IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Boczny korytarz na parterze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Jace
Zbuntowany

avatar

Liczba postów : 43
Godność : Jacek "Jace" Ruciński

PisanieTemat: Re: Boczny korytarz na parterze   Czw Wrz 15, 2016 1:06 am

Dopiero co martwił się, że zostali na korytarzu sami, a teraz w duchu dziękował temu najwyższemu kiszącemu się na swojej chmurce za to opustoszenie. Nie chciałby aby szkolne ziomeczki zobaczyły kwitnącego na jego twarzy buraka. Nie spodziewał się mówiąc krótko. Kompletnie nieoczekiwana była dla niego jej reakcja. Wręcz dziecięca radość. Aż niemożliwym było dla niego w  tym momencie, że skojarzyła mu się z Julitą, która… czy też z którą dzielił pasję, ale życie ją pokonało, źle skończyła. Miał chociaż nadzieję, że matka przynosi jej kwiaty i świecę co listopad. Ale prędzej sczeźnie niż odezwie się do tego pruchna.
- Tak, naprawdę. – zapewnił ją z zawadiackim uśmiechem, powracając do kolorowej, pasteloworóżowej rzeczywistości. Co prawda wciąż się czuł przytłoczony jej pozytywną energią, która napływała w jego kierunku strumieniami. Nie miał jednak zamiaru tego po sobie pokazać, nawet jeżeli jego poliki go zdradzały. Potrząsnął głową i poprawił blond grzywę, czując, że za mało nałożył sobie żelu rano i teraz kilka pasm nie chciało posłusznie stać na baczność tylko bezczelnie uciekały na czoło.
- Jak już o rodzinie mowa… - szybko wyjął telefon i przejrzał pocztę w poszukiwaniu wiadomości od ciotki. Na szczęście cisza radiowa trwała w najlepsze. Westchnął z wyraźną ulgą i posłał Natalie szczęśliwy uśmiech jaki można widzieć tylko u ludzi z wygraną w totka w ręce. – Moja ciotka milczy więc mam czasu ile dusza pragnie. To straszna kobieta, uwierz. Już kilka razy siedziałem prze nią w radiowozie. – uśmiechnął się krzywo na te wspomnienia. – W każdym razie. Mogę cię odprowadzić, why not. – i zaplanować następne spotkanie w skate parku – dokończył w myślach.
Posłusznie wyciągnął rękę obserwując jak delikatne dłonie zapisują na niej szereg cyfr.
- No teraz to czuję się wręcz zobowiązany cię odprowadzić. – puścił jej oko i odszedł po deskę. Posłusznie wręcz wskoczyła mu w dłoń gdy przydepnął taila.
– Obyś później nie żałowała, że się znamy. Nie jestem zbyt miłym „dzieciakiem” jak to mnie lubią określać. Ale od teraz wal do mnie z każdym problemem. Ziomki muszą się wspierać. – podszedł do niej i pacnął lekko w daszek czapki – Deskę kupimy kiedy tylko będziesz chciała. – oblukał ją przelotnie – i w drodze wyjątku ochraniacze. 
Kiedyś nawet nie umiałby wypowiedzieć tego słowa na głos! Ochraniacze to coś, czego skejci za żadne skarby nie akceptują, ale czasy się zmieniają. A jak nie to on je zmieni do swoich potrzeb.
- Lepiej chodźmy. Ktoś tu był po tamtym leszczu i chyba następnym razem przyjdą z eskortą z pokoju nauczycielskiego. – szedł już przed siebie, zostawiając Natalie i wspomnienie pełnych prośby oczu w tyle.
W co ja się wpakowałem? – przelotna myśl przy asyście pocierającej skroń dłoni.
- Idziesz? – niech sobie nie myśli, że teraz będzie zamierzał dać jej spokój.
Powrót do góry Go down
Natalie
Szarak

avatar

Liczba postów : 86
Godność : Natalie

PisanieTemat: Re: Boczny korytarz na parterze   Sob Wrz 17, 2016 8:39 pm

Dostrzegła rumieńce na twarzy blondyna, lecz nie spodziewała się, że to wszystko przez jej reakcje. Uważała, że to pewnie przez to, że o czymś pomyślał. Biedna, niepewna siebie Natalie. Uśmiech się jednak nasilał, a w głębi uważała go za uroczego. Nie był agresywnym typem, a przynajmniej nie wobec niej. Dlatego też pozwoliła sobie na więcej niż zwykle. Zaśmiała się, słysząc o ciotce. Rodzina taka była, zawsze mogła wpakować w kłopoty. Gorzej jeśli to były problemy psychiczne, przemknęło jej przez myśl.
Była zadowolona z siebie. Nie musiała wracać samotnie do pustego pokoju. Aż jej trochę było przykro, że będzie musiała pozostawić Jace'a przed drzwiami. Sama czułaby się lepiej, gdyby towarzyszył jej w tych trudnych chwilach. A rozmowa z jej ojcem nie należała nigdy do najłatwiejszych, obciążała ciało oraz psychikę na kolejny tydzień. Zawsze mogła go przywołać w myślach. Tak, to dobry plan.
Zawsze lepszy miły buntownik niż bogaty bufon z wybujałym ego.
Lubiła ciekawe osoby, w szczególności jak i one uważały ją za ciekawą lub godną uwagi. A chłopak zdawał się być po prostu cudnym towarzyszem. W kłopoty i tak wpakuję się sama.
Cieszę się i nie mogę się doczekać — szepnęła, nie chcąc, aby te słowa rozeszły się echem po korytarzu. Miały być „ich”, cokolwiek by to miało oznaczać.
Zamyśliła się. Najgorsze było to, że prawdopodobnie się do niego przywiąże. Albo zacznie go odpychać w pewnym momencie. Był miły, ona osamotniona w nowej szkole. Po prostu istniała szansa, że ona źle to odbierze. Westchnęła i zaczęła iść przed siebie szybkim krokiem, wyprzedzając na chwilę Jace'a, którego później pociągnęła za rękę. Na chwilę, nie chciała, aby ktoś to zauważył i źle odebrał. I żeby on sobie czegoś nie pomyślał. Nie chciała nikogo skrzywdzić.

[z/t x2]
Powrót do góry Go down
Morgenstern
Zbuntowana

avatar

Liczba postów : 19
Godność : Morrigan Hecate Morgenstern

PisanieTemat: Re: Boczny korytarz na parterze   Czw Lis 03, 2016 11:46 pm

Morgenstern miała paskudny dzień. Był piątek, ale padało. Parszywa pogoda, parszywe zajęcia. Na pierwszą lekcję nie przyszła, bo po co. Na drugą z resztą też. Dopiero koło dziewiątej udało jej się zwlec z łóżka. Chciałaby móc wcale nie iść do szkoły. Musiała jednak pilnować swojej frekwencji, nie zamierzała spędzać w tej budzie ani chwili więcej, niż ustawa przewiduje.
Do twarzy przykleił się jej wyraz zmęczonego wkurwienia, gdy tylko otworzyła oczy. Zaspana zrobiła szybki, mocny makijaż - taki jak zawsze i odgrzała zrobioną wczorajszego dnia lasagnę, do tego mocna kawa. Śniadanie mistrzów.
Cieszyła się, że nie musi spędzać ani chwili w komunikacji miejskiej. Gdyby była zmuszona dzień w dzień spędzać nawet kilkanaście minut w SkyTrainie niechybnie powiesiłaby się już po tygodniu. Własny motor był jednak wybawieniem. Zaparkowała gdzieś przed szkołą, zapaliła papierosa i zaliczyła jeszcze szybki spacer do sklepu spożywczego, zanim spóźniła się na swoją pierwszą lekcję.
Jakoś ją przetrwała. I następną. Ale kolejną postanowiła sobie odpuścić, a że na zewnątrz paskudnie lało, zdecydowała się przesiedzieć ją w bocznym korytarzu na parterze. Rzadko ktokolwiek do niego zaglądał, a podczas lekcji praktycznie się to nie zdarzało. Usiadła więc na ziemi pod ścianą, wyciągnęła nogi i założywszy słuchawki puściła sobie jakiś losowy zespół z jej biblioteki. Z torby wyjęła szkicownik i zaczęła coś bazgrać. Ludzi w różnych pozach, a ze szkicu na szkic wyglądali coraz to bardziej groteskowo. Aby był pełen czill w dwóch haustach wypiła zakupioną wcześniej colę i z puszki po niej urządziła sobie spiołę. Wiedziała, że akurat w tej okolicy nie ma kamer ani czujników dymu - wszyscy przychodzili tu karmić raczki. I choć zawsze mówiła, że nie pali, wyjmowała z pudełka już drugiego tego dnia papierosa.
Powrót do góry Go down
Frey
Szkolna Gwiazda
Reitz

avatar

Liczba postów : 511
Godność : Frey Renard Orion Clawerich

PisanieTemat: Re: Boczny korytarz na parterze   Sob Lis 05, 2016 4:39 pm

Odwołane zajęcia wychowania fizycznego było najpiękniejszą rzeczą, która przytrafiła mu się tego pochmurnego dnia. Dlatego właśnie odłączył się od reszty grupy, z którą miał mieć tę lekcję, zaszywając się w najmniej odwiedzane części szkoły. Dla świętego spokoju, który miał zamiar poświęcić na czytanie badziewi w internecie. Cichym krokiem przemierzał korytarz, z dłońmi wsuniętymi w kieszenie spodni i dumnie wyprostowaną postawą, jak przystało na Reitza.
Już wyjmował telefon z kieszeni, gdy różnobarwne spojrzenie osiadło na siedzącej pod ścianą sylwetce. Wewnętrznie skrzywił się na widok dymu papierosowego, choć wyćwiczona mimika twarzy ani myślała drgnąć. Opanowany wyraz wzbogacił się o drobne wygięcie kącików ust w szelmowskim uśmiechu, gdy blondyn podchodził do znajomej postaci, by zasiąść obok niej. Rozprostowując jedną nogę, drugą zgiął w kolanie, opierając na nim przedramię. Zerknął w bok podczas wspierania pleców o chłodną ścianę, by dokładnie zlustrować dziewczynę. Wyciągnął ku niej wolną rękę, by wyciągnąć jedną ze słuchawek, coby mogła go usłyszeć.
- No Morgenstern, jak będziesz palić, to nie urośniesz. - Mruknął niskim tonem, w którym przebrzmiewała drobna nuta rozbawienia. Wypuścił słuchawkę spomiędzy palców, by nawinąć na wskazujący kosmyk jej białych włosów. Lubił je, były miękkie.
Powrót do góry Go down
Morgenstern
Zbuntowana

avatar

Liczba postów : 19
Godność : Morrigan Hecate Morgenstern

PisanieTemat: Re: Boczny korytarz na parterze   Nie Lis 06, 2016 12:20 am

Szkicująca w zamyśleniu dziewczyna prawie nie zauważyła, że nie jest już sama. Nie podnosząc wzroku znad kartki wyjęła papierosa z ust, strzepnęła popiół do puszki i z powrotem włożyła go między wargi, by głęboko się nim zaciągnąć. Dopiero wtedy przeniosła spojrzenie swoich czerwonych (budzących w niektórych strach) oczu na znajomego. Powoli wypuściła z płuc dym, dmuchając mu nim prosto w twarz.
- Nie wiem o czym mówisz, Frey - odparła z kamienną twarzą. - Przecież ja nie palę.
To rzekłszy zaciągnęła się ponownie. Całkowicie zignorowała fakt, że chłopak jak gdyby nigdy nic zaczął bawić się jej włosami. Przyzwyczaiła się już do tego. Poza tym, choć nie jest to rzecz, do jakiej kiedykolwiek by się przyznała, lubiła, gdy ktoś to robił. Dodatkowo odrobinę jej to schlebiało. Bardzo dbała o swoją fryzurę, zawsze pilnowała, by jej włosy były miękkie i pachnące. Chyba na nic nie wydawała tyle pieniędzy, co na fryzjerów, odżywki i inne kosmetyki do włosów. No, może poza używkami.
Zgasiła papieros o puszkę i wrzuciła do niej niedopałek. Wypuszczając ostatni raz dym wciągnęła go nosem, tworząc charakterystyczny żagielek. Czy się popisywała? Może. Poza tym, miała przeczucie, że Clawerich nie do końca przepada za dymem papierosowym. Chciała mu zrobić na złość, przynajmniej odrobinę. Uśmiechnęła się lekko i bezczelnie, unosząc jeden z kącików ust, a w oczach zagrały jej zadziorne iskierki.
- Co tu robisz? Nie masz przypadkiem w-fu? - zagaiła słodkim głosem. - Jak nie będziesz ćwiczyć, to nie dasz rady otworzyć przyszłej żonce słoika.
Morrigan i Frey czyli duet dobrych rad. Zawsze wiedzieli, co powiedzieć, żeby się miło rozmawiało. W gruncie rzeczy to lubiła - ot, niezobowiązująca relacja oparta na wzajemnych przytykach i flircie. Coś jednocześnie ekscytującego i interesującego, a przy tym odprężającego. Nikt niczego nie oczekiwał, a obie strony chciały tylko zabawy, jak to dwójka młodych ludzi. Zero dram, zero spin. Żyć, nie umierać.
Powrót do góry Go down
Frey
Szkolna Gwiazda
Reitz

avatar

Liczba postów : 511
Godność : Frey Renard Orion Clawerich

PisanieTemat: Re: Boczny korytarz na parterze   Nie Lis 06, 2016 5:08 pm

Gdy tylko dmuchnęła mu dymem papierosowym w twarz, warknął w duchu, mając ochotę zabrać jej fajkę i gnieść w podłogę. Mimo tego ani drgnął, jedynie mrużąc ślepia. Nie znosił, gdy tak robiła. Zwłaszcza dobrze wiedząc, jaki miał stosunek do palenia.
- Oczywiście. Tak samo, jak ja nie imprezuję. - Posłał jej pobłażliwy uśmiech, opierając tył głowy o ścianę. Mógłby tu spokojnie zasnąć, jak to zawsze miał w zwyczaju podczas opierdzielania na w-f'ie. Przesunął opuszkami po trzymanym kosmyku, sprawdzając, czy włosy zmieniły się jakkolwiek od ostatniego razu, gdy miał okazję ich dotknąć. Jednak z zadowoleniem stwierdził, że nie, wszystko było z nimi w porządku. Co więcej, chyba nawet stały się miększe. Mruknął krótko, układając nadgarstek na ramieniu dziewczyny, by wpleść palce między białe kosmyki i zacząć się nimi bawić.
Zmrużył na chwilę ślepia, obserwując proces gaszenia papierosa. W końcu. W tym przypadku popisy nie robiły na nim najmniejszego wrażenia. Nie interesowało go nic, co związane z tym śmierdzącym dymem. Na czego dowód przytknął wolną dłoń, sugestywnie kryjąc za nią ziewnięcie.
- Co za problem? Zawsze mogę komuś zapłacić, żeby to zrobił. - Kąciki ust drgnęły w rozbawieniu, gdy przymykał oczy. - I spokojnie, nie dam się związać małżeństwem. Za to mogę kupić ci ładny zestaw kieliszków, jeśli zaprosisz mnie na swój ślub. - Relacja bez zobowiązań jak najbardziej mu pasowała. W tym właśnie Morrigan była lepsza od całej zgrai innych dziewczyn. Pomijając fakt, że kopciła fajki, czego nie mógł znieść, rozmawiało się z nią normalnie i w gruncie rzeczy... Mogli robić wszystko. Od zaczepek na korytarzu przez flirt aż do pseudo randek, byleby komuś zrobić na złość.
Powrót do góry Go down
Morgenstern
Zbuntowana

avatar

Liczba postów : 19
Godność : Morrigan Hecate Morgenstern

PisanieTemat: Re: Boczny korytarz na parterze   Pon Lis 07, 2016 1:18 am

Przecież naprawdę nie paliła. Ot, raz na jakiś czas. Jak udało jej się paczkę zrobić w miesiąc, to to było sporo. Czemu to robiła? Chyba po prostu lubiła smak tytoniu i uczucie dymu w płucach. Oczywiście zawsze uważała, żeby wybierać te rodzaje, które śmierdziały jak najmniej, czyli softy, bo szlag ją trafiał, gdy ten zapach zostawał jej na palcach.
- Wiadomo - dorzuciła tylko Morgenstern, zdając sobie sprawę z tego, że nie może powiedzieć nic, aby obronić swoje postępowanie. Czego z resztą nie zamierzała robić, bo to nie miało sensu. Mało obchodziło ją zdanie innych i miała gdzieś, czy podoba im się, że pali, czy nie. Jakby minusy przeważały nad plusami, to Frey już dawno nie kręciłby się w jej towarzystwie, wnioskowała więc, że może pozwolić sobie na to i owo, w tym wkurwianie go dmuchaniem mu dymem w twarz. Właściwie podziwiała jego opanowanie i musiała przyznać, że nierzadko drażniła go tylko po to, by w końcu być świadkiem złamania się chłopaka. Chciała zobaczyć moment, w którym nie daje już rady utrzymać maski obojętności. Ta pozornie niewzruszona mina była dla białowłosej tylko zachętą do kontynuowania.
- No taaak, sypnąć golda tu, to tam, co za problem - Morrigan ruchem dłoni zaprezentowała rozrzutność znajomego. - A gdybyś nie miał siły, to też byś zapłacił komuś, żeby ją zaspokoił?
Jej ton stał się zadziorny i zaczepny, zerkała na niego rozbawiona, wciąż nie przestając się delikatnie uśmiechać. Zaś następne słowa Clawericha sprawiły, że wybuchła głośnym, szczerym, dźwięcznym śmiechem.
- Słońce, jak mi znajdziesz kogoś, kto mnie będzie chciał za żonę, to sama ci sprezentuję taki zestaw i to pewnie niejeden! - odparła przez śmiech i szczerząc się rozbawiona szerzej do niego, wtuliła delikatnie policzek w jego dłoń, której palce beztrosko bawiły się jej włosami. Dotyk nigdy jej nie peszył; czuła się na tyle komfortowo, że właściwie bezwiednie wykonywała tego typu gesty.
- Swoją drogą, wspominałam ci już, że jeśli w ogóle wezmę kiedyś ślub, zamierzam kroić tort mieczem półtoraręcznym? - mruknęła, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Lubiła patrzeć innym w oczy, miała wrażenie, że więcej wtedy dostrzega. No i poza tym, w bliskim otoczeniu oczu była twarz, a Freyowi nie można było odmówić urody. Chłopak śliczny jak laleczka po prostu. Nigdy nie ukrywała, że cieszy jej oczy. Nie zamierzała prawić mu komplementów i rozpływać się nad jego wyglądem, ale lubiła sobie popatrzeć, z zamiłowania do ładnych rzeczy i wysokiego poczucia estetyki. Ostatecznie miała w sobie jakiś pierwiastek artysty.
Powrót do góry Go down
Frey
Szkolna Gwiazda
Reitz

avatar

Liczba postów : 511
Godność : Frey Renard Orion Clawerich

PisanieTemat: Re: Boczny korytarz na parterze   Wto Lis 08, 2016 7:08 pm

A on naprawdę nie chodził na imprezy. Znaczy no, chodził, ale rzadko. Ludzi chętnych do spędzenia czasu mógł znaleźć dookoła siebie. W parku, na mieście, w szkole i tak dalej. Nazwisko zapewniało mu wystarczająco rozrywki, by nie musiał się pałętać po parszywych klubach.
Pozwalał jej na wiele. I tylko dlatego, że była jednym z tych interesujących przypadków, które zwróciły jego uwagę, wychylając się poza szary tłum. Dopóki potrafiła odpyskować, bawiła się z nim w gierki słowne, flirty i od czasu do czasu zaskakiwała czymś nowym, miał zamiar utrzymywać tę znajomość. Próby zburzenia jego wyćwiczonej maski opanowania traktował jako swego rodzaju rywalizację. Kto pierwszy się podda, kto się złamie. Nie zamierzał jej niczego ułatwiać ani dawać wskazówek. Prawdziwe intencje i odczucia Reitza miały pozostać poza widokiem innych. A przynajmniej dopóki sam nie wyrazi chęci ich ukazania, na co się niestety nie zapowiadało.
- O to się nie musisz martwić. Są rzeczy, na które zawsze znajdzie się siła. - Rozciągnął usta w szelmowskim uśmiechu, przeciągając się lekko. - A jeśli komuś coś nie pasuje, to odsyłam na ulicę. I tak zawsze wracają. Z bólem dupy, dosłownym i w przenośni. - Wplótł palce w jasną grzywkę, zaczesując ją sobie w tył, by nie opadała na oczy.
- Zawsze możesz wziąć ślub ze mną. Ale to byłoby najbardziej patologiczne małżeństwo w świecie. Chociaż... Przynajmniej mógłbym sobie dalej szaleć. Nie założyłabyś mi obroży, co Morr? - Roztrzepał jej złośliwie włosy, tworząc przepiękny chaos sterczących na wszystkie strony białych kosmyków. Chwycił też jej policzek między palce wskazujący a kciuk, tarmosząc go lekko ku sobie. Pozwalał sobie na takie rzeczy z racji, że sam nie posiadał przestrzeni osobistej. Dlatego wszystkie te dziewczyny tak chętnie się do niego lepiły, bo mu to nie przeszkadzało. Parsknął, rozbawiony kolejnymi słowami Hecate.
- Nie wspominałaś. Gdybym planował kiedykolwiek ślub, to na pewno nie byłoby na nim tortu. Słodycze to nie moja bajka. - Zmierzwił nieco grzywkę, gdy ta po raz kolejny postanowiła wpaść na prawe oko. Czując na sobie spojrzenie dziewczyny, uśmiechnął się zadziornie, przychylając bokiem bardziej w jej stronę. Puścił też jej policzek, wycofując rękę na własne udo, o które oparł nadgarstek.
Ale zaraz wstał i poszedł, o.

z/t


Ostatnio zmieniony przez Frey dnia Pią Sty 06, 2017 4:52 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morgenstern
Zbuntowana

avatar

Liczba postów : 19
Godność : Morrigan Hecate Morgenstern

PisanieTemat: Re: Boczny korytarz na parterze   Sro Lis 09, 2016 10:45 pm

Dziewczyna zaśmiała się krótko. Clawerich, wielki pan i władca. Swoją drogą to było niesamowite, jakim uwielbieniem przez wielu był darzony. Najwyraźniej nazwisko i ładna buzia było połączeniem ostatecznym, dzięki któremu ludzie sami wynosili cię na piedestały niezależnie od tego, kim w rzeczywistości się było. Bo Frey charakterem nie przypominał tego anioła, złotowłosego księcia, którym niewątpliwie był na zewnątrz. Morrigan wnioskowała, że aparycja i pochodzenie to jednak potrafią omamić każdego. Była ciekawa, jak różne wersje znajomego żyły w głowach jego fanek.
- Niee, skądże znowu - odparła słodkim głosem. - Ale tylko jeśli ty również byś tego nie zrobił.
Uśmiechnęła się drapieżnie i zadziornie stuknęła go palcem w czubek nosa. Małżeństwo z Freyem? Brzmiało dość... Nieprawdopodobnie. I całkiem zabawnie, musiała przyznać.
- Już to sobie wyobrażam - zaśmiała się, po czym przyklękła na jedno kolano i chwyciła w obie dłonie dłoń chłopaka.
- Frey'u Renardzie Orionie Clawerichu, wyjdziesz za mnie? - rzekła, przyjmując najbardziej poważną minę, na jaką ją było stać. Za chwilę jednak na twarz powrócił jej arogancki, szelmowski uśmieszek.
- Dobrze, że jesteś taki lekki, przeniesienie cię przez próg to by była pestka - zaśmiała się, ignorując bycie tarmoszoną najpierw za włosy, potem za policzek. Przyzwyczaiła się. I poza tym lubiła, jak ktoś gestami okazywał sympatię; sama była strasznie dotykalska.
- Jak to? - krzyknęła teatralnie, udając przerażenie i łapiąc się za głowę, choć wiedziała, że Frey za słodyczami nie przepadał. - To jakaś herezja. Jak można nie lubić czegoś, w czym jest cukier? Z resztą wiesz - nie sam byś był na tym weselu. Goście kochają tort. I ja - twoja przyszła panna młoda - też.
Morgenstern sama miała ochotę roztrzepać mu włosy, ale zamiast tego dziugnęła go palcem pod żebro, ot, by się trochę podroczyć. Potem po prostu usiadła z powrotem obok niego, wracając z klęczek do poprzedniej pozycji.
Powrót do góry Go down
 
Boczny korytarz na parterze
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Tajemniczy korytarz
» Korytarz w lochach
» Korytarz na II piętrze
» Korytarz
» Korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Tereny Riverdale :: 
Gmach szkoły
-
Skocz do: