IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

 :: 

Vancouver

 :: 

Południe

Share | 
 

 Biblioteka publiczna

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
Liam Revel Leistershire

avatar
#Kujon
Vice-Przewodniczący Obsidian
256


   
Wto Lut 16, 2016 6:22 pm
       
Możliwość Pracy Dorywczej
Obecni pracownicy:
Bibliotekarka: ---
Pomocnik Bibliotekarki: ---



Utrzymywana z dofinansowań od państwa biblioteka publiczna, cieszy się wbrew pozorom bardzo dużym zainteresowaniem, szczególnie wśród licealistów i studentów. Wielu przychodzi tu by szukać materiałów do swoich projektów, prac dodatkowych i esejów. Inni potrzebują po prostu chwili odpoczynku nad swoją ulubioną książką. W końcu zawsze coś się znajdzie na tych wielkich, zastawionych milionami tomów regałach. Bibliotekarka choć przestrzega ciszy niesamowicie rygorystycznie, zawsze się uśmiecha i chętnie pomaga wszystkim, którzy poproszą ją o pomoc. Ponadto w północnej części biblioteki wyznaczono za szklaną szybą miejsce integracji, gdzie uczniowie mogą usiąść na długich kanapach i rozmawiać głośno do woli, bez strachu że ich zachowanie będzie przeszkadzać innym odwiedzającym.

- - -

Jasnowłosy przesunął powoli wzrokiem po drzwiach, przyglądając im się w milczeniu. Korzystając z okazji, postanowił chwilowo wyrwać się ze szkoły i zaszyć w publicznej bibliotece z dala od innych uczniów. Z prywatnych doświadczeń, dużo częściej widział tu studentów niż uczniów Riverdale, którzy mieli w końcu własne, prywatne wyposażenie.
Pchnął drzwi ręką, wchodząc powoli do środka i skinął głową bibliotekarce na powitanie w odpowiedzi na jej uprzejmy uśmiech. Nie zamierzał nawiązywać większego kontaktu, wiedział po co tutaj przyszedł. Ruszył pomiędzy półkami przesuwając z zamyśleniem palcem po tytułach, szukając odpowiedniej litery. W końcu zatrzymał się przy jednym z tomów i wziął go w ręce, udając się do wolnych stolików. Tak jak się spodziewał, tym razem nie było tu zbyt wielu osób. Nawet jeśli dostrzegał parę grupek, ich usta ledwo się poruszały. Był zatem pewien, że pomimo rozmów zachowują odpowiednią głośność, zwłaszcza że bibliotekarka nawet nie zerkała w ich stronę, spokojnie wstukując coś na klawiaturze do bazy danych w komputerze.
Odsunął krzesło i położył swoją skórzaną torbę na ziemi. Gruba, granatowa książka którą wcześniej wybrał wylądowała na blacie zadbanego stolika razem z zeszytem, długopisem i paroma zapisanymi papierami które wyciągnął. Nie zwracając uwagi na otoczenie zaczął porównywać informacje, przepisując wybrane fragmenty w formie notatek. Wyglądało na to, że nikt i nic nie będzie w stanie wyrwać go z amoku. Gdy chłopak skupiał się na nauce czy swoich obowiązkach związanych z pozycją vice-przewodniczącego, nie odbierał żadnych bodźców z zewnątrz. Nie żeby robił to w innych sytuacjach.
Liam był w końcu idealnym przykładem kogoś, kto zdawał się ignorować cały świat bez większych wyrzutów sumienia. I pewnie właśnie dzięki tej promieniującej od niego aurze, nawet nowi przechodzący ludzie całkowicie go ignorowali i dawali mu spokój, nie próbując siadać obok. Co absolutnie mu pasowało.
Powrót do góry
 
Go down
Chester Ó Heachthinghearn

avatar
#Plotkarz
330


   
Wto Lut 16, 2016 7:27 pm
       
Pracownicy publicznej biblioteki byli ustawowo bądź naturalnie mili w przeciwieństwie do pracującej w szkolnym odpowiedniku tej instytucji pani, która gardziła wszystkim, co egzystowało, toteż jakaś część uczniów wolała fatygę do centrum Vancouver, niż atak napuszonej femme fatale. Tutaj, choć było zwykle więcej ludzi, było stosunkowo spokojniej. Domowo. Lecz.
Ano lecz. Przyjemne wyrazy twarzy rzedły, gdy zza półek wyglądała ta blond głowa, dając znak, że nadal tu jest i chce czyjejś uwagi. Nikt nie lubił tu obecności Chestera, choć wyproszenie go było operacją.. marną. Głównie z tego względu, że nie był on osobą, która daje się ot tak odtrącić.
I właśnie drapieżnik się wyłonił, ewidentnie zwęszył ofiarę, na którą wyznaczył Bogu ducha winnego kujona robiącego grzecznie notatki. Brytyjczyk wychylił się lekko zza jednego z regałów, obserwując swój jasnowłosy cel. Czy go znał? Niby w większości wypadków odpowiedź byłaby zbędna, zważywszy na to, czym trudnił się blondyn w szkole. Nie, z nim akurat jeszcze do czynienia nie miał, czyli najwidoczniej dzieciak był z młodszego rocznika, najpewniej tego, co we wrześniu wszedł do Riverdale. Blondynek mógłby być z właściwie jakiegokolwiek liceum (może nawet gimnazjum), ale Heachthinghearn dałby sobie rękę uciąć, że choć raz go mijał.
Bez większego wahania, rękami zaczepił o metalowe obręcze obok kół wózka, a potem wymanewrował, aby nie wjechać w półkę, po czym podjechał obok stolika uczniaka, żeby zaraz potem, zatrzymując się prostopadle do niego, oprzeć łokcie o blat z najurokliwszym uśmiechem w tej Ameryce.
- Liam, tak? - nie można zaprzeczyć temu, że strzelił. Obiło mu się kiedyś o oczy takie imię, gdy na początku roku sprawdzał grupy pierwszoroczniaków. Wyglądał na takiego Liama, no ej! - Co tam czytasz? Coś niegrzecznego, że się tak zaszyłeś? Starożytna erotyka to temat godny zaczepienia. - zaczął się droczyć, przy czym ręcznie założył sobie nogę na nogę.


Ostatnio zmieniony przez Chester dnia Sro Lut 17, 2016 3:06 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
 
Go down
Liam Revel Leistershire

avatar
#Kujon
Vice-Przewodniczący Obsidian
256


   
Wto Lut 16, 2016 8:20 pm
       
Liam nigdy nie wypraszał innych. Niemniej bez wątpienia nie dawał on im do siebie podejść, a gdy już próbowali przez większość czasu zwyczajnie ich ignorował. Spędzanie wolnych chwil w towarzystwie kujona zdecydowanie nie należało do wymarzonych sytuacji w życiu żadnej osoby o zdrowym umyśle. Były rzecz jasna osoby, które pomimo zapatrzenia w naukę, bardzo chętnie udzielały innym porad czy korepetycji tłumacząc ostatni materiał, którego mogli nie zrozumieć podczas wykładów nauczycieli. W końcu nikt nie był idealny i należało to zrozumieć.
Nie w przypadku Liama.
Proszenie go o pomoc w jakiejkolwiek dziedzinie z wyszczególnieniem udostępnienia notatek czy przepisania pracy domowej nie miało najmniejszych szans na sukces. Już w gimnazjum nie trudził się nawet by odpowiadać na podobne zaczepki. Teraz gdy znalazł się w liceum nie zamierzał zmieniać swojego podejścia niezależnie od sytuacji.
Dlatego też wpatrzony w stertę papierów zaznaczał coś przy poszczególnych nazwiskach. Otworzył książkę na pierwszej stronie przemykając pobieżnie wzrokiem przez wstęp. Zaraz przebiegł palcami po spisie treści i przerzucił kartki na osiemdziesiątą stronę.
Po odnalezieniu odpowiedniej informacji przepisał ją na odrębną kartkę, na której znajdowało się już kilka pozycji. Kątem oka zarejestrował jakiś ruch przy biurku, nie poświęcił mu jednak jakiejkolwiek uwagi. Nim nie zdał sobie sprawy, że osoba obok niego nie przechodzi. Jeszcze przez chwilę skupiony na kartkach czekał aż zwyczajnie sobie pójdzie, lecz wszystko wskazywało na to, że... czegoś od niego chciał.
Podniósł bardzo powoli głowę, a jego dłoń przestała się poruszać. Obrócił się powoli w stronę nieznanej mu osoby, zerkając na niego zza okularów.
- Przepraszam, mówiłeś coś? - zapytał w pozornie uprzejmy sposób. Problemem był jego chłodny głos, który w żaden sposób nie zachęcał rozmówcy do dalszej wypowiedzi. Co więcej tuż po tym odwrócił się z powrotem w stronę książki, wracając do wcześniejszej czynności. Wystarczyło jedno drobne spojrzenie by dostrzec duże zdjęcie zdobiące stronę i zrozumieć co czytał.
Ilustrowany przewodnik turystyczny po Kanadzie.
Powrót do góry
 
Go down
Chester Ó Heachthinghearn

avatar
#Plotkarz
330


   
Wto Lut 16, 2016 9:02 pm
       
Zmrużył lekko oczy, choć psotny uśmieszek za nic nie chciał oddelegować się z jego ust. Chester już taki był, że choćby ten obudził się rano, a Vancouver byłoby ogarnięte apokalipsą, choćby nagle dostał wiadomość, że jego dobry znajomy umarł, choćby jakiś maluch go ignorował bezczelnie jak ten teraz, nie rozstawał się z uciechą na wargach. Nie umiał publicznie ujawniać słabości, jaką jest smutek, co nie było równoznaczne z tym, że nastolatek był wiecznie radosny. No, jeżeli rozbawienie z czyjegoś wywrócenia się na chodniku się liczy, to w sumie. Chociaż nikt się nie wypieprza z częstotliwością oddychania.
- Mówiłem. - syknął wręcz, usiłując rozszyfrować, co też ten obrazek ukazuje. - Oho, a gdzie to się wybieramy, szkrabie? Ludzie są lepsi niż krajobrazy, wiedziałeś? - tym razem wymruczał, tyrpiąc go ręką w nogę pod stołem, żeby Liam wrócił z mentalnej wycieczki po Kanadzie. - Odpowiedz mi, bo będzie mi smutno, chcesz tego? - wykrzywił usta w sarkastycznym żalu, jakby ten zabieg miał odciągnąć pokojową drogą kujonka od tego tomiszcza, które parę minut potem omal nie zniszczyło ławki przy uderzeniu o nią.
"Szesnastka jak ta lala." - wysnuł teorię blondyn, zaczynając również uwzględniać inne ewentualności. Jeszcze się nie ewakuował, to znaczy, że Chesterowa upierdliwość mu nie straszna, zapewne nieznana. Czyli trzeba było udowodnić, na co go stać!
Irlandczyk zwyczajnie był złośliwcem i to najszkaradniejszym w okolicach Riverdale. Choć widok jego mizernego i niewładnego "ja" winien wywoływać jakiekolwiek współczucie, zamiast tego był przyczyną, dla której bitna młodzież rozgrzewała stawy w palcach, matki uciekały z płaczącymi dziećmi, a mężczyźni wchodzili przed nimi do schronów przeciwchesterowych. To był tego typu człowiek. Tego nieznośnego.


Ostatnio zmieniony przez Chester dnia Sro Lut 17, 2016 3:10 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
 
Go down
Liam Revel Leistershire

avatar
#Kujon
Vice-Przewodniczący Obsidian
256


   
Wto Lut 16, 2016 9:20 pm
       
Zwykle ta metoda działała. Wystarczyło rzucić jakiś pozbawiony emocji tekst, wskazujący na to że nie ma się ochoty na rozmowę, odwrócić w bok nie utrzymując kontaktu wzrokowego i prędzej czy później dawali mu święty spokój. Stosował tę taktykę także w tym momencie, gdy pomimo swojego wcześniejszego pytania nadal nie poświęcał mu nawet odrobiny uwagi, wyraźnie skupiając się na swoim zadaniu. Był pewien, że to da odpowiednie efekty.
Nie dało.
Mimo że nie słyszał niczego poza niewyraźnym mamrotem, gdy tylko poczuł na swojej nodze jego rękę, podskoczył wyraźnie przestraszony wypuszczając długopis z dłoni. Ten poturlał się przez biurko, zatrzymując na opasłym przewodniku, podczas gdy chłopak wlepiał wzrok w niechcianego towarzysza, odsuwając się od niego w bok.
- Co ty wyprawiasz? - zapytał pocierając twarz rękawem swetra. Nie cierpiał gdy inni go dotykali. Szczególnie, gdy robiły to osoby, których nie znał. Ponownie nie wyłapał nawet słowa z jego poprzedniej wypowiedzi, dlatego skupił wzrok na jego ustach, gdy wypowiadał ostatnie pytanie. Przez chwilę zastanawiał się jak powinien odpowiedzieć, skoro nawet nie wiedział o czym właściwie mówił do niego wcześniej. Zerknął kątem oka na książkę.
- Nie. - odpowiedział w najprostszy sposób, prawdopodobnie licząc na to, że uda mu się wpasować w wypowiedź i nieznajomy da mu w końcu święty spokój. Nie radził sobie dobrze z towarzystwem innych. Co wiecej, nawet nie próbował podjąć jakichkolwiek kroków, by to zmienić. Miał jednak wrażenie, że trafił na wyjątkowo upartego osobnika, który nie da mu tak łatwo spokoju.
- Wycieczka klasowa. Szukam... ciekawych miejsc. - wymamrotał w końcu, sięgając powoli po wypuszczony wcześniej z dłoni długopis. Obrócił go parę razy w palcach i przysunął bliżej siebie, póki co nie próbując pisać niczego więcej. Zamiast tego spuścił głowę, wpatrując się pusto w zdobiący go napis, od czasu do czasu zerkając na chłopaka. Wyraźnie liczył - a raczej czekał - aż sobie stąd pójdzie i pozwoli mu wrócić do poprzedniej czynności. Z pewnością zdał już sobie sprawę z tego, że nie trafił na chętną do zawierania znajomości duszę towarzystwa.
Powrót do góry
 
Go down
Chester Ó Heachthinghearn

avatar
#Plotkarz
330


   
Wto Lut 16, 2016 11:03 pm
       
- Nic takiego. Nie lubisz ludzi? - zapytał nieco szyderczo, w swoim stylu, przyciągając się nieco do blatu i zaciągając hamulec, żeby aby nie odjechać od swojego nowego znajomego, który czy chciał, czy nie, musiał go teraz znosić. Na ten wyrok sam się skazał w momencie, w którym mu odpowiedział, czy też chcąc go spławić czy nie chcąc być chamem, który ignoruje innych ot tak. Tak też to widział Chesterek, który, mimo wszystko, nie lubił stanu tkwienia w niepewności, toteż nie był specjalnie cierpliwy. Żądał odpowiedzi tu i teraz. - Jeżeli nie chcesz, to udzielaj się.
Oczywiście, że nie liczył na to, że ta partykuła od nieznajomego padła wraz z jednoczesną pracą mózgu, który najpewniej skupił się na czymś innym. Albo też wcale nie, tylko odrzucał od siebie istnienie takiego osobnika, jakim był Heachthinghearn, to też niewykluczone, a i niezwykle dobrze wczepiające się w obraz okularnika. 100% nerdziny, okaz na wolności w swoim naturalnym środowisku - on byłby tutaj, żeby prowokować rozmowy?
- Wycieczka, tak? - mówiąc, usiadł sobie wygodniej, naciągając na siebie bardziej kraciasty koc. Zagryzł lekko wargę, po czym oparł się o podłokietnik, łypiąc na rzekomego Liama. Wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazywały na to, że musi mieć jakąś pozycję w szkole, jeżeli uważa, że ma jakiś wpływ na wyjazdy klasowe. Istnienie w tej korpo-pseudo-szkole, jak to ją ozwał Irlandczyk, było niemożliwe. Chyba, że jesteś jebanym nierobem, na którego robią rodzice, wtedy Twoje zdanie liczy się wszędzie! Oczywiście, tego nigdy na głos nie wypowie, choć trzeba przyznać, że na wieść, że nagle jego ulubiony poligon łobuzów jest przyłączany do fermy biznesowych szczurów, nie był zadowolony. On, na ten przykład, był żadną inwestycją swoich rodziców. Irytacji nie stłumiła nawet świadomość nowych ofiar na polowania. - Meh, Kanada do wyjazdów.. Byłeś kiedyś na Islandii? Cicho, spokojnie, można poczytać, wyłączyć się.. lubisz takie miejsca, co?
Ojoj, odpędzenie Chestera nie było rzeczą łatwą. Biorąc pod uwagę to, że miał nieustannie wolne, niektórzy musieli go mieć na głowie, a jako, że pani Inghram miała dosyć aktywne życie zawodowe, jak na badacza, ten nie miał, po co siedzieć w pustym domu. Czy jakiś człowiek chciałby być uziemiony na miesiące w czterech ścianach? No jasne, że słaba opcja! Nawet taki potworek musiał w końcu się w jakimś, choćby minimalnym, stopniu uspołecznić, żeby nie być udokumentowanym wariatem. Choć wzrok bibliotekarki, jaki wręcz łaskotał go w łopatki, nie był przyjemny i dobrze o chłopaku nie świadczył. Jakby nie było, 4 godziny upominania go o to, że biblioteka to nie tor rajdowy, były troszeczkę już uciążliwe. Tak samo, jak odpieranie zręcznymi ripostami jego końskich zalotów.
Powrót do góry
 
Go down
Liam Revel Leistershire

avatar
#Kujon
Vice-Przewodniczący Obsidian
256


   
Wto Lut 16, 2016 11:32 pm
       
Kolejne pytanie. Tym razem je usłyszał, niemniej nie zmieniało to faktu, że jego chęci odpowiedzi były równie wielkie co jeszcze chwilę temu. Niestety wyglądało na to, że miał rację, a chłopak nie da mu spokoju. Mógł go po prostu zignorować i nie odzywać się ani słowem, na pewno prędzej czy później by mu się znudziło.
- Nie. - kolejna zdawkowa odpowiedź. To, że nie lubił ludzi promieniowało w końcu z całej jego osoby. Wątpił, by chłopak nie zdążył się tego domyśleć. Chociaż miał ochotę wydać z siebie pomruk niezadowolenia, powstrzymał się zachowując absolutną ciszę. Zamiast tego wyciągnął rękę po książkę, podsuwając ją bliżej siebie i przewrócił kartkę, przebiegając po niej wzrokiem. Kolejny szept ze strony towarzyszącego mu chłopaka, który zignorował. Obrócił długopis do góry nogami i przesunął niepiszącą końcówką po jakimś zdaniu, zwiększając w tym momencie swoje skupienie. Niewidzialne podkreślenie, które sam zaznaczył w swojej wyobraźni, zaraz zostało zwinnie przeniesione na kawałek papieru. Zerknął kątem oka na chłopaka obok. Traf chciał, że właśnie zadał mu kolejne pytanie. Islandia?
- Nie. - nigdy jakoś specjalnie nie podróżował. Lubił jeździć po Kanadzie. Parę razy był z ojcem w Stanach Zjednoczonych, ale to właściwie tyle. Dalsze kraje pozostawały poza jego zasięgiem w przeróżnych aspektach i niespecjalnie zamierzał na to narzekać, czy się nad tym rozwodzić.
Drugie pytanie zignorował.
Nie odpowiedział w żadnym stopniu, przewracając strony z powrotem na spis treści. Przez chwilę zastanawiał się nad tym jaki dział sprawdzić. Porównał go ze swoimi notatkami. Może Lodowiec Salmon? Albo kanion Horseshoe. Mieli tam świetne, wyjątkowo duże muzeum dinozaurów. Mimo że Liam nie przepadał za gadami, jeśli chodziło o zwierzęta prehistoryczne, jego ciekawość sięgała zenitu. Mógł spędzać w podobnych miejscach całe godziny, wpatrując się w rozmaite kości, czytając o tym jaki tryb życia prowadziły, czym się żywiły.
Postukał końcówką długopisu w odpowiednim punkcie. Tak, kanion Horseshoe brzmiał świetnie. Odnalazł odpowiednią stronę, zapisując starannym pismem jej nazwę, tuż pod poprzednią atrakcją. W momencie gdy każdy straciłby nadzieję na to, że chłopak w ogóle odpowie, wydobył z siebie parę słów.
- Biblioteka mi wystarcza. - sam nie wiedział, dlaczego właściwie nadal mu odpowiadał. Jedyne punkty, które pozostawały w tym momencie niezmienne to jego chłodny ton wypowiedzi i fakt, że nadal nie zamierzał mu patrzeć w oczy, pokazując całym sobą jak bardzo lekceważąco podchodzi do całej sytuacji i jego obecności. Niezależnie czy nadal będzie tu sterczał, czy też postanowi sobie stąd odjechać, nie miał dla niego najmniejszego znaczenia.
Powrót do góry
 
Go down
Chester Ó Heachthinghearn

avatar
#Plotkarz
330


   
Czw Lut 18, 2016 12:05 am
       
Uparta cholera. Jest wyzwanie. Jeszcze się nie łamał, ciągle trwał w tym swoim ślepym założeniu, że jeżeli on udaje, że go nie ma, to rzeczywiście nikt go nie widzi i od niego niczego nie będzie wymagał. Jego plan możliwe, że miałby przełożenie praktyczne, o ile napatoczyłby się ktoś inny, niż Chester, który to nieodpowiadanie potraktował jak rywalizację o tytule, kto wygra w swoim irytowaniu przeciwnika. A w takich pojedynkach Chesterek był w tym niezłomny ze swoim odstręczającym usposobieniem. Nierzadko nie musiał nawet się odezwać, żeby ktoś kipiał złością przez niego.
- A znasz więcej słów? - odrzekł, wiercąc się w miejscu, w ostatecznym rozrachunku rozkładając się ze swoimi kościstymi ramionami na blacie. - Ja wiem, że nie chcesz, żeby rozmowa upadła, ale możesz się zaangażować, nie obrażę się za to, księżniczko.
Zacząłby go tyrpać nogą, gdyby nie miał tej operacji uniemożliwionej. Oh, tak, gdyby z jego motoryką było wszystko w porządku, byłby utrapieniem cztery razy większym dla okolicznej młodzieży, za to nieco mniejszym obciążeniem za tych, co są za niego odpowiedzialni. Właściwie, trudno orzec to jednoznacznie. Może teraz jest równie wkurzający, co rok temu, tyle, że dokucza ludziom w innej sferze życiowej? Albo nawet w dodatkowej. Czyli byłoby lepiej, gdyby byłby nieco samodzielniejszy i nie był przez nikogo pilnowany?
Widząc, że okularnik znów zaczął dzierżyć w swoich palcach długopis, sunąc nim po kartce z innymi zapisanymi wyrazami, co zmusiło Brytyjczyka do lekkiego uniesienia się na przedramionach, aby przeczytać, co on tam natworzył. “Tam, gdzie były te dinozaury?” - mówiąc w głowie, oblizał sobie wargi ostentacyjnie.
- Lubisz gady, co? - zagadnął znowuż, po czym wyszło z niego siarczyste ziewnięcie, jako komentarz do tematu, którym się zajmował. Dinozaury były fajne tylko wtedy, gdy zżerały jakiegoś cywila albo atakowały innego drapieżnika, który zaczynał z nim walczyć. - Widziałem rok temu porno o pterodaktylach, podesłać Ci link? Oczywiście, nic ni jest za darmo. Jak mnie ładnie poprosisz, to Ci je wyszukam. - parsknął śmiechem, wyjmując ze spodni telefon, którym począł obracać w ręce, jakby był w teledysku Ylvis “I’ll never be a star”.
Gdy otrzymał jakąś odpowiedź na jedno ze swoich wielu pytań, o ścianki czaszki obiło mu się warknięcie - no, a gdzie to ten młodzik zapodział resztę tych swoich odzywek? Głos tracił? Trzeba było go szturchnąć tu i ówdzie, żeby się rozbudził nieco. W tym celu wyciągnął szybko rękę, wysuwając spod Liama książkę, którą złożył w sekundę, po czym umiejscowił sobie na kolanach, pod kocem, który wypadałoby najpierw zdjąć, żeby tę biblioteczną własność odzyskać. Czyżby uczniak się do tego skłonił?
Nie uraczył go żadnym wytłumaczeniem, z jakiej racji zawłaszczył sobie przedmiot, którego on używał, aczkolwiek, w zamian za to, posłał mu cwaniacki uśmieszek od ucha do ucha.
- Ja Ci mogę coś opowiedzieć.
Powrót do góry
 
Go down
Liam Revel Leistershire

avatar
#Kujon
Vice-Przewodniczący Obsidian
256


   
Czw Lut 18, 2016 5:13 am
       
Dlaczego był aż taki uparty?
Nieważne jak długo Liam nie analizowałby jego zachowania, nie było najmniejszych szans na to, by był w stanie go zrozumieć. Pomijając fakt, że na co dzień w ogóle nie rozumiał innych, nieznajomy był po prostu inny. Dziwny, natrętny i niesamowicie bezczelny. Był pewien, że mówiono mu to nie raz. Gdy wpatrywał się uparcie w książkę, próbując go zignorować, ten strzelał kolejnymi przeróżnymi słowami. Czy znał więcej słów?
- Nie. - oczywiście, że znał. Ale to nie zmieniało faktu że nie zamierzał się nimi dzielić z kimś, kogo nie znał i poznać nie chciał. Kiedy w końcu to do niego dotrze?
Z drugiej strony ogarniało go niesamowicie dziwne odczucie. Kiedy ostatni raz ktoś naciskał na niego tak długo, czekając na odpowiedź? Większość wolała go zignorować i odpuścić - co rzecz jasna było mu niesamowicie na rękę - niemniej przez to że przyzwyczaił się do podobnego stanu rzeczy, w obecniej sytuacji nie wiedział jak sobie poradzić. Zerknął ukradkiem w stronę torby. Może powinien zadzwonić do Nathanaela? Jego brat przynależał w końcu do tego typu osób, na których widok większość wolała spieprzyć na drugi koniec świata. Z drugiej strony zasłanianie się kimś innym byłoby przyznaniem się do własnej słabości.
Podobne rozmaite rozważania przelatywały przez jego głowę jedno po drugim, nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu na jego obojętnej twarzy. Na wspomnienie o gadach wzdrygnął się nieznacznie, spuszczając wzrok. Momentalnie przed oczami stanęła mu bestia, którą trzymał w domu Nathan. Oślizgła skóra, łuski, kły jadowe... nie.
- Nie. - powtórzył na głos. Słowa chłopaka momentami zlewały się w jedną całość. Zupełnie automatycznie przestawał go wtedy słuchać, wyłapując jedynie pojedyncze wyrazy nie mające łącznie większego sensu. Porno, pterodaktyl, darmo, ładnie, szukam. Nawet gdyby się postarał, nie potrafiłby złączyć tego wszystkiego w logiczną całość, nie zadawał więc sobie nawet podobnego trudu.
... i wyglądało na to, że jego praca została brutalnie zakończona. Wyrwana mu niesamowicie brutalnie - tak sądził - książka, znalazła się poza zasięgiem jego rąk. Nawet nie spojrzał gdzie chłopak ją ukrył. Zamiast tego utkwił chłodne spojrzenie w jego obojczykach, ściągając brwi z wyraźnym niezadowoleniem. Wystarczył jeden ruch, by złapał swoją torbę i dość chaotycznie zebrał wszystkie notatki przyciskając je do siebie, by zaraz ruszyć w stronę wyjścia.
Zdążył minąć regał, gdy zatrzymał się w miejscu wbijając wzrok w ziemię. Stał tak przez kilka sekund, nagle odwracając się gwałtownie z powrotem w stronę nieznajomego chłopaka. Wrócił dokładnie tą samą trasą i odłożył gwałtownie swoje rzeczy na stolik, łapiąc krzesło za oparcie. Przesunął je odpowiednio i usiadł, po raz pierwszy faktycznie skupiając się na twarzy rozmówcy. Wielkie, otoczone ciemnymi rzęsami oczy wpatrywały się w niego w sposób, który ciężko było jakkolwiek opisać. Jedno było pewne. Czekał.
Powrót do góry
 
Go down
Chester Ó Heachthinghearn

avatar
#Plotkarz
330


   
Pią Lut 19, 2016 4:46 am
       
I ponownie to cholernie irytujące, obojętne “nie”.
- Oh, nie? Jak to nie? Dinozaury są gadami. Jedne obślizgłe, inne ze zrogowaciałą skórą, z łuskami. Pluły jadem, roszarpywały ofiary zębami z gnijącymi dziąsłami, żywiły się tygodniowymi zwłokami.. A wiesz, ile chorób w sobie nosiły? Jedne umierały od drugich! Aż dziwne, że zabił je ten meteoryt, a nie wytłukły siebie samych! - mówiąc ciągiem, aż sepleniąc czasem na wskutek impulsu, zaczął się chichrać; tak, jednak dobrze, że tu przyjechał, miał jakąś rozrywkę, jak np. obrzydzanie Pana “Nie”!
I gdy ów nieznajomy wkuł w niego ten lodowaty wzrok, po ciele Chestera aż przeszły lekkie dreszcze, zaczynając się w okolicach jego ramion, a wstrząsając tułowiem. Mimo to, nie przystopował z dokuczaniem uczniowi od razu, tylko rechotał, aż tamten nie ruszył się ze swojego miejsca wyraźnie wzburzony.
"Wygrałem." - wypowiedział w myślach, opatulając się bardziej wełnistym kocem, obserwując to nieporadne pakowanie się tych chudych rączek, a raczej chwytanie wszystkiego, co jego, oraz udawanie się w stronę wyjścia z wielkiego pomieszczenia, a na usta temu delikwentowi znów cisnął mu się uśmieszek.
Liam ulotnił się z jego pola widzenia, toteż Heachthinghearn odblokował trzymany w ręce telefon komórkowy i zaczął oglądać skrzynkę wiadomości, czy też ktoś wykazywał chęć nawiązania z nim sms-owego kontaktu. Oczywiście, z własnej, nieprzymuszonej woli napisałby do niego idiota, więc Chester nie miał raczej, komu odpisywać.
Niby zwycięstwo, a jednak porażka. Miał być tu znów sam? Jasne, że jedynie względnie. Byli tu pracownicy, jacyś czytelnicy, pod telefonem matka, ale nie trzeba było być Sherlockiem, aby wydedukować, że Chester nie ma się tu, do kogo odezwać po ludzku, bądź zwyczajnie po swojemu. Tak, było w to trudno uwierzyć, biorąc pod uwagę to, że swoim zachowaniem zabiegał raczej o zakaz zbliżania się, niżeli o normalną rozmowę na poziomie, choćby był to level low. Lecz dla niego takie przekomarzanki nie były niczym niestosownym. Albo inaczej - stanowiły jakiś punkt zaczepienia dla wymiany zdań. Może nieco wykrzyknikowych niekiedy i rozkazujących oddalenie się, aczkolwiek dla blondyna to było coś. Tego oczekiwał. On nie cierpiał rozmawiać o pogodzie, on kochał widzieć, jak czyjaś mimika gwałtownie się zmienia! A Liam ustąpił.
Westchnął cicho. Może rzeczywiście zacznie czytać jedno z tomiszczy ulokowanych w tej sali, żeby zabić to, co tak wolno upływa? Choć wolał coś nieinwazyjnego na start, to przecież będzie chyba trzecia książka przeczytana przez niego przez cały jego żywot. Powinna być lekka i nie zawierać jakiś wyszukanych, specjalistycznych terminów.
Ah, i oto nawrócił pan wielce obrażony! Te pół minuty to dla Irlandczyka były iście godziny, w których chciał zrobić naprawdę głupie i ryzykowne rzeczy (nie no, zgarnie jakąś książkę przed jazdą do domu)! Na jego osowiałej i smętnej twarzy znów wykwitł jak maki w maju rozległy, krzywy uśmiech, gdy nastolatek obok zajmował się ciskaniem krzesłem w dal tymi swoimi kurczęcymi ramionami.
- Oh, czyli mogę liczyć na to, że będziesz ze mną rozmawiał? Zacznijmy może od gry, co? - mówiąc, zaczął miętolić materiał nakrycia na kolana, wypowiadając się ciut za cicho tym razem. - W skojarzenia, będzie fajnie! Podaję hasło na Twoją cześć i moje skojarzenie: Liam. Hmmm, hmm, hmm.. - przytknął swój kościsty palec do bladego polika w geście głębokiego myślenia. - Nathanael Fürksver. Co Cię z nim łączy, ha?
Powrót do góry
 
Go down
Liam Revel Leistershire

avatar
#Kujon
Vice-Przewodniczący Obsidian
256


   
Pią Lut 19, 2016 10:06 am
       
Nieważne czy w tym momencie się starał, czy nie. Gdy tylko chłopak zaczął wyrzucać z siebie jedno słowo po drugim w niewyraźny, wręcz sepleniący sposób, spuścił głowę odwracając ją nieznacznie w bok, by utkwić wzrok w ławce. Jedyną dobrą stroną całej tej sytuacji był fakt, że biorąc pod uwagę ton jego głosu, tym razem nie zadał mu żadnego pytania. Dzięki temu nawet nie musiał się wysilać, by próbować cokolwiek zrozumieć. Dopiero gdy ten zaczął chichotać, wrócił do niego szczątkową uwagą. Jak można się było domyślić, na jego twarzy nie widniał nawet cień rozbawienia. Sam nie był pewien czy ktokolwiek pamiętał, kiedy ostatni raz kąciki jego ust drgnęły w uśmiechu. Tym bardziej, że w podobnym momencie, mając do czynienia z kimś kto na każdym kroku próbuje wcisnąć ci sam-właściwie-nie-wiedział-co, trajkocząc przy tym w niezrozumiały sposób... jego motywacja do pozytywnych reakcji leżała na ziemi i wiła się w konwulsjach, raz po raz dobijana w serce nożem. Dość brutalna wizja. Za to jaka prawdziwa.
Niemniej jedną z rzeczy, które poniekąd dały mu to myślenia był sposób w jaki zmieniał się siedzący na wózku chłopak. Był bezczelny, natarczywy i kompletnie nie znał pojęcia taktu - choć tego ostatniego prawdopodobnie nie powinien mu wypominać. Ale gdy tylko zniknął mu z oczu, a następnie postanowił wrócić, jego mimika się zmieniła. Zapewne gdyby miał w sobie jakieś resztki empatii, w tym momencie zrobiłoby mu się go zwyczajnie szkoda.
Całe szczęście, pokłócił się z nią i rozstał już dawno temu, przez co gdy krzywy uśmiech powrócił, nie pluł sobie w brodę że dał się poddać chwili słabości. Dlaczego wrócił? Chciał książkę. Do czego, jak do czego, ale do swojej pracy Liam podchodził niezwykle poważnie. Mógł co prawda wziąć w ręce jakieś inne tomiszcze, ale nie widział powodu dla którego miał oddawać dobrowolnie to konkretne, tylko dlatego że ktoś miał takie widzimisię. Chociaż zdecydowanie nie miał zamiaru bawić się w nim w szarpaninę czy wyciągać książki spod jego koca. Gdzieś tam cicho liczył, że jeśli go wysłucha, odda mu co do niego należy i da święty spokój. W końcu wyglądało na to, że właśnie tego brakowało mu najbardziej - towarzystwa.
Nieznajomy ponownie zniekształcił głos, tym razem go przyciszając. Zawiesił wzrok na jego ustach, przygryzając nieznacznie wewnętrzną stronę wargi. Co za kłopotliwy typ.
Skojarzenia.
Naprawdę chciał grać z nim w skojarzenia?
Wpatrywał się w niego z rezygnacją, dopóki nie usłyszał znajomego imienia. Przekrzywił nieznacznie głowę w bok.
- Znasz mojego brata? - tym razem to on zadał pytanie. Więc to dlatego? Do początku go zaczepiał, bo kojarzył go przez Nathanaela? Cholerna Nela. Jego kłopotliwi znajomi zawsze próbowali się do niego przyczepić. Odwrócił wzrok czując nagłą potrzebę zignorowania go i oparł łokieć na ławce, podtrzymując policzek dłonią. Obserwował leniwie zebrane na regałach książki. Widocznie uznał to za ciekawszy punkt w danym momencie niż kolejna seria wypytywania. W końcu miał mu coś opowiedzieć, a nie żądać odpowiedzi.
Powrót do góry
 
Go down
Chester Ó Heachthinghearn

avatar
#Plotkarz
330


   
Wto Lut 23, 2016 12:21 am
       
Wypowiadanie się ciągiem było dla Chestera utrapieniem. Artykułowanie tych już zlepiających się ze sobą wyrazów zaczynało być bardzo irytujące, gdy on sam gubił się w tym, tracił wątek i sam nie wiedział, o czym to nawijał i czy robił to z głową. A z rytmu tego normalnego mówienia mogła go wytrącić byle jaka uwaga, nieokreślony dźwięk, impuls z wewnątrz, cokolwiek. Toteż, niestety, gdy on zaczyna mielić jęzorem, można się czuć jak na wystawie sztuki nowoczesnej - niezliczona ilość uczuć, brak zarysowań minimalnego sensu.
Gdy Pan "Nie" zadał mu tym razem pytanie i nie zignorował tej gierki, Heachthinghearnowi rozświetliło się blade lico uśmieszkiem, który mimowolnie ukazał jego szparę między górnymi zębami. Oczywiście, że panowie nie znali się, tylko Ches z uporem maniaka przeczesywał znane mu źródła, żeby tego gościa rozgryźć, gdyż, według właśnie tego gaduły, był on ekscentryczny i niebezpieczny, czyli warty uwagi. A w związku z tym, że z takimi ludźmi jest najciekawiej, a w szczególności, kiedy ścierają się z innymi agresorami, Brytyjczyk nie miał zamiaru się trudzić z opanowywaniem swojej natury.
- Znam. - odpowiedział z pełną pewnością, jakby zapytano go właśnie o jego imię. - Ale on mnie chyba nie za bardzo. Mienia zawut Pavel. Travitza. - mówiąc, odblokował hamulec wózka, obracając się z nim w jego stronę, a potem podjechał tuż obok Liama, żeby z największą złośliwością oraz swoim nieodłącznym zboczeństwem klepnąć go w udo, zaciskając na nim swoje palce, jednocześnie wbijając pomalowane na czarno paznokcie; na twarze oczywiście zamienił się z diabłem w tym czasie, unosząc na niego wzrok z nieokiełznaną, szatańską radością. - Ciebie chciałbym poznać. Najbliżej. - zaakcentował środek po rosyjsku i zaczął jechać w górę nogi jasnowłosego do jego strategicznego miejsca, jakby rzeczywiście był napalonym mieszkańcem Putinolandii, który snuł sobie wyobrażenia na temat upojnej nocy z tym oto chłopakiem.
O tak, cholernie dobrze grał Ruska, chyba był wiarygodny w swojej roli, a na skopaniu dupy Travitzie mu tak zależało, że nie wahał się łgać. Zresztą, jego nie można było posądzić o skrupuły, takt i tego typu nic nieznaczące pierdółki, co, paradoksalnie, ludzie mu nieustannie wskazywali jako błąd. Według Chestera, eksperta ds. psychologii ludzkiej, byli zwyczajnymi idiotami bez ani jednej szarej komórki - kto normalny dzielnie używał tego, zważał na to, co wypada, a co nie i był potem wciąż normalny? Nikt!
A wizja natarcia tego Fürksvera na Rosjanina była nad wyraz kusząca. Oczywiście, zakładając, że Nathanael interesuje się tym, kto obmacuje mu brata; liczył na to, że mają na tyle dobre stosunki, że jego plan ujrzy światła dziennego. Jaką radochę miałby Irlandczyk, gdyby się okazało, że rozpętał między tymi dwoma wojnę. Jeden wmawia, drugi się wypiera, pierwszy atakuje, tamten kontratakuje i zaczynają się lać o nic! O, gdyby to rzeczywiście miało miejsce, Mikołaj w tym roku miałby fajrant u Chestera.


Ostatnio zmieniony przez Chester dnia Wto Lut 23, 2016 3:19 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
 
Go down
Liam Revel Leistershire

avatar
#Kujon
Vice-Przewodniczący Obsidian
256


   
Wto Lut 23, 2016 3:03 am
       
Nie podobał mu się jego uśmiech. Właściwie od samego początku cała ta sytuacja kompletnie mu się nie podobała, a jednak jak zagubiona mysz, został zwabiony wprost w pułapkę, by przyciąć sobie ogon. Znał jego brata, tyle zdążył zrozumieć. Niemniej kolejne słowa były zwyczajnym bełkotem, którego nijak nie potrafił zrozumieć. Vel? Vitza? Choć uruchomił myślenie próbując skojarzyć o co może mu chodzić, kompletnie nic nie przychodziło mu do głowy. Nie miał pojęcia, skąd wzięło się to nagłe nawiązanie. Tracąc zainteresowanie, powędrował uwagą w stronę stolika, muskając palcami swój długopis. Nim jednak zdążył zastanowić się nad tym co zrobić dalej, chłopak podjechał do niego bliżej.
Dotyk dłoni na udzie poderwał go do góry. Liam nienawidził, gdy inni go dotykali w jakikolwiek sposób. Najmniejsze muśnięcie w ramię potrafiło skończyć się w wyjątkowo nieprzyjemny sposób, na przypadkowe trącenie go na ulicy reagował chłodnym, nieprzyjemnym wzrokiem nie wypowiadając nawet słowa. Ale nieznajomy posunął się jeszcze dalej. Zaciśnięcie dłoni na jego udzie sprawiło, że białowłosym targnęły dreszcze, a na twarzy wymalowało się przez ułamek sekundy obrzydzenie. Nawet nie myślał nad tym co robi, reagując zupełnie automatycznie. Zamachnął się ręką, w której trzymał długopis, wbijając go w dłoń chłopaka, by zaraz odsunąć się gwałtownie w tył, prawie przewracając się wraz z krzesłem. Nie wiedział jak dużo siły włożył w swoją akcję.Być może nawet nie upuścił mu krwi, niemniej z pewnością musiało zaboleć. Nim zdążył to przemyśleć, trzymał już wszystkie swoje rzeczy w rękach - zabawne, że nawet w takim momencie odzywała się w nim jego dusza kujona, nakazująca mu zabrać cenne szkolne notatki, które wcześniej położył na stole - i cofnął się parę kroków w tył, w międzyczasie nadeptując na nieszczęsny długopis, który upadł na ziemię po uderzeniu, w tym momencie pękając pod jego butem.
- Nigdy więcej się do mnie nie zbliżaj. - dał się sprowokować. Wiedział o tym. Choć jego twarz była całkowicie spokojna, gdy wpatrywał się w niego chłodnym, wypranym z emocji wzrokiem, wiedział że sama reakcja obronna była przejawem utraty kontroli nie nad emocjami, ale własnym instynktem.
Nie powiedział nic więcej, odwracając się w tył. Nikt nigdy nie potrafił zrozumieć w jaki sposób Liam znikał z miejsca. Nie potrafili stwierdzić czy wyszedł spokojnym krokiem, czy może wybiegł z budynku niczym prawdziwy sprinter. Niemniej przepadł między regałami, bez wątpienia opuszczając bibliotekę.
Dopiero gdy znalazł się na świeżym powietrzu, w pełni dotarło do niego co się stało. Przyspieszył kroku czując targające nim mdłości i wszedł w jeden ze starych zaułków, czując jak trzęsą mu się nie tylko ręce, ale i nogi. Nim zdał sobie z tego sprawę, zgiął się wpół i zwymiotował. Dzięki bogu, że przez cały dzień nie zjadł niczego solidniejszego. Dopiero gdy jego żołądek się uspokoił, splunął na ziemię i wyprostował się jeszcze bledszy niż zwykle, ocierając kąciki ust rękawem.
- Obrzydliwe. Muszę się przebrać. - wymamrotał pod nosem, poprawiając torbę na ramieniu. Pocierał przez chwilę brzuch dłonią, zupełnie jakby sprawdzał jego stan, w końcu wychodząc jakby nigdy nic z powrotem na ulicę. Byle jak najszybciej wrócić do domu. Pozostawał tylko jeden problem, nieustannie odbijający się echem w jego głowie.
Czy i co powinien powiedzieć Nathanaelowi?

zt.
Powrót do góry
 
Go down
Riley 'Woolfe' Winchester

avatar
#Prefekt Naczelny
Introwertyk
1247


   
Nie Gru 17, 2017 11:30 pm
       
Rozmasował kark dłonią, przekręcając kilkakrotnie głową na boki. Był zmęczony. Rzec się chciało, cholernie zmęczony. Spędził w bibliotece kilka ostatnich godzin powtarzając zarówno materiał z ostatnich lekcji, który uznał za konieczny do zdania egzaminu, jak i ucząc się nowych metod robotyki. Przesunął powoli językiem po dolnej wardze, nim podniósł wzrok na przyglądającą mu się w milczeniu starszą kobietę. Bibliotekarka wygięła usta w uśmiechu, zaciskając mocniej pomarszczone, nakrapiane przebarwieniami palce na opasłym tomie.
Za pięć minut zamykamy.
Spojrzał na zegarek, skutecznie powstrzymując jęknięcie. Świetnie. Zbliżała się dwudziesta trzecia. Kompletnie stracił poczucie czasu. Nienawidził wracać do domu o podobnych godzinach. Były to pory w których 'bitka' zwłaszcza dla kogoś z tak niewyjściową mordą jak jego była opcją równie popularną co skoczenie na piwo. Z niewiadomego powodu Winchester był niczym magnes na kłopoty.
Przepraszam już się zbieram — zebrał się ze swojego miejsca, momentalnie biorąc wszystkie książki w dłoń, by odłożyć je na odpowiednie miejsce na regale. Utrzymanie porządku, by nie sprawiać kłopotu pracownikom było jednym z wielu jego nawyków. Być może głównie dlatego, że sam doskonale zdawał sobie sprawę z tego jak często klienci potrafili być niewdzięczni.
Biały Wilk spoczywający do tej pory przy jego stopach ziewnął przeciągle nim podniósł się z ziemi i ruszył za nim wiernie, sunąc ogonem po ziemi.
Wszystko w porządku?
Nie przejmuj się.
Zwiększona dawka leków zdawała się działać. Choć od czasu do czasu widział kątem oka ciemne kształty, które zdawały się czyhać za rogiem tylko czekając na odpowiedni moment do ataku, nigdy nie przechodziły do żadnej konkretnej ofensywy. Nie ukazywały mu nawet swojej sylwetki, a on nigdy nie miał pewności czy faktycznie coś widział, czy może była to jedynie złudna gra świateł.
Zebrał swoje notatki do torby, przerzucił ją przez ramię i pożegnał się z bibliotekarką, opuszczając budynek. Robiło się coraz zimniej. Wsunął dłonie głębiej w kieszenie, przechodząc na drugą stronę ulicy, by znaleźć się w blasku latarni. Mało kto ośmielał się atakować na głównych ulicach Południowej części miasta. Niemniej zbyt dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że od akademika Riverdale dzieliło mi kilka kilometrów - i kilka parków.
Zmieniam się w paranoika.



Powrót do góry
 
Go down
Mistrz Gry

avatar
#Mistrz Gry
Twój największy koszmar
109


   
Wto Gru 19, 2017 12:45 am
       
MG
Kilka kilometrów i kilka parków, co mogło pójść nie tak? W końcu wszystkiemu winna jest nasza wyobraźnia. Bez niej ulice zapewne stałyby się bardziej bezpieczne, a słabo oświetlone parki po prostu romantycznym miejscem, w które można zabrać ukochaną osobę. A przynajmniej tak to wszystko byśmy widzieli. Same pozytywy, żadnych zagrożeń. Można więc uznać, że to właśnie wyobraźnia pozwalała nam przetrwać. To dzięki niej potrafiliśmy może nie zażegnać zagrożenie, ale go unikać.

Co nie zawsze się udawało. Przecież o tej porze ciało marzy tylko o miejscu, w którym może na spokojnie odpocząć.

Riley wkroczył właśnie do pierwszego parku na swojej trasie, bywał tu niemalże codziennie, a przynajmniej tędy przechodził. Sytuacja jednak zmieniała się diametralnie gdy dookoła panował półmrok, okazuje się, że jednak nie wszystkie latarnie działają bez zarzutu. Jedne z nich od czasu do czasu przygasały, a drugie natomiast nie paliły się wcale.
Pod tą najbardziej rozświetloną stała dwójka osobników, płci męskiej to oczywiste, ale ich wiek trudno było określić. Rozmawiali ze sobą półszeptem.
Zapewne woleli nikomu nie przeszkadzać o tak później porze!
Gdy tylko chłopak ich mijał, rozmowy ucichły jeszcze bardziej, dwie pary oczy zaczęły obserwować jego sylwetkę.
Zapewne chcieli się upewnić, że nic mu się nie stanie!
- E! Młody! - Zapewne, ten większy musiał upewnić czy aby Riley się nie zgubił i nie potrzebuje pomocy! - Masz ognia?
Ten, który się odezwał umiejętnie zastąpił mu drogę, drugi natomiast trzymał się nieco z boku.
Zapewne próbował... W tym momencie przesadzony optymizm powinien iść się pierdolić, by nie zagłuszać wrodzonego instynktu, który wył i uderzał we wnętrzu czaszki, przyspieszając bicie serca i budząc niepokój.
Facet w potrzebie nie wyglądał na osobę, którą chciałoby się spotkać w takim miejscu, o takiej porze.
Był o kilka centymetrów wyższy od Rileya. Trochę szerszy w barach. Jego towarzysz przedstawiał sobą zupełne przeciwieństwo, niższy o dość tępych rysach twarzy.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Biblioteka publiczna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Kawiarnio-biblioteka "Bookszpan"
» Biblioteka
» Szkoła publiczna
» Biblioteka w zamku Bestii
» Wielka Biblioteka

 :: 

Vancouver

 :: 

Południe

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: