IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 [ ZACHÓD ] Posesja Castlecrow'ów

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
Raven Castlecrow

avatar
98
#Dusza Towarzystwa
98


   
Wto Lut 20, 2018 12:14 pm
       
- Cóż, ten dzień był strasznie męczący... - jej wypowiedź przerwało jej rozległe ziewnięcie, które dziewczyna z automatu zdążyła zasłonić wierzchem dłoni. - Przepraszam, a wracając to... W razie czego jutro znajdzie nas mój ojczulek, jak sobie będziemy smacznie drzemać na kanapie. - rzuciła z uśmiechem, podsuwając się pod boczne oparcie, na które natychmiast osunęła się głową. Nie mogła mu powiedzieć wprost, żeby spadał. Szczerze, to nawet będąc zmęczoną nie chciała, aby wieczór w jego towarzystwie się kończył. Dziewczyna namacała paczkę z paluszkami i pospiesznie wsunęła sobie ich kilka do buzi, jakby ktoś zaraz miał je jej odebrać.
Powrót do góry
 
Go down
Elijah Southgate

avatar
31
#Artysta
31


   
Nie Mar 18, 2018 3:08 pm
       
El lekko się przeciągnął i zjechał ze swojego miejsca opuszczając głowę w taki "komiczny" sposób. Widać było po nim, że jest zblazowany i wymęczony lecz z drugiej strony zadowolony z tego dnia.
- Masz trochę racji, nawet w sumie, tak. Masz całkowitą rację..? - Powiedział po czym zaczęły mu się lekko przymykać oczy, rozbudziło go z tego pół snu kolejne słowa dziewczyny na temat drzemki na kanapie. Chciał już znowu zamknąć oczy i zignorować słowa Raven jednak było by to w tym momencie niezbyt kulturalne.
- Czy nie będzie to trochę no wiesz, nie na miejscu albo no nie wiem, wkurzy się może czy coś. - Jego słowa zaczynały się już całkowicie plątać, nie potrafił złożyć pełnego zdania od początku - do końca. Chwilę później po wypowiedzeniu słów miał już zamknięte oczy i był praktycznie już we śnie.
Powrót do góry
 
Go down
Antoinete 'Ashanti' Lowry

avatar
19
#Mieszkaniec Riverdale City
Grafficiarz
19


   
Wto Wrz 04, 2018 5:53 pm
       
Konie. Miśki do tulenia, do ujeżdżania, do przytulania, z domem idealnym do zasprayowania obrzydliwymi ilustracjami z tymi majestatycznymi zwierzętami w roli głównej. Ashanti już od jakiegoś czasu próbowała dobrać się do murów stadniny Zamkowych Wron, ale nie mogła przyjść taka... nieprzygotowana, co nie? Spodziewała się, że taka ogarnięta finansowo rodzina z wielkim kompleksem pełnym syfu będzie uzbrojona w ochronę, kamery i inne ścierwa. Dlatego musiała znaleźć akurat takie miejsce i zjawić się w nim akurat o takiej porze, żeby nikt jej na niczym nie przyłapał. Albo żeby chociaż ryzyko tego było jak najniższe.
Dlatego pod wieczór, niby tak niepozornie, bo jednak jeszcze przed kompletnym zmierzchem, doszurała po cichutku pod jedną ze ścian końskich stajni, stanęła przed swoim "płótnem" i przystąpiła do roboty.
Graffiti z poszlachtowanym koniem, cóż za doskonały wybór, panno Lowry. Kunszt.
Powrót do góry
 
Go down
Raven Castlecrow

avatar
98
#Dusza Towarzystwa
98


   
Wto Wrz 04, 2018 7:03 pm
       
Pech chciał, że Szanti nie trafiła z wyborem odpowiedniej pory na swoje artsowanie po świeżo bielonych ścianach wielkiego budynku. Jak na złość akurat kilkanaście minut wcześniej Rhego nachalnym towarzyszeniem swojej właścicielce praktycznie przy każdej czynności zmusił ją do wyjścia na krótki spacer wokół całej posesji. Dla blondynki był to też czas na ogarnięcie czy aby stajenni na pewno dopełnili swoje wieczorne obowiązki, których ukończenie zwalniało ich z dalszej pracy na dniówkę.
Wilczak na długo przed nią wyleciał poza próg wielkich drewnianych drzwi, obdarowując otoczenie swoją piękną psią mową. Raven zamykając za sobą wejście zauważyła, że ton szczekania pupila znacząco przybrał na powadze, a pojawiające się momentami powarkiwanie przybiera na sile. Kurwa, pewnie stary James znowu leży napruty. Dobrze wie, że Rheguś nienawidzi zapachu spirolu. Od razu skierowała się w kierunku swojego psa, który cały czas ujadał, co trochę zaczęło ją niepokoić. Stajenny nie wywierał na psie aż tak negatywnych emocji, w końcu pijany czy nie, był kojarzony przez wilczaka. Wychodząc zza rogu dziewczyna zatrzymała się w pół kroku widząc imponujące, aczkolwiek makabryczne dzieło widniejące na ścianie białego budynku.
- Co tu się odwala? Kim jesteś i czemu to coś widnieje na tej ścianie? - ostry ton został podbudowany mocną gestykulacją. Lowry udało się trafić w ślepe pole, na którym nie ma żadnej kamery, toteż temu nikt nie wiedział o jej obecności. Szczęściem pieseł ruszył z odsieczą. Natura wygrywa z technologią.
Powrót do góry
 
Go down
Antoinete 'Ashanti' Lowry

avatar
19
#Mieszkaniec Riverdale City
Grafficiarz
19


   
Wto Wrz 04, 2018 9:30 pm
       
Zawsze musieli jej przeszkadzać przy ostatniej warstwie, no uwzięli się. Już spryskiwała ostatni szablon, który był tym z wyciętymi drobniejszymi szczegółami, już praktycznie odklejała go od ściany, kiedy usłyszała ujadanie jakiegoś czworonoga. No nie zwieje, bo jeszcze się za nią bestia rzuci, a psa przecież nie walnie, choćby nie wiem jak chciała, bo to jednak tylko pies. Dlatego przybrała ostry wyraz twarzy, spoglądając na lecącego do niej futrzaka.
- Zamknij się. No zawrzyj japę, no, nie warcz, durna pało - syczała przez zęby, powoli wycofując się już z miejsca. Jak najostrożniej, powolutku, spokooo- no i chuj, był z właścicielką. Wypluła z ust parę przekleństw, kiedy jej plan doskonały arcypięknie poszedł się kochać. Nie było już sensu w stylowym spierdalaniu, więc Ashanti pozostało tylko westchnienie.
"Co tu się odwala?"
- To na co wygląda. Banksy przyleciał do Kanady i zabawił się w artystę, ja tu jestem tylko popatrzeć - oznajmiła arcypoważnie, nie drgnęła jej nawet powieka. Nawet jeśli ten blef był tak niedorzeczny, że nikt by w niego nie uwierzył. Zaraz jednak westchnęła ciężko. - Dobra, dzwoń po psy. Nikt w tym kraju nie docenia sztuki - przyłożyła wierzch dłoni do czoła w teatralnym geście. No toż po prostu łezka się w oku kręci.
Powrót do góry
 
Go down
Strappado

avatar
24
#Mieszkańcy Riverdale City
Bezrobotna
24


   
Pią Wrz 07, 2018 11:08 am
       
Gdy opuściła swoje skromne gniazdko położone na obrzeżach miasta, zerknęła na zegarek, była już pora późna, stanowczo za późna na tego typu wypady. Obrana w czarną sportową odzież, jak i dodatkowo z maską na twarzy, stanęła chwile w progu. Dobywając telefon i komplet słuchawek z nerki, którą miała przepasaną na biodrach, zaczęła się przygotowywać. Do czego? Mało kto by się spodziewał, ale do biegania. Za dnia było ciężko spotkać kobietę na jakiś ścieżkach o późnych porach jednak bywała w wielu miejscach. Starała się wybierać jedną trasę, lecz dość długo jej nie było w mieście, dlatego też postanowiła nieco je poznać, poprzez zmienianie trasy. To pozwalało jej na dostrzeżenie tego co się pozmieniało podczas jej nieobecności. Gdy już wszystko było gotowe, skierowała się do dzielnicy mieszkalnej, do której miała niedaleko, po czym rozpoczęła swój rytuał.
Bieg był spokojny, a niesplecione włosy opadając na jej plecy, utrudniały jej rozpoznanie. Mijając powoli posesje za posesją, rzucała na nie spojrzeniem. Było dość ciemno, dlatego też nie przypatrywała się zbyt, bowiem aby dostrzec szczegóły musiała by się zatrzymać.  Wybierała spokojniejsze uliczki i dróżki. Nie zatrzymywała się zatem, chcąc sprawdzić swoją formę. Wyznaczone przez siebie przystanki an chwilowy odpoczynek, starała się przesuwać, lecz nie od dużo. Czasem była to posesja dalej, a czasem aby nie złapać kolki, przystawała, na chwilowy marsz. Tak też było w przypadku domu Raven. Była to dość duża posesja, dodatkowo pamiętała iż była tu stadnina. O tej porze jednak dostrzeżenie koni na wybiegu było wręcz nie możliwe, o ile taki był.
Nie uszły jej jednak uwadze dojadanie psa, co prawda miała słuchawki na uszach lecz nie grały ono na tyle głośno. W końcu o tej porze trza było być czujnym. Robiąc sobie chwilowy przystanek, zaczęła maszerować, a gdy przez jej melodie w uszach zaczął przebijać się pies, zdjęła jedną, po czym się rozejrzała za źródłem hałasu. Dobiegał on z posiadłości. Z ciekawości więc zwolniła marsz który zamienił się wręcz w ślimaczy. Póki co nic nie mówiła, za dużo zapewne też nie zobaczy bowiem budynek stał znacznie za daleko no i była jeszcze roślinność która utrudniała widoki. Zaczęła więc się rozglądać za jakąś drużką, która by pozwoliła jej się nieco zbliżyć do budynku gospodarczego, jednocześnie do zbliżenia się do zamieszania, do którego była nastawiona dość neutralnie. W końcu powinno ją to gówno obchodzić, jednak popatrzeć sobie to nie grzech.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
[ ZACHÓD ] Posesja Castlecrow'ów
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Prywatna posesja.
» Teren na zachód od Krwawej Bramy

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: