IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Park Queen Elizabeth [SW]

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
Bastien Roché

avatar
#Introwertyk
153


   
Wto Kwi 12, 2016 12:23 am
     
Nie podejrzewałbym nawet, że jest niepoczytalny. Znaczy no... Rzeczywiście dość czesto coś rozpraszało jego uwagę, błądził spojrzeniem po okolicy jak za jakąś niewidoczną okiem zdrowego na umyśle człowieka postacią, ale nie wzbudziło to moich podejrzeń. Trudno powiedzieć jak bym zareagował na wieść, że ten rozmawia z wyimaginowanym jeleniem.
- Nie bądź złośliwy. - burknąłem tylko choć w gruncie rzeczy nijak mnie to nie ruszyło. Naprawdę daleko było mi do wyrafinowanego przestępcy, nikogo przecież do cholery nie zabiłem. Znaczy... Nie bezpośrednio. Nie moja przecież wina, że ktoś przedawkuje sprzedany przeze mnie towar, nie? Nigdy nie brałem tego do siebie i całe szczęście bo chyba bym oszalał.
- Właściwie... Nie. Na ogół unikam rozmów na temat policji. Słyszałem gorsze wyzwiska i epitety skierowane pod waszym adresem, z pączków i kawy nawet ja bym się śmiał gdybym nosił mundur. - nie to żebym nosić zamierzał. Koniec końców to i tak bez znaczenia, prawda?
Bardziej skupiłem się na tym by idiota mi tu zaraz na zawał nie zszedł. Na szczęście gdy tylko pies się oddalił - Sketch z miejsca złapał oddech i stopniowo wszystko wróciło do normy.
- Bałwan. - czoło przyozdobiły delikatne bruzdy gdy tylko wykrzywiłem twarz w niezadowolonym grymasie. Wtedy też zorientowałem się, że nadal trzymam dłoń zaciśniętą na jego ramieniu toteż rozluźniłem palce i puściłem go jeszcze przez chwilę jednak bacznie mu się przyglądając. - Nieźle mnie wystraszyłeś. - przyznałem jeszcze dopiero po chwili pozwalając sobie odwrócić wzrok i rozejrzeć się za wcześniej przywołaną psiną. Nie było już po niej śladu. A więc panicznie bał się psów... Cóż, każdy ma jakieś fobie i lęki, prawda?
- Kryje się za tym jakaś historia? Powód? - zapytałem z wyraźnym zainteresowaniem.
Powrót do góry
 
Go down
Sketch

avatar
#Służby Specjalne
Portrecista Policyjny
362


   
Wto Kwi 12, 2016 1:57 pm
     
Jeleń nie byłby zadowolony, gdyby wiedział, że nazwano go wyimaginowanym. Ani według siebie ani według Sketcha taki nie był. Istniał, cały czas towarzyszył portreciście, inni ludzie zwyczajnie nie zwracali na niego uwagi, przez co z czasem stał się dla nich niewidoczny. Tak przynajmniej brzmiała teoria.
- Nie jestem, tak okazuję sympatię. - Powtórzył słowa, które wcześniej zostały skierowane do rogacza. W gruncie rzeczy o nic nie oskarżał rudego, ot wdał się w krótką "przyjacielską" pogawędkę, opierającą się na delikatnych docinkach. Przecież nie można cały czas sobie nawzajem słodzić, byłoby zbyt nudno i zbyt dziwnie. Jak przecież wiadomo, z reguły podejrzewało się tych zbyt miłych. To przecież nienormalne żeby cały czas się tak zachowywać. Każdemu w końcu żyłka wyskakiwała i o to właśnie chodziło.
- Podejrzewam, że gdyby policja brała sobie do serca wszystkie groźby i wyzwiska, zamiast komisariatu byłoby wielkie pomieszczenie bez okien i klamek. Wszyscy pooddzielani murem, bądź kratą, byleby sobie nic nawzajem nie zrobić. - Zaśmiał się łagodnie. Nigdy nie brał do siebie wyzwisk, wręcz mu one schlebiały. Oczywiście nie odnosiło się to do wszystkiego, no ale no.
Zszedłby na zawał dopiero gdy pies postanowiłby go dotknąć. Choć sam osobiście przypuszczał, że zawał byłby prawdopodobnie najłagodniejszą formą tego, co by się z nim stało. Powoli wyrównał oddech, wciąż jednak trzymając palce uparcie wplecione we włosy. Oskarżenia "bałwan" nie usłyszał, bądź raczej nie zarejestrował, skupiając się na rozluźnieniu.
Roché nie powinien tego widzieć.
Wiem.
A mimo to nawet nie próbujesz wyglądać na opanowanego.
Wiem.
Zirytowane fuknięcie odpowiedziało brunetowi, lecz zignorował je tak samo jak resztę wypowiadanych przez rogacza słów. Nie miał zamiaru teraz wdawać się z nim w potyczkę. Zwierzę w końcu odpuściło, trącając porożem ramię rozmówcy. Chłopak zsunął się bardziej na przód ławki, następnie prostując i opierając w możliwie najwygodniejszej pozycji półleżącej, wspierając potylicę na szczycie oparcia. Kątem okaz zerknął na Bastiena.
- Martwisz się? - Jedna z brwi powędrowała ku górze w pytającym geście, choć zadane pytanie nie było ani złośliwe, ani nawet traktowane poważnie. Dłoń z automatu powędrowała na prawy bok, zaciskając palce w miejscu gdzie znajdowała się blizna. Odruch bezwarunkowy, o.
- Owszem. Każda fobia ma swoją historię. - Obrócił twarz ku chłopakowi, wyciągając przy tym rękę, by trącić opuszkami odstający kosmyk rudych włosów. Uśmiechnął się przy tym krótko, zaraz powracając do oglądania sunących po niebie chmur. Rękę ułożył na brzuchu, drugą wciąż trzymając na bliźnie.
Powrót do góry
 
Go down
Bastien Roché

avatar
#Introwertyk
153


   
Wto Kwi 12, 2016 4:11 pm
     
- Chcesz powiedzieć, że mnie... lubisz? - zapytałem wpatrując się uważnie w jego twarz. Potem parsknąłem gromkim śmiechem cofając jednocześnie tułów i z głośnym, rozbawionym westchnieniem opadając plecami na drewniane oparcie ławki. Rety, nie pamiętam nawet kiedy ostatnio się tak otwarcie śmiałem. I to w towarzystwie ledwie poznanego faceta. To aż niepokojące.
- Myślę, że trochę się tym jednak przejmują. - uśmiechnąłem się półgębkiem spojrzenie zielonych oczu zawieszając na przypadkowym punkcie w oddali. - Wyzwiska jeśli są trafne zawsze bolą, każdego. Choć reakcje rzeczywiście bywają różne. - ostatecznie machnąłem na ten temat ręką czując, że rozmowa schodzi na niewłaściwy tor. Miałem zbyt dobry humor by teraz popadać w przygnębienie. Siedziałem chwilę w bezruchu z wyraźnie zadumaną miną patrząc gdzieś przed siebie i dopiero gdy Sketch ponownie zabrał głos mrugnąłem intensywnie powiekami wyrywając się z chwilowego otumanienia i popatrzyłem do boku na jego twarz.
- Martwiłbym się, gdybyś z niedoboru tlenu stracił mi tutaj przytomność. Moim obywatelskim obowiązkiem byłoby udzielić ci pierwszej pomocy. - odparłem uśmiechając się kwaśno pod nosem. I nie, nie dlatego, że być może musiałbym się podjąć krępującej dla co poniektórych resuscytacji. - W takich sytuacjach ciężko mi raczej zachować zimną krew. - wyjaśniłem po chwili. Zarejestrowawszy kątem oka zbliżającą się w moją stronę Sketchową dłoń uchyliłem się nieznacznie do boku usiłując przed nią uciec. Potem popatrzyłem na nią podejrzliwie.
- Co robisz? - to samo podejrzliwe spojrzenie uniosłem na twarz chłopaka. Co prawda dłoń już cofnął, ale i tak skontrolowałem kątem oka jej położenie. Zerknąłem też na tę drugą, na jego biodrze tudzież lekko ponad nim. Delikatnie, w zaciekawieniu przymrużyłem oczu. - Opowiesz mi o tym? -
Powrót do góry
 
Go down
Sketch

avatar
#Służby Specjalne
Portrecista Policyjny
362


   
Wto Kwi 12, 2016 4:44 pm
     
- A czemu nie? Jesteś ciekawszym towarzystwem od 90% "kolegów po fachu" - Nie wspominając, że ci wspaniali koledzy też niezbyt garnęli się do bycia miłym towarzystwem. Większość z nich miała już żony i dzieci a jeśli nie, to partnerki z którymi planowali wziąć ślub. Lub partnerów. W każdym razie byli starsi. A starsi mają swoje tematy do rozmów, które są ciekawe tylko i wyłącznie dla nich. Na przykład ostatni mecz piłki, nowa marka piwa bądź syn który zdobył takie i takie osiągnięcie w sporcie. Czasami wywoływało to odruchy wymiotne.
- Być może, w końcu też są ludźmi. - Wzruszył ramionami, kończąc tym samym temat. Przekrzywił głowę bardziej na bok, coby móc zerknąć przed siebie. Dzieciarnia wciąż biegała ze swoimi pupilami. Na szczęście tym razem już żaden czworonóg nie zbliżał się ku ich ławce. Lepiej się upewnić, jeśli chciało się uniknąć nieprzyjemnych skutków. Kolejne słowa Bastiena wywołały rozbawiony uśmiech na ustach portrecisty.
- Racja, to byłoby kłopotliwe. - Pokiwał głową. Nie każdy odnajdywał się w roli bohatera i nie każdy mógł od tak przystąpić do udzielania pierwszej pomocy. Jedni się na niej nie znali a drudzy woleli przyglądać się "wydarzeniu" z bezpiecznej odległości w tłumie pełnym takich zainteresowanych.
- A na co ci to wygląda? - Odpowiedział pytaniem na pytanie, raz jeszcze przenosząc spojrzenie na punkt gdzieś pomiędzy oczami rudego. Rozbawiła go jego reakcja, nie mniej jednak kolejne pytanie starło uśmiech z twarzy. Nie, tego się nie spodziewał. Siedział dłuższą chwilę w milczeniu, najwyraźniej zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Dzieci bywają okrutne. Wystarczy, że jesteś tym jednym odstępem, którego "fajne dzieciaki" nie tolerują. Przyprowadzą swojego dużego "pieska", wydadzą odpowiednie polecenie i śmieją się jak głupi, patrząc na wynik eksperymentu. A wiek jest na tyle upośledzony, że nie zdają sobie sprawy z konsekwencji. Dzieci są też na tyle wrażliwe, by zdrapanie kolana było powodem do długiego płaczu i narzekania na ból. Domyślasz się jak reaguje taki gówniarz na odgryzienie sporej części skóry wraz z mięsem przez agresywnego kundla? - Opowiadając to, dał rudemu spory kredyt zaufania. Nie mógł mieć przecież pewności, jak chłopak wykorzysta tę informację. Zachowa ją dla siebie, rozpowie, bądź przyprowadzi kiedyś psa na spotkanie z portrecistą. Spojrzenie jeszcze przed zaczęciem opowieści ulokował w korze drzewa, utrzymując je w tym miejscu przez cały czas.
Powrót do góry
 
Go down
Bastien Roché

avatar
#Introwertyk
153


   
Wto Kwi 12, 2016 5:41 pm
     
Jestem ciekawszym towarzyszem do rozmów niżeli 90% jego kolegów po fachu? Zmarszczyłem lekko nos, wciąż jednak głęboko tą sytuacją rozbawiony.
- Co ty robisz w policji, Sketch? - zapytałem zadzierając kąciki warg ku górze w płytkim, łagodnym półuśmiechu. Nie znałem go może za dobrze, ale... Na moje zupełnie tam nie pasował. A może to tylko maska? Przykrywka? Podejrzliwości ciąg dalszy... Niepotrzebnie to roztrząsam, przecież on nawet nie był gliną. Szkicował tylko portrety różnorakich bandziorów. Tak. Właśnie. Temat ewentualnej resuscytacji pozostawiłem już bez komentarza skupiając się bardziej na kolejnych słowach chłopaka. Na co mi to wygląda? No właśnie... Nie wiem. W tym sęk! Gdybym wiedział raczej bym nie pytał, racja? Patrzyłem więc na niego tym swoim tępawym spojrzeniem ostatecznie odchrząkując tylko i... odwracając wzrok. Tak, widocznie uznałem, że lepiej będzie jednak pozostawić to pytanie bez odpowiedzi. Na szczęście ciszę ponownie dość szybko przerwał głos Sketcha. Spojrzałem więc znów w jego kierunku wysłuchując z uwagą jego opowieści. Spojrzenie przemknęło po ciele chłopaka zatrzymując się w okolicy jego biodra, za które to tak uparcie się trzymał. Dlaczego korciło mnie by odsunąć jego dłoń, zadrzeć koszulę w górę i obejrzeć bliznę? Bo na pewno tam była jeżeli Sketch mówił prawdę. Zagryzłem delikatnie dolną wargę i westchnąłem krótko wracając spojrzeniem do jego twarzy.
- Musiało boleć. - stwierdziłem wreszcie, trochę bezdusznie. Nie to, że zamierzenie. Nie tak miało to w każdym razie zabrzmieć. - Ile miałeś wtedy lat? - zainteresowałem się po chwili. - W każdym razie... To wiele wyjaśnia. Boisz się wszystkich psów? Dużych, małych? Rozmiar ma jakieś znaczenie? - heheszki, userka musiała przerwać tu dialog z wiadomych powodów. - Albo rasa? Tamten był jakiejś konkretnej rasy? Nie wszystkie psy są agresywne, próbowałeś kiedyś przełamać swój strach? - przeniosłem spojrzenie na biegające po parku psiska. Aż dziw, że Sketch potrafił się w takim miejscu odprężyć na tyle by normalnie prowadzić rozmowę. Tak, właśnie zdałem sobie z tego sprawę. - Pewnie nie czujesz się tutaj swobodnie, co? Możemy zmienić miejsce, jak chcesz. - skąd we mnie tyle empatii?
Powrót do góry
 
Go down
Sketch

avatar
#Służby Specjalne
Portrecista Policyjny
362


   
Wto Kwi 12, 2016 6:14 pm
     
Parsknął śmiechem, rozkładając ręce na boki w geście mówiącym "nie mam pojęcia"
- Denerwuję wszystkich naokoło, czasami robię kompromitujące zdjęcia. To zabawne. - Podsumował. Czasami całe dnie mijały na takich wygłupach. Cóż, nie zawsze telefony pękają w szwach od wezwań. To normalne, że bywają dni w których kompletnie nic się nie dzieje. Wtedy komisariat może odsapnąć, oglądając durne seriale, czytając książki albo zapychając się żarciem. Sketch pomimo całego swojego lenistwa, nudził się w takich momentach. I plułby sobie twarz, gdyby nie wykorzystał okazji na zrobienie zdjęcia gdy jednemu z kolegów wypadł cały farsz z kanapki prosto na mundur. Albo łazić jak cień za przełożonym, zadając coraz to bardziej pozbawione sensu pytania. Autentycznie podziwiał tego człowieka za cierpliwość.
Po skończeniu opowieści zamilkł na dłuższą chwilę, wpatrując się w drzewo jakby zaraz miało ożyć. W końcu jednak westchnął, odsuwając też rękę od blizny.
- Bolało. - Skinął głową, nie pozwalając uciec myślom do tamtego incydentu.
To nie czas na wspominanie.
Wiem, nie musisz mi tego mówić.
Tylko ostrzegam.
Jeleń ułożył łeb na kolanach portrecisty, niczego już nie mówiąc. Opierzone cielsko było swego rodzaju ścianą odgradzającą psy, co w pewnym stopniu zapewniło komfort psychiczny. Nie wspominając już o porożu, które zasłaniało widok. Pytania padające jak seria z karabinu zaskoczyły go do tego stopnia, by zmuszony był odwrócić pytające spojrzenie na rudego.
- 7 lat. Nie ma żadnych wyjątków, nie znoszą psów bez względu na rasę, wiek, czy wielkość. - Sprytnie zamienił "boję się" na "nie znoszę". Jawne przyznanie do strachu nie było czymś, co portrecista uznawał za mądre.
- Wytrzymam, tylko nie wołaj już żadnego. - Gdyby nie Bastien, już dawno byłby daleko poza granicami parku. Został tu tylko po to, by udowodnić sobie, że po upływie tylu lat, może już przebywać w jednym miejscu z psami. Chuja tam. Nie dał rady i dobrze o tym wiedzieć. Wystarczyła byle przybłęda, która była podobnie przestraszona do niego samego.
Powrót do góry
 
Go down
Bastien Roché

avatar
#Introwertyk
153


   
Wto Kwi 12, 2016 7:05 pm
     
- Kompromitujące zdjęcia? Swoich kolegów z pracy? Pozwalają ci na to? - parsknąłem krótko pod nosem. Swoją drogą... Różnorako można zinterpretować słowo 'kompromitujące', ale wolałem się w ten temat nie zagłębiać. Dla bezpieczeństwa własnej psychiki. Nadal mu się jednak przyglądałem zastanawiając się przez chwilę co właściwie siedzi teraz w jego głowie. Przez chwilę wydawał się być odrobinę... Nieobecny. Gapił się nieprzytomnie na drzewo by potem udzielić krótkiej, lakonicznej odpowiedzi na pytanie, które i tak było przecież retoryczne. Oczywiście, że bolało. Wyjątkowo mocno, skoro do dziś ten ból rozpamiętywał. Dziecięca trauma, hę?
- Poważnie? Szczeniaczków też się boisz? - uśmiechnąłem się złośliwie. Może i było to trochę nie na miejscu, ale... nie się jakoś potrafiłem powstrzymać. Przed oczyma przemknęła mi wizja Sketcha uciekającego w popłochu przed ledwie dorastającą mu do kostek, uroczą, puchatą kuleczką. Nawet jeżeli zdawałem sobie sprawę z tego, że wizja ta nie miałaby żadnego pokrycia z rzeczywistością, bo Sketch przecież w takich sytuacjach wcale nie uciekał, a cały drętwiał ze strachu wstrzymując oddech. W sumie to nawet lepiej. Agresywny pies z pewnością będzie gonił cel, który ucieka. Jeżeli zaś ten będzie stał w miejscu - możliwe, że szybko straci nim zainteresowanie. Mimo wszystko i tak wydało mi się to zabawne. Jestem okropny, wiem. Tak czy owak odwróciłem spojrzenie od postaci Sketcha i zadarłszy ramiona na oparcie ławki popatrzyłem gdzieś przed siebie. Robiło się coraz chłodniej, słońce chyliło się powoli ku zachodowi. A szkoda... Taki przyjemny dzień.
- Spokojnie, nie zamierzam... Właściwie to szanuję. - sam też miałem pewną... Fobię. Tak czy owak - nie zamierzałem się nią chwalić. Wyprostowałem nogi krzyżując je w kostkach i odchyliłem głowę do tyłu przymykając przy tym oczu.
- Swoją drogą... Możliwe, że wiem gdzie jest twój szkicownik. - mruknąłem tylko uśmiechając się płytko pod nosem. Tak, oczy wciąż miałem zamknięte.
Powrót do góry
 
Go down
Solaire

avatar
#Introwertyk
262


   
Wto Kwi 12, 2016 8:06 pm
     
Podobno każdy szanujący się psiarz w Vancouver znał to miejsce. Bo nie dość, że okolica faktycznie była piękna, a widoki na Północny Brzeg zapierały dech w piersi - to w dodatku była gdzieś tutaj ulokowana strefa "wolna" dla psów; to znaczy taka, gdzie właściciele swoich czteronożnych pociech mogli zapewnić im odrobiny luksusu i spuścić je ze smyczy. Nie byłem co prawda pewny, czy mogłem zaufać już Śnieżce na tyle, aby dobrowolnie puszczać ją wolno, ale z drugiej strony... co ma się bidula męczyć? Ostatnio nawet poza miastem nie mogła się wyszaleć, bo po lesie spacerowały jakieś podejrzane typki (tak, mam na myśli rodzeństwo Cartierów)...
Mała, puchata kulka wydawała się być zachwycona nowo poznanym miejscem. Pełno tutaj było przeróżnych zapachów (czyt. psich dup do obwąchania); trawy, kiełkującej roślinności i przepięknych rzeźb, które idealnie nadawały się do obsikania! Taki mały raj dla Ziemi... no, a przynajmniej dla psa cierpiącego na szczenięcą nadpobudliwość.
Kiedy dotarłem w odpowiednie miejsce (a przynajmniej tak mi się zdawało), już bez żadnych dalszych, zbędnych rozmyślań nad "stosownością" puszczenia szczeniora w świat szeroki - po prostu ukucnąłem tuż obok swojej towarzyszki i odpiąłem jej smycz. Chwilowo gówniarka siedziała w zupełnym bezruchu, przyglądając mi się tym spojrzeniem al'a "jesteś gupi i naiwny tato, zaraz rozpierdolę tę budę". Well, shit happens.
Powrót do góry
 
Go down
Sketch

avatar
#Służby Specjalne
Portrecista Policyjny
362


   
Wto Kwi 12, 2016 8:18 pm
     
- Nie, nie za bardzo. Ale wiedzą, że żartuję, więc jest całkiem ok. - Żarty kończyły się gdy tylko starsi koledzy grozili wysłaniem do psiarni. Wtedy portrecista cały pokorniał, usuwał zdjęcia i grzecznie siedział na swoim fotelu do końca dnia. Albo dopóki nie był potrzebny. Westchnął krótko, wygodniej układając się na ławce.
Sketch, pilnuj się.
Od tego mam ciebie.
Ty...
Cicho rogaty, bo marchewki nie dostaniesz.
Jeleń fuknął oburzony, szturchając brzuch portrecisty nosem. Ten parsknął tylko śmiechem, przesłaniając twarz dłonią. Bastien zapewne uzna to krótkie rozbawienie za spowodowane swoimi słowami.
- Szczeniaków też. - Odparł, niezrażony uśmiechem rudzielca. Nie czuł też najmniejszej potrzeby zdrabniania słowa. Nie uciekałby przed szczeniakiem. Zwyczajnie by znieruchomiał, gdyby takowy podszedł. Gorzej gdyby wsadzili mu go na kolana.
- Doceniam to. - Odparł, zwracając twarz ku rudemu. Jego kolejne słowa sprawiły, że usta bruneta wykrzywiły się w uśmiechu. Dłoń powędrowała do rudej czupryny, roztrzepując ją na wszystkie strony.
- Ja już chyba też wiem. - Drobna nuta sarkazmu wpłynęła do wypowiedzi. No i masz, zostawił szkicownik w torbie którą im dał, prawda?
Mogę cię już wyśmiać?
Jasne, nie krępuj się.
Po tych słowach do uszu Sketcha dotarł wesoły śmiech jelenia. Świetnie, kobyła go wyśmiała. Znajoma blond czupryna mignęła mu gdzieś niedaleko. Właściwie to stosunkowo blisko. Sięgnął po telefon, wystukując nań szybką wiadomość. Gdy tylko dostał raport doręczenia, odczekał chwilę, następnie podnosząc rękę i machając krótko do delikwenta.
Powrót do góry
 
Go down
Bastien Roché

avatar
#Introwertyk
153


   
Wto Kwi 12, 2016 9:25 pm
     
Rzeczywiście, jego śmiech wcale nie wydał mi się podejrzany. Pomyślałem po prostu, że koleś ma do siebie ogromny dystans skoro potrafi śmiać się z własnych lęków. A przynajmniej tak długo jak długo nie musi się z nimi zmagać. Tak czy owak nie skomentowałem już ani tego tematu, ani w sumie tematu jego dziwacznego hobby cykania współpracownikom kompromitujących fotek. Po prostu się odprężyłem biorąc głęboki wdech i z cichym westchnieniem wypuszczając powietrze ustami. Jakoś tak nagle... Zrobiłem się strasznie senny. Że byłem zmęczony to jedno, ale jak to możliwe, że byłem w stanie odprężyć się do tego stopnia w cudzym towarzystwie? Zwykle byłem ostrożniejszy, Bex byłaby niepocieszona. Dopiero 'atak' Sketcha sprowadził mnie z powrotem na ziemię. Właściwie trochę się zląkłem. Przez chwilę nawet nie bardzo wiedziałem co się właściwie dzieje. W obronnym geście wyciągnąłem łapska przed siebie i odchyliwszy śmiesznie ciało do boku osunąłem się plecami z oparcia. Prawie się gibnąłem na siedzisko ciągnąc za sobą jedną z nóg, ale szczęśliwie w porę złapałem się wyciągniętej ręki Sketcha jednocześnie powstrzymując ją przed wykonywaną właśnie czynnością. Przez chwilę trwałem w tej pozycji z głupawą miną przyklejoną do twarzy aż wreszcie puściłem chłopaka, poprawiłem się na ławce i przeczesałem dłonią poczochrane włosy by jakoś doprowadzić je do ładu. Potem zerknąłem do boku na Sketcha. Wtf, m8?
- Nie jestem pewien czy Bex aby czasem nie rozpaliła nim 'przez omyłkę' w kominku... - zamyśliłem się teatralnie. Nie poświęcałem w tej chwili zbyt wiele czasu eksploracji otoczenia toteż nawet nie zauważyłem pojawienia się w parku Ezekiela niemniej gdy Sketch uniósł rękę i machnął do kogoś mimowolnie uniosłem podbródek i przymrużając lekko oczu popatrzyłem w tamtą stronę. Lynch? Co ciekawe więcej uwagi niż jemu samemu poświęciłem w tej chwili jego czworonożnemu towarzyszowi.
Powrót do góry
 
Go down
Solaire

avatar
#Introwertyk
262


   
Wto Kwi 12, 2016 9:28 pm
     
Byłem naprawdę mile zaskoczony tym, że Śnieżka nie oddaliła się bez mojej zgody. Zadowolony takim stanem rzeczy postanowiłem ją... hm, w jakiś sposób nagrodzić. Otóż na początek wyciągnąłem w jej stronę dłoń i bardzo śmiałym ruchem pacnąłem ją w pupę, a gówniarka - zupełnie jakby czytała w moich myślach - ... przewróciła się na ziemię. Jak spróchniała kłoda. Hehe, taki ze mnie śmieszkowy zaklinacz zwierząt. Już-już chciałem zatopić palce w jej futrze, coby dopieścić ją po tym mięciusim, śnieżnobiałym brzusiu, ale poczuwszy wibracje w kieszeni cofnąłem dłoń.
Zdezorientowana Śnieżka zwróciła parę niebieskich ślipek ku mojej twarzy, wyraźnie domagając się kontynuowania pieszczot. Jednak jako, że uważałem się za bardzo - hehe - odpowiedzialnego i dojrzałego chłopaka, to postanowiłem najpierw sprawdzić komórkę. A nuż Carrie mi coś wysłała, a ona akurat była ostatnią osobą, której chciałbym kazać czekać...
No ale nie.
Jakiś stalker do mnie napisał.
Fak mi.

Bardzo powoli odwróciłem głowę w stronę ławki, na której od razu zauważyłem obecność owego sławetnego stalkera. Sketch. On faktycznie musiał mi założyć pluskwę.. Mimo, że wyraz mojej twarzy sugerował coś zgoła innego niż radość, to w głębi duszy ucieszyłem się na jego widok. Jakoś tak... ten koleś wydawał mi się w porządku. Ech, gdyby tylko nie stronił od alkoholu, to byłby idealnym materiałem na kumpla. Albo coś.
W lekkim popłochu przygarnąłem szczenię do piersi i podniosłem się z kucek, po czym podreptałem do ławki. Dzisiaj wyjątkowo nie miałem swojej kuli, więc moje kalectwo zdradzał jedynie nieco nierówny chód.
-O. Cześć.- Rzuciłem z szerokim bananem na twarzy, dopiero teraz zwracając odpowiednią uwagę na rudego. -Więc to faktycznie dla ciebie były te pozdrowienia?- Zagadnąłem, machinalnie gładząc dłonią łeb Śnieżki, bo się bidulka zaczęła trochę wiercić.
Powrót do góry
 
Go down
Sketch

avatar
#Służby Specjalne
Portrecista Policyjny
362


   
Wto Kwi 12, 2016 9:42 pm
     
Atak na rudą czuprynę był zdecydowanie wart zachodu. Zdziwienie które w jednej sekundzie przyzdobiło twarz Bastienia, wywołało wybuch radości u Sketcha. Taki całkiem szczery, spowodowany po prostu miło spędzanym czasem.
Dawno się nie śmiałeś.
Sam jestem w szoku.
Kto by pomyślał, że dzieciaki z liceum będą miały na ciebie taki dobry wpływ?
Sugerujesz, że jestem stary?
Nienie, baw się dalej!
Krótki, nerwowy śmiech wyrwał się z gardła jelenia, gdy podnosił się z ziemi. Obszedł ławkę dookoła, zatrzymując się za nią, by mieć lepszy wgląd na otoczenie. Zaś chwycony za rękę portrecista pomógł rudemu powrócić do wcześniejszej pozycji, obdarzając go przy tym perlistym uśmiechem. Które jednak zniknął całkiem, na widok białej, wiercącej się kulki w ramionach Ezekiela. Brunet z automatu drgnął ku tyłowi, co wyglądało jakby chciał wejść na ławkę, bądź też za nią, byleby tylko znaleźć się jak najdalej psa. Bastien chciał zobaczyć jak Sketch zareaguje na "uroczego szczeniaczka"? No to miał świetną okazję. Nieświadom swoich czynów, zacisnął lekko palce na nadgarstku rudego, wyrażając tym cały swój dyskomfort a nawet desperację. Plz, bro help.
Powrót do góry
 
Go down
Bastien Roché

avatar
#Introwertyk
153


   
Wto Kwi 12, 2016 10:08 pm
     
Co ciekawe włosy miałem bardzo podatne na dotyk, zupełnie jak gdybym codziennie rano spryskiwał je całą butlą lakieru. Jak je złapałeś i pociągnąłeś - tak na ogół sterczały. Ma to też jednak swoje dobre strony - stosunkowo łatwo przyszło mi je z powrotem przygładzić i przywrócić do pierwotnego stanu. Zaciągnąłem nawet kaptur na głowę co by Sketchowi nie przyszło czasami na myśl robić to podobnie, a następnie uniosłem spojrzenie na zbliżającego się Lyncha. Co ciekawe - dzisiaj nie miał ze sobą kuli. A więc tymczasowa niedyspozycja? Gdy ktoś pozbywał się kuli - na ogół znaczyło to, że stan jego nogi się polepszał i zwyczajnie już jej nie potrzebował. Gdybyśmy byli sam na sam może i bym o to zapytał, ale w tej sytuacji... Cóż, nie chciałem być wścibski. No i nie było to chyba znowu takie istotne? Właściwie nie zwróciłem większej uwagi na to, że Ezekiel zbliża się do nas z psem na rękach. Znaczy... Samego psa widziałem, ale nie wyćwiczyłem w sobie jeszcze odruchu by przy Sketchu wyznaczać się nieco większą czujnością w tym zakresie.
- Aha. - potwierdziłem lekkim skinieniem głowy. - Sketch utrzymuje, że to przypadek. - sierdziłem gnąc nawet wargi w czymś na kształt uśmiechu. Wtedy też poczułem mocny nacisk w okolicy nadgarstka. Obróciłem głowę do boku spoglądając na bladziutką twarz szczerze przerażonego Morningstara. Szczęśliwie tym razem dość szybko połączyłem fakty.
- Lynch, cofnij się. - wydałem krótkie polecenie. - Sketch niezbyt dobrze znosi towarzystwo czworonożnych pupili. - i rzeczywiście nie kłamał w sprawie szczeniąt. Naprawdę nigdy bym nie przypuszczał, że coś tak absolutnie uroczego może przerazić kogoś na śmierć.
Powrót do góry
 
Go down
Solaire

avatar
#Introwertyk
262


   
Wto Kwi 12, 2016 10:28 pm
     
Słysząc odpowiedź Bastiena wykrzywiłem usta w kpiącym uśmiechu. Taa, przypadek...
W międzyczasie dostrzegłem kątem oka, że... ze Sketchem dzieje się coś dziwnego. Automatycznie przeniosłem na niego wzrok, próbując osądzić, czy się ze mnie w tej chwili nabija, czy faktycznie coś go.. przestraszyło? A może to jakiś atak? ... -Wszystko w porządku?..- Zapytałem się przytłumionym głosem, wyraźnie zaniepokojony. -Zapomniałeś wziąć plastry?..- Próbowałem jakoś załagodzić sytuację, choć swoimi słowami najprawdopodobniej ją tylko pogorszyłem. Skąd jednak miałem wiedzieć, że Sketch nie tylko nie lubi alkoholu, ale i boi się PSÓW?!?.. Niech mi się jeszcze przyzna, że dzieci go brzydzą, to chyba zerwę z nim wszelkie kontakty. Hm.. przy okazji może udałoby mi się znaleźć tę cholerną pluskwę.. Nie czas na żarty, debilu. Miejże trochę wyczucia. I empatii. Bo Sketch chyba jednak nie żartował.
Dopiero po chwili dotarło do mnie, że rudzielec kazał mi się wycofać. Ochh, więc pan policjant boi się zwierzaków... Czekaj. Co. -To jest w ogóle możliwe?..- Wybałuszyłem oczy na portrecistę; ale nie chcąc nadwyrężać jego zszarganych nerwów, postawiłem kilka kroków w tył. Albo raczej.. próbowałem to zrobić. Ni stąd ni zowąd, z mojego zmechanizowanego kolana wydobył się przeciągły pisk, a ja, kompletnie zaskoczony tymże faktem, zaliczyłem wywrotkę do tyłu. Kurwa, to było do przewidzenia... bez pomocy laski nigdy nawet nie próbowałem wykonywać takich "akrobacji". Pff, co więcej - mimo upływu tak długiego czasu nadal miałem problemy z chodzeniem do przodu, a co dopiero do tyłu..
Fizycznie nie było to może jakoś specjalnie bolesne przeżycie; natomiast moja duma bardzo, ale to bardzo ucierpiała. "Świetnie. Jeszcze rudzielec rozpowie o tym plotki w szkole i ta banda debili nie da mi spokoju.."
Warknąłem głucho pod nosem, przyciskając do siebie mocniej Śnieżkę, która zdawała się zupełnie nie przejmować moim upadkiem. Jakby to teraz rozegrać... kuźwa, mam nadzieję, że nic mi się nie popsuło w protezie. W takim przypadku byłbym zmuszony oddać ją do serwisu, a to sparaliżowałoby mnie w domu na jakiś.. hm, tydzień. Albo dwa...
-Ojej.- Mruknąłem w końcu, kiedy się trochę uspokoiłem. Tak, tak po prostu, szczerze; bez ironii!
Kill me.
Pls.
Powrót do góry
 
Go down
Sketch

avatar
#Służby Specjalne
Portrecista Policyjny
362


   
Wto Kwi 12, 2016 10:41 pm
     
Gdyby nie ściśnięte na amen gardło, zapewne wyraziłby swoją wdzięczność w słowach. Mimo iż reakcja Bastiena była nieco spóźniona, to ważne, że w ogóle miała miejsce. Dwuolorowe tęczówki wpatrywały się ze strachem w niebieskie odpowiedniki psa, z całych sił starając się by zniknął.
Sketch, to tylko szczeniak. One z reguły są niegroźne.
Zamknij się.
No już już, wybacz. Staram się pomóc.
Postaraj sie inaczej.
Niestety gdy jeleń nie mógł mówić, to był trochę bezradny. Dopiero gdy poroże przesłoniło widok portreciście, był w stanie wziąć głębszy wdech i wcisnąć się bardziej w ławkę. Upadek Ezekiela nieco go rozproszył, choć nie śmiał w żaden sposób tego skomentować. Tak czasami bywa, nic nadzwyczajnego. Odwrócił jedynie twarz, zaciskając powieki, byleby tylko nie widzieć psa.
Udawaj, że go nie ma. Póki nie zacznie szczekać, będzie dobrze. Spokojnie, wszystko jest pod kontrolą.
Łagodny głos rogacza obił się wnętrze czaszki, pomagając się skupić na czymś, co nie było białym czworonogiem. Ten dzień nie był jego. Jeszcze brakowało żeby rozentuzjazmowani psiarze zobaczyli Śnieżkę, zaczeli się nią podniecać i przyleźli tu ze swoimi kundlami. Wtedy Sketch zwyczajnie zszedłby na zawał.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
     
Powrót do góry
 
Go down
 
Park Queen Elizabeth [SW]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 5 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
 Similar topics
-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Elizabeth Bell
» Elizabeth Cook [duch]
» Elizabeth "Effy" Wilde
» Raphael Grant

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: