IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Boisko do koszykówki [SW]

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
Fabian Lerhmann

avatar
2022
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
2022


   
Sob Kwi 02, 2016 1:09 pm
       
Nie ma tak dobrze. Nie zawsze wszystko dookoła musi ogłaszać. I Lucas skutecznie mu to utrudniał - w końcu to nazywane jest rywalizacją. Czasem wygrywa, czasem przegrywa, niemniej traktuje to jako przyjemność, dobrą zabawę. Pewnie dlatego Blythe jest jeszcze w jednym kawałku. Pomimo irytującego sposobu bycia - bo nie oszukujmy się, Lucas i Aiden mocno różnili się od siebie - potrafili się w paru kwestiach dogadać. Szczególnie w koszykówce. Dlatego przyjął taktykę, by ignorować niektóre zagrania rywala, jego sposób bycia. Zdążył go przez te wszystkie lata poznać, więc nie miał szczególnego problemu z poradzeniem sobie z kimś takim. Lubił mu nawet dokuczać. Ale, hej! Komu on nie lubi dokuczać?
- Piłki nie zaliczysz - odpowiedział bez krzty zawahania, przygotowując się na atak z piłką.  
Koszykówka jest pięknym i niesamowitym sportem. Sam miał bzika na punkcie tego sportu, jednakże nie potrafiłby oddać się jej w pełni. Zapomnieć o wszystkim innym na ziemi? Było to w ogóle do zrealizowania? Mógł go podziwiać za tą "miłość", ale nie będzie. Nie kwestionował jego życiowego wyboru, jednak z perspektywy widzenia Lucasa było to dość kontrowersyjne. Miał inne życie, miał inne priorytety. I dla niego priorytet znaczył zupełnie co innego. W jednej chwili przed oczami wróciły nieprzyjemne obrazy. Śmierć ukochanej, brata bliźniaka, przyjaciela. Co pół roku każdy umierał na jego rękach. Jak po czymś takim mógł mieć tak błahe pragnienia? Nie mógł mieć.
Zdobył punkty. Było to szybkie, efektywne. Blythe wcale a wcale nie był dłużny Lucasowi. Równie szybko zareagował jak Lucas - piłka spod kosza została odebrana i wystartował w stronę drugiego, a Somer za nim, by móc obronić jego atak. Niezależnie jak bardzo się starał, nie wyszło mu. Opuszek palca musnął piłkę, która lada moment wpadła do kosza, a rudowłosy w tym samym czasie wylądował na ziemi. Za późno wyskoczył, wiedział to. To jeszcze bardziej zachęciło go do tego, by zwiększyć swoje umiejętności. Wiadomo, nie grał zawodowo, ale to nie oznacza, że był słaby. Drugi raz nie popełni tego samego błędu.
Kontratak był równie szybki co Hamalainena, całkiem możliwe, że nawet i jeszcze szybszy. Nie miał na co czekać. Pomimo niezłego zagrania ze strony rywala, Lucas nie pochwalił go tak jak on. To nie jego rola, by takie słowa padały z jego ust. Poza tym, nie pozwoli, by jego ego i pycha odnośnie kosza urosła jeszcze bardziej. Chce pochwały? To niech najpierw pokona Lucasa, co nie będzie łatwe i on o tym dobrze wiedział.
Kątem oka widział jak przeciwnik go dogania. Nie pozwolił natomiast by został całkiem zablokowany. Ponownie zmniejszył tempo do minimum, myląc w ten sposób przeciwnika. Niech pomyśli, że ma jakieś szanse. Stał naprzeciw niego i przez pierwsze parę sekund po prostu kozłował piłkę, uważając na to, by nie została w banalny sposób odebrana. Jak zawsze był aż za bardzo wyluzowany, co było mylące. Patrzył mu się głęboko w oczy, wręcz przeszywał go swoim brutalnym spojrzeniem. Prawy kącik ust minimalnie mu drgnął. Teraz dał mu możliwość odebrania piłki, jakby specjalnie chciał, aby została mu zabrana, pozostawiając ją samą sobie. Jeśli Bly nabrał się na ten trick, szybko możliwość wzięcia darmowej piłki i zdobycia kolejnych punktów rozmazała się. Zabrał ją dosłownie sprzed jego nosa, zgrabnie wymijając rywala, by zdobyć kolejne punkty. Jeśli był wstanie go dogonić i zablokować jego rzut, ten wyleciał poza kosz, rzucając piłkę naprawdę z dziwnej pozycji. Jego uśmiech poszerzył się, ukazując w ten sposób swoją brutalność, bo nie można powiedzieć, że ten uśmiech był normalny,  bo nie był. Kolejny raz trafił za dwa punkty, a on wylądował poza koszem. Piłka jednak była pierwsza, dlatego zdobył kolejne dwa punkty. Już mówił, że w tym sporcie jest naprawdę brutalny i miażdży przeciwnika jak tylko potrafi?
Powrót do góry
 
Go down
Blythe Aiden Hamalainen

avatar
192
#Młodzież
Student wychowania fizycznego
192


   
Sob Kwi 23, 2016 3:22 pm
       
Blythe mimo swojego olbrzymiego wzrostu, zdecydowanie nie wyglądał na kogoś, kto stosował przemoc fizyczną w jakiejkolwiek formie. I tak właściwie było. W większości stosował wyjście dyplomatyczne, pomijając już fakt, że zdecydowanie nie przynależał do osób, które łatwo było wytrącić z równowagi. No bo dajcie spokój. Wyobrażacie sobie Tyranozaura, którego drażni obijająca się o jego nogę mucha? Nawet by jej nie poczuł. Nie żeby porównywał wszystkich irytujących ludzi do drażniącej go muchy (a może?), bardziej chodziło o fakt, że był na tyle gruboskórny, by większość obrażliwych słów zwyczajnie zlewać, nie przywiązując do niej zbytniej uwagi. Niemniej, w przypadku Lucasa, reagował głównie rozbawieniem. Wróć, on w przypadku praktycznie każdego reagował rozbawieniem.
- Zaliczę nią punkt, tyle wystarczy. - Hamalainen mógłby stanowić idealny przykład na zaprzeczenie teorii, jakoby faceci mieli myśleć tylko konkretną częścią ciała, sprowadzając wszystko do seksu. Nie mógł jednak powiedzieć, by nie był na tyle prosty, by nie myśleć 'tylko o jednym'. Bo owszem, myślał. Czy to się komuś podobało czy nie, wyciągnięcie go z całego tego koszykówkowego świata było wręcz niemożliwe. Moment, w którym zabroniono by mu dalszej gry, stałby się tym, w którym straciłby cały sens życia. Całe szczęście póki co nic nie wskazywało na to, by faktycznie miało się to skończyć w podobny sposób.
Kolejna taktyka Somera zmusiła go do całkowitego wyostrzenia zmysłów. Jego skupienie sięgało wręcz zenitu, nie bez powodu podążał za nim cień, ostatecznie ustawiając się przed nim. Podjął pojedynczą próbę wytrącenia mu piłki z rąk, nie dało to jednak pożądanych efektów, powrócił więc błyskawicznie do poprzedniej pozycji, by zblokować go przy próbie rzutu. Przy kolejnym kozłowaniu, nie dał się złapać na podstęp, ściągając nieznacznie brwi w konsternacji. Przeciągał akcję. Na normalnym boisku w życiu podobna taktyka, by mu nie wyszła. Teraz jednak grali jeden na jednego, wszystkie chwyty były dozwolone. Dlatego, gdy zobaczył jego dziwaczny rzut, którego nie udało mu się zblokować, parsknął śmiechem.
- Co to w ogóle było. Ciesz się, że nie gramy z zasadami. To czekaj, pokażę ci co trenuję przez ostatnich kilka miesięcy. - zaśmiał się biorąc piłkę i z miejsca wyleciał w stronę jego połowy, by dopaść kosz.
Tak to przynajmniej wyglądało.
Głośny pisk butów o podłoże wypełnił salę, gdy tuż po przekroczeniu jego połowy, wykonał szybki zwrot wracając, tuż za swoją linię. Nie potrzebował czasu, w końcu ćwiczył to codziennie. Wyrzucił piłkę bez słowa, obserwując jak pokonuje przerażającą odległość, uderza w tablicę i wpada do kosza. Trzy punkty. Nie weszła czysto, ale trafił. Nadal będzie musiał poćwiczyć.
Mimo to zrobił głośne "O TAK!", zaciskając palce w pięść z wyraźnym triumfem, nim zaczął boksować się z powietrzem.  Zaraz po tym zaczął podskakiwać w miejscu.
-  Mogę tak cały dzień, ale umówiłem się na stołówce z naszą przyszłą menadżerką. Na pewno nie chciałbyś wstąpić do drużyny koszykarskiej? Nie musisz być na każdym treningu, jakoś przeżyję bez twojej obecności na co dzień. - parsknął śmiechem, w końcu stając nieruchomo, gdy już pozbył się pierwszego ładunku emocji.
Powrót do góry
 
Go down
Fabian Lerhmann

avatar
2022
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
2022


   
Pon Maj 23, 2016 2:35 pm
       
W zasadzie zachowanie Blythe na swój sposób go bawiło. Taki goryl, a ostatnią rzeczą o jaką by go podejrzewał to przemoc fizyczna. Na swój sposób było w tym coś intrygującego, niemniej nie roztrząsał się nad tym zbyt długo. W tej chwili liczyło się tu i teraz.
Zawsze go zastanawiał obraz nędzy i rozpaczy kogoś takiego jak Blythe. Niby takie nic, ale gdyby dłużej się nad tym zastanowić, nigdy go nie widział w chwili słabości czy frustracji. Jakby nie interesował się reakcjami człowieka na różne emocje, zapewne zlałby ten temat. Jednak był inny. Będąc sadystą, dodatkowo chciał doprowadzić go do takiego stanu. Niby łączyła ich pozytywna relacja, niemniej Lucas nigdy do niej nie przywiązywał jakieś większej wagi. Chyba zbyt bardzo miał wszystkiego dość, skoro myśli o takich, a nie o innych rzeczach.
Jego zacny komentarz na słowa Somera kompletnie olał. Skupił się natomiast na kontrataku, który dał niesamowity efekt. Może faktycznie gdyby grali na zasady, coś takiego nie podeszłoby zaliczeniu. Ale nie grali, co dawało Lucasowi spore pole do popisu. Uliczna koszykówka to jest coś, co kochał, uwielbiał. Dlatego nigdy nie chciał dołączyć do drużyny szkolnej, bo gra nie sprawiała by mu żadnej satysfakcji, jeśli musiałby trzymać się tych wszystkich zasad. On miał swoje zasady i tylko ich się trzymał.
- Wiesz, że nie przepadam grać według zasad - odparł jakby była to oczywista oczywistość. Chłopak wiedział, dlatego pozwalał mu na tą swobodę ruchu. I tak nawet jeśli mieli by grać na głupich zasadach, Lucas w pewnym momencie by je złamał przez samą frustrację trzymania się ich.
Widząc co chłopak zamierza, stał w miejscu z założonymi rękami na biodrach i czekał. Czekał na ten popis jego umiejętności, a gdy piłka wpadła do kosza, pomimo tego, że nie weszła czysto, głośno zagwizdał. Robił efekt.
- No stary, nieźle. Będę miał niemałe trudności z zablokowaniem tego - przyznał się bez bicia, niemniej nie mówił, że sobie z tym nie poradzi. Będzie musiał trochę poćwiczyć i tyle. Dawno tego nie robił, więc powrót do czegoś takiego będzie na swój sposób miłe.
Słysząc jednak wzmiankę o wstąpieniu do drużyny, skrzywił się lekko. Nie, to nie było dla niego. Miał zbyt dużo obowiązków związane z czymś zupełnie innym, aby bawić się w coś takiego. Poza tym, zasady. W normalnym meczu zostałby zdyskwalifikowany dziesięć razy zanim zdążyłby cokolwiek zrobić. I Blythe wiedział to aż za dobrze.
- Wiesz, że kompletnie nie nadaje się do czegoś podobnego. Lubię grać, ale mecze? Tłum ludzi, zasady? Nawet jeśli miałbym się ich trzymać, przeciwnicy nie robili mi żadnej konkurencji. Co to za przyjemność z grania, kiedy z koszu na kosz przeciwnik traci ducha walki, kiedy spotyka na boisku potwora, a nie normalnego gracza - stwierdził, wnioskując to z własnych obserwacji. To były tylko szkolne zawody - coś, gdzie większość szkół nie bierze tego na poważnie. Perspektywa tego go nie bawiła. Mężczyzna powinien go zrozumieć.
- Mniej pierdolenie, więcej grania - po tych zacnych słowach, szybko wziął piłkę i zaczął dalej grać. Mecz między nimi był bardzo dynamiczny. Wynik mocno się wahał, trudno stwierdzając, kto zostanie zwycięzcą. Ostateczne zwycięstwo osiągnął Lucas. Wygrał czterema punktami, ale wygrał. Następnym razem postara się bardziej go zmiażdżyć. Pewnie gdyby grał bardziej uczciwie, Bly bez większego trudu osiągnąłby zwycięstwo. A tak, cóż.
- Świetna gra - odparł, ścierając z podbródka cieknącą krople potu. Patrzył się przez dłuższą chwilę gdzieś przed siebie w krótkim zamyśleniu - Może chciałbyś się spotkać za parę godzin na jakieś piwo? - nie wiedział, skąd od niego taka propozycja, ale powiedział to. Nie często kogoś gdzieś 'zapraszał', więc Bly powinien to docenić.
Powrót do góry
 
Go down
Cyrille de Montmorency

avatar
708
#Maskotka
Vargas
708


   
Czw Maj 26, 2016 12:53 pm
       
Cytat :

MG
Boisko do koszykówki było dość często odwiedzanym miejscem. Przez większe bądź mniejsze rzesze ludzi. Od całkowitych nowicjuszy do tych trochę lepszych. Każdy znalazł tutaj miejsce dla siebie, gdy tylko miał trochę chęci.
Uderzenia piłki, pisk halówek, przyspieszone oddechy i te emocje podczas meczu! To wszystko było właśnie w tym miejscu! Może nie teraz, ale tą atmosferę było można wyczuć!
Jednak każdy zapominał o jednej rzeczy. Ktoś musi się zajmować tym boiskiem, by codziennie było zdatne do użycia. Buty trzymały się nieziemsko czystej nawierzchni, na której brak śladów bo gumie.
Ktoś to musiał robić... i ten ktoś właśnie znajdował się na tej hali. Pojawił się już jakiś czas temu, gdy dwójka na boisku ledwo co zaczęła swój mecz. Starszy wąsaty mężczyzna nie mówił nic, obserwował, co jakiś czas mruczał coś pod nosem kiwając głową lub nią kręcąc. Nałogowo gładził swój siwy wąs.
W szkole było wiele historii na temat jego osoby, chociaż nikt nigdy nie poznał prawdy na temat jego przeszłości.
Zackary Evans, tak mu było na imię.. i tyle o nim tak naprawdę wiadomo.
"Mecze? Tłum ludzi... zasady? Brak konkurencji i tak dalej...".
Zackary zszedł z trybun i ruszył w stronę boiska mrucząc co jakiś czas pod nosem.
- Zbyt duża pewność siebie może cie zgubić chłopcze, a niemożliwość przystosowania się do zasad czynią cie nikim więcej niż zwykłego barbarzyńcę. Co tobą wtedy kieruje? Strach? Boisz się, że gdy staniesz na płycie boiska z kimś na poziomie to przegrasz, bez możliwości grania nieczysto? - Zatrzymał się pod koszem, zgarniając piłkę i zaczął ją powoli odbijać. Pokiwał do siebie głową i pogładził wąs.
- Niestety, ale moi pomocnicy dziś się nie zjawią, więc muszę wam teraz przerwać. Bo inaczej nie wyrobię się z robotą na czas. - Rzucił piłkę do Blytha. - Determinacja i sama chęć gry, to jest to co kochamy w sporcie, co? - Uśmiechnął się lekko. - No więc idźcie już, dokończycie później... no chyba, że chcecie mi pomóc. - Zackary zaśmiał się cicho i powoli zaczął iść w stronę składziku. Nikogo do niczego nie zmuszał, ale pewno nie odtrąci pomocnej dłoni.
Powrót do góry
 
Go down
Fabian Lerhmann

avatar
2022
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
2022


   
Sro Lip 06, 2016 11:29 am
       
Lucas coś tam powiedział, że to nie oto chodzi, różne rzeczy i się zmył - tak bardo w jego stylu, nie.

z/t
/ Jakoś wątek nam się rozmył, tutaj jest rok szkolny, a gdzieś tam jest event z końcem roku i to jakoś mi nie gra ze sobą, więc po prostu to już zakończę, o.
Powrót do góry
 
Go down
Blythe Aiden Hamalainen

avatar
192
#Młodzież
Student wychowania fizycznego
192


   
Pią Lip 08, 2016 2:08 am
       
Piłka ponownie znalazła się w jego rękach.
Nie pił alkoholu. Nigdy. Właściwie wydawało mu się, że wie już o tym większość, nie dziwne więc że poczuł się nieco dziwnie, nie wiedząc do końca jak zareagować. O chorobie Hamalainena nie wiedziało zbyt wiele osób, ale starał się, by przynajmniej wiedzieli czego unika.
Od trudnego faktu odmówienia uratował go woźny.
Spojrzał za wychodzącym Lucasem, przekrzywiając nieznacznie głowę w bok. Zmęczył się? Na to wyglądało. Westchnął cicho pozwalając, by smutek związany z utratą przeciwnika pozostał jedynie w jego myślach. Zaraz obrócił się z promiennym uśmiechem w stronę woźnego, biegnąc w jego stronę, praktycznie przy tym podskakując.
- Chętnie pomogę! Niech pan tylko wskaże co i jak. - rzucił przepełniony entuzjazmem, podążając za nim jak szczęśliwe szczenię. Zabawne, że coś co każdemu kojarzyło się z nieprzyjemnym obowiązkiem, jemu potrafiło sprawić radość. Dlatego też postawił sobie wyzwanie, by uważnie wsłuchiwać się w każde słowo wypowiedziane przez Zackary'ego, gdy będzie zapoznawał się z tym co właściwie ma zrobić.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sro Sie 03, 2016 7:30 pm
       
Wydawać by się mogło, że wraz z zakończeniem roku szkolnego Riverdale całkowicie opustoszeje - uczniowie zaczną korzystać z uroków lata by możliwie najlepiej spożytkować wakacyjny okres, mijając jednocześnie budynek szkolny możliwie najszerszym łukiem. Nic bardziej mylnego... Szkoła wciąż tętniła życiem, a szczególnie dużo działo się w skrzydle sportowym, gdzie młodzież małymi bądź większymi grupami zbierała się o wyznaczonych godzinach by pokopać piłkę, czy porzucać nią do kosza. Tak też zresztą było dzisiaj. Odgłosy odbijanej o parkiet piłki, piski tenisówek i towarzyszące każdej grupowej grze okrzyki graczy słychać było już z korytarza. Wrzaski radości po trafieniu w siatkę i jęki zawodu drużyny przeciwnej. Mały sparing 3 versus 3 właśnie dobiegał końca - ostatnia wrzutka przesądziła o wyniku i zakończyła spotkanie.
- Wygląda na to, że wisisz mi piwo, Boyd. - zakrzyknął z uśmiechem ciemnowłosy chłopak zarzucając na plecy biały, suchy ręcznik. Cała grupa zbliżyła się do ławek aby uzupełnić płyny. Dobrą chwilę gawędzili jeszcze tuż za linią boiska.
- Ty przegrałeś już dwa piwa, ani jednego do tej pory nie dostałem do ręki. Odliczę ci je od rachunku. - odparłem unosząc trzymaną w dłoni plastikową butelkę i wskazując go palcem. Potem upiłem kilka kolejnych łyków wody, jasną frotą na nadgarstku przecierając czoło.
- Gramy coś jeszcze? - zapytał kolejny z chłopaków pytającym spojrzeniem gnając po twarzach swoich towarzyszy. - Ja odpadam, obiecałem matce, że przypilnuję brata. - odezwał się najwyższy z całej szóstki chłopak rozkładając ręce.
- Na mnie też nie liczcie, ktoś mi już niestety zaplanował wieczór. - dodał ten stojący tuż obok patrząc wymownie na ekran telefonu i spojrzeniem śledząc tekst przysłanej przed chwilą wiadomości. Koniec końców ekipa wykruszyła się całkowicie i tak jak pozostała piątka graczy miała zajęcie na dzisiejszy wieczór tak mnie przyszło nudzić się w samotności. Jako, że nie miałem nic lepszego do roboty postanowiłem zostać na sali i rekreacyjnie porzucać jeszcze do kosza. Wycofałem się na środek boiska, a następnie kozłując piłkę przeprowadziłem natarcie w stronę kosza. Dwa kroki i wyskok dość wysoki bym po udanej wrzutce zawisł na metalowej obręczy. Dopiero po chwili zeskoczyłem na ziemię i rozejrzałem za piłką, która zdążyła w międzyczasie poturlać się gdzieś w stronę trybun.
Powrót do góry
 
Go down
Willy

avatar
160
#
Szarak
160


   
Czw Sie 04, 2016 1:26 am
       
Dla większości ludzi zostanie w akademiku na wakacje było równoznaczne z szaleństwem. No bo kto chciałby przebywać na terenie szkoły, kiedy może wrócić na dwa miesiące do domu i rodziny? Willy’emu na początku też nie bardzo się to podobało. Spodziewał się, że będzie zmuszony do przebywania w wyludnionym akademiku, który będzie tylko przypominał mu horrory, które w życiu nieodpowiedzialnie obejrzał. Puste korytarze, wszechogarniająca cisza, on sam w pokoju… Ku jego ogromnej uldze  żadna z tych wizji się nie spełniła. Może i na terenie szkoły było dużo ciszej, ale wciąż dało się słyszeć śmiechy i rozmowy ludzi, którzy tak jak on postanowili nie wyjeżdżać na dłuższy czas. Bo w domu oczywiście bywał co jakiś czas, skoro miał tyle wolnego. Tyle że nie widział sensu, by cały czas siedzieć we Francji, kiedy jego rodzice zajmowali się swoimi sprawami. Tutaj przynajmniej miał znajomych i pełno innych ludzi, do których mógł się odezwać, zamiast siedzieć cały dzień sam jak palec w willi na odludziu. Okolica, w której był usytuowany dom jego rodziców była piękna, ale on był wręcz uzależniony od towarzystwa innych. To mu w pełni wystarczało do szczęścia.
Wracając do akademika, przechodził obok wejścia do sali, w której mieściło się boisko do kosza. Drzwi były uchylone, a ze środka słychać było ciche dźwięk odbijanej piłki. Willy nie był typem ciekawskiej osoby, która do wszystkiego wciskałaby swój nos, ale zdecydowanie go to zaintrygowało. Zazwyczaj takiemu dźwiękowi towarzyszyły jakieś okrzyki czy piski innych graczy. W tym przypadku słychać było jedynie rytmiczne uderzenia piłki, która co jakiś czas wpadała do kosza, by znów odbić się od parkietu.
Nie zamierzał powstrzymywać swojej ciekawości, bo i powodów ku temu nie widział, więc włożył głowę do środka, by zlokalizować źródło dźwięku. Jego wzrok od razu padł na wysokiego blondyna kozłującego piłką. Jego twarz wydawała się znajoma, więc Willy zaczął przeszukiwać  pamięć w poszukiwaniu jakiejś poszlaki. Nigdy nie miał problemów z zapamiętywaniem nowopoznanych osób, więc od razu przed oczami stanęła mu chwila zapisywania się do koła matematycznego. Tak, to zdecydowanie był ten chłopak.
Szesnastolatek natychmiast szeroko się uśmiechnął i wszedł do środka z zamiarem… W sumie sam nie był pewien, co chciał zrobić. Po prostu jego ciało samo wciągnęło go do środka. Zazwyczaj tak właśnie działał. Robił coś, a dopiero później zastanawiał się, co takiego nim kieruje. Nigdy jednak nie  próbował z tym walczyć. W końcu jeszcze nie zdarzyło mu się na tym źle wyjść.
Chciał podejść i zwyczajnie się przywitać, ale właśnie wtedy blondyn ruszył w kierunku kosza, by po chwili zrobić dwutakt i wsad, a Willy mógł tylko patrzyć na to z otwartą buzią, szepcząc ciche ”wow”. Dla niego było to naprawdę niesamowite! Skoczyć tak wysoko i… Cudowne!
Kiedy piłka potoczyła się w jego stronę, wyrywając go z tego dziwnego stanu, od razu chwycił ją w dłonie i podbiegł do chłopaka, wlepiając w niego swoje błyszczące od ekscytacji oczy.
- To było… - spróbował znaleźć najbardziej pasujące słowo - …wow!
No tak… Dobrze, że chociaż spróbował.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sob Sie 06, 2016 6:14 pm
       
Spojrzenie miodowych oczu pobłądziło w ślad za piłką, która ostatecznie poturlała się pod nogi nadbiegającego znikąd chłopaka. Gdy tylko się po nią schylił uniosłem wzrok na jego twarz i choć od razu wydał mi się znajomy - nie od razu skojarzyłem skąd właściwie go znam. Nie potrafiłem też dopasować do jego twarzy żadnego, konkretnego imienia... Może po prostu go nie znałem? Sterczałem przez chwilę w miejscu wciąż lekko przygarbiony po wcześniejszym skoku i dopiero gdy blondyn podszedł bliżej wlepiając we mnie spojrzenie swych błyszczących jak pięciozłotówki oczu... jakby mnie olśniło. Tak, teraz pamiętam. Kolega z kółka matematycznego, na które w przypływie głupawki zapisałem siebie i Freya. Uśmiechnąłem się nieznacznie pod nosem na samo wspomnienie tamtych wydarzeń, by zaraz ten uśmiech przekierować na postać Dolana.
- Pamiętam cię, zapisałeś się do kółka matematycznego Strikera. - patrzyłem na niego wyczekująco jak gdyby licząc, że chłopak tę wersję potwierdzi. Wątpliwe bym go z kimś pomylił, miał dość... charakterystyczne usposobienie. Choć nie miałem jeszcze okazji bliżej go poznać to już przy pierwszym spotkaniu potrafiłem mniej więcej zdefiniować jego osobowość. Sympatyczny, wesoły, pełen pogody ducha i w dodatku potrafił zarazić uśmiechem. Podekscytowanie błyszczące w jego dużych oczach urzekało do reszty, nie wypada mi jednak chyba w głos nazwać go uroczym... Jeszcze mnie o coś posądzą. Tak czy owak spojrzenie z jego twarzy przeniosłem z powrotem na tkwiącą między jego dłońmi piłkę. Patrzyłem na nią przez chwilę w zastanowieniu, aż wreszcie uśmiechnąłem się wesoło kącikami warg ponownie spoglądając na chłopaka.
- Chcesz zagrać? - wypaliłem beztrosko nie biorąc tak naprawdę nawet pod uwagę ewentualnej możliwości odmowy co też widać było zresztą w moim spojrzeniu. Zagarnąłem chłopaka ramieniem zupełnie niedyskretnie poganiając go w stronę boiska (czy też jego środka). Poklepałem go nawet lekko, jakoby pokrzepiająco otwartą dłonią po łopatce. Everything is fine, Willy! Trust me.
Powrót do góry
 
Go down
Willy

avatar
160
#
Szarak
160


   
Sro Sie 10, 2016 1:40 am
       
Normalnie słysząc słowa chłopaka, zapewne delikatnie by się skrzywił. To brzmiało jakby z własnej woli zapisał się do klubu, a przecież został do tego zmuszony! Teoretycznie... Oczywiście mógł wtedy odmówić, ale… Konsekwencje tego mogły być straszne. Tym razem jednak był zbyt zaabsorbowany tym, co prze chwilą zobaczył, by zwrócić uwagę na coś takiego. Energicznie pokiwał głową, zadowolony, że chłopak go pamięta, choć nie mieli jeszcze okazji ze sobą rozmawiać.
- Jestem Willy – postanowił się przedstawić, chcąc przy okazji poznać imię blondyna, bo w końcu nie wypadało mu nie zrobić tego samego. Wydawało mu się, że już je słyszał, ale… Tamtego dnia był zbyt przejęty słowami Strikera, by móc myśleć o czymkolwiek innym.
Na moment się zawahał patrząc na piłkę, którą trzymał w obu rękach. Nie wiedział, czy powinien podać chłopakowi dłoń, co chwilowo wydawało się być niezwykle trudnym zadaniem. Tak jakby trzymanie przedmiotu tylko jedną kończyną było absolutnie niemożliwe. Jego zawieszenie nie trwało jednak zbyt długo. Całe szczęście, bo mógł wyglądać nieco dziwnie, przyglądając się z taką konsternacją martwemu przedmiotowi. Szybko przycisnął piłkę do swojego boku, by mu nie upadła, kiedy wolną już dłoń wyciągnął w kierunku chłopaka. Był w końcu dobrze wychowanym chłopcem.
Na pytanie blondyna otworzył szerzej oczy i zrobił z ust charakterystyczne o, nie spodziewając się takiej propozycji, choć było po nim widać, że bardzo mu się ona podoba. Zaraz uśmiechnął się szeroko. Chciał zagrać. Nie zamierzał przepuścić czegoś takiego. Nawet jeśli jego umiejętności prezentowały się nijak przy wyższym chłopaku.
- Jasne! – w jego głosie było słychać, jak bardzo spodobała mu się ta propozycja. – Ale uprzedzam, że nie jestem w tym tak dobry jak ty – ostrzegł, idąc w kierunku środka boiska.
Grywał w kosza, to jasne. Nie robił tego jednak na tyle często, by móc pochwalić się jakimiś konkretnymi umiejętnościami w tej dziedzinie. Nie był jednak łamagą, która potykała się o własne nogi czy miała problem z kozłowaniem. Był po prostu przeciętnym graczem, ale starał się to dzielnie nadrabiać energią i zaangażowaniem. W końcu optymizm czyni cuda, prawda?
Kiedy już stanął na środku boiska, odwrócił się w kierunku Boyda i popatrzył na piłkę. Jego nauczyciel od wfu zawsze powtarzał mu, że jest ona jego przyjaciel. Jeśli będzie ją tak traktował, to będą mogli zrobić wszystko. Dlatego w myślach poprosił Janusza o dobrą współpracę i odbił nim kilka razy obok swojej nogi. Następnie ruszył powoli w kierunku blondyna, delikatnie się przy tym uśmiechając. Podobał mu się pomysł wspólnej gry, co było po nim widać. Nie był wielkim fanem koszykówki, ale zdecydowanie był to ciekawy sposób na spędzenie wolnego czasu.
Po chwili zdecydował się przyśpieszyć i podbiec w kierunku kosza, by móc spróbować rzucić piłką z bliższej odległości. Cały czas starał się nie spuszczać oczu z blondyna, by być przygotowanym na jego ruchy, choć było to ciężkim zadaniem. Willy nigdy nie miał dobrej podzielności uwagi, ale starał się. I w sumie tylko to był w stanie zrobić, bo Boyd na pewno mógł bez najmniejszego problemu zabrać mu piłkę.


//fabuła zawieszona\\


Ostatnio zmieniony przez Willy dnia Wto Paź 17, 2017 12:46 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
 
Go down
Cyrille de Montmorency

avatar
708
#Maskotka
Vargas
708


   
Sro Sie 10, 2016 12:04 pm
       
Cytat :
MG
Na wstępie przepraszam za opóźnienie, oddzielimy akcje na boisku. Mój błąd, że tyle zwlekałem QQ

Zackary zerknął tylko na wychodzącego, jednak nie powiedział niczego. Zapewne było mu obojętne czy chłopak zostanie czy też nie. On miał swoją robotę więc dobrze, że przynajmniej nie będzie mu przeszkadzał. Pokiwał tylko głową z lekką aprobatą na słowa blondyna, odczepił od paska pęk kluczy po czym wyselekcjonował jeden otwierając nim pokaźny "składzik". Chociaż normalna osoba zapewne nazwałaby to magazynem.
- Wszystkiego cię nauczę! - powiedział spokojnie, ale naprawdę czaiła się w jego głosie nutka zadowolenia. Wyciągnął jedną z maszyn, typowa maszyna czyszcząca. Zbiornik z wodą, szczota z dozownikiem i polerka. Poklepał urządzenie.
- Oto i ona, może nie wygląda, ale to kawał porządnej maszyny. Umila sprzątanie i przyśpiesza ogół pracy. Kluczykiem uruchamiasz, łpaiesz za uchwyt i palcami zwalniasz hamulec. Maszyna sama ciągnie, więc wystarczy powoli iść za nią i ją nakierowywać. Możesz oczywiście ją lekko popchać, co przyśpieszy nieco jej tępo, ale nie rób tego za szybko, bo robota będzie niedokładna, a tego byśmy nie chcieli. - przy tłumaczeniu oczywiście wszystko demonstrował. Wypchał jedną z maszyn na sale po czym wrócił po kolejną.
- Weź jedną połowę boiska, ja drugą, poruszaj się jak uważasz, byle tylko cała powierzchnia była wyczyszczona! - Poklepał chłopaka po ramieniu i ruszył ze swoją maszyną.
- Długo grasz w koszykówkę? - zagadał, popimo lekkiego hałasu z urządzenia, dało się komunikować. - Wyglądało na to, że świetnie bawisz się na boisku.
Powrót do góry
 
Go down
Blythe Aiden Hamalainen

avatar
192
#Młodzież
Student wychowania fizycznego
192


   
Sro Wrz 07, 2016 2:03 pm
       
Przyglądał się pękowi kluczy, kiwając głową z niejakim uznaniem. Zawsze podziwiał kluczników. Sam kiedy miał więcej niż jeden przywieszony przy swoim breloku zaraz się gubił, pół godziny przeglądając wszystko nim w końcu otworzył drzwi do akademika. Ewentualnie gubił brelok, tak też się zdarzało.
- Tak jest! - zareagował entuzjastycznie, wpatrując się w maszynę czyszczącą. Kiwał energicznie głową podczas tłumaczenia. Prosta w obsłudze. Odłożył swoją piłkę na ławkę, zaraz dopadając maszynę, którą wprawił w ruch, biorąc wyznaczoną mu połowę boiska. Niesamowite skupienie na jego twarzy tylko potwierdzało, że nie zamierzał iść na skróty. Tak to już z nim było. Wiecznie uśmiechnięty i roześmiany, ale daj mu jakieś zadanie to podejdzie do niego równie poważnie, jakbyś właśnie kazał mu trenować do igrzysk olimpijskich. Gdy padło pytanie o koszykówkę, jego oczy rozbłysły z wyraźnym entuzjazmem.
- Od dziecka. Właściwie od kiedy pamiętam, zawsze piłka do kosza była moim najlepszym przyjacielem. Po drodze miałem nieco trudności z nazbyt martwiącymi się o mój stan zdrowotny rodzicami, ale jak widać wszystko wyszło jak trzeba. Nawet matka natura postanowiła mnie wesprzeć odpowiednim wzrostem. - wyszczerzył się pokazując tym samym swoją dumę z takiego, a nie innego obrotu spraw.
- Gra pan? - zapytał z zaciekawieniem, zastanawiając się czy trafił może na swoją bratnią duszę w kwestii zainteresowań. W końcu wypowiedział się wcześniej w sposób, który sugerował że sam miał słabość do sportów. Nie był po prostu pewien czy woźny lubił sporty w kwestii ogólnej, czy może miał słabość do jakiegoś konkretnego. W myślach właśnie krzyżował palce za plecami, mając nadzieję, że tym konkretnym byłaby właśnie koszykówka.
Powrót do góry
 
Go down
Cyrille de Montmorency

avatar
708
#Maskotka
Vargas
708


   
Sro Wrz 21, 2016 7:03 pm
       
Cytat :
MG

Zaangażowanie chłopaka najwidoczniej podbudowało wiarę w młode pokolenie u woźnego, a wręcz działało na niego motywująco, bo sam postanowił przeskoczyć swoją perfekcję! Praca przede wszystkim! Szczególnie gdy mówimy o pielęgnowanie boiska! Gdy Zackary słuchał odpowiedzi Blytha kiwał co jakiś czas głową i delikatnie gładził wąs w widocznej aprobacie. Tego mu było trzeba! Odpowiedniego towarzysza!
- Więc też nie miałeś lekko? Widzę, że jednak się nie poddałeś, a to jest bardzo potrzebne w tym sporcie!
Po zadanym pytaniu roześmiał się cicho.
- Gram? Raczej grałem, ale to były stare czasy. Teraz jedynie od czasu do czasu z wnukiem. Chociaż to już nie ta sama sprawność. Tylko jak mógłbym rzucić to wszystko od tak? Po tylu latach? Dlatego pracuje tutaj, zamiast wygrzewać się gdzieś na plaży - znów się zaśmiał rozbawiony - No! Wygląda cudnie. Teraz tylko zwinąć maszyny i po sprawie. Dzięki za pomoc, oszczędziłeś mi sporo czasu.
Woźny zaprowadził maszynę do środka, a gdy to samo zrobił Blythe, zamknął za nim składzik.
- Jeszcze raz dziękuje. Jakbyś czasami nie miał co robić, to nie krępuj się. Robota zawsze się tu znajdzie, a i może sobie trochę porzucam. - Uśmiechnął się do niego i podał mu rękę. - Nie zatrzymuje dłużej, pewno i tak cie tu przetrzymałem.
Po tym Zackary ruszył wykonywać resztę swoich obowiązków, no chyba, że koszykarz potrzebuje jeszcze jego osoby.

Dopisz sobie +1PU. Udało Ci się "pokonać" NPC :D Gratuluje!
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Boisko do koszykówki [SW]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Duże boisko do koszykówki
» Boisko

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: