IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Knajpa "The Red Lion" [SW]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Riley 'Woolfe' Winchester
Prefekt Naczelny
Introwertyk



Liczba postów : 432
Godność : Riley Starr Thatcher-Winchester

PisanieTemat: Re: Knajpa "The Red Lion" [SW]   Nie Lis 27, 2016 10:48 pm

Starał się zachować trzeźwość myślenia.
Choć głowa nadal nieznacznie go pobolewała, wirowanie ustało całkowicie. Nie bez powodu jednak w jego umyśle panował teraz olbrzymi zamęt, którego nijak nie potrafił w danym momencie uciszyć. Palce wstukały smsa do przyjaciela i choć wyraźnie starał się zachować obojętną mimikę, w jego oczach przebijało się poczucie winy, rosnące z każdą sekundą.
Zostawiłeś go dla randki z kimś, kto nawet cię nie chce. Drugi raz został sam. Drugi raz dzięki wam. Siedź sobie beztrosko, zajadaj się jedzeniem i patrz. No dalej, patrz na niego.
Nie chciał go słuchać. Mimo to nie udało mu się powstrzymać odruchu nieznacznego podniesienia głowy, by spojrzeć na Ryana. Obserwował go, nie odrywając od niego wzroku.
Gdybyś po prostu odszedł i nie dał się sprowokować, nic by się nie wydarzyło. Ale musiałeś unieść się dumą. Wdałeś się w bójkę, wciągnąłeś w to i niego. Sprawiłeś, że przez ciebie dostał na tyle porządnie, byś musiał mu pomóc zebrać się z ziemi. Myślisz, że jest zachwycony z bójki z byle robakami?
Był pewien, że nie był. Ani tamta dwójka, ani ich przywódca nie byli warci zmarnowanego na nich czasu. Nie byli warci ani jednego otarcia czy siniaka. Nie byli warci problemów, jakie mógł sprawić Ryanowi i Chesterowi. Nie byli warci utracenia stypendium czy pozycji, jaką udało mu się osiągnąć w Riverdale.
Wszystkie te słowa, wypowiedziane podwójnie - najpierw przez Wilka, a następnie przez niego, sprawiły że w końcu oparł się ciężko o stół, praktycznie rzucając na niego telefon i schował twarz w dłoniach z wyraźnym zmęczeniem. Nie miał już siły przepraszać. Wiedział też, że jego przeprosiny nie będą dla Grimshawa nic znaczyły.
Chciał zapytać o wiele rzeczy.
Czy na pewno nic mu nie jest? Czy nie jest na niego zły? Czy uważa całą sytuację za efekt jego głupoty?
Mimo to nie zapytał o nic, nie chcąc w tym momencie napotkać tego samego nieporuszonego, chłodnego spojrzenia, które w podobnych sytuacjach potrafiło wzbudzić w nim jedynie poczucie, że był kretynem. Kretynem, który nieustannie robił sobie nadzieje.
Świetnie. Może być stek — rzucił beznamiętnym tonem i wykrzesał z siebie nieco energii, by zawołać kelnerkę i podać jej swoje zamówienie. Dał też chwilę Ryanowi na zrobienie tego samego, dopiero po chwili skupiając się na jego następnych słowach. Zupełnie automatycznie uniósł dłoń do twarzy, przecierając kącik ust i policzek palcami, wymacując ostrożnie siniaka przy uchu. Zostały na nim resztki krwi?
Tak zrobię. Zaraz wrócę, możemy się wymienić — powiedział kiwając głową i zostawił wszystkie swoje rzeczy, by skierować kroki do łazienki. Nie zdziwiło go, że Wilk zeskoczył na ziemię, sunąc tuż za nim ze złośliwym chichotem. Dopiero przed drzwiami, wyraźnie utracił odwagę.
No dalej, złoty chłopcze. Naciśnij klamkę. Wejdź do środka.
Trzęsącymi się dłońmi, naciągnął głęboko kaptur na głowę, wchodząc do środka z wzrokiem wbitym w ziemię. Wiedział. Trwało to jedynie ułamek sekundy, ten czas wystarczył jednak by dostrzegł cały rząd luster odbijających w sobie całą łazienkę. Nawet nie zdawał sobie sprawy, kiedy jego zdenerwowanie osiągnęło taki poziom, by nogi odmówiły mu posłuszeństwa, a dłonie zaczęły się pocić z wyraźnego nadmiaru stresu. Zacisnął zęby i ruszył bardzo powoli do przodu, sięgając szybko po papier, stając przed umywalką. Zdjął kaptur i zamknął oczy, nachylając się nad strumieniem wody, by ochlapać twarz wodą, starając się doczyścić wszelki brud czy krew, które mogły na niej pozostać. Ręka zakręciła na ślepo kurek i sięgnęła ku papierowi, by otrzeć się z wilgoci.
Riley. Hej, Riley. Spójrz na mnie.
Zacisnął mocniej powieki, chowając się za cienką warstwą papieru, która w tym momencie stanowiła jego jedyną broń przed głosem, który znał aż zbyt dobrze. Przed wspomnieniami. Przed czynami, których żałował. Przed samym sobą. Odwrócił się gwałtownie w stronę drzwi, dopiero wtedy uchylając nieznacznie powieki, wbijając spojrzenie w ziemię i wyrzucić papier do kosza.
Wracaj tu, ty pieprzony tchórzu. SPÓJRZ NA MNIE. SPÓJRZ. NO DALEJ. POTRAFISZ TYLKO UCIEKAĆ.
Nie chciał widzieć. Nie chciał go słyszeć. Wszystko momentalnie pociemniało, gdy zacisnął dłonie na skroniach, naciągając kaptur jak najmocniej na twarz. Próbował zmusić drżące nogi do ruchu, mimo że zdawało mu się, że gdy tylko oderwie stopę od podłoża, runie w ciemną otchłań. Nieustannie towarzyszące mu warkotliwe wrzaski dokładały tylko coraz większy ciężar na jego barki, które i tak zwisały już posępnie, trzęsąc się podobnie jak cała reszta ciała.
Nie dasz rady, Riley. Nie dasz rady wiecznie przede mną uciekać. Nie dasz rady uciekać przed przeszłością. Bo przecież doskonale znasz prawdę. Od samego początku. Czego tylko się dotkniesz, sprowadzasz na to pecha. Towarzyszy ci od samego początku. BYŁOBY LEPIEJ GDYBY CIĘ NIE BYŁO. BYŁOBY LEPIEJ GDYBYŚ PO PROSTU ZE SOBĄ SKOŃCZYŁ.
Sygnał.
Przerwał odrętwienie wypadając z łazienki jak oparzony i zatrzasnął za sobą drzwi. Nie mógł wyglądać dobrze. Mokre kosmyki przylepiające się do jego czoła - niewiadomo czy za sprawą wody, czy potu - choć idealnie zgrywały się faktem, że był blady jak ściana, nadawały mu wygląd kogoś, kto właśnie solidnie przedawkował. Cichy szept z prawej strony, sprawił że momentalnie odwrócił głowę w tamtym kierunku, mierząc się spojrzeniem z jakąś kobietą, która momentalnie się speszyła i odwróciła w drugim kierunku.
Zacisnął zęby i pokręcił głową, idąc szybkim krokiem w stronę stolika. Usiadł ciężko na swoim miejscu, starając się opanować narastającą panikę, chowając nadal drżące dłonie pod stolikiem. Zęby zacisnęły się na wewnętrznej stronie wargi tak mocno, by poczuł wypełniającą mu usta krew.
Mówili ile będziemy czekać? — zapytał sztywno, robiąc przerwy przy każdym słowie, nadal próbując dojść do siebie. W rzeczywistości miał w tym momencie szczerą nadzieję, że Jay sam postanowi pójść do łazienki, dając mu kilka minut na odzyskanie stabilności psychicznej. Wiedział bowiem, że nie będzie to możliwe w jego obecności. Jednocześnie potrzebował go, by w ogóle tu zostać.
Riiiley.

_________________
Powrót do góry Go down
Ryan Jay Grimshaw
Zbuntowany
Vice-Przewodniczący Sapphire



Liczba postów : 401
Godność : Ryan Jay Grimshaw.

PisanieTemat: Re: Knajpa "The Red Lion" [SW]   Sob Gru 17, 2016 8:07 pm

Niełatwo było wyczytać cokolwiek z wyrazu jego twarzy, jednak po wielu latach spędzonych w obecności Grimshawa można było przyzwyczaić się do jego zubożałej emocjonalności. Dla niektórych z kolei niewiedza mogła być irytująca. Rzadko kiedy mówił co siedziało mu w głowie, a jeszcze rzadziej to okazywał. Choć w tym momencie równie dobrze mógł być niezadowolony z wcześniejszego przebiegu wydarzeń, w gruncie rzeczy żaden mięsień na jego twarzy nie ośmielił się drgnąć, by naprowadzić obserwatora na fakt, że obecnie mógłby być poirytowany.
Ale nie był.
W przeciwieństwie do Winchestera z łatwością zostawił to za sobą, chociaż zmęczenie dzisiejszym dniem dawało mu się we znaki, a miejsca, w które oberwał od bandy osiłków, próbowały cofnąć jego pamięć do tamtego momentu, by obudzić w nim chęć zemsty. Zemsty wobec kogoś, kto w gruncie rzeczy nie był wart jego uwagi. Już wtedy był pewien, że tak bezmyślne zaczepianie innych nie zaprowadzi ich nigdzie indziej, jak tylko na komisariat policji, jeśli kiedyś chęć powiększenia sobie penisa obudzi się w nich w niewłaściwym momencie i o niewłaściwym czasie. O Chesterze z kolei już w ogóle nie próbował myśleć. Dzisiejszego dnia zrobił już wystarczająco dużo i gdyby nie mieli wystarczająco dużo szczęścia, już teraz sami zeznawaliby przed mundurowymi.
Spojrzenie szarych tęczówek, które dotychczas śledziło obraz za oknem, przesunęło się nieznacznie w bok, skąd ciemnowłosy był w stanie wychwycić przyglądającego się mu Riley'a, jednak dopiero kiedy ten ukrył twarz w dłoniach, Jay zdecydował się odwrócić głowę, chociaż nie odezwał się ani słowem, uznając, że cisza była tym, czego Thatcher w tym momencie potrzebował najbardziej. Nie wspominając już o tym, że Ryan był ostatnią osobą, która powiedziałaby mu, że nic się nie stało albo że nie powinien się tym przejmować.
Tylko espresso ― poinformował kelnerkę i kiwnął głową do Starr'a, gdy ten postanowił skorzystać z rady. A zdarzało się, że lubił robić rzeczy po swojemu, co według szatyna niekoniecznie zawsze wychodziło mu na dobre.
Odprowadził chłopaka wzrokiem i oparł łokcie o blat stołu, przesuwając wzrokiem po lokalu. Dzięki temu dość szybko wychwycił kelnerkę, która w krótkim czasie zdążyła zrealizować jego zamówienie. Niewielka filiżanka z parującą kawą i szklanka z wodą już znajdowały się na tacy, którą niosła. Gdy tylko oba naczynia stuknęły o drewnianą powierzchnię, a Grimshaw znów został pozostawiony sam sobie, upił pierwszy łyk pobudzającego napoju, nie zamierzając czekać aż ten choć trochę ostygnie.
Rzucił go na głęboką wodę.
W myślach tylko odliczał czas, jaki zajmie mu doprowadzenie się do porządku z niewidzialnym ciężarem na barkach. Ciężarem, którego jeszcze nie zrozumiał. Gdy wśród gwaru wychwycił cich skrzypnięcie podstarzałych zawiasów, przeskoczył wzrokiem w kierunku, gdzie wcześniej zniknął jego kumpel. Wystarczyło, że pobladła twarz wybiła się na tle ciemniejszych ścian, a szarooki już niedyskretnie zawiesił na niej swoje spojrzenie, jakby miał stać się dla niego kolejnym problemem, przed którym ciężko było uciec. Wyglądał zbyt źle, poruszał się zbyt szybko, zachowywał się zbyt dziwnie.
„Mówili ile będziemy czekać?”
Pociągnął kolejny łyk kawy, nie spiesząc się z odpowiedzią. Nawet kiedy już przełknął kolejną porcję ciemnego płynu, siedział cicho, jakby zadawanie mu jakichkolwiek pytań było nie w porządku ze strony złotookiego. Zwłaszcza wtedy, gdy to Jay powinien zdawać pytania.
Czego się boisz, Winchester?
Pewnie jakieś piętnaście minut ― odpowiedział w akompaniamencie cichego stuknięcia filiżanki o talerzyk. Zaraz po tym dało się usłyszeć głośniejsze szurnięcie, gdy przesunął szklankę z nieruszoną wodą w stronę prefekta. ― A na razie postaraj się nie odpaść drugi raz ― mruknął, odbarczając go z ciężaru swojego wzroku, ale tym razem i idiota zdałby sobie sprawę z tego, że nie wierzył, że zbierało mu się na omdlenie, nawet jeśli pewne objawy na to wskazywały. Równie dobrze mógł mówić wprost.

_________________

Powrót do góry Go down
Riley 'Woolfe' Winchester
Prefekt Naczelny
Introwertyk



Liczba postów : 432
Godność : Riley Starr Thatcher-Winchester

PisanieTemat: Re: Knajpa "The Red Lion" [SW]   Today at 5:43 am

Potrzebował chwili.
Scena, która rozegrała się w łazience przesuwała się gdzieś skrawkami w jego umyśle raz po raz, niczym przeklęty film, który zaciął się na dobre. Nawet uparte klikanie w wyłącznik nie dałoby w tym momencie żadnego efektu.
Właśnie dlatego, choć wielu osobom panująca między nimi cisza mogłaby się wydawać krępująca i nieprzyjemna, w tym momencie była tym czego Riley potrzebował najbardziej. Ciche podszepty, które momentami gwałtownie pogłaśniały swój ton sprawiały, że czuł się jakby w każdej chwili psychoza mogła osiągnąć apogeum doprowadzając go na skraj. Właśnie dlatego stoicki spokój Grimshawa był tym, czego najbardziej potrzebował.
Piętnaście minut.
Okres ten mógł w tym momencie wydawać się zarówno niesamowicie długi, jak i krótki. Przesunął językiem po wardze, czując już zasklepiającą się, drobną ranę, którą sam przed chwilą sobie zrobił, zbyt mocno zaciskając na niej zęby. Mrowiące uczucie, nie zasługujące na miano bólu, zdawało się stopniowo przywracać go do rzeczywistości, wraz ze wszystkimi znajomymi dźwiękami, które go otaczały. Stuknięcie filiżanki o talerzyk, gwar rozmów dosłyszalnych zewsząd, szurnięcie szklanki po stole. Były to dźwięki, które jako kelner słyszał codziennie. Być może dlatego jego oddech w końcu zdawał się wyrównać i odzyskać wcześniejszą miarowość, gdy wyciągnął dłoń ku szklance, oplatając wokół niej palce. Tym razem już nie drżała. Czuł jak oprócz stabilności fizycznej, powraca także ta psychiczna, wraz z którą był w stanie podnieść twarde, zdecydowane spojrzenie złotych oczu na Grimshawa. Gdyby ktoś spojrzał na nich z boku, nie mógłby zapewne z pełnym przekonaniem stwierdzić czy było to jedynie zwyczajne skrzyżowanie wzroku czy stworzenie dogodnego środowiska dla drobnego pola bitwy, które właśnie zostało między nimi rozciągnięte.
Mam ci przypomnieć, kto komu pomagał iść? — odbił piłeczkę unosząc brew w bezczelnym odruchu, w tym samym czasie podnosząc szklankę do ust. Chłodna woda przyniosła ulgę gardłu i spierzchniętym ustom, jednocześnie skutecznie przerywając kontakt wzrokowy z Jayem, co tylko potwierdzało, że Starr od samego początku nie zamierzał się z nim pojedynkować.
Chester mi nie odpisuje — rzucił ściągając nieznacznie brwi w wyraźnej konsternacji, gdy zerknął na telefon. Postanowił jednak odpuścić. Może nie przeczytał wiadomości. W końcu był pewien, że grupa go nie dopadła, a gdyby wygadał się policji, siedziałby teraz nie w knajpie, a radiowozie. Odłożył nieco mocniej szklankę na stół, podnosząc wzrok na Ryana. Nachylił się nieznacznie i wyciągnął rękę w jego kierunku, nie odrywając wzroku od jego twarzy.
Podziel się. Skoro tak dbasz, bym nie odpadł — rzucił z nutą prowokacji z głosie, wyginając kąciki ust w nieznacznym uśmiechu, gdy zerknął na jego kawę. Nawet jeśli doskonale wiedział, że Jay zamówił swoje zwykłe, paskudne, gorzkie espresso. Riley choć nienawidził słodkich rzeczy, miał słabość do kawy ze słonym karmelem, który nadawał jej jakiegokolwiek smaku.
Teraz jednak, gdy już postanowił dębić od przyjaciela napój, było mu wszystko jedno i zdecydowanie nie zamierzał narzekać. Machnął nieznacznie palcami, jakby chciał tym samym przyspieszyć jego decyzję.
Mimo że nie do końca wierzył, że Grimshaw miał w planach dzielenie się z nim czymkolwiek.

_________________
Powrót do góry Go down
 
Knajpa "The Red Lion" [SW]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
 Similar topics
-
» Rybacka Knajpa
» Gospoda pod Świńskim Łbem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Vancouver :: 
Centrum
 :: Stara część miasta
-
Skocz do: