IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Ogród na tyłach szkoły. [SW]

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
Crimen

avatar
46
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
46


   
Nie Lip 10, 2016 2:01 am
       
.... no, wiadomo. Jest ogród, są ławeczki. Jest nawet fontanna!


Po drodze pokazała Seo drzwi prowadzące do biblioteki, która niestety kilka dni przed końcem roku była już nieczynna. Opisała ogólne zasady korzystania, które młoda dziewczyna znając życie zapomni podczas wakacji, godziny otwarcia. W szatniach nie było o czym opowiadać. Wskazała tylko, która przeznaczona jest dla płci żeńskiej oraz męskiej. Wybrała okrężna drogę, by móc pokazać jej bieżnię, pola do koszykówki, siatkówki, etc, wskazać siłownię i takie tam.
Kiedy dotarli na miejsce odetchnęła głeboko, nie kryjąc saysfakcji płynącej z samego przebywania tutaj. Wdychała unoszącą się woń kwiatów, które o tej porz roku czarowały kolorami, zapachami, kształtami... wszystkim.
-Uwielbiam tu przesiadywać, kiedy znudzi mi się hałas na korytarzach. Ogrodnik, czy tam achitekt, zrobił kawał dobrej roboty. Rośliny dobrane są tak, że cały czas można coś podziwiać.
Usiada na murku fontanny i przyglądnęła się uważnie dziewczynie. Miała nadzieję, że nie chodziła i nie mówiła za szybko. Cały czas starała się dostosowywać kroki do niej, przystawać na dłużej, ale nie czuła, żby dobrze jej to szło. Zawsze miała problemy obiema tymi rzeczami.
-Usiądź, odpocznij po dłgiej i męczącej wycieczce.- zachichotała, lepiąc dłonią miejsce obok siebie.- Może teraz, dla odmiany, Ty opowiesz mi coś o sobe?
Chętnie odetchnie od trajkotania i wróci do swojej ulubionej pozycji słuchacza.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Wto Lip 19, 2016 5:37 pm
       
Ale się zdążyło podziać w te kilka chwil, w których znalazła się w szkole. Nie dość, że poznała jednego nauczyciela, to już zdążyła poznać dwie osoby, które potencjalnie mogły stać się jej znajomymi, nawet jeśli nie zamieniła z nimi zbyt dużo słów, a w przypadku Boyda nie posiadała nawet jego numeru telefonu, ale nie miało to znaczenia. Relacje nie tworzyły się od razu na nie wiadomo jakim poziomie, jakoś trzeba było je zacząć, a potem rozwijać, taki początek jaki zaszedł tutaj nie był w gruncie rzeczy zły. Ba, kolega zaproponował jej nawet pomoc w razie ewentualnych problemów, a Seo wiedziała już, że w razie czego na pewno się do niego uda, choćby celem sprwadzenia wartości jego zapewnień. Przy okazji zyskała sobie osobę, z którą mogła trochę konkretniej porozmawiać, a także która wydawała się wiedzieć cokolwiek na temat jej kraju i kultury. Nie spodziewała się, że ktokolwiek będzie wiedział jak używać honoryfikatorów w Kanadzie, a tymczasem została dość znacząco zaskoczona. Nie odezwała się jednak dopóki dziewczyna nie zdążyła się spokojnie zastanowić, nie chcąc jej przerywać ani rozpraszać. Dopiero gdy wyglądało na to, że już coś sobie ogarnęła, Seo stwierdziła że to najlepszy moment by jednak coś powiedzieć.
- Muszę przyznać, że to dość zaskakujące, że nazwałaś mnie "chan". Nie mam nic przeciwko, ale... uczysz się może japońskiego? - zapytała beztrosko, jeszcze podczas wycieczki po kolejnych miejscach poprzez które była przeprowadzana, starając się zapamiętać co tylko się dało. Faktycznie, większą część pewnie zapomni i przyswoi sobie dopiero, gdy faktycznie zacznie to uczęszczać tak codziennie, ale i tak nie zamierzała pozwalać sobie na beztroskie "manie tego gdzieś". Im szybciej pozna plan szkoły tym lepiej dla niej, ona już wiedziała jak z takich informacji korzystać. Dodatkowo zanotowała sobie w myślach, że przyda się jej jeszcze przeprowadzenie po ważniejszych miejscach samego miasta, a także spenetrowanie mniej zaludnionych uliczek. Musiała znać teren, na którym miała przebywać by móc działać dokładnie jak chciała. - Jaki jest dyrektor tej szkoły? - zapytała jeszcze, już wchodząc na teren ogrodu.

Wedle słów oprowadzającej jej dziewczyny to właśnie było jej ulubione miejsce, Seo postanowiła więc zachować się odpowiednio w stosunku do tej wiedzy i wyrazić odpowiednie zauroczenie zastaną zielenią i kwiatami. Zamilkła na chwilę i wyglądało na to, że przestała zwracać uwagę na dziewczynę, wpatrujac się w zastany widok w czymś w rodzaju gestu adoracji. Dopiero po chwili "ocknęła się" z tego dziwnego uczucia i powróciła wzrokiem do koleżanki.
- Dziękuję, że mnie tu przyprowadziłaś... ale nie boisz się? Skoro to twoje miejsce, a ja teraz ci nie obiecam, że czasami nie znajdziesz mnie tu samej z siebie przychodzącej w odwiedziny. - Seo zaśmiała się delikatnie, następnie podchodząc bliżej do koleżanki i siadając tuż obok, tak jak chciała. Ostatecznie dziewczyna odgrywała w tym momencie sympatyczną koleżankę ze szkoły, ale też nie było to tak, że kompletnie zwodziła ją swoim zachowaniem. Może tylko troszkę... albo i mocno... wyolbrzymiała swoje reakcje. - Nie ma problemu, ale co chcesz wiedzieć? Jestem jak otwarta księga tylko wybierz rozdział! -

To już było czystym kłamstwem.
Powrót do góry
 
Go down
Noah Hatheway

avatar
272
#Książę
Przewodniczący / Excelsior
272


   
Pią Wrz 09, 2016 1:01 am
       
← POPRZEDNI TEMAT

--------------------------------

„Jest pod dużym wpływem mojego nadopiekuńczego ojca.”
Kiwnął głową, chociaż nie rozumiał, co miała na myśli. Widocznie nie spotkał się jeszcze z przypadkiem, w którym chłopak współpracował z nadopiekuńczym ojcem. Nadopiekuńczy ojcowie przeważnie odsuwali jakichkolwiek chłopaków od swoich niby to małych i bezbronnych córeczek. Na tym jednak skończyło się drążenie tematu, choć czarnowłosy niemalże na pewno miałby okazję dowiedzieć się czegoś nowego.
O wiele bardziej skupił się jednak na opuszczeniu sali, co nie było aż tak łatwym wyzwaniem. Niektórzy ludzie od razu zsuwali się z drogi, inni nie mogli znaleźć miejsca, by rozstąpić się na tyle, żeby Noah i Yoru mogli obyć się bez ocierania o nich, jednak wreszcie udało im się wydostać na korytarz, na którym nie musieli martwić się ściskiem. A co najważniejsze – było tu znacznie ciszej. Na tyle, by byli w stanie usłyszeć dźwięk swoich kroków.
Jak ludzie mogą to lubić ― rzucił pod nosem bardziej do siebie niż do niej, poprawiając przy tym swoją marynarkę, z której niedbałym machnięciem ręki strzepał niewidzialny brud. Domyślał się jednak, że niebieskooka zdołała to usłyszeć. ― Mam na myśli tłoczenie się podczas koncertów w wielkich salach, pozbawionych miejsc dla VIP'ów ― sprecyzował, niewiele robiąc sobie z tego, że te słowa mogły przypiąć do niego plakietkę wygodnickiego księcia. W gruncie rzeczy nie miał powodów, by kryć się ze swoim statusem społecznym, gdy mógł pozwolić sobie na takie rzeczy, chociaż...
Noooaaah! Zaczekaj!
... czasem jednak lepiej byłoby uchodzić za mniej widocznego szaraka.
Brunet uniósł nieznacznie ramiona, jakby chciał uchronić uszy przed krzykiem zza pleców albo zwyczajnie uratować się przed nadchodzącym atakiem. Dopiero po tym obejrzał się za siebie, bez trudu wyłapując znajomą dziewczynę, którą ciężko było przeoczyć, gdy uniosła rękę, wyłapawszy, że ciemnowłosy częściowo się obrócił. Zamiast jednak ucieszyć się na ten widok, jego usta wykrzywiły się w dużo mniej zadowolonym grymasie, co wyraźnie świadczyło o tym, że w nim momencie nie miał ochoty na jej towarzystwo.
Co ja robię?
Jak mawiają – tonący brzytwy się chwyta. Jego brzytwą okazała się być ręka Yoru, którą niespodziewanie ujął palcami, zerkając przy okazji na zbliżającą się dziewczynę, która dostrzegłszy ten ostentacyjny gest, od razu zwolniła krok, wreszcie się zatrzymując. Zamrugała kilkakrotnie oczami, jakby chciała przekonać się, czy to wszystko jej się nie przywidziało i nie dało się ukryć, że ten widok było co najmniej niespotykany, jednak Hatheway nie zamierzał już dłużej zawracać sobie nią głowy. Czym prędzej pchnął drzwi wyjściowe wolnym przedramieniem, zmuszając ciemnowłosą do przejścia przed nim w jakimś nieudanym teatrzyku znajomości podstaw savoir-vivre i dopiero gdy poczuł powiew świeżego powietrza na swojej twarzy, wypuścił rękę znajomej z uścisku, odsuwając się o stosowny krok.
Było blisko ― mruknął marudnie i wypuścił powietrze ustami, oglądając się za siebie przez ramię. Nic nie wskazywało na to, by w pierwszych sekundach pojął wagę tego całego zajścia, jednak gdy przeniósł wzrok z powrotem na brunetkę, zrozumiał, że postawił w niezręcznej sytuacji nie tylko siebie. ― Taaak ― przeciągnął, nie do końca wiedząc, jak jej to wyjaśnić. Zresztą dla niego wszystko było wystarczająco oczywiste. ― Musiałem coś zrobić, bo nie dałaby mi żyć. Wybacz. Mam nadzieję, że cię to nie uraziło. ― Przesunął uważniej wzrokiem po jej twarzy, próbując dopatrzeć się tam jakichkolwiek oznak złości. Już kiedyś zdążył zauważyć, że jej niewielki wzrost potrafił być zwodniczy.
Powrót do góry
 
Go down
Yunlei Chen

avatar
338
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowiczka
338


   
Sob Wrz 10, 2016 6:44 pm
       
Nie spodziewała się po nim zrozumienia. I nawet go nie oczekiwała. Ciężko było jej rozmawiać o sprawach, w które inni nie byli w żadnym stopniu zamieszani. Jeśli dodatkowo dotyczyły jej bardzo mocno nierozwiniętego życia uczuciowego, czuła się podwójnie zażenowana na samo wspomnienie. Nie wspominając o fakcie, że Noah nawet nie znał jej rodzinnego otoczenia. Nie żeby ona znała jego. W końcu ich kontakty ograniczały się głównie do relacji szkolnych.
Próbowała powstrzymać swoje niezadowolenie, gdy coraz to kolejni ludzie ocierali się o nią, gdy próbowała wyjść z sali. Nienawidziła tego uczucia. Gdyby mogła, zawsze wybierałaby miejsca, w których nikogo nie było, by móc sobie darować podobne nieprzyjemne przeżycia całkowicie. Co odbiło się zresztą całkowicie na jej zniesmaczonym wyrazie twarzy. Problem w tym, że zamiast nadać jej w ten sposób bardziej poważnego wyglądu, przypominała raczej naburmuszonego chomika. Próbowała więc wykorzystać idącego przed nią Noaha jako swego rodzaju tarczę, która torowała jej drogę. I wychodziło jej to całkiem nieźle.
- Nie wiem. Pewnie potrzeba posłuchania muzyki jest u nich na wyższym poziomie niż potrzeba wygody. Ale zdecydowanie będzie trzeba powiedzieć samorządowi szkolnemu, by następnym razem udostępnili także trybuny z miejscami siedzącymi. - skomentowała zaistniałą sytuację. Ciężko byłoby nazywać Hathewaya księciem, gdy sama miała bardzo podobne podejście i została wychowana jak księżniczka. Potrafiła postawić różne potrzeby ponad własną wygodą, robiła to jednak niesamowicie rzadko. Z reguły owe rzeczy dotyczyły jej psa, który miał w jej oczach specjalne traktowanie. Przynajmniej jeden plus faktu, że oboje byli z klas A i mieli dość podobne podejście w tym konkretnym aspekcie.
Obróciła się nieznacznie w tył, słysząc nadchodzący krzyk. Zerknęła na swojego towarzysza pytająco.
"Znasz ją?"
Nie zapytała na głos, wzrok mówił jednak wszystko. Yorutaka sama była przyzwyczajona do tego, że inni obskakiwali ją często wbrew jej woli. Dlatego próbowała wyczuć w jakiej sytuacji znajdywali się w danym momencie.
Nie spodziewała się jednak, że chcąc uniknąć konfrontacji posunie się do czegoś podobnego. Choć Kanadyjczycy w kwestii dotyku byli dość otwarci i często sprowadzali podobne gesty do roli żartów, Yutaka podchodziła do nich niesamowicie poważnie. Dlatego przez chwilę dosłownie ją zmroziło, aczkolwiek być może właśnie pod wpływem szoku, nie zaprotestowała, kontynuując rozpoczętą przez niego szopkę. Dopiero, gdy znaleźli się na dworze zabrała swoją dłoń, przyciskając ją ze zmieszaniem do klatki piersiowej. Nawet nie zdawała sobie sprawy jak bardzo czerwona się zrobiła podczas tego krótkiego gestu.
- Nie. Ale nie rób tak więcej bez ostrzeżenia. Ktoś mógłby to źle odebrać. - powiedziała cicho podnosząc na niego wzrok. Zaraz uciekła nim w bok, pocierając energicznie policzki, by przywrócić im naturalny kolor. Zdecydowanie nie była przyzwyczajona do czegoś takiego.
- Zadzwonię do Suzaku i zapytam go gdzie jes--
- Yutaka! - energicznego okrzyku nie dało się przegapić. Chłopak był zabawnym typem wyróżniającym się na tle innych swoją przeciętnością. Był tego samego wzrostu co Noah. Idealnie kruczoczarne włosy i skośne oczy o tej samej barwie, nadawały mu wyglądu stereotypowego Japończyka. Mimo to dało się dostrzec zarysowane pod koszulką mięśnie, typowe dla nastoletniego wieku, nic nazbyt przypakowanego. Machał jedną ręką, w drugiej trzymając smycz, na której podskakiwał ten sam szczeniak husky co ostatnio.
- Właśnie miałam dzwonić. - uśmiechnęła się podbiegając do chłopaka. Zanim jednak w jakikolwiek sposób się z nim przywitała, kucnęła przy psiaku, drapiąc go z wyraźną radością po łebku. - Cześć mały, stęskniłeś się?
- Bardzo. Non-stop skomlał, ciągnąc mnie w tym kierunku. Rozpuściłaś go. - wesoły śmiech wywołał na jej ustach uśmiech. Pociągnęła szczeniaka za uszy, wstając na nowo.
- Może trochę. Suzaku to jest Noah. Mówiłam ci o nim.
- Mów mi Akiyama. - pozytywny uśmiech w połączeniu ze słowami stanowił niewątpliwie miłe wrażenie. Niemniej, dziewczyna wiedziała, że tymi prostymi słowami, chłopak nakładał między nimi dystans, podając mu swoje nazwisko. Nie było w tym zresztą nic dziwnego. Przyglądała się jak czarnowłosy wyciąga rękę w kierunku Noah, w geście powitania, łącząc swoje dłonie za plecami. Dawno nie zapoznawała ze sobą swoich znajomych. Husky podekscytowany znajomą osobą, wyrwał się do przodu momentalnie opierając drobne łapki na spodniach Hathewaya, machając przy tym namiętnie ogonem. Jego roześmiany pysk mówił jedno.
CZEŚĆ NOAH, TĘSKNIŁEM.
Powrót do góry
 
Go down
Noah Hatheway

avatar
272
#Książę
Przewodniczący / Excelsior
272


   
Sro Wrz 14, 2016 12:50 am
       
W tym jednym momencie chłopak zdał sobie sprawę, że nigdy nie spytał jej, do której klasy uczęszcza. Jego przygoda w szkole rozpoczęła się w chwili, gdy szkoły zostały ze sobą połączone, jednak potrafił przymykać oko na podział społeczny tak długo, jak uczniowie z klas B nie wchodzili mu w drogę. Wystarczyło mu jednak to, by zgodzili się ze sobą w tej niewielkiej kwestii i już nie musiał o nic pytać, jakby jej przynależność z góry stała się czymś oczywistym. Nawet nie próbował wziąć pod uwagę, że dziewczyna mogła zostać nieco rozpieszczona pod innymi względami – czasem znacznie lepiej było patrzeć na świat w sposób, jakby wszystko było wyłożone czarno na białym.
Przynajmniej nie musiał zawracać sobie głowy rozszyfrowywaniem osób lub – co dla niego gorsze – nieumyślnym przywiązywaniem się do nich podczas takich prób.
Wspomnę o tym podczas następnego spotkania przed jakimś większym wydarzeniem ― rzucił, nie kryjąc się ze swoją pozycją. Rzecz jasna, wyszło na to, że powinien pomyśleć o tym wcześniej, ale egoistycznie założył, że nie pojawi się na koncercie albo zwinie się po paru minutach, udając, że ma coś ważniejszego do załatwienia. Raczej nie zdarzało się, by czarnowłosy zwracał uwagę na wygodę innych, a zawsze istniała szansa, że jakiś inny przewodniczący lub wiceprzewodniczący wpadnie na podobny pomysł. Najwidoczniej uznali, że ścisk będzie najlepszą formą integracji.
Gdy za ich plecami rozległ się krzyk, nie miał nawet czasu, by skupić się na pytającym spojrzeniu Yoru. Tak na dobrą sprawę – nie miał czasu na nic. Nawet na przemyślenie tego, co w czyimś odbiorze mogło źle wyglądać. Dopiero na zewnątrz, wychwyciwszy wyraźniejszy odcień na policzkach dziewczyny, zdał sobie sprawę, że był to pierwszy raz, kiedy odważył się na tak odważny gest w stosunku do niej.
„Ktoś mógłby to źle odebrać.”
Szybko zwrócił twarz w kierunku szklanych drzwi, chociaż nie planował przyjrzeć się temu, co było za nimi. Zmrużył nieznacznie oczy i przygryzł dolną wargę od wewnątrz, jakby jej uwaga dała radę do niego dotrzeć. W rzeczywistości nie to zaprzątało teraz jego myśli, ale nawet one szybko rozwiały się, gdy ponownie przeskoczył wzrokiem na dziewczynę. Ciężko było spodziewać się aż tak silnej reakcji na tak mało znaczący gest, więc nawet nie zdołał ukryć zaskoczenia na widok tej zawziętej próby przywrócenia twarzy do normalności.
Zbyt urocze.
Ugryzł się w język, zanim te dwa słowa faktycznie zostały wypowiedziane na głos. Zmierzwił palcami grzywkę w tak naturalnym odruchu, że ciężko było się dopatrzeć w nim próby chwilowego przysłonięcia własnej twarzy, która już po sekundzie powróciła do swojego opanowanego wydania.
Jasne. Też wolałbym nie wylądować na pierwszej stronie gazetki szkolnej ― odparł, chociaż na pewno nie było w tym nic pocieszającego. Istniała spora szansa, że głupia plotka mogła zawędrować na tyle daleko i tylko dlatego, że ściągał na siebie zbyt dużo cudzej uwagi. ― W takim razie powinienem już i--
„Yutaka!”
Szybka reakcja, panie nachalny.
Myśl wyprzedziła spojrzenie, które padło na nieznajomego chłopaka ze znajomym już psem na smyczy. Nie było żadnej gwaracji, że miał do czynienia z kimś, kto wypisywał SMS-y, bo w końcu niejedna osoba mogła oczekiwać ciemnowłosej, ale widok husky'ego – który obecnie był już nieco większy niż ostatnim razem – sprawił, że nie zdążył poczuć się źle z tym pochopnie wysnutym wnioskiem.
„Może trochę. Suzaku to jest Noah. Mówiłam ci o nim.”
Mówiłaś? ― Uniósł brew. Bądź co bądź było to coś niespotykanego. Zresztą, w tym momencie wcale nie zdziwiło go to, jak Japończyk do niego podchodził. Brunet prędzej postawiłby na to, że w tym momencie przez chłopaka Yoru przemawiała niechęć, a nie tradycjonalizm. Mimo tego, zachowując zasady dobrego wychowania, uścisnął rękę chłopaka, choć gest ten był na tyle silny i krótki, by spokojnie mógł wyczuć, że został wykonany tylko dla zasady. ― Noah Hatheway. ― Poczuwszy dotyk na swojej nodze, od razu opuścił wzrok na rozweselonego psa. Chociaż można było doszukać się między nimi cech wspólnych, chłopak bynajmniej nie podzielał tego zadowolenia. ― No już ― mruknął pod nosem i pochylił się nieznacznie, ledwo muskając palcami psi łeb. ― Chyba ma wrodzoną tendencję do brudzenia moich ubrań.
Nie mógł odpuścić sobie skierowania znaczącego spojrzenia na ciemnowłosą, jednak prawda była taka, że gdyby nie ten pies, do tej pory mijaliby się na korytarzach, nie poświęcając sobie nawet odrobiny uwagi.
Ma już imię?
Powrót do góry
 
Go down
Fabian Lerhmann

avatar
2022
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
2022


   
Pon Wrz 19, 2016 8:46 pm
       
Ingerencja Mistrza Gry


Szkoła to duża placówka. Nic dziwnego, że poza Noahem oraz Yorutaki był tu
ktoś jeszcze. Jakiś chłopaczek nie stosował się regulaminu szkoły i biegł jak opętany przez korytarz, wybiegając tym samym ze szkoły, chcąc gdzieś się uchronić. W tym całym zamieszaniu niechcący wpadł na Yorutakę, szepcząc ciche i strachliwe "przepraszam", po czym zaczął dalej biec wyraźnie czymś przerażony. W ten z dala Noah oraz dziewczyna mogli zobaczyć jakiegoś starszego ucznia, widać, że dres, który starał się dorwać 'gówniarza', ale za co?
- Z drogi, patałachy! - ryknął gruby głos, kiedy na swojej drodze widział dwójkę młodszych uczniaków, a kiedy żaden z nich się nie odsunął, popchnął na ziemię Yoru, ruszając dalej przed siebie, skręcając gdzieś, zapewne uznając, że to właśnie tam pobiegł mały szczeniak, któremu bardzo chętnie zechce uprzykrzyć 'kolorowe' życie.


Koniec Ingerencji
Powrót do góry
 
Go down
Yunlei Chen

avatar
338
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowiczka
338


   
Sob Paź 01, 2016 6:57 am
       
Jak mogła zapomnieć, że przecież Noah przynależał do samorządu. Pacnęła się dłonią w czoło, kręcąc głową na boki z wyraźnym niedowierzaniem wobec samej siebie.
- Wiedziałam, że przecież twoje nazwisko zawsze czytają podczas ogłoszeń. Przepraszam, zapomniałam. Ale to świetny pomysł - pokiwała głową, wyraźnie go aprobując. Nie próbowała szczególnie wnikać w to czy chłopak nie powinien przemyśleć czegoś podobnego wcześniej. Raz, że i tak nie byliby w stanie całkowicie przewidzieć przebiegu koncertu, a dwa że nie był jedynym członkiem samorządu i nadal mógł zostać przegłosowany. Jeśli jednak wyraził chęci na wzmożenie dyskusji, dlaczego miałaby nie wykazać swojego poparcia?
Nie spodziewała się jednak ujrzeć u niego aż takiego zaskoczenia ze względu na swoją reakcję, co tylko dodatkowo zwiększyło jej zażenowanie. Skrzywiła się nieznacznie, uderzając go w ramię.
- Śmiejesz się ze mnie, prawda? - burknęła niezadowolona. Cios był lekki, ciężko byłoby się zresztą spodziewać nokautującego bólu i wielodniowego siniaka po kimś z jej masą. Założyła ręce na klatce piersiowej, urażona jego reakcją, choć przeszło jej całkiem szybko, gdy chłopak zmienił temat.
- Ugh, ta gazetka bywa straszna. Jest tam wiele przydatnych informacji, ale wiele plotek mogliby sobie darować. Mogą zniszczyć komuś życie prywatne - powiedziała wzdychając cicho.
Spojrzała na Hathewaya, przekrzywiając głowę w bok, gdy wyraził swoje zdziwienie faktem, że opowiadała o nim Suzaku.
- Oczywiście. Zawsze opowiadam o nowopoznanych znajomych, tych z którymi się trzymam i tak dalej. Gdybym utrzymywała was w tajemnicy, byłoby to źle odebrane i prowadziło do wielu nieporozumień. Zwłaszcza, że mój tata nie cierpi tajemnic - westchnęła, widocznie przypominając sobie jedną z sytuacji, gdy faktycznie postanowiła coś przed nim ukryć. Nie podzieliła się nią jednak, łącząc ręce za plecami.
- Spokojnie mały, daj mu spokój - Suzaku po uściśnięciu dłoni chłopaka, zaraz powrócił uwagą do szczeniaka, odciągając go nieznacznie w tył.
"Ma już imię?"
- To...
- Dzięki tobie, już ma. Nazywa się No-..
- Aaaa! O mój boże, spójrzcie jaki ładny ptak! - krzyknęła w błyskawicznym refleksie, machając dziko rękami w kierunku pobliskiego drzewa. - Och nie, poleciał.
Doskonały zwód, Yutaka. Świetnie ci to wyszło.
Posłała Suzaku mordercze spojrzenie, patrząc jak szczerzy się jak głupi do sera. Nie spodziewała się jednak, że ktoś na nią wpadnie. Podskoczyła nieznacznie zaskoczona, obracając się w ślad za przerażonym uczniem.
- Nic się nie stało, nic ci nie jest? - zapytała każde kolejne słowo wypowiadając coraz ciszej, gdy zdała sobie sprawę, że zdążył już uciec. Obecność wysokiego dresa ją zirytowała. Zwłaszcza, gdy popchnął ją na ziemię. W ostatniej chwili poczuła oplatającego ją ramieniem Suzaku, który utrzymał ją w pionie, zaraz przyciskając sobie do boku.
- Uważaj jak łazisz, dupku! Wszystko w porządku? - spojrzała na niego w milczeniu, kiwając powoli głową. Słyszała, że takie sytuacje się zdarzały, ale pierwszy raz była jej bezpośrednim świadkiem.
- Musimy to gdzieś zgłosić, może mu zrobić krzywdę - powiedziała wyraźnie zaniepokojona, wpatrując się w Noah. Był w samorządzie, więc może będzie wiedział co z tym zrobić. Jednocześnie sama rozejrzała się dookoła szukając w pobliżu jakiegoś nauczyciela.
Powrót do góry
 
Go down
Noah Hatheway

avatar
272
#Książę
Przewodniczący / Excelsior
272


   
Nie Paź 02, 2016 10:07 am
       
Często przepraszasz ― zauważył, zamiast skupić się na całości jej przekazu. Powiedział to tak, jakby było to coś złego, na co zresztą sam szybko zwrócił uwagę. W końcu wcale nie chodziło mu o to, by zbesztać za to dziewczynę. ― Chciałem powiedzieć, że to nie jest coś, o czym koniecznie musisz pamiętać ― wyjaśnił zaraz. Wbrew pozorom szkolny samorząd rzadko kiedy rzucał się w oczy, a ludzie kojarzyli jedynie te osoby, które należały do ich klasy albo były dwójką głównych reprezentantów szkoły – przewodniczącym i jego zastępcą. Nie czuł się w żaden sposób urażony tym, że jego nazwisko nie utkwiło w pamięci pod tym kątem. I tak znało je już zbyt wiele natrętnych osób, które na każdym kroku uprzykrzały mu życie.
Cofnął się nieznacznie do tyłu, nawet jeśli uderzenie nawet go nie zabolało. Wyglądał raczej na zaskoczonego tym nagłym ciosem, w czym zdradziły go nieco szerzej otwarte oczy, którymi spoglądał na obruszoną Yoru.
A to za co?
„Śmiejesz się ze mnie, prawda?”
Poniekąd ulżyło mu, że odebrała jego reakcję jako rozbawienie, ale z drugiej strony nie próbował choćby udawać, że się śmieje, choć równie dobrze można było uznać, że w momencie sprowadziła go na ziemię swoją nietypową reakcją.
Nie śmiałbym ― odparł, nadając tym słowom tak niewiarygodnej nuty, że sam by sobie nie uwierzył. Było jasne, że od tego momentu już zwyczajnie się z nią droczył. ― Niestety tak funkcjonuje prasa. Ludzie wolą czytać albo o tragediach, albo o durnych faktach z życia gwiazd. Często zapomina się, że to tylko zwykli ludzie, a potem trafiasz na drobne artykuły o tym, jak to jednej z piosenkarek zsunęły się spodnie i odsłoniły jej bieliznę. Życie czytelników byłoby niepełne bez tej informacji, bo przecież ich gacie zawsze solidnie trzymają się bioder ― rzucił, a do uwieńczenia tych słów brakowało jeszcze tylko miny rodem z Krzyku Muncha. Bo jak tak w ogóle można? Na szczęście oprócz doszczętnie zrezygnowanego tonu nie zamierzał wkładać w te słowa jeszcze więcej emocji. I tak doskonale udało mu się oddać to, co o tym sądzi.
Mimowolnie potarł ręką przedramię, przyglądając się ich dwójce. Może i ciemnowłosa miała trochę racji, ale z drugiej strony Hatheway nie przywykł jeszcze do tego, że ktokolwiek mówił o nim w domu i to zapewne nie w sposób, który świadczyłby o jakichś większych fantazjach względem jego osoby.
Ciężko zaprzeczyć ― mruknął, chociaż wydawało mu się, że będąc chłopakiem, nie chciało słuchać się o innym chłopaku. Przez to mimowolnie zahaczył wzrokiem o „Mów mi Akiyama” Suzaku, jednak nie powiedział już nic więcej, jedynie przytaknąwszy głową na znak, że zrozumiał. ― Czekaj, jak to dzięki mnie? ― spytał, mimo próby odwrócenia jego uwagi. Ledwo zerknął w stronę drzewa, w którego stronę machała dziewczyna.
Za to nagle przebiegający im przed nosem chłopak był doskonałym celem. Czarnowłosy cofnął się szybko do tyłu, nie chcąc, by go staranowano, jednak zaraz obejrzał się w stronę drzwi, z których już wybiegał inny chłopak.
„Z drogi, patałachy!”
Myślisz, że do kogo mówisz? ― wymruczał pod nosem, wyraźnie niezadowolony z przypisanego mu określenia. Mimowolnie wysunął nieco nogę w bok, chcąc dyskretnie doprowadzić do bliskiego spotkania twarzy osiłka z ziemią. Mawiano jednak, że głupi zawsze miał szczęście, więc wcale nie zdziwiło go, że udało mu się uniknąć wymuszonej operacji plastycznej. ― Większość nauczycieli albo jest na koncercie, albo plącze się po szkole, albo już się zwinęła. Myślę, że może trochę potrwać, zanim kogoś znajdziemy. Najwyżej spróbuj kogoś poszukać, a ja sprawdzę co z nim ― rzucił, chociaż nie miał pojęcia, skąd wzięło mu się na taki czyn. Równie dobrze mógł wysłać za nimi właśnie ją, ale w głowie już zaczął układać sobie sensowne wyjaśnienie.
Dres bez szacunku do kobiet, prawdopodobnie damski bokser. Nienawidzi ich, bo jest tak tępy i brzydki, że żadna na niego nie leci. W dodatku musi uganiać się za słabszymi, żeby udać, że jest samcem alfa.
Może po prostu chciał się stąd wyrwać?
Dość szybko ruszył w stronę, w którą udała się tamta dwójka.
Powrót do góry
 
Go down
Yunlei Chen

avatar
338
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowiczka
338


   
Wto Paź 25, 2016 2:10 am
       
"Często przepraszasz"
Przepra- — urwała w połowie, zaciskając usta w wyraźnym proteście na własną osobę, gdy zdała sobie sprawę, że znowu potwierdzała jego regułę. Westchnęła ciężko z wyraźnym zrezygnowaniem i pokręciła głową, uśmiechając się nieznacznie.
Postaram się nad tym popracować — obiecała, choć nie była pewna czy uda jej się zapanować nad podobnym nawykiem. Mimo to faktycznie wcześniej była na swój sposób zawstydzona, że nie pamiętała jego pozycji. Bądź co bądź, powinna się interesować takimi rzeczami, tymczasem kończyło się tak jak zawsze. Kolejnym tłumaczeniem, gdy okazywało się, że coś poszło nie tak.  
Często ludzie traktują cię inaczej przez to kim jesteś? — zapytała nagle, wpatrując się w niego wielkimi, niebieskimi oczami. Przekrzywiła na bok głowę, choć w jej spojrzeniu pojawiło się swego rodzaju współczucie. Jego wypowiedź zabrzmiała bowiem w połowie nonszalancko, a w połowie tak, jakby chłopak wcale nie chciał, by pamiętała kim jest. Zaraz wzruszyła jednak ramionami.
Nie martw się, wasze angielskie tytuły i tak nie mają dla mnie większego znaczenia. Choć Excelsior brzmi ładnie. Książęco. Pasuje do kogoś z klasy A — zażartowała luźno, pozostawiając temat otwarty. Mógł go zarówno zignorować, co nie spotkałoby się z wielkim zawodem ze strony dziewczyny, jak i podjąć, na co z pewnością odpowie. Ani jedno, ani drugie raczej nie miało szansy skończyć się źle.
Pokiwała krótko głową na jego słowa o prasie.
Wiem o tym aż nazbyt dużo — choć jej problemy z reguły dotyczyły nie samej prasy, a portali internetowych. W szczególności tych japońskich, gdzie ludzie potrafili zarówno zachwycać się jej umiejętnościami tanecznymi, jak i rzucać w jej stronę nieprzyjemnymi komentarzami tylko dlatego, że coś nie do końca spełniało ich własne wymagania, była za niska, za chuda, bądź zbyt dziecinna. Coś co dla czytelników było wyłącznie powodem do oburzenia, bądź chwilowego śmiechu, dla oskarżanego obiektu było zwyczajną katorgą. Niektórzy potrafili się wyłączyć na negatywne komentarze. Inni zakorzeniali je głęboko w sobie, wpędzając się w coraz to większe kompleksy.
"Czekaj, jak to dzięki mnie?"
Nie miał o tym wiedzieć. Zdecydowanie nie miał. W końcu dziewczyna nawet nie spodziewała się, że jeszcze kiedykolwiek się spotkają, a pies po nadaniu mu imiona nie chciał już reagować na nic innego. Jęknęła cicho, zupełnie automatycznie oplatając rękami Suzaku, gdy straciła równowagę, choć dość szybko jej poczucie przyzwoitości nakazało jej odsunąć się na stosowną odległość przerywając wcześniejszy kontakt fizyczny.
Nic ci nie będzie? To chyba nie jest najlepszy pomysł — rzuciła zaniepokojona. Pies zawarczał cicho, choć wbrew pozorom celem jego ataku okazał się jakiś samotny, zbłąkany liść, który zaraz przygniótł do ziemi łapami i zaczął go rozparcelowywać małymi ząbkami.
Noah, przestań — nim zdała sobie sprawę, że wypowiedziała na głos imię husky'ego, zatkała sobie usta dłonią, wpatrując się w czarnowłosego. No i tyle z tajemnicy. Zrobiła się czerwona jak burak, nagle stwierdzając, że może znalezienie nauczyciela może nie jest aż takim złym pomysłem.
To może my kogoś poszukamy... — wymamrotała cichutko pod nosem, odwracając się smętnie w drugą stronę. Jej chłopak przyglądał się wszystkiemu ze zdumieniem, najwyraźniej dopiero teraz rozumiejąc co się wydarzyło.
Och. Nie powiedziałaś mu? — roześmiał się na głos, zaraz urywając owy dźwięk w połowie, gdy wraz z uderzeniem w żebra, przyszedł głośny jęk. Yorutaka wpatrywała się w niego wyraźnie nakazując milczenie.
No już, przepraszam.
Jeśli coś się będzie działo, zadzwoń dobrze? Postaram się znaleźć kogoś jak najszybciej. Uważaj na siebie — ostatnią rzeczą jakiej chciała, było by Noah wdał się w bójkę i zrobił sobie krzywdę. Jeszcze przez chwilę odprowadzała go wzrokiem, nim w końcu wzięła Suzaku za dłoń, ciągnąc go w odpowiednią stronę. Stojąc w miejscu nic nie zdziałają.

zt.
Powrót do góry
 
Go down
Noah Hatheway

avatar
272
#Książę
Przewodniczący / Excelsior
272


   
Sro Paź 26, 2016 8:40 pm
       
„Postaram się nad tym popracować.”
Hatheway od razu pokręcił głową – nie wiadomo, czy był to gest zaprzeczenia, czy może rezygnacji. Żadne z nich nie znało się jeszcze na tyle, by jedno mogło ingerować w zachowania drugiego, a czarnowłosy czuł się ostatnią osobą na tym świecie, która miała jakiekolwiek prawo do zwracania uwagi na jej nawyki, nawet nie mając pojęcia, czy faktycznie miał do czynienia z nawykami. Nie zamierzał już jednak kontynuować tego tematu, doskonale wyczuwając moment, w którym zwyczajnie zacząłby się plątać w przekazywaniu jej tego, co akurat miał na myśli.
Przeważnie tak ― odpowiedział bez zastanowienia. Lekceważący ton świadczył o tym, że było to zjawisko na tyle powszechne, że już jakiś czas temu przestało robić na nim wrażenie. Ludzie mieli w zwyczaju podążać za bogatymi, sławnymi, a gdy w parze z tym szła jeszcze nienaganna uroda – niemożliwość odpędzenia się od nachalnych tłumów była gwarantowana. Mógł wyjaśnić jej to na głos, jednak jakaś wewnętrzna blokada skutecznie odwiodła go od tego pomysłu. ― Ludzie najczęściej sądzą, że zadawanie się z kimś takim oznacza większe względy, droższe prezenty. Niektórzy potrafią to zatuszować, jednak inni niespecjalnie się z tym kryją. W każdym razie nie musisz się tłumaczyć. Zdaję sobie z tego sprawę ― rzucił, kompletnie ignorując komplement, a skupiając się wyłącznie na tym, że dziewczyna poświadczyła, że nie zamierza traktować go w specjalny sposób. Nie mógł stwierdzić, czy w ogóle był w tym jakiś cień prawdy, a jej wiarygodność nie była przypadkiem efektem wrodzonej przebiegłości, ale wolał trzymać się przekonania, że była tą „jedną z niewielu”.
Niewinny nie musi się tłumaczyć.
Prędko odgonił te niepotrzebne myśli, choć można powiedzieć, że ktoś skutecznie mu w tym pomógł, przebiegając im tuż przed nosami, jednak tym, co szczególnie przyciągnęło jego uwagę, był widok dziewczyny, która błyskawicznie odsunęła się od swojego chłopaka. Gdy na ulicach spotykało się pary, miażdżąca większość afiszowała się ze swoim statusem w związku. W tym przypadku był skłonny docenić to, że nie migdalili się na jego oczach, ale jednocześnie odniósł dziwne wrażenie, że między nimi było tak przez cały czas.
Nie moja sprawa, upomniał samego siebie w myślach.
Poradzę sobie.A najwyżej spotkamy się w sądzie. Zobaczymy, czy wtedy będzie ujadał tak głośno.Poza tym nie powinien grabić sobie na terenie szkoły w obecności członka samorządu ― dodał, porzucając w tym momencie wszelką skromność.
„Noah, przestań.”
Ale ja-- ― Potrzebował dosłownie chwili, by dotarło do niego, że rozkazujący ton bynajmniej nie został skierowany w jego stronę. Noah opuścił spojrzenie na szczeniaka, który zareagował na polecenie. Nie był pewien, komu w tej sytuacji powinno być bardziej głupio, ale nie sądził, że skojarzenie Yoru z ich pierwszego spotkania rozrośnie się do tego stopnia.
„Och. Nie powiedziałaś mu?”
Oderwał wzrok od szczeniaka, przenosząc go na ciemnowłosą, chociaż nie dał jej nawet najmniejszego sygnału na to, że domagał się wyjaśnień. Właściwie wolał udawać, że się przesłyszał, choć w środku poczuł zimną igłę poirytowania, choć to zrodziło się w momencie, w którym usłyszał śmiech Suzaku. Aż dziwne, że nie miał żadnych obiekcji, że imię jakiegoś przypadkowego chłopaka stało się imieniem jej ukochanego zwierzaka.
Jasne, dam znać ― mruknął, choć musiał przyznać, że sam by sobie nie uwierzył. Kiedy udał się w stronę, w którą wcześniej ruszyła dwójka chłopaków, myślał już tylko o tym, by jak najszybciej zniknąć parze z oczu. Rzecz jasna, jak obiecał, tak zbadał cały teren, jednak nigdzie nie trafił na narwanego dresa i jego ofiarę. Przeczuwał, że mogli już opuścić teren szkoły i chociaż nie powinien uznawać tego za dobry omen, w duchu odetchnął z ulgą, po czym zupełnie odruchowo wysunął z kieszeni telefon, jednak zanim odpalił wyświetlacz, zrezygnował z pomysłu napisania do znajomej. W końcu miał skontaktować się z nią tylko, jeśli coś pójdzie nie tak.
Czasami powinien sobie oszczędzić łapania ludzi za słowa.

___z/t.
Powrót do góry
 
Go down
Truskawka

avatar
64
#Czarna Owca
64


   
Sro Sty 18, 2017 9:56 pm
       
Ten dzień definitywnie nie należał do najszczęśliwszych. Nawet Toni musiała to z przykrością przyznać. Zaczęło się od przypadkowego wpadnięcia na osoby z jej klasy, które… nie przepadały za nią? Nie, to na pewno wina pochopnych wniosków. Po prostu jej nie znały, prawda? Łatwo jest kogoś ocenić z góry, choćby na podstawie wyglądu.
Pech chciał, by wychodząc na miasto, potknęła się o przykryty śniegiem potężny kamień i rozwalenia kolana (choć ona to tam przez chwilę czuła, a później o zranionym kolanie przypominało jej dziwne mrowienie). Przy okazji trzymana torba wyleciała w powietrze trącając przypadkowo idącego przed nią przechodnia. Ktoś z boku nawet powiedziałby, że jak na taką małą istotkę miała niezły zasięg, ale jej nie było do śmiechu. Okazało się, że poszkodowaną była jej rówieśniczka. Stark rzadko się do niej odzywała, a gdy już musiała, koleżanka nie szczędziła jej szyderstw. Jej odwróceniu się towarzyszyło pojawienie się jej nieodłącznej przyjaciółki, która również nie należała do wielbicielek Truskawki.
Jedna z nich pospieszyła ku rudej i wzięła ją gwałtownie za włosy, podciągając ją lekko do góry (ponieważ była wyższa) tak, że drobniutka Toni na moment zawyła z bólu. Druga z nich wzięła dziecinnie wyglądającą torbę i wyrzuciła z niej wszystkie rzeczy, śmiejąc się przy tym tryumfalnie.
- Zostawcie! Czemu to robicie?! – Próbowała wyrwać się jakoś, ale z żelaznego uścisku nie było ucieczki. Sama była wątłym stworzeniem bez większej ilości mięśni.
Co mogła teraz zrobić? Jak to się skończy? Och, żeby to był już koniec! W zielonych oczach błysnęły kropelki, które zaraz pod wpływem zimna zamieniły się w kryształy. Jak… jak do tego doszło, że słuchała teraz kpin ze swoich książek, które przecież służyły do nauki (pomińmy ich wystrój w stylu naklejek z księżniczkami Disneya…)?
Boże, proszę… Wiem, że istniejesz. Pomóż mi… Pomóż, błagam! – Pomyślała, zalewając się łzami.
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Hurricane

avatar
3024
#Mieszkaniec Riverdale City
Korespondent Wojenny
3024


   
Czw Sty 19, 2017 1:21 pm
       
Uciekajcie, pochód zombie! No, przynajmniej przechadzka jednego z nich, chcącego dotrzeć do domu na piechotę...
Harvey spędził ten dzień na rozmowach w barze, a od popołudnia również na dość intensywnym piciu – wiedział, że zmyje się wcześniej niż zwykle, a nie chciał iść spać na trzeźwo. Gdy uznał, że wystarczy, że oczy szczypią go wystarczająco od dymu palonego tytoniu (i nie tylko...), pożegnał się grzecznie ze znajomymi, zarzucił kaptur na głowę i wyszedł. Nie mógł narzekać, dobrze się bawił, czas upłynął mu bez nieprzyjemnych incydentów, ludzie tego dnia wydawali się (podejrzanie) milsi niż zazwyczaj. Może to wpływ fazy księżyca? Spojrzał w górę, ale nie zauważył nic poza grubą warstwą chmur odbijających światła miasta. Często lubił podziwiać, a nawet fotografować to zjawisko, ale tym razem ziemia wirowała jakby szybciej niż zwykle i musiał uważniej patrzeć pod nogi by się nie potknąć. Chciał już złożyć swe prawie–zwłoki w pościeli, dlatego niemal biegł, raz na jakiś czas zaczepiając palcem o oczko ogrodzenia jakiegoś parku, który mijał, by skorygować swój pion bez konieczności zwalniania kroku. Wykrzesał z siebie ostatki energii, zamierzał zatrzymać się dopiero przed łóżkiem, ale... Usłyszał coś dziwnego gdzieś z boku, za siatką i żywopłotem. W pierwszej chwili przypominało to zwierze szamoczące się na śniegu, potem zabrzmiało bardziej ludzko, dlatego uznał, że właśnie mija jakąś parę dającą upust instynktom w pierwszym bardziej ustronnym miejscu... Potem ten krzyk. No, to już nie brzmiało jak upojna noc, a idąc tym tropem, brzmiało raczej jak gwałt.
To dziwne, gdy Harvey tym razem musiał łamać wszystko, co tak wytrwale powtarzał sobie na co dzień, co było dla niego tak wygodne: bądź obiektywny i nie wtrącaj się, jesteś świadkiem, nie uczestnikiem... Tym razem nie był w pracy, więc mógłby coś zrobić... Nie, nie mógł, był pijany, nie chciał, to nie jego sprawa, nie będzie się narażać w imię altruizmu, w który przecież nie wierzył. Jeszcze dostanie wpierdol, jak trafi na jakąś większą grupę. Z drugiej strony wyobraźnia podpowiadała mu, że gdyby rzeczywiście grupa napastników była większa, to dziewczyna, która krzyczała...
Lekko zacisnął usta i przewrócił oczami, w wyrazie zniecierpliwienia i niezrozumienia dla samego siebie.
Zwolnił i podszedł do najbliższego wejścia do parku, wyjrzał. W świetle latarni poznał trzy sylwetki. Dzieci? Pokręcił głową i zaczął iść w ich kierunku. Oczywiście nic nie krzyczał, liczył, że samo to, jak zdecydowanie zmierzał w stronę dziewczyn pokaże, jak bardzo nie podoba mu się to, co zobaczył i że nie zawaha się zainterweniować, jeśli zaraz nie przestaną gnębić swojej ofiary.
W duchu zapytał sam siebie, czy to prawda, czy rzeczywiście się nie zawaha...
Powrót do góry
 
Go down
Truskawka

avatar
64
#Czarna Owca
64


   
Czw Sty 19, 2017 8:58 pm
       
Czy wszystkie jej wyjścia musiały kończyć się w ten sposób? Schemat był taki sam: Szła, potykała się i na kogoś wpadła. Do tego jeszcze się kompromitowała. Czasem… naprawdę wiele dałaby za to, by móc być inną osobą. Taką mającą szczęście i nie wywalającą się od razu na prostej drodze.
Ale nie mogła tego zmienić. Od najmłodszych lat prześladował ją pech, a widmo niepowodzenia nieubłaganie nad nią wisiało. Nie dało się tego zatrzymać. Patrzała pod nogi? Upadała. Nie patrzała pod nogi? Też upadała. Nie to jednak martwiło ją najbardziej. Co jeśli nie będzie w stanie kogoś uratować lub po prostu komuś przypadkowo zrobi krzywdę? Nie chciała tego.
Nic więc dziwnego, że z powodu własnej niemocy w chwili obecnej jedyne, co mogła zrobić, to płakać. Nie była na tyle silna, by się wyrwać. Tak było zawsze. Za drobna… za delikatna… za słaba… za emocjonalna…
Po policzkach ciekły jej łzy, które zdawały się wypalać jej skórę. A co jeśli… wróciłaby do stanu sprzed wstąpienia do klasztoru? Dalej to pamięta. Była gotowa zagryźć kogoś, jeśli się do niej za bardzo zbliżył. Nie. To złe. Ale… wystarczyłoby tylko jedno ukąszenie, żeby…
I wtedy usłyszała kroki. Z racji dość czułego nosa zaczęła czuć taki zapach… ciężko określić. Na pewno ta woń nie należała do żadnej z dziewczyn, a co dopiero kobiet. Te to uwielbiały się perfumować różanymi flakonikami. A to było definitywnie wyraźniejsze, ostrzejsze.
… mężczyzna?
Kiedy niewyraźna postać podeszła bliżej, Toni zauważyła, że to prawie na pewno jest mężczyzna. Za wysoki i potężny jak na kobietę.
Dziewczyny wystraszyły się, ale jedna z nich przed ucieczką zdążyła wrzucić jej torebkę (bez zawartości, dzięki Bogu) do pobliskiej fontanny, a potem obydwie uciekły w popłochu. Rudowłosa powiodła za nimi wzrokiem. Wiedziała, że jej torebka teraz na nic się zda. Była materiałowa i na pewno szybko przesiąkła wodą.
- Umm… – Spojrzała na swojego… wybawcę? Wyglądał na typowego dresa, który spuści łomot każdej dziecinie. Więc taki los ją czeka?
Zamknęła oczy i złożyła dłonie w geście prośby, klęcząc na ziemi.
- P-proszę, nie traktuj mnie za ostro! – Jęknęła żałośnie. Tylko na to było ją stać. Na co innego mogła się zdobyć? Udawać, że umie judo? Jej kłamstwo łatwo wyszłoby na jaw, a skutki mogłyby być jeszcze gorsze niż teraz.
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Hurricane

avatar
3024
#Mieszkaniec Riverdale City
Korespondent Wojenny
3024


   
Czw Sty 19, 2017 10:28 pm
       
Rzeczywiście, Harveya w obecnym stanie prędzej można było wyczuć niż usłyszeć czy zauważyć, bo cuchnął mieszanką whisky i papierosów jak rasowy pijak. No, pijak z wyższej półki, bo przynajmniej nie gasił pragnienia tanim piwem.
Super. Skoro napastniczki nie sprawiały więcej kłopotu, to... co tu po nim? Zwolnił kroku i zatrzymał się przy fontannie, nie chcąc podchodzić do poszkodowanej w bójce dziewczyny. Jakoś... niewygodnie się teraz poczuł, nie chciał tu być. Niby nie żałował, że się wtrącił, ale też nie czuł się związany ze sprawą na tyle, by rzucić się na pomoc.
Skrzywił się, słysząc słowa nieznajomej. To do niego? Przechylił głowę, patrząc na klęczącą kawałek dalej dziewoję jak na coś dziwnego, jakby właśnie był świadkiem kwitnienia paproci.
Uspokój się – wymruczał. Do jego zamroczonej alkoholem głowy przypałętała się myśl, że wypadałoby się zainteresować... Podwinął rękawy kurtki i bluzy, po czym wyłowił z fontanny torbę i zacisnął na niej parę razy palce, by odsączyć lodowatą wodę. Swoją drogą, czemu ta uczelnia, czy kto tam był właścicielem parku, nie wypuściła wody na zimę? Przecież mróz może rozerwać rury, w których znajduje się płyn... A, idioci, idioci wszędzie.
Myślałaś kiedyś, żeby zapisać się na kurs samoobrony? – zapytał zbliżając się do młodej z wyciągniętą w jej stronę torbą.
Powrót do góry
 
Go down
Truskawka

avatar
64
#Czarna Owca
64


   
Nie Sty 22, 2017 6:50 pm
       
Nie znała się na alkoholach. Jedyne, co mogła wywnioskować, że to prawdopodobnie albo jakiś pijany mężczyzna się zbliża, albo menel. Była jak łania zdana na łaskę losu. Nie umiała się bić, a mięśni również nie miała pokaźnych. Prędzej sama sobie by zrobiła krzywdę niż komukolwiek innemu.
Może w głębi serca pragnęła uwolnić drzemiące w niej zwierzęce instynkty. Może to faktycznie byłoby lepsze. Ale nie wiedziała, czy uda jej się wrócić do normalnego stanu. Jeśli coś poszłoby nie tak, zostałaby taka na zawsze. Nic by jej nie wróciło pierwotnego życia. A życie jak bestia to nie życie. Już chyba lepiej jest umrzeć.
Właściwie dla kogoś postronnego musiała wyglądać śmiesznie: klęczała, jakby się modliła do swojego rycerza na białym koniu. Jej jednak nie było do śmiechu. Ciarki raz po raz wstrząsały jej kręgosłupem, przez co trzęsła się jak osika.
Ani trochę jej się ta sytuacja nie podobała. Od początku miała złe przeczucia. Niech ten dzień już się skończy!
- U... um...? - Otworzyła ostrożnie zielone ślepia po usłyszeniu słów nieznajomego. No... tego to się nie spodziewała. Myślała, że ją zbije, odbierze jej niewinność albo nawet z zimną krwią zamorduje... Opcjonalnie rzuci swoim bokserom na pożarcie.
Nadal nie rozumiejąc motywów mężczyzny, podążyła za nim wzrokiem i śledziła każdy jego ruch.
Dziwne... zwykle ludzie ją obrzucali wyzwiskami lub maltretowali. A ten jej pomagał. Podstęp? Nie, to niemożliwe. Nawet nie znała tego człowieka. Może nie wszyscy są wobec niej tak nieprzychylnie nastawieni?
Trochę wahała się, zanim zdecydowała się odpowiedzieć.
- N-nie mam mięśni... Poza tym jestem mała i drobna. Nie dam rady większym i starszym. - Wyjąkała zdenerwowana, bawiąc się kosmykiem włosów. Chętnie teraz by zjadła cały puchar lodów. Dla poprawy humoru, by nie zastanawiać się, jak wiele racji ma obcy jej kompletnie facet.
Wbiła wzrok w podłoże zawstydzona własnym głupim zachowaniem. Gdyby tak była wyższa i szczuplejsza może udałoby jej się uniknąć bitek... ale będąc krągłą jak pyza? Prędzej potoczyłaby się w ich kierunku niż przerobiła ich na schabowe.
- Dzi-dziękuję mimo wszystko za pomoc! - Stanęła chwiejnie na dwie nogi, wyciągając nadal drgającą z nerwów rękę w kierunku swojej torby. Pomimo strachu, który żywiła wobec każdego elementu otaczającego ją świata, była bardzo wdzięczna przypadkowemu przechodniowi. Bez niego pewnie skończyłoby się to o wiele gorzej. Ruda istotka mogła zastąpić torbę, a lodowata kąpiel wcale jej się nie uśmiechała, bo szybko łapała przeziębienie.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Ogród na tyłach szkoły. [SW]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Ogród na tyłach szkoły. [SW]
» Statut szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie [do edycji]
» Edukacja i Szkoły Magii
» Schody przed szkołą
» Wiśniowy ogród

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: