IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

 :: 

Riverdale City

 :: 

Zachód

 :: 

Parki

Share | 
 

 Park Queen Elizabeth [SW]

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 7, 8, 9, 10, 11  Next
Elisabeth A. Cartier

avatar
#
Szarak
603


   
Sro Maj 11, 2016 12:59 pm
       
Bjarne może i był gburowaty, ale to było nic w porównaniu z ludźmi, z którymi miewała do czynienia tak raz, bądź dwa razy w tygodniu przy większych spotkaniach, na którym towarzyszyła rodzinie. Nie ma większego gnoja niż przywiązany za bardzo do swoich pieniędzy potentat. A niestety tacy właśnie się zdarzali najczęściej. Była jedną z najmłodszych uczestniczek spotkań, a przez to próbowano traktować ją z góry. Nauczyła się, jak można radzić sobie z takimi typami, a zajęcie ignorowania takich wyniosła do rangi eksperta.
Na korzyść Bjarna na pewno przemówiła nie jego czarująca osobowość, a autentyczność. I w miarę uprzejmość, czyli coś, na co zwracała w pierwszej kolejności uwagę. Gdyby chłopak był po prostu chamski, to nie zaprzątałaby sobie nim głowy.
Uniosła w górę jeden z łuków brwiowych, gdy wspomniał o odstawieniu do domu. Już pomijając fakt śmieszności tego stwierdzenia, to ile ona miała lat? 5? 6? Gdyby chciała zostać odstawioną do domu, to po prostu zadzwoniłaby po kierowcę, a nie wracała na pieszo, przeciskając się przez tłumy ludzi zalegających na chodnikach, śpieszących się bez przerwy, biegających i krzyczących… Na samą myśl dostawała okropnej migreny. Nie podjęła jednak tematu, ponieważ i tak wydawało jej się dziwne, że miałby przyjść tutaj tylko po to, żeby odprowadzić ją do domu. Może i był uprzejmy, ale na pewno nie aż tak szlachetny. Z drugiej strony właściwie zaczęła się zastanawiać, czy chłopak w ogóle wie, w czyim konkretnie towarzystwie się znajduje. Nie przypominała sobie jego nazwiska, co akurat nie dziwiło jej wcale, bo pamięci do nich nie miała wcale, ale nie pamiętała również, czy w ogóle je sobie przedstawiali. Ot, taka zagadka się jej trafiła.
Po raz ostatni rzuciła okiem na bar, a konkretnie na okno, w którym widziała brata, po czym ruszyła za Bjarnem dostosowując się do jego tempa kroku.
Na pytanie o sport, parsknęła śmiechem. Spojrzała na niego kątem oka i nagle spoważniała, zmazując ze swojej twarzy ten pół uśmiech, który jeszcze chwilę temu tam igrał.
- Oł, Ty poważnie pytasz – stwierdziła, marszcząc przy tym czoło. Nigdy by nie przypuszczała, że ktoś może zadać jej takie pytanie. I nie dlatego, że mogło wydawać się niegrzeczne, ale dlatego, że słów Tośka i sport nie używano w jednym zdaniu. Jej kondycja znajdowała się na poziomie minusowym. To jej brat miał fioła na tym punkcie i być może dogadałby się na tym polu z Bjarnem. Nie, w sumie nawet to by nie pomogło..
Właściwie to nie lubiła rozmawiać o sobie. Choć może nie była to awersja „nie, bo nie”, ale nie, bo i tak nikogo to nie obchodziło.
- Nie, właściwie jestem całkowitym przeciwieństwem sportu. Astma nie jest przyjacielem wysiłku fizycznego.. Podobnie jak palenie, tylko je da się rzucić. Dlaczego pytasz? Ciekawość, czy sam coś trenujesz? – zapytała, przesuwając w kieszeni płaszcza monetą między palcami. Trzecioklasista do zapuszczonych nie należał, więc należało wnioskować, albo właśnie coś trenuje, albo ma podobnie jak ona taką dobrą przemianę materii, że nie musi się takimi bzdurami przejmować.
- Nie, nie zdenerwował. Nie lubię małych, dusznych pomieszczeń w dodatku pełnych hałasujących ludzi. – odpowiedziała, wzruszając obojętnie ramionami. Zresztą to nawet nie było kłamstwo z jej strony. Z jej klaustrofobią, każde zamknięte pomieszczenie było małe i duszne. Po tonie jej głosu, w którym kryła się niechęć, mógł wnioskować, że poruszanie tematu Evana nie jest czymś, co chciałaby kontynuować. Skręciła w kolejne prawo, robiąc to automatycznie. Sama nie zwracała uwagi na otoczenie, które mijali. Prawdopodobnie mógłby ją wyprowadzić wszędzie, bo i tak by nie wiedziała, dokąd idą.
Przystanęła dopiero w pół kroku, dopiero gdy znaleźli się u celu ich wędrówki. Rozejrzała się dookoła, tak, tutaj na pewno nie będzie tłumów, więc pomimo swojego ponurego wyglądu, to miejsce jej się spodobało. Paradoksalnie.
Podeszła za nim do ławki i chwilę przyglądała się jej krytycznie. Co prawda wytrzymała ciężar chłopaka, ale kto wie, ile udźwignąć tak naprawdę mogła. Nie, Tośka zamiast tego podeszła do huśtawki. Dotknęła ręką grzechoczącego łańcucha, na którym zawieszone było siedzisko. Czy gdyby powiedziała, że pierwszy raz w życiu znalazła się na placu zabaw, to by jej uwierzono?
Usiadła z wahaniem na huśtawce, łapiąc za łańcuchy po obu swoich stronach. Zabujała się na piętach, a potem spojrzała na Bjarna i jego zapaliczkę, która zdaje się, go hipnotyzowała.
- Piroman?
Powrót do góry
 
Go down
Bjarne

avatar
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
238


   
Sob Maj 14, 2016 1:31 pm
       
Bjarne był jeszcze młodym szczylem, który nie myślał tak mocno o pieniądzach, jak starsi od niego ludzie. Oczywiście, to nie świadczyło, że chłopak jest nieinteresowny. Bo niestety był, jednak jego nie interesowały pieniądze, a pozycja jaką dzięki nim mógł zająć. Obecnie posiadał dość butny i arogancki charakter, który zapewne na przestrzeni lat zmieni się o sto osiemdziesiąt stopni. Młodość miała swoje prawa i nimi się rządziła. Nikt nie myśli o konsekwencjach swoich gwałtownych, czasem impulsywnych czynach.
Może nie miała pięciu czy sześciu lat, jednak chłopak również nie należał do cudownych rycerzy wybawiających księżniczki z opresji i przyjście po nią pod bar wiązało się z pewnymi konsekwencjami. W końcu, odbije to sobie jako rekompensatę za zgubienie jej szalika, o który w końcu prędzej czy później sama się upomni.
Czyżby faktycznie miał dobrego nosa, który podpowiadał mu, że dziewczyna należy do grona panienek z dobrego domu? Zapytana o sport parsknęła śmiechem i dopiero teraz zauważył jak bardzo Elisabeth jest zadbaną osobniczką. Równo obcięte i wypilnikowane paznokcie na kształt, który nic mu nie mówił. Modne i zapewne niesamowicie drogie ubrania oraz starannie zaczesane włosy. Czasem jego arogancja przysłaniała mu prawdziwy obraz osoby, z którą pierwszy raz miał styczność. A przecież jego dobra intuicja nigdy się nie myliła.
- Wyglądam na żartownisia? - parsknął trochę nazbyt ironicznie, lecz szybko opanował złośliwy uśmieszek rozdzierający jego wąskie usta. Piegi na policzkach wyglądał jakby się zaświeciły fluorescencyjnym światłem, a potem nagle przygasły wraz z jego uszczypliwością.
- Trenuje różne rzeczy. Najczęściej wspinaczkę. Dużo też biegam. Pytałem o sport, bo sam przygotowuję się do maratonu. Sporo osób prawdopodobnie ze szkoły również będzie chciało wziąć udział, myślałem, że może jesteś jedną z nich. - Wzruszył ramionami, okręcając między palcami zapalniczkę i bawiąc się nią. Nie, nie miał ADHD ani choroby niespokojnych rąk.
Podniósł brew słysząc jej zmianę tonu w głosie, kiedy tylko został poruszony temat jej brata. Z uśmiechem na ustach stwierdził, że musiał uszczypnąć czuły, drażliwy punkt u panny Elisabeth. Gdyby posiadał jakiekolwiek poczucie przyzwoitości przejąłby się, jednak przez brak sumienia rozkoszował się kolejną, zdobytą informacją na temat... no właśnie. Jak ona miała na nazwisko? Czy w ogóle przedstawiali się w pełnej formie?
Zmrużył jedno oko, starając się przebrnąć przez zamazane wspomnienia z ich pierwszego spotkania, jednak średnio cokolwiek z niego pamiętał. A raczej średnio pamiętał samą ich rozmowę, bo to co działo się dużo wcześniej, doskonale zapamiętał. Nos po tamtym wydarzeniu bolał go do tej pory. Mimowolnie sięgnął palcami do grzbietu i pomasował się po nim nieco zamyślony. Dopiero głos dziewczyny na nowo sprowadził go na ziemię, przez co zorientował się, że nie ma jej obok. Wzrokiem powędrował na starą, jęcząca pod jej ciężarem huśtawkę, która gruchnęła wprawiona w ruch. Zauważył minimalne zawahanie dziewczyny, jednak nie przypuszczał i raczej nie domyślał się, czym było ono wywołane. Raczej wyglądało mu na ocenę stanu i wytrzymałości zabawki dla dzieci.
- Nic mi nie wiadomo o podobnych skłonnościach - odparł, przyglądając się jej. Siadł wyżej, na oparcie ławki, korcąc go do zapalenia kolejnego papierosa. W myślał utworzył dla siebie listę przeciw oraz przemowy, która miała go zniechęcić na samym wstępie.
Powrót do góry
 
Go down
Elisabeth A. Cartier

avatar
#
Szarak
603


   
Wto Maj 17, 2016 12:37 pm
       
Właściwie to zdążyła już ze trzy razy zapomnieć o tamtym szaliku. Jakoś nie przywiązywała zbyt dużej wagi do swoich ubrań, bardziej chodziło o sama zasadę grzeczności. Skoro coś zostało pożyczone i zniszczone, to najzwyklejsze „przepraszam” nie było chyba czymś, czego wymagać, być nie mogła. Gdyby na miejscu Tośki znajdowała się jej matka, zakładając, że jakimś cudem przechodziłaby przez park i zakładając, że w ogóle spojrzałaby tamtego wieczora na pobitego chłopaka i mu pomogła, to teraz za zniszczenie szalika zrobiłaby awanturę na połowę Vancouver i nie odpuściłaby zbyt łatwo. Sytuacja pewnie wyglądałaby podobnie, gdyby pani Cartier dowiedziała się, w jakim towarzystwie znalazła się jej córka. Tylko że najpierw musiałaby porzucić swoje zagraniczne podróże. Gdzie oni właściwie obecnie z ojcem byli? Paryż? Czy może to już Tokio było? Właściwie nie pamiętała za dobrze, od pewnego czasu nie zwracała na to większej uwagi. Tak mniej więcej odkąd skończyła dziesięć lat. W każdym razie, wracając do tu i teraz, ponieważ zdaje się, odleciało jej się myślami hen, hen daleko, spojrzała na chłopaka, mrugając trzykrotnie powiekami.
- Z czystej grzeczności nie powiem, na kogo wyglądasz – mruknęła, nie mogąc się powstrzymać przed tym kąśliwym komentarzem. Może i należała do panienek z dobrego domu, ale charakterek również miała. I o ile na chwile obecną Bjarne ją bardziej, serwowała mu jedynie drobną szczyptę złośliwości w rewanżu za jego zachowanie.
- Nie wiem, jak fachowo się to nazywa, ale wspinasz się po ściankach, czy może w terenie? – zapytała i choć siedziała sztywno na huśtawce, to oparła policzek na łańcuchu. Kątem oka spojrzała na czubki swoich butów, a potem zakołysała się na nich przy akompaniamencie zgrzytu nienaoliwionych śrub. Dźwięk prawie jak z horroru.
Spojrzała w górę na belkę nad głową, zastanawiając się, czy za chwilę nie spadnie jej na łeb, albo czy zardzewiały łańcuch zaraz się nie zerwie. Byłoby przykro, gdyby musiała zbierać się z ziemi..
- Biegasz i palisz? – Jeden z jej łuków brwiowych uniósł się ku górze w geście lekkiego niedowierzania i sceptycyzmu. Nie chciała mówić na głos, że w związku z tym jego szanse w maratonie są dość.. marne. A przynajmniej ona sama pierwszego miejsca mu nie wróżyła. Nie była to jednak jej sprawa, więc nawet nie robiła wykładów z serii „palenie szkodzi, zabija, bla, bla, bla, jest niezdrowe”. Chciał się truć? Jego problem.
Gdy miała pewność, że huśtawka raczej nie łupnie wraz z nią na ziemię, odepchnęła się lekko i uniosła nogi w górę. Bujanie trwało aż kilka sekund! Życie na krawędzi..
- Tak więc tylko lubisz bawić się zapalniczką – wskazała palcem wskazującym na trzymany przez niego przedmiot, a potem kiwnęła głową. Tak to miało sens.
Powrót do góry
 
Go down
Bjarne

avatar
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
238


   
Czw Maj 19, 2016 8:57 pm
       
Nie znał jej matki i nie miał zielonego pojęcia jaki ma ta kobieta temperament, ale jedno było pewne – mogła być nawet Królową Elżbietą, a on i tak nie zmieniłby sposobu postępowania. Bjarne był niereformowalnym typem, który miał w poważaniu czyjeś pretensje i zażalenia. Zawsze można było zostawić podanie do rozpatrzenia. Świat należał do niego, a ludzie stający na jego drodze albo się temu podporządkowali, albo znikali równie szybko co się pojawiali.
- Chętnie usłyszę. Aż jestem ciekaw, co panienka o mnie sądzi – powiedział, spoglądając na nią spod długich gęstych rzęs, które były ciekawym zjawiskiem u nastoletniego, buntowniczego chłopaka. Zresztą, gdyby mu się bardziej przyjrzeć, posiadał wiele cech nie pasujących do mężczyzny. Łagodne miękkie rysy, najwidoczniej odziedziczone po matce. Długie czarne niczym smoła rzęsy, ukrywające za swoją kurtyną stalowe wręcz zimne oczy. No i nie był zbyt wysokim osobnikiem. Dziewczyna dorównywała mu wzrostem, jednak nie miał kompleksów z tego tytułu.
- Najczęściej wspinam się po sztucznych ścianach wspinaczkowych trenując. Jak mam okazję wyjeżdżam poza miasto i wspinam się na ścianki skalne. Czasem nawet dla większej adrenaliny lubię buldering, czyli wspinanie się na niewielkie skałki bez żadnej asekuracji. Zależy jedynie od własnych umiejętności oraz pewności. - No i po cholerę go pytała, teraz pewnie usta mu się nie zamkną, kiedy w grę wchodził sport, a już na pewno jeśli chodziło o jego życiową pasję.
Spojrzał na wprawioną w ruch huśtawkę wróżąc, że spokojnie wytrzyma pod niewielkim ciężarem Elisabeth. Nie wyglądała na ciężką.
- Biegam i czasem palę. Sporadycznie. To różnica. – mruknął pod nosem, wiedząc, że ona i tak tego nie zrozumie. Zresztą, sam tego nie rozumiał. Coraz częściej sięgał po papierosy, czyżby zaczynał się uzależniać od nikotyny? To zabawne. Nigdy nie posiadał żadnego nałogu, nic nie zawładnęło nim na tyle, aby nie potrafił bez tego funkcjonować. Najwidoczniej wszystko trwało do czasu.
- Cóż za spostrzegawczość – zironizował. Ale szybko urwał, chwilę milcząc i nad czymś się zastanawiając. Wpatrywał się w dziewczynę szarymi oczami i chłonął wzrokiem jej sylwetkę na tle ciemnego nieba i zaniedbanych urządzeń do zabawy dla dzieci. Uświadomił sobie, że od kawałka czasu nie spotykał się z żadną dziewczyną. Już nawet nie pamiętał jak się normalnie rozmawia bez żadnego warczenia i skakania sobie do gardeł. Może dlatego urwał w połowie zdania, nie zważając na nietakt.
Powrót do góry
 
Go down
Elisabeth A. Cartier

avatar
#
Szarak
603


   
Pią Maj 20, 2016 1:28 pm
       
Królową Elżbietą? Seeerio?
Zamiast jednak opowiedzieć mu, co faktycznie o nim sądzi, a prawdę powiedziawszy, wyrobionego zdania o jego osobie jeszcze za bardzo nie miała, to jedynie uśmiechnęła się półgębkiem, spoglądając na Bjarnego zupełnie niewinnie.
- Nie wątpię, ale nie zamierzam przykładać ręki do budowania Twojego ego - powiedziała, raczej unikając odpowiedzi, niż jej udzielając. Gburowaty, arogancki - to były główne cechy, które wysnuwały się na pierwszy plan. Wredny. Oh, z całą pewnością. Złośliwość wręcz ociekała w niektórych jego wypowiedziach. Ale miał również dobre strony. Sam fakt, że jednak przyszedł pod bar miał znaczenie. Podejrzewała, że chłopak wiele rzeczy może udawać. Jak wszyscy, więc jej to nie dziwiło. Było również na czym oko zawiesić, a jej dusza artystki potrafiła docenić piękne. I, mimo że chłopak miał łagodne rysy twarzy, to wcale nie czyniło to z niego kogoś mniej atrakcyjnego. Nawet z piegami było mu do twarzy, a właściwie były najbardziej intrygujące w całości jego lica. Takie plamki, które większość doprowadziłyby do szewskiej pasji, jemu zdawały się nie przeszkadzać.
Słuchała go przez cały czas, a może tylko udawała. Jeśli tak było, to robiła to znakomicie, nauczona wieloletnim doświadczeniem. Co prawda nie potakiwała bezmyślnie ani nie uśmiechała się, więc można było odnieść wrażenie, że jednak myślami odleciała. Nie przeszkadzało jej, że chłopak tyle gadał. Wręcz przeciwnie, cieszyła się, że to nie ona musi to robić.
- Masz jakieś ulubione miejsca? Tu w okolicy, czy może jakiś dalsze wypady? Albo miejsce, na które chciałbyś się koniecznie wspiąć? Podobnie jak z maratonem. - O, a może jednak słuchała. A gdy skończył, podsunęła kolejne pytania, na które mógł się rozwodzić godzinami. Kiedy chciała, potrafiła się zachować należycie w czyimś towarzystwie.
- Doprawdy? Na czole masz wypisaną chęć sięgnięcia po papierosa.. - Uniosła w górę jeden z łuków brwiowych, a na jej usta wpełzł złośliwy uśmieszek. Pewien dreszczyk emocji przebiegł jej po kręgosłupie, jak zawsze, gdy w grę wchodziło wyzwanie.
- Idę o zakład, że nie wytrzymasz do końca tego spotkania bez sięgnięcia po papierosa. - Wzruszyła niedbale ramionami, jednym z nich trącając łańcuch huśtawki.
Mogło się to wydawać komiczne, ale wciąż bujała się jedynie na piętach, nawet jeśli korciło ją spróbowanie czegoś więcej, to najzwyczajniej w świecie się przed tym powstrzymywała. Nie potrafiła siedzieć rozluźniona, plecy przez cały czas miała wyprostowane, a nogi skrzyżowane w łydkach. Ironię na temat swojej spostrzegawczości zignorowała. Nie widziała potrzebny wdawania się tutaj w dyskusję. Była spostrzegawcza i to nie ulegało wątpliwościom.
Powrót do góry
 
Go down
Bjarne

avatar
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
238


   
Nie Maj 22, 2016 12:48 pm
       
Budowanie ega? Ha. Dobre sobie, można było jeszcze bardziej? Im więcej nie pochlebstw tym lepiej, co zapewne zrozumiała Elisabeth.  Najwidoczniej należała do ulubionej grupy Bjarne'go – inteligentnych dziewczyn. Szczerze mówiąc, takie podobały mu się najbardziej. Z temperamentem i niezwykłą inteligencją. A dlaczego? Gdyż trudno z takimi się nudzić.
- Ho ho, odważne słowa – parsknął rozbawiony.
No najwidoczniej go słuchała, gdyż nawet sam chłopak z niemałym zaskoczeniem przyjął jej kolejne pytanie. Sądził, że jej nie ma postawa ma oznaczać, że dawno wyłączyła się z ich małej konwersacji na rzecz bujania na huśtawce. A tu jednak taka przyjemna niespodzianka. Kto by pomyślał i spodziewał się po niej.  
- Jest parę miejsc, w które lubię się wybierać i wspinać. Ale może chciałbym tak zaliczyć Portland w Anglii. Podobno jest to mekka dla wspinaczy. Hm – zamyślił się na chwilę, jakby zastanawiał się jakie może miejsca wymienić. - Albo Calanques. Nadmorski klimat, niesamowite widoki na morze. Pewnie musi być tam niesamowicie. Chciałbym to przeżyć i zobaczyć – potaknął, myślami odlatując do samolotów i ostatecznie do autobusu, który z Marsylii zawiózłby go do celu. Ile by dał, aby wyrwać się z Kandy i zobaczyć pół świata. Zazdrościł ludziom, którzy bez żadnych ograniczeń podróżowali, doświadczali i czuli.  Urodził się w Norwegii i również tę okolicę pragnął zobaczyć. Fiordy, morze i zorze polarną. Na samą myśl przebiegł go dreszcz podniecenia oraz ekscytacji miejscem, w którym był osiemnaście lat temu i do którego nie miał okazji jeszcze wrócić.
- Mam na czole wypisane? - Pokręcił głową. Czyżby faktycznie chęć sięgnięcia po papierosa była widoczna dla postronnych, wręcz obcych mu ludzi? Może za bardzo przywiązał się do paczki fajek.
- Chcesz się założyć? - To zrobiło się ciekawie! Dziewczyna chyba nie miała zielonego pojęcia, że rozmawia z hazardzistą. Bjarne uwielbiał rozwalać każdego w karty, jednak adrenalina towarzysząca przy durnych zakładach również była niczego sobie. Z uśmiechem na ustach dawno podjął rzucone wyzwanie. Wstał, a raczej zeskoczył z ławki, zbliżając się wolnym krokiem w stronę siedzącej na huśtawce Elisbaeth. Siadł na drugiej, wolnej zabawce, kołysząc się lekko w przód i w tył, kontrolując to za pomocą przytwierdzonych stóp do ziemi.
- Okej. Załóżmy się, Elis – potaknął pewny wygranej. W końcu uważał, że papierosy nie mają wielkiego wpływu na jego życie. Mógł je rzucić kiedy miał ochotę i również palić. - Do końca spotkania, tak? A co jeśli przegram? Co wtedy? - zapytał, gdyż ważniejsza od zakładu była stawka o jaką się grało.
Powrót do góry
 
Go down
Elisabeth A. Cartier

avatar
#
Szarak
603


   
Pon Maj 23, 2016 4:36 pm
       
Można powiedzieć, że nawet cieszyła się, że go rozbawiła. Uniosła obie ręce do góry i wzruszyła ramionami, jakby chciała powiedzieć "no cóż ja ci poradzę". Zazwyczaj od razu mówiła, to co myślała, chyba że potrzebowała większej ilości czasu nad zastanowieniem się. Wtedy milczała i tematu nie poruszała. W tym wypadku nie było się nad czym zastanawiać. Bjarne po prostu wyglądał na kogoś, komu przytyki służą za komplementy. Ta jego niezbita pewność siebie była tego najlepszym przykładem.
- Anglia, Francja. Czyli ciągnie Cię ogólnie rzecz biorąc do europejskich terenów.. - mruknęła, zamyślona przypominając sobie czyste wody Morza Śródziemnego. I choć sama spędzała czas albo na jachcie, albo na wylegiwaniu się na plaży, to widoki naprawdę były niesamowite. Uśmiechnęła się pod nosem i zerknęła nawet kątem oka na niebo. Daleko jednak było do wysokich temperatur i lata, choć z dnia na dzień bywało coraz cieplej.
- Co Cię wstrzymuje przed wyruszeniem? Niedługo wakacje, wybierasz się, w któreś z tych miejsc? - zapytała, odrywając spojrzenie od horyzontu, a przenosząc je na siedzącego na ławce chłopaka. Nie wydawał jej się również typem, który przejmował się zbytnio szkołą, choć akurat w tym zakresie mogła się przecież mylić. Mogło również chodzić o kwestie finansowe, ale Tośka, jak to Tośka. Czasami zapominała, że nie wszyscy ludzie mają tyle samo pieniędzy na koncie, co jej rodzina. I prywatny odrzutowiec. Wszyscy powinni je mieć - tak byłoby przecież prościej.
Mam na czole wypisane?
Pokiwała głową z całkowitą pewnością siebie. Miał to wypisane drukowanymi literami na środku czoła. Albo blefowała! Jeśli tak, to trafiła najwidoczniej idealnie, a to sprawiło, że poczuła wewnętrzny trumf, którego jednak zarówno światu, jak i chłopakowi nie ukazała.
Oczywiście, że chciała się założyć. Jeśli trafiało jej się takie wyzwanie najczęściej, a właściwie zawsze je podejmowała. Zwłaszcza wtedy, gdy była pewna własnego zwycięstwa. Fiołkowe tęczówki powiodły za Bjarnem, gdy zeskoczył z ławki i podszedł do huśtawki. Ale, czy to aby było bezpieczne? Jej ciężar, to było widać nic, ale ciężar ich dwojga? Na szczęście zabawka wytrzymała, jeszcze. Piszczała przeraźliwie, ale wytrzymywała.
- Hmm.. - Miała taki trik, że gdy zaczynała się nad czymś zastanawiać, to przygryzała od wewnątrz policzek, co właśnie uczyniła w tej chwili. Co takiego mogłaby dostać, gdy Bjarne już przegra. Nagle parsknęła śmiechem, gdy do głowy wpadł jej całkiem idiotyczny, ale za to śmieszny pomysł.
- Obejrzysz ze mną "Lilo i Sticha" - zawyrokowała, spoglądając na trzecioklasistę, zainteresowana jego reakcją. Wątpiła, żeby się wycofał, ale była ciekawa, czy chociaż się skrzywi.
Powrót do góry
 
Go down
Bjarne

avatar
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
238


   
Wto Maj 24, 2016 2:23 pm
       
Cenił sobie ludzi szczerych i nie bojących się powiedzieć mu bolesnej prawdy prosto w oczy. Sam był osobą o mało taktowym usposobieniu przez co jego szczerość odbierana była jako arogancja i pyszałkowatość. Nie mógł kompletnie nic poradzić na fakt bycia dupkiem. We własnej skórze było mu niezwykle wygodnie i przyjemnie, nie chcąc zmieniać się według czyiś oczekiwań. Chociażby swojego ojca, który z chorą satysfakcja spoglądał na musztrowanie własnego pierworodnego. W końcu zerwał się ze smyczy, tak samo jak zerwały się kontakty z rodziną. Czarna owca. Zakała.
- Na początek. Muszę skądś wziąć kasę na dalsze wyprawy. - Wzruszył ramionami, spoglądając na dziewczynę. Nie oceniał zazwyczaj ludzi po wyglądzie, jednak spoglądając na nią od razu czuło się emanującą fortunę na koncie bankowym. Markowe, drogie ubrania i nienaganne maniery były zapomnianą walutą w dzisiejszych czasach wśród młodzieży.
- Wakacje. Tak. We wakacje pracuje - odparł zgodnie z prawdą. Spłacał swoje i nieswoje długi, które pozaciągali u osoby, od której powinien trzymać się z daleka. Tamtego wieczora kiedy Elisabeth mu pomogła również przyczynił się do paru głupot, za które teraz gorzko płacił.
Bjarne nie miał zielonego pojęcia, że chęć sięgnięcia po papierosa okaże się taka trudna już po trzydziestu sekundach zakładu. Z trudem powstrzymywał się od wyciągnięcia kolejnego zabójczego uzależnienia. Bawił się nadal zapalniczką, bujając się na huśtawce i sprawdzając reakcje na twarzy dziewczyny. W końcu nie dało się nie zauważyć, jak dyskretnie spogląda w górę i ocenia stan wytrzymałości przeżytku ubiegłego sezonu. Teraz, kiedy oboje siedzieli na zabawce przeznaczonej dla dzieciaków zrobiło się bardziej niebezpiecznie. Stelaż jęczał żałośnie przy każdym ruchu chłopaka. Z uśmiechem na ustach, droczył się z nią, zastanawiając się nad rzuconą propozycją. Oglądanie jakiejś bajeczki? Mogło być znacznie gorzej. Z poważną miną obserwował ją, doskonale wyczuwając jej oczekiwania. Z trudem powstrzymał parsknięcie śmiechem, odbił się od ziemi wprawiając w ruch huśtawkę. Złapał dłońmi za łańcuchy po obu jego stronach i bujał się coraz mocniej.
- Okej - rzucił nieco głośnie, aby usłyszała go dobrze. - Ale jeśli przegrasz, będziesz musiała przez dzień nosić obrzydliwy, babciny sweter. - Ta wizja była piękna. Już widział jak elegancka i zawsze z najmodniejszymi trendami mody, nienaganna panienka ubiera brzydki sweter w prążki bądź z jakimś haftowanym rosyjskim dywanem. Durny uśmiech sam cisnął się na jasne, wąskie wargi, a wyobraźnia odpłynęła nieco dalej. Oczywiście, nie chciał oglądać durnego filmu animowanego, jednak porażki nie przewidywał i nie czuł zagrożenia. Do czasu.
Gdyż im dłużej siedzieli i im dużej rozmawiali chęć była większa. Dopiero wtedy, w tamtym momencie uświadomił sobie, jak bardzo papierosy zawładnęły jego życiem. Szybko wymienił do zabawy zapalniczkę na paczkę papierosów. Nawet nie pamiętał kiedy.
Powrót do góry
 
Go down
Elisabeth A. Cartier

avatar
#
Szarak
603


   
Sro Maj 25, 2016 1:44 am
       
Czyli jednak chodziło o pieniądze. Niby się tego domyślała i gdy Bjarne o tym wspomniał, to pokiwała w zamyśleniu głową. Praca, zarabianie - to wciąż były dla niej pojęcia bardzo abstrakcyjne. Prawdopodobnie nigdy nie będzie musiała przejmować się tak trywialną rzeczą, jak zasobność konta. Aczkolwiek można powiedzieć, że pracowała. Przyuczanie się do zarządzania dużą, rodzinną firmą, to również nie była gratka. Nawet jeśli miała oparcie w postaci brata. I rodziców, którzy do grobu się jeszcze nie kładli. Chociaż pod tym względem byli naprawdę dobrzy. Ich pracoholizm okazał się przydatny w pewien sposób.
Przesunęła ręką po łańcuchu, opierając skroń na splatających się ogniwach.
- Wspomniałeś o dalszych wyprawach. Jakie miejsca już zwiedziłeś? - zapytała, wciąż podtrzymując temat. Ostatnimi czasy trenowała tę jakże ciężką sztukę, jaką była rozmowa, a nie jedynie zawodowe ignorowanie drugiej osoby. Wychodziło jej chyba całkiem nieźle, zważywszy na efekty. Guwernantka Tośki byłaby z niej niesłychanie zadowolona, gdyby dane jej było spostrzec, jak jej podopieczna stosuje się do rad nauczycieli. W gruncie rzeczy ta dziewczyna umiała więcej, niż pokazywała, stosując wymagane minimum. Ona po prostu była wredna i nie miała poczucia, że powinna rozmawiać z kimkolwiek więcej oprócz brata.
- Masz już jakieś zajęcie na oku? - spojrzała na chłopaka, obracając się huśtawką w jego kierunku. Łańcuch zazgrzytał i skrzyżował się nad jej głową, co skwitowała nieznacznym grymasem. To już chyba wolała nie kombinować z zabawką i usiadła na niej prosto.
Gdy natomiast chłopak zaczął się huśtać coraz mocniej, odczuła to pod postacią krótkich szarpnięć. Bez słowa bądź cienia emocji na twarzy, podniosła się i przeszła kawałek dalej. Ławka, którą pozostawił Bjarne w obecnej sytuacji wydawała jej się dobrym rozwiązaniem. Zamiast jednak na niej usiąść, to postawiła na niej jedynie torbę. Sama zaczęła spacerować po placu zabaw, przyglądając się różnym sprzętom, jakby były co najmniej z innej plany. Skrzyżowała ramiona na piersi, od czasu do czasu kątem oka spoglądając na trzecioklasistę.
- Zgoda - odparła, przystając na jego warunki. Po pierwsze nie wątpiła w swoją wygraną, po drugie nie miała babcinego swetra, a po trzecie, nawet gdyby jakiś znalazł, to i tak prezentowałaby się w nim nieźle. Problem z obrzydliwymi ubraniami był taki, że były na tyle obrzydliwe jak bardzo samemu noszącemu przeszkadzały. Jeśli ktoś był tak pewny siebie, jak Tośka, to mógł nosić wszystko, choćby worek po ziemniakach i uznano by to za coś normalnego.
Gdy kolejny raz spojrzała na chłopaka, okazało się, że trzyma paczkę papierosów. Poszło szybciej, niż nawet ona sama zakładała. Ukryła uśmiech pełen złośliwej satysfakcji, odwracając głowę w bok. Podeszła do czegoś, co przypominało jej małą karuzelę. Przejechała palcem po metalowym uchwycie. Szybko jednak straciła nią zainteresowanie, podeszła więc do ważki i usiadła na jej środku, utrzymując belkę równo w poziomie.
Powrót do góry
 
Go down
Bjarne

avatar
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
238


   
Nie Maj 29, 2016 11:32 am
       
Chłopak od najmłodszych lat musiał zarabiać własne pieniądze. Rodzice nigdy nie dawali mu na jego dziecięce przyjemności, które okazywały się chłopięcymi zabawkami i komiksami. Od małego biegał z psami na spacery, roznosił sąsiadom pocztę czy kosił trawniki ludziom z okolicy. Nauczył się ciężkiej pracy oraz wartości pieniądza, co wyszło mu na dobre. Szybko stał się niezależny, nie mając poczucia, że własne osiągnięcia zawdzięcza jedynie poprzez wsparcie rodziców. A zapewne z biegiem czasu jego ojciec wypomniałby mu każdego dolara.
- Obecnie zdążyłem zwiedzić El Chorro w Hiszpani. Trochę przez to zawaliłem szkołę, bo była wyprzedaż biletów wówczas, więc miałem okazję za pół ceny jechać i ...pojechałem. - Wzruszył ramionami. Widocznie z opuszczenia zajęć nie było wielkiego tytułu strat. Musiał najwidoczniej nadrobić zaległości, gdyż nadal uczęszczał całkiem regularnie do placówki.
Bjarne podobnie do Elisabeth nie był typem aktywnego rozmówcy. Zazwyczaj coś odburczał bądź kompletnie ignorował, a jednak dziewczyna odnalazła jakąkolwiek nić porozumienia, ciągnąc go za język. Rzadko kiedy ktoś potrafił wyłapać jego fascynację wspinaczką i brnąć w tym kierunku do czasu aż sam nie zacznie podtrzymywać rozmowy.
- Pracuję w barze Saturday – powiedział uśmiechając się nikle. Tak pracował w tej spelunie, z której niedawno odbierał Elisabeth. Przypadek? Nie sądzę. Po co było o tym od razu wspominać? Nikogo to nie interesowało, aż do teraz. W końcu jutro jak pójdzie do pracy, to będzie wiedział nawet co pili. W tamtej dziurze nic nie umknie bystrym barmanom i spostrzegawczym kelnerkom.
Kiedy wstała z huśtawki parsknął śmiechem. Nie wierzył w to co widział. Obserwował ją z bezpiecznej odległości, wiedząc, że ich znajomość będzie ciągłą ucieczką Elisabeth przed tym co normalne. W końcu, kto by się przejmował tym, że huśtawka może nie wytrzymać? Nikt. Przynajmniej nikt, kto choć kilka raz w swoim życiu korzystał z takiego urządzenia.
- A ty? Czym się zajmujesz, panienko? - zapytał. - I skąd przybywasz? Bo wiem już, że przeniosłaś się do szkoły, czemu? - Ależ się zrobił rozmowny. Może chciał odwrócić swoją uwagę od faktu, że przestał się huśtać, a papieros niebezpiecznie znalazł się w jego palcach. Zgiął go w pół lekko zirytowany faktem, że znowu nie potrafił się powstrzymać. Dopiero w tamtym momencie zdał sobie sprawę, że może przegrać i będzie oglądać durną bajeczkę o jakimś potworku, i jego hawajskiej koleżance.
Hm, czy było to realne zagrożenie? Niee. Gdyż Bjarne panował nad nałogiem, a całe to przedstawienie było dla Elisabeth, bo może chciał się z nią jeszcze raz spotkać, a zakład był dobrym pretekstem? Siedział długi czas, nie odczuwając potrzeby zapalenie, dopiero z momentem, z którym uznał, że czas ją odprowadzać do domu sięgnął po papierosa. Zapalił go.
- Wiem, wiem przegrałem – powiedział, schodząc z huśtawki. - Zbieramy się. Odprowadzę cię – zakomunikował.
Powrót do góry
 
Go down
Elisabeth A. Cartier

avatar
#
Szarak
603


   
Pią Cze 03, 2016 10:49 pm
       
Hiszpania. Z jakiegoś powodu było to jedno z nielicznych miejsc, którego niedane było jej zobaczyć. Nie miała duszy podróżnika, raczej wolała swoje statyczne życie w czterech kątach własnego pokoju, czasami jednak znajdowały się perełki, które faktycznie chciałaby kiedyś odwiedzić. Dlaczego by więc nie Hiszpania? Może namówi Evana i sami wybiorą się tam w wakacje. Oczywiście, już kilka sekund później zmieniła zdanie i porzuciła ten pomysł. Z wielu przyczyn.
- Było warto? - zapytała jeszcze odnośnie do samego wyjazdu i zawalenia przez to lekcji. Właściwie nawet nie wiedziała, że chodzi razem z Bjarnem do jednej klasy. Nie miała pamięci do nazwisk i jakoś nieszczególnie przysłuchiwała się wyczytywanej liście obecności. Zresztą, wciąż nie znała samego nazwiska chłopaka.
- Zaraz.. Przecież to ten bar, w którym byłam wcześniej - mówiąc to, zmrużyła podejrzliwie oczęta. Zmierzyła trzecioklasistę wzrokiem od stóp do głów. Właściwie, to tak, mógł tam pracować z powodzeniem. Co prawda, dla niej miejsce było to poniżej jej standardów, ale chłopak idealnie się tam wpasowywał. Wyglądał na takiego, co to w podobnych miejscach odnajdzie się znakomicie. Podobnie jak ciężko było sobie wyobrazić Elisabeth w barze, tak z równym trudem przychodziło jej wyobrażenie sobie Bjarnego w jakiejś jednej z wielu restauracji, do których często się wybierała.
Gdy parsknął, przystanęła i obróciła za siebie jedynie głowę. Spojrzenie fiołkowych oczu utkwiło w chłopaku, czekała, czy nastąpi coś więcej. Może kąśliwy komentarz albo ironiczna uwaga. Na szczęście dla niego, nie doczekała się. Gdyby jednak Bjarne zdecydował się jednak zacząć z niej żartować i pewnie wygrałby jeszcze zakład, aczkolwiek nigdy nie przekonałby się, czy założyła na siebie babciny sweter.
- Niczym szczególnym, poza uczeniem się w Riverdale. - Nie było to kłamstwo, ale całościowa prawda również nie. Był to pewien kompromis pomiędzy jednym i drugim, ponieważ nie czuła potrzeby informowania chłopaka o swoich udziałach w firmie Cartier i projektowaniem biżuterii. Poza tym faktycznie nie zajmowała się niczym szczególnym i wartym uwagi.
- Mieszkałam cały czas w Vancouver. Po prostu mieliśmy z bratem indywidualny tryb nauczania, przynajmniej do czasu, aż rodzice nie doszli do wniosku, że odrobina integracji z ludźmi w naszym wieku, to dobry pomysł. - To był jeden z ich najgorszych pomysłów.
Przechyliła jedną część ważki bardziej w lewą stronę, naciskając lewą ręką na metalowe ramię zabawki. Niby nic, a w jakiś niewytłumaczalny sposób, wydawała się tym pochłonięta. Dopiero gdy wracała do pozycji wyjściowej, dostrzegła papierosa w dłoni chłopaka. Powstrzymała, uniesie się kącików ust ku górze. Nie miał znaczenia powód, a fakt, że wygra. Zawsze wygrywała. Zawsze dostawała, to czego chciała.
- Idziemy do Ciebie. Chyba że wolisz oglądać bajkę ze mną i moim bratem, wtedy zapraszam. - Wredne Tośki, ale wiedziała, że inaczej się nie da, a tłumaczenie mu, dlaczego pójście do niej jest złym pomysłem, byłoby zbyt męczące.
Podniosła się z zabawki i otrzepała spodnie z osiadłego na nich brudu. Trochę nawet tyłek jej zmarzł od siedzenia na zimnym metalu. Nie przemyślała tego.
Powrót do góry
 
Go down
Bjarne

avatar
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
238


   
Pon Cze 06, 2016 1:46 pm
       
Czy było warto? Ona chyba żartowała. Oczywiście, że było warto! Kurde, uczucie triumfu i pokonania ustawionej przez siebie poprzeczki była boska. Dziewczyna widocznie należała do grona osób, którzy wyjeżdżając za granicę pomieszkują w hotelach i moczą tyłki przy basenach bądź morzu. Bjarne był typem, który maksymalnie korzystał z wyjazdu. Całymi dniami, niczym kot, chadzał własnymi ścieżkami i poznawał okolice. Skakał ze skał do wody, wspinał się po nich, jadł na małych straganikach, w których przygotowano lokalne dania na wynos. Doświadczał każdej wycieczki całym sobą. Wchodził do zamkniętej społeczności i na pewien czas był jednym z nich.  Czy w takim razie, zawalenie dwóch tygodni w szkole było straszne? Nie. Bez większych problemów pozdawał sprawdziany w późniejszych terminach, załatwiając sobie na lewo zwolnienie lekarskie.
- Sądzę, że tak. - Och, jaki wylewny się zrobił. Zacisnął usta w wąską linię, patrząc gdzieś przed siebie.
- Tak, dokładnie, to ten sam bar. - Lepiej nie mogła go podsumować. Typ chłopaka, który idealnie wpasowywał się w podejrzane atmosfery, a gorzej w bardziej normalne miejsca. Nie dziwił się, że Elisabeth ma takie o nim zdanie, zapewne sam miałby o sobie podobne, jak nie gorsze. O dziwo dziewczyna nie skomentowała niczego więcej odnośnie jego pracy, co było mu na rękę. Nie było sensu drążenia tematu.  
No tak, ona również miała swoje tajemnice. Bjarne nie miał zielonego pojęcia, że dziewczyna ma już tak poważna fuchę, związaną z akcjami we firmie rodziców, a także z linią własnej biżuterii. To się chwaliło, jednak najpewniej blondyn nijak przejąłby się tym. Praca jak praca, trochę lepiej płatna i pewna, ale zawsze pozostaje pracą.
- Nauczanie indywidualne? Brzmi strasznie nudno. - Nie dałby rady siedzieć i słuchać tych wszystkich gadanin, które były skierowane bezpośrednio do niego. W tłumie uczniów zawsze można było gdzieś się ukryć przed świdrującym wzrokiem belfrów, a mając indywidualny tok nauczania ich spojrzenia na każdym razem się krzyżowały. Okropna tortura, z której nawet nie można uciec, bo jak?
Przegrał z kretesem ku własnej obojętności. Aż zdziwił się, że nie przeżył porażki bardziej ekscytująco.
- Do mnie? Ohoho, jaka ty szybka - zakpił, drocząc się z nią. Wstał z huśtawki, wsuwając dłonie do kieszeń spodni i ruszył. - To chodź - odparł, oglądając za siebie przez ramię na dziewczynę.  Odwrócił jednak zaraz głowę i z dziwnym uśmiechem na ustach kierował się do swoich małych czterech ścian.




[z tematu x 2 ]
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sob Lip 02, 2016 6:08 pm
       
Co robi dziewczyna, kiedy nudzi jej się w domu, a nie jest typem uwielbiającym malować rzęsy? Wychodzi na świeże powietrze i biega! Dzisiejsza pogoda była ku temu idealna, a biorąc pod uwagę jej doskonały humor to takiej okazji zmarnować nie mogła.
Wszystko układało się po jej myśli. Cadogan ją przyjął i to bez mrugnięcia okiem, chociaż spodziewała się dłuższej rozmowy o obowiązkach. Mimo wszystko, miała przed sobą szansę na całkiem udany staż w jego szkole. Być może w przyszłości zaproponuje jej ciepłą posadkę nauczycielki biologii? Kto to wie! Uśmiechnęła się pod nosem, nieco przyspieszając tempo. Kolejnym pozytywem była osoba Aidena. Sprawiał wrażenie oschłego gościa bez jakichkolwiek większych ambicji na współpracę, aczkolwiek była święcie przekonana, że jakoś odnajdą ze sobą wspólny język. Wszak ich wspólnym konikiem były przedmioty ścisłe. To zawsze jakiś plus.
Patrz pod nogi.
Sumienie, nieodłączny element jej osoby. Nie powinna traktować go jak osoby, ale to było silniejsze od niej. Rozsądek nie miał tutaj nic do gadania. Już za dzieciaka wykazywała tendencję do posiadania niewidzialnego przyjaciela. W wersji bardziej dojrzałej była to cząstka duchowa, chociaż absolutnie nie zaliczała się do grona wierzących. Och nie. Zakonnicą nigdy by nie została. Raczej respektowała prawa karmy niż jakiejkolwiek innej siły sprawczej.
Pieszy!
Enya wyminęła w ostatniej chwili kobietę z dzieckiem, uśmiechem przepraszając za gapiostwo. Nie powinna odpływać, kiedy jest czymś zajęta. Bieganie niby rzecz prosta, ale zawsze można się wyłożyć.

A skoro mowa o wypadkach to właśnie pan (Ali jak mogłeś?!) siedzący na ławce, raczył wyciągnąć na chwilę nogi, czego ona nie zauważyła. Z resztą, nawet nie usłyszałaby ostrzeżenia. Miała słuchawki w uszach, a muzyki słuchała dość głośno. Kiedy zorientowała się, że coś jest nie tak to było za późno, bo po prostu już leciała.
Lądowanie nie należało do najmilszych, ale na jej szczęście zdążyła w jakiś sposób zamortyzować upadek. Ucierpiały dłonie, spodnia ich część oraz kolana. Dużo krwi się nie polało, ale wyglądała jakby stoczyła bój z dzikim kotem. Podrapana w cholerę przez mniejsze kamyczki.
Tylko spokojnie! Nie krzycz na niego. Nie zrobił tego specjalnie!
Zmrużyła oczy, aby wypowiedzieć cicho parę niemiłych słów do świata, po czym wypuściła głośno powietrze z płuc.
Ok, jest spokojna. Zaraz się pozbiera...
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sob Lip 02, 2016 7:30 pm
       
Nie lubił pijać kawy w kancelarii - nie chodziło o jej jakość, lecz raczej fakt, że choćby krótkie przerwy od przesiadywania wewnątrz sprawiały, że po powrocie praca była znacznie bardziej efektywna. Gorzki, wspaniały aromat i do tego - dla poprawienia smaku, rzecz jasna - odrobina szkockiej whisky i szczypta brązowego cukru dla podkreślenia smaku.
Mógł wracać.
Porzucił jednak samochód i ruszył pieszo, korki nie pozwoliłyby mu dotrzeć na czas, więc... odpuścił. Postanowił pracę dokończyć w domu, rozsiąść się w swoim ulubionym skórzanym fotelu, wyciągnąć nogi i beztrosko zapalić cygaro w klimatyzowanym apartamencie, planując przy tym wszystkim gładką linię obrony. Wyciągnął jedynie telefon z odmętów swojej czarnej aktówki, by zadzwonić do swojego własnego biura i taktownie uprzedzić swoją sekretarkę, że pan Sante nie będzie przyjmował już tego dnia, nie pojawi się w swojej własnej kancelarii z powodu sytuacji losowej, która akurat mu wypadła.
Nie przepadał również za parkami, oddawaniem się wątpliwym przyjemnościom spacerów po parku - nie o takiej porze dnia, tolerował podobne ekscesy jedynie rankiem, gdy wybierał się na codzienną, poranną przebieżkę. Mniejsza. Skoro już trafił do jednego z płuc tego miasta, postanowił ponownie uciąć sobie krótką przerwę. I zadzwonić jednak po swojego szofera, bo stwierdził, że jednak spacer do centrum nie jest tym, czego potrzebował.
Definitywnie.
Przerzucił swoją marynarkę przez oparcie i usiadł na jednej z ławek, najpierw zatelefonował, a dopiero następnie sięgnął do papierośnicy, by wyciągnąć zeń papierosa. Odpalił i delektował się słodko szczypiącym dymem w płucach, gdy tak po prostu - ignorując szarą, znacznie gorszą od niego ciżbę - rozsiadł się wygodniej na swoim tymczasowym tronie i wyciągnął nogi. Ot tak, jak gdyby właśnie zasiadał na wygodnym fotelu. Przymknął oczy i zadarł głowę do góry, by móc wpatrywać się w bezmyślny ruch chmur na niebie.
Planował w myślach kolację, gdy poczuł szarpnięcie w stopach.
- Co do... - warknął święcie przekonany, że będzie miał do czynienia z głupim i nierozważnym dzieciakiem, jednym z tych, które bawiły się w okolicy. Na dobry początek oderwał swoje plecy od oparcia i cofnął nogi. Wyprostował się już gotów do wygłoszenia moralizującej przemowy, gotów do prób wpojenia cholernemu gówniarzowi, że powinien patrzeć pod nogi, skoro już biega, lecz jego spojrzenie zamiast rzeczonego nieletniego wyłapało młodą kobietę. To wprawiło go w może sekundową konsternację, po której podniósł się ze swoje miejsca. - Przepraszam, nic się pani nie stało? - spytał, nachylając się nad nią i wyciągając przy tym dłoń.
Dama w potrzebie, dama w opresji?
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sob Lip 02, 2016 7:54 pm
       
Enya była odporna na ból, aczkolwiek do pewnego stopnia. Ten upadek nie należał do najpoważniejszych to też bardzo szybko się pozbierała. Mimo wszystko, nadal siedziała na ziemi jakby nie miała zamiaru wstać. Latać to ona nigdy nie będzie. Kiepskie lądowanie, takie nijakie. Nawet trudno się było w nim doszukać jakiejkolwiek gracji! Upadła jak worek kartofli na ziemię.
Ziemia do brunetki, obcy na horyzoncie!
Uniosła jasne oczy na nieznajomego. Przyjrzała mu się uważnie, po czym zerknęła na pustą ławkę tuż za nim. Ach, i ma swojego winowajce. Po cholerę mu takie długie nogi? Gdyby mierzył jakiś metr to nigdy by się o nie nie potknęła. Skandal. Uśmiechnęła się jednak do niego jakby dosłownie przed chwilę go nie przeklinała. Cóż, nie słyszał tego. Właściwie nawet nie była na niego zła tylko na siebie.
- Próbowałam latać, ale orłem to ja nie będę. - i tak oto pewien etap jej kariery ujrzał koniec. Nie ma skrzydeł, bo jest nielotem. Troszeczkę smutne. Brutalna prawda niszczy jej marzenia.
Uważaj ptaszyno, bo jeszcze jakiś kotek zechce cię zjeść.
Już ja bym mu wyrwała ogonek!
Nie wątpię.
Przyuważyła wyciągniętą dłoń, ale nie skorzystała z niej. Jej własne były całe od krwi i żwiru. Obraz nędzy i rozpaczy. A co jeżeli miał fobię na tle bakterii i uciekłby z krzykiem nie zapłaciwszy pierw odszkodowania? Chociaż celowo jej nie przewrócił, ale jednak incydent miał miejsce z jego udziałem! Ewentualnie zadowoli się paroma tabliczkami czekolady w ramach zadośćuczynienia.
- Masz może przy sobie chusteczkę? - chętnie by się ogarnęła wizualnie, co by nie wyglądać na ostatnie dziecko nieszczęścia. Poza tym, naprawdę potrzebowała wytrzeć czerwone smugi na kolanach. O wodę utlenioną już nie pytała, bo sama nie wpadłaby na to, aby coś takiego w ogóle przy sobie mieć. W jej nerce znajdował się tylko telefon, który właśnie obejrzała ze wszystkich strony. Ok, sprzęt jest cały. Przynajmniej ryzyko dodatkowego wydatku zostało zaniechane. Odłożyła komórkę na miejsce.
Patrzą się na nas jak na atrakcję w zoo.
Enya posłała widowni promienny uśmiech, po czym zamacha raźnie dłonią.
- Nic mi nie jest, dziękuje za uwagę! - ci się speszyli i szybkim krokiem oddalili. Uff, przecież nie jest obiektem muzealnym, aby wgapiać się w nią. Czy ona pierwsza się tu potknęła?
Na to wygląda!
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Park Queen Elizabeth [SW]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 8 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 7, 8, 9, 10, 11  Next
 Similar topics
-
» Elizabeth Cook [duch]
» Elizabeth "Effy" Wilde
» Raphael Grant
» Miejski park
» Park Promnitz

 :: 

Riverdale City

 :: 

Zachód

 :: 

Parki

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: