IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Ulica [SW]

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
Jack

avatar
256
#
Szarak
256


   
Pią Cze 17, 2016 1:45 pm
       
Jack’owi zdarzało się jeździć samemu po mieście, chociaż był to raczej rzadki widok, ponieważ zawsze, wolał jeździć razem ze swoją ekipą. Dzisiaj jednak był zmuszony samemu przemierzać betonową dżunglę. Dlaczego? Jeden ziomek wyjechał na wakacje, drugi prawie zawalił cały rok nauki i się uczy na poprawki, a trzeci… chyba nie żyje, nie daję znaku życia na facebooku i na tweeterze. Więc chyba nie żyje albo też gdzieś wyjechał, tego Jack nie mógł wiedzieć. Wiedział, że jazda na deskorolce i jednoczesne słuchanie muzyki to złe połączenie, lecz jak to on, nie zwrócił na to zbytniej uwagi. Przecież nigdy jeszcze nikogo nie potrącił albo nie wleciał przypadkiem do śmietnika. “Więc czemu niby teraz miałoby się tak stać?” Chłopak tak sobie to tłumaczył. Centrum jak to centrum, ciągle zatłoczone. Lecz nie była to żadna przeszkoda dla Jack’a, sprawnie wymijał kolejnych przechodniów, robiąc przy tym jakieś triki, czasem jakiś kickflip, skok na murek i jakiś grind. Był w tym naprawdę dobry. Spoglądał czasem na sklepy, lecz nie skupiał na nich większej uwagi, jak na razie miał to, co potrzebował i nie miał zamiaru się zatrzymywać na zakupy, i tak nawet jakby chciał to nic by sobie nie kupił, bo portfel wraz z kartą kredytową zostawił w chacie. Takie życie. Oczywiście to była kwestia czasu, żeby coś w końcu przykuło jego uwagę, po drugiej stronie ulicy zauważył fajną loszkę, taką 9/10. Przez chwilę się na nią patrzył, a kiedy ona spojrzała się na niego, to puścił jej oczko. I wtedy, tak naglę, z dupy w kogoś pierdolnął. - Oh, merde! - Głośno krzyknął. Był dosyć rozpędzony, więc z impetem uderzył w jednego z przechodniów, na jego nieszczęście była to jakaś to dziewczynka. Wspomnienia wracają. Deska odleciała gdzieś na ulicę, a on sam przygniótł swoją nowo poznaną koleżankę. - C'est quoi ce bordel? - Jęknął. Po francusku oznaczało to mniej więcej “Co do kurwy?”. Spróbował się powoli się podnieść z ciała dziewczyny. Spojrzał się na jej twarz. - Nic ci nie jest, mała? - Delikatnie się uśmiechnął.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Pią Cze 17, 2016 5:16 pm
       
Ktoś mógłby pomyśleć, że nagłe wtargnięcie w przestrzeń osobistą młodej nastolatki będzie wiązało się z dziewczęcymi krzykami i piskami, jednak nic podobnego nie miało miejsca. Olivia nie miała czasu, żeby krzyknąć. W pierwszym momencie nie zorientowała się nawet, o co dokładnie chodzi. Przyzwyczaiła się już do tego, że ludzie na zatłoczonych ulicach czasem na siebie wpadają, szturchają się ramionami i popychają w biegu, lecz coś takiego jeszcze nigdy jej nie spotkało. Była po prostu przerażona, zderzając się z tą nową sytuacją i chodnikiem, który jeszcze chwilę temu spoczywał grzecznie pod jej stopami, a teraz postanowił spotkać się z nią trochę bliżej. Uwięziona między twardymi płytkami a nieznajomym chłopakiem, słysząc jego paplaninę w kompletnie niezrozumiałym dla niej języku, mogła pomyśleć i powiedzieć tylko jedno. 
- Ja pierdolę, co jest?! - warknęła niezadowolona i, co tu kryć, trochę obolała. Słysząc pytanie ze strony blondyna, otworzyła szerzej oczy. Mała? MAŁA? Teoretycznie owszem, była mała, wzrostem jakoś szczególnie nie grzeszyła. Była też raczej smarkulą, więc wiele osób mogłoby nazwać ją w ten sposób, ale nie ktoś taki jak Jack i nie w takiej sytuacji.
- Prosisz się o solidny wpierdol, wiesz? - spytała retorycznie, co było niezawodnym znakiem na to, że miała się jak najzupełniej w porządku. Skoro miała siłę rzucać się z pozycji leżącej do chłopaka starszego od niej i wyższego o głowę, to znaczy, że będzie żyła, oczywiście o ile ten delikwent nie stłucze jej na kwaśne jabłko. - Złaź ze mnie, zanim rozwalę ci nos - zażądała. Ach, ta dzisiejsza młodzież...
Powrót do góry
 
Go down
Jack

avatar
256
#
Szarak
256


   
Sob Cze 18, 2016 1:02 am
       
Dziewczyna totalnie zaskoczyła Jack’a, obstawiał, że zacznie krzyczeć i piszczeć, czy coś w tym stylu. A tu taki zonk. - Wyglądasz słodko jak się denerwujesz, wiesz? - Tak skomentował oburzenie dziewczynki, jeszcze nie miał pojęcia, że wywołuję wilka z lasu. - A tak swoją drogą, to chyba za mocne słowa jak na… podstawówkę? Tak? - Chciał się w sumie z nią chwilę podroczyć, był od niej sporo większy, więc co ona mogła mu takiego zrobić? Warto zaznaczyć, że wymawiał te wszystkie słowa z typowo francuskim akcentem, który naprawdę potrafi wyprowadzić z równowagi. No i oczywiście wraz z tym cholernym uśmieszkiem. Dopiero po chwili ogarnął, że dalej jest w dosyć niezręcznej pozycji, wyglądało to dwuznacznie i kilku przechodniów mogło sobie coś dziwnego pomyśleć. Nie chcąc wyjść na pedofila, momentalnie wstał i pierwsze co zrobił to, rozejrzał się za swoją deskorolką, gdyby coś jej się stało, to nie wybaczyłby tego sobie wybaczyć. Byłaby to wtedy już trzecia w tym miesiącu, a z pewnością ciotka kolejnej by mu nie zafundowała. Na szczęście za daleko nie uciekła, zatrzymała się na śmietniku obok. Odetchnął z ulgą i w końcu mógł skupić swoją uwagę na Itzu. - Sorki za to, mogłem nie słuchać muzyki. Wybaczysz mi, mała? - Podrapał się po brodzie, następnie schylił się nad nią i wyciągnął rękę w jej stronę. Nie liczył na to, że jego nowo poznana, urocza koleżanka skorzysta z jego pomocy, ale zawszę warto zachować pozory.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sro Cze 22, 2016 4:24 pm
       
Nienawidziła tego typu komentarzy. Zdawała sobie sprawę z faktu, że w oczach innych ludzi rozzłoszczona wygląda jak rzucający się ratlerek, ale i tak nienawidziła, kiedy jej to wypominano. Gdyby była chłopcem, nikt by tak o niej nie powiedział, nawet gdyby była tak wątła, jak jest teraz. Mówiliby, że wygląda śmiesznie, niepoważnie... ale nie słodko. Żaden normalny facet nie nazwałby drugiego chłopaka uroczym ani słodkim. O ile nie byłby pedałem, rzecz jasna.
Kolejne pytanie jeszcze bardziej ją rozzłościło, ale na razie nic nie mówiła, dusząc to wszystko w sobie. Nie mogła tak po prostu wybuchać i rzucać się na obcych ludzi, prawda? Była wulgarna, ale nie dzika. Przynajmniej nie bardzo. W miarę spokojnie poczekała, aż chłopak wstanie, a później odczekała jeszcze chwilę i sama również się podniosła, nie korzystając z jego pomocy. To było do przewidzenia, jasne. Spojrzała na niego spod byka i zaraz rozejrzała się, czy przypadkiem czegoś nie zostawiła na chodniku. Słuchawki zsunęły jej się na szyję, telefon był na swoim miejscu w kieszeni, plecak również nie zmienił położenia. Przynajmniej nie miała kolejnych powodów do zwymyślania Jacka.
- Ugh, fuck you - mruknęła już odrobinę spokojniej. Nie spędzi przecież kolejnego kwadransa na soczystym wyzywaniu go. Miała ciekawsze rzeczy do roboty. Przyjrzała się blondynowi trochę uważniej, wciąż z kwaśną miną. Idiota. Nadal nie mogła przeżyć tego, że potraktował ją jak małą dziewczynkę. Nienawidziła tego. W ogóle wielu rzeczy nienawidziła, co nietrudno było zauważyć, obcując z nią odrobinę dłużej niż pięć minut.
- Może wybaczę, nie wiem. Strasznie jesteś irytujący. I co to za akcent, co? - zmrużyła oczy. Wkurzał ją jego sposób mówienia, chociaż przecież jej angielski też nie był zupełnie czysty. - Jesteś z Europy?
Powrót do góry
 
Go down
Jack

avatar
256
#
Szarak
256


   
Sro Cze 22, 2016 6:13 pm
       
Wyprostował się, następnie ręką którą chciał pomóc dziewczynie, podrapał się po tyle głowy. Spojrzał się na nią i krzywo się uśmiechnął, mimo tego że wiedział to że nie skorzysta z jego pomocy, ale i tak znacznie to uraziło jego ego. Zdążył już wywnioskować że traktowanie jej jak “małą i uroczą dziewczynkę” strasznie ją denerwuje, oczywiście nie miał ochoty przestawać, to nie byłoby to w jego stylu. Delikatnie się uśmiechnął i pochylił się nad czarnulką. - Mówiłem ci już że jak się denerwujesz to wyglądasz uroczo? - Była to oczywiście prowokacja, miał nadzieje że dziewczyna się zdenerwuje i dojdzie do rękoczynów z jej strony. Nie miał w tym jakiegoś większego celu, po prostu strasznie mu się nudziło. - Nah, nie jesteś pierwsza którą irytuję. - Ze swojego akcentu miał na prawdę sporo profitu, ale również i problemów. Niektóre laski dało się nim fajnie zabajerować, ale też znalazła się spora część płci piękniej, którą to niezmiernie wkurwiało. Widocznie Itzu należała do tej drugiej grupy. Kolejnym minusem były spotkania z dresami, które nie kończyły się zbyt dobrze dla Jacka. Wszystko było super, fajnie, do czasu kiedy się on odezwał, wtedy zaczęły się wyzwiska od pedałów i różnych takich.  Kończyło się to wtedy często solidnym wpierdolem, albo ucieczką Jacka, która z spotkania na spotkanie coraz częściej mu wychodziła. - Nie podoba ci się mój akcent, mała? Ah, i co ja teraz zrobię? - Spróbował jak najbardziej wyostrzyć swój akcent, żeby zabrzmiało to strasznie irytująco niż to zwykle bywa. Na ostatnie pytanie dziewczyny, podniósł lekko brew. Lubił opowiadać o swojej ojczyźnie, może nie był patriotą który wychwala swój kraj ponad wszystkie inne, ale lubił Francję. Do której notabene chce jak najszybciej powrócić, bo w sumie już dobre kilka lat spędził w Kanadzie i zdążył się stęsknić. - Ano, z Francji, a dokładniej z Paryża. - Założył ręce za kark i spojrzał się na chwilę w niebo. - Ahhh, jak ja chciałbym tam jak najszybciej wrócić. - Jego wzrok wrócił na jego rozmówczynie. - Ty też nie jesteś stąd? Azja? Chiny? Japonia? Korea? - Dla niego każdy Azjata wyglądał tak samo, nieważne czy z Chin, Japonii lub Korei. Nie był rasistą, czy kimś w tym stylu. Po prostu nie umiał rozróżnić skąd pochodzi dany Azjata, dlatego przeważnie uogólniał mówiąc do takich osób że są “Azjatami”. Oczywiście nie mając na celu urazić tych ludzi.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sro Cze 22, 2016 10:32 pm
       
- Tak, mówiłeś. Płyta ci się zacięła? Powtórz to jeszcze raz, śmiało - zachęciła go czysto ostrzegawczym tonem, zupełnie jakby miała zabić go samym spojrzeniem, gdy tylko z jego ust znów padnie podobna bzdura. Nie wiedziała, czy chciał ją tylko zdenerwować, czy może poderwać, ale zarówno ta pierwsza, jak i druga opcja była dla niej drażniąca. I było to widać. 
- Jakoś mnie to nie dziwi - burknęła. Owszem, bardzo łatwo było wyprowadzić ją z równowagi, ale wydawało jej się, że tym razem nie była to sprawa jedynie jej trudnego charakteru. Ten gość sam w sobie był cholernie wkurwiający i niewątpliwie miał spory potencjał, jeśli chodziło o granie innym na nerwach. Niewykluczone, że był typowym zabijaką, chociaż może był trochę zbyt wątły jak na jednego z nich. 
- O rany, prawdziwy Franzucik... mruknęła pod nosem, ale jej ton zdecydowanie nie świadczył o tym, jakoby spotkanie kogoś pochodzącego z Francji uważała za wielkie przeżycie. Wręcz przeciwnie. - Więc wracaj tam i drażnij lokalnych żabojadów, zamiast nękać normalnych ludzi - odparła, wzruszając ramionami. Skoro tak bardzo chce tam wracać, droga wolna! Nic nie powinno go zatrzymywać przed spełnieniem tego marzenia; a już na pewno nie powstrzymywałaby go Olivia. 
- Wszystkiego po trochu - odparła mimo wszystko na jego pytanie, chociaż na końcu języka miała zdanie: A co cię to, kurwa, obchodzi? - Przyjechałam z Singapuru do tego pieprzonego Riverdale. Matka wysłała mnie tu chyba tylko po to, żebym zamarzła tu na lodzie - fuknęła. Klimat Kanady nie odpowiadał jej ani trochę i dość często to zaznaczała podczas swojego regularnego marudzenia. 
Powrót do góry
 
Go down
Jack

avatar
256
#
Szarak
256


   
Czw Cze 23, 2016 1:44 am
       
Przez drażnienie swojej nowej koleżanki, zupełnie zapomniał o swojej deskorolce. Na szczęście dalej była na swoim miejscu. Oparł się o śmietnik, na którym zatrzymała się jego deska, następnie kopnął ją w tył, wykonała dosyć efektowny obrót i wylądowała pod stopami blondyna. Słowa dziewczyny brzmiały dla Jacka jak wyzwanie, dodatkowo bardziej sprowokowały chłopaka do dalszego drażnienia swojej rozmówczyni. Teraz nie chodziło o to, żeby się nie nudzić i mieć z niej niezłą bekę, a żeby po prostu ją wkurwić. Podniósł obie ręce w górę. - Ohoho, we got a Badass over here! - Zacytował jednego z popularnych memów, oprócz tego się wyprostował i zbliżył do Olivii. - Sama się o to prosisz, MAŁA. Ekhem… to powtórzę to jeszcze raz, mówiłem ci już, że wyglądasz UROCZO, kiedy się denerwujesz? - Starał się jak najbardziej podkreślić te słowa, dodatkowo chciał to powiedzieć w najbardziej irytujący sposób, jaki znał. Złośliwy komentarz dziewczyny na temat jego narodowości skomentował delikatnym uśmieszkiem. - Ała. - Jakoś zbytnio go to nie ruszyło, ale szczerze? Bardzo mało komentarzy na jego temat, jakoś szczególnie go denerwowały, ponieważ posiada dosyć mocny dystans do siebie. - Znajdujesz się w Kanadzie, byłej kolonii Francuskiej. Jak wyjedziesz do Quebec to co druga osoba jest tam “żabojadem”. - W sumie, trochę śmiechnął z określenia “żabojady”, znał to określenie na jego rodaków już od dawna, ale zawszę jak ktoś to ponownie przywołuje, to Jackowi chcę się za każdym razem z tego śmiać. - Uuuu, Singapur, fajne miejsce w ogóle, chciałbym się tam kiedyś wybrać. - Widział w sumie kilka obrazków Singapuru gdzieś kiedyś w internecie, ale miejscówka mu się podobała, tak samo, jak wiele innych miejsc na świecie, do których chciałby się kiedyś wybrać. - Eh, przyzwyczaisz się, mi też było na początku ciężko i często na to narzekałem. -
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Czw Cze 23, 2016 12:06 pm
       
Jack swoim zachowaniem pakował się prosto do grobu, ale po jego spojrzeniu można było wnioskować, że dobrze wie, co robi. Z czystą premedytacją drażnił tę małą bestię, więc na pewno zechce ponieść konsekwencje swoich czynów, jeśli sprawy zajdą trochę za daleko. Olivia nie pozwalała tak po prostu włazić sobie na głowę. Nie chciała się też jednak na niego rzucać z pięściami, bo chociaż biła się nieźle, to miała trochę oleju w głowie i nie wydawało jej się, aby miała z nim wielkie szanse na wygraną. Dlatego jeszcze się powstrzymywała przed bezpośrednią przemocą fizyczną. Nie odwiodło jej to jednak od splunięcia pod nogi Jacka, prosto na jego piękną deskorolkę. Niech sobie kretyn na zbyt wiele nie pozwala. 
- Świetnie. Całe szczęście, że się tam nie wybieram - parsknęła cicho. Nie wiedziała zbyt wiele o Kanadzie, nie chciała wiedzieć. Wciśnięto ją tu na siłę, było zimno, buro, a ludzie wcale nie byli tak kochani, jak o tym trąbił cały internet. Byli zupełnie zwyczajni, jak wszędzie indziej. Tylko bardziej irytujący, bo obcy. Itzu chciała wrócić już do swojego domu, do przyjaciół, pójść do jakiejś normalnej szkoły. Ale nie było jej to dane.
- Owszem, jest tam zajebiście. Przede wszystkim pogoda o wiele bardziej dopisuje. Ale jeśli kiedyś tam pojedziesz, nie odwiedzaj mnie przypadkiem - ostrzegła go, chociaż nie wiedziała, czy kiedykolwiek wróci do tego miasta. Być może nie. Wszystko zależy od tego, jak ustawi się na przyszłość i czy stać ją będzie na wyjazd, kiedy odetnie się już zupełnie od matki i jej wpływów. Kiedyś chciała bowiem to zrobić, ale jeszcze nie teraz. Wygodnie żyło się na jej rachunek.
- Co? - zdziwiła się wyraźnie. - Chodzisz tam? W ogóle cię nie kojarzę - stwierdziła sceptycznie, chociaż wcale nie było to niczym zaskakującym. Dołączyła przecież do reszty uczniów już po rozpoczęciu minionego semestru i teraz, na jego koniec, kojarzyła jako tako głównie swój rocznik. Nie dbała jakoś szczególnie o integrację z innymi uczniami, więc nic dziwnego, że nie pamiętała tego gościa z twarzy. Nie miała przecież pojęcia, jak się nazywał, chociaż wątpiła, aby jego nazwisko coś jej powiedziało. Nie wyglądał na jednego z tych znanych dziedziców. Ale ona, z drugiej strony, nie wyglądała na uczennicę klasy A. Pozory mylą.
Powrót do góry
 
Go down
Jack

avatar
256
#
Szarak
256


   
Pią Cze 24, 2016 8:44 pm
       
- Uhuhu, grabisz sobie mała. - Tak skomentował ten niecny czyn, którego dopuściła się Olivia, liczył, że strzeli mu liścia albo kopnie w jajca, a tutaj mała spryciula wolała splunąć na drugą połówkę Jacka. Niewybaczalne. Podeszwą buta szybko pozbył się śliny z papieru ściernego, następnie spojrzał się na Itzu z widocznym rozbawieniem na twarzy. - Tym razem wygrałaś, ale nie myśl, że ujdzie ci to na sucho. - Na koniec pokazał jej język. To nie był dobry czas i miejsce, aby się na niej mścić. Wokół było dużo ludzi i pewnie wielu by nie przeszło obojętnie obok gościa, który próbuje sobie przerzuć przez ramię, znacznie mniejszą od siebie dziewczynkę. Więc to raczej zrobi przy kolejnym spotkaniu, oczywiście licząc na to, że się jeszcze w ogóle spotkają, no i że będzie znaczniej mniej ludzi niż teraz. - Mówię, jeszcze się przyzwyczaisz tego klimatu. Kanada, mimo iż jest dosyć nudnym krajem, to jednak ma tam jakiś urok. - Ponownie oparł się o śmietnik i skupił swoje niebieskie oczy na Olivii. - Nawet gdybym tam pojechał, to i tak ostatnią rzeczą, jaką chciałbym tam zrobić to złożenie tobie odwiedzin. W sumie to nawet cię nie znam i nie wiem, gdzie tam dokładnie mieszkasz, czyli odwiedziny odpadają, mała. - Tak w sumie nie wiedział, czy tam w ogóle pojedzie, chociaż miał tam już ułożony swój plan gdzie po kolei ma jechać, ale znając życie, jego lenistwo cały ten misterny plan by przekreśliło. - Emmm… tak. Chodzę tam. Przenieśli mnie tam razem z innymi z Hudson Bay. Teraz chyba był mój ostatni rok, chociaż sam nie wiem, bo niby ma być jakiś jeszcze jeden, czy coś. - Podrapał się po tatuażu na swojej prawej ręce. W sumie mało go szkoła interesowała i to raczej po nim widać, ale koniec szkoły oznacza to, że ciotka będzie mu kazała znaleźć pracę i się wyprowadzić, a tego nie chciał. Nie był jeszcze gotowy na to, by się usamodzielnić. Wolałby jeszcze przez dwa lata być pod utrzymaniem swojej ciotki, a kolejny rok szkolny byłby mu na rękę. Oczywiście, znalezienie pracy nie jest jakimś dużym problem, sam swego czasu brał się za różne prace dorywcze. W których pracował dłużej lub krócej, zależnie od tego jaki miał wtedy kaprys. Jednak największym problemem byłoby mieszkanie samemu, ciocia już by mu nie robiła prania, obiadków, sprzątała oraz robiła zakupy. Wszystko to byłoby wtedy na jego głowie i chyba to go najbardziej w tym wszystkim przerażało.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Pon Lip 04, 2016 10:41 pm
       
Grabiła sobie? A i owszem. Robiła to dość często, mimo że już dawno doszła do wniosku, że próba zaprzyjaźnienia się z ludźmi wyszłaby jej na lepsze niż ogólne gardzenie nimi i zachowywanie się jak pieprznięta księżniczka. Cierpiała jednak na chorobę, której symptomy ciężko było wyplenić. Tę chorobę wielu dorosłych nazywało okresem buntu albo dojrzewania. Mimo że Olivia już w młodszych latach bywała nieznośna i trudna w obyciu, wiek nastoletni niewątpliwie sprawił, że stała się jeszcze bardziej bezczelna. W związku ze swoim zachowaniem była przygotowana na niezbyt przychylne reakcje ze strony otoczenia - tak też było i tym razem, dlatego tuż po swoim drobnym akcie wandalizmu czekała na jakiś odzew. Szturchnięcie, popchnięcie, jakieś wyzwisko, cokolwiek... ale on powiedział tylko, że wygrała. Że co proszę? Aż uniosła brwi w wyrazie lekkiego zdumienia. Faceci to jednak dzieci, naprawdę. Albo po prostu trzeba było czegoś więcej od rozpuszczonej gówniary, aby wyprowadzić Jacka z równowagi. Tak, to mogło być to.
- Wątpię - mruknęła jedynie w odpowiedzi na jego tyradę dotyczącą Kanady. Nie było szans, aby miała polubić kraj, do którego wrzucono ją tylko po to, żeby się jej pozbyć. Motywy jej matki mogły być niby zgoła inne, ale Olivia wiedziała swoje. Riverdale zostało potraktowane jak złota klatka, w której dziewczyna będzie mogła sobie spokojnie przeczekać do czasu, kiedy to nie będzie potrzebowała prawnego opiekuna. Już prawie nie mogła się tego doczekać; prawie, bo jednak przerażał ją fakt, że miałaby być zdana tylko i wyłącznie na siebie. Dorosłość to w ogóle trochę przereklamowana sprawa, tak jej się wydawało.
- Och - wyrwało jej się, gdy upewniła się już, że chłopak chodzi do tej samej szkoły, co ona. Na jej twarzyczce pojawił się delikatny grymas, kiedy wspomniał o Hudson Bay. Nie świadczyło to jednak o tym, że gardziła nim ze względu na gorszy status lub coś w podobnym guście. - Więc ty pewnie też nie bardzo chciałeś tam chodzić, co? - zagadnęła, mając nikłą nadzieję na to, że ktoś może jednak ją tutaj zrozumie. Dziwnie tak szukać wsparcia u kogoś, kogo przed chwilą miało się ochotę wdeptać w ziemię, ale... cóż. - Mam na myśli cały ten wyścig szczurów i udawanie, że tak tam cudownie - prychnęła i skrzyżowała ręce na piersiach, nim dotarła do niej jeszcze jedna rzecz. - Zaraz, zaraz... chodzisz do tej szkoły i nie wiesz, ile jest roczników? Serio? - spytała z rozbawieniem. Odrobinę się rozpogodziła. - Musisz mieć jeszcze bardziej wyjebane niż ja - parsknęła cicho, uśmiechając się nieznacznie.
Powrót do góry
 
Go down
Jack

avatar
256
#
Szarak
256


   
Sro Lip 06, 2016 7:02 pm
       
- Możesz sobie wątpić, ale to tylko kwestia czasu jak się przyzwyczaisz. Mówię ci, kiedyś byłem taki sam jak ty. Wiem, przez co przechodzisz. - stwierdził. Tak samo, jak w przypadku Olivii, Jack nie miał zbyt dużo do gadania jak „proponowano” mu przeprowadzkę do Kanady. Nie wiedział, z jakich powodów ona musiała tutaj przyjechać, ale w jego przypadku było to raczej zrozumiałe — śmierć rodziców, brak jakiejkolwiek rodziny w pobliżu, jedynie samotnie mieszkająca ciotka w Vancouver. Która bądź co bądź nie chciała tego robić, jednak wypadałoby zaopiekować się małym Jackiem, przynajmniej tak on sobie to tłumaczył, bo prawdziwych motywów swojej ciotki nie znał. A Kanadę szybko zdążył polubić, nie zajęło mu to nawet roku. Do wszystkiego pochodził tak samo, jak ona, szykując już plany na powrót do domu. A chłopak już jakiś czas jest pełnoletni i dalej nie wcielił swojego planu w życie, bo po prostu polubił ten kraj i tych ludzi. Na pytanie dziewczyny podniósł lekko brew w górę. - Ta, i to jeszcze jak. - parsknął cicho, drapiąc się jednocześnie po karku. - Ogólnie strasznie nie podobała mi się ta wizja chodzenia do jednej szkoły z tymi wszystkimi bananowymi dzieciakami z bogatych rodzin. Z początku ten podział na klasy mnie strasznie wkurwiał, wszyscy traktowali nas tam jak podludzi, uczniowie z klas „A” i nauczyciele. Przynajmniej takie odniosłem wrażenie. - westchnął. - Jednak z roku na rok było coraz lepiej, nauczyciele i niektórzy z tej „lepszej” klasy się do nas przyzwyczajali i na odwrót. Gdyby to ode mnie zależało, pewnie bym zmienił szkołę na jakąś publiczną, bo w sumie w Vancouver jest ich sporo, no ale lenistwo wzięło górę i nie chciało mi się gdzie indziej papierów składać. Teraz trochę tego żałuję, ale no, nie jest najgorzej. Czyli no, wiem co czujesz, chyba. - stwierdził dosyć optymistycznie, nie wiedząc w sumie, do której klasy ona klasy chodzi. Słysząc kolejne słowa Olivii, chłopak pokręcił nieznacznie głową. - No tak jest. Nie jest to jakaś cudowna placówka, ma sporo wad… i to naprawdę sporo. A ludzie, którzy tam chodzą — uważają, że są, nie wiadomo kim, i to mnie raczej najbardziej tam wkurwia. - postanowił się wyprostować, dłuższe siedzenie na śmietniku potrafi trochę zaboleć w tyłek. Kopnął deskorolkę w tył, aby mogła się odbić, a blondyn mógł ją złapać  prawą dłonią za przód. Na kolejne pytanie i późniejsze stwierdzenie dziewczyny, cicho się zaśmiał. - Aż tak chyba wyjebane nie mam, staram się przechodzić z klasy do klasy, ale nie przykładam większej uwagi do tego, co mnie później czeka. - cicho westchnął drapiąc się lekko po karku. - W sumie, to ja będę lecieć, się trochę rozgadałem. A mam jeszcze sporo rzeczy na głowie. - miał oczywiście na myśli opierdalanie się przy konsoli i pizzy. Położył deskorolkę na chodniku żeby w następnej kolejności na nią skoczyć i się odepchnąć. - Au revoir! -

[zt]
Powrót do góry
 
Go down
Sheridan Kenneth Paige

avatar
1341
#Gwiazda Showbiznesu
Wokalistka Estradowa
1341


   
Pią Lip 29, 2016 1:07 pm
       
Serio, cholera? Serio?
Już nawet mogła przeżyć durne pierdolenie trzecioklasistki*, całe to "o nie, zaśmiałaś się" rzucane pomimo tego, że blondynce wcale do śmiechu nie było, gadkę o nieistniejącej winie przewodniczącej, ale. Ale. Jej kompletny brak rozsądku objawiający się w postawie goni-nas-policja-więc-idę-na-shopping wytrącił dziewczynę z równowagi tak bardzo, że przy pierwszej okazji chwyciła nadgarstek młodszej znajomej w żelaznym uścisku i pognała z nią w pierwsze miejsce jakie mogło jej przyjść do głowy. Centrum. Przejście przez dzielnicę wschodnią samo w sobie dawało uczennicom niezłe szanse na zgubienie dresiarskich niedobitków czy policji, głównie przez wzgląd na tłum nastolatków, w który łatwo było się wtopić, a dotarcie do głównej części Vancouver czyniło je wygranymi w tym małym pościgu. Choć raczej nikt ich szukać nie będzie. Bo co takie dwie filigranowe kobietki mogły zrobić? Nawet, jeśli jedna z nich musiała łazić z zakrwawionym kaskiem pod pachą.
Na Lucasa też będzie musiała potem nawrzeszczeć za nieuwagę i zapominalstwo. Cholera, co za durny dzień.
- Słuchaj no, księżniczko - warknęła gdy już zwolniły kroku, a sama Paige uznała, że dotarły na tyle daleko, by zgubić wszystkie potencjalne ogony. - [color#99ccff]Nie wiem co sobie myślisz, że nawyrabiałam, ale zastanów się czy zamiast mózgu nie używasz swojej karty kredytowej. Nie mamy czasu, trzeba się zabrać z miejsca póki się da, a ty lecisz kupić sobie kieckę, choć jesteś zamieszana w sprawę czy chcesz, czy nie. Jeszcze te twoje idiotyczne osądy. Bo błagam, zapieprza za mną stado dresów, co nie jest niczym dziwnym dla takich cholernych Sebixów, którzy na okrągło zaczepiają albo mają problem z każdym, a jeszcze śmiesz zrzucać całą winę na mnie[/color] - i to piękne prychnięcie na koniec. Właściwie, nie musiała jej się z niczego spowiadać, ale to samowolne określanie kto jest winny a kto nie bez żadnych podstaw czy dowodów było irytujące. W dodatku tuż po tym jak uratowali jej dupę. Świetnie, niech żyje wdzięczność. A, no i po raz kolejny wspominana cudowna taktyka kupowania sobie ubrań w obliczu zagrożenia. Jasnowłosa automatycznie poczuła się jak w taniej kreskówce dla dziewczynek, w której zawsze musi się koniecznie znaleźć stereotypowa plastikowa lala. Gdyby tylko Byron uganiała się za facetami z wywieszonym jęzorem, wszystko by się zgadzało. Choć zgrywanie chłodnej pannicy było chyba jeszcze bardziej irytujące dla czwartoklasistki*.
Westchnęła głośno, obracając w dłoniach kask swojego przyjaciela.
- Zresztą, mniejsza - rzuciła, próbując uśmiechnąć się do brunetki, co wyszło chcąc nie chcąc nieco krzywo. Pewnie dlatego zaraz zrezygnowała z tego pomysłu, a poważna maska wróciła na twarz Kenneth. - Po prostu nie mów nikomu o Ethanie, okej? - niby zadała pytanie, ale jakoś nie brzmiała na kogoś kto byłby zadowolony z przeczącej odpowiedzi. Albo kto by taką w ogóle przepuścił. Choć i tak nie zrobiłaby dziewczynie żadnej krzywdy. No bo bo i po co? Dopiero gdyby faktycznie coś komuś powiedziała, mogłoby się zrobić nieprzyjemnie, aczkolwiek tu już raczej nie ze strony Sheridan, a samego Somera. No cóż.
- Dobra, chyba powinnyśmy się w końcu rozejść. Trafisz stąd do domu? W sumie kiepsko zostawiać cię samą późnym wieczorem, ale pewnie wolisz grupkę chuliganów ode mnie - zażartowała, parskając zaraz w rozbawieniu. Przynajmniej tym razem Evelyn będzie mogła jej faktycznie zarzucać to, że się zaśmiała. No ale cóż, osoby spaczone emocjonalnie chyba nie były zbytnio ogarnięte w tym co w danym momencie odczuwa druga jednostka, więc mogła jej wybaczyć tamto wcześniejsze pośliznięcie.

* - uznaję, że skoro zaczęliśmy fabułę w poprzednim roku szkolnym to trzymamy się tamtejszych klas.
Powrót do góry
 
Go down
Eve

avatar
38
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
38


   
Wto Sie 02, 2016 7:56 pm
       
Poszła na zakupy, a raczej zamierzała, tylko dlatego, że tego potrzebowała. Gdyby blondynka nie ubrudziła jej wspaniałej sukienki, wewnętrzna część Eve nie przejmowałaby się dreszczem na widok ubrania tak tragicznie splamionego jakimś przydrożnym błotem. Krew może nawet mogłaby przejść, jeśli czarnowłosa nie czułaby się niekomfortowo. Jednakże w obecnej sytuacji jej drugie "ja" aż szarpało się z emocjami, by nie pobiec do pobliskiej łazienki i zmyć z siebie to okropieństwo. Wiedziała, że to niegodne, by dama chodziła w nieschludnych strojach. Ale jeszcze bardziej niegodny zdawał jej się choćby trucht do toalety, ponieważ każdy krytyk z łatwością mógłby ją przyrównać do tchórzliwego królika puszczającego się w ucieczkę od świata zewnętrznego. Dlatego stwierdziła, że najpierw odhaczy sobie wizytę w sklepie, a później dopiero zajmie się praniem. Wbrew powszechnej opinii publicznej, nie była nieporadną dziewczyną. Potrafiła wyszywać, sprawnie prowadzić dom... była typem dobrej żony i matki. Troszczyła się zarówno o posesję, jak i o rodzinę. Nawet jeśli miało ją to kiedyś zgubić.
O ile los tej dziewczyny nie za bardzo ją obchodził, o tyle jej przyszłość nieszczęśliwie się z nią związała. Zmarszczyła brwi, gdy nastolatka złapała ją gwałtownie za rękę. Ani trochę się jej to nie podobało. Co zamierzała zrobić? Pobić ją? Dobre sobie. Jakby jeszcze mało było jej kłopotów jak na jeden dzień.
- Co robisz? Zostaw mnie natychmiast! - Podniosła ton głosu. Nie ufała jej ani trochę. Mogłaby ją nawet posądzić o powiązania z mafią, sądząc po jej znajomościach z dość buntowniczym chłopakiem. Przecież przez spacer z nią modelka może zostać oskarżona o współudział w pobiciu, a może i zabójstwie, jeżeli policja dowie się, kto spuścił łomot tym dresom. Tym bardziej, że jasnowłosa dalej uparcie trzymała ten cholerny zakrwawiony kask, litości! To pierwszy ślad i dowód, że coś się stało.
Spojrzała na nią z lodem w oczach. I ona sugerowała, że to wina Evelyn? Wszystkie argumenty świadczyły o tym, że to jednak nie Byron była temu winna. Znalazła się po prostu w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie.
- Mylisz się. Nie tylko zrzucam ją na ciebie. Jakby na to nie popatrzeć, inni też mieli w tym udział. Co nie zmienia faktu, że od ciebie się to zaczęło i na tobie mogło się skończyć. - Sprostowała spokojnie. Nie uważała jej za prowodyrkę. Wiedziała doskonale, iż prócz niej było jeszcze kilka innych czynników, które sprawiły, że wyszło tak, a nie inaczej.
Osobiście nie mogła siebie uznać za osobę zamieszaną w bójki. Cieszyła się nienaganną reputacją melancholijnej artystki pogrążonej we własnej, alternatywnej rzeczywistości. Tutaj nie było od tego odstępstwa. Dlaczego więc miała umykać, gdzie pieprz rośnie i martwić się, że spędzi życie w więzieniu? Według starej zasady: "Tylko winny się tłumaczy."
Jej obojętna ekspresja nie zmieniła się, także i po zobaczeniu uśmiechu na twarzy jej dziwnej towarzyszki.
- Jak wolisz. Mimo wszystko odradzam ci spotykanie się z nim. Nie wygląda na rozsądnego, a raczej takiego, co mu się wiecznie grunt pali pod stopami. - Nie była zwolenniczką kłamstw, ale zawsze mogła powiedzieć na komisariacie, że nie pamięta, co się wydarzyło przez szok, jaki wówczas przeżyła. Poniekąd rozumiała jej chęć ochrony bliskich, lecz, z całym szacunkiem, nawet gdyby coś podobnego groziło jej bratu lub ojcu, nie zawahałaby się, by przemówić im do tych baranich łbów. Mężczyźni bywali w gorącej wodzie kąpani - nie sposób zaprzeczyć.
- Poradzę sobie. Nie jestem już małą dziewczynką. - Odpowiedziała bez mrugnięcia okiem. Tak, mania prześladowcza czasem w nią uderzała, ale sklepy nie były daleko stąd, poza tym przewidywała, że będzie tam aż do rana wybierała nową kreację, bo sieciówki zwykle oferują bluzki do pępka i spódniczki na pół pośladków, a doszukanie się czegoś przyzwoitego graniczy z cudem, więc... Powinno nie być problemu. W tłumie ją nikt nie wypatrzy. Może nawet nie wyśledzi.
Powrót do góry
 
Go down
Sheridan Kenneth Paige

avatar
1341
#Gwiazda Showbiznesu
Wokalistka Estradowa
1341


   
Sro Sie 03, 2016 1:35 pm
       
Nie zwracała nawet najmniejszej uwagi na jej protesty. Cholera jasna, nie miała na to czasu, a ona jeszcze narzekała i skandowała. Jeszcze będzie jej za to dziękować, serio. Paige westchnęła w duchu. Świetnie, Ethan. Ty masz kulę w barku, ale to ja muszę się użerać z wyniosłą lolitką.
- Cóż. Brzmiało to trochę inaczej, i tyle - przyznała nieco machinalnie, wzruszając barkami. Nie miała ochoty ciągnąć tematu. Skoro brunetka widziała sprawę w ten sposób, to proszę bardzo, nie miała zamiaru wmawiać nikomu, że jest inaczej. Szczególnie dlatego, że nie siedziała jej w głowie. Pewnie właśnie dlatego zostawiła wszystko w spokoju.
"Nie wygląda na rozsądnego, a raczej takiego co mu się wiecznie grunt pali pod stopami."
- Spokojnie, przyjaźnimy się przez lata, wiem do czego jest zdolny - rzuciła sucho w odpowiedzi, nie wierząc przy tym do końca nawet sama sobie. W końcu Somer pokazał jej się dzisiaj od zupełnie innej strony niż zwykle. No, inna sprawa była taka, że gdyby nie ta "strona", bogowie wiedzą jak skończyłyby obydwie dziewczyny. - No, powiedzmy, że wiem - sprostowała, uśmiechając się nieco niemrawo, jakby cała ta sytuacja faktycznie ją trapiła.
Skoro twierdziła, że da sobie radę, to świetnie. Sheridan nie musiała się bawić w niańkę ani mieć dziewczyny na sumieniu w razie wypadku. Sama chciała zostać sama. Jej wybór.
- To uważaj na siebie - odparła tylko jeszcze, machając jej na odchodne i, uznawszy, że raczej na nic nie zda się jej dłuższa obecność tutaj, ruszyła w swoją stronę.

zt
Powrót do góry
 
Go down
Eve

avatar
38
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
38


   
Pią Sie 12, 2016 3:33 pm
       
Wyszło na to, że się chyba nie zrozumiały. Może to przez ich odmienne natury - z wierzchu wyglądały po prostu jak ogień i woda. Jasność i ciemność. Serce i rozsądek. Kompletnie sobie przeczyły i obalały teorię, że WSZYSTKIE kobiety są z jednej planety.
Narzekała? To nawet nie było narzekanie! Chciała usłyszeć prawdziwe narzekanie? "O matko, porwała mnie jakaś kryminalistka, zniszczyła mi sukienkę, a jacyś brzydcy panowie inscenizowali scenę rodem z Jamesa Bonda!" Tak by się to mniej więcej przedstawiało. A jednak tego nie robiła. Zachowywała zbędne komentarze dla siebie, dbając o swój nienaganny wizerunek damy.
-Uchm - Skwitowała, lustrując ją spojrzeniem swoich zielonych oczu.
Uniosła brew na odpowiedź blondynki, która zdawała jej się teraz nawet mniej rozważna niż wcześniej. Czy ona wierzyła w to, co mówi? Raczej nie. Także i jej postawa o tym świadczyła.
Mimo wszystko powinna być wdzięczna Eve, że nie wydała jej, jak mniemała, partnera. Po pierwsze: Z tego, co wiedziała, działania prefekta obejmowały jedynie teren szkoły. Poza murami była zwykłą dziewczynę. No, może nie tak do końca, bo była modelką. Jednakże jeśli byłaby bardziej złośliwa, mogłaby zgłosić całe zajście do dyrekcji. Po drugie: Nie miała pewności co do tożsamości obydwojga, a co dopiero dresów. Na policji pewnie jej doniesienie brzmiałoby w ten sposób: "Jakieś dresy zaatakowały dwie młode osoby - blondynkę i mnie, a potem wkroczył jakiś chłopak na motorze!" Nie zapowiadało się to dobrze, prawdę mówiąc. Fakt, dziewczynę kojarzyła ze szkoły, ale nie miała pojęcia czy samo powiadomienie miało sens. Jeżeli już kończyła naukę, to było to po prostu bez sensu.
- Twoja wola. - Wzruszyła ramionami obojętnie.
Nie zatrzymywała ją, kiedy ta zdecydowała się ją opuścić. Czemu miałaby tak postąpić? Jej aktualnym celem były jak na razie sklepy odzieżowe. Trwała w rozpaczliwie udekorowanej sukience i nie było jej ani trochę wygodnie.
- Wzajemnie. - Odpowiedziała grzecznie, siłą wstrzymując się od biegu w kierunku sieciówek. Nie martwiła się zbytnio o nią. Bardziej o jego chłopaka. W końcu to on był ranny, czyż nie?

z/t
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Ulica [SW]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 4 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
 Similar topics
-
» Kawiarenka Starbucks - Ulica Nankińska
» Główna ulica
» Ulica czerwonych latarni
» Główna ulica
» Ulica

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: