IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

 :: 

Offtop

 :: 

Mieszkania

Share | 
 

 Skromne progi Brendy

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next
Brenda Fitchner ♥

avatar
960
#Studentka Lotnictwa i Kosmonautyki
Uwodzicielka
960


   
Czw Lip 07, 2016 2:39 pm
       
> tu będzie kiedyś opis <
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
928
#Indywidualista
928


   
Czw Lip 07, 2016 4:53 pm
       
Chadzanie późnymi wieczorami po Vancouver mogło zakończyć się bardzo źle dla nieuważnego przechodnia. Pełno podejrzanych typów się kręciło po okolicy. Tutaj jakiś żulik siedzi pod ścianą i żebra co łaska. Tutaj jakichś dwóch podejrzanych typków siedzi i rozmawia, pewnie o tym, w której dzielnicy będą dzisiaj okradać staruszki. Tam w zaułku jakiś podejrzany kocur się liże. Generalnie nic szczególnie przyjemnego. W ten obraz jak ulał wtopił się Travitza za swoją posturą, ponurą miną i siatką zakupów, którą trzymał w ręku.
Może nie byłoby to takie zaskakujące, no bo przecież można pomyśleć, że Rosjanin po prostu zrobił zakupy i wraca właśnie do domu, gdyby nie fakt, że znajdował się w teoretycznie obcej dla siebie dzielnicy. Na pewno tutaj nie mieszkał. Mimo to znał ją bardzo dobrze, bo bywał tutaj dosyć często. Rozejrzał się i skręcił w odpowiednią uliczkę.
Kiedy dotarł do klatki, akurat ktoś wychodził, a więc drzwi zostały otwarte. Idealnie, będzie mała niespodzianka.
Wspinał się powoli po schodach, aż wreszcie dotarł na odpowiednie piętro. Stanął przed drzwiami i zapukał w nie energicznie. Teraz pozostało tylko czekać.
W międzyczasie spojrzał do siatki. Wino, mąka i czekoladki. Wygląda jak zestaw na dosyć nietypową randkę. I w zasadzie to była dosyć nietypowa randka. Chociaż nazywanie tego randką było drobnym nadużyciem.
- No dalej Brendy, nie mam całej nocy - burknął, oczekując aż dziewczyna wreszcie otworzy drzwi.
Powrót do góry
 
Go down
Brenda Fitchner ♥

avatar
960
#Studentka Lotnictwa i Kosmonautyki
Uwodzicielka
960


   
Czw Lip 07, 2016 5:25 pm
       
Mogłoby się wydawać, że spokojnego wieczoru w przytulnym mieszkaniu niczego nie zaburzy. Długi, gorący prysznic wzięty całkiem niedawno przez Irlandkę sprawił, że dziewczyna właściwie zaczynała powoli odczuwać pierwsze objawy senności. Niestety nie mogła tak po prostu walnąć się do swojego ogromnego łóżka i zasnąć, ponieważ spodziewała się dzisiaj wizyty kogoś znajomego. Na tyle, że była pewna iż bez problemu umili jej wieczór. Po podsuszeniu włosów i włożeniu na siebie satynowego, ciągnącego się po ziemi szlafroka postanowiła odwiedzić swoje dwa małe futrzaki.
Akurat po nakarmieniu ich, usłyszała pukanie do drzwi, na co tylko uśmiechnęła się pod nosem i zamknęła sporą klatkę, mając zamiar iść i otworzyć. Nie biegła jak szalona, wręcz przeciwnie. Podeszła do wejścia bardzo spokojnie, wymuszając na odwiedzającym choć odrobinę cierpliwości. Przekręciła w końcu patent i otworzyła drzwi, witając blondyna najpierw samym uśmiechem.
- No cześć, Pavel. – rzuciła i cofnęła się odrobinę, wpuszczając chłopaka do środka, za którym praktycznie od razu zamknęła drzwi. – Co masz dla mnie tym razem? – spytała, po czym poprowadziła go do pomieszczenia, w którym sama przed chwilą była, mając w nim również aneks kuchenny. – Chcesz coś do picia w ogóle? – spojrzała na niego wyczekująco, opierając się biodrem o jeden z blatów, na którym położyła również swoją dłoń. Wiedziała, że to spotkanie skończy się w jeden, konkretny sposób, ale mogliby chociaż przez chwilę stwarzać pozory, że jest inaczej i tak naprawdę są grzecznymi przyjaciółmi.
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
928
#Indywidualista
928


   
Czw Lip 07, 2016 6:11 pm
       
Chłopak oparł się o ścianę w oczekiwaniu, aż łaskawie otworzą się drzwi. Litościwi bogowie, jak on nie cierpiał takiego wyczekiwania. Widocznie ktoś tutaj chciał wystawić jego cierpliwość na próbę. Właściwie to wszyscy to robili, ale Brendy zapewne całkiem specjalnie. Jak ją znał.
Kiedy drzwi się wreszcie otworzyły, Travitza przywitał właścicielkę mieszkania kwaśną miną.
- No wreszcie - odpowiedział w ramach powitania.
Przekroczył próg i lekko się nachylił, aby złożyć na policzku dziewczyny drobnego całusa. Żeby nie było, że w ogóle się nie przywitał. Następnie podążył we wskazanym kierunku.
Kiedy dotarł do aneksu kuchennego, postawił siatkę na blacie i odwrócił się w kierunku dziewczyny. Dopiero teraz uważniej się jej przyjrzał. Och, szlafrok. Jak znał życie, tylko on okrywał jej ciało. Cóż, nie miał zamiaru narzekać z tego powodu.
- Kupiłem wino, czekoladki i mąkę. Upiecz mi coś dobrego. - Przy wymienianiu każdego z produktów wyciągał go na blat. Uśmiechnął się krzywo po ostatnim komentarzu. Następnie sięgnął do kieszeni, z której wyciągnął scyzoryk. Wbił ostrze w opakowanie mąki i rozciął je na górze. Następnie wyciągnął stamtąd przeźroczysty woreczek zawierający w sobie biały proszek. Mąka lepszej jakości.
- Dwie stówy - powiedział, a następnie rzucił woreczkiem w kierunku dziewczyny. Potem zaczął się rozglądać po kuchni i grzebać w jej szafkach. - Gdzie masz otwieracz? Kupiłem niezłe wino. Chyba. Szczerze mówiąc chuj się na tym znam, ale wygląda dobrze. I ma fajną nazwę. "El Diablo Rojo" czy jakoś tak. - Prawdę powiedziawszy była to zwykła butelka z supermarketu, ale hej, czy ktokolwiek spodziewał się po nim czegoś więcej?
Wreszcie poddał się w poszukiwaniach i stwierdził, że lepiej niech gospodarz zarządza swoim dobytkiem. On zaś usiadł na jednym z krzeseł.
Powrót do góry
 
Go down
Brenda Fitchner ♥

avatar
960
#Studentka Lotnictwa i Kosmonautyki
Uwodzicielka
960


   
Czw Lip 07, 2016 6:51 pm
       
Zareagowała na pierwsze słowa chłopaka cichym śmiechem, którego nawet nie zamierzała tłumić. Była rozbawiona tym zniecierpliwieniem, ale wiedziała, że im dłużej będzie się z nim tak drażnić, tym później gorszy przyniesie to skutek. Dlatego też na razie korzystała jak mogła, choćby poprzez przyjęcie na swój policzek całusa, na który chętnie się nastawiła.
Po zaprowadzeniu Pavla do części kuchennej, zawiesiła dłużej wzrok na reklamówce, którą ze sobą przyniósł, mając trochę pytający wyraz twarzy. Zaraz jednak uniosła kąciki ust w pełnym satysfakcji uśmiechu, jednocześnie krzyżując luźno ręce na wysokości żeber.
- Obawiam się, że te trzy składniki to za mało, aby upiec coś w miarę zjadliwego. – zauważyła, choć widząc, że w mące kryje się coś znacznie lepszego, niż zmielona pszenica, była w stanie odłożyć w niepamięć wcześniejsze słowa. Złapała w dłoń mały woreczek i przyjrzała mu się z zainteresowaniem.
- Warte to chociaż swojej ceny? – spytała, ale nie ukrywała, że jest w tym lekka nuta złośliwości. – Może poczęstujesz się ze mną potem? – zaproponowała po chwili, wsuwając proszek do głębokiej kieszeni szlafroka. Można powiedzieć, że dostała właśnie prezent, za który będzie musiała zapłacić. Ale nie teraz. W końcu nikomu się już nie spieszy.
- Półsłodkie chociaż? – nie miała zamiaru narzekać na ogólną jakość wina, bo i tak liczył się dla niej przede wszystkim smak. Jakiegoś gorzkiego ścierwa na pewno nie będzie piła. Widząc, że Smuggler nie może odnaleźć otwieracza, ruszyła się z miejsca i otworzyła odpowiednią szufladę, wyciągając z niej pożądany przedmiot. Zamiast podać go chłopakowi, postanowiła sama odkorkować wino, co – o dziwo – nie wymagało od niej aż tak wiele wysiłku. Tuż potem wyciągnęła dwie lampki z odpowiedniej szafki i postawiła je na blacie.
- Możesz polać. – powiedziała, jakby dopiero teraz blondyn miał prawo cokolwiek zrobić.
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
928
#Indywidualista
928


   
Czw Lip 07, 2016 9:56 pm
       
Irytowanie Pavla mogło na dłuższą metę skończyć się bardzo kiepsko dla obu stron. Chłopak miał tę przykrą wadę, że kiedy już się naprawdę wkurzył, to przestawał wtedy myśleć racjonalnie i był w stanie zrezygnować z dosłownie wszystkiego. W tym wypadku pewnie skończyłoby się na tym, że zażądałby kasy za towar i sobie poszedł, zapominając zupełnie o dziewczynie. To by jednak oznaczało smutne zakończenie tego wieczoru, a tego oboje raczej nie chcieli. Poza tym trzeba jednak czegoś więcej, aby tak zupełnie wyprowadzić go z równowagi. No nie wiem, z pokoju obok musiałby wyjść Mercury Black przykładowo.
- A co, ty nie masz nic w domu? Poza tym dobra kucharka z wszystkiego przygotuje jedzenie - odciął się i rozłożył wygodniej na krześle. Mogłaby chociaż jakieś ciastka podać.
- Czy ja ci kiedykolwiek dałem coś niewartego swojej ceny? - Odpowiedział pytaniem na pytanie, sugerując jednocześnie, że to zadane przez Brendy było odrobinę nie na miejscu. Wręcz go urażało. On miałby jej wciskać jakiś słaby towar? Szanujmy się.
- Dobrze wiesz, że nie kręcą mnie takie rzeczy - odpowiedział i machnął ręką zbywająco. - Zresztą, ciebie też nie powinny. Jesteś taka milutka i niewinna. Powinnaś bardziej dbać o swoje zdrowie i coś tam. - Jego to w zasadzie nie obchodziło co dziewczyna ze sobą robi, chociaż już nie raz i nie dwa doradzał jej, aby dała sobie spokój. Kim jednak był aby kierować jej życiem? Płaciła za towar i dawała bardzo miłe gratisy, a pozbywanie się takiego klienta wydawało się szaleństwem.
- Nie wiem kurwa. Wziąłem, bo fajnie wyglądało - odparł, tym samym kończąc wszelkie dyskusje na temat jakości lub rodzaju wina. Mógł kupić coś innego, byłoby mniej problematycznie.
Wziął butelkę i rozlał alkohol do kieliszków. Co prawda zazwyczaj nie tykał się napojów wysokoprocentowych, ale kieliszek wina nie robił na nim aż tak wielkiego wrażenia, a poza tym to podobno nawet dobre dla zdrowia.
Kiedy rozlał płyn, odłożył butelkę i uniósł kieliszek w górę, niczym do toastu.
- Zdrowie Brendy. Niewinnej dziewczyny, która gdzieś zbłądziła w życiu - w jego słowach nie zabrakło ironii, na twarz zaś wypełzł wredny uśmiech. Taki typowy Travitza.
Powrót do góry
 
Go down
Brenda Fitchner ♥

avatar
960
#Studentka Lotnictwa i Kosmonautyki
Uwodzicielka
960


   
Czw Lip 07, 2016 10:38 pm
       
Spędzanie samotnie nocy przed kominkiem w towarzystwie dwóch szczurów jakoś nie brzmiało zbyt apetycznie dla Fitchner. Stąd też musiała wiedzieć kiedy przystopować złośliwe żarty, aby przypadkiem nie zniechęcić do siebie blondyna. Raczej obojgu się to nie widziało, a szkoda byłoby marnować jego czas na samą fatygę do mieszkania Brendy.
- Jeżeli chcesz coś zjeść, to powiedz wprost, a nie kombinujesz jak koń pod górę z jakimiś wypiekami. – powiedziała, krzywiąc się przy tym lekko, ale taki grymas nie utrzymał się zbyt długo na jej twarzy. W końcu nie chcą sobie psuć wieczoru jakimiś bezsensownymi sprzeczkami o nic.
- Oj wybacz. Muszę się upewnić. – jak za każdym razem zresztą. – Ale sądzę, że powinnam mieć jakąś zniżkę. Choćby dziesięć procent. To nie jest dużo. – dodała od razu. Co prawda miała tyle pieniędzy, że nie odczuwała jakoś specjalnie braku pieniędzy wydanych na różne używki, ale skoro już tak dobrze zawęziła swoje relacje z dilerem, to dlaczego by tego nie wykorzystać na swoją korzyść?
- Szkoda. – mruknęła, przybierając bardziej zawiedziony wyraz twarzy, wysuwając przy tym dolną wargę bardziej do przodu. Jakoś niespecjalnie brała do siebie uwagi na temat zdrowia, ponieważ gdyby zrezygnowała z tych wszystkich trujących dobrodziejstw, musiałaby wrócić do nudnego życia, przepełnionego byciem fałszywym ideałem. – Nie udawaj, że Cię to interesuje.. No, może trochę. W końcu jak będę miała poważne problemy, to stracisz klienta. – zauważyła, posyłając mu serdeczny uśmiech. W ogóle nie przejmowała się swoim stanem. Nie była przecież uzależniona.
- Załamujesz mnie czasem. – rzuciła tylko, zanim zdecydowała temat wina przenieść w eter. Raczej nie było sensu tego ciągnąć dalej.
Po rozlaniu alkoholu do kieliszków, wzięła jedną lampkę i uniosła ją tak jak jej towarzysz.
- Bardzo zabawne. Zdrowie. – odpowiedziała równie ironicznie, po czym lekko stuknęła jednym szkłem o drugie, przystawiając następnie je do ust i wypijając kilka łyków.
Nie było aż takie złe jak przypuszczała na początku.
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
928
#Indywidualista
928


   
Czw Lip 07, 2016 11:14 pm
       
Przewrócił oczyma, słuchając jej uwag. Przecież on nawet poważnie tego nie mówił, a tutaj już jakieś niepotrzebne uwagi. Kobiety takie bywały. Mówisz coś w nadziei, że będzie to tylko krótki komentarz, który zaraz gdzieś zniknie, a one to łapią jak rybka haczyk i się zaczyna. Na szczęście Brendy nie należała do tych szczególnie kłótliwych i nawet jeśli dochodziło do jakichkolwiek spięć, to szybko rozchodziło się to po kościach.
- Nie ważne - odparł tylko i przeczesał włosy dłonią. - I jak się upewniłaś? Masz o tym takie samo pojęcia jak ja o winach. Pytać o zdanie dilera, to jak pytać akwizytora czy jego towar jest porządny. Równie dobrze mógłbym ci wciskać jakieś gówno z kawałkami szkła - stwierdził opryskliwie. Nie lubił, kiedy ktoś poddawał w wątpliwość jego robotę. Jasne, może nie był przykładem najporządniejszego człowieka na ziemi, ale jeśli już się za coś zabierał, to robił to tak jak należy. Wszelkie komentarze w tym wypadku były zupełnie zbyteczne.
- Zniżki, zniżki. Ja muszę mieć z tego jakiś zysk. Wyobraź sobie, że koka nie rośnie na drzewie. Znaczy no, rośnie, ale nie o to chodzi. Nie mogę tak po prostu dawać zniżki, bo mi się to nie będzie opłacać. Ja też musiałem to kupić. - Tłumaczył to jak jakiś biznesmen albo przedsiębiorca. Zresztą, czasem w żartach lubił tak samego siebie nazywać. - Chociaż... jakbyś bardzo ładnie poprosiła.
Droczył się. Będzie miał z tego zysk tak czy inaczej. Zresztą, kasa nie była dla niego aż tak ważna, miał jej na pęczki od rodziców. Ale musiał pilnować pewnych zasad. Bo jeśli będzie tak każdemu odpuszczał, to efekcie niczego się nie dorobi. To była kwestia, o której wielu bogatych gnojów nie myślało. Ale on nie należał do nich.
- Zależy, nie zależy. Daję ci dobrą radę, bo jestem dobrym człowiekiem. Widziałem co to gówno potrafi zrobić z człowiekiem i uwierz mi, że nie chciałabyś tak skończyć - wyjaśnił zaskakująco pogodnie. Tak oto przeszedł całą gamę emocji, od zirytowania do zwykłej pogawędki o narkotykach. Jak rasowa kobieta.
Stuknął się kieliszkiem i upił trochę wina. Tak jak się spodziewał, nie smakowało mu za bardzo. Może to dlatego, że prawie w ogóle nie pił alkoholu, a może po prostu ten konkretny trunek mu nie podchodził. Tak czy inaczej odłożył kieliszek i skoncentrował spojrzenie na dziewczynie.
- Powiedz mi co u ciebie słychać Brendy. Dawno się nie widzieliśmy.
Powrót do góry
 
Go down
Brenda Fitchner ♥

avatar
960
#Studentka Lotnictwa i Kosmonautyki
Uwodzicielka
960


   
Czw Lip 07, 2016 11:59 pm
       
- To nie. – powiedziała, zamykając tym samym temat na cztery spusty. Pokręciła jeszcze głową ze zrezygnowaniem, czasem nie rozumiejąc czy niektóre słowa są tylko głupimi zaczepkami, czy jednak ktoś mówi poważnie. Podobno kobiety miały z tym trudności, może to nawet nie wina płci. Może po prostu Brendzie było ciężko zauważyć takową różnicę. Ważne, że już dalej o tym nie dyskutują.
- Tak, ale Ty należysz do osób szczerych. Dlaczego miałbyś mnie okłamywać? Bardziej opłaca Ci się oszukiwać małych gówniarzy, którzy dopiero co wyszli z pieluch. Płacę zawsze tyle, ile chcesz, więc domagam się jakości. – powiedziała, puszczając mu przy tym oczko, coby ten się już tym wszystkim nie burzył. Zbyt spięci mężczyźni nie byli wygodnymi rozmówcami.
Coś tak czuła, że temat opuszczenia ceny będzie czymś, do czego bardziej trzeba przekonać Smugglera. W końcu jaki sprzedawca chętnie bierze mniej za ten sam towar? Już miała rzucać „nie to nie”, ale następne słowa blondyna wywołały na jej ustach jeden z tych bardziej uroczych uśmiechów. I nie, jeszcze go nie prosiła.
- Mówisz? – mruknęła, podchodząc do niego od tyłu i kładąc dłonie na jego ramionach, które zaczęła na razie masować. – A jak to będzie bardzo ładnie? – spytała prawie szeptem, nachylając się nad jego uchem i znacznie mocniej zaciskając palce na jego ciele, nie ukrywając nawet zadowolenia, jakie wynikało z takiego obrotu spraw. Nigdy nie mówi się „nie” dodatkowej rozrywce.
Nie trwało to jednak długo, ponieważ dziewczyna chwilę później znów przed nim stanęła, woląc zająć się na razie winem.
- Nie praw mi tu morałów. Od tego mam babkę. – skarciła go i żaden pogodny ton nie zmieniłby jej nastawienia do tego typu rozmów. Skończy jak skończy. Jak na razie żadna katastrofa się nie zapowiada i prawdopodobnie zostanie tak jeszcze długo.
Wypiła jeszcze trochę ciemnego płynu, zanim postanowiła odłożyć kieliszek i spojrzeć na chłopaka przed sobą.
- Skąd to pytanie? Wszystko po staremu. – odpowiedziała tylko, po czym złapała go za rękę i pociągnęła w stronę sypialni. – Zagramy w szachy? – spytała, patrząc na niego przez ramię, a potem otwierając drzwi pokoju, który oświetlony był tylko płomieniami z kominka, przed którym właśnie stał stolik z rozłożoną planszą i dwa wygodne fotele. – Czy może wolisz sobie darować? – uniosła brew, puszczając go i siadając na podłużnej pufie tuż przed łóżkiem, czekając na jego odpowiedź i w międzyczasie poprawiając czarną satynę na swoich udach.
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
928
#Indywidualista
928


   
Pon Lip 11, 2016 4:06 pm
       
Travitza machnął ręką ze zirytowaniem.
- Nie łapiesz w czym rzecz. Rozumiem, gdyby to był pierwszy albo drugi raz, ale ja ci sprowadzam towar już od dłuższego czasu i to na dobrą sprawę taki jak chcesz. A gusta masz naprawdę zwariowane. I teraz mi wyjeżdżasz z takim tekstem, jakbym ci kiedyś sprzedał jakieś gówno. Tu chodzi o szacunek, rozumiesz dziecinko? - Tłumaczył jak małemu dziecku, ale widocznie tak było trzeba, skoro dziewczyna nie umiała pojąć w czym rzecz. Obrażała jego dumę przemytnika. Takiej sprawy się nie da przemilczeć. Znaczy da się, ale no. Travitza taki już jest.
Kiedy dziewczyna ułożyła dłonie na jego ramionach, westchnął cicho i zamruczał z zadowoleniem, jak rasowy kocur. Nawet zamknął oczy. Niestety przyjemność ta była dosyć krótka. Właściwie to była tylko obietnica.
- W sumie to przydałby mi się dobry masaż. Ostatnio jakiś pospinany chodzę - przyznał. Nie żeby coś sugerował. Wcale.
- Powinnaś słuchać swojej babci. Babcie są mądre, bo przeżyły wiele lat. A przeżyć wiele lat w tym skurwysyńskim świecie to jest naprawdę osiągnięcie - stwierdził całkiem poważnie. On by szanował swoją babcię. Znaczy szanuje ją przez cały czas, ale ona nie żyje. Biedaczyna zmarła w polu. Było to idealne podsumowanie jej życia.
Kiedy Brendy złapała go za rękę, powędrował za nią bezwiednie. Już się domyślał o co chodziło, ale i tak skrzywił się z rozbawieniem, kiedy usłyszał pytanie.
- Ty i te twoje szachy - parsknął, po czym rozsiadł się wygodnie. - Jak wygram, to zdejmujesz szlafrok i robisz mi masaż - stwierdził, a potem sięgnął po białego pionka i przesunął go o dwa pola do przodu.
Pewien był dwóch rzeczy - że nie wygra i że Brendy zdejmie szlafrok. Masażu już niekoniecznie. Lubił szachy, ale niestety nie grał w nie zbyt często. Tymczasem wyglądało na to, że jego rozmówczyni jest ich prawdziwą fanatyczką. Wierzył, że siła jego umysłu pozwoli mu wreszcie wygrać jakąś partię, ale chyba musiałby trochę więcej poćwiczyć. No cóż.
Powrót do góry
 
Go down
Brenda Fitchner ♥

avatar
960
#Studentka Lotnictwa i Kosmonautyki
Uwodzicielka
960


   
Pon Lip 11, 2016 4:45 pm
       
Westchnęła ciężko, kręcąc zaraz potem głową na boki, jakby jedna wielka siła zaprzeczeń chciała wydostać się z jej gardła, ale resztkami samokontroli dawała radę jeszcze to w sobie stłumić.
- Przestań. Przecież się tylko z tobą drażnię, a Ty jak zwykle musisz wszystko odbierać tak dotkliwie. Za mocno pasek zapiąłeś, dziecinko? – odpowiedziała mu, a przy pytaniu ledwo co stłumiła śmiech, chociaż przy wypowiadaniu określenia, którym sam Pavel ją nazwał, uniosła delikatnie kącik ust, mając sobie zupełnie za nic jakieś bzdurne określenia. Mogliby za to skończyć już tę dyskusję.
Pozwoliła sobie skupić się na kolejnych słowach chłopaka, które odnosiły się do masażu. Pomasowałaby go pewnie jeszcze chwilę, jednak za bardzo lubiła prowokować i kusić minimum przyjemności, jakie można by było dostać.
- Pomyślę nad tym. – powiedziała tylko, uśmiechając się łagodnie w jego kierunku. Faktycznie musiała przemyśleć tę kwestię. W końcu dlaczego Travitza miałby bardziej skorzystać na tej wizycie niż ona sama?
- Gdybym się jej słuchała, to Ciebie by tu nie było. Moja babcia różni się od innych babć, jest bardziej.. zniszczona przez pieniądze. – zauważyła skromnie, przesuwając kciukiem po dolnej wardze w zamyśleniu. Mimo wszystko i bez względu na materializm tej starszej kobiety i tak ją kochała całym serduszkiem. Gdyby nie ona, to pewnie i jej by tu nie było.
Postanowiła jednak na razie o tym nie myśleć, chcąc skupić się na czymś znacznie przyjemniejszym. Na przykład na grze, która dla niej była prawie jak gra wstępna. Po odpowiedzi blondyna przesiadła się z pufy na fotel, usadawiając na nim wygodnie swój tyłek i zakładając przy okazji nogę na nogę.
- Dobrze, ale jeżeli ja wygram, to Ty ściągasz ubrania i robisz mi masaż. – odparła z wrednym uśmiechem na ustach, a tuż po wypowiedzeniu tych słów, przygryzła znacząco dolną wargę. Była pewna swojej wygranej, ale pewność często mogła zgubić. Fitchner mogła też śmiało powiedzieć, że partie, które zostały przerwane w trakcie, nie zmieszczą się do policzenia na palcach obydwu dłoni. – A jak Ci ten szlafrok tak przeszkadza to mogę go od razu zdjąć. Chyba stęskniłeś się za pewnym widokiem. – rzuciła do niego złośliwie, łapiąc opuszkami palców na ciemny pionek z pierwszego rzędu i przesuwając go do przodu o jeden. Noc jeszcze długa, a przecież nikt nie musiał zaraz stąd wychodzić.
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
928
#Indywidualista
928


   
Pon Lip 11, 2016 7:34 pm
       
Tak oczywiście. Wszystko to były takie żarciki, jak zawsze. Kiedy tylko ktoś zwrócił uwagę, że coś mówisz nie tak, to od razu: "hej, to tylko żarty stary. Wyluzuj." Zero jakieś odpowiedzialności za własne słowa.
- Nie odbieram wszystkiego dotkliwie. Odbieram dotkliwie, jak ktoś próbuje krytykować moją pracę - wyjaśnił, chociaż już nieco grzeczniej. Niestety nie potrafił powstrzymać ironii, która pobrzmiewała w jego słowach. Cóż, tak łatwo go nie ugłaska. A może jednak?
Pomijając już sam fakt masażu, Brendy znała kilka sztuczek, które mogły łatwo zrobić z niego uległego baranka. I niestety doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
- I nie powinno mnie być. Nie jestem odpowiednią osobą dla takiej młodej i niewinnej osóbki. Prawie mam wyrzuty sumienia, że cię tak deprawuję - prawie, to dobrze powiedziane. Szczerze mówiąc nie za bardzo go interesowała jej babcia. Kto tutaj nie był zepsuty przez pieniądze, w tej szkole? Tylko biedaki z Hudson's Bay. Ale oni i tak zachowywali się, jakby robili nie wiadomo jakie kokosy. Głupie gnojki.
- No już kurwa lecę - odpowiedział rozbawiony jej słowami. Ubranie może ściągnąć, nie ma sprawy, ale za to już kwestia masażu to zupełnie inna sprawa. Zależy co będzie miał masować, właśnie. Tak czy inaczej musiał poudawać, że wcale nie.
- O nie, nie, nie, moja droga. Znam te twoje sztuczki. Nie będziesz mnie rozpraszać w trakcie gry - stwierdził stanowczo.
Rozgrywka trwała, a Travitza przegrywał, tak jak się tego spodziewał. I chociaż myślał nad jednym ruchem kilka minut, to potem i tak Brendy robiła coś, co kompletnie rujnowało jego pomysł na grę. Siedział tak skupiony, z głową opartą na dłoni i myślał, myślał. Przydałby mu się ten masaż. Przydałby się jak cholera. Ale raczej nici z tego.
Przestawił wieżę i oparł się na swoim fotelu, wzrok kierując na rywalkę.
Czym tym razem mnie zaskoczysz?
Powrót do góry
 
Go down
Brenda Fitchner ♥

avatar
960
#Studentka Lotnictwa i Kosmonautyki
Uwodzicielka
960


   
Pon Lip 11, 2016 9:27 pm
       
Tyle że to naprawdę były tylko zwykłe żarty i zaczepki. Gdyby Brenda naprawdę kwestionowała jakość produktów, które sprzedawał jej Pavel, to nie kupiłaby od niego więcej. A jednak to zrobiła i miała nawet prawo nazwać się stałą klientką, nie patrząc zupełnie na częstotliwość jej zakupów.
Cmoknęła tylko lekko na jego słowa, mając zamiar dalej nie ciągnąć tego tematu. Nie chciała jeszcze bardziej rozdrażniać blondyna i narażać się na jego nieprzyjemne humorki. W końcu nie taki był cel tego wszystkiego. Nie tak mieli się bawić.
- Taka młoda i zdolna osóbka, jak Ty, również nie powinna zajmować się handlowaniem dragami. – zauważyła, unosząc ciut w górę obie brwi. – I jakoś niespecjalnie wierzę w twoje wyrzuty sumienia. Myślałam, że go nie masz. – dodała praktycznie od razu, zanim postanowiła skupić się przez moment na rozstawionych przed nią pionkach.
- No wiesz? Umowa to umowa. Czyżbyś tchórzył? Boisz się, że niewinna dziecinka Cię rozłoży na łopatki? – parsknęła, będąc jednocześnie zawiedziona zachowaniem znajomego i rozbawiona własną złośliwością w jego kierunku. Takiego zagrania z jego strony się nie spodziewała. Nie zależało jej specjalnie na tym masażu, ale chciała pójść w tę grę sprawiedliwie.
- Jeżeli będę chciała Cię rozproszyć, to mogę to zrobić w każdym momencie. – zauważyła, posyłając mu wyzywające spojrzenie. No, ale do rzeczy. Samo się nie wygra.
Fitchner z cierpliwością czekała na każdy ruch znajomego, analizując je i obmyślając taktykę, która pozwoli szybko go ograć. Również nie była pochopna, gdy przychodziła jej kolej na ruszenie pionkiem, jednak i tak czarny dominował na planszy. Oboje byli tego doskonale świadomi. W pewnym momencie, kiedy przyszła pora na jej ruch, dziewczyna zamiast sięgnąć do stolika, pociągnęła za jedną końcówkę satynowego paska, tym samym do rozwiązując, pokazując przez to trochę więcej ciała. – Jeszcze możesz wygrać, a jeśli tego nie zrobisz, to zwiążę Ci tym ręce. – mruknęła, nawijając luźno pasek na dłoń, a zaraz potem wykonując kolejny ruch, którym zbiła jego kolejny pionek. Uśmiechnęła się z pewną tajemniczością, zsuwając odrobinę w fotelu i jedną ze stóp opierając o łydkę chłopaka, sunąć nią powoli coraz wyżej, starając się nie pokazywać zbyt wiele na twarzy.
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
928
#Indywidualista
928


   
Pon Lip 11, 2016 11:49 pm
       
Żarty żartami, Travitza niestety miał to do siebie, że nie zawsze je łapał. Te niuanse i dziwne podchody były mu obce. On był prostym człowiekiem i jak coś mówił, to mówił to, co miał na myśli. Dlatego w większości przypadków tego samego oczekiwał od innych. Oczywiście znane były mu takie terminy jak: "sarkazm" i tak dalej, ale w większości wypadków nie chciało mu się specjalnie zastanawiać co rozmówca miał na myśli. Ciężki przypadek.
- Jestem zdolny i wykorzystuję swoje zdolności do rozwijania interesów. To się nazywa wykorzystanie naturalnych predyspozycji moja droga - odpowiedział z "przemiłym" uśmiechem. Ach ci ludzie, nadal zupełnie nic o nim nie wiedzieli. - Może mam, może nie mam. Chyba każdy jakieś ma - stwierdził, ale wzruszył ramionami, żeby zasygnalizować, że w sumie to sam nie jest pewien. No bo w końcu sprzedawał jej te dragi, więc chyba nie miał. Ciężka sprawa.
- Taki kit możesz wciskać komuś, kto cię nie zna. Ale dobra, niech będzie - stwierdził i machnął ręką od niechcenia. Właściwie co to za strata. Mógł ją masować nawet całą noc, jeśli sobie tylko tego zażyczy.
Rozgrywa szła zupełnie nie po jego myśli. Cały czas. Ale miał wrażenie, że może jeszcze do tego wrócić. Tak, w zasadzie to mógłby. Gdyby Brendy nie zaczęła stosować swoich sztuczek.
- Jak się nie zamkniesz, to zwiążę ci tym usta - mruknął zamyślony, przyglądając się planszy.
Kolejny ruch, kolejny pionek zbity. Mógłby odpowiedzieć, ale wtedy straci kolejnego. Myśli bardzo szybko skakały w jego głowie...
Travitza spojrzał na dół, na stopę, która lekko go smyrała. Piękną, kształtną stopę. Potem spojrzał w górę i ujrzał kawałek odsłoniętego ciała.
I całe skupienie szlag trafił. Starał się jednak zachować jeszcze jakieś pozory. Patrz na planszę. Jednak niepokorne spojrzenie chciało wędrować wyżej, wyżej.
- Nie cię szlag, Fitchner - burknął, a potem wykonał ruch, chociaż wiedział, że był on zły. Nie miał jednak siły, żeby wymyślić cokolwiek lepszego. Spojrzał w oczy dziewczynie. - Jeśli zwiążesz mi ręce, to raczej nici z masażu - odpowiedział i uśmiechnął się złośliwie. Coś za coś.
Powrót do góry
 
Go down
Brenda Fitchner ♥

avatar
960
#Studentka Lotnictwa i Kosmonautyki
Uwodzicielka
960


   
Wto Lip 12, 2016 12:33 am
       
Przytaknęła ze zrozumieniem na jego słowa, przymykając na ten moment powieki i postanawiając zmienić nogę, choć zaraz lekko je rozłączyła, wciąż pilnując materiału, by nie odsłonił za dużo.
- Ja też wykorzystuję swoje naturalne predyspozycje. I Ty dobrze o tym wiesz, bo sam wpadłeś w ich sidła. – przyznała otwarcie, odwzajemniając jego uśmiech równie miłym grymasem, ale w jej przypadku było mniej złośliwości. – Chyba tak. Mówią różnie. – mruknęła, jakoś specjalnie nigdy nie ingerując w to czy ktoś ma te całe sumienie, czy też nie. To raczej jego osobista sprawa, chyba że zbyt mocno wychodziła na zewnątrz. Wtedy mogłaby się tym bardziej zainteresować. Ale teraz? Ani odrobinę nie czuła takiej potrzeby, więc po prostu przyjęła swobodnie to, co chłopak jej powiedział.
- Że jestem niewinna? – zaśmiała się cicho. – Ludzie przecież sami tak myślą na początku. Nawet nie wiesz jakie mam przez to sytuacje i uwierz, nie chciałbyś mieć podobnych. – odparła, spotykając na swojej drodze nie raz osoby, które myślały, że Brenda jest taką samą cnotką na jaką wygląda. Cóż, zawiedzione miny to ostatnie, co z nimi pamięta. Swoją drogą nawet całkiem zabawne wspomnienie.
Zamiast odpowiedzieć jakoś konkretniej na kolejne słowa Pavla w pomieszczeniu znów rozbrzmiał cichy, pełen uciechy śmiech, którego dziewczyna nawet nie zamierzała tłumić.
- Skoro chcesz mi zatkać usta, to możesz to zrobić czymś innym. – zaproponowała, kiedy już się w miarę uspokoiła. – No nie wiem.. Możesz na przykład przynieść te czekoladki, co kupiłeś. – dokończyła myśl, a w jej atramentowych oczach widać było skaczące iskierki rozbawienia, które można było śmiało porównać do tańczących płomieni w kominku.
Podobało jej się takie rozpraszanie Rosjanina, zwłaszcza że widziała jak mocno ten próbuje ze sobą walczyć, byleby tylko nie dać się rozkojarzyć. Po tym jak wykonał ruch, miała dwie opcje: znów go zaatakować i samej się wystawić na zbicie. I pokusiła się na to drugie, robiąc to niby nieświadomie, a jednocześnie dając mu tym samym fory. Nie pozwalała jednak skupić mu myśli na dalszej grze, ponieważ Pavel mógł zaraz potem poczuć jak i druga stopa go zaczepia, wędrując przy okazji coraz wyżej po jego nodze.
- Trudno. Przeżyję to. Na pewno lepiej, niż Ty związane ręce. – rzuciła, posyłając mu wredny uśmiech. Nie zatrzymywała swoich pokus tylko na jednym zagraniu, ponieważ chwilę później samymi końcówkami paznokci zahaczyła o krawędź materiału na swoim ramieniu, leniwie go z niego zsuwając i tak samo robiąc po drugiej stronie, dalej pilnując aby jej bardziej intymne części ciała były zasłonięte.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Skromne progi Brendy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 1 z 5Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next

 :: 

Offtop

 :: 

Mieszkania

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: