IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Biblioteka [SW]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Liam Revel Leistershire
Kujon
Vice-Przewodniczący Obsidian

avatar

Liczba postów : 240
Godność : Liam Revel Leistershire
Zgoda na Ingerencję MG : Tak.

PisanieTemat: Re: Biblioteka [SW]   Sob Cze 10, 2017 3:00 pm

Widząc aprobatę ze strony Noah, skinął głową dwa razy, by pokazać że zgadza się z jego opinią. Nie było potrzeby wymyślać nazbyt wielkiej ilości dań. Nawet jeśli ich szkoła liczyła sobie niesamowicie dużą liczbę osób, większość z nich traktowała jedzenie na festiwalach jako rodzaj przekąski, którą mogli złapać w dłoń i przejść się z nią pomiędzy stoiskami.
„Skup się.”
Pokiwał raz jeszcze głową i skupił wzrok na jego ustach, by upewnić się że tym razem nie umknie mu żadne z jego słów. Nie poruszał się, nie potwierdzając że zrozumiał. Dopiero gdy ten skończył swoją wypowiedź, wzbogacając ją o kilka nowych pomysłów położył dłonie na stole, upewniając się przez ułamek sekundy, że już skończył.
Dobry pomysł. Sam dużo chętniej napiję się smoothie. Dopisz, żeby oferować wszystko zarówno na zwykłym mleku, jak i mleku sojowym, oraz bez laktozy. Dzięki temu znajdą coś dla siebie zarówno weganie, wegetarianie, jak i po prostu alergicy ― wtrącił jeszcze, wysuwając rękę do przodu. Rzucił mu krótkie pytające spojrzenie, nim przysunął do siebie kartkę, stawiając myślnik obok znaku zapytania i zapisując swoje uwagi.
Poprę cię ― zapewnił go krótko nie zamierzając zrzucać odpowiedzialności za podobną decyzję na Hathewaya. Jednocześnie nie zamierzał brać jej całkowicie na siebie. Zbyt dobrze wiedział, że jego podejście do innych ludzi pozostawiało dużo do życzenia. Gdyby inni zaczęli zwyczajnie krzyczeć i zasypywać go dziesiątkami pytań, wszystko zlałoby się w jeden niedosłyszalny bełkot, na który nie byłby w stanie nijak odpowiedzieć. Gdyby jednak mieli stanąć przed innymi we dwójkę - raz, że ich decyzja stawała się niepodważalna. Dwa, Noah mógł wziąć na siebie odpowiadanie na pytania, a sam Liam od czasu wtrąciłby coś od siebie, by dodatkowo podbudować jego wizerunek.
Nie żeby było to jakoś szczególnie koniecznie. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że sam status Excelsiora potrafił niezwykle skutecznie zamknąć usta większości zbuntowanych, bogatych dzieciaków, które miały jakiekolwiek uwagi.
Powinniśmy przedyskutować coś jeszcze? ― utrzymywanie głosu na odpowiednim poziomie głośności było ciężkie. Nie miał pojęcia czy jest on odpowiednio dosłyszalny, czy nie przekracza norm biblioteki, bądź wbrew jego uwadze, nie cichnie nagle gubiąc swoją zrozumiałość. Nikt za wyjątkiem jego rodziny nie zdawał sobie sprawy, jak wiele starań musiał wkładać w każde zdanie. Z drugiej strony, nie chodziło o to, że Revel jakoś szczególnie wstydził się swojego stanu. Nie cierpiał po prostu, gdy inni traktowali go inaczej, patrzyli ze współczuciem, próbowali pomagać mu na każdym kroku. Potrafił dać sobie radę sam i właśnie tak wolał funkcjonować na co dzień. Nawet jeśli oznaczało to odcięcie się od innych i powszechne przekonanie, że Leistershire należy nie tylko do ludzi dziwnych, ale i wyjątkowo nieprzyjemnych.
Opinia innych nie miała dla niego większego znaczenia, tak długo jak sam był zadowolony z własnego postępowania. Zdawał sobie jednak sprawę, że nie była to pierwsza sytuacja, gdy musiał ustalać coś z Przewodniczącym. I prawdopodobnie nie ostatnia. Zastanowił się krótko, drapiąc się nieświadomie po karku w odruchu wskazującym na zamyślenie.
Noah… ― zaczął, momentalnie urywając w zdanie. Jak przyznawało się do podobnych rzeczy? Nigdy wcześniej tego nie robił. Układał przez chwilę odpowiednie słowa w głowie, poruszając przy tym nieznacznie, bezgłośnie ustami. W końcu podniósł na niego wzrok, łącząc dłonie na udach.
Nie mam problemów ze skupieniem, po prostu nie słyszę ― powiedział w końcu, obracając głowę w bok. Krótki ruch wystarczył, by palce odgarnęły włosy ku górze, odsłaniając wiecznie zasłonięte niebieską burzą kosmyków ucho z aparatem słuchowym. Zaraz zgarnął je na niego ponownie, ukrywając przez wzrokiem innych i powrócił do niego spojrzeniem.
Uznałem, że powinieneś wiedzieć. Inni nie wiedzą, niech tak zostanie ― powiedział krótko i spokojnie. Hatheway nie wydawał mu się osobą, która zaraz pobiegłaby ku innym, by rozpowiedzieć im czego się dowiedział, dlatego nie wywierał na nim żadnej presji dochowania tajemnicy. Ta krótka informacja wydała mu się wystarczająca.
Powrót do góry Go down
Noah Hatheway
Książę
Przewodniczący Obsidian / Excelsior

avatar

Liczba postów : 229
Godność : Noah Hatheway.

PisanieTemat: Re: Biblioteka [SW]   Nie Cze 11, 2017 9:14 pm

Excelsior nawet nie zamierzał udawać, że nie wziął pod uwagę różnych grup społecznych, gdy zabrał się za uzupełnianie listy menu, dlatego nie stawił oporu, gdy Leistershire postanowił zabrać jego kartkę. W zasadzie już w momencie, gdy tylko wyłapał niemy przekaz, uniósł przedramię, pozwalając chłopakowi uzupełnić zapisane już informacje. I tak było o wiele lepiej, gdy wszystko znajdowało się w jednym miejscu. A już w szczególności, kiedy lista miała zostać przekazana dalej – był pewien, że nikomu „z góry” nie chciało się przegrzebywać stosu kartek.
Pewnie przejdzie ― rzucił, gdzieś między wierszami przyznając, że to także był całkiem niezły pomysł. Hatheway nie sądził, że Revel był osobą, która potrzebowała słownych pochwał i zachwycania się swoimi pomysłami, a i powszechnie wiedziano, że czarnowłosy nie miał w zwyczaju podchodzić do rówieśników z przesadna uprzejmością. Właściwie uchodził za kogoś, kto miał poważne problemy z wykazywaniem się koleżeńskością. Nikt nie wiedział, czy w ogóle próbował ją z siebie wykrzesać, ale jeśli tak, to za każdym razem musiał napotykać na wewnętrzną przeszkodę, która mu na to nie pozwalała.
W gruncie rzeczy dla niego łatwiej było nie próbować.
„Poprę cię.”
Jak wolisz. ― Wzruszył ramionami. Przewodniczącemu było obojętne, czy zostanie z tym sam czy też nie, ale z drugiej strony wraz z tymi słowami Liam wziął na siebie odpowiedzialność za własny wybór. Tym bardziej, że panienki z dobrego domu potrafiły być prawdziwymi hienami, jeśli już na coś się uwzięły. Nawet jeśli w starciu z ich dwójką, siła przebicia całego tabunu niedoszłych pokojówek była niewielka, Noah ani przez chwilę nie zwątpił, że czekało go męczące starcie i tona wyrzutów, które będą się za nim ciągnęły aż do dnia organizacji, kiedy nie będzie już czasu na zamianę zdania.
Już na samą tę myśl potarł palcami skroń, nieświadomie przesuwając też końcówką długopisu po dolnej wardze. Gdyby nie własne pobudki, możliwe, że już dawno zrezygnowałby z roli przewodniczącego, jednak ta – nie licząc przypisywanego mu tytułu – również zapewniała mu jakiś prestiż na terenie Riverdale.
Mmm. Jak na razie zebraliśmy tego całkiem sporo. W razie czego resztę będzie można omówić na ogólnym zebraniu samorządu. Przynajmniej jeśli chodzi o sprawy niezwiązane z naszą kawiarnią. Wtedy będzie też znacznie łatwiej podzielić się miejscem w zależności od tego, co wymyśliły inne klasy. ― Odłożył długopis i przysunął bliżej siebie zapisaną kartkę. Prześledził raz jeszcze tekst, zastanawiając się nad tym, co jeszcze powinni dodać, jednak nic konkretnego nie przychodziło mu do głowy.
Uniósł wzrok z powrotem na wiceprzewodniczącego.
To raczej wszystko. Chyba że ktoś wspomniał ci o czymś jeszcze.
„Noah...”
Chociaż ton głosu chłopaka nie uległ zmianie, brunet miał nieodparte wrażenie, że Leistershire właśnie próbował poruszyć poważniejszy temat. Zazwyczaj rozmawiali ze sobą wyłącznie w kwestiach czysto zawodowych, więc ciężko było mu stwierdzić, czemu w ogóle mieliby wdawać się w inne dyskusje. Przyjrzał mu się uważniej, odgarnąwszy niedbale grzywkę z dwukolorowych oczu, podświadomie dbając o to, by tym razem to jemu nic nie umknęło. Szczególnie w chwili, gdy jego zdolność do obserwacji mogła mu się przydać.
„(...) po prostu nie słyszę.”
Mięśnie na jego twarzy nieznacznie się napięły – był to jednak na tyle drobny szczegół, by zdołał umknąć ludzkiej uwadze. Ta informacja na pewno go zaskoczyła, jednak nie dał tego po sobie poznać, bo dzięki niej wszystko zaczęło składać się w dość logiczną całość. Zwłaszcza momenty, w których tak otwarcie ignorował krzyczące za nim osoby, których po prostu nie usłyszał. Był w stanie zrozumieć, dlaczego trzymał to w sekrecie, jednak z drugiej strony udawanie, że wszystko było w porządku, musiało przysparzać mu wielu problemów.
A kto, jeśli nie Noah wiedział o tym najlepiej?
Wiedział też, że tacy jak oni nie znosili współczucia. Gdyby go chcieli, rozpowiadaliby o swoich niedoskonałościach na prawo i lewo. Przeczuwał, że Revel nie chciał ulgowego traktowania i zależało mu wyłącznie na tym, by nic nie stało na przeszkodzie w ich komunikacji.
Trzeba było tak od razu.
Trzeba było, ale zdawał sobie sprawę, że nie było to coś, o czym chciało się mówić.
Będę miał to na uwadze ― odparł jedynie, nie zamierzając już pytać o nic więcej. Równie dobrze sam mógł wydedukować niekompletne odpowiedzi na pytania, które być może zadałby każdy.
Jak się z tym czujesz?
Chujowo. To chyba jasne.
A to był tylko początek gównianego dialogu sztucznie zatroskanych rozmówców.
Mam sam poinformować pozostałych członków samorządu o zebraniu czy bierzesz część? ― płynnie powrócił do poprzedniego tematu. ― Do większości i tak nie mam numeru, więc będę musiał złapać ich na korytarzu.
Powrót do góry Go down
Liam Revel Leistershire
Kujon
Vice-Przewodniczący Obsidian

avatar

Liczba postów : 240
Godność : Liam Revel Leistershire
Zgoda na Ingerencję MG : Tak.

PisanieTemat: Re: Biblioteka [SW]   Sob Sie 19, 2017 12:40 am

Kiwnął głową. "Pewnie przejdzie" całkowicie mu wystarczyło, jako potwierdzenie że jego pomysł nie był zły. Liam nie należał do osób, które wyczekiwały fanfar za każde wykonane zadanie. Być może dlatego, że wykonywał ich zbyt wiele. Oczekiwanie czegoś w zamian za każdym razem byłoby zwyczajnie nużące.
Pomijając fakt, że nigdy nie chciał od innych czegokolwiek.
Zupełnie nieświadomie zabujał się na krześle kilkakrotnie, wpatrując w kartkę. Być może właśnie w tym momencie rozważał czy przyłączenie się do Noah i deklaracja poparcia go były mądrym pomysłem. A może po prostu analizował z czym przyjdzie im się zmierzyć. Nie był przyzwyczajony do konfliktów z innymi, niezależnie jak by na to nie patrzeć. Gdy się nie odzywałeś w towarzystwie rówieśników za wyjątkiem lekcji, istniały dwie opcje.
Pierwsza - stawałeś się tym samym obiektem idealnym do zgnębienia. Chowane po kątach podręczniki, pomazane ławki (choć w Riverdale nie miało to nigdy miejsca, a przynajmniej za jego 'kadencji'), wyrzucone buty, plecak wywrócony na drugą stronę, drwiące komentarze.
Druga - uznawali cię za osobę tak mało interesującą, że zostawiali cię w spokoju. Wyrzutek nie mający żadnych przyjaciół, ani osób z którymi mógłby porozmawiać.
Druga opcja brzmiała dużo przyjemniej, jak i mniej problematycznie. A właśnie to było dla niego najważniejszą cechą w życiu. Im mniej problemów, tym lepiej. Jednak tak szybko, jak przemknęło mu to przez myśl, w jego głowie pojawiły się dwie osoby. Nathanael i... Shane. Wyprostował się, wracając do poprzedniej pozycji. Własnego brata potrafił zrozumieć, ale sposób w jaki jego umysł całkowicie naturalnie podsunął mu czarnowłosego, zaskoczył go na tyle, by jego wzrok wyraźnie stracił kontakt z rzeczywistością. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że nie rozmawiał z nim od dłuższego czasu. Był zajęty własnym życiem czy zwyczajnie o nim zapomniał?
Nieprzyjemne uczucie zmusiło go do momentalnego porzucenia wszelkich rozmyślań i skupieniu się na tym co leżało tuż przed nim.
"Chyba że ktoś wspomniał ci o czymś jeszcze."
Pokręcił przecząco głową na boki.
Liama nie interesowała jego reakcja na wypowiedziane przez niego słowa. A fakt, że Hatheway nie zaczął prawić mu kazań na zasadzie "powinieneś informować o tym innych przed rozpoczęciem rozmowy, by ułatwić komunikację" całkowicie mu wystarczył.
Jeśli możesz ich poinformować... — urwał zdanie w połowie zastanawiając się krótko. Wiedział że zrzuca tym samym odpowiedzialność na Noah. Wyraźnie jednak rozważał czy był to moment, w którym powinien mieć wyrzuty sumienia i jednak zaoferować mu pomoc, czy mógł zwyczajnie odpuścić zostawiając to jemu.
Ale w razie problemów daj mi znać — dodał bardziej z czystej kultury niż faktycznego zmartwienia. Nie miał większej ochoty pakować się w rozmowy z innymi przewodniczącymi, ale nie zamierzał uciekać od obowiązków, jeśli zajdzie taka konieczność.
I wtedy zaburczało mu w brzuchu.
Nawet jeśli sam dźwięk nie był dla niego dosłyszalny, wyraźnie poczuł poruszający się żołądek i dodał sobie dwa do dwóch. Policzki pokryły się nieznaczną czerwienią, gdy targnęło nim zażenowanie. Spędził w bibliotece cały dzień, przez co naturalnie zapomniał o zjedzeniu jakiegokolwiek obiadu.
Przepraszam — mruknął, splatając ręce na swoim brzuchu, zupełnie jakby wierzył że uda mu się go tym samym uciszyć.
Powrót do góry Go down
Noah Hatheway
Książę
Przewodniczący Obsidian / Excelsior

avatar

Liczba postów : 229
Godność : Noah Hatheway.

PisanieTemat: Re: Biblioteka [SW]   Wto Sie 22, 2017 11:41 pm

Niech będzie ― odparł i tym samym tę sprawę można było uznać za zakończoną. Nie uśmiechało mu się ganianie za innymi, ale ktoś musiał to zrobić. Trzeba jednak przyznać, że w innym przypadku próbowałby jakoś wymigać się od tej odpowiedzialności i bez cienia zażenowania – ani też podszeptu sumienia – obarczyłby tym drugą osobę, jednak tym razem nawet nie rozpoczął wykłócania się. Może ta jedna informacja, którą podzielił się z nim Leistershire, wystarczyła mu na tyle, by przynajmniej jego zostawił w spokoju? Wszystko jednak przebiegło w tak płynny i naturalny sposób, że nie było mowy o tym, by w zachowaniu Hatheway'a wyczuć jakąkolwiek namiastkę litości.
Nie czuł, że się lituje.
„Ale w razie problemów daj mi znać.”
Nie będzie żadnych problemów.
Dwukolorowe tęczówki obdarzyły Liama dość znaczącym spojrzeniem, nawet jeśli i on mógł w tej chwili nie do końca wierzyć w to, że coś może się nie udać. Pozycja Noah miała dość kluczowe znaczenie, a już na pewno dodawała mu na tyle dużo pewności siebie, by przyjmowanie odmów nie przychodziło mu z łatwością, co nieraz wywoływało sporą presję na jego rozmówcach. Można było śmiało powiedzieć, że świadomie nadużywał swojego tytułu, ale z drugiej strony, gdyby poproszono o podniesienie ręki osoby, którym nigdy nie zdarzyło się posłużyć swoim dobrym nazwiskiem, nie można byłoby spodziewać się lasu rąk.
Burk.
To nie był jego żołądek. Nie poczuł burczenia.
Głowa czarnowłosego powoli przechyliła się w bok, choć doskonale wiedział, co usłyszał. Dziwne, że w tej chwili przeszło mu przez myśl, że nigdy wcześniej nie przyłapał Liama na innych czynnościach niż siedzenie z nosem w książkach. Może dlatego odnosił mylne wrażenie, że siedzący przed nim chłopak nie odczuwał innych potrzeb, nie licząc zachłannego zdobywania wiedzy. Nie widywał go ani na imprezach, ani w towarzystwie innych ludzi, ani na stołówce, choć w przypadku tego ostatniego zrzucał winę na własne niedopatrzenie.
„Przepraszam.”
Czy to już syndrom winowajcy?
I ty masz szóstkę z biologii? ― Cmoknął pod nosem, przechylając się na bok, by sięgnąć po swoją torbę. Wciągnął ją na kolana i zgarnął swoje rzeczy ze stolika. Nie były już potrzebne. ― Nie musisz przepraszać, żebym nie wepchnął ci kanapki do gardła. ― Jak na potwierdzenie słów, zapiął torbę. Wątpił zresztą, by jasnowłosemu zależało na dzieleniu się z nim jakimkolwiek jedzeniem – w końcu sam też nie cierpiał na niedobór pieniędzy w portfelu. ― I tak już skończyliśmy, więc możesz na chwilę zapomnieć o szkolnych sprawach i załatwić sobie coś do jedzenia.
Wymownie kiwnął głową na drzwi za swoimi plecami i bezgłośnie odsunął krzesło od stołu, po czym zerknął na zegarek. Myślał, że upłynie znacznie więcej czasu, zanim uda im się cokolwiek wymyślić, a tu proszę – nie było tak źle. Zanim jednak wstał, jakaś myśl zatrzymała go w miejscu i choć twarz bruneta zdradzała niewiele, opuścił wzrok na stół, zamyślając się na chwilę. Odruchowo przygryzł od wewnątrz dolną wargę, skupiając się na własnych myślach, które swobodnie przewijały się przez jego umysł. Nie zastanowił się drugi raz, gdy wyciągnął ręce i bezpardonowo przysunął do siebie jego zeszyt i długopis, jakby prawo cudzej własności go nie dotyczyło. Choć końcówka długopisu szybko przesuwała się po powierzchni kartki, zapisany ciąg cyfr był wystarczająco wyraźny, gdy oba przedmioty znów znalazły się po stronie Liama.
Gdyby przez resztę weekendu coś jeszcze wpadło ci do głowy ― poinformował, wstając z miejsca. Chociaż nie był zwolennikiem rozdawania swojego numeru, wątpił, by Leistershire miał wykorzystać go jako sposób na biznes. ― To na razie.
Przerzucił torbę przez ramię i dostawił krzesło do stołu, by zaraz odwrócić się i opuścić bibliotekę.

___z/t + Liam.
Powrót do góry Go down
[늑대] Mercury Kyan Black
Szkolna Gwiazda
Przewodniczący Sapphire / Cullinan

avatar

Liczba postów : 5021
Godność : Mercury Kyan Black. W skrócie.
Zgoda na Ingerencję MG : Tak.

PisanieTemat: Re: Biblioteka [SW]   Sob Wrz 16, 2017 2:28 pm


Jesteś pewien, że zapraszanie osób z młodszych roczników do projektu było dobrym pomysłem? — w głosie Saturna nie dało się dosłyszeć żadnych emocji. Braku przekonania, dezaprobaty, zainteresowania, powątpiewania. Jego wypowiedź była całkowicie neutralna, nawet jeśli niejedna osoba odebrałaby ją jako coś negatywnego. Mercury poprawił torbę na ramieniu, dopiero po chwili podnosząc na niego wzrok znad telefonu, w którym po raz kolejny wklepał kilka informacji, przesyłając je pod kilka numerów na raz.
Spokojnie, potrafią się zebrać gdy zechcą. Ponadto wszystkie informacje mamy podane w książkach, kwestia kreatywności, przeczytania informacji i przeniesienia ich do pliku — kiwnął głową z pełnym przekonaniem, nie przejawiając nawet cienia wątpliwości. Nie był kimś kto zbyt często się mylił, a przynajmniej według samego siebie. Nic zatem dziwnego, że po podjęciu podobnej decyzji był gotów jej bronić. Nie było jednak takiej potrzeby. Saturn zaakceptował jego słowa w milczeniu, otwierając drzwi przed czarnowłosym. Miał dziwne wrażenie, że gdyby tego nie zrobił, nos Mercury'ego zaliczyłby solidne spotkanie z drewnem. Przekroczyli przez próg biblioteki, witając się krótko z dyżurującą dziś panią Jennifer - tak bowiem głosiła jej plakietka na piersi - i rozejrzeli się wokół znajdując idealne miejsce pomiędzy regałami. Było na tyle odosobnione, by nie przeszkadzały im przyciszone rozmowy innych uczniów, a jednocześnie mieli stały dostęp do książek historycznych. Czarnowłosy zerknął na swojego brata z nieznacznym podziwem. Czasem zaskakiwalo go jak szybko potrafił znaleźć tak doskonałą miejscówkę w przeciągu kilku sekund. Zwłaszcza, że wbrew pozorom nie przebywali tu aż tak często. Saturn zdecydowanie preferował ich prywatną bibliotekę w rezydencji.
Usiedli na krzesłach odwieszając swoje torby na oparcie, zaraz wyciągając przygotowane przez siebie wcześniej materiały, które przewertowali wzrokiem, nie odzywając się do siebie ani słowem. W tym momencie, gdy obaj przyswajali potrzebną im do projektu wiedzę, nie było potrzeby, by wymieniać się między sobą jakimikolwiek poglądami. Na dyskusje z pewnością przyjdzie jeszcze czas, gdy na horyzoncie postanowi się pojawić pozostała dwójka. Jakby nie patrzeć do czasu spotkania mieli jeszcze całe dziesięć minut.

_________________

Uwaga! Zależnie od tego jaki obrazek zostanie użyty przy poście, może być on pisany z perspektywy Mercury'ego lub jego brata Saturna.

A tutaj pojawią się linki do portali społecznościowych jak już je założę.
Powrót do góry Go down
Rosalie "Boo" Shizuo
Szkolna Gwiazda

avatar

Liczba postów : 154
Godność : Rosalie Aime Boo Shizuo

PisanieTemat: Re: Biblioteka [SW]   Nie Wrz 17, 2017 1:54 am

Przez te wakacje Boo sie strasznie rozbestwiła. Pojechała w odwiedziny do rodziny, wpadła w złe towarzystwo, poszalała trochę i jak sie szybko okazało - ten nasz słodki i posłuszny aniołek wcale nie jest taki posłuszny. Jej marzenie też zaczęło się zmieniać. Powoli powoli dopadała ją rzeczywistość, nie za miła i przyjemna, ale cóż. Mówi się trudno? Łapała ją nostalgia. Zatęskniła za rzeczami które robiła zanim zabrała się za wieczne ćwiczenia, zanim zabrała się za wieczną naukę i tak dalej. Bo w zasadzie... co z tego, że jej rodzina jest jakoś super sławna? Znaczy - super, po prostu bogaci i coś w życiu osiągnęli. W każdej rodzinie musi być jakaś czarna owca, nie?
Rosie w zasadzie konkretnych planów po lekcjach nie miała. UWAGA - wręcz niczego jej się nie chciało. Kiedy dostała sms'a, myślała że to kolejny od wróżki która nieustannie nękała ją pomimo tego, że dziewczyna niczego do niej nie wysyłała! Nawet nie wyobrażacie sobie jakie zdziwienie ją ogarnęło, kiedy to dostała propozycje wspólnego projektu w tak niezwykłym towarzystwie.
Po szkole chciała jeszcze zajrzeć do domu się przebrać jak typowa kobieta, nie mniej jednak zdecydowała, że skoro nie idzie na trening to nie ma potrzeby przebrania się. Dlatego też po zakończeniu ostatniej lekcji kiedy tylko miała okazję to popędziła do szkolnej biblioteki. Biblioteka, to święte miejsce, nie hałasuj Rosie pomyślała witając się skinieniem głowy w wejściu z kobietą, która pilnowała lektur z całego swiata. Odnalazła wzrokiem bliźniaków i z szerokim uśmiechem, szybkim krokiem do nich podeszła.
-No hej~ - przywitała się cicho i usiadła na wolnym krześle. Wyciągnęła na moment telefon, żeby zerknąć na godzinę. - O panie, patrz. Idealnie, minuta i... 16.30~ - posłała im swój firmowy uśmiech numer 5 i schowała telefon do torby. Przydałoby się zrobić projekt, nie? W takim razie wyciągnęła materiały potrzebne i upięła włosy w kucyk. - Więc... jeszcze raz, o czym to projekt?
Powrót do góry Go down
Cyrille de Montmorency
Maskotka

avatar

Liczba postów : 614
Godność : Cyrille Matthias de Montmorency-Bouteville
Zgoda na Ingerencję MG : Tak.

PisanieTemat: Re: Biblioteka [SW]   Pon Wrz 18, 2017 12:42 am

Nowy rok szkolny trzeba było rozpocząć z kopyta! Jeszcze trzymała go wakacyjna energia, więc trzeba było ją jak najlepiej spożytkować! Po otrzymaniu SMS'ów Cyrille musiał jeszcze bardziej przyspieszyć by się nie spóźnić, jak zwykle wylądował na boisku biorąc udział w zajęciu któregokolwiek klubu sportowego. Ruszył biegiem pod prysznic, by szybko zrzucić z siebie ślad po niedawnym wysiłku fizycznym i kilkunastu okrążeniach. Ciepła woda jak zwykle zakłócała jego poczucie czasu... gdy uświadomił sobie, że siedzi tutaj kilka minut za długo. Zmienił z ciepłej na lodowatą wodę. To miało go zmotywować do działania i zmotywowało. Wyrwał spod prysznica, wskakując w ubrania niemalże w biegu. Na szczęście na nikogo nie wpadł po drodze. Ruszył szybkim krokiem w stronę biblioteki. Wszedł do niej minutę po umówionym czasie, już na wejściu miał unieść rękę wysoko i zacząć machać z okrzykiem do Mercurego, ale lodowaty wzrok Jennifer sprawił, że zastygł przez chwilę z ręką w pół ruchu, a głos jakoś nie chciał wydobyć się z jego gardła. Posłał jej swój jeden z promienistych uśmiechów i po cichu podążył w stronę stolika, przy którym znajdowała się już umówiona trójka.
- Wybaczcie spóźnienie, zwykle mi się to nie zdarza- uśmiechnął się przepraszająco. - Nieco się zapomniałem...
To akurat zdarzało mu się naprawdę rzadko. Niech cie gorąca wodo..! Blondyn rzucił swoją torbę na jedno z wolnych krzeseł i zerknął na materiały na stole.
- Wojna Opiumowa, co? Zapowiada się ciekawie - wyszczerzył się i zaczął przeciągać wzrokiem po regale przed nim jakby szukając konkretnego tytułu.
Powrót do góry Go down
 
Biblioteka [SW]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
 Similar topics
-
» Kawiarnio-biblioteka "Bookszpan"
» Biblioteka
» Biblioteka w zamku Bestii
» Wielka Biblioteka
» Biblioteka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Tereny Riverdale :: 
Gmach szkoły
-
Skocz do: