IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Boisko do siatkówki

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Sheridan Kenneth Paige

avatar
1504
#Gwiazda Showbiznesu
Wokalistka Estradowa
1504


   
Wto Wrz 15, 2015 8:23 pm
       
Hala, siatka, pięknie wymalowane linie, cudowne stanowisko dla sędziego, pełno piłek-... doprawdy, wymienianie całego sprzętu i opisywanie wszystkich wymiarów każdego panelu z osobna mijałoby się z celem. Każdy doskonale wie, że boisko do siatkówki to boisko do siatkówki. Wygląda, jak wygląda - prostokąt osiemnaście na dziewięć z dodatkowymi kilkoma metrami z każdej strony, siatka zawieszona nieco ponad dwa metry nad ziemią, a także inne zabawne wymiary i wysokości.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sob Lip 02, 2016 7:12 pm
       
Po sali echem odbijał się dźwięk rytmicznie kozłowanej piłki siatkowej. To Maxwell, nie mający nic lepszego do roboty, postanowił aktywnie spędzić swój wolny czas. Początkowo zakładał, że ktoś wcześniej wpadł na podobny pomysł i nie będzie musiał się bawić sam ze sobą - nieważne, jak źle by to nie brzmiało. Niestety przewidywania białowłosego były mylne i przynajmniej na razie będzie musiał się cieszyć wyłącznie własnym towarzystwem. Być może robiąc trochę hałasu nakłoni jakiegoś przechodnia z zewnątrz, by rzucił okiem na to, co wyprawia się na sali. Co z takiego zerknięcia wyniknie było już nieważne. Ważne, by było to cokolwiek, co zaangażuje bohatera i umili mu czas.
To nie tak, że młody Crawford chciał na siłę być sam, bo przeżywał ból dupci spowodowany swoimi niezadowalającymi wynikami w tym roku i konsekwencjami będącymi tego następstwem. Na to jeszcze będzie miał czas.
Przy braku jakiegokolwiek opiekuna w okolicy, Maxwell mógł sobie odpuścić rozgrzewkę. Wystarczyło tylko, żeby zdjął z siebie swój prochowiec i zawiązał go sobie na biodrach, by mieć więcej luzu w górnych partiach swojego jestestwa. Po takim krótkim przygotowaniu mógł spokojnie wybrać jedną z mnóstwa piłek, by następnie sobie kilka razy zaserwować z jednego z rogów boiska. Praktyki nigdy za wiele.
Monotonia zaczęła dawać o sobie znać już przy trzecim uderzeniu, a wcześniej pełne energii serwisy zaczęły być niedbałe i wykonywane od niechcenia po jakimś szóstym. Maxwell do końca nie wiedział, czy ta wciąż narastająca demotywacja, która wpływała na jego zabawę, była wynikiem poczucia samotności. Białowłosy był świadom, że nie każdemu mogłoby się chcieć przebywać, szczególnie w tym okresie, na terenach szkoły. Ale żeby rzeczywiście nie znalazła się chociaż jedna, jedyna, dość szalona osoba, która przyciągnięta brakiem lepszego zajęcia tudzież ciekawością, nie zechciałaby rzucić okiem na boisko od siatkówki? Bohater nie był tak zdesperowany, żeby zaraz wybiec na korytarz i siłą szukać sobie kogoś, do kogo mógłby otworzyć mordę. Miał spory zapas cierpliwości, ale ta z każdą chwilą malała, co w końcu może zmusić Crawforda do ostateczności. A tego by nie chciał, celem zachowania wizerunku.
Powrót do góry
 
Go down
Amber

avatar
53
#Sportowiec
53


   
Pon Lip 04, 2016 12:19 pm
       
W taki dzień jak ten trudno było wytrzymać na słońcu. Żar lał się z nieba i uderzał w biednych ludzi, przyprawiając o gorączkę i oparzenia. Amber definitywnie nie służyły upały. Może i nie miała cery bladej jak ściana, ale nie znaczyło to, że nie odczuwała gorąca. Gdyby nie wodoodporny makijaż, nawet nie wyściubiałaby nosa z pokoju. W taką pogodę to się nawet lodowiec rozpuszcza.
Prawdę powiedziawszy, relaksowałaby się teraz w swoim dawnym mieszkaniu, ale wir wydarzeń spowodował, że było inaczej. Po tym, jak jej ojciec dorobił się fortuny, stwierdził, że ją wyśle do wielce prestiżowej szkoły (na chuj?). Takim oto sposobem wylądowała w Riverdale.
Oczywiście jako nowa osoba nie za bardzo ogarniała, gdzie co jest. Obecnie zwiedzała sobie samowolnie szkołę, szukając akademika. Wlokła za sobą walizkę - różową, bo inna nie wchodziła w grę.
Tak więc po kolei zaglądała do różnych budynków i pomieszczeń, próbując znaleźć coś, co przykuje jej uwagę. Jak zwykle musiał zadzwonić do niej jej zawszony ojczulek. Całą drogę wykłócała się z tym paskudnym, starym i zdeprawowanym dziadygą o przeniesienie jej tutaj. Ani trochę jej się tu nie podobało. Zdecydowanie wolała swoją byłą szkołę, w której zdobyła już niemałą sławę i popularność.
Akurat w tym momencie wpadła na dział sportowy. Kiedy otwarła drzwi, jej oczom ukazała się... pusta sala. No, prawie pusta. Jakaś laseczka stała w rogu sali.
Ze słuchawki nadal dobiegały gniewne wrzaski, bo ojciec nie przestawał się drzeć.
- Oddzwonię. - Rozłączyła się, chowając swój różowiutki telefonik do torebki.
Loszka chyba serwowała. Na to przynajmniej wyglądało. Ale, jak na gust Amber, potrafiła lepiej. Dlatego blondi zdecydowała się podejść bliżej.
- Elo, dziunia. - Ułożyła rękę na biodrze, przyjmując pewną siebie postawę. Co prawda "dziunia" była od niej sporo wyższa, ale Amber to Amber. Ona potrafiła nawet podejść do groźnie wyglądającego sebixa i zagadać o browara. Ba, ta to i nie pomyślała przez chwilę, że stojąca przed nią osoba to kawał faceta! Gdyby okazało się, iż faktycznie ta dziewczyna to chłopak, Ambi pewnie wzruszyłaby tylko ramionami i zwaliła wszystko na mylącą fryzurę.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Wto Lip 12, 2016 4:26 pm
       
Jednak los, a nie wcześniejsze ugadanie się "na boku", był łaskawy. Gdyby Maxwell nie dbał o swoją dość nijaką reputację, to pewnie teraz by skakał, turlał się, obściskiwał i całował nowo przybyłą osobę, która okazała się tak miła - chcąc czy nie chcąc - by jakkolwiek umilić białowłosemu czas.
Słowa nieznajomej zgrały się z dźwiękiem uderzającej o ziemię piłki. W tej samej chwili Maxwell zastygł w bezruchu może na trzy sekundy, myślą ogarniając to, co udało mu się usłyszeć. W pierwszej sekundzie stwierdził, że to nie było do niego. W drugiej przypomniał sobie, że był tutaj sam, więc pomyłka nie powinna wchodzić w grę. W trzeciej uznał, że do końca nie wiedział co sądzić o byciu postrzeganym jako osobnik nie swojej płci, nawet jeżeli było to wynikiem niewiedzy obserwatora. W czasie tych rozmyślań piłka odbiła się jeszcze kilkakrotnie, napełniając salę wydawanymi przez to dźwiękami.
W końcu Maxwell postanowił się ruszyć. Zignorował jednak - albo tak przynajmniej można było uznać - swoją wybawczynię i nieco szybszym krokiem zaczął iść w kierunku wcześniej uderzonej piłki. Uchylił się pod siatką, a po kilku kolejnych krokach zrobił to samo nad piłką, by ją podnieść. Odbił ją jeszcze trzy razy od ziemi, by następnie nagłym, energicznym ruchem obrócić się w stronę nieznajomej i w tej samej akcji cisnąć w jej kierunku przed chwilą co podniesionym sprzętem sportowym. Nie było jednak strachu, bo dystans od dziewczyny był raczej wystarczająco znaczny, by piłka straciła pęd i nawet jakby trafiła - co było mało prawdopodobne, bo białowłosy niezbyt przycelował podczas tego rzutu - to nie zrobi jej zbyt dużej szkody. Maxwell uśmiechał się przy tej akcji figlarnie.
Krótko i jak najbardziej dyskretnie przeleciał jeszcze spojrzeniem po sali, by wypatrzeć wcześniej niezarejestrowane osoby chcąc się upewnić, że rzeczywiście słowa nieznajomej były skierowane do niego. Był z tego powodu jeszcze bardziej zadowolony.
- Pudło, koleżanko. - Białowłosy przeczesał ostentacyjnie swoje włosy wolnym ruchem prawej dłoni, skupiając wzrok na przybyłej. Specjalnie wyraził się dwuznacznie.
Przymrużył nieznacznie oczy. Dziewczę było dla niego nieco zbyt różowe. Aż przeszkodziło mu to w natychmiastowym rzuceniem oka na jej całkiem pokaźne piersi. Jeżeli nie chciała, by to tam białowłosy zabawił spojrzeniem na dłużej, to dopięła swego. Tam, gdzie trzeba, spojrzy sobie może za chwilę. Teraz jednak postanowił skupić się na licu białogłowej. Oby tylko nie został przez to nazwany gejem.
- Maxwell Crawford.
Przedstawił się z lekkim uśmiechem na ustach i poczynając iść w kierunku - miejmy nadzieję - swojej nowej znajomej.
- Nietypowe imię dla dziewczyny, co? - wzruszył ramionami po drodze, unosząc krótko brwi, by chwilę później znowu przejść pod siatką.
Czuł, że miał szczęście. Nie tylko dlatego, że ktoś postanowił mu dotrzymać towarzystwa - nie ważne z jakich pobudek - ale również dlatego, że tym kimś okazała się przedstawicielka płci pięknej. Skutkowało to dodatkowymi, głównie wzrokowymi atrakcjami dla białowłosego, z czego był niezmiernie zadowolony. A jakby była ubrana w bardziej przyjemne dla szarawych oczu bohatera kolory, to chyba by zaczął gwizdać z radości.
- Zgubiłaś się w drodze na spotkanie grupy cheerleaderek, czy mam po prostu szczęście?
Oparł prawicę na swoim biodrze i przechylił się nieznacznie do przodu, w kierunku swojej rozmówczyni. Stał oddalony od niej na może dwa metry.
Powrót do góry
 
Go down
Amber

avatar
53
#Sportowiec
53


   
Wto Lip 19, 2016 6:11 pm
       
Niewątpliwie nie zjawiłaby się tutaj, gdyby nie jej obecna sytuacja - ojciec mówiący: "masz iść do tej szkoły czy ci się to podoba, czy nie!!1111!!!" i konieczność znalezienia sobie towarzystwa. Musiałaby tam prawdopodobnie tam iść nawet, gdyby piorun raczył pierdolnąć w tę czcigodną placówkę oświaty.
Uniosła lekko brew, obserwując reakcję bytującej w sali postaci. Zamroziła go? Wiele razy słyszała, że ma serce z lodu, ale... to chyba lekka przesada, no nie? Szkoda byłoby spetrifikować pierwszego potencjalnego znajomego w tym zadupiu.
Szczęśliwie, nieznajoma osoba nie okazała się martwa. Po chwili wreszcie raczyła się ruszyć. Jedyny problem tkwił w tym, że nie zrobił, czego oczekiwała. Żachnęła się mocno. Chciał ją ignorować? Ludzie, możecie ją gwałcić, bić, ale ZAWSZE, ZAWSZE poświęcajcie jej trochę swojej uwagi. Nie dawanie atencji hipokrytce to pierwszy krok do trumny. Mała żyłka wyskoczyła na jej czole. Wkurzyła się.
- Słuchasz ty mnie w ogóle?! - Zawołała gniewnie, zaciskając później zęby. Nie jej wina, że od urodzenia była w gorącej wodzie kąpana. Pewnie odziedziczyła tę choleryczność po swoim żałosnym do granic możliwości ojcu.
Pomimo nerwowego usposobienia, nie dała się pokonać przedmiotowi, który poleciał w jej stronę. Złapała zwinnie piłkę, dbając przy tym, by jej skrupulatnie wystylizowane paznokcie, się nie uszkodziły. Nadal jednak na jej twarzy malował się wyraz chęci dania wpierdolu, przed którym nie mogłaby się wzbronić bez względu na płeć irytującego ją osobnika. Jeszcze był z siebie zadowolony - bezczelny!
Ej, a może on miał schizofrenię? Parsknęła, gdy ten rozglądał się głupio po całej sali. Nie było tutaj przecież nikogo prócz nich! A może on słyszał głosy zza ścian, hm? To by tłumaczyło jego idiotyczne zachowanie!
- Szukasz męża? - Zaśmiała się pogardliwie, nie rozumiejąc, po co ogląda się w te i we wte.
Nie do końca pojęła, co miał na myśli, kiedy wspomniał coś o pudle, dlatego rzuciła szybkie: "Miło mi cię poznać, Pudło. Ładne masz imię."
Ocipiała jeszcze bardziej, gdy zmrużył oczy. No niee, kolejna kujonica, która wstydzi się nosić okulary, by podrywać inne loszki? Tak to się ona nie chciała bawić!
Przechyliła głowę, krzyżując ręce pod biustem, widząc, jak wzrok stojącej przed nią kreatury zjeżdża w wiadome miejsce.
- No męża to ty tam nie znajdziesz. - Pokręciła głową, chichocząc z politowaniem. Niezaprzeczalnie wiedziała, jaką wartość mają jej "walory", ale wolała się z tą oto babeczką podroczyć dla samego fun'u.
Maxwell? Dziwne imię dla dziewczyny. A może to... chłopak? Amber stwierdziła, że nie da po sobie poznać porażki i wykaraska się, udając, że go przez cały czas trollowała.
- Może i nietypowe. Ale kto wie, dzięki niemu może chociaż piłka stwierdzi, że będzie chciała cię brać? - Błysnęła uśmiechem, posyłając swoje zwyczajowe nieokrzesane spojrzenie w kierunku Maxa. Rzuciła piłkę w jego kierunku, celując w brzuch, jednak postarała się, by włożyć w to dużo siły.
Były tutaj cheerleaderki? Może to nie aż taka dziura, jak myślała... Tak czy owak dalej obstawała przy zdaniu, że w poprzedniej szkole było lepiej. Nie musiała, na przykład, zastanawiać się pół godziny czy ktoś jest facetem!
- Macie cheerleaderki w tym zadupiu? - Zerknęła na niego z niedowierzaniem. - I nie, nie zgubiłam się. Jestem tu nowa i zbytnio nie czaję, co jest gdzie. - Zignorowała to, że cała wypowiedź brzmiała jak: "zgubiłam, ale nie chcę się przyznać, bo będzie siara na dzielni, c'nie...". Może ją oprowadzi? Choć oczywiście sama z łatwością również dałaby sobie radę z trafieniem do poszczególnych lokacji.
- I tak, masz szczęście. Nieczęsto zdarza się, by ktoś spotkał gwiazdę, która spadła z nieba. - Mrugnęła do niego uwodzicielsko.
Powrót do góry
 
Go down
Nemeros

avatar
10
#
Szarak
10


   
Wto Lis 01, 2016 5:08 pm
       
OOOWszedłem na salę z samego rana, jeszcze nim pojawiła się moja drużyna na poranny trening. Trener jak zwykle był punktualnie, dwadzieścia minut przed zajęciami co pozwoliło mi na krótką rozmowę z nim o przyszłych meczach. Chciałem poznać jego wątpliwości i nadzieje związane z drużyną i przemyślenia na temat każdego z drużyny Białych Wilków.
OOONie da się ukryć, że minęło sporo czasu od ostatniego poważniejszego meczu. Chłopcy czują głód wygranej i głód rywalizacji. A ja jako ich rozgrywający oraz lider, odczuwam pragnienia drużyny sześć razy mocniej. Sześć, bo tylu nas stoi na boisku.

OOOPo skończeniu rozmowy, dowiedziałem się tyle, że nasz trener w nas "wierzy" i co także zasugerował dyskretnie, wierzy w moje serwy. Byłem w nich piekielnie dobry. Potrafiłem zdominować przeciwną drużynę podczas meczu, wykonując jedynie serwy z wyskoku. Ostatni mecz był meczem na punkty serwisowe. Oczywiście, że wygraliśmy, ale chłopcy nie mieli okazji pokazać swoich umiejętności. Byłem jednoosobową drużyną. Naturalną "Bombą Atomową", dla młodych kruków. A przynajmniej tak nazywała się ich drużyna "Młode Kruki". Po tamtym meczu nazwałbym ich pisklakami.

OOONadszedł czas na rozgrzewkę. Zacząłem standardowo od biegów dookoła boiska, wykonując różne ćwiczenia. Schylałem się, machałem rękami, używałem różnych stylów chodu aż przeszedłem do ćwiczeń stojących. Przede wszystkim stawy skokowe i kręgosłup. Zawsze muszę być pewny, że nie narażę się wysiłkiem na kontuzję. Bardzo cierpiałbym, wypadając na długi czas z gry.
OOOPo pół godzinie zjawiła się moja drużyna. Lekko spóźniona, ale byli usprawiedliwieni. Dzisiaj widzieliśmy się wcześniej niż zawsze, bo trening zaczynał się oficjalnie o 7:30, gdzie ja byłem tutaj o 7:00. Moja drużyna przyszła 7:40 także ciekawszą część treningu zaczniemy dopiero koło godziny ósmej.

OOOKiedy wszyscy byli przygotowani, trener przyciągnął nam kosz z piłkami i podał każdemu. Wziąłem w dłonie najbliższą mnie i spróbowałem ją zgnieść. Była dobrze napompowana, piękna i gotowa do gry. Widziałem jak moi towarzysze próbują co rusz serwować piłkę. Jedni uczyli się serwów z wyskoku, inni dopracowywali klasyczną technikę, a jeszcze inni uczyli się kontroli serwów. W swojej drużynie uchodziłem za mistrza. Serwisami zdobywałem ogrom punktów, dokładnie tak jak podczas meczu z młodymi krukami i dokładnie tak samo zacząłem pierwszy serw.
OOOWyrzuciłem bardzo wysoko piłkę, podkręcając ją maksymalnie szybko. Było to ryzykowne, gdyż źle obracająca się piłka, potrafiła zjechać z ręki podczas uderzenia lub wpaść w siatkę. Tyle, że mam opanowaną kontrolę piłki do tego stopnia, żeby nie przejmować się ewentualnymi niedogodnościami. Piłka zawsze była mi posłuszna i teraz nie zamierzało się to zmienić. Wybiegłem do przodu, przykucnąłem wybijając się bardzo wysoko w powietrze. Moi przyjaciele stali dookoła mnie próbując zapamiętać i skopiować technikę, ja zaś rozluźniłem wszystkie mięśnie stawiając na szybkość a w momencie zbliżenia się piłki do miejsca wybicia, spiąłem ramiona i włożyłem całą brutalną siłę w jedno celne uderzenie. Piłka na ułamek sekundy wgniotła się w moją dłoń, a w następnej chwili była po drugiej stronie boiska, trafiając w róg. Moje serwy zawsze przyprawiały ludzi o niedowierzanie. Było tak i tym razem. Każdy z drużyny mrugał oczami próbując sobie przypomnieć kiedy piłka zdążyła przelecieć z jednej strony siatki na drugą.

OOOSpojrzałem na rękę. Była lekko czerwona. Czułem wciąż piłkę w swojej dłoni, zaś Białe Wilki, starały się naśladować moje ruchy z różnym efektem.

OOOPo godzinie zaczęliśmy ćwiczyć rozegrania i atak. Poza mną był jeszcze jeden młodszy rozgrywający. Wciąż uczył się, nie miał tego samego strategicznego umysłu co ja, ale nadrabiał go wyobraźnią, czym zresztą zaskarbił sobie moje uznanie.

OOOStanąłem na środku i czekałem. Piłki zlatywały do mnie, a ja wystawiałem je maksymalnie precyzyjnie. Każda trafiała tam gdzie chciałem. Coś co każdy rozgrywający z czasem się uczy jest wiedza, iż podania nie mają być kompatybilne z samym rozgrywającym, lecz z atakującym. Kluczem do sukcesu jest poznanie swojej drużyny i dopasowywania siebie do nich. W moim przypadku, dopasowywanie zbudowało zaufanie i chęć współpracy. Każdy maksymalnie się polepszył, a ja dzięki więzi z nimi mogę wykrzesać 120% ich możliwości. Mamy teraz prawdziwą wiarę na wygraną krajowych mistrzostw. W tej chwili byliśmy najlepsi w naszym regionie. Sąsiednie szkoły mogły tylko próbować walczyć z nami, ale prawda była taka... Że każdemu naszemu przeciwnikowi brakowało iskry rywalizacji.

Powrót do góry
 
Go down
Børre Palmer

avatar
295
#Dusza Towarzystwa
295


   
Wto Lis 01, 2016 5:48 pm
       
Dziewczyna lubiła robić zdjęcia i wychodziło jej to naprawdę bardzo dobrze. Na pewno była dość wysoko ponad przeciętną. Jakoś jednak nie lubiła tego robić na zamówienie. Według niej ograniczało to jej wizję artystyczną. Także jakoś nigdzie się swoją pracą nie chwaliła, a tymczasem dyrektor poprosił ją, aby zrobiła zdjęcia drużyny siatkówki do jednak z gablot w szkole. Nie widziało jej się to za bardzo, ale w zamian za wykonanie dobrej roboty jej praca pozostanie anonimowa oraz na koniec roku dyrektor podwyższy jej stopień z zachowania, a to na pewno jej się bardzo przyda. Zresztą, jest tyle osób w kółku fotograficznym, dlaczego właśnie ona? Przeca ona nawet nie pokazuje swoich zdjęć. Jak to się stało w ogóle?
Borre, lat 19, dyrektor kazał jej robić zdjęcia.
Weszła na halę jakby nigdy nic. Wzrok wszystkich nagle spoczął na niej. Nikt chyba się nie spodziewał tutaj jakiejkolwiek przedstawicielki płci pięknej, szczególnie, że to trening. Na meczu byłyby pewnie cheerleaderki i ewentualnie jakieś fanki siatkówki, do których białowłosa na pewno nie należała.
Wyciągnęła aparat i założyła obiektyw szerokokątny, aby mogła uchwycić więcej w swojej impresji. Złap chwilę czy coś. Zaczęła robić zdjęcia szkolnej drużynie siatkówki, jednak oni dalej stali jak słupy.
- Dziewczyny na oczy nigdy nie widzieliście? Weźcie grajcie... Czy cokolwiek tam robicie. - Ostatnie zdanie wypowiadała już raczej bardziej do siebie, ale zapewne było i tak ją słychać. Znowu przyłożyła wizjer do oka i czekała po prostu na dobry moment.
- Tylko, proszę was, z życiem, chcę mieć podniesioną ocenę z zachowania na koniec. - Raczej nie potrafiła wydawać poleceń modelom. Ona jest z tych fotografów, co starają się uchwycić prawdziwość wszystkiego, czyli nie szuka modeleczek.


Ostatnio zmieniony przez Børre dnia Pon Lis 14, 2016 7:35 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
 
Go down
Nemeros

avatar
10
#
Szarak
10


   
Pon Lis 07, 2016 12:06 pm
       
Mecz treningowy zaczął się stosunkowo niedawno, bo około dwadzieścia minut temu. Mimo to, czułem ekscytację. Lubiłem sprawdzać swoich towarzyszy na boisku, zaś oni nienawidzili grać przeciwko mnie. Odbiór moich serwów był wyjątkowo trudny dla nich samych, nie wspominając o zawodnikach z innych drużyn i szkół.

Złapałem piłkę... Zakręciłem nią w dłoni i wyrzuciłem wysoko, skacząc do zagrania. Wtedy na salę weszła jakaś dziewczyna. Zdawała się mieć przy sobie aparat. Uderzyłem piłkę, ciut nie precyzyjnie przez drobne rozkojarzenie, ale ta poleciała praktycznie tam gdzie celowałem więc zagranie mogę uznać za udane. Piłka uderzyła o boisko drużyny przeciwnej a ja wylądowałem, puszczając spojrzenie ciekawości w kierunku nieznajomej. Zresztą nie tylko ja, bo cała nasza drużyna. Wtedy coś do nas powiedziała. Nie usłyszałem za dobrze, ale mogłem się domyślić o co jej chodzi.
- Dobra chłopcy! Bierzemy się do roboty! - Zawołałem, mobilizując zawodników do dalszej gry oraz dalszego treningu. Poniekąd taka moja rola, jako kapitana drużyny.
- Nemo... - Zagadł jeden z moich towarzyszy, wołając mnie ksywką z gimnazjum.
- Po tym secie robimy przerwę. Chłopaki narzekają, że bolą ich ręce od odbierania twoich serwisów. - Wyjaśnił. Zdziwiłem się przez chwilę, ale miał rację. Moje serwisy są silne, a nie chciałbym zrobić krzywdy komuś z drużyny. Przytaknąłem głową i przestałem celować w miejsca między zawodnikami, a w martwe pole, z których nie dało się wybronić piłki. Przynajmniej w teorii.

Zakręciłem piłką i powtórzyłem zagranie. Piłka odbiła się i trafiła idealnie w cel. Kilka minut później zakończyliśmy mecz treningowy, zaś drużyna w większości rozeszła się do szatni. zostałem tylko ja i kilku znajomych żeby poćwiczyć w spokoju zagrania. Nudziło mi się, więc od niechcenia serwowałem w taki sposób, żeby pokazać innym jak powinni poruszać ciałem żeby panować nad piłką. Wziąłem rozbieg, rzuciłem piłkę, wyskoczyłem i... Bach! Piłka przeleciała na drugą stronę, odbiła się od boiska, trafiła w ścianę i odbiła się w drugą stronę, wracając w moim kierunku. Jednak uderzenie było na tyle silne, że ta przeleciała mi nad głową, lądując niedaleko wspomnianej wcześniej dziewczyny z aparatem.

Podszedłem w jej kierunku, podnosząc piłkę. Spojrzałem na nią, lustrując ją od góry do dołu, po czym zapytałem.
- Jesteś z klubu fotograficznego? Mogę Ci jakoś pomóc?
Powrót do góry
 
Go down
Børre Palmer

avatar
295
#Dusza Towarzystwa
295


   
Pon Lis 14, 2016 7:53 pm
       
Minęła chwila, a trenujący siatkę zaczęli skakać, szaleć i odbijać piłkę. A tak przynajmniej wyglądało to w jej oczach. Nie za bardzo lubiła sporty z piłką (wcale nie zapisała się do drużyny koszykarskiej).
Zrobiła parę lepszych i gorszych zdjęć. To po prostu jest tak, że zrobi xxx zdjęć, a potem wybiera, na przykład, pięć najlepszych, na które da się patrzeć. W sumie, nieważne jak chujowe wykonałaby zdjęcia, szef wszystkich szefów i tak powiedziałby, że są fajne. Tu chodzi tylko o to, żeby nie wyglądały za bardzo na amatorskie. A dziewczyna już się o to postarała. Mogła zrobić lepsze zdjęcia, lecz nie za bardzo się jej chciało. Jak na standardy szkoły są jak najbardziej okej.
Nagle piłka poleciała w jej stronę. Zobaczyła ją tylko kątem oka i od razu się automatycznie skuliła. Gdy zauważyła, że wcale nie leciała jakoś z wielką prędkością oraz mocą, to po prostu wzruszyła ramionami, jakby nigdy nic. Przeglądała dalej zdjęcia zrobione z treningu. A raczej robiła to póki ktoś jej nie przerwał. Podniosła głowę znad aparatu i popatrzyła się w oczy nieznajomego tak, jakby chciała mu powiedzieć „idź stąd”, ale jednak walkę na spojrzenia przegrała.
- A wyglądam na taką co jest z klubu fotograficznego? - Parsknęła. Gdyby nie to, że do tej organizacji przynależy jej ukochany były chłopak Mercury, to dawno by gardziła tym całym „klubem fotograficznym”. Nie wiedziała po co to i na co to i w ogóle skąd ludzie mają na to czas, skoro ona czasami nie ma czasu sobie zrobić obiadu.
- Nie trzeba, już sama sobie poradziłam. - Zrobiła chwilę przerwy na zastanowienie się.
- Powiedz mi taką rzecz, trenujecie jeszcze czy to koniec? - Podniosła już z ziemi pokrowiec na aparat, jakby miała go chować. Jej zadaniem było zrobić zdjęcia i wyjść stąd jak najszybciej, ale jak widać wyszło jak zawsze. Była lepem na poznawanie nowych osób. Nie ma na co niby narzekać, lecz czasami było to już męczące, że zamiast normalnie zrobić coś do jedzenia i się uczyć, ona chodziła w bajlando.  Jeśli jednak trzeba będzie, to wasza Børre jest zawsze gotowa.
Powrót do góry
 
Go down
Nemeros

avatar
10
#
Szarak
10


   
Pon Lis 14, 2016 11:32 pm
       
Poczułem konsternację słysząc kąśliwą odpowiedź nieznajomej dziewczyny. Nie zamierzałem sprawiać jej przecież jakichkolwiek problemów. Swoje pytanie rzuciłem z czystej serdeczności, próbując przy okazji zacząć jakoś rozmowę. Być może dopiero uczy się robić zdjęcia, albo dostała jakieś zadanie fotograficzne, kto wie? W każdym razie, obserwując ją usłyszałem kolejne pytanie. Wydało mi się trochę niegrzeczne, ale cóż mogę z tym począć? "Kobiety" wpadło mi do głowy takie słowo. Jednocześnie wzdychając w duchu, uśmiechnął do niej.
- Na dzisiaj skończyliśmy z treningami. - Powłóczyłem spojrzeniem po jej aparacie, a potem piłce, którą trzymałem. Coś mi przeszło przez myśl, ale momentalnie dałem sobie spokój.
- Miło było panienkę spotkać. - Oznajmiłem, bo o poznaniu mowy nie było. Nie znałem jej imienia, tak jak ona nie znała mojego. Czy powinienem się przedstawiać? Cóż... Być może. Jednak odczuwalny negatyw z jej słów dał mi do myślenia. "Nie narzucaj się komuś, kto tego nie chce." Przynajmniej takie sprawiała wrażenie, a ja zamierzałem to uszanować.
Uśmiechnąłem się na odchodnym, wrzucając piłkę do kosza. "Czas się przebrać i iść na lekcje." pomyślałem, rozglądając się, czy ktoś jeszcze z mojej drużyny został na sali.
Powrót do góry
 
Go down
Børre Palmer

avatar
295
#Dusza Towarzystwa
295


   
Sro Lis 16, 2016 7:44 pm
       
- Nie chcesz może jeszcze raz zaserwować? - powiedziała zanim chłopak zdążył odejść.
Gdy przeglądała zdjęcia zauważyła, że nie ma żadnego dobrego zdjęcia osoby, która serwowała. Na dodatek widziała, że nieznajomy ma do tego talent. A podkreślmy to, że nie zna się w ogóle na piłce siatkowej! Na dodatek kolor jego oczu, dobrze uchwycony, może dać zjawiskowy efekt na zdjęciu.
- Wiem, że to dziwne pytanie, ale potrzebuję jeszcze jednego zdjęcia. - Teraz brzmiała trochę jak fanka, która potrzebuje zdjęcie swojego idola. Nie dość, że cała sytuacja była już nieco krępująca, to ona robiła jeszcze wszystko, aby to pogorszyć. Tak utalentowana, do robienie głupich sytuacji wszelkiej maści, była tylko ona.
A mogłam już iść do domu, żeby zjeść obiad.
Wyciągnęła z powrotem swój aparat, nawet nie czekając na odpowiedź swojego rozmówcy. Zresztą co to dla siatkarza jeszcze raz zaserwować? Z tym chyba nie miał najmniejszego problemu, a to tylko dodatkowa minuta z życia.
Powrót do góry
 
Go down
Nemeros

avatar
10
#
Szarak
10


   
Sro Lis 16, 2016 11:32 pm
       
Uśmiechnąłem się pod nosem, słysząc za swoimi plecami głos dziewczyny. Jednak nie była do końca taka aspołeczna za jaką ją wziąłem. Chociaż niewątpliwie nie dało się ją nazwać "zbyt śmiałą", tak teraz na pewien sposób zaimponowała mi.
Odwróciłem się łapiąc za piłkę, którą wrzuciłem do kosza. Cofnąłem się do linii za boiskiem, wskazując palcem na tych, którzy jeszcze nie opuścili sali żeby spróbowali ostatni raz odebrać moje zagranie. Nikt się nie odezwał do momentu, aż miałem wykonać serw. Widać było, że chłopcy mimo zmęczenia chcieli jeszcze pograć. Przynajmniej niektórzy, a o tym jak długo będzie trwała gra, zadecyduje to czy obronią moją zagrywkę.
Potem usłyszałem krzyki "DAWAJ!" z drugiego końca. Zamknąłem oczy. Skupiłem się żeby nie pozwolić im na odbiór piłki. Wyrzuciłem ją do góry, wziąłem rozbieg i skoczyłem wysoko uderzając ją ze swoją pełną siłą. Piłka uderzyła do celu. Gra skończona.
Zerknąłem po każdym i poleciłem żeby wrzucili czym prędzej piłkę do kosza, zanim trener będzie nas gonił z miotłą.

Kiedy wszystko się skończyło, spojrzałem na dziewczynę. Podszedłem do niej uśmiechając się i powiedziałem wyjątkowo poważnym głosem.
- Jesteś mi winna ciastko. Najlepiej czekoladowe. I kawę. - Puściłem jej oko, po czym odszedłem wraz z chłopakami idącymi w kierunku wyjścia. Rzucali mi dokuczliwe dogryzki, ale w gruncie rzeczy każdy był zadowolony po dzisiejszej grze.
Powrót do góry
 
Go down
Børre Palmer

avatar
295
#Dusza Towarzystwa
295


   
Nie Lis 20, 2016 10:21 am
       
Była bardzo zadowolona z efektu ostatniego zdjęcia. W końcu było widać, że robią to z pasji, a nie z przymusu. Czasami ciężko uchwycić taki zapał do czegoś na zdjęciu, ale jednak jej się to dzisiaj udało.
- Spoko. - powiedziała cichym głosem, ponieważ nadal była pod wrażeniem ostatniego zaserwowania piłki. To naprawdę było coś.
Spakowała swoje rzeczy i wyszła. Musiała jeszcze w domu obrobić zdjęcia i wybrać najlepsze, aby je wysłać dyrektorowi. A tę kawę i ciastko na pewno mu kupi, nie ma nawet innej opcji. Tylko będzie go musiała wyczaić na korytarzu i na chwilę zerwać się ze szkoły, żeby je kupić.

[z/t]
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Boisko do siatkówki
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Duże boisko do koszykówki
» Boisko

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: