IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Centrum handlowe [SW]

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
Liam Revel Leistershire

avatar
275
#Kujon
Vice-Przewodniczący Obsidian
275


   
Sob Kwi 16, 2016 7:16 pm
       
Lepiej by nie zadawał pytań, na które nie chciał usłyszeć odpowiedzi.
... no dobra żartował, może i jego brat wyglądał jak prawie dwa metry czystego wpierdolu, ale zdecydowanie daleko mu było do pedofila czającego się przed przedszkolami i rzucającego do dzieci z uśmiechem rasowego creepa 'hej słońce, wujek przyszedł cię odebrać, bo mamusia nie mogła, cukiereczka?'. Choć z drugiej strony chciałby zobaczyć, jak ktoś go o to oskarża. Mogłoby się zrobić całkiem śmieszne widowisko.
Pod warunkiem, że Nathanael nie połamałby potem takiemu delikwentowi wszystkich kości. Tak, wtedy mogłoby już nie być tak zabawnie.
Na tekst o samodzielnym zamawianiu zrzedła mu mina. Zerknął w bok na kelnerkę, przez chwilę patrząc na nią, zupełnie jakby miał zamiar zebrać w sobie odwagę i faktycznie ją zawołać. I niemal od razu zrezygnował. Zaszurał butem o ziemię, wbijając wzrok w stół. Cóż, przynajmniej częściowo dzięki temu uniknął niesamowicie intensywnego wzroku ze strony Niklasa.
- ... jakiś czas temu. Sam nie wiem, chyba próbowałem przetrawić... informację. - zrobiło mu się niedobrze. Wolał zbytnio nie myśleć o ostatniej sytuacji, choć jednocześnie cieszył się, że miał choć jedną osobę, której mógł o niej powiedzieć.
"Tylko że ja nie znam żadnego, kurwa, Vel Vitzy."
Skulił się nieznacznie w sobie, słysząc uderzenie pięścią w stół.
- Mogłem źle usłyszeć. - szepnął cicho, zadrapując palcami prawej ręki grzbiet lewej dłoni. W końcu prawdopodobieństwo, że tak właśnie było, było całkiem spore. Dość często zdarzało mu się przekręcać wypowiedziane słowa, nie dosłyszeć pierwszej części zdania, albo końcówki. Z początku było to niesamowicie frustrujące. Obecnie przestał przywiązywać do tego większą uwagę i zwyczajnie wychodził z założenia, że lepiej po prostu się nie wypowiadać, ani nie powoływać na słowa innych.
Teraz sytuacja była jednak nieco trudniejsza.
Zerknął czujnie na brata, zupełnie jakby chciał ocenić jego słowa. Jeśli faktycznie będzie polował na tamtego chłopaka, może się wpakować w nie lada kłopoty. Nie chciał być powodem, dla którego wyląduje u dyrektora, bądź co gorsza - zostanie wydalony ze szkoły.
- Nie Nath, nie musisz tego robić. Dam sobie radę, pewnie już mnie nie zaczepi. Nie ryzykuj. - wypowiedział się powoli, ostrożnie wypowiadając każde ze słów. Podniósł dłonie, by chwycić sztućce w dłonie i odkroił kawałek lasagni, od razu wsuwając ją do ust. Właściwie była całkiem niezła, więc od razu sięgnął po kolejny, dopiero teraz zdając sobie sprawę, jak bardzo był głodny.
Trochę minęło, nim zauważył że Nathanael raczej nie podzielał jego entuzjazmu.
- Nie smakuje ci? Chcesz trochę mojego? - zapytał przesuwając powoli talerz w jego stronę.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Nie Lip 03, 2016 4:47 pm
       
Chodzenie po centrach handlowych nie leżały w cale w guście Myszy. Ale przymuszenie kupna nowych butów na ciepłe dni okazały się silniejsze! Mimo iż nie chciał, to po prostu musiał się zmusić do wystawienia stopy za próg pokoju, a następnie swojego mieszkanka. Przecież buty same nie przyjdą do nowego właściciela, poza tym same za siebie nie zapłacą. Zatem Mysza z ciężkim sercem oraz brakiem zapału opuścił swój teren mieszkalny, uważając też by czasem nie chcący nie wpaść komuś pod nogi. Nie raz, nie dwa zdarzało mu się gdy tylko opuścił dom, wpadał na jakiegoś przechodnia. Mama tłumaczyła dorastającemu chłopakowi, że to nie jego wina, tylko tego iż jest Niegłupi. Bo przecież tylko głupi mają szczęście, co nie? A że Miki jest inteligenty, to niestety nie posiada czegoś takiego jak dobry los. Pocieszyła? Nie bardzo.
Potarł drżącą dłonią czoło i wreszcie ruszył z kopyta.

Kurczowo ściskał swoją zieloną torbę przewieszoną przez ramię. Tak bardzo denerwował się wyjściem, że co chwila sprawdzał czy czasem czegoś nie zapomniał. Portfel - jest. Pieniądze - są. Chusteczki - też. Solniczka wymieszana z pieprzem na wypadek przypadkowego gwałciciela - także ma swoje miejsce. Ale czy odnalazł chęć wyjścia z mieszkania? W żadnym wypadku.
Pospiesznym krokiem wymijał ludzi, którzy stawali to na drodze. Przepraszał, starał się wyminąć i cudem dotarł do Centrum Handlowego. Przystanął przy nim, zerknąwszy ku górze, by oblecieć wzrokiem jego strukturę. Ogromny budynek wzbudził w Myszce paniczny lęk! A co jeśli go okradną? Przecież w centrach najczęściej dochodzi do kradzieży! Dlaczego matka z nim nie poszła? czyli zaczynając gimnazjum musi już przestać chodzić z nią na zakupy? Przełknął głośno ślinkę, by za chwilę niepewnie postawić krok. Później kolejny, kolejny i aż tak zeszło do dotarcia automatycznych drzwi. Otworzyły się ono, witając chłopaka swoim klimatyzowanym, przestronnym i jasnym wnętrzem. Wszedł jeszcze dalej, stojąc po środku, między skrzydłami drzwi automatycznych. Tak się zapatrzył, ze zupełnie zapomniał o tym iż blokuje wejście i że drzwi mogą w każdej chwili go przyciąć! Ale tak bywa rozkojarzonym wiecznie.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Nie Lip 03, 2016 6:26 pm
       
Ciężko było mu się odnaleźć w nowym otoczeniu. Niby miasto jak miasto, ale ulice i ludzie wydawali mu się obcy. Nigdy nie sądził, że aż tak przyzwyczaił się do mieszkania z ojcem. Zawsze powtarzał sobie, że wystarczy jeden telefon i będzie w stanie rzucić wszystko i wyjechać. A teraz gdy już był po drugiej stronie oceanu, gdy miał świadomość, że nie ma z kim spotkać się w weekend i co najgorsza nawet nie wie jak szybko i sprawnie gdzieś dojechać miał wrażenie, że poukładany świat obrócił mu się o sto osiemdziesiąt stopni. Niesamowicie dziwne uczucie. Siedzisz wieczorem i myślisz "napisze do Tom'a" a w kolejnej sekundzie przypomina ci się, że nic to nie da więc koniec końców nie piszesz. I niby przyjechał do Vancouver kilka tygodni temu ale z tych paru powodów nie miał jeszcze okazji samemu wypuścić się w miasto. Aż do teraz gdy szperając w internecie odkrył, że płytę która chce kupić, może nabyć tylko osobiście w sklepie. Wydawało  mu się to niezwykle niesprawiedliwym, że wszystkie inne krążki zespołu były wszechobecne, a ten nie. I śmiało zakładał, że na pewno w Irlandii udało by mu się załatwić to be wychylania nosa z pokoju.
Wszedł do galerii i z przerażeniem stwierdził, że i tu czeka go błądzenie po labiryncie sklepów i korytarzy. Wypełnionych ludźmi. Kolejny raz zatęsknił za dawnym domem ale obiecując sobie, że to już ostatni raz wszedł w tłum
I wydawało by się, że wszystko potoczy się dobrze, gdyby nie fakt, że galerię zaprojektował jakiś idiota. Nestor przez godzinę krążył szukając sklepu, który miał być zaraz przy wejściu- jak poinformowała go matka. Wcale nie było go przy żadnym wejściu! Zrezygnowany Nes oparł się o ścianę i zaczął rozglądać się wokół siebie- wedle zasady najciemniej pod latarnią. Nagle dostał oświecenia, przecież kto zna lepiej centra handlowe jak nie kobiety. Zaczął przeszukiwać tłum w poszukiwaniu jakiejś, której nie towarzyszy stado rozchichotanych koleżanek.  Znalazł idealny cel odepchnął się od ściany i ruszył ku niej. - Hej, cześć. Nie zechciałabyś mi pomóc - spróbował zatrzymać Miki mając wielką nadzieję, że zechce.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Nie Lip 03, 2016 6:50 pm
       
Był na zastępstwie za innego pracownika. Na czarno. Czyli stawka niższa niż normalnie, lecz tylko trzy dni roboty co pasowało Mattowi, bo akurat potrzebował pracy na cito by wyrobić na rachunki za czerwiec. I tak był już po terminie, lecz uprzedził Willa oraz właściciela mieszkania, że będzie miał kilka dni obsówy. Uchodził za rzetelnego wiec spotkał się ze zrozumieniem. Całe szczęście.
W tym momencie właśnie kończył obchód męskich toalet. Gdybyście byli na jego miejscu zapewne zdziwilibyście się, jak wielu facetów nie potrafi szczać na stojąco. Serio. Jednak on z obojętnością na twarzy przecierał obryzgane uryną płytki, ściany i co tam możecie sobie tylko wyobrazić. To i tak był pikuś w porównaniu do tego co dzieje się w klubowych toaletach po północy.
Wychodząc z łazienki zdał parafkę jako Debby Brown, którą zastępował. Potem odebrał komunikat z łokitoki, że ktoś rozlał kawę na parterze.
- Już jadę. - Rzekł beznamiętnym tonem i zaczął pchać przed siebie charakterystyczny wózek sprzątacza. Będąc w windzie dla personelu podwinął rękawy swojego błękitnego kombinezonu za łokcie i poprawił bejsbolówkę w tym samym kolorze z logiem galerii. Gdy dotarł na miejsce wyjął mop.
Szor, szoru...

|Robię za tło. Jestę sprzątaczem. Możecie, lecz nie musicie zwracać na mnie uwagę :I


Ostatnio zmieniony przez Matt dnia Nie Lip 03, 2016 8:57 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Nie Lip 03, 2016 8:19 pm
       
Wielki budynek, duża ilość osób. śmiech, hałas i rozmowy. Odnalazł nawet parę grup przyjaciół lub zakochane w sobie pary. Skąd tacy ludzie potrafili się odnaleźć wśród innych? Mysza przyglądał się im z niemałym podziwem, mając tą buźkę lekko rozchyloną. Mimo iż jego serce waliło jak młot, to musiał stać by popatrzeć. Ale czy ktoś? Nie... Nie możliwe, by do niego ktoś coś powiedział. Pytanie było skierowane do dziewczyny, nie do chłopaczka stojącego na środku wejścia. Zamrugał wolno, kierując swoje niebieskie oczy na postać nieznajomego mi chłopaka. Rozejrzał się też, nie widząc raczej nikogo, kto mógłby być inną dziewczyną. Czyżby się... pomylił? Już chciał coś powiedzieć, kiedy nagle automatyczne drzwi ruszyły się i zmierzyły ku Myszce. Chciał odskoczyć od drzwi, ale niefortunnie noga została przycięta przez mechaniczne wrota na skutek czego Mysza zarył nosem o gumową wycieraczkę. Drzwi uderzyły raz jeszcze w jego nogę, po czym otworzyły się na oścież. Jakieś dwie dziewczyny zachichotały widząc pecha jasnowłosego osobnika. Ten z pomrukiem, wstał i rozmasował sobie swój stłuczony nos. Na szczęście nie złamał go, tylko bolał. Akurat wylądował czubkiem nosa w otwór wycieraczki! Szczęście w nieszczęściu - to ci dopiero!
- Och... Wybacz... - burknął, chcąc wstać na nogi. Czuł jak zapiekły go policzki, bo przecież taki wstyd wywalić się tuż przy wejściu! Ale właśnie tak jest, jak zamiast żyć zgodnie z rozsądkiem, ucieka się w świat marzeń. Rozejrzał się jeszcze szybko... Ci co widzieli zapewne mieli ubaw, na pewno też pracownicy mogli mieć bekę z ofiary. A ten co spytał?
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sro Lip 06, 2016 4:51 pm
       
Już zaczynał zastanawiać się czy możenie ponowić próby nawiązania kontaktu, gdy jasnowłosa istota zareagowała. Nieszczęśliwym trafem jednak w jednej chwili zadziała się masa innych nieoczekiwanych zdarzeń. I nim szatyn się spostrzegł Miki zbierał się z podłogi. Ze wstrząsem odkrył też, że jego 'ofiara' chyba jednak nie jest przedstawicielką płci pięknej, jak też pomyślał na początku. Nim zdążył się chociaż by ruszyć chłopak zebrał się z ziemi. Zapewne gdyby właśnie nie to dziwienie jakie go ogarnęło, sytuacja rozbawiła by go jak niektórych wokół nich. Zamiast tego on lekko odkaszlnął, jak by coś podrażniło mu gardło. Rekę od ust przeniusł na policzek, po którym się podrapał a potem wcisnął obie dłonie w kieszenie. -W porządku, nic ci nie jest?- spytał przyglądając się teraz nosowi nieznajomego, zastanawiając się tez przy tym jakie musiał mieć szczęście w nieszczęściu, że nic mu się nie stało.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Nie Lip 17, 2016 12:12 pm
       
Czy nic mu nie było? Oczywiście, że nie! Mysza mimo tylu tysięcy wpadek jeszcze żył! Niemal jak cud, niemal jak szczęście. Tylko szkoda, że zawsze dookoła musiały natrafić osoby które uwielbiały cudze wpadki by zaraz mieć z tego ubaw. Nie żeby Mysz sam płakał, przecież nie należy załamywać się głupim wywrotem, co nie?
Kiedy obcy podszedł, Miki pozbierał się szybko, potarł nosek drobną rączką i spojrzał dużymi oczyma na twarz chłopaka. Szukał w nim uśmiechu albo czegokolwiek co miałoby zdradzić jego ubaw. Na pewno musiał chociaż parsknąć! Ten upadek prosto na gumową wycieraczkę musiał być widowiskowy.
- Nie, chyba nie. Dziękuję. - uśmiechnął się delikatnie, odsuwając się prędko od morderczych automatycznych drzwi. Rozejrzał się wkoło, szukając jakiegoś punktu, który pozwoli na ucieczkę od nieznajomego. Nic takiego nie znalazł. Mało zna centra handlowe.
- Szkoda, że nie znam położenia sklepów. To mnie przerasta. - podrapał się po czole, wzdychając. Naprawdę szkoda, że tak mało wychodzi z domu, ale tak właśnie jest gdy bywa się introwertykiem. Aż smutne. Popatrzył na chłopaka - Przepraszam, że spytam. Ty też jesteś tutaj nowy? - może i pytanie było bez sensu, jednak czy nie warto spróbować? Myszka nie ma znajomych, a chciał jakoś... porozmawiać z kimś niż tylko z matką. Nie żeby to było coś złego... Tylko nie zawsze można o wszystkim.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Wto Wrz 13, 2016 10:52 pm
       
Dzień jak co dzień.
Znaczy, pomijając to, że była sobota, kieszonkowe beztrosko grzechotało w portfelu i ogólnie Daniel mógł swój humor zakwalifikować jako umiarkowanie dobry. Nawet jak człowiek wszedł do typowo nerdowskiego sklepu i wyrzucił z siebie Dzień dobry w taki sposób, że z pewnością nawet dało się to usłyszeć.
Wmaszerował niczym pan tego miejsca pomiędzy półki z komiksami i poprawił lamerski plecak na ramionach. Pora wybrać, które trafią na jego półkę, a które jednak będą musiały poczekać grzecznie, aż rodzice ponownie zechcą sypnąć hajsem, by mógł przepierdolić wszystko w przeciągu... nie no, nie paru minut. Wybieranie odpowiedniego komiksu to nie takie hop siup, musiał się poważnie zastanowić, logistycznie to wszystko rozplanować i tak dalej. To nie było kupowanie durnych ubrań. To było kupowanie CHOLERNYCH KOMIKSÓW, psia ich mać.
Przeglądał, wertował, zgrabnie przeliczał fundusze i dumał, na jak wiele może sobie pozwolić, żeby jednocześnie nadal zostało mu coś na kilka litrów energetyków i może jeszcze jakąś jedną pizzę, zanim wróci do domu zmęczony tymi całymi zakupami.
W każdym razie dzień zapowiadał się pięknie, wspaniale i przed Danielem malowała się świetlana przyszłość. Znaczy, na wieczór. Wiadomo. Czytanie, przegryzanie w międzyczasie cukierków, chipsów czy innych śmieci, absolutne ignorowanie reszty świata zewnętrznego.
Nawet był w stanie sądzić, że z pewnością nic i nikt mu tego bajecznego humoru nie zepsuje już dzisiaj!
Mhm. Pewnie, mały kujonie.
Powrót do góry
 
Go down
Misery

avatar
35
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
35


   
Wto Wrz 13, 2016 11:09 pm
       
Ktoś musi balować za chajs tatusia, więc cóż. Po długich, mozolnych namowach Misery zgodził się łaskawie rozdysponować nieswoje pieniądze na rzeczy, których w sumie wcale nie potrzebował, ale musiał je mieć. Zahaczył o Vistulę, gdzie wyhaczył nowe spinki do mankietów i pasek do spodni, chwilę pobajerował kręcącą się między półkami dziewczynę na okresie próbnym... i w podobnym tonie upłynęły mu kolejne dwie godziny, by pod koniec stwierdzić, że chętnie rzuciłby okiem na nowości w księgarni na drugim piętrze. Spacer między półkami zaowocował nowym cackiem - nowa powieść jednego z jego ulubionych pisarzy fantasy właśnie trafiła do sklepów, więc zgarnął ją komuś sprzed nosa i z typowym dla siebie, asymetrycznym grymasem na ustach przemaszerował kawałek dalej. Zaplątał się w działy przeznaczone dla skończonych nerdów i nołlajfów; komiksy, mangi, artbooki. Rozejrzał się nerwowo, by upewnić się, że nie kręci się tu żaden z jego znajomych. Za nic by się nie przyznał, że całą jego szafę tuż za zimowymi ubraniami wypełniają stosy podobnych czytadeł. Czując się jak szarak na polowaniu, zaczaił się za marvelowskim regałem i... o losie.
Stał przed nim dzieciak, którego piąte przez dziesiąte kojarzył z korytarza szkolnego. Nie miał zielonego pojęcia jak dziwadło się nazywa, ale otaksował go krytycznym spojrzeniem i wydał z siebie ciche "oh". Małe to, niewysokie, włosy roztrzepane i lekko kręcone. Zadarty nos, ubranie zdolnie imitujące pokutny worek ziemniaczany i ogólnie rzecz ujmując, istny obraz nędzy łamane przez rozpacz.
Kciukiem poprawił skórzany pasek od torby na ramieniu i starając się zachować zimną krew, wykrzywił blade usta w złudnie uprzejmym uśmiechu.
— Czy to jest...? — schylił się, nieznacznie zmniejszając dystans między nimi. Nie za bardzo rzecz jasna, w końcu nie miał ochoty mieć żadnych bliższych kontaktów z osobnikiem tego pokroju. Zmiarkował zainteresowanie, udając, że próbuje odczytać tytuł z komiksu, który Daniel trzymał akurat w rękach. Nie umknęło jego uwadze, że chwilę temu dzieciak przeliczał pieniądze. No tak, Blackwood nie znał tego uczucia, nigdy nie miał potrzeby kontroli własnych finansów.
Miał ochotę podsumować go już teraz, ale stwierdził, że jeśli zaczeka jeszcze chwilę i pozwoli mu uwierzyć, że naprawdę jest ciekaw jego śmiesznej osoby, efekt będzie satysfakcjonujący.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Wto Wrz 13, 2016 11:28 pm
       
Przeglądał sobie tylko. Okej, Liga Sprawiedliwych nie zając, grzecznie poczeka do przyszłego tygodnia. Albo miesiąca. W sumie nigdy nie był pewien, kiedy tak do końca wpadnie mu kieszonkowe - albo może dziadkowie się zlitują i wrzucą wnusiowi grosik do kieszonki - więc wypadało cieszyć się tą chwilą jak najdłużej.
Ale bez przesady, wyglądałoby to całkiem podejrzanie, gdyby tylko tak sterczał i się gapił. Westchnął ciężko, jakby jego życie było niekończącym się pasmem udręk i żalu, powoli szykując się do odłożenia komiksu na półkę, gdy wówczas zaczepił go KTOŚ. No do diabła, człowiek w spokoju nie może sobie nawet poczytać komiksu w sklepie, a już ktoś zaraz podlezie i będzie próbował rozmawiać. Pewnie dlatego już na wstępie został obdarzony spojrzeniem mrożącym krew w żyłach i gówno w dupie.
Khem, przynajmniej powinno, gdyby nie fakt, że zostało posłane przez pięćdziesięciokilogramowego chudzielca. I to niezbyt wysokiego.
- Komiks. A to dział z komiksami - burknął, zamykając Ligę Sprawiedliwych. - Czytać nie umiesz?
Co za agresja i warkot już na wstępie. Ale. Cóż mu poradzisz? Nie lubił obcych. Ogólnie nie przepadał za ludźmi, patrzeniem na nich, rozmową czy czymkolwiek. A ten tutaj, który właśnie do niego podszedł, wyglądał totalnie na takiego, co to lubi człowiekowi tyłek męczyć, gadać i jeden Bóg wie, co jeszcze. I nie podejrzewałby takiego, o, o czytanie komiksów.
I absolutnie nie kojarzyłby go ze szkoły. Nigdy - lecz to zapewne była akurat zasługa faktu, że nikt spoza jego prywatnego grona geekonerdów go nie interesował, bo zwyczajnie nie miał o czym z tamtą bandą kretynów rozmawiać.
Odłożył komiks na półeczkę.
Powrót do góry
 
Go down
Misery

avatar
35
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
35


   
Sro Wrz 14, 2016 7:39 pm
       
Chuchro zmarszczył się zabawnie; Misery uznał to za przekomiczne, mimo najszczerszych morderczych intencji Daniela włożonych w to spojrzenie. Zaplótł przedramiona przed sobą i westchnął krótko, podsumowując to pełnym rozbawienia prychnięciem.
— Widzę, że twój instynkt samozachowawczy ma dzisiaj wychodne. — Blondyn spojrzał na niego z góry i wyprostował się, sprawiając wrażenie jeszcze wyższego niż na ogół. Przestąpił o krok do przodu, kładąc dłoń na trzymanym przed młodzika komiksie, po czym zwyczajnie wytrącił mu go z rąk. Przelotnie zerknął przez ramię czy nikt się czasem nie zapodział w ten nerdowski półświatek i pchnął go do tyłu na regał pełen wyprzedaży i romansideł z odzysku.
Oh my, skąd ta agresja? Może lepiej by było, gdybyś okazał odrobinę szacunku osobie, która akurat miała zamiar być wobec ciebie uprzejma? Co w twoim przypadku stanowi, jak zgaduję, rzadkość... — oświadczył przyciszonym głosem z fałszywą nutą zawodu pobrzmiewającą gdzieś pomiędzy wersami. Zupełnym "przypadkiem" zdeptał po drodze jego komiks porzucony na podłodze, skupiając całą swoją uwagę na tym śmiesznym nerdzie. W sumie to nawet nie o to chodziło, że Misery coś do niego miał. Bo nie miał! Nie miał do niego absolutnie nic - nawet szacunku. Rzecz rozbijała się o to, że Blackwood po prostu był nie w humorze, a Daniel w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Taki przewrotny zbieg okoliczności.
nachylił się niżej, tuż nad wciśniętym między półki szatynem i zwilżył wargi końcem języka.
— Jeśli naprawdę chciałbyś ten komiks, well... zawsze możesz poprosić. Może nawet bym się zgodził? — wymruczał mu na ucho, zniżając znacząco ton. Kiedy ostatnim razem miał okazję podroczyć się w podobny sposób z jakimś szaraczkiem? I niestety, mało który miał w sobie tę fascynującą przekorę, która kazała utrzymać rozdane karty i nimi grać. Blackwood cholernie się nudził, i to bodaj było sedno problemu.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sro Wrz 14, 2016 8:28 pm
       
No i masz ci los, zabójcze spojrzenie nie poskutkowało, bo blond dryblas nie padł trupem, nie spłoszył się, ani nie odsunął. Insknkt samozachowawczy? Tym razem brwi powędrowały troche w górę i ogólnie wzrok nabrał stanowczego wyrazu co ty mi tu gadasz w ogóle, niemniej w pierwszej chwili nawet słówkiem się nie odezwał, tylko patrzył.
Jak na debila.
Przynajmniej do czasu, bo zaraz jego ślepia powędrowały za lecącym na podłogę komiksem i na nim zatrzymał trochę dłuższe spojrzenie, bo nie do końca ogarniał, co tu się właśnie odstawiało. A później było już pchnięcie i uderzenie plecami o regał, z którego spadło kilka tomów.
- Co ty mi tu...! - wydusił z siebie z warkotem godnym roju much. I on tam się nie ogarniaczał, tylko piłował ten swój ryj na prawie cały sklep. Fakt. Był mały, był chudy, totalnie nie znał się na bójkach w realnym życiu - bo w Tekkenie czy Mortal Kombat koleś miałby już totalnie przekichane, gdyby Daniel mu wyskoczył z combosem - ale jeśli było trzeba, to naprawdę potrafił zjawiskowo wzywać pomocy.
Był kujonem. Miał prawo!
Ale jakoś tak mimowolnie prawie że wtopił się w stojący za nim regał, gdy nowy prześladowca się nad nim pochylił. I co? Co on mówił? Że on, Daniel Crowley, miałby go o cokolwiek poprosić? Wrogi wyraz twarzy numer cztery. Zwłaszcza że jeszcze bezczelnie naruszył jego bezcenną przestrzeń osobistą.
Zero zastanowienia, zero w sumie czegokolwiek, gdy bezpardonowo złapał biednego Księcia za włosy, szarpnął w bok, by zaraz po tym spróbować się wywinąć.
- JESZCZE RAZ MNIE DOTKNIESZ, TO DZWONIĘ NA POLICJĘ. - Zero litości. Jeszcze go paluchem wskazał. I co to w ogóle za przekonanie, że ktokolwiek przejąłby się dręczonym nerdem, no prośba. - To jest księgarnia, nie wybieg dla baranów, więc won!
Czemu mali, kościści chłopcy lubili być tacy wyszczekani?
Powrót do góry
 
Go down
Misery

avatar
35
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
35


   
Sro Wrz 14, 2016 8:53 pm
       
Grywał w gry. Po kryjomu, w największym i najściślejszym sekrecie, ale o tym nikt nie miał prawa wiedzieć, więc może jednak to Daniel fruwałby na wysokość lamperii. Zwłaszcza po spędzeniu ostatniej nocy na łojeniu w dodatek MB z DC Universe.
Spodziewał się czegoś zgoła innego, więc gdy szczeniak zaczął namolnie drzeć ryja, zasłonił mu usta ręką, ale potem jego los z góry okazał się być przesądzonym; jakimś cudem to chuchro dosięgnęło i szarpnęło go za włosy, a widząc, że ludzie stojący nieopodal zainteresowali się nagłą fetą i hałasem - poprawił blond czuprynę i uśmiechnął się szeroko. Wyprostował się i odchrząknął, gotów na kontrę w postaci "wzbudzającej ufność twarzy numer siedem". Zastosował.
— Proszę wybaczyć, brat jest trochę za bardzo uzależniony od komiksów i gier komputerowych. Ta wszechobecna agresja w masowej kulturze... matka naprawdę się martwi, chyba czas zabrać go z powrotem do domu — wypalił z przyklejonym do twarzy grymasem, który całkiem udatnie przypominał uśmiech. Chyba tylko Daniel wiedział, że w tym momencie jego mimice bliżej było do wilka, któremu pewien dureń nadepnął na ogon.
— Prawda, braciszku? — wycedził przez zaciśnięte zęby, wyglądało to tak, jakby dostał szczękościsku. Bezpardonowo chwycił go za przegub i pieprząc już sponiewierany komiks, szarpnął go za szmaty w kierunku wyjścia, w dupie mając jego pokrzykiwania i próby manifestacji własnej autonomiczności. Gówniarz przegiął pałę.

Wepchnął go do jednej z męskich łazienek, tej, która była najbliżej księgarni i zablokował drzwi złożoną nieopodal drabiną. "Nieczynne do odwołania".
Postawił spokojnie torbę na umywalce, podwiną rękawy i oparł się ciężko plecami o jedną z kabin. Był ciekaw jak długo młody wytrzyma nim w końcu się złamie.
— A teraz przeprosisz. A jeśli zrobisz to dobrze, może przymknę na to oko i ci wybaczę.
Nie wyglądał już tak, jakby żartował. Daleko mu było do gierek i rozluźnionej postawy sprzed kilku chwil, wyglądało na to, że mówi całkiem poważnie. Dał mu krótką chwilę na przemyślenie swojej sytuacji, nie spuszczając z niego wzroku ani na chwilę. Czy on naprawdę sądził, że przepuści mu to od tak po prostu? Może i był wyszczekany, ale z nim szanse miał mierne. Misery niekoniecznie musiał się nawet uciekać do rozwiązań siłowych, mógł uprzykrzyć mu życie w dostatecznym stopniu, by Crowley pożałował, że w ogóle kiedykolwiek się urodził. Oh tak, zamierzał dać mu do zrozumienia kto tu jest górą. Sięgnął do swojej torby, niespiesznie przekładając podręczniki i parę innych dupereli. Pokazowo rozłożył koło umywalki nóż sprężynowy, przezroczysty przybornik skalpeli i parę innych, podobnych utensyliów nie wiadomo skąd i po co.
— Więc jak to będzie, Zielona Latarnio? Cykasz, czy rozegramy to jak gejmer z gejmerem?
Na samym końcu, gdy w końcu wywalił wszystko co zalegało i przeszkadzało, z tryumfalnym westchnieniem wyciągnął planszę... Lochów i Smoków. Edycja limitowana, platynowa. Uniósł brew, jakby chciał spytać, czy gówniarz już stchórzył, czy jeszcze rozkminia absurdalność tej sceny.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sro Wrz 14, 2016 9:16 pm
       
Daniela nie tak trudno było wystraszyć, nawet jeśli mógł na to wskazywać jego wygląd. Przecież wiał marnym kujonem na trzysta metrów. Wiecznie zgarbione, chude i małe. Ale nieszczęsny los najmłodszego swego go jednak nauczył - i nie, nie miał starszych braci. Za to kuzynów. Damn, sześciu i wszyscy poniewierali nim jak ścierą, dokuczali i dręczyli, wszyscy na raz czasem. Więc co mu po jednym takim jakimś blond poniewiercu, który się wziął i przywalił w miejscu tak skrajnie publicznym?
Co miał zrobić? Na ziemię paść i o litość błagać? A gdzie. Lepiej mordę popiłować, że ratunku, że policja, że halo, halo.
Ale mniejsza.
Brat?
- POWIEDZIAŁEM, ŻE MASZ MNIE NIE DOTYKAĆ - wydarł się jeszcze. Aczkolwiek żadnej tam policji jeszcze nie wzywał. Znaczy, tak póki co, tylko szarpał się i miotał niczym rybka z wody wyjęta, cały czas warcząc, zapierają i wyrywając.
Ogólnie to z pewnością była ciężka przeprawa. Podroż życia prosto w objęcia łazienki, gdzie Daniel już widział samego siebie krztuszącego się wodą z kibla. No wspaniale, serio, a dzień miał być taki piękny, wspaniały i reszta tego szajsu, ale nie, bo po co, bogowie musieli mu postawić na drodze jakiegoś nadętego dupka.
Za to ślicznie prawie że wtopił się w jeden z kątów pomieszczenia, łypiąc tylko na przyszłego oprawcę. Masz ci los. Miał przepraszać. Pf.
- Niby za co? - burknął i nastroszył się niczym wyjątkowo dostojna mysz.
Kej, było źle. Właśnie siedział zamknięty w łazience w centrum handlowym z jakimś totalnym psycholem i chyba zaczynał się tego troszeczkę obawiać. Nieszczególnie łudził się, aby byłw stanie w ogóle dolecieć do drzwi, nie wspominając już o tej drabinie, która blokowała przejście już całkiem. Ale gdy blondyn zaczął rozkładać się z tym swoim całym sprzętem, to Daniel nie czekał na jakąś nową okazję, tylko wsunął dłoń do kieszeni spodni, żeby minimalnie wysunąć zeń telefon i czujnie wklepywać numer telefonu.
Na policję, no bo bez jaj.
Zielona Latarnio? Heh?
- Zapomniałem z domu pierścienia - mruknął tak na dobry początek. A ten co, skąd niby miałby znać członka Ligii Sprawiedliwych, hę? Olał w międzyczasie blondyna i skupił się trochę na nożu, bo jednak uznał to za największe zagrożenie. I czekał przy okazji, aż ktoś gdzieś tam łaskawie odbierze telefon na tych durnych komendach. Serio. Człowiek w faktycznym zagrożeniu, a tu nawet nie raczą podnieść debilnej słuchawki. Policjanci to debile, Daniel wiedział o tym od zawsze.
Ale. Wtedy z torby wyłoniło się coś, co z miejsca sprawiło, że młody Crowley aż się rozłączył, wpuścił telefon z powrotem do kieszeni i podszedł kilka kroków z oczami jak małe żarówki.
- No nie gadaj, platynowa! - Zachwyt po tysiąckroć. Atencja małego nerda uzyskana i to nawet nie w świetle negatywnym, a wybitnie pozytywnym. Czyste niedowierzanie. No bo. No kurde, no. - Totalnie nie miałbyś szans.
W końcu rozmawiał z dotychczasowym mistrzem D&D klubu kujonów w szkole. Powaga stanu.
Powrót do góry
 
Go down
Misery

avatar
35
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
35


   
Sro Wrz 14, 2016 9:41 pm
       
Zauważył to specyficzne, typowo geekowskie spojrzenie posłane w kierunku pudełka. Na to liczył. Uśmiechnął się perfidnie, poprawił za sobą drabinę i ściągnął łacha z karku. Ot, bluza made in Giorgio Armani za pół kafla poszła się jebać w pizdu na brudnej podłodze, na czymś usiąść musiał.
— Ale uprzedzam, że jak piśniesz słówko... komukolwiek, to ci zrobię z dupy jesień średniowiecza i pierdoloną wiosnę ludów na deser. Capisci? — warknął gburowato, po czym rzucił w niego nową kamizelką z Vistuli, droższą od całej zawartości nerdowskiej szafy gnojka. Tak, żeby miał pod dupę na czas rozgrywki.
Rozłożył z namaszczeniem planszę i czyste karty postaci, szpanerski długopis i istotnie, platynowe kości do gry. Jedyny problem polegał na tym, że niestety nie posiadali Mistrza Gry, ale i tak nie mieli czasu na pełną sesję. Przewidywał, że zdążą rozpisać i uporządkować swoich bohaterów, a potem ewentualnie pomyśli się o czymś przyszłościowym, jak sama rozgrywka. O ile postać wymyślona przez tego frajera w ogóle wejdzie w jego standardy.
— Jeżeli stworzysz coś na poziomie, pozwolę ci ze mną zagrać. Ale z Mistrzem Gry z wideo konferencji, nie życzę sobie, by ktokolwiek wiedział, że... no. A czego się spodziewałeś? — ofuknął go, po czym wybuchnął wyjątkowo wrednym rechotem. Mina dzieciaka na widok tych wszystkich gratów na umywalce była bezcenna.
Od bardzo dawna nie miał okazji z nikim zagrać, głównie prowadził rozgrywki fabularne i sam zajmował stanowisko Mistrza Podziemi. Czuł niedosyt.
Podał mu długopis, czując się wyjątkowo niezręcznie w tej sytuacji; oczywiście Danielowi w dalszym ciągu należały się srogie wciry za pyskówkę, o szarpaninie nie wspominając, ale póki co Misery wyglądał na dostatecznie zajętego swoim małym fantastycznym światem, by dać temu fucka. Wszakże co się odwlecze to nie uciecze.

Półtorej godziny później wysmarował kartę postaci, wybrał klasę, rasę, inny szmajs i dumał nad statystykami. Co chwilę zerkał uważnie na Crowleya, czy ten aby na pewno nie kombinuje czegoś na boku i mruczał pod nosem niewyraźnie. Dawno już porządne ułożone włosy rozlazły się we wszystkich kierunkach, a on sam nawet zdecydował się założyć okulary. Czasami odzywał się do kujona, a kujon odpowiadał nawet racjonalnie, więc napawał się tą chwilą ile wlazło. W końcu naprawdę rzadko miewał okazję być sobą.
— Hej. Jak się w ogóle nazywasz? Rodzice dali ci jakieś imię, czy przydzielili ci numer? — nie przyznałby się, że było mu głupio wołać do niego "ej, ty", zauważył to jakieś półgodziny temu.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Centrum handlowe [SW]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 2 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
 Similar topics
-
» Pomieszczenie Główne
» Centrum dowodzenia kryptonim "Polana"
» Centrum monitoringu
» Centrum monitoringu
» Wioska w centrum wyspy

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: