IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Dróżka przed akademikami

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
Yunlei Chen

avatar
#Imprezowiczka
262


   
Czw Wrz 08, 2016 4:28 pm
     
Prawdopodobnie najczęściej uczęszczane miejsce na terenach Riverdale, zaraz po dziedzińcu. Wszyscy uczniowie z obu akademików chcąc nie chcąc spotykają się tutaj czy to w drodze do szkoły, czy też wracając z niej. Niemała część z nich używa również tego terenu do spotykania się i nazywa żartobliwie "koedukacyjną przestrzenią międzyakademikową". O dziwo, mimo obaw wielu uczniów z klas A, miejsce nawet po połączeniu szkół utrzymane jest w czystości. Zapewne duży wpływ na podobny fakt mają regularnie patrolujący teren prefekci i nauczyciele, którzy szczególnie mało tolerancyjnie podchodzą do używek wszelkiego rodzaju i śmiecenia. Jeśli więc nie chce się trafić na dywanik u dyrektora, czy wylądować z mopem na korytarzu, lepiej odpuścić sobie podobne wybryki. Zwłaszcza, że miejsce wypełnione jest przez mniejsze drzewka, krzewy i kwiaty, otoczone murkiem, na którym wszyscy zwykli siadać gdy znudzi im się spacerowanie dróżką.

***

Lubiła tę część szkoły. Pod warunkiem, że miała towarzystwo. Gdy szła z kimś, prawdopodobieństwo że zostanie zaczepiona przez jednego z uczniów, których nie znała momentalnie malało. Dlatego też w wyraźnie dobrym humorze szła dróżką, ściągając od czasu do czasu Noaha i nucąc coś pod nosem. Jej pies merdał ogonem w odpowiedzi, szczekając od czasu do czasu na wiewiórki.
- Kurogane-san, mówiłeś, że urodziłeś się w Kanadzie. Vancouver czy inne miasto? Daleko masz stąd do domu? - zapytała obracając się w jego stronę. I poniekąd to był właśnie błąd. Noah widząc jej dekoncentrację momentalnie się obrócił, wskoczył na murek i zaczął skakać szczekając dookoła jednego z drzew. Stała w miejscu patrząc jak smycz zaczyna się rozwijać, a spanikowana wiewiórka dostaje zawału na jednej z gałęzi.
- Noah, jeśli jeszcze raz wywalą mnie przez ciebie z terenu akademika to wrócisz do tego kartonu, z którego wylazłeś! - rzuciła oburzona wskakując na murek w ślad za nim, by przejść się dookoła pnia, okręcając od niego smycz. Wywalony na wierzch jęzor nie pomagał jej w utrzymaniu poważnej miny.
- Mógłbyś chociaż udawać poczucie winy? - krótkie skomlenie wywołało na jej ustach uśmiech.
- No, tak lepiej. - poklepała go po łbie, zaraz patrząc w bok na chłopaka z miną, którą ciężko było konkretniej nazwać. Niejednokrotnie spotkała się z tym, że inni tracili do niej cierpliwość przez ciągłe interakcje z psem, którego nie potrafiła zostawić samemu sobie.

< Poprzedni temat
Powrót do góry
 
Go down
Ryu Kurogane

avatar
#
Szarak
523


   
Czw Wrz 08, 2016 5:57 pm
     
Ryu rozglądał się po dróżce, którą szedł razem z Yoru. Postanowił trochę popodziwiać otoczenie w którym będzie mieszkał przez następne parę lat. Zauważył też, że dziewczyna jakiś czas temu zaczęła coś nucić, ale nie zwracał na to większej uwagi. Często cisza stawała się w jego przypadku niekomfortowa, jednak ten raz był najwidoczniej wyjątkiem.
Nim Kurogane zdążył odpowiedzieć na pytanie jego senpai, husky zwący się Noah zaczął wariować na punkcie jednej z wiewiórek. Chłopak obserwował całą sytuacje, która wydawała mu się trochę śmieszna. 'Bardzo prawdziwa' groźba Yoru, sprawiła pojawienie się na twarzy szesnastolatka szerokiego uśmiechu. Zauważył też wzrok, który otrzymał od nastolatki po tym jak pouczyła psa, sugerujący u Ryu jakąś niemiłą reakcję. Przez chwilę nie mógł rozgryźć co mogła mieć Yutaka na myśli, kiedy zdał sobie sprawę o tym jak został zignorowany z powodu Noah'a.
- Nie przejmuj się. Nie mam ci za złe takiej błahostki. Aktualnie uważam twoje interakcję z psiną za... - zatrzymał się myśląc na właściwym słowem - ...unikatowe. W dobrym sensie.
- Odpowiadając na twoje pytanie, Vancouver. Moi rodzice 20 lat temu przenieśli się tutaj. W sumie to nigdy nie podali mi powodu, ale nie zamierzam się dopytywać. Nie ma to raczej dużego znaczenia. - wyjaśnił trochę rozwijając swoją wypowiedź od jednego słowa - Nie powiedziałbym, że daleko. Moja mama i siostra postanowiły wyprowadzić się do jakiegoś tańszego mieszkania skoro miałem się wyprowadzić. Teraz pewnie przewożą wszystkie swoje rzeczy do apartamentu w dzielnicy mieszkalnej... Tak właściwie to wygląda jakby chciały się mnie pozbyć. - dodał końcówkę z udawanym bólem, bawiąc się w aktora
- Tak właściwie to nie mam nic przeciwko temu. Można powiedzieć, że w pewien sposób taka zmiana otoczenia jest... ekscytująca? - zaproponował z zmieszaną miną, po czym ostatecznie wzruszył ramionami
- Yoru-senpai zastanawiałaś się kiedyś nad mieszkaniem w akademiku? - zapytał czysto z ciekawości - Osobiście odbieram to za swoisty rodzaj wolności. Szanse na faktycznie podejmowanie samodzielnych decyzji bez wpływu rodziców...
- Trochę to samolubne. - dodał po cichym zaśmianiu się widocznie zagubiony w swoich myślach
Powrót do góry
 
Go down
Yunlei Chen

avatar
#Imprezowiczka
262


   
Czw Wrz 08, 2016 7:13 pm
     
Unikatowe. Czyli była dziwna. Przez chwilę przyglądała mu się z miną sugerującą co najmniej powątpiewanie, nim w końcu zaczęła się śmiać. Ogon Noaha zamerdał w rytm tego dźwięku, najwyraźniej decydując, że skoro wszyscy się świetnie bawią, może już odpuścić wiewiórce na dobre. Zeskoczyła z nim z murku, zajmując miejsce po lewej stronie Kurogane.
- Jasne, ładnie powiedziane. - rzuciła z przekąsem, luzując smycz. Husky podbiegł do przodu, choć tym razem nawet jego zainteresowanie otoczeniem nie wzrosło do tego stopnia, by pociągnął ją za sobą. Całe szczęście. Powinna się cieszyć, że przygarnęła husky'ego, a nie malamuta czy doga niemieckiego. Wtedy to miałaby zabawę, gdyby nagle pociągnęły ją do przodu. Nawet nie chciała sobie tego wyobrażać.
- Vancouver to ładne miasto. - skomentowała w końcu, przysłuchując się uważniej jego odpowiedzi. Sposób w jaki nie wspomniał o ojcu albo aluzją że już go nie ma, albo nie utrzymuje z nim kontaktu. Którakolwiek opcja była poprawna, zakodowała ją w pamięci.
"Wygląda jakby chciały się mnie pozbyć."
- Na pewno nie! Jestem pewna, że... - zanim pomyślała, wypaliła z niesamowitym zaangażowaniem, najwyraźniej pomijając moment, w którym chłopak nadał wypowiedzi bardziej aktorskiego brzmienia. Dopiero po chwili dodała dwa do dwóch. Zbladła nieznacznie, odwracając wzrok.
- To był żart, prawda? - przysłoniła oczy dłonią, patrząc na niego spod niej z zażenowaniem. Zbyt poważnie podchodziła do niektórych rzeczy, musiała się nauczyć odróżniać wypowiedzi innych.
- Zmiany otoczenia nawet jeśli bywają stresujące, z reguły są tylko kwestią przyzwyczajenia do nowego miejsca. Ja przykładowo nie urodziłam się w Vancouver, tylko w Yokohamie. Choć w wieku pięciu lat przeprowadziliśmy się do Tokyo za... pracą ojca. W Vancouver mieszkamy od kilku lat. Pięciu, jeśli dobrze liczę. Choć przez cztery lata chodziłam do japońskiej szkoły, dopiero w zeszłym roku tata zapisał mnie do Riverdale. - pominęła fakt, że codziennie przez to musiała dojeżdżać do szkoły samochodem. Było kilka kwestii w przypadku których zwyczajnie nie miała prawa głosu, niezależnie od tego jak długo by się nie kłóciła. Jak choćby mieszkanie w akademiku, o które właśnie zapytał.
- Myślałam. Niestety mój ojciec jest strasznie nadopiekuńczy i... podejrzewam, że jego tradycjonalizm odcina mi sporo dróg. "Dziewczyna w twoim wieku nie powinna mieszkać sama z dala od domu. Chłopcy to zagrożenie, rozerwą cię jak wściekłe psy". Tak jak na wiele rzeczy pozwala, tak z domu prawdopodobnie wypuści mnie dopiero z mężem. - przewróciła oczami wzdychając cicho pod nosem. Zdecydowanie nie był to pomysł, który jej się podobał. Jednocześnie potrafiła go w pewien sposób zrozumieć, biorąc pod uwagę że stracił już matkę.
- No i jednak Noah mógłby sprawiać problemy w akademiku. W domu przynajmniej może pobiegać po ogródku. Zawsze znajdzie kogoś, kto podrapie go za uchem, albo komu będzie mógł zjeść buta. - zaśmiała, patrząc na psa ze swego rodzaju czułością. Kto by pomyślał, że zaledwie w ciągu kilku miesięcy jakaś istota tak zgrabnie wkradnie się do jej życia?
- Ile lat ma twoja siostra? - zapytała nagle, zmieniając poprzedni temat. Pytanie chodziło jej po głowie już od jakiegoś czasu, gdy usłyszała o jej istnieniu.
Powrót do góry
 
Go down
Ryu Kurogane

avatar
#
Szarak
523


   
Czw Wrz 08, 2016 8:17 pm
     
Po chwilowym postoju wrócili do spacerowania dróżką. Kiedy dziewczyna zaczęła mu się przyglądać, pomyślał czy aby nie przesadził z tym co powiedział. Ku jego uldze po chwili zaśmiała się. Można powiedzieć, że Ryu upiekło się. Tym razem.
Na wspomnienie o pięknie tego miasta, chłopak musiał przytaknąć głową. Od początku było ono wyjątkowe co sprawiło, że wiele osób do niego przybyło. Tym samym zwiększenie ludności tej mieściny, samo w sobie poprawiło rozwój Vancouver. Niestety tym samym nie było wątpliwości o dość sporej ilości szarych typów na ulicach. Osobiście Kurogane nie miał z nimi zatargów.
Na jego żartobliwą sugestię Yutaka-senpai od razu chciała go pocieszyć, najwidoczniej na początku nie zwracając uwagi na jego ton. Patrząc na reakcję dziewczyny, chłopaka nawiedziła chwilowa myśl o kopnięciu siebie. Mimo tego, fakt, że droczenie się z innymi sprawiało mu przyjemność wywołał u niego szeroki uśmiech, którego nie dało się powstrzymać.
"To był żart, prawda?"
- Yup. - odpowiedział prosto - Ale dziękuję za chęć pocieszenia. - dodał mając nadzieję na zmniejszenie zażenowania nastolatki w jakiś sposób
Ze skupieniem wsłuchiwał się w to co mówiła jego senpai, przytakując na początku z powodu posiadania podobnego zdania. Nie mógł sobie nawet wyobrazić przeżyć dziewczyny spowodowanych przez ciągłe przeprowadzki. Często słyszał o ciężkości takich sytuacji od swoich dawnych znajomych, ale każdy odbierał je inaczej. W końcu nikt nie jest taki sam.
- Rozumiem co czujesz. - powiedział po wysłuchaniu opowieści o ojcu Yoru - Nadopiekuńczość rodziców jest uciążliwa, ale nie można kwestionować ich intencji. Robią to co uważają za najlepsze... chociaż ich instynkt rodzicielski ogranicza ich pole widzenia.
- Na temat chłopaków muszę się z nim zgodzić. - dorzucił z śmiechem - Takie czasy. - po czym wzruszył ramionami
Argument o Noah'u był trafny. Widział też czułość jaką darzy psiaka, więc nie czuł potrzeby dorzucania czegoś na ten temat. Mimo, że nie było to bardzo 'męskie' niezaprzeczalnie był on miłośnikiem rzeczy puszystych. Uznam to za jedną z moich dziwnych cech...
"Ile lat ma twoja siostra?"
Ryu na pozór udawał, że zastanawia się nad jakąś skomplikowaną zagadką. Kładąc kciuk i palec wskazujący lewej dłoni na podbródku zaczął 'głaskać' swój nieistniejący zarost. Po około minucie w końcu odpowiedział.
- Jak dobrze pamiętam to różnica między nami wynosi 6 lat, więc... 10? - zakończył wypowiedź w formie pytania mimo bycia pewnym - Energiczna dziewczynka, która ostatnio zaczęła się buntować.
- Pamiętam jak jeszcze niedawno biegała za mną i mówiła mi 'Oni-chan'. - po czym zaskomlał przypominając skarcone zwierzę.
Powrót do góry
 
Go down
Yunlei Chen

avatar
#Imprezowiczka
262


   
Czw Wrz 08, 2016 10:14 pm
     
Więc jednak nie tylko jej się podobało. Jego skinięcie głową mogło mieć oczywiście charakter czysto grzecznościowy, biorąc pod uwagę fakt, że nie poprosiła go o dokładniejszą odpowiedź. Zwłaszcza, że miasto, które dla niej nawet po tych kilku latach było jedną wielką niewiadomą, zaskakującą w najmniej spodziewanym momencie - dla kogoś innego mogło być zwyczajnie nudne. Z drugiej strony, gdyby tak było, nie stałoby się swego rodzaju centrum gromadzących się Japończyków. Najwidoczniej coś w ich krwi wabiło ich do okolic kolonii brytyjskich. Jednocześnie z dala od amerykańskich granic.
Całe szczęście, że po jej żenującym występie nadal się uśmiechał. Przez chwilę się wystraszyła, że jeszcze faktycznie się obrazi, że dopuściła do siebie podobną myśl. Może gdyby spędzała więcej czasu w towarzystwie innych ludzi w swoim wieku, nie podskakiwałaby tak w każdym momencie, gdy coś znowu poszło nie do końca tak jak sobie to zaplanowała.
Doceniała w nim fakt, że nie przerywał jej opowieści pytaniami, czekając do końca. Czasem gdy ktoś zasypywał cię nimi w trakcie, łatwo było wypaść z rytmu i zapomnieć co chciało się powiedzieć. W ten sposób łatwiej było jej zebrać myśli.
- Dobrze powiedziane. Chociaż miło by było, gdyby ich instynkt rodzicielski nie przysłaniał zaufania. Oczywiście nawet na to znajdą kontrargument "Ufam tobie, ale nie ufam innym". - zaśmiała się, dodatkowo przedłużając swoje rozbawienie po tym, jak usłyszała w jakiej kwestii Kurogane zgadza się z jej ojcem.
- Wolę wierzyć, że nie wszyscy od razu myślą tylko o jednym. Pomijając fakt, że większość pewnie bierze mnie za młodszą siostrę jednego z uczniów. - mina momentalnie jej zrzedła, gdy podzieliła się z nim nie tyle swoimi domysłami, co faktyczną sytuacją z przeszłości. Zaraz machnęła jednak ręką zmieniając temat. Widząc jego reakcję na zadane pytanie dobry humor momentalnie wrócił. Zacisnęła dłoń w pięść, chowając za nią usta, gdy zaśmiała się krótko słysząc odpowiedź.
- Nie wiesz ile twoja siostra ma lat? To urocze. - gwizdnęła krótko na Noaha, przywołując go, by stanął obok jej nogi. Pewnie dlatego dźwięk, który wydał z siebie ostatni, kompletnie wybił ją z rytmu. Potknęła się na prostym chodniku, wybuchając śmiechem.
- Tęsknisz za tym? Nigdy nie miałam rodzeństwa, więc nie wiem jak to jest. Opiekować się kimś i patrzeć jak dorasta. Choć z drugiej strony... - zerknęła na Noaha. - Może jednak trochę wiem.
W końcu zbliżyli się do budynków akademików na tyle, by nie miała wątpliwości, że dobrze go poprowadziła. Nie żeby wcześniej je miała. A zresztą nawet jeśli miała to i tak się do tego nie przyzna, ha!
Powrót do góry
 
Go down
Ryu Kurogane

avatar
#
Szarak
523


   
Czw Wrz 08, 2016 11:16 pm
     
"Ufam tobie, ale nie ufam innym."
- Ugh... Nawet mi o tym nie przypominaj. Nie potrafię zliczyć ile razy mama użyła na mnie tego zdania (na realu też T-T). Serio, gdzie w nim jest sens? - zapytał pod koniec retorycznie
Przeklęte zdanie, które każdy rodzic niesprawiedliwie wykorzystuje. Ryu miał nawet raz kłótnie z matką o absurd tego stwierdzenia. W końcu jeśli ufa się swojemu dziecku to znaczy, że wierzy się w nie. Jak bardzo się mu ufa, jeśli rodzic uważa jego towarzystwo za nieodpowiednie? Wieczna zagadka świata, nadal nie rozwiązana.
PS: Nie wygrał tego argumentu.
"Wolę wierzyć, że nie wszyscy od razu myślą tylko o jednym."
- Masz rację nie wszyscy. Pewnie trochę ponad połowa, ale zbyt skomplikowany i w sumie nudny temat. - odpowiedział z randomowym uśmiechem.
Nie był to takie proste jak się wydawało. Ciało człowieka jest skomplikowane, a jego umysł jeszcze bardziej. To prawda, nie można wszystkich oceniać po zachowaniu innych osób. Nikt jednak nie zabraniał bycia ostrożnym, ne?
"Nie wiesz ile twoja siostra ma lat? To urocze."
Kolejny cios w stronę jego 'męskości' , który w najmniejszym stopniu mu nie przeszkadzał. W końcu dlaczego miałby nie lubić tego określenia. Fakt, siebie nigdy by tak nie nazwał, ale nie zmieniało to faktu, że jest to komplement. Poza tym, hej, mówimy o osobie, która przyznała się do chęci posiadania wilczych uszu.
Reakcja Yoru na to jak zaskomlał było niesamowita. Na szczęście, dziewczyna mimo potknięcia nie przewróciła się, bo wtedy pewnie byłoby to mniej zabawne. Wybuch śmiechu, który usłyszał od strony Yukaty-senpai był wart... bycia sobą. Poza tym nie na co dzień widzi się osobę, która potrafi 'zaskomleć'.
"Tęsknisz za tym?"
- Mhm... - odpowiedział myślami zagubiony w wspomnieniach, po tym jak Yoru oznajmiła, że może wiedzieć co on czuje.
- Kiedy miałem 5 lat i rodzice powiedzieli mi, że będę miał siostrą ucieszyłem się. Bardzo, chociaż dokładnie nie pamiętam. Wątpię, żeby ktoś nie chciał mieć rodzeństwa jak był mały... Wracając do tematu od początku starałem się nią bardzo opiekować. Teraz mogę nazwać to instynktem starszego brata, chcącego obronić swoje młodsze rodzeństwo przed złem. Zawsze się dogadywaliśmy często byliśmy wręcz nierozłączni. Do czasu, kiedy rozwinęło się moje... hobby. Nie chciałem ryzykować zranienia jej, więc musiałem ją trochę od siebie odepchnąć. Trwało to jakoś od połowy pierwszej klasy gimnazjum. Nim się obejrzałem, Miya była w wieku, w którym zaczęły się pojawiać przejawy buntu i najbardziej był on skierowany na mnie... Rzadko rozmawialiśmy od tamtego czasu. - przyznał się sam nie wiedząc czemu. W jego głowie znalazły się wspomnienie i automatycznie zaczął o nich opowiadać.
- Gomen, za zanudzanie cię moją historią. - dodał drapiąc się z tyłu głowy przez 'komfortowość', a na jego twarzy było widać lekko przymuszony uśmiech i rumieniec. Na horyzoncie widać było coś przypominające akademik, ale chłopak nie zwracał na to teraz uwagi.
Powrót do góry
 
Go down
Yunlei Chen

avatar
#Imprezowiczka
262


   
Pią Wrz 09, 2016 1:40 am
     
Jak widać nie tylko ona miewała podobne problemy. Pokręciła głową z rozbawieniem. Wiedziała, że chłopak nie oczekuje odpowiedzi, dlatego zostawiła swoje przemyślenia dla siebie. Jakieś tam bowiem miała. W końcu choć sama podzielała całkowicie jego zdanie, jednocześnie wiedziała że w pewnym sensie rodzice mają rację. Nawet jeśli znali siebie, nie znali ludzi którymi się otaczali. A w końcu nawet ona nie mogła być pewna, czy uprzejmy chłopak, który zaproponuje jej odprowadzenie do domu, zamiast tego nie spróbuje jej zabrać do hotelu.
Choć z drugiej strony była w nieco innej sytuacji. W końcu Kurogane był chłopakiem. Nie takim niskim, ani przesadnie chudym. Raczej wyglądał na kogoś, kto potrafi o siebie zadbać. Przyglądała mu się tak przez chwilę i w drugim przypadku zachowując milczenie. Ciężko byłoby dyskutować jej na podobny temat. Nawet jeśli weszłaby pomiędzy chłopaków i przejęła tok ich myślenia choć częściowo, nigdy nie byłaby zapewne w stanie zrozumieć ich całkowicie. Tak jak oni nie potrafili zrozumieć dziewczyn. Choć szczerze mówiąc czasem nawet Yorutaka ich nie rozumiała.
Wysłuchała w milczeniu jego historii, przez chwilę się nad czymś zastanawiając.
- Od kiedy wpadłam na ciebie na parkingu, nawet przez chwilę się nie nudziłam. - odpowiedziała z nieznacznym uśmiechem. Nie była zbyt przyzwyczajona do podobnych deklaracji, więc daleko jej było jeszcze do swobodnego wypowiadania podobnych słów. Zwłaszcza, że telefon w jej kieszeni znowu się rozdzwonił. Zignorowała go w pierwszym momencie z krótkim "hm", w końcu podejmując decyzję.
- To jakieś niebezpieczne hobby? - przysunęła się do niego nieznacznie, przykładając dłoń do ust.
- Jesteś handlarzem narkotyków? - zapytała konspiracyjnym szeptem, zaraz uśmiechając się z wyraźnym rozbawieniem. Wątpiła, by chłopak wkręcił się w aż takie utarczki. Ciężko było utrzymać coś podobnego w tajemnicy. A przynajmniej taką miała cichą nadzieję.
- Moja mama zachorowała po urodzeniu mnie. Ponoć miała pięćdziesiąt procent szans na przeżycie porodu. Mimo, że jej się udało, jej organizm był tak osłabiony, że cały czas spadała jej odporność. Łapała coraz to gorsze choroby, a mimo to zamiast siedzieć w szpitalu wolała spędzać ten czas ze mną w domu. Z dnia na dzień stwierdzono u niej raka. Walczyła przez rok. - mimo delikatnego uśmiechu, ciężko było szukać w niej radości. Miała wystarczającą ilość czasu na pogodzenie się z brakiem jej obecności, lecz... niewiele to zmieniało.
- Ale! Powiem ci coś w tajemnicy. Za każdym razem, gdy zdobędę na egzaminie jakąś wysoką ocenę, znajduję jakiś wysoki budynek w Vancouver, zwijam z niego samolot, który podpalam i rzucam. Gdy byłam młodsza, tata mówił że w ten sposób będzie mogła to zobaczyć. Dziecinne, prawda? Ale lubię to robić i wierzyć, że to prawda. - uśmiechnęła się w dużo weselszy sposób niż wcześniej. Nie pamiętała kiedy ostatni raz dzieliła się z kimś podobną informacją. Nie żeby za wszelką cenę starała się utrzymać ją w tajemnicy. Po prostu nie czuła podobnej potrzeby... ani nie miała okazji.
Powrót do góry
 
Go down
Ryu Kurogane

avatar
#
Szarak
523


   
Pią Wrz 09, 2016 2:34 am
     
"Od kiedy wpadłam na ciebie na parkingu, nawet przez chwilę się nie nudziłam."
- I vice versa, ale za to będziesz musiała podziękować temu maluchowi. - dodał wskazując kciukiem na małego huskiego, przy okazji lekko się śmiejąc
Po chwili zauważył, że zaczął jej dzwonić telefon, który najwidoczniej postanowiła olać. Może była to po prostu kultura, a może wiedziała kto próbował się z nią połączyć i nie była chętna na rozmowę z tą osobą. Tak czy siak, idąc w jej ślady zignorował małe pudełeczko. Pytanie czy to niebezpieczne hobby, nie bardzo by go zaskoczyło, gdyby nie dostrzegł, że zakryła swoje usta dłonią. Przez chwilę próbował rozgryźć o co może chodzić, a kiedy wpadł na pomysł poszerzył mu się uśmiech. Ktoś tu chcę rozluźnić atmosferę...
"Jesteś handlarzem narkotyków?"
Hobby, jakie zostało mu przypisane wprawiło go w następny niekontrolowany śmiech. Ryu był szczerze zaskoczony takim pytaniem. Wiedział, że coś się szykuje. Nie przewidział tylko co to będzie.
- Moje hobby nie tyle jest nielegalne, co po prostu niebezpieczne. Wątpię, żeby zabieranie ze sobą siostry na skakanie po, na przykład, wieżowcach było... zdrowym pomysłem. - odpowiedział z szerokim uśmiechem, kiedy udało mu się opanować atak frajdy - ...chociaż jak tak myślę to mogłem złamać tym parę praw... - dodał po czym przyłożył palec wskazujący prostopadle do ust w oczywistym znaku.
Kiedy Yoru zaczęła mówić o swojej mamie, chłopak od razu skupił się na jej wypowiedziach. Był wręcz pewien, że jest to temat dla niej ciężki i nie dziwił się temu. Słuchając jaką miłością matka Yutaki musiała ją darzyć, Ryu pozwolił sobie na lekki uśmiech. Nie przerywając wypowiedzi senpai ani na moment wysłuchał również jej tajemnicy.
- Według mnie, to wcale nie jest dziecinne. - oznajmił z łagodnym uśmiechem - Co jest dziecinnego w chęci nawiązania w pewien sposób kontaktu z martwym bliskim? - zapytał z sarkazmem
- Niektórzy wręcz takie sprawy olewają bojąc się reakcji ich rówieśników. To jest dziecinność.
- Jak tak teraz myślę to parkour po wysokich blokach jest czymś w tym stylu u mnie. Mój ojciec zmarł, kiedy miałem 8 lat. Zwykły wypadek na budowie. Stawiali nowy blok, kiedy górna część konstrukcji rozpadła się, spadając na ulicę i zabierając ze sobą paru pracowników. Ironicznie powinienem mieć przez to lęk wysokości. - wyjaśnił swoje nowe odkrycie z uśmiechem, który pokazywał akceptacje faktu. W końcu jeśli Yoru powiedziała mu o śmierci jej mamy, to i tak wypadałoby odwdzięczyć się przekazując podobną wiedzę, ne?
- Jesteś pewna, że nie powinnaś odebrać połączenia? Może to coś ważnego? - zapytał próbując zmienić temat i aktualnie będąc ciekawym co powoduje jej niechęć do zrobienia tej czynności
Powrót do góry
 
Go down
Yunlei Chen

avatar
#Imprezowiczka
262


   
Pią Wrz 09, 2016 3:24 am
     
Słyszał go kto! Zrobiła minę wskazującą na najwyższego stopnia oburzenie, która zaraz zmieniła się w coś na wzór kompletnie przegranego życia.
- Pokonana przez własnego psa! - machnęła ręką teatralnie, ciężko wzdychając. I co tu zrobić? Jak żyć? Najłatwiej byłoby pozbyć się konkurencji...
... w życiu! Zaśmiała się cicho przywołując do siebie Noah. Wyglądało na to, że i tak byli jedynymi osobami w pobliżu, a nie miała z nim aż takich problemów, by bała się że poleci w tył i wyleci na ulicę.
- Tylko bądź grzeczny. Nie przynoś mi ptaków ani wiewiórek, dobrze? - pogłaskała go po łbie, gdy szczeknął głośno, machając na wszystkie strony ogonem i odpięła mu smycz. Noah momentalnie wyrwał do przodu, by zaraz się wycofać i obskoczyć dookoła najpierw ją, a później Kurogane. Dopiero gdy zakończył tę swoistą formę pożegnania "O mój boże patrz na mnie, jestem wolny" pognał w stronę pobliskiego drzewa, zaraz opierając się na nim łapami, gdy dostrzegł kolejną wiewiórczastą przyjaciółkę.
Kto by pomyślał, że uda jej się go rozbawić? Raczej nie uważała samej siebie za wybitnego komika, choć uczucie gdy ktoś docenia twoje starania było całkiem miłe.
- Skakanie po wieżowcach? Niesamowite. - nawet nie próbowała hamować swojego podziwu. Wpatrywała się w niego z wyraźnym zaskoczeniem, kompletnie nie spodziewając się tego typu odpowiedzi. Wielokrotnie widywała na internecie filmiki, w których robili podobne rzeczy, ale chyba nigdy nie poznała nikogo osobiście.
- Bylebyś któregoś dnia nie poleciał za daleko, Kurogane-san. - rzuciła z nie do końca łatwą do określenia nutą w głosie. Podziw, strach? Może oba przemieszane ze sobą? Ciężko było stwierdzić. Z pewnością sama nie odważyłaby się na nic podobnego. Mimo to, gdy rzucił o łamaniu praw sama przytknęła palec do ust z tą samą super niesamowicie poważną miną co wcześniej.
- Ani słowa. Mury mają uszy. - wskazała palcem na cegłówki, które niestety nie miały na sobie ani żadnego graffiti w kształcie ucha, ani nawet napisu. Właściwie to były całkiem czyste. Co za szkoda.
Uśmiechnęła się nieznacznie na jego słowa, po podzieleniu się z nią historią. Kiedy jednak usłyszała o śmierci jego ojca, uśmiech momentalnie jej zrzedł. Więc jednak. Wibracje telefonu stały się podwójnie drażniące. Zawahała się przez chwilę, w końcu klepiąc go nieco niezdarnie po przedramieniu (tam jej łatwiej było sięgnąć niż do barku, co poradzić) we własnym geście pocieszenia, który zaobserwowała wśród kanadyjczyków.
- Ważnego... - westchnęła cicho i wyciągnęła telefon z kieszeni.
- Yuta-
- Nie, nie sprawdziłam planu. Nie wiem kiedy mam rozpoczęcie. Nie zamierzam wracać do domu. Noah nie sprawia problemów. Wszystko w porządku. I nie, nie odbieraj mnie.
- ... mogłabyś chociaż dać mi spytać. - kolejne westchnięcie opuściło jej usta, gdy przygryzła wargę zębami.
- Dzwonisz do mnie co piętnaście minut. Naprawdę, odpuść. Jeśli tak bardzo chcesz za mną chodzić krok w krok, zapisz się do Riverdale. Będziesz na mnie patrzył cały czas. Nie dzwoń, dopóki sama do ciebie nie zadzwonię, albo powiem wszystko ojcu i będziesz zasuwał w magazynie przez tydzień.
- Żartujesz sobie? No weź! Na pewno po ciebie nie przyjechać?
- Sayonara, nya~ - przekręciła oczami, wciskając czerwoną słuchawkę. Wrzuciła telefon do torby z naburmuszoną miną.
- Przepraszam. Miałam nadzieję, że po tygodniu mu przejdzie, ale po trzech miesiącach nadal wydaje mu się, że na każdym roku czyha gwałciciel, który porwie mnie i sprzeda do Niemiec. Widzisz tu jakiegoś, Kurogane-san? - zapytała z rozbawieniem, machając w stronę pobliskiego drzewa, na którym jedna z wron właśnie machała namiętnie skrzydłami, szykując się do odlotu.
Powrót do góry
 
Go down
Ryu Kurogane

avatar
#
Szarak
523


   
Pią Wrz 09, 2016 8:18 am
     
Ryu właśnie widział istną dramę przed jego oczyma. Trochę czasu zajęło przetworzeniu mu tego co właśnie zauważył. Jego mózg dosłownie się zatrzymał z przegrzania. Wznowił działanie, kiedy zauważył, że Yoru odpięła smycz małemu huskiemu, a ten zaczął wariować. Tylko trochę.
- Ptaki jeszcze jakoś rozumiem, ale nigdy nie słyszałem o psi zainteresowanym wiewiórkami... - powiedział pod nosem, otrzymując właśnie nową zagadkę
"Bylebyś któregoś dnia nie poleciał za daleko, Kurogane-san."
- Nie robię nic szalonego... - poinformował lekko - ...bynajmniej chciałbym tak powiedzieć ,ale wtedy bym kłamał. Może cie uspokoi fakt, że nie wybieram tych najwyższych budynków w Vancouver. Niechce mi się na taki wdrapywać. - zaśmiał się biorąc pod uwagę jego przejaw lenistwa
Widział lekki podziw w oczach Yutaki, ale nie bardzo się tym zdziwił. Osób cieszących się parkourem lub freerun'em patrząc na internet była masa. Ironicznie kiedy ktoś się rozglądał wokół siebie, rzadko udawało mu się taką osobę znaleźć. A głównie ta zabawa została uważana, za absurdalną przez osoby 'starszej daty'. Wedle jego informacji, reszta uważała ją za co najmniej fajną.
Mury mają uszy? Naprawdę? Mimo, że dany tekst był dość stary, w połączeniu z poważną miną Yoru, Ryu ku swojemu zdziwieniu zaczął się śmiać.
- Zapamiętam. - rzucił krótko
Po jego dość krótkiej historii został pocieszony za pomocą lekkiego klepnięcia w przedramię i odwzajemnił się drobnym uśmiechem wdzięczności. Teraz mi źle, że w żaden sposób jej nie pocieszyłem... Ryu pogodził się z aktualną sytuacją. Nie był niesamowicie blisko z jego ojcem, co pewnie też w jakiś sposób pomagało. Z tego co zauważył, inaczej było w przypadku jego senpai. Nim udał się w głębsze sfery swoich myśli Yutaka odebrała wcześniej dzwoniący telefon, więc zostawił swoje przemyślenia na inną datę.
'Rozmowa' skończyła się dość szybko. Aktualnie Kurogane nim zrozumiał o co chodziło, pogawędka była zakończona. Na jej pytanie chłopak aktualnie się obejrzał, jakby naprawdę zastanawiając się nad odpowiedzią. Nikogo tu nie było oprócz nich, z tego co zauważył dość późno. No i oczywiście małego Noah'a, który pewnie nadal polował na wiewiórkę. Wracając wzrokiem na Yoru potrząsł głową na boki, 'mówiąc' nie.
- Ale wiesz przejmuje się twoim zdrowiem... chyba olewając trochę samopoczucie. - powiedział po czym sam westchnął - Nikt nigdy nie mówił, że nadopiekuńczość jest dobra...
- Chcesz o tym porozmawiać? - zapytał się patrząc jej w oczy.
Był zdania, że o niektórych rzeczach, trzeba było po prostu pogadać, albo chociaż znaleźć kogoś kto by wysłuchał. Wbrew pozorom nie było to łatwe.


Ostatnio zmieniony przez Ryu dnia Pią Wrz 09, 2016 8:26 am, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : lekkie rozwinięcie)
Powrót do góry
 
Go down
Yunlei Chen

avatar
#Imprezowiczka
262


   
Pią Wrz 09, 2016 4:44 pm
     
Ach, doceńcie jej aktorski kunszt! Choć szczerze mówiąc, tak jak Yorutaka doskonale potrafiła naśladować głosy innych, tak umiejętności teatralne były u niej raczej na poziomie podstawowym. Rzec by można przeciętnym.
- Noah uwielbia wszystko co żywe i ruchome. Wiewiórki, ptaki, nietoperze, myszy. Jeśli w okolicy jest jakieś zwierzę, z pewnością poświęci mu uwagę. Ma to swoje dobre strony, nawet nie wiedziałam, że mogłabym spotkać tyle jeży w drodze do domu. - zastanowienie odbiło się na jej twarzy. Lubiła patrzeć na zwierzęta. Tak samo lubiła robić im zdjęcia, choć zawsze starała się mieć na uwadze ich dyskomfort podczas podobnych czynności. Niezbyt dużo i niezbyt długo. No, chyba że jej modelem był Noah. Jemu nigdy nie nudziły się podobne zabawy. A pozował przy tym jak mało kto.
- Zwykle osoby, które mówią że nie robią nic szalonego, robią najbardziej szalone rzeczy. Ale uwierzę ci na słowo. W razie czego znam się co nieco na medycynie. - odpowiedziała śmiechem na jego śmiech, jednocześnie zwijając smycz psa, by łatwiej się ją nosiło. Zaraz wytknęła mu język z rozbawieniem przy jego reakcji na mury.
Całe szczęście, że udało jej się przeprowadzić rozmowę bez zbędnej gadaniny. Nie żeby w ogóle dała swojemu rozmówcy jakiekolwiek szanse na rozciągnięcie dyskusji. Zauważyła, że już od dłuższego czasu właśnie tak się to kończyło. Wiecznie dzwoniący telefon i jej poczucie winy, gdy musiała odbierać go w towarzystwie. Może powinna przestać go nosić? Z drugiej strony, jeśli któregoś dnia naprawdę coś się stanie... odgarnęła włosy na jedną stronę, obracając się nieznacznie w stronę Kurogane. Przez chwilę wpatrywała się w niego z nikłym zainteresowaniem.
- No właśnie. - podrapała się w zamyśleniu po policzku, zbierając myśli. Odwróciła wzrok w bok.
- W sumie to nic takiego. Nie do końca nawet wiem jak to ująć. Po prostu niektórzy ludzie potrafią się strasznie zmienić, wraz ze zmianą łączącej was relacji. I nie zawsze jest to pozytywna zmiana, choć jednocześnie nie powinnam narzekać. W końcu kto by nie chciał takiego oddania ze strony drugiej osoby, prawda? No i to nie tak, że... źle się bawię czy coś. Lubię spędzać z nim czas, ale ciężko przestać mi kogoś traktować jak przyjaciela z dnia na dzień. - może to we mnie tkwi problem. Zwłaszcza, że minęły już trzy miesiące, a ona nie dostrzegała większych zmian. No ale w końcu nigdy wcześniej zbytnio nie bawiła się w podobne rzeczy. Omijała związki szerokim łukiem, tak jak zresztą większość ludzi. Dość mocno zakodowała sobie w głowie, że inni równie szybko pojawiają się w jej życiu jak i odchodzą.
- Będziesz miał coś przeciwko, jeśli podejdziemy najpierw do zarządcy? Powinien wiedzieć kiedy rozpoczyna się rok szkolny, a w sumie po to tu przyszłam. - rzuciła mu przepraszający uśmiech, przekrzywiając głowę w bok i łącząc dłonie. Jej kocie uszy przesunęły się w dół w idealnym akompaniamencie dla błagalnego wyglądu. Pretty please with cherry on top?
Powrót do góry
 
Go down
Ryu Kurogane

avatar
#
Szarak
523


   
Pią Wrz 09, 2016 6:39 pm
     
Wygląda na to, że ta psina jest bardziej przyjazna niż mi się wydawało... zaczął myśleć wysłuchując opisuj małego huskiego. Przez chwilę nie wiedział co miała na myśli, kiedy mówiła o jeżach, ale załapał wystarczająco szybko. I oczywiście zrobił to co robi dzisiaj dość często. Zaśmiał się.
"Zwykle osoby, które mówią że nie robią nic szalonego, robią najbardziej szalone rzeczy."
- Szczegóły. Ten przepływ adrenaliny i wiatr we włosach. Po prostu awesome. - ocenił, dodając troszkę angielskiego i myśląc w jaki sposób by tu złamać następne prawo za pomocą jego hobby. Zawsze uważał, że ten język jest dobry w wyrażaniu emocji. Łatwo go przyswajał i lubił go używać, ale to były mniej ważne sprawy na ten moment.
"W sumie to nic takiego..."
Ryu absorbował każde jej słowo. Chciał faktycznie pomóc Yoru w jej sytuacji, nawet jeśli dałoby to mały efekt. Nie było wątpliwości, że ten temat był wyzwaniem dla nastolatka. Przez całe swoje dotychczasowe życie był singlem,a przyszłość była mu nieznana. Jednym słowem nie posiadał doświadczenia, żeby móc mówić coś co jest faktem. Nie zmieniło to jednak faktu, że przez dużą część swojej młodości był obserwatorem. Nadal nim jest, choć w mniejszym stopniu.
- Pewnie znienawidzisz mnie za to co teraz powiem. - oznajmił z westchnięciem, prawdopodobnie pakując się w kłopoty - Tak naprawdę nie mam prawa się wypowiadać, bo nie znam sytuacji, ale spróbuj chwilę nad tym się zastanowić. To co powiem będzie okrutne, ale... Senpai, nie zmuszasz się do chodzenia z nim? Czy czasem to co naprawdę czujesz nie jest tylko przyjaźnią? - spytał się po czym nastała krótka cisza
- Może chcesz cofnąć czas, by móc z powrotem być przyjaciółmi? - zapytał retorycznie
Chłopak sam nie mógł ułożyć swoich myśli wokół tego tematu. Było ich po prostu zbyt dużo. Bez wątpliwości uczucia były ciężkie do zrozumienia, a on dodatkowo zachował się jak jakiś wszystko wiedzący i zaczął coś narzucać senpai. Nie mógł powstrzymać swojej szczerej opini, przez co wesoły nastrój wyparował.
- Przepraszam. Nie powinienem się wtrącać. - powiedział z widocznym żalem w głosie
"Będziesz miał coś przeciwko, jeśli podejdziemy najpierw do zarządcy?"
'Błagalny' wygląd Yoru wywołał lekkie rumieńce na twarzy Ryu, które miał nadzieję pozostały niezauważone, i delikatny uśmiech. Nie zdziwiłby się jakby faktycznie ich znajomość się zakończyła przez jego wybryk, ale tylko jeśli nastolatka tak zdecyduje.
- Nie mam z tym najmniejszego problemu. Chyba, że wolisz żebym cię zostawił samą? - zapytał się nie będąc już pewnym wszystkiego co uczynił do tej pory
Powrót do góry
 
Go down
Yunlei Chen

avatar
#Imprezowiczka
262


   
Pią Wrz 09, 2016 7:46 pm
     
Wierzyła mu na słowo. Choć szczerze mówiąc, sama momentami miała w swoim życiu aż nazbyt wiele adrenaliny. Z czasem dużo bardziej zaczęła doceniać te chwile sielanki, gdy niespecjalnie musiała się czymkolwiek przejmować, po prostu skupiając na jakiejś dobrej książce, obserwując od czasu do czasu dokazującego psa.
- Taaak. - zaśmiała się krótko w odpowiedzi na jego entuzjazm. Cóż, z pewnością miało to jakieś swoje pozytywne strony. Podejrzewała, że nawet jeśli faktycznie wpakowałby się w jakieś kłopoty i miał na karku drobny pościg, dość szybko by go zgubił wspinając się po różnych budynkach.
Doceniała to, że próbował jej pomóc. Nawet jeśli zapewne jego słowa nie do końca były tym, co chciała usłyszeć. Być może dlatego, że w bardzo dużej mierze rozbudzały w niej dodatkowo poczucie winy. A nikt nie lubił przyznawać się do popełnionych przez siebie błędów. Mimo to nawet przez chwilę nie była na niego zła, co najwyraźniej źle odebrał. Może przez to, że odwróciła wzrok? Spojrzała na niego czym prędzej, kręcąc zapalczywie głową. Nawet jej kocie uszy skakały to w dół, to w górę, jakby sama nie mogła się zdecydować na to jak właściwie się w tym momencie czuje.
- Nie ma za co przepraszać. Nie powinnam w ogóle zaczynać tematu. Ale być może masz rację. Po prostu ciężko się patrzy, jak ktoś kogo kochasz cierpi. Wydaje ci się, że podejmujesz odpowiednią decyzję, tymczasem okazuje się, że w ten sposób zamiast ulżyć jego cierpieniom dodatkowo go dobijasz. - ciężki temat. O tyle ciężki, że bez wątpienia mogła powiedzieć, że faktycznie kochała Suzaku. Jako przyjaciela, który w końcu był obok niej od zawsze. Potrzebowała na razie zmiany tematu. Dobrze wiedziała, że nie ucieknie od problemu, ale jeśli była opcja by odroczyć nieco rozmowę na ten temat w przyszłości, zamierzała przyjąć ją co najmniej chętnie.
- Właściwiee... - złączyła rece za plecami uśmiechając się w ten konkretny uroczy sposób, który nie do końca zwiastował dobry rozwój spraw.
- Mogę cię wykorzystać? Odwdzięczę się obiecuję. - zamknęła oczy zupełnie jakby bała się jego reakcji, dopiero po chwili uchylając niepewnie jedno z nich.
- Nie wejdę z Noah do budynku. Gdybyś zerknął na niego przez dwie minuty, byłabym wdzięczna. Polubił cię. Naprawdę się odwdzięczę. Jak tylko będziesz chciał? - no dalej Yoru, odsłoń te swoje białe ząbki w uśmiechu. Użyj trochę tego uroku osobistego, którego totalnie nie umiesz świadomie używać.
- Proszę? - już miała dodać coś jeszcze, gdy poczuła nagłe uderzenie w tył nogi. Zamachała rękami, by zachować równowagę i pochyliła się w dół, patrząc na przełażący między jej kolanami psi łeb.
-  ... Noah. Co ty robisz. - wesołe merdanie ogonem i wycofanie się. Zaraz w jego pysku pojawił się jakiś przypadkowy kij, który musiał zgarnąć spod jednego z drzew. Obiegł ich dookoła i stanął przed nimi, rzucając badyl na ziemię z wesołym szczeknięciem.
Rzucaj, rzucaj, rzucaj.
Westchnęła zasłaniając twarz dłonią. No świetnie.
Powrót do góry
 
Go down
Ryu Kurogane

avatar
#
Szarak
523


   
Pią Wrz 09, 2016 9:18 pm
     
Kiedy nadała się okazja zmianę tematu Ryu chętnie ją przyjął. Samo myślenie o tylu skomplikowanych rzeczach powodowało ból w jego głowię. Nie był on w stanie wyobrazić sobie co teraz czuje Yoru. Nie tylko ona rozciągnęła ten temat, ale skoro postanowili zostawić to za sobą, właśnie to nastolatek planował zrobić.
"Właściwiee..."
Kurogane przyjrzał się senpai, która postanowiła... coś powiedzieć? A możesz o coś się zapytać? Patrząc jednak na jej postawę chłopak poczuł dreszcz przechodzący po jego plecach. Rzadko oznaczała to dobrą rzecz, ale nie widział co w tej sytuacji mogłoby być złe.
"Mogę cię wykorzystać?..."
TO brzmiało na tak wiele sposobów źle w umyśle dojrzewającego Ryu. Spowodowało to, że dosłownie się wyłączył. Zdania hormonalnych nastolatków z jego wcześniejszego gimnazjum zatruły jego umysł i takie są tego efekty. No nic. Trzeba było sobie jakoś poradzić. Nie wiedział, czemu Yoru przymknęła swoje oczu? Zrobiłem coś, żeby się mnie obawiać?... Ostatecznie wzruszył ramionami i uznał to za nawyk. Mimo wszystko, nie znali się długo. Można by powiedzieć, że nadal byli sobie obcy.
- Pewnie. - odpowiedział krótko z przywróconym uśmiechem
Kolejne kilka chwil uznał za kompletny absurd. Nie musiała go o nic prosić, szczególnie biorąc pod uwagę, że obudził w niej niezbyt przyjemne myśli. Miał uświadomić senpai, że z przyjemnością to zrobi. Kto by nie chciał zaopiekować się psiną, którą równie dobrze mógł nazwać swoją ulubioną. Przerwał mu właśnie Noah, przeciskając się pomiędzy nogami Yutaki, prawie ją wywalając. Widząc dłoń na twarzy właścicielki psa, na wskutek jego występu, Ryu lekko się zaśmiał. Przykucnął, złapał z podstawiony mu badyl i rzucił go na średni dystans, krzycząc "Aport". Położył potem walizkę pod ścianę budynku i wpadając na plan uśmiechnął się diabelsko. Ten rodzaj uśmiechu jednak dość szybko znikł i został zastąpiony przez ten normalny.
- Spokojnie, zajmę się tą bestią. Nie musisz się śpieszyć. - oznajmił i machnął ręką na znak, że senpai może zająć się swoją sprawą. Kiedy zniknęła ona w głębi budynku, Kurogane odwrócił się z powrotem do Noah'a, który właśnie się do niego zbliżał. Powtórzył jeszcze 3 razy rzut badylem i postanowił oznajmić huskiemu swój plan, klękając przed nim na dróżce.
- Jesteś mądrą psiną, nie? - zapytał się szczeniaka, który w odpowiedzi kiwnął główką z językiem na wierzchu. - Co powiesz na gananiego?
Noah szczeknął w odpowiedzi i w jego oczach dało się dostrzec błysk ekscytacji nową zabawą. Uśmiech Ryu tylko się poszerzył i wstał z klęku, tylko po to zdjąć swoją bluzę i rzucić ją na walizkę razem z telefonem i słuchawkami w kieszeni.
- Okej. Gonię pierwszy. - oznajmił i zauważył jak psina od razu wystartowała z ucieczką.
Na twarzy Kurogane pojawił się szeroki uśmiech oddający wrażenie, że to on jest tu predatorem. Ruszył on pędem tuż za Noahem, który na widok zbliżającego się Ryu przyśpieszył. Tak spędzili następne kilka minut, ganiając się na zmianę. Cała zabawa zakończyła się kiedy nastolatek postanowił rzucić się na psinę. Zatracony w zabawie nie zauważył on jednak ledwo widocznej nierówności na drodze i potknął się. Wydawało by się, że przewali się na huskiego, ale szybko zareagował po nikłym zaskoczeniu i złapał ciałko szczeniaka w prawą rękę i obrócił się by upaść na trawę plecami, z psiną przy klatce piersiowej. W efekcie Noah ustał sobie na nim i polizał jego twarz, cały czas merdając ogonem. Wywołało to u niego wybuch śmiechu. Najwyraźniej zapomniał o tym jak każdy z akademiku, patrzący w jego kierunku, go widział.
Powrót do góry
 
Go down
Yunlei Chen

avatar
#Imprezowiczka
262


   
Pią Wrz 09, 2016 10:51 pm
     
Yorutaka miała naturalny temat do zamykania w sobie wielu emocji. Dlatego nawet jeśli faktycznie w jej wnętrzu szalała teraz istna burza, nie dała po sobie niczego poznać, wykrzywiając jedynie usta w delikatnym uśmiechu.
Jednocześnie kompletnie nie zdawała sobie sprawy z faktu, że jej słowa mogły zabrzmieć dwuznacznie. Od samego początku aż do końca. Pewnie dlatego spojrzała z nieznacznym niezrozumieniem na chłopaka, przekrzywiając niepewnie głowę w bok. Odrzucenie jeszcze zanim zapytała o cokolwiek?
"Pewnie."
Uśmiechnęła się z wyraźną ulgą, praktycznie podskakując w miejscu z wyraźną radością.
- Jesteś najlepszy, Kurogane-san! - zadeklarowała się w pełni poważnie. Jej uszy chodziły na wszystkie strony jak szalone, ostatecznie zatrzymując się nieruchomo na czubku głowy.
Mimo tego drobnego pokazu ze strony Noaha, uśmiechnęła się widząc jak chłopak podnosi z ziemi upatrzony przez jej psa patyk rzucając. Nie było co się dziwić, że szczeniak momentalnie za nim pognał, jak na sprężynach. Dopiero widząc jego drapieżny uśmiech, zwątpiła przez ułamek sekundy.
- Ale nie porwiesz mi go, co? - zapytała ostrożnie, zaraz uspokojona jego słowami. Podziękowała raz jeszcze i machnęła mu dłonią, wbiegając do budynku. Pech chciał, że niemalże od razu trafiła na jedną z prefektów.
- Nie biegać. - upomniała ją pokrótce. Spojrzała na niego, momentalnie zwalniając i pokiwała krótko głową. Przeszła do wielkiej tablicy, szukając na niej odpowiedniego ogłoszenia. Rozpoczęcie roku, rozpoczęcie roku... jest! Obyło się nawet bez pytania kogokolwiek innego o informację. Przejrzała jeszcze pokrótce inne ogłoszenia nim w końcu wyszła z powrotem przed budynek rozglądając się dookoła za chłopakiem i psem. Walizka była na swoim miejscu, więc podejrzewała, że muszą być gdzieś w okolicy. W końcu dostrzegła ich na trawie. Przyglądała się przez chwilę ich zabawie, zaraz idąc w ich stronę, śmiejąc się pod nosem.
Kto by pomyślał, że podczas jej nieobecności jej pies znajdzie sobie aż tak świetną zabawę. Widząc ten radośnie rozmachany na boki ogon, poczuła że powinna zdecydowanie podziękować Kurogane za doskonałą opiekę.
- Nie jestem pewna, czy powinnam powiedzieć w tym momencie "Naprawdę lubisz psy", czy też "Naprawdę cię polubił". - splotła dłonie za plecami, cały czas się uśmiechając. Stanęła nad nimi wyciągając do niego rękę, by pomóc mu wstać, jednocześnie zganiając z niego Noaha.
- Masz własne zwierzęta, Kurogane-san? - zapytała z ciekawością. Zastanawiała się nad tym już od dłuższego czasu, biorąc pod uwagę jego świetne podejście do czworonożnego przyjaciela.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
     
Powrót do góry
 
Go down
 
Dróżka przed akademikami
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Obrona Przed Czarną Magią
» Klasa do Obrony Przed Czarną Magią
» Klasa Obrony Przed Czarną Magią
» Ogród przed domem
» Przed Kamienną ścianą

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: