IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

 :: 

Offtop

 :: 

Mieszkania

Share | 
 

 Skromne progi Brendy

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
Brenda Fitchner ♥

avatar
960
#Studentka Lotnictwa i Kosmonautyki
Uwodzicielka
960


   
Sro Lip 27, 2016 10:14 am
       
No tak, każda cecha w jakiś sposób była lepsza lub gorsza, ale właśnie o to chodziło. Tutaj nie istniał złoty środek na dzień dobry. Trzeba było go samemu odnaleźć, wyważając odpowiednio swoje zachowanie. Na tym polegało życie i komunikacja między ludźmi, nikt nie mówił, że będzie łatwo. Ba, gdyby nawet tak było, to wszyscy szybko by się sobą znudzili. Jak to mówią: bez wyzwania nie ma zabawy, a przecież życie to zabawa.
Na słowa blondyna uśmiechnęła się tylko wymownie i przewróciła oczami, wiedząc doskonale jaka jest odpowiedź. To ona skończyłaby jako ta przegrana, tracąc całą satysfakcję z własnych gierek. Przyznała się do tego sama przed sobą i jej mina na to definitywnie wskazywała. Nie musiała nic więcej mówić w temacie, bo zasada była prosta. Jeśli skrępowałaby Pavla, to jednocześnie odebrałaby sobie praktycznie wszystkie cielesne doznania, a przecież nie o to chodziło. Mimo wszystko w niektórych momentach egoizm musiał przejąć kontrolę nad decyzjami.
Rosjanin mógł traktować ich pozycję, jak chciał, Brenda również. I właściwie nie miało to większego znaczenia, co sobie oboje myślą. Ważne, że im obu pasowało i sprawiało ogrom przyjemności, do którego przecież dążyli. Błądzące po ciele Irlandki dłonie tylko podsycały to wszystko i delikatnie drażniły niektóre zmysły, oczywiście w pozytywnym znaczeniu. Wchodzili stopniowo w ten etap, kiedy ciało samo pragnęło coraz więcej i wyraźnie dawało o tym znak. Dlatego też dziewczyna nie zamierzała zbyt długo męczyć ich wolnym tempem własnych ruchów, odrobinę przyspieszając w końcu.
Nie spodziewała się komplementowania w takim momencie, stąd też na jej twarzy pojawił się blady rumieniec, który równie dobrze mogła zwalić na podniecenie lub jakiś inny czynnik odpowiedzialny za naturalny róż na policzkach.
- Może kiedyś. – odparła na wydechu, kładąc wreszcie dłonie na jego ramionach i podpierając się w ten sposób nadała swoim ruchom więcej zapału. Mimowolnie wbiła swoje paznokcie w ciało Travitzy, zapewne zostawiając mu później po nich ślad. Cały czas starała się utrzymywać z nim kontakt wzrokowy, choć przez okoliczności stawało się to z czasem coraz trudniejsze. Głównie przez to, że blondynka zamykała na dłuższy czas powieki, poddając się zupełnie własnej żądzy i chęci jej zaspokojenia.
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
928
#Indywidualista
928


   
Pią Lip 29, 2016 11:23 pm
       
To było w zasadzie całkiem zabawne, że na krępowaniu jego dłoni to Brenda by najwięcej straciła. Cóż, on pewnie też nie byłby zbyt zadowolony. A przecież to odrobinę mija się z celem, skoro takie spotkania miały sprawić im jak najwięcej przyjemności. Teraz jednak chodziło głównie o to, żeby dopiec dziewczynie, która mu tak strasznie groziła. I to mu się udało. Żadnego więcej komentarza, tylko wymowna mimika. A więc i Smuggler uśmiechnął się, zadowolony, że to on miał rację. Jak zwykle zresztą.
Pozycja pozycją, ale powoli już dochodzili do momentu, kiedy to wszystko przestawało mieć jakiekolwiek znaczenie. Łącznie z ich wcześniejszymi przepychankami. I pewnie również późniejszymi. Tak czy inaczej, o tym wszystkim Rosjanin już zdążył zapomnieć. Teraz potrafił tylko odczuwać coraz silniej rozbudzające się w nim pożądanie. Bo kiedy Brendy przechodziła do rzeczy i zamiast leniwego kochania zaczynali się ostro pieprzyć, Smugglerowi nie pozostawało nic innego, jak tylko przystać na takie warunki i starać się nie zwariować. Zbyt szybko.
Pewnie chciałby nawet odpowiedzieć, ale brakowało mu tlenu w płucach, żeby to zrobić. Chociaż to mógłby nawet skądś wycisnąć, ale nawet nie miał ochoty myśleć o tym, co powinien odpowiedzieć. Zamiast tego wydawał z siebie tylko jakieś niesprecyzowane pomruki, warknięcia, sapnięcia, jęknięcia i inne tego typu rzeczy. Przestał już także przyglądać się swojej kochance. To znaczy od czasu do czasu jeszcze to robił, ale częściej już jego oczy pozostawały zamknięte.
Znów ułożył dłonie na jej biodrach i sam zaczął nico aktywniej przyczyniać się do wspólnej przyjemności. Co prawda w pozycji leżącej jego ruchy były nieco ograniczone, ale i tak dawał z siebie wystarczająco wiele. A przynajmniej tyle ile mógł.
Wbijające się w jego ciało paznokcie jak zawsze go pobudzały. Miał teraz ochotę odwrócić całkowicie sytuację i przewrócić na plecy, ale coś powodowało, że tego nie robił. Może nie chciał, aby za każdym razem kończyło się tak samo? Niech chociaż teraz zakończą to w odrobinę inny sposób. Odrobina różnorodności jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
Szybsze tempo, wbijające się w jego ciało paznokcie oraz zerkanie na nagie ciało Brendy co kilka sekund - to wszystko powodowało, że Pavel zaczynał sięgać szczytu. Niedługo potem całe podniecenie skumulowało się w jedno, cholernie intensywne i satysfakcjonujące uczucie, a Travitza westchnął tylko głośno i wyprężył swoje ciało. Mięśnie były napięte do granic możliwości, aż zaczął odczuwać ból z tego powodu. Dziewczyna mogła poczuć, że właśnie eksplodował, aby chwilę później niemal bezwładnie opaść na łóżko.
Oddychał głęboko z zamkniętymi oczyma. Po chwili jednak je otworzył, aby znów spojrzeć na Irlandkę.
- Piękna jesteś - powtórzył i ułożył dłonie pod głową. - Wiesz, chyba mógłbym się w tobie zakochać - stwierdził z tajemniczym uśmiechem. Mówił poważnie? Żartował? Ciężko stwierdzić.
To wcale nie tak, że powtarzał to większości dziewczyn, z którymi się kochał.
Powrót do góry
 
Go down
Brenda Fitchner ♥

avatar
960
#Studentka Lotnictwa i Kosmonautyki
Uwodzicielka
960


   
Sob Sie 06, 2016 11:35 pm
       
Teraz przestało się naprawdę wiele liczyć. Obojgu zależało głównie na zaspokojeniu swojej żądzy, która tylko stopniowo potęgowała wraz z przekroczeniem progu mieszkania przez Pavla. Właśnie mniej więcej w taki sposób kończyła się każda wizyta Rosjanina i aż trudno było zdecydować, kto bardziej na tym korzystał. W tym przypadku nagroda rozchodziła się po połowie. Nie było nawet sensu dyskutować by to jakoś zmienić. Skoro oboje zyskiwali tyle samo przyjemności to jaki był w ogóle tego cel?  Jak się im znudzi, to przestaną, a Travitza i tak czy siak będzie na tym korzystał, bo był przecież zaufanym dilerem blondynki.
Tamte słowa na tę chwilę były ostatnimi Irlandki. Raz, że nie czuła takiej potrzeby by coś od siebie dodawać, a dwa, że nawet ciężko było jej cokolwiek z siebie sensownego wydusić przez przyspieszony oddech. Wolała raczej skupić się na całej tej przyjemności, płynącej z poczynań ich obu. Nie milczała jednak całkowicie. Odgłosy jakie wydawał z siebie blondyn, mieszały się z tymi Brendy. Możliwe nawet, że pod tym względem dziewczyna bardziej dominowała, ale taka chyba już była natura kobiet. I szczerze wątpiła, by ktoś miał coś przeciwko takiemu stanu rzeczy, skoro zazwyczaj to tylko jeszcze bardziej podniecało.
Fitchner natomiast szybko zrezygnowała z utrzymywaniem kotaktu wzrokowego. Z czasem sprawiało jej to coraz więcej trudu, ale też i zaczynało ją zbyt mocno krępować. Zaskakujące, czyż nie? Potrafiła bez cienia wstydu paradować nago, a kiedy atmosfera robiła się naprawdę gorąca nagle przychodziło jej się wstydzić. O tyle dobrze, że nie udawała przynajmniej cnotki, do której było jej przecież tak daleko.
Im bliżej była do osiągnięcia spełnienia, tym bardziej ramiona mężczyzny mogły poczuć się zmaltretowane. Wbijała w niego coraz mocniej długie paznokcie, którymi też go momentami drapała i wcale by się nie zdziwiła, jeśli by się okazało, że naprawdę boleśnie go poraniła. W momencie szczytu jej ciało przeszył silny dreszcz, pod wpływem którego lekko odchyliła głowę. Kilkanaście długich sekund zajęło Brendzie powrócenie do trzeźwości zmysłów, po których znów spojrzała na Smugglera, nieznacznie się rozluźniając z leniwym uśmiechem, który zresztą miał być też odpowiedzią na powtórzony komplement.
- No to się zakochaj. - rzuciła luźno, kiedy mogła już zapanować nad oddechem. Zeszła z niego w następnej chwili i położyła się tuż obok, układając luźno ręce na własnej klatce. Wyglądała na taką, której nie robiło większej różnicy to czy ktoś darzy ją jakimś głębszym uczuciem, czy też nie. Pomijając prawdę, mimo wszystko nie wierzyła, aby to Pavel się w niej zakochał. Nawet na siłę. Po prostu to do niego nie pasowało.
Pozwoliła sobie krótką chwilę odpocząć, po czym uniosła się na jednym z łokci, odwracając bardziej przodem do Rosjanina.
- Zostajesz czy idziesz zaraz? - spytała z ciekawości, mogąc ze spokojem przystać na obie te możliwości. Raczej nie widziała w tym problemu, skoro to nie był pierwszy raz. Musiała tylko pamiętać by mu zapłacić, ot cała fatyga.
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
928
#Indywidualista
928


   
Sro Sie 24, 2016 1:22 pm
       
Travitza leżał na łóżku z dłońmi schowanymi pod głową i zamkniętymi oczyma. Dodajmy do tego równomiernie unoszącą się klatkę piersiową i można było dojść do wniosku, że Rosjanin najzwyczajniej w świecie zasnął.
Nic bardziej mylnego. Nie miał w zwyczaju zasypiać w mieszkaniach swoich klientów. Nawet u Brendy. Jasne, miła by była taka chwila relaksu, ale dzień jeszcze młody, a właściwie noc, a właściwie to już nawet nie wiedział co, ale pewny był jednego - parę rzeczy do zrobienia jeszcze zostało. Otworzył więc oczy i podniósł się do pozycji siedzącej, dłonią przeczesując rozszalałe włosy. Potrzebował chwili, aby doprowadzić je do ładu.
- Jesteś taka nieczuła. A co jeśli faktycznie bym się w tobie zakochał? - Pytanie było poważne, chociaż kpiący ton głosu mógł świadczyć o czym zupełnie odwrotnym. Nagle przyszła mu pewna myśl do głowy. - Co ty w ogóle robisz, jakby się ktoś w tobie zakochał? No nie wiem, ze szkoły? Planujesz w ogóle pakować się w związek? - Pytał z czystej ciekawości, międzyczasie poszukując swojej bielizny, która zaginęła gdzieś w akcji.
Potrzebował paru chwil, aby skomplementować własny ubiór, rozrzucony po mieszkaniu. Kiedy jednak wreszcie mu się to udało, stanął przed łóżkiem kochanki i przeciągnął się z cichym pomrukiem.
- Idę złotko. Noc mnie wzywa - odpowiedział. Jednak zanim się ulotnił, wyciągnął rękę w jej stronę.
- Ciężkie jest życie prostytutki - dodał z rozbawieniem. No bo w sumie w tej chwili wyglądało to tak, jakby Irlandka płaciła mu za odbyty stosunek. Może to była właśnie droga, którą powinien obrać w swoim życiu? W sumie zarabianie na uprawianiu seksu nie brzmi tak źle. Dopóki nie uświadomisz sobie, że nie masz wpływu na to, jacy klienci będą się chcieli z tobą zabawiać.
Na samą myśl o tym, Pavel wzdrygnął się i poruszył znacząco dłonią. Dawaj kasę maleńka i się zwijam.
Powrót do góry
 
Go down
Brenda Fitchner ♥

avatar
960
#Studentka Lotnictwa i Kosmonautyki
Uwodzicielka
960


   
Sro Sie 24, 2016 1:57 pm
       
Wiedziała, że chłopak nie zasnął. Bardzo by się zresztą zdziwiła, gdyby tak się stało. Pytała ze zwykłej grzeczności, ponieważ nie widziała najmniejszego problemu w tym, aby go przenocować. Wiedziała jednak również to, że Pavel należał do osób, które wiecznie załatwiają jakieś lewe interesy, niezależnie od pory dnia czy nocy. Westchnęła więc tylko, gdy blondyn podniósł się do siadu. To była dla niej jednoznaczna odpowiedź na to, co właśnie zamierza. Tylko głupiec by się nie domyślił.
- Szczerze w to wątpię. Ty i kochanie kogoś? Phe. - uniosła brew w lekkim zdziwieniu, zanim wypowiedziała te słowa. Niby też mówiła poważnie, ale w jej tonie było wyraźnie słychać rozbawienie. Pewne rzeczy po prostu do siebie nie pasowały, a jedną z nich był właśnie Smuggler i głębsze uczucia. Zwłaszcza do kogoś takiego jak ona. - Najczęściej takie osoby odrzucam. Nawet nie wiesz kto dotychczas wyznawał mi miłość. Na razie nie chcę się wiązać, bo to i tak kończy się po paru tygodniach. Ale na Twoim miejscu martwiłabym się bardziej sobą. - odpowiedziała po dłuższej chwili ciszy, gdyż musiała zastanowić się jak ubrać w słowa to, co dokładnie chce przekazać. Nie potrafiła być czułą, wierną dziewczyną, która rozpieszczałaby swojego partnera na każdy możliwy sposób, więc nie udawała, że jest inaczej. To znacznie ułatwiało niektóre sprawy.
Podczas gdy Travitza się ubierał, ona nawet nie ruszyła się z łóżka, poprawiając jedynie na nim i podkładając sobie więcej poduszek pod głowę. Musiała jednak ruszyć się, kiedy diler zażądał swojej zapłaty.
- Nie wyglądasz jakbyś narzekał. - mruknęła, odnajdując swój portfel w torebce, która walała się gdzieś po podłodze, a potem wyjmując z niego dwa banknoty studolarowe. Odłożyła wszystko na swoje miejsce i podeszła do Rosjanina, podając mu pieniądze. - Proszę bardzo. Odezwę się jak znowu będę czegoś potrzebować. - rzuciła, po czym przechyliła lekko głowę i wskazała palcem swój policzek z delikatnym uśmiechem. To było oczywiste, czego oczekuje. I tak bardzo standardowe.
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
928
#Indywidualista
928


   
Sro Sie 24, 2016 2:13 pm
       
- Kochałem swoją matkę - odpowiedział, a zabrzmiało to jakoś tak niezręcznie, jakby Rosjanin zacząć się zwierzać. On jednak nie miał zamiaru tego robić, po prostu stwierdzał pewien fakt ze swojego życia.
Faktem było, że później miłością nie obdarzył już ani przybranych rodziców, ani tym bardziej jakiejś dziewczyny. Sam się często zastanawiał nad tym, czy po prostu nie jest w stanie tego zrobić, czy nie trafił jeszcze na osobę, która zasługiwałaby na tego typu uczucie z jego strony. Tak czy inaczej, na razie nie zapowiadało się na to, aby ten stan miał ulec zmianie. I szczerze mówiąc bardzo go to cieszyło. Miłość była cholernie skomplikowana i potrafiła skopać dupsko lepiej niż niejeden bandzior.
- Nie wiem i nie obchodzi mnie to za bardzo. Po prostu ciekawiło mnie, jak do tego podchodzisz. Chociaż wydaje mi się, że dużo tracisz. No wiesz, te wszystkie skowroneczki wyjadające chlebuś ze swoich dziubków wyglądają na całkiem szczęśliwe osoby. Nawet jeśli jest to szczęście ulotne - i znów, mówił szczerze, chociaż ze złośliwym uśmiechem. Tak jakby nie był zdolny do innego sposobu wyrażania swoich myśli. Może tak jest naprawdę?
Odebrał zapłatę, kiwnął głową i schował ją do portfela. Myślał, że to już wszystko. Wtedy jednak okazało się, że Brendy wymarzyło się iście romantyczne pożegnanie albo chociaż trochę figlarne. Travitza nie miał jednak w zwyczaju dopasowywać się do czyichś wymagań, raczej zawsze zamieniał je na swój sposób. Chociażby tylko po to, by pokazać, że może. Trudno powiedzieć, skąd u niego ta przekora. Sprawiło to jednak, iż złapał dziewczynę za podbródek i złożył pocałunek na jej ustach. I nie byłoby w tym nic dziwnego, bo przecież jeszcze przed chwilą uprawiali seks, ale ten gest był o wiele bardziej intymny. Zachował się jak chłopak, który żegna się ze swoją miłością. Tak à propos tego, o czym przed chwilą rozmawiali.
Po chwili odsunął się od niej z tym swoim przekornym uśmiechem. Tak, jakby nic się nie wydarzyło. Głupi żart.
I ruszył do drzwi.
- Trzymaj się - rzucił jeszcze na odchodnym i już po chwili odgłos jego kroków rozszedł się po klatce schodowej.

// zt x2
Powrót do góry
 
Go down
Brenda Fitchner ♥

avatar
960
#Studentka Lotnictwa i Kosmonautyki
Uwodzicielka
960


   
Czw Wrz 29, 2016 5:31 pm
       
Kwestia słabych i mocnych stron ogólnie była bardzo ciekawa i zależała przede wszystkim od tego pod jakim kątem się patrzyło. Część uważała, że stosowanie się do wszystkich reguł i nie wychodzenie poza granice przyzwoitości były dobre i tworzyły pewną ochronkę, która dawała człowiekowi siły. Brenda natomiast była zdania, że właśnie świadczyło o prawdziwej słabości i strachem przed resztą świata. Sama pragnęła poznać go najwięcej, wykorzystać te kilkadziesiąt lat swojego życia, żeby potem nie musieć niczego żałować. Mimo wszystko pamiętała też o rozwadze i o tym, by niczego nie dokonywać zbyt pochopnie. Dzisiaj ciężko byłoby zobaczyć ją na szkolnych korytarzach, gdyby naprawdę robiła to, co tylko podsuwała jej ogromna wyobraźnia.
Teraz można by stwierdzić, że Irlandka niczego się nie boi. To nieprawda. Po prostu nie potrafi tego okazywać jak reszta i właśnie to jest największym problemem. Przez ten cały czas, jaki przebywała z Lucasem - od momentu poznania, aż po dziś dzień - nie było sytuacji, w której odczuwałaby lęk. Chodząca oaza spokoju, mająca zazwyczaj wszystko pod kontrolą. Nic, tylko zazdrościć takiego skrzywienia.
Przez ilość znajomości jaką posiadała, nauczyła się jak balansować w społeczeństwie, aby jak najmniejszą ilość ludzi do siebie zrazić. Zaczęła panować nad swoją ciekawością, nad impulsywnością. Wykazywała się również większym zrozumieniem. Opanowanie też w tym wszystkim pomagało. Jeżeli ktoś jej czegoś nie mówił, to znaczy że nie musiała o tym wiedzieć. Głównie tak to wyglądało w przypadku kontaktu z Somerem. Nie opowiadali sobie historii prosto w życia, wręcz przeciwnie. Większość zachowywali dla siebie i pewnie gdyby nie seks, to w ogóle nie zamieniliby ze sobą słowa.
Uśmiechnęła się wymownie na odpowiedź mężczyzny, powstrzymując głupi komentarz, jaki w pierwszej chwili cisnął się jej na usta. Nie trudno było przecież zgadnąć, co takiego chodzi blondynce po głowie.
- Może nauczyłeś się czegoś nowego, czego ja jeszcze nie znam? A może odwrotnie? - rzuciła, będąc faktycznie ciekawa czy jest taka rzecz, której jeszcze nie poznała, a wciąż może być równie przyjemna. - Ale cieszę się, że nie wątpisz w moje umiejętności. - dodała, jednak uśmiech zszedł już z jej twarzy. Mimo wszystko już wcześniej wiedziała, że Lucasowi odpowiada i ona sama, i obecny stan rzeczy. W innym przypadku nie spotykaliby się.
- Zrobisz, jak uważasz za słuszne. - i to by było na tyle, jeśli chodzi o doradzanie. Potrafiła rozwiązywać swoje problemy, bo tylko one ją tak naprawdę interesowały i tylko w takim przypadku mogła mieć pewność do następstw jej poczynań. Somer również nie był głupi, nie wydawało jej się, aby zrobił coś, co tylko pogorszy bardziej całą sytuację, w której się znajdował. Jeśli chciał się zawiesić - mógł to zrobić. Był w końcu dorosły i musiał liczyć się z efektami swoich decyzji.
Przez krótką chwilę dziewczyna obserwowała swojego towarzysza, popijając drinka i odstawiając szklankę dopiero, gdy była pusta. Nie zamierzała zamawiać kolejnego, ponieważ domyślała się, że zbyt długo już tu nie pobędą.
- Tak właśnie sądziłam. - odparła, zabierając do siebie rękę, skoro mężczyzna i tak zdjął ją z nogi. Sama dość sprawnie i szybko włożyła kurtkę i wyszła razem z nim na zewnątrz, by następnie wsiąść na motor i skierować się do niej.
Przejażdżka nie trwała jakoś długo, więc niedługo potem byli już na miejscu. Fitchner praktycznie od razu ruszyła do swojego mieszkania, wyciągając klucz z kieszeni kurtki i otwierając nim drzwi.
- Czuj się, jak u siebie. Chcesz coś do picia? - rzuciła chwilę po przekroczeniu progu, zsuwając z nóg buty, a potem odwieszając kurtkę na wieszak tuż przy wejściu. Może i nie musiała tego mówić, ale to był raczej odruch, który pojawiał się wraz z gośćmi w jej skromnym lokum. Nie czekając na Lucasa, podążyła od razu do sypialni, pozbywając się z spodni, których nie lubiła nosić po domu, a zresztą później i tak nie będą jej potrzebne. Taki plus, że dzisiaj akurat włożyła na siebie majtki. Chociaż nie wstydziłaby się świecić golizną, to jednak trzeba mieć trochę wyczucia taktu. Przynajmniej na razie.
Zdjęty materiał odłożyła na jednym z krzeseł, po czym sięgnęła do szuflady przy łóżku, wyciągając z niej niewielki woreczek z białym proszkiem w środku.
- Mówiłam, że mam coś na wyluzowanie. - mruknęła, podchodząc do mężczyzny i machając mu opakowaniem przed nosem. - Co Ty na to? - uśmiechnęła się niewinnie, jakby właśnie częstowała go zwykłym cukierkiem, a nie używkami. Jakoś niespecjalnie przejmowała się reakcją na coś takiego. Może to była u niej nowość, ale pewnie nie tylko tym jednym zdąży kogokolwiek zaskoczyć.
Powrót do góry
 
Go down
Fabian Lerhmann

avatar
2022
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
2022


   
Pią Wrz 30, 2016 11:18 am
       
Somer również potrafił się zachować w określonym otoczeniu. Bywały momenty, że i on obracał się w konkretnym towarzystwie, a tam musiał się pokusić o szczególne zachowanie. Też wiedział, że przy Brendzie mógł być tym, kim chciał - osobą, która chowa swoje uczucia, jak i tą, która je jawnie pokazuje. Nie wstydził, ani nie bał się oto, że dziewczyna ściągnie z niego miliony sztucznych masek, ujawniając tą prawdziwą. Chociaż na tego typu rzeczy było zdecydowanie jeszcze za szybko. Pogłębianie relacji nie było czymś, w czym Lucas był rewelacyjny. Raczej należał do tych osób, gdzie szybko niszczył bliską mu relację.
- Nie wydaje mi się. Ale nawet jeśli, to zaskoczyć mnie czymś przyjemnym dzisiaj w łóżku - stwierdził, a na następne słowa kobiety tylko się uśmiechnął. Długo nie trwał, ponieważ nie lubił się uśmiechać. Wolał trwać w swojej kamiennej twarzy, która mówiła tyle co nic.
Dobrze, że kobieta nie pokusiła się o jakieś większe rady. Z pewnością Somer zlałby to ciepłym moczem i zrobiłby tak jak on uważa. Wiedział, co w tym momencie było mu potrzebne, dlatego nie oczekiwał żadnych porad, a zwykłego zrozumienia czy wysłuchania.
Zanim jednak ruszyli, dał Brendzie kas, samemu zostając bez. Dopiero jak Bren go założyła, Lucas postanowił ruszyć w kierunku jej mieszkania, gdzie nie było aż tak dalekie od miejsca, z którego wyszli. Zaparkował gdzieś pod blokiem, ruszając za dziewczyną, wzrok zatrzymując na zgrabnych pośladkach. Nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił. Wszedł za nią do środka, samemu pozbywając się skóry, jak i butów. Poszedł nie co dalej, rozglądając się po mieszkaniu kobiety. Zdecydowanie nic tu się nie zmieniło.
- Jak masz whisky, to poproszę - już nawet nie wymagał, aby miała akurat ten, który lubił najbardziej.
Wsuwając ręce do kieszeni, podążył za dziewczyną, stając w progu sypialni, opierając się jednym ramieniem o framugę. Obserwował jej poczynania, nie odrywając łakomego spojrzenia od zgrabnego ciała. Brenda doskonale wiedziała, w co uderzyć. Szukanie i wypinanie się tylko nakręcało całą sytuację, gdzie Lucas nie będzie miał jakichkolwiek pohamowań. W końcu sama się oto prosiła.
Prychnął pod nosem, zauważając narkotyk w jej dłoniach. Już nawet nie pytał, skąd to miała i od kiedy zaczęła brać. Somer nie był aniołkiem, dlatego nie powinno dziwić kobietę, że nijak zareagował na wyciągnięty biały proszek, który tylko prosił się, aby go wziąć. Odbił się od framugi, o którą przez cały ten czas bacznie się opierał, zbliżając się jeszcze bardziej do kobiety, zmniejszając w ten sposób niewielką odległość, która ich dzieliła. Bez słowa wziął woreczek z proszkiem z jej dłoni, zaraz jednym gestem przyciągając ją do siebie. Towar i kobieta? Prawie jak marzenie. Nachylił się nieznacznie nad jej szyją, podgryzając delikatnie skórę na jej szyi. Przez cały ten czas jedną ręką ciągle obejmował ją w pasie.
- Mam nadzieję, że trochę się postarałaś i nie jest to byle jaki towar - szepnął w szyję kobiety, tym samym muskając jej skórę ciepłym oddechem. Odsunął się nieznacznie od nie, wzrok teraz skupiając na zawartości woreczka. Bardzo chętnie rozporządziłby jego zawartość tuż przed samym stosunkiem z Brendą, co dało się zauważyć w jego spojrzeniu.[/b]
Powrót do góry
 
Go down
Brenda Fitchner ♥

avatar
960
#Studentka Lotnictwa i Kosmonautyki
Uwodzicielka
960


   
Pią Wrz 30, 2016 3:12 pm
       
Uciekanie od jakichkolwiek zobowiązań wobec drugiej osoby było bardzo wygodne. Zwłaszcza, jeśli było się kimś o ponadprzeciętnej urodzie i często miało się styczność z różnymi adoratorami. Ograniczenie znajomości do seksu było okej. Nie miało się o nic pretensji, nie było zazdrości. Takie relacje nawet nie były toksyczne, jeśli nie wciągało się do nich głębszych emocji. Chodziło tylko o przyjemność i satysfakcję z miło spędzonego czasu. Nic więcej. Może kiedyś zmieni zdanie i nastawienie do pewnych spraw, jednak na razie wolała maksymalnie nacieszyć się wygodą życia.
Lucas miał chyba podobnie. Może kiedyś potrafił ograniczyć się do jednej osoby, ale teraz raczej nie bawił się w zachowanie wierności, czy nawet samo wiązanie się z kimś na poważnie. Co prawda nie spotykali się przez dłuższy czas, ale mijali się na korytarzu. Poza tym, to nie było aż takie trudne do zgadnięcia. Fitchner zbyt wiele czasu spędziła między różnymi ludźmi, żeby nie zauważać pewnych rzeczy. Musiałaby być naprawdę ślepa, ewentualnie ktoś musiałby się bardzo postarać, aby nie zostało to przez nikogo wyłapane.
Podobno istniały też osoby, które potrafiły ocenić trafnie człowieka już po pierwszym spotkaniu. Możliwe, że blondynka miała jakieś zadatki, jednak ona i tak wolała dać wszystkiemu trochę czasu, stopniowo poznając danego człowieka. Nikt jej przecież nie popędzał, a jak na razie nawet nie musiała wiedzieć o kimś więcej, by stwierdzić czy jest godzien jej uwagi.
Mimo wszystko, miło było znowu spotkać się z Lucasem, nawet jeśli nie robiła sobie jakichś wielkich nadziei w tym temacie. Jego niebezpieczna tajemniczość, oziębłość i miliony innych aspektów powodowały, że sam był jedną wielką używką, po którą chciało się coraz częściej sięgać. Nie kierowało tym nic więcej prócz samego pożądania, które przecież trzeba było zaspokajać. A skoro obie stronie nie miały nic przeciw, to można było się odurzyć bez względu na późniejsze konsekwencje.
Stąd też może tak łatwo przyjęła do siebie Somera. To jak powrót do nałogu, który przez ten cały czas dawał o sobie znać. Nie tylko o tym jednym była mowa i nie tylko o tych Brendy. Więc gdy tylko uzyskała odpowiedź od swojego gościa, rzuciła krótkim: Daj mi moment., chcąc najpierw nadać sobie więcej komfortu, no i poczęstować mężczyznę czymś zupełnie innym.
Przygryzła mimowolnie dolną wargę, kiedy została przyciągnięta znacznie bliżej drugiego ciała, dając zabrać sobie zapakowany proszek. Przymknęła powieki pod wpływem przygryzienia na szyi, kładąc jedną z dłoni na jego torsie.
- Sam zobaczysz. - mruknęła jedynie, nie zamierzając wdawać się w dyskusje na temat jakości towaru. Co jak co, ale Irlandce zawsze zależało na najwyższej jakości. Nieważne czy chodziło o ubrania, jedzenie, czy narkotyki. Może nigdy nie obnosiła się ze swoim bogactwem, ale to nie znaczy, że żałowała wydać majątek na coś, co nie miało sobie równych. Posłała mężczyźnie delikatny uśmiech i po odsunięciu się, wyminęła go, idąc następnie do kuchni, w której i tak nie zabawiła zbyt długo. Zgarnęła potrzebne rzeczy i wróciła do sypialni, stawiając butelkę whisky oraz dwie szklanki na szafce obok łóżka.
- Chyba będę musiała uzupełnić zapasy w barku, bo nie mam tej Twojej. - rzuciła, rozlewając następnie alkohol do szklanek. Wskoczyła tuż po tym na swoje duże, okrągłe łóżko, spoglądając z lekkim wyczekiwaniem w kierunku Lucasa. - Zaciągnij się tym ze mnie. - wskazała podbródkiem na woreczek, po czym chwyciła krawędzie własnej koszulki i ściągnęła ją, odrzucając następnie na bok. Nie miała pod nią nic, a więc już teraz siedziała przed nim prawie nago, jednak nie wyglądała by była jakoś tym faktem skrępowana.
Powrót do góry
 
Go down
Fabian Lerhmann

avatar
2022
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
2022


   
Sro Paź 12, 2016 12:33 pm
       
To prawda. Po utracie kogoś, na kim mu z całego serca zależało, nie potrafił teraz znaleźć tej stabilności, której mu brakowało. Bawił się z każdym, raniąc tą osobę mniej lub bardziej. Nie liczyły się dla niego uczucia - one były kompletnie niepotrzebne. Zależało mu tylko na samym zaspokojeniu - zupełnie jak Brendzie. Oboje pod tym względem byli cholernie podobni. Do tego stopnia, że niektórych mogłoby to mocno irytować. Tak samo jak dziewczyna "liczył" na to, że może kiedyś nadejdzie ten dzień, w którym zmieni swoje myślenie o całe 180 stopni.
Z drugiej strony nie uważał, że szczególnie potrzebuje kogoś na stałe, aby się zmienić. Wystarczyłaby jedna, dwie sytuacje, które zmusiłby go do pewnych zmian. Tworzenie samego siebie nie jest takie proste jak wszystkim się wydaje - latami pracuje się nad tym, w jaki sposób ludzie Cię postrzegają. W Somerze widzą dupka, ale kto wie? Może za parę lat będą w nim widzieć mordercę, o ile dalej będzie kroczył ścieżką pełen przestępstw.
Sam do końca nie wiedział, czy cieszył się na spotkanie z Brendą. Przynajmniej nie do tego stopnia co sama dziewczyna. Zdecydowanie te spotkanie było mu obojętne - nie płakałby, gdyby go nie było. Również nie miał nic przeciwko temu, że ono jest. Zawsze to miłe urozmaicenie wśród randomowych osób. Ktoś, kogo zna. Wiedział, czego ma mniej więcej się spodziewać, jak i również zdawał sobie sprawę, że dziewczyna nie obrazi się, kiedy mężczyzna po prostu sobie ulży, a gdy będzie smacznie spać, zawinie się stąd przy pierwszej, lepszej okazji. Dość często tak robił i w tej kwestii raczej się nie zmieni.
Tak samo mógł liczyć na dobrą zabawę w jej obecności. Pozwolić sobie na dużo więcej, mogąc zaspokoić dwa nałogi naraz. W jednej chwili puścił kobietę, mimowolnie oglądając się za nią, wzrok ponownie zatrzymując na białym proszku, który go tylko kusił. Nie zamierzał się temu oprzeć, choć jego reakcje po użyciu narkotyku mogą być różne. Uśmiechnął się minimalnie na powrót kobiety, leniwe spojrzenie zatrzymując właśnie na jej sylwetce. Miał co podziwiać.
- A która whisky jest tą moją ulubioną?- spytał, będąc ciekaw, czy kobieta na pewno pamięta taki szczegół z ich wspólnego życia. Lucas nie przywiązywał zbyt dużej wagi do takich szczegółów i on z pewnością by nie pamiętał, jaki byłby ulubiony trunek dziewczyny, nie wspominając już o innych rzeczach. On nawet nie pamięta jej daty urodzin, a co dopiero takie rzeczy.
Zacisnął woreczek w swojej dłoni, a widząc Brendę na łóżku i słysząc jakże kuszącą propozycję, uniósł kącik ust ku górze. Kobieta nie musiała czekać na niego zbyt długo. Najpierw nie pozwolił na to, aby nalany alkohol się zmarnował - trunek w szklance wypił duszkiem, nieznacznie wykrzywiając się przy tym. Dopiero wtedy przysiadł na jej okrągłym łóżku, dłoń kładąc na udzie Brendy. Bez słowa pochylił się nad jej brzuchem, językiem przejeżdżając po nim. Właśnie w tym miejscu, w którym zrobił swego rodzaju ścieżkę z własnej śliny, rozsypał narkotyk. Wciągnął go, zaciskając silnie palce na udzie dziewczyny. Niezapomniane uczucie. Chęć czucia się odrobinę lepiej po przez narkotyk. Nawet nie zauważył, kiedy stało się to jego nałogiem, z którym nie chciał się rozstawać.
Przetarł wierzchem dłoni nos, na którym ostała się resztka. To, co zostało na brzuchu zlizał, ponieważ uważał, że nic zmarnować się nie może. Przejechał dłonią odrobinę w górę, zatrzymując ją na biodrze kobiety, spoglądając na nią z dołu.
- Też chcesz? - to chyba było bardziej niż oczywiste, Somer.
Powrót do góry
 
Go down
Brenda Fitchner ♥

avatar
960
#Studentka Lotnictwa i Kosmonautyki
Uwodzicielka
960


   
Sob Paź 15, 2016 10:49 pm
       
Przez błędne okazywanie swoich emocji dziewczynie czasem było określić w sobie to, co tak naprawdę czuje. A w takim przypadku nie może zagwarantować komuś stabilizacji. Ba. Nawet gdyby obiecała to sobie, to i tak nie miała by tej pewności czy faktycznie dotrzyma słowa. Zamiast bezsensownie zawodzić siebie i innych, wolała od razu postawić sprawę jasno i pozwolić reszcie się dostosować. I jak można było bez problemu zauważyć, niektórym to odpowiadało, bo mieli podobne stanowisko.
Gdy życie skrywało masę różnych przyjemności, ciężko ich sobie odmówić. Zwłaszcza, jeśli jest się tak mało asertywną osobą jak Brenda. Seks, alkohol, narkotyki, wygodne łóżko, wystawne dania. Od tego wszystkiego można było się szybko uzależnić i nawet nie trzeba było się z tym za bardzo kryć. Przez dziewiętnaście była rozpieszczana i miała zamiar to kontynuować, choćby na własną rękę. Jak na razie wychodziło jej to doskonale, co zreszą było widać.
Gdzieś tam w środku powoli zaczynała się niecierpliwić. Coraz bardziej pragnęła przyjemności i satysfakcji jaka miała wypłynąć z tego przypadkowego spotkania. Procenty i inne używki jedynie to napędzały, już nie wspominając o tych przelotnych spojrzeniach, które były jak na razie namiastką i cichą zapowiedzią tego, co stanie się potem.
- Na pewno nie ta, którą wypijasz beze mnie. - odparła, chcąc ukryć fakt, że pamięci do nazw alkoholi to ona jednak nie ma. Jednak jeśli chodzi o kształt butelki czy samą etykietę - raczej by się nie pomyliła. Swego czasu miała zbyt wiele styczności z whisky, a więc niektóre zagnieździły się na dłużej w jej głowie.
Po tym jak rzuciła swą jakże uroczą propozycję Lucasowi, ułożyła się wygodniej na łóżku, obserwując bacznie jego poczynania. Mimowolnie znów zagryzła swoją dolną wargę, czując jak gorący język przesuwa się po jej skórze, wywołując delikatny dreszcz, który przebiegł po całym ciele. Może to nie było zbyt normalne, jednak cholernie podobał się jej widok wciąganego proszku prosto właśnie w taki sposób.
Zaraz uniosła się odrobinę na łokciach, obdarowując Somera bardzo wymownym wzrokiem, jakby naprawdę w tej chwili nie mógł zadać głupszego pytania.
- A czy spragnionemu chce się pić? - rzuciła, po czym wykrzywiła usta w delikatnym, aczkolwiek podstępnym uśmiechu, odbierając mężczyźnie opakowanie z narkotykiem. Usiadła prosto i rozsypała dokładnie zawartość woreczka na własnego palca, uważając by niczego nie zmarnować, po czym wciągnęła ją równie szybko. Zamknęła na dłuższą chwilę oczy, pozwalając tej białej truciźnie rozejść się po ciele, a dopiero później skosztowała alkoholu, który sobie również nalała. - Teraz chcę tego. - wymruczała wręcz po odstawieniu pustej szklanki, chwytając Lucasa za szczękę i przyciągając go do dość agresywnego i łapczywego pocałunku. Akurat w niektórych kwestiach delikatność bywała jej obca i ciężko można było o tym zapomnieć, gdy dziewczyna tak dosadnie dawała to do zrozumienia.
Powrót do góry
 
Go down
Fabian Lerhmann

avatar
2022
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
2022


   
Czw Lis 10, 2016 12:56 pm
       
Taki układ był najwygodniejszy. Po co masz się starać i trudzić, kiedy tak naprawdę wystarczy jasno powiedzieć co i jak, żeby uchronić się przed podobnymi sytuacjami? Co prawda nie każdy potrafił dostosować się do reguł, które wyznaczasz, ale przynajmniej większość osób potrafi je zrozumieć i uszanować.
Bogactwo często uderzało do głowy. Niechęć do jakiejkolwiek pracy, wygoda, luksus. Dobrze wiesz, że nie musisz za bardzo trudzić się w życiu, bo jak Ci coś nie wyjdzie, rodzice zawsze znajdą Ci miejsce do pracy w firmie, której są właścicielami. Opłacą Ci każdą uczelnie i szkołę, nawet jeśli nauka Ci nie idzie i jesteś rebelem nad rebelami. To było mega nie fair wobec osób, które od samego początku musiały się trudzić i męczyć, aby znaleźć się w wymarzonej szkole lub na wymarzonych studiach. Ale to właśnie nazywa się prawem jungli w dzisiejszym świecie. Bogatsi zawsze mają lepiej.
Sam Somer odczuwał narastające napięcie, które już niebawem z pewnością rozładują. Kto by pomyślał, że sprawy potoczą się w taki, a nie inny sposób. Że wylądują razem w mieszkaniu dziewczyny i to wszystko skończy się właśnie tak. Tyle czasu się nie widzieli, a oni zamiast normalnie porozmawiać, woleli pójść od razu do łóżka. To było tak bardzo w ich stylu.
Uśmiechnął się niezauważalnie na słowa kobiety. Ładnie wybrnęła z sytuacji, choć Lucas z pewnością nie pogniewałby się, gdyby przyznała się do braku pamięci o alkoholu. Takich rzeczy nie powinna pamiętać. Przynajmniej tak uważał mężczyzna.
Zaraz jednak prychnął, mimowolnie oddając biały proszek w ręce kobiety. Czuł przyjemny dreszcz na swoich plecach, gdzie nie potrafił sprecyzować, czego był on wynikiem. Obserwował poczynania dziewczyny, dłońmi jeżdżąc po jej smukłym ciele. Miała niesamowitą figurę, której większość kobiet mogły jej tylko pozazdrościć. Nim jednak zdążył powiedzieć cokolwiek, został przyciągnięty do pocałunku, który bardzo chętnie odwzajemnił, wydobywając z siebie również niski pomruk zadowolenia. Właśnie taką Brendę zapamiętał. Liczył na to, że dokładnie z taką spędzi dzisiejszą noc. Niewiele myśląc, oderwał się od jej ust z charakterystycznym, głośnym cmoknięciem, a gorącym ustami zaczął powoli obcałowywać jej szyję wraz z żuchwą. Jak zwykle chciał w mgnieniu oka dobrać się do swojej 'zdobyczy', czerpiąc z tego niezapomnianą satysfakcję.
Powrót do góry
 
Go down
Brenda Fitchner ♥

avatar
960
#Studentka Lotnictwa i Kosmonautyki
Uwodzicielka
960


   
Nie Lis 27, 2016 5:16 pm
       
Była teraz wyjątkowo chciwa. Nie dość, że każda przyjemność przychodziła do niej bez większych problemów, to i tak było jej ciągle mało. Podobno miał tak każdy człowiek. Nieważne jak dobrze miałby w życiu - i tak znalazłoby się coś, czego by pożądał. Brenda akurat  w tym momencie pragnęła tylko jednego i całe szczęście wszystko zmierzało w kierunku tego zaspokojenia.
Niektórzy mogliby sobie pomyśleć, że ich relacja zupełnie nie ma sensu. Minimum słów, maksimum cielesnych rozkoszy. A jednak niosła ze sobą wiele korzyści. Nie wnosili żadnych zobowiązań, nie kłócili się, nie odczuwali zazdrości. Same plusy. Problemem mogła być jedynie monotonność, która pojawiała się zawsze w nieodpowiednich momentach. Ale oni akurat starali się, by coś takiego im nie wtargnęło w to wygodne życie.
I faktycznie, spędzanie razem czasu w łóżku, zamiast na rozmowie, wydawało się trochę absurdalne, ale tacy już byli. Oboje nie mieli nic przeciwko. W końcu właśnie po to spotykali się kiedyś, więc dlaczego miałoby się to zmienić nawet po tak długiej przerwie? To jedynie oznaczało, że nie przestali się sobie podobać w ten fizyczny sposób. Ciągle siebie pociągali i póki w niczym im to nie przeszkadzało, nie zamierzali niczego zmieniać.
Fitchner czasem nie miała żadnych zahamowań, to fakt, i pewnie gdyby mogła, to każdy wieczór spędzałaby właśnie w podobny sposób. Mnóstwo zabawy, a potem towarzystwo na resztę nocy z dodatkiem jakiegoś środka odurzającego. Dlatego teraz tak bardzo odpowiadało jej to, jak potoczyło się to przypadkowe spotkanie z Lucasem.
Narkotyk w połączeniu z mocnym alkoholem szybko zaczął działać, jeśli dodać do tego przyjemny dotyk chłodnych dłoni Somera, tworzyło to istną pokusę, której świadomie zamierzała ulec. Zaczynając od zwykłego pocałunku, oddawała mu się po kolei, działając instynktownie, kierowana głównie własnym podnieceniem. Pomagała reszcie ich ubrań wylądować na podłodze, by szybciej zaznać tej bliskości, która pozwoli osiągnąć im to, czego tak bardzo pragnęli.
Intensywność każdej pieszczoty doprowadzała ją stopniowo coraz wyżej, aż do samego szczytu, dopiero tam pozwalając poczuć ulgę i ogrom satysfakcji. Przyspieszony oddech wreszcie mógł się uspokoić, a zmysły minimalnie otrzeźwiały, choć i tak będzie potrzeba trochę więcej czasu, by całkowicie zapomnieć o wszystkich doznaniach.
- Zostajesz? - spytała mężczyzny, kiedy miała pewność, że jej głos już nie drży. Było to pytanie raczej dla samej informacji. Jeśli chciał u niej zostać do rana, mógł to zrobić bez wahania, a jeśli nie chciał, ona również nie będzie mu miała tego za złe. Nie trzymała go przecież na siłę. Nie zamierzała też nalegać i uparcie przekonywać.
Obdarowała go spokojnym spojrzeniem, zanim postanowiła siąść na brzegu łóżka i nalać sobie pół szklanki whisky, którą następnie wypiła duszkiem. Po odstawieniu szklanki odgarnęła wszystkie włosy do tyłu, pocierając następnie dłonią swój kark. Po całym dniu była już lekko zmęczona, a więc teraz rozważała tylko sen. Pytanie tylko czy będzie miała towarzystwo, czy jednak nie.
Powrót do góry
 
Go down
Fabian Lerhmann

avatar
2022
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
2022


   
Pon Gru 05, 2016 9:47 pm
       
Rzucam suche z/t za pozwoleniem Brendy. Obiecuję, że tutaj powstanie coś majestatyczny, ale nie w tym czasie.
Powrót do góry
 
Go down
Brenda Fitchner ♥

avatar
960
#Studentka Lotnictwa i Kosmonautyki
Uwodzicielka
960


   
Wto Mar 07, 2017 2:14 pm
       
Mimo wszystko, Alan miał rację. Nie musiała się o niego martwić. Szczerze mówiąc to nikim nie zaprzątała sobie głowy, skupiając się przede wszystkim na własnym dobru. Głos rozsądku w takich chwilach podpowiadał, że powinna zmienić towarzystwo w jakim lubi się zazwyczaj obracać, a jednak nie potrafiła. Ryzykowała kłopotami wszelakiej maści, ale co z tego, jeśli doskonale się przy tym bawiła? Miała nos schowany zazwyczaj we własnych sprawach, ale jeżeli sytuacja tego wymagała, to i potrafiła komuś trochę po matkować. Trudno było to powstrzymać, zwłaszcza jak darzyła kogoś sympatią.
Spokojnie mogłaby wtrącić jeszcze kilka uwag. Ale czy był sens? Paige i tak pewnie tylko by na to machnął ręką i całkowicie zignorował - nie miał przecież obowiązku jej słuchać. Dlatego też koniec końców westchnęła jedynie cicho z nutą zrezygnowania, nie drążąc dyskusji. Trzeba pamiętać, że miała do czynienia z bardzo upartym człowiekiem.
- Mówisz tak, jakbym sama taka była. - zwróciła uwagę, niekoniecznie tym urażona. Układała swoje życie pod wygodę, a jak wiadomo - ograniczenia nie są wygodne, więc powinno być ich jak najmniej, do czego zaliczały się również związki. Oczywiście, że lubiła dostawać kwiaty i spędzać wspólnie romantyczne wieczory. Bo były miłe. A i tak dla niej kończyły się w jeden, konkretny sposób. No, chyba że ktoś był zbyt nachalny.
Może właśnie dlatego ich "związek" tak krótko wytrzymał. Oboje mieli zbyt lekkie podejście. Wręcz im było to obojętne, jak ta relacja się nazywała. Nie oczekiwali od siebie niczego poważnego, a więc niczego poważnego się między nimi nie zrodziło. W niektórych przypadkach może to i dobrze.
Od razu podniosła wzrok na Alana, gdy tylko poczuła ciężar na swoim ramieniu, przyznając w myślach, że jest wprost idealną podpórką dla tego poobijanego wielkoluda. Uśmiechnęła się zaraz potem, spoglądając przed siebie. Trudno jej było cokolwiek na to odpowiedzieć. Poczuła się wręcz zgaszona. Zaprzeczenie byłoby jawnym kłamstwem, a przytaknięcie mogłoby przynieść mu jedynie więcej satysfakcji. Niech to szlag.
- Głupoty gadasz. - powiedziała, krzyżując ręce na piersi i powstrzymując swój umysł od podsuwania niezbyt stosownych myśli. Wprawiło ją to też w dobry humor, który towarzyszył jej przez całą drogę do mieszkania.
Na miejscu od razu otworzyła drzwi i weszła pierwsza, zsuwając na korytarzu buty z nóg.
- Zamknij za sobą jak możesz. - odezwała się do blondyna i bez zwlekania poszła do łazienki, w której trzymała apteczkę. Nie była ona duża, ale mieściła najpotrzebniejsze rzeczy, jak opatrunki, leki czy niektóre środki dezynfekujące.
- Chyba lepiej by było, jakbyś najpierw zmył porządnie z siebie tą krew. - zaproponowała, wyciągając na wierzch rzeczy, które na pewno się przydadzą. - Pomóc Ci czy dasz sobie radę?
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Skromne progi Brendy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 :: 

Offtop

 :: 

Mieszkania

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: