IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Lwia jama

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
Gość

avatar
#Gość


   
Wto Cze 28, 2016 11:41 pm
       
To nie była jego wina.
Serio.
Elliott nie spóźniał się, jeśli wiedział, że absolutnie nie może - zwłaszcza jeśli na przykład chodziło o ojca czy jakieś tam egzaminy i spotkania z laskami - w obu przypadkach, żeby zaliczyć. Ale tak teraz? Leżał akurat w łóżku, zajebista loszka poznana dzień wcześniej robiła mu obiad i już mentalnie przygotowywał się do popołudniowego seksu. Niemniej oszczędził sobie tłumaczenia, dlaczego właściwie się spóźni. Sądził, że Sheridan mogłaby nie zrozumieć, dlaczego to takie ważne i w ogóle. Ale przynajmniej ostrzegł przed tym!
Po całej tej zabawie wziął prysznic, ubrał się, rzucił coś o tym, że zadzwoni i będzie tęsknił, kompletnie ignorując jej komentarz, że przecież nie dała mu swojego numeru. I co z tego, kek? Przecież i tak prędzej by się posrał, niżeli faktycznie się do niej odezwał.
Ale mniejsza.
Spóźniony, bo spóźniony - zahaczył jeszcze o sklep, a co! - stanął pod drzwiami i bezceremonialnie wpakował się do środka.
- Eloooo! - ryknął na samym wejściu. - Przyniosłem piwo, chce ktoś?! - dorzucił jeszcze, ściągając buty. I wkroczył do Wielkiej Sali Spotkań z reklamówką piw w łapie. - Sory za spóźnienie, musiałem coś, heh, zaliczyć po drodze. - Ten głupi uśmieszek na ryju. - Zostaw Chase'a, kurduplu - parsknął, odkładając napoje na stolik, by bez zbędnych ceregieli wziąć kocisko na ręce i zaraz po tym rozwalić się na kanapie obok Jacka. - Co tam u starych, stary? Nadal tacy sztywni? - parsknął śmieszkiem i nawet przestał miziać czarne kocisko, żeby strzelić biednego Oliviera swoją piąchą w ramię. - A ciebie nie znam. Jestem Elliott, siema.
No siema no.
Powrót do góry
 
Go down
Sheridan Kenneth Paige

avatar
#Gwiazda Showbiznesu
Wokalistka Estradowa
1243


   
Sro Cze 29, 2016 10:01 pm
       
Nieszczególnie przejmowała się jakimikolwiek przekomarzankami swoich znajomych. To nie było nic groźnego, a przecież nie była ich matką. Nawet puściła mimo uszu tekst o jej sztywniactwie. Tak na dobrą sprawę, zainteresowała się czymkolwiek dopiero w momencie, w którym jej kot został uznany za "słodkiego".
- Chase - odparła na pytanie Candy, uśmiechając się delikatnie do swojego pupila, który najpierw otarł się o jej nogi, a tuż po zajęciu przez nią miejsca na kanapie - wskoczył za nią i ułożył się na udzie Vonneguth. - I uważaj, jego słodycz potrafi być myląca - dodała jeszcze ostrzegawczo, zaraz parskając śmiechem na stwierdzenie Jacka, który jakoś tak bardzo trafnie określił osobę nieobecnego jeszcze Elliotta. Cóż, może nie było to najmilsze, ale jednak... miało w sobie ziarnko prawdy.
O. No i przyszedł.
- Mógłbyś przestać być spóźnialskim palantem, Sante, i zachowywać się od czasu do czasu bardziej jak twój brat? - syknęła w kierunku dryblasa w ramach powitania, niczym zawodowe rozkapryszone dziecko tłumaczące rodzicom dlaczego tak ważne jest aby jego lizak był akurat czerwony. Skrzywiła się za to jeszcze bardziej, kiedy dostrzegła butelki alkoholu w jego dłoni. No teraz to przesadzał. - Zostaw to świństwo za drzwiami i nie wnoś mi tego do miesz-... ugh.
I to by było na tyle jeśli chodzi o jakikolwiek posłuch ze strony jej gości. Mogła jedynie załamać ręce na widok stawianego na jej stole piwa, aczkolwiek karę za to wykroczenie wymierzył Elliottowi już ktoś inny. Otóż przechwycony przez niego kocur nie był szczególnie zadowolony z bycia zabranym z kolan kolejnej słodkiej panienki do omamienia, tak więc nawet nie zwlekał ani nie ostrzegał przed ugryzieniem młodzieńca w rękę, na co Paige uśmiechnęła się jedynie półgębkiem.
- Okej, skoro jesteśmy już w komplecie i mamy mniej więcej ogarnięte wstępne informacje, to chciałam tylko jeszcze wiedzieć czy macie jakieś pomysły albo propozycje. Czy-... coś.
Powrót do góry
 
Go down
Candy Vonneguth

avatar
#Gwiazda Showbiznesu
Gitarzystka Bad Warriors
790


   
Czw Cze 30, 2016 7:34 pm
       
Przewróciła oczami na słowa Jacka, jakoś nie bardzo przejmując się faktem, że chłopak nie zamierza brać na poważnie jej gróźb. Cóż, nie jest pierwszy i pewnie też jako nie pierwszy zobaczy, że ten niski wzrost to tylko zmyłka, a sama Candy naprawdę potrafi wyrządzić komuś krzywdę.
- Szkoda tylko, że to Ty jesteś młodszy, Gab. – mruknęła, wzdychając następnie cicho i przenosząc całą uwagę na kota, który zajął miejsce na jej nodze. Podrapała go za uchem, przenosząc następnie niezadowolone spojrzenie na Elliotta, który uraczył wszystkich swoją obecnością, od razu musząc narobić sporego zamieszania. O zabraniu futrzaka nie wspominając.
- Zostaw tego biednego kota, idioto. – rzuciła, choć widząc, że Chase dał mu nauczkę, uśmiechnęła się w duchu, powstrzymując ostatecznie od jakiegokolwiek odegrania się na Sante. Zamiast tego, spojrzała z powrotem na Sheridan z uniesioną jedną z brwi ku górze.
- Odnośnie czego? Wydaje mi się, że w sumie większość już ogarnęliśmy. Wypadałoby w końcu wcielić to w życie i ruszyć do przodu. – powiedziała, po części oświadczając, że z jej strony to by było na tyle na chwilę obecną i pewnie znów doda coś od siebie, ale później.
Powrót do góry
 
Go down
Jack

avatar
#
Szarak
256


   
Czw Cze 30, 2016 8:51 pm
       
No i pojawił się pierdolony neandertalczyk, metr dziewięćdziesiąt głupoty - Elliott Sante. Jak Jack tego typa nie trawił, nie, tyle że wkurwiał go swoim bananowym stylem życie, to w dodatku ciągle przypominał francuzowi, że jest cholerną sierotą. Chłopak miał tyle szans by wykurwić mu z gitary w mordę, z żadnej niestety nie skorzystał. Teraz żałuje. Nawet jeśli miałby dostać za to całkiem spory wyrok, byłoby warto. Zaczęło się standardowo, jak każde dzikie zwierze wydał z siebie głośny ryk, następnie gadał coś bezsensu, usiadł obok Oliviera, przypomniał mu o tym, że jego starzy nie żyją. Standard. Przynajmniej piwa przyniósł, tyle dobrego z jego strony. Po uderzeniu chłopak chwycił się lekko za ramię i spojrzał się na Sante wzrokiem - „Weź się zabij, czy coś”. Starał się go ignorować, jakoś przeboleć to spotkanie z tym debilem obok. Wtedy właśnie kot postanowił ujebać śmiecia w rękę. Ten widok był jak miód na serce dla Jacka, serio. Momentalnie wybuchł śmiechem. - Hahahah, karma, Sante, KARMA. - chwycił za jedno piwo, aby następnie otworzyć je swoim, bądź co bądź już pękniętym srajfonem. Wziął porządny łyk i przetarł usta prawą ręką. - Widzisz? Czasem potrafisz być użyteczny, ale tylko czasem. - odsunął się od niego, obawiając się tego, że kot postanowi upierdolić też Jacka. Bo przecież każdy kot to skurwiel, a w szczególności ten. Miał na prawdę sporo pytań do Sheridan, jeśli chodzi o zespół. Bo pomimo wstępnych informacji, nie znał żadnych konkretów, które no były w sumie ważne. - Właśnie, jak ty to widzisz, ogólnie wy wszyscy? Skupimy się na bardziej melodyjnych brzmieniach i małej ilości breakdownów, jak to grają przykładowo… Four Year Strong? Ewentualnie cięższych klimatach z dużą ilością breakdownów i częstych nieczystych wokali jak Scream i growl, coś jak ci, no... A Day To Remember? Czy, trafimy w złoty środek, dużo breakdownów, ponadto sporo melodyjnych momentów i idealny balans między nieczystymi i czystymi wokalami, jak Chunk No Captain Chunk? Bo jednak Easycore można na wiele różnych sposobów interpretować. - po swojej długiej wypowiedzi wygodnie się rozsiadł biorąc kolejny łyk piwerka, jednocześnie patrząc się pytająco na resztę zespołu.
Powrót do góry
 
Go down
Gabriel E. Walsh

avatar
#Artysta
103


   
Czw Cze 30, 2016 9:13 pm
       
Czarnowłosy lekko zaśmiał się pod nosem słysząc uwagę o tym, że jest młodszy od Kendi. Znaczy się, ten. Gabriel jest najmłodszy w zespole, chyba jako jedyny wciąż będzie uczęszczał do szkoły, także tego. Komentarz zdecydowanie trafiony, aczkolwiek wciąż zabawny, szczególnie z ust tak małej i uroczej istotki jaką była Vonneguth. Jak tu nie chcieć jej wyściskać i powyciągać za te poliki, tak do upadłego? No jak?
Wtem do pokoju wparował niczym burza ostatni z zespołu. Zrobił wielkie wejście, niczym najprawdziwszy perkusista. Bo kto robi największe show? Oczywiście ten, który napierdala w bębny jak pojebany, nie zawsze do rytmu, bo ma swoją własną wizję. A na koniec gdy wszyscy zeszli ze sceny, włochaty grubas, który do tej pory siedział i machał kijkami, bierze perkusję pod pachę i wychodzi. To właśnie oni są gwiazdami wieczoru, serio. Gitarzyści i wokaliści przy nich to jedynie zwykłe mrówki.
- No elo mordo. Gabriel.
Zlał kompletnie komentarze Sante na temat rodziców Jack'a. W sumie było to dość zabawne, taki czarny humor nieco. Jednak nie wypada się śmiać, nie. Za dużo kultury Gabs gnieździ w sobie, więc tylko przeszedł do konkretów i się przedstawił. Wypadałoby skoro mają grać razem w zespole. A tak przy okazji, Gabe wcinał sobie spokojnie pizzę, popijając herbatką jaką dostał od Sher. Piwo tak daleko, szkoda czasu aby po nie sięgać. Wysłuchał tego co ta wcześniejsza dwójka zdążyła powiedzieć i w sumie głęboko się zastanowił. Blondyn rzucił konkrety, które również ciekawiły Walsh'a.
- Osobiście wolałbym bardziej klimaty Chunk No Captain Chunk.
To nie tak, że reszty zespołów nie znał, czy nie przepadał za nimi. Raczej kierował się tym co mu w duszy gra, do czego pasowałby głos Sheridan, a przynajmniej w jego mniemaniu. Dodatkowo brał pod uwagę fakt, że od czasu do czasu będzie użyczał głosu, a growl'em nie zajmował się za bardzo, także wiecie. Nie jest pewien czy zdołałby na takiego rodzaju darcie mordy.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sob Lip 02, 2016 1:10 pm
       
- Jeśli kiedykolwiek zacznę zachowywać się jak mój brat, to plz kil mi i te sprawy - sarknął z bananowcem na ryju. I nadal beztrosko męczył kota, totalnie nie przejmując się ugryzionym łapskiem. Też coś.
Odnośnie jakichś sugestii, propozycji czy czegokolwiek - taktycznie milczał. Bo w zasadzie to tak średnio wiedział, co mógłby powiedzieć, jak to wszystko w słowa ubrać czy cokolwiek.
- Jaka karma? - zapytał ze szczątkowym zdumieniem. Popis inteligencji niebywały. - Bez szans, żądnej nie dotykałem - mruknął to już ciszej, święcie przekonany, że Jack zasugerował, że jego dłonie cuchną karmą i stąd wbicie kocich ząbków w skórę.
Jezu, jak można być takim tępym?
Och, należy jeszcze dodać, że cały czas wodził wzrokiem po każdym obecnym z miną totalnego ogarnięcia tematu i jeszcze kiwał czasami miarowo głową. No ludzie.
- A dla mnie to bez znaczenia - oznajmił wreszcie. Przecież i tak będzie tylko i wyłącznie walił w bębny, mogą sobie grać co chcą. - Tylko bez żadnego metalowego pedalstwa, bo tego nie lubię.
Powrót do góry
 
Go down
Sheridan Kenneth Paige

avatar
#Gwiazda Showbiznesu
Wokalistka Estradowa
1243


   
Sro Lip 06, 2016 10:31 pm
       
- Niech mu ktoś przyjebie, może ruszą mu się te szare komórki - westchnęła w reakcji na ten popis ze strony blondyna z ujemnym IQ, zaraz wstając i wyrywając mu kota z ramion, by usiąść ponownie i przytulić zwierzaka do siebie. - Jeszcze przejdzie na niego twoja głupota. - A na Elliotta z kolei mogłyby przejść złote płyny kociego moczu, dlatego wolała upewnić się, że ani jedno, ani drugie na tym nie ucierpi.
I jeny, przynajmniej reszta brała to na poważnie. Bo serio, na pytanie Oliviera aż się rozpromieniła przez tę przepełniającą ją nadzieję.
- Ethan ma rację. Chunk będzie okej. Ewentualnie czasem dodamy więcej breakdownów, tak dla uciechy - oznajmiła, kiedy tak jedną ręką szurała po grzbiecie czarnego kociska, a drugą sięgnęła po szklankę soku. Na komentarz Sante nawet się nie odezwała. Chyba to będzie kolejny niewysłuchiwany perkusista. Cóż.
Powrót do góry
 
Go down
Candy Vonneguth

avatar
#Gwiazda Showbiznesu
Gitarzystka Bad Warriors
790


   
Czw Lip 07, 2016 3:07 pm
       
Pokręciła głową, wzdychając przy tym ze zrezygnowaniem, nie będąc pewna czy się przesłyszała, czy Elliott naprawdę jest aż takim kretynem, żeby nie zrozumieć tekstu o karmie. Nawet nie zamierzała tego w żaden sposób komentować, uznając to za rzecz poniżej poziomu inteligencji przeciętnego człowieka. Oczywiście wciąż wyższej niż u Sante.
Skupiła się natomiast na wypowiedziach reszty, uznając, że to bardziej ciekawsze i przede wszystkim ważniejsza.
- Mnie również to pasuje. Nie możemy przynudzać, bo nawet nie będzie chciało się grać. – mruknęła, przeciągając się następnie. Przynajmniej jej nie odpowiadały zbyt spokojne klimaty. Osobiście postawiłaby na cięższe brzmienia, ale to tylko zwykłe upodobanie Candy, które równie dobrze mogła zachować dla siebie. – Gab, pamiętaj, że solówki są moje. – przypomniała, posyłając mu jeden z tych swoich słodkich, ale jednocześnie wrednych uśmieszków, nie zamierzając odstąpić takiej okazji by się popisać swoimi umiejętnościami. Co prawda nie zawsze będzie na to czas, ale kiedy będzie, to jej w tym głowa.
Powrót do góry
 
Go down
Jack

avatar
#
Szarak
256


   
Sro Lip 13, 2016 5:07 pm
       
- No, tak. Zapomniałem. Sante nie wie co to ból, on w ogóle nic nie wie. - parsknął cicho śmiechem, zasłaniając usta prawą dłonią. Następnie wziął kolejny łyk piwerka. - No! To wszystko, czego potrzebowałem. Jak mamy już ustalone co i jak, to kiedy gramy? - spytał się z widocznym bananem na twarzy. Już mu powoli humorek zaczął wchodzić, ponieważ pił już dzisiaj swoje trzecie piwo. A wiadomo nie od dziś, że Olivier posiada najsłabszą głowę w całym Vancouver. - No właśnie, gdzie będziemy… - beknął, i to głośniej niż zazwyczaj. Strzelił buraka, po czym z uśmieszkiem podrapał się po karku. - Hehehe, sorki. Także, no. Gdzie będziemy w ogóle grać? Chodzi mi o próby i takie różne, wiecie, no. -
Powrót do góry
 
Go down
Gabriel E. Walsh

avatar
#Artysta
103


   
Pon Lip 18, 2016 7:27 pm
       
Gabs zajmował się spokojnie swoją herbatką, popijając kolejne łyki. To super, że Ci co się wypowiadają na temat są podobnego zdania, że należy grać coś żywszego. To naprawdę spodobało się czarnowłosemu. Przynajmniej nie ma kłótni na ten temat, a one nigdy nie były dobre. Poza tym, klimaty Chunka są ciekawe. I według Walsha, pasują do nich. Bo przecież to jest zbieranina szalonych, przypadkowych osób. No spójrzcie tylko na nich. Stulejarski Jack, przygłupawy Elliot, różowowłosa Candy, zwariowana Sheri i na dodatek nadziany dzieciak, który nie potrafi zbyt długo usiedzieć w miejscu Gabs.
- Malutka, nie martw się. Solówki są twoje, bo będę wspomagał wokal, szkoda mi czasu na zdobywanie sławy jako gitarzysta.
Puścił jej zadziorne oczko. Na słowa Jack'a nic nie mówił. Wstrzymał się do momentu, aż reszta coś odpowie.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Pią Sie 12, 2016 1:19 pm
       
No i Sher odebrała mu kota, na co zrobił pokaźne smutną buźkę. No bo jak to tak? Na pocieszenie sięgnął po puszkę piwa.
- Jak chcesz, to ja ci zaraz, do chuja pana pokażę, co to ból jest - sarknął tylko na Jacka, aczkolwiek niekoniecznie chciało mu się choćby podnieść z kanapy, ani - tym bardziej nawet - obijać w jakikolwiek sposób Jacka. No bo. No plz. Jakby nie patrzeć, to był ziomem i w zasadzie Ellie nawet traktował go jak kumpla. Stulejarskiego, przegrywnego kumpla, no ale zawsze to jednak było coś.
- Też chcę solówki, co to muzyka bez pierdolnięcia w bęben? - dodał żywiej jakby, niemniej odnośnie muzyki to się nie wypowiadał, bo naprawdę było mu wszystko jedno, byleby to nie były jakieś durne smęty.
Gdzie można grać? Wzruszył szerokimi barkami i otworzył niedbale puszkę piwa, uwalniając słodki syk. To dopiero była muzyka dla uszu!
- U mnie można. Mam na chacie taką salkę dźwiękoszczelną, bo Alistair się wkurwiał, gdy napieprzałem w bębny, to przerobił jeden pokój, żeby tego nie słuchać - chwila przerwy, napił się. - Nie za duże to, no ale na początek raczej starczy. Chyba że będziemy bawić się wynajem, albo coś się kupi na spółę.
Powrót do góry
 
Go down
Sheridan Kenneth Paige

avatar
#Gwiazda Showbiznesu
Wokalistka Estradowa
1243


   
Pią Sie 12, 2016 3:18 pm
       
- Nasza rzekoma "sława" kończy się tam gdzie zaczyna głupota - mruknęła tylko w kierunku pozostałych, westchnąwszy ciężko, ale w ostateczności obdarzyła ich jako takim uśmiechem. Mogło być gorzej. - Każdy będzie miał swoje pięć minut-... albo sekund, więc nie ma co się cisnąć o solówki. Ale skoro poustalaliśmy sobie najważniejsze rzeczy, to pozostaje mi tylko powiedzieć, że możemy robić próby u Sante i...
Odchrząknęła znacząco, a tuż po tym zlustrowała wyższego blondyna spojrzeniem tak przeszywającym, że aż bolało.
- Jak się spóźnisz albo coś zjebiesz, to każę twojemu bratu odciąć cię od hajsu - no ale po co tak agresywnie? - No, możecie iść jak chcecie.
Powrót do góry
 
Go down
Candy Vonneguth

avatar
#Gwiazda Showbiznesu
Gitarzystka Bad Warriors
790


   
Pią Sie 12, 2016 5:27 pm
       
Na jej twarzy pojawiło się tylko lekkie niezadowolenie, spowodowane - o dziwo - nie zachowaniem Jacka, tylko ponowne wytknięcie jej braków we wzroście. Co jak co, ale czasem były rzeczy, które bardziej przykuwały uwagę.
- Ellie, dla Ciebie solówki są zarezerwowane po występach. - mruknęła, zaraz przenosząc wzrok na Sheridan. - Mogą być na razie u niego. Później faktycznie możemy ogarnąć coś większego, raczej nie powinno być z tym problemu. - dodała, skoro większość nie miała problemu z hajsem to i problemu z wynajęciem jakiegoś lokum do prób też nie powinno sprawić większego kłopotu.
- Dobra, skoro tak nas wyganiasz, Sher. - rzuciła do blondynki rozbawiona, podnosząc się z kanapy i przeciągając krótko. - To ja spadam. W razie czego piszcie, dzwońcie, czy co tam chcecie. - powiedziała tylko i ruszyła do wyjścia, zabierając po drodze swój plecach i wkładając na nogi buty.
- Narka. - pożegnała się i wyszła z mieszkania.


/zt.
Powrót do góry
 
Go down
Jack

avatar
#
Szarak
256


   
Pią Sie 12, 2016 5:56 pm
       
- Uuuuu, już się boję. - cicho się zaśmiał na groźbe Elliotta, może go jakoś szczególnie nie lubił, ale w sumie to czasem jest nawet spoko. No tylko czasem. Dopił piwerko, następnie zgniótł puszkę i jebnął ją gdzieś na blacie. - No, jak na razie można grać u Sante. - nie wiedział jakie ma tam dokładnie warunki, ale wiedział jedno, śmieć był jebanym bananem, więc no, mu tam jak na razie pasowało. - Później można ogarnąć fajną miejscówkę. Wynajmowałem ją razem z chłopakami jeszcze za czasów Hudson, podobno się jeszcze trzyma, ale dokładnie nie wiem. - podniósł się z kanapy i chwycił za największy kawałek pizzy, jaki został. - Dobra, to ja się będę zmywał. Jak coś to piszcie, czy coś. - rzucił, aby następnie razem z kawałkiem pizzy w mordzie udać się do wyjścia, po drodze założył buty i chwycił za deskę. - No elo! - krzyknął i wyszedł.

z/t
Powrót do góry
 
Go down
Gabriel E. Walsh

avatar
#Artysta
103


   
Czw Sie 18, 2016 12:08 am
       
W sumie dziwne, że żaden z nich nie pomyślał jeszcze o Gabrielu. Który jakby nie patrzeć... był bananowym dzieckiem, który bez problemu załatwiłby dobrą miejscówkę. Wykładając na nią z własnej kieszeni i nawet nie miałby nic przeciwko, bo byłoby to dla dobra zespołu. Ale skoro Ellie już zaproponował swoje wsparcie, to nie będzie się mieszał. Kiwnął głową na znak, że spoko jak dla niego. Dopił herbatę, odstawił kubek na stół.
- No to ja też lecę. Obiecałem współlokatorowi, że kupię pizzę po drodze.
Ubrał się, zgarnął swoje toboły i wyszedł z mieszkania, zamykając za sobą drzwi.

z.t

Bardzo długi post, wiem.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Lwia jama
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: