IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sala gimnastyczna

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
Jake Raven O'Brien

avatar
316
#Młodzież
Przyszły student
316


   
Nie Gru 02, 2018 10:06 am
       
Po prostu wyglądałaś, jakbyś zaraz miała odjechać ― wyjaśnił całkowicie neutralnie. Nie miał najmniejszego powodu, dla którego miałby faktycznie przejmować się jej stanem – po prostu imprezy, na które trzeba było wzywać karetkę, wcale nie były tak przyjemne, jak opisywali je podekscytowani gapie. O'Brien zupełnie nieświadomie rozwiał jej wszelkie przypuszczenia co do tego, że był świadkiem zajścia na parkiecie. Raz, że nie przyglądał się sali aż tak uważnie, a dwa, że jego złote oczy wolały cieszyć się innymi widokami.
Wyglądało na to, że ciemnowłosy zamierzał w pełni zaakceptować jej wersję wydarzeń. Zresztą już po chwili Victor postanowił zawitać u ich boku, więc z całą pewnością wiedział lepiej, jak odpowiednio zająć się swoją koleżanką.
„Jake, kto to jest, znasz ich?”
Po czterech latach poza Kanadą ciężko o znajomości na miejscu ― stwierdził, ale mimo wszystko spojrzał we wskazanym przez Rosa kierunku. Twarze w tłumie nie były ani trochę znajome, jednak Raven przyglądał im się przez dłuższą chwilę, jakby mimo wszystko próbował wrócić pamięcią do jakichś sytuacji, w których mogli brać udział i których sam byłby świadkiem. Prawda była taka, że zamiast tracić czas na poszukiwania nieistniejących wspomnień, skupił się raczej na analizowaniu efektu ostatecznego czterech miliardów lat ewolucji, robiąc wszystko z na tyle wyuczonym i odciętym od emocji wyrazem twarzy, że trudno było wyobrazić sobie, że właśnie ich oceniał.
Dopóki nie otworzył ust ponownie.
Nie mam pojęcia kim są. Zresztą to nie moja liga ― stwierdził, a cokolwiek miało to oznaczać, na pewno nie oznaczało, że złotooki czuł, że nie dosięga im do pięt. ― Słyszałem też, że żeby dostać się na salę, trzeba przyjść w towarzystwie kogoś, kto chodzi do tej szkoły lub ją ukończył. Powinniście kojarzyć przynajmniej jedną osobę. Chyba że istnieją jakieś wyjątki od reguły albo ochrona zrobiła sobie przerwę.
Powrót do góry
 
Go down
Victor Ros

avatar
82
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
82


   
Pon Gru 03, 2018 11:43 am
       
A no był na scenie. Zabrakło go na kilka minut więc zwracam honor.
A gość, który wygrał, to kto to?
Był tutaj nowy i jeszcze w dodatku trafił na kogoś, kto wrócił na stare śmieci po długim czasie. Niezwykły przypadek, zdecydowanie. Cała nadzieja chociaż w skrawkach informacji leżała teraz w Leilani, która nie mówiła zbyt wiele ale teraz to stała się jakaś bardziej milcząca.
Lei a Ty kojarzysz towarzystwo? Czy też jesteś tu nowa?
Zacisnął nieco mocniej dłoń na jej ramieniu żartując sobie. Prawda była taka, że zaprosił ją prawie przypadkowo i nie wiedział o niej kompletnie nic. Prócz tego, że była młodsza i ładna. To mógł stwierdzić każdy kto miał zdrowe oczy, lol. Dlatego zawsze istniała szansa, że jest tu tydzień dłużej od niego albo wróciła z podróży jak O'Brien.
Tak miało być. W mojej kompetencji nie leży sprawdzanie uczestników. Chyba, że zaczną sprawiać kłopoty. Do tego czasu mogą stać przy przekąskach ile dusza zapragnie.
Wzruszył ramionami nie mając najmniejszego zamiaru iść i wypytywać czy mają zaproszenia. Nie chciał być źle zrozumiany ale jeden na kilku to kiepska wróżba, to raz, a dwa skoro nikomu nie wadzili to niech będą. Zawsze to więcej uczestników, no nie?
Lei wszytko ok?
No coś było nie tak jak być powinno. Ostatnią rzeczą, na którą teraz mógł wpaść Ros było to, że wszystko ma związek z sytuacją sprzed chwili. Bardziej byłby skłonny uwierzyć, że podczas jego krótkiej nieobecności wydarzyło się coś, co zbiło dziewczynę z tropu. Tylko co to mogło być.
Powrót do góry
 
Go down
Michael Bambi Charpentier

avatar
117
#Romantyk
Prefekt Naczelny
117


   
Wto Gru 04, 2018 4:48 pm
       
Początkowo zamierzał zaciągnąć Raven na parkiet po raz kolejny. Gdy jednak zauważył, że Victor schodzi ze sceny spojrzał w jej kierunku.
M-może jednak wracajmy? — zaproponował z nieśmiałym uśmiechem, torując jej drogę poprzez tłum. Przez kręcące się dookoła dziewczyny miał drobne problemy z szybkim przedarciem się w ich stronę, lecz głośne "Przepraszam" po kilkudziesięciu razach zaczęło dawać jakiekolwiek efekty, gdy stanął ponownie obok znajomych, nawet nie zdając sobie sprawy, że cały czas trzymał Raven za rękę, bojąc się że zgubi ją w tłumie. No chyba, że wyrwała się dużo wcześniej oczywiście. Puścił ją czym prędzej z wyraźnym zmieszaniem.
P-przepraszam, n-nie chciałem cię z-zgubić — wytłumaczył się pospiesznie, czym prędzej wracając do nich uwagą.
O czym gadacie? — zapytał zainteresowany, obracając głowami na boki. Jakby nie patrzeć przez to że dołączył, był nieco w tyle z całym tematem i kompletnie nie słyszał wypowiadanych przez nich słów. Tymczasowo swoją uwagę skupił na Jake'u, który wyraźnie nadal nie znalazł sobie konkretnego drugiego towarzysza. W przeciwieństwie do Victora, który zdecydowanie był zajęty Leilani.
Powrót do góry
 
Go down
Raven Castlecrow

avatar
170
#Dusza Towarzystwa
170


   
Sro Gru 05, 2018 1:48 am
       
Wystarczył moment, aby przez jakby jakąś telepatię jej spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem bruneta, którego poczynania obserwowała przez króciutką chwilę. Czy on musiał nawet w tak subtelny sposób prowadzić cielesną ofensywę nawet na młodszych? Widząc jak podczas perfidnego podtrzymywania kontaktu wzrokowego zajął się szyją swojej partnerki, Raven nieznacznie pokręciła głową, odrywając do niego spojrzenie, które na nowo ulokowało się na twarzy jej towarzysza.
Podchwytując jego żarcik, zaśmiała się cicho pod nosem. W takim razie jego dziewczyna rzeczywiście znała się na efektownych wejściach, chociaż fajnie by było, gdyby jeszcze udało się jej zahaczyć o imprezę, a nie o sprzątanie.
- Niby tak, ale zwróć uwagę na to, że dalej ci za to płacą. Tak jakby wynagrodzenie katorg, które przyszło ci znosić. - skwitowała jego uwagę z drobnym uśmieszkiem, który znacząco się poszerzył po jego cichym nuceniu, które całkiem dobrze mu wyszło. W jej przypadku lepiej nie próbować - zawsze zastanawiała się jak to jest, że w jej mniemaniu ładny i miły dla ucha głos, którego używała do komunikowania zupełnie nie przelewał się na wokal, który najzwyczajniej w świecie brzmiał jak pianie skacowanego koguta.
Przypatrując mu się podczas jego króciutkiego monologu, stwierdziła u niego potencjał. Potencjał naprawdę fajnego chłopaka, który tak bardzo boi się wyjrzeć zza kotary nieśmiałości. Gdyby udało się mu się to zwalczyć, z jego czarującą osobowością mógłby podbić świat.
- Jak dla mnie pewnie wszystkich z nich oceniają cię na plus. - uśmiechnęła się, chcąc podnieść go na duchu. - Nie powinieneś uciekać, bo to najgorsza z możliwych opcji. Według mnie najlepszą postawą jest odcięcie się od tego, co ktoś myśli na mój temat. Niech sobie mają o mnie zdanie, najważniejsze to być po prostu sobą i nie przejmować się opinią innych. - w swoich poczynaniach przypominał jej brata, który również zamykał się w swojej klitce, chcąc schować się przed światem. Jednakże po kilkudziesięciu kazaniach z jej strony powoli zaczął wychylać nos zza wyciszonych drzwi i małymi kroczkami budować swoją pewność siebie. Może Bambiemu też przyda się taka motywacyjna ciotka.
- W sumie to wizja historii miłosnej w klimacie zombie apokalispsy bardziej do mnie przemawia. Jeszcze z takim romantykiem to już w ogóle. - zaśmiała się, po czym muzyka ucichła, zwiastując rychłe ogłoszenie wyników. Obracając się w stronę sceny, blondynka obserwowała całe zajście, raz po raz klaszcząc wraz z tłumem i rzucając drobne uwagi w stronę Michaela. Kiedy cała szopka ucichła, poczuła jak chłopak złapał ją niespodziewanie za rękę, chyba samemu nie będąc do końca świadomemu swojego czynu.
- Pewnie, przez nami jeszcze długa noc i pełno okazji, żeby znowu uderzyć na parkiet. - posłała mu oczko, po czym razem ruszyli zniekształconym tunelem, na samym końcu lądując przy ich stoliku. Czując, jak straciła z nim kontakt, spojrzała na jego zmieszaną twarzyczkę z pobłażliwym uśmiechem.
- No i ci się udało. - skwitowała z uniesionymi kącikami, po czym jej wzrok ogarnął siedzące przy stoliku towarzystwo. - No i jak wam leci? - zapytała praktycznie w głos z Bambim. Ukradkiem spojrzała w kierunku Victora, który zaabsorbował się Leilani. Dziewczyna nie wyglądała na wprawioną w nastrój, chociaż Raven wolała nie wnikać w powód owego stanu. Blondynka skrzyżowała ręce na piersi, opierając się na jednej nodze. Jej wzrok na moment zawiesił się na ponczu, który w tym momencie wydawał się być niezwykle kuszącą opcją.
Powrót do góry
 
Go down
Michael Bambi Charpentier

avatar
117
#Romantyk
Prefekt Naczelny
117


   
Sro Gru 05, 2018 2:36 am
       
Uśmiechnął się nieznacznie.
W sumie racja — nie żeby Michael był jakimś szczególnym psem na pieniądze, ale fakt faktem przynajmniej mógłby nieco zaoszczędzić i oddać ciotce. Nawet jeśli nie chciałaby tego od niego przyjąć. W końcu nie zamierzał się oszukiwać, że jakkolwiek potrzebowała uzbieranych przez niego "groszy". Czasem brała je tylko po to, by poczuł się lepiej. A czasem wrzucała je potem do jego skarbonki, by oboje mogli grać, że nie mają o niczym pojęcia. Był to dość dziwny sposób funkcjonowania, ale bez wątpienia działał.
Tak czy siak kariera DJa na ten moment została przekreślona z powodu braku większych umiejętności. Nie zamierzał budować swojej sławy na samym zmienianiu piosenek. Czas ogarnąć tutoriale na youtubie.
Gdy Castlecrow wypowiedziała swoje słowa, zaczerwienił się raz bóg-jeden-wie-który, patrząc na nią w nieco trudny do nazwania sposób.
Zazdroszczę ci, Raven. Jesteś bardzo silną osobą. Taką, którą ciężko zranić. A-a przynajmniej takie sprawiasz wrażenie — zreflektował się błyskawicznie, nie chcąc zabrzmieć jakby od razu twierdził że ją zna. W końcu nie znał. I właśnie bardzo zaczynał tego żałować. Michael zdecydowanie nie należał do tych silnych. Nawet jeśli jego uzewnętrzniony charakter i tak nie wyglądał w najmniejszym stopniu imponująco, w rzeczywistości był jeszcze słabszy. Każdy dzień stanowił dla niego nie lada wyzwanie. Zmuszenie się do wyjścia na zewnątrz. Do przekonania samego siebie, że to wszystko faktycznie miało jakikolwiek sens. Jednego dnia było w porządku, po prostu przebierał się w kostium zombie i szedł na bal, gdzie całkiem nieźle się bawił. A następnego...
Ponure myśli skutecznie zostały przerwane przez słowa Castlecrow. Kolejny nieśmiały uśmiech zdołał choć chwilowo stłamsić wszystko w jego wnętrzu.
Mimo że zadał konkretne pytanie Jake'owi, obserwował Raven kątem oka, mimowolnie dostrzegając na co zwróciła uwagę. Nim zdążył się zastanowić więcej niż raz, nalał dwa kubki wyciągając jeden z nich w stronę blondynki. Może chciał jej w ten sposób za wszystko podziękować, a może po prostu był uprzejmy. Tak czy inaczej chwilę później podniósł nieznacznie wzrok ponad jej ramieniem i wyraźnie zbladł. Nie, zbladł to złe słowo. On praktycznie zzieleniał. Nawet jeśli ujrzenie tego pod całym make-upem (w dodatku w panujących ciemnościach) było praktycznie niemożliwe, zauważenie jak błyskawicznie przesuwa się w bok i próbuje schować za Jakiem nie było już takie trudne. Przy czym "próbuje" bez wątpienia był było tu kluczowym słowem. Biedny Bambi. Chyba nie zdawał sobie sprawy, że w taki sposób jest jeszcze bardziej widoczny.
Powrót do góry
 
Go down
Jake Raven O'Brien

avatar
316
#Młodzież
Przyszły student
316


   
Sro Gru 05, 2018 10:16 am
       
Pytasz o Saturna? ― rzucił, chcąc upewnić się, czy faktycznie chodziło mu o obecnego króla balu. O'Brien nie krył też zaskoczenia podobnym niedoinformowaniem ze strony Victora – w gruncie rzeczy, nawet jeśli nie było się stąd, nazwisko Blacków pojawiało się na tyle często, że trudno było przejść obok niego zupełnie obojętnie. ― Pomijając to, że pochodzi z najbogatszej rodziny w Kanadzie, wydaje mi się, że w zeszłym roku ukończył Riverdale Highschool razem ze swoim bratem ― wyjaśnił w dość okrojony sposób. Nie czuł potrzeby rozwodzenia się na ten temat, biorąc pod uwagę, że nawet jeśli Ros był tu nowy, z pewnością już za niedługo jego baza danych miała zostać odpowiednio uzupełniona.
„O czym gadacie?”
Uśmiech na nowo pojawił się na jego ustach, gdy Michael i Raven postanowili wrócić z parkietu. Grymas był raczej trudny do sprecyzowania, ale ciemnowłosy prawdopodobnie był usatysfakcjonowany faktem, że udało mu się przyczynić do tego, by Bambi zdecydował się na tak odważny krok i – przede wszystkim – że wyszedł z tego cało.
O niczym szczególnym. Zastanawialiśmy się tylko, czy to nie otwarta impreza. ― Dyskretnie zerknął z ukosa w bok, powstrzymując się od bardziej ostentacyjnego kiwnięcia głową we wskazanym kierunku. Skoro jeden z organizatorów postanowił zostawić to w spokoju, Jake nie zamierzał bawić się w niepotrzebne prowokacje. Zamiast tego sięgnął po paluszek chlebowy z przyprawami, który znalazł się w zasięgu jego wzroku. Skoro już wszyscy zgarniali coś ze stołu, nie chciał być gorszy.
Już ułamał pierwszy kęs zębami, gdy lekkie szturchnięcie zmusiło go do spojrzenia za siebie przez ramię. Najwidoczniej nie załapał tej całej koncepcji z ukrywaniem się, dopóki dziwnie przerażona twarz Bambiego nie rzuciła mu się w oczy. Wyglądał jakby zobaczył ducha, co w zasadzie było całkiem zabawne, biorąc pod uwagę, że mieli Halloween i może gdzieś w tłumie przemknął ktoś, kto pokusił się o tak mało ambitny strój.
A tobie co? ― Uniósł brwi, zanim zdecydował się rozejrzeć po sali, jakby usiłował odnaleźć źródło jego zachowania. Nie żeby już wcześniej nie zdawał sobie sprawy z nieśmiałości Charpentiera, ale robienie sobie z niego tarczy musiało oznaczać, że było naprawdę źle.
Powrót do góry
 
Go down
Leilani Ruth Cigfran

avatar
220
#Uczennica Riverdale High School
Kujonka / Uczennica Stypendialna
220


   
Sro Gru 05, 2018 9:43 pm
       
A najgorsze w tym wszystkim było to, że czuła się nie fair wobec swojego... huh, kim tak właściwie był dla niej Finn? Takim prawie- chłopakiem, bo jednak o chodzenie oficjalnie nie zapytał (a ona przecież tego nie zrobi, choć niby była za równouprawnieniem, to uważała, że w tej kwestii pierwszy krok należał do faceta), ale robili już inne rzeczy w ogóle, to miała już całkowity mętlik w głowie. Najchętniej zapadłaby się pod ziemię, ewentualnie zamknęłaby się w piwnicy (ale nie takiej ciasnej, do jakiej trafiła przed jedenastoma laty) i już nigdy z niej nie wyszła.
Trochę tu gorąco — machnęła ręką w odpowiedzi. Dobrze, że Jake jednak nie chciał drążyć tego tematu. Zresztą, nie jego sprawa, nie?
Yup, zwycięzca to Saturn Black, współdziedzic Black.. coś tam coś tam, najbogatszy w całym mieście... eee, w sumie nieważne. A co do reszty, to niestety, Victorze, nie mam pojęcia kim oni są — wzruszyła ramionami tylko przelotnie zerkając w stronę grupki o której była mowa, nikomu nawet się nie przyglądając. Dopóki zachowywali się kulturalnie, to nie był jej problem. Zresztą, nawet gdyby zdecydowali się zrobić jakąś dramę, to nadal nie byłoby jej problemem.
Lei, wszystko ok?
Już otworzyła usta, by coś odpowiedzieć, gdy poczuła wibracje przez materiał trzymanej w jej dłoniach torebki. Pospiesznie wyciągnęła telefon, myśląc, że to może mama chce coś ważnego, ale niee... nadawcą wiadomości okazał się nie kto inny, niż Finn. Na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, naturalny i szczery i w ogóle +1000 do dobrego humoru.
W czasie, gdy odpisywała na wiadomość dołączyli do nich Raven i Michael; a to, jak ten drugi próbował schować się za plecami Jake'a nie mogło ujść jej uwadze. Boże, jaki uroczy chłopiec, taki bardziej wstydliwy niż sama Leilani! Uniosła na moment telefon do góry udając, ze musi odejść na chwilę, podczas gdy tak naprawdę okrążyła całe towarzystwo by podejść do Bambiego od tyłu i wbić palce pod jego żebra. Ałć. Albo gili gili, zależy, czy ma łaskotki.
Hej, Michael! — zawołała tuż nad jego uchem, po czym zniżyła swój głos do konspiracyjnego (pół)szeptu — Przed czym się chowamy?
Powrót do góry
 
Go down
Victor Ros

avatar
82
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
82


   
Sro Gru 05, 2018 11:14 pm
       
Bez komplikacji, powoli.
Odpowiedział małej rzucając jej przelotne spojrzenie. To w jaki sposób działała na Michaela można było umieścić gdzieś pomiędzy słodyczą a totalną porażką zważywszy, że koleś miał dziewczynę. Jeśli ta w ogóle istniała. Dzieciaki mają wymyślonych przyjaciół i jeśli ma się pięć czy sześć lat to jest to urocze ale zmyślona lasia nie była już taka zabawna. Naturalnie nikt nikogo nie oskarża. To tylko wewnętrzne żarty Vica, który szczerze polubił fajtłape.
Nawet nie jestem z Kanady. Teraz jestem oświecony i wiem dlaczego połowa dziewczyn patrzących w jego kierunku ma serduszka zamiast źrenic. To wszystko wyjaśnia.
Kartki z wynikami zawierały jedynie imię i nazwisko. Nie było na nich informacji dotyczących przewagi nad rywalami ale ta pewnie była spora. W tym przypadku pieniądze szły w parze z przystojnym pyskiem. Farciarz.
Wzrok Vica ponownie prześliznął się po parkiecie szukając pewnych punktów , których nie odnalazł. To było kluczowe by wprowadzić w życie prosty plan. Kiwnięciem głowy nakłonił znajomych aby zbliżyli się jeszcze bardziej. Leilani w tym czasie dostała jakąś wiadomość i prawie padła z radości. Może coś wygrała.
Macie ochotę na coś mocniejszego?
Zapytał dyskretnie wodząc wzrokiem po zgromadzonych. Poncz był spoko w małej ilości i na początek. Jako organizator spędził tu trochę czasu i miał coś na specjalną okazję. Należało jeszcze znaleźć chętnych. Ci tutaj wydawali się godni zaufania. Nawet prefekt Michael nie wylewał za kołnierz a niby taki święty!
Mam coś naprawdę ekstra i to nie jest towar.
Nie, nie chciał ćpać po kiblach. Lepiej wyjaśnić niż później plątać się w tłumaczeniu ‘co masz na myśli itp.’ Chodziło mu o alkohol. Dość rzadko spotykamy, przynajmniej tak uważał.
Powrót do góry
 
Go down
Kakuei Fuse-Liang

avatar
698
#
Szarak
698


   
Pią Gru 07, 2018 7:28 pm
       
Krzesło. Na przeciwko zastawiony stół. A pomiędzy tymi rzeczami mała przestrzeń gdzie można trochę schować telefon i po kryjomu korespondować. Lekko przygarbiony, ręce oparte o uda oraz palce wprawione w ruch. A konkretniej kciuki, którymi nadawał swoje wiadomości na grupie.  Tak jak się spodziewał. Cała ich rozmowa skupiał się na nim i jego zabawie. Próbował napisać, że nie potrzebnie się martwią i mogą o czymś innym rozmawiać, ale jego przyjaciel nie dawał za wygraną. Pytał się o takie szczegóły przy których miał ochotę się rozpłakać. Jadnak że dusił to w sobie, aby uspokoić swoje emocje.  Kątem oka zerknął na kubeczek stojący przed nim. Zerknął do środka czy jeszcze trochę zostało ponczu, ale zastał puste dno. Zmarszczył lekko brzmi zdezorientowany tym wszystkim. Niby kiedy wypił zawartość kubka? Nie miał pojęcia. Pokręcił lekko głową na boki i postanowił się ruszyć. Wziął swoją torbę na ramię spod stołu i ruszył przed siebie. Podniósł swoje cztery litery, aby rozruszać swoje dwie, dolne kończyny. Omijał stojących ludzi przy bufecie, aby na nikogo nie wpaść. Obserwował jak jedzenie w dużej mierze znikło z talerzy. Jeśli tak dalej pójdzie to organizacja będzie musiała zaopatrzyć swoich gości o dodatkową porcje słodyczy. W między czasie przyszła wiadomość. Telefon za wibrował w ręce chłopaka po tym jeszcze usłyszał sygnał powiadomienia. Zerknął na ekran. Prywatna wiadomość, odblokował urządzenie od razu przechodząc w odpowiednie okno korespondowania. Po przeczytaniu treści lekko się uśmiechnął, widząc że jego przyjaciel wytłumaczył swoje zachowanie, bo martwi się o niego, a po kropce podawał argumenty. Gdy dotarł prawie na samą końcówkę tekstu, na nieszczęście musiał kogoś potrącić. Potracić ramieniem oraz rantem buta nadepnąć na sukienkę jakiejś dziewczyny (Leilani). Zerknął kątem oka na poszkodowaną, zmierzył ją chwilowo i mruknął przeprosiny: 对不起 [ Duìbùqǐ] (Przepraszam) - wypowiedział je po chińsku, jakby przez chwilę zapomniał, że teraz znajduje się w Kanadzie. Po ułamku sekundy powiedział po angielsku - Przepraszam.
Powrót do góry
 
Go down
Trystian

avatar
168
#
Szarak
168


   
Sob Gru 08, 2018 2:35 am
       
Większość czasu wpatrywał się na zwycięzców balu i ciągnął swoją piosenkę wręcz w nieskończoność, by Ci nie musieli się od siebie odłączać. By byli ze sobą jak najdłużej. Ach ten kupidyn Trystian. Najchętniej to by ze wszystkich tu obecnych potworzył kochające się pary według własnego uznania. Chociaż nikt nie powiedział, że aż tak dobrze dobierał ludzi. Pod koniec zawiesił wzrok na Anie i Saturnie i uśmiechnięty, pełen energii zwrócił się do mikrofonu
- Jesteście tak niesamowitą parą, że mógłbym patrzeć na was cały wieczór. Do samego końca. Jeszcze raz wielkie brawa dla niesamowitej pary: króla i królowej balu! Saturn i Anastasia!- sam zaklaskał wielokrotnie i podszedł do nich ze swoim bezprzewodowym mikrofonem. – Szczerze mówiąc tak świetnie razem wyglądacie, że nie zdziwiłbym się jakby jutro w gazetach upublicznili nowy romans między wami- Zaśmiał się cicho i uroczo oczywiście kompletnie z tego żartując. Nie wiedział nawet czy prywatnie się choć trochę znają. – Pani Anastasio, jak pani się poczuła kiedy usłyszała swoje imię kiedy Victor wyłaniał królową balu?- Zadał pytanie przez sprzęt i od razu skierował go w stronę dziewczyny. Chciał by też inni wypowiedzieli się na jakieś tematy. Bal? Jasne, że trwał, ale chciał czegoś dodać do tego wszystkiego. Może trochę postresować obecnych? Był też bardzo ciekaw na ile dobrze wszyscy wybrali swoich faworytów i czy ich prezentacja naglę przed mikrofonem będzie satysfakcjonująca.
- Serpent i Black… Bardziej idealnych kandydatów nie było?...- mruknął do siebie w myślach i z uśmiechem czekał na odpowiedź dziewczyny.  Po niej znowu zadałby krótkie pytanie dla Saturna, w końcu jak to tak. – Uważa pan, tak samo jak ja, że panienka Anastasia wygląda oszałamiająco w swojej kreacji?- po czym podał mikrofon Blackowi i znowu z odruchu i pewnej słabości mrugnął do niego, natomiast uśmiech ani na sekundę nie zszedł mu z twarzy. Zdecydowanie większość ludzi mogła się zastanawiać skąd bierze takie pokłady energii. Najprawdopodobniej będąc na ich miejscu sam by się nad tym zastanawiał. W tym momencie zdecydowanie był ciekaw reakcji i odpowiedzi wygranych. Po udzieleniu ich oczywiście ukłoniłby się dwójce i podziękował za poświęcenie czasu i życzył udanej dalszej imprezy, najprawdopodobniej dodając komentarz, że do tej dwójki dobija się cała kolejka adoratorów chcących z nimi zatańczyć, czy nawet zrobić sobie zdjęcie. Albo im, do artykułu czy z innych potrzeb. Wręcz od razu po tym muzyka zaczęła grać a Trystian będąc normalnie na parkiecie, wśród wszystkich zaczął spokojnie, tanecznie ich wymijać, znajdując idealne miejsce dla siebie, by samemu porozglądać się po różnych twarzach podczas śpiewu. Dziecinnie? A czemu by nie. W końcu halloween też nie należy do „najdoroślejszych” imprez. Dlatego tematycznie do miejsca wybrał główną piosenkę Monster High- Fright Song. Tak będąc wokół ludzi chciał znajdować sobie jak najwięcej miejsca dla swojej przestrzeni i wyraźnie śpiewać prosto do mikrofonu starając się nie wyłapywać innych głosów.
Powrót do góry
 
Go down
Saturn Kyrin Black

avatar
189
#Student Bezpieczeństwa Międzynarodowego
Indywidualista / Cullinan
189


   
Sob Gru 08, 2018 7:41 pm
       
Saturn prowadził spokojnie Anastasię w rytm muzyki, nieustannie utrzymując ręce na całkowicie bezpiecznym poziomie, byle nie ingerować zbyt mocno w jej strefę osobistą. Darował sobie wszelkie przyciągania do siebie, obroty czy inne bardziej pokazowe numery. Sheridan była pod tym względem dużo bardziej neutralnym gruntem niż jego tymczasowa taneczna partnerka. Dlatego też ograniczył się do standardowego, przykładnego tańca oficjalnego.
Gdy wywołali ich na scenę po raz drugi, podziękował jej krótkim ukłonem i poprowadził po raz ostatni w odpowiednim kierunku.
Był przyzwyczajony do podobnych zaczepek ze strony prowadzących. Zawsze wiedzieli jak się odezwać, by nieco ożywić atmosferę i zaciekawić wszystkich słuchających. Niemniej Saturn zdążył się już wcześniej odpowiednio zorientować w całej sytuacji. W dodatku zupełnie przypadkowo. Zapewne gdyby wcześniej nie wpadł przypadkiem na Anę i Dakotę, nawet by nie wiedział że Serpent faktycznie z kimś jest, a podobne komentarze...
Cóż, nawet jeśli jako modelka była osobą publiczną, bez wątpienia mogły ją stawiać w niewygodnej sytuacji. Podobnie jak samego Saturna, który zdecydowanie nie należał do grupy, która jakkolwiek lubowała się we wszelkich zabawach tego typu. Nie zamierzał jednak pozwolić, by jakiekolwiek niezadowolenie odbiło się czy to na jego twarzy, czy tez w oczach. W końcu sam był w tym momencie reprezentantem. I nie zamierzał tego w żaden sposób zniszczyć.
Gdy zadano mu pytanie, wyprostował się nieznacznie, mimo że już wcześniej jego postawa była wręcz idealna.
Bez wątpienia, panienka Serpent lśni na scenie niczym diament. Jestem jednak pewien, że żaden z nas nie jest w stanie docenić tego tak mocno jak jej druga połówka, która z pewnością nie może się doczekać, aż oddam ją w jego ręce — ten pozornie żartobliwy komentarz, który przez cały charakter Blacka nieszczególnie został zabarwiony komediową nutą, był jednocześnie drobnym, wyjątkowo subtelnym upomnieniem. Zaznaczył w ten sposób dość wyraźnie, że Anastasia była już obecnie w związku, a chłopak nie zamierzał pozwolić na to by o tym zapomniano i tworzono jakiekolwiek niestworzone parringi z ich udziałem.
Miała już swój parring.
W końcu wszystko na swój sposób dobiegło końca.
Dziękuję Anastasio. Mam nadzieję, że nie zająłem ci zbyt wiele czasu, przeproś proszę ode mnie swojego partnera.
Choć jego ust nie wygiął żaden uśmiech, nie dało się nie wyczuć bijącej od niego życzliwości. Zaraz po tych słowach faktycznie udał się w przeznaczonym dla niego kierunku, by porobić sobie zdjęcia z innymi. Tańca uprzejmie odmawiał, zerkając w miarę dyskretnie wokół, próbując odnaleźć Sheridan. Jak na złość zniknęła mu z oczu. Nie żeby było to szczególnie dziwne przy panującym wokół tłoku.



A meaningful silence is always better than meaningless words.



Powrót do góry
 
Go down
Michael Bambi Charpentier

avatar
117
#Romantyk
Prefekt Naczelny
117


   
Yesterday at 1:04 am
       
Miliony pytań i brak odpowiedzi. Michael nieustannie trwał w bezruchu, całkiem nieźle we własnym mniemaniu chowając się przed kimś, kogo zdecydowanie nie chciał spotkać twarzą w twarz. Mimo to momentalnie zdał sobie sprawę na czyj temat rozprawiał w danym momencie Jake.
P-pewnie ich z-zaprosili jako reprezentantów m-miasta w lacrosse — wydukał nerwowo chowając twarz w dłoniach. Mógł rozmawiać na każdy temat, tylko nie na ten. W dodatku jak na złość wszyscy nagle postanowili go oblegać ze wszystkich stron, przez co jego perfekcyjna kryjówka właśnie stała pod olbrzymim znakiem zapytania.
N-nie zwracaj na mnie uwagi — wymruczał do Jake'a mimowolnie zerkając ponownie w stronę stojącej nieopodal grupy. Gdy Leilani pojawiła się tuż obok nieco wzdrygnął się zaskoczony momentalnie czerwieniejąc jak burak. No bo kto by się spodziewał, że nagle przyjdzie mu się zmierzyć z tą uroczą kruszyną w tak niewielkiej odległości.
Nie chcesz wiedzieć — odpowiedział chyba tylko cudem się nie jąkając. W końcu jego uwaga częściowo została zagarnięta przez Victora, który zaoferował coś mocniejszego. Nie żeby do końca wiedział czego oczekiwać. Nie chciał robić tu za rasową przyzwoitkę, ale bez wątpienia wyglądał na nieco czujniejszego niż zwykle. Nawet jeśli bez wątpienia mu ulżyło, gdy dowiedział się że nie chodzi o towar.
Wtem ktoś znokautował Leilani. No może nie znokautował, ale bez wątpienia na nią wpadł. Wyciągnął na wszelki wypadek ramię, by uchronić ją przed upadkiem, gdy poczuł jak telefon w jego kieszeni wibruje. Wzdrygnął się nieznacznie i sięgnął w tamtą stronę, by zaraz odebrać.
Tak słucham?
Mickey, gdzie jesteś? Czekam na zewnątrz!
Co, już jesteś?
Rany, przecież napisałam ci smsa jakieś pięć minut temu. Mógłbyś czasem sprawdzać skrzynkę — naburmuszony głos dziewczyny zaraz się jednak rozpogodził, gdy zaczęła mu opowiadać jedną z sytuacji, którą napotkała po drodze. Tak żywiołowo, że przez chwilę zdawała się zapomnieć po co właściwie do niego dzwoniła.
Zaraz do was wrócę, m-muszę odebrać Sophie — rzucił przysłaniając głośnik telefonu dłonią, nim ruszył w stronę wyjścia, omijając wcześniej wspomnianą grupę szerokim łukiem — hej, już po ciebie idę, nie ruszaj się okej?
Czeeekaaaam.
Powrót do góry
 
Go down
Anastasia Isaure Serpent

avatar
87
#Uczennica Riverdale High School
Szkolna Gwiazda
87


   
Yesterday at 12:38 pm
       
Serpent nie podobała się ta cała sytuacja, ale zdawała sobie sprawę, że gdyby wyraziła teraz swoje zdanie, większość nie spojrzałaby na to przychylnym okiem. W duchu więc zagryzła zęby, kiedy ujęła dłoń Saturna, a ten poprowadził ją na parkiet, by chwilę potem objąć w tańcu. Gdy tylko nadarzyła się okazja, puściła Dakocie przepraszające spojrzenie, mając nadzieję, że chłopak nie będzie się pieklił zbyt mocno.
I tu była bardzo wdzięczna Saturnowi – nie pozwalał sobie na zbyt wiele w tańcu. Nic zresztą dziwnego, wspaniale się złożyło ze wcześniejszym spotkaniem i kilkoma wymienionymi słowami. Przynajmniej na chwilę obecną oni wiedzieli swoje i przynajmniej między nimi nie doszło do nieporozumienia. W przypadku, gdy Dakota chciałby być odrobinę bardziej publiczny, większość też by wiedziała, ale ciężko było przekonać kochanego osła do takiego kroku.
Ah, gdyby tylko inny podkład muzyczny i w szczególności inna osoba... Czułaby się wówczas trochę jak w bajce. Ale, niestety, bajki są dla małych dzieci, a tutaj mieli do czynienia ze światem rzeczywistym i chociażby chciała inaczej, musiała się ugiąć. Trzeba było przyznać - to bolało, poczuła się trochę jak za czasów rodzicielskiej kontroli, od której tak bardzo kiedyś chciała uciec, ale nie należało też dramatyzować. To tylko parę minut, a Saturn całkiem przyjemnie prowadził.
W momencie, gdy utwór ucichł, a oni ponownie zostali wywołani na scenę, stanęli w świetle reflektorów razem z Trystianem, który najwyraźniej za punkt honoru postawił sobie zeswatanie wybranych. Anastasia mimo wszystko utrzymała na ustach dosyć zachowawczy uśmiech, starając się wypaść najlepiej, jak mogła i jak potrafiła. Nawet jeżeli kłóciło się to z jej myślami.
Jak się poczułam? Odebrałam to jako cudowny komplement, za który niezmiernie wszystkim dziękuję. Szalenie mi miło z powodu tak znaczącego wyróżnienia ─ odezwała się łagodnym, rozświergotanym tonem, a większą część wypowiedzi skierowała do osób bawiących się na parkiecie, wzrokiem szybko wypatrując Lowe’a, któremu na uspokojenie puściła oczko.
Jak wspaniale było usłyszeć, co publiczności miał do powiedzenia Saturn na te Trystianowe insynuacje! Kamień z serca, Dakotę też to powinno ostudzić! Ze wdzięcznością posłała mu uśmiech, teraz już zupełnie szczery, a gdy już znaleźli się poza rozświetloną sceną, kiwnęła głową na słowa jasnowłosego.
Ja również dziękuję. Czas był miło spędzony, a Dakota na pewno zrozumie. A przynajmniej mam taką nadzieję. ─ tu pozwoliła sobie na cichy, krótki śmiech ─ Bardzo miło było Cię dzisiaj poznać ─ nastąpiło pożegnanie, a paręnaście sekund później Ana znalazła się w małym tłumie ludzi, którzy chcieli zrobić sobie z nią zdjęcie. Na prośby ulegała, za wyjątkiem tych dotyczących tańca. Dakota dopiero by się zdenerwował! Swoją drogą, gdzie on był? Zaczęła się rozglądać w jego poszukiwaniu.
Powrót do góry
 
Go down
Dakota Lowe

avatar
275
#Student Chemii
Introwertyk / Uczeń Stypendialny
275


   
Yesterday at 10:47 pm
       
Gdy usłyszał wzmiankę prowadzącego o tym rzekomym romansie, który, oczywiście, miał być żartobliwym komentarzem, aczkolwiek zajadający się w swojej kawalerskiej samotności Lowe zaczął obliczać kąt nachylenia prawego sierpowego w twarz tego niezwykle charyzmatycznego śmieszka. Dakot nie znał się na żartach, ale znał się za to na obijaniu takich cwaniaczków.
Wziął jeszcze gryza tej swojej osłody na gorycz jego przepełnionego zazdrością żywota, upuszczając nieco powietrza z płuc, gdy głos zabrał Saturn. Nienawidził go nieco mniej po tej wypowiedzi, zważywszy na to, że jego intencje wobec jego Serpent były nijakie. Po kilku godzinach pewnie w ogóle zapomni, że coś takiego miało miejsce na tym wyjściu, więc nie należało się karłem przejmować. Popiekli się i przestanie. A potem zapisze na kurs opanowywania złości, bo kiedyś pierdolnie na zawał i tyle będzie, a przecież miał zakładać pajęczą rodzinę! Jest za młody na umieranie.
Zabrewkował do blondynki, wychwytując oczko lecące w jego stronę, po czym wyszedł przed tłum, gdy Ana uwolniła się od adoratorów. No, może Dakot pomógł jej odstraszającym warknięciem. Tak czy owak, liczył się efekt. Dopadł Anastasię, obejmując ją w pasie tak, aby oznaczyć teren dla potencjalnej konkurencji. Choć z tą szminką na policzku to on wyglądał na zdobycz.
I jak było? ─ zapytał, mimo że przyszło mu to z niewypowiedzianym trudem, gdyż bał się odpowiedzi z rodzaju „cudownie” albo czegoś.
Powrót do góry
 
Go down
Sheridan Kenneth Paige

avatar
1504
#Gwiazda Showbiznesu
Wokalistka Estradowa
1504


   
Yesterday at 11:07 pm
       
Potrzebowała chwili odetchnienia. Nie, żeby to było coś dziwnego w jej wypadku - mimo wszystko przebywanie w tłumie nie robiło jej dobrze, nie czuła się zbyt komfortowo w takim ścisku, nawet jeśli pozornie miejsca było więcej niż mniej. Dlatego na krótką chwilę, kiedy Saturn został wywołany na scenę i odbywał taniec z Anastasią, stanęła przy drzwiach wyjściowych, gdzie nie kręciło się aż tyle osob. Dopiero kiedy słyszała już ostatnie slowa padające do mikrofonu z ust króla i królowej balu, przeciągnęła się i powolutku skierowała kroki z powrotem wgłąb sali.
Gapiąc się w podłogę. Pewnie też dlatego potrąciła ramieniem chłopaczka mocno przypominającego jej tę słodyczkę z centrum handlowego, który szedł w kierunku jej przeciwnym. Znaczy. Najpewniej był to właśnie ten sam jelonek, ale, biorąc pod uwagę, jak ostatnio na nią zareagował, wolała go nie zaczepiać. Uśmiechnęła się tylko przepraszająco i pomachała mu dłonią, by ruszyć dalej. Black się jednak sam nie znajdzie, co nie?
Na szczęście wystarczyło iść za tłumem piszczących lasek i się przez nie przecisnąć, żeby wypatrzeć białowłosego. Też filozofia. Paige przystanęła obok swojego partnera, posyłając mu lekki uśmiech.
- To ten. Gratuluję korony - mrugnęła do niego, jakoś nie mając więcej do powiedzenia na ten temat. No hej, gwiazdy wcale a wcale nie musiały być super elokwentne. - Jak bardzo bezczelnie zabrzmię mówiąc, że mam nieco dość ludzi na jeden wieczór?
Bo serio było jej duszno.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Sala gimnastyczna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 8 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
 Similar topics
-
» Sala balowa [ŚLUB]
» Sala Balowa
» Sala taneczna
» Wielka Sala
» Podziemna sala tortur

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: