IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Basen [SW]

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
Sheridan Kenneth Paige

avatar
1504
#Gwiazda Showbiznesu
Wokalistka Estradowa
1504


   
Wto Wrz 15, 2015 7:08 pm
       
Irytująco chlorowany, regularnie czyszczony, filtrowany, zabezpieczony na tysiąc sposobów, wyposażony w komfortowe drabinki i jeszcze inne luksusy z tytanu? Czy to ptak? Czy to samolot? Nie, to basen. Wymiary trzydzieści metrów na dwadzieścia, doskonała głębokość i miliardy wymalowanych na dnie linii czy osiemdziesiąt tysięcy podziałek, sznurków-... właściwie jest tu wszystko, czego potrzebuje tego rodzaju hala. Woda? Jest. Komfort? Jest. Piankowe makarony na wypadek niepływających ciot? I to nawet w trzydziestu kolorach! Dodatkowo szatnie i prysznice. No i czego chcieć więcej?
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sob Wrz 26, 2015 3:59 pm
       
Bardzo długo zastanawiał się nad tym co może porobić, zanim całą szkołę zaleją uczniowie. Aktualnie trwała wielka zabawa więc większość miejsc była pusta, mógł dzięki temu poruszać się swobodnie. Przypomniał sobie o tym, że w szkole jest basen i można z niego korzystać. Aktualnie nikogo nie powinno tam być! Będzie mógł bez skrępowania sobie popływać. Dokładnie to postanowił Victor. Woda pozwalała mu czuć się w pełni sprawnym, tam brak nogi aż tak bardzo mu nie przeszkadzał.
Jak postanowił tak zrobił, po kilkunastu minutach był już w szatni i zdejmował z siebie ubrania. Wszystko bardzo pieczołowicie wkładał do szafki, żeby przypadkiem się nie pogniotło, jakby wyglądał gdyby wszystko wrzucił do szafki na odwal? Pewnie jak przeżute i wyplute coś, na samą myśl o takim stanie rzeczy aż się skrzywił. Po jakimś czasie, stał już w samych czarnych bokserkach. No tak, nie miał ze sobą kąpielówek. Podrapał się po głowie.
-Trudno się mówi, będę musiał dłużej tutaj posiedzieć jak wyjdę z wody i wyschnąć.
Powiedział cicho sam do siebie, w szatni aktualnie nikogo nie było. Zanim poszedł do basenu zahaczył jeszcze o prysznice, wypadało się porządnie umyć. Po szybkim acz dokładnym prysznicu, poszedł na basen. Dźwięk plastiku uderzającego o płytki niósł się echem po całym obiekcie. Victor był tym niesamowicie zirytowany, to był właśnie jeden z powodów, przez który czarnowłosy wolał zjawiać się w takich miejscach gdy były puste. Doszedł do brzegu basenu i zdjął protezę, stał teraz na jednej nodze, plastikowe ustrojstwo wywróciło się i narobiło jeszcze więcej hałasu, jego to już, jednak nie obchodziło! Skoczył do przodu i wpadł do wody. Basen był dość głęboki a woda przyjemnie ciepła. Scorpio był zadowolony z pracy tutaj, dzięki temu mógł korzystać z wielu udogodnień naszykowanych dla bogatych uczniów. Czasami nie chciało mu się aż wychodzić do tego pustego, smętnego mieszkania, w którym mieszkał.
Nauczyciel postanowił zrobić kilka szerokości basenu. Jego limitem było aktualnie sześć, tylko jeszcze sobie z tego nie zdawał sprawy. Okazało się, że dużo szybciej się męczy gdy musi jedną nogą i kikutem drugiej, pracować za dwie. Gdy tak pływał był całkowicie wyłączony, szum, plusk wody i rytmiczne ruchy, tylko na tym był skupiony.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sob Wrz 26, 2015 4:32 pm
       
Co Vanessa najbardziej lubiła w tej szkole? Że mimo iż generalnie nie powinno być możliwości znalezienia się na jej terenie od tak, przed oficjalnym rozpoczęciem, które w sumie miało właśnie miejsce, niektóre osoby, przy odpowiednim nacisku na dyrekcję, mogły sobie swobodnie po przybytku wędrować. Jedną z takich osób była własnie zielonowłosa panna Lynch. Jej rodzina płaciła na szkołę pokaźne sumy, dziewczyna zachowywała się wzorowo i miała nienaganne oceny, tak więc zbyt wielu przeciwwskazań nie było. Lubiła trenować, często więc odwiedzała tę część placówki. Czasem w towarzystwie, czasem samotnie. Dziś bez otoczenia grupki fanów, czy po prostu znajomych, wybrała się na basen. Starała się go odwiedzać sumiennie, dwa razy w tygodniu i dziś właśnie nastąpił taki dzień. Odwiedziła szatnię, przebierając się w strój kąpielowy, złożony z białego, obcisłego topu z wycięciem w kształcie odwróconego trójkąta tuż poniżej obojczyka. Top zakrywał jej szyję, a sięgał do żeber. Był zrobiony z materiału typowego dla eleganckich strojów kąpielowych. Dół stroju złożony był z majtek, wiązanych na biodrach. Całość stroju miała biały kolor. Włosy wan związane były białą kokardą, w długi koński ogon, a na jej czole znajdowały się okulary do pływania, dzięki czemu nie musiała martwić się o swoje soczewki. Biały puchaty ręcznik zwisał swobodnie z jej ramienia, kiedy szła, słuchając muzyki z ipoda, przypiętego do jej stroju. W pierwszym więc momencie, nie zarejestrowała hałasu, który robiła pluszcząca woda, do póki sam basen nie pojawił się w zasięgu jej wzroku. Uniosła brwi w górę, nieco zaskoczona, że jeszcze kogoś tu spotyka. Wyjęła słuchawki z uszu i wyłączyła urządzenie. Wraz z puchatym ręcznikiem i klapkami zostawiła wszystko przy jednym z leżaków. Przeszła naokoło basenu, mijając protezę. Jej brwi niemal całkiem wjechały pod zieloną grzywkę. Hę? Zmarszczyła brwi. Jej ciekawość osiągała pułapowe granice. Nie można było ocenić kto pływał, póki się ruszał w wodzie! No cóż, trudno. Dowie się potem. Rzeczy ważne najpierw. Przeszła na wolną część basenu i nasunęła okulary na oczy, po czym wskoczyła do wody, składając ręce przed sobą w strzałkę. Pływała nieźle, ale olimpijczykiem to w tej dziedzinie nie była. Po trzech basenach zrobiła krótką przerwę, łapiąc się rękami brzegu basenu. Zerknęła sobie przelotnie, bowiem już kojarzyła, kto pływał, no i tak trochę głupio. Spojrzała na cyfrowy zegar nad wyjściem z sali, odgarniając mokry ogon włosów...
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sob Wrz 26, 2015 5:00 pm
       
Po sześciu szerokościach basenu Victor prawie wypluwał płuca, zatrzymał się więc przy brzegu basenu. Ciężko oddychał i był bardzo mocno zdenerwowany. To byłą przecież jakaś kpina, nawet nie płynął zbyt szybko! Po kilku minutach przestał ciężko oddychać i dopiero wtedy zdał sobie sprawę z tego, że nie był tutaj już sam. Jego mina nagle bardzo mocno stężała. Nie miał zamiaru robić za sensację, jednak chyba miało to wyglądać inaczej. Osoba, która była z nim na basenie okazała się być, jedną z najbogatszych uczennic w szkole. Nie było wątpliwości to musiała być ona, zielone włosy krzyczały wystarczająco głośno i było charakterystyczne. Victor dość szybko, jednak niezgrabnie wygramolił się z basenu. Usiadł na jego brzegu i sięgnął po protezę. Jak do tej pory żaden uczeń czy też uczennica o tym nie wiedzieli. Nagle, jednak wszystko stanęło pod wielkim znakiem zapytania. Jakoś nie był w stanie sobie wyobrazić, żeby zielonowłosa dziewczyna nikomu o tym nie powiedziała... Innymi słowy niedługo cała szkoła będzie o tym mówiła. Plotki bardzo szybko się roznoszą w takich miejscach jak to. Jeżeli uczniowie zaczną go wołać od kalek to będzie nieprzyjemnie. Przymocował sobie swoją plastikową nogę i wstał. Teraz i tak było już za późno, nie było sensu uciekać. Zajął jeden z leżaków żeby chwile odpocząć, za jakiś czas wróci do wody i znowu będzie pływał.
Spojrzał na zielonowłosą, zastanawiał się chwile co tutaj robi skoro szkołą przygotowała tyle ciekawych wydarzeń. Mogła pójść np. do domu strachu.
-Dzień dobry. Nie interesuje Cię to wszystko, co zostało przygotowane dla uczniów?
Rzucił do uczennicy, wiedział że była z bogatej rodziny, jednak za nic nie mógł sobie przypomnieć ani jej imienia ani nazwiska. Zawsze miał z tym problemy, dużo łatwej wiązało się kogoś z imieniem i nazwiskiem gdy miało się przed nosem dziennik.
Victor nale zdał sobie sprawę z kolejnej zabawnej sprawy, nie wziął ze sobą ręcznika! Tak, nie ma to jak spontaniczny wypad na basen. Przetarł twarz dłonią i zaśmiał się sam do siebie.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sob Wrz 26, 2015 5:16 pm
       
Po krótkiej przerwie, przepłynęła basen jeszcze parę razy, po czym znów się zatrzymała. Wtedy wyszło na jaw, że jednak miała rację! To jednak faktycznie był pan Wright! Tylko skąd ta proteza? Zgadywała bowiem, że należała do niego. A chwilę później, już nawet nie musiała się zastanawiać, gdy wyszła z basenu i zastała go na jednym z leżaków, w pobliżu jej rzeczy, zsunęła okulary z twarzy, pozwalając im na swobodne zwisanie na jej szyi i zgarnęła puchaty ręcznik.
- Witam, panie profesorze. Czy atrakcje mnie nie interesują? Ależ oczywiście, że interesują, jednak nie powinnam przez nie opuszczać treningu.
Odparła, otulając się ręcznikiem, po czym siadając na brzegu swego leżaka. Rzuciła okiem na telefon i przesunęła go nieco. Usilnie starała się nie patrzeć na jego protezę, no ale tak do końca się nie da, prawda? No nie da się. Gdy zerknęła na nią po raz kolejny, sapnęła nieco poirytowana swoim niepoprawnym zachowaniem i znów uniosła wzrok do jego twarzy
- Przepraszam pana, ale... Co się panu stało? O ile takie pytanie z mej strony to nie coś niegrzecznego.
No zapytała, nie wyrobiłaby chyba, gdyby nie zapytała. To było coś naprawdę interesującego i zarazem smutnego i niepokojącego i intrygującego. Zaatakował go wariat z piłą? Miał wypadek? Jakaś maszyna chciała go 'pożreć'? Bardzo chciała wiedzieć. Czy miała zamiar tą wiedzą się dzielić? Może. A może nie. Zależy od ciekawości tejże informacji, skąd taka ciężka kontuzja. A no i w sumie, miała teraz potwierdzenie dla swych koleżanek, że pan profesor, pedagog jest całkiem fajnie zbudowany. Hmm. Zaciekawiło ją, czemu się śmieje. Chwila, chwila, chwila... Pan Wright i śmiech? Czy to był jakiś upiór, co przybrał jego formę? Chyba żarty... I prawdopodobnie wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że 3/4 myśli i emocji w tym momencie, przez zaskoczenie, było wymalowane na jej twarzy...
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sob Wrz 26, 2015 5:39 pm
       
Victor siedział na leżaku i uważnie słuchał tego co miała mu do powiedzenia uczennica. Bardzo szybko wyjaśniło się co tutaj robi, sumienna i pracowita jak zawsze. Nie miał się do czego przyczepić. Trochę go to irytowało bo każdy popełnia błędy, jednak ta zielonowłosa uczennica musiała je popełniać bardzo rzadko. Wright nie przypominał sobie aby mu kiedyś podpadła.
-To w zasadzie całkiem zdrowe podejście. Możesz mi przypomnieć swoje imię, mamy tylu uczniów, że ciężko wszystkich spamiętać.
Zapytał o to nim Vanessa wspomniała o jego protezie, na samo pytanie o to co mu się stało lekko się poirytował. Zielonowłosa, była jednak przy tym całkiem uprzejma i nie dało się ukryć, że to dość ciekawa sprawa. Nagle dowiadujesz się, że nauczyciel nie ma nogi. Ale w jakich okolicznościach ją stracił!?
-Nie, spokojnie. Wszyscy, którzy to widzą pytają. Ciekawość to rzecz ludzka.
Mówił bardzo spokojnym i chłodnym tonem, stanowczo nie był zadowolony tym, że zadała właśnie to pytanie. Nie zdenerwował się, jednak jego reakcja była jak najbardziej na miejscu prawda? Wtedy zauważył minę dziewczyny, dobrze wiedział o co jej chodziło. Ten nieprzyjemny facet się zaśmiał!
-Powiedzmy, że lubiłem szybko pojeździć motorem. Dobra zabawa zakończyła się przykrym wypadkiem i utratą nogi. Jesteś chwilowo jedyną osobą w szkole, która w ogóle o tym wie. Nie licząc dyrekcji, więc prosiłbym Cię o zachowanie tego dla siebie.
Dał jej chwilę na przetrawienie tego co powiedział.
-No i nie rób takiej zdziwionej miny, umiem się śmiać i uśmiechać jak każdy człowiek.
Pokręcił lekko głową i znowu się zaśmiał.
-Mam wrażenie, że ta mina było o wiele bardziej niegrzeczna niż twoje pytanie.
Bardzo rzadko zdarzało mu się rozmawiać z uczniami poza lekcjami, bądź sprawami związanymi z byciem pedagogiem. Wywiązywał się ze swoich czynności i tyle. Nigdy nie trafił na ucznia, który chciałby z nim porozmawiać prywatnie i nagle zdarzyła się taka sytuacja... Niestety była dość niezręczna.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sob Wrz 26, 2015 7:24 pm
       
W gruncie rzeczy, gdy Van siedziała i zastanawiała się chwilę, co jej w profesorze dziś nie pasuje, zadał jej pytanie, które zbiło ją z pantałyku. Słucham? Jak? Co...? Chwileczkę. Stop, stop, stop. Ktoś nie wiedział jak się nazywała? I ten ktoś mieszkał w Vancouver? Osłupiała i ogłupiała. Prawdopodobnie, gdyby nie wyuczony takt, otworzyłaby buzię i siedziała w bezruchu, przez dobrych kilkanaście sekund, a tak otworzyła tylko szerzej oczy. To było dla niej, wyjątkowe uczucie. Nie sądziła, że znajdzie się taka jednostka i to w sumie w jej otoczeniu. Przywykła do tego, że od najmłodszych lat jest rozpoznawana i lubiana. Znalazła język w ustach
- Umm, tak. Vanessa Lynch.
Przedstawiła się, nadal nie mogąc otrząsnąć z zaskoczenia. Jednak później wypłynął inny temat na wierzch ich rozmow i to na nim w pełni skupiła swą uwagę, w końcu ciekawość była jej istotną cechą.  Pokiwała lekko głową, gdy zapewnił ją, że to nie jest dla niego trudny temat, choć widziała, że w pewnym sensie był. Pan profesor spiął się bowiem, co teraz było dość wyraźnie widać, chociażby po reakcji mięśni jego ramion. A potem ogłupiała po raz drugi. Pan Wright jeździł SZYBKO na MOTORACH? No to już cały zbiór informacji, którymi można się było dzielić ze światem. No, tyle że poprosił o to, by tego nie robiła, no i musiała oczywiście go zapewnić, że tego nie zrobi. A niech to szlag. Westchnęła ciężko, wewnętrznie.
- Przykro mi z powodu tego co pana spotkało. Skoro jeździł pan szybko, musiał pan lubić to robić...
Zauważyła na głos, w sumie zaciekawiona tym tematem. Ściągnęła wstążkę z włosów i okulary z szyi, by jej włosy mogły sobie swobodnie schnąć. Wizja ich wyczesania była przerażającym echem tortur przyszłości, jednak Vanessa była do tego przyzwyczajona i nawet lubiła takie tortury. Kiedy zwrócił jej uwagę, chrząknęła, odwracając wzrok na kilka chwil
- Przepraszam. To po prostu do pana trochę nie podobne. Na zajęciach jest pan surowy.
Zauważyła, wracając do niego wzrokiem po chwili. Ten mężczyzna okazywał się być całkiem ciekawy. Będąc uczniem, łatwo zapomnieć o tym, że nauczyciele, to też ludzie, a będąc kimś niepoprawnie bogatym, czasem łatwo zapomnieć o tym, że inni ludzie też mogą mieć swoje życia...


Ostatnio zmieniony przez Vanessa dnia Pon Wrz 28, 2015 12:30 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Nie Wrz 27, 2015 11:16 pm
       
-Cóż, zajęcia to zajęcia. Tam trzeba trzymać rygor i wymagać. Jestem po to aby was czegoś nauczyć. Nie po to by klepać po główkach.
Takie miał zasady Victor, lekcje były czymś co nie miało być czymś przyjemnym. Na lekcjach trzeba się było uczyć, kształcić, przyswajać wiedzę i zachowywać. Swoje zadanie Wright wykonywał sumiennie, przekazywał wiedzę i to co potrafił. Jego zdaniem szkoda było czasu na głupie żarty i niepotrzebne przerywniki w trakcie lekcji. Jak wiele można przekazać komuś w 45 minut?! Tak dużo, że aż zacznie tym rzygać... Niestety, każdy nauczyciel widzi swój przedmiot jako najważniejszy. Victor nie był inny i stąd jego surowość podczas zajęć.
Temlat upodobań Victor'a do szybkiej jazdy został chwilowo przemilczany, młody nauczyciel musiał się dość mocno zastanowić nad odpowiedzią. Oczywiście tęsknił za pędem i tym wspaniałym uczuciem, gdy jesteś kilka minimetrów nad asfaltem. Natomiast z drugiej strony było wspomnienie bardzo bolesnego wypadku i jego późniejszych konsekwencji. Victor mimowolnie spojrzał na protezę i uderzył w nią ręką aż po basenie poniosło się echo.
-Nawet nie wiesz, jak bardzo Vanessa. Jak widać odbiło mi się to nieco na zdrowiu...
Nauczyciel uśmiechnął się krzywo i powoli wstał z leżaka, zrobił ze dwa kroki do przodu i nagle stęknął. Cofnął się i opadł na leżak. Wyglądało na to, ze jednak nigdzie teraz nie pójdzie. Powiedział już wystarczająco dużo i miał zamiar się ulotnić a tu taki psikus. Nagle zaczęła go boleć noga, której nie miał no i oczywiście kikut.
-Bądź tak dobra i przejdź do szatni. W szafce numer 36 w kieszeni mojej marynarki są leki. Jeżeli ich teraz nie wezmę, to nigdzie się stąd nie ruszę, przez najbliższe kilka godzin.
Słychać było, że starał się być uprzejmy, jednak mówił przez mocno zaciśnięte zęby. Był to ton i sposób wypowiedzi, który Vanessa mogła znać z zajęć. Victor podczas lekcji unikał brania leków, jednak teraz to nie była lekcja.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Pon Wrz 28, 2015 12:56 am
       
Po krótkim zastanowieniu, Vanessa doszła do wniosku, że słowa profesora miały sens. No tak, w gruncie rzeczy lekcje miały być po to, by przyswajać wiedzę, a nie żeby się śmiać Tylko jakoś nie mogła pojąć, że można być tak różnym... A nie. Przecież ona też nie była jednolita. Coś błysnęło głęboko w jej oku, gdy się nad tym dłużej zawiesiła, coś jej się zaczęło podobać w złożoności jego charakteru. Ludzie okazywali się być jednak ciekawszymi, niż sądziła. Zapadła cisza, a dotyczyła tematu motorów. Wyglądał, jakby naprawdę smuciło go to, że więcej sobie nie pojeździ. Pewnie zaproponowałaby mu przejażdżkę, ale taktowność zmusiła ją do milczenia. Jak mogłaby, skoro stracił przez to nogę. Przecież było coś takiego, jak 'traumy powypadkowe', a co jeśli i pan Wright cierpiał na jedną? Nie. Nic nie powiedziała. Mężczyzna wstał, a temu procesowi towarzyszył jej wzrok. Odruchowo obcięła go wzrokiem. Ale chwilę później jej myśli zmieniły tor, ze względu na to, że profesor zrobił minę, jakby go coś niezwykle zabolało, a potem opadł z powrotem na leżak. Zesztywniała, robiąc duże oczy i wstała błyskawicznie. Zapamiętała numerek szafki
- Proszę w takim razie znaleźć pozycję, gdzie pana mniej boli. Zaraz przyniosę. Chwileczkę.
Zostawiła swoje rzeczy na drugim leżaku, wstając i zrzucając z ramion ręcznik. Nie biegła, po basenie to groziło śmiercią, ale szła na tyle szybko, na ile mogła sobie pozwolić. Weszła do szatni i znalazła odpowiednią szafkę, mamrocząc jej numerek pod nosem. Trochę była rozkojarzona tą rozmową i wydarzeniem, więc musiała bardzo się skupić, by nie zapomnieć. Znalazła! Otworzyła i zawiesiła się na moment. Zamrugała, patrząc na jego ubrania. Przysunęła się i wyciągnęła wieszak z marynarką. Jego ubrania były idealnie poskładane, zagniecenia im tu nie groziły. A w ogóle to pachniały po męsku. Nie umknęło to jej uwadze. Z ciekawości zerknęła też na markę marynarki. Po chwili wyciągnęła lek, grzebiąc chwile po kieszeniach. Przełykając ślinę pociągnęła nosem jeszcze raz, zmrużyła oczy i schowała marynarkę do szafki. Po chwili wróciła do nauczyciela, z nieco strapioną, ale i nieco mroczną miną. Kiedy jednak przeniosła na niego wzrok, zrobiła zmartwioną minę i pokazała leki
- Proszę, czy jeszcze czegoś pan potrzebuje?
Zapytała, podchodząc blisko i podając mu leki...
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Pon Wrz 28, 2015 7:23 pm
       
Czas, który musiał spędzić samodzielnie oczekując na Vanesse ciągnął się niemiłosiernie. Dla Victor'a te kilka minut trwało całą wieczność, podczas której przeżywał bardzo realny ból. Nauczyciel czuł się, tak jakby w lewej nodze miał roztrzaskane kości od biodra w dół, fakt że nie miał lewej nogi od kolana w dół nic nie zmieniał. Każda sekunda wydawała się być minutą a każda minuta godziną! Na szczęście Vanessa potrzebowała tylko kilku minut. Wziął od zielonowłosej dziewczyny leki trochę agresywnym ruchem. Nawet jej nie podziękował, chwilowo liczyło się łyknięcie leków.
Odkręcił opakowanie i wysypał na rękę dwie tabletki, nie zastanawiał się zbyt długo i po prostu wrzucił je do ust. Dwie tego typu tabletki wydawały się być chyba troszkę za dużą dawką, nawet na taki ból. Vanessa była inteligentną dziewczyną i raczej była w stanie się tego domyślić. Żeby tego było mało nauczyciel rozgryzł je i dopiero połknął.
Zamknął oczy i powoli zakręcił opakowanie. Rozsiadł się neico wygodniej na leżaku.
-Dziękuję Vanessa i przepraszam za moje zachowanie.
Rzucił po jakichś trzech minutach kiedy zdał sobie sprawę z tego, że był dla niej nieco nieuprzejmy. Aktualna sytuacja nie pozwalała mu na jakiekolwiek złe zachowanie w jej kierunku, w końcu mu pomogła i to bez zająknięcia. Leki zaczęły działać już po kilku chwilach, nie ma się co dziwić, taka dawka podziałała by nawet na świeżo urwaną nogę. Victor otworzył powoli oczy, źrenice miał powiększone, jednak patrzył przytomnie. Wyglądało na to, że przyzwyczaił się już do działania tych leków.
-Chyba, powinienem to czymś popić.
Przetarł twarz dłonią i podniósł się powoli z leżaka, po napięciu jego mięśni nie było już śladu. Gdyby nie powiększone źrenice to wyglądałby zwyczajnie.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Pon Wrz 28, 2015 8:20 pm
       
Była trochę zaskoczona, kiedy niemal wyszarpnął jej te leki z ręki. Zdążyła jednak podczas drogi przeczytać notkę na buteleczce. Kojarzyła nazwę z różnych filmów medycznych. Gdy zobaczyła, jak profesor łyka naraz dwie, dodatkowo rozgryzając je, przez chwilę przyszło jej do głowy, że zachowuje się trochę jak Dr. Home i jego tabletki na ból. Pan profesor nie był chyba ćpunem, czyż nie? W końcu taki ból musiał być bardzo dokuczliwy. Poczekała więc i obserwowała go z uwagą. Kiedy przeprosił, pomachała ręką i uśmiechnęła się lekko
- Ależ nic się nie stało. Mam nadzieję, że panu ulżyło.
Dostrzegła rozszerzone źrenice. Ładny efekt. Dobrze z nimi wyglądał. Upiornie. Pokręciła głową. Pan Wright wyraźnie się rozluźnił. Kiedy rzucił wzmiankę o czymś do picia, dziewczyna zastanowiła się
- No tutaj raczej pan nic nie znajdzie, ale myślę że na zewnątrz, gdzie odbywa się cała zabawa, znajdzie się jakieś stoisko, gdzie mają napoje.
Zauważyła. Zanotowała też, że przydałoby się, aby przy basenie była jakaś maszyna z napojami, czy coś jej podobnego. Znów otuliła się ręcznikiem i pozbierała swoje rzeczy. Niedługo powinna się zbierać, prawda? Nie chciała, by ominęły ją te wszystkie zabawne atrakcje, a trening mogła uznać już za skończony...
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Pon Wrz 28, 2015 10:46 pm
       
-Widzisz Vanessa to jest jakaś myśl. Słyszałem też coś o jakimś domu strachów, chyba się tam wybiorę. Mam wrażenie, że to może być całkiem ciekawe. Oczywiście pod warunkiem, że nie będę najstraszniejszą rzeczą, którą spotkają tam uczniowie.
Victor znowu się zaśmiał i to całkiem szczerze, wyglądało na to, że poprawił mu się humor! Wystarczyło samo zniknięcie bólu. Czarnowłosy przeciągnął się i ruszył powoli w stronę szatni.
-Istnieje więc szansa Panno Lynch, że spotkamy się gdzieś jeszcze dzisiaj. Mam nadzieję, że jeżeli będzie to dom strachu to nie pomyli mnie Panna z zombie albo demonem.
Przyśpieszył kroku i zniknął w korytarzu prowadzącym do szatni. Jego krokom oczywiście towarzyszyło to nieprzyjemne plastikowe echo. Kiedy dotarł do swojej szafki ubrał się i opuścił teren basenu.
[z/t]
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Pon Wrz 28, 2015 11:14 pm
       
No i tym razem Vanessa dołączyła do śmiechu profesora
- Niee, nie ma pan ze sobą dziennika...
Parsknęła na tę wizję i potem musiała otrzeć łzy z jednego oka. Kiedy odnotowała, że profesor będzie się już zbierał i ona się zdecydowała na wyjście. Zajmie jej to więcej czasu, bowiem opanowanie tak długich włosów to kupa roboty. Pan Wright zasugerował, że może się jeszcze gdzieś spotkają? O, to brzmiało jeszcze bardziej interesująco. Zwłaszcza, ze brzmiał tak niesamowicie pozytywnie
- To w takim razie jest duże prawdopodobieństwo, że może faktycznie gdzieś na pana wpadnę. A tymczasem, do widzenia panie Wright!
Rzuciła jeszcze za nim, po czym sama udała się do szatni. Przebrała się, zajęła swoimi włosami, a dopiero po tym, jak już upewniła się, że wszystko jest jak trzeba, wyszła, udając się na zabawę.

z/t
Powrót do góry
 
Go down
Willy

avatar
160
#
Szarak
160


   
Czw Maj 26, 2016 11:03 am
       
Każdy człowiek raz na jakiś czas ma ochotę coś zmienić w swoim życiu. Jedni ścinają włosy, drudzy robią kolejne kolczyki… Willy postanowił natomiast zadbać o swoje życie i nareszcie nauczyć się pływać innym stylem niż żabką turystyczną. Doszedł do wniosku, że gdyby był pasażerem tonącego na środku jeziora statku i musiał własnymi siłami dopłynąć do brzegu, stałby się pożywieniem dla ryb. Nie miał nic do tych zwierząt, ale za bardzo lubił swoje życie, by móc skończyć jako karma. To byłby zbyt smutny koniec jego szesnastoletniej egzystencji.
Dlatego właśnie stał teraz przy wyjściu z szatni, czekając na swojego dzisiejszego nauczyciela niczym dobry psiak. Był tak podekscytowany tym, co go miało czekać, że wypadł z przebieralni niczym błyskawica. Orionowi najwidoczniej nie śpieszyło się jednak aż tak, bo wciąż nie było go jeszcze widać, a Willy nie chciał wchodzić do wody bez niego. Nie chodziło o to, że bał się to zrobić. Nawet jego marne zdolności pływackie sprawiały, że czuł się w basenie dość pewnie. Po prostu w miejscu, w którym stał był od razu widoczny dla swojego znajomego. I dla innych ludzi także… W normalnych warunkach nie miał nic przeciwko spojrzeniom skierowanym na niego. Teraz jednak miał na sobie tylko strój kąpielowy, który zasłaniał tyle co nic i nie było to dla niego zbyt komfortowe uczucie. Nie miał problemów ze swoim ciałem, ale nie oznaczało to, że wszyscy ludzie musieli je oglądać. Najpewniej, gdyby istniała taka możliwość, wszedłby na basen w koszulce, ale nie chciał dramatyzować. Przecież nie był dziewczyną, tak? Nie musiał mieć dwuczęściowego stroju…
Chciał przestać skupiać się na ciągłym uczuciu bycia obserwowanym, więc podszedł powoli do krawędzi basenu, żeby zanurzyć palce w wodzie. Miał cichą nadzieję, że dla odmiany będzie ona ciepła jak w brodziku, ale przeliczył się. Była zimna… W porównaniu do temperatury panującej w pomieszczeniu wydawała mu się być nawet bardzo zimna i na moment stracił ochotę, żeby do niej wchodzić. Planował szybko zabrać stopę i wycofać się pod ścianę, ale w tym momencie poczuł nagłe uderzenie w plecy, a chwilę później leciał już w kierunku lodowatej wody. Odruchowo zamknął oczy i na moment wstrzymał oddech, co uchroniło go od zachłyśnięcia się. Jeszcze tego mu brakowało!
Normalny człowiek wynurzyłby się od razu z wody niczym orka, ale Willy potrzebował chwili, by zrozumieć co właśnie się wydarzyło. Czy ktoś właśnie wepchnął go do basenu? Do tej okrutnie zimnej wody? Bez żadnego ostrzeżenia? I chyba nawet podejrzewał, kto mógł zrobić coś takiego…
Powoli przekręcił swoje ciało, tak by móc stanąć na dnie, które po tej stronie było na najmniejszej głębokości. Wynurzał głowę niczym krokodyl czyhający na swoją ofiarę. Zabójcze spojrzenie, które mogłoby zmrozić nie jednego człowieka. Zaciśnięte wargi, które nadawały twarzy groźny wyraz. Tak właśnie wyobrażał sobie to Willy. W rzeczywistości właśnie wynurzył się powoli z basenu, patrząc na swojego oprawcę z miną wkurzonego dziecka.
- Mogłem zginąć – postraszył go, choć wiedział, że było to mało prawdopodobne.
Powrót do góry
 
Go down
Frey Orion Clawerich

avatar
648
#Gwiazdy Showbiznesu
Model
648


   
Czw Maj 26, 2016 4:20 pm
       
Parsknął rozbawiony, gdy kolejny raz w ciągu godziny fotograf z którym dziś współpracował wydał z siebie niski, skrzeczący dźwięk, który chyba był irytacją. Od samego początku powtarzał temu mężczyźnie, że jego psy nie lubią być fotografowane a już na pewno nie mają zamiaru siedzieć grzecznie w miejscu. Takim sposobem wdali się w dyskusję, której koniec okazał się najgorszym możliwym scenariuszem. Pan z aparatem stwierdził, że skoro nie może wziąć całej piątki psów, to weźmie jednego i o bogowie wybrał Rivera, który był najbardziej roztrzepanym huskym na świecie. Huskym, który aktualnie biegał wokoło fontanny przy której trwała sesja i który za nic w świecie nie chciał spokojnie usiąść przy właścicielu. Blondyn kręcił głową z rozbawieniem za każdym razem, gdy czyjeś ręce próbowały pochwycić niesforne zwierzę i poprowadzić je w odpowiednie miejsce. To jednak w pewnym momencie podłapało, że żaden z mężczyzn nie wejdzie za nim do fontanny i to był powód, dla którego dał nura w wodę. Chlapiąc przy okazji "oprawców".
- Mówiłem panu, że to zły pomysł. Każdy pies, naprawdę każdy. A pan wybrał Rivera. - Postukał palcami w policzek, bez najmniejszej skruchy naśmiewając się z fotografa. Spotkało się to z kolejnym głębokim westchnięciem i długo wyczekiwanymi słowami "dobra dobra chłopcze, jesteś wolny na dzisiaj". Orion z szerokim uśmiechem poklepał swoje udo i zawołał imię psa. Założył mu od razu szelki, podpinając je do smyczy, podziękował panom z aparatami i z miną wiedziałemżetakbędzie, zauważył na zegarku, że oczywiście jest spóźniony. Spojrzał na huszczaka, później na drogę do przebycia. Westchnął i ruszył w stronę szkoły, bo na odstawienie zwierzaka do domu było już za późno. A skoro już i tak było po czasie, to się zbytnio nie spieszył. River nie mógł sobie darować i wąchał wszystko co się dało, przy okazji wprawiając dzieci w zachwycone piski i plącząc się pod nogami Oriona. Norma.
Dotarłszy do skrzydła sportowego, zaczepił jednego z strażników. Po grzecznej wymianie zdań i zaakcentowaniu nazwiska, wręczył smycz psa mężczyźnie, dziękując za chwilową opiekę nad nim. Wolnym krokiem pełnym gracji ruszył w stronę części z basenem, wypatrując znajomych sylwetek. Kilka razy miał możliwość przywitania się z kimś z rówieśników, bądź posłania szlmowskiego acz uroczego uśmiechu wuefistce. No way, ta kobieto go nie będzie męczyła. No ale w końcu... Blond czupryna i strój kąpielowy zajaśniały mu przez jakieś okno czy inne takie basenowe. Zatarł łapki, ani myśląc iść się przebrać. Odczekał odpowiednią chwilę, następnie popychając delikatnie drzwi wejściowe, by nie wydały żadnego dźwięku. Z kocią bezdźwięcznością podreptał w stronę sprawdzającego temperaturę wody chłopaka, by w kolejnej chwili ułożyć dłoń między jego łopatkami i pchnąć go prosto w objęcia chłodnej wody. Piękne pluśnięcie zwróciło uwagę wszystkich o dziwo tym razem dziewczyn obecnych na basenie. Czyżby panny miały jakiś trening? Orion uspokoił je krótkim machnięciem ręki i powalającym uśmiechem, na co te zachichotały i wróciły do zajęć. Jeszcze podejdą, zawsze podchodzą.
- Nie sądzę, żebyś miał zginąć w metrze pięćdziesiąt. - Skwitował, kucając przy krawędzi basenu, choć w bezpiecznej odległości, tak na wypadek gdyby Willy postanowił odpłacić się pięknym za nadobne i wciągnąć go do siebie.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Basen [SW]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: