierdołach, z innej strony należało się pozbyć reputacji popierdoleńca. Wiedział, że to wszystko dla kogoś z zewnątrz może być dziwne i niezrozumiałe, ale on od tego chyba był, żeby rozwiać błędne mniemania takich Einsteinów.
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
#Indywidualista
897


   
Nie Sty 03, 2016 12:48 am
       
Cóż, to był problem, z którym Pavel spotykał się wielokrotnie w swoim życiu. Ludzie go nie rozumieli. I wcale nie chodziło o ten ciężki, rosyjski akcent, którym raczył swoich rozmówców. Raczej o to, że to co on uważał jak zwykłe stwierdzenie faktu, oni odbierali jako urazę. To go zawsze bawiło. Jak się grubemu powie, że jest gruby, to ten się obrazi i będzie mu smutno. No ale przecież jest gruby. Po co udawać, że jest inaczej?
W każdym razie teraz Rosjanin powinien pewnie przeprosić ze skruszoną miną. Zrozumieć, pogłaskać, przytulić albo chociaż zapewnić, że nigdy nie będzie starał się utrudnić życia gospodarzowi. Tyle, że on jedynie parsknął śmiechem

- Jak tak pomyśleć, to sam mnie do tego prowokujesz. - Powiedział i przeczesał włosy. -Wiesz, gdybyś mi tego nie powiedział, to pewnie nigdy nie zwróciłbym na to uwagi i nawet nie ruszyłbym ubrań. A teraz mnie korci. Ale dobra, wiem jak to jest być wkurwianym przez świat, więc proponuję dżentelmeńską umowę. Ja się nie wpierdalam w te twoje jakieś poukładane kapsułki i inne pierdoły, a ty mi się nie wpierdalasz w moje pierdoły. Możemy zawrzeć taki układ?
To w zasadzie nie było nic niesamowitego, ale niektórzy ludzie czuli ogromną potrzebę, aby wpieprzać się komuś w życie i dyrygować jak ma postępować i gdzie kłaść swoje buty. Niewiele było rzeczy, które bardziej irytowały Pavla. I czuł, że tutaj właśnie znalazł wspólny podest, dzięki któremu dadzą radę utrzymać mieszkanie ze sobą na jakimś sensownym poziomie, bez warczenia na siebie i nagminnego wytykania wad. W każdym razie jeśli będą się w stanie powstrzymać od wzajemnego grzebania sobie w rzeczach, to chyba nie powinno być tak trudno dogadać się ze sobą. Albo chociaż żyć w pokoju obok bez chęci dokonania aktu mordu.
- A i ten, pisałeś coś o korkach z matmy, nie? - O tym już jednak wspominał jakoś tak mniej chętnie. - No wiesz, mogę czasem... się zgłosić. Jak będę potrzebował. Nie chce mi się tego gówna ogarniać samemu.
Co prawda miał teoretycznie korepetytorkę, która miała przewagę nad Dakotą chociażby w tym, że była dziewczyną, ale jemu serio przyda się czasem czegoś nauczyć. A w tym wypadku może mu być łatwiej się skupić i rzeczywiście trochę ogarnąć, żeby nie powtarzać kolejny raz roku, bo to już by było niepoważne. No i starzy by się wkurzyli.
Powrót do góry
 
Go down
Dakota Lowe

avatar
#Introwertyk
Uczeń Stypendialny
187


   
Czw Sty 07, 2016 5:35 pm
       
Ciągle miał nietęgą minę, gdy Pavel najwidoczniej zobaczył komizm ich dialogu - Lowe nadal nie umiał, potraktował to mocno nie tak, jak tego oczekiwałby współlokator. No, jeszcze tak sympatycznie, że to z jego wady genetycznej sobie śmieszkował, ona dla Dakoty była takim tematem do dowcipów.. Do wieku 14 lat nie skończył przeklinać praktykantki, która wstawiła mu jedynkę w 1. klasie podstawówki z zajęć artystycznych za to, że jego liście jesienne były fioletowo-niebieskie, bo pożyczał kredki od koleżanki, a one nie były podpisane. No, może dla wielu to byłoby absurdalne, tyle lat obrażać się o taką pierdołę, która zwykły siedmiolatek wyrzuciłby z głowy po godzinie, maksymalnie trzech, ale DA należał do grona ludzi emocjonalnych, a niedostrzeżenie tego było aż niemożliwe.
- Jak Twoje pierdoły będą na moich pierdołach, to co wtedy? Kamień, papier, nożyce? Niech Ci będzie taki układ, ale jak zrobisz tu lej po bombie, to oczywiste, że zacznę ogarniać to pobojowisko. - niby dalej był urażony, ale już mniej. Jakoś tak zelżało po tej propozycji z rodzaju nawet-do-zaakceptowania.
Dakota miał niewiele z pedanta, tyle, co przeprowadzanie generalnego odgruzowania po wyzywania na całe mieszkanie, że nie może znaleźć kluczy, a musi wyjść z domu. Nie był w stanie ocenić, czy w towarzystwie Travitzy będzie miał takie nawiedzanie przez Perfekcyjną Panią Domu, ale tak go oglądając, chyba będzie musiał się uzbroić na tego typu akcje w ścierkę, płyn do szyb, do naczyń, nabłyszczacz do paneli za paskiem i inne babskie bibeloty.
- No, mogę Ci pomóc z jej ogarnięciem. Jaką masz średnią z matmy? - mieszał resztkami herbaty poprzez przechylanie szklanki to w prawo, to w lewo przez ruchy nadgarstka.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Mieszkanie nr 40
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: