IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Czeluście piekielne

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Candy Vonneguth

avatar
#Gwiazda Showbiznesu
Gitarzystka Bad Warriors
790


   
Sro Sie 31, 2016 3:12 pm
       
Opiszę to kiedyś, naprawdę.
Wiedzcie, że nieporządek jest tu nieodłącznym elementem każdego pomieszczenia, których jest bardzo mało i tak.
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
#Indywidualista
888


   
Sob Wrz 03, 2016 12:22 am
       
To miała być zwykła, sobotnia noc. Kilka rzeczy do załatwienia, trochę kasy do zebrania, a potem planował jeszcze odwiedzić Candy, bo ostatnio poświęcał jej jakoś mniej czasu. I okazało się, że faktycznie ją odwiedzi, ale w zupełnie innych okolicznościach niż się spodziewał.
Kiedy wchodzisz do zaułku, gdzie mieliście umówione spotkanie i zastajesz czterech gości w kapturach, z zasłoniętymi twarzami i bronią w rękach, to wiesz, że jesteś w głębokiej dupie. Pavel nawet nie pomyślał o tym, żeby ruszyć do walki, tylko wykonał w tył zwrot i zaczął spierdalać. Niestety byli na to przygotowani i szybko go dorwali. Okazało się, że podpadł jakiemuś tam pomniejszemu typkowi swoimi uwagami. A że gość miał najwyraźniej spore problemy z samym sobą, postanowił dać nauczę Smugglerowi. Kij bejsbolowy, kastet i dwie pałki całkiem sprawnie sobie z tym poradziły. Na szczęście mieli go tylko obić, więc nie męczyli go strasznie długo. Mimo to po kilku minutach siedział oparty o ścianę, nie poruszając się i tylko głośno wdychając powietrze.
Potrzebował dłużej chwili, aby dokonać karkołomnego manewru i się podnieść. Oparł się z westchnieniem o ścianę. Czuł krew płynącą mu z łuku brwiowego, nosa oraz rozbitej wargi. Przejechał językiem po zębach. Na szczęście ostały się wszystkie. Gorzej jednak było w lewym okiem, które zaczynało puchnąć. W najgorszym stanie zaś były żebra.
Normalny człowiek pewnie sięgnąłby po komórkę i zadzwonił po karetkę. Smuggler jednak nie był normalnym człowiekiem i nie uśmiechały mu się upierdliwe pytania, jak na przykład co robił w ogóle w takim miejscu o tej porze. Poza tym goście rozwalili mu telefon. Przynajmniej takie odniósł wrażenie. Zamiast tego więc, ruszył instynktownie w kierunku mieszkania Candy. Było niedaleko, a obawiał się, że do swojego mógłby nie dojść.
Ledwo szedł, kulejąc na prawą nogę. Starał się unikać oświetlonych miejsc, bo nie potrzebował świadków. To jeszcze bardziej wydłużyło jego drogę. W końcu jednak dotarł do odpowiedniej klatki. Oparł się o ścianę i wziął kilka głębokich wdechów. A potem nacisnął przycisk obok odpowiedniego numeru. Kiedy po kilku chwilach nie otrzymał odpowiedzi, ponowił czynność kilkukrotnie.
- Kurwa mać Candy, otwieraj te pierdolone drzwi - warknął i po chwili się zginął, trzymając za brzuch. Ledwo powstrzymał wymioty. Po chwili się wyprostował. - Jak znajdę jakiegoś fagasa w twoim łóżku, to przysięgam, że go zapierdolę - mruczał, bowiem wściekłość pozwalała mu zapanować nad bólem. Jakoś nie przyszło mu do głowy, że dziewczyna mogła po prostu spać, tak jak każdy normalny człowiek o tej porze.
- Otwieraj kurwa te drzwi! - Warknął i szarpnął mocno za klamkę. Nic jednak tym nie osiągnął, poza kolejną porcją bólu, która rozlała się po jego ciele. Osunął się na ziemię z głośnym jęknięciem. Basta kurwa. Nie miał siły. Oparł głowę o ścianę i oddychał ciężko. Splunął, obserwując jak jego krew ląduje na ziemi.
Nie miał siły. Nawet jakby mu otworzyła, to zwyczajnie nie da rady się podnieść i wejść do środka. Pozostanie mu tylko siedzieć tutaj i czekać aż ktoś kto znajdzie i zadzwoni po pomoc. Trzeba będzie wymyślić jakąś dobrą wymówkę. Jasna cholera.
Powrót do góry
 
Go down
Candy Vonneguth

avatar
#Gwiazda Showbiznesu
Gitarzystka Bad Warriors
790


   
Sob Wrz 03, 2016 1:32 am
       
Przez to, że żadne obowiązki praktycznie nie obowiązywały Candy, można było spodziewać się, że tryb funkcjonowania trochę jej się zburzy. Zarywała nocki, spała do późna i jedynie pilnowała by wszystkie rachunki były opłacone, a lodówka pełna. Dlatego też nawet teraz zamiast słodko śnić, męczyła sąsiadów na piętrze głośną muzyką, którą ściszyła dopiero po północy. Niewiele, ale jednak. Za bardzo uwielbiała ciężkie brzmienia by sobie ich odmawiać nawet o tej porze. I nie, nie mogła skorzystać ze słuchawek. To nie to samo, poza tym nie była jedyną, która nie potrafiła uszanować ciszy nocnej. Taka dzielnica, co zrobić?
Nie spodziewała się żadnych odwiedzin tego dnia. Z nikim się nie umawiała, nic nie dzwonił ani nie pisał, że może się przypadkiem zjawić. A więc nie widziała sensu w ogarnianiu mieszkania, nawet z wierzchu. Była na to zbyt wygodna, bo skoro sama mogła połapać się w tym chaosie, to nie widziała sensu by to zmieniać.
Wyszła z kuchni z dużą paczką żelek, kierując się do sypialni, chcąc włączyć następny utwór. Słodycze rzuciła niedbale obok laptopa na łóżku, zapalając przy okazji lampkę, która znajdowała się na małej szafce tuż obok, coby rozjaśnić trochę pomieszczenie. Sięgnęła po paczkę papierosów, wsuwając jednego z nich do ust, jednak nie zapalając do w pokoju. Ruszyła swój tyłek aż na niewielki balkon, z którego miała widok na to, co dzieje się przed całą kamienicą. Nie spodziewała się zobaczyć niczego ciekawego. Było późno i jedynie kto mógł się kręcić, to jakieś podejrzane osobniki albo pijana młodzież. Nic nadzwyczajnego. Odpaliła szluga już na progu, przywitana chłodnym, nocnym podmuchem wiatru, wchodząc boso na kratę. Niezbyt przyjemne dla stóp, ale nie miała w planach stać tu nie wiadomo ile.
Oczywiście, że nie słyszała dzwonienia do drzwi. Nie było takiej opcji. Co prawda nie była głucha, jednakże muzyka skutecznie przygłuszała wszystko inne. Dlatego też dopiero po podejściu do poręczy i spuszczeniu wzroku na dół, zauważyła męską sylwetkę pod klatką. Od razu go rozpoznała i mimo pory nie zajęło jej długo zauważenie w jakim stanie jest Rosjanin.
- Ja pierdolę, Pavel. - warknęła pod nosem, wywalając ledwo zaczętego papierosa przez balkon. Nie było na to teraz czasu. Wróciła do środka i szybko włożyła na nogi jakiekolwiek buty, by następnie wyjść i zbiec po schodach. Widziała w jakim jest stanie. Ledwo co stał na nogach, więc wątpiła aby otwarcie drzwi wystarczało. Może nie była idealną pomocą dla kogoś jego postury, ale lepsze to niż nic. Wyszła z impetem z klatki, otwierając drzwi na oścież.
- Wstawaj, pomogę Ci. - rzuciła ostro, ale żeby to się udało, to blondyn musiał wykazać się choć odrobiną współpracy. Rozumiała, że może być ciężko, ale musiał. No niestety.
Chwyciła go pod rękę, podciągając do góry i służąc za podparcie aż do samego mieszkania. Nie było ono jakoś w chuj wysoko, więc pokonali zaledwie kilkanaście stopni. Gdy w końcu weszli, nie leciała żadna muzyka. Może nawet to i dobrze. Dziewczyna zaprowadziła Travitzę do salonu na kanapę, tam go zostawiając i idąc po apteczkę do łazienki. Pewnie, że ją miała. I przydała się niejednokrotnie.
Szybko do niego wróciła, uprzednio przekręcając patent w drzwiach. Nawet nie chciała teraz pytać dlaczego, kto i po co. Domyślała się i tyle jej wystarczało by się ostro wkurwić.
- Masz coś złamane? - spytała, ponieważ była w stanie go tylko opatrzyć, a nie poskładać do kupy. Musiała wiedzieć czy nie dzwonić przypadkiem po pogotowie. W międzyczasie wyciągnęła potrzebne rzeczy z pudełka i chwyciła go za szczękę, odchylając jego głowę aby móc następnie wziąć się za oczyszczanie ran. W razie potrzeby mogła go też pozszywać, ale to wszystko nie wyglądało to aż tak źle. Skupiła się na zatamowaniu krwawienia i założeniu opatrunku.
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
#Indywidualista
888


   
Sob Wrz 03, 2016 1:58 am
       
Już pogodził się z tym, że dziewczyna mu nie otworzy. Pewnie jest zajęta gadaniem z jakimś Bobem czy innym Bryanem. Albo całowaniem go. Albo... Chryste, ale jego wkurwiały te myśli. Zacisnął pięści w bezsilnej złości. Szybko jednak zrezygnował. Może i gniew pozwalał na jakiś czas zapomnieć o bólu, ale napinanie obolałych mięśni szybko o nim przypominało. Skupił się więc na oddychaniu, bo to wydawało się całkiem racjonalnym rozwiązaniem. Co on powie w szpitalu? Spacerował, napadli go... coś tam się im wkręci. Chyba aż tak dociekliwi nie są. Gorzej z policją. Jasna cholera.
W pewnym momencie kątem oka dostrzegł mały ruch obok. Przekręcił głowę i oto ujrzał ledwo ruszonego papierosa, który upadł tuż obok niego. Czy Bóg jednak istnieje?
Chwycił papierosa i wsadził go do ust. Chuj wie, kto go wcześniej palił. Może jakiś murzyn z HIV-em. Ale nie miał siły teraz o tym myśleć. Zaciągnął się błogosławionym dymem. I wtedy drzwi otworzyły się, a klatkę opuściła świetlista istota. Czy to anioł?
Nie, to Candy. Cóż, w zasadzie niewiele gorzej. A może nawet lepiej? Ładniejsza i kazań nie będzie mu prawić. Chyba. A jaka stanowcza. Smuggler podniósł na nią wzrok.
- Cześć ślicznotko - powitał ją jak to miał w zwyczaju i chciał się uśmiechnąć wrednie, jednak wyszedł mu tylko nieprzyjemny grymas.
Chętnie skorzystał z jej pomocy, ale musiał uważać, żeby nie przewrócić się razem z nią. Kiedy więc tylko miał taką okazję, ciężar ciała opierał na ścianie lub poręczy. Jeszcze tylko brakowało, żeby ją połamać.
Przez całą drogę z jego ust wydobywała się wiązanka rosyjskich przekleństw, co jakiś czas przerywana ponurym jęknięciem. Nie ma szans, żeby sąsiedzi nie usłyszeli. Jeden nawet uchylił drzwi, ale szybko je zamknął, widząc wściekły wzrok Rosjanina. Niech tylko zadzwoni po gliny.
Kiedy dotarli do mieszkania, z ulgą ulokował się na kanapie. Bólu nie zmniejszała, ale była przyjemniejsza od ziemi.
Gdy dziewczyna wyszła, pewna myśl przeszła mu przez głowę.
- Tylko nie dzwoń po kartkę! Słyszysz? Jeszcze tego by mi kurwa brakowało - ostatnie zdanie mruczał już pod nosem, zasłaniając oczy dłonią.
Nie dała mu jednak zbyt długo nacieszyć się cierpieniem. Po chwili powiększyła je, w sensie cierpienie, jakimiś rzeczami.
- Co? Nie. Nie wiem. Żebra mnie napierdalają, że chyba się zaraz porzygam - wyznał, chociaż wątpił, aby były połamane. Wtedy chyba miałby problemy z oddychaniem czy coś.
Krzywił się i syczał, gdy jego rany traktowane były środkiem oczyszczającym. Dopiero po dłuższej chwili zorientował się, że ledwo może otworzyć prawe oko, tak było spuchnięte. Zirytowało go to. Zignorował to jednak i spojrzał na Candy.
- Co ja bym bez ciebie zrobił, ślicznotko? - Zagadnął i znów spróbował się uśmiechnąć, znów z marnym skutkiem. Zamiast tego wyciągnął rękę, aby palcami przejechać po jej policzku. Taki gest wdzięczności czy coś.
Powrót do góry
 
Go down
Candy Vonneguth

avatar
#Gwiazda Showbiznesu
Gitarzystka Bad Warriors
790


   
Sob Wrz 03, 2016 2:44 am
       
Pokręciła tylko głową, zrezygnowana widokiem Pavla z bliska i tą marną próbą udawania, że nic się nie stało. Co ona z nim miała, to było czasem nie do pomyślenia. Chwilami nawet słów jej brakowało by jakoś to skomentować. Chociażby teraz. Wolała skupić się najpierw na tym by mu pomóc i doprowadzić do w miarę względnego porządku. Dzisiaj na pewno nie pozwoli opuścić blondynowi tego mieszkania, no chyba że z zamiarem odesłania do szpitala. Innej opcji nie zamierzała akceptować, choćby ten protestował.
- Nawet mnie nie denerwuj. - odpowiedziała mu w ramach przywitania, zanim jeszcze podjęła się doprowadzenia go na górę. Nie zdziwiła się zupełnie wścibskością sąsiadów. Nic nadzwyczajnego. Nie dość, że zakłóca ciszę nocną, to jeszcze sprowadza poobijanych Ruskich. Lokatorka idealna można rzec. Ta.
W momencie gdy poszła po apteczkę i usłyszała Pavla, trochę się skrzywiła. Niby z jakiej racji miała rezygnować z takiej pomocy, jeśli uchroni go to od stałego uszczerbku na zdrowiu?
- Na razie nie dzwonię, ale jeżeli jesteś połamany to to zrobię i gówno mnie będzie obchodziło jakie jest Twoje zdanie. Zrozumiano? - ostrzegła go, kiedy już wróciła do salonu. Czasem nie było innej opcji, jak po prostu postawić przed nim konkretnych warunków i nie przyjmować żadnych zażaleń. Uparci już tak mieli.
- To się z tym wstrzymaj, aż nie przyniosę jakiejś miski. Tabletki też zaraz dostaniesz. - powiedziała, nie mając zamiaru sprzątać wymiocin. Jeszcze tego jej tu tylko brakowało. W trakcie ogarniania każdej rany na twarzy Pavla, ignorowała jego niezadowolenie, ponieważ i tak czy siak musiał to jakoś przeżyć, zanim po prostu Candy nie skończy. I tak próbowała być w miarę delikatna, ale na dodatkowy ból nic nie mogła poradzić.
- Aktualnie zdychałbyś na ulicy. - mruknęła, łapiąc na dłuższą chwilę kontakt wzrokowy. Mimo wszystko na jej ustach nie pojawił się żaden uśmiech, nawet czuły dotyk jej ku temu nie skusił. Wręcz przeciwnie. Zabrała jego rękę i wyprostowała się, idąc do kuchni. Nie było jej zaledwie chwilę, a wróciła z lekami, szklanką zimnej wody i małym workiem z lodem. - Masz, weź to i popij, a to przyłóż do oka. I połóż się. - podała mu wszystko po kolei, po czym poczekała aż chłopak się jej posłucha i wykona każde polecenie. Po odstawieniu szklanki na stolik, złapała za dolną krawędź jego koszulki, którą wysoko podciągnęła. Dłońmi zaczęła sprawdzać jego żebra czy są tylko poobijane, czy jednak coś mu złamano. Wiedziała, że może to sprawić mu większy ból, ale trudno. Musiała.
- A teraz powiesz mi, jak do tego doszło. - oznajmiła, kiedy już zabrała ręce i poprawiła materiał. - Tylko bez żadnych ściem, bo Ci poprawię. - zagroziła, będąc do tego zdolna. Usiadła na stoliku, tuż obok apteczki i reszty tego całego bałaganu, krzyżując ręce na piersi i patrząc na niego z widocznym wyczekiwaniem. Starała się być w miarę spokojna, choć było to trochę trudne. Nie mogła nic poradzić na to, że się martwiła o tego idiotę.
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
#Indywidualista
888


   
Sob Wrz 03, 2016 3:17 am
       
Cóż, nie mógł być zaskoczony tym, w jakim stanie była teraz Candy. Czym innym mogła zareagować, jeśli nie wściekłością? Miał nadzieję, że oszczędzi jej podobnych scen, jak się jednak okazało, życie nie zawsze jest takie proste, jakbyśmy sobie tego życzyli. Z drugiej strony powinna się tego spodziewać. Przecież wiedziała czym się zajmował i jak do tej pory nie protestowała. No dobra, może parę razy coś pomarudziła, ale on też zwracał jej uwagę, że rzucanie szkoły i kariera gwiazdy muzycznej to niekoniecznie najrozważniejsze rozwiązanie. I czy go posłuchała? Oczywiście, że nie.
- Jak zadzwonisz, to w najlepszym wypadku będziesz mnie odwiedzać za kratkami, a może i sama tam trafisz za współudział. - Sięgnął niezdanie do kieszeni spodni i po chwili krzywienia się, wyciągnął stamtąd biały proszek w przeźroczystym opakowaniu. A potem kolejne opakowanie, z trzema fioletowymi tabletkami. -Raczej nie chciałabyś, żeby to przy mnie znaleźli.
Oczywiście zdążyłby się tego pozbyć w razie potrzeby, ale chciał po prostu wyperswadować dziewczynie podobne pomysły. Nadal musiałby się tłumaczyć, kręcić i ryzykować. Zresztą, wyglądało na to, że nie jest z nim aż tak źle. Co prawda nie pamiętał kiedy ostatnio musiał znosić tak znaczącą porcję bólu, ale jak to mówią, trzeba się zahartować, prawda?
Spojrzał za nią.Trudno będzie jakoś to naprawić. Znaczy w tej chwili. Na dłuższą metę pewnie w końcu mu wybaczy, ale sam fakt przebywania w jednym pomieszczeniu z wkurzoną Candy sprawiał, że chętnie by go opuścił. Nie raz przekonał się już do czego zdolna jest ta niepozorna osóbka, a on teraz nie miał na to najmniejszej ochoty. W sumie na nic nie miał najmniejszej ochoty. Poza snem. Ale na to przyjdzie mu jeszcze trochę poczekać.
Wziął posłusznie leki, które popił, chociaż przełykanie sprawiało mu mały problem. Potem splunął krwią do szklanki i odłożył ją na stolik. Z dużą ulgą przyjął lód, który przyłożył do oka. Kiedy chłód rozszedł się po obolałym miejscu, Rosjanin mimowolnie westchnął z ulgą i lekko się rozluźnił.
Zaraz jednak ponownie się spiął, a nawet wrzasnął, kiedy Candy zaczęła go uciskać. Tak się przyzwyczaił do tego, że dziewczyna podsuwa mu koszulkę, iż nawet nie zwrócił do na uwagi, dodatkowo rozproszony przez ulgę jaką odczuwał. Dopiero kiedy atakowała siniaki i rany, zerwał się i wrzasnął. Może i żebra nie były połamane, ale wciąż były w bardzo kiepskim stanie.
- Kurwa mać, pojebało cię?! - Złapał ją za nadgarstki i odsunął od swojego ciała, a potem naciągnął podkoszulkę. - Znalazła się kurwa pani doktor - warknął jeszcze, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, jak nie na miejscu był ten komentarz.
Jednak co się powiedziało, to się już nie odpowie. Travitza znów przyłożył lód do oka i westchnął. Kolejne natrętne pytanie. Co to za różnica? I tak przecież nic to nie zmieni.
- Niezadowolony klient - mówił niechętnie, wręcz wypluwał słowa. - Nie z usług tylko... no, możliwe, że nacisnąłem mu na odcisk. Wiesz, jakie są te bogate gnojki. Boli go dupa, że jest tylko popychadłem i musiał się na kimś wyżyć. A ja kurwa nie lubię, jak jakieś skurwione chuje się na mnie wyżywają. I chyba go uraziłem - było to lekkie niedomówienie, Travitza bowiem wytknął gnojkowi marną posturę, przeciętną urodę i trudność w nawiązywaniu kontaktów z płcią przeciwną. Mógł też coś wspomnieć o miernej długości penisa. Generalnie bogaci goście nie lubili takich wytyków. Powinien się domyślić, że ta sprawa nie rozejdzie się po kościach. Ale oczywiście pogoń za... no właśnie, czym? Zyskiem? Przygodą? Prestiżem? Sam nie wiedział kurwa za czym, ale zawsze sprowadzała na niego kłopoty.
Był zły na samego siebie, ale tego nie mógł okazać, więc postanowił się wyżyć na reszcie świata. To zawsze dobry pomysł. Tylko, że nie.
Powrót do góry
 
Go down
Candy Vonneguth

avatar
#Gwiazda Showbiznesu
Gitarzystka Bad Warriors
790


   
Sob Wrz 03, 2016 4:04 am
       
Miała wrażenie, że Travitza nie doceniał jej pod niektórymi względami. Jeśli sądził, że tak łatwo dałaby mu wpakować się do paki, to chyba śnił. Mimo, że cały ten interes ją okropnie denerwował i przyprawiał o dodatkowe zmartwienia, to nie chciała żeby zwykły pech odebrał jej kumpla. No bo co innego? Raczej wątpiła, by był to efekt głupoty czy lekkomyślności, choć ludzie robili różne rzeczy pod wpływem chwili i potem tego żałowali.
- Co Ty pierdolisz mi w ogóle za bzdury? - rzuciła, zaraz spoglądając na towar wyciągnięty z kieszeni spodni. Jakoś nie była tym wzruszona, ale też nie przyjmowała tego z czystym spokojem. - No i nie znaleźliby. Z tego co wiem, to przyjeżdżają ratować ludzi, a nie zakuwać ich w kajdanki. - powiedziała, marszcząc przy tym czoło. Najwidoczniej Pavel nie był do końca świadomy tego, ile Candy byłaby w stanie zrobić, żeby uratować mu dupę. Chociaż, może nawet to i lepiej. To już wchodziło na zbyt emocjonalną strefę, której przecież miało być jak najmniej w ich relacji.
Oczywiście, że była wkurzona. Jak nigdy. Ostatnie resztki rozsądku trzymały jej nerwy w ryzach. Dzięki temu jeszcze nie wybuchła i nie przyprawiła go o dodatkowy ból głowy. A była przecież człowiekiem impulsywnym i w każdym momencie mogło to nastąpić.
Chciała dla niego dobrze, ale żeby mieć pewność co do niektórych aspektów, musiała przedsięwziąć pewne środki. Wiedziała, że uciskanie żeber nie będzie zbyt przyjemnym doświadczeniem, ale takiego wybuchu się nie spodziewała. W ciągu kilku sekund przez jej twarz przebiegła masa emocji, od zaskoczenia po ostre wkurwienie, które objawiło się w końcu tym, że obdarowała policzek chłopaka wszystkim dobrze znanym plaskaczem. Nie był to mocny cios, ale wyraźnie karcący.
- Trzeba było tu, kurwa, nie przychodzić. - syknęła z wyraźnym urażeniem w głosie. Nie pierwszy raz była w takiej sytuacji i denerwowało ją to, że ten nie dawał sobie w pełni pomóc, mimo że dobrze o tym wiedział. Jakimś zaufaniem w końcu musieli do siebie pałać. Chociaż minimalnym.
- Powinieneś już dawno z tym skończyć. Masz tylko same problemy przez to gówno. Jeszcze rozumiem jakbyś miał kiepską sytuację finansową w domu albo chuj wie co innego. Teraz trafiłeś tylko na jakiegoś rozpuszczonego bachora. A co jak narobisz sobie problemów u kogoś gorszego? Wtedy na pewno nie skończy się na samym pobiciu. Jesteś zbyt bezczelny, żeby wiedzieć kiedy odpuścić. - starała się brzmieć w miarę spokojnie, chociaż przez zachowanie ich obu sprzed chwili ciężko było to uzyskać. Kurczowo wbijała palce we własne przedramiona, próbując w ten sposób wyładować napięcie. Bo przecież nie zacznie się na niego wydzierać. Póki jej nie sprowokuje, oczywiście. Znała go wystarczająco długo, by wiedzieć do czego może być zdolny i niestety często działało to dla niego niekorzystnie.
Dla nich obu ta rozmowa była niczym stąpanie po cienkim lodzie. Może już wcześniej ze sobą się sprzeczali, może wcześniej uciekali do agresji, ale wystarczyło, że obsadzi się to w trochę innej sytuacji i od razu zmieniał się skutek.
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
#Indywidualista
888


   
Sob Wrz 03, 2016 11:45 am
       
Rosjanin westchnął, jak za każdym razem, kiedy musiał jej coś tłumaczyć. Zawsze, zawsze musiała najpierw zaprzeczyć i stwierdzić, że nie, to wcale nie wygląda tak, to wygląda inaczej. Wiedział kurwa jak wyglądają tego typu sprawy i jak się je rozwiązuje.
- Nie pierdolę bzdur, tylko kurwa wiem jak to wygląda. Myślisz, że po poskładaniu mnie nie zainteresowaliby się tym, co robiłem o takiej później porze w mieście? Że nie zgłosiliby pobicia na policję? Że nie musiałbym składać zeznań? Że ten bogaty gnojek by mnie nie wsypał, gdyby tylko bagiety zastukały do jego drzwi? - Wszystko to mówił z irytacją, bo ostatnie czego teraz potrzebował, to wykładać dziewczynie podstawowe zasady tego, czym się zajmuje. Chociaż to było oczywiste, wystarczył obejrzeć jakiś film kryminalny aby posiadać taką wiedzę. - Wiem co robię i wiem, że nie potrzebuję szpitala - powiedział, chociaż chciałby mieć taką pewność siebie, jaką prezentował głosem.
Męczyła go ta sytuacja. Męczyła go, bo już widział w którą stronę to zmierza. Chyba oboje to widzieli. Tyle, że zanosiło się już od paru ładnych tygodni na porządną kłótnię i chyba zwyczajnie nie dało się jej uniknąć. Pytanie tylko jakie będą tego konsekwencje. Bo Smuggler nie dość, że był wkurzony, to jeszcze do tego ranny, co przyćmiewało jego zdolność do rozsądnego myślenia i w takim stanie mógł palnąć naprawdę sporo głupot. Zresztą, już to przecież zrobił.
Kiedy oberwał w twarz, spojrzał na nią z furią, zaciskając mocno szczęki oraz pięści. Chciał coś powiedzieć albo najlepiej jej oddać, na szczęście jakiś głos rozsądku nawoływał, że w sumie w pełni sobie na to zasłużył swoimi zbędnymi komentarzami. Rozluźnił się więc i wypuścił głośno powietrze, co kosztowało go kolejną porcję bólu. To był naprawdę kiepski moment na takie rzeczy.
- Nie rób tego więcej - burknął tylko i to nie miała być prośba, a raczej ostrzeżenie. Z jakiegoś powodu niezwykle irytowały go podobne zagrywki i trudno byłoby mu się opanować, gdyby ponownie musiał znieść takie... poniżenie.
- Wiem co robię - znowu burczenie pod nosem. Nie chciał prowadzić tej rozmowy, nie miał na nią ochoty. I chyba nigdy nie będzie miał. - To był pojedynczy wypadek. Po prostu powiedziałem kilka słów za dużo i tyle. Po prostu nie spodziewałem się, że może mieć takich kumpli. Wiem kiedy sobie odpuścić - sam nie do końca wierzył w swoje słowa, ale nie miał zamiaru odpuścić. Nie rzuci tego tylko dlatego, ze raz dostał wpierdol. Ot, zdarzało się nawet najlepszym. Ale to wcale nie oznaczało, że trzeba nagle podkulać ogon i się wycofywać. Przecież zachowałby się jak zwykły tchórz. - Nie planuję w tej chwili interesów z gorszymi od niego. Jeszcze nie mój zasięg. Więc spokojnie, naboi jeszcze nie będziesz musiała wyciągać - miało zabrzmieć zabawnie, w wyszło jak zwykle.
Travitza z głośnym westchnięciem przekręcił się na bok i oparł głowę na własnej ręce. Szybko jednak zrezygnował z tego pomysłu, bowiem ramię miał posiniaczone jak jasna cholera. No i ciężko się tak lód trzymało. Powrócił więc do leżenia na plecach.
- Nie mówmy o tym Candy. Nie wiem... Napijmy się herbaty czy coś. Jestem zmęczony - miał cichą nadzieję, że jakoś tym zniechęci dziewczynę do dalszego drążenia tematu. I dziwne przeczucie, że nie ma na to większych szans.
Powrót do góry
 
Go down
Candy Vonneguth

avatar
#Gwiazda Showbiznesu
Gitarzystka Bad Warriors
790


   
Nie Wrz 04, 2016 12:40 am
       
Miała wrażenie, że z każdym tygodniem poziom ich dogadania się drastycznie spada. Oboje byli wyjątkowo uparci, mieli swoje racje i za grosz nie chcieli przyjąć do świadomości czegoś zupełnie abstrakcyjnego dla ich umysłu. Ewentualnie przyjmowali równie szybko, co odkładali w niepamięć. Trochę to utrudniało całą relację, już nie mówiąc o tej konkretnej rozmowie.
Dlatego też na razie postanowiła nie ciągnąć dalej tego tematu, wzdychając głośno z wyraźnym zrezygnowaniem.
Oczywiście, zawsze wszystko wiesz najlepiej.
Często zachowywali się jak stare małżeństwo i jedyne co ich przy sobie wciąż trzymało to przyzwyczajenie. Byli zbyt wygodni na jakieś większe zmiany, więc pomimo zatruwania się wzajemnie, i tak dawali radę wytrzymać w swoim towarzystwie aż nazbyt długo.
Widząc tą wściekłość w oczach Rosjanina przez sekundę miała wrażenie, że sama oberwie. Nikły cień strachu przebiegł jej po plecach, ale równie szybko się ulotnił. Pavel nie mógłby tego zrobić. Może i byli popieprzeni, ale bez przesady. Jakiś głos rozsądku gdzieś tam tkwił w ich głowach.
Naciągnęła długie rękawy bluzy aż po same palce, siedząc wyjątkowo niespokojnie na drewnianym meblu. Nie zamierzała go przepraszać. Nie miała za co. Uważała, że mu się należy i sądziła, że on to również doskonale wie.
- Gówno wiesz. - wtrąciła wreszcie z chłodem i stanowczością, które były dla Candy wręcz obce. Coraz bardziej wkurwiały ją te wszystkie mądrości blondyna. Uważał się za nie wiadomo kogo, a własne zdanie traktował jako niepodważalne. Może Vonneguth nie była odpowiednią osobą do prowadzenia takich rozmów, jednakże takowej z nim nie uniknie i jednocześnie nie dopuści by zadarty nos przysłonił mu resztę świata. A raczej masę pułapek, jakie nastawił.
- Za każdym razem będziesz tak mówił? Że to pojedynczy wypadek? Że wszystko doskonale wiesz? Że masz wszystko pod kontrolą? Kogo Ty próbujesz oszukać? Siebie? Mnie? Czy resztę tego zasranego świata? - wyrzuciła z siebie, nawet na chwilę nie uciekając wzrokiem od jego twarzy. Była zbyt zdenerwowana by w jakikolwiek sposób sobie odpuszczać. Nawet poprzez gesty.
- Nie, Pavel. Musimy o tym mówić. I to teraz. - odpowiedziała od razu, łapiąc krótki wdech na dalszą część. - Wiesz co mnie tak naprawdę wkurza? To, że do Ciebie nie dociera, że ja się po prostu martwię. Za każdym, pieprzonym, razem. A Ty masz to głęboko w dupie, bo obchodzi Cię tylko interes. Ja już tak nie mogę. Zwyczajnie nie mam siły. - wyrzuciła w końcu to, co zalegało jej na sercu, choć domyślała się, że może to doprowadzić do niezbyt ciekawych zmian. Ale musiała. Ktoś musiał wreszcie coś z tym zrobić, zanim siebie pozabijają.
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
#Indywidualista
888


   
Nie Wrz 04, 2016 1:34 am
       
To zabawne, kiedy ktoś zarzuca ci, że traktujesz swoje zdanie jako nieomylne, a sam robi dokładnie to samo. Zresztą, od tego był mózg, prawda? Żeby myśleć samodzielnie. Gdyby człowiek miał postępować za każdym razem tak, jak dyktuje mu ktoś inny, to stałby się ledwie chorągiewką, która leci w tę stronę, w którą popchnie ją wiatr. Travitza zaś na pewno nie należał do takich osób i jednego był pewien: o swoim życiu będzie decydował sam. Wybrał już dla siebie drogę i chociaż wielu go krytykowało, to on miał zamiar postąpić tak, jak uważał za słuszne. Candy też nie była idealnym przykładem postępowania w opinii innych.
Przyglądał się jej uważnie. Często się kłócili, ale z tej strony jej jeszcze nie znał. Zazwyczaj w końcu odpuszczała. Albo po prostu nie odpowiadała. Wyglądało na to, że w tym wypadku jednak nie ma na to szans. Cóż, chyba już czas najwyższy, żeby zaczęła stawiać na swoim. I chociaż go to strasznie wkurwiało, to jednocześnie był trochę dumny. Lubił myśleć, że to jego wpływ.
Co nie zmieniało faktu, że się z nią nie zgadzał.
- Jasne kurwa, ty zawsze wszystko wiesz lepiej - odpowiedział, nie pozostając jej dłużnym, skoro już chciała się bawić w takie teksty. Uważał się za osobę inteligentną i nie lubił, kiedy inni to kwestionowali. - Za jakim kurwa każdym razem? Ile razy to się niby stało, co? Tak pierdolisz, a sama nie wiesz co. Siedzę w tym od paru lat, wiesz dobrze o tym i jakoś do tej pory nie było problemu. Raz popełniłem błąd i się kurwa nagle okazuję, że jestem jakimś samobójcą.
Cóż, on również nie odwracał wzroku, chociaż coraz bardziej martwiło go to, w jakim kierunku zmierza ta rozmowa. Nie okazywał tego jednak. Przynajmniej chwilowo.
- A myślisz, że ja się kurwa nie martwię? Tym, że lekkomyślnie rzuciłaś szkołę i bawisz się w gwiazdę rocka w jakimś podrzędnym zespole? Jak myślisz, jak długo dasz radę tak żyć, zanim okaże się, że nie masz kasy nawet na pierdolony chleb? I co, jakoś mnie nie słuchasz. Więc nie zgrywaj ofiary, bo sama nie jesteś lepsza.
Mówił podniesionym głosem, a właściwie to krzyczał. Skoro już byli na etapie wyrzucania sobie czegoś, to nie miał zamiaru odstawiać. Zresztą, to najlepsza taktyka, prawda? Odwrócić kota ogonem, żeby nie musieć przyznać, że przeciwna strona ma rację.
Dopiero po chwili, kiedy trochę ochłonął, dotarły do niego ostatnie słowa dziewczyny. "Ja już tak nie mogę. Zwyczajnie nie mam siły." Zimny dreszcz przebiegł po jego plecach. Co to niby miało znaczyć? Oczywiście wiedział co, ale usilnie starał się nie brać tej myśli pod uwagę.
Wziął głęboki wdech.
- Posłuchaj ślicznotko, ostatnio faktycznie mamy... no, trochę więcej się kłócimy. To normalne, ludzie się kłócą. Posłuchaj, mam pomysł. Poczekamy aż mi trochę przejdzie i wybierzemy się do... zoo? Albo do kina. Albo... - Usilnie szukał w głowie jakiegoś miejsca, które mogłoby to naprawić. Wyglądało to trochę jak zaklejanie taśmą statku, który właśnie wpierdolił się w górę lodową.
Odruchowo szukał dłonią jej dłoni, a gdy ją znalazł, lekką ją uścisnął. No dalej, przecież nie może być aż tak źle. Prawda?
Powrót do góry
 
Go down
Candy Vonneguth

avatar
#Gwiazda Showbiznesu
Gitarzystka Bad Warriors
790


   
Pon Wrz 05, 2016 3:41 pm
       
Mówi się, że ludzie, którzy są do siebie podobni, lepiej odnajdują wspólny język i ogólnie nie mają większego problemu z funkcjonowaniem we własnym towarzystwie. Może i na początku faktycznie się to sprawdzało, ale po dłuższym czasie zaczynali się ze sobą sprzeczać. Ich temperamenty automatycznie chciały wywalczyć sobie dominacje, a że byli oboje równie zawzięci, nie dało się uniknąć konfliktu. Nie trudno było zgadnąć, że brakowało tu spokojniejszego akcentu.
Fakt, zazwyczaj to ona odpuszczała, bo po prostu nie widziała sensu w drążeniu tematu. Teraz było inaczej. Teraz nie kłócili się o byle pierdołę. Takie można było przynajmniej odnieść wrażenie po ich tonach, które za łagodne nie były. Dziewczynie zależało na tym aby w końcu wyjaśnić sobie parę rzeczy, a teraz nadarzyła się do tego idealna okazja. Czy raczej wreszcie pojawił się impuls, który wywołał całą lawinę problemu.
- Nie, Pavel. Właśnie nie wiem, ale ja przynajmniej potrafię się do tego przyznać, a nie iść ślepo w zaparte. Już nie raz nie miałeś racji i nawet po fakcie nie potrafiłeś się z tym pogodzić. To przykre. - odpowiedziała trochę spokojniej, ale wciąż z pretensją i wyrzutem. Dorosłość wymagała pewnych zachowań, które prędzej czy później trzeba było nabyć. Zamieszkanie samemu przyczyniło się Candy z korzyścią, skoro dopiero niedawno zrozumiała pewne kwestie i własne błędy. - Ale nikt nie powiedział, że to się nie może znów powtórzyć. Zadzierasz z rozpieszczonymi dzieciakami. Cholera wie, co im przyjdzie do głowy, jeśli coś im się nie spodoba. - zmarszczyła gniewnie brwi na podniesiony głos, automatycznie robiąc to samo. Aż ciężko było stwierdzić, co gorsze: wieczne życie z ręką na pulsie czy ciągłe kłótnie.
Vonneguth faktycznie postąpiła lekkomyślnie, rzucając szkołę i pokładając wszelkie nadzieje w zespole. Nie myślała na początku o tym, co się stanie jeśli jej muzyczna kariera nie wyjdzie i skończy się na dziecinnych wystąpieniach po garażach. Od czegoś trzeba było zacząć, ale to za mało by się z tego utrzymać. Niby wciąż pozostawało wsparcie ojca, ale on również miał dość ryzykownego planu na życie dziewczyny.
- Ale tu nie tylko o to chodzi. Ty nawet nie widzisz jak się zachowujesz, jak mnie traktujesz. Pieprzysz się z kim Ci się tylko podoba, a na mnie nawet nikt nie może spojrzeć. Nie jestem twoją własnością, nigdy nie byłam i nigdy nie będę. Nawet nie jesteśmy parą, więc się ogarnij. - wyrzuciła z siebie równie podburzona co wcześniej, może nawet bardziej, ponieważ dotyczyło to jej uczuć, no. Mimo wszystko je miała, choć jakąkolwiek słabość niechętnie okazywała. Teraz jednak trudno było zachować zimną krew.
Jedną z dłoni przetarła twarz, czując jak oddech zaczyna powoli jej drżeć. Nie mogła teraz się rozpłakać, niemożliwe. Jeszcze nigdy nie pokazała swoich łez Pavlowi, każdy jednak miał swoje granice. On natomiast w niczym nie pomagał. Jego marne próby rozwiązania problemu tylko pogarszały sprawę. Dała złapać się za rękę, nawet odwzajemniając w jakimś stopniu ten gest, biorąc głębszy oddech w płuca, chcąc się uspokoić, zanim całkowicie się złamie.
- Nie, po prostu nie. To tak nie działa. Tego się nie da tak łatwo naprawić. - odparła, będąc teraz bardziej przygnębiona niż wściekła. Uwolniła w końcu swoją dłoń i wstała z miejsca, czując że dłużej nie wysiedzi. Zaczęła chodzić w tę i z powrotem po pokoju, aż w końcu przystanęła na dłużej przy drzwiach balkonu. - Chcę przerwy. - wydusiła w końcu z siebie, wciskając ręce w głęboką kieszeń bluzy. - Nie sypiajmy ze sobą, nie spotykajmy się, nie rozmawiajmy. Przez jakiś czas. Zastanów się nad sobą, pomyśl czego tak naprawdę chcesz, bo ja serio nie mam siły dłużej tak funkcjonować. - dodała niedługo potem, ale pod koniec swojej wypowiedzi głos już jej się załamywał, a po polikach spłynęły pierwsze łzy, które jednak szybko wytarła rękawem. Była przynajmniej pewna, że blondyn tego nie widział, bo stała do niego tyłem.
W jakiś dziwny sposób było to dla niej w chuj bolesne, a jednak nie mogła nawet przed sobą tego przyznać. Nie znała jak dotąd tak silnego cierpienia poza fizycznym i przez to wszystko wydawało się jej zupełnie obce.
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
#Indywidualista
888


   
Pon Wrz 05, 2016 5:49 pm
       
Trudno było powiedzieć czy Smuggler i Candy są do siebie podobni. Z jednej strony niby tak, z drugiej strony nie bardzo. Mieli trochę inne priorytety życiowe i tak naprawdę rozmijali się w kwestiach, które wychodziły poza proste: "jakiej muzyki słuchasz?" I to był chyba największy problem, na którym właśnie teraz się potknęli. Prędzej czy później musiało do tego dojść. Zresztą, chyba i tak długo wytrzymywali, ograniczając się tylko do drobnych zaczepek.
Tak czy inaczej, Pavel i tak nie miał zamiaru łatwo odpuścić. Jak to zazwyczaj czynił. Poza tym teraz sprawa robiła się odrobinę poważniejsza. Tylko szkoda, że jakoś nie mógł zapanować nad nerwami, żeby podejść do sprawy w miarę trzeźwo. To by mogło zdecydowani ułatwić ich komunikację.
Westchnął z irytacją.
- Potrafisz podać przykład? Bo jak na razie to tylko gadasz. Jak popełniam błędy, to je naprawiam, ale nie będę nagle zmieniał swojego podejścia do świata, bo raz czy dwa popełniłem błąd. To że raz mi się nie udało, nie znaczy, że tak będzie cały czas. - Czy on naprawdę musiał to tłumaczyć? Gdyby miał mieć takie podejście do życia, to nigdy by nic nie osiągnął. Westchnął po raz kolejny. - Nie powtórzy się, bo będę ostrożniejszy. Wiem jak traktować te bogate gnojki. Po prostu ten jeden raz się wypuściłem za daleko i tyle. - Gdyby to było faktycznie takie proste.
Tak czy inaczej, trochę irytowało go podejście dziewczyny. A właściwie to brak zaufania, jakim się nagle wykazała. Może i Smuggler nie zawsze postępował tak, jak się powinno, ale wcale nie śpieszyło mu się z wycieczką na temat świat, więc czasem wolał zgiąć kark i udawać bardziej posłusznego niż był, niż ładować się w niepotrzebne ryzyko. Nie zawsze, ale w większości wypadków owszem. Tymczasem ona zachowywała się, jak tego nie wiedziała. W tym fachu potrzebna jest też bezczelność.
- Kurwa mać, Candy. To ty mi robisz wykłady na temat tego jak powinienem się zachowywać. Może zdecyduj się o co ci chodzi, co? Chcesz się bawić w małżeństwo czy jednak nie? Mówiłem ci, jak widzę naszą znajomość i jakoś wtedy nie miałaś z tym wielkich problemów. To może kurwa mów jak ci coś nie pasuje, a nie wyrzygujesz teraz wszystko. - Irytowała go takim podejściem. Jak miał jej odpowiedzieć coś konkretnego, skoro sama nie wiedziała czego chce?
Obserwował jej ruchy i zachowanie. Nie mógł nie zauważyć, że mocno wytrącił ją z równowagi. Cóż, nie było co udawać, że on również był na krawędzi. Oczywiście nie zacznie za chwilę płakać, ale nerwy miał okropnie zszarpane i czasem już w ogóle nie panował nad tym, co mówił. Obserwował jak oparła się o drzwi od balkonu. Jej następne słowa sprawiły, że poczuł się, jakby właśnie przez niego wyskoczyła. Dosłownie go zmroziło. Wpatrywał się w nią nierozumiejącym wzrokiem. Niby wiedział, że się na to zanosi, ale....
- Hej. Hej, powoli. Poczeka... aa, kurwa. - Zbyt szybkie wstawanie nie było najlepszym pomysłem. Mimo to już po chwili zebrał się z łóżka i kuśtykał w jej stronę. - Słodziutka, chyba przesadzasz trochę, co? Jaka przerwa? Po co? Nie chcę przerwy. Ja... my... - Sam nie wiedział do końca co właściwie mówi. Zatrzymał się jakiś metr przed nią. Chciał podejść, przytulić ją i wyjaśnić, że wcale nie muszą tego robić. Że przecież to tylko mała sprzeczka. Już jutro będzie wszystko okej. Zjedzą razem śniadanie, obejrzą jakiś głupi film. Albo coś. - Nie potrzebujemy przerwy. - To jedyne, co zdołał z siebie wydusić.
Powrót do góry
 
Go down
Candy Vonneguth

avatar
#Gwiazda Showbiznesu
Gitarzystka Bad Warriors
790


   
Czw Wrz 08, 2016 7:04 pm
       
Fakt, wytrzymali ze sobą długo. Naprawdę szmat czasu, co czasem wydawało się niemożliwe. Bo kto by wytrzymał w takiej relacji? Niby żadne z nich nie należało do osób cierpliwych, a jednak potrafili w końcu znaleźć wspólny język. Może nie zawsze było idealnie. Właściwie to nigdy tak między nimi nie było, ale miało to pewien urok, którego brakowało w kontakcie z innymi ludźmi. Może też z tego powodu często uważano ich za parę. Bo widzieli w sobie coś, czego nikt inny nie potrafił dostrzec.
Chyba tym razem nikt nie miał zamiaru odpuszczać, a to nie wróżyło dobrze. Oboje byli niemożliwi pod niektórymi względami i tak naprawdę niczego nie można było się po nich spodziewać.
- Więc napraw ten. - syknęła, nie mając siły bardziej roztrząsać się nad tematem. Może to był też jakiś sposób na uniknięcie niewygodnych pytań, ale nie tylko ona lubiła praktykować tę metodę. - Mhm, ciekawe czy faktycznie tak będzie. - odparła niezbyt przyjemnym tonem, ale nie chodziło przecież o to by być dla siebie wiecznie miłym.
W tej kwestii ciężko było jej zaufać Travitzie. Już po jednym napadzie ledwo co stał na nogach, a przecież mogło się to skończyć o wiele gorzej. Pavel mógł w ogóle tu nie dotrzeć, a jaki byłby jego scenariusz w takim przypadku, to Candy nawet nie chciała sobie wyobrażać.
- Czy Ty jesteś jakiś, nie wiem.. masz problemy ze słuchem, czy co? Nie miałam wtedy problemów, bo nie wiedziałam, że tak to będzie wyglądać. - rzuciła, czując jak ciśnienie coraz bardziej jej się podnosi. - Myślałam, że mimo wszystko będę mogła spotykać się z kimś innym, dokładnie tak samo jak Ty. Ale nie. Twoja chora, bezpodstawna zazdrość musi wszystko rujnować. Chcesz obić mordę każdemu, kto próbuje dać mi więcej niż tylko seks. A ja potrzebuję właśnie więcej, więc nie możesz zgarniać mnie całej dla siebie, skoro Ty mi tego nie dasz. - podjęła się jaśniejszego wyjaśnienia tego, o co jej dokładnie chodzi, chociaż wątpiła by blondyn i tak ją zrozumiał. Tj. jej potrzeby, których on raczej nie miał. Pomimo agresywności, Vonneguth wciąż pragnęła głębszych uczuć, którymi mogłaby kogoś obdarować ze wzajemnością.
Szybko opanowała chwilę własnej słabości, wycierając wilgotny ślad na swojej twarzy. Już i tak pozwoliła sobie na dużo, a przecież Pavel nie mógł tego zobaczyć.
- Co Ty wyprawiasz? Siadaj z powrotem. - rzuciła od razu, gdy tylko zobaczyła, że blondyn wstał z kanapy. Podeszła do niego i naparła na niego dłońmi, nie chcąc by jeszcze bardziej się przemęczał. - Może Ty nie, ale ja tak, więc to uszanuj. - powiedziała, wzdychając następnie cicho ze zrezygnowaniem. Była też jakoś minimalnie spokojniejsza, przynajmniej jej głos na to wskazywał. - Ściągnij w ogóle tę koszulkę. Jest cała upieprzona. - mruknęła, patrząc na niego z wyczekiwaniem. Na pewno w niej nie pozwoli mu się położyć spać. Miał przecież tu kilka swoich koszulek, które sam przytaszczył albo to Candy je przyniosła na sobie.
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
#Indywidualista
888


   
Czw Wrz 08, 2016 7:36 pm
       
Smuggler już bardzo dawno temu nie był tak mocno wybity z równowagi. Męczyła go ta sytuacja. Teraz chciałby leżeć i odpoczywać. Ale z drugiej strony zbyt mocno nosiły go emocje, żeby mógł po prostu usiedzieć w miejscu. W jego wnętrzu w ogóle szalała jakaś burza emocji, co jeszcze bardziej wytrącało go z równowagi, bo zazwyczaj do wszystkich problemów lubił podchodzić na spokojnie. Niestety tutaj nie znajdował okazji do spokoju. Wręcz przeciwnie. Wszystko to powodowało, że nie umiał ułożyć myśli. Chciał jej powiedzieć tyle rzeczy, których nie rozumiała, ale już po chwili zmieniał zdanie. Teraz natknął się na jeden z największych problemów w swoim życiu, czyli nieumiejętność wyrażania emocji. Bo on nie mógł po prostu powiedzieć, że kogoś lubi albo nie. I chociaż zawsze był bardzo bezpośredni, to tylko w sytuacjach, które były proste, aby przyjmować taką postawę. Kiedy jednak przychodziło mu rozmawiać o jakichś głębszych uczuciach, wykraczających poza seks, wtedy sprawa zaczynała się komplikować. Normalnie po prostu omijał ten temat, ale w starciu z Candy nie mógł tego zrobić. Nie wiedział też do końca, jak jej wytłumaczyć to wszystko, a rosnąca wściekłość tylko sprawiała, że zamiast cokolwiek tłumaczyć, miał ochotę ją po prostu zwyzywać. Opanował jednak tę chęć, wiedząc, że to nie prowadziłoby do niczego dobrego.
Stał i przyglądał się jej, nie odpowiadając już na wcześniejsze zaczepki. To było bez sensu. I tak się nie dogadają w tej sprawie. Zaciskał i rozluźniał pięści, starając się jakoś wyładować wściekłość, która w nim rosła, ale niestety nie przynosiło to zamierzonego rezultatu. Zamiast tego tylko bardziej się nakręcał.
- A jak myślisz, czemu jestem kurwa zazdrosny? - Wyrzucił wreszcie z siebie, ledwo powstrzymując się od tego, by znowu nie krzyknąć. Już go trochę gardło bolało z tego wszystkiego, ale nie miał nawet czasu o tym pomyśleć.
Kiedy dziewczyna próbowała go przepchnąć na kanapkę, odsunął jej ręce od siebie, a potem odepchnął, jakby bawił się z dzieckiem. Różnica polegała tylko na tym, że na jego obliczu malował się lodowaty gniew i tylko jego urażona duma sprawiała, że nie krzywił się z bólu jaki odczuwał. Ale w tej chwili nie miał zamiaru okazywać żadnej słabości.
- Nie Candy - odpowiedział chłodno i wziął głęboki wdech. - Chcesz przerwy? Proszę bardzo, będziesz mieć przerwę. Możesz się pierdolić z kim ci się kurwa żywnie podoba. Ciekawe, co więcej ci dadzą, poza zdradami za twoimi plecami, miernymi wymówkami i fałszywymi wyznaniami. Bo ja przynajmniej jestem szczery Candy. Wiedziałaś w co się pakujesz, więc nie zgrywaj teraz strasznej ofiary. Ale jak zwykle, kobiety wolą, jak ktoś je robi w chuja, a potem wali w dupę. Lubią, jak się z nich robi zwykłe kurwy. Skoro to ci się wydaje bardziej pociągające, to proszę kurwa bardzo. - Po tych słowach odwrócił się i ruszył w kierunku drzwi. Oczywiście nie przemyślał tego, ile będzie musiał bólu znieść, żeby zejść ze schodów i w ogóle jakoś doczołgać się do swojego mieszkania. Problem w tym, że w tej chwili to nie obrażenia fizyczne były najbardziej bolesne. Ale tym też nie miał zamiaru się chwalić. Zamiast tego, z zaciętą minął zaczął schodzić po schodach, modląc się tylko, żeby gdzieś po drodze się nie przewrócić. A potem w drogę. Jakoś.

// zt
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
#Indywidualista
888


   
Sob Lut 10, 2018 6:29 pm
       
Powiedzieć, że Travitza był w niecodziennym stanie, to nic nie powiedzieć. Tavitza był obecnie wstawiony jak bela. Szedł, zupełnie nie kontrolując ruchów swojego ciała. Co chwilę skręcał w jakąś przypadkową stronę, obijał się o ściany, słupy, witryny i wszystko inne, na co tylko mógł wpaść. Całe szczęście, że ruch samochodowy w tej chwili nie był zbyt wielki, bo pewnie wpadłby pod jakąś ciężarówkę. Chociaż może i tak by było lepiej. Jednej rzeczy nie można mu było jednak odmówić - determinacji.
Jakimś cudem udało mu się wyciągnąć telefon komórkowy, nie zgubić go, znaleźć odpowiedni numer i po wielu próbach napisać krótkiego esemesa do osoby, którą miał zamiar nawiedzić. Po drodze wpadł nawet na szalony pomysł, że przydałoby się załatwić jakieś kwiaty. Kwiaty w takiej sytuacji byłby chyba dobrym rozwiązaniem. Niestety nie miał pojęcia, gdzie znajduje się jakaś kwiaciarnia, poza tym o tej godzinie chyba już wszystkie były pozamykane na cztery spusty. Wpadł więc na kolejny genialny pomysł, skręcił na trawnik i zaczął wyrywać jakieś chwasty. Dopiero po kilkudziesięciu sekundach zdał sobie sprawę, że to jest jeszcze bardziej idiotyczne. Ubrudził sobie spodnie i ręce, nic dzięki temu nie osiągając. Cóż mu jednak pozostało, jeśli nie dalsza wędrówka.
Jak trafił na miejsce? To kolejna tajemnica. Chyba po prostu bywał tutaj już tyle razy, że umiał odnaleźć to miejsce automatycznie, nie zastanawiając się, w którą ulicę powinien skręcić. I tak oto już po chwili znalazł się w odpowiednim miejscu. Teraz nadszedł czas na jego dzisiejsze nemezis - domofon.
- Kurwa mać jebana w dupę pierdolona suka - rzucał wyzwiskami na prawo i lewo, kiedy po raz kolejny coś pomylił i nie mógł uzyskać wstępu do środka. Bo o ile pamiętał jak tu trafić, to już całą resztę zapomniał, pomijając prosty fakt, że w tym stanie trafianie w odpowiednie cyferki stawało się nie lada wyzwaniem. W końcu sfrustrowany walnął pięścią w domofon, wyrządzając większą krzywdę sobie, niż jemu, a potem cofnął się i zaczął obserwować okna.
- CANDYYYYYYYYY - zawył, niczym ranne zwierzę. Kilka świateł się zapaliło, kilka niespokojnych głów wyjrzało przez okno, obyło się jednak bez nerwowych reakcji. Ot, kolejny pijany student czy ktoś tam się drze. Nic, czego ten świat nie widział. Dopóki nie zacznie demolować samochodów albo robić czegoś w tym stylu, to można spokojnie przyglądać się jego niepowodzeniom.
Tymczasem Travitza klapnął sobie na środku chodnika, wyciągnął telefon i podjął próbę wykręcenia numeru do swojej byłej już dziewczyny. To może trochę zająć.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Czeluście piekielne
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 1 z 1

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: