IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Chambar Restaurant

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : Previous  1, 2
Riley 'Woolfe' Winchester

avatar
1437
#Prefekt Naczelny
Introwertyk
1437


   
Wto Wrz 26, 2017 8:04 pm
       
Twarde spojrzenie nawet na moment nie przesuwało się w jakikolwiek inny punkt. Zupełnie jakby moment, w którym spuści wzrok z Ryana miał sprawić, że ten odpuści sobie jakiekolwiek rozmyślanie. A właśnie tego w tym momencie od niego chciał. By przemyślał to wszystko i udzielił mu jasnej odpowiedzi. Nawet jeśli z pomocą swojego żelaznego spojrzenia - które w rzeczywistości nie działało na niego nawet w połowie tak, jakby tego chciał (a właściwie nie działało wcale, choć wmawiał sobie zupełnie co innego) - miał uwięzić go w niewidzialnej klatce, nie pozwalającej na ruch w ani jedną stronę.
"Mówisz?"
Nie odpowiedział. Wyraził się wystarczająco jasno, by nie musiał dodawać już niczego więcej. Druga wypowiedź Jaya chyba nie do końca przypadła mu do gustu, co dało się dostrzec w nieznacznie ściągniętych brwiach. Grimshaw był osobą, która zdawała się nigdy nie żartować w żaden sposób, by rozbawić towarzystwo. Lecz w tym momencie właśnie tak to dla niego zabrzmiało.
Jak próba rozładowania atmosfery, w której napięcie i tak rosło z każdą sekundą na tyle, by już dawno zapomniał o takich rzeczach jak równomierny oddech czy uspokojenie rytmu serca. Jego kciuk pozostawiał po sobie uczucie ciepła, które dostrzegalnie kłóciło się z zimnym, jesiennym powietrzem. Wargi Winchestera nie były aż tak szorstkie jak mogło by się wydawać, choć jednocześnie daleko im było do dziewczęcej miękkości i delikatności.
"I rozumiem, że ty chcesz, żebym robił to każdej nocy?"
Zamknął oczy.
Był to jedyny sposób, by ukryć nagły przypływ strachu który nim zawładnął. Nie wiedział czy da sobie z tym w pełni radę. Pomijając fakt, że pomimo wielu lat spędzonych w towarzystwie Jaya i uczuć, które musiał ukrywać, cały czas zachowywali się jak przyjaciele. Podobnej granicy nie dało się zatrzeć w przeciągu jednego dnia. A już na pewno nie kilku minut.
Właśnie takim gnojem jesteś, Woolfe. Zapędziłeś go w kozi róg, wymagałeś odpowiedzi, a nie jesteś nawet pewien czy będziesz w stanie jakkolwiek na niego zareagować.
Lecz chciał.
Jeśli choć w najmniejszym stopniu będzie w stanie pokonać swoje defekty, stawić im czoła i sprawić, że jego ciało pójdzie w parze z jego sercem...
Otworzył powoli powieki, ponownie krzyżując z nim spojrzenie, choć Grimshaw nie dał mu na to wszystko zbyt wiele czasu.
Nieznacznie rozchylone usta nie wypowiedziały żadnego słowa, gdy uwięzły mu one w gardle. Zamknął je więc i kiwnął głową potwierdzająco tuż przed tym, gdy jego usta zostały nakryte przez te należące do srebrnookiego. Z początku kompletnie nie zareagował, gdy jego mózg dosłownie się wyłączył. Co jeśli i tym razem to wszystko mu się śniło? Bo tak właśnie się czuł. Jakby nie stał w zaułku, nie dotykał Ryana, lecz dryfował gdzieś we śnie. Jak długo mógł jednak uciekać od rzeczywistości, bojąc się że okaże się ona nieprawdą?
Jego usta poruszyły się nieznacznie, w końcu reagując, gdy sam uniósł dłonie w górę. Nie był w stanie całkowicie powstrzymać ich drżenia, mimo że przecież znajdował się w podobnych sytuacjach już setki razy. Wsunął jedną z nich pod jego kurtkę, zaczepiając palcami o jasnoszary podkoszulek. Druga przesunęła się wyżej, by chwycić go za materiał na poziomie obojczyków i pociągnął w swoją stronę.
Jeden krok w tył.
Drugi.
Trzeci.
Tak długo jak Ryan nie chciał przerywać ich pocałunku, tak długo musiał w tym momencie iść w jego ślady i pozwolić mu kierować. Tylko po to by w końcu plecy Winchestera uderzyły o ścianę jednego z budynków. Nie wzdrygnął się jednak, ani nie wystraszył, co tylko potwierdziło że od początku właśnie taki był jego plan. Dłoń trzymająca go za materiał, wypuściła go i przesunęła się wyżej, wplatając palce w jego ciemne kosmyki.
W końcu przesunął językiem go jego dolnej wardze, by ostatecznie je rozchylić i pogłębić pocałunek, wbijając jednocześnie paznokcie w jego bok. Wyglądało na to, że póki co nie zamierzał przestać. Choć jednocześnie nie chciał przekraczać jakiejś niepisanej granicy, gdy jego dłoń nawet na sekundę nie zaczepiła się o jego spodnie, z niesamowitą sumiennością omijając tamte rejony. Zupełnie jakby uznał, że Jay może wziąć podobny ruch za prowokację.
A był pewien, że nie raz robił publicznie to, na co Riley nie był w najmniejszym stopniu gotowy. Ciekawe czy miał rację?



Powrót do góry
 
Go down
Ryan Jay Grimshaw

avatar
1541
#Zbuntowany
Vice-Przewodniczący Spinel
1541


   
Wto Wrz 26, 2017 9:11 pm
       
Gdyby cofnął się o jakieś dwie sekundy za wcześniej, prawdopodobnie byłby przeświadczony o tym, że Winchester już sam nie wiedział, czego chciał, a już  na pewno, że nie chciałby tego pocałunku. Był wręcz gotów odsunąć się, gdy nie otrzymał żadnej reakcji ze strony złotookiego i podejrzewał, że każdy na jego miejscu zrobiłby dokładnie to samo. Wystarczył jednak ten drobny ruch ust, który wywołał u niego mrowiący niedosyt, za sprawą którego niegroźne zahaczył zębami o dolną wargę chłopaka, przy okazji gładząc kciukiem bok jego szyi w dość uspokajającym geście. Zupełnie jakby nadal wyczuwał niepewność Thatchera, o której był już w pełni przekonany, gdy jego drżący dotyk dosięgnął jego boku.
W obecnej chwili złotooki mógł zarówno odepchnąć go od siebie – co było mało powiedziane, bo równie dobrze mógł wtrącić go pod koła pierwszego lepszego samochodu, gdyby jakiś akurat postanowił przejeżdżać obok – albo przyciągnąć go do siebie jeszcze bliżej, choć wydawało się, że bliżej już być nie mogli. I choć z początku uważał pierwszą opcję za bardziej prawdopodobną, Starr zupełnie zmiażdżył jego wszystkie przekonania, a Grimshaw nawet nie zaprotestował, gdy pociągnął go w swoją stronę, wymuszając na nim kroki, które wręcz synchronicznie dopasowały się do kroków chłopaka, dopóki nie natrafili na mur.
Zdrowa ręka ciemnowłosego wsparła się o mur tuż obok głowy Riley'a, zaś ta opatrzona spoczęła na jego boku, nieco ponad biodrem. W każdej chwili mogła zsunąć się niżej, jednak tak się nie stało, mimo że pogłębienie pocałunku sprawiło, że wcześniejszy nienachalny gest stał się zachłanny, a szarooki nie próbował powstrzymywać się od lekkich przygryzień, po których ślad został zacierany przez niegroźne muśnięcia. Wszystko to zaczynało trwać zbyt długo, by można było twierdzić, że odległość między nimi nadal była bezpieczna, jednak własna konsekwentność powstrzymywała go od posunięcia się dalej.
Nie pytał dziwek o zdanie.
Woolfe nie był dziwką, więc z jakiegoś powodu to w zupełności mu wystarczało. Tak samo, jak świadomość, że jego wyobrażenia nie były dalekie od prawdy. Sam fakt, że wreszcie przekonał się o tym na własnej skórze, uspokoił jego myśli, nawet jeśli to, że przyparł do mocniej do ściany nie wskazywał na opanowanie. Normalnie przestałby już dawno temu. Normalnie posunąłby się o krok dalej. Normalnie nie pozwoliłby, żeby powieki przysłoniły mu oczy, jakby nie liczyło się nic poza odczuwanym dotykiem.
Dotykiem zupełnie innym od każdego innego.
Końcówka języka przesunęła się pomiędzy wargami, jakby ostatni raz kosztowała jego smaku. Choć gdy odsunął się o te kilka milimietrów, nadal miał wrażenie, że wszystko to trwało za krótko i było mu zbyt mało.
Wystarczy, Jay.
Ignorując głos w głowie, jeszcze raz dosięgnął jego warg, jednak tym razem składając na nich znacznie krótszy pocałunek. Odsunął się, choć nadal nie opuszczał rąk, które zdawały się więzić Winchestera przy ścianie budynku, pod którym stali. Szare tęczówki znów przypatrywały się pokrytej piegami twarzy w nieodgadniony sposób, gdy Ryan po prostu milczał, jakby potrzebował tej chwili, żeby wszystkie porozrzucane elementy w jego głowie ułożyły się w jedną całość. Z zewnątrz jednak nie dał – i najpewniej nie miał dać – tego po sobie poznać.
Szybko ci się nie znudzi.
Nadal nie zamierzasz wracać? ― rzucił, wreszcie cofając się o krok. Wyszło mu to całkiem płynnie jak na kogoś, kto nie chciał się odsuwać. Nie mogli jednak stać tu przez resztę dnia. Grimshaw z kolei nie mógł być pewien, czy Winchester wciąż miał w planach pójście w swoją stronę.




{ I'M NOT AN ASSHOLE I'M A TELLER OF UNFORTUNATE TRUTHS }
Powrót do góry
 
Go down
Riley 'Woolfe' Winchester

avatar
1437
#Prefekt Naczelny
Introwertyk
1437


   
Wto Wrz 26, 2017 10:32 pm
       
Ręka Jaya, która wylądowała tuż obok jego głowy, choć wielu osobom mogła kojarzyć się nie tylko ze swego rodzaju ograniczeniem, ale i symbolem dominacji - jemu kompletnie nie przeszkadzała. Ciężko było zagłębiać się w ten temat, by zrozumieć pokrętną logikę Rileya. Chłopak bowiem od kiedy pamiętał, miał w swojej głowie jedną jedyną zasadę. Nigdy nie pozwoli, by ktokolwiek rządził jego życiem. Zawsze był ponad innymi i nie dawał sprowadzić się do parteru, choćby miał wstawać z ziemi po tysiąckroć, do momentu w którym upartość przegrywała walkę ze słabością organizmu i towarzyszącą mu utratą przytomności. Lecz podobne sytuacje był w stanie zliczyć na palcach jednej ręki.
Jednocześnie, gdy kiedykolwiek myślał o podobnych wydarzeniach z udziałem Ryana, zawsze był tym który znajdował się pod nim. Nie odbierał tego jako nic hańbiącego. Zdecydowanie nie czuł się kobietą w porównaniu z nim, ani nie zamierzał przyjmować jej roli. Nie chodziło też o strach, który odczuwała większość osób w konfrontacji z srebrnookim. W jakiś dziwny, niewytłumaczalny sposób wydawało mu się to po prostu całkowicie naturalną koleją rzeczy, w którą nie zamierzał ingerować.
Już od dawna nie miał aż tak bliskiego kontaktu z drugą osobą. Po poprzednich wakacjach stracił całkowicie ochotę na jakiekolwiek przygody. Przynajmniej tak mu się wydawało.
Właśnie w tym momencie Jay z łatwością uświadomił mu jak bardzo się mylił.
Od początku nie chodziło o utratę jakichkolwiek chęci, lecz o fakt, że nieustannie natrafiał na nie tę osobę, której naprawdę chciał. Przygryzienia pozostawiały po sobie nieznaczne mrowienie. Nie było ono jednak ani nieprzyjemne, ani bolesne, choć wbrew pozorom Winchester był w stanie znieść o wiele więcej bólu niż wydawało się innym. Jego palce poruszyły się nieznacznie, z początku przeczesując jego włosy, tylko po to by ostatecznie podrapać go kilkakrotnie po karku. Nie zdawał sobie sprawy, że kaptur zsunął się z jego głowy już jakiś czas temu i prawdopodobnie wyłącznie ludzka ślepota uratowała ich od nieprzychylnych komentarzy ze strony przechodniów. Choć kto wie jak wielu z nich faktycznie obracało się w ich stronę, by po dojrzeniu szczegółów przyspieszyć kroku i czym prędzej opuścić okolicę, udając że niczego nie widzieli.
Przesunął kilka razy językiem po jego, czując jak gorące wydychane przez nich powietrze zdaje się jeszcze dodatkowo zwiększać swoją temperaturę pod wpływem tego prostego gestu. Czuł nieznaczny, gorzki posmak papierosów, gdzieś w środku zastanawiając się jak smakowałby bez niego. Wyczuł koniec. Nie zamierzał przedłużać całej chwili, choć chciał. I on zdawał sobie jednak sprawę z tego, że nie mogą stać tu w nieskończoność. Nawet gdy Jay odsunął się od niego, nie otwierał oczu jeszcze przez dłuższą chwilę, nie zdając sobie sprawy, że jego policzki już od dłuższego czasu są wilgotne. Gdy w końcu odsłonił złote tęczówki, prawdopodobnie po raz pierwszy Grimshaw miał okazję dostrzec przyozdobione pojedynczymi łzami rzęsy z tak bliskiej odległości. Zamrugał kilkakrotnie, by się ich pozbyć, zaraz ocierając je rękawem bluzy.
Biały Wilku. Mam nadzieję, że dziś płaczemy po raz ostatni.
Jego myśl odbiła się echem w jego głowie, nie otrzymała jednak żadnej odpowiedzi.
"Nadal nie zamierzasz wracać?"
Zawahał się.
Nie był pewien. Może nadal powinien utrzymać swoją decyzję. Choć w tym momencie nie chciał niczego bardziej niż powrotu do domu, rozsądek podpowiadał mu że nie był to najlepszy pomysł. Powinien przespać się w jakimś hotelu, pojawić tam z samego rana i...
Właśnie.
I.
Co dalej?
Czy fakt, że będzie spał w innym miejscu miał cokolwiek zmienić? Kupić mu więcej czasu? Więcej czasu na co? Jak właściwie rysowała się obecnie ich relacja? Niczego nie ustalili, nie udzielili sobie żadnych konkretnych odpowiedzi, które sprawiłyby że zyskałby jakikolwiek spokój ducha. Nadal zresztą nie do końca wierzył w to co się stało. Ale nie zamierzał też tego negować.
Wrócę. Póki co. Potem się zastanowię czy będę tam spać — podjął ostatecznie decyzję, która dawała mu dość szerokie pole manewru. Złapał go za lewą dłoń i przyjrzał jej się kontrolnie, zupełnie jakby doszukiwał się na niej jakichkolwiek plam krwi, zaraz ją wypuszczając. Bardzo możliwe, że właśnie z tego względu postanowił wrócić.
Przesunął powoli językiem po dolnej wardze i zawrócił w tym samym kierunku, z którego przyszli. W końcu mieli wracać autobusem.



Powrót do góry
 
Go down
Ryan Jay Grimshaw

avatar
1541
#Zbuntowany
Vice-Przewodniczący Spinel
1541


   
Sro Wrz 27, 2017 1:07 am
       
Widzisz? Było beznadziejnie.
Szczerze w to wątpił, ale fakt faktem, że łzy nie były widokiem, który na co dzień zastawał po pocałunkach. W zasadzie jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się, żeby ktoś w takiej sytuacji zaniósł się płaczem, nawet jeśli nie chodziło o szloch. Grimshaw nie powiedział jednak ani słowa, jakby był na tyle zaabsorbowany tym widokiem, że zapomniał spytać o powód – ale gdzieś tam część jego podświadomości wątpiła, że Winchester udzieliłby mu odpowiedzi. Mimo że już zdobył się na tak odważny ruch, przed którym wyraźnie wzbraniał się przez te wszystkie lata – Tego się bał? – wiele kart nadal świeciło przed nim rewersem, a Jay uznał, że nie chce poznawać ich wszystkich naraz.
To byłoby za proste.
Dlatego nie pytał o nic więcej, uważnie obserwując, jak prefekt pozbywa się wilgotnych śladów ze swojej twarzy, jakby nigdy ich tam nie było. Możliwe, że za moment Starr miał zakomunikować mu, by więcej tego nie robił, ale – co dziwne – nic takiego się nie wydarzyło, jakby ten bezgłośny płacz nie był efektem ani smutku, ani bólu, ani niczego, co byłoby złe.
Dziwne.
„Potem się zastanowię czy będę tam spać.”
Ciemnowłosy uniósł brew, nie do końca rozumiejąc, nad czym zamierzał się zastanawiać. Jednak to nie o tu był tym, kogo policzki zostały naznaczone wilgotnymi śladami. Nawet jeśli ten pocałunek był inny niż cała reszta, potrafił zachowywać się tak, jak zachowywał się zawsze – nic dziwnego, że nie widział powodu, dla którego przebywanie w jednym mieszkaniu miało stanowić problem, a mimo tego kiwnął głową, jakby mimo wszelkich wątpliwości, przyjął do siebie tę odpowiedź. Wydarzyło się już wystarczająco dużo, by Mimowolnie opuścił wzrok na zabandażowaną rękę i choć odczuwał w niej lekki ucisk, z którego dopiero teraz zdał sobie sprawę i który najpewniej był wynikiem wcześniejszego przytrzymywania złotookiego w pozbawionym jakiejkolwiek delikatności uścisku, Winchester bez wątpienia nie miał otrzymać żadnego sygnału, że było coś nie tak.
Nic się nie dzieje ― rzucił, jakby miało to rozwiać wszelkie jego obawy, choć znając tryb życia Grimshawa, równie dobrze mógłby nazwać „niczym” połamane kości albo stan bliski wykrwawieniu się. Tym razem był jednak odległy od wykrwawienia się czy utraty przytomności. Za to krok dzielił go od...
Szaleństwo, Jay.
Zerknął z ukosa na Thatchera, wsuwając obie ręce do kieszeni. W końcu sam ruszył się z miejsca, zrównując z nim swój krok i kierując spojrzenie przed siebie. Milczenie, które zapadło, ani trochę mu nie przeszkadzało. Właściwie było teraz całkiem potrzebne – zapewne nie tylko jemu.
Co zamierzasz z tym zrobić?
Jeszcze nie wiedział. I niezależnie od tego, jak bardzo nie lubił nie mieć rozwiązań, przez co zwykle znajdował je dość szybko, tak teraz żadne nie przychodziło mu do głowy. Wiedział, że prędzej czy później miał je znaleźć – może za parę godzin, dni albo miesięcy. Na pewno jeszcze nie teraz, gdy powoli przyswajał do siebie to, czego wcześniej nie zauważał. Czas nie był jednak nieograniczony.
Dzieciak musi mieć nie po kolei w głowie. Nie żebyś był lepszy.

___z/t [+ Riley].




{ I'M NOT AN ASSHOLE I'M A TELLER OF UNFORTUNATE TRUTHS }
Powrót do góry
 
Go down
Mason Scarecrow

avatar
7
#Introwertyk
7


   
Nie Lis 12, 2017 10:00 pm
       
Mason nigdy nie był fanem napompowanych miejsc, w których wszystko musiało krzyczeć o swoim bogactwie, a restauracja Chambar właśnie z tym mu się kojarzyła. Nie było to miejsce brzydkie czy pozbawione uroku, ale chłopak nie był tutaj z własnej woli, więc wszystko wydawało mu się być mniej przyjemne. W końcu mógł obecnie robić wiele innych rzeczy, a zamiast tego dał wkręcić się matce w randkę w ciemno. Czym sobie na to zasłużył? Pewnie swoją ugodowością – w końcu mógł powiedzieć nie. Mógł... A jednak i tym razem tego nie zrobił. Trudno było mu się zresztą dziwić. Jeśli chciał mieć święty spokój, od czas do czasu musiał spełniać jej zachcianki, a randka nie była czymś aż tak strasznym. W końcu nie oznaczała od razu małżeństwa i dzieci.
Chłopak nie czuł się komfortowo. Przyszedł przed czasem – tak jak wymagały dobre maniery – a na stoliku obok niego leżała czerwona róża, która była koniecznością i wynagrodzeniem jednocześnie. Mason nie sądził, by to spotkanie było udane, a tak piękny kwiat mógł choć w niewielkim stopniu wynagrodzić dziewczynie to, że musiała się tutaj zjawić.
I może od razu skreślanie całego wieczora nie było właściwe, ale bardzo w jego stylu, więc nie było co się dziwić.
Podać coś? — zapytał kelner, który niespodziewanie znalazł się przy chłopaku, ale jemu nie w głowie było przejmowanie się jego obecnością. Był on dla niego w tym momencie niczym irytująca mucha.
Czekam na kogoś — mruknął tylko. Nie było to oczywiście oschłe i nie miało być niemiłe. Mason po prostu myślami był w innym miejscu.
O dziewczynie, z którą miał się spotkać tak naprawdę wiedział niewiele. Musiał wysłuchać pogadanki o jej urodzie, dobrym wychowaniu i zamożności, ale nie dawało mu to żadnego obrazu jej osoby. Doskonale wiedział, że matka lubiła koloryzować i przesadzać. W dodatku naprawdę nie był zainteresowany wyglądem ani zamożnością Elisabeth (im dłużej o tym myślał, tym mniej był pewien, czy zapamiętał jej imię). Jeśli już miał tutaj spędzić ten wieczór, to liczył chociaż na trochę rozrywki, choć przecież jednocześnie był niemalże pewien, że jej nie dostanie.
Ugh.
Był zdenerwowany.
Nie dało się tego łatwo ukryć.
Nie pocił się, nie bawił nerwowo włosami, ale cicho wystukiwanej melodii palcami nie dało się oszukać. Bał się tego, co miało nadejść. Nie chciał się ośmieszyć. Nieważne ile razy powtarzał sobie, że nie jest zainteresowany opinią innych na swój temat – wciąż się tym przejmował.
Minuty mijały, a wraz z nimi zmniejszał się czas do umówionego spotkania. Dlatego chłopak poprawił się na krześle, odgarnął dłonią włosy do tyłu i położył rękę na róży, by być gotowym na nadejście dziewczyny.
Byle nie wyjść na ofiarę losu już na początku, a później pójdzie z górki.
Powrót do góry
 
Go down
Elisabeth A. Cartier

avatar
603
#
Szarak
603


   
Pią Gru 22, 2017 2:11 pm
       
Kiedy usłyszała o tym poronionym pomyśle matki, myślała, że spakuje swoje torby i wyprowadzi się na Antarktydę i założy tam hodowlę pingwinów. Nikt w końcu nie szukałby w takim miejscu Cartierówny. Dobitnie oznajmiła, że nie zamierza się z nikim spotkać, a skoro matka zaaranżowała spotkanie, to mogła iść na nie sama. Albo mogła zaprosić panią Scarecrow, tak aby nie przepadła rezerwacja w restauracji. Nie miała zielonego pojęcia, kim był syn pani Scarecrow, wiedziała tylko, że chodził do Riverdale do jednej z niższych klas. Nic więc dziwnego, że nazwisko kojarzyła tylko na zasadzie "znajoma rodziców". Miała problem ze spamiętaniem twarzy i nazwisk w swojej własnej klasie, a co dopiero w młodszych rocznikach.
Kiedy nadszedł dzień spotkania, dostała wiadomość przypominającą od matki z informacją, iż jednak ma nadzieję, że tam pójdzie i chociaż spróbuje mile spędzić czas.
Miała wielką ochotę zignorować to. Zamknąć telefon i udawać, że nigdy nie widziała podobnej treści. A jednak miała wrażenie, że tych kilka słów wypala w jej głowie wielką dziurę. Z głośnym westchnięciem zrezygnowania, odłożyła telefon na biurko. Podeszła do szafy, wybierając kremową sukienkę przed kolano z długimi rękawami. Miała niewielki dekolt odsłaniający obojczyki, ale całość pozostawała w granicach dobrego smaku. Założyła ją na siebie, wygładzając materiał na brzuchu, poprawiając ciemniejszy pasek, odcinający jej talię. Włosy upięła w koka, a żeby nadać fryzurze mniej oficjalnego charakteru, wyjęła kilka kosmyków wokół twarzy i delikatnie potargała całość. Z domu mogła wyjść bez makijażu, ale nie bez biżuterii. Wpięła w uszy maleńkie kolczyki perełki z diamentami. Do kompletu założyła łańcuszek z taką samą zawieszką, co kolczyki. Były delikatne, ale eleganckie, co w mniemaniu dziewczyny zawsze było dobrym wyborem. Na nadgarstek założyła zegarek z dużą tarczą i szeroką bransoletkę, która ciasno przylegała do nadgarstka. Założyła jeszcze do tego buty na niewielkim obcasie, stawiając w tym wypadku na wygodę. Buty i torebka były jedyny akcentami kolorystycznymi w jej stroju, a odznaczały się miętowym kolorem zamszu.
Schowała kilka najpotrzebniejszych rzeczy, takich jak portfel, telefon i inhalator na wszelki wypadek. Zeszła na piętro, gdzie przy pomocy kamerdynera założyła długi do kolan płaszcz. Pod rezydencją czekał już samochód. Wiedziała, że to sprawa matki, która od samego początku domyślała się, że jej córka zdezerteruje.
Zawieziono ją do restauracji w centrum miasta. Stojąc przed drzwiami, miała ochotę zawrócić. W końcu jeszcze mogłaby to zrobić, nawet pomimo faktu, że kierowca zdążył odjechać. Nie była jednak tchórzem, więc weszła do środka. Zabrano jej płaszcz, a kiedy powiedziała nazwisko osoby, na którą była rezerwacja wskazano jej stolik. Spojrzała na zegarek, upewniając się, że jest wcześniej o pięć minut. Nie lubiła się spóźniać. Stukając lekko obcasami, podeszła do wskazanego miejsca.
- Witam - odezwała się sztywno, zatrzymując przed stolikiem. Roztaczała wokół siebie chłodną aurę, szczególnie gdy wzrokiem lustrowała znajdującego się przed nią Masona. Za całe zamieszanie mogła winić ich matki, ale biorąc pod uwagę, że ich tutaj nie było, a chłopak już tak, to różnie to spotkanie skończyć się mogło.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Chambar Restaurant
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Balthazar restaurant
» Panna Garden Restaurant

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: