IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Lisia Nora

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : 1, 2  Next
Solaire

avatar
#Introwertyk
262


   
Sro Kwi 13, 2016 3:57 pm
       



Don't bang on the door, I won't let you in. I don't really look too well today.

Powrót do góry
 
Go down
Bastien Roché

avatar
#Introwertyk
153


   
Sob Kwi 30, 2016 2:49 am
       
Nie od razu ruszyłem na spotkanie... Przed wyjściem z domu zdjąłem z siebie znoszone ubranie i wziąłem chłodny prysznic by trochę się odświeżyć. Dlaczego czułem się jak gdybym wybierał się na jakąś cholerną randkę? Dobrze, że Bex nie było w domu, bo gdyby zobaczyła rozpiździaj jaki zrobiłem w pokoju szukając czegoś co mógłbym na siebie włożyć - z pewnością zalałaby mnie serią niewygodnych pytań. To nie tak, że miałem za dużo ubrań, właściwie moja garderoba z oczywistych powodów zawsze była dość skromna - po prostu chciałem dobrze wyglądać. Wiecie... Nie wyglądać źle przy Ezekielu. Ostatecznie i tak nie znalazłem niczego co by mnie w pełni zadowoliło więc w dobie frustracji sięgnąłem po szary raglan t-shirt z krótkimi, ciemniejszymi rękawami i czarne jeansy resztę upychając niedbale do szafek. Narzuciłem też na plecy zwyczajną bejsbolówkę, buty i ruszyłem do wyjścia dłonią zmierzwiając lekko wciąż delikatnie wilgotne włosy. Tyle powinny przeschnąć w drodze, organizm miałem na tyle zahartowany, że wątpliwym było by z tego powodu złapało mnie przeziębienie. Matki nie było w domu (na szczęście) więc zamknąłem drzwi na klucz chowając go standardowo pod wycieraczką. Ot, nawet gdyby ktoś się do tego domu wkradł - nie miałby raczej czego z niego wynieść. Ruszyłem niespiesznym krokiem wzdłuż uliczkami Vancouver tak naprawdę bez problemu i w zaskakująco szybkim czasie trafiając pod wskazany adres. Najpierw przystanąłem na chodniku zadzierając głowę w górę i spoglądając mniej więcej we wskazane niegdyś przez Lyncha okno. Dopiero potem ruszyłem w stronę budynku zgodnie z życzeniem Lyncha wciskając na intercomie 22 numer. Peeeep.
Powrót do góry
 
Go down
Solaire

avatar
#Introwertyk
262


   
Sob Kwi 30, 2016 3:32 am
       
Jedyne, co zdołałem zrobić od powrotu do domu, to zdjąć buty i wyswobodzić z obroży Śnieżkę. Byłem strasznie zestresowany. Od momentu, w którym wysłałem rudzielcowi wiadomość o moich rodzicach, czułem się niesamowicie... zdestabilizowany. Cały ten ład i porządek, który tak pieczołowicie w sobie pielęgnowałem, po prostu runął. "Nie powinienem był mu się zwierzać" - przyznałem sam przed sobą - "To było strasznie bezmyślne." Czułem, że samowolnie doprowadzam się do autodestrukcji. A było to dla mnie do tego stopnia upokarzające, że znowu zacząłem się sam sobą brzydzić. Nie po to tak ciężko pracowałem, aby znowu się rozpaść. Musiałem to sprostować. Dlatego ostatecznie przystałem na to spotkanie z Bastienem. On nie jest niczemu winny, ale muszę go uświadomić. Że to bzdury. Przecież.
Dopiero przeciągły dźwięk dzwonka wyrwał mnie z zamyślenia. W pierwszym momencie zastygłem w kompletnym bezruchu, spłoszony tym nagłym przerwaniem ciszy. Zaniepokojony rozejrzałem się po mieszkaniu, próbując naprędce "powrócić do rzeczywistości". Zza oknem nadal było ciemno. Więc najwyraźniej nie zasnąłem w międzyczasie. To dobrze. Z cichym stęknięciem podniosłem się z fotela, na którym nawet nie mam pojęcia jak się w pierwszej kolejności znalazłem. Niespokojnym krokiem podszedłem do drzwi wyjściowych, tuż przy których umiejscowiony był odbiornik intercomu. Nie pokwapiłem się nawet żeby podnieść słuchawkę, tylko po prostu przytrzymałem przycisk otwierający drzwi. Zupełnie bezmyślnie.
Powrót do góry
 
Go down
Bastien Roché

avatar
#Introwertyk
153


   
Sob Kwi 30, 2016 3:51 am
       
Za to ja sterczałem jak słup przy odbiorniku na dole trochę się w zasadzie niecierpliwiąc. Albo cholernie długo zwlekał z otwarciem tych drzwi, albo to mnie z jakiegoś powodu czas się chorobliwie dłużył. Wcisnąłem nawet dłonie w kieszenie kurtki i ukryłem szyję między ramionami bo w sumie zrobiło mi się trochę chłodno, a wtedy w mych uszach rozbrzmiał charakterystyczny dźwięk sugerujący, że jeżeli chcę kiedykolwiek wejść do środka - to jest ten moment, w którym winienem złapać za klamkę i pociągnąć do siebie drzwi. I tak też w zasadzie zrobiłem w zasadzie nie przykładając większej uwagi do tego, że lokator nie odezwał się przez słuchawkę. W tych czasach tak naprawdę niewiele osób to robi. Oczywiście nie pojechałem windą bo w życiu bym do niej nie wlazł, a całą drogę na piąte piętro pokonałem schodami. Przypuszczalnie więc teraz to Lynchowi przyszło trochę na mnie poczekać, choć skoro z jakiegoś powodu był zestresowany - czas oczekiwania prawdopodobnie i tak upłynie mu bardzo szybko. Wkrótce dotarłem pod same drzwi mieszkania... I nawet się jakoś mocno nie zmachałem! Wysunąłem obie dłonie z kieszeni szybkim spojrzeniem zerkając na przyklejony do drzwi numer by się upewnić, że na pewno trafiłem pod właściwy adres. Głupio byłoby naprawdę wpaść do tej sąsiadki, nie? Potem... Zapukałem. Nie użyłem dzwonka, bo i po co? Ich dźwięk był na ogół cholernie irytujący. Potem opuściłem wzrok na wycieraczkę przez krótką chwilę wycierając w nią podeszwy butów. Prawą dłonią wsparłem się lekko o framugę. To dziwne bo.. W sumie i ja zaczynałem się stresować. Dlaczego do cholery? Nie przygotowałem się nijak do tego spotkania... Nie wiedziałem nawet co powiedzieć, gdy już te drzwi przede mną otworzy, a głupio byłoby po prostu milczeć, prawda? Zrobiłoby się pewnie niezręcznie. Tak czy owak - było już za późno by się wycofać.
Powrót do góry
 
Go down
Solaire

avatar
#Introwertyk
262


   
Sob Kwi 30, 2016 4:17 am
       
Och, akurat o kwestię dłużącego się czasu bym się nie martwił - bo mimo, że mniej-więcej orientowałem się, co się dookoła mnie dzieje, nadal pozostawałem w częściowym amoku. Jak już raz się nakręcę to bardzo trudno jest mi wrócić do tej szeroko pojmowanej normalności. Matka. Matka. Pojęcie to roznosiło rdzę po mojej głowie; w podobie do trybiku, który napędzał gorycz. Dlaczego? Nieprzyjemny, duszący gorąc oblał się po mojej klatce piersiowej, jakimś cudem przedostając się nawet do wnętrza płuc. Zamiast się uspokoić - coraz to bardziej pogrążałem się w swoim beznadziejnym poczuciu żalu. "Jeszcze chwila a pęknę." No ale przecież przerabiałem to już... radziłem sobie z tym. Wcześniej. Może powinienem sięgnąć do apteczki? Prochy, prochy, prochy prochy. One pomagały. I na ból głowy, i na myśli. Tylko one.
Nim jednak zdołałem się poruszyć choćby o pół cala, usłyszałem pukanie. Pukanie? Zupełnie odruchowo przyłożyłem dwa palce w okolice swojej lewej piersi. Pukało. Ale mniej grzecznie. Więc to nie to. Wyciągnąłem zatem dłoń w stronę elektronicznej zasuwki i wystukałem czterocyfrowy kod. Drzwi skrzypnęły z aprobatą, więc złapałem za klamkę i pociągnąłem ją w swoim kierunku. "Bastien?" Otworzyłem usta, ale niespodziewana suchość nie pozwoliła mi na wydobycie jakiegokolwiek dźwięku. Zażenowało mnie to. Odchrząknąłem i naprędce przejechałem językiem po podniebieniu. -Bastien.- Powtórzyłem zatem. Prawie normalnym głosem.
I nic poza tym. Po prostu się na niego gapiłem, nie będąc w pełni przekonany, co teraz powinienem był zrobić.
Powrót do góry
 
Go down
Bastien Roché

avatar
#Introwertyk
153


   
Sob Maj 07, 2016 1:36 am
       
Jedną z dłoni uniosłem ku górze by rozmasować nią dziwnie obolały kark. Wzrok skupiony miałem na klamce, uwagę zaś na tym co działo się lub też mogło dziać po drugiej stronie drzwi. Nasłuchiwałem kroków, słów, jakichkolwiek oznak jego obecności, ale nic nie słyszałem. Pozornie chwila, a dłużyła się nieziemsko. Słyszałem jak wbija jakiś kod, potem rozległ się cichy zgrzyt i w konsekwencji drzwi uchyliły się powoli odsłaniając sylwetkę stojącego za nimi Ezekiela. Patrzył na mnie milcząc, a mnie z miejsca zaschło w gardle. Stałem jak słup nie opuściwszy nawet ręki ze swojego karku. Ot, po prostu zastygłem w bezruchu patrząc na niego z takim samym zagubieniem w oczach. Ale trwało to chwilę (pozornie, bo jak mówiłem każda mi się dzisiaj strasznie dłużyła) bo potem się odezwał. Głos miał jakby... lekko zachrypnięty? Cichy, chyba niepewny. Sam nie wiem...
- Cześć... - również wydukałem. Czułem to napięcie. Rosło. Dlaczego do cholery? Lynch nie zaprosił mnie do środka jak spodziewałem się początkowo, że zrobi ale nie zawracałem sobie teraz za bardzo głowy. Sam byłem nie mniej rozkojarzony niż on i na pewno było to widać. Jeszcze przez chwilę sterczałem w miejscu jak gdyby licząc na zaproszenie, a potem kierowany jakąś dziwną, nagłą potrzebą bliskości i solidarności uczyniłem krok naprzód łapiąc go za fraki, przeciągając przez próg i najzwyczajniej w świecie do siebie przytulając. Nic nie mówiłem, a przynajmniej na razie. Wybrałem milczenie.
Powrót do góry
 
Go down
Solaire

avatar
#Introwertyk
262


   
Sob Maj 07, 2016 4:46 pm
       
Ku mojemu własnemu zdziwieniu sama obecność chłopaka zdawała się działać na mnie uspokajająco. Chociaż może chodziło o to, że po prostu nie byłem sam? Kiedy człowieka łapie melancholia, to tak naprawdę nie powinien słuchać smutnych piosenek, bo przez to jeszcze bardziej się pogrąża w swoim smutku - może tutaj zadziałała ta sama mechanika? Hah, tak, pewnie tak. I bardzo możliwe, że w towarzystwie rudzielca udałoby mi się zupełnie powrócić "do pionu"; gdyby tylko nie ten jeden, mały szkopuł... Otóż zachowywał się dziwnie. Albo mi się tak przynajmniej wydawało; no ale przecież, z reguły, nie miałem problemu z oceną postaw innych ludzi. Łatwo przecież zauważyć, kiedy ktoś jest zły albo smutny. Ale w tym konkretnym przypadku... byłem zupełnie zdezorientowany, a więc i zaniepokojony. Ot, typowo instynktownie.
Już-już miałem zrobić krok do tyłu, aby w końcu utorować Bastienowi przejście. Ale oczywiście nie zdążyłem tego uczynić, bo zostałem... przyciągnięty? W pierwszym odruchu, coby zachować kontrolę nad własnym położeniem, napiąłem mięśnie i próbowałem się zaprzeć. Niestety, w swoim rozkojarzeniu nie udało mi się tego zrobić; byłem poniekąd bezwładny. Zupełnie jak zaszczuty pies uniosłem górną wargę, prezentując swoje lekko zaostrzone kły. Bo może i Bastien nie miał złych zamiarów, ale byłem bardzo wyczulony na punkcie swojej przestrzeni osobistej. -Co ty...- Chciałem warknąć ostrzegawczo, ale mój głos brzmiał o wiele łagodniej, niż to planowałem. Bo tak w gruncie rzeczy... to było całkiem przyjemne. Chyba zdążyłem zapomnieć o tym, że nawet takie najprostsze gesty potrafiły działać jak panaceum. Co zabawne, przyłapałem się na tym, że odwzajemniłem uścisk - ba, mój chwyt był nawet silniejszy niż Bastiana, chociaż to zapewne kwestia tego, że de facto miałem sporo krzepy w łapach. Wczepiłem jedną z dłoni w jego włosy, a podbródek oparłem na ramieniu. Oczy miałem jednak wciąż otwarte; nieobecne, wpatrzone w mrok pochłaniający klatkę schodową.
Powrót do góry
 
Go down
Bastien Roché

avatar
#Introwertyk
153


   
Nie Maj 08, 2016 11:31 pm
       
Ja z kolei nie byłem zupełnie przyzwyczajony do tego by komukolwiek i z czegokolwiek się zwierzać, to poniekąd wyjaśniało moje dziwaczne zachowanie. Zawsze, od dziecka jedyną osobą, z którą bez obaw dzieliłem się swoimi problemami była moja siostra. No... Raz miałem jeden epizod z... Eh, nieważne. W każdym razie przejechałem się na tej osobie, ok? I od tamtej pory nie pozwalałem sobie na jakiekolwiek bliższe relacje z kimkolwiek. To nie tak, że Lynchowi planowałem się z czegokolwiek zwierzać, chlapnąłem coś przypadkiem, on wyżalił mi się w smsie i... Tak jakoś się to wszystko później potoczyło. To nie tak, że tego żałowałem. Chociaż... Może poniekąd tak? Teraz czułem się przy nim taki... nagi. W większy niepokój wprawiało mnie jednak to, że czułem się rozumiany. Może i nasze przypadki znacznie się od siebie różniły, ale sytuacja w jakiej się znajdowaliśmy obecnie była niemal identyczna. Nieszczęścia podobno zbliżają ludzi. Gdy Lynch się odezwał - wyraźnie się zawahałem. Dłonie, które aktualnie obejmowały jego plecy zadrżały delikatnie jak gdyby chciały się wycofać. Wtedy jednak ku memu zaskoczeniu odwzajemnił uścisk, a ja momentalnie się rozluźniłem nieco mocniej zaciskając palce na materiale jego bluzy. Nieco mniej swobodnie poczułem się gdy jego dłoń wplątała się w moje włosy, lekko nawet zadrżałem pod wpływem tego dotyku.
- Przepraszam, Lynch... Zachowałem się jak dupek. - bąknąłem tylko wspominając sytuację z placyku rekreacyjnego. Głowę obróciłem lekko do boku w stronę jego szyi, jak gdyby chcąc w ten sposób sięgnąć jego twarz spojrzeniem. Naturalnie było to niemożliwe. Trwałem jeszcze chwilę w tym wydawać by się mogło żelaznym uścisku Ezekiela by następnie osunąć dłonie z jego pleców na ramiona i zaciskając nań lekko swe kościste palce - wreszcie się odsunąć. Miałem wrażenie, że ma twarz stoi w płomieniach, serio. Mimo tego popatrzyłem w jego oczy, a nawet wygiąłem wargi w płytkim, acz wesołym półuśmiechu cofając ręce i opuszczając je luźno wzdłuż swojego ciała. - To gdzie ta obiecana latte? - nie byłem nawet pewien czy poprawnie wypowiedziałem to słowo. Ot, w temacie napojów kofeinowych byłem niestety totalnie zielony.
Powrót do góry
 
Go down
Solaire

avatar
#Introwertyk
262


   
Pon Maj 09, 2016 12:52 am
       
Och. Przeprosił mnie. Ale nie byłem zupełnie w stanie skojarzyć, o co mu konkretnie chodziło. -Nie przejmuj się.- Odparłem, próbując choć odrobinę zamaskować swoje rozkojarzenie. Nie miałem mu niczego za złe, więc nie mogłem przyjąć jego przeprosin jako takowych, ale jednocześnie nie chciałem roztrząsać tematu. Natomiast w momencie, w którym poczułem, że rudzielec rozluźnia uścisk - potulnie odsunąłem się od niego, a spojrzenie skierowałem na jego twarz. Na przekór panującego na korytarzu półmroku nie zauważyłem w niej niczego niepokojącego, więc odetchnąłem płytko.
-Spokojnie. Jeśli o to chodzi, to dotrzymuję obietnic.- Odparłem ostrożnie, marszcząc przy tym brwi. Miałem nadzieję, że cała ta sytuacja nie była dla niego nazbyt żenująca. Bo fakt faktem, mogłem trochę... przesadzić. Ale faktycznie byłem złakniony takiej bliskości z drugim człowiekiem; takiego... czy ja wiem jak to określić, wsparcia?
-To na pewno w porządku, że jesteś tutaj tak późno?- Zapytałem się. Nie wiedziałem jak konkretnie wygląda jego sytuacja, a nie chciałem przecież, żeby miał z tego powodu jakieś kłopoty. Nie czekając jednak na odpowiedź cofnąłem się do mieszkania i przystanąłem tuż obok wejścia, przytrzymując drzwi za framugę.
Powrót do góry
 
Go down
Bastien Roché

avatar
#Introwertyk
153


   
Pon Maj 09, 2016 1:14 am
       
Właściwie... Może byłem cholernym ignorantem, ale od początku wydawało mi się, że nie ma mi niczego za złe. W teorii nie musiałbym nawet przepraszać, ale niestety nie byłoby to zgodne z moim sumieniem. Po prostu musiałem to z siebie wyrzucić, a i zrazu poczułem się lżej, zwłaszcza po jego słowach, na które mimowolnie uśmiechnąłem się pod nosem. Dopiero te kolejne sprawiły, że w mej głowie zapaliła się czerwona lampka.
- Jestem zbyt... nachalny? - zapytałem tylko cofając dłonie i wciskając je głęboko w kieszenie bejsbolówki. Zwyczajnie po usłyszeniu jego odpowiedzi poczułem się trochę tak jak gdybym się z tą kawą brzydko narzucał. A może tak właśnie było? Zwiesiłem głowę zaś zauważając, że podczas wcześniejszego uścisku przekroczyłem próg mieszkania cofnąłem się o krok by znów stanąć na wycieraczce.
- Ja... Nie wiem. To w porządku? - ponownie uniosłem wzrok jak gdyby odpowiedź miała się magicznie wyświetlić na jego twarzy. W końcu to ja wpraszałem się do niego, nie odwrotnie. Być może zwyczajnie nie życzył sobie mieć gości o tak późnej porze? Tylko dlaczego nie napisał mi o tym od razu? W smsie? Koniec końców bym przecież zrozumiał. Potem jednak cofnął się do mieszkania i stanął obok wejścia pozwalając mi wejść do środka. Chwilę się wahałem, ale ostatecznie uczyniłem tych kilka kroków naprzód przystając dopiero w takim miejscu by bez problemu mógł zamknąć drzwi.
- Mogę odejść jeśli chcesz... N-naprawdę nie chciałem się narzucać. - tu lekko zmarszczyłem nos.
Powrót do góry
 
Go down
Solaire

avatar
#Introwertyk
262


   
Pon Maj 09, 2016 1:33 am
       
Przekrzywiłem lekko głowę, intensywnie przy tym mrugając. -Nachalny?... Nie, nie o to chodzi.- Zaprzeczyłem energicznie. Uniosłem dłoń na wysokość swojej szyi i objąłem ją palcami, zupełnie, jakby miało mi to jakoś pomóc z wyjściem z zakłopotania. -O... och, czekaj, źle mnie zrozumiałeś. Chodzi mi raczej o to, czy ktoś nie będzie miał ci tego za złe.- Zaakcentowałem słowo "ktoś", aby odciągnąć go od mojej osoby. Toć dla mnie to nie był żaden problem, ba, wręcz przeciwnie - cieszyłem się, że nie musiałem siedzieć sam. Nawet już przestałem odczuwać tę irytującą potrzebę sięgnięcia do "apteczki". A to było naprawdę coś wspaniałego.
Oho. Zacząłem się trochę niecierpliwić. -Przestań pieprzyć.- Parsknąłem niby to w rozbawieniu, pozwalając sobie w końcu na uzewnętrznienie jakichś czytelnych emocji.
-No, chyba, że moja sąsiadka faktycznie wpadła ci w oko...- Pozwoliłem sobie dłuższą przerwę, nim moje wargi wygięły się w kpiarskim uśmiechu. Bo może on faktycznie nie chciał wypić u mnie kawy, ponieważ wolał to zrobić u tej wyimaginowanej, seksownej kobiety?
Powrót do góry
 
Go down
Bastien Roché

avatar
#Introwertyk
153


   
Pon Maj 09, 2016 2:05 am
       
Był zakłopotany..? W sumie słusznie, należało mu się. Chociażby za to, że w podobne zakłopotanie chwilę temu wprawił mnie. Przez chwilę naprawdę się wahałem czy rzeczywiście powinienem przyjąć zaproszenie, bo pora bądź co bądź rzeczywiście była nieodpowiednia.
- Nie, raczej nie. Powiadomiłem już siostrę, że wrócę później, a poza nią nikt raczej na mnie nie czeka. - miałem tylko nadzieję, że z matką nie będzie żadnych problemów i Bex jakoś jakoś sobie poradzi. Ostatecznie... Ciągle byłem pod telefonem, racja? Zawsze mogła przedzwonić. Uśmiechnąłem się półgębkiem w reakcji na jego 'prośbę' i lekko, niezobowiązująco wzruszyłem ramionami. - Nie będę siedział długo, chciałem tylko chwilę pogadać. - zapewniłem też nie ściągając jednak jeszcze butów. Czułem się w sumie trochę dziwnie stojąc w cudzym mieszkaniu. Może nie miałem jeszcze okazji rozejrzeć się po konkretnych pomieszczeniach (nie to żebym miał taki zamiar), ale już sam widok rozpościerający się od wejściowych drzwi uświadomił mi po raz kolejny jak ogromna jest między nami przepaść. I wiecie co sobie pomyślałem? Że miło byłoby pomieszkać sobie w tak przytulnym, zadbanym miejscu. Na szczęście dość szybko otrząsnąłem się z letargu i ponowie popatrzyłem na Lyncha. Jego złośliwy komentarz podsumowałem tylko równie złośliwym uśmiechem nie czując się zobowiązany wyprowadzać go z błędu. Hej, nie powiem przecież wprost 'tak naprawdę to jestem gejem'. Wtedy pewnie moja wizyta okazałaby się bardziej kłopotliwa... O ile od razu by mnie stąd nie wyrzucił. - Mieszkasz sam? - bo wspominał przecież coś, że ma ojczyma. Dopiero teraz ściągnąłem buty ustawiając je gdzieś w pobliżu wyjścia i rozpiąłem wreszcie kurtkę.
Powrót do góry
 
Go down
Solaire

avatar
#Introwertyk
262


   
Pon Maj 09, 2016 2:35 am
       
-Och.- Tylko tyle zdołałem z siebie wydukać, ale na szczęście zrobiłem to wystarczająco bezpłciowo, aby nie zasugerować rudemu żadnej konkretnej reakcji z mojej strony. No, cóż, przynajmniej udało mi się przy tej okazji dowiedzieć o nim czegoś nowego - miał siostrę. Nie żeby ta informacja miała mieć dla mnie jakieś szczególne znaczenie, po prostu miło było o nim wiedzieć choć odrobinę więcej.
Widząc, że w końcu zdecydował się wejść do środka, oparłem się plecami o ściankę tworzącą schody. Wygiąłem śmiesznie usta, zawieszając zamyślone spojrzenie gdzieś w eterze po swojej prawicy. Toć nie będę się na niego gapić jak jakiś creep. -Hm? A, tak. Nie licząc Śnieżki. Mój ojciec mieszka z siostrą w Irlandii. Ma tam firmę.- Wytłumaczyłem pokrótce. Przymknąłem oczy, a opuszkami palców zacząłem ostrożnie masować powieki. Dopiero teraz dotarło do mnie, jak bardzo zmęczony byłem. "Kawa dobrze mi zrobi." - przemknęło mi przez myśl. O, tak, kawa to doskonały pomysł! I tak miałem przygotować Bastienowi latte, więc przy okazji mógłbym i sobie... tyle, że trochę mocniejszą. Dobra, dobra, nie oszukujmy się - o wiele mocniejszą. -Dzięki Bogu, że mam Śnieżkę.- Dodałem po chwili ciszy. -Zwariowałbym tutaj sam. Za dużo przestrzeni...- Otworzyłem w końcu oczy i uśmiechnąłem się sam do siebie. Kiedy mieszkałem z matką, za dzieciaka, nasze mieszkanie było podobnej wielkości. Ale było nas wtedy dwoje, nie licząc dodatkowej gromady przewijających się wówczas zwierząt, więc dom wydawał się być... hm, żywy.
Powrót do góry
 
Go down
Bastien Roché

avatar
#Introwertyk
153


   
Nie Maj 15, 2016 7:22 pm
       
Zsunąłem z ramion kurtkę i obróciwszy się na pięcie rozejrzałem się za jakimś... Ja wiem? Wieszakiem? Czymkolwiek? Gdy udało mi się go namierzyć podszedłem bliżej wieszając nań bejsbolówkę. W międzyczasie zerknąłem do boku na podpierającego ścianę chłopaka i ni z tego ni z owego uśmiechnąłem się wesoło pod nosem. Ot, prawdopodobnie na wspomnienie o Śnieżce.
- To fakt, jest strasznie pocieszna. - wtrąciłem rozglądając się przelotnie wokół. Gdzie ją schował, swoją drogą? Cóż... Późna godzina, możliwe że już spała. Potem wróciłem do Lyncha czekając na dalsze wskazówki, głupio było mi rozgaszczać się samemu zwłaszcza, że nie bardzo wiedziałem którędy do pokoju gościnnego. Albo może... Kuchni? Kuchnia jest spoko. I na pewno jest tam mniej przestrzeni. To znaczy... Tak mi się wydaje.
Swoją drogą - i vice versa, też zupełnie przypadkiem dowiedziałem się o tym, że Lynch posiadał siostrę. Co prawda z jego zeznań wynika, że przebywała obecnie na terenie Irlandii więc... No raczej trudno w takim wypadku o stały kontakt. Wróciłem nawet spojrzeniem do twarzy chłopaka przyglądając mu się chwilę w zastanowieniu.
- Czyli jesteś tutaj... właściwie sam. - stwierdziłem wydawać by się mogło dość bezdusznie. - Mam na myśli to, że zostawiłeś najbliższą rodzinę i przyjaciół w rodzimej Irlandii na rzecz... Czego właściwie? Nauki Riverdale? - instynkt podpowiadał mi, że jego przeprowadzka miała raczej niewielki związek z chęcią kontynuowania nauki w prestiżowej szkole w Vancouver. Gdyby zależało mu wyłącznie na dobrej szkole - wybór miał przecież ogromny. W samej Irlandii na pewno by się coś odpowiedniego znalazło. Z jakiegoś powodu wydawało mi się, że jego wyjazd miał silny związek ze śmiercią jego matki, miałem jednak dość taktu by nie pytać o to wprost. Dyskretnie więc narzuciłem pewien tok rozmowy choć w żadnym wypadku nie próbowałem wymusić na nim zwierzeń. - Nie czujesz się tutaj trochę... Ja wiem... Samotny? - przykładowo mnie trudno było wyobrazić sobie taką rozłąkę z Bex. Znajomych nigdy nie miałem zbyt wielu, a przynajmniej nie takich na których jakkolwiek by mi zależało, ale tysiące kilometrów od Bex? Cholera, przecież Lyncha i rodzinę dzielił w tej chwili ocean.
Powrót do góry
 
Go down
Solaire

avatar
#Introwertyk
262


   
Pon Maj 16, 2016 3:27 am
       
W pewnym momencie ziewnąłem rozdzierająco - a zrobiłem to w o tyle nieelegancki sposób, że nie zdążyłem zakryć zawczasu ust. -No.- W końcu pozwoliłem sobie zawiesić spojrzenie na sylwetce chłopka. Naprawdę go to dziwiło? Już abstrahując od moich osobistych pobudek (których notabene był w stanie sam się domyśleć) - większość ludzi w naszym wieku marzyła o tym, aby mieszkać samodzielnie. Jedyną przeszkodą w zaspokojeniu takiej fanaberii z reguły były koszta. Sam miałem cholerne szczęście, że ojczym był skory płacić za moje zakwaterowanie i inne podstawowe potrzeby. -Nie zostawiłem ich.- Wycedziłem przez zęby. Co prawda zrozumiałem, co ma przez to na myśli, ale zirytowało mnie to konkretne określenie. Gdy się kogoś "zostawia", to zwykle robi się to w złej wierze, bez chęci powrotu - no, a przynajmniej tak mi się to słowo kojarzyło. Ja natomiast... robiłem sobie od nich tylko małe wakacje. Heh, wiem, w sumie to czepiałem się o totalne pierdoły, ale chyba już po prostu taki byłem. Drobiazgowy. Momentami wręcz wkurwiająco.
Przez chwilę nawet nawiedziła mnie ochota na to, aby mu wytłumaczyć, że najnormalniej w świecie miałem potrzebę oderwania się od poprzedniego życia. Ale uznałem to za zbędną rzecz, przez którą zapewne znowu popadłbym w tę swoją żałosną melancholię. A średnio mi się to widziało, zwłaszcza, gdy miałem obok siebie potencjalnego widza. -Ja... oczywiście, że tak.- Odparłem już nieco przyjaźniejszym tonem, odklejając się przy tym od ściany. -Śnieżka nie zastąpi mi innego człowieka. Ale to było jedyne słuszne rozwiązanie.- Rzuciłem przelotne spojrzenie na jego stopy. Taa, zupełnie jakbym miał go zamiar zganić w przypadku, w którym nie zdjąłby butów... Jak perfekcyjna pani domu. Hehe.
Z cichym westchnięciem odwróciłem się od niego i ruszyłem w stronę salonu, który był bezpośrednio połączony z tym małym "przedsionkiem". Ostrożnie; uważając, aby nie nadepnąć drzemiącej przy elektrycznym kominku (który obecnie stanowił jedyne źródło światła w salonie) Śnieżki, minąłem barowe stołki i wszedłem do kuchni. Była to co prawda droga "naokoło", ale jakoś tak... hm, przyjemniej przechodziło mi się obok tej atrapy ognia. Już nie mówiąc o fakcie, że dzięki temu mogłem nacieszyć oczy śpiącym szczenięciem.
Poprzez przekręcenie odpowiednich pokręteł zapaliłem ledowe lampki, które natychmiastowo wypełniły pomieszczenie przyćmionym, ciepłym światłem. Dopiero teraz pozwoliłem się sobie upewnić, czy Bastien podąża za mną.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Lisia Nora
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: