IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zaniedbana przystań

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
William Wimsey

avatar
125
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
125


   
Nie Cze 19, 2016 1:09 pm
       
Miejsce do którego jeśli masz jacht nie chcesz wpływać. Nie wiadomo co jest na dnie, ana pomosty wchodzisz na własne ryzyko. Dziury między deskami nie zachęcają wyglądem. Oczywiście jest paru zagorzałych fanatyków tego miejsca i to ich jachty cumują tu, może ze względu na cenę, a może dlatego, że chyba nikt by nie zauważył jak by przycumować tu nielegalnie.  
Poza kilkoma pomostami i tymi odważnymi co tu zostawili swoje wodne pojazdy, jest jeszcze wychodek, do którego na pewno nie chciał byś zaglądać, niewielki parking i masa krzaków. Na parkungu zmieściło by się max pięć samochodów, ale w najbliższym czasie raczej nie grozi, że nie znajdziesz tu miejsca dla siebie.

________________________
Niby nie pierwszy raz postanowił wrócić do domu na piechotę i też niby nie pierwszy raz taką trasą. Ale tylko Will potrafi iść znaną mu trasą i, i tak skręcić nie tam gdzie trzeba. Ba, jak by tylko skręcić, on nawet nie zauważył, że droga która powinna mu zająć maksymalnie dwie godziny, trwa już znacznie dłużej. Na tyle dłużej, że niebo nad budynkami robiło się już jasne. Chociaż wcale nie wpływało to na lepsza widoczność tu na chodniku. Do dziewiętnastolatka, fakt, że się zgubił, dotarł dopiero jak stanął na chodniku a wokół niego kamienna dżungla zamieniła się parę budynków, a przed nim poranne słońce odbijało się od lekko falującej wody. Przystanął przyglądając się temu wszystkiemu. Na twarzy zastygła mu mina głębokiego zadumania. Lewą rękę przyłożył sobie do potylicy i podrapał ją. W końcu jego zmęczony i nietrzeźwy mózg zrozumiał. Głośne przekleństwo wydobyło się z jego ust  a on sam ruszył w kierunku pomostów. Dopiero gdy usiadł na jego końcu z nogami zaledwie kilka centymetrów nad taflą zaczął zastanawiać się jak jednak wrócić do domu. Bo przecież tu nie zostanie- to było dla niego aż nazbyt oczywiste. Zajrzał do portfela ale nie posiadał już drobnych na taksówkę. - Noo..taak.. przecież właśnie dlatego szedłem- mruknął zwiedzony. Chwilę obracał portfel w palcach w końcu znajdując nowe rozwiązanie. Telefon zadzwonił do pierwszej osoby, która prawdopodobnie jeszcze nie spała.. albo już nie spała. Teraz to przecież już nie ważne skoro zadzwonił, prawda?
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Nie Cze 19, 2016 6:11 pm
       
Przedzierał szlaki ciemności tym swoim trzynastoletnim, trzydrzwiowym volkswagenem "up". W tym momencie co prawda powinien być w trasie do domu ale nie - musiał jeszcze znaleźć pewne zwłoki. Tak właściwie miał nadzieję, że jego współlokator jeszcze gdzieś tu zipie. Mattowi byłoby nie w smak zostać ostatnią osobą która kontaktowała się z Williamem przed jego ewentualnym "zemarciem".
- Będę mógł podjechać za godzinę, może wcześniej. Ogarnę tylko kuchnię przed wejściem trzeciej zmiany. Weź tylko daj znać, jak stwierdzisz, że wspaniałym pomysłem będzie się przemieścić, okej? - powiedział mu wówczas, teraz właściwie przypuszczając, że Will prawdopodobnie mimo iż teoretycznie wtedy mu przytakną to obecnie mógł już o tym zapomnieć i być wszędzie. Tym bardziej, że już na pewno zapomniał jak się odbiera komórkę...Matt próbował się bowiem dodzwonić do młodego jeszcze gdy to stał na tym zachwaszczonym parkingu. Taki smaczek. No ale nic, wyszedł z samochodu. Przejdzie się po okolicy kawałek. Może go znajdzie. Będzie, że próbował.
Matt przedzierał więc bujnie obrośniętą ścieżkę. Rześki, delikatny wiatr cucił go po przepracowanym dniu. No ale nie przyszedł tu dla relaksu. Przypomniała mu o tym butelka po wódce, którą przypadkowo kopną. Zaraz potem dostrzegł jakąś sylwetkę. Noc była w miarę jasna, lecz nie na tyle by mógł rozpoznać w widzianej osobie współlokatora.
- Wimsey? - Rzucił ostrożnie, doskonale zdając sobie sprawę z tego ilu tu dziwaków i ćpunów można o tej porze spotkać...
Powrót do góry
 
Go down
William Wimsey

avatar
125
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
125


   
Nie Cze 19, 2016 8:01 pm
       
Po niebyt długiej rozmowie, z której zrozumiał tyle, że ma siedzieć na dupie, schował telefon do kieszeni. Wszlo mu to mało zgrabnie, ale w końcu urządzenie spoczęło w miejscu w którym powinno. A przynajmniej taką nadzieję miał ciemnoskóry. Ponieważ po tym jak wydało mu się, że trafił do kieszeni, położył się plecami na desach pomostu. Mając ucho tak blisko drewna słyszał jak cały pomost trzeszczy i jak woda obmywa bale na których stał. Było to za razem niepokojące i jakoś dziwnie usypiające. Chociaż był zbyt zmęczony aby się zaniepokoić stanem pomostu. Zamiast tego przymknął oczy i pozwolił sobie na drzemkę. Z której wyrwał go dopiero znajomy głos i jego własne nazwisko. Wzdrygnął się, bo w raz z przebudzeniem, zrobiło mu się zimno. Usiadł i zaczął przeszukiwać krajobraz za osobą, która mogła by go zawołać. W końcu wśród krzewów dostrzegł coś co niewątpliwie nie było roślina. Z trudem skupił na tym wzrok, ale w końcu gdy rozpoznał swojego współlokatora pomachał do niego. Twarz rozświetlił mu uśmiech miłego zdumnienia. Drzemka skutecznie wymazała mu z pamięci ich niedawną rozmowę telefoniczną. Wstał na chwiejne nogi i niepewnie ruszył ku stałemu lądowi. Uważając by się nie potknąć zeskoczył na ziemię. Lekko się zachwiał, ale energiczne machnięcie ramionami pomogło mu utrzymać pozycję pionową.
- Co tu robisz? - spytał pocierając zmarznięte ramiona i rozglądając się znów po przystani, która wydała mu się z tego miejsca zupełnie obca. - Dziwne miejsce..  a jeszcze niedawno byłem w centrum- rzekł próbując znaleźć w myślach ten fragment trasy, który mu się pojebał. Jednak w tym momencie było to już mało prawdopodobne.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Pon Cze 27, 2016 9:58 pm
       
A jednak to on. Odetchnął z ulgą. Wsadził nonszalancko ręce do kieszeni spodni.
- A wiesz, tak sobie pomyślałem po 14 godzinach spędzonych na kuchni, że właściwie czemu by nie wybrać się na grzyby? Więc się wpakowałem w samochód i przyjechałem nad przytań. Kto by pomyślał, że cie tu spotkam? - brzmiał autentycznie. Bardzo. A przy tym równie absurdalnie. No ale czemu nie? Przy okazji wyjdzie na to, jak tam sobie Will radzi z ogarnianiem rzeczywistości.
- Dziwne i dość niebezpieczne...weź poświeć sobie może komórką co? - Nie uśmiechało mu się wpuszczać kogo przemoczonego do samochodu. Zaczął podchodzić do Willa. - Żyjesz coś tam jakoś? Wyglądasz okropnie.
Powrót do góry
 
Go down
William Wimsey

avatar
125
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
125


   
Pią Lip 01, 2016 3:43 pm
       
Przystanął marszcząc brwi. - Czternaście godzin?- zdziwił się chociaż może co innego powinno przykuć jego uwagę. - Co ty tam gotowałeś? Słonia? - zszedł z pomostu na stały ląd, który i tak zdawał mu się lekko poruszać zupełnie jak deski na balach. -Po co? Ja wszystko widzę zajebiście- zapewnił go ruszając dalej po nico wilgotnym piachu. Nogi mu się lekko ślizgały ale wiedział, że pacnięcie w błoto będzie znacznie mniej bolesne od wyrąbania się na betonie. A z nim to był w częstym kontakcie, można by przepowiedzieć, że zdarza im się na siebie wpadać.
- To nic nowego- mruknął i odruchowo przetarł twarz dłonią, mając nadzieję, że nie wysmarował się niczym po twarzy.- Chyba żyję...- kopnął pobliski kamień, stopę przeszyło mu lekkie uczucie bólu. - Taaaa.. nadal dycham- dodał próbując minąć kamień, ale zamiast tego potykając się o niego. Zachwiał się i przystanął spoglądając na głaz z wyrzutem.  Teraz jednak gdy już procenty po miał uwalniały jego umysł ze swoich lepkich szponów zaczął się zastanawiać nad tym w jakim złym stanie był. Czy przepił znów cały weekend? Jaki był dzień i kiedy coś jadł? Bo chyba znów zapomniał o jedzeniu. Zerknął na Matt'a jednak nie zapytał go o nic konkretnego. Przecież jeśli faktycznie przechlał kilka dni nie będzie się tym chwalił. Podrapał się po policzku.[/b][/b]
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Pią Lip 01, 2016 11:31 pm
       
- Nawet dwa. - Jego kąciki ust się uniosły. Okeeeeej. Dawał mu jakieś 7/10 w opracowanej przez siebie skali napierdolenia. Tak wstępnie. Bo, a nuż jeszcze go chłopak czymś zaskoczy, choć w duchu miał nadzieję, że nie.
- Tak, kurwa, właśnie słyszę. - Warkną, gdy do jego uszu dobiegł dźwięk mlaskania podeszew butów o grząską nawierzchnię - Z góry ostrzegam, że przed wejściem do samochodu zdejmujesz wszytko co upierdolisz. Choćbyś miał siedzieć w samych gaciach. - Dodał , choć wątpił w to by jakakolwiek groźba w tym momencie na niego miała zadziałać. Z drugiej strony, Matt bardzo walczył z sobą by zachować jakiekolwiek pozory "uprzejmości". Ciągle słabo znał Willa, jeszcze nie do końca wiedział na co może sobie przy nim pozwolić, a na co nie. Jak na złość zmęczenie jednak brało górę i frustracja wyraźnie przewijała się w słowach lub czynach Matta.
- Popracowałbyś nad tym, ciągle jesteś uczniem, jak cie przyłapią w takim stanie to będziesz udupiony. - Czuł się niczym matka dająca kazanie.
Złapał go za fraki i przytrzymał, jak tylko zauważył, że ten się potyka i leci. Koniec końców nie wylądował na twarzy. Tyle szczęścia. Matt odetchną z ulgą.
- Proszę, nie zmuszaj mnie bym trzymał cie za rączkę, Willy. - Zakpił, choć właściwie wcale nie było mu do śmiechu. Czekała ich jeszcze wycieczka wąską, zachwaszczoną ścieżką. Matt chciał by chłopak szedł pierwszy. Wolał go mieć na oku.
Powrót do góry
 
Go down
Mistrz Gry

avatar
127
#Mistrz Gry
Twój największy koszmar
127


   
Sob Lip 02, 2016 9:31 pm
       
Przepiękna i opuszczona przystań, która posiada swe uroki dla każdego nowicjusza morderstw, gwałtów i każdej osoby, chcącej schować czyjeś zwłoki, jest wręcz świetnym pomysłem na nocne schadzki - szczególnie dla mniej grzecznej części mieszkańców wspaniałego Vancouver. Jak naiwnie jest liczyć, iż ktokolwiek usłyszy czyjeś krzyki, jęki... wołanie o pomoc. Nawet nieustraszona służba policyjna nie jest zbyt chętna na zaglądanie w te rejony. Obaj znaleźli się w nieco gorszym miejscu, niż się im w rzeczywistości wydawało. Co najlepsze - jednego z nich alkohol nie opuści z organizmu jeszcze przez parę godzin. Jak można tak kusić los?
A cóż to? Ktoś inteligentnie zostawił samochód na parkingu tego uroczego miejsca. Pojazd być może zamknięty, ale nie jest to przeszkodą dla doświadczonego złodziejaszka, który szukał właśnie takiej okazji. Do auta podjechał na desce młodzieniec, posiadał czarną bluzę z kapturem na głowie, jeansy, tenisówki i niewielki plecak. Dość szybko poradził sobie z zamkiem, lecz niestety uruchomił alarm samochodu, którego głośność powinna rozbudzić połowę okolicy. Wystarczyło parę sekund by do irytującego odgłosu doszedł kolejny, zwiastujący wygraną ciemnej strony - pisk opon - tak, udało mu się. Alarm również zdążył szybko ucichnąć.
Powrót do góry
 
Go down
William Wimsey

avatar
125
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
125


   
Sob Lip 02, 2016 9:53 pm
       
- Nie kuś- burknął gdy tylko usłyszał groźbę. Takie propozycje mogły by zostać pozytywnie rozpatrzone przez umysł Willa i musiał się powstrzymać od zapytania go czy też będzie ściągać z siebie wszystko co zostanie ubrudzone. A w jego stanie zmuszenie jadaczki by się nie otworzyła o raz za dużo było wyzwaniem. - Pracuję- znów burknął czując się jak szczeniak. Przecież to nie jego wina, że czasem nie umie powiedzieć stop, prawda? Po prostu ma słabość do tego miłego uczucia błogości jakie towarzyszy upojeniu. Tej chwili gdy możesz być wolny i zdjąć kajdany zdrowego rozsądku.

Przestał drapać się po twarzy i spojrzał z nieukrywanym wyrzutem i obrzydzeniem na Mat'a. - Nie ryzykuj wypowiadania tego imienia jeśli nie chcesz zobaczyć zawartości mojego żołądka- powiedział nadal się krzywiąc i czując jak fala mdłości przechodzi przez niego. Naprawdę nie rozumiał jak inni są w stanie to wypowiedzieć. On sam chyba już ponad rok nie musiał tego robić i bardzo się z tego powodu cieszył. Otrząsnął się i ruszył. Gdy przeszedł bez szwanku kolejne trzy kroki coś zaczęło nieprzyjemnie hałasować. Wypełniając na chwilę mrok dźwiękami od których Will dostał ataku bólu głowy. Czuł jak hałas odbija mu się w niej echem. Spojrzał na szatyna zupełnie jak by liczył, że jakoś na to zaradzi.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Nie Lip 03, 2016 1:43 pm
       
- Grożę. To ty mnie nie kuś bym cie zostawił na tym zadupiu. I tak masz fart, że nikt cie nie skatował. - Puszczając mimo uszu uwagę Willa i uznając ją za klasyczny przejaw pijackiego bełkotu - To pracuj tam, gdzie istnieje mniejsze prawdopodobieństwo, że wywiozą cie w plastikowym worku. Chociażby w domu. Masz pojęcie, jak nieciekawe jest to miejsce? - Po co on się właściwie produkował skoro większość z tego i tak wleci jednym, a wyleci drugim uchem pijaka. Chciał wyjść na troskliwego sąsiada? A może właściwie z irytacji potrzebował sobie popierdolić pod nosem? Mattowi ciężko było skonkretyzować, czego innego prócz łóżka wymagał od życia. Przyjemnym akcentem tej nocy było oburzenie w głosie współlokatora. Dobrze jednak pamiętał, że ten nie przepada za swoim imieniem zwłaszcza serwowanym w tak szczenięco brzmiącej formie. Matt nie mógł się powstrzymać od parsknięcia.
- Tak, tak... - I tak sobie człapał, uważając na to by Will się przypadkiem nie wyjebał, gdy do jego uszu dobiegł dźwięk. Bardzo znajomy dźwięk.
- Nie...- Wydusił z siebie spoglądając w kierunku z którego dobiegała irytująca melodia niczym zaalarmowane zwierze. - Nie, nie, nie, nie...NIE, kurwa! - Zaczął powtarzać, a wszystko w tym momencie przestało mieć znaczenie. Liczyło się tylko to, że kto dobierał się do JEGO samochodu. Matt wyminął więc gwałtownie Willa, być może potrącając go przy tym barkiem i zaczął pruć przed siebie w kierunku w którym zaparkował samochód. Gdzieś się tam potknął, lecz nie miałoby to raczej wpływu na to, że skończył stojąc na "placu" i oglądając znikające w ciemności tylne światła swojej "bryczki".
- Kurwa mać! - Warknął zawistnie, kopnął coś, a potem chował twarz w dłoniach. Jego ramiona gwałtownie uniosły się i opadły. Wdech-wydech...
Powrót do góry
 
Go down
William Wimsey

avatar
125
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
125


   
Sro Lip 06, 2016 3:17 pm
       
Zachwiał się szturchnięty. Jednak i tym razem udało mu się nie stracić całkowicie równowagi i kilkoma mało skoordynowanymi machnięciami ramion znów stał prosto. Teraz jego wzrok nie był już uprzejmą prośbą a spojrzeniem naburmuszonego dzieciaka. Nie puścił się za nim biegiem. Z początku wydawało się, że wcale nie zamierza się ruszać. Jednak gdy zobaczył, że ciemna sylwetka się zatrzymała na skraju trawy i czegoś co było gładką powierzchnią i z tej odległości mogło być równie dobrze wodą jak i smołą postanowił dołączyć do współlokatora. Niezbyt szybkim krokiem, bo ciągle musiał uważać by się nie wyrąbać dotarł w końcu do parkingu. Chociaż Will wcale nie był przekonany czy to parking czy może przypadkowe misce nie zarośnięte jak wszystko wokół.
- Gdzie teraz- spytał uznając zachowanie Mat'a za całkowicie normalne. Przecież on pewnie też by się załamał tym brakiem przeszkód- gdyby tylko był bardziej trzeźwy. Przystanął z rękami w kieszeniach.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Czw Lip 07, 2016 3:50 pm
       
NYelfnwfwkejfe...
Trudno było określić i nazwać wszystkie emocje, które w tym momencie się w nim kłębiły. Ostatecznie na przód zaraz po złości na prowadzenie wyszło zrezygnowanie w towarzystwie wszechogarniającej bezradności. Bo co? Zadzwoni po policję, kiedy to ma przy sobie najebanego nieletniego i kiedy to sam hasa sobie po Czarnym Rynku? Co prawda nikt na niego nic nie miał, lecz gdyby mafia by ię dowiedziała, że siedzi na komisariacie to by sobie wymyśliła, że postanowił ich wsypać. Aż zaśmiał się z żałości pod nosem. Przeciągnął dłońmi po twarzy. Gdzie teraz...?
- Nie wiem, kurwa, nie wiem... - Tępo, głucho, bezsilnie - tak właśnie brzmiał. Zaraz jednak znów westchną i od niechcenia sięgnął po swoją komórkę.
- Dzwoniłeś po kogoś jeszcze prócz mnie? Znasz kogoś kto mieszka w okolicy lub ma transport? Bo forsy na taksówkę pewnie nie masz... - Pytał, choć na nic właściwie szczególnego nie liczył. Pieniędzy na bank nie miał. Pewnie przepił wszytko bo inaczej to by sobie wrócił taksówką. W jakichś innych znajomych też wątpił bo to mimo wszystko większość kolegów to licbaza, a ci przeważnie nie mają jak zawinąć o tej porze kogokolwiek, a i gdyby było inaczej to przecież nie dzwoniłby do niego - współlokatora, którego właściwie średnio znał. No ale, a nuż, może miał jakichś kolegów z klasy mieszkających niedaleko?
- Kontaktujesz? Nie przymulaj...Chyba znalazłem kogo kto na poratuje. - Jeszcze tego by brakowało gdyby temu zachciało się iść w kimę.
Powrót do góry
 
Go down
William Wimsey

avatar
125
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
125


   
Sob Lip 09, 2016 11:50 am
       
Stał gapiąc się w przestrzeń przed sobą. Był naprawdę ładna noc. Aż można było by się napić. Takie piwno i krzesełko pasowały by tu jak ulał. Można było by sobie siedzieć pić i nie myśleć o tym co trzeba będzie zrobić gdy już kufel się opróżni. Z drugiej zaś strony noc była całkiem jasna, przynajmniej tak mu się teraz wydawało. To dobra noc na wizytę na cmentarzu. Tam na pewno jest miło. Wyobraził sobie jak siada na nagrobku nieznanej mu osoby i spędza tam najbliższe godziny. Wizje zostały mu rozmyte, bo zdał sobie sprawę z tego iż szatyn coś do niego mówi. Powoli przeniósł na niego spojrzenie próbując przy tym odnaleźć jego słowa w swojej podświadomości. W końcu chyba zrozumiał co ten powiedział. W końcu gdy mu się to nie udało postanowił wybrać jedną z najbardziej uniwersalnych odpowiedzi.
- Tak- przytaknął mając nadzieję, że pytanie nie było bardziej złożone. Dojrzał w ręce współlokatora telefon. - Zamierzasz zamówić pizze? To dobry pomysł chyba jestem głodny - wypalił i usiadł na ziemi w miejscy w którym jeszcze chwilę temu stał. Siedzenie i czekanie na pizze brzmiało dobrze. - Ja lubię taką rozmaitą i pełną przygód- dodał uznając, że to ważna informacja dla zamawiającego pizze.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Pon Lip 11, 2016 3:58 am
       
Zmarszczył czoło słysząc jakże rzeczowe podsumowanie ze strony swojego współlokatora. Już nawet nie chciał wnikać do którego pytania była to odpowiedź. To bowiem nie miało w tym momencie znaczenia.
8.75/10
Skwitował w myślach.
- Super... - Wywrócił oczami, a w duchu zapłakał. Do kogo on próbował mówić...? No ale spokojnie. Nerwy tu nikomu w niczym nie pomogą. Zajebali samochód - trudno, stało się. Tyle szczęścia, że udało mu się w miarę szybko zorganizować transport zastępczy. Chwała niech będzie Sheri. Oraz jej koledze. Potem, jak się ogarnie zorganizuje jakiś pochód i ponosi ich na rękach. Przed tym będzie musiał spróbować skontaktować się z Alanem. I może z Harmony...no ale to jak dotrze do domu. Tyle dobrego w tym wszystkim, że Will przynajmniej był...mobilny?
Kurwa, wykrakał.
- Nie. Nie, nie, nie...tylko się tu mi nie rozkładaj, Will... - Ze zrezygnowaniem zlustrował, jak chłopak siada na ziemi. Wyciągnął w jego kierunku ręce, łapiąc go za przedramiona i próbując podciągnąć do pionu. - Willy, serio, ziomek po nas przyjedzie, lecz musimy podejść na wylotówkę bo nas nie zauważy... - Próbował tłumaczyć, nie wiedząc po co bo przecież i tak ten go pewnie nie rozumiał. W dalszym ciągu próbował jako podnieść z ziemi pijanego, modląc się o to by przypadkowo nie zostać frontalnie obrzyganym. Jakby Will miał problem z pionem to przerzuciłby sobie jego ramie przez bark by jakoś go holować
Powrót do góry
 
Go down
William Wimsey

avatar
125
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
125


   
Pon Lip 25, 2016 8:25 pm
       
Zerknął na współlokatora. Skupiając się w pierw na tym, że ten znów wypowiedział to cholerne imię. NIe miał siły reagować. Dlatego teatralnie rozejrzał się w poszukiwaniu jakiegoś Will'a i udając, że wypowiedz nie była skierowana do niego. W końcu dlaczego miał by się przejmować co ten mówi do kogoś innego. Uznał też, że mógł by się pokusić o wstaniecie, gdyvby ten powiedział do niego tak jak sobie życzył. Bo aktualnie nie widział powodu dla którego miał by sobie nie usiąść. Przecież było tu tak wygodnie. Szczególnie gdy zaraz mogła pojawić się pizza. Teraz zjadł by każdą, nawet taką z ananasem. Chociaż nie cierpiał ananasa na pizzy.
Matt jednak chyba nie zrozumiał aluzji. Posłał mu pełne wyrzutu spojrzenie i położył się plecami na ziemi. A co się będzie ograniczać, skoro ten nadal zwraca się do Will'a a nie do niego.
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Fabian Lerhmann

avatar
2022
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
2022


   
Nie Sie 14, 2016 1:40 pm
       
Zgodnie ze słowem, zebrał się w miarę szybko z domu i ruszył w miejsce, o którym mu powiedziano. Nie miał za bardzo co robić, przez co nawet lenistwo wydawało mu się cholernie nudne. Dlatego niewiele później znalazł się na miejscu, w którym miał odebrać rzekomego znajomego. Podjechał po niego oplem cascada i czekał przy umówionym miejscu. Kiedy dość długo nie mógł ich zlokalizować (całą minutę, wow), znudził się czekaniem i postanowił objechał teren. Z daleka widział dwie sylwetki, o dziwo dość znajome, na co nawet uniósł kącik ust ku górze. Nie wierzył, że to właśnie po nich musiał podjechać. Nie przypominał sobie, żeby Sheridan zadawała się z Williamem, natomiast również nie mówiła, że poznała kogoś nowego. Czyżby Matt był tym znajomym w kłopocie? Jego problemy dopiero się zaczną.
Podjechał do nich, a widząc ten obraz nędzy i rozpaczy aż chciało mu się śmiać. Zatrzymał się przy nich, wychodząc z samochodu i podszedł kawałek, żeby się oprzeć i na nich spojrzeć. Nie, nie zamierzał im pomagać.
- Więc to Ty jesteś tym znajomym Sheridan, hm? - spytał, patrząc na Matta, później zerkając na Williama - Jeśli obrzygacie mi tapicerkę, daję słowo, nie znajdziecie drogi powrotnej do domu - stwierdził, ciągle patrząc na ten nędzny obraz Willa - William, przestań robić sceny, ogarnij dupę i wsiadajcie do samochodu. Nie chce mi się z Wami naciągać nie wiadomo ile czasu - oho, widać, że ktoś nie był tu w nastroju.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Zaniedbana przystań
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Nabrzeże/przystań/keja.
» Przystań

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: