IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 LUX Club [SW]

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
[MG] Koss

avatar
#Postać Specjalna
Student / Zwiadowca
411


   
Pią Kwi 21, 2017 12:24 am
       
Kiwnął głową i uśmiechnął się tajemniczo. Cóż, już zaczął współczuć znajomej, która podjęła się tego karkołomnego zadania. Wystarczyło spojrzeć na kolejkę, którą ciągnęła się przy barze, aby stwierdzić, że może jednak dzisiaj warto odpuścić sobie alkohol. Ewentualnie przynieść coś ze sobą, ale przy tutejszej ochronie to wydawało się równie szalone. A z drugiej strony co to za zabawa bez alkoholu?
Rozmyślenia przerwała jednak uwaga dziewczyny, że w sumie się nie przedstawili. Słuszna uwaga. Chociaż nie raz spędzał noc z osobami, których nie potrafił później nazwać. Zawsze jednak czuł, że tak nie powinno być. Skinął więc tylko głową z uśmiechem, słysząc jej imię. Czyli jego intuicja była słuszna.
- Piękne imię. I jakże rzadko spotykane w tych okolicach. Mi możesz mówić Koss - odpowiedział, jak zwykle przedstawiając się swoim nieprawdziwym imieniem, do którego przyzwyczaili się już wszyscy znajomi, a także on sam. Chyba tylko na studiach mówili do niego po imieniu. No i w rodzinie oczywiście. - Szkoda, że nie znalazłyście mnie wcześniej. Mógłbym wam coś załatwić bez potrzeby stania w kolejce - popis musiał być. Niestety albo stety, Koss bywał tutaj tak często, że znał się z całą ekipą zarządzającą tym przybytkiem. Połączmy to z wysokimi zasobami jego konta bankowego i dostajemy człowieka, który ma przywileje, o których zwykli śmiertelnicy muszą zapomnieć.
Pomieszał bursztynowy płyn w swojej szklance, a potem opróżnił ją. Następnie sięgnął po butelkę stojącą na środku stołu i ponownie napełnił swoje naczynie. Skoro już tutaj siedział.
- Teraz już nie - odpowiedział i wyszczerzył się w jej kierunku. - Pijesz whisky? - zagadnął, spodziewając się z góry negatywnej odpowiedzi. Przyzwyczaił się już, że dziewczyny zazwyczaj nie przypadały za tym alkoholem. Cóż, nie dziwił im się. Prawdę mówiąc sam przez długi czas nie potrafił się do niego przekonać. Dopiero od jakiegoś czasu zaczął w nim gustować. I czasem się zastanawiał, czy to nie jest przypadkiem zły znak.
Kiedy dziewczyna skierowała spojrzenie na telefon, sam również to uczynił. Może ktoś by się obraził o taką sytuację, ale to raczej nie to środowisko. Tutaj wszyscy spędzali połowę imprezy z nosem w komórkach, ewentualnie robili sobie zdjęcia, żeby pochwalić się znajomym. Koss zresztą nie należał do wyjątków, więc nie potępiał takich ludzi.
Niestety nie czekała na niego żadna ciekawa wiadomość.
- Jasne, bez krępacji - odparł i pokiwał głową. Na jej komentarz odpowiedział tylko krótkim uśmiechem.
O wiele bardziej interesujące wydawało się kolejny pytanie.
- Vancouver - odpowiedział bez chwili zawahania. I nawet nie skłamał aż tak bardzo. Od dłuższego czasu uważał, że to właśnie tutaj powinien się urodzić. Czuł się zestrojony z tym miastem. Następnie rozparł się wygodnie na swoim siedzeniu i wbił w dziewczynę ciekawskie spojrzenie. Pewnie też powinien spytać skąd jest, ale jego nurtowało coś zupełnie innego.
- Wybacz takie pytanie Yunlei, ale... nie jesteś trochę za młoda na to, żeby szaleć w takich miejscach? - Spytał z uśmiechem jasno sugerującym, że nie ma zamiaru zaraz wołać tutaj ochrony i robić raban, że nieletni bawią się w klubie dla dorosłych, a raczej próbuje w subtelny sposób wybadać z jak zaawansowaną wiekowo osobą ma do czynienia. Bo przekonał się już wiele razy, że wygląd może bardzo mylić w tej kwestii.
Zresztą, sam przecież wyglądał, jakby niedawno zaczął chodzić do szkoły średniej. Kim był, by oceniać innych. Bogatym gnojkiem, hehe.
Powrót do góry
 
Go down
Yunlei Chen

avatar
#Imprezowiczka
296


   
Sob Kwi 22, 2017 2:09 am
       
Koss? To dopiero niespotykane imię — zażartowała, przez chwilę zastanawiając się, czy rzeczywiście nie jest to po prostu jakiś skrót. Może ma na imię Constantine? Poznała jednego w swoim życiu, aczkolwiek jeśli dobrze pamiętała, mówili na niego Kostek. Była to zatem jakaś opcja. Tak czy inaczej zakodowała jak powinna się do niego zwracać, wyginając usta w nieznacznym uśmiechu, gdy wspomniał o załatwianiu im czegoś po znajomości.
Możemy zrzucić winę na Charlotte, to ona się spóźniła. Moją przyjaciółkę — wytłumaczyła pokrótce, momentalnie przypominając sobie, że przecież nie zdążyła jej jeszcze przedstawić chłopakowi. Przyglądała się w milczeniu jak ten opróżnia płyn w swojej szklance.
"Pijesz whisky?"
Niestety tylko z colą, jak na typową kobietę przystało. Być może z wiekiem, jedynym dodatkiem jaki będę akceptować stanie się lód, ale na razie niestety pozostanę przy drinkach — kłamanie w tym wypadku, by nieco przykozaczyć byłoby bez sensu. Przyszła tu w końcu się zabawić, a jeśli Koss zechciałby jej zaoferować whisky i skończyłaby powstrzymując się przed skrzywieniem... zdecydowanie wolała po prostu się przyznać i zaoszczędzić sobie wstydu. Choć pewnie niektórzy nazwaliby podobny sposób picia profanacją równie wytrawnego alkoholu.
"Nie jesteś trochę za młoda?"
Westchnęła cicho przeciągając powoli dłonią po rudych włosach.
To ten wzrost, prawda? Wielokrotnie słyszałam, że powinnam nosić okulary, by dodać sobie kilku lat i wyglądać nieco poważniej. Zapewniam cię, że mam co najmniej trzy lata więcej niż mi dajesz. Co najmniej. Błagam, powiedz że nie dałeś mi dwunastu lat — zaśmiała się, odkładając telefon na stolik po ostatnim smsie, informującym dziewczynę, że Charlotte właśnie dotarła do baru. Nie odrywając spojrzenia od Kossa, uśmiechnęła się nieco delikatniej niż wcześniej, odkładając dłonie na kolana.
Nie będę ukrywać, że w Stanach nie powinni mnie dopuścić do alkoholu, ale w Europie mogłabym pić całkowicie legalnie — naprowadziła go na odpowiedni tor, niesamowicie zwinnie pomijając fakt, że choć w większości państw za legalną granicę uważało się osiemnaście lat, Yunlei miała na myśli słoneczną Italię, gdzie alkohol sprzedawano już od szesnastego roku życia — dlatego korzystam z dobrodziejstwa starszej koleżanki.
Yun! — głos blondynki przebił się przez resztę tłumu, gdy szła w ich stronę z tacką wypełnioną kilkoma drinkami i dokładnie sześcioma shotami... cytrynówki? Tak, z pewnością to była cytrynówka. Wbrew obawom Kossa, Charlotte nie była pasztetem. Blondynka miała blisko metr siedemdziesiąt pięć wzrostu. Proste, zadbane włosy sięgały jej do ramion, a duże brązowe oczy w kolorze czekolady właśnie promieniowały szczęściem. Choć nie miała szczególnie czym się pochwalić w kwestii biustu, matka natura nie poskąpiła jej talii osy, idealnie zgrywającej się z nieco szerszymi biodrami, które już podczas jej chodu zdawały się zwracać na siebie uwagę tańczących mężczyzn.
Koss, Charlotte. Charlotte, Koss — przedstawiła ich sobie pokrótce, patrząc jak dziewczyna zajmuje zajęte dla niej miejsce, stawiając tackę na stoliku.
Hej. Dzięki za miejsce, ratujesz nam życie. Pijesz? W ramach podzięki — uśmiech blondynki, zgrał się z jej ruchami, gdy postawiła dwa shoty przed Kossem, pozostałe cztery rozdzielając między siebie i Yunlei.
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Koss

avatar
#Postać Specjalna
Student / Zwiadowca
411


   
Sob Kwi 22, 2017 11:36 am
       
- Niespotykane nigdzie indziej - odpowiedział z uśmiechem. Był z tego trochę dumny, nawet pomimo wiedzy, że w okolicach Iraku "koss" oznacza "cipę", ale tym już nie miał zamiaru się chwalić. Nauczył się jednak, że w wypadku arabskich znajomych lepiej podawać swoje prawdziwe imię i nie narażać się na salwy śmiechu. Teraz przynajmniej był świadom cóż takie rozbawienie powodowało.
Chartlotte, co? Niech będzie i tak. To również ładne imię.
- Jasne, rozumiem. Chętnie zaproponowałbym ci whisky z colą, gdybym tylko miał gdzieś pod ręką colę. A jak sama chyba rozumiesz, nie bardzo mam ochotę fatygować się po to do baru. Ale spokojnie, nie jestem jednym z tych alkoholowych szeryfów, którzy krzyżują każdego, kto zaburza równowagę w przyrodzie i śmie bezcześcić smak whisky jakimiś... jakimiś... sikańcami! - ostatnie słowa oczywiście odpowiednio zabarwił udawanym oburzeniem, nawet wykrzywiając twarz w geście gniewu, piękne improwizując samozwańczego obrońcę czystej whisky. Potem się zaśmiał rozluźniająco i jakby ku zaprzeczeniu własnych słów uraczył się kolejnym łykiem bursztynowego alkoholu. W zasadzie nawet lubił to, że nie ściemniała, chociaż nie ukrywał, że chętnie by poobserwował, jak dziewczę walczy ze swoim obrzydzeniem i próbuje zgrywać, że smak jest wspaniały. Widział to już tyle razy. Chociaż nie, to lepiej wygląda u facetów. Przecież oni się nie mogą zbłaźnić, racja?
- Nie, nie chodzi o wzrost - odpowiedział. Chociaż po namyśle... - No dobra, trochę chodzi o wzrost. Ale nie tylko. Masz bardzo... hm. Delikatną urodę. Dobrze to ująłem? Tak, myślę że tak. Ale nie na dwanaście lat, bez przesady. - odparł rozbawiony. Po chwili jednak nachylił się konspiracyjnie nad stołem. - A więc zbrodnia? Spokojnie, nikomu nic nie pisnę - mówił to wszystko konspiracyjnym szeptem, oczywiście takim, na jaki pozwalała głośna muzyka i wszechobecny szum ludzkich głosów.
Niestety nie znał standardów europejskich w kwestii legalności picia alkoholu, więc założył, że chodzi o osiemnaście lat. I był zaskoczony. Ona miała mieć osiemnaście lat? Cóż, trudno było mu w to uwierzyć. Nie chciał już jednak dalej drążyć, wszak byłoby to niegrzeczne z jego strony. Zostawi sobie ten domysł na inny moment.
I wtedy nadeszła oczekiwana przez nich Charlotte. Podobnie jak wcześniej, Koss szybko ją ocenił. I tym razem pozytywnie się rozczarował. Może nie była to jakaś niespotykana piękność, dla której warto wszystko rzucić i na kolanach błagać o ślub, ale hej, nie było źle. Sam złapał się na tym, że odrobinę zbyt długo przyglądał się jej biodrom. Wreszcie jednak podniósł spojrzenie na jej oczy, tam zaś ujrzał, że dziewczyna doskonale wiedziała, gdzie się gapił przed chwilą. Cholera, przedstawicielki płci pięknej świadome swoich atutów są najbardziej niebezpieczne. Będzie musiał się pilnować.
- Hej, miło poznać - przywitał się i spojrzał na dwa shoty, które zostały przed nim ustawione. Jasne, karmcie małego alkoholika. - Jak mógłbym odmówić? Dobry wybór - pochwalił blondynkę, niczym swoisty ekspert od tutejszych alkoholi. - Dobrze cię wreszcie poznać Charlotte. Yunlei nie mogła przestać o tobie gadać - tutaj spojrzał na jej młodszą koleżankę i puścił jej oczko. Z jego twarzy nie znikał wyćwiczony uśmiech, który nadawał mu wygląd łagodnego, radosnego chłopca, który przyszedł tutaj tylko po to, by bawić się całą noc.
Powrót do góry
 
Go down
Yunlei Chen

avatar
#Imprezowiczka
296


   
Wto Kwi 25, 2017 5:12 pm
       
Dzięki bogu, Chen nie pochodziła z żadnego kraju, który posługiwałby się arabskim, a jej jedyna wiedza na temat tego języka ograniczała się do "Salamualaikum" i "Allah Akbar". Bo to był arabski, prawda?
Prawda?
... może lepiej się tym nie chwalić. Nie obraziła się na wspomnienie, że nie ma pod ręką coli. Była to najbardziej rozsądna odpowiedź, jakiej mógł jej w tym momencie udzielić. Ponadto gdyby była na jego miejscu, sama nie zamierzałaby biegać w poszukiwaniu czegoś podobnego, dla osoby którą dopiero co poznała.
Roześmiała się na głos po usłyszeniu wspomnienia o sikańcach, szybko podnosząc dłoń do ust, by je zasłonić.
Całe szczęście, już się bałam że zostanę uprzejmie wyproszona ze stolika ze słowami "miło było, ale milej będzie jak sobie pójdziesz, głupia dziewko" — odsłoniła równe, białe ząbki w zaczepnym uśmiechu, który zniknął dopiero, gdy ten zaczął się rozwodzić nad jej wyglądem i faktem dla którego wyglądała młodziej. Uśmiech pozostawał na jej ustach, choć był dużo, dużo delikatniejszy niż ten wcześniejszy. Zupełnie jakby przybrała go zupełnie automatycznie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Wiedziałam, że moja intuicja w kwestii dobierania kompanów nigdy mnie nie zawiedzie. Mam do tego naturalny talent. I nie tylko do tego — odrzuciła nieznacznie włosy w tył, zaraz znowu się krótko śmiejąc, dopóki w zasięgu jej wzroku nie pojawiła się Charlotte. Doskonale zdająca sobie sprawę ze swoich wdzięków Charlotte. Machająca biodrami na boki Charlotte.
Mimowolnie Yunlei przewróciła oczami, wytykając jej język, na co ta odpowiedziała jedynie puszczeniem oczka, nim usiadła przy tym samym stoliku.
Charlotte pracuje za barem, ponadto ma kilka lat nielegalnego doświadczenia.
Hej, takich rzeczy się nie mówi — szturchnięcie w żebra, zmusiło Yun do gwałtowniejszego wyprostowania się i pomasowania narażonego na łaskotki miejsca.
"Yunlei nie mogła przestać o tobie gadać"
Pewnie same najgorsze rzeczy.
Jasne, opowiedziałam mu już pamiętną historyjkę z przedszkola...
YUNLEI! — policzki blondynki momentalnie pokryły się rumieńcem. Cóż za wspaniały sposób reakcji na tak oczywisty blef. Nie było takiej opcji, by wydała tajemnicę swojej przyjaciółki nowo-poznanej osobie.
Nie na trzeźwo.
Żartowałam. Za najlepsze przypadkowe spotkanie w ostatnich dniach — uniosła jeden z kieliszków wznosząc ten krótki toast, nim wychyliła shota sprawnym ruchem, nawet się przy tym nie krzywiąc, widząc kątem oka jak Charlotte idzie w jej ślady.
Często można cię tu spotkać, Koss? Szczerze mówiąc dopiero wróciłam do Vancouver po kilku latach nieobecności i nie będę ukrywać, że dobrze byłoby znaleźć nowych znajomych do towarzystwa. Zwłaszcza takich, którzy nie spinają dupy na każdym kroku przez wsadzony w niego kij.
Yunlei...
Zbyt bezpośrednio?
Zdecydowanie zbyt bezpośrednio — roześmiały się krótko w tym samym momencie, mimo to Yun szybko przeniosła wzrok na Kossa. Naprawdę zależało jej na odpowiedzi. Nie szukała w końcu męża, jedynie kogoś z kim mogłaby od czasu do czasu się napić.
Powrót do góry
 
Go down
Noah Hatheway

avatar
#Książę
Przewodniczący / Excelsior
266


   
Wto Kwi 25, 2017 9:15 pm
       
Myślałem, że mając wszystkich w dupie, automatycznie staję się egoistą ― wyrzęził, wypowiadając słowa powoli, jakby każde z nich potrzebowało osobnego wdechu. Towarzystwo Winter było w tym momencie najgorszym, co mogło mu się przytrafić, a Hatheway wiedział, że już dawno powinien przestać jej odpowiadać czy w ogóle zwracać na nią uwagę – może wtedy po prostu by odpuściła albo przestałaby odpowiadać na jego słowne prowokacje, z których nie zdawał sobie sprawy. Wiele osób na jej miejscu już dawno pozostawiłoby gburowatego Excelsiora samemu sobie, bo i kogo miał obchodzić los pieprzonego egoisty?
Zacisnął palce w pięść, ale powstrzymał się od uderzenia nią o ziemię, gdy dziewczyna obwieściła mu, że zostaje. Wkurwiała go równie mocno, co jego bezradność w tym momencie. Były chwile, w których wolał być już martwy, a to był jeden z takich momentów. Nie znosił, gdy ktoś praktycznie obcy okazywał mu litość.
„Napisali za ile przyjadą?”
Zanim udzielił jej właściwej odpowiedzi, w porę ugryzł się w język. Spojrzał na nią z ukosa, ściągając brwi. Na szczęście ciemne kosmyki na tyle przysłoniły mu oczy, by sama Blythe nie była w stanie zauważyć, że na nią patrzył.
Nie zatrzymuję cię tutaj ― mruknął i potarł czoło palcami w geście poirytowania. Jeśli jej się spieszyło, w każdej chwili mogła po prostu wrócić do reszty, zabawić się z Joshem i wrócić do domu, porzucając wszystkie myśli związane z czarnowłosym.
Samochody co jakiś czas zatrzymywały się przy klubie, a nowi goście wychodzili z nich, by udać się na trwającą imprezę, dlatego mogli odebrać mylne wrażenie, że ktoś już zjawił się na miejscu, by odebrać bruneta. W końcu jednak jeden z samochodów wyhamował gwałtowniej, a zza drzwi od strony pasażera wyskoczyła średniego wzrostu kobieta, która gorączkowo rozglądała się po okolicy, zanim jej wzrok nie wychwycił dwóch sylwetek, które siedziały pod murem.
Noah? ― w pierwszej chwili spytała dość niepewnie. W półmroku ciężko było jej ocenić, czy miała do czynienia z właściwą osobą, czy może był to zwykły, pijany nastolatek, któremu pomagał ktoś ze znajomych. Postąpiła parę niepewnych kroków przed siebie, ściskając w rękach butelkę z wodą i stukając przy tym obcasami o bruk. Już na pierwszy rzut oka dało się zauważyć, że wszystko robiła w pośpiechu, nie zwracając uwagi na swoją fryzurę, schludny ubiór ani nic podobnego, przez co jej wizerunek kompletnie nie pasował do drogiego, błyszczącego wozu, z którego przed momentem wyskoczyła. ― Chryste, Noah! ― podbiegła do chłopaka i zaraz przykucnęła obok niego, kładąc mu rękę na plecach. Z ciemnych oczy kobiety jasno dało się wyczytać troskę i zmartwienie. ― Jak się czujesz? Mam cię zabrać do szpitala?
Chłopak uniósł głowę, wypuszczając powietrze ustami i odbierając od niej butelkę wody, którą wciskała mu w ręce siłą. Powinien spodziewać się tego zestawu pytań już w chwili, gdy to właśnie do niej wysyłał wiadomość z prośbą o pomoc.
Nie, mamo. Już mi lepiej. Chcę tylko jechać do domu ― wymruczał, przy czym jedno ze słów przybrało bardziej niewyraźny wydźwięk, choć równie dobrze można było zrzucić to na jego ogólnie osłabiony głos. Odkręcił butelkę i upił kilka łyków pozbawionego smaku napoju.
Ale na pewno?
Tak, na pewno.
Odruchowo zaczęła gładzić go ręką po plecach, zanim przeniosła wzrok na siedzącą przy nim dziewczynę. Hatheway liczył na to, że Winter pozostanie niezauważona, ale przeliczył się. Ciemnowłosa kobieta uśmiechnęła się do jego znajomej i chociaż w kilku miejscach na jej twarzy dało się zauważyć charakterystyczne zmarszczki, nie można było odmówić jej na swój sposób szlachetnej urody.
Pewnie napędził ci sporo strachu ― stwierdziła. Jej głos był na tyle miły, że ciężko było uwierzyć, że wydała na świat kogoś tak aroganckiego. ― Dziękuję, że zajęłaś się nim przez ten czas.
Przypierdoliła się do mnie, a nie zajęła.
Zacisnął zęby, ten jeden raz nie odzywając się ani słowem. Wiedział, że wyrażenie na głos swojego stosunku do jasnowłosej skończyłoby się długim kazaniem, a tego wolał uniknąć, chociaż z niechęcią obserwował, jak jego matka wyciąga dłoń w stronę dziewczyny, by potraktować ją z należytą uprzejmością i szacunkiem, na które według Excelsiora w ogóle nie zasługiwała.
Jane Hatheway. Jestem matką Noaha.
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Koss

avatar
#Postać Specjalna
Student / Zwiadowca
411


   
Sro Kwi 26, 2017 9:43 pm
       
Niewielu było takich, którzy by cię wyprosili ze swojego stolika. Szczególnie, gdybyś sama do nich podeszła.
Tę myśl jednak zachował dla siebie. Być może był nieco zbyt pochopny w swoich opiniach. Z drugiej strony płeć brzydsza, zwłaszcza po alkoholu, stawała się bardzo mało wybredna i w pewnym momencie byli w stanie złapać się za cokolwiek, byle miało dziurę między nogami. Cóż więc tu mówić o takim kąsku jak Yunlei? Jak jednak zostało wspomniane, te rozważania zachował dla siebie.
- Jeśli chodzi o łamanie prawa i picie alkoholu, to nie znajdziesz lepszego kompana ode mnie - odparł, rozsiadając się na swoim miejscu, niczym jakiś lokalny bonzo.
Cóż, przynajmniej chociaż w jednej kwestii mówił prawdę. Ciężko o lepszego kompana do picia niż Koss, który pochłonie niemal każdy alkohol w niemal każdych ilościach. Nadal nie był pewny, czy to powinien być powód do dumy, ale hej, wszyscy mamy jakieś swoje małe sukcesy, prawda?
Słysząc wymianę zdań dziewczyn, szybko przyłożył telefon do ucha.
- Halo, policja? Jakieś dwie kobiety tutaj notorycznie łamią prawo! I jeszcze mnie namawiają do złego! - mówił to wszystko przerażonym głosem i lekko rozszerzonymi oczami. Po chwili jednak szczerzył się tylko głupkowato. - Come on, kto tutaj nie pił alkoholu przed wkroczeniem w tę pięknie zwaną dorosłość niech pierwszy rzuci kamieniem - następnie schylił się i wykonał symulację rzutu kamieniem. On był grzecznym chłopcem.
Nie wiedział, jak długo Yunlei miała zamiar grać w zabawę z "historyjką z przedszkola", więc jedynie uśmiechał się tajemniczo, jak osoba, która może coś faktycznie wiedzieć. Okazało się, że zabawa skończyła się prawie od razu, a dziewczyny wzniosły toast. Cóż, nie pozostało mu nic innego, jak unieść kieliszek w górę, a potem szybko go opróżnić. Smaczna ta lemoniada.
Zaatakowany nagłym podejrzeniem o posiadanie kawałka drewna w swojej dolnej części pleców, odwrócił się i spojrzał za siebie, w kierunku własnych pośladków. Potem jeszcze dla pewności powiercił się trochę na swoim siedzeniu.
- Nie, chyba na szczęście nie dotknęła mnie ta przykra przypadłość - odparł i znów się uśmiechnął. - Odpowiadając zaś na twoje pytanie - tak, bywam tutaj całkiem często. Tak samo jak w innych tego typu miejscach. Można mnie spotkać niemal wszędzie, gdzie sprzedają to - i tutaj ruchem głowy na butelkę z whisky.
Inna sprawa, że on jeszcze nie wiedział, czy chce zawierać znajomość z tymi dziewczętami. Jasne, były pełne uroku i piękna, ale przekonał się już wiele razy, że to nie musi o niczym świadczyć. Zresztą, miał już tylu znajomych, że tak szczerze mówiąc nie czuł silnej potrzeby poznawania nowych ludzi. Chociaż robił to tak czy inaczej. To chyba już taki charakter.
A'propo "znajomych"...

Interwencja Mistrza Gry


Do stolika, przy którym siedział Koss i dwójka dziewczyn podszedł niewysoki, chudy chłopak o szczurzej urodzie. Wyglądał zaskakująco kiepsko, jak na lokal o takiej renomie. Jakoś się tu jednak dostał. Dosiadł się bez pytania. Wyglądało na to, że znają się z Japończykiem, bo przybyli szybką piątkę, ale Mizuyama wcale nie sprawiał wrażenia zadowolonego z obecności nowego towarzysza. Odwrócił wzrok i zaczął interesować się ludźmi na parkiecie, tak jakby nagle sprawy przy stoliku zupełnie go nie dotyczyły.
- Cześć dziewczynki - przywitał się szczurek, prezentując krzywe zęby w uśmiechu. -Niezła zabawa, co? Nie chciałybyście wejść w nią trochę lepiej? Zacząć się bawić trochę bardziej? Mam kilka rzeczy, które mogą w tym pomóc - dalej się szczerzył i przerzucał wzrok z jednej na drugą, oczekując jakiejś odpowiedzi. Pozytywnej najlepiej.
Do Kossa się nawet nie zwracał. Dobrze znał jego odpowiedziedź, którą ten, po trzeciej nachalnej próbie, zademonstrował mu bardzo dosadnie. Teraz zresztą też miał ochotę "delikatnie" go wyprosić, ale chwilowo się powstrzymał. Niech chłopak próbuje, może przez przypadek coś mu się uda w życiu.
Powrót do góry
 
Go down
Yunlei Chen

avatar
#Imprezowiczka
296


   
Sob Maj 13, 2017 4:54 pm
       
Brzmi zachęcająco, choć nie wiem czy jestem na tyle odważna, by na poważnie zadzierać z policją. Ale o tym drugim z pewnością zapamiętam — cichy śmiech towarzyszył jej skupionemu spojrzeniu, którym przesunęła w tym momencie nieco dokładniej po Kossie, mając lepszy pogląd na jego sylwetkę.
Na jego komentarz o policji, wyprostowała się gwałtowniej, przyjmując wyjątkowo obrażoną minę.
No patrz, jeszcze chwilę temu namawiał nas do wspólnych wyskoków, a teraz co?
Coś takiego zasługuje na zemstę — Charlotte zgodziła się z nią momentalnie. Niestety jej przyjaciółka znana była z pamięci złotej rybki, dlatego temat nie został nawet w żaden sposób pociągnięty, a jego nagłe urwanie pozostawiło w rudowłosej swego rodzaju niedosyt. Który tym razem zignorowała. Charlotte po prostu lepiej ciągnęła co innego.
Świetnie. Żadnych numerów telefonów — uniosła dłonie w potencjalnie obronnym geście, zaraz zmieniając pozę na coś, co bardziej przypominało Bruce'a Lee — Jako rasowa Chinka z Vancouver, wierzę że jeśli faktycznie będzie nam dane się spotkać, będzie to wynikiem przeznaczenia. Połączenia moich punktów chakry i wytworzenia idealnego zen.
Przez chwilę milczała, pozwalając mu na przetrawienie tej informacji, nim wybuchła śmiechem, zasłaniając połowę twarzy dłonią, przez co mógł dostrzec wyłącznie jej praktycznie zamknięte oczy.
Żartuję oczywiście, te brednie chyba nawet nie miały sensu. Próbowali mi je wtłoczyć do głowy przez kilka lat, ale nadal niczego nie rozumiem — chwilowo porzuciła temat, rzeczywiście nie wyciągając od niego wcześniej wspomnianego numeru telefonu. Zamiast tego chwyciła za kolejnego shota, wraz ze szturchającą ją łokciem przyjaciółką, wychylając go jednym ruchem.
Żadna z nich nie spodziewała się jednak pojawienia podejrzanego typa. Podstawową zasadą wpajaną jej przez rodzinę było: Nie bierz niczego od nieznajomych. Prawdopodobnie jak w przypadku wszystkich innych dzieci. I w przeciwieństwie do większości z nich, które miały w zwyczaju buntowanie się w nastoletnim wieku, trzymała się tej zasady dość mocno.
Nie, dzięki. Nie ja jestem od wchodzenia w cokolwiek — uśmiechnęła się promiennie, kompletnie ignorując Charlotte, która właśnie zakrztusiła się popijanym przez siebie cydrem, za jej plecami.
Mimowolnie zerknęła pokrótce w stronę Kossa. Znali się, a jednak chłopak niezwykle ostentacyjnie pokazywał, że nie miał najmniejszej ochoty na jakiekolwiek interakcje ze szczurzym kolesiem. Dość prędko wypracowała w głowie jeden krótki plan, który zamierzała wcielić w życie, jeśli ten będzie na tyle uparty, by nie dać im spokoju po pojedynczej próbie.
Ci z następnego stolika wyglądają na chętnych, może tam spróbuj — zachęta ze strony Charlotte, była aż nazbyt wymowna. Zwłaszcza przy jej znudzonym wzroku z serii odwal się koleś, nie jesteś tu mile widziany.[/color]
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Koss

avatar
#Postać Specjalna
Student / Zwiadowca
411


   
Nie Maj 14, 2017 2:43 pm
       
- Spokojnie, policja w Vancouver jest tak niezdarna, że pewnie zdążyliby zgubić cię za trzy razy, a potem jeszcze by cię pomylili z jakimś wietnamskim imigrantem i wpakowali Bogu ducha winnego Nguyena za kratki - mówił to wszystko z pewnością osoby, która ma jakiekolwiek doświadczenie w tej kwestii. I w sumie to miał całkiem spore, chociaż nie takie, jak mogło wynikać z jego wypowiedzi. Im dalej jednak jego wizerunek odbiegał od prawdy, tym szczęśliwszy był on sam. Więc chętnie coraz dalej brnął w meandry swojej fałszywej osobowości.
Wyglądało na to, że żadna z nich nie chciała pociągnąć nie była chętna do ewentualnego ukarania go za fałszywe zeznania. Chyba obie po prostu o tym zapomniały, w związku z czym sam Koss szybko o tym zapomniał.
Skutecznie pomogła mu w tym sama Yunlei, która nagle, ni z tego, ni z owego zaczęła pleść jakieś androny o przeznaczeniu, punktach chakry i idealnym zen. Ktoś tu się naoglądał Naruto ostatnio, co?
Jego brwi powędrowały nieznacznie w górę, na twarzy pojawił się wyraz lekkiego zwątpienia, a w głowie padła ostateczna ocena:
Kolejna pojebuska.
No trudno. Najwyżej skupi się bardziej na Charlotte. Już prawie pogodził się z tą myślą, ale na szczęście dziewczyna szybko rozwiała niekorzystny obraz i zaczęła się śmiać z tych głupot. Koss odetchnął subtelnie, tak aby żadna z nich tego nie zauważyła, a potem chętnie sięgnął po kolejnego shota, konsumując go w tym samym czasie co dziewczyny. Dopiero wtedy był gotowy odpowiedzieć, chociaż na wszelki wypadek wolał jeszcze zachować dystans. Może teraz tak udawała, że tylko się z tego nabija, ale faktycznie w to wierzyła? Różni ludzie chodzą po tym świecie, trzeba być ostrożnym.
- Spoko. Pamiętam, jak jedna dziewczyna żarliwie przekonywała mnie, ze nasze spotkanie było zapisane w gwiazdach, a moją rolą było ożenić się z nią i spłodzić jej piątkę silnych dzieci, które będą geniuszami w różnych dziedzinach nauki. Także spodziewajcie się wkrótce zaproszenia na ślub, bo z przeznaczeniem nie ma co zadzierać - tutaj puścił oczko obu dziewczynom, żeby nie było, że on też jest takim popierdoleńcem. Taki znak: "spoko, spotykałem już różnych świrów, potrzeba czegoś więcej, żeby mnie zaskoczyć."


Interwencja Mistrza Gry


Szczurek wydawał się nieprzekonany odmowami dziewczyn. Najwyraźniej brał je za takie, co to po prostu boją się spróbować. Ileż on już takich sprowadził na złą drogę. Niestety Szczurek nie był typem człowieka, który potrafił w jakikolwiek sposób rozpoznać ludzką osobowość, przez co nie wiedział nigdy, kiedy skończyć, dopóki ktoś mu wreszcie nie jebnął w ryj. Biedak naczytał się książek o chwytach marketingowych, niestety matka natura nie obdarzyła do umysłem na tyle rozbudowanym, aby umiał je właściwie zastosować w rzeczywistości. Nic sobie więc nie zrobił z komentarza Yunlei, po którym Koss mimowolnie parsknął śmiechem, a także delikatną sugestią Charlotte, żeby spierdalał. Już otwierał swoje usta, aby złożyć kolejne nieudolne propozycje, ale Koss widząc co się święci, przywołał go do siebie ruchem ręki. Szczurek wyglądał na zaskoczonego, ale niechętnie nachylił się w kierunku Japończyka. Ten zaczął szeptać mu coś do ucha. Obserwatorzy mogli zauważyć, że z każdym słowem na twarzy Szczurka rysują się coraz to inne emocje. Trochę przerażenia, trochę ciekawości, aż wreszcie czysty zachwyt. Jakby właśnie zobaczył kopalnię złota, Szczurek zerwał się ze swojego siedzenia i popędził do innego stolika.


Koss wyprostował się, upił trochę whisky, a następnie powrócił spojrzeniem do rozmówczyń.
- Przepraszam za kolegę. Od dłuższego czasu próbuje rozkręcić interes, ale jakoś mu to nie wychodzi. Nie mam pojęcia dla czego - kpiący uśmiechem wykwitł na jego twarzy. Upił do końca whisky, a potem pacnął niespodziewanie dłonią w stół i spojrzał na Yunlei, a następnie Charlotte z niespodziewaną jak na niego stanowczością. - Nie wiem jak wy dziewczyny, ale ja bym się trochę ruszył. Nie ma co tylko siedzieć, zapraszam na parkiet - lekko plączący się język, duża ochota do zabawy, wesoły humor. Procenty zaczynały docierać do głowy japońskiego imprezowicza. Zdecydowanie, najwyższy czas się ruszyć.
Powrót do góry
 
Go down
Winter Blythe

avatar
#Dusza Towarzystwa
193


   
Czw Cze 15, 2017 3:18 pm
       
Jasne ― przewróciła oczyma, powstrzymując się od głębokiego, przepełnionego irytacją westchnięcia. ― Zawsze musisz mieć ostatnie zdanie ― wycedziła przez zęby, nie zamierzając po raz kolejny dać sprowokować się na tyle, aby ponownie wybuchnąć emocjami. Z Hatheway'em najwyraźniej należało postępować dobitnie ― przynajmniej właśnie tak to sobie wszystko tłumaczyła; jego złość, niechęć do niej i dziwne zachowanie, którego nie potrafiła rozgryźć.
Utrzymywanie spokoju wcale nie było takie proste jak się wydawało, a sama Blythe po raz kolejny w krótkim odstępie czasu wywróciła oczami, z bezsilności przymykając na moment powieki.
"Nie zatrzymuję cię tutaj."
Naprawdę miała go dosyć. Jeszcze nigdy nie zdarzyło jej się narzekać na Noaha aż tak bardzo, jak wówczas. Ściskając szczękę mocniej niż poprzednio, wymamrotała pod nosem kilka niezrozumiałych słów, których niekoniecznie chciała wypowiadać na głos, jednak zanim którekolwiek z nich zdążyło ponownie się odezwać, do uszu Winter dotarł zmartwiony, żeński ton. Momentalnie uniosła głowę, ze zdumienia lekko otwierając usta, bo... bo stojąca przed nimi kobieta zwyczajnie była ładna. Pomimo rozwianych włosów i zdenerwowania, które można było wyczytać z każdego jej ruchu, sprawiła, że blondynka zaniemówiła. Praktycznie przestała mrugać, starając poukładać sobie w myślach wszystko, co do tej pory zaszło tamtego wieczoru.
"Nie, mamo..."
Czy ona właśnie usłyszała "mamo"? Bo jeżeli tak...
Nie. Wierzę.
Źrenice jasnowłosej rozszerzyły się, błyszcząc od dawki podekscytowania. A może alkohol zaczynał dawać się we znaki?
Dostała zastrzyku energii, gdy matka Noaha wreszcie zwróciła się do niej. Przywołując na usta najbardziej uroczy, a zarazem troskliwy i pełen ciepła uśmiech, zamrugała kilka razy, sprawiając tym samym, że łzy, zbierające się od podmuchów wiatru w kącikach, rozpłynęły się, nadając jej oczu szklistego wyrazu.
Naprawdę nie musi mi pani dziękować ― wydukała, zakładając maskę wrażliwej i czułej Zimy. Złapała wyciągniętą dłoń, chwilę później siląc się na zmartwione, aczkolwiek pokorne brzmienie swojego głosu. ― Winter Blythe, jesteśmy z Noahem w jednej klasie.W jednej klasie, Win, w jednej. Nie ma żadnej różnicy.Ja... nie wiedziałam co się stało. Siedzieliśmy w środku, kiedy Noah nagle wyszedł z klubu. Pobiegłam za nim i wtedy zobaczyłam, że... on... ― zerknęła w stronę chłopaka, myśląc nad doborem odpowiednich słów. ― Dusił się. ― Przełykając ślinę, smutnym wzrokiem spojrzała na buzię jego mamy. ― Przestraszyłam się, że to coś poważnego, ale zabronił dzwonić po karetkę... ― Kolejne zerknięcie w stronę ciemnej czupryny, tym razem nieco bardziej pogodne, praktycznie wyrażające słowa, które mogłaby wtedy powiedzieć. Cały Noah, prawda?Poza tym... ― dodała na koniec, oddychając głębiej. ― Nie zostawiłabym przyjaciela samego, nie w takiej sytuacji. ― Przyjaciela... Właśnie do tego dążyła ― by pani Hatheway uważała ją za kogoś, kogo można było nazwać przyjacielem. A później...
Stój. Skarciła się w głowie, niewinnie przygryzając dolną wargę. Och, tak się martwiła.
Powrót do góry
 
Go down
Noah Hatheway

avatar
#Książę
Przewodniczący / Excelsior
266


   
Czw Cze 15, 2017 9:21 pm
       
Sama się o nie prosisz ― stwierdził, wzruszając barkami. Nie wiedział, w jaki jeszcze sposób mógł okazać swoje lekceważące podejście do tego, co Blythe mogła sobie o nim pomyśleć. Zniechęcał ją z czystą premedytacją, tak jak zniechęcał do siebie wiele innych osób, które jego zdaniem próbowały dostać się za blisko. Nie dało się jednak ukryć, że Winter zasługiwała na całkowicie osobną ligę i chodziło tu zarówno o jej osobiste pobudki, zagrywki, które stosowała, a także o upartość, która czyniła z niej naiwną ćmę, która liczy, że ciągłe obijanie się o zamknięty klosz lampy pozwoli jej dostać się do głównego źródła światła.
Nic z tego.
A jednak nadal tu była, a on zastanawiał się, co jeszcze powinien powiedzieć, by wreszcie uznała, że to dobry moment na spierdolenie z miejsca zdarzenia, jednak nagła obecność jego matki nie dała mu czasu na dalsze rozważania. Nie przypuszczał jednak, że sprawy przybiorą jeszcze gorszy obrót.
Było mu niedobrze.
Pobladł od samego przysłuchiwania się kłamstwom z wyjątkowo przekonującą otoczką aktorską, jednak w obecnej sytuacji był w stanie jedynie obrzucić dziewczynę pustym spojrzeniem. Jeśli chciała cokolwiek osiągnąć, źle się do tego zabierała. Jej reputacja w oczach Excelsiora uległa znacznemu pogorszeniu i był pewien, że już nic nie było w stanie wyciągnąć jej z tego krytycznego poziomu. Gdyby morderstwa były dozwolone, już teraz zaciskałby ręce na jej szyi, tłumiąc kolejne słowa.
Zniszczę cię.
Pewnie nie bez powodu nagle zrobiło się chłodniej.
„Dusił się.”
To się zdarza, ale to nic takiego. ― Nie brzmiała przekonująco, jednak przynajmniej się starała. Tak samo, jak wiecznie przekonywała samą siebie, że jej dziecko jeszcze kiedyś z tego wyjdzie.
Brunet poczuł lekką ulgę już z powodu samego faktu, że kobieta nie rozwinęła tego tematu, najwidoczniej wyłapując, że jej syn postanowił zachować to w tajemnicy. Przynajmniej tyle, chociaż nadal nie mógł uwierzyć, że Jane stopniowo połykała haczyk, zwodzona ckliwą gadką i roziskrzonymi oczami dziewczyny.
„Nie zostawiłabym przyjaciela”
Zacisnął zęby jeszcze mocniej, mimowolnie opuszczając wzrok. Tym razem nie potrafił ukryć niechęci na samo brzmienie tego słowa.
Przyjaciel. Po moim trupie.
Och, to naprawdę miło z twojej strony. Cieszę się, że mój syn obraca się w towarzystwie tak dobrych ludzi ― stwierdziła nieco zakłopotanym tonem. Mimo tego, że odczuła wyraźną ulgę na myśl, że Noah nie był z tym sam, jakaś jej część czuła się źle z faktem, że jego stan porządnie nastraszył jasnowłosą i to przez to, że jej – jego własnej matki – nie było w pobliżu, by w porę zareagować.
Dobrej. Osoby.
Niemal zgrzytnął zębami, gdy powoli przetwarzał docierające go niego informacje. Na własne życzenie przysłuchiwał się im jakby zza ściany, przyglądając się własnym dłoniom, które kurczowo zacisnęły się na brzegu koszuli. W ciemności ciężko było dostrzec pobielałe knykcie, jednak nie wątpił w ich obecny kolor.
Noah ― zwróciła się do Hatheway'a, przykładając wierzch ręki do jego policzka, by sprawdzić, czy zdążył już wystarczająco ochłonąć. Drugoklasista tylko cudem powstrzymał się od gwałtownego cofnięcia głowy – jakby nie patrzeć, jego rodzicielka była Bogu ducha winna i nie zdawała sobie sprawy z tego, że jej naiwne nastawienie kopało pod nim głęboki dół. ― Może zaprosisz gdzieś Winter? Wypadałoby się odwdzięczyć za jej pomoc.
Przełknął ślinę, mając wrażenie, że właśnie wpadł na genialny pomysł skonsumowania paczki żyletek. I pomyśleć, że były to tylko gorzkie słowa, których nie mógł wypowiedzieć przy świadkach.
Nigdy.
Jasnenie ma takiej opcjikiedyś ją zaproszę.
Nigdy. Nawet za milion lat. Nie w tym stuleciu, a już na pewno nie w tym życiu. Kurwa.
Na szczęście nie tylko Winter potrafiła dobrze zagrać swoją rolę.
W takim razie, jeśli tylko będziesz miała ochotę, osobiście mu o tym przypomnę ― odparła, kierując na dziewczynę pełne nadziei spojrzenie. Chyba jak każdej matce – i jej zależało na tym, by jej potomek od czasu do czasu wyszedł z domu z kimś płci przeciwnej.
Powrót do góry
 
Go down
Yunlei Chen

avatar
#Imprezowiczka
296


   
Czw Cze 15, 2017 9:24 pm
       
To chyba niezbyt dobrze? — powiedziała nagle nieznacznie zmartwiona. Z drugiej strony prawo w Chinach działało tak, że... nie działało. Na każdym kroku twojemu życiu groziło niebezpieczeństwo. Nawet zwykłe przechodzenie przez ulicę przypominało przedzieranie się przez jezioro pełne krokodyli. Zwłaszcza gdy cztery skutery wyjeżdżały dosłownie znikąd, prawie cię przejeżdżając. Nieciężko było się domyślić, że dla kogoś tak drobnego jak Yunlei było to szczególnie stresujące.
Zawsze wydawało mi się, że policja w Vancouver jest bardzo dobrze zorganizowana... — powiedziała nieznacznie zamyślona. Dopiero słysząc o zaproszeniu na ślub zaśmiała się wesoło, zasłaniając usta dłonią. Kto by pomyślał? Poruszyła nieznacznie stopą, przez przypadek kopiąc butem bok nogi Charlotte.
Oj, przepraszam.
Nic się nie stało — blondynka machnęła kilka razy dłonią, wywołując zaraz prostym znakiem kolejną kolejkę. Yunlei natomiast, mimo wychylenia kolejnego kieliszka, skupiła swoją uwagę na Kossie, który właśnie jednym prostym komentarzem przekonał "Szczurka" do oddalenia się od ich stolika. Co takiego mógł mu powiedzieć, że na jego twarzy odmalowała się tak czysta euforia? Podrapała się po dłoni pod stołem, odwracając się idealnie w momencie, w którym Koss zaczął wracać ku nim spojrzeniem.
"Zapraszam na parkiet."
Och czytasz mi w myślach! Czekałam aż ktoś to zaproponuje! — dziewczyna zerwała się nieco zbyt szybko ze swojego miejsca. Zachwiała się nieznacznie na swoich butach na obcasie, szybko łapiąc jednak równowagę. Yunlei przewróciła oczami na ten widok kręcąc na boki głową.
Idźcie pierwsi, ja na razie posiedzę i popilnuję picia. Potem do was dołączę? — powiedziała patrząc na zakupiony alkohol. Zostawianie picia bez opieki było wyjątkowo głupim posunięciem.
No dalej Yun, tańczysz dużo lepiej niż ja!
Zarumieniła się nieznacznie na sam komplement, zaraz kręcąc głową. Nie chciała zmarnować wszystkiego co kupili. Choć rzecz jasna nie zamierzała też tu siedzieć cały wieczór.
Naprawdę, idźcie pierwsi. Wrócicie po kilku piosenkach, możemy wypić jeszcze raz i pójść po raz kolejny? Obiecuję — uśmiechnęła się w ten sam uroczy sposób co zawsze, widząc jak Charlotte wyraźnie mięknie. Odwróciła się z zamachem w stronę Kossa, podchodząc do niego tym naturalnym kobiecym krokiem, przy którym jej biodra hipnotyzowały każdego mężczyznę w okolicy swoim lekkim kołysaniem i wyciągnęła ku niemu dłoń.
To jak? Zatańczymy, panie Koss? — no chyba jej nie odmówi?
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Koss

avatar
#Postać Specjalna
Student / Zwiadowca
411


   
Sob Cze 17, 2017 8:24 pm
       
Koss w efekcie wzruszył rękami.
- Tak szczerze mówiąc to nie wiem, nie znam się na tym aż tak dobrze. No wiesz, słyszę tylko co mówią w wiadomościach i tak dalej. Ale wiesz jak jest. Często mam wrażenie, że funkcjonariusze mogli zrobić coś więcej i tak dalej. Poza tym porównując ich z policją w moim kraju... Zresztą, o czym tu gadać - machnął ręką, aby uciąć temat. Chwila, czy to nie on przed chwilą zgrywał się na jakiegoś eksperta w tej dziedzinie? Cóż, trudno stwierdzić, która wersja była bliżej prawdy, ale w zasadzie sam przyznał, że wie o tym nie więcej, niż przecięty zjadacz chleba.
Tak czy inaczej, czas na tańce. Koss stał i cierpliwie słuchał dyskusji dziewczyn. Wyglądało na to, że Yunlei nie chciała tym razem wybrać się razem z nimi. Może to i lepiej? Te trójkąty i inne wielokąty taneczne zawsze były trochę dziwne i owocowały masą zamieszania, a tak to człowiek przynajmniej wiedział na czym się skupić. Mimo wszystko, zanim jeszcze Charlotte zdążyła do niego podejść, posłał pytające spojrzenie Yun.
- Jesteś pewna? - zagadnął niemal niczym dżin, obiecujący spełnienie trzech życzeń, jeśli tylko podążysz za nim na parkiet. Wszystko wskazywało jednak na to, że tym razem pozostanie przy jej koleżance.
Cóż, nie miał zamiaru zbytnio narzekać. Kiedy tylko podeszła, chwycił jej dłoń i ukłonił się dworsko.
- Panno Charlotte - posłał jej szeroki uśmiech, a potem ruszyli.
Niestety lub stety nie było tutaj miejsca na walca, poloneza, ani inne wymyślne figury. Z głośników dudnił głośny bas, ludzie skakali, obijali się o siebie i wyginali swoje kończyny pod dziwnymi kątami, a ktoś z jakiegoś powodu nazwał to tańcem. Skoro się jednak tak przyjęło, należało to respektować lub zginąć w tym tłumie kipiącej energii.
Nie minęło dużo czasu, nim Koss wraz ze swoją partnerką zatopili się zupełnie w tym gąszczu, dopasowując swoje ruchy do aktualnie wygrywanej muzyki. Takie mieli szczęście, że trafili na bardzo skoczne kawałki, więc nie było zbyt wielu momentów, aby zastanawiać się nad tym o co w ogóle chodzi. Dziwaczne wygibasy, skakanie, przepychanie innych i pilnowanie, aby nie zagubić drugiej osoby w tłumie. Koss chętnie korzystał z każdych momentów zbliżeń, a jego dłonie, jakoś tak same, zawsze lądowały na biodrach blondynki. Ta nie wydawała się szczególnie protestować, a wręcz zaczynała nimi kręcić jeszcze mocniej, wzbudzając tym zachwyt nie tylko Japończyka, ale również okolicznej męskiej części tłumu, która rozglądała się za ofiarą na podryw. Kilka razy Nekke, niczym rasowy Samiec Alfa, musiał zaznaczyć swój teren i jasno zakomunikować, że ta pani tańczy z nim i wszelkie zakusy w jej stronę skończą się konfrontacją. Może nie robił zbyt wielkiego wrażenia, zwłaszcza na tych klubowiczach, którzy częściej niż on bywali w siłowni, ale dochodzili oni do wniosku, że szkoda marnować czas na przepychanki i szukali innego obiektu pożądania.
Nie minęło dużo czasu, nim Koss i Charlotte byli wymęczeni, wypoceni i w ogóle chcieli już tylko wrócić do stolika, usiąść i się czegoś napić. Aby się nie zgubić w tłumie, trzymali się za ręce i jakoś tak wyszło, że dotarli tak aż do stolika i czekającej na nich Yunlei. Tam jednak czar prysnął, puścili się, usiedli i znów byli jedynie nowo poznanymi znajomymi, których łączyło parę tanecznych wrażeń.
Koss usiadł ciężko i zaraz sięgnął po jeden z shotów i zaspokoił pragnienie. Potrzebował chwili, aby uregulować oddech. Nie ukrywał jednak, ze było mu cholernie gorąco i musiał odrobinę ochłonąć.
- Bogowie na niebiosach, ale mnie wymęczyła - spojrzał na Charlotte i uśmiechnął się porozumiewawczo. Następnie skierował wzrok na Yunlei. - A ty? Jak się bawiłaś w tym czasie?
Powrót do góry
 
Go down
Yunlei Chen

avatar
#Imprezowiczka
296


   
Czw Sie 31, 2017 10:21 pm
       
Przysłuchiwała się jego wypowiedzi z pewną dozą ciekawości. Niemniej nawet jeśli rozumiała jego podejście, ciężko było stwierdzić czy je popiera. Otwarta krytyka wychodziła jej całkiem nieźle, wyłącznie gdy rzeczywiście się zapomina. W dodatku rzadko kiedy dotyczyła kraju, w którym przebywała, wychowała się i tak dalej. Znacznie łatwiej przychodziła jej krytyka osób, które napatoczyły jej się w sposób, który pozostawiał wiele do życzenia.
Jednocześnie zdążyła się przyzwyczaić, że było kilka instytucji, które zawsze mogły wykonać coś lepiej i zrobić coś więcej. Zwłaszcza w opinii publicznej.
"Jesteś pewna?"
Pokiwała głową.
Charlotte była na tyle pozytywną postacią, by Koss zdecydowanie nie miał się nudzić w jej towarzystwie. Tego była całkowicie pewna. W innym wypadku nawet nie puściłaby ich razem na parkiet! Podczas ich nieobecności skupiła się głównie na swoim telefonie, nie zamierzała jednak ukrywać że sięgnęła od czasu do czasu po pojedynczego shota czy upiła nieco własnego drinka. W głowie zaczynało jej przyjemnie szumieć, choć nie był to jeszcze stan w którym nie miałaby pojęcia co się z nią działo. Jak na takie małe ciałko, Yunlei była całkiem niezłym zawodnikiem. A przynajmniej w trakcie picia. Szczerze mówiąc wolała się nie zastanawiać nad tym jak będzie wyglądał jej jutrzejszy poranek. Zwłaszcza przy dość słabym zdrowiu. Nie zamierzała się łudzić, że nijak nie wpłynie to na jej organizm.
Nie wiedziała jak długo Charlotte i Kossa nie było przy stoliku. Gdy jednak w końcu wrócili, dostrzegła ich jeszcze przed tym jak usiedli na miejscu. Przesunęła nonszalancko wzrokiem po ich złączonych dłoniach, ukrywając uśmiech i zablokowała telefon, uniemożliwiając im dojrzenie całej serii memów z kotami, które namiętnie przeglądała, jak i rozmowy na messengerze.
Podobnie jak Koss, Charlotte usiadła przy stoliku próbując uspokoić oddech. Nawet jeśli była klubową weteranką, ciągłe skakanie i taniec nie należały do najłatwiejszych. Yunlei nawet nie szczególnie się nad tym zastanawiając, zaczęła ją wachlować dłonią, zyskując w zamian przepełnione wdzięcznością spojrzenie.
I kto to mówi! Kto by powiedział, że drzemie w tobie tyle energii? — Charlotte roześmiała się wdzięcznie, również przenosząc zaciekawiony wzrok na Yunlei. Rudowłosa z kolei odchyliła nieznacznie głowę niczym spłoszone zwierzątko.
Erm, bardzo dobrze. Miałam co robić. Swoją drogą, mają tutaj przepyszne drinki. Boję się, że jak tak dalej pójdzie to wpędzę się w alkoholizm przed sko... znaczy. Tak — przed osiągnięciem pełnoletności? Daleko ci do tego, mała Yun. Prawie by się wkopała, musiała bardziej uważać na to co mówi. Bez wątpienia było to zdradzieckie działanie alkoholu.
Kolejna kolejka? — zaproponowała unosząc jeden z kieliszków. Niezależnie od tego czy zamierzali do niej dołączyć czy nie i tak momentalnie go wychyliła, nawet nie próbując sobie zawracać głowy jakimiś głupimi toastami. Charlotte postanowiła dotrzymać jej towarzystwa. Zaraz skrzywiła się nieznacznie i odłożyła szkło do góry nogami, przenosząc spojrzenie na chłopaka.
Więc Koss... czym się zajmujesz? Chyba mi to umknęło — spojrzała szybko w kierunku samej Yunlei, jakby upewniała się, że pytanie nie było skutkiem jej słabej pamięci. Zwłaszcza po alkoholu.
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Koss

avatar
#Postać Specjalna
Student / Zwiadowca
411


   
Pon Wrz 25, 2017 6:53 pm
       
Miał tylko nadzieję, że ten krótki wypad nie zostanie potraktowany zbyt poważnie. Większość ludzi bardzo szybko się przywiązywała i angażowała emocjonalnie, natomiast u Kossa wyglądało to zupełnie na odwrót, przez co zraził do siebie już wielu ludzi. U niego proces poznawania nowych znajomych oznaczał przeskakiwanie kolejnych barier i chociaż prawie zawsze się zachowywał jak osoba bardzo otwarta, która wszystkie emocje trzyma na wierzchu, a przyjaciół zdobywa co kilka sekund, prawda wyglądała inaczej. Czasem żałował, że tak to wygląda, ale bardzo rzadko.
To jednak chyba nie czas, żeby myśleć o takich rzeczach. Uśmiechnął się do Charlotte.
- A czemu miałoby nie drzemać! Mam w sobie bardzo dużo energii - zapewnił. Czasem ludzie zakładali, że jak jest Azjatą, to pewnie siedzi tylko przy kompie i wali konia do anime. I przynajmniej w jednej z tych kwestii nie mieli racji!
Kiwnął głową z rozbawieniem, słysząc wykręty Yun. Normalnie pewnie zwróciłby na to większą uwagę, teraz jednak był wykończony i przyjemnie szumiało mu w głowie, więc nie miał czasu analizować dokładnie tego, co powiedziała, ani łapać ją za słówka. I to jest dobry stan, kiedy dwie osoby są równie wstawione, bo wtedy jedna z nich nie zwraca uwagi na wpadki drugiej.
Chętnie zareagował na propozycję kolejnej kolejki. W pewnym momencie jednak wpadł na pewien pomysł.
- Panie mi na chwilę wybaczą - powiedział, po czym wstał i ruszył do baru. Zamiast jednak stanąć w kolejce jak ci wszyscy biedacy, on wszedł za ladę i zniknął za drzwiami. Minęła może minuta czy dwie, a on już wyszedł, wrócił do stolika i zasiadł.
- Wybacz, pytałaś o to czym się zajmuję, prawda? - skierował spojrzenie na Charlotte. Nie pamiętał czy już o tym opowiadał. - Studiuję zarządzanie informacją. Chociaż słowo "studiuję" jest lekkim nadużyciem. Jeśli mam być szczery to nie jestem zbyt zadowolony ze swojego wyboru i całkiem możliwe, że zmienię kierunek. Spodziewałem się czegoś ciekawszego niż zwiedzanie bibliotek i klepanie haseł w googlu - nie chciało mu się nawet za bardzo rozwodzić na ten temat, bo na samo wspomnienie swoich studiów zaczynał się nudzić.
W pewnym momencie do ich stolika podszedł jeden z kelnerów. Na środku stolika postawił wiaderko z lodem i chłodzącym się tam alkoholem. Obok pojawiły się soki i napoje gazowane. Jakby tego było mało, przed dziewczynami pojawiły się kolorowe drinki.
- Dzięki Jim. Jesteś wielki - powiedział Koss do czarnoskórego kelnera, a ten odpowiedział porozumiewawczym uśmiechem i odszedł. - Wybaczcie, zdradzam ostatnio słabość to robienia drinków, więc jeśli nie macie nic przeciwko temu, będą was obsługiwać. Jak na razie możecie spróbować dzieł absolutnego mistrza - Jima. Oto Caipiranha i Manhattan - powiedział, wskazując kolejno drinki stojące przed Charlotte i Yunlei. Zaraz potem zaczął robić jednego dla siebie. Nawet dostał shakera!
- Ale przerwałem rozmowę, wybaczcie. A wy czym się zajmujecie? Nie pamiętam już czy pytałem - przyznał ze śmiechem, w międzyczasie mieszkając składniki we wnętrzu shakera.
Wyglądało to dosyć osobliwie, kiedy jeden z gości pozwalał sobie na coś takiego, w tym wypadku jednak nikt się nie sprzeciwiał. Koss właściwie był nie tyle stałym bywalcem tutaj, co niemal pracownikiem. Zresztą znając życie, to kiedyś skończy właśnie w takim miejscu, robiąc alkohol i samemu pijąc go litrami. Ojczulek nie byłby tym zachwycony, ale kogo to obchodzi.
Powrót do góry
 
Go down
Yunlei Chen

avatar
#Imprezowiczka
296


   
Pią Paź 20, 2017 8:25 pm
       
Yunlei odwróciła się patrząc jak Koss odchodzi w sobie tylko znanym kierunku. No dobra, może nie do końca, nie trzeba w końcu było być geniuszem, by domyśleć się że właśnie tam znajdował się bar. Choć rzecz jasna, mógłby sprytnie się tam udać, by zaraz zniknąć w tłumie zamawiających i uniknąć raz na dobre ich towarzystwa.
Powiedziałam coś nie tak? — zapytała na wszelki wypadek Charlotte, która zdążyła już wychylić jednego z drinków, kompletnie nie przejmując się tym że żaden z obu jej kompanów do picia, jej w tym momencie nie towarzyszył.
Za bardzo się przejmujesz Yun.
Z jakiegoś powodu puszczone przez nią oko w odpowiedzi, sprawiło że rudowłosa faktycznie zaraz się rozluźniła. Nie patrzyła więcej w kierunku baru, nie mogła więc dostrzec tego co działo się za nim, gdy Koss zwyczajnie wyminął całą kolejkę, nie przejmując się całą serią posyłanych mu ciekawskich spojrzeń.
IT guy? — zapytała ze śmiechem, nie wiedząc nawet czy w ogóle powiązała jego kierunek z dobrą branżą. Szczerze mówiąc informatyka, informacje i tym podobne rzeczy zawsze były czymś, czego unikała szerokim łukiem. Jakby nie patrzeć Charlotte należała do tej grupy, której życiowymi aspiracjami było zostanie charakteryzatorem. A to z kolei wymagało głównie wyczucia w aspekcie kosmetycznym i artystycznej duszy. Żadnych skomplikowanych numerków i wyliczania... bóg wie czego.
Przydatne, ale faktycznie nie brzmi zbyt pasjonująco — powiedziała, nieszczególnie się dziwiąc, gdy chłopak oznajmił że myśli nad zmianą kierunku. Sama nieszczególnie miała jak się na ten temat wypowiedzieć, skoro zostało jej jeszcze trochę lat w liceum, które kształciło we wszystkich dziedzinach, dając im pełen wachlarz wyboru w kwestii przyszłości.
Nie spodziewała się pojawienia nowej osoby. Przyglądała się podchodzącemu kelnerowi, posyłając mu delikatny, acz zaskoczony uśmiech gdy postawił przed nimi kolorowe drinki.
Ooo, rezerwuję Manhattan! — uśmiechnęła się triumfalnie w stronę Charlotte, nie wyglądało jednak na to by dziewczyna była jakkolwiek zawiedziona Caipiranhą.
Nigdy tego nie piłam, wygląda genialnie.
Ale nie dosypałeś tam niczego, co? — przyjrzała się uważnie Kossowi, jakby chciała ocenić jego prawdomówność. Rzecz jasna nie minęło nawet trzydzieści sekund, gdy wybuchła krótkim śmiechem od razu upijając łyk drinka.
Mmm, pyszny — zamruczała cicho bardziej pod nosem niż w stronę swoich towarzyszy. Nie dało się jednak powiedzieć, że Koss nie podsycił u niej ciekawości na jej temat. Oparła łokieć o stół, podtrzymując policzek dłonią i upiła kolejnego łyka, nie odrywając od niego wzroku.
Pracujesz tutaj? Możesz pochwalić Jima, że faktycznie robi fantastyczne drinki.
Absolutnie się zgadzam — Charlotte sączyła swój przydział z miną wskazującą na wniebowzięcie. Yunlei nie była jednak w stanie stwierdzić czy faktycznie na tyle smakował jej podany drink czy może zwyczajnie była już wstawiona. Starsza dziewczyna nie miała najmocniejszej głowy do alkoholu, choć - dzięki bogu - nie kończyła nad toaletą, ani tym bardziej pod stołem. Stawała się po prostu niezwykle roześmiana, śmiała i... niczego nie pamiętała na następny dzień, gdy przekroczyła niepisaną granicę.
Czym się zajmujemy? Patrzysz właśnie na przyszłą charakteryzatorkę. Jeśli w przyszłości dostrzeżesz wyjątkowo realistyczne zombie na ulicy, bądź pewien że to moje dzieło! Ewentualnie właśnie zaczęła się apokalipsa.
Taaak... na wszelki wypadek po powiedzeniu "Świetna robota Charlotte", lepiej brać nogi za pas.
Obie dziewczyny roześmiały się w tym samym momencie. Chen zaraz odgarnęła rude włosy na plecy i zamieszała swój napój, przyglądając się intensywnym kolorom odbijającym się w szkle.
W moim przypadku, nie mam jeszcze obranej żadnej konkretnej ścieżki. Ale myślę nad medycyną — podzieliła się swoim planem, który układała już od dość dawna, podnosząc wzrok na Kossa.
Będę mogła wypisywać znajomym lewe recepty — puściła mu oczko z rozbawieniem, kręcąc na boki głową.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
LUX Club [SW]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 5 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: