IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sala muzyczna

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
Jude

avatar
9
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
9


   
Sro Mar 23, 2016 3:43 pm
       
Duże pomieszczenie, do którego wstęp ma właściwie każdy. Nie znajdzie się tu typowych ławek z krzesłami ani szeregu tablic, od których czyszczenia można dostać pylicy - cała przestrzeń poświęcona jest na małą scenę oraz różnorodne instrumenty. Na samym środku stoi ogromny, czarny fortepian, gdzieś w kącie znajdują się zaś głośniki i sprzęt w postaci mikrofonów. Na jednej ze ścian wiszą gitary basowe, elektryczne, a także te zwykłe... Nie zabranie tu również perkusji, trąbek czy skrzypiec. Sala ta usytuowana jest w bardziej odludnej części szkoły, by zapewnić spokój w prowadzonych w pobliżu lekcjach.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sro Mar 23, 2016 7:07 pm
       
Wydawałoby się, że taki mol książkowy, jak Valentino, nie widzi świata poza nimi i każdą wolną chwilę mógłby spędzić, pochłaniając kolejne strony miłosnych rozterek i dylematów, w które popadali bohaterowie powieści. Jednakże chłopak miał jeszcze jedną słabość – muzykę. Nie byłby sobą, gdyby nie postanowił choć na chwilę poddać się uzależniającemu uniesieniu, wywołanego uroczymi dźwiękami fortepianu.
Wolna godzina lekcyjna aż sama się o to prosiła, aby spożytkować ją właśnie w ten sposób, skoro raczej nikt nie planował zawracać mu głowy jakimiś ważnymi sprawami. Na przykład taki Chester, który potrafił przyczepić się do niego na każdym kroku i zbyt szybko nie odpuścić. Ale teraz nie o nim.
Włoch wszedł do przestronnego pomieszczenia, a sam jego wystrój cieszył oko, ale to chyba była cecha szczególna tej szkoły, że wszystko musiało być na najwyższym poziomie, nawet głupia sala muzyczna, w której przecież i tak chodziło o oddaniu się wspaniałym melodiom, jakie potrafiły stworzyć ludzkie palce. Coś niesamowitego. Po przekroczeniu progu prawie od razu zamknął za sobą drzwi, nie potrzebując zbędnych gapiów w ukryciu, bo i takie cwaniaczki się znalazły, co chętnie obserwowały zza uchylonego drewna co się dzieje, a brunet czegoś takiego nie lubił. Co prawda w żaden większy sposób mu to nie przeszkadzało, ale wolał od razu wiedzieć, iż komuś jego gra się podoba, mimo że pewnie skomentowałby to jedynie cichym pomrukiem albo beznamiętnym przytaknięciem.
Bez najmniejszego zawahania usiadł przy największym instrumencie, podnosząc klapę i z początku jedynie ledwo co muskając białe klawisze, zanim znalazł dla siebie dogodną pozycję, w której mógłby spędzić najbliższe kilkanaście minut. Ot, zamierzał zagrać koncert sam dla siebie, skoro większa część szkoły i tak była zajęta nauką, a przynajmniej powinna.
Zmarszczył na chwilę czoło, zastanawiając się jaki właściwie utwór chce zacząć, aż w końcu zdecydował się na jedną z sonet Beethovena, która chodziła mu gdzieś tam w odmętach głowy, jednak i tak nie był w stanie jej zapomnieć. Po sali zaczęły rozchodzić się pierwsze dźwięki, aż wreszcie niby to pojedyncze odgłosy zaczęły układać się w całość. Nie musiał nawet patrzeć na swoje dłonie, żeby wiedzieć co dalej. Tak jakby muzyka płynęła właśnie spod jego palców, a sam fortepian był jedynie dodatkiem. Sam siebie wprowadzał w delikatny trans, który pozwalał skupić mu myśli w całość i uspokoić swoją chaotyczną podświadomość, którą praktycznie tylko w takich momentach mógł w pełni kontrolować.
Powrót do góry
 
Go down
Jude

avatar
9
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
9


   
Czw Mar 24, 2016 9:04 pm
       
Właściwie Jude nie widział nic irytującego w sporadycznych zaczepkach nauczycieli, którzy szukali w uczniach szybszego sposobu załatwienia swoich drobnych zadań.
"Oho, Carter, dokąd się tak śpieszysz? Czy mógłbyś...?"
Jaaaasne. Nie ma problemu, profesorze.
Tyle że padanie taką ofiarą kilka razy pod rząd tego samego dnia, musiało już o czymś świadczyć. Czyżby zrównoważona i obowiązkowa postura chłopaka dawała o sobie znać? Może takie cechy były szybko wyłapywane przez czułe nosy szkolnego personelu?
W każdym razie, jakiekolwiek próby grzecznej odmowy pod pierwszym lepszym pretekstem nie przyniosły skutku, gdy nauczyciel muzyki wyparował nagle, znikając sprzed oczu Justina z wdzięcznym, ale i sprytnym uśmiechem. Najwyraźniej chłopak musiał po prostu pójść po te zostawione w sali muzycznej papiery i odnieść je grzecznie do sekretariatu. Mógł zignorować prośbę, ale z drugiej strony był świadomy skłonności mężczyzny do ucierania nosa tym, którzy nie wykazywali się wobec nieco lojalnością.
Tym oto sposobem, z wyraźną niechęcią w ruchach, skierował się do gmachu budynku, omijając dobrze znane mu ściany. Już kilka metrów przed drzwiami sali muzycznej był w stanie wyłapać dźwięki fortepianu. Zatrzymał się na moment, pozwalając sobie na wstępne rozeznanie w sytuacji. Z tego co wiedział, nie odbywały się tam aktualnie żadne zajęcia grupowe. Więc zapewne ma do czynienia z samotnym muzykiem.
Niewiele myśląc, otworzył cicho drzwi, rozglądając się po pomieszczeniu, a gdy jego wzrok natrafił na plecy delikwenta, przyjrzał mu się, postanawiając nie przerywać mu jednak gry. Bez słowa wszedł do środka, przesuwając beznamiętnym spojrzeniem po reszcie mebli, choć tych było tu mało. Właściwie tylko jedna szafa i biurko, w którym można było trzymać dokumenty.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Wto Mar 29, 2016 8:54 pm
       
Mogłoby się wydawać, że nic nie wyciągnie Włocha z transu, w jaki wchodził, kiedy zaczynał grać, a jednak był bardzo podatny na wszystkie czynniki z zewnątrz, których on sam nie był winien. Stąd też od razu zwrócił uwagę na otwierające się drzwi, jednak z początku nawet nie spojrzał w tamtą stronę. Dopiero po chwili postanowił to zrobić, od razu skupiając swoje stanowcze spojrzenie na intruzie. Jakby automatycznie przestał grać sensowną melodię, naciskając losowe klawisze, które akurat nasunęły mu się pod palce, nim w końcu zdecydował się zabrać do siebie obie dłonie.
- Chłopak na posyłki, hm? – rzucił beznamiętnie, choć nie miał na celu urażenia osobnika, którego nawet ledwo kojarzył. Od razu domyślił się, że musi być z młodszego rocznika, bo tylko z nim miał problem, jeśli chodziło o zapamiętanie twarzy.
Valentino nie pozwolił zbyt długo ciszy wypełniać pomieszczenie, jakby dalszą grą chciał nawet uciszyć bruneta albo raczej nie pozwolić mu dojść do słowa, który raczył naruszyć jego spokój i to nie z własnej woli. A może z własnej? Tego nie wiedział. Kontynuował poprzednią sonatę, już bez zbędnego brzdękania, choć teraz nie wczuwał się aż tak mocno w grę. Zachowywał się przy tym trochę tak, jakby właśnie komuś pokazywał jak leci pewna melodia. Bo chwalić się swoimi umiejętnościami to on nie planował, ale każdy mógł to odebrać jak chciał.
Podniósł głowę jak i wzrok znad własnych dłoni, po czym skupił spojrzenie ciemnych tęczówek na okularniku, kończąc w końcu utwór, który i tak skrócił o połowę. Aby ułatwić sobie obserwację chłopaka, odwrócił się bardziej w jego stronę, jednak w tym wszystkim co robił nie był zbyt nachalny. Jakby to robił ze zwykłej ciekawości, a nie dlatego żeby narzucić mu się z własną osobą. Może i tak rzeczywiście było.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Pon Maj 02, 2016 12:20 pm
       
/Jude nie ma koło miesiąca czasu na forum, więc przyjmuję, że Was tutaj nie ma, tak.

Czy nie ma nic lepszego niż zasłużony odpoczynek zaraz po zajęciach? Tak, Amir właśnie skończył zajęcia szkole, kiedy to całkiem przypadkowo znalazł się w sali muzycznej. Właśnie oczekiwał przyjazdu swojego szofera, który go odbierze ze szkoły i zawiezie do domu. Tam spokojnie przygotuje się na zajęcia dodatkowe, uprzednio poświęcając trochę czasu na zabawę ze swoimi zwierzakami. Koniec końców nimi trzeba się opiekować. Karmić, wychodzić na spacer, zabawiać. To wszystko się mnoży, kiedy ktoś ma zoo w domu. I takim przypadkiem jest nikt inny jak książę.
Wszedł do sali spokojnym krokiem, rozglądając się na boki. W ten sposób oceniał, czy w sali jest ktoś jeszcze poza nim. Na szczęście nikogo takiego nie było. Nieco pewniejszym krokiem podszedł do jednego z ulubionych instrumentów Amira. Było to nic innego jak potężny, czarny fortepian. Kiedy znalazł się przy nim, ledwo zauważalnie uśmiechnął się do siebie. Zdjął czarną torbę szkolą z ramienia, którą położył koło jednej nogi instrumentu, by niewiele później przy nim zasiąść. Tak, miał ochotę właśnie na nim zagrać. I tak musi czekać około 15 - 20 minut na to aż jego szofer przyjedzie pod placówkę. Co mu szkodzi przez ten czas pochłonąć się w muzyce? No nic.
Podniósł klapę, tym samym ujawniając białe i czarne klawisze instrumentu. Od razu wiedział, co miał ochotę zagrać. Nie musiał się nad tym zastanawiać tysiąc sekund, marszcząc przy tym brwi. Palce same popłynęły, stopy na pedałach również. Był to utwór G Minor Bach. Idealnie odzwierciedlał duszę Amira. Teraz tylko słuchał własnej gry, nie popełniając żadnego błędu w swojej grze. Wszystko było dopracowane, idealne. Płynne i przejrzyste, jakby na fortepianie grał profesjonalista, a nie dzieciak. No cóż, wiele lat gry robiło swoje. Dodatkowo kochał klasyczną, poważną muzykę. Po prostu otwierał swoją duszę na muzykę. Czy ją kochał? I to jeszcze jak.
Powrót do góry
 
Go down
Takara |Jason| Fujishima

avatar
123
#Młodzież
Uczeń Sakura High School
123


   
Pią Maj 06, 2016 8:20 pm
       
W głosie młodej dziewczyny dało się usłyszeć nie tyle nutkę niecierpliwości, ale i swego rodzaju uprzejmą przyganę, podobną do tych, które stosuje się wobec małych dzieci.
- Violetto, nie mamy czasu na odpoczynek. Jeśli się nie pospieszymy, będziemy w tyle z harmonogramem, bardzo cię proszę.
- Tak panienko, najmocniej przepraszam! - służąca ukłoniła się pospiesznie, zbierając pokrowiec z ziemi korytarza. Zaraz wzięła go pewniejszym ruchem, drepcząc za zmierzającą przed siebie dumnym krokiem Addilyn. Nie patrzyła zbytnio na mijających ją ludzi, jedynie poszczególnych - tych, których znała i wiedziała, że powinna ich zauważać - witała praktycznie niedostrzegalnym kiwnięciem głowy. Doskonale wiedzieli, że nie powinni się zatrzymywać na pogawędkę. W oczach dziewczyny widać było nieznaczne napięcie spowodowane opóźnieniem. Zaledwie dwie minuty, a tak wiele mogły zmienić w jej planie dnia.
W końcu kiedy dotarła pod salę, usłyszała płynne dźwięki fortepianu, na którym widocznie ktoś już grał. Z reguły ktoś normalny winien się zawahać, stwierdzając że być może pomieszczenie jest już zajęte przez kogoś innego. Z pewnością nie była to jednak Addilyn. Violetta otworzyła przed nią drzwi, by mogła przekroczyć próg. Nie odezwała się jednak, wpatrując w milczeniu na grającego na fortepianie chłopaka. Tę osobę kojarzyła aż nazbyt dobrze. Mimo to nie odezwała się ani słowem, machając delikatnie dłonią na służącą, która pospiesznie, choć niemalże bezdźwięcznie udała się w to samo miejsce co zawsze, wyciągając z pokrowca harfę. Był to instrument na tyle niestandardowy, by do utrzymania swoich umiejętności, Addilyn potrzebowała codziennych ćwiczeń. Na razie trzymała się jednak zasad uprzejmości, czekając aż książę skończy grać swój utwór, nie odzywając się nawet słowem. W końcu nie chciała mu przeszkodzić w połowie, choć i tak istniało prawdopodobieństwo, że zrobiła to samym swoim pojawieniem się.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Pon Maj 23, 2016 2:27 pm
       
Pośpiech był niezdrowy i on to wiedział aż za dobrze. Dlatego nigdy nie dopuszczał do podobnych sytuacji, by musiał się gdzieś śpieszyć. Nie lubi tego. U niego wszystko musiało być idealne. Wiedział, kiedy mógł sobie pozwolić na chwilę swobody i łamanie reguł, a kiedy nie.
W tym wypadku pośpiech był zbędny. Musiał czekać, dlatego zajął się grą. Nie sądził jednak, że ktokolwiek będzie miał na tyle śmiałości, aby zepsuć mu tą samotną chwilę swoją obecnością. Nie musiała nic mówić. Jej osoba już spowodowała grymas na twarzy Amira, niemniej nie była wstanie go zobaczyć. Na spokojnie skończył grany utwór, nie mogąc się w niego wczuć jak na samym początku. Ale czy ktoś to zauważył? Otóż nie.
Kiedy skończył grać, wstał z miejsca siedzenia, zamykając za sobą klapę. Teraz już nie miał ochoty grać, choć przez dłuższy moment chciał zagrać jeszcze jeden utwór od Chopina. Kobieta skutecznie odebrała mu chęci do jakiejkolwiek gry. Widać nie miał szczególnej ochoty na obecność drugiego człowieka, ale starał się tego nie okazywać. W zasadzie niewiele dało się po nim widzieć oprócz oziębłej obojętności.
Przyłożył prawą dłoń do lewej piersi, delikatnie kłaniając się w stronę Panienki.  Nie uśmiechnął się natomiast, bo po prostu nie miał na to ochoty. Co z tego, że kultura nakazywała? Był wśród normalnych ludzi, dlatego bycie podobnym do nich to nic strasznego. Chociaż...?
- Witam panienkę - zwrócił się od niej dojść oficjalnie, tylko dlatego, że również miała tytuł księżnej. Co prawda daleko jej było do tronu w porównaniu do Amira, niemniej grzeczności zmuszała go do podporządkowania się pewnym regułom -  Co Cię tu sprowadza? - spytał już mniej oficjalnie, zabierając dłoń z piersi, zaś torbę, którą chwilę temu położył na ziemi, z powrotem założył na ramię. Patrzył się na nią uważnie, odchodząc od ukochanego instrumentu, oczekując odpowiedzi od księżnej. Wcale kątem oka nie widział jak jej służącą przygotowuje instrument do grania, wcale.
Nie czekał na jej odpowiedź. Nie chciał przeszkadzać dziewczynie w ćwiczeniach, dlatego zabrawszy swoją torbę, usunął się z sali, żegnając się z księżną i na świeżym powietrzu oczekiwał swojego szofera. Jak przyjechał, zawiózł go do domu.

z/t
Powrót do góry
 
Go down
Takara |Jason| Fujishima

avatar
123
#Młodzież
Uczeń Sakura High School
123


   
Pon Lip 25, 2016 4:53 pm
       
Dygnęła wdzięcznie, w odpowiedzi na jego przywitanie. Uprzejmy uśmiech wyrysował się na jej ustach, gdy w końcu rozchyliła je nieznacznie, by wypowiedzieć dwa proste słowa.
- Witaj książę. - choć niektórzy z klas B mogli wykazywać się ignorancją i nieznajomością księcia Amira, Addilyn nie miewała podobnych problemów. Nie znała go osobiście. Niemniej zdążyła już zapoznać się z jego formalną osobą, którą prezentował podczas bali. Zauważyła, że jej pojawienie się, faktycznie wiązało się z opuszczeniem przez niego sali. W końcu ćwiczenie w towarzystwie byłoby raczej uciążliwe, mimo to ledwo powstrzymywała się od karcącego spojrzenia skierowanego w stronę Violetty, która winna była zarezerwować dla niej wcześniej pustą salę.
- Każdy muzyk winien ćwiczyć swe palce, jeśli chce w pełni sprawnie posługiwać się instrumentami muzycznymi. - powiedziała łagodnie, dygając raz jeszcze, gdy opuścił pomieszczenie. Zwróciła się w stronę służki, zakładając ręce na biodrach.
- Violetto, ile razy mam powtarzać, że powinnaś uprzednio zarezerwować pomieszczenia?
- Wybacz mi, panienko.
- Postaraj się, by podobna sytuacja więcej się nie powtórzyła. Nie chcę, gdy książę Amir narzekał na brak wychowania ze strony rodziny Langley. Czy to jasne?
- Tak panienko.
- Doskonale. Możesz sobie zrobić przerwę. - odprawiła ją krótkim ruchem dłoni, samej zasiadając do harfy. Przez chwilę wpatrywała się ze skupieniem w nuty, nim w końcu jej długie, szczupłe palce zaczęły muskać delikatnie każdą ze strun, wypełniając pomieszczenie spokojną, piękną muzyką. Pełnia skupienia, ale też spokój, który ją ogarniał przy dźwiękach anielskiego instrumentu, pomagał jej się w pełni zrelaksować po ciężkim dniu. Widziała kątem oka jak Violetta opuszcza pomieszczenie, prawdopodobnie po to by udać się do kafeterii. Zwykle tak robiła, gdy Addilyn oddawała się swojemu treningowi.
Niesamowita krytyka jaką obdarzała samą siebie, zmuszała ją do powtarzania utworu od samego początku wielokrotnie, nim w końcu otrzymała zadowalający ją rezultat. Nie zerkała na wiszący na ścianie zegar. Nie musiała tego robić, doskonale wiedząc że moment w którym drzwi cichutko skrzypnęły, a jej służka ponownie zajęła miejsce u jej boku, był ten w którym czas dobiegł końca.
- Koniec lekcji, panienko.
- Doskonale. Przekaż proszę mojemu ojcu, że będę potrzebowała nauczyciela, który podszkoli moje umiejętności. - wstała z miejsca i poprawiła swoją suknię, czekając aż Violetta wszystko spakuje. Dopiero wtedy poczekała, aż służka otworzy jej drzwi i opuściła salę muzyczną, pytając o dalszy harmonogram.

zt.
Powrót do góry
 
Go down
Sheridan Kenneth Paige

avatar
1336
#Gwiazda Showbiznesu
Wokalistka Estradowa
1336


   
Nie Sty 21, 2018 10:47 am
       
Tu będzie rozgrywał się kolędowy koncercik, jak tylko poczynimy dwa wstępne posty z Hurrem.

Miała jeszcze trochę czasu do momentu, w którym ludzie powinni się zebrać. Wyliczyła dokładnie pół godziny z kawałkiem, a wszystko było już gotowe. Idealnie. Przecież niejaki Harvey miał się stawić i omówić z nią wszelkie szczegóły dotyczące fotografii z całego zajścia. Facet pewnie nawet nie wiedział, jak bardzo ratował jej skórę - nie była w stanie znaleźć nikogo, kto miałby w miarę obiecujące portfolio i nie wymagał miliardów za tę robotę po usłyszeniu, że całość będzie toczyła się na terenie Riverdale. Już wystarczająco urobiła się po łokcie, próbując przekonać dyrekcję szkoły do swojego pomysłu i załapać się na wynajęcie sali muzycznej.
Nie przeciągając, wszystko stało już na swoim miejscu. Krzesło dla gitarzysty, ewentualne mikrofony, jeśli trzeba będzie takowych użyć (choć nie sądziła, że to będzie konieczne, zważywszy na rozmiar sali). Poprawiła sukienkę, którą przywdziała, i otwarła drzwi do sali, by stanąć na zewnątrz. Znajomy, który miał jej dziś akompaniować, akurat wyniósł się po jakieś żarcie, więc nie miała nawet z kim pogadać. Dlatego pozostawało tylko czekać na fotografa, a potem na, cóż, słuchaczy.
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Hurricane

avatar
2996
#Mieszkaniec Riverdale City
Korespondent Wojenny
2996


   
Nie Sty 21, 2018 2:02 pm
       
Taak... Riverdale. Charles od pewnego czasu miał z tą szkołą więcej wspólnego niż kiedykolwiek by zakładał... no i niż kiedykolwiek by chciał. Cóż, tak czy siak skoro się zgodził, założył swoją ulubioną czarną bluzę, czarne jeansy i oficerki, a później przyjechał na umówione miejsce. W samej placówce był wcześniej, przeszedł się po terenie i przyjrzał parkowi... na salę wszedł wręcz idealnie punktualnie. Podniósł dłoń w powitalnym geście rozpoznając dziewczynę, którą miał fotografować. Ciekawiło go, czy i ona go kojarzyła, w końcu był tu kilka razy, nawet prowadził lekcję. Nieważne, obojętne.
Dzień dobry – odezwał się i uśmiechnął ciepło, ale i ze służbowym, grzecznym dystansem. Postawił usztywniany plecak, który okazał się być zmyślnym futerałem, na jednym z miejsc i wyjął z niego aparat, a zaraz też jeden z dwóch obiektywów. – Chce pani tylko swoje zdjęcia czy muzyka również? I widowni? No i jak daleko mam się trzymać? Same zdjęcia ze sceną czy bliższe, prawie portretowe też? – pytał jednocześnie zerkając na ekran aparatu i zmieniając opcje. Oczywiście spoglądał też na dziewczynę, aby nie wyjść na ignorującego swoją klientkę buca.
Powrót do góry
 
Go down
Sheridan Kenneth Paige

avatar
1336
#Gwiazda Showbiznesu
Wokalistka Estradowa
1336


   
Nie Sty 21, 2018 2:29 pm
       
Ktoś się zbliżał. Właściwie, kojarzyła nazwisko Harveya już wcześniej, ale nie spodziewała się, że widząc twarz tego człowieka, faktycznie dojdzie do wniosku, że skądś tego człowieka naprawdę zna. Nie było to nic złego, wręcz przeciwnie - jakoś łatwiej było jej pracować z ludźmi, z którymi była w choć najmniejszym stopniu zaznajomiona.
- Dzień dobry - odparła pogodnie. Kolejną dobrą stroną mężczyzny było jego momentalne przejście do sedna sprawy, bez bawienia sie w spoufalanie. Szybkie pytania o szczegóły, zero owijania w bawełnę. - Jeśli nikt nie będzie wymachiwał rękami w proteście, to zdjęcia widowni też byłyby mile widziane. Gitarzysta raczej nie będzie miał nic przeciwko - to ten typ, który kocha być w centrum uwagi, kiedy może. I... kilka bliższych ujęć też będzie okej. Ale niewiele - pokiwała głową na potwierdzenie swoich słów i wskazała dłonią wnętrze sali. - Mamy mnóstwo herbaty, kawy i glöggu. No i przekąski. Więc jeśli będzie chciał się poczęstować, proszę się nie krępować.
Co za dopilnowanie szczegółów i szczęścia wszystkich.
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Hurricane

avatar
2996
#Mieszkaniec Riverdale City
Korespondent Wojenny
2996


   
Nie Sty 21, 2018 3:18 pm
       
Pokiwał głową. Okej, czyli nie będzie powstrzymywał się przed fotografowaniem tego, co wyda mu się ciekawe.
Dobrze. Później umówimy się na przeglądanie zdjęć, wybierze pani, które chce, dobrze? – Zerknął na przekąski i pokręcił głową, a później podziękował. Zaczął robić zdjęcia już w czasie oczekiwania i wchodzenia słuchaczy na salę – nie żeby byli oni jacyś wyjątkowo ładny, Harvey chciał przetestować ustawienia światłą i kadry, a poza tym wolał zająć się tym niż staniem i tępym patrzeniem na początkującą wokalistkę.
Powrót do góry
 
Go down
Riley 'Woolfe' Winchester

avatar
1456
#Student Robotyki
Introwertyk
1456


   
Wto Sty 23, 2018 11:48 am
       
Thatcher, Thatcher! Spóźniliśmy się?
A mówiłam, żeby wyjść wcześniej?
To wszystko wina Susan! Stroiła się nie wiadomo ile, a przecież każdy wie, że i tak ma tylko jedną sukienkę.
Wcale nie, to nie moja wina...
Spokój, dzieciaki. Jesteśmy na czas, więc przestańcie wzajemnie obrzucać się oskarżeniami. A ty Mikey, naucz się jak obchodzić z dziewczynami. Każdy doskonale wie, że lubisz Susan, końskie zaloty nic ci nie dadzą.
C-c-co, w-w-wcale nie!
Mikey i Susan, zakochana para~! ― dzieciaki biegały dookoła Winchestera dokazując w najlepsze. Parsknął cichym śmiechem widząc jak chłopiec oblewa się rumieńcem. Trafiony zatopiony.
Zapłacisz mi za to Thatcher!
No dawaj ― siłował się przez chwilę z ośmioletnim bojownikiem o wolność, nim porwał go z ziemi, obracając się kilka razy dookoła własnej osi. Cała reszta chichotała wyraźnie zachwycona, nim Mikey nie zaczął machać ręką w proteście. Dopiero wtedy odstawił go na ziemię, patrząc jak chłopiec zatacza się na wszystkie strony.
To jeszcze nie koniec, Thatcher! Następna wygrana będzie moja ― pogroził palcem zupełnie innemu mężczyźnie, który rzucił mu zagubione, acz wyraźnie rozbawione spojrzenie.
Jestem tutaj, Mike.
Och. To jeszcze nie...
Tak, tak. Dobra ustawcie się dookoła mnie i niech nikt nigdzie nie odchodzi, dopóki nie dołączy do nas pani Collins.
Minęło dość sporo czasu od kiedy ostatni raz miał okazję spotkać się z dzieciakami z sierocińca. Nic dziwnego, że gdy tylko pojawiła się podobna okazja, nie wahał się nawet przez chwilę. Wszyscy jego tymczasowi podopieczni po zbiorowym "Taaak jeeest" ustawili się grzecznie parami, patrząc z wyraźnym podekscytowaniem na scenę. Czekali aż się zacznie.



Powrót do góry
 
Go down
Naoto Namikaze

avatar
54
#Maskotka
54


   
Wto Sty 23, 2018 10:13 pm
       
Plan był prosty! Zabrać tacę z ciastkami i rozdawać je przybyłym dzieciaczkom. Dobrze, robi to więc dla jakiegoś większego dobra, by przynajmniej ten jeden raz w roku to właśnie one czuły się najważniejsze. Tylko! Tylko! Dlaczego musi być akurat w stroju aniołka?! To pewnie był jakiś chory pomysł organizatora, który miał akurat taką dziwaczną wizję...spokojnie, spokojnie...trzeba tylko chwycić parę głębszych oddechów i zabrać się za pracę. Wiec, gdy tylko pojawiła się w umówionym miejscu, z automatu skierowała się w miejsce, gdzie leżały tace. A! Jak można zapomnieć o tym, jak wyglądała, bo przecież kostium tu też miał pełnić jakąś funkcję. Ubrała się więc w prostą białą sukienkę, a do tego miała na niej przymocowane białe skrzydełka. Jako że było jej trochę zimno, nie mogła powstrzymać się od założenia czerwonego szaliczka. No dobrze, nie wyglądała jak prawdziwy aniołek, lecz chyba nie było aż tak źle. Mogłaby pokusić się o stwierdzenie, że wygląda nawet lekko uroczo. Oby tylko nikt nie zrobił jej zdjęcia, bo później może to zostać wykorzystane przeciwko niej. Nie można jednak mieć z automatu takich czarnych myśli. Ruszyła więc z tacą w łapkach w kierunku właśnie przybyłych dzieci. Było to wesoła gromadka, która nawet potrafiła się wygłupiać w takim momencie.
- skoro tak bardzo ją lubisz to może podarujesz jej ciasteczko?
Tak, tak to nie ładnie podsłuchiwać, lecz jak mogła tego nie słyszeć, kiedy ci nawet nie starali się mówić tego cicho. Widząc lekkie zakłopotanie u chłopaka, chciała mu zwyczajnie pomóc, a może zwyczajnie spowodować jeszcze większe? Nie można jednak powiedzieć, że nie wywołało to u niej lekkiego uśmieszku.
- oczywiście reszta też może się częstować. W końcu to wszystko dla was. Jeśli mogę polecić, to te oto są wyśmienite
Pokazała paluszkiem na jedno z ciasteczek. Oczywiście wcale go tknęła, bo przecież to nie wypada, by brać do ręki prawda?
Powrót do góry
 
Go down
Chester Ó Heachthinghearn

avatar
484
#Student Fizyki
Plotkarz
484


   
Sro Sty 24, 2018 9:50 am
       
Nie, żeby Chester utknął w zaspie… ale utknął w zaspie. Wydostanie się z niej nieco mu zajęło, musiało mu zależeć na dotarciu, że robił błagalny wzrok na Sebixów na ulicy na tym mrozie! Do wydostania się motywowały go ciastka, które, obok Haydena, były najulubieńszym przysmakiem Chesa. Nie obraź się, Sheri Lady, wycie też zawsze w cenie, ale cukier był jednak wartością nadrzędną w królestwie Heachthinghearnów. Może matki nie sprzedałby za nie (bo rozniosłaby go), aczkolwiek byłaby to dobra waluta. Tylko musiałyby być twarde jak kamienie, żeby brunet nie podjadał własnego majątku; to byłoby minimalnie słabe.
Także wtoczyło się zbłądzone dzieciątko i od razu przylepiło się do grzejnika. Zaraz się z wszystkimi przywita, ogarnie znajome twarze, teraz trzeba odtajać.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Sala muzyczna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Sala operacyjna
» Sala lekcyjna nr 2
» Sala segregacji
» Neuschwanstein - Sala Tronowa
» Sala przesłuchań

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: