IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

 :: 

Vancouver

 :: 

Południe

Share | 
 

 Biblioteka publiczna

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
Mistrz Gry

avatar
#Mistrz Gry
Twój największy koszmar
109


   
Sob Sty 06, 2018 9:02 pm
       
MG
"Wybacz. Jakby nie patrzeć, pośrednio to z moja wina."
Słysząc to wzruszyła obojętnie ramionami, jakoś nie specjalnie szukała winnych tego zajścia, albo precyzując swojego wybitego palca. Żyje, a życie toczy się dalej.
- Przestań, równie dobrze mogłam pozwolić by pobiegł dalej prawda? Jednak wygląda na to, że moje mieszanie się w sprawy innych, wyszły Ci na plus. Zresztą, brzydzę się kradzieżą. - Ostatecznie udało jej się znaleźć odpowiedni kontakt na liście. Kilka dodatkowych stuknięć i tyle. Dziewczyna zablokowała telefon i schowała go dokładnie w to samo miejsce z którego, go wyciągnęła. Spojrzała na torbę dalej leżącą obok mięśniaka na ławce. Przeniosła wzrok na Rila i... wybuchła śmiechem.
Na szczęście szybko udało jej się opanować.
-Nie ruszysz jej do czasu aż będę stała przy niej, co? Już, już... - schowała ręce za plecami, łapiąc się za nadgarstek bolącej dłoni, odwróciła się do niego plecami i wykonała kilka korków w przód oddalając się od niego i ławki. Zatrzymała się i odwróciła się na pięcie skupiając na nim rozbawione spojrzenie. - Lepiej? - czyżby wiedziała jak obchodzić się z na wpół dzikimi zwierzętami~?
- I radziłabym się pośpieszyć, za kilka minut zjawi się ktoś by zgarnąć tego tam... - gestem głowy wskazała na pozostawione na ławce ciało. -Lepiej nie być wtedy zbyt blisko. Ciężko zapamiętać? Wypraszam sobie, w zaułku nie miałam szalika! - wyburczała niby obrażona - Południowcy się nudzą, jak trzymasz zwierze krótko na łańcuchu, a później puszczasz je wolno... W momencie gdy nie zapewnisz im rozrywki, zaczynają szaleć. Nie wszystkim takie zmiany wychodzą na dobre.
Powrót do góry
 
Go down
Riley 'Woolfe' Winchester

avatar
#Prefekt Naczelny
Introwertyk
1247


   
Nie Sty 07, 2018 1:18 am
       
Więc brzydziła się kradzieżą, ale na przemoc była w stanie przymknąć oko? W końcu jakby nie patrzeć, był to już drugi raz gdy bez wątpienia ratowała mu skórę. Cała sytuacja sprawiła jednak, że rozbawienie Białego Wilka udzieliło się i jemu, choć udało mu się utrzymać je w ryzach i nie pozwolić by odbiło się jakkolwiek na jego twarzy.
Zatem mam nie tylko wyjątkowe szczęście, ale i dług wdzięczności wobec ciebie. Już drugi, pozwolę sobie zaznaczyć. A mam jedną podstawową zasadę, by spłacać wszystkie długi — podkreślił przyglądając jej się uważnie. Wzdrygnął się nieznacznie na nagły wybuch śmiechu, którego kompletnie się w tym wypadku nie spodziewał. Miękki dotyk futra na tyle spodni skutecznie rozproszył na chwilę jego myśli, gdy rozejrzał się na boki, przyglądając kręcącemu wokół wilkowi.
"Nie ruszysz jej do czasu aż będę stała przy niej, co?"
Rzeczywiście, nie ruszył się.
Nie chodziło tu nawet o brak zaufania, choć logika Woolfe była na tyle pokręcona, by ciężko było ją wytłumaczyć komuś nie znającemu go od kilku lat. A biorąc pod uwagę jej dotychczasowe reakcje, pewnie ponownie wybuchłaby śmiechem.
Przetarł kark i ruszył do przodu podnosząc swoją torbę. Przejrzał ją pokrótce, by sprawdzić czy szczurek nie zdążył czegoś zwinąć podczas swojego wcześniejszego biegu i wcisnąć do kieszeni kurtki. Nie chciałby znaleźć się w sytuacji, gdzie musiałby kupić nowy telefon czy wymieniać zamki do drzwi mieszkania. Akademik był w końcu całkowicie bezpieczny.
Słysząc jej upomnienie zerknął krótko na mięśniaka.
Wygląda więc na to, że ich przywódca przestaje dawać sobie radę. Idziesz? — zapytał wznawiając powoli swoją wcześniejszą wędrówkę. Nie chciał jej tutaj zostawiać samej, choć zaczynał zadawać sobie pytanie czy wcześniejsze grzebanie w telefonie nie było powiązane ze zjawieniem się kogoś kto miał odebrać jego nieprzytomnego kumpla.



Powrót do góry
 
Go down
Mistrz Gry

avatar
#Mistrz Gry
Twój największy koszmar
109


   
Nie Sty 07, 2018 10:22 pm
       
MG
Zakapturzona poruszyła lekko ramionami. Na jego słowa uśmiechnęła się w duchu, spojrzała na niego, a oczy zabłysły jej krótko.
- Długi mówisz? Jesteś świadomy, mocy jaka jest ukryta w tych słowach?- przekrzywiła lekko głowę w bok. Zsunęła szalik trochę niżej, odsłaniając usta. Uśmiechnęła się.- Raczej powinieneś podziękować losowi, że akurat byłam w pobliżu. Kręcę się tu i tam. Ale jeśli postawisz mi kiedyś kawę to będziemy kwita. - poprawiła szalik i odczekała, aż skończy sprawdzać torbę.
"Idziesz?"
Skinęła lekko głową i wyrównała krok z Rileyem.
-Oczywiście, że idę z tobą. Mnie też nie powinni znaleźć w tym miejscu. Ten drugi zapewne przyjdzie po swojego kolegę. - Wymamrotała w szalik i obejrzała swój wybity palec - Tutaj raczej nie chodzi o "przestawanie". Raczej o samo podejście. Niektórzy się z tego cieszą, drudzy przeklinają. Jeden przykład miałeś przed chwilą. Chociaż tym razem, nie wszystko poszło zgodnie z ich planem. Skąd takie zainteresowanie Południowcami?
Powrót do góry
 
Go down
Riley 'Woolfe' Winchester

avatar
#Prefekt Naczelny
Introwertyk
1247


   
Pon Sty 08, 2018 4:05 am
       
Westchnął krótko.
Mógłbym uznać że robisz to z własnej nieprzymuszonej woli i zwyczajnie zignorować dla własnej wygody. Lecz jak już powiedziałem, zawsze spłacam swoje długi. W granicach rozsądku. Pozwolisz, że kradzieże i morderstwa pozostaną poza naszym zasięgiem — zażartował, pozwalając by ta pozytywna nuta wkradła się do jego tonu.
Wygląda na dobrą osobę. Jej towarzystwo nie jest...
Męczące.
Zgodził się z Białym Wilkiem, pocierając krótko dłonią o dłoń, by nieznacznie je rozgrzać. Jakby nie patrzeć niskie temperatury nie były mu zbyt przyjazne.
Kawa mówisz. Mam liczyć na kolejne zrządzenie losu, zaplanować konkretne spotkanie w najbliższej przyszłości czy po prostu sprytnie wyciągnąć od ciebie numer telefonu? Obiecuję, że za trzecim razem nie będę się z nikim bił — uniósł dłonie ku górze w obronnym geście cały czas idąc przed siebie, choć bez wątpienia i ta wypowiedź była jedynie kolejnym drobnym żartem. Poprawił zaraz kurtkę, zapinając ją nieco wyżej, by skutecznie osłoniła odsłonięte gardło.
Zerknął kontrolnie na jej rękę, zaraz wysuwając jedną ze swoich do przodu. Nie dotknął jej jednak, jedynie jego ramię zastygło w bezruchu, gdy trzymał w powietrzu wyciągniętą w jej stronę na płasko dłoń.
Mogę? Całkiem dobrze znam się na pierwszej pomocy. Nienawidzę szpitali, a jak możesz się domyśleć, czasem ciężko wyjść wyłącznie z kilkoma siniakami — pozostawił jej decyzję, jednocześnie słuchając wypowiedzi na temat przywódcy. Nie potrafił zaszczepić w sobie szacunku do kogoś, kto nie utrzymywał swoich podwładnych w ryzach. Nawet z własnego wyboru.
Sam nie wiem. Uczę się w tutejszej szkole, mieszkam na tych terenach. Mam też nieodparte wrażenie, że ich grupa mogłaby być warta dużo więcej niż jest obecnie. Stać ich na więcej niż napadanie uczniaków czy starszych pań. Zamiast wzbudzać w innych szacunek i być oparciem dla mieszkańców, wolą działać na ich szkodę i wypadać w ich oczach w raczej żałosny sposób, nie sądzisz? — patrzył jej uważnie w oczy, wyraźnie chcą poznać jej opinię na ten temat.



Powrót do góry
 
Go down
Mistrz Gry

avatar
#Mistrz Gry
Twój największy koszmar
109


   
Wto Sty 09, 2018 1:16 am
       
MG
Uśmiechnęła się wesoło, słysząc o ograniczeniach spłaty przysługi.
- Losu w to nie mieszajmy, raczej jestem słabym Aniołem Stróżem. Plany zawsze szlag trafia gdy wszystko idzie dobrze. Wiem, że to może być dla Ciebie zbyt łatwe, ale najbezpieczniej będzie jak podam Ci ten numer sama. - Zaśmiała się słysząc zapewnienia co do trzeciego spotkania. - Oczywiście, a ja zamiast spodni będę nosić spódniczki!
Poruszyła lekko ramionami, by się rozgrzać. W momencie gdy zaproponował jej pomoc, nie wykonała żadnego ruchu, przyglądała się mu uważnie. Dopiero po chwili ściągnęła rękawiczkę i dość niepewnie oparła palce o jego dłoń.
Może nie była pewna jego intencji, a może tego co może się za chwilę stać. W końcu nikt nie przepadał za nadmiernym bólem, a z uszkodzeniami trzeba obchodzić się ostrożnie, prawda? Co nie zmienia faktu, ze postanowiła zaryzykować.
- Dość odważne przemyślenia... Południowcy tracą swój sens. Stają bandą zwykłych kundli, kąsających po kostkach wszystkich, a przecież nie niszczy się swojego podwórka. - nie oderwała oczu od niego - Starzy się wykruszaj albo staczają jak tamci, których minąłeś. Nie podoba mi się to. Myślisz, że dałbyś radę skrócić im łańcuch? - W jej głosie pojawiła się nutka zaciekawienia.
Gdy tylko pomógł jej z dłonią, wyciągnęła do niego rękę, albo po prostu utrzymała ją wyciągniętą, tylko tym razem wnętrzem do góry.
- Komórka. - Rzuciła krótko, a w jej głosie nie było żądania, a raczej czysta prośba - Mam słabą pamięć do numerów, zapamiętuje je raczej mechanicznie... - Pośpieszyła się z wyjaśnieniem, a przy tym na chwilę odwróciła wzrok jakby speszona. Jeśli Riley podał jej swój telefon, szybko wpisała swój numer i oddała mu urządzenie. Nie wykonała połączenia, zostawiając resztę w jego rękach. Naciągnęła rękawiczkę na dłoń i ponowiła marsz.
Powrót do góry
 
Go down
Riley 'Woolfe' Winchester

avatar
#Prefekt Naczelny
Introwertyk
1247


   
Sro Sty 17, 2018 6:24 pm
       
Spodnie absolutnie mi nie przeszkadzają, jeśli to w nich czujesz się wygodniej. Ładnemu we wszystkim ładnie — powiedział łagodnie biorąc ostrożnie jej dłoń. Obejrzał ją ostrożnie ze wszystkich stron, cały czas wsłuchując się w jej słowa. Jedną ręką podtrzymywał ją w powietrzu, drugą natomiast nieznacznie obracał, sprawdzając stan wybitego palca.
"Myślisz, że dałbyś radę skrócić im łańcuch?"
Na pewno nie sam — pociągnął znienacka jej palec w odpowiednią stronę, odpowiednio go nastawiając. Krótka sekunda bólu i po krzyku. Dziewczyna powinna była od razu poczuć choć nieznaczną ulgę.
Wybacz w przypadku podobnych urazów, lepiej nie uprzedzać. Skrócenie łańcucha to jedno. Myślę że największym problemem jest to, że w ogóle go potrzebują. Dobry podwładny to taki, który nawet na wolności ma wpojone pewne zasady i godnie cię reprezentuje. To długa i żmudna droga, ale bez wątpienia warta zachodu.
Wypuścił jej dłoń rzucając jej przepraszające spojrzenie. Sięgnął do swojej torby i podał jej telefon, odczekując chwilę by wpisała swój numer. Od razu zadzwonił na niego, utrzymując sygnał przez dwie sekundy.
Możesz zapisać mój.
Właściwie to mógł już wrócić do mieszkania. Bądź gdzieś ją odprowadzić. Dziewczyna od początku pojawiła się sama, lecz z drugiej strony nie wydawało się to zbyt bezpiecznym wyjściem. Przyjrzał jej się przez chwilę wyraźnie rozważając podobną opcję.



Powrót do góry
 
Go down
Mistrz Gry

avatar
#Mistrz Gry
Twój największy koszmar
109


   
Pon Lut 12, 2018 8:16 pm
       
MG
Delikatny uśmiech pojawił się na jej twarzy, słysząc jego komentarz na temat wyglądu. Nie odpowiedziała przyglądając się jak ogląda jej dłoń. Zaufała mu i wierzyła, że faktycznie się na tym zna.
- Myślę, że dasz radę zebrać ludzi, którzy Ci pomogą. - Przygryzła lekko wargę w momencie wykonania zabiegu. Gdy tylko wypuścił jej dłoń obejrzała efekt i ostrożnie poruszała palcem. Uśmiechnęła się z widoczną ulgą.  - Dziękuje. Nawet starego psa idzie nauczyć nowych sztuczek. Szczególnie, że większość z nich kiedyś je znała.
Na szybko zapisała jego numer mianując go "Wściekłym Psem". Widząc jego wzrok, przechyliła lekko głowę w bok posyłając mu delikatny uśmiech. - Późno już, lepiej żebyś porządnie odpoczął, już niedługo możesz mieć pełne ręce roboty. Nie musisz kłopotać się z odprowadzaniem mnie do domu... stąd trafię bez problemu - wyszczerzyła do niego białe ząbki. - Nawet bezpieczniej będzie jak się tutaj rozstaniemy. Więc... do zobaczenia.
Obróciła się na pięcie i skręciła w jedną z uliczek niedaleko parku. Zatrzymała się nagle i spojrzała za siebie.
- Nie każ mi za długo czekać! - uniosła dłoń i pomachała znikając w nocy.

Interwencja zakończona:
Reputacja +2
PU +5
Powrót do góry
 
Go down
Riley 'Woolfe' Winchester

avatar
#Prefekt Naczelny
Introwertyk
1247


   
Wto Lut 13, 2018 2:15 pm
       
Ostrożnie.
Kły pociągnęły go nieznacznie za tył kurtki, wyraźnie ostrzegając przed czającym się niebezpieczeństwem.
Słowa dziewczyny mimo wszystko wymagały na nim swego rodzaju gotowej deklaracji. Kto wie, może to właśnie jej najbardziej nie w smak był obecny stan organizacji w mieście? Nie odezwał się ani słowem.
I tak mam — westchnał cicho, kręcąc na boki głową. Pogodzenie roli prefekta z wieczną nauką w celu skończenia szkoły, pracą i - ponownie - dodatkową nauką, zdecydowanie nie należało do najprostszych. I tak miał wrażenie, że ledwo udało mu się w miarę uregulować własny sen, a już zdążył stracić do niego prawo. Podrapał się po karku.
Jasne. Uważaj na siebie — pożegnał ją krótkimi słowami, wsuwając dłonie do kieszeni. Posłał jej krótki, łagodny uśmiech odprowadzając ją wzrokiem. Dopiero gdy zniknęła mu z oczu, sam wznowił swoją wędrówkę. W końcu mógł wrócić do domu.

zt.



Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Biblioteka publiczna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Kawiarnio-biblioteka "Bookszpan"
» Biblioteka
» Szkoła publiczna
» Biblioteka w zamku Bestii
» Wielka Biblioteka

 :: 

Vancouver

 :: 

Południe

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: