IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Park

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
Elijah Southgate

avatar
31
#Artysta
31


   
Czw Sty 11, 2018 9:28 pm
       
El czekając z rozprostowanymi rękoma na idącą w jego stronę dziewczynę troszkę się zamyślił, znów popadł w pewnego rodzaju błędne koło "co powinienem zrobić", po prostu tak to nazwijmy. Nim się nie spostrzegł Panna Castlecrow była już blisko niego. Chciał już zabrać swoje dłonie żeby nie wyjść na natręta jednak ni stąd ni zowąd Raven potknęła się o jakąś małą pierdołę na ziemi i zaczęła szybować w jego stronę, żeby przypadkiem nic się nie stało w jednej chwili postawił jeden krok do przodu żeby złapać dziewczynę. Ona oczywiście w nie wpadła i na szczęście nic poważnego się nie stało, no może poza tym jednym uroczym rumieńcem. Chłopak również był tym zszokowany, zarumienił się natychmiast chociaż próbował szybko to z siebie zbić i zakryć.
- Oh, nic się nie stało, poważnie! Stać się mogło gdybym tu nie stał więc z dwojga złego lepiej, że tak się to potoczyło. - Chłopak powiedział to miłym, spokojnym choć równie donośnym głosem, chciał tym samym nieco uspokoić panienkę.
Doprowadzająca się do ładu dziewczyna wydawała się Elijahowi jeszcze bardziej urocza, odkryła według niego coś nowego, pewną cząstkę której jak dotąd nie miał przyjemności oglądać.
Słysząc pierwsze słowa po całym zajściu El wiedział, że jest to tylko zgrabne przejście żeby szybko zapomnieć o całej sytuacji i wrócić do normalności.
- A ja? Może dlatego, że miło mi się rozmawiało w sumie powód jest ten sam co Twój. Poza tym zaprosiłaś mnie na koniki prawda? Więc chciałem się może w choć tak mały sposób odwdzięczyć czy coś. -
El spokojnie już odpowiedział, już ochłonął po całej tej sytuacji jednak coś w nim go ciągle trzymało.
Chciał zrobić coś co może jakoś uspokoi stojącą przed nim osóbkę, zarumienił się jak burak podszedł bliżej do dziewczyny ściągnął swój szalik i obwinął twarzyczkę oraz szyję dziewczyny tymże szalikiem.
- Huuh, zakryj się bo pewnie Ci zimno, jeszcze po takiej akcji pewnie się zestresowałaś. Oczywiście jeżeli jestem zbyt nachalny to po prostu mi go oddaj, w ogóle to przepraszam, moja wina. - El cofnął się lekko do tyłu i opuścił głowę, widać było po nim, że czuje się winny całej te sytuacji i jest speszony tym wszystkim.
Powrót do góry
 
Go down
Raven Castlecrow

avatar
86
#Dusza Towarzystwa
86


   
Czw Sty 11, 2018 9:48 pm
       
Zrobiło się jej miło, kiedy usłyszała jego słowa. Teraz rzeczywiście wleciało jej do głowy, że przecież umawiała się z nim na jazdę. Oczywiście, planów nie zamierzała zmieniać, cieszyło ją, że chłopak chce poznać jej placyk zainteresowań.
Kiedy on zbliżył się do niej, nawet nie drgnęła, będąc szczerze zaskoczoną jego gestem. Mało kiedy trafiała na chłopaków, którzy rzeczywiście się nią przejmowali. Mimo to nie popadała w jakieś urojenia - wiedziała, że nie wszystko musi mieć drugie dno. Chociaż w tamtej chwili w jej podświadomości zaczął krzyczeć malutki głosik, którego jego postanowiła ignorować. Kiedy ten zaczął nakładać na nią szal, pozwoliła się nim okryć, jednakże nagle jej dłonie spoczęły na zdobionym kawałku materiału.
- Nie masz za co przepraszać, Elijah, to ja jestem niezdarą. Ale czy przypadkiem tobie teraz nie będzie zimno? Nie chcę, abyś przeze mnie był chory. - zapytała z narastającą troską w głosie, spoglądając na niego. Widać było po jego minie, że trochę się w tym wszystkim gubił, aczkolwiek według niej i tak górę brały jego starania, a nie niezdarności. To słodkie, że ledwo co poznany facet zwraca uwagę na samopoczucie stojącej obok dziewczyny, a nie tylko spogląda na nią przez pryzmat powierzchowności.
Powrót do góry
 
Go down
Elijah Southgate

avatar
31
#Artysta
31


   
Czw Sty 11, 2018 10:41 pm
       
Po słowach dziewczyny widoczna była poprawa jego humoru, widać było, że wrócił stary dobry Elijah ten co dobrze się prezentuje. Cieszył go również fakt, że na troskę odpowiedzią dziewczyny była troska, było to bardzo miłe bo wśród swoich znajomych nie spotykał się z czymś takim, jedynie na kogo mógł wcześniej liczyć co o zgrozo była jego kochana mamusia.
Nie myśląc już dłużej trzeba było ruszyć z kopyta w końcu nie przyszli do tego parku żeby stać przy samym wejściu do niego, trzeba znaleźć jakieś miłe miejsce, może usiąść gdzieś? El sam do końca nie wiedział co chce zrobić, postanowił więc ogólnikowo odpowiedzieć dziewczynie i zdać się potem na jej kreatywność.
- Będzie dobrze, w sumie w tym momencie jest mi cieplej niż powinno heh. Więc jak coś to się nie przejmuj, może zaproponuję krótki spacer w tę i z powrotem? Popatrzył się na dziewczynę po czym poprawił jej szalik i wyciągną doń swoją dłoń.
- Jeżeli podczas naszej podróży wpadniemy na coś ciekawego to to po prostu zrobimy! Choćby to miało być najgłupsze co zrobię w swoim życiu. - Po tych słowach nic go już nie interesowało, czekał na reakcję Rai lekko się przy tym uśmiechając.
Powrót do góry
 
Go down
Raven Castlecrow

avatar
86
#Dusza Towarzystwa
86


   
Pią Sty 12, 2018 5:49 pm
       
Jego słowa nieco ją uspokoiły, chociaż dalej miała wzgląd na jego samopoczucie. Najwyżej będzie latać do niego z rosołkiem. Kiedy ten poprawił jej szalik, ona oczywiście musiała ułożyć go po swojemu. Na jego propozycję pokiwała znacząco głową, po czym chwyciła go pod rękę, mając przy tym nadzwyczajnie spokojny wyraz twarz, jakby to było dla niej już coś naturalnego.
- Jestem za, niech żyje spontan! Tylko jak najdzie cię na bieganie, to chociaż mnie uprzedź, bo to może się źle skończyć. - odparła z uśmiechem, w międzyczasie wolną ręką starając się odgarnąć wszędzie igrające po jej twarzy kosmyki włosów. Dobrze wiedziała, że jej specjalnie niechlujnie spięty kok teraz już z pewnością wygląda jak gniazdo, toteż jednym ruchem ściągnęła trzymającą go gumkę z włosów, które naraz spłynęły falami po jej kurtce, zatrzymując się na wysokości lędźwi.
- A więc mówiłeś coś o koniach... Skoro nigdy nie na żadnym nie siedziałeś, to musimy wyćwiczyć równowagę, to mega ważny punkt w jeździe. A potem już z górki, zresztą co ci będę dużo mówić, wszystkiego dowiesz się na miejscu. - zaczęła, kiedy mieli już kawałek trasy za sobą. Nagle zobaczyła, że jego kurtka zaczęła pokrywać się małymi płatkami śniegu. Uwielbiała opady białego puchu, bez niego zima wydawała się... nią nie być, po prostu. Toteż cieszyła się, że zima tutaj wygląda tak, a nie inaczej. Wspomnienia świąt z Phoenix nieco wybiegały od standardów.
Powrót do góry
 
Go down
Elijah Southgate

avatar
31
#Artysta
31


   
Pią Sty 12, 2018 7:20 pm
       
Szczerze z początku El był bardzo zaskoczony, że dziewczyna tak chętnie i bez żadnego zastanowienia wzięła go pod rękę.
Było to jednak dla chłopaka bardzo miłe, cieszył się, że jednak nie wyszedł na kompletną ofiarę i nie spalił się ze wstydu.
Pomijając to wszystko popatrzył się na dziewczynę i szczerze uśmiechnął wchodząc tym samym w nieco odważniejszy krok.
- Myślę, że przed każdą akcją będę Cię informował. Poza tym nic głupiego na razie nie planuję, chociaż.. -
Dosłownie chwilę po wydukaniu swojego słowa Rai rozpuściła swoje włosy, był to moment przełomowy dla Elijaha, uroda jaka wybuchnęła po tej czynności złapała każdy kawałek jego ciała, był tym zszokowany i bardzo przejęty.
Widać było, że się trochę zarumienił i speszył urodą jaką dysponowała jego znajoma. Po chwili jednak jak nigdy nic panienka zaczęła swój monolog, El musiał szybko się otrząsnąć i wysłuchać uważnie to co ma mu do powiedzenia, oczywiście sam musiał szybciutko wymyślić coś co może powiedzieć, przypomniał sobie wnet, że przecież na lekcjach aktorskich uczyli się również utrzymywać równowagę. Jego odpowiedź jednak powstrzymały nagłe opady śniegu, nie była to jakaś potężna śnieżyca, chociaż kto wie? Może mogło się to w tę stronę rozwinąć. Niemniej jednak opady śniegu nie mogły przecież przeszkodzić w cudownej konwersacji.
- Wiesz, w sumie to uważam, że mam całkiem niezłą równowagę, w sensie potrafię ją utrzymywać w ekstremalnych warunkach. Tak tak, tego mi brakowało tego słowa, no ale nic. Myślę, że jak mnie zabierzesz już kiedyś na koniki to pokaże swój ukryty talent! Coś czuję, że będę dobrym uczniem i szybko załapie o co chodzi. - Po chwili jak tak dalej wędrowali śnieg zaczął mocniej padać, padało już na tyle mocno, że chodzenie nawet pod drzewami nie chroniło dobrze przed spadającymi płatkami. El wiedział, że trzeba coś w tej sytuacji wykombinować jednak nie przejmował się teraz tym za bardzo, czekał na rozwój sytuacji oraz może na jakiś pomysł jego towarzyszki.
Powrót do góry
 
Go down
Raven Castlecrow

avatar
86
#Dusza Towarzystwa
86


   
Pią Sty 12, 2018 7:42 pm
       
- Wierzę w to, ale co innego jest złapać równowagę stojąc, a co innego próbując jednocześnie współgrać z pięciuset kilową bestią. - odparła, zerkając w jego stronę. W tej scenerii jej towarzysz jeszcze bardziej przyciągał jej wzrok, toteż opornie musiała co jakiś czas spoglądać na otoczenie, żeby ochłonąć. Ciepłe światło latarń odbijało się w jego zielonych tęczówkach, przez to na nich skupiała całą swoją uwagę.
- Ale coś czuję, że ci to siądzie. Zresztą, wszystko wyjdzie w praniu, większość rezygnuje już po poznaniu zapaszków. - rzekła z rozbawieniem - Ale kto wie, może kiedyś jeszcze będziesz jeździć na zawody pod moim patronatem. - dodała, przybierając profesorki ton, oczywiście wszystko w ramach zabawy. Opady powoli przybierały na sile, skutecznie utrudniając im poruszanie się po dróżkach. Z jednej strony chciała już wrócić pod swój mięciutki kocyk, zatracając się w nowej lekturze, ale z drugiej strony na myśl o rozstaniu się z chłopakiem była powodem narastającego w sercu żalu. Tak czy inaczej, wędrowali między drzewami, dyskutując o wszelakich sprawach, kiedy to znienacka góra zlepionego śniegu zsunęła się z gałęzi, spadając wprost na ich dwójkę. Raven krótko krzyknęła, kiedy poczuła zimno na swoim karku.
- Super, zanim wrócimy do domów to już do reszty przemokniemy. Masz jeszcze tu. - dziewczyna stanęła na palcach, aby zgarnąć resztkę białych grudek z jego brązowych włosów. Chociaż miała z nimi krótki kontakt, to i tak stwierdziła, że są bardzo miękkie. A gdyby byli mądrzejsi i zainwestowali w czapki, to nie mieliby aż takich problemów.
Powrót do góry
 
Go down
Elijah Southgate

avatar
31
#Artysta
31


   
Pią Sty 12, 2018 8:44 pm
       
Spacer ciągnął się dalej, śnieg zaczynał padać coraz mocniej a chęć rozmowy, poznawania i przebywania z Raven nie malała a wręcz przeciwnie ciągle rosła i napawała go wielkim optymizmem.
- Może masz rację, no ale! Jak nie spróbuje to się nie dowiem. -
Odpowiedział spokojnie nie zatrzymując się, ciągle idąc w towarzystwie uroczej osóbki, co jakiś czas żeby nie stracić kontroli spoglądał na dziewczynę, przyglądał się co chwilę jej cudownej urodzie.
- Zapaszki raczej problematyczne nie będą, nie jestem francuskim pieskiem spokojna głowa. - Zaśmiał się lekko po czym przybliżył się bardziej do dziewczyny.
- Oho, jesteś aż tak pewna? No to musi być coś na rzeczy Rozmowa toczyła się swoim tempem tak samo jak wędrówka, pomimo tego, że śnieg zaczynał padać mocniej El chciał trzymać tę chwilę tak długo jak tylko może.
Jednak jak wiadomo nic nie może trwać wiecznie i w końcu musi się coś skończyć bądź pójść nie po Twojej myśli.
Tak też było teraz, cholerny śnieg spadł na dwójkę młodzieńców teraz już nawet ciepłe ubrania nic by nie dały.
- Argh gorzej chyba już być z tą pogodę nie może, dzięki za otrzepanie. Ty też masz trochę tutaj. -
Chłopak podszedł od tyłu do dziewczyny i wyciągnął sporą ilość białego potwora z kaptura dziewczyny oraz strzepnął tyle ile mógł z jej włosów. El lekko się po tym wszystkim zaśmiał, obrócił dziewczynę w swoją stronę i spojrzał jej głęboko w oczy.
- Wiesz, wpadłem chyba na głupi pomysł z tym wyjściem do parku, przepraszam Cię. Powinniśmy chyba już wracać, chociaż to nie będzie krótka przeprawa, przynajmniej w moim przypadku. Jak to wygląda u Ciebie, może mógłbym Cię odprowadzić? - Elijah lekko się speszył w momencie przepraszania jednak wiedział, że musi to zrobić w końcu to przez niego są teraz w nieciekawej sytuacji. Jednak mówiąc dalej powoli się rozchmurzał żeby na końcu zaproponować całkiem miłą rzecz w jego odczuciu.
Powrót do góry
 
Go down
Raven Castlecrow

avatar
86
#Dusza Towarzystwa
86


   
Pią Sty 12, 2018 8:59 pm
       
Śnieg jakoś wcale nie ostudził jej zapału, a wręcz przeciwnie. Nie sądziła, że przypadkowe wyjście na zakupy zamieni się w jeden z lepszych wieczór jak do tej pory. Kiedy ten strzepał z niej większość śniegu i odwrócił ją w swoją stronę, dopiero teraz zauważyła, jak blisko siebie byli. Z jednej strony było to trochę krępujące, ale z drugiej coś ciągnęło ją do niego, chcąc zmniejszyć dzielący ich dystans jeszcze bardziej. Ona również ulokowała ciężar swojego spojrzenia w jego dużych oczach, a jej usta wykrzywiły się w pobłażliwy uśmiech.
- Przepraszasz mnie za dobrą zabawę? Weź ty się puknij czasem w głowę. - delikatna krzywizna zwiększyła się, ukazując jej białe zęby.
- Och, to byłoby bardzo miłe, ale nie chce ci zawracać głowy, jeszcze przez to wszystko się załatwisz i narobisz sobie zaległości. - powiedziała, niechętnie odsuwając się od jego osoby. Chociaż po cichu chciała, żeby ten towarzyszył jej jeszcze w drodze powrotnej, to wiedziała, że nie może go trudzić, szczególnie, że jak sam zaznaczył, od centrum ma kawałek do siebie.
Powrót do góry
 
Go down
Elijah Southgate

avatar
31
#Artysta
31


   
Pią Sty 12, 2018 9:18 pm
       
Dziewczyna może w pewnym sensie miała rację, jednak El z natury czuł się często winny za niekorzystne w jego odczuciach sytuacje. Chcą sobie troszkę zażartować puknął się lekko w głowę robiąc tak zwanego "face palma", po tym wszystkim uśmiechnięty już poprawił sobie włosy lekko się otrząsnął i przyjrzał się dziewczynie.
- Masz rację, masz całkowitą rację. - Odwzajemnił uśmiech dziewczyny jeszcze bardziej rozciągając swoje usta, na jego twarzy pojawił się tak jak wcześniej przysłowiowy banan.
- Szczerze? Nic mnie w tym momencie nie obchodzi, chcę Tobie towarzyszyć, ja sobie radę dam jestem niezgorszym uczniem poza tym, że jestem strasznym leniwcem. - Widząc odsuwającą się od niego dziewczynę chłopak postanowił na przekór przybliżyć się do niej bardziej, łapiąc tym samym delikatnie jej dłoń swoją łapką. Chciał znowu coś powiedzieć, widać to było jednak przed tym postanowił troszkę "przy aktorzyć", Jego oczy oraz cała głowa zmieniły przekręciły się w stronę jednego z drzew, momentalnie po tym spojrzał się nad siebie, chciał zobaczyć jak wygląda w tym momencie niebo.
Było już późno, mrok powoli spowijał wszystko co było widoczne jedynie ciepłe światło lamp było w tym momencie widoczne na horyzoncie. Po chwili obserwacji zwrócił znowu swój wzrok w piękne oczęta Raven, wziął głęboki oddech i otworzył szerzej swoje oczy.
- Czy uczynisz mi tę przyjemność i pozwolisz mi być Twoim towarzyszem? Czy tak piękna istota chcę kogoś takiego w ogóle jeszcze oglądać? Powiedz jedno słowo a zostawię Cię i zniknę w odmętach ciemności. Jednak jeżeli chociaż jedna część Ciebie chce mieć mnie przy sobie to zostanę, jeżeli chociaż przeszła Ci taka możliwość przez głowę powiedz to! - Po słowach chłopak opuścił swoją głowę, chowając tym samym swoje oczy które były teraz skierowane w niewielką szparę pomiędzy nim a Rai.
Powrót do góry
 
Go down
Raven Castlecrow

avatar
86
#Dusza Towarzystwa
86


   
Pią Sty 12, 2018 9:39 pm
       
Nieco zaskoczyło ją jego nagłe zbliżenie się jej śladem, aczkolwiek nie kontynuowała cofania. Stanęła i czekała na rozwinięcie wypadków, kiedy to po chwili poczuła jego jeszcze ciepłą dłoń, oplatającą jej własną, cholernie skostniałą. Patrzyła się na niego dużymi oczami, zastanawiając się, czemu tak błądzi po niebie. Już za moment została zasypana monologiem, który ściął ją z nóg. Oscylowała wokół każdego wypowiadanego przez niego słowa. No gdyby mu odmówiła, to zachowałaby się jak tępa strzała. Ale nawet nie brała takiej opcji pod uwagę, nigdy.
Stali tak chwilę, a ona patrzyła na włosy chłopaka, który teraz teatralnie schylił głowę, czekając na wyrok. Specjalnie nie odzywała się dłużej, aby narobić mu jakiś wątpliwości. Ta, musiała. Jej wolna dłoń powędrowała ku jego twarz, aby delikatnie zahaczyć nią o podróbek chłopaka, chcący podnieść jego głowę.
- Teraz jakbym odmówiła, to to by już nie była troska, ale chamstwo. Poza tym, jak tu się nie zgodzić po tak ślicznych słowach? - odparła jednoznacznie, uśmiechając się do niego wesoło. Jej dłoń na nowo powędrowała w eter, a złote oczy utkwiły w jego, zielonych.
- Nie mamy aż tak daleko, aczkolwiek nie licz na to, że szybciej niż za godzinę będziesz wolny. - powiedziała, jakby chciała ukazać mu straszne konsekwencje jego wyboru, oczywiście ponownie wszystko to żartobliwym tonem. Ponownie więc złapała go pod rękę, tym razem sama narzucając kierunek drogi.
Powrót do góry
 
Go down
Elijah Southgate

avatar
31
#Artysta
31


   
Pią Sty 12, 2018 10:55 pm
       
Całkowita ciemność przypomniała mu, że koniec dnia jest już bliski z drugiej jednak strony dni nie są aż takie długiej podczas tej pory roku więc pocieszał się tym faktem. Miał teraz na głowie dużo gorszy problem, był praktycznie cały przemoczony zresztą jego towarzyszka również nie mogła narzekać na nadmierną suchość.
Swoją drogą wracając do ich rozmowy - był nieco zaskoczony faktem, że dziewczyna jest bardzo odważna pomimo, że znają się zaledwie kilka godzin. Było to dla niego coś nowego, nie spodziewał się, że w tak szybki sposób może utworzyć z kimś taką więź. Oczywiście były to tylko jego odczucia, sam nie jest pewny jak wygląda to z drugiej strony.
- Odprowadzę Cię i znikam, obiecuję. Nie chcę Ci zawracać dłużej tyłka, byłoby to chyba trochę nachalne z mojej strony. -
Narzuconym kierunkiem drogi okazało się wyjście z parku, powoli razem zmierzali w tę stronę El w pewnym momencie przejął inicjatywę i to on wyznaczał kierunek drogi chociaż sam nie był pewny dokąd zmierzają. Postanowił więc trafić po prostu do miejsca z którego nie będzie problemu znaleźć dobrego połączenia z każdą częścią miasta, żeby znaleźć autobus, tramwaj czy cokolwiek innego prowadzącego do domu Panny Castlecrow.

z/t x2
Powrót do góry
 
Go down
Amalie Caroline Hansen

avatar
56
#Młodzież
Uczennica / Baristka
56


   
Pią Kwi 20, 2018 9:24 pm
       
Przyszła na miejsce nieco przed czasem. Przede wszystkim w jej opinii tak po prostu wypadało, a dodatkowym argumentem przemawiającym za takim obrotem spraw był fakt, że połączenia SkyTrainu z jej osiedla do okolic parku zazębiały się w taki sposób, że mogła przyjechać albo na ten moment, albo być spóźnioną o naprawdę spory moment. Taki dwudziestominutowy. Decyzja była więc oczywista.
Długo zastanawiało ją, dlaczego właściwie się zgodziła. Kiedy Remor zaproponował spotkanie w wiadomości, zesztywniała, praktycznie wypuściła telefon z rąk, a potem zaczęła zbierać go z ziemi w panice, będąc przecież jeszcze w pracy i musząc wytrzymywać podejrzliwe spojrzenie Mishy. To nie tak, że zdążył porobić sobie z niej jaja, ale zdążył. Chłopak miał swoje podejrzenia, z kim ta młoda tak wypisuje, przecież usłyszał wcześniej całą rozmowę jej i klienta kawiarni. Pewnie dlatego co jakiś czas rzucał jakimś motywującym do działania zdaniem czy dwoma. I, nie można było się oszukiwać, to także trochę popchnęło ją do decyzji, którą podjęła. Skoro nawet jej współpracownik próbował ją wypchnąć z jej comfort zone'u i spróbować otworzyć na nowych ludzi, a Laverne proponował po prostu spotkanie, żeby porozmawiać o twórczości... czemu nie?
Przysiadła na murku tuż obok bramy wejściowej parku, poprawiwszy dół sukienki. Sukienki. Bogowie jedni wiedzieli czy ubrała ją właściwie ze względu na pewien dresscode obowiązujący podczas wyjścia do restauracji, czy dlatego, że chciała się postarać. Jeśli to drugie, to sama nie była tego świadoma, a materiał był ciągle miętoszony w drobnych dłoniach. No nic, najwyżej ten jeden fragment się lekko zagniecie, co nie? Pozostało jej tylko to i wyglądanie mężczyzny gdzieś pośród przechodniów. Z telefonem w łapie, żeby sprawdzać co jakiś czas godzinę.
Powrót do góry
 
Go down
Remor Laverne

avatar
58
#Mieszkaniec Riverdale City
Właściciel Galerii / Jonker
58


   
Sob Kwi 21, 2018 3:15 pm
       
Z pracy wyrwał się na tyle późno, że jakakolwiek inna opcja poza samochodem odpadała. Nie spóźnił się, ale dotarł na styk. Co prawda powinien był się pospieszyć, ale potrzebował jeszcze chwili spokoju, więc po zgaszeniu silnika siedział jeszcze przez moment bez słowa.
Zupełnie spontanicznie zaprosił na kolację ledwo znaną mu dziewczynę. Ledwo osiemnastoletnią... prawie osiemnastoletnią, gwoli precyzji. Może łapała go jakaś grypa? No tak, to by tłumaczyło dekoncentrację, ale tak niepodobne do niego pomysły? Bo jakoś nie chciało mu się wierzyć, że w wieku trzydziestu lat będzie przechodził przez kryzys wieku średniego.
Zerknął na siebie w lusterku wstecznym, przez moment zastanawiając się, czy tam w odbiciu to na pewno on. Czasami miał to niepokojące uczucie oderwania, niematerialności, przebywania w zupełnie innym miejscu. Bał się, że któregoś razu zwyczajnie nie wróci. I tak nie wiedział jak to się robi, więc za każdym razem czekał ze zdenerwowaniem kiedy to obce uczucie przeminie. Ostatnio było gorzej, ale nadal upierał się, że da sobie radę. Jedyna ugoda i kompromis na jaki był w stanie pójść w tej kwestii to powrót to farmakoterapii, bo jakby na to nie spojrzeć, leki rzeczywiście mu pomagały.
Weź się w garść. Nie ma teraz na to czasu, więc przestań nad tym myśleć i rusz się wreszcie — odezwał się ten chłodny, czasami pomocny głos gdzieś z tyłu jego głowy. Mrugnął już nieco bardziej przytomnie i odwrócił wzrok od swojego odbicia w lusterku, szukając portfela. Znalazł go w wewnętrznej kieszeni, upewnił się, że wszystkie karty były na miejscu i wysiadł z samochodu, nie chcąc marnować i tak kurczącego się mocno czasu.

Zauważył ją zanim jeszcze ona zdążyłaby to zrobić. Pierwszy raz widział ją w sukience, zazwyczaj biegała po kawiarni w jeansach i koszulce. Oczywiście nawet wtedy wyglądała przyzwoicie, ale obecny outfit bezspornie miał stać się jego ulubionym na dłużej. Podszedł bliżej, siląc się żeby zrobić to na tyle cicho, by nie przykuć jej uwagi.
Antracyt bardzo do ciebie pasuje — mruknął jej nad uchem z rozbawieniem, splatając swoje dłonie za sobą. Tylko dlaczego miał dziwne wrażenie, że o czymś, cholera, zapomniał? Może to przez zmęczenie? Nie spał od dwóch, może trzech dni, ciągnął na kawie i w zasadzie, to w tym stanie nie powinien był prowadzić samochodu. Zanotował sobie w pamięci, że jeśli dzisiaj nic się nie zmieni i nie prześpi przynajmniej tych paru godzin jak normalny człowiek, to jutro pojedzie do pracy taksówką.
Tak jak teraz o tym myślę, to pasowałyby ci... och. A no tak. — Wyraz jego twarzy zmienił się, na chwilę zamknął oczy, potarł je palcami i parsknął śmiechem. Więc to stąd to przekonanie, że coś wyleciało mu z pamięci. Jak widać Laverne miał jednak w sobie coś ludzkiego; zdarzało mu się zapomnieć o czymś od czasu do czasu. Tak jak w tym momencie.
Zaczekasz chwilę? Zostawiłem coś w samochodzie.
Powrót do góry
 
Go down
Amalie Caroline Hansen

avatar
56
#Młodzież
Uczennica / Baristka
56


   
Sob Kwi 21, 2018 3:50 pm
       
Czas uciekał, zbliżała się godzina zero, a po Remorze nie było ani śladu. Wystawił ją? Nie, jakoś nie ufała tej myśli, przecież to on ją zaprosił i to on wydawał się być naprawdę chętnym do rozmów, nie było opcji, żeby ją tak po prostu tutaj wystawił, co nie? Najprawdopodobniej musiał się męczyć z tymi ludźmi z firmy, której nazwy już zdążyła zapomnieć. Skoro opowiadali o sobie tyle czasu i byli tak wypchani samymi sobą, to to na pewno musiała być ich wina. Spotkanie się przeciągnęło. Na pewno. Tak. Oczywiście.
Jezu, a co jeśli jednak ją wystawił?
Chciała tylko spędzić z kimś miło godzinę czy dwie, pogadać z osobą, która zdawała się chcieć jej posłuchać i zrozumieć to, co miała do przekazania. Pokładała w tym wieczorze wielkie nadzieje, chciała w końcu mieć jakieś plany, rozerwać się, mieć jakieś życie towarzyskie, szczególnie, że zaprosiła ją osoba, którą podziwiała i która była dla niej z niezidentyfikowanego powodu intrygująca. Na tyle, żeby praktycznie bez prawie żadnego zawahania zgodziła się z nim spotkać ledwie po poznaniu jego imienia i kilku razach, gdy obsłużyła go w kawiarni. To brzmiało naprawdę dziwnie, kiedy patrzyło się na to z perspektywy osoby trzeciej, z pełną świadomością wycofania Amalie względem ludzi. Ale to nie był teraz największy problem.
Problemem było to, że ktoś nagle znalazł się zdecydowanie. Zbyt. Blisko. Niej.
Podskoczyła w miejscu, by tuż po tym zastygnąć w miejscu, zesztywnieć, choć w zamiarze miała przecież od razu uciec. Jak widać ciało nie słuchało, ale - jak miało się okazać już za parę sekund - wyszło to jej nawet na lepsze. Dopiero po chwili zorientowała się, że ten mrukliwy ton był dziwnie znajomy i, choć usłyszała go dopiero raz, było to na tyle nie dawno, że doskonale pamiętała jak on brzmiał. Laverne. Teraz zamiast strachu na twarzy Hansen wymalowało się zawstydzenie. Właściwie dosłownie, bo momentalnie pokraśniała, co nie dało rady umknąć światłu chylącemu się ku zachodowi słońcu.
- Dobry wieczór, Remor - wydukała, wykorzystując do tego chyba cały swój zasób pewności siebie w tej jednej sekundzie. To nie tak, że on oszczędził sobie jakichkolwiek powitań. To nie tak, że kompletnie zbijał ją z pantałyku każdym kolejnym zdaniem. Nie była w stanie nawet zarejestrować co się stało w jednym momencie, a on już przeskakiwał dalej, totalnie ją tym samym dezorientując.
Zostawił coś w samochodzie. Pewnie portfel albo jakieś dokumenty, przynajmniej tak jej się wydawało. Cokolwiek to było, musiało być ważne - przecież taki człowiek biznesu jak on nie wracałby po nic, co jest w danym momencie nieistotne, po co by mu było zawracać sobie tym głowę. Tak czy siak, skinęła subtelnie głową, by zaraz dorzucić:
- M... mam iść z pa- z tobą?
Powrót do góry
 
Go down
Remor Laverne

avatar
58
#Mieszkaniec Riverdale City
Właściciel Galerii / Jonker
58


   
Nie Kwi 22, 2018 3:15 am
       
Miał szczerą nadzieję, że Hansen nie dostanie przy nim pewnego dnia zawału. Zaczął się już co prawda przyzwyczajać do jej nerwowych i nagłych reakcji, przyjął to jako część jej osobliwej natury. Nie spotkał się jeszcze z kimś, kto tak żywiołowo odpowiadałby na jego zaczepki, a miał w tym zakresie szerokie pole do popisu. I... zaraz, czy to był rumieniec? Mógłby się założyć o konkretną sumę, że nie była to wyłącznie gra świateł zachodzącego między budynkami słońca. Plus dla niego.
Oczywiście. Zaparkowałem niedaleko, a że akurat na tej ulicy jest monitoring to istnieje szansa, że jak będziemy wracać to mój samochód nadal będzie tam jeszcze stał — zażartował pogodnie, odwracając od niej na moment wzrok. Przy okazji zwrócił uwagę na to, że bez uprzedniego uzgodnienia ich dress code odpowiadał sobie nawzajem; Amalie miała na sobie szarą sukienkę, a on grafitową koszulę. A, faktycznie musiał być zamroczony, bo poza tym o czym wspominał wcześniej zapomniał też marynarki.
Powoli przeszli w kierunku wyjścia z parku, przy czym Remor nie za bardzo wiedział jak powinien był się zachować. Nie pamiętał kiedy ostatnio był z kimś na tak luźnym, nieformalnym spotkaniu i pewne przyzwyczajenia płatały mu figla. Nie musiał zajmować jej sztampowymi tematami, jakie zwykle poruszał kiedy wychodził na biznesowe wypady na kolację, nie była to też jedna z kobiet, które zwykle zapraszał gdzieś "bo wypadało", więc nie angażował się w wymuszone komplementy. Takich na pewno nie chciała słyszeć, a i Laverne po głębszym zastanowieniu stwierdził, że wyjątkowo tym razem wcale nie musiałby kłamać. Wyglądała dziewczęco, odpowiednio dobrany krój sukienki podkreślał jej atuty, jej perfumy były lekkie i nieprzytłaczające, a już bardziej osobiście - faktycznie cieszył się, że ją widzi. Nie wydawało mu się jednak by powinien był o tym wspominać na głos. Z nieznanego mu powodu zwyczajnie nie potrafił.
Mówił ci ktoś kiedyś, że masz to szczęście wyglądać urzekająco bez makijażu? — zapytał, zanim zdążył ugryźć się w język. Urzekająco. Ze wszystkich możliwych wybrał akurat urzekająco! Kto jeszcze używał takiego słownictwa, o losie. Modlił się w duchu o to, by nie wzięła tego za przejaw desperacji, ale z impasu wyratował go zaparkowany przy ulicy samochód. Jego ostatnia deska ratunku i być może sposobność na zmianę tematu. Otworzył drzwi, wyciągnął marynarkę i coś, o czym wcześniej napomknął enigmatycznie gwoli własnego zapominalstwa - żółte kalie. Proste, bez zbędnych sztucznych ozdób, owinięte wyłącznie w brązowy papier. Kolor nie był przypadkiem, w końcu poza złotem był to jego akcent flagowy, reprezentatywny. Kalie natomiast wybrał, ponieważ ze wszystkich kwiatów uważał je za najbardziej bezpretensjonalne i dumne przez wzgląd na ich kompletny brak liści i prostą, sztywną łodygę.
Spojrzał przelotnie na towarzyszącą mu dziewczynę; o ile w chwili w której wybierał dla niej kwiaty wydało mu się to doskonałym pomysłem, tak teraz stracił rezon. Na moment, bo zaraz typowa jego osobie pewność siebie i upór wróciły na swoje miejsce.
Więc... to w końcu kolacja, prawda? Niech zatem będzie kompletna.
Uśmiechnął się asymetrycznie kącikiem ust i podał jej bukiet, nie wiedząc jeszcze czy Amalie zechce go przyjąć, czy zaraz nim od niej oberwie.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 4 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
 Similar topics
-
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park
» Park Tiergarten

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: