IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Metanoia

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
Alan Hayden Paige

avatar
3622
#Młodzież
Barman / Mechanik
3622


   
Sob Maj 19, 2018 11:04 pm
       
Rozejrzę się. Myślę raczej o jakimś miejscu, gdzie bez problemu można będzie dojechać ― zaznaczył, jakby z góry zakładał, że Black równie dobrze mógł zacząć wyobrażać sobie tydzień na Hawajach lub gdzieś na terenie Europy czy Azji. Na razie jednak podobne plany wydawały się być zbyt odległe dla Paige'a, choć gdyby tylko Mercury wyraził podobną chęć, już teraz zabrałby się za odkładanie pieniędzy co do centa, byleby tylko nie stanowić dla czarnowłosego żadnych kosztów.
Przynajmniej nie namieszał ci w głowie do takiego stopnia.
Nigdy.
Stwierdził w myślach z wyraźnym zadowoleniem. Wiedział, że dla Cullinana nie był to żaden problem, ale mimo wszystko wolał pozostać samowystarczalny w większej mierze. Miał wrażenie, że chłopak i tak wiele rzeczy robił już na wyrost, jednak Hayden nie mógł zabraniać mu i odmawiać absolutnie wszystkiego.
„Haha. Ha. Samobójcy.”
Miło mi, że zakładasz, że jacyś by się znaleźli. Nie żebym w to wątpił. ― Zadarł podbródek nieco wyżej. Przekaz był jednak na tyle jasny, że jasnowłosy nie zamierzał próbować, nawet jeśli jego spojrzenie na moment uciekło gdzieś w bok, zatrzymując się na przypadkowej osobie z tłumu, która równie dobrze mogłaby stać się przypadkową ofiarą. Kto nie chciałby zobaczyć Blacka w akcji?
Pokręcił głową do własnych myśli, które już niebawem oscylowały wokół smaku przystawek. Odkąd wystawa oficjalnie się rozpoczęła, ludzie znacznie bardziej skupiali się na obrazach, przez co Paige nie miał problemów z dostaniem się do stołów. W pobliżu nadal jednak kręcili się ludzie, z których niektórzy wyglądali na takich, przed którymi ostrzegał go Mercury. Nie miał większych problemów ze sprawianiem wrażenia niezainteresowanego rozmową, bo w gruncie rzeczy był zainteresowany czymś zupełnie innym – tym, o czym nie chciał powiedzieć mu brunet i, rzecz jasna, jedzeniem.
Zgarnął z talerza trzecią z kolei przystawkę i od razu wsunął ją sobie do ust, zerkając w stronę drzwi do sali. Nie przejmował się tym, że normalnie ludzie niekoniecznie sterczeli przy stole przez cały czas, ale przynajmniej odczekiwał chwilę, zanim zabierał się za kolejny smakołyk.
„Nie najadaj się za bardzo, nadal czeka nas restauracja.”
Nie wiem, co to znaczy najeść się za bardzo ― rzucił złośliwie, już odruchowo przyciskając do siebie mocniej ramię chłopaka. ― Mogłeś powiedzieć mi to, zanim spędziłeś wieki na oglądaniu obrazów i zostawiłeś ten biedny stół na pastwę losu mojego łakomstwa ― stwierdził, przesuwając wzrokiem po zastawie. Miało być dramatycznie, jednak usta blondyna i tak wykrzywiły się w uśmiechu.
Wreszcie kiwnął głową na znak gotowości i ruszył w stronę wyjścia, pociągając za sobą czarnowłosego. Przyszedł najwyższy czas na to, by opuścić to miejsce – nie wpisywało się w ramy jego świata.
Wracając... czego miałeś żałować?



I DON'T CHASE AFTER ANYONE. IF YOU WANNA WALK OUT OF MY LIFE,
I WILL OPEN THE DOOR FOR YOU.
Powrót do góry
 
Go down
Mercury Kyan Black

avatar
6307
#Student Bezpieczeństwa Międzynarodowego
Szkolna Gwiazda / Cullinan
6307


   
Sob Maj 19, 2018 11:48 pm
       
Właściwie, było mu wszystko jedno. W Kanadzie też na pewno były jakieś miejsca, do których mogli się wybrać. Nie żeby zwiedził już znaczną większość z nich. W końcu jakby nie patrzeć, wielokrotnie jeździł wszędzie wokół ze swoim ojcem, gdy ten miał jakieś spotkania biznesowe i chciał zapoznać go z osobami, z którymi w przyszłości to właśnie Black miał kręcić interesy.
Jasne. Możemy wziąć któryś z naszych samochodów — zaoferował się, myśląc o niezwykle bogatej kolekcji ojca. W końcu czemu mieliby odmawiać sobie podobnych luksusów, gdy jego rodzic i tak nie miał nic przeciwko. A bez wątpienia przyda im się wygodny samochód. Zwłaszcza jeśli mieli uderzać w nieco dłuższą trasę niż do marketu i z powrotem.
Nie żeby Mercury kiedykolwiek był w markecie. W końcu służba zawsze robiła wszystko za niego.
"Miło mi, że zakładasz, że jacyś by się znaleźli. Nie żebym w to wątpił."
Podniósł rękę i klepnął go lekko otwartą dłonią w policzek, przewracając oczami. Będzie mu tu rzucał jakimiś głupimi tekstami. Kontrolnie spojrzał w tłum w ślad za jego spojrzeniem, lecz nie dostrzegł nikogo wartego jego uwagi. Całe szczęście. Gdyby było inaczej, naprawdę mogłoby się to skończyć w niezbyt zabawny sposób. Wbrew pozorom Black był cholernie zazdrosną bestią, która nie lubiła gdy ktoś dotykał czegoś lub kogoś, kto należał do niego. A bez wątpienia uważał Alana za swoją własność.
Tak jak on był jego własnością.
Nie dzielił się jednak podobnymi kontrowersyjnymi poglądami z blondynem, domyślając się że przy jego wiecznym indywidualizmie i męskiej dumie, zaraz zacząłby rzucać jakimiś tekstami na wzór "Należę tylko do siebie, nie jestem niczyją własnością, Black". No wręcz słyszał jego głos w głowie. Zaraz podniesie mu się ciśnienie i tyle tego będzie.
Przejście się dookoła dość prędko go jednak ostudziło.
Gdy na powrót znalazł się u boku Paige'a, przyglądał się przez dłuższą chwilę zastawionemu jedzeniem stołowi.
Przecież wiedziałeś że do niej idziemy, rozmawialiśmy o tym wcześniej — powiedział patrząc na niego z wyraźnym niezrozumieniem w oczach. Nadal miał czasem problemy z rozróżnieniem kiedy chłopak mówił poważnie, a kiedy zwyczajnie żartował. Wykrzywiające się w uśmiechu usta dość skutecznie rozwiały jednak jego wątpliwości, gdy po raz drugi w przeciągu ostatnich kilku minut przewrócił oczami.
Nie interesuj się, bo kociej mordy dostaniesz — powiedział wyjątkowo dumny z siebie, powtarzając zasłyszany ostatnio na ulicy tekst. Wypowiedziały go jakieś uczennice pierwszych klas liceum, więc totalnie musiał być na czasie. No spójrzcie tylko na niego. Jaki zadowolony z siebie.
Pożegnał się z mijanymi przez nich osobami, prowadząc Alana ku wyjściu. Ich pobyt tutaj dobiegł końca.

zt.


Powrót do góry
 
Go down
Brenda Fitchner ♥

avatar
960
#Studentka Lotnictwa i Kosmonautyki
Uwodzicielka
960


   
Nie Maj 20, 2018 10:16 pm
       
- Oj, Artem. - rzuciła rozbawiona, nie do końca wiedząc jak ma skomentować te słowa, żeby też nie odsłonić się za bardzo z tej drugiej strony. Dlatego też najlepszą opcją w takiej chwili było przemilczenie i skupienie się chociażby na opróżnieniu lampki wina. - Widzisz, to już dobry początek. Jeszcze trochę i będziemy zgadzać się w każdej sprawie. - powiedziała, chociaż uśmiech nie schodził jej z twarzy, przez co cała ta wypowiedź nabierała bardziej żartobliwego charakteru. Pomijając tę kwestię, była idealną towarzyszką do spaceru po wystawie. Dotrzymywała chłopakowi kroku i nawet zatrzymywała się przy tych bardziej interesujących obrazach, które przykuwały uwagę.
- Naprawdę jest na co popatrzeć, chociaż nie ukrywam, że trochę tu tłoczno. - oznajmiła, podnosząc odrobinę głowę, by móc na niego spojrzeć. - A Ty co sądzisz? Interesujesz się chyba tym tematem, prawda? - spytała, przypominając sobie jedną z rozmów dotyczących ich planów na przyszłość, ale nie tylko.
Po drodze co prawda mijała parę znajomych twarzy, ale chwilowo nie były dla niej warte uwagi. Przyszła tu głównie dla Artema i tego się trzymała.
- Co powiesz na kolacje na jachcie? - odezwała się po dłuższej chwili przerwy, patrząc na niego z wyczekiwaniem, jednocześnie przygryzając delikatnie dolną wargę. Czy można było potraktować to za randkę? Po części, ale Brenda nie miała żadnych ukrytych zamiarów. Jedynie chciała przedłużyć ich spotkanie.
Powrót do góry
 
Go down
Saturn Kyrin Black

avatar
187
#Student Bezpieczeństwa Międzynarodowego
Indywidualista / Cullinan
187


   
Pon Maj 21, 2018 12:59 am
       
"Jeśli to coś śmiertelnie ważnego, jestem skłonny poczekać, zanim wrócimy do naszej rozmowy."
Masz na myśli twoją ciągłą kłótnię z właścicielem wystawy?
Nie wypowiedział własnych myśli na głos. Skinął jedynie spokojnie głową, dokładnie w ten sam sposób, którego zawsze od niego wymagano w podobnych sytuacjach.
Nie zamierzał się wtrącać w wytłumaczenie Lesliego. Jakby nie patrzeć moment, w którym poinformował go że ma do niego sprawę, był dla niego wystarczającym uzasadnieniem. Reszta nie miała dla niego najmniejszego znaczenia, tak długo jak nie okaże się że faktycznie wyciąga go z towarzystwa z powodu jakiejś kompletnej pierdoły. Nie żeby nawet w takiej sytuacji miało to jakkolwiek odbić się na jego twarzy. Pamiętajmy w końcu, że Saturn nadal pozostawał mistrzem absolutnego braku mimiki.
Nawiązał w międzyczasie kontakt wzrokowy ze swoim bratem. Nie musiał mówić nic więcej. Przewrócił jedynie oczami w odpowiedzi na jego przeprosiny. Niezbyt często pozwalał sobie na podobne gesty, lecz tym razem uznał go za konieczność, by przekazać własną dezaprobatę całą sytuacją. Naprawdę na niego liczył. Z drugiej strony, nie był oczywiście tak zły jak mogłoby się wydawać. Przyzwyczaił się do tego, że jego brat miał własne życie. Ciężko byłoby go obwiniać za coś podobnego.
"Pomyślałem, że potrzebujesz trochę oddechu."
Zatrzymał się w miejscu, uznając że skoro ten postanowił się do niego odezwać, znaleźli się u celu. Nie wyglądało jednak na to, by chciał od niego cokolwiek więcej. Spojrzał na niego czujnie, w ten sam świdrujący sposób co zawsze, wyraźnie doszukując się w jego słowach drugiego dna. Gdy jednak niczego podobnego nie znalazł, założył ręce na klatce piersiowej i po raz kolejny w przeciągu ostatnich dziesięciu minut skinął głową. Ciężko było stwierdzić czy wyrażał w ten sposób swoją aprobatę, przyjął jego wytłumaczenie do wiadomości, czy też zwyczajnie mu dziękował.
Mój brat — zaczął spokojnym, opanowanym tonem — opuścił galerię niespełna dwie minuty temu, wraz ze swoim chłopakiem Alanem Paigem. Moim obowiązkiem jest pozostanie na miejscu w formie reprezentanta przez co najmniej najbliższe trzydzieści minut, by nie narazić się na mało pochlebną opinię. Co nie zmienia faktu, że tutejsze obrazy są niezwykle intrygujące i podziwianie ich jest czystą przyjemnością.
Nawet jeśli sposób w jaki wypowiedział swoje słowa brzmiał niezwykle oficjalnie, nie miał w sobie nic z gotowej formułki. Brzmiały szczerze i przekonująco. Jednakże gdyby nie brzmiały przekonująco... czy Saturn mógłby w ogóle robić za reprezentanta swojej rodziny na jakimkolwiek wydarzeniu?
Nie powiedział nic więcej. Nie wyraził ani chęci powrócenia do kłócącej się dwójki, ani pozostania z Leslie w tym konkretnym miejscu. Po prostu stał, mierząc go wyczekującym spojrzeniem. Tylko na co właściwie czekał?



A meaningful silence is always better than meaningless words.



Powrót do góry
 
Go down
Kakuei Fuse-Liang

avatar
647
#
Szarak
647


   
Pon Maj 21, 2018 8:21 pm
       
Fuse został zaskoczony reakcją Chen. Może przez to, że przez rok nie wychodził na zewnątrz i zapomniał jak reagują inni ludzie na przeprosiny. W środku poczuł coś ciepłego, jakby coś zostało położone na jego obawy i zmartwienia. Chciał lekko się uśmiechnął, ale automatycznie to zatuszował na chwilę odwracając głowę.
Spojrzał na czyiś portret. Na pierwszy rzut oka zrobił duże oczy i po chwili je przymknął. Szczerze to nie wiedział po odpowiedź. Nawet nie wiedział co powiedzieć na temat tego obrazu, na którym widniała jakaś osoba. Zaczął intensywnie myśleć, ale po chwili poddał się i spojrzał na Yunlei przytakując jej.
- Um... Ma swój potencjał... - mrukną nieśmiało, nie spuszczając z płótna wzroku, aby wyszukać czegoś jeszcze co mógłby powiedzieć.
- Ach... Właściwie to ja się nie przedstawiłem... - spuścił lekko głowę i podrapał się po karku - Jestem Kakuei Fuse- powiedział swoje miano, aby dwójka rozmówców wiedziała jak do niego się zwracać.
Powrót do góry
 
Go down
Zero

avatar
250
#Młodzież
Student medycyny
250


   
Pon Maj 21, 2018 9:44 pm
       
Jasnowłosy uniósł rękę i przesunął palcami po boku szyi w bezwarunkowym odruchu. Nie wiedział, w jaki sposób powinien był interpretować milczenie Saturna, a wyraz twarzy białowłosego za nic nie chciał podsunąć mu jakiejkolwiek podpowiedzi, do czego już od dawna musiał się przyzwyczajać. Młody Black był dla niego zagadką – tak samo, jak zagadką było to, dlaczego wzbudzał w nim aż takie zainteresowanie. Nie dość, że nie mieli okazji częstych spotkań, to Leslie nie wiedział o nim praktycznie nic. Miał też wrażenie, że ilekroć robił jeden krok do przodu, zaraz cofał się o dwa do tyłu, odpychany przez barierę niedostępności, którą otaczał się Saturn.
Teraz chłopak wydawał się być jeszcze bardziej odległy.
Ale czy fakt, że wciąż trwał u jego boku wychodził mu na plus?
Vessare przyjrzał mu się uważniej, choć trwało to zaledwie chwilę, zanim Mercury pojawił się u ich boku. Wyglądało na to, że wyjście z sytuacji znalazło się samo, a blondyn powitał chłopaka skinieniem głowy, już przygotowując się na to, że młodzieniec zabierze ze sobą bliźniaka. Ale bądź co bądź, albinos był przy nim bezpieczniejszy od niepożądanego towarzystwa.
I... czy on właśnie odchodził sam?
Zerknął na Saturna, unosząc brew w pytającym wyrazie. Nie odezwał się jednak ani słowem, żeby i tym razem nie wysnuć błędnych teorii lu żeby przypadkiem nie skłonić go do tego, żeby zdecydował się pójść.
„Mój brat...”
Tym razem to Zero kiwnął głową.
Trudno się z tym nie zgodzić, szczególnie jeśli samemu też tworzy się różne prace. Jeśli nie będziesz miał nic przeciwko mojemu towarzystwu, możemy przejść się po galerii razem ― odparł, nie zamierzając napominać, że sam zdążył już obejrzeć wszystkie obrazy. Nic nie stało na przeszkodzie, by zrobił to jeszcze raz – może za drugim podejściem miał dopatrzeć się czegoś nowego w namalowanych obrazach.
Przysięgam, że nie będę wdawał się w kłótnie.
Dodał w myślach, mając te słowa na końcu języka, jednak doskonale znał granice.



Can you see the FUCK YOU in my smile?
Powrót do góry
 
Go down
Artem Domashnikov

avatar
1101
#Student Historii Sztuki
Indywidualista / Vargas
1101


   
Sro Maj 23, 2018 7:26 pm
       
Bardzo wolno przechodził obok wystawy spoglądając to na obrazy, to na Brendę. Chciał, by jego towarzyszka mogła przyjrzeć się wszystkim dziełom, które bardziej ją ciekawiły czy fascynowały.
- Taaak... Dużo ludzi. No skoro zostali zaproszeni ci najbardziej znani, bogaci czy szanowani, nie dałoby się tego uniknąć. - westchnął i zastanowił się chwilę nad zadanym przez nią pytaniem - Podobają mi się. Jest w tych obrazach coś takiego... Oryginalnego. Nie spodziewałem się tego. Myślałem, że będzie to kolejna, nudna wystawa, gdzie każde dzieło jest takie same. Więcej mogę ci opowiedzieć za rok, o ile mnie przyjmą na Akademię. - puścił Jej oczko i wzruszył lekko ramionami.
- To chyba ja powinienem Ciebie zaprosić... No cóż, rozumiem czasy się zmieniają. - uśmiechnął się starając się obrócić to w żart - Chyba nie pozostaje mi nic innego, niż grzecznie się zgodzić. - spojrzał na dziewczynę jakby rozbawionym wzrokiem. Sam miał plan porwać Ją gdzieś po wystawie, jednak skoro go wyprzedziła, nie będzie się opierać.
Powrót do góry
 
Go down
Ryan Jay Grimshaw

avatar
1595
#Student Prawa
Zbuntowany
1595


   
Sro Maj 23, 2018 10:50 pm
       
„Kto powiedział że cię nie doceniam?”
Nie bierz tego tak do siebie. ― Uniósł brew, obserwując sposób, w jaki złotooki mu się przyglądał. Całkiem łatwo obszedł się z krytycznym spojrzeniem chłopaka, jakby od samego początku uznał to za element ich gry, nawet jeśli grali w nią tylko i wyłącznie podświadomie.
Raz jeszcze przelotnie zerknął na towarzyszącą im dziewczynę. Nie sądził, że gdyby tylko zapytała go o Thatchera, pisnąłby chociażby słowem. Prawda była taka, że Riley prędzej sam wypowiedziałby się na swój temat, niż gdyby Grimshaw zrobił to za niego. Być może dużą rolę odgrywało tu jego mało towarzyskie nastawienie, ale istniała też szansa, że poprzez własną zaborczość nie lubił, gdy inni wiedzieli więcej na temat kogoś, kto formalnie należał do niego.
Widzę, że świetnie ci idzie udawanie zaskoczonego ― wymruczał pod nosem, choć gdzieś tam zdawał sobie sprawę, że Starr bynajmniej nie udawał. Było to dość dziwne, biorąc pod uwagę, że podejście Jay'a różniło się drastycznie nawet, gdy miał do czynienia z innymi znajomymi, z którymi znał się od wielu lat. Nie zamierzał jednak kontynuować tego tematu. Przynajmniej nie w tym miejscu.
„Nie jesteś wcale taki zły, jak się zapowiadało.”
Słowa dziewczyny zdawały się wlecieć do jednego ucha ciemnowłosego, by momentalnie odnaleźć drogę wyjścia w drugim. Trudno było powiedzieć, czy jej nie dosłyszał, czy z premedytacją skupił się bardziej na obrazie, ignorując podobny przekaz. Szczerze mówiąc, nie robiło mu różnicy, w jaki sposób odbierała go znajoma Winchestera – gdyby minęli się na ulicy, najpewniej nawet nie spojrzałby w jej kierunku i być może dlatego nie dawał jej nawet najdrobniejszej, złudnej nadziei, że mogłoby być inaczej.
Nie był taki zły. Był jeszcze gorszy.
Idziemy dalej? ― rzucił, choć to pytanie wydało się z grubsza retoryczne, gdy w tym samym momencie po prostu ruszył się z miejsca, by udać się kawałek dalej do kolejnego, znacznie bardziej kolorowego obrazu. Trudno było jednoznacznie stwierdzić, co przedstawiał, gdy w rzeczywistości widniały na nim tylko plamy. Abstrakcyjne myślenie nie było jego mocną stroną. Może dlatego sam nie chwytał do ręki pędzla.



Powrót do góry
 
Go down
North 'Jackdaw' Callahan

avatar
317
#Łamacz Serc
317


   
Pią Cze 01, 2018 1:56 am
       
Okropny? Obaj doskonale wiemy, że pomyślałeś o czymś całkowicie przeciwnym — roześmiał się, kręcąc na boki głową. Bo przecież był w stu procentach pewien, że tak właśnie było! Zaraz położył rękę na plecach Vargasa i przesunął nią po nich kilka razy w potencjalnie pocieszającym geście.
Jasne. Mój prawnik rozważy skontaktowanie się z Pana prawnikiem, Panie Clawerich — odpowiedział równie poważnym tonem, zaraz opierając palce obu rąk na kieszeniach swoich spodni. Zaraz jednak przysunął się bliżej niego i nachylił, niemalże dotykając ustami płatka jego ucha, wyraźnie nie chcąc by kolejne słowa dotarły do kogoś innego.
Masz tu coś jeszcze do zrobienia czy możemy się zwinąć? Szczerze mówiąc nie jestem jakimś szczególnym koneserem sztuki — bo zwyczajnie się na tym nie znał. Rzecz jasna mógł luźno stwierdzić, że przedstawione obrazy były starannie wykonane, ale to tyle. Byłby z niego wyjątkowo żałosny krytyk.


Fuck this shit.
I'm outta here.
Powrót do góry
 
Go down
Selim Luke Skywalker

avatar
204
#Postać Specjalna
Wychowawca Spinel
204


   
Pią Cze 01, 2018 2:03 am
       
Wszedł, przeszedł się kilka razy dookoła przystając na dłużej przy każdym z obrazów, nie wyglądało jednak na to, by jego uczniowie mieli zamiar sprawiać jakiekolwiek kłopoty. Wręcz przeciwnie, większość zachowywała się nadzwyczaj normalnie. Nikt nie krzyczał, zachowywali wszelkie uwagi dla siebie, tak długo jak nie zamierzali wejść w dyskusję z innymi. Czy to był ten moment, w którym 'jego dzieciaki' wchodziły w etap dorosłości? Stał przez dłuższą chwilę w miejscu rozglądając się na boki. Nawet nie zauważył kiedy ponownie stanął przed jednym z obrazów nie obdarzonych żadnym tytułem.
Przez głowę przemknęła mu myśl, że chętnie porozmawiałby z twórcą wystawy o tychże konkretnych nazwach, lecz podejrzewał że i tak był dziś zbyt zajęty, by udało mu się do niego dopchać. Całe szczęście zgodnie z informacjami które zdobył, wystawa i tak miała potrwać przez dłuższy czas. A Skywalker nigdzie się nie wybierał. Miał zatem nadzieję, że koniec końców uda mu się na niego natrafić i rozpocząć jakiś dialog, choćby miał się wcześniej umawiać przez pośrednika. Rzadko kiedy trafiało się na kogoś z tak fascynującą percepcją świata, co zdecydowanie potrafił docenić jako twórca własnych obrazów, które również były wystawiane na terenie całego kraju. Tymczasem pozostawało mu nacieszenie wzroku obserwacją tak długo, aż ludzie nie zaczną się rozchodzić do domów.



so you hate me yet you watch me everyday?

Bitch, you are a fan.

Powrót do góry
 
Go down
Frey Orion Clawerich

avatar
648
#Gwiazdy Showbiznesu
Model
648


   
Pią Cze 01, 2018 2:27 am
       
Zawtórował mu w rozbawieniu. Przez chwilę miał zamiar odpowiedzieć, ale koniec końców uznał, że znacznie lepszym wyjściem będzie pozostawienie słów Callahana bez komentarza. Nie potwierdził, ale też nie zaprzeczył.
Cofnął się o profilaktyczny krok, bardziej w odruchu niż chęci odsunięcia. Zwyczajnie nagłe zbliżenie zdziwiło go na tyle, by kończyny zadziałały bez ingerencji mózgu. Zatrzymał się w sekundę później. Uniósł dłoń i poklepał rozmówcę po piersi, może odrobinę się krępując, a może odwodząc od myśli nagłą chęć, której nigdy nie powiedziałby na głos.
- Oficjalne pokazanie tu twarzy odhaczone, tata będzie zadowolony. A tymczasem zapraszam do siebie. Mam nadzieję, że tym razem nie odmówisz - zsunął rękę w dół, chwytają między palce materiał jego rękawa. - Żal nie zatrzymać cię w domu, gdy tak dobrze wyglądasz - krótki śmiech zabrzmiał raz jeszcze, tuż na chwilę przed tym, gdy pociągnął go do wyjścia.

z/t + North
Powrót do góry
 
Go down
Brenda Fitchner ♥

avatar
960
#Studentka Lotnictwa i Kosmonautyki
Uwodzicielka
960


   
Sro Cze 06, 2018 5:49 pm
       
Mimowolnie uśmiechnęła się na słowa Domashikova i spojrzała na niego wymownie.
- Sam przecież należysz do jednych z nich. Nie obawiasz się plotek, jakie mogą się pojawić po zobaczeniu nas tu razem? - spytała, chociaż sama nie przykładała uwagi do tego co myślą o niej inni. Jednakże była na tyle domyślna, by wiedzieć iż niektóre, te bardziej znane postacie, zwracają uwagę na takie szczegóły. Głównie ze względu na wizerunek swojej rodziny, o który nawet sama Irlandka starała się dbać. - W takim razie chętnie posłucham, bo na pewno Cię przyjmą. - oznajmiła, przez kilka sekund mocniej zaciskając palce na jego ramieniu.
- Wybacz, ale byłam pierwsza. Może następnym razem Ci się uda. - odwzajemniła uśmiech, spoglądając w kierunku końca wystawy. - Owszem, uciekniemy od tych wszystkich wścibskich ludzi i spokojnie porozmawiamy. - mruknęła, poprawiając niesforny kosmyk jasnych włosów i ruszając przed siebie.
Powrót do góry
 
Go down
Moderator

avatar
172
#Postacie NPC
172


   
Sob Cze 30, 2018 11:05 pm
       
Wystawa trwała jeszcze kilka godzin ściągając na siebie uwagę ludzi z całego miasta. Nawet jeśli niektórzy wyglądali jakby przyszli tu głównie ze względu na przekąski i w celu wyrobienia sobie renomy, znalazło się paru istnych koneserów sztuki, wypełniających notesy szczegółowymi uwagami. Jeden z reporterów skakał pomiędzy uczniami i innymi odwiedzającymi zbierając ich opinie, które chciał zapewne zamieścić w najbliższym numerze Riverdale City News. Koniec końców wszyscy zaczęli stopniowo opuszczać budynek, choć nie pozostawiało wątpliwości, że jeszcze tu wrócą.

Event oficjalnie zostaje zakończony. Możecie powychodzić, bądź po prostu uznać że wasze postacie opuściły już budynek. Pamiętajcie jednak, że Metanoia nadal funkcjonuje jako temat fabularny!

____________________________________________

Wynagrodzenie (zostało już dodane do waszych profili)
- Naoto Namikaze - 3PU i 1PR
- Chester - 2PU i 1PR
- Kakuei - 3PU i 1PR
- Mercury - 5PU i 1PR
- Saturn - 5PU i 1PR
- North - 3PU i 1PR
- Riley - 3PU i 1PR
- Yunlei - 2PU i 1PR
- Noah - 2PU i 1PR
- Selim - 2PU i 1PR
- Liam - 1PU i 1PR
- Bianca - 1PU i 1PR
- Alan - 5PU i 1PR
- Artem - 2PU i 1PR
- Frey - 3PU i 1PR
- Jake - 5PU i 1PR
- Ryan - 3PU i 1PR
- Brenda - 2PU i 1PR
- Amalie - 2PU i 1PR
- Rosa - 2PU i 1PR
- Cyrille - 2PU i 1PR
- Zero - 2PU i 1PR


JAKE:
+ 1 punkt reputacji i 5 PU za największą aktywność na evencie

REMOR: + 1 punkt reputacji za pomysł
+ 1 punkt reputacji i 5 PU za poprowadzenie eventu

UWAGA! Każdy kto prześle na konto Riverdale City News PW z krótką opinią na temat wystawy (poważnie możecie rzucić nawet jednym zdaniem, wypowiadacie się jako postać) otrzyma dodatkowy 1 punkt reputacji. Wypowiedzi pojawią się w następnym numerze RCN, będziemy wdzięczni za wszelką współpracę!


1, 2, 3.
Powrót do góry
 
Go down
Cyrille de Montmorency

avatar
708
#Maskotka
Vargas
708


   
Pon Lip 02, 2018 9:38 pm
       
Czas płynął niepowstrzymany, a Cyrille skakał od jednego obrazu do drugiego, a kiedy nie miał już nic więcej do oglądania, postanowił się powoli ulotnić z tego miejsca. Miał jeszcze kilka miejsc, które chciał zobaczyć, więc musiał się streszczać. Po drodze machnął ręką do kilku znajomych i wyszedł.

z/t
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Metanoia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 8 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: