IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Lodowisko

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Liam Revel Leistershire

avatar
#Kujon
Vice-Przewodniczący Obsidian
275


   
Sro Sty 10, 2018 3:23 pm
       
Duża hala sportowo-widowiskowa będąca chlubą Riverdale City. Lodowisko zawodowego zespołu hokejowego Riverdale City Canucks. Hala została otwarta w 1995 i zbudowana za prywatne pieniądze. Nazywała się ona General Motors Place, lecz MKOL na czas olimpiady - w wtedy jeszcze Vancouver - nakazał zmiany tejże nazwy, jako że obiekty olimpijskie nie mogą nazywać się od nazwy sponsora. Dawniej grały tutaj Vancouver Grizzlies (NBA, obecnie Memphis Grizzlies) i Vancouver Ravens (NLL). W hali znajduje się 88 luksusowych apartamentów oraz 12 apartamentów gościnnych. Nie jest to jednak wyłącznie miejsce dla profesjonalistów. Tutejsza szkoła oferuje nauki jazdy na łyżwach na wszelkich poziomach, jak i chętnie udostępnia lodowisko dla zwyczajnych mieszkańców, którzy chcą się nieco odstresować po męczącym dniu w pracy, śmigając na lodzie. Jego stan zdecydowanie jest na najwyższym poziomie, biorąc pod uwagę fakt, że każdego wieczora nadal odbywają się tu treningi.
Powrót do góry
 
Go down
Liam Revel Leistershire

avatar
#Kujon
Vice-Przewodniczący Obsidian
275


   
Sro Sty 10, 2018 3:40 pm
       
Nie miał z początku żadnych konkretnych planów na dzisiejszy dzień. Jego życie znowu wróciło do tej samej nużącej monotonii, sprawiając że z trudem motywował samego siebie do zwleczenia się z łóżka. Shane kompletnie przestał mu odpisywać i nie utrzymywał z nim żadnego kontaktu. Jego współlokator również przepadł jak kamień w wodę, zmuszając tym samym Liama do przeprowadzenia się z powrotem do domu rodzinnego. Nawet Nathanael przepadł bez śladu, a rodzice nieustannie kręcili nosami, nie chcąc mu dokładnie powiedzieć co właściwie stało się z jego bratem. Nawet jeśli utrzymali kontakt smsowy, nie było to to samo co wcześniej, gdy miał go pod ręką. Mógł rzucić w niego książką, wysłuchać jego narzekania że znowu nic nie umie. Miał wrażenie, że w cokolwiek nie wkładał rąk, kończyło się to istną katastrofą. Papier ze szpitala, który trzymał w dłoniach jeszcze trzydzieści minut temu, tylko dodatkowo to potwierdzał.
Jego oczy na nowo straciły życie. W momencie gdy stopniowo zaczęto rozbudzać w nim nadzieję, że być może wszystko w końcu rozwinie się w nieco lepszym kierunku, los brutalnie postanowił go przywołać do porządku. Zacisnął dłonie w pięści przyciskając je do niewzruszonej twarzy, by osłonić ją przed światem, nawet jeśli w szatni nie było obecnie nikogo innego poza nim samym. Wbił beznamiętny wzrok w swoje łyżwy, nim w końcu wstał i ruszył spokojnie na lodowisko. Nie miał dziś prywatnych zajęć, lecz lodowisko było praktycznie puste. Jakby nie patrzeć, ledwo wybiła dziesiąta. Mało kto pojawiał się tutaj w podobnych godzinach, większość siedziała w tym czasie Liam. Sam chłopak powinien zresztą właśnie to robić. Kujon, który opuszczał lekcje? To dopiero fenomen.
Wjechał na lód spokojnym ślizgiem, momentalnie łapiąc równowagę. Trenował łyżwiarstwo figurowe zbyt długo, by choć się zachwiać. Właściwie jego brat niejednokrotnie śmiał się z niego, że w rzeczywistości dużo lepiej jeździ niż chodzi. Moment gdy Liam znajdował się na lodzie, był jedynym gdy idealnie się prostował i zadzierał wysoko głowę, sprawiając wrażenie zupełnie innej osoby niż w rzeczywistości.
A może to właśnie poza lodowiskiem przywdziewał maskę, spuszczał głowę i starał się zniknąć w tłumie, by zwyczajnie zapewnić sobie święty spokój? Ciężko było powiedzieć, nawet go nie znając. Nie było w końcu obecnie osoby, która byłaby w stanie określić jego charakter. Mimo zrobienia dwóch kółek dookoła lodowiska, uczucie nieustannie zaciskających się na jego sercu szponów nijak nie chciało odejść. Ucisk był na tyle mocny, by nawet w jego gardle pojawiła się nieprzyjemna gula utrudniająca mu przełykanie śliny. Charakterystyczny dźwięk płozy przecinającej lód poprzedził najzwyklejszy w świecie piruet, przy którym przyłożył dłonie do serca, zwiększając tym samym własną prędkość obrotu, tuż przed tym gdy wyprowadził nogę do przodu i wznowił zwykłą jazdę. Stopniowo jego umysł zdawał się oczyszczać.
Powrót do góry
 
Go down
Ace Faolan Marco Eden

avatar
#Czarny Rynek
Informator / Wicehrabia
18


   
Czw Sty 11, 2018 7:10 pm
       
Ace pasował do lodowiska jak pięść do nosa. Nie pasował do tych wszystkich łyżwiarek poruszających się z gracją. Może i był całkiem szybki i jakby go postawić na macie do tańczenia doszedłby zapewne do wysokiego poziomu, ale w przeciwieństwie do tych niewinnie wyglądających istotek prezentowałby się niczym kangur na lodzie. Zdecydowanie wolał biegać - w końcu nie wymaga to zbyt dużego wysiłku, a na dodatek nie jest tak trudno utrzymać równowagę, bo grunt przynajmniej nie ucieka spod nóg.
Co więc tu robił? Ciężko powiedzieć. Chociaż właściwie to łatwo - jak się można domyślać, miał się tu spotkać z pewną płotką, która prawdopodobnie mogła mu przynieść sporo rozrywki. Wydawała mu się wybitnie targującą się personą, a to wyśmienicie - z takimi raczej nie szło się nudzić. Rozmowy z wyrazistymi ludźmi sprawiały mu najwięcej prawdy.
O dziwo, gdy dotarł na miejsce, nie zauważył w pobliżu żadnej żywej duszy. Czyżby ktoś go wkręcił? Chyba życie mu było niemiłe. Już blondyn wiedział, gdzie uderzyć, by jak najboleśniej ukarać tego zgrywusa. Czy on naprawdę nie wiedział, z kim zadziera? Na to wychodziło. Kto raz słyszał nazwisko Eden, na zawsze je zapamiętywał i to niekoniecznie w pozytywnym znaczeniu.
Włożył okulary na nos, powstrzymując westchnięcie zniecierpliwienia. Przejechał taki kawał, by zostać z niczym?
Do jasnej cho-
Zamrugał oczami, zaś po chwili je zmrużył. Jednak na lodowisku znalazła się dla niego jakaś samotna duszyczka! Ach, co za szczęście. Już myślał, że będzie musiał zaraz wrócić do domu z miną zawiedzionego Golluma.
Poprawił okulary, po czym podszedł spokojnym krokiem niczym lis do młodego chłopaka wyczyniającego doprawdy... cuda na lodzie. Oczywiście nikt nie mógł być lepszy niż pomarańczowooki, ale on sam musiał przyznać, iż jak na takiego młodzika szło temu drobnemu chłopaczkowi nawet nieźle. Zwłaszcza jeśli był tym kontaktem, który miał się tu zjawić. Wówczas stanowił jeszcze ciekawszy okaz. Jeszcze żaden z jego wtyków nie umiał tak znakomicie jeździć na łyżwach.
- Brawo, brawo! To było wspaniałe! - Zaklaskał, uśmiechając się przyjaźnie i odrobinę flirciarsko w jego kierunku. - Długo trenujesz? Z pewnością od dziecka, nieprawdaż? Właściwie przypominasz zimowego księcia niż zwykłego śmiertelnika, trzeba to przyznać. - Puścił mu oczko.
Z jego perspektywy obiekt, który obserwował, czuł się na lodowisku zupełnie jak ryba w wodzie. Niebywałe! Lód to podłoże o słabej sile tarcia i co rusz ktoś się na nim przewraca... a on? Tańczył i to z jakim zaangażowaniem i lekkością! Sunął po nim, jakby nic mu nie przeszkadzało. Nie, on szybował.
Ajajaj, szkoda że Eden nie umiał mu tego wszystkiego lepiej przedstawić. Pewnie się przerazi, myląc go jeszcze z jakimś profesorem. Problematyczne okulary.
Powrót do góry
 
Go down
Liam Revel Leistershire

avatar
#Kujon
Vice-Przewodniczący Obsidian
275


   
Nie Sty 14, 2018 1:09 pm
       
Wszechogarniający chłód, charakterystyczny orzeźwiający zapach przemieszany z jakąś delikatną malinową nutą, której źródłem były jego własne perfumy, które dostał w prezencie jakiś czas temu. Choć dźwięk płozy tnącej lód praktycznie nie docierał do jego uszu, czuł powiązane z owym ruchem wibracje aż nazbyt wyraźnie. Spokojna muzyka dobiegająca z głośników była o wiele przyjemniejsza od standardowego tłuczenia które miało reprezentować pop czy inny gatunek, który zwyczajnie - jego zdaniem - nie pasował do podobnych miejsc. Na szczęście załączali ją wyłącznie, gdy na lodowisku pojawiała się dużo większa grupa osób, preferujących właśnie takie klimaty od klasyki, która dla Leistershire'a była niczym miód na zbolałe uszu.
Całkiem trafne określenie.
Nawet nie zauważył kiedy w jego otoczeniu pojawiła się nowa osoba. Nic dziwnego, skoro w tym momencie całkowicie oddał się treningowi. Dopiero przy kolejnym kółku - podczas którego powtórzył jeden z całkiem prostych (dla niego) układów, którego uczyli się na ostatnich zajęciach, zauważył czyjąś sylwetkę przy poręczy. Początkowo miał zamiar całkowicie go zignorować. Nie interesowały go żadne kontakty z innymi. Inni ludzie byli wyłącznie dodatkowym problemem, niewartym zachodu. Gdy jednak jego wzrok spoczął na jego twarzy, poczuł nieznaczne poddenerwowanie.
Co jeśli był tutejszym pracownikiem i właśnie przyszedł go upomnieć, bądź poinformować że zamykali lodowisko dla gości, by udostępnić je na trening hokeistom? Zwłaszcza że jego usta wyraźnie się poruszały, wypowiadając coś w jego stronę, choć Liam nie był w stanie rozróżnić ani jednego słowa.
Zaraz, czy on klaskał?
Nic z tego nie rozumiał.
Zakręcił się wokół własnej osi, zmieniając kierunek jazdy i zatrzymał się z gracją naprzeciwko mężczyzny, zachowując odległość co najmniej dwóch metrów od poręczy. Nie potrzebował jej, a nie chciał zbliżać się zbyt mocno, wyraźnie chcąc zminimalizować potrzebny kontakt do jak najniższego stopnia. Może po prostu też chciał pojeździć? Wtedy jego zatrzymanie się było zwyczajnie bezcelowe i bezsensowne. To nie była jego sprawa, tak długo jak nie wchodził mu w paradę, rujnując wykonywane na lodzie figury.
Natomiast przez barierki nie był w stanie dostrzec czy on również miał na nogach łyżwy. Hmpf. Jeśli miał, powinien po prostu tu wejść i nawet go nie zaczepiać. Musiał więc czegoś chcieć.
Oby nie był pracownikiem.
Mówił pan coś? — zapytał uprzejmym do bólu, całkowicie wypranym z emocji głosem. Nie było w nim co prawda zniecierpliwienia powiązanego z tym, że dużo bardziej wolałby w obecnej chwili oddać się treningowi niż marnować czas na rozmowę, lecz nie było też sztucznej radości którą inni tak często wplatali we własne wypowiedzi.
Powrót do góry
 
Go down
Ace Faolan Marco Eden

avatar
#Czarny Rynek
Informator / Wicehrabia
18


   
Pon Sty 29, 2018 8:39 pm
       
Praktycznie nie zwracał uwagi na muzykę lecącą w tle - póki nikt nie fałszował, właściwie mało go obchodziła. Zwłaszcza że nie miał konkretnych preferencji co do gatunku. J-rock? W porządku. K-pop? Też okej. Nawet nie krzywił się szczególnie przy electro, o ile bit wydawał mu się przystępny i chwytliwy.
Jego oczy śledziły każdy krok położony na lodzie, każdy przepełniony pasją ruch. Musiał przyznać, że cały ten występ mu się bardzo podobał. Czyżby ktoś go oczekiwał i w ten sposób pragnął uczcić jego pojawienie się? Bo na to właśnie wyglądało. Ale chyba nie ma co się dziwić - w końcu należał do najwpływowszych osób w tym mieście. Jego uznanie liczyło się tyle co aprobata dziesięciu tysięcy ludzi!
Obserwowanie gwiazdy tańczącej na lodzie było dla niego istną rozkoszą dla oczu. Ta gracja, ten wdzięk... Zupełnie jak primabalerina. O ile takie określenie dla chłopaka mogło stanowić komplement.
Ałć... - Powiało chłodem. To że Liam niczego nie słyszał, zdecydowanie odebrało cały urok chwili. Chociaż kto wie, może dlatego jasnowłosy zdawał się Ace'owi taki uroczy? Tak czy owak nie zamierzał odpuszczać jak to na typowego Churchilla przystało. Uwziął się na chłopaka niczym Tom na Jerry'ego. Pytanie brzmiało tylko, kto wygra tę walkę - kotek czy myszka?
Swoją drogą, nieznajomy nie cieszył się, że opalooki się do niego odezwał... Dziwne. Zapytał grzecznie, jednakże zupełnie obojętnie, o to, co powiedział. Najwidoczniej jego towarzysz czuł się niezręcznie w jego obecności. Ach, to takie normalne dla przeciętnej persony. Rozmowa z nim to przecież czysty zaszczyt.
- Aj tam, od razu "pan". Mówmy sobie na "ty" - Ace jestem. - Błysnął uśmiechem, po czym wychylił się lekko za barierkę, by podać rękę, ponieważ tak zawsze go uczono. Przedstawiasz się lub witasz - wyciągnij łapę. No, jeżeli masz do czynienia z dziewczyną, to poczekaj, aż sama ją wyciągnie. Prawdopodobnie boi się zbezczeszczenia jej cudownie niewinnych rączek.
- I tak właściwie to chwaliłem twoje niesamowite umiejętności łyżwiarskie. Są godne podziwu. Musisz mnie kiedyś nauczyć tak jeździć. - Pokiwał głową pewnie. Naprawdę - jak na takiego młodzika to świetnie mu szło. Może i informator by na tym skorzystał. Nikt nie zna dnia ani godziny, gdy utrzymanie równowagi na zamrożonej tafli wody okaże się potrzebne.
- Co tu robisz sam o tej porze? - Oparł się luźno o barierkę, jakby siedział w barze. - Czekasz na kogoś? - Rzucił z pewnym zawieszeniem głosu na końcu zdania. Jeśli to on był tym kontaktem, który prosił blondyna o spotkanie, to gratulacje. Nieźle się zakamuflował.
Powrót do góry
 
Go down
Liam Revel Leistershire

avatar
#Kujon
Vice-Przewodniczący Obsidian
275


   
Wto Lut 06, 2018 6:06 pm
       
Zdecydowanie nie potrafił zrozumieć dlaczego na swój sposób został przywołany do barierki. Wpatrywał się w niego w absolutnym milczeniu. Nawet jeśli bez problemu rozróżniał poszczególne słowa i miał świadomość co mówił do niego stojący naprzeciw niego mężczyzna, nie wyglądało na to by faktycznie zamierzał jakkolwiek reagować. Nawet nie drgnął, gdy Ace wyciągnął dłoń w jego stronę. Zdecydowanie nie był przyzwyczajony ani do podawania ręki, ani tym bardziej do dotykania całkowicie obcych mu ludzi. Nie wyglądało też na to, by zamierzał zmieniać ten nawyk zwłaszcza w tej sekundzie. Zerknął jedynie ukradkiem na jego dłoń, co podkreśliło fakt że owy gest nie umknął uwadze Leistershire'a.
Nie odpowiedział też na powitanie własnym imieniem. Czasy, gdy zamierzał zawierać nowe znajomości minęły już dawno, ale to bardzo dawno temu. A ostatnie wydarzenia tylko utwierdziły go w przekonaniu, że były odpowiednim wyjściem z sytuacji.
Nie jestem instruktorem. Ich oferty można znaleźć wychodząc w stronę szatni. Okienko po prawej — powiedział spokojnie i rzeczowo. Lodowisko było duże, ale stanowisko - na tyle dobrze ulokowane, że Ace nie powinien mieć najmniejszych problemów z namierzeniem go, jeśli rzeczywiście był zainteresowany lekcjami łyżwiarstwa figurowego. Zwłaszcza że oferowali swoje usługi nie tylko w klasie od początkującej do zaawansowanej, ale też od małych dzieci po dorosłych. Nawet jeśli ci drudzy nie mieli już większych szans na zdobycie światowej sławy i nagród, poza klasą amatorską. Nie powiedział mu tego jednak wprost. Nie miał w tym żadnego interesu.
Trenuję — nie narażając się na przeszkadzające mi tłumy. Nie dokończył zdania na głos, choć nie pozostawiało żadnych wątpliwości, że zdecydowanie nie spodziewał się tu dziś towarzystwa. Miał nadzieję na spokojną jazdę, więc dlaczego jak zwykle coś poszło nie po jego myśli?
Nie — nie czekał na nikogo. Był tu sam i sam chciał być. W dodatku z każdą minutą jego czas na lodowisku, który opłacił z własnej kieszeni, wyraźnie uciekał. Zerknął krótko na zegarek, sprawdzając jak wiele czasu zmarnował na sterczenie przy barierce.
Przepraszam, to wszystko? Chciałbym wrócić do treningu — znów ten sam ton co wcześniej. Chłopak kontrolował swój głos i emocje w perfekcyjnym, wręcz nieco przerażającym stopniu.
Powrót do góry
 
Go down
Ace Faolan Marco Eden

avatar
#Czarny Rynek
Informator / Wicehrabia
18


   
Sob Lut 24, 2018 10:20 pm
       
Co on taki sztywny? W sumie to nawet potwierdzałoby jego przynależność do mafii i możliwy zawód płotki. Tacy to nigdy się nie wychylają. Mają być niepozorni i pozostawać niezauważeni choćby i w krytycznych sytuacjach.
Ale żeby tak ręki nie uścisnąć? Ręki Ace'a? Powstrzymał się od kilkukrotnego zamrugania w geście zdziwienia. Zamiast tego sam, używając swojej dość dużej siły, chwycił jego dłoń i potrząsnął... o ile się nie wyrwał, chociaż wyglądał na dosyć wątłego i Eden nie zawahał się tego wykorzystać.
- Co to, ojciec cię bije, że nie chcesz się ze mną należycie przywitać? - Zniżył głos. Nie był jeszcze wściekły. Ale zbliżał się do kresu swojej cierpliwości. Czy ten tutaj sobie żartował? Zamiast bawić się w podchody, mógłby przejść wreszcie do interesów, do diaska!
Uniósł brew, słysząc jego wypowiedź. No jasne, że nie był instruktorem - jego wiek definitywnie na to wskazywał. Mentalnie Ace wsadził sobie właśnie głowę do piekarnika. W co ten chłopak sobie pogrywał?!
- Wiem, że nie jesteś. Nie jestem głupi. - Odparł z przekąsem. - I nie radzę ci ze mnie kpić. - Zmrużył oczy w gniewie.
Zacisnął ręce w pięści. W jego oczach pojawiły się niebezpieczne błyski. O ile wcześniej jedynie niecierpliwił się, o tyle teraz miał ochotę połamać chłopakowi nogi z powodu jego impertynencji. Co z tego, że nigdy więcej by nie zatańczył tak pięknie na lodzie - liczyła się satysfakcja dziedzica Churchillów, która brała się z upokarzania ludzi i karania ich. Sadystycznej przyjemności, której ciężko się było oprzeć.
- O nie, odejdziesz wtedy, kiedy ja sobie tego zażyczę. - Złapał znienacka chłopaka za fraki i przyciągnął do siebie, chyba że się cofnął. Spojrzał mu prosto w oczy. - Rozumiesz? - Syknął.
Powrót do góry
 
Go down
Elliot Whitelaw

avatar
#Czarny Rynek
Diler Narkotyków
6


   
Wto Lut 27, 2018 2:29 am
       
Wszystko poszło w pizdu. Od kilku dni nie mógł znaleźć chętnych na towar, który dostarczał. To nie było tak, że sprzedawał jakieś gówno (poza faktem, że narkotyki to gówno - dzieci unikajcie tego ścierwa). Jednak wzmocnione patrole policji i wyparowanie kilku kluczowych dystrybutorów znacznie utrudniały interes. Ostatni kontakt też się nie zjawił. Pierdolić to wszystko, musiał ustalić z bratem jakiś nowy plan, czy też po prostu modyfikacje starego planu.
Jednak zanim to zrobił, postanowił trochę oczyścić myśli na lodowisku. Dlaczego akurat na lodowisku> Powód był prosty. W służbach specjalnych, w kraju gdzie na śnieg i lód trzeba być przygotowanym zawsze, każdy potrafił jeździć na nartach czy też łyżwach.
Sport ten pozwalał również na odgonienie natrętnych myśli (mieli również kilka zespołów hokejowych). Tego dziś najbardziej potrzebował. Oderwanie się od rzeczywistości podczas dźwięku ciętego przez łyżwy lodu.  Znajomego chłodu na twarzy, który mimo prędkości nie sprawił bólu.
Wszedł na lodowisko, uprzednio wybierając sobie jedne z łyżew dostępnych na obiekcie. Nie przepadał za "obcym" sprzętem, ale teraz nie miał przy sobie swojego, a ściąganie go tutaj nie wchodziło w grę. Potrzebował go na teraz.
Mamrocząc pod nosem wszedł na halę mając zawieszone łyżwy przez ramię.
Nie był sam, co raczej nie sprawiało mu problemu, potrafił utrzymać się na lodzie, wymijać innych i wpakować krążek do odpowiedniej bramki. Reagował też równie szybko. Usiadł na ławce by wskoczyć w łyżwy, ale jego wzork przyciągnęła pozostała dwójka. Nie wyglądali na jakoś pozytywnie nastawionych do siebie, a blondyn dość dziwnie wychylał się przez barierkę by dosięgnąć białowłosego.
Elliot wstał powoli i podszedł do wcześniej obserwowanych osobników. Sięgnął do kołnierza blondyna i złapał go odciągając (może trochę mocniej niż zamierzał) go do tyłu. Notabene mógł właśnie ratować mu życie! Chwała bohaterom naszych czasów!
- Jakiś problem? - rzucił jakby od niechcenia. Spojrzał na blondyna, po czym przeniósł wzrok na chłopaka na lodzie, wracając znów do trzymanego. Wolał nie spuszczać go z oczu na zbyt długo.


Ostatnio zmieniony przez Elliot Whitelaw dnia Sob Mar 10, 2018 12:07 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
 
Go down
Liam Revel Leistershire

avatar
#Kujon
Vice-Przewodniczący Obsidian
275


   
Wto Mar 06, 2018 12:37 am
       
Dlatego właśnie nienawidził ludzi wszelkiej maści.
Książę, który nie dostał tego co chciał od razu zaczynał się zachowywać niczym zdziczały pies, wyraźnie sądząc że zrobi to na kimkolwiek wrażenie. Liam od początku nie podjeżdżał do barierki i nie zamierzał zmniejszać odległości pomiędzy sobą a mężczyzną do jakichkolwiek drobnych odległości. Ace mógł zatem rzecz jasna wychylić się ponad barierką, by go złapać i pozwolić by Leistershire cofnął się w tył z pomocą łyżew. Jego wyrżnięcie książęcą twarzą prosto w lód bez wątpienia byłoby niezwykle efektowne. Byłby zresztą przeszczęściwy mogąc obejrzeć potem swój zgnieciony nos w lustrze. Może nawet zacząłby go gonić po całym lodowisku niczym wkurzony kot i ślizgał się na butach co krok, wywalając nieustannie niczym placek? To by dopiero było zabawne.
Problem w tym, że Revel od dawna się nie śmiał i nawet podobne widowisko nie sprawiłoby, że na jego twarzy pojawiłby się jakikolwiek uśmiech.
Może w twoich okręgach podobne groźby robią na kimkolwiek wrażenie, ale daruj sobie podobne gierki w moim przypadku. Nie jestem twoją własnością i nie mam obowiązku wysłuchiwania twoich zachcianek. I tak straciłem już wystarczającą ilość czasu — pomimo całego wydarzenia stoicki spokój i chłód w głosie nijak się nie zmienił. Kto by się jednak spodziewał, że ktokolwiek inny postanowi zareagować?
Nagły dotyk mimo wszystko sprawił, że zadrżał cały wyraźnie próbując się pozbierać. Czuł się jakby czarna maź ogarniała go całego, próbując dostać się przed nozdrza i usta do jego wnętrza. Okropne uczucie.
Podniósł powoli wzrok na dwóch mężczyzn. Z tej perspektywy kompletnie nie był w stanie dojrzeć o czym rozmawiają.
Powrót do góry
 
Go down
Ace Faolan Marco Eden

avatar
#Czarny Rynek
Informator / Wicehrabia
18


   
Pią Mar 23, 2018 11:29 pm
       
Tsk-tsk-tsk, co tak ostro... - Pokręcił głową z rozczarowaniem. W rzeczywistości był wściekły, bo chłopak jawnie mu uciekł. Nie pokazywał jednak tego po sobie.
- To tylko żarty, nie mogę uwierzyć, że się nabrałeś! - Zaśmiał się, wyrzucając ręce w powietrze. - Nie zamierzałem zrobić ci krzywdy. Chciałem jedynie, żebyś się zbliżył. Wiesz, ciężko się rozmawia przez barierki. - Uśmiechnął się łagodnie.
Ace właśnie pretendował do Oscara w kategorii "najlepszy aktor", kłamał aktualnie jak z nut. I nie przeszkadzało mu to. Wręcz przeciwnie. Czuł się dumny ze swoich manipulacji.
- Jeśli uważasz, że moje perfumy cuchną czy coś w ten deseń, mogłeś wcześniej powiedzieć. Poszedłbym pod prysznic i od razu wrócił. - Złapał się za pierś niczym ugodzony mieczem rycerz. - A tak naprawdę, nie nudzi ci się tutaj? Jesteś sam jak palec. Ani żywej duszy w okoli-
Otworzył odrobinę usta, kiedy znikąd na lodowisku dostrzegł młodego chłopaka, którego skądś ewidentnie kojarzył. Nadchodzą kłopoty. Uniósł brew, spoglądając na młodzieńca. Czyżby to on był jednak tą płotką, od której miał dostać informację? Nieistotne. Blondyn już dostatecznie się znudził tym sztywnym chłopięciem. Dodatkowo węszył w tym wszystkich podstęp. Ten jasnowłosy mógł zostać podstawiony, by pogrążyć dziedzica Churchillów w sądzie.
- Właściwie to już skończyliśmy. - Wzruszył ramionami obojętnie. Zauważył, jak młodszy chłopak dziwnie drży. - Wydaje mi się jednak, że o ile ja nie mam problemu, to pan obok owszem. Wygląda mi to na swego rodzaju PTSD, ale nie jestem ekspertem, więc mogę się mylić. - Westchnął ciężko, idąc w kierunku wyjścia.
Nie miał nastroju, by dalej się z nimi cackać. Tym bardziej że na telefonie pojawiła się wiadomość od klienta. Nie mógł sobie pozwolić na dłuższą chwilę zwłoki.
- To do zobaczenia czy jak to tam mawia się w tej waszej Kanadzie. - Zawołał, a następnie opuścił teren lodowiska.

[z/t]
Powrót do góry
 
Go down
Elliot Whitelaw

avatar
#Czarny Rynek
Diler Narkotyków
6


   
Nie Mar 25, 2018 9:58 pm
       
Już dawno nikt go nawet nie uznał za młodego chłopaka, a to ci niespodzianka. Gdyby zostałoby to wypowiedziane na głos, Szwed nie wiedziałby co ze sobą zrobić! Taki to szok. Może to i lepiej, nie warto się odsłaniać przed randomowymi osobami, szczególnie takimi co nie potrafiły trzymać łap przy sobie. Żarty? Więc tak sobie żartuje dzisiejsza młodzież!
Żartownisie pierdoleni...
Nie skomentował nawet wypowiedzi blondyna, no cóż jak to ktoś kiedyś powiedział "szkoda strzępić ryja". Zresztą widok dumnie wychodzącego chłopaka poza budynek lodowiska z łyżwami na nogach całkowicie mu wystarczył.
Tym razem on oparł się o barierkę gruntownie zastanawiając się czy dalej chce mu się jeździć czy nie.
Spojrzał na białowłosego.
- W porządku? - sam nie wiedział czemu miałby go to zainteresować, ale mimo wszystko. Dzień dobroci! Hura.
Elliot sięgnął do kieszeni po paczkę fajek, wyciągnął jedną i przytrzymując w ustach zaczął szukać zapalniczki. Ciche chrząknięcie człowieka z obsługi uświadomiło mu, że palenie nie było tu miło widziane.
- A, racja - burknął odwracając się na pięcie. - Uważaj na siebie młody! - Odchodząc machnął dłonią i wyszedł zostawiając łyżwy.
z/t
Powrót do góry
 
Go down
Liam Revel Leistershire

avatar
#Kujon
Vice-Przewodniczący Obsidian
275


   
Pon Mar 26, 2018 2:12 am
       
Liam się nie uśmiechał. Cała sytuacja była dla niego zwyczajnie absurdalna. Nienawidził gdy ludzie widząc go po raz pierwszy pozwalali sobie na zdecydowanie zbyt wiele. Nienawidził gdy go dotykali i nienawidził, gdy się z nim spoufalali. Nienawidził, gdy do niego mówili.
A jednak ich samych nie potrafił nienawidzić.
Nawet po przedstawieniu jakie zafundował im blondyn nie skomentował tego w żaden sposób. Nie zaczął się żalić, ani dziękować z wyraźną ulgą. Stał nieruchomo na lodzie, zupełnie jakby spodziewał się że sytuacja nie rozwinęła się jeszcze do końca. Jakby zaraz miał wrócić i dorzucić kolejne trzy grosze. Z rozmowy pomiędzy dwoma mężczyznami nie dotarło do niego nic. Czuł się wyjątkowo głupio stercząc w miejscu jak słup soli, nim większy, bardziej przypakowany osobnik zwrócił się w jego stronę. Drgnął nieznacznie, podnosząc na niego wzrok.
"W porządku?"
Kiwnął powoli głową, wpatrując się w niego niczym spetryfikowane zwierzątko, które nie wiedziało do końca jak ponownie zmusić łapy do ruchu. Przyglądał się w milczeniu jak wyciąga papierosa, nim sam zdążył jednak zareagować - zrobił to ktoś z obsługi. Mężczyzna zniknął mu z oczu równie szybko co się pojawił. Odprowadził go wzrokiem, dopiero po chwili przenosząc go na ochroniarza.
Spokojnie, masz jeszcze czterdzieści minut, Liam.
Pokiwał głową w podziękowaniu, wracając jakby nigdy nic do wcześniejszej jazdy.
Nawet nie zdawał sobie sprawy, że mimo wszystko dzięki całemu wydarzeniu jego myśli wyraźnie się oczyściły. Przynajmniej w końcu choć przez chwilę mógł nie myśleć o niczym. Dopiero po wyjeżdżeniu całej godziny zszedł z lodowiska, przeciągając się raz i drugi, by wyprostować zmęczone mięśnie. Ściągnął łyżwy przy jednej z ławek zakładając zwykłe buty, zapakował wszystko do swojego plecaka, przerzucił go przez ramię i opuścił lodowisko.

zt.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Lodowisko
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 1 z 1

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: