IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Obszar przy bramie

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
Gość

avatar
#Gość


   
Nie Kwi 10, 2016 7:23 pm
       
Jak sama nazwa wskazuje, jest to otoczenie znajdujące się nieopodal głównej bramy szkolnej, prowadzącej wprost na dziedziniec. Tędy każdy uczeń zmuszony jest przejść, chcąc dostać się do różnych zakątków szkolnych z zewnątrz.
Przed bramą znajduje się hałaśliwa ulica, jednak spora odległość jej od budynku szkoły oraz bujna roślinność sprawiają, że odgłosy nie są tak uciążliwe, o ile momentami w ogóle dochodzą do murów.
Brama jest wielka, metalowa, otwarta na oścież do środka.



























.3.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Nie Kwi 10, 2016 7:39 pm
       
Drobna blondynka o odzieniu mocno kontrastującym z jej skórą i zimowym otoczeniem, brnęła przez zaśnieżone chodniki, ściskając kurczowo dłonie na skórzanym pasku torby zawieszonej przez ramię. Zapomniała rękawiczek. Nie było jej jednak jeszcze na tyle zimno, żeby koniecznością było wsadzenie zmarzniętych kończyn do kieszeni płaszcza, sięgającego jej za pośladki. Dopiero co wysiadła z taksówki. Było wcześnie rano, a ona śpieszyła się na pierwsze zajęcia w publicznej placówce edukacyjnej. Sama nie wiedziała, co powinna o tym sądzić, jednak wystarczającą satysfakcją było to, że przekonała do tego rodziców, którzy odwiecznie trzymali ją pod kloszem swoich pragnień.
W dziewczynie nie było raczej nic nadzwyczaj dziwnego, oprócz tego, że połowę jej twarzy zasłaniały okulary przeciwsłoneczne, spod których ledwie było widać policzki zaróżowione od mrozu. Nie było widać słońca spod gęstych chmur i delikatnego opadu śniegu, który ostawał się na jej włosach, prawie niknąc w ich jasności. Miała swoje powody ku temu, by je nosić. Z daleka nikt nie zauważyłby, że jest "tą sławną dziewczyną z gazetek urodowych, filmów i tak dalej, i tak dalej", a przecież właśnie tego na chwilę obecną chciała uniknąć.
Gdy zawiało mocniej, lekko się skuliła, a potem szybko powędrowała za bramę, przy której widniała ładna tabliczka z napisem "Riverdale Highschool". No więc - zaczynamy. Powędrowała wzrokiem po najbliższym otoczeniu, z daleka dostrzegając budynek placówki, w której będzie teraz się uczyć. Nabrała chłodnego powietrza przez nos, zostawiając za sobą ślady w śniegu.
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
911
#Indywidualista
911


   
Sro Kwi 13, 2016 6:11 pm
       
Poranki miały to do siebie, że były chujowe. W każdej możliwej odmianie. Stawały się jeszcze gorsze, kiedy trzeba było wstać na jakieś gówniane zajęcia, a w nieba leciał biały puch. Nie, żeby śnieg robił na Pavle większe wrażenie, przecież nie raz i nie dwa miał z nim do czynienia w rodzinnym kraju. Wręcz z rozbawieniem obserwował wszystkich kulących się z zimna ludzi. Chociaż sam nie był jakoś nadzwyczajnie odporny na taką temperaturę. Zaopatrzył się w cieplejszą kurtkę, rękawiczki, a nawet czapkę zimową, bo w jego przypadku nie było codziennością. Jednak odmarznięte uszy potrafiły dać w kość, a to ostatnie, czego potrzebował w tej chwili.
Kiedy wszedł za bramę, przystanął ma moment i westchnął, wypuszczając parę ze swych ust, która po chwili już się rozpłynęła. Przystanął, aby spojrzeć na cel swojej wędrówki i po raz kolejny zadać sobie pytanie, czy to jest warte tego całego zachodu. Takie rozmyślenia zawsze nachodziły go rankiem. No bo jak człowiek mógł jeszcze poleżeć dłuższy czas w łóżku, to wszystko co przeszkadzało, wydawało się bez sensu. Zwłaszcza, jeśli nie sprawiało to przyjemności.
Już miał ruszyć dalej, kiedy ktoś nieopatrznie potrącił go ramieniem. Rosjanin spojrzał na intruza, którym okazał się odrobinę niższy od niego chłopak o zadziornym spojrzeniu. Spodziewał się jakiegoś złośliwego uśmiechu albo wymalowanej na twarzy złośliwości. Zamiast tego otrzymał jedynie ciche: "przepraszam", po czym nieznajomy odwrócił się i ruszył dalej.
- Grebanyy chlen - rzucił za nim, na tyle głośno, aby intruz mógł go usłyszeć.

- Nie rozumiem co mówisz - odpowiedział chłopak, odwracając się jeszcze na moment.
- Oczywiście, że nie.
Travitza wyglądał na całkiem rozbawionego całą sytuacją. Zawsze miło było obrażać ludzi, tak że ci nawet nie zdawali sobie z tego sprawy. Jednak z zalet bycia obcokrajowcem.
Chłopak jednak machnął tylko ręką i poszedł dalej. Rosjanin przyglądał mu się jeszcze przez moment, a potem poprawił plecak i znów spojrzał na gmach szkoły.
Cóż, chyba najwyższa pora ruszyć dupę.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sro Kwi 20, 2016 9:50 pm
       
Nie śpieszyła się. Do zajęć było jeszcze sporo czasu, więc powoli stawiała krok za krokiem, rozglądając się po okolicy. Wcześniej widziała owy dziedziniec tylko raz. A mianowicie - gdy była tu z rodzicami, by umieścić w szkole papiery. Szła nieco niepewnie, zastanawiając się, jak będzie wyglądał pierwszy dzień. Ktoś ją zaczepi? Miała nadzieję, że nikt nienormalny. Miała też nadzieję, że nie będą jej denerwować osoby, które będą miały w planach jedynie drażnienie jej i dokuczanie. Nie przywykła do tego typu zachowań, więc nie znała za dobrze swojej reakcji na coś takiego. Przystanęła na krótki moment, przysuwając dłonie do ust i ogrzewając je oddechem, a potem od razu chowając do kieszeni płaszcza. Poszurała butem po podłożu, rozsuwając śnieg. Może to nie otoczenie dla mnie? - przez jej głowę przebiegła szybka myśl, która dręczyła ją od jakiegoś czasu. A jeżeli brała na siebie za dużo? W końcu bycie publiczną, znaną osobą, często utrudnia funkcjonowanie w placówkach szkolnych na równi z innymi. Przygryzła dolną wargę, kręcąc dalej butem w śniegu, kiedy nagle usłyszała, jak ktoś krzyczy do innej osoby. Bardzo dobrze rozpoznała pewne przekleństwo. Co śmieszne, wypowiedziane w języku rosyjskim. Powlokła wzrokiem w tamtym kierunku, niepewnie troszkę się zbliżając. Może to ja powinnam zaaranżować pierwsze spotkanie... W dodatku, rosyjski. Jakbym usłyszała rodzinę matki...
- Ładnie to tak wyzywać kogoś w języku, którego nie rozumie? - postanowiła jednak się odezwać. Ale nie zaczęła po angielsku. Tylko właśnie w języku rosyjskim, chcąc zwrócić na siebie uwagę tego chłopaka. Pewnie nie często słyszy w tej szkole rosyjski. A może jest to jego język ojczysty? Wtedy to już zupełnie byłaby miła niespodzianka. Czemu nie spróbować? Może wyjdzie z tego coś dobrego?
I wtedy znowu naszły ją ponure myśli. Co, jeżeli jest zdenerwowany i po prostu ją wyśmieje? Nie no, chwila, nie będzie chyba wyśmiewał Anastasii Serpent? A może mnie nie zna? Ale nie oszukujmy się, ciężko by było. Za dużo publicznych wystąpień masz na swoim koncie, Ana. Dobra, nie denerwuj się. Złapała byka za rogi i gdy tylko spojrzał w jej stronę, lekko się uśmiechnęła.
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
911
#Indywidualista
911


   
Nie Kwi 24, 2016 5:24 pm
       
Ponure wizje związane z ruszeniem w kierunku szkoły odeszły w niebyt, kiedy do jego uszu dobiegło coś, czego nie spodziewał się usłyszeć. Mianowicie oto ktoś zwrócił się do niego w jego ojczystym języku i to całkiem płynnie, musiał przyznać. Mimowolnie odwrócił się w tamtą stronę i oto ujrzał dziewczę o urodzie nietypowej, żeby to ująć w delikatnych słowach. Wzrost dziecka, blada cera i ogółem w sumie wyglądała, jakby zaraz wiatr miał ją przewrócić. Ale ładnie się do niego uśmiechnęła, więc odpowiedział dokładnie tym samy, zaraz jednak skrzywił się lekko, bo coś mu w wyglądzie dziewczyny wyraźnie nie pasowało i teraz zdał sobie dokładnie sprawę o co chodziło.
- Po co ci okulary przeciwsłoneczne w środku zimy? - Zagadnął rozbawiony, dochodząc do wniosku, że to pewnie jakaś kolejna dziwna moda, której nie rozumie. Po płynności z jaką posługiwał się tym językiem, dziewczyna mogła się domyślić, że jest to dla niego mowa ojczysta.
Nim jednak zdążyła zareagować, Pavel ruszył w jej kierunku i wyciągnął dłoń. Schwycił okulary, ściągnął je z twarzy Any i nałożył sobie na oczy, wyraźnie zadowolony ze swojego psikusa.
Miał przewagę wzrostu i siły, więc dziewczyna raczej szybko nie odzyska swoich okularów. Spojrzał na nią z góry z rozbawieniem. I wtedy też naszła go pewna myśl.
... Hej, ja skądś znam to anemiczne dziewczę.
Nie można powiedzieć, żeby Travitza był odcięty od kultury. Wręcz przeciwnie, zanurzał się w niej nader chętnie. Niestety zazwyczaj były to rejony znacznie odmienne od tych, w których Ana operowała swoim wizerunkiem. Ale jak już zostało powiedziane, coś tam świtało.
- Ja cię skądś znam - stwierdził i przygryzł palca w zamyśleniu. Przesunął okulary na włosy, aby lepiej jej się przyjrzeć. - Ale nie mam pojęcia skąd. Masz wygląd modelki, ale jesteś za niska. Hm. Śpiewasz może gdzieś? - Trochę strzelał na ślepo, ale nie umiał określić skąd dokładnie ją kojarzy. A może ma tylko twarz podobną do jakiejś gwiazdy czy coś w tym stylu? To też było całkiem prawdopodobne.
Tak czy inaczej nadal zwracał się do niej w języku rosyjskim, skoro już tak zaczęła rozmowę. A zawsze to przyjemność, trochę pogadać w mowie ojczystej, a nie męczyć ten nieszczęsny angielski.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Czw Kwi 28, 2016 11:35 am
       
A jednak. Chyba miała rację i najprawdopodobniej chłopak ten mówił w języku rosyjskim jako ojczystym. A przynajmniej tak odebrała jego minę, kiedy odwrócił się w jej stronę od razu po usłyszeniu znajomego akcentu. Stała prosto, z jedną ręką na pasku torby, a drugą zwisającą luźno przy ciele. Nie była daleko od niego, właściwie to dosyć blisko. Kiedy się odezwał po raz drugi, idąc w jej stronę i kradnąc z jej nosa okulary, które jeszcze przed chwilą prześmiewczo skomentował, cofnęła głowę, jednak zdążył złapać je w swoje ręce, a następnie zasłonić sobie nimi własne oczy. ...czy one nie powinny być na niego nieco za małe? pomyślała Ana, marszcząc czoło. Zanim się odezwała, to on między wierszami odpowiedział sobie na swoje pytanie. I tak, na pewno to była mowa ojczysta. Nawijał dosłownie, jak matka Any. To znaczy, Anastasia również posługiwała się płynnie rosyjskim, jednak mogła robić drobniusie, nieznaczące błędy, czy zapomnieć jakiegoś konkretnego słówka w czasie wypowiedzi, w końcu po rosyjsku rzadko mogła porozmawiać. Najczęściej sms'mesowała z matką, albo rozmawiała z nią telefonicznie, czy przez internet.. A w końcu teraz były od siebie nieco odseparowane.
Podążała wzrokiem od okularów po całym chłopaku, zastanawiając się, czy dobrze zrobiła, zaczepiając go. Nie wydawał się jednak agresywny, czy wybitnie niegrzeczny, co najwyżej lekko arogancki i za pewny siebie. Ale to przecież nie grzech.
- I właśnie dlatego potrzebne są mi okulary przeciwsłoneczne zimą.. - mruknęła, gdy chłopak stwierdził, że na pewno ją zna. Oczywiście, wciąż zostawała przy rosyjskim. Miłe wspomnienie o matce. - Anastasia Serpent, miło mi. Właśnie przeniosłam się do tej szkoły. - lekko uchyliła głowę, wciąż nie spuszczając oczu z twarzy Rosjanina, który aktualnie ponownie odsłonił swoje oblicze. Tylko, że nie oddał jej okularów. Wczepił je sobie we włosy. Przekręciła oczyma, wyciągając w jego stronę dłoń z nadzieją, że własność do niej powróci. Pewnie złudną nadzieją.
- Czy mogę w takim razie odzyskać swoje okulary, czy jednak mi już ich nie oddasz, mimo, że są dosyć dziewczęcego kroju? - uniosła brew, zachowując na ustach lekki uśmieszek. Teraz tylko ze zmienionym ogólnym wyrazem. - Właściwie to nadal się dziwię, że się w nie zmieściłeś. - zaśmiała się nieznacznie, znów łagodząc mimikę twarzy. Czekała na odpowiedź, a jej dłonie zdążyły już znienawidzić zimno i troszkę mocniej różowieć. To samo zadziało się z jej policzkami, a że reszta była zdecydowanie jaśniutka, nieźle się to odznaczyło.
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
911
#Indywidualista
911


   
Nie Maj 01, 2016 10:17 pm
       
Zmarszczył lekko brwi, słuchając tego pokrętnego tłumaczenia. Ohoho, ktoś tutaj się kreował na gwiazdę Hollywood. Nie umiał powstrzymać parsknięcia, kiedy tylko zdał sobie z tego sprawę. A mówią, że to on ma zbyt wysokie mniemanie o sobie. Na razie postanowił jednak nie wypowiadać swojego zdania w tej sprawie. Zdał sobie sprawę bowiem, że skoro sam potrafił skądinąd kojarzyć twarz tej dziewczyny, to najwyraźniej zdarzało się to o wiele częściej i na dłuższą metę stawało się uciążliwe. Jakoś nie chciało mu się jednak wierzyć, że była aż tak popularna, by musieć posuwać się aż do takich środków.
Mówiła jednak po rosyjsku, a to był wystarczający powód, żeby Pavel chociaż starał się być dla niej miły. Chwilowo. Tak czy inaczej, postanowił się skupić na innej kwestii.

- Anastasia - powtórzył po niej, mówiąc to dosyć dziwnym tonem. Wydawało się, że imię musiało wybrzmieć jeszcze raz i sprawiało mu prawdziwą przyjemność słuchanie go.[/b] - Piękne imię Anastasio, adekwatne do twojej urody. Rosyjskie imiona mają coś w sobie, nie uważasz? Potrafią pięknie brzmieć, komponować się z rzeczywistością lub nawet ją kreować w pewien sposób. Nie to, co te amerykańskie gówna i jeszcze ta ich dziwna moda do nadawania kobietom męskich imion. Nigdy nie pojmę pomysłów tego narodu.
Oczywiście Pavel nie byłby Pavlem gdyby nie ponarzekał trochę na kraj, w którym mieszka, nie zapominając o nazwaniu ich "amerykanami". Ale ciekawy był też reakcji Any. Niby mówiła po rosyjsku, ale czasem trochę niezgrabnie. Mogła więc nie czuć się Rosjanką albo w ogóle nią nie być. Po prostu znała język i tyle. Może uraził właśnie jej miłość do Kanady?

- Bardziej od okularów przydałyby ci się rękawiczki, panno Serpent - odpowiedział tonem żartobliwego przytyku. Chociaż wyraz kpiny na jego twarzy mógł jednak sugerować, że wcale nie żartował. Mimo to zdjął okulary z głowy i oddał dziewczynie jej własność. - Na pewno nie pasują na mnie idealnie. Tak czy inaczej masz piękne imię, urodę i mówisz po rosyjsku, a ja bardzo przepadam za takimi ludźmi, więc w ramach bonusu mały prezent - w tym też momencie zdjął swoje rękawiczki i podał je dziewczynie. Oczywiście spodziewał się protestu, czegoś w stylu: "nie, nie, nie trzeba, coś tam", nadał więc swoim ruchom oraz wyrazowi twarzy tyle stanowczości, aby dziewczyna od razu pojęła, że może przyjąć rękawiczki albo przyjąć rękawiczki. Zresztą i tak niedaleko mieli do budynku, więc może sobie je ubrać na chwilę i po prostu szybko oddać, jeśli uzna to za konieczne. Ale Travitza musiał chwilę się zgrywać, że prezentuje sobą jakiekolwiek zasady dobrego wychowania. Zresztą jak widać - jeśli chce, to prezentuje.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Pią Lip 01, 2016 5:04 pm
       
(Przepraszam, za długi czas nieodpisywania, byłam nieobecna na forum ._.)

Od paru chwil miała do niego jeszcze bardziej mieszane uczucia, niż na początku. Zmarszczyła wyraźnie brwi, wypuszczając ze... 'spokojem' powietrze przez usta.
- Z czego się śmiejesz? - mruknęła, po zaczerpnięciu powietrza znowu, kiedy się zaśmiał. Odczuła tę zmianę ciśnień, lekko odgarnęła włosy, maskując tym muśnięcie się po skroni. Raz nazbyt miły, w innym przypadku wręcz szyderczy? Co to miało być? Cóż za dziwny to styl. Arogancki. Przestała nad tym rozważać, słysząc raz jeszcze swoje imię. Skierowała różniące się od siebie nieco tęczówki na Rosjanina, unosząc nieznacznie lewą brew. Wysłuchała, co ma do powiedzenia, raz na jakiś czas delikatnie pocierając jedną dłoń o drugą, żeby troszkę je ogrzać. Bądź co bądź, troszkę przedłużyła jej się podróż za mury szkolnego budynku, czego wcześniej nie przewidziała, a trochę później - sama sprowokowała. Może trzeba było odwrócić się od tej sceny i ruszyć za kulisy nie oglądając się za siebie? Chociaż, z drugiej strony, warto powoli poznawać nowe osoby, jakie by nie były.
- Wnioskuję, że za Kanadą też nie przepadasz? Skoro tak, dlaczego nie wrócisz do Rosji? Wybacz mi szczerość, jednak... dlaczego masz się męczyć w miejscu, za którym nie przepadasz? - przed wypowiedzią, kiwnęła mało widocznie głową na znak, że zgadza się z jego myślami na temat imion. Też wolała te rosyjskie. Chociaż, podobały się jej też francuskie. Niektóre brzmienia były zdecydowanie urocze i warte uwagi, czy nawet zapamiętania. Zresztą, jej własne imię znaczyło tyle, co urodzona na nowo. Tak. Wydawało się jej, że właśnie tego teraz potrzebowała. Zmiany otoczenia, zachowania. Całej swojej mentalności. Chciała się otworzyć w inny sposób, niż na scenie. Prawdziwie. Westchnęła na tę myśl, robiąc charakterystyczny ruch ustami, delikatnie przesuwając je na moment na bok, przy okazji zerkając w tę samą stronę z przymrużonymi oczyma. Ocknęła się jednak szybko, wracając do Pavla.
- Zapewniam, że okulary też mi się przydadzą - podważyła szybko jego zdanie - Chociażby na drogę powrotną muszę je mieć z powrotem.
I dostała je. Prosto do rączek.
- Dziękuję... - chociaż, czy powinna dziękować za zwrócenie swojej własności? Założyła je na głowę, wplątawszy zauszniki w upiornie jasne kosmyki. Kolejny jego ruch nieco ją zaskoczył. Ale tu też powinna sobie zadać pytanie, czy powinien ją zaskoczyć. W końcu, jak już sama wcześniej zauważyła, młodzieniec ten miał raczej w zwyczaju skakać z jednego punktu zachowania na drugi, a potem z powrotem, ewentualnie przystanąć na moment przy którymś na nieco dłużej, ale nigdy na zawsze.
Zauważyła to naleganie w jego spojrzeniu, czy działaniach, nie dało się inaczej. Poza tym, była zawsze bardzo wyczulona na gesty, mimikę, emisję głosu. Taką już miała naturę i można powiedzieć, że był to jeden z jej plusów. Zazwyczaj potrafiła kogoś przejrzeć. Ale tu nie mogła domyśleć się jego zamiarów. Próba zakpienia? Czy może czysta uprzejmość. Prawdę mówiąc, nie chciała przyjąć tych rękawiczek. I przez dłuższą chwilę zastanawiała się, co zrobić.
- Nie sądzę, by były mi potrzebne. Szkoła jest tam. Blisko.
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
911
#Indywidualista
911


   
Wto Lip 05, 2016 1:05 am
       
Oh, chyba trafił w czuły punkt? Przynajmniej tak mu się wydawało po reakcji. Normalny człowiek pewnie udawałby, że to nic. No nie wiem, przypomniał mi się super śmieszny kawał, którego zapomniałem kilka sekund później, taki był zabawny. Niestety, Travitza nie należał do normalnych osób. Przynajmniej pod tym względem. Właściwie to pod każdym innym też nie.
- Nie wydaje mi się, żebyś potrzebowała okularów - stwierdził, teraz już jednak był bardziej poważny. Nie mówił tego w ramach kolejnej kpiny. - No wiesz, to jest chyba zarezerwowane dla osób o trochę wyższej rozpoznawalności, których twarze widnieją na tych wszystkich plakatach czy coś. Poza tym bądźmy szczerzy, to tak samo ukrywa twoją tożsamość, jak czapka na głowie. Jeśli ktoś miałby cię poznać, to i tak pozna - mówił to już bardziej tonem rozważania, bo w sumie sam nigdy nie znajdował się w podobnej sytuacji, więc nie wykluczał, że może się mylić. Oczywiście nigdy nie przyznałby tego otwarcie. Mimo wszystko to mu wyglądało trochę na taką zagrywkę a'la gwiazdy Hollywood, żeby jeszcze bardziej podbić swój fejm.
Tak czy inaczej spodziewał się, że może tym urazić dziewczynę i doprowadzić do szybkiego przerwania tej znajomości. Cóż, tak to niestety w ludźmi bywało, że kiedy wyrażało się swoją prawdziwą opinię, a nie to co chcieli usłyszeć, to nie chcieli również słuchać.
- Hm. To o wiele bardziej skomplikowane. Mógłbym ci to wyjaśnić, ale obawiam się, że to historia na dłuższe posiedzenie. Poza tym za Rosją też nie za bardzo przepadam. Irytuje mnie ich oderwanie od rzeczywistości. Poza tym Kanada sama w sobie mi nie przeszkadza. Tylko ludzie kurwy.
Może to nie było zbyt wyczerpujące lub górnolotne wytłumaczenie, ale przynajmniej szczere. Właściwie to żaden kraj Pavlowi nie przeszkadzał, a jednocześnie wszystkie. Po prostu miał problemy z odnalezieniem się w tutejszej kulturze. A z drugiej strony miał wrażenie, że gdyby przyszło mu wrócić do ojczyzny, to też mógłby mieć problem z odnalezieniem się tam. Czasami się zastanawiał czy w ogóle istnieje jakikolwiek zakątek na ziemi, gdzie mógłby się czuć w pełni swobodnie. Poza bezludnymi wyspami oczywiście.
Kiedy dziewczyna postanowiła odrzucić jego mały podarek, westchnął teatralnie i przycisnął rękawiczki do serca.
- Czymże cię uraziłem piękna pani, że odrzucasz mój dar? - Spytał i było to pytanie całkiem poważne. Dopiero po chwili nie wytrzymał i ironiczny uśmiech ponownie wypełzł na jego twarz.
Cóż, skoro dziewczyna nie chciała skorzystać z prezentu, chłopak ponownie założył rękawiczki na swoje dłonie.
- Cóż Anastasio. Nie marnujmy więc czasu tutaj, bo chłód dokucza, a byłoby prawdziwą szkodą, gdyby twoje piękne dłonie zostały przez niego uszkodzone - innymi słowy zaproponował, żeby ruszyli tyłki w kierunku szkoły, bo w sumie tak stoją tutaj jak te dwa kołki, pogoda nie dopisuje, a poza tym za jakiś czas pewnie będą się zaczynać lekcje i lepiej byłoby się nie spóźniać. Albo przynajmniej nie aż tak bardzo. Zresztą, Pavel nie lubił się spóźniać.
Dlatego już po chwili skrył się w trzewiach szkoły i udał się w swoją stronę. Jakoś nawet nie było okazji pożegnać się z Aną. Coś innego rozproszyło jego uwagę.

//zt


Ostatnio zmieniony przez Smuggler dnia Nie Lip 31, 2016 1:56 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
 
Go down
North 'Jackdaw' Callahan

avatar
311
#Łamacz Serc
311


   
Sob Lip 30, 2016 10:04 pm
       
Nie był do końca pewien, czy pogoda taka jak dziś bardziej mu przeszkadzała, czy wręcz przeciwnie - satysfakcjonowała. Z założenia nie przepadał ani za palącym słońcem, ani za mrożącym zimnem, dlatego ciepłe promienie słoneczne na skórze, nie kojarzyły mu się w wybitnie negatywny sposób. Nadal, o ile lepiej by się czuł, gdyby był już wieczór. Przetarł z westchnięciem kark i zmierzwił tył włosów, mamrocząc coś pod nosem. Co za szkoda, że raczej nie miał zbyt większych szans na nagłe zajście słońca, jeszcze co najmniej przez sześć godzin. Dużo chętniej znalazłby się teraz gdzieś, gdzie panuje mrok, a na niebie da się policzyć wszystkie gwiazdy.
Do tego lekko zawiewający wiatr, jakiś piknik z wyjątkowo dobrymi posiłkami i całe życie od razu nabrałoby barw.
- Może chociaż jakiś drobny zefir? - mruknął pod nosem, w odpowiedzi otrzymując... burczenie w brzuchu. Trzy godziny zdawały się minąć jak minuta, na nowo przypominając o swojej bezdennej naturze. Mruknął coś z cichym niezadowoleniem i rozejrzał się dookoła. Do akademika miał jeszcze jakiś kawałek drogi, w dodatku nawet nie był pewien czy zostały mu jeszcze jakieś większe oszczędności. Niby na gotowe danie starczy jak nic, ale to oznaczało, że będzie musiał się udać na miasto. Ceny w szkolnej stołówce zdecydowanie wykraczały ponad jego budżet. Nawet tej przeznaczonej dla klas B.
Zaszurał butem po ziemi, siadając na jednym z niższych murków, tylko po to by po mniej niż minucie, rozłożyć się na nim na plecach z głośnym jękiem, wpatrując ze znużeniem w niebo. Rozłożył swobodnie ręce na boki, wyprostował jedną nogę, drugą opuszczając na ziemię. Niespecjalnie przejmował się tym, jak może wyglądać to od boku.
- Umieram. - stwierdził w całkowicie normalny sposób, gdy jego brzuch znowu zaburczał w proteście i położył na nim rękę, chcąc go w ten sposób uspokoić.
- Zostaliśmy sami. Ty i ja. Zdani na okrutność losu i obrażoną matkę naturę. - słońce jak na złość przygrzało nieco mocniej, zmuszając go do ponownego przesunięcia dłoni z brzucha na oczy. Usta rozchyliły się po raz kolejny, tym razem by umożliwić mu wydobycie z siebie ciężkiego westchnięcia. Gdzie jego księżniczka w białym samochodzie z domowymi obiadami?



Look so good I might die

All I know is everybody loves me

Powrót do góry
 
Go down
Frey Orion Clawerich

avatar
648
#Gwiazdy Showbiznesu
Model
648


   
Sob Lip 30, 2016 11:11 pm
       
Pojedyncze ziewnięcie zostało ukryte za dłonią, gdy tylko postanowiło ujrzeć światło dzienne. Dzisiejszy dzień zdecydowanie nie należał do tych, które chciałoby się spędzać w jakikolwiek aktywny fizycznie sposób. I o ironio człowiek, który słowa "nie chce mi się" wypowiadał chyba najczęściej ze wszystkich, właśnie spacerował, trzymając w ręku smycz. Tym razem jednak nie towarzyszyła mu szóstka czworonogów a jedynie jeden szczeniak, który zdążył już nieco podrosnąć od czasu rozpoczęcia roku, kiedy go dostał. O ile w gronie starszych "braci i sióstr" pieseczek potrafił iść spokojnie, tak, gdy był sam, jeszcze nie do końca to wychodziło. Jak to szczeniaki. Niektórym ludziom obecna temperatura mogła wydawać się nieco zbyt wysoka na takie spacery, jednak właścicielowi zwierzęcia zdawała się wcale nie przeszkadzać. W istocie mógł pochwalić się wysoką tolerancją na tę sukę. Ekhm.
- Memphis, proszę. - Westchnął niezadowolony, gdy smycz po raz kolejny została okręcona wokół jego nogi. W całym swoim lenistwie zapomniał o sięgnięciu po telefon wiszący na kablu od słuchawek, gdy wychodził z mieszkania. Urządzenie zapewne wciąż dyndało w powietrzu, śmiejąc się z chłopaka, bo był zdany na słuchanie dźwięków wydawanych przez ludzi dookoła. A to przecież okropne. Z chwilowego zamyślenia wydarł go zarys budynku szkoły, której całkiem szczerze nie spodziewał się zobaczyć. Husky najwyraźniej postanowił pobawić się w psa przewodnika, cóż.
Niemniej jednak skoro już tu przylazł, nie zamierzał się wracać. Wszakże to byłoby marnowanie już i tak mocno wyczerpanej energii. Dmuchnął w opadającą na prawe oko grzywkę, coby trójkolorowe spojrzenie mogło dokładnie omieść otoczenie. Włosy po chwili wróciły na swoje miejsce, znów ograniczając mu widoczność.
"Umieram."
Nagły dźwięk dobiegający gdzieś z boku zwrócił jego uwagę. Niby nic nie broniło przychodzenia uczniom na teren szkoły w czasie wakacji, ale jednak... Zastanawiało. Zmrużył ślepia, bo nie wybaczyłby sobie przejścia obojętnie obok. Gimme something awesome.
- Nie do końca sami. - Wypowiedzianym słowom towarzyszyło wesołe szczeknięcie. Małe pieseczki jeszcze nie wiedzą, że nie każdy przytula i głaszcze. Księżniczką w białym samochodzie co prawda nie był, ale gotować domowe obiadki potrafił. I to całkiem niezłe.
Powrót do góry
 
Go down
North 'Jackdaw' Callahan

avatar
311
#Łamacz Serc
311


   
Pią Sie 19, 2016 8:39 pm
       
Spodziewał się uczniów.
Natomiast zdecydowanie nie spodziewał się, że będą im towarzyszyć psy. Dlatego, gdy usłyszał z boku czyjeś słowa w akompaniamencie szczekaczy, z jego ust wyrwało się średniej głośności "łołołoł!" gdy zamachał rękami, spadając z murku. I tyle z dobrego pierwszego wrażenia. Jęknął cicho czując kilka nowo-zarobionych siniaków, które zapewne właśnie w tym momencie formowały się na jego ciele i usiadł po turecku, mierzwiąc włosy z cichym jękiem.
- Ałaaa, nie spodziewałem się. - spojrzał na psy nieznajomego chłopaka z wyrzutem, zupełnie jakby to one były winne całemu temu wydarzeniu. Dopiero potem powędrował powoli wzrokiem po jego trampkach, grafitowych spodniach, bluzie z dość zabawnym napisem. Cofnął się uwagę do oplecionych wokół rąk ozdób, które zdecydowanie wpadły mu w oko. Do tego stopnia, że w jego tęczówkach pojawił się jakiś niezauważalny dla innych błysk, aż w końcu spoczął wzrokiem na twarzy nieznajomego.
Który okazał się nie być taki nieznajomy.
North mimo, że był w szkole nowy, doskonale zapoznał się już z większością osób z klas A. I choć niektórych mógł jeszcze nie kojarzyć, Reitz był jednym z tych, o których sytuacji finansowej (i nie tylko) dowiedział się najpierw. Momentalnie poderwał się do góry z wyraźnym zmieszaniem na twarzy, otrzepując spodnie z kurzu, gdy zaśmiał się cicho zakłopotany.
- Więc nie tylko ja postanowiłem zostać na terenie szkoły podczas wakacji? - zapytał uśmiechając się lekko w jego stronę. Uśmiech szybko zniknął, gdy ponownie zaburczało mu w brzuchu, który był aż nazbyt widocznie niezadowolony, że zapomniano o jego niedoli. Skrzywił się nieznacznie, pocierając go dłonią i pochylił głowę, mamrocząc coś pod nosem.
- Wybacz, od wielu godzin niczego nie jadłem. Umieram z głodu, tymczasem jak na złość zgubiłem gdzieś na mieście swoją kartę kredytową. Cały poranek spędziłem na blokowaniu jej, a ostatnią rzeczą jaka przyszła mi do głowy było wrócenie na teren akademika, z nadzieją że wpadnę na swojego współlokatora. Wygląda jednak na to, że nie ma go w pokoju. I tak właśnie wylądowałem tutaj. Głodny, bez pieniędzy, umierający w słońcu. - westchnął ciężko, odchylając głowę w tył, by rzucić nieprzyjazne spojrzenie w stronę tej piekielnie jasnej gwiazdy, która utrudniała mu życie wzmagając jego głód.
Na jego twarzy pojawiło się wyraźne zdołowanie, zakrawające o początki depresji.
- Co powinienem teraz zrobić? Ach wybacz proszę, nieumyślnie zacząłem obarczać cię swoimi problemami. - uśmiechnął się słabo, bardziej krzywiąc z wyraźnym bólem w ślepiach. Miał nadzieję, że chłopak go nie znienawidzi.



Look so good I might die

All I know is everybody loves me

Powrót do góry
 
Go down
Frey Orion Clawerich

avatar
648
#Gwiazdy Showbiznesu
Model
648


   
Sob Sie 20, 2016 3:56 am
       
Łupniecie, nawet jeśli o ziemię, to wciąż słyszalne. Psy jak na zawołanie odwróciły łby w tamtym kierunku. Dwa rzuciły chłopakowi jedynie nieufne spojrzenie, a reszta zaczęła merdać, odbierając "przyjętą" pozę jako zaproszenie do zabawy. Kilka nawet wyrwało się do przodu, coby delikwenta zmoczyć jęzorem, jednak trzymane przez blondyna smycze ani myślały na to pozwolić. Bo Frey to Frey, on tylko wybranym pozwala na dotykanie swoich psów. Najbardziej irytowały go dzieci, które z piszczącym "mogę pogłaskać?" podchodziły, gdy tylko pojawiał się w parkach. Uniósł łuk brwiowy w niejakim rozbawieniu.
Chciał powiedzieć coś w stylu "nikt się nigdy nie spodziewał" ale bardzo jasna lampeczka zaświeciła mu nad głową. Niemniej jednak ostatecznie pozostawił to bez komentarza, bo to jeszcze nie ta chwila. Będzie lepsza, łapki na widoku.
Szczeniak postanowił wykorzystać chwilę zastanowienia właściciela, szarpnął smyczą i popimpał wesoło w stronę siedzącego na ziemi chłopaka. Jak to uroczy pieseczek, wskoczył łapami na klatkę piersiową obcego, zamerdał i już chciał przywitać się jezykiem.
- Memphis. - Fuknął, orientując się w sytuacji. Suczka niby już miała się cofnąć, ale ostatecznie liznęła raz chłopaka i w podskokach wróciła na swoje miejsce, jak gdyby nigdy nic siadając między starszymi psami.
Powiódł trójkolorowym spojrzeniem za wstającym chłopakiem, pozwalając sobie przez tę krótką chwilę zlustrować dokładnie całą jego postać. Niestety, jak to miał w zwyczaju, za nic w świecie nie potrafił przypisać tej twarzy do nikogo znajomego. A szkoda, bo było na co popatrzeć.
- Niestety, nie pojawiłbym się tu, gdyby nie one. - Kiwnął głową na psy, które jednak wciąż czekały, aż pozwoli im przywitać "nowego kolegę" biedne naiwne. Dopiero teraz zwrócił uwagę na dość specyficzny kolczyk, poświęcając mu sporo uwagi. Nie skrzywił się jednak. Wręcz przeciwnie, kącik ust powędrował minimalnie ku górze w asymetrycznym uśmiechu.
Wysłuchał całej opowieści bez cienia znudzenia na licu. Ciężko było się nudzić, gdy wszystko w głowie krzyczało, że to idealna chwila. Język przesunął powoli po dolnej wardze, jakby tylko czekał, aż słowa opuszczą usta. I się doczekał.
- Hey, what's on the menu? Me-n-u. - Ku zwieńczeniu wspaniałej wypowiedzi nie mógł nie puścić subtelnego oczka. W rzeczywstości był to najsłabszy podryw, jakim mógł rzucić. Ale hej, chodzi o to, żeby było zabawnie.
- Nie ma za co przepraszać. Powinieneś coś zjeść, to dobry plan. - "Hej, mam w piwnicy pieski i żarcie." Gabe ostatnio martwił się, czemuż to Clawerich nie przyprowadza żadnej panny. Co by powiedział na kolegę? Ciekawe.
Powrót do góry
 
Go down
North 'Jackdaw' Callahan

avatar
311
#Łamacz Serc
311


   
Sob Sie 20, 2016 4:32 am
       
O dzięki ci panie. Obecność kilka metrów dalej była akceptowalna. Lizanie i podchodzenie bliżej? Nie.
Widział jak psy wyrwały do przodu zbliżając się do niego na niebezpieczną odległość. Jackdaw może i przeciwnikiem zwierząt nie był, ale ich fanem też zdecydowanie nie. Zwłaszcza, gdy w grę wchodziło...
APSIK!
... futro. Głośne kichnięcie przesunęło nim nieco po ziemi, gdy alergia postanowiła dać o sobie znać. Przymknął powieki, pocierając czubek nosa dłonią. Jeśli tak dalej pójdzie jak nic zaraz w oczach zbiorą mu się łzy i zapuchnie mu twarz. Jego piękna twarz. To było nie do pomyślenia. Co więcej, wyglądało na to, że jego brak miłości został odwzajemniony ogromem miłości. Ze strony szczenięcia, które postanowiło wskoczyć mu na klatkę piersiową łapka-
APSIK! APSIK!
Liznęła go.
Tuż przed cofnięciem się. Opuścił zrezygnowany głowę na ziemię, nim kolejne kichnięcie targnęło jego ciałem.
- Przeklęta alergia. - wymruczał pod nosem klepiąc się rękami po spodniach. Chusteczki, chusteczki, no przecież musiał jakieś mieć. Zawsze je ze sobą nosił. A przynajmniej powinien. Grzebał przez chwilę w plecaku, kichając w tym czasie jeszcze dwa razy, nim w końcu dorwał upragnione opakowanie, chowając w jednej ze zbawiennych sztuk swój nos. Oczy zdążyły mu już nieznacznie poczerwienieć, gdy spojrzał na chłopaka, wstając i instynktownie cofając się krok w tył. Psy to zagrożenie. Jak wszystkie futrzaste. Do diabła, dlaczego akurat teraz, gdy miał okazję osobiście poznać Reitza... Wyprostował się czując nieco lepiej teraz, gdy odległość została zwiększona.
- Rany, przepraszam. Powinienem mieć tu gdzieś swoje leki odczulające... - dawno nie miał sytuacji, gdy pojawiła się konieczność wzięcia ich. Całe szczęście, tak czy inaczej z przyzwyczajenia nosił je w plecaku. Zagrzechotał tabletkami, zaraz łykając dwie z nich, znowu ocierając nos chusteczką. Jego piękna twarz...
Westchnął ciężko mając nadzieję, że po kilku minutach przyjdzie ulga. Dzięki bogu, że nawet przy podobnym ataku nadal prezentował się doskonale. Co najwyraźniej zostało docenione i przez Reitza. Słysząc jego żart zamilkł na chwilę wpatrując się w niego z zaskoczeniem, nim zaśmiał się w końcu na głos, mierzwiąc włosy na czubku głowy.
- Jeśli dorzucisz do tego jakiś kawałek mięsa, jestem cały twój. - uśmiechał się. Dopiero, gdy ponownie zaburczało mu w brzuchu, a Reitz rzucił "powinieneś coś zjeść" zrzedła mu mina.
- Taak, tylko jak mówiłem... w obecnym momencie to trochę niemożliwe. - jak będzie tak ciężko wzdychał to ludzie pomyślą, że ma depresję. Wygięte w smutku usta wraz z całą jego mimiką przywodziły na myśl smutnego szczeniaka, którego ktoś właśnie zamknął w łazience, mówiąc że absolutnie nie może spać dziś na łóżku.
Ostatni raz otarł nos chusteczką, wciskając ją do kieszeni spodni. Atak póki co przeszedł, miał też nadzieję że nie wróci nazbyt szybko. Chyba nie zaczerwieniły mu się przez to wszystko zbyt mocno oczy...?



Look so good I might die

All I know is everybody loves me

Powrót do góry
 
Go down
Frey Orion Clawerich

avatar
648
#Gwiazdy Showbiznesu
Model
648


   
Sob Sie 20, 2016 5:22 am
       
Całkiem szczerze, nie miał pojęcia jak zareagować. Chyba pierwszy raz w życiu zdążyło mu się natknąć na człowieka, który miałby uczulenie na psy. Co za biedny chłopak. Z pewnością tracił masę puchatej miłości. Reitz nie wyobrażał sobie życia bez tego stadka. Bez psów zapewne też wcale nie poradziłby sobie tak dobrze ze śmiercią matki. Psy, po prostu psy. Dlatego właśnie stał teraz tak całkowicie rozbity, nie mając pojęcia co zrobić. A kichanie wcale nie pomagało. No bo dobro dlugiego człowieka i wizerunek, blabla. Ostatecznie westchnął głęboko, przyklękając na jedno kolano między psami. Zaczął powoli wiązać smycze, co w efekcoe końcowym wyglądało jak liny zaprzęgowe. W tę czynność włożył odpowiednią ilość uwagi i dokładności, by mieć pewność, że nic się nie poluzuje. Położył dłonie na łbach dwóch najstarszych psów, nachylając sie nad nimi.
- Dobra kudłacze, prowadzicie całą resztę prosto do domu. Idziecie ładnie chodnikiem, nie skręcanie w żadne uliczki i nie oglądacie się za pudelkami, zrozumiano? Gabe was wpóści. - W odpowiedzi otrzymał zgodne szczeknięcia. Krótki gwizd i cały "zaprzęg" pognał w kierunki apartamentu. Chłopak przez chwilę odprowadzał zwierzęta wzrokiem, by zaraz się podnieść, otrzepać spodnie i zwrócić znów ku nowemu towarzyszowi.
- Lepiej? - Spytał, minimalnie przekrzywiając głowę na bok. Nie rozumiał przeprosin, alergia nie była czymś, za co powinno się przepraszać. Taka po prostu była. Wkurwiająca i niepotrzebna. Zwlaszcza, gdy dotyczyła czegoś, z czym bardzo często miało się do czynienia. Rozumiał to, bo tak samo jak Callahan nie przyjaźnił się z psami, tak Frey omijał pióra szerokim łukiem. Podszedł do murka, bo podskoczyć krótko i wylądować tyłkiem na jego szczycie. Wsparł jeszcze dłonie po bokach ud, po raz kolejny unosząc spojrzenie na rozmówcę. Zaśmiał się! To już połowa sukcesu, jeszcze tylko kebab. Gdyby miał ogon, to by nim właśnie zamerdał. Szkoda.
- Biorę. - Odparł, szczerząc białe zęby w zadziornym uśmiechu. Zamachał nawet nogami w powietrzu, bo 175 centymetrów nie pozwalało mu dotknąć podeszwami butów podłoża, niestety.
Zastanowił się przez chwilę, oceniając odległość od obecnej lokacji do szkoknej stołówki albo najbliżego baru, czy czegoś podobnego. I zdecydowanie nie chciało mu się wykonywać aktywności fizycznej, jeśli nie miał skutecznego motywatora w postaci psów.
- Skocz sobie do stołówki albo na zapiekanki za rogiem, poczekam. - Zamachał jeszcze raz nogami, by zaraz sięgnąć do tylnej kieszeni spodni i wyjąć z niej kilka banknotów, które trzymając w dłoni wyciągnął ku chłopakowi. Z pewnością wystatczyłoby mu na kilka sporych zapiekanek. Albo duży obiad na stołówce. Pjeniondze, łeł.
Nie wyglądał źle nawet z chusteczką w ręce. Cóż, piwnica, żarcie i szczeniaki, coś? Nie no, nie miał piwnicy w budynku w którym aktualnie mieszkał. Niemniej jednak spory pokój to już inna sprawa...
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Obszar przy bramie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Obszar przy bramie
» Północna część obozowiska przy Krwawej Bramie
» Płacząca wierzba przy stawie
» Stolik przy oknie
» Lvl up i ewolucje

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: