IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Dach budynku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Smuggler
Indywidualista

avatar

Liczba postów : 832
Godność : Pavel Travitza
Zgoda na Ingerencję MG : Tak.

PisanieTemat: Re: Dach budynku   Sob Sty 30, 2016 4:08 pm

Okres czekania na braci Blacków Travitza spędził na ponownym analizowaniu swojego postępowania. Tutaj dawała o sobie znać maniakalna wręcz potrzebna przemyślenia każdego kroku i zastanowienia się dlaczego właśnie tak, a nie inaczej. Naprawdę powinien zostać psychoanalitykiem.
Niestety w tym wypadku mijało się to z celem, bo cały czas dochodził do tych samych wniosków. A właściwie to gubił się gdzieś w swoim wywodzie, nie potrafiąc logicznie połączyć jednego faktu z kolejnym. Nie lubią się. Bardzo się nie lubią. Mają tak różne podejście do życia, jak tylko można mieć, chociaż jednocześnie nie są przeciwnościami. Idą razem do jakiegoś baru czy chuj wie gdzie. Pavel nie pija alkoholu. Saturn ma wszystko w dupie. Gdzie tu do cholery jakaś logika? Tak go wkurwiało, że nie potrafi sobie odpowiedzieć na to pytanie, że nieomal nie wrzasnął na któregoś z nich z frustracji, kiedy wreszcie się pojawili. Jak oni go wkurwiali!
Mimo to powstrzymał się i szybko opanował. Zamiast bezsensownie marnować siły na niepotrzebne czyny, po prostu ruszył za nimi, poprawiając jedynie futerał od gitary.


//zt
Powrót do góry Go down
Laura
Introwertyczka

avatar

Liczba postów : 42
Godność : Laura Somer

PisanieTemat: Re: Dach budynku   Nie Lut 21, 2016 4:46 pm

Lekcje zaczynały ją nudzić, tłumy ludzi irytować... Dlatego kiedy tylko miała okazję, zaciągnęła kaptur na głowę i poleciała na górę budynku, kierując się w stronę dachu. Komuś się co jakiś czas zapominało, że dobrym pomysłem byłoby zamknięcie drzwi, więc trzeba było korzystać na całego - a Somer chciała mieć chwilę wolnego dla siebie. Może na dachu nikt jej nie będzie szukać.
I tak nikomu się nie będzie chciało. Nawet dresy zazwyczaj ją unikają.
Może niektórzy pamiętają, że w razie czego Wielki Brat patrzy, i to rzeczywiście wielki. Przecież Lucas to cholerny dąb, szczególnie przy niej. A nie była aż tak niska.
Szczęśliwie nie było zbyt dużo osób na jej drodze, więc bez większych problemów dostała się na dach - bo drzwi, rzecz jasna, znowu ktoś zapomniał zamknąć. Zadowolona kiwnęła głową i podeszła do nieco niższych od niej barierek, po czym przyjrzała się okolicy. Fajnie było tak czasem posiedzieć i porozmyślać o życiu, choć pogoda trochę ciulowa była. Dobrze, że udało jej się zgarnąć po drodze swoją kurtkę, bo za ciula by nie wytrzymała. I wieje jak cholera. Ale było w miarę spoko.
Fart, można powiedzieć.
Dziewczyna już sięgała po swój telefon i słuchawki, kiedy usłyszała jakieś rozmowy. Początkowo myślała, że dobiegają one z dołu, więc na chwilę delikatnie się wychyliła.
Niestety nie było.
Szybko się odwróciła, kiedy zaczęła rozróżniać słowa wypowiadane przez nieznajomych. Zdążyła się jeszcze oddalić od niższe barierki, kiedy na dach weszło trzech całkiem rosłych chłopaków. Nie kojarzyła ich za mocno, więc ni to ciekawe, ni to z jej klasy. Tamci również po chwili skapnęli się, że nie są sami, a ich wzrok skierował się ku zakapturzonej Somer.
- Zajebiście. Ej, przyjacielu!
Brwi dziewczyny powędrowały do góry.
- Nie no, spoko ziom, my jesteśmy dobrymi znajomymi, nie? - jeden z nich ciągnął swoją dziwną przemowę, podczas gdy reszta upewniła się, że Laura zbyt szybko nie ucieknie. - Bo wiesz, to tak trochę nasze miejsce. O tej godzinie, nie.
- To jest miejsce publiczne. Nie podchodź do mnie. - rzuciła spokojnie, rozglądając się.
- No nie pierdol. Próbuję być jeszcze miły, czaisz? I zdejmuj ten jebany kaptur.
Dziewczyna westchnęła cicho. Akurat dzisiaj, akurat o tej porze, a w okolicy nie było żadnych książąt na białych koniach. Trochę przejebane. Może jednak ten raz ktoś wpadnie?
Albo to mnie jednak uda się uciec.
Powrót do góry Go down
[MG] Lucas
Czarny Rynek
Mafioza

avatar

Liczba postów : 2000
Godność : Lucas Ethan Somer.
Zgoda na Ingerencję MG : Tak.

PisanieTemat: Re: Dach budynku   Nie Lut 21, 2016 9:45 pm

Ostatnio miewał ciężkie, nerwowe dni. Chodził pół przytomny, nie słuchał tego, co się do niego mówi, większość lekcji po prostu przesypiał. Nie miał pojęcia, ile czasu potrwa taka kolei rzeczy, ale liczył na to, że szybko ona przeminie. Strasznie go to dekoncentrowało, przez co miał trudności ze skupieniem się. No i poniekąd go to też denerwowało.
Środa, środek tygodnia. Połowa zajęć już przeminęła, na żadnych lekcjach nie słuchał nauczycieli, również zauważył, że Laura szybciej niż zwykle zniknęła z klasy po zakończonej lekcji. Czyżby nie tylko on miał taki beznadziejny nastrój? Ostatnio nie miał okazji z nią dłużej rozmawiać, pomimo tego, że chodzą do tej samej klasy i są rodzeństwem. Ponieważ Lucas ostatnimi czasy nie potrafił do niej zagadać.
Minęła czwarta lekcja, gdzie został upomniany za przysypianie na lekcji. Nawet nauczyciel wpisał mu uwagę odnośnie tego, zupełnie jak w podstawówce, dopiero później zauważając, że Lucas jest bardziej nieprzytomny niż zwykle. Wyszedł z klasy z totalną wyjebką na twarzy, przeciągając się z leniwym pomrukiem. Westchnął ciężko i zmierzwił dłonią swoje rude kłaki. Nie mógł wytrzymać natłoku różnych myśli, które nawiedzały jego umysł, więc postanowił urwać się z jednej lekcji i przejść się na dach szkoły. Tam zawsze potrafił zgromadzić myśli do jednej kupy przy obecności burżujskich papierosów karmelowo - waniliowych Black Devil'i. Wszedł na dach szkoły, zauważając, że drzwi nie są zamknięte. No nic. Chcąc udać się w swoje ulubione miejsce, wyjmując paczkę papierosów, zauważył trójkę krzykliwych dzieciaków. Zignorowałby to, gdyby nie fakt, że pośród nich była jego siostra.
A ona w co znowu się wpakowała?
Przeszło mu przez myśl, marszcząc tym samym brwi. Trudno mu uwierzyć, że to właśnie ona, ale taki nietypowy kolor włosów miała tylko Laura. Zastanawiał się, gdzie jej styl ninja właśnie się podział. Zrozumiałe, że Somer był wstanie zauważyć jej zniknięcie i wiedzieć, w które miejsce właśnie pójdzie i co zrobi - w końcu była jego siostrą. Jednak innym trudno było to dostrzec, więc dlaczego tym razem właśnie się dała?
-Bo wiesz, to tak trochę nasze miejsce. O tej godzinie, nie.
- No nie pierdol. Próbuję być jeszcze miły, czaisz? I zdejmuj ten jebany kaptur.

- Wasze miejsce? - rzucił krótko, unosząc w zaskakującym zdziwieniu brwi - Mam przez to rozumieć, że znaczycie teren jak psy? - kontynuował, nie przejmując się tym, że ich jest trzech, a on teoretycznie tylko jeden - Jeśli tak, to może właśnie teraz powinienem potraktować Was jak te jebane psy, co?! - tonacja głosu nagle mu się zmieniła. Złość wzięła górę nad Lucasem, w końcu chodziło o bezpieczeństwo jego siostry. Splunął ślinę przed nimi, dając im w ten sposób do zrozumienia, że nimi gardzi - Nie pierdolcie. Lepiej spierdalajcie stąd w podskokach, o ile nie chcecie mieć zmasakrowanych twarzy - rzucił ostrzegawczo.
Mogli zauważyć, że Black naprawdę nie żartuje. Dwóch z nich dobrze zdawało sobie z tego sprawę, widocznie słyszeli o różnych występkach Lucasa. Jednak trzeci z nich, najprawdopodobniej lider nie zdawał sobie z tego sprawy, toteż rzucił się z pyskiem na mężczyznę. Niestety, źle to się dla niego skończyło, bo jak myślał, że Lucasowi dokopie, w ten Lucas dokopał jemu. Kopnął go dwa razy w splot słoneczny przytrzymując go za głowę, w taki sposób, że zrzygał się mu na buty. Pozostała dwójka zebrała swojego kumpla z ziemi, krzycząc coś, że jeszcze z Lucasem się policzą. Nie słuchał ich, więc dokładnie nie wiedział.
- Nic Ci nie jest? - spytał, spoglądając na swoje zarzygane buty. Świetnie, teraz będzie musiał je czyścić.
Powrót do góry Go down
Laura
Introwertyczka

avatar

Liczba postów : 42
Godność : Laura Somer

PisanieTemat: Re: Dach budynku   Wto Lut 23, 2016 1:05 pm

Dziewczyna pokręciła niezadowolona głową.
- Wasze miejsce może być co najwyżej w akademiku. - albo w śmietniku czy w krzakach z poobijanymi mordami - Tak więc przepraszam, panowie, ale nigdzie nie idę.
Widać było, że ta odpowiedź nie ucieszyła jej nowych przyjaciół. Nie starała się nawet udawać miłej czy specjalnie dobrej w ukrytych pojazdach. Ot, krótki przekaz. Niektórych jednak musiała boleć duma, bo mała (?) panienka o różowych włosach próbowała się im postawić. Prawdziwy ból, płacz, trzeba pokazać, kto jest fajniejszy. W takich chwilach szkoda, że nie ma ze sobą paralizatora, czy coś.
Ale potem ich znajdzie. I upewni się, że następnym razem dwa razy się zastanowią, zanim znowu pozwolą sobie na takie zabawy. Może nie wymierzy im "sprawiedliwości" osobiście, ale dorwie kogoś, kto się tym zajmie. Nawet Lucas może się skrzywić, jakby się dowiedział, że jakieś chujery przyszły sobie, przywaliły jej i poszły. Chociaż z nim też było różnie. Ostatnio zachowywał się nieco... Dziwnie. Czyżby doszło do nieciekawej sytuacji, o której nie miała pojęcia? Nie miała okazji najnormalniej w świecie się spytać.
"Wasze miejsce?"
O wilku mowa.
Zdziwiła się nieco, kiedy ujrzała swojego brata. Co on tutaj robił? Zauważył, że zniknęła? Nie byłoby to nic dziwnego. Ale przecież nie musiał za nią iść. Jeżeli trafił tu przypadkiem, to... Fajnie. Przynajmniej uniknie nieprzyjemnej sytuacji.
Laura zauważyła, że uwaga trójcy skierowała się całkowicie ku Lucasowi, więc skorzystała z okazji i oddaliła się od nich. Zauważyli ją dopiero w momencie, kiedy stała nieco za rudzielcem. Posłała im złośliwy uśmieszek, kiedy jej brat zdecydował się ruszyć. Poszło szybko, tylko buty szlag trafił.
- Dziwny ten tydzień. - stwierdziła, podchodząc do Lucasa - Powiedz mi jeszcze, że cała klasa zauważyła moją nieobecność, a się uśmieję.
Ściągnęła kaptur z głowy, a jej wzrok skierował się na chwilę w stronę buta rudzielca.
- Bardziej martwiłabym się o Twojego buta, brat... Z takimi ozdobami nie chodziłabym po szkole. Pokazać ci drogę na skróty do akademika? A to cholerstwo najlepiej wywal, chyba, że chcesz je myć.
Powodzenia.
Ruszyła powoli w stronę wyższej barierki i oparła się o nią delikatnie plecami.
- A co z Tobą, Lucas? Nie wyglądasz najlepiej.
Powrót do góry Go down
[MG] Lucas
Czarny Rynek
Mafioza

avatar

Liczba postów : 2000
Godność : Lucas Ethan Somer.
Zgoda na Ingerencję MG : Tak.

PisanieTemat: Re: Dach budynku   Wto Lut 23, 2016 2:29 pm

Zachowanie takich ludzi wydawało mu się co najmniej śmieszne. Bez konkretnego powodu brać randomową osobę na stronę, aby wyłudzić od niego trochę pieniędzy lub podokuczać, podbijając oko albo dwa. Coś śmiesznego. Jeśli kręci ich świat przestępcy niech zabiorą się za coś bardziej mocnego, poważniejszego. Chociaż nie. W tym prawdziwym świecie przestępców zostaliby dawno temu zgnojeni i służyliby innym tylko do zaspokojenia potrzeb seksualnych, bo nawet na chłopców na posyłki się nie nadają.
Banda idiotów się wystraszyła, widać było to po ich minach i reakcjach. Jego siostra postanowiła wykorzystać moment ich zdezorientowania i schować się za bratem, co było najbezpieczniejszym rozwiązaniem w tym momencie. I przy okazji bardzo uroczym. Mimo tego jeden z nich ciągle chciał pokazać swoja wyższość, pomimo tego, że ledwo sięgali Lucasowi do nosa. Całe szczęście ich plan doskonały legł w gruzach, a on skończył tylko z obrzyganym obuwiem. Szkoda trampków trochę, bo lubił w nich chodzić. Dlatego z pewnością ich nie wyrzuci, a wypierze. Poświęcenia.
Chłodny powiew wiatru zniwelował jego złość, a w tym samym momencie dzieciarnia zeszła mu z oczu. Czasem zastanawiał się do czego oni są zdolni, aby wyłudzić od kogoś parę banknotów na paczkę fajek. Żałosne.
- Nie, nie zauważyła. Zdziwiłem się, że tamci zwrócili na Ciebie uwagę - odparł, w końcu mogąc wyciągnąć paczkę papierosów i poczęstować się jednym, idąc tuż za Laurą, ale stając z dala od niej, aby jej nie kopcić. Doskonale wiedział jak bardzo nienawidzi dymu tytoniowego - Tak myślałem, że Ciebie tutaj znajdę - nie, nie wiedziałeś o tym, Lucas. Ale ona nie musi tego wiedzieć. Odpalił zapalniczką papierosa i zaciągnął się mocno dymem, który wstrzymał w płucach, aby potem móc wypuścić go nosem. Musiał szybko palić, bo chłodny wiatr i padający śnieg, który właśnie zaczął delikatnie prószyć, gasił mu fajka - Potem pójdę, teraz mi się nie chcę. I raczej ich nie wywalę. Wygodnie gra mi się w nich w kosza - odparł, spoglądając przed siebie, mrużąc oczy i cicho mruknął w geście niezadowolenia. Znowu się przeciągnął, opierając się o jedną z barierek. Kątem oka zerknął na nią - Zauważyłaś? - było to bardziej stwierdzenie niż pytanie - Ostatnio dużo się dzieje. No i... - zrobił krótką pauzę, zaciągając się dymem - brat mnie nawiedza we snach. Myślałem, że te pojebane sny minęły - dokończył, beznamiętne spojrzenie kierując ku okolicy.
Powrót do góry Go down
Laura
Introwertyczka

avatar

Liczba postów : 42
Godność : Laura Somer

PisanieTemat: Re: Dach budynku   Wto Lut 23, 2016 8:46 pm

- Zakładam, że oni sami byli nieco zdziwieni faktem, że ktoś był na tyle "odważny", aby wpaść na "ich teren" o "tej godzinie". - te trzy wyrażenia Laura zaznaczyła mocniej, co wręcz wskazywało na niewielkie ilości jadu ukryte w jej wypowiedzi - Zapominam o paralizatorze. Muszę go wreszcie wyciągnąć. Przyszłości nie przewidujesz, następnym razem jeszcze się, nie daj Boże, dowiesz o wszystkim po fakcie.
A to z pewnością nie byłoby już tak fajne. Trzeba by było od razu leczyć siniaki. I szukać idiotów po całej szkole. Straszenie i śledzenie było wesołe, ale nie zawsze miała w sobie chęci, aby się tym zajmować. W końcu była leniem do potęgi entej.
- No to gratuluję, Lucas. W przyszłości ja będę ninja, a Ty chodzącą wyrocznią. Wtedy to już w ogóle zrobi się wesoło. - coś jej mówiło, że nie do końca był z nią szczery, ale w tak błahym przykładzie nie warto się było w ogóle sprzeczać czy dociekać aż do końca. Zero potrzeby.
Skrzywiła się nieco, kiedy ujrzała papierosy Lucasa, jednak stała na tyle daleko, aby być w stanie wytrzymać jego obecność bez zbędnych komentarze. Miło, że wciąż pamiętał o jej niechęci do tego szajstwa. Wbrew pozorom nie którym nawet przez myśl to nie przechodziło. Przecież to nawet nie jest szpan, może kilkanaście lat temu tak się o tym myślało. Dla niej był to tylko i wyłącznie smród oraz rozwalone płuca. Fuj.
Niemniej uszanowała malutką potrzebę swojego tytoniu, skoro on nie widział problemu w utrzymaniu odpowiedniej odległości.
- Aż tak dobre? - brwi dziewczyny powędrowały do góry - No to życzę powodzenia. Następnym razem weź uważaj, gdzie celujesz, czy coś, bo aż szkoda mi tych butów. Przyjąć na siebie coś takiego, bo jakiś chłop, pewnie jeszcze młodszy ode mnie myślał, że może grać kozaka. No kurwa.
W takich przypadkach potrafiła żałować, że nie ma choć odrobiny złej sławy. Ale szybko jej to przechodziło.
- Yhym. - mruknęła, lustrując Lucasa wzrokiem - Dużo się dzieje...?
Albo jej coś (cudem) umknęło, albo to było naprawdę osobiste, jednak druga wypowiedź chłopaka już nią naprowadziła na trop.
Gabriel.
Pół roku minęło, jednak Lucas nadal ubolewał nad tym cholernym wypadkiem tak samo, jakby to się wydarzyło wczoraj. Może nigdy nie była z nim tak blisko jak bliźniak, jednak nawet ona zdołała się już przyzwyczaić do braku tego jakże wspaniałego człowieka.
- Cholera jasna, Lucas. - dziewczyna podeszła bliżej, nie przejmując się chwilowo papierosem - Nie możesz cały czas się dawać swoim słabościom, bo to cię w końcu wykończy. Ja już nie wiem, czy ty wiesz coś, czego ja nie wiem, czy naprawdę cię to tak gnębi, ale zaczynam się o Ciebie martwić.
Dłoń Laury powędrowała powoli na ramię brata.
Co z tego, że był pieprzonym, dwumetrowym dębem.
Powrót do góry Go down
[MG] Lucas
Czarny Rynek
Mafioza

avatar

Liczba postów : 2000
Godność : Lucas Ethan Somer.
Zgoda na Ingerencję MG : Tak.

PisanieTemat: Re: Dach budynku   Sro Lut 24, 2016 2:40 pm

Uśmiechnął się kącikiem ust. Wyczuł tą ironię w jej słowach. Było tam tyle jadu jak nigdy.
- Hmm, jak wolisz. Sugeruję, abyś nauczyła się bić, bo nie zawsze będę na twoje zawołanie. Teraz szczęśliwie wyszło, że byłem. Ale jakby mnie nie było, co byś zrobiła? - to oczywiste, że Lucas wyrwałby komuś jaja, gdyby jego siostrze coś się stało. Jednak nie zawsze będzie wstanie pomóc, bo jak wiadomo, on również ma swoje problemy, którymi musi się zająć. Czasem chęci i siły nie wystarczą na obronę siostry. Również może się zdarzyć, że Lucas nie poradzi sobie w pojedynkę, aczkolwiek to daleko odbiega od prawdy.
Pokręcił zrezygnowanie głową. Takie żarty go nie bawiły. Ale jeśli jego siostrę owszem, to nie miał nic przeciwko. Tak samo jak ona nie miała nic przeciw temu, że on palił. To mu w pewien sposób pomagało. Ta nutka tytoniu - głupie uzależnienie, gdzie myślał, że jak spalił papierosa, to poczuje się odrobinę lepiej. Coś w tym było, jednak zawsze mógł znaleźć zupełnie coś innego, co spowoduje, że poczuje się trochę lepiej.
Przytaknął na słowa siostry, wydychając dym z płuc ku górze.
- Ale ty delikatna. Nie pierwszy raz ktoś  mnie obrzygał, serio. Wydaje mi się, że gorzej być obsmarowany krwią, niżeli zostać obrzygany - odparł dość oschle. Laura mogła zauważyć, że wyraźnie kpi z jej słów. Cóż, doświadczenie robi swoje. I jeśli policja zobaczy ślady krwi lub ślady wymiocin - wiadome będzie, że lepiej wybronić się że śladami wymiocin.
Nie odpowiedział jej na dalsze słowa. Cisza w tej chwili była idealną odpowiedzi. Laura słysząc ją mogła się domyślić, że lepiej nie pytać o szczegóły, bo może dowiedzieć się mało ciekawych rzeczy. O ile w ogóle Somer będzie chciał jej powiedzieć. Raczej będzie siedzieć cicho. Tajemnica zawodowa również go obowiązywała, tym bardziej, że ojciec prosił, aby tym razem Laury w to nie mieszać. Może nie tyle ojciec, co matka.
Brat. Co prawda minęło pół roku, ale dla Lucasa było to jakby ów wydarzenie miało miejsce wczoraj. Więź między bratem bliźniakiem, a normalnym rodzeństwem była zupełnie inna. Z nim jesteś od pierwszych dni życia. Z nim jesteś od momentu, kiedy kobieta, która staje się twoją matką zostaje zapłodniona. Rozwijasz się, jestem na niego skazany od urodzenia, widzisz w nim siebie, kiedy na niego patrzysz, pomimo tego, że charakterem różnią się o całe 180 stopni. Kiedy nagle umiera taka osoba, ten bliźniak, czujesz paskudną pustkę, której nikt inny nie zrozumiem, o ile nie znalazła się w podobnej sytuacji.
Zgasił papierosa, nie dopalił go. Zdjął z ramienia dłoń siostry dość nerwowym gestem. Irytowało go to, że ona mogła gadać o tym z takim spokojem. On nie potrafił racjonalnie myśleć, złość od razu brała górę, a przez resztę tygodnia chodził nieobecny.
- Nie wkurwiaj mnie - syknął przez zaciśnięte zęby - Jesteś normalna? Słyszysz siebie co właśnie mówisz? Tak kurwa, gnębi mnie to. Większość życia z nim spędziłem, wiem o nim wszystko, nawet rzeczy, o których, ani ty, ani rodzice nie mieli zielonego pojęcia. Czepiasz się moich słabości, a kurwa nie potrafisz sobie poradzić ze swoimi. Chcesz dawać mi rady? To najpierw zajmij się sobą - rzucił agresywnie, praktycznie od razu wybuchając. Nie zwracał uwagi na to, że mógł zranić jej uczucia, to nie było ważne. Sam czuł się źle, więc nie zamierzał w tej chwili oto dbać. Dodatkowo on wiedział o czym, co przed nią zostało utajnione. Nie wie o tym, że winowajcą śmierci Gabriela jest ich ojciec. Nienawidził go za to. Tak bardzo, że jak tylko na niego patrzył, miał ochotę go zabić. Szanował go jako przywódcę, gardził nim jako ojciec. Nie mógł zrozumieć, dlaczego w tamtym momencie on go nie posłuchał. Dlaczego musiał zrobić tak lekkomyślny ruch za cenę jego własnego syna.
Powrót do góry Go down
Laura
Introwertyczka

avatar

Liczba postów : 42
Godność : Laura Somer

PisanieTemat: Re: Dach budynku   Pią Lut 26, 2016 10:21 am

- Prędzej czy później chyba do tego dojdzie. - westchnęła - Ciąganie ludzi powoli zaczyna nudzić. No chyba, że w zamian za to naprawdę znajdę coś do obrony.
Przy jej nikłych zdolnościach bojowych wizja, w której byłaby w stanie kopnąć na tyle celnie, aby przeciwnik padł na ziemię, była nieco oddalona. Prędzej wystarczyłoby jej coś, co pozwalałoby na kilka niewinnych ciosów ułatwiających po prostu ucieczkę. Tu kopnij, tam uderz pięścią, potem rzuć czymś ciężkim w głowę i wiej. Wtedy może nawet dałaby się namówić na jakieś treningi.
Niemniej jednak była kluchą, której nie chciało się dupy ruszyć. I to z tym był największy problem. Złapie po prostu za jakiś paralizator i będzie nim dźgać wrednych ludzi aż jej się nie znudzi.
- No, jestem delikatna. Przepraszam, że nie zajmuję się tym, co ty. - dziewczyna podrapała się po głowie - Dla mnie nie ma większej różnicy między jednym a drugim, bo to jest po prostu brudne, tak? Tak. Proste.
Przecież ona nie chodziła i nie robiła nie wiadomo czego. Miała co najwyżej albo ładnie się uśmiechać, albo stać gdzieś w tle z kapturem na głowie i przyglądać się, jak ktoś odwala za nią brudną robotę. Nic, tylko zostać kamerzystą czy detektywem. Może do tego by się jeszcze nadawała.
Cisza, która nagle zapanowała, zaczęła ją męczyć. Czy naprawdę czegoś nie wiedziała? Czasem miała odczucie, że coś się tak naprawdę wydarzyło w tej rodzinie, a ona, jak ostatnia idiotka, nic o tym nie wiedziała. Bo co? Bo dziewczyna? Bo szkoda? Bo ją to jeszcze zaboli? Jak patrzyła na te wszystkie załamki Lucasa to stwierdzała, że wytrzymałaby pięć razy więcej bolesnych słów czy prawdy, siląc się jeszcze przy tym na uśmiech. Nawet, gdyby w środku również ją rozerwało.
"Nie wkurwiaj mnie. Jesteś normalna?"
Przymknęła oczy. Znowu się zaczęło. Lucas jak zwykle wkurzał się tylko dlatego, bo nie rozumiała, bo więź między bliźniakami była zupełnie inna, bo to, bo tamto, japierdolęweźsięwreszciezamknij. Jednak ona nie mogła sobie pozwolić na nerwy. Była oazą spokoju, która była w stanie przyjąć na siebie humorki rudzielca ze spokojem i kamienną twarzą, aby mógł się wyżyć słowami, a nie pięściami. Nawet, jeżeli chciała go opierdolić.
- Możesz na pięć minut ogarnąć swoje niestabilne emocje? - rzuciła chłodno, otwierając oczy - Jeżeli myślisz, że denerwowanie się pomoże ci w gojeniu rany po utracie bliźniaka, to grubo się myślisz. I będę się interesować tym, czym chcę.
Chwila przerwy.
- Próbuję ci pomóc, geniuszu. Nawet, jeżeli nic nie wiem, bo przecież nikt mi nie chce powiedzieć wszystkiego. - prychnęła, przenosząc wreszcie swój wzrok na Lucasa - Jeżeli jednak ty mi będziesz to utrudniać, to już chyba nikt ci nie zdoła pomóc. Większość ludzi już dawno przywaliłaby ci w twarz za takie wybuchy.
Powrót do góry Go down
Amaya
Sportowiec
Prefekt

avatar

Liczba postów : 42
Godność : Amaya

PisanieTemat: Re: Dach budynku   Sob Lut 27, 2016 4:27 pm

Interwencja Prefekta

Idziesz sobie potulnie po zajęciach do domku, marząc o tym by naciągnąć na swe ciało laptopa, który będzie grzał ci brzuszek, lecz nie, nie możesz pójść teraz do pokoju i oddać się internetom bo właśnie kątem oka dostrzegasz trzech dresów. Niby nic nadzwyczajnego, gdyby dwóch z nich nie ciągnęło trzeciego, który wyglądał jakby kilka minut wcześniej wypluł swoje flaki.
- Serio...- Am westchnęła zgadując, że drzwi na dach znowu nie zostały odpowiednio zabezpieczone i ktoś tam się tłukł lub tłucze. Osobiści wolała tą pierwszą wersję, lecz na wypadek drugiej najpierw wolnym krokiem podreptała do woźnego po klucze, a dopiero potem, jeszcze wolniejszym krokiem, zaczęła się wspinać po schodach. Gdy pokonała ostatni stopień poprawiła okulary na nosie i krytycznie otaksowała znajdujące się przed nią drzwi. Ułożyła dłoń na klamce modląc się by nikogo za nimi nie było. Nie żeby się bała czy coś. Po prostu nie chciało jej się tracić czasu na użeranie się z patologią. Delikatnie nacisnęła klamkę i niemalże bezdźwięcznie zaczęła je otwierać. Ledwo się jednak uchyliły...
- Nie wkurwiaj mnie...
- Próbuję ci pomóc, geniuszu...

Na co ja miałam nadzieję?
Wzdychnęła bezradnie, będąc przekonana, że ci nawet jej nie zauważyli. Kłótnia kochanków? Kto wie. Jej to właściwie nie interesowało. Chrząknęła.
- Przepraszam tu nie można przebywać. - Uniosła jedną rękę do góry, coby zdobyć jakąś atencję i przykuć uwagę. Trochę tu pizgało złem.
Powrót do góry Go down
[MG] Lucas
Czarny Rynek
Mafioza

avatar

Liczba postów : 2000
Godność : Lucas Ethan Somer.
Zgoda na Ingerencję MG : Tak.

PisanieTemat: Re: Dach budynku   Pon Lut 29, 2016 1:13 am

Laura nie powinna siebie tak demotywować. Wystarczą same podstawy z samoobrony, a kobieta będzie wiedziała jak ma zachować się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Lucas nie mówi, że powinna umieć się bić na tyle, aby kogoś skrzywdzić, ale na tyle, aby była wstanie samą siebie obronić, niekoniecznie siłą, a sprytem. Jednak Lucas nie będzie zbyt długo truł jej o tym dupę. Zrobi co będzie uważała za słuszne, a jeśli uzna, że lepszą i wygodniejszą alternatywą będzie dzwonienie do brata... No cóż, z pewnością będzie przychodził, czy tego będzie chciał czy nie. Instynkt braterski mówił sam za siebie.
- Nie zajmuję się tym, bo chcę się tym zajmować. Ojciec... - tutaj zrobił chwilową przerwę, jakby wypowiedzenie tego słowa było dla niego nie lada trudnością - Czasami po prostu muszę to zrobić i tyle. Wbrew swojej własnej woli, niemniej w tym czasie wolałbym obmyślać jakiś plan działania lub bawić się przed monitorem - oznajmił ze słyszalną szczerością w głosie, przejeżdżając chłodną ręką po jeszcze ciepłym karku.
Męczyło go to. Męczyły go powoli rozkazy ojca. Nie tak się umawiali. Nie taki był układ, który zawarli. To śmieszne, że on, jego tatulek był wstanie poświęcić wszystko, aby jego tyłek był bezpieczny - paskudna rzeczywistość. Miał przeczucie, że ich grupa powoli schodzi na psy. Nie ma tej szczerej więzi rodzinnej, gdzie każdy oddałby życie za każdego. Może to ten moment, kiedy powinien przejąć władzę po ojcu? Albo to może koniec beztroskiej sielanki? Kto wie. Jedno jest pewne - grupa długo nie utrzyma się, jeżeli będzie rządził nadal takimi samymi zasadami, jakimi rządzi przez ostatnie parę miesięcy.
Fakt, Lucas ostatnio był dość słaby psychicznie - łatwo można było go złamać, jeśli komuś udałoby się uderzyć w ten właściwy punkt. Najczęściej tym najbliższym, rzadziej jakiemuś randomowi. Taki stan rzeczy trochę trwał, a on nie potrafił sobie z tym poradzić. Bywały słabsze momenty takie jakie dzisiaj. Po prostu trudno było mu się pogodzić z brutalną prawdą. Kolejną osobę stracić, której ufasz i kochasz całym sercem. Takie piętno pozostawia po sobie pewne ślady.
Wziął wdech.
Wypuścił powietrze powoli nosem po dłuższym wstrzymaniu go.
Jego negatywne emocje momentalnie go opadły, a on chciał sięgnąć po kolejnego papierosa.  
- Wybacz, nie chciałem. Po prostu... - co, źle Ci z tym? Nie powiesz jej tego wprost, musisz się ogarnąć. Jesteś facetem, Lucas, nie daj się beznadziejnym emocjom - Zły dzień, nic więcej - dokończył, rzucając obojętne spojrzenie na jej postać. Nie kłamał, ale też nie mówił całej prawdy. Nie musiał, nie chciał. On będzie potrafił kiedyś ogarnąć to co czuje. Kiedyś... - Może masz rację. I tak, nie wiesz. Wielu rzeczy nie wiesz, ale tym lepiej dla Ciebie, serio. Jeśli chcesz doszukać się prawdy, to pytaj tatulka, chociaż wątpię, aby Ci odpowiedział. Raczej wiesz co w takiej sytuacji powinnaś zrobić - tutaj nie musiał dodawać nic więcej. Dziewczyna była szpiegiem i to nie byle jakim. Wyróżniał ją niespotykany kolor włosów, ale to nic więcej. Posiadała aurę, której wielu ludzi jej zazdrościło. I to dzięki niej była taka dobra.
- Przepraszam tu nie można przebywać.
Zerknąwszy za swoje plecy, dostrzegł panienkę. Młodsza od niego, nieznajoma twarz, opaska prefekta na prawym ramieniu.
Prefekt, a to Ci dopiero.
Widać, że była nową uczennicą, jednak szybko zyskała tytuł sprzątacza. Opiekowanie się szkołą było jej obowiązkiem, a kiedy źli uczniowie postanowili się jej postawić, nakładała różnego rodzaju kary. Tym się zajmowała i za to ją większość szkoły nienawidziło. Chociażby przypierdzielanie się o takie głupie miejsce jak dach szkoły - nic złego nie robią, gawędzą sobie jakby nigdy nic, nikomu nie zagraża życie. Więc po co się czepiać? Czasem można przymknąć oko na regulamin szkoły.
- Zaraz pójdziemy, Pani Prefekt. Tylko skończę gadać z siostrą. Wiesz, że nieładnie jest podsłuchiwać cudze rozmowy? - zerkając na nią, uniósł jedną brew ku górze, wyrzucając kiepa zza barierkę. Z pewnością spadł on gdzieś przed wejściem do szkoły.
Natomiast na dach szkoły przyleciało parę gołębi. Były niedaleko całej trójki, stopniowo się do nich przybliżając. Widać, że gołębie nie znają litości i będą rzucać dziwkami wdziękiem na prawo i lewo.
Powrót do góry Go down
Laura
Introwertyczka

avatar

Liczba postów : 42
Godność : Laura Somer

PisanieTemat: Re: Dach budynku   Sob Mar 05, 2016 9:52 pm

Przekrzywiła nieco głowę, kiedy zauważyła niechęć wypowiedzenia wyrazu "ojciec". Coraz bardziej jej się nie podobało to, jak Lucas reaguje, kiedy mówią o tym człowieku. Co było między nimi nie tak? To nie była zwykła niechęć, bo...
No po prostu coś w niej krzyczało, że w tym coś jest. I to naprawdę poważnego. Co to jednak mogło być? Możliwe, że będzie musiała się tego dowiedzieć. Na własną rękę. Nikt z jej rodziny nie powie, co się dzieje. Nawet nie wiedziała, dlaczego tyle rzeczy potrafili przed nią ukrywać. Dlatego korzystała ze swoich możliwości i dowiadywała się tego sama.
Jednak i tak to ją irytowało.
Czekała spokojnie na reakcję swojego brata. Nie wiedziała, czy zdoła zapanować nad sobą, czy jednak całkowicie straci nad sobą kontrolę i znowu zrobi coś głupiego. Szczęśliwie jednak udało mu się wysilić na to i nawet przeprosić Laurę za swoje zachowanie. Momentalnie chłód otaczający dziewczynę znikł bez śladu, a na jej twarzy pojawił się delikatny, acz ciepły uśmiech.
- Rozumiem. - odpowiedziała krótko, spoglądając na jego twarz. Z pewnością to nie był zły dzień, jednak Lucas najpewniej nie chciał tego przyznać. Jak zawsze. Ale jednak znała go na tyle dobrze, że wiedziała nieco więcej. - Lucas, gdyby ktoś chciał się ze mną założyć o to, czy ktokolwiek z was coś powie, to bez większego myślenia postawiłabym na to, że nie. Nawet nie będę pytać dlaczego, bo tylko zacznę się denerwować.
Westchnęła ciężko.
- Prędzej czy później wszystkiego się dowiem. Nie wiem, po co trzymacie tyle rzeczy z daleka ode mnie, ale mam to gdzieś. Prędzej czy później znajdę te wszystkie brudy. Bez względu na to, jak na to zareaguję.
Z pewnością kryło się tam coś, co zdołałoby nawet ją zaboleć.
Nie zdołała ukryć swojego zdumienia, kiedy usłyszała kolejny głos. Prefekt? Serio? Tutaj? Akurat teraz? Tamci idioci musieli być całkiem zauważalni. W tym momencie naprawdę cieszyło ją to, że Lucas zaczął nad sobą panować, bo mogłoby być nieprzyjemnie, gdyby teraz się na nią rzucił.
- Tak, proszę się nie martwić. Zaraz stąd pójdziemy. - spojrzała na nią i kiwnęła głową. Nie poznawała jej za bardzo, więc musiała być z pierwszych lub drugich klas. Jakby na to spojrzeć - zabawne było to, że młodsza pani prefekt upomina dwójkę czwartoklasistów.
A potem przyleciały gołębie.
Powrót do góry Go down
Amaya
Sportowiec
Prefekt

avatar

Liczba postów : 42
Godność : Amaya

PisanieTemat: Re: Dach budynku   Pon Mar 07, 2016 3:41 pm

Z miną męczennicy wysłuchiwała usprawiedliwień i próśb o poczekanie, a gdy skończyła nie mogła powstrzymać się od westchnięcia.
- A nie możecie skończyć gadać na klatce schodowej? - No błagam. - Mam w pokoju mikser czy coś takiego uruchomiony i nie chcę by mi zupa się przesoliła więc trochę mi się śpie-...okurwabkdcubwd! - zaczęła poganiać, wymyślając na wprędce powód pośpiechu godny statystycznej Grażyny, gdy to z nieba zstąpiły na dach gołębie. Już sam ich trzepot skrzydeł wywołał u Amayi wzdrygnięcie. Właściwie to nieznacznie podskoczyła w miejscu i spłoszona odsunęła się bardziej w stronę starszaków, których chwilę wcześniej chciała wypędzić, a teraz stanowili dla niej jakby mur. Niczym nie speszona wepchnęła się więc za nich, a właściwie to konkretnie za Lucasa. Był wyższy toteż pełnił lepszą tarczę. Wychyliła się na chwilę zza jego pleców by spłoszonym wzrokiem obserwować gołębi przemarsz po dachu. Poruszały się jak popierdolone opętańce wydając z siebie jakieś gruchotanie dźwięki i te oczy...Skrzywiła się. Chrząknęła, a zaraz potem Lucas mógł poczuć, jak Am delikatnie popycha go po plecach do przodu. Spoglądała ponaglająco to na Lucasa to na Laurę.
- Możemy stąd iść...? Proszę? Klatka schodowa to też klawe miejsce. Takie ciche, zamknięte...pozbawione gołębi, bezpieczne...ehehehe.
Powrót do góry Go down
[MG] Lucas
Czarny Rynek
Mafioza

avatar

Liczba postów : 2000
Godność : Lucas Ethan Somer.
Zgoda na Ingerencję MG : Tak.

PisanieTemat: Re: Dach budynku   Pon Mar 07, 2016 5:43 pm

Nie ukrywał, że było mu nieco ciężko, kiedy wypowiadał słowo ojciec. Świadomość tego, że to przez niego zginął Gabriel wywoływał tylko wstręt i obrzydzenie do tej konkretnej osoby. Najgorsze w tym wszystkim było to, że Lucas musiał patrzeć na jego śmierć. I to chyba go najbardziej bolało. Umarł na jego rękach, ciepły, z uśmiechem na twarzy ze słowami Lucas, zimno mi. Przepraszam... Trzymaj się.
Na samo wspomnienie przygryzł dolną wargę. Pozwolił emocjom opaść, wyraźnie widać było, że się uspokoił. To była już przeszłość. Boląca przeszłość, która będzie dawać o sobie znać bardziej lub mniej boleśnie. Będzie musiał żyć ze świadomością, że kolejna bliska mu osoba odeszła.
I nic na to nie poradzi.
- Coś w tym jest. Dlatego powęsz sama. Ewentualnie za jakąś ciekawą informację mogę powiedzieć Ci to i owo - chciał sprzedać informacje za informacje? Lucas, jak nieczysto. Wykorzystywać coś takiego... Tak się nie robi, Lu.
Niestety nie zdążył powiedzieć coś więcej, ponieważ przeszkodziła im Pani Prefekt. Cóż, mógł się tego spodziewać - banda idiotów nie zamierzała być w żaden sposób cicho. Ciekawe, czy będą na tyle zdolni, aby naskarżyć dyrektorowi. Chyba mają świadomość tego, że jeśli to zrobią, to dopiero będą mieć przesrane u niego. Jeden z nich mógł się o tym już przekonać.
- Nie możemy. Na klatce róże osoby chodzą. Nie mam ochoty, aby później nieprzyjemne plotki chodziły po szkole - nieprzyjemne plotki? Trochę dyskrecji, Lucasie, bo w takim tempie zdradzisz wszystko wszystkim.
Chciał dalej pociągnąć tą grę słów, jednak ku jego zaskoczeniu dziewczyna czegoś się przestraszyła. Na tyle mocno, że musiała się schować za starszym Somerem. Naprawdę? Miała tupet. Prychnął pod nosem na te zachowanie. Niczym nie speszony człowiek, objął ją przyjacielsko ramieniem, przyciskając ją bardziej do siebie. Jego bezczelność nie znała granic, a w tym momencie wątpił, aby koleżanka stawiała jakikolwiek opór. Nachylił się nad jej postacią, w ogóle nie zwracają uwagi na to, że jest z nim siostra. W tym samym momencie zawibrował mu telefon. Z początku mało chętnie zabrał się za odczytanie wiadomości, jednak kiedy odbiorcą był jego przyjaciel z dzieciństwa o tak poważnej treści... Odepchnął od siebie kobietę, nie zwracając większej uwagi na delikatność, a w jego oczach budował się niepokój. Całkiem prawdopodobnie, że pod wpływem odepchnięcia dziewczyna upadła na cztery litery, a on sam, bez żadnego słowa, zszedł z dachu, zabrał plecak, przebrał się i wyszedł z placówki jakby nigdy nic. A przecież miał jeszcze lekcje. Dobre kontakty z szatniarkami czasem się przydają.

z/t
Powrót do góry Go down
Laura
Introwertyczka

avatar

Liczba postów : 42
Godność : Laura Somer

PisanieTemat: Re: Dach budynku   Nie Mar 13, 2016 1:40 pm

Dziewczyna wywróciła oczami, słysząc wypowiedź Lucasa. No tak, korzystanie na całego.. Patrz, jak się Twoja siostrzyczka męczy, chcąc dowiedzieć się tego i owego. Bawiło go to, czy jak? Tak czy siak, nie miała innego wyboru, jak zrobić to. Dupa wołowa nie pomoże, przynajmniej nie za darmochę.
Podobnie zareagowała na tekst pani Prefekt, jednak nieco zainteresowała się żywszą reakcją, kiedy na ten nieszczęsny dach przyleciały gołębie. Wredne stworzenia, jak wszyscy wiedzą. Coś jednak musiały zrobić biednej dziewczynie, bo ta aż podskoczyła i zaczęła się chować za Lucasem, który akurat ją odepchnął i wyleciał w trybie natychmiastowym z dachu - a potem nawet ze szkoły. Jak można było się spodziewać, Laura cały czas do obserwowała z góry, zainteresowana nagłym zrywem brata. Widocznie sms był na tyle ważny, że nawet zapomniał się pożegnać. Pomachała ona dłonią w jego stronę, wiedząc, że tego nie widzi, po czym ponownie spojrzała na nieco przerażoną (?) dziewczynę, która ponownie zaczęła ponaglać.
- Yhym. Chłodno się robi. Choć te gołębie wyglądają na zadowolone... - na twarzy Laury pojawił się złośliwy uśmieszek, jednak szybko zniknął. Jeżeli odepchnięcie powaliło prefekta na ziemię, Laura pomogła jej wstać. A potem ruszyła powoli w stronę budynku, patrząc, czy dziewczyna idzie za nią.

[z/t] x2
Powrót do góry Go down
Bonten
Szarak

avatar

Liczba postów : 28
Godność : Bernard Mason Tenshin.

PisanieTemat: Re: Dach budynku   Sob Mar 19, 2016 11:39 pm

To dość niespotykane, żeby Bonten został po lekcjach. Nie wiązało się to jednak z żadnymi dodatkowymi lub klubowymi zajęciami - po prostu został poinformowany, że kierowca, który go zwykle odwozi do domu, nie przyjedzie na czas. Miał poczekać. Mason nie miał z tym problemu do momentu, w którym nie wiedział co ma właściwie ze sobą zrobić w tym czasie. Całą ostatnią lekcję zastanawiał się gdzie pójdzie. Miał pewien pomysł i jak tylko zadzwonił dzwonek, popędził jakąś pokrętną drogą, naokoło, ale trafił pod drzwi prowadzące na dach szkoły. Oby były otwarte... - pomyślał nerwowo i nacisnął klamkę. Drzwi ustąpiły, ale za wcześnie było na zachwyt. Wyszedł na dach, zamknął za sobą drzwi i rozejrzał się czy przypadkiem nie ma innych uczniów, lub pracowników szkoły. Benek miał dzisiaj szczęście, był tutaj całkowicie sam. Podszedł do krawędzi, wychylił się. Musiał przyznać, że jego oczom ukazał się całkiem ładny widok, Riverdale było utrzymane w na prawdę dobrym stylu. W końcu za takie pieniądze, ciężko o to, żeby nie było na wysokim poziomie. Bernard lubił tę szkołę, tak właśnie sobie pomyślał. Nie bywał tutaj za często, więc nie miał okazji docenić jak to wszystko wygląda, zwłaszcza z tej perspektywy. Obserwował tak jeszcze kilka minut, ale potem się odwrócił i zarzucił głęboki kaptur na głowę, następnie zsunął się aż klapnął tyłkiem na ziemi, założył słuchawki, włączył muzykę. Oparł się wygodnie, zadarł głowę, żeby tak po prostu pogapić się w niebo. Chwilę później zdjął z pleców plecak, zajrzał do środa ale... jak można się domyślić, nie znalazł tam nic ciekawego, chociaż ambitnie chciał przejrzeć notatki, to ostatecznie zasunął plecak i podłożył go sobie pod głowę. Tak, Bonten się już rozłożył na ziemi. Westchnął i zerknął na wyświetlacz telefonu. Minęło raptem kilkanaście minut. Zajął się przeglądaniem pierdół na telefonie, różnych aplikacji i nawet nie zauważył, w którym momencie... zasnął.
Powrót do góry Go down
 
Dach budynku
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
 Similar topics
-
» Dach
» Tereny wokół budynku

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Tereny Riverdale :: 
Gmach szkoły
-
Skocz do: