RIVERDALE
RIVERDALE
Administrator Sovereign of the Power
Granica
Nie Lis 01, 2020 6:09 pm
NIE DO PRZEJĘCIA
Granica
Teren całkowicie neutralny, niemożliwy do przejęcia.

Pewnie wielu mieszkańców wspomina czasy, kiedy wyjechanie z miasta było banalnie proste. Nikt wtedy nie zastanawiał się nad tym, jak zostawić za sobą znak informujący o wjeździe i wyjeździe do Riverdale. Teraz można jedynie pomarzyć o swobodnym opuszczeniu granicy. Została ona zamknięta i otwiera się tylko dla ludzi, którzy w jakiś sposób zdobyli glejt upoważniający do wyjazdu. Istnieją także sposoby na dostanie się do miasta, ale czy ktokolwiek chciałby zamieszkać gdzieś, gdzie rozróby są na porządku dziennym, a zwłoki leżące w krzakach nie wzbudzają już wielkiej sensacji?
Brama granicy jest pilnowana przez całą dobę, a czujne oczy wartowników wydają się wychwytywać niemal każdą osobę chcącą dostać się na drugą stronę bez ważnego upoważnienia.
Akuto Koyasuryo
Akuto Koyasuryo
The Liberty Individual Trouble Seeker
Re: Granica
Pon Sty 04, 2021 3:33 pm
  Nie wiedział co o tym wszystkim myśleć.
  Każdy stawiany przez niego krok, choć powinien był sprowadzać go na ziemię, utwierdzał go jedynie w przekonaniu jak nierealny wydawał się ten nowy świat, w którym przyszło mu się znaleźć. Miał wrażenie, że całe otoczenie chciało mu udowodnić każdą swoją najmniejszą częścią, że jest po prostu inne. Zatęchłe, miejskie powietrze już kilkakrotnie zmusiło go do zmarszczenia nosa. Zdecydowanie nie był do niego przyzwyczajony. Wychowany na odludziu, w miasteczku które unikało zbyt wielkiego rozwoju technologicznego na każdym kroku. Mimo, że nadal miał z nią jakoś styczność, właśnie z zamierzchłych czasów przerzucono go do teraźniejszości. Już na lotnisku kilka razy drgnął, gdy zbliżano w jego kierunku urządzenia, o których istnieniu nawet nie wiedział.
  Jak wiele czasu zajmie mu przestawienie się na nową rzeczywistość?
  Koyasuryo nigdy nie należał do osób, które zyskiwały ukojenie w towarzystwie drugiej osoby. Dlatego też, mimo że nie podróżował sam, wcale nie czuł jakiejś większej różnicy. Nie żeby oczekiwał dodawania otuchy czy pokrzepienia, że wszystko będzie w porządku. W końcu gorzej już być nie mogło. Prawda? O tym właśnie próbował przekonać samego siebie, gdy nie pozwalał, by choć jedna z jego rozterek wydostała się na światło dzienne. Niezmiennie kamienna twarz nawet na sekundę nie wykrzywiła się w żaden sposób. Ani w samolocie, ani podczas podróży, ani kiedy znaleźli się na granicy.
  Granicy miasta, które jako jedyne oferowało pełnię praw mieszkalnych. Z tym jednym pierdolonym haczykiem, który sprawiał że nie był pewien czy to aby na pewno dobry pomysł.
  — ... po wjeździe nie możecie opuścić miasta bez odpowiedniej przepustki — wojskowy stojący nad ich autem przyglądał im się uważnie, nie tylko upewniając czy zrozumieli. Nie minęły dwie minuty, gdy inny żołnierz podszedł do swojego kolegi po fachu, przekazując ku kilka dokumentów, z którymi zaraz przyszło im się zapoznać. Zasady były jednym. Ale drugim był język. Ten przeklęty język, którego choć Akuto się uczył, nadal był po prostu zbyt skomplikowany, by ot tak mógł zrozumieć jakieś popieprzone, zbyt długie zapiski. Nerwowy ucisk w żołądku nijak mu się w tym momencie nie przyda. Przesuwał wzrokiem po tekście starając się wyciągnąć z niego cokolwiek. Absolutne cokolwiek. Zerknął kątem oka w stronę Momobashiego, nie odezwał się jednak ani słowem. W końcu palce poruszyły się, gdy złapał za długopis, podpisując się w odpowiednich miejscach z dzisiejszą datą.
  — Kopia dla was — kolejne słowa skwitowane prostym skinięciem głową. Unoszaca się szyba odcięła dziwny zapach, zastępując go charakterystyczną samochodową klimatyzacją przeplatającą się z zawieszką samochodową o dziwnej mieszance sosny z mandarynką. Kierowca nacisnął butem na gaz i przejechał przez szlaban, zabierając ich do środka. Niecałe pięć minut później zatrzymał się przy przystanku autobusowym, obracając w ich stronę.
  — Dalej nie mogę jechać. Dostaniecie się do miasta autobusem albo pociągiem. Wasza decyzja.
  Rozumiejąc piąte przez dziesiąte, Akuto podziękował mu krótko i wysiadł z pojazdu, zaraz przechodząc do bagażnika, by wyciągnąć ich rzeczy. Nim Momobashi zdążył znaleźć się obok niego, zacisnął dłoń na uchwycie swojej walizki, perfekcyjnie ukrywając tym samym nieznaczne drżenie rąk. W tym momencie nie był nawet zdolny do wypowiedzenia choć jednego słowa.
Ookami
Ookami
The Liberty Individual Trouble Seeker
Re: Granica
Sob Sty 09, 2021 4:07 pm
  Milczał. Przez większość czasu milczał i obserwował – głównie swojego towarzysza, choć nie bardziej niż otoczenie. Z początku myślał, że znikająca za plecami sceneria Japonii wypełni go jakąś Melancholią, żalem za miejscem, w którym się urodził i wychował. Problem w tym, że gdy tylko samolot zniknął w chmurach... On myślała tylko o tym, że kogoś tam zostawił. Osobę, której i tak nie miał realnej szansy spotkać, bo leżała głęboko pod ziemią, ale i tak czuł się winny, miał wrażenie, że zdradził czyjeś zaufanie. Ta myśl skręcała go od środka i wykrzywiała twarz w niezadowolonym grymasie, który krył za dłonią, niby to ścierając ślady zmęczenia. Kłamałby, mówiąc, że nie odczuwał wyczerpania; bezsenność jak nigdy dawała mu się we znaki, trzymając złote ślepia uparcie otwarte, nawet w momencie, gdy większość pasażerów zdążyła już odpłynąć. Nie był zadowolony, więc uparcie wlepiał wzrok w zabraną ze sobą fotografię. Nieco wyblakłe kolory i znajomą twarz pomogły choć odrobinę ukoić wewnętrzną burzę, przestać myśleć o przygniatającym poczuciu winy.
  Dopiero widok zachodzącego słońca poprawił mu nastrój – pomarańcz barwiący niebo wywołał impuls, który przypomniał mu wznoszące się ku niebu płomienie, ich żar i dźwięk trzaskającego drewna. Satysfakcja mimowolnie znalazła miejsce na jego pysku, niezauważalnie wyginając jeden z kącików ust.
  Nie rozmawiał też z żołnierzami, bo i po co? W ich oczach nie mógł być nikim więcej niż nieletnim gówniarzem, który zdecydowanie nie wie, na co się pisze. Czuł na sobie powątpiewające spojrzenia, więc w pewnym momencie zwyczajnie obrócił twarz, posyłając mundurowym czarujący uśmiech; musiało choć trochę zadziałać, bo żadna więcej para oczu nie wypalała mu dziury w głowie.
  – Hmm, pociąg będzie za dziesięć minut, a autobus za dwadzieścia, jeśli wierzyć rozpisce. Pociąg też na pewno dojedzie szybciej na miejsce – Przed zabraniem głosu po tak długim czasie milczenia musiał wpierw oczyścić gardło subtelnym odchrząknięciem. Był trochę zmęczony i trochę głodny, ale nie nie były to faktu my, którymi zamierzał się dzielić. Ostatnim czego teraz potrzebował, było zostanie uznanym za dzieciaka, którego meczą długie podróże, wszak nigdy nie lubił, gdy traktowano go jak małolata.
  Upchnął ręce w kieszenie kurtki i westchnął. Przyczepiony do szlufki ogon podnosił się lekko w górę przy każdym mocniejszym podmuchu wiatru. Zaraz jednak znów zerknął ku Akuto i objął jego ramię jak w każdej taniej komedii romantycznej.
  – Kolejnym plusem pociągu będzie większa prywatność – Sam już nie wiedział, czy chodziło o to, że po prostu taki był, czy może jednak zależało mu na przekierowaniu myśli Koyasuryo na coś innego; i to nawet jeśli nowy obiekt uwagi wywoła u niego jedynie niezadowolony grymas. Młody wilk zmrużył jedynie złote ślepia i wygiął usta w zaczepnym uśmiechu.
Akuto Koyasuryo
Akuto Koyasuryo
The Liberty Individual Trouble Seeker
Re: Granica
Wto Sty 26, 2021 10:37 pm
  Drgnął ledwo zauważalnie, gdy Momobashi zabrał głos.
  Panująca pomiędzy nimi od dłuższego czasu cisza stała się na swój sposób naturalna. Nic dziwnego, skoro obaj zostawili w Japonii dużo więcej, niż faktycznie mogliby chcieć. Akuto mógł nie żałować podjętej decyzji. Oguni było chore, a choroba zżerała je od środka na każdym kroku. W każdym psychotycznym zachowaniu jego mieszkańców pojawiało się kolejne ostrzeżenie o zagrożeniu. Kiedy zamiast wymyślonym demonom, mieli zwrócić się przeciw sobie?
  W zasadzie już zaczęli to robić. To jeden z powodów, dla których stamtąd wyjechałeś, nie pamiętasz?
  – Może być pociąg – powiedział krótko, nie zamierzając się jakoś szczególnie kłócić w kwestii transportu. Jakby nie patrzeć i tak mieli przed sobą jeszcze całą masę rzeczy do ogarnięcia. Dziś bez wątpienia czekała ich noc w hotelu wątpliwej jakości. Biorąc pod uwagę to jak błyskawicznie rozegrały się wszystkie wydarzenia, jak i upośledzenie Oguni w kwestii technologii, i tak dobrze że w ogóle udało im się zarezerwować cokolwiek. Nawet jeśli Akuto musiał prosić o pomoc kilku różnych pracowników w ogarnięciu jak to wszystko działa. I wysłuchaniu, że skoro jadą do Riverdale to musieli być albo bardzo odważni, albo mieć nierówno pod sufitem. Nie żeby Koyasuryo w pełni zrozumiał wtedy o co mu chodzi.
  Wyciągnął z kieszeni kurtki pomiętą karteczkę, która wyraźnie przeżyła swoje podczas całej tej podróży. Zapisana na niej starannym pismem nazwa była miejscem docelowym. Hotel Maison en Marbre.
  – Mamy zarezerwowany pokój na tydzień. Przez ten czas musimy znaleźć jakieś sensowne mieszkanie. Dobrze by było rozejrzeć się po wszystkich dzielnicach, by ustalić która z nich nie tylko ma najsensowniejsze ceny, ale też ogólny... klimat. Gdyby jeszcze udało się dorwać blisko jakąś pracę, bylibyśmy ustawieni – Koyasuryo miał bardzo duże oszczędności. Jako człowiek jednego z największych rodów, jego portfel nigdy nie narzekał na biedę, wiedział jednak że jest to stan który może się bardzo szybko zmienić, jeśli odpowiednio nie zarządzi pieniędzmi. Włączając w to jak najszybsze znalezienie kolejnego źródła dochodów. Co jednak chciał robić? Znowu ładować się do tej pieprzonej policji, która na każdym kroku walczyła pomiędzy absolutnym skorumpowaniem i kolesiostwem, a pojedynczymi altruistycznymi jednostkami? A może powinni poszukać pracy w otoczeniu swoich. Słyszał w końcu, że Azjaci mieli w Riverdale własną dzielnicę. Nie musieliby stresować się każdego dnia chorą barierą językową i niewiadomo czym jeszcze. Na pewno były tam jakieś japońskie firmy czy cokolwiek innego.
  – Chodźmy – zakomunikował krótko i skinął głową w odpowiednim kierunku. Lepiej będzie poczekać na pociąg na platformie niż jeszcze jakimś cudem go przegapić.
Ookami
Ookami
The Liberty Individual Trouble Seeker
Re: Granica
Sro Sty 27, 2021 11:37 pm
  Od kiedy tylko wysiadł z samochodu, wyglądał na... żywszego. Zwyczajowy blask wrócił do rozbieganych tęczówek, a subtelny uśmiech co jakiś czas wyginął jeden z kącików ust w charakterystycznym dla młodego wilka wyrazie. Ciężko było stwierdzić, czy tak szybko poradził sobie ze wspomnieniami, czy może wcześniejsze strucie leżało gdzieś indziej, wszak nigdy nie należał do grona, które otwarcie dzieliło się problemami. Może bał się wysokości i lot samolotem był dla niego męką? A może nie przepadał za transportem publicznym, bo przecież przez całe życie poruszał się pieszo? A może toczył wewnętrzną walkę, bo w Japonii zostawił coś, co znaczyło dla niego zaskakująco wiele? Określenie źródła kwasoty sprzed kilkunastu minut wydawało się niemożliwe.
  – Brzmisz, jakbyś wybierał się na wojnę – mruknął w końcu, kierując kroki ku pierwszej lepszej ławce. Była już podniszczona i nieco brudna, ale Kotarou nie wyglądał, jakby się tym specjalnie przejmował. Odnajdując wygodne miejsce, pochylił się naprzód; wsparł łokcie na kolanach, uprzednio poświęcając kilka długich sekund na znalezienie niewielkiej, nieco pomiętej paczuszki w kieszeni plecaka. Pojedyncze stuknięcie w spód opakowania wysunęło na światło dzienne kilka papierosów, spośród których chłopak złapał jednego między wargi. Moment później ciszę wypełniło pstryknięcie zapalniczki. – "Musimy zrobić to i tamto, i jeszcze jedno i kolejne, żeby znaleźć się w dobrej pozycji". Całkiem jakbyś planował kolejny wypad na tereny wroga i ryzykował życiem – Na sam koniec zdania zaciągnął się tlącym papierosem, w moment później wypuszczając w wieczorowe powietrze kłąb szarego dymu. Nie było tu ani brata, ani rodziców, którzy mogliby skarcić niedawno nabyty nawyk. Jak mógł więc nie skorzystać z takiej okazji?
  Zaraz odchylił plecy w tył, aż nie dotknęły oparcia łatwi. Zadarł podbródek, kierując spojrzenie na ciemniejące niebo. Nie minęła dłuższa chwila, a już wykrzywiał usta w subtelnym uśmiechu, spoglądając w kierunku swojego stróża.
  – Rozluźnij się trochę, Koyasuryo. Co, jeśli wystraszysz przyszłego pracodawcę tą grobową miną i postawą, jakby ktoś wlał ci cement w żyły? – przechylił łeb delikatnie na bok. Kolejny szary obłok wymknął się spomiędzy delikatnie rozchylonych warg, gdy wilk klepał miejsce tuż obok. – Chodź, posiedź ze mną. Dookoła tak zimno i zaczynam czuć się samotny – Pod koniec wypowiedzi dłoń chłopaka wylądowała w miejscu serca w teatralnym geście. Westchnął też głęboko, jakby na barkach ciążyły mu wszystkie problemy świata.
  Zawsze w ten sam sposób radził sobie z niewygodnymi sytuacjami – przez żarty i teatralną grę, którą utrzymywał w fasadzie równie stabilnej, co gruby na kilka kilometrów mur.
Akuto Koyasuryo
Akuto Koyasuryo
The Liberty Individual Trouble Seeker
Re: Granica
Nie Sty 31, 2021 8:59 am
  "Brzmisz jakbyś wybierał się na wojnę (...)"
  Kolejne słowa wypowiadane przez Kotarou choć mogłyby rozbawić większość ludzi, nie zmieniła wyrazu twarzy Akuto nawet odrobinę. Mężczyzna nigdy nie miał tendencji do dzielenia się z innymi myślami. Teraz jednak być może to właśnie zmęczenie dawało o sobie znać na tyle, by Koyasuryo nie patrząc w jego kierunku wyrzucił z siebie jedno konkretne zdanie.
  – Bo szczerze mówiąc, tak właśnie się czuję – nie dodał niczego więcej. Fakt, że podzielił się z nim swoimi myślami i tak był dość dużym, niezwykle szczerym skokiem naprzód. Prawdopodobnie miał on zniknąć tak szybko jak czarnowłosy odzyska wewnętrzny spokój, porządnie się wyśpi i dojdzie do siebie. Na ten moment był jednak niezwykle charakterystycznym kłębkiem nerwów. Zignorował jego dalsze przytyki. Nie zignorował jednak propozycji, by usiąść obok. Przeszedł kilka kroków i opadł ciężko na ławkę, darując sobie jednak głośne westchnięcia. Zatknął po prostu rękę o rękę na swojej klatce piersiowej, zatrzymując spojrzenie na szarym niebie.
  – Kanada jest dużo zimniejsza niż Japonia – stwierdził nagle, obracając się nieznacznie w kierunku Kotarou. Utkwił wzrok w jego twarzy, początkowo nie odzywając się ani słowem, zupełnie jakby coś kontrolował. Bo to właśnie robił. Mógł nie być nie wiadomo ile starszy, ale nadal biorąc go ze sobą podpisał niewidoczny cyrograf. I czuł się za niego odpowiedzialny.
  – Jak się czujesz? – mógł żartować ile wlezie. Cwaniaczyć, kręcić i rzucać tymi swoimi beztroskimi tekstami. Mieli jednak za sobą cholernie długą trasę i decyzję, której nie podejmowało się na co dzień. Nie było szans, by nie odbiła się ona jakkolwiek na jego psychice. A skoro już miał go o coś podobnego zapytać, czemu nie zrobić tego teraz, gdy i tak musieli czekać na pociąg? Pociąg, który mimo krótkiego czasu oczekiwania i tak nie spieszył się jakoś szczególnie. Mógł wytężać wzrok, patrząc nieustannie w dal, ale i tak nie był w stanie dostrzec nawet jego zarysu na horyzoncie. Opóźnienia były dla reszty świata czymś normalnym, w Japonii nie miały jednak miejsca zbyt często. Konduktorzy przepraszali ich za każde kilkanaście sekund. Nie powinno zatem nikogo dziwić, że już po minucie opóźnienia, Akuto ściągnął nieznacznie brwi.
  – Mam nadzieję, że pociągi faktycznie nadal tu działają – rzucił krótko, postukując palcami prawej ręki o lewe przedramię.
Ookami
Ookami
The Liberty Individual Trouble Seeker
Re: Granica
Pon Mar 01, 2021 11:13 pm
  – Bo jesteś przemęczony i ciężko ci zachować trzeźwość umysłu – powiedział po chwili, ale w jego głosie nie pobrzmiewał żaden wyrzut ani niezadowolenie. Brzmiał, jakby stwierdzał jakiś najbardziej oczywisty fakt, jakby mówił, że rankiem budzą się ptaki i przełamują nocną ciszę swoim śpiewem.
  – Ja? – zaśmiał się nagle, wyraźnie rozbawiony pytaniem stróża. Czuł się, jakby opowiedziano mu wybitnie zabawny kawał, a jednocześnie aż zawrzał we wnętrzu. Nie lubił, gdy pytano go o takie rzeczy. W ogóle nie znosił, gdy ktokolwiek zakładał, że coś mu dolegało. Życie nauczyło go, by nikomu nie okazywać słabości, nawet bliskim. I bez względu na to, czego by nie czuł względem Koyasuryo – czy to sympatii, czy jakiegoś niewytłumaczalnego przywiązania – wciąż nie czuł się na tyle bezpieczny, by wprost i na głos powiedzieć, że nie, nie czuł się dobrze, że zżerało go poczucie winy i zgorzknienie, a między jednym a drugim i tęsknota za czymś, czego i tak nie mógł odzyskać. Wystarczyła jedna trywialna myśl, czy choćby uczucie pomiętego zdjęcia dotykającego grzbietu dłoni, by wydarzenia powróciły równie jasne jak dzień o poranku, równie bolesne, jak wymierzona w twarz pięść. – Mam się dobrze, jak zawsze. Co to za pytanie? – Twarz wykrzywił uśmiech, trochę rozweselony, trochę pobłażliwy, jakby autor nie był do końca pewien która z emocji będzie odpowiedniejsza, by przekonać siedzącego obok mężczyznę.
  Ostatni raz zaciągnął się papierosem, zaraz wyrzucając zużyty filtr do stojącej tuż obok popielniczki; wyuczone od dziecka zasady dobrego wychowania nie pozwalały mu śmiecić na ziemi, mimo że wszędzie dookoła było aż grubo od papierków i niedopałków. Przeciągnął się zaraz, obrócił i opadł w tył, lądując z głową na udzie towarzysza. Nogi przewiesił przez podłokietnik, machając trampkami w powietrzu całkiem jak rozbawione dziecko.
  – A jeśli tak bardzo się mną martwisz, to zawsze możesz dać mi buzi, to lek dobry na wszystko. Naukowcy to potwierdzają, nie słyszałeś? – Zaczepny ton i nieokiełznany błysk w oku potwierdzały, że nawet jeśli żartował, to było w jego postawie również coś poważnego, co kazało twierdzić, że nie miałby absolutnie nic przeciwko podobnej kolei rzeczy. Zaraz zasłonił usta dłonią i ziewnął leniwie.
  – Na pewno działają. A jeśli się nie pojawi przez kolejne kilkanaście minut, to zawsze mamy autobus. Przystanek jest tuż obok. Jestem gotów się dla ciebie poświęcić i pobiec zatrzymać kierowcę, gdyby jechał zbyt szybko. W zamian oczekuję tylko odrobiny uwagi od ulubionego stróża – Na sam koniec puścił mu niewinne oczko w parze z którym poszedł i szeroki uśmiech.
Akuto Koyasuryo
Akuto Koyasuryo
The Liberty Individual Trouble Seeker
Re: Granica
Wto Mar 02, 2021 3:36 pm
  Miał rację. Akuto po prostu nie zamierzał mu jej przyznawać. Chłopak był na tyle bystry, że i tak nie potrzebował w tym temacie jego potwierdzenia, poza tym mało kto kiedykolwiek go oczekiwał od tego przerośniętego milczka, który nie pozwalał sobie na werbalne przyznanie się do słabości. Choćby padał na twarz milion razy, nadal zamierzał uparcie wstawać do góry i przeć przed siebie, by osiągnąć obrany cel. Jak jakaś żałosna główna postać z anime.
  Nie dodał niczego więcej, gdy ten zareagował śmiechem na jego niezwykle proste pytanie. Świdrujący, pozbawiony emocji wzrok wpatrywał się w niego uważnie, mimo że zgodnie z oczekiwaniami, Kotarou zbył go jak zawsze. Dzieciak naprawdę miał tendencje do trzymania wszystkiego w środku i maskowania swoich problemów śmiechem. Nie żeby Akuto mógł w tym temacie zwracać mu jakkolwiek uwagę, by nie wyjść na hipokrytę. Nic dziwnego, że koniec końców wyszedł z założenia "gdyby chciał ci cokolwiek powiedzieć to by to zrobił". Nie byli w końcu przyjaciółmi, ciężko było oczekiwać, że nagle zaczną się sobie zwierzać, tylko dlatego że ich historia przybrała taki, a nie inny obrót.
  Nie zareagował nawet, gdy szczeniak zdecydowanie poczuł się zbyt pewnie i uwalił na jego udach. Choć musiał przyznać, że ledwo udało mu się powstrzymać przewrócenie oczami.
  "A jeśli tak bardzo się mną martwisz, to zawsze możesz dać mi buzi, to lek dobry na wszystko. Naukowcy to potwierdzają, nie słyszałeś?"
  Może jeszcze frytki do tego? Uwalił na płasko rękę na jego twarzy, uderzając go tym samym nieco mocniej w czoło.
  — Bezczelny gówniarz.
  Pokręcił głową na boki, zaraz przesuwają palce na jego włosy. Nie skupiał się nawet jakoś szczególnie na fakcie, że muska je raz po raz palcami, jednocześnie nie wsuwając ich zbyt mocno w ciemne kosmyki. Jeżeli w ten sposób Akuto głaskał psy to z pewnością nie był ich ulubieńcem.
  — Obawiam się, że tak czy inaczej jesteśmy na siebie skazani, więc nie mam większego wyboru — wypowiadane przez niego żarty nigdy tak nie brzmiały, niemniej chłopak powinien się już przyzwyczaić zarówno do kamiennego oblicza, jak i suchego tonu głosu. Siedział przez dłuższą chwilę nieruchomo, nim w końcu w oddali nie pojawiło sie słabe światło, zwiększające z każdą sekundą. Jego uszy wypełnił niezbyt przyjemny dźwięk, do którego zapewne miał się przyzwyczajać jeszcze przez dłuższy okres czasu. W końcu w Oguni nie mieli takiej styczności z pociągami.
  — No już, do góry — rzucił poklepując Momobashiego w ramię. Przynajmniej na razie. Jak zaraz się nie podniesie to będzie musiał go zrzucić na ziemię. Nie zamierzał w końcu sterczeć na stacji przez kolejną godzinę czy niewiadomo ile.
Ookami
Ookami
The Liberty Individual Trouble Seeker
Re: Granica
Sro Mar 03, 2021 12:24 pm
  Dłoń ładująca na jego licu wykrzywiła piegowaty pysk w niezadowolonym grymasie.
  – Tylko nie w twarz, to jedyna ładna rzecz jaką posiadam – Teatralność tonu, jakiego użył skłaniała do myślenia, że znów się wygłupiał, a jednak gdyby w tamtym momemcie przyjrzeć się złotym ślepiom... Można by pomyśleć, że rzeczywiście tak uważał. Zapytany wprost – o inne cechy wyglądu czy może charakteru – odpowiedziałby czymś śmiałym i pewnym siebie, taki po prostu był, tak się bronił przed światem. Niemniej cały ten rzekomy narcyzm wcale nie oznaczał, że młody wilk był zapatrzony w siebie. Miał sobie wiele za złe i wiele rzeczy w sobie nie lubił, ale prędzej wskoczyłby pod nadjeżdżający pociąg, niż powiedział to na głos.
  Nabrał więcej powietrza, gdy dłoń Koyasuryo sięgnęła jego włosów, przeczesując je powoli. Nagle stracił całą werwę sprzed sekundy, zapadł się cały w sobie i zacisnął szczęki, jakby nie był pewien w jaki sposób powinien zareagować. Do tego również nie zamierzał się przyznawać, ale brakowało mu dotyku. Takiego prostego, szczerego dotyku, bez żadnych przymusów, idącego prosto z serca. Nie był tylko pewien, czy chodziło o ogólny kontakt fizyczny, czy może o kontakt z jednym konkretnym stróżem, który od samego początku wpadł mu w oko.
  Nie chciał się zbyt długo zastanawiać, więc zamknął oczy i przysłonił je wierzchem ręki.
  – Skazani? Ha, ha, Koyasuryo, bardzo zabawne – fuknął pod nosem, niby obrażony, a jednak dało się ujrzeć ten przebłysk rozbawienia na piegowatym pysku.
  Poklepany w ramię podniósł się żwawo do góry, od razu łapiąc też za rączkę plecaka, który wcześniej odłożył na ziemię. Stojąc już w pionie przeciągnął się jak po dobrej drzemce, być może przypadkiem, a być może celowo pozwalając bluzie podjechać nieco wyżej i odsłonić skrawek jasnego brzucha.
  – Zajmij miejsce, a ja zajmę się biletami – zaproponował uprzejmie, mrużąc nieco ślepia, gdy wzrok wyłapał coraz większy zarys nadjeżdżającej maszyny. Nie spodziewał się w środku tłumów, wszak byli na najdalszych obrzeżach miasta i prawdopodobnie mało kto tu w ogóle jeździł, niemniej… każdy nawet najmniejszy pasażer miał stać się obiektem obserwacji.
  Gdy tylko pociąg stanął w miejscu, Kotarou od razu wskoczył do środka, szukając wzrokiem kogokolwiek charakterystycznego, kto mógłby odpowiadać za sprzedaż biletów. W pierwszej chwili spojrzenie padło na eleganckiego mężczyznę siedzącego przy oknie z laptopem na kolanach. Wilcze ślepia przez chwilę studiowały jego sylwetkę, lecz szybko straciły zainteresowanie na rzecz młodej kobiety, która najwyraźniej była dokładnie tą osobą, której szukał. Usta samoistnie wykrzywił lekki uśmiech, zaś dłonie splotły się za plecami, gdy podchodził do niej żwawym krokiem. W takich momentach było widać, że młody wilk znał się na ludziach i wiedział jak z nimi rozmawiać, bo wystarczyło kilka krótkich zdań, by dziewczyna zawtórowała mu rozweselonym śmiechem podczas wręczania dwóch świstków papieru. Wydawać by się mogło, że szczeniak kontynuuje rozmowę, ale pożegnał się uprzejmie i wrócił do Akuto, dając mu oba bilety na przechowanie.
  – Była przemiła i powiedziała, żeby następnym razem o nią pytać, gdy będziemy gdzieś jechać pociągiem.
Akuto Koyasuryo
Akuto Koyasuryo
The Liberty Individual Trouble Seeker
Re: Granica
Czw Kwi 01, 2021 9:32 am
  Uniósł nieznacznie brew ku górze, patrząc pokrótce na Kotarou, choć nic więcej w jego twarzy nijak nie uległo zmianie.
  — W niskiej samoocenie ci nie do twarzy — skwitował pokrótce, kręcąc głową na boki. Nie zamierzał wchodzić głębiej w temat, ani analizować tego czy Japończyk faktycznie miał problemy ze swoim wyglądem, czy zwyczajnie sobie żartował. Nieszczególnie go to w tym momencie interesowało. Zmęczenie po podróży było tak wielkie, by jedynym na czym mu zależało było jak najszybsze znalezienie się w hotelu.
  A potem znalezienie miejsca, które będzie mógł nazwać domem.
  Dom.
  Mimowolnie, przez chwilę w jego umyśle na nowo zamajaczyła świątynia. Znajome twarze przewijały się przed jego oczami równie wyraźnie co nadjeżdżający pociąg. Choć nieustannie blokował w sobie wszelkie negatywne uczucia, pojedyncze sekundy pozwalały na to, by szpara w jego barierze nieco się poszerzyła. Przepuściła kolejne myśli i odczucia, do których nie tylko nie chciał się przyznać, ale przede wszystkim - nie chciał o nich pamiętać. O drobnych porannych nawykach jego brata. Przepychankach na dziedzińcu, gdy komuś znowu przypadło grabienie liści, które wiatr uparcie wracał na poprzednie miejsce. Kierowaniu zbłąkanych dusz, które szukały ukojenia w ich ścianach. Nocnych patrolach i energii wypełniającej całe jego ciało, gdy trenował walkę mieczem pośród leśnego szumu. Wystarczyło unieść głowę, by cały czar prysł.
  Nie był już w Japonii.
  Świat, który rysował się przed nim był szary, zimny, obcy. Nowoczesny. Sprawiał, że mężczyzna czuł się jeszcze mniejszy niż zazwyczaj. Niczym mrówka pośród tłumu pasikoników.
  "Zajmij miejsce, a ja zajmę się biletami."
  Dopiero te słowa były w stanie jakkolwiek wyrwać go z letargu. Pokiwał powoli głową i rozejrzał się za wolnymi siedzeniami. Nie żeby miał z tym większy problem. Pociąg był praktycznie pusty, co dobitnie wskazywało na to, że nie cieszył się wielką popularnością w tych stronach. Nie powinno go to zapewne dziwić, skoro znajdywali się przy samej granicy muru. Po co ktokolwiek miałby się tu udawać? By popatrzeć na jego strukturę i powspominać czasy, gdy byli wolni? Akuto pewnie by tak robił. Od czasu do czasu.
  Odłożył swoje walizki w miarę wygodnie na przeznaczone do tego miejsce i usiadł od strony okna, zaraz opierając się o nie ramieniem. Wyciągnął ręce z rękawów kurtki, nie zdjął jej jednak. Zamiast tego nakrył się nią jak kocem, wzdychając cicho do samego siebie.
  "Była przemiła i powiedziała, żeby następnym razem o nią pytać, gdy będziemy gdzieś jechać pociągiem."
  Obrócił powoli głowę w stronę Kotarou. Nawet nie zauważył kiedy zaczął, jak i skończył rozmawiać. Skinął jedynie głową i wziął od niego bilety, zaraz układając się wygodniej i zamknął oczy, ściągając kurtkę na klatce piersiowej.
  — Obudź mnie jak dojedziemy na miejsce.
  Po tych słowach nie było już żadnych innych. Jedynie spokojny, wyrównany oddech zwieńczający jego zmęczenie tym cholernym dniem.

zt. x2
możesz napisać następnego posta już w hotelu!
Sponsored content
Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach