IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Coffeelicious Cafè

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : Previous  1, 2
Amalie Caroline Hansen

avatar
56
#Młodzież
Uczennica / Baristka
56


   
Sro Kwi 18, 2018 10:39 pm
       
Jakie powoli, jakie spokojnie, ciężko jej było się uciszyć, kiedy dopadła ją taka panika. Facet chciał dowalić manewrem w stylu: he took his hat and his leave, a ona miała się tak najzwyczajniej w świecie uspokoić, no błagam. Nigdy nikt nie zareagował na jakiekolwiek jej słowa w tak gwałtowny sposób - daleko było temu do jakiejś agresji, krzyku czy czegokolwiek, co faktycznie zasługiwało na to miano, acz i tak zareagowała nieco panicznie. Mimo wszystko, udało jej się jakoś ugryźć się w język i nie kontynuować już tego wywodu. Przecież Remor się poddał, nie było sensu tego dalej ciągnąć.
Nawet ją przeprosił, na co sama już była gotowa wypalić, że to przecież jej wina. Rozchylała już wargi! Już, już głos miał się wydobyć z jej gardła. Ale zaistniał ciąg dalszy tego wszystkiego i niegrzecznie byłoby teraz temu intrygującemu klientowi przerywać. Szczególnie, że było to wyjaśnienie, jakie w zupełności wystarczyło, by jakoś ją uspokoić. Właściwie, nieważne było co powiedział, a to, że ten ton w połączeniu z barwą jego głosu jakoś zdołał ją ogarnąć. Przynajmniej względnie. Trochę jeszcze drżały jej kolana w obawie, że zaraz nie tylko zwieje jej najświeższy idol, ale i wywalą ją z roboty za odstraszanie klienteli.
"Zwróciłem na ciebie uwagę, bo..." - czyli poradnik jak przykuć uwagę Hansen razy raz. Nie to, że dość widoczne było na twarzy jej zainteresowanie odpowiedzią na to pytanie, ale było. Nie musiała nawet na niego patrzeć - bo jej wzrok zawędrował znowu gdzieś w przestrzeń - żeby dało się dostrzec jak jej mina wyrażała skupienie i próbowała uświadomić wszystkim wokół, że bardzo dobrze byłoby wiedzieć, skąd u Laverne'a takie a nie inne obiekty zainteresowań. Problem polegał na tym, że tego zdania za bardzo nigdy nie dokończył, a temat uciął się jak gdyby w ogóle go nigdy nie było. Za to to spotkanie między ich spojrzeniami zaniepokoiło ją w trochę inny sposób niż miałoby ono sposobność wcześniej. Podświadomość nakazała jej twarzy ściągnąć brwi w wyrazie zasmucenia, ale dziewczyna nie wydawała się mieć szczególne pojęcie na temat tego, co się teraz wyprawiało z jej mimiką. Zamiast tego kolejny raz wykonała charakterystyczne skinienie głową. Bądź co bądź, gdyby sama została postawiona przed podobnym pytaniem, musiałaby się ostro nagłowić, zanim stwierdziłaby, że w ogóle nie wie, skąd u niej takie reakcje. I że tak po prostu wyszło.
- I zobaczysz, nie... nie musisz się martwić - bąknięcie pod nosem, wzrok w buty, uniesienie na palce, opadnięcie na pięty. Wszystko wracało do idealnego porządku, w którym Amalie zaczynała być zakłopotana, więc - kto wie? - może i Remor odzyska swój typowy dla siebie temperament. - Amm, może chcesz zostawić u nas w kawiarni jakieś ulotki odnośnie wernisażu? Myślę, że to nie będzie problem. I... - tu zrobiła dłuższą pauzę, przez którą wysunęła z kieszeni koszuli wcześniej włożoną tam wizytówkę artysty, by zaraz omiotnąć ją wzrokiem - ...mogę zostawić ci jakiś kontakt do siebie? W-w-w-w-w-w-w-w-w razie gdyby były problemy z dostaniem się na wernisaż. Iiii odnośnie ulotek! T-t-tak!
Tak to się teraz nazywa.
Powrót do góry
 
Go down
Remor Laverne

avatar
58
#Mieszkaniec Riverdale City
Właściciel Galerii / Jonker
58


   
Czw Kwi 19, 2018 5:51 pm
       
Był wdzięczny, że dziewczyna nie ciągnęła go za język w kwestii poprzedniej niedokończonej wypowiedzi. Sam musiał to sobie przemyśleć na spokojnie, bo znając siebie wiedział, że nie da mu to spokoju i na pewno do tego wróci, gdy tylko będzie miał wolną głowę. Nie było ani jednego logicznego powodu dla którego mógłby ją lubić, za to miał setki odczuć w jej obecności i ani jednego nie był w stanie nazwać. Marny bilans, na dodatek nie miał pojęcia jak wyjść z tej kalkulacji. Nawet nie wiedział jak ją zacząć.
Przywitał temat ulotek z niemałą ulgą, wreszcie coś neutralnego.
Nie mam nic przy sobie, ale mogę podrzucić je jutro.
Mógł jej też zaproponować by wpadła po pracy bezpośrednio do galerii na coś w rodzaju przedotwarcia, ale obawiał się, że takie zaproszenie mogłoby implikować kolejne wątpliwości ze strony dziewczyny, a wolał tego uniknąć. I tak ledwo wybrnął z sytuacji mającej miejsce chwilę temu.
Patrzył jak szatynka buja się na stopach, wracając tym samym to całkiem typowego dla siebie zdenerwowania. Czy był ku temu jakiś powód? Nie zwrócił na to wcześniej uwagi, ale obiecał sobie, że na drugi raz przyjrzy się jej z bezpiecznej odległości żeby ocenić, czy tak samo reaguje na innych klientów.
Ale ty wiesz, że ja dałem ci wizytówkę all inclusive? Mam swa rodzaje — zauważył z rozbawieniem, chociaż tak odważna sugestia z jej strony jak do tej pory nigdy jeszcze nie padła. O ile dobrze zrozumiał, chciała wymienić się numerami telefonów, bo przecież z maili już prawie nikt nie korzystał. Nie miałby nic przeciwko, nie podejrzewał jej o namolność czy dziwaczny stalking.
Otworzył portfel i wyciągnął najpierw jedną wizytówkę; taką samą, jaką dostała Hansen i drugą, w popielatym kolorze. Ta ostatnia zawierała ogólne informacje o firmie, jego nazwisko i firmowy adres e-mail, ale nic poza tym. Pierwsza zaś była ewidentnie bardziej dopracowana, miała złote, tłoczone litery, logo Metanoi i parę innych rzeczy, których próżno by szukać na poprzedniej.
Tutaj jest mój prywatny numer telefonu. Wystarczy, że wyślesz mi w wolnej chwili wiadomość, a ja już cię sobie zapiszę. Tylko bardzo proszę, nie zostawiaj jej gdzieś na wierzchu. Nie daję ich byle komu — zaznaczył dobitnie, po czym pokazał jej obie wizytówki dla porównania. Oczywiście, że to te szare najczęściej były w ruchu, Laverne szanował swoją prywatność. Była naruszana wystarczająco wiele razy, stąd taka a nie inna decyzja odnośnie rozdziału informacji na różnych wersjach biletu wizytowego.
Boleśnie kończył mu się czas, spędził go tutaj i tak więcej niż z początku zamierzał. I naprawdę - o stokroć wolałby zostać w tej cichej kafejce niż wybierać się teraz na spotkanie z mocno ekscentrycznym marketingowcem, z którym użerał się od przeszło dwóch miesięcy. Tym razem nie mógł wysłać Shae samej, chciał też dopiąć już całą tę sprawę na ostatni guzik i podpisać cholerne papiery. Wtedy miałby święty spokój i pewność, że prawdopodobieństwo że ten kretyn go wystawi zmaleje prawie do zera. Poza tym był formalistą i miał manię zbierania wszystkich dokumentów, które mogłyby mu się przydać nawet i w najdalszej przyszłości.
Muszę już iść. Będę czekał na wiadomość, więc nie odwlekaj tego bardziej niż wypada.
Powrót do góry
 
Go down
Amalie Caroline Hansen

avatar
56
#Młodzież
Uczennica / Baristka
56


   
Czw Kwi 19, 2018 7:19 pm
       
Miał dwa rodza- zaraz co. W jakim sensie jej wizytówka miała być inna i dlaczego właściwie dostała tę lepszą? Wszystko miało się zaraz wyjaśnić, a na widok dwóch kompletnie różnych kartoników rozdziawiła trochę gębę.
Wiedziała, że to jakiś numer, który miałby ją na niego nakierować, ale żeby był to ten prywatny nigdy by się nie spodziewała. I nie mogła zostawiać nigdzie tej wizytówki. Nie na wierzchu. Numer telefonu mogła zwyczajnie wpisać do telefonu, więc nie potrzebowała jej wiecznie w portfelu, za to pewnie znajdzie dla niej później miejsce w swoim kajeciku. Tak na pamiątkę, bo jednak każde wspomnienie było równie ważne.
- Znaczy, bo ja właściwie, ja, bo, ja, bo tego. Pi-pisanie pierwszej jest dla mnie czasem trochę problemowe - ucieczka wzrokiem, ponownie. I ta mina jakby świat miał się zawalić gdyby była tą inicjującą rozmowę. - Widzę, że jest tu numer, ale wygodniej byłoby... albo. Nieważne. Na-napiszę jak najszybciej, obiecuję pa- ci.
Bądź co bądż była to dobra praktyka, co nie? Kiedyś musiała się w końcu odważyć zagadać do kogoś sama z siebie, a nie z poczucia obowiązku odpowiedzi na wiadomość. Dało się nawet dostrzec pewną determinację wypisującą się na twarzy Hansen, a to był całkiem dobry znak. Mina zrzedła jej dopiero na wiadomość, że musiał już iść. Skinęła głową z żałosnym, niemrawym uśmiechem.
- Jasne, postaram się zaraz cokolwiek wysłać. I wp-wpadnij jeszcze kiedyś. Jeeee-e-eśli chcesz, znaczy się - dłonie za plecy, usta zaciśnięte, gotowość do ucieczki w każdej chwili. Teraz już w sumie tylko czekała, aż Remor opuści lokal - i co z tego, że chwilę przed tym panicznie chciała go zatrzymać - przez narastające zdenerwowanie. Bo trochę właśnie usłyszała odnośnie tego, jak istotna byla choćby jego głupia wizytówka. No to jak miała reagować, jeśli nie tak. Choć zaraz wygrzebała telefon z kieszeni i zaczęła miętosić go w dłoni, także prawdopodobnie konwersacja miała się skończyć dopiero za jakiś czas, i to nie w takiej formie.
I ten, no. No wyszedł. Także pracapraca.

zt + Remor
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Coffeelicious Cafè
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: