IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

 :: 

Riverdale City

 :: 

Zachód

 :: 

Morze

Share | 
 

 Zatoka

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : Previous  1, 2
Gość

avatar
#Gość


   
Pią Lip 22, 2016 6:58 am
       
Pokiwała głową.
- Tak, tak. Zwłaszcza, że nie masz prawka. - Nie mógł mieć. Na terenie tego kraju dorosłym stawało się po dziewiętnastych urodzinach, a tych jeszcze nie doczekał.
Znowu zaczynało jej się włączać to jej racjonalne myślenie i trafna argumentacja. Wygląda na to, że faktycznie kończył się już czas na zabawę i wygłupy, a nadchodziła pora, gdy trzeba będzie wrócić do normalności.
Westchnęła ciężko, uświadamiając sobie, iż siedzieli tu tak długo, że zaczęło już świtać. Ostatnio tak bardzo przestawiła się na nocny tryb życia, że nawet nie zauważała, jaka późna jest pora. zmęczona robiła się dopiero po śniadaniu i mniej więcej wtedy się kładła. Dopóki nie zacznie się szkoła, nie musi się tym przejmować. Dopiero od września będzie musiała zmienić swój tryb dobowy, ale do tego czasu się coś wymyśli.
- Nie jestem urocza i nie waż się tak mówić. - Zmroziła go spojrzeniem i już bynajmniej nie było ono udawane.
Naprawdę nie podobała jej się wizja bycia uważaną za uroczą. Już reakcja tamtej dziewczyny w nocy była bardziej trafna, a przynajmniej taką Natalie wolała przyjmować. Na co dzień była przecież poważną i butną istotą, która na wszystko patrzyła chłodnym okiem i nie pozwalała patrzyć na siebie z rozbawieniem. Przy nim może i zachowywała się czasem inaczej, ale tylko przy nim i lepiej, żeby tego nie wywlekał na wierzch.
Przeniosła wzrok na horyzont, który już zmieniał kolor za sprawą zbliżającego się wschodu słońca.
- Fakt, musimy się zbierać - przytaknęła i podniosła się z piachu, po czym zaczęła otrzepywać ubrania.
Ja naprawdę nienawidzę tych małych kamyczków. To paskudztwo wchodzi wszędzie, gdzie tylko zdoła. Znowu będę musiała wziąć prysznic, by się ich pozbyć, a i ubrania trzeba będzie wyprać. Ugh.
Taa, "jakichś znajomych". Szkoda tylko, że z nimi spędzała jeszcze mniej czasu, bo wszyscy mieli ciekawsze zajęcia niż się z nią spotykać. Z kujonami głównie się uczyła, więc przez wakacje spotykali się rzadziej, a innych znajomych dopiero sobie znajdowała. Niby byli "jacyś znajomi" z którymi mogła się czasem wieczorem czy nocą powłóczyć, ale oni niestety zbyt często zahaczali o bary, a Natalie nie chciała pić. Wrodzone skłonności do uzależnień skutecznie ją przed tym powstrzymywały. Koniec końców, dziewczyna i tak zostawała sama, ale może to i lepiej. Miała kilka spraw do nadrobienia, bo odpuściła je na miesiąc wakacji, ale nie chciała z nich całkowicie rezygnować. Znowu czekała ją masa pracy, ale już nie tak wypychającej grafik jak kiedyś.
Tyle do zrobienia...
Westchnęła ciężko na samą myśl o liście zawieszonej na jej tablicy korkowej nad biurkiem.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Pią Lip 22, 2016 7:18 am
       
We Francji już bym je miał...
Dlaczego w tym cholernym kraju musiało być aż tak inaczej? Remi już nawet się z nią nie wykłócał, bo aż za dobrze wiedział, że miała rację. I tak jak ona robiła się coraz poważniejsza, tak i jemu schodził cały dobry humor, zastępowany zmęczeniem i drażliwością.
Zerknął na nią, gdy na niego niemalże warknęła. Co było nie tak z kobietami, które go otaczały? Nie ważne jak bardzo się starał, one zawsze znajdywały coś o co mogły się na niego wściec.
- Chociaż ty mi weź nie rozkazuj, co? - mruknął, również podnosząc się, ale nie przejmując taką drobnostką jak piach na ubraniach. I tak zamierzał wrócić do chaty zanim ktokolwiek wstanie, więc nie musiał się starać dobrze prezentować. Potem tylko się opłucze i do wyra... Nie żeby miał cokolwiek lepszego do roboty przez resztę dnia. Ani go nie puszczą, ani nikt go nie odwiedzi. Internetu czy komputera nie miał, a telewizja jakoś go tylko bardziej nudziła. Odchodził tam od zmysłów, więc chociaż łapał sen regenerując siły na spacer w każdą noc.
- Chodź, nieurocza istoto. - ponaglił ją machnięciem ręki i oboje opuścili plażę.

[zt x 2]
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sro Sie 17, 2016 9:31 pm
       
Natalie była zadowolona, rok szkolny się zakończył, a ona nawet nie była zmuszona do tego, aby wracać do Stanów. W końcu uciekła od parszywej rzeczywistości, jednakże nie do końca. Nadal co tydzień musiała się meldować ojcu przez skype. Czuła się w tamte dni poniżona, stąd też jej lęk, który dotyczył mężczyzn. Ktoś jednak zdołał go delikatnie przełamać. Myśli Landryny powróciły do Jace'a, niesfornego deskorolkaża. Zastanawiała się co u niego i szczerze miała ochotę na lekcję, dotyczącą jazdy na deskorolce. Musiała do niego zadzwonić. Pierwszy raz od pięciu lat czuła się dobrze przy chłopaku, miała nadzieję, że to był krok ku normalności.
Biegła ulicami, szukając jakiegoś odludnego miejsca. Nadal jednak nie potrafiła. Postanowiła wyruszyć nad zatoczkę, która ponoć nie były nigdy oblegana. I rzeczywiście, było pusto. Może to za sprawą pory, jaką sobie wybrała na takie wędrówki, a może inni woleli te bardziej oblegane plaże. Nie obchodziło jej to. Rzuciła torbę, w której trzymała mały koc i zrzuciła ubrania. Może to było szalone — albo i całkiem normalne — jednakże potrzebowała tego. Wyciągnęła koc na wierzch, a następnie wbiegła do wody. Oczywiście całkiem naga. Ten jeden raz w życiu nie wstydziła się siebie, a woda w tym miejscu miała ją oczyścić. Nie wiedziała jednak, że być może będzie żałowała swojej decyzji. Teraz jednak obmywała swe ciało, dotykając każdej blizny, którą widziała. Nie mogła już się tak niszczyć. Niektórzy nie mieli prawa wygrać.
Czuła przyjemny chłód, który ją odprężał. Uwalniała się od myśli, co było dla niej niecodzienne. Zanurzyła się w wodzie, a następnie wyłoniła obserwując horyzont. Ponoć w tym miejscu były piękne widoki, ona je dostrzegała. Lecz czy inni byli w stanie?
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sro Sie 17, 2016 10:18 pm
       
Po ostatniej akcji nad rzeką powinien teoretycznie darować sobie długie spacery po mieście, ale jak zwykle, albinos nic nie wyniósł z szarpaniny z ciotką. Ta kobieta mogła na niego krzyczeć ile jej się żywnie podobało, ale i tak nie mogła tym nic osiągnąć. Lunatyka zwyczajnie nie dało się naprostować. Zawsze wychodził i włóczył się samotnie bez celu. Była to jakaś choroba, że nawet nie będąc we śnie, miał takie skłonności? Kto go tam wie. Jego to i tak specjalnie nie obchodziło. Ważne, że zażyte ostatnio valium nadal działało, a on mógł się niczym nie przejmować. Całkowita cisza i spokój. To był doprawdy błogi stan. Problemy nie istniały, straszne wspomnienia nie męczyły... Żyć nie umierać. Dobra. Tego, że żyje też w tej chwili nie czuł, ale to był akurat szczegół.
Szedł z rękami włożonymi do kieszeni i wzrokiem utkwionym w ziemię. Nawet nie zauważył, kiedy zawędrował do zachodniej części miasta i znalazł się nad wodą. Dopiero zapach słonej wody zwrócił jego uwagę na tyle, by podniósł swoją jasnowłosą łepetynę i spojrzał na falujące morze. Mimowolnie lekko się uśmiechnął. Przez wzgląd  na swoją karnację, powinien unikać słońca, ale nie dbał o to w  tym momencie.
Ruszył w kierunku niewielkiej plaży. Nie było tu widać ludzi, co jeszcze bardziej zachęciło go do wybrania tego miejsca. A może dla odmiany posiedzi sobie na piasku? Zamoczy nogi w wodzie? Zbuduje jakiś zamek? Humor mu nawet dopisywał, więc wyjątkowo miał ochotę coś porobić.
Kąpiącej się w morzu dziewczyny początkowo nie zauważył. Z resztą, nic dziwnego. Miał w nawyku chodzić ze spuszczoną głową, a szum fal skutecznie zagłuszał możliwe dźwięki. Zdziwiło go dopiero, gdy kawałek przed sobą zobaczył czyjeś leżące ubrania. Zatrzymał się gwałtownie i wbił w nie wzrok, początkowo nie kojarząc faktów. Był zbyt otępiały by uświadomić sobie, że dziewczyna w wodzie pozbyła się WSZYSTKIEGO. Najpierw musiało do niego dotrzeć, że nie jest w zatoce sam.

Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sro Sie 17, 2016 11:02 pm
       
W pewnym momencie Natalie poczuła, że robi się jej coraz chłodniej. Wiatr dodatkowo wzmacniał efekt chłodnej wody, lecz przez jakiś czas nie czuła tego. Istniało dla niej tylko morze. Zastanawiała się co było tam, tam daleko za horyzontem, dopóki nie odczuła skutków mocniejszego wiatru. Przywrócił ją do świata żywych, chociaż częściowo była bardziej żywa niż przez ostatnie miesiące. Jej stan powoli się poprawiał.
Postanowiła się odwrócić i wyjść z wody, aby zakryć się kocem. Dostrzegła przy swoich ubraniach jednak jakąś osobę, dosyć znajomą. Tym prędzej postanowiła coś zrobić ze swoją nagością, która mogła onieśmielić — lub też wręcz przeciwnie — przybysza. Podeszła, pochwyciła koc i owinęła się nim, przytrzymując go na razie jedną ręką. Patrzyła na chłopaka, który wpatrywał się w jej ubrania, a następnie chrząknęła i położyła dłoń na jego ramieniu.
Wszystko w porządku, Olivierze? — szepnęła, a jej twarz miała łagodny wyraz. Czuła, że tym razem, to nie ona będzie odczuwała wszelkiego rodzaju lęki — Przepraszam za widoki, nie sądziłam, że ktoś jeszcze postanowi się tutaj zapuścić.
Zlustrowała go i zacisnęła szczękę. Uświadomiła sobie, że pod względem postawy była często podobna do niego. Wzrok wlepiony w grunt, nie zauważała nic do okoła, a zaraz nikt jej nie zauważał. To było smutne życie.
Jak chcesz, to możesz usiąść na mojej bluzie. — Posłała mu szczery uśmiech i podała mu bluzę, o której wspominała. — Dlaczego się zapuściłeś w takie tereny? Uciekasz przed czymś czy myślisz?
Ona tu szukała wolności i na krótką chwilę ją dostała. Uświadamiając sobie, że ten chłopak przed chwilą widział ją nago, przełknęła ślinę i zagryzła wargi ze zdenerwowania. Czuła się zażenowana oraz zawstydzona. Co on by mógł pomyśleć. Pierwsze, co jej przemknęło przez myśl to "Szkaradztwo". Kto by chciał patrzeć na dziewczynę, która miała pełno blizn na ciele. W drugą jednak stronę nie czuła obrzydzenia. Nie przeszkadzały jej blizny, wszelkie ubytki. Opisywały one ludzką historię.
Zgarnęła mu włosy, a następnie usiadła na piaska, cały czas owinięta tym nieszczęsnym kocem. Pluła sobie w brodę, że nawet żadnych kanapek nie wzięła ze sobą, lecz nie spodziewała się takiego zwrotu. Zresztą planowała iść do parku i tam wypoczywać na kocu, a nie brać nagie kąpiele w morzu. Jednakże w połowie drogi zmieniła zdanie. Może gdyby nie to, to by sobie oszczędziła wstydu.
Z tej perspektywy dostrzegła bandaże Oliviera. Patrzyła na nie i wybrażała sobie, co one skrywają. Mimo wolnie postarała się obrócić wolną rękę tak, aby blizny na nadgarstku nie były dostrzegalne. Wiedziała, że to było zbyt późne, lecz odruchy z nią pozostały. Po chwili chwyciła go za dłoń, aby "zmusić" go do siadu. Wpatrywała się w morze i rozmyślała nad tym, co dalej by mogła powiedzieć. Nie chciała powiedzieć czegoś, co by mogło go urazić. Zawsze się tego bała w kontaktach z ludźmi. Zastanawiała się dlaczego los go sprowadził w takiej chwili. Wszystko miało swoje wytłumaczenie.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Czw Sie 18, 2016 12:14 am
       
Dopiero po chwili dostrzegł właścicielkę znalezionych ubrań, która obecnie znajdowała się w wodzie. Nie skojarzył w porę, że dziewczyna jest naga i zdążył coś tam zobaczyć, zanim natychmiastowo odwrócił wzrok, by wbić go z powrotem w ubrania. Przy okazji jego twarz zrobiła się trochę bardziej różowa niż zwykle. Minus jasnej karnacji - jeśli się czasem czerwienisz, to nawet małe zmiany są widoczne. Na szczęście był teraz częściowo odwrócony, a przydługie kłaki też sporo zasłaniały.
- Ups. Wybacz - dla odmiany nie wymamrotał tego pod nosem tylko powiedział głośniej by było to dobrze słyszalne.
- Nie wiedziałem, że ktoś tu jest. - To dodał już nieco ciszej.
Czuł się w tej chwili zobowiązany przeprosić i wytłumaczyć, choć na dobrą sprawę nie była  to wcale jego wina. Przecież nie przyszedł tu w celu podglądania koleżanki. Z reszta, to nie było w jego stylu. Roznegliżowane osoby go częściowo onieśmielały. Sam też nie specjalnie lubił się przed ludźmi rozbierać. Za mocno wpojono mu, że ma nie zwracać na siebie uwagi, a liczne blizny na ciele mogły powodować niewygodne pytania, na które będzie musiał jakoś odpowiedzieć, a  "przemoc w  rodzinie" nie była tu przecież poprawną odpowiedzią. Co prawda szczerą, ale przynoszącą więcej bólu niż korzyści.
Pokręcił głową i podniósł wreszcie na nią swoje jasne oczy.
- N-nie, to nie twoja wina. To ja... - No dokończył, a zamiast tego znów uciekł wzrokiem.
Kompletnie nie potrafił zapanować nad reakcjami ciała, więc nadal był cały różowy. W tym momencie mógł się wydawać uroczy. Większość chłopców w jego wieku byłaby podjarana widokiem nagiej laski, ale jemu było tylko z tego powodu głupio. To już nawet nie kwestia orientacji czy czegoś. Po prostu miał taki charakter.
A jej blizny? Oczywiście, zdążył zauważyć, że jakieś miała. Przywiodły mu na myśl jego własne, ale nie zamierzał o nie pytać. Na takie tematy wolało się przecież milczeć, a nie opowiadać o nich pierwszej napotkanej osobie. Nawet, jeśli ta osoba posiadała takie same.
Myśląc o tym nieświadomie podciągnął szary bandaż jakby bał się, że przypadkiem zaczął coś odsłaniać.
Zamyślił się na chwilę, przez co nie od razu przystał na propozycję dziewczyny, ale gdy ta chwyciła go za rękę i pociągnęła lekko, znowu na nią spojrzał i skinął głową, a następnie zajął wskazane mu miejsce. Podciągnął nogi bod brodę i oplótł je rękami.
- Em. Jeśli wolisz się ubrać to mogę zaczekać. Nie będę patrzył - wymamrotał, pocierając podbródkiem o kolano, by się podrapać.
Wzruszył ramionami i odpowiedział dopiero po chwili.
- Jak zwykle włóczę się bez celu. - Niestety, ale takie było jego najczęstsze zajęcie.
Uciekać. Dobre słowo. Tak najczęściej określa się moje "spacery".
- Przyszedłem tu odpocząć - dodał, starając się jakoś uzupełnić swoją odpowiedź.
Nie był dobry w opowiadaniu o sobie, ale nie chciał też utrudniać rozmowy ciągłym milczeniem. Potrzebował chwili, by przyzwyczaić się do czyjegoś towarzystwa, ale kiedy już to zrobił, to mówienie zaczynało mu wychodzić całkiem nieźle. Oczywiście, jeśli rozmówca miał trochę cierpliwości i wydawał się zainteresowany tym, co albinos może mieć do powiedzenia.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Czw Sie 18, 2016 4:54 pm
       
Uśmiechnęła się nieśmiało, widząc zawstydzenie chłopaka. Trochę mu współczuła, tak bez zapowiedzi został „zmuszony” do oglądania nagiej dziewczyny. To musiało być dosyć przykre, jednakże musiała się w tej chwili sama powstrzymywać przed wstydem. Dwie czerwone twarze w tej chwili nie były w tym momencie jakkolwiek potrzebne. Oblizała wargi i zastanowiła się nad tym co chciała w tej chwili powiedzieć, lecz do głowy nie przychodziło jej nic, oprócz jednego zwykłego:
Nie szkodzi.
Przecież to było wiadome, że może coś przez przypadek zobaczyć. Natalie w takich sytuacjach potrafiła się opanować, a w tym chłopaku już zupełnie nie czuła zagrożenia. Już samo jego zachowanie sprawiało, że czuła się odpowiedzialna za to, aby być tą doroślejszą i opiekuńczą. Głupi instynkt chronienia słabszych i wspierania ich. Czasami jednak był serio przydatny.
Nie przepraszaj, skąd mogłeś wiedzieć. Po prostu tu jest pusto, spokojnie. — Posłała mu łagodny uśmiech, aby trochę go podnieść na duchu.
Wewnątrz czuła się bardzo winna, lecz ostatnie lata nauczyły ją, aby ukrywała jak najwięcej emocji, gdyż te nie każdego obchodziły. Zresztą nie chciała go obciążać emocjonalnie, dlatego udawała, że nic się nie stało. I rozumiała go pod tym względem, że nie tryskał radością na widok kogoś nagiego, sama czuła się dziwnie, gdy ktoś się przy niej rozbierał, nawet jeśli go znała dłużej. Zwykle to jej się kojarzyło z jednym. Nie było to miłe.
— No dobrze, to ja się ubiorę. Teraz — rzekła, upewniła się, że ma już zakryte oczy, a następnie wstała, zrzucając z siebie koc, a następnie założyła bieliznę, a potem białą koszulkę z krótkim rękawkiem, granatowe spodenki do połowy uda oraz trampki w biało-granatowe paski. — Już możesz patrzeć.
Następnie usiadła obok niego i spojrzała mu w twarz.
Czasami człowiek ma potrzebę włóczenia się. W szczególności, gdy w miejscu, w którym żyje mu się nie powodzi — szepnęła, wlepiając wzrok w piasek i rysując na nim wzory palcem. — Mnie wywiało ze Stanów Zjednoczonych do Kanady, ponieważ potrzebowałam ucieczki. Więc cię rozumiem.
Dotknęła jego zabandażowanej dłoni, lecz potem cofnęła rękę, aby ten nie czuł, że Natalie pozwala sobie na zbytnie naruszanie jego przestrzeni osobistej. Wiedziała, że nie każdy to lubi, sama unikała jakichś bliższych kontaktów z ludźmi, nie czując się komfortowo w takiej sytuacji. Zbyt często jej przestrzeń osobista była naruszana, aby teraz nie szanowała tej należącej do innych ludzi. Kiwnęła się i pokiwała głową, myśląc nad swoją odpowiedzią. Właściwie to nie miała wiele do powiedzenia.
Ja też. W końcu też poczułam się wolna i może nawet szczęśliwa. Chociaż nadal nie do końca się uwolniłam — mruknęła, dłubiąc palcami w piasku cały czas, lecz wzrok skupiając na Olivierze. — Co lubisz?
Poprawiła mu włosy, które nachodziły mu na oczy.
Wiesz, w pewnym momencie zamiast uciekać, to przystosowałam się do tego, co się działo. Zaczęłam czerpać z tego jakiś rodzaj przyjemności. Potem wykorzystałam okazję i ulotniłam się zgodą rodziciela. Myślę, że lubił patrzeć jak się niszczyłam — mówiła, tym razem wpatrując się w dal i wzdychając ciężko — Przepraszam, za dużo mówię. Chcesz powiedzieć czemu odpoczywasz tu, a nie w domu?
Może i była zbyt ciekawska, jednakże nie za bardzo wiedziała o co zahaczyć, a była dosyć niezłym słuchaczem. Przy niej jego problemy były bezpieczne, nie miała zamiaru ich rozpowiadać, a tym bardziej go oceniać.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Czw Sie 18, 2016 6:34 pm
       
Trochę zabawne, że większość facetów w jego wieku marzyłaby żeby zobaczyć dziewczynę w negliżu. Nie ważne, jak szczodrze byłaby obdarzona przez naturę; istotne, że w ogóle by jakąś zobaczyli. Tymczasem Andersena zwyczajnie peszył ten widok. Dzieciak widocznie wolniej dorastał albo po prostu był aż nadto wstydliwy i nie miało się mu to nigdy zmienić.
Albinos odwzajemnił uśmiech, czując się już trochę lepiej dzięki jej zapewnieniom, że nic takiego się nie stało. Skoro nie była zła ani sama z tego powodu nie panikowała, to chyba naprawdę nie było tak źle i można było przejść nad tym do porządku dziennego. To wspomnienie też powinno w miarę szybko wyparować i wszystko będzie już normalnie.
Na wiadomość, że dziewczyna zamiera się przebierać, pochylił głowę tak, że znalazła się między jego kolanami a torsem. Włosy opadające na twarz dopełniły dzieła, jakby samo zamknięcie oczu nie wystarczyło. Cóż, przynajmniej Natalie miała pewność, że nie będzie podglądał.
Podniósł głowę i uśmiechnął się do niej, gdy ponownie zajęła koło niego miejsce.
Nie reagował nerwowo na jej dotyk. O dziwo, jak na osobę, która doświadczyła w życiu wiele bólu, nie miał odruchu odskakiwania na widok wszelkiej próby kontaktu fizycznego. Gdyby nie jego wrodzona bierność, to może i by tak reagował, ale teraz mu to przesadnie nie przeszkadzało. Przynajmniej dopóki był to jakiś zwykły dotyk, bo na próby zdjęcia choćby jego bandaży jednak by zareagował.
Dziewczyna sporo teraz mówiła, ale to dobrze. Miała spokojny i kojący głos, który pozwolił mu się trochę rozluźnić i dojść do wniosku, że jednak nie ma się czego obawiać i może normalnie mówić.
Nie przerywał jej, kiedy mówiła. Słuchał uważnie i skupiał się tylko na niej. Nie zwracał nawet uwagi na Alexa, który wygramolił się z kieszeni, kiedy chłopak siadał i zniknął gdzieś w okolicach jego nóg tak, że nie był praktycznie zauważalny. To, że wszędzie zabierał ze sobą  szczura było dla niego całkiem naturalne, a to, że zwierzak nie miał zamiaru siedzieć przez cały czas w kieszeni wcale go nie dziwiło. I tak dobrze, że nauczył się tam chować, bo bez bluzy ciężko go było ukryć, a nie wszędzie można było wchodzić ze szczurem na ramieniu.
- Ja też tu przyjechałem. Urodziłem się w Fort Nelson - przyznał.
- To na północy - szybko dodał. Przywykł już, że sami Kanadyjczycy nie wiedzieli, gdzie to jest, a co dopiero osoby, które przeprowadziły się do tego kraju. Zasadniczo, to nawet on miał małe problemy ze wskazaniem, gdzie dokładnie leży to na mapie.
- Nie przejmuj się. Nie przeszkadza mi, że mówisz. - Znowu obdarzył ją delikatnym uśmiechem. Może i przez większość czasu wydawał się smutny, ale jego delikatny, naturalny uśmiech potrafił być rozbrajający.
- Ja podobno od zawsze się włóczę. Rodzicom to przeszkadzało, ale ja i tak to robiłem. - Skrzywił się na to wspomnienie.
- Ja po prostu wychodzę i idę, gdzie mnie nogi zaprowadzą. Nie wiem, czemu. - Wzruszył ramionami i zamyślił się na moment.
Jego wypowiedzi były przerywane, ale jednak mówił.
- Można by powiedzieć, że ja cały czas uciekam - dodał ciszej i spuścił wzrok.
Jak widać, nawet jemu zbierało się czasem na zwierzenia, jeśli ktoś sam z siebie chciał z nim rozmawiać i się czegoś dowiedzieć. On nigdy nie zamęczał ludzi swoimi problemami. Wolał milczeć.
- Ciotka też się denerwuje, że wychodzę. - Kąciki jego ust powędrowały w dół.
- Ale ja inaczej nie umiem. To mi pomaga. - Podniósł szczenięce oczy na koleżankę.
Znowu zaczynał się odruchowo tłumaczyć. W życiu nasłuchał się tyle narzekań na niego, że już wszystko uznawał od razu za swoją winę i czuł się w obowiązku za to przepraszać. Przepraszać za sam fakt, że istnieje i pląta się po tym świecie.
Przeniósł wzrok na wodę.
- Lubię przebywać na otwartym powietrzu. W takich miejscach, jak to. Gdzie jest cicho i nie ma ludzi. Tu jest spokojnie. - To była najlepsza odpowiedź na jej pytania, jaka nasunęła mu się na myśl.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Czw Sie 18, 2016 10:17 pm
       
Co ciekawsze, większa część rówieśniczek Natalie jakby zobaczyło chłopców bez górnej części garderoby by po prostu padło. Za to jakby ujrzały to, co kryje się w spodniach, to nie wszystkie byłyby zadowolone. Dziewczyny były dziwne pod tym względem, dopóki były dziewicami to widok penisa je obrzydzał. Właściwie Natalie cały czas nie przepadała za tym widokiem. Zdawało jej się, że nigdy nie przywyknie, lecz może kiedyś odnajdzie się ktoś, kto byłby skłonny poświęcić jej trochę czasu i oswoić. Wstyd był w pewnym stopniu czymś wpojonym, głównie dzieci są bezwstydne. Potem pod wpływem wychowania jakoś, to się rozmywa. Niektórzy lubią, gdy ktoś mocno się wstydzi, Natalie tego już doświadczyła.
Gdyby wiedziała, że dla Oliviera jej głos był kojący, to z pewnością by się starała mówić może trochę więcej. Lubiła mieć świadomość, że ktoś się dobrze przy niej czuł. Zawsze to podnosiło na duchu i sprawiało, że czuła się trochę pewniej.
Kiedyś się dowiem gdzie to się znajduje dokładnie. Ciekawi mnie jak tamto miejsce wygląda — rzekła i spojrzała mu w oczy.
Lubiła poznawać nowe miejsca, to zawsze było coś, co napędzało ją do życia w pewnym stopniu. Zawsze mogła spróbować uciec gdzieś indziej, gdyby zrobiło się gorąco. Gdy dostrzegła jego uśmiech, pogłaskała go po głowie.
Cieszę się w takim razie. Często ludziom to przeszkadza.
Spuściła wzrok i przeniosła swoje włosy na prawe ramię, czując jak materiał koszulki przylepia jej się do pleców pod wpływem wilgoci.
Rodzicom potrafi wiele rzeczy przeszkadzać. Jedni zaakceptują, to co cię wyróżnia i będą dbać o twoje szczęście. A inni... będą cię niszczyć. Odrywać kawałki twej duszy, aż w końcu nic po tobie nie pozostanie. I jest wtedy kilka opcji. Godzisz się na to i powoli umierasz, uciekasz z domu lub znajdujesz coś, co zachowa cię przy zdrowych zmysłach i nie pozwala twojej duszy umrzeć — mówiła patrząc mu w oczy i mimowolnie trzymając go za dłoń — Ja połączyłam dwie możliwe opcje. Wiem, że jest jeszcze jedna, ale jeszcze nie jestem na nią gotowa. Walka.
Nigdy nie będziesz na nią gotowa, dobrze o tym wiesz.
Tak naprawdę nie wiedziała, ale powoli zaczęła wierzyć w siebie, więc może kiedyś da radę.
Kiedyś oboje będziemy musieli przestać uciekać i stawić czoła swoim demonom — mówiła, czując jak wiatr ich owiewa i delikatnie  objęła Oliviera, jakby bojąc się, że będzie mu za chłodno — Nie powinna. Może kiedyś zrozumie, że ty tego potrzebujesz, że po prostu... Nie czujesz się bezpiecznie i się dusisz w domu.
Nie wiedziała czy mówiła bardziej o nim, czy też o sobie, lecz z pewnością w pewnym stopniu go rozumiała. Sama prawie w ogóle nie wychodziła z domu, bo nie miała prawa. Była własnością ojca. Zdarzało się, że nie stawiała się w szkole z tego względu. Teraz jednak mogła wyjść na prostą.
Spokojnie, ja cię rozumiem — szepnęła uspakająco, wpatrując się w jego szczenięce ślepia. — Kiedyś będzie dobrze.
Czemu go okłamujesz?
Wcale tego nie robiła. Wiedziała, że nie zawsze będzie źle, że kiedyś będzie dobrze.
Chcesz by żył w kłamstwie tak jak ty?
Nie sądziła, aby żyła w kłamstwie. To były tylko czarne myśli, które będą się pojawiały, tak długo aż ich nie zignoruje. Wtuliła go w siebie, sama nie wiedząc czemu. Aby poczuł się wspierany? Kochany? Chyba coś w stylu. Niektórzy czasami potrzebowalo takiego gestu, aby poczuć się lepiej. Miała nadzieję, że nie odbierze on tego inaczej. Sama potrzebowała otuchy, lecz nie miała zamiaru go o to prosić. On miał większe prawo do wsparcia. Zawsze to sobie tak samo tłumaczyła.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sob Sie 20, 2016 11:32 pm
       
Wyjątkowo czuł się w tej chwili na tyle pewnie, że zamiast odwrócić wzrok od dziewczyny, wpatrywał się przez chwilę w jej oczy, a kącik jego ust zadrgał w formie uśmiechu.
- Nic ciekawego. Małe, zwykłe miasteczko. - Wzruszył ramionami.
Może i Lunatyk dobrze pamiętał miejsce, z którego pochodził, ale jakoś nigdy nie uznawał go za wyjątkowe. Uczono go, że tak właśnie wyglądają miejscowości na północy. No dobra, to była jedna z większych miejscowości w tamtym rejonie, bo liczba mieszkańców dobijała tam prawie czterech tysięcy. Mogło stanowić atrakcję dla osób z mniejszych wiosek, ale dla kogoś mieszkającego w Vancouver? Nie, to nie było nic ciekawego. Było wiele lepszych miejsc do zwiedzania niż tamto.
Przymknął oczy, gdy dotknęła jego głowy. Przypominał w tej chwili zwierzaka, który nie ma nic przeciwko takim pieszczotom. Właściwie, Olivier wielu osobom przypominał domowego pupila i tak też go traktowali. Niestety wiadomo, że są różni ludzie i różnie oni traktują zwierzęta...
Otworzył szare ślepia i przekrzywiwszy głowę, znowu słuchał jej przemyśleń.
On tak naprawdę nigdy nie widział "normalnego" domu. Pewnie dlatego każdy, w jakim był, uważał za dobry i to w sobie doszukiwał się winy za zło, które go spotykało. Przybrani rodzice złościli się, bo uciekał i chorował. To była jego wina, że włóczy się smutny po lasach i nieraz ryzykuje przy tym życiem. To była jego wina, że dwa razy wylądował przez to w szpitalu. To była jego wina, że wściekły ojciec musiał go bić. To była jego wina, że mieli go w końcu dość i podrzucili do sierocińca w innym mieście.
Życia w sierocińcu też nie można było nazwać wychowywaniem się w normalnym domu. Wiadomo, jak to wygląda. Wiele dzieci, mało opiekunów. Nic dziwnego, że dorośli nie byli w stanie poświęcić skrzywdzonemu dziecku wystarczająco dużo czasu i choć bardzo dobrze wspominał dwie z opiekunek, które uznały go za urocze stworzenie i otoczyły miłością, to jednak więcej czasu był on zmuszony spędzać z rówieśnikami, a ci już nie wszyscy byli tacy mili. Starsi chłopcy, którzy nigdy nie doświadczyli rodzinnego ciepła potrafią być naprawdę okrutni dla takich ofiar losu jak on.
A ciotka? Ciotka była jego zdaniem wspaniałą osobą, która dała mu dach nad głową, karmiła go, ubierała, nawet dała mu telefon. To on był złym i niewdzięcznym siostrzeńcem, który nie potrafił się jej za to dobrze odwdzięczyć. Zamiast tego brał, był nieposłuszny i ciągle wychodził z domu, chociaż mu tego zabraniała. Alexa też nie lubiła, a jednak go trzymał. Kobieta musiała się przez niego ciągle denerwować, a przecież nie miała na to czasu, bo ciągle pracowała. Nic dziwnego, że od września wysyłała go do internatu. Wreszcie będzie mogła odpocząć od tego problemu, który z dobroci serca ściągnęła sobie na głowę.
Słuchał jej, ale nie potrafił czuć tego, co ona. Był w tej chwili zbyt bierny, żeby brać chociaż pod uwagę walkę. Nie widział w niej potrzeby ani sensu. Zamiast tego wolał staczać się coraz bardziej i poddawać się wyniszczającemu go przygnębieniu.
Na szczęście, była szansa, że jednak kiedyś się to zmieni. Istnieli jeszcze na tym świecie ludzie, którzy nie zamierzali przejść koło tej sieroty obojętnie i jeśli nie byli gotowi wziąć go pod skrzydła i się nim na dłuższą metę zająć, to chociaż podnosili go na duchu ciepłym słowem i uśmiechem.
Nie zaoponował, gdy dziewczyna go objęła. Zamiast tego przysunął się do niej delikatnie i oparł o nią głowę, przymykając oczy.
Od typowego zwierzaka różnił się tym, że nie szukał we wszystkim zagrożenia. Owszem, sporo razy podnoszono na niego rękę i takich osób się bał, ale potrafił odróżnić od nich osoby, które rzeczywiście nie miały złych zamiarów. Wyczuwał to już poniekąd instynktownie. Może własnie dlatego miał tak dobrą rękę do zwierząt. Był otwarty na sygnały, na które ludzie zwykle nie zwracali uwagi.
- Lubię moją ciotkę. Dużo dla mnie dobra tylko bardzo zapracowana i nerwowa. - Czuł się w obowiązku bronić tej kobiety i ją tłumaczyć, choć zdecydowanie nie była aniołem.
- Jestem jej wdzięczny za to, co dla mnie robi - wymamrotał nie odrywając się od dziewczyny.
Bardo lubił być przytulany. Mógł się wtedy poczuć bezpiecznie i wyciszyć, skupiając swoją uwagę na bijącym od drugiego człowieka cieple. Nic dziwnego, że najlepiej spało mu się przy kimś. Tylko wtedy koszmary nie przychodziły.
Uśmiechnął się delikatnie, ale jakby trochę smutno.
Natalie była bardzo miła i chciała go wysłuchać, ale jak sama wspominała, ona też nie miała w życiu lekko. To było przykre, że dobrych ludzi spotyka w życiu tyle złego.
- Mam nadzieję - wyszeptał, ale nie mówił wtedy o sobie.
Miał nadzieję, że życie dziewczyny się w końcu ułoży i będzie ona naprawdę szczęśliwa. Jego los mało go obchodził. Jego życie przypominało niewyraźny sen, który nie miał swojego początku ani końca, jedynie im bardziej zdarzenia z jego linii czasu się od niego oddalały, tym bardziej były rozmazane, aż zanikały wreszcie tak, że nie dało się dostrzec ich końca. Albinos nigdy nie rozmyślał nad tym, co go spotkało ani co go czeka. Żył jedynie chwilą obecną, jeśli w ogóle można to było nazwać życiem, a nie jedynie istnieniem.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Nie Sie 21, 2016 3:20 pm
       
Uśmiechnęła się, obserwując go.
Małe nie znaczy, że gorsze. Małe miasteczka mają swój urok — stwierdziła obdarzając go ciepłym spojrzeniem.
Była łagodna, a przynajmniej do czasu. Nie chciała skrzywdzić Oliviera tak długo aż nie miał zamiaru jej skrzywdzić. A wiedziała, że to się nie wydarzy dopóki ona nie popełni błędu. Jeśli w ogóle byłby w stanie ją skrzywdzić. Jak na nią przystało, to potrafiła założyć wszystko, więc starała się być najostrożniejsza jeśli chodziło o jej poczynania. Pomasowała jego skórę głowy w jakby uspakajającym geście. Wyglądało to trochę tak, jakby traktowała go jak zwierzę, ale nie potrafiła się obchodzić z ludźmi. Z kotami i innymi stworzeniami tak, ale nie z ludźmi. Przyzwyczaiła się do tego, że w ramach uspakajania swojego kota masowała mu skórę głowy albo drapała jego podbródek. Tego drugiego nie miała zamiaru stosować na Lunatyku, w końcu nie każdy lubił drapanie. Należała z pewnością do tych osób, które dobrze traktowały pupile, więc i z ludźmi nie powinna mieć problemu. Jakbyś się zdziwił.
Trwała tak w ciszy, po chwili w kieszeni czując wibrację. Skrzywiła się po wyciągnięciu telefonu, który zaraz potem wpakowała do kieszeni, w momencie gdy skończyła odpisywać na esemesa.
Taaa, wymarzona wolność.
Nie trwała ona zbyt długo, właściwie wybrała sobie zły dzień na świętowanie. Piątek. Cholerny piątek, powinna niedługo stawić się i pokazać, że żyje i tak samo jak dotąd nie znosi ojca. Pięknie, po prostu wspaniale. Aż wcale.
Postaraj się nie sprawiać jej przykrości, a zarazem wytłumacz dlaczego postępujesz tak a nie inaczej. Może nie zrozumie, ale przynajmniej wysłucha. — Jej głos w tej chwili był zupełnie inny niż parę zdań wcześniej. Bardziej chłodny, przez co i Natalie wydawała się być bardziej niedostępna, mimo że nadal obejmowała Oliviera — Pokaż jej to.
Przez tę zmianę nastroju stała się też bardziej oceniająca, racjonalna, a mniej… czuła. Na nieszczęście dla Oliviera. Nie miała zamiaru go jednak opuszczać ani też puszczać, lecz z pewnością mógł odczuć jak się w ułamku sekundy zmieniła.
Mną się nie przejmuj — rzekła, patrząc na niego i na chwilę spojrzała mu między nogi, gdzie dostrzegła… czającego się szczura. Miała dziwne przeczucie już wcześniej, ale dopiero teraz postanowiła mu zaufać — A kto to? — Wskazała na szczura i uśmiechnęła delikatnie.
Nie oznaczało to jednak, że jej nastrój jakkolwiek się poprawił. Na chwilę zapomniała, ale nic ponadto.
Właśnie, co do przejmowania się, to mogę ci dać swój numer telefonu. Będziesz mógł dzwonić kiedy zechcesz. Właśnie, gdzie uczęszczasz do szkoły? — Kojarzyła go z ulicy, chwilę pogadali, nie pamiętała gdzie chodził do szkoły — Jak coś, to ja chodzę do Riverdale.
No, ona nie wiedziała, że on też. Bywa. Najwyżej mu trochę pomoże i takie tam.
Jakbyś chciał, to mogę ci też dać numer pokoju w akademiku. Byś przyszedł mnie odwiedzić.
I tak oprócz lekcji oraz świecenia tym i owym, nie mam nic do roboty, przemknęło jej przez myśl.
Chyba była dla siebie zbyt brutalna, ale cóż począć.
Czy ty i ten uroczy pan szczur macie ochotę się gdzieś przejść?
Zasiedziała się i już ją plecy bolały. Cud nad cudami, bo przy komputerze siedziała godzinami. Ale wypadałoby się gdzieś ruszyć. Przeciągnęła się i spojrzała na rozmówcę.

//elokwencja mnie opuściła ._.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Pią Sie 26, 2016 10:17 am
       
Siedział spokojnie, wtulony w nią, jakby naprawdę dobrze się znali, a on uważał ją za kogoś równego starszej siostrze. Ostatnimi czasy naprawdę brakowało mu ludzkiego ciepła albo chociaż osoby, która po prostu by przy nim była. Pewnie dlatego trochę cieszył się na myśl o zbliżającym roku szkolnym. W akademiku będzie dzielił z kimś pokój, a to oznacza, że nie będzie taki samotny. Chłopak nawet nie musi go jakoś specjalnie lubić, byle by był i jakoś go tolerował.
Fajnie, gdyby pozwolił mi ze sobą spać. Nie miałbym koszmarów. Prawie jak w sierocińcu.
Zerknął na telefon, który dziewczyna wyjęła z kieszeni, ale o niego nie zapytał. Nie był na tyle ciekawski by wpychać nos w nieswoje sprawy. Jeśli chciałaby, to sama by mu powiedziała, o co chodzi.
Lunatyk nieznacznie się zjeżył, gdy usłyszał zmianę w głosie dziewczyny. Takie rzeczy jednak trochę go niepokoiły, ale nie spinał się od razu. Przecież aż tak bardzo się nie zmieniła i nadal nie wyglądało na to, że chciałaby mu coś zrobić.
Pokiwał głową.
- Spróbuję. - Nie wiedział, czy to poskutkuje, ale skoro Natalie mu to doradzała, to albinos przynajmniej dobrze się nad tym zastanowi w wolnej chwili i tak jak obiecał, spróbuje jakoś poprawić sytuację.
Olivier zerknął na jej twarz, a później odwrócił się w stronę pupila. Świadomość, że koleżanka nie jest do szczura negatywnie nastawiona (ba, ona była pozytywnie nastawiona!) od razu na nowo poprawiła mu humor.
- To Alex - odpowiedział od razu i wziął futrzaka na ręce by go przytulić i pogłaskać.
Na wzmiankę o telefonie, powrócił do normalnej, siedzącej pozycji i zwrócił się całym ciałem w kierunku do nastolatki.
- Jasne, to może być dobry pomysł. - Pokiwał głową i przystał na propozycję, a następnie zaczął macać się po kieszeniach w poszukiwaniu starego grata, jaki sprezentowała mu ciotka.
Zaskoczony podniósł na nią oczy, gdy podała nazwę szkoły.
- Ja też. W tym roku idę do 1 B. - Zawsze to miło wiedzieć, że będzie się w tej placówce kogoś znało.
Wiedział, że ma tam już jednego znajomego i pewnie będzie też kilka osób z jego poprzedniej szkoły, ale znajomych twarzy nigdy dość zwłaszcza, gdy relacje z nimi są pozytywne.
Pokiwał powoli głową, zgadzając się na podanie pokoju. Pewnie będzie czasami wpadał, ale nie za często. Nie chciał przecież się jej narzucać i sprawiać problemów.
Zerknął na Alexa, a później znowu na dziewczynę i znowu pokiwał głową. Namawianie go na coś było dziecinnie łatwe, bo praktycznie zawsze się zgadzał.
- Możemy się przejść. - Pewnie i tak będzie się musiał powolutku kierować w stronę domu, bo ciotka miała wrócić wieczorem z pracy i nie chciał pojawić się w domu bardzo długo po niej.
Pewnie nie zdziwiłaby się, gdyby się spóźnił, bo ciągle przychodził po niej, ale zwykle była to może godzina opóźnienia, a nie środek nocy.

//Przepraszam za opóźnienia.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sob Sie 27, 2016 9:50 pm
       
//Post może być przepełniony niezbyt logicznymi zdaniami. Nie polecam ogólnie, ale na razie Natalie mnie zmęczyła. Przepraszam za jakość//

Każdemu czasami brakowało ludzkiego ciepła, a w szczególności takim jak oni. Nie mogli do końca liczyć na to, że w domu zaznają jakiegokolwiek spokoju. A że Nat nie miała w chwili obecnej nawet domu, gdyż mieszkała w akademiku — w dodatku sama — to utrudniało sprawę. Lacrose potrzebowała w tej chwili się w kogoś wtulić, a że Olivier też tego potrzebował, to postanowiła chociaż na chwilę pozwolić sobie na wkroczenie w czyjąś prywatną sferę.
Pogłaskała go jeszcze na uspokojenie, czując, że mogła go przestraszyć. Nie powinna dać po sobie poznać, że coś się stało. Zbeształa się za to w myślach i pozwoliła sobie na łagodny oraz ciepły uśmiech. On tego potrzebował, nie mogła być zimna oraz niemiła, gdyż mogła go tym samym zranić.
Słodziak — stwierdziła już łagodnie, obserwując jak Lunatyk przytulał swojego szczura.
Gdy chłopak znalazł już telefon, to zaczęła mu podawać swój numer. Nakazała mu puścić krótkiego, aby wpisała jego numer, a następnie schowała komórkę z powrotem do torby.
Mogę cię też odprowadzić do domu. Abyś nie miał problemów — stwierdziła, głaszcząc go po głowie.
Była trochę zmęczona.
Prawda jest taka, że powinnam wracać do pokoju. Powinnam się ojcu zameldować. Co tydzień rozmawiamy. To w takim razie cię odprowadzę, a potem pójdę do siebie.
Uśmiechnęła się i wstała, a następnie podała mu rękę, aby też wstał. Zabrała swoją bluzę oraz spakowała koc do torby. Nie chciała wracać, ale nie powinna w tej chwili denerwować ojca. Jeszcze nie. Potem zaczęli iść.

[z/t x2]
//Przepraszam, że tak kończę, ale na chwilę obecną nie mam pomysłów na dalszy wątek. Jeszcze kiedyś popiszemy c:
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Zatoka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 :: 

Riverdale City

 :: 

Zachód

 :: 

Morze

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: