IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Park Stanley

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 9, 10, 11  Next
Sheridan Kenneth Paige

avatar
#Gwiazda Showbiznesu
Wokalistka Estradowa
1117


   
Pią Wrz 11, 2015 9:22 pm
     
Największy w całym Vancouver park, uznawany również jako pierwszy oficjalnie "założony" teren zielony tego typu, mający już ponad dobrych sto dwadzieścia pięć lat. Liczy sobie przestrzeń aż czterystu hektarów czystej zieleni, widoków na wody, góry i piękne kanadyjskie niebo, co nadało temu miejscu miano "lasów deszczowych Zachodniego Wybrzeża". Park zdobią także drewniane totemy, a doskonałą atrakcją turystyczną, notującą się także w spisach jako perfidni złodzieje, są zamieszkujące pobliskie krzaki szopy. Nie brak tu również miniaturowych kolejek, kortu tenisowego, pola piknikowego, ścieżki rowerowej czy niewielkiego parku wodnego i ogrodów. Właściwie, tego nie można nawet uznać za zwykły, urokliwy park z ławeczkami - jest to nie tylko strefa wypoczynku, ale i rozrywki, a także dom dla wielu dzikich zwierząt. Niczym niespotykanym nie są tu nietoperze i bieliki amerykańskie, a wedle informacji turystycznej - gdzieś nieopodal gnieździ się nawet rodzina kojotów. Nie wspominając już o przewijających się od czasu do czasu młodych fokach poszukujących jedzenia.

W parku znajduje się specjalna strefa, w której właściciele swoich psich pupili mogą bez problemu odpiąć ich smycz.
Powrót do góry
 
Go down
Sigrunn Northug

avatar
#Mieszkaniec Vancouver
Barmanka
763


   
Sro Wrz 16, 2015 12:00 pm
     
Szkoła jest nudna. O tym wiedzą wszyscy. Tym gorzej, gdy jest właściwie początek roku, a ty wciąż nie do końca ogarniasz po wakacjach i za cholerę nie możesz się przestawić. Właściwie to nic dziwnego, że w klasie brakuje paru osób, zwłaszcza w klasie B, która jest tą "gorszą". Nikogo nie powinno dziwić to, że dwójka zbuntowanych dziewczyn postanowiła tego dnia darować sobie szkołę i cieszyć się ostatnimi w miarę ciepłymi dniami przed nadejściem chłodnej jesieni. Można być prawie pewnym, że nikt nie przejmie się ich nieobecnością na sprawdzianie z matmy. Nie pierwszy raz i na pewno nie ostatni Sig zabrała swoją przyjaciółkę na wagary, żeby móc w spokoju się napić i ponudzić bez większego celu.
Park Stanley wydaje się być idealnym miejscem na takie wybryki. Ogromny, piękny... A przede wszystkim posiada całą masę miejsc, gdzie ludzie zazwyczaj nie bywają. Większość ludzi kręci się po utwardzonych ścieżkach, ścieżkach rowerowych, chodzą do parku wodnego albo zwiedzają ogrody. Mało kto zapuszcza się w te dziksze zakątki parku, dlatego Norweżka wcale nie zdziwiła się, gdy prócz nich nie było żywej duszy w miejscu, gdzie je przyprowadziła. Wyszły właśnie z zadrzewionego obszaru bardziej przypominającego las niż park i stanęły na niewielkiej polanie na wzniesieniu. Przed nimi rozciągał się fantastyczny widok na wodę i góry. Kawałek przed nimi był parometrowy spadek, niewysoki klif, pod którym rozciągała się ścieżka rowerowa. Polana była ukryta przed spojrzeniami z dołu i jedynym dojściem do niej była ta wydeptana ścieżka między drzewami i chaszczami, po której tu przyszły.
Nie czekając na jakieś szczególne zaproszenie, usiadła na trawie i wygrzebała z torby dwie puszki piwa, po czym jedną podała Alex, a drugą położyła obok siebie. Zaraz zorientowała się, że coś jej nie pasuje. I ona już dobrze wiedziała, co! Wyciągnęła z wewnętrznej kieszeni kurtki paczkę fajek. Wyciągnęła jedną i zapaliła, a resztę rzuciła niedbale obok siebie.
-Niech ktoś mi powie, że liczenie sinusów i tangensów jest lepsze od bycia tutaj, to chyba go wyśmieję- powiedziała, zerkając na rozciągający się przed nią widok częściowo przesłonięty siwym dymem z żarzącego się papierosa. Wszystko było lepsze od matmy. Nawet gdyby miała siedzieć w akademiku i się nudzić, chociaż zdecydowanie bardziej wolała swoje obecne położenie. Tutaj nie ryzykowała, że jakiś nawiedzony prefekt wpadnie jej do pokoju i wygoni na lekcje albo opierdzieli ją za palenie, o piciu już nie mówiąc. I do tego te ładne widoczki i takie tam. Okej, nie ukrywajmy, że panorama to w tym momencie jedna z mniej istotnych rzeczy, choć też była całkiem przyjemnym urozmaiceniem, ale nie ważniejszym od możliwości ucieknięcia ze szkoły z przyjaciółką, żeby się nieco odstresować. Są rzeczy ważne i ważniejsze, o!
Powrót do góry
 
Go down
Alex Wright

avatar
#Mieszkaniec Vancouver
Mieszkaniec
193


   
Sro Wrz 16, 2015 6:48 pm
     
Wakacje, wakacje, wakacje i kurwa po wakacjach. To była jedna z myśli Wrigt w ostani  dzień legalnego wolnego. Niestety po raz kolejne ten dwa miesiące minęły Wright jak z bicza strzelił, a Alex była świadoma, że znów się zacznie. Cholernie tego nie chciała. Nigdy nie kręciło ją siedzenie w miejscu bez jakiegoś ciekawszego zajęcia. Tak, matma, chemia, fizyka itp. cholernie nudziły młoda Amerykankę. Tym bardziej, gdy nauczyciej swoją postawą nie zachęcał ucznia do niczego. Wszystko było lepsze niż siedzenie w budzie. O! Ó! Amerykanka wolała by pograć na swojej ukochanej gitarze dumniej nazwanej Angel, albo nawet zwyczajnie poszkicować. Na całe szczęście miała Siggy, która również nie lubiła szkolnych krzeseł i ławek. Tak, ewidentnie dobrze mieć taką przyjaciółke. Co można się jej wygadać i pójść razem na wagary by się napić i zapalić.
Plan był banalnie prosty. Zgarnąć prowiant, wrzucić go do plecacka z rana wyszykować się, spotkać się i pójść do parku. Proste? Banalnie proste. Co jednak do samej miejscówki wagarów. Wright lubiła park Stanley. W końcu ten był bardzo malowniczy czyż, nie? Amerykanka od samego początku wiedziała gdzie Norweżka ją prowadzi, no bo ej nie po raz pierwszy była na wagarach z nią. Grzecznie dała się prowadzić Sigrunn w strone polanki, idąc za nią tylko wtedy, gdy dróżka nie pozwalała na przejście we dwoje. Gdy dziewczęta dotarły na miejsce Alex od razu usiadła na miękkiej jeszcze zielonej trawie i wzięła głęboki wdech. Tak... to było to co lubiła. Teraz tylko piwo i papieros i będzie gites. Właśnie, kiedy pomyślała o alkoholu Sig wcisnęła jej puszkę.
- Thanks. Jakby co ja też mam dwa browary w torbie- powiedziała, odkładając go na bok i zabrała zaraz Norweżce jednego papierosa z paczki, a następnie zapaliła. Zaciągnęła się nim po czym powoli wypuściła szary dym z płuc, oddchylając przy tym głowe do tyłu. Słowa Norweżki spowodowały zaraz na ustach Alex drwiący uśmieszek. Ah, jakie politowanie w ciemnowłosej wzbudzali tacy ludzie. Zamiast czerpać woleli odejmować, monożyć i pierwiastkować rząd cyferek co jakiś czas urozmaicony jakąś literką.
- Wyśmiałabym z miejsca - mruknęła, patrząc spod przymkniętych powiek na korony drzew i skrawki nieba schowane pod delikatnym szarawym dymku. Wright przez dłuższą chwilę milczała jakby się nad czymś zastanawiała. Burzowe ślepia wbiła w krajobraz przed sobą.
- Wiesz - zaczęła luźnym tonem. - Pod koniec roku poznałam taką nową panne. Do naszej szkoły ma chodzić. Jej dziadek jest właścicielem tego sklepu myzycznego co do niego chodzę. Nie najgorsza ta laska. Spoko nawet bym powiedziała. Trochę zamknięta w sobie, ale w sumie to jest w niej coś takiego... hm... ciekawego - powiedziała, nawet się lekko uśmiechnęła, po czym po raz kolejny zaciągnieła się papierosem. Podczas mównienia cały czas patrzyła się przed siebie.
Powrót do góry
 
Go down
Sigrunn Northug

avatar
#Mieszkaniec Vancouver
Barmanka
763


   
Sro Wrz 16, 2015 7:47 pm
     
Dobrze jest mieć takiego kogoś, kto będzie cię wspierał w robieniu totalnych głupot. Czy to wagary, czy pozbieranie po jakiejś bójce, czy tylko głupie śmieszkowanie w szkole. Tak, każdemu przydałaby się taka Alex, która jest przy tobie zawsze, gdy chcesz zrobić światu wbrew. Sigrunn uśmiechnęła się pod nosem na jej słowa. A to mała menda. Ma browary i się nie chwali! Zbrodnia.
-Mam nadzieję, że miałaś na tyle rozumu, żeby nie kupować jakiegoś owocowego świństwa- mruknęła w odpowiedzi, przywołując na twarz złośliwy uśmieszek, co nie przyszło jej z trudem. Nie da się mówić o tym owocowym szajsie inaczej, niż z pogardą i ironią. To jest dobre dla dzieciaków, które w ogóle nie potrafią pić, a nie dla prawdziwych weteranów!
Zaraz położyła się na ziemi i wpatrzyła się w cudne, kanadyjskie niebo. Zbliżała się jesień, a tam na górze nie było ani jednej chmurki. Tylko czasami zawiało mocniej i to przypominało jej o tym, że kończy się lato. O jeny, nareszcie zima. Co prawda, Kanada nie należy do tych upalnych krajów, ale lato w niej bywa nieprzyjemnie gorące.
-W sumie... moja współlokatorka to chyba ten typ, z którego mogłabyś się śmiać. Ona się cały czas uczy, rozumiesz?- powiedziała i obróciła łeb w stronę Alex. Taa, niewątpliwie dziwny typ był z tej dziewczyny. Cały czas się uczyła, stypendystka, cicha i spokojna... No, zwyczajnie nudna. Ale nie, oczywiście nie mogli jej zmienić pokoju, bo chcieli, żeby uczniowie klasy A i B się integrowali. Ciężko się integruje z kimś, kto prawie się do ciebie nie odzywa. Jeśli tak dalej pójdzie, następne dwa lata w towarzystwie tej dziewczyny będą niezwykle trudne i nudne. Zaraz prawie zakrztusiła się dymem. No zwyczajnie się tego nie spodziewała. Szybko podniosła się do siadu i odkaszlnęła parokrotnie, żeby zaraz przetrzeć lekko załzawione ślepia dłonią i z ciekawością spojrzeć na swoją przyjaciółkę.
-Zakochałaś się?- zapytała wprost. -W kimś zamkniętym w sobie?- dodała szybko. To jej w ogóle do Alex nie pasowało! Ona była taka porywcza i otwarta i miała się zakochać w swoim całkowitym przeciwieństwie? Toć to w ogóle nie miało sensu! To znaczy... życzyła jej jak najlepiej, oczywiście. Niech kocha kogo chce, ale żeby aż tak? Sama Sig jakoś nie mogłaby sobie wyobrazić sobie siebie z jakimś zamkniętym w sobie milczkiem, do którego ciężko dojść... Może to dlatego, że miała swojego zboczonego, prostoliniowego chochlika, czyli całkowite przeciwieństwo osoby milczącej i wycofanej? Taa, to brzmi bardzo logicznie.
Powrót do góry
 
Go down
Alex Wright

avatar
#Mieszkaniec Vancouver
Mieszkaniec
193


   
Sro Wrz 16, 2015 8:45 pm
     
Kumpela lub kumpel od rozróby zawsze jest spoko, a Wright tych najlepszy przyjaciół zawsze przywita z otwartymi. Nie trzeba się wcale zrażać tym, że czasem na nich nawarczy. Amerykance w ten sposób też się zdarza pokazywać sympatie. Po prostu różnych ludzi z różnym humorem się w danym momencie kocha i tyle.
- Czy ty masz mnie za jakiegoś idiote? To owocowe gówno jest beznadziejne. Nie wiem jak można coś takiego pić. Yh... Bierzcie ode mnie taki owocowy szajs jak najdalej, bo będę gryźć - odparła od razu na słowa przyjaciółki. Ona też nie rozumiała jak można pić takie piwo. Nie, to nie piwo. Te owocowe gówna obrażają piekne alkohole jakimi są piwa. Takie coś powinno mieć jakąś odrębną nazwe.
A Amerykanka dalej siedziała, wpatrując się w kanadyjski krajobrazik, popalając przy okazji papierosa. Zerknęła przelotnie na Sigrunn, gdy ta poraz kolejny przemówiła. Zaraz na usta Alex zawitał ten typowy dla niej lekko zawadiacki uśmieszek. Tak, czasami miło było pośmiać się z tych typowych kujonów. Dla Alex to serio nie było zrozumiała jak można było tyle siedzieć na lekcjami. Po co to komu? Po chuja się tak męczyć jak jest masza ciekawszych rzeczy niż robienie zadania domowego z fizyki czy matematyki.
- Nie, stary, nie rozumiem jak można się w kółko uczyć. Ale, ale jak będę mieć gorszy humor to do ciebie wpadne i trochę się pośmiejemy, co ty na to, hm? - rzekła, a z jej ust nie znikł ani na chwile ten uśmieszek. Po chwili znów wypuściła szary dym z ust.
Jeszcze przez dłuższą chwile jej burzowe ślepia były skupione na krajobrazie dopóki Norweżka nie odkaszlnęła kilka razy. Wtedy spojrzenie ciemnowłosej znów spoczeło na przyjaciółce, a pytanie wypowiedziane przez towarzyszke zakoczyły i nieco rozkojarzyły młodą Amerykanke. Zdziwienie można było wyczytać z jej twarzy i oczu. Ona się miała zakochać w Florence...? Chwila, co? Miała się zakochać w dziewczynie, którą znała od niedawana? Nie... to nie możliwe, nie? Okej, lubiła spędzać czas z Angielką, sama dziewczyna była całkiem ładna, ale przecież to nie znaczyło, że Wright się w niej od razu zakochała, nie? Okej, okej. Trochę ją ciągło do Florence, ale to raczej była przecież ciekawość. Na tle jej znajomych blondynka była kimś... tajemniczym i nowym. Po prostu ciekawym. Nie ważne, że na myśl o Florence Wright się mimowolnie delikatnie uśmiechała i czasami nie umiała oderwać wzroku od Angielki.
- Siggy, coś ty piła przed wyjściem? - zaśmiała się zaraz, gdy chwila zaskoczenia ją opuściła.- Ja się z nią tylko koleguje. No i po prostu dziadek Florence prosił mnie bym się nią nieco zaopiekowała, pomógł oswoić w nowym miejscu - dodała szybko, gasząc resztę papierosa o ziemie.
Powrót do góry
 
Go down
Sigrunn Northug

avatar
#Mieszkaniec Vancouver
Barmanka
763


   
Czw Wrz 17, 2015 3:04 pm
     
Zaraz jej uśmiech nabrał szczerszego wyrazu. Alex z całą pewnością zaliczała się do tego niezbyt szerokiego grona osób, które potrafią Norweżce poprawić humor samym swoim sposobem bycia. I najważniejsze: też gardziła piwem owocowym. No czego można chcieć więcej od przyjaciela?
-Może lepiej nie gryź, bo jeszcze wezmą cię za idiotę i będziesz na równi z wielbicielami tego cudownego, owocowego trunku- odpowiedziała. Nie byłaby sobą, gdyby nie rzuciła jakąś ciętą uwagą. Ktoś obcy powiedziałby, że to jest oznaka chamstwa, lecz każdy, kto znał Sig lepiej, wiedział, że ona w ten sposób okazuje sympatię.
Sigrunn też ni cholerę nie wiedziała, jak tak można siedzieć cały dzień i się uczyć. Okej, można po szkole odrobić lekcje i przewertować materiał, ewentualnie posiedzieć parę godzin nad książką, ale żeby tak non stop, przez cały tydzień i w weekendy? Co za dużo to nie zdrowo. To i tak dobrze, że jej współlokatorka nie należała do tej bogatej i rozpuszczonej elity, bo wtedy Northug chyba wyprowadziłaby się na korytarz.
-Skoro nalegasz...- mruknęła, a jej uśmieszek znowu nabrał tego złośliwego wyglądu, tak bardzo dla niej charakterystycznego. -Tylko nie szalej za bardzo. Muszę wytrzymać z nią jeszcze dwa lata i chyba głupio bym się czuła, gdyby przeze mnie się powiesiła- dodała zaraz.
No ej! Ona serio się przeraziła, że Alex zakochała się w jakimś nieodpowiednim dla siebie typie! Tym bardziej, że ostatnio chodziła jakaś taka... nieswoja, a Norweżka nie chciała jej o to męczyć i dopytywać. O luju, to byłoby strasznie dziwne, gdyby tak się faktycznie stało. Taaak, Sig życzyła jej wszystkiego najlepszego i takie tam, ale kurwa mać! Jeszcze by się sama zmieniła w takiego milczka i co by było? Z kim Norweżka łaziłaby na wagary? Ok, lista była długa i szeroka, ale drugiej takiej Alex w życiu nie znajdzie!
-Kawę- odburknęła. -I skoro tak mówisz...- nie dokończyła, bo wyłapała pewną ważną rzecz, którą jej Wright powiedziała. Momentalnie trybiki w jej mózgu przeskoczyły, a nad głową zapaliła się żarówka.
-Zabawne. Moja współlokatorka też ma na imię Florence, też chodzi do naszej szkoły i też jest tu nowa- powiedziała, marszcząc leciutko brwi. Wbiła świdrujące spojrzenie jasnych ślepi w przyjaciółkę i wgniotła papierosa w ziemię. Zaraz sięgnęła po puszkę piwa, którą wprawnym ruchem otworzyła i przyłożyła do ust. -Powiedz mi jeszcze, że jest blondynką, Angielką i ma na nazwisko Astley- rzekła jeszcze, nim wychyliła puszkę i upiła z niej kilka łyków.
Powrót do góry
 
Go down
Alex Wright

avatar
#Mieszkaniec Vancouver
Mieszkaniec
193


   
Pią Wrz 18, 2015 4:00 pm
     
Alex po prostu się na swój specyficzny sposób wyróżniała. No i starała się być po prostu szczera i mówić to co myślała. A to, że jej myśli bywają zabawne to inna sprawa. Po mimo tej zaczepki z buźki Amerykanki nie zniknął ten lekko zawadiacki uśmieszek. W końcu już trochę znalała Sig by wiedzieć kiedy ta okazuje ten swój specyficzny sposób sympatii. Musiała jej wybaczyć ten jej sposób bycia. No ale najważniejsze było to, że Alex była świadoma sympati przyjaciółki.
- Uch... nawet nie próbuj mnie stawiać na równi z tamtymi frajerami. W życiu bym nie chciała być jak ci fanatycy owocowego świństwa - powiedzieała, po czym delikatnie, po przyjacielsku sztuchnęła ją łokciem w bok.
Nie, ona się w niej wcale nie zakochała. Takie coś nie mogło się wydarzyć. Po pierwsze to za krótki czas. Po drugie przecież ona nie pasowała do Florence. Astley i Alex były niczym woda i ogień, noc i dzień, zima i lato. Wright miała poczuć coś do tak dużego swojego przeciwieństwa? Czy to w ogóle mogło być możliwe?
- No to chyba czas ogarniczyć kawe - zaśmiała się cicho. Och, jak można było pomyśleć, że ona się zakochała w dziewczynie, którą ledwie znała? To nie było logiczne. W końcu miłość to nie jest wcale taka prosta rzecz.
Na kolejne słowa Sigrunn na twarzy Alex zawidniało autentyczne zaskoczenie, ej. Ona się serio takiego zbiegu okoliczności nie spodziewała. No normalnie wow mieszało się u niej z wtf. Opis przecież pasował idealnie. Kurna...
- No to chyba znamy tę samą osóbkę... - powiedziała. Uch... coś czuła, że zaraz zostanie wyśmiana za to z kim spędza ostatnio dość sporo czasu. No ale ej, ona na serio polubiła Florence. Angielka była całkiem przyjemną osobą, gdy się ciutkę do niej przybliżyło i spróbowało pogadać.
Powrót do góry
 
Go down
Sigrunn Northug

avatar
#Mieszkaniec Vancouver
Barmanka
763


   
Pią Wrz 18, 2015 5:34 pm
     
Kompletnie nie przejęła się tym lekkim kuksańcem w bok. Ani ją to nie zabolało ani nic i wiedziała, że to tylko takie przyjacielskie przepychanki. To jeszcze było nic wielkiego. Z niektórymi kumplami prała się po pyskach albo wyzywała od spierdolonych cweli... W porównaniu do tamtych mend, Alex była milutka i potulna jak baranek.
-Yhm, nie- odburknęła tylko na tą wzmiankę o kawie. Było parę rzeczy, których Norweżce się po prostu nie zabiera ani nie ogranicza, a były to kawa, papierosy, alkohol i ukochana. Wszystko inne weźcie w diabły, nawet muzykę możecie jej zabrać, ale te cztery rzeczy zostawcie, bo inaczej będzie gryźć. Co do zakochania się w kimś, kogo się prawie nie zna... Sigrunn kiedyś też nie wierzyła w miłość od pierwszego wejrzenia. Kiedyś. Potem chyba jej się coś w tym popieprzonym łbie poprzestawiało i wyszło jak wyszło, meh. Nie żeby z tego powodu narzekała czy coś, bo to jej bardzo ubarwia życie, że tak to ładnie ujmę.
Gdy tylko zobaczyła na twarzyczce Alex to zdziwienie, od razu wiedziała, że to nie jest tylko głupia zbieżność imion ani nic z tych rzeczy. Jej przyjaciółka kumplowała się z jej współlokatorką... Szaleństwo, panie! Dalej nie wyobrażała sobie tej znajomości. Pewnie polegała na tym, że Wright ciągle gadała, a Flo ciągle jej przytakiwała. A przynajmniej tak wyglądała większość rozmów Sig z Angielką, aż wreszcie nudziła się tym monologiem i zwyczajnie ignorowała swoją współlokatorkę. Miała tylko szczerą nadzieję, że Amerykanki nie ciągnie to tej blondyny... To byłoby prawdziwie straszne i traumatyczne, naprawdę.
-Och, czyli jednak nici ze wspólnego śmiania się z niej?- mruknęła i zaśmiała się cicho. No, trudno. Najwyżej pozostanie przy samotnym heheszkowaniu z kujona. Tyle dobrze, że nie była z tych bogatych dzieciaków. Właściwie... To nie był taki zły człowiek, tylko trochę kujon. Trochę bardzo kujon. Bardzo ciapowaty kujon. Ta ciapowatość w każdej dziedzinie strasznie bawiła Norweżkę, ale zarazem budziła w niej pewne uczucie litości. Ok, można być trochę roztrzepanym, ale żeby aż tak? Nawet takiego człowieka skurwiela jak Sigrunn to w pewien sposób ruszało i nie chciała jej jeszcze dodatkowo męczyć, co nie oznaczało, że w ogóle dawała jej spokój. Hehe, nie. Aż tak jej jeszcze nie popierdoliło.
Powrót do góry
 
Go down
Alex Wright

avatar
#Mieszkaniec Vancouver
Mieszkaniec
193


   
Sob Wrz 19, 2015 9:00 pm
     
Bo tu się nie było czym przejmować. To był zwyczajny przyjacielski odruch. Co z tego, że niektórzy mogli go źle odebrać? Trudno. Wright miała kilka takich swoich zachowań, które nie każdy musiał rozumieć. Na przykład, gdy Amerykance się nudziło lubiła palcem tykać czyjeś ramie. W jakiś dziwny sposób ją to bawiło i uspokajało. Dziwne, nie? No ale cóż, Alex już taka była i raczej nie było co próbować ją zmieniać.
- No cóż, twój wybór - powiedziała, a z jej ust nie znikał uśmieszek. Ciemnowłosa wiedziała, że Sigrunn raczej nie zrezygnuje z kawy. Tak, była świadoma, że to jest ta z niewielu rzeczy, którą Norweżka potrzebowała wypic z rana. Cóż, nie było co się dziwić, Amerykanka również lubiła kawe.
Czy Alex wierzyła w miłość od pierwszego spojrzenia? Raczej nie... Takie coś przecież było cholernie naiwnym myśleniem. Głupim przeczucie. Człowieka trzeba mimo wszystko nieco poznać... Takie rzeczy tylko w filmach, a nie w codzieności, a życie jest często przykrę i bezlitosne. Co do samej Florence, a może Wright potrzebowała kogoś takiego, kto jej posłucha? Kto nie oceni? Ktos kto będzie tą kroplom spokoju w oceani jej życia?
Nic nie powiedziała na słowa Sigrunn. Sięgnęła tylko po swoje piwo, po chwili można było usłyszeć charakterystyczne syknięcie, które oznaczało otwieranie puszki, a zaraz po tym Alex upiła porządny łyk alkoholu. Jednak pewne było jedno, nie miała zamiaru bawić się w podśmiechujki z Florence. Jakoś tak czuła, że mimo wszystko powinna się opiekować Astley, a nie utrudniać jej życie. Tak, to na bank była wina tej ciamajdowatości Florence... No po prostu w Wright wręcz coś krzyczało, że trzeba dbać o tę o rok młodzszą koleżanke. Z resztą ostatnimi czasy Angielka jej kilka razy pomogła i Alex była jej zwyczajnie wdzięczna. Z resztą z kumpli się nie robi wrednych podśmiechujek.
Powrót do góry
 
Go down
Sigrunn Northug

avatar
#Mieszkaniec Vancouver
Barmanka
763


   
Nie Wrz 20, 2015 6:39 pm
     
Naiwne myślenie, głupie przeczucie... Tak, owszem. Czy Sig się tym przejmowała? Ani odrobinkę! Zdążyła się już przekonać, że czasami warto spróbować. Niespecjalnie przywiązywała się do ludzi, więc w razie pomyłki mogła normalnie zerwać znajomość bez większych wyrzutów sumienia, ale póki co nie odczuwała takiej potrzeby. Póki co było dobrze, wręcz bardzo dobrze, choć cały jej związek był zdrowo popierdolony i dla niektórych mógłby być mocno nielogiczny i tak dalej... Ale kto się przejmuje innymi?
To milczenie uznała za potwierdzenie swoich słów, lecz było w nim coś jeszcze, co wydało jej się dziwnie podejrzane. W ogóle coś jej nie pasowało. To nie tak, że od razu posądzała Alex o jakąś skrytą miłość do tamtej laski, ale... A może jednak tak było? Nieważne. W każdym razie Sig miała przeczucie, że Wright jednak trochę bardziej zależy na Flosiu, niż była gotowa przyznać. I nieważne, czy to przyjaźń, czy kuźwa inne nie wiadomo co, ale coś w tym było. Nie mogła zapytać wprost Alex, bo znowu by ją wyśmiała. Nie mogła też wypytywać Florence, bo jeszcze by się zamknęła w sobie czy coś. Pozostawała tylko jedna opcja: konfrontacja. Najłatwiej będzie po prostu jakoś je ze sobą spiknąć i samemu zobaczyć, jakie są ich relacje. Tutaj sytuacja była banalna, bo Astley zazwyczaj wracała do akademika po lekcjach, więc pozostawało tylko zaciągnąć Wright do siebie i poczekać, aż nerd wróci ze szkoły. Genialny plan, prawda? Norweżka upiła parę łyków piwa i spojrzała na przyjaciółkę.
-Wiesz co? Nie sądzę, żeby o tej porze prefekci dalej wyciągali wagarowiczów z łóżek, więc co ty na to, żeby jeszcze przejść się po mieście, a potem wstąpić do mnie i pograć w coś albo pooglądać filmy w ciszy i spokoju? Zachomikowałam też trochę różniastych słodyczy...- mruknęła, uśmiechając się przy tym lekko. To nie tak, że próbowała ją przekupić! Chciała przede wszystkim miło spędzić z nią czas i tylko mimochodem sprawdzić, jak się mają relacje jej i współlokatorki Sigrunn. Taka dobra okazja może się nie powtórzyć!
Powrót do góry
 
Go down
Alex Wright

avatar
#Mieszkaniec Vancouver
Mieszkaniec
193


   
Nie Wrz 20, 2015 7:37 pm
     
Głupie, nawine i tylko w filmach. No cóż, Wright takiej uczucie poczuła raz, dość dawno i skończyło się to źle. Trudno się dziwić, że od tego czasu nie wierzyła w taki rodzaj miłości. Niełatwo w coś takiego wierzyć jeśli wcześniejsze przerzycia tego nie potwierdzały, czyż nie? Co do przywiązywania się do ludzi. Amerykanka starała się tego zbyt często nie robić, oczywiście nie dało się uniknąć tych oswojeń przez niektórych typów.. No ale, mimo wszystko przywiązanie wiąże się i ze szczęściem i ze smutkiem, a ciemnowłosa już straciła jedną osobę na której jej bardzo zależało. Wolała sobie oszczędzać już bólu po takich stratach.
Dość trudno oczekiwać szczerej odpowiedzi o uczuciach od osoby, która swoich uczuć zazwyczaj nie ogarniała. Tak, Alex miała pewne problemy z okazywanie uczuć. Z resztą Amerykanka miała pewne blokady by otwarcie mówić bliski, że jej na nich zależy. Nie, ona wolała to pokazywać drobnymi, prostymi gestami. A to przyjście i pocieszenie, zwykłe przytulenie czy nawet to lekki dźgnięcie łokciem w bok. Nie było, więc co otwarcie wypytywac Wright o jej uczucia wobec innych, bo albo by się nieco spłoszyła, bądź zwyczajnie stała się nieco agresywana.
Alex w spokoju piła sobie swoje piwo. W duszy się naprawde cieszyła, że Sigrunn sobie darowała i nie postanowiła zrobić jej mało komfortowego przesłychania. Jej burzowe ślepia spoczeły na Norweżce, gdy ta postanowiła przemówić. W sumie to na początku jakoś nie była przekonana co do pomysłu przyjaciółki. Wolała spędzić czas na dworze i nacieszyć się tymi ostatnimi ciepłymi dniami, ale była jedna rzecz, która wręcz kusiła Alex do puścia do Siggy. Słodycze, ach... Jak się tu nie skusić na łakocie? No jak, ja się pytam?
- No okej - stwierdziła. Dopiła swoje piwo, zgniotła puszkę, wytrzepała z niej resztki alkoholu i zbierając swoje rzeczy wstała. - No to chodźmy... - rzekła zaraz.

/ zt x 2
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Nie Wrz 27, 2015 2:03 am
     
Ethan, jak przeważnie w wolnych chwilach, wyprowadzał psa na spacer. Pogoda, mimo wiejącego co jakiś czas chłodnego wiatru, sprzyjała temu zajęciu - wciąż było w miarę ciepło i całkiem w porządku. Co prawda nie to, co jego ukochana zima, ale wciąż lepiej niż mordercze, według niego, lato. Na niebie co jakiś czas pojawiały się chmury, przysłaniając słońce. Kyouken rozkoszował się tymi chwilami jak tylko mógł, w końcu styczność ze słonecznymi promieniami nigdy nie wychodziła mu na dobre. Tak więc wędrował sobie spokojnie z psem przy boku, wybierając oczywiście najmniej nasłonecznioną drogę. Kierował się ku strefie, gdzie mógł spuścić Hassa ze smyczy; doberman zdecydowanie będzie bardziej zadowolony mogąc się wybiegać.
Gdy już się tam znalazł odpiął smycz, po czym rzucił psu pierwszy lepszy kij, który znalazł obok siebie. Uśmiechnął się, widząc, jak ten rzuca się za nim z prędkością światła, by po chwili posłusznie mu go przynieść, merdając przy tym ogonem. Nagrodził zwierzaka podrapaniem za uchem i ponownie rzucił mu patyk. Wtedy też rozejrzał się po najbliższej okolicy i zamyślił się przez chwilę. Wyciągnął z kieszeni telefon i wystukał szybko wiadomość do Lysandra. Schował komórkę w chwili, gdy przy jego nogach znowu pojawił się Hass.
- Dobry pies - mruknął, głaszcząc go po łbie.
Chłopak usiadł na ziemi i zaczął szarpać za kij, na którym zaraz mocniej zacisnęły się psie zęby. Posiłował się z nim tak przez dobre kilka minut, by w końcu dać za wygraną. Pies zamerdał na to ogonem, jednak po chwili pozwolił sobie odebrać patyk, którym albinos ponownie cisnął gdzieś przed siebie. Hass błyskawicznie rzucił się za nim, a Ethan tylko podążył za zwierzakiem leniwym spojrzeniem i odetchnął głęboko z uśmiechem.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Nie Wrz 27, 2015 9:53 am
     
Przechodził niedaleko parku. Znaczy, był po drugiej stronie ulicy, w sklepie spożywczym, kiedy dostał sms'a. Odczytał go i lekko się uśmiechnął. No tak, pełnoletność kolegi trzeba wykorzystać i wysłać go po fajki, prawda?
Zapłacił za składniki do deseru, po które specjalnie wyszedł ze swej zacnej rezydencji, no i za paczkę papierosów. Ruszył w stronę parku, rozglądając się spokojnie. Skoro Ethan tutaj był to najpewniej wyszedł z psem. Pogoda nie była aż tak słoneczna, raczej ciężko będzie go znaleźć...
I właśnie dlatego po prostu wybrał jedną z dróżek. Wyjął także swój telefon, odpisując w końcu koledze. No tak, zbyt treściwa ta wiadomość nie była, ale co on poradzi na ten fakt?
W końcu zauważył psa.
- Hass! Chodź tutaj psiaku! Prowadź do pana - powiedział, rozpoznając dobermana kumpla. Ruszył w stronę, w którą pobiegło zwierzę. Owszem, lubił biegać. Ale nie, kiedy szedł z siatką zakupów. No i oczywiście był wzorowym przewodniczącym, kupującym młodszym kolegom papierosy. Jednak to w szkole był zakaz palenia, a nie w życiu! I co on może poradzić na ten fakt, że większość uczniów Riverdale paliło? No dobra, o to drobne przestępstwo byli głównie podejrzewani uczniowie klasy B, do których zresztą Kyouken się zaliczał.
Rzucił w stronę znajomego papierosami, kiedy już go zauważył i podszedł, wyciągając do niego rękę, aby przybić piątkę na powitanie.
- Cześć, znów mnie wykorzystujesz, Kyo - powiedział z uśmiechem, siadając sobie obok, a siatkę z zakupami kładąc na bok. Kiedy pies podbiegł z patykiem, tym razem to on przejął tę prowizoryczną zabawkę, rzucając nią. Zawsze chciał mieć zwierzaka. Jednak... Nie, chyba raczej nie miałby czasu na zajmowanie się takim. Chociaż może przy kocie byłoby mniej zachodu? Albo przy szczurku? Takim mały chomiczku? Chomiki też są fajne! No i jeszcze zawsze zostawała kwestia węża. Podobno rzadko się je karmi, jedynie dbać o czystość w terrarium... Jednak jego babcia kategorycznie zabroniła mu kupowania sobie takiego pupilka. Na pająki także nie dostał pozwolenia. Kupi sobie złotą rybkę. Tak, będzie zajebiście. Przemaluje ją na zielono, a ona sobie będzie pływała i ładnie wyglądała. Tylko... Chyba nie jest polecane później, aby takową wyjmować z wody i ją przytulać. Ewentualnie jeszcze można przytulać akwarium. Ale to też jest takie niefajne.
- Ej, myślisz, że przy żółwiu stepowym byłoby sporo zachodu? - zapytał nagle, zastanawiając się nad tym czy by sobie takowego nie sprawić. Żółwie są spoko. Tak. No i też nie przepadał za bardzo za ciszą z wiadomych przyczyn. Albo i nie. W końcu nie chwali się przed ludźmi, że słyszy jakieś głosy wokół![/b][/b]


Ostatnio zmieniony przez Zielony Potwór dnia Nie Wrz 27, 2015 3:11 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Nie Wrz 27, 2015 2:09 pm
     
W czasie gdy pies pobiegł za kijem Kyouken rozglądał się po okolicy - póki co nic jednak nie przyciągnęło jego uwagi na dłużej. Leniwie przesuwał spojrzeniem po drzewach i ławkach, relaksując się przy tym. Po kilku minutach wrócił Hass, a zaraz za nim Ethanowi zamajaczyła znajoma sylwetka. Po chwili mógł dokładnie stwierdzić, że to nie kto inny, jak Zielony.
Oberwawszy papierosami wyszczerzył się szeroko. Nie to, że potrzebował ich, żeby zapalić - w końcu nie palił już tak nałogowo, jak kiedyś - po prostu nie wziął swoich ze sobą, a wolał mieć jakieś w razie "w". Schował je do kieszeni, po czym wychylił się lekko, żeby przybić piątkę i rzucił:
- Yo, też się cieszę, że cię widzę. Kogoś muszę wykorzystywać w trochę bardziej moralne sposoby.
O ile wykorzystywanie kumpla do kupowania fajek było moralne. No, w każdym razie chyba bardziej moralne niż pieprzenie się ze sobą, tak. Cóż, w końcu biorąc pod uwagę, że część jego "przyjacielskich" relacji była, bądź stawała się, dość... specyficzna, to fajnie było mieć kogoś, z kim poza ramy przyjaźni się nie wychodziło. A nawet nie korciło, żeby to robić. I całe szczęście.
Przyglądał się, jak Lysander bawi się z psem w aport, po czym nagle zainteresował się jego siatką z zakupami. Pogmerał w niej przez chwilę, jednak nie znalazłszy w niej jednak niczego ciekawego zostawił ją w spokoju, mrucząc niezadowolenie. Słysząc jego pytanie zwrócił ku niemu głowę i parsknął śmiechem.
- Stary, ja się znam na psach, nie na żółwiach. Ale w sumie nie musiałbyś takiego wyprowadzać... Jesteś aż tak samotny, że potrzebujesz zwierzaka? - mruknął, dając mu kuksańca w ramię. - Może to najwyższy czas, żeby sobie kogoś znaleźć?
Poruszył sugestywnie brwiami, po czym gwizdnął na psa, który dość długo nie wracał. Doberman w mgnieniu oka zjawił się przy nim, dysząc i kręcąc się trochę. Cmoknął Hassa w łeb i ponownie zerknął na blondyna.
- Ty się w ogóle nadajesz do zwierząt? - rzucił wątpliwie.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Nie Wrz 27, 2015 3:10 pm
     
- No tak, zapomniałem. Trzeba deprawować przewodniczącego - powiedział, uśmiechając się wesoło. Nie jego wina, że był raczej osobą uśmiechającą się wszędzie. No chyba, że akurat miał dosyć wszystkich ludzi chodzących po świecie. Ale ostatnio rzadko miewał takie dziwne, depresyjne stany, kiedy najchętniej chodziłby z pistoletem po mieście i w każdego po kolei strzelał... Ale jemu nie wypada. Musi się dobrze zachowywać, być wzorowym uczniem i dobrze się prezentować, kiedy ma gdzieś reprezentować swoją rodzinę. Nie, żeby takie zadanie mu przeszkadzało. Po prostu czasami miewał swoje chwile słabości, zupełnie jak każdy inny osobnik na tym świecie.
Niech sobie popatrzy, wiedział, że kolega i tak niczego ciekawego nie znajdzie. Jakaś mąka, wanilia, cynamon, imbir... Bardziej przyprawy, niż coś słodkiego, co by można było od razu zjeść ze smakiem. Dopiero po odprawianych przez Lysandra czarach w kuchni, można było się napchać słodyczami!
- No ale może coś wiesz o żółwiach - westchnął, uśmiechając się i oddając kuksańca. - Pogadamy, kiedy ty znajdziesz sobie kogoś - zaśmiał się, przeciągając i kładąc na ziemi, na plecach. Kto bogatemu zabroni? Jak się wybrudzi to stać go na wyrzucenie tych ubrań i z marszu udanie się do sklepu, aby zakupić nowe. Tak to bywa... Chociaż czy był aż takim rozpuszczonym bachorem? Nie, raczej nie. Wyjątkowo udało się nie wychować go na kapryśnego smarkacza.
- Czy się nadaję... Właśnie nie wiem. W życiu nie miałem nawet złotej rybki. Wiesz, albo gdzieś jeździłem, albo musiałem siedzieć w szkole do późna, albo znowu rodzice coś urządzali w mieście, a nie mogli stawić się tam osobiście, więc ich reprezentowałem... Zastanawiałem się nad kotem. Albo szczurem. Z psem na pewno jest o wiele więcej zachodu, prawda? - powiedział, przymykając oczy. Zawsze zastanawiał się nad kupnem pupila. W sumie to dobrze, że Kyo nigdy nie wchodził do jego pokoju. Ciekawe, jaka byłaby jego reakcja... Zamurowałoby go? A może zacząłby się śmiać histerycznie? No tak, Lysander miał osiemnaście lat, a jego pokój wyglądał, jakby miał przynajmniej dziesięć mniej. Wszędzie pluszaki, poduszki... A sam pokój cały w zieleni. Oj, szczeniak by miał świetną zabawę w takim miejscu. Ukryć umiejętność gry na fortepianie stojącym w salonie łatwo można ukryć... No ale pluszaczki w pokoju - z tego ciężej jest się wytłumaczyć.
Wyjął z kieszeni opakowanie tabletek, wysypując dwie na dłoń. Szybko je połknął, chowając z powrotem swoje małe i białe środki przeciwbólowe. Przy zmianie pogody zawsze odczuwał ból w kościach. No tak, czuł się jak staruszek ze swoimi problemami zdrowotnymi.
- Przypuszczam, że gdyby Hassowi coś się stało, pierw byś zajebał osobę za to odpowiedzialną... Ale tak po tym? Co byś zrobił? Kupiłbyś sobie nowego psa czy raczej nie chciałbyś nowego pupila? - zagadnął nagle, zainteresowany tą sprawą.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
     
Powrót do góry
 
Go down
 
Park Stanley
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 1 z 11Idź do strony : 1, 2, 3 ... 9, 10, 11  Next
 Similar topics
-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: