IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

  [ROSJA, MOSKWA] Centrum

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : Previous  1 ... 18 ... 32, 33, 34  Next
[MG] Hurricane

avatar
3024
#Mieszkaniec Riverdale City
Korespondent Wojenny
3024


   
Sro Sty 10, 2018 7:29 pm
       
Jego Charles? Fotograf nic nie powiedział, nie było też po nim widać wyraźniejszej reakcji niż lekkie zaciśnięcie ust, zachował to dla siebie, ale nie spodobało mu się to. Aż tak jest go pewny, że nazywa go swoim?
Zastanowił się przez moment. Czy chciał wracać do tego, co było aż tak dawno? Z drugiej strony czemu nie? Nie sądził, aby to coś mieniło. Kiwnął głową, ale odmówił kolejnej porcji whisky. Kiedy kelnerka do nich wróciła, zamówił ciemne piwo.
Czy będę chciał kontaktu czy nie, będzie zależało od tej rozmowy, jeszcze tego nie wiem. No i od tego, czy ty będziesz miał ochotę na kontakt ze mną.
Powrót do góry
 
Go down
Garik

avatar
1996
#Czarny Rynek
Mieszkaniec
1996


   
Sro Sty 10, 2018 7:37 pm
       
Garik powstrzymał się od kolejnego zamówienia. Zastanawiało go w jakim stanie wróci do swojej uczennicy i jak ona na to zareaguje.
- Mam ochotę. – uśmiechnął się słabo. – Gdybym nie miał, prawdopodobnie nie podchodziłbym wtedy do ciebie. Cały czas mam ochotę na utrzymywanie z tobą kontaktu… Chociaż mam głupie przeczucie, że będzie to dla mnie dość ciężkie… Ale może się mylę.
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Hurricane

avatar
3024
#Mieszkaniec Riverdale City
Korespondent Wojenny
3024


   
Sro Sty 10, 2018 7:51 pm
       
Charles odpowiedział podobnym uśmiechem, smutnym i bladym. Taak... Sam miał podobne przeczucie wobec siebie. Nie skomentował tego.
Miałeś opowiedzieć, co stało się po Rio. Wiem, że szefowa trzymała się na łodzi i że ktoś nasłał na waz jednostki specjalne do zwalczania przestępczości zorganizowanej... – Charles nie zdradzał, jak wiele więcej wie albo po prostu więcej nie wiedział. Milczał, dając okazję znajomemu, aby się wypowiedział.
Powrót do góry
 
Go down
Garik

avatar
1996
#Czarny Rynek
Mieszkaniec
1996


   
Sro Sty 10, 2018 8:42 pm
       
- Tak… Tamtego dnia ścigała mnie za zdradę. Dostała wiadomość od kolumbijskiej Lady, że od teraz pracuję dla niej. Miała kilka cytując Madonnę „ niepodważalnych dowodów”. Dla ochrony interesów wolała się mnie pozbyć. Przypłynęła z Meksyku i jak sam widzia…. I tak jak pisałem, postrzeliła mnie. W łodzi opatrzyła mnie i schowała pod pokładem. Nie zależało jej bym się wykrwawił, jakby szykowała dla mnie coś gorszego. Później pamiętam, że uciekaliśmy. Nie wiem dlaczego, ale kiedy się obudziłem, miałem rozmyty obraz, kręciło mi się w głowie i ciężko było mi utrzymać równowagę. Może kiedy byłem nieprzytomny coś mi podała? Na jej motorówce podrzuciła mi broń. Zastanawiałem się wtedy czy postrzelić ją, siebie czy powietrze, które powoli zachodziło jakąś dziwną parą… Zasłabłem i obudziłem się ponoć po dwóch dniach. Byłem na jakiejś górze w zamkniętym pomieszczeniu. Powiedziano mi, że wykupiono mnie straży i trafiłem do faveli, do nowego domu. Nie miałem siły walczyć, uciekać, a tym bardziej się wściekać na cokolwiek. Uznałem, że to będzie dobry czas na sen… Szkoda tylko, że nie mogłem nic jeść… Z telefonów przetrwała tylko moja Nokia. Zmieniłem karty. Tą, której nie używałem, przełamałem na pół. W portfelu wszystko było nasiąknięte wodą i zniszczone. Chyba najbardziej wściekłem się, że woda zepsuła mi zdjęcie, które od ciebie dostałem. W każdym razie… Przyszedł do mnie jakiś Hiszpańskojęzyczny facet o hiszpańsko brzmiącym nazwisku i uświadomił mnie, że Lady łaskawie zgodziła się zrobić ze mnie przynętę na moją byłą szefową. Pomyślałem, że zginę. Po co ktoś miałby ratować zdrajcę? Nie wiem co działo się poza wzgórzem. Nie miałem internetu ani telefonu, bo… Oczywiście bateria mi padła. Miałem do dyspozycji jeden pokój z wyjściem do łazienki i na zewnątrz. Gdzie to zewnątrz było prostopadłą ścieżką, usianą wąsko poustawianymi ruderami. Także… Wychodziłem i widziałem rząd ścian. Kiedy wędrowałem za daleko, zbierali się ludzie i zagradzali mi drogę. Wolałem nie wchodzić z nimi w konflikty… Żeby przeżyć, dzieliłem się informacjami, jakie zapamiętałem z dokumentów Madonny. Chcieli znać konkurencję i pozbywali się jej… Lady ciągle jest jednym z największych dilerów narkotykowych w Ameryce południowej. Mieszka gdzieś w Kolumbii, między jedną plantacją, a drugą. Nie obchodziło ją czy przeżyję czy nie. Myślę, że po miesiącu o mnie zapomniała. Szefowa nie wykupiła mnie z jej rąk, bo po co? Mając tyle czasu spróbowałem nieco poznać się z nazwijmy ich sąsiadami. Uczyłem się od nich portugalskiego i słuchałem ich historii. Któregoś dnia widziałem jak grają w kości. Po godzinie nauczyłem się reguł i zagrałem z nimi. Za trzecim razem wygrałem. Chciałem wtedy tylko zadzwonić… Zrobiłem to. Dziesięć sekund rozmowy z René wystarczyło. Po tygodniu odbiły mnie brazylijskie służby i deportowały do Moskwy. Stamtąd odebrał mnie on. Wróciłem do Petersburga i dopiero wtedy przekonałem się jak długo mnie nie było. Nie mogłem wrócić do domu, nie miałem kluczy… Nie miałem nic. Mieszkałem u René, póki nie wydobrzałem. To były dwa miesiące. Bałem się do ciebie odezwać. Byłem wtedy pod nadzorem pieprzonego agenta, jednego z najwyżej położonych służbistów policyjnych w Petersburgu. Co miałbym mu powiedzieć, gdyby jakimś prawem odkrył, że z kimś się kontaktuje? Byłbyś podejrzany, prześwietliliby cię, straciłbyś spokój i anonimowość… Póki byłem od niego uzależniony, musiałem robić co chciał. Aż w końcu… - westchnął – Odebrał mnie Krotow. Wróciłem z nim do Moskwy i dostałem nowe zlecenie. Pracowałem wtedy u boku kilku chirurgów, spałem w szpitalu, mimo wszystko czułem się tam bezpiecznie… Do czasu. Przyszła ona i na siłę przygarnęła. Długo traktowała mnie gorzej od kundla. Byłem od niej cholernie zależny, Krotow nie mógł nic zrobić. Kiedy mogłem uciekałem do Vi i Carlosa. Jednego dnia wpadł na pomysł, by namalować coś na moich plecach. Zaproponowałem mu co… Wtedy dopiero wysłałem do ciebie to zdjęcie.
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Hurricane

avatar
3024
#Mieszkaniec Riverdale City
Korespondent Wojenny
3024


   
Sro Sty 10, 2018 9:53 pm
       
Charles wydawał się nie myśleć o niczym poza tematem poruszonym przez znajomego, nie odpływał uwagą, tylko słuchał skupiony, nie przerywał i nie zadawał pytań. Nie bardzo też było po nim widać emocji, jeszcze był na tyle trzeźwy i miał wystarczająco sił, aby się pilnować.
Obydwoje mamy prace, w których trudno się nudzić – podsumował i już nawet nie silił się na uśmiech. – Dlaczego zdecydowałeś się opowiedzieć mi tę historię po takim czasie?
Powrót do góry
 
Go down
Garik

avatar
1996
#Czarny Rynek
Mieszkaniec
1996


   
Sro Sty 10, 2018 9:58 pm
       
- Teraz mam inną. Przyjemniejszą na swój sposób. – zdecydowanie nie umiał się nią znudzić, nie mógł również narzekać na bezpieczeństwo, które zyskał. Śmierć Krotowa i wybranie go na jego następcę…
- Bo teraz nadarzyła się ku temu okazja. Zapominałem o tym, a ty później nie pytałeś.
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Hurricane

avatar
3024
#Mieszkaniec Riverdale City
Korespondent Wojenny
3024


   
Sro Sty 10, 2018 10:12 pm
       
Kiwnął głową na znak, że zrozumiał i się zgadzał. Prawda. Wcześniej jakoś nie opowiadali sobie zbyt wiele o tym, co robili i kiedy.
Chcesz przy okazji podzielić się tym, co działo się, jak dowiedziałeś się o śmierci Krotowa? Właściwie jak on umarł?
Kelnerka przyniosła mu piwo. Charles od razu upił parę łyków i wyciągnął paczkę cygaretek migdałowych, tym razem częstując nimi również Dragana.
Powrót do góry
 
Go down
Garik

avatar
1996
#Czarny Rynek
Mieszkaniec
1996


   
Sro Sty 10, 2018 11:04 pm
       
- Dziękuję. – mruknął i poczęstował się cygaretką. Poczekał aż zapali, a później wyciągnął rękę po ogień. Cóż, czy chciałby dzielić się tym jak dowiedział się o śmierci Krotowa? A właściwie jak do niej doprowadził?...
- Wolałbym, abyś to ty powiedział mi co robiłeś podczas naszej… Nazwę to rozłąki… Ale jak mógłbym ci odmówić? Mam nadzieję, że po tym co usłyszysz, po prostu nie wyjdziesz i nie będziesz chciał o mnie zapomnieć. Chociaż może to byłoby dla ciebie wygodne… - zapalił sobie cygaretkę i wygodnie rozsiadł się w fotelu. – Zacznijmy od twojej prośby… W twoje urodziny poprosiłeś mnie, bym skończył z przestępczością, pamiętasz? No… To właśnie to zrobiłem. – zaciągnął się i ciekawy przyjrzał się jego reakcji. Nie spodziewał się niczego szczególnego, ale może?... – Jedyną drogą do uniezależnienia się od Krotowa i Madonny było przerośnięcie ich albo zabicie. Jedno i drugie było prawie niewykonalne. Rozmawiałem o tym z Virvą, pomogła znaleźć mi rozwiązanie, to dzięki niej mam to wszystko. Któregoś razu zaproponowała, że otruje dla mnie Krotowa, na tyle skutecznie, że obudzi się w trumnie. Jak mógłbym się nie zgodzić? Obiecałem jej za to dużo rzeczy, ale żadnej z nich nie chciała. Ciągle powtarzała, bym się w końcu ogarnął. Przez kilka ostatnich dni życia szefa byłem przy nim i usługiwałem bez zająknięcia. Pomogłem Vi przejść przez zabezpieczenia i dostać się do fortecy diabła… Zginął w swoim domu, a przyczyna? Zadławienie się. Ciężko było mi znaleźć odpowiednio kłopotliwy kawałek jedzenia, a jeszcze gorzej było z wpychaniem mu go do gardła. Przynajmniej tym razem nie trzeba było chować ciała do lodówki. O tyle dobrze… Ale! Nie zostawiliśmy żadnych śladów, nikt nie był w stanie ustalić, że to my… Chociaż René … Mniejsza od niego. – machnął ręką. – Na szczęście istnieje taka jedna… Lora. Mój drogi policjant ma do niej większą słabość niż ja do ciebie. Ja i Vi byliśmy niewinni. Później znalazł się odręczny testament, który biedny Krotow napisał w zamian za antidotum. Cóż… Nie wiem jak to dokładnie wyglądało, przyszedłem dopiero po fakcie. Miałem dokumenty, fałszywki. Wszystkie działalności, firmy, pieniądze zapisane na nazwisko tego dziwnego człowieka o nazwisku Mijailović. Z moim zdjęciem, oczywiście. Później musiałem przejść kilka rozmów, kilkunastu ludzi próbowało mnie zabić, w sumie nadal chce… Było mnóstwo biurokracji i pomocy ze strony René, ale w końcu udało się. Zasiadłem za jego biurkiem i zacząłem decydować. Pierw kazałem zamknąć i zakazać wchodzenia na ten przeklęty, nigdy niekończący się wieżowiec. Później zainwestowałem w podziemnych pracowników, takich jak ja, głównie chirurgów. Znalazłem kilkunastu artystów i inżynierów, którzy chętnie zgodzili się współpracować w totalnie cudacznym teamie. Miałem ideę, ludzi, pieniądze… Zaczęliśmy tworzyć to, czego Krotow nie mógł… - uśmiechnął się – I takie tam. Oczywiście cały czas dbałem o Pierożka! Malutki trochę urósł, ale nie przeszkadza mi to. W nocy kładzie się obok mnie i grzeje mi plecy. Jest kochany, najlepszy pies na świecie… - strzepnął popiół do popielniczki i znowu się zaciągnął – Twoja kolej.
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Hurricane

avatar
3024
#Mieszkaniec Riverdale City
Korespondent Wojenny
3024


   
Czw Sty 11, 2018 2:01 pm
       
Charles pamiętał to, oczywiście. Otworzył szerzej oczy ze zdziwienia. Że niby jak? Przejęcie interesu przestępczego mogłoby być zerwaniem z przestępczością? Im dłużej słuchał powieści Dragana, tym bardziej jego twarz stawała się bez wyrazu.
Czyli przyłożenie ręki do morderstwa i przejęcie interesu przestępczego po swoim szefie i, ha, rozwinięcie go, nazywasz 'zerwaniem z przestępczością'? – zapytał, aby się upewnić, zanim przeszedł do następnego tematu, do opowiadania o sobie. Nie zdradzał żadnej złości, pretensji czy żalu, a w tej chwili, o dziwo, nawet smutku, tylko prawie nienaturalny, zdystansowany spokój.
Powrót do góry
 
Go down
Garik

avatar
1996
#Czarny Rynek
Mieszkaniec
1996


   
Czw Sty 11, 2018 2:07 pm
       
- Nie rozwijam jego interesu. Prowadzę swój. – ściągnął brwi – Nie jest w żaden sposób przestępczy więc owszem, nazywam to zerwaniem z przestępczością. – zaciągnął się i przysunął bliżej krawędzi fotela – Teraz ty.
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Hurricane

avatar
3024
#Mieszkaniec Riverdale City
Korespondent Wojenny
3024


   
Czw Sty 11, 2018 3:32 pm
       
Od kiedy w Rosji prace 'podziemnych chirurgów', takich jakim ty byłeś, łączących narządy i części ciała zamordowanych ludzi albo okazjonalnie zmarłych w wypadkach, są legalne? Od kiedy przykładanie ręki do zamordowania kogoś... – Przerwał, pokręcił głową i zaśmiał się. Przetarł dłońmi twarz i przez moment zasłaniał palcami powieki, pochylił się i po prostu uśmiechał, nie wiedział, co innego może zrobić. Czuł się oszukany, źle zrozumiany i rozdarty między zupełnym uznaniem, że nie są w stanie się dogadać i po prostu zaprzestania prób zrozumienia i bycia zrozumianym a desperacką i naiwną próbą tłumaczenia znajomemu, jak on widzi ten temat. Nie był desperatem, nie był naiwny. Zrezygnował. Nie tłumaczył.
Okej, nieważne. – Podniósł dłonie machnął, jakby ucinał temat, dalej się uśmiechał. Czuł znajomy, duszący ból rozchodzący się od serca po całej klatce piersiowej aż do przełyku i po płucach. – Ja... Pewnie ci się to nie spodoba. Po twoim wyjściu z mojego apartamentu zdecydowałem, że to ten czas. Tak jak powiedziałem ci wcześniej: żyłem dla pracy albo dla ciebie, a skoro nie miałem żadnego z was... – Beztrosko wzruszył ramionami. Przecież i tak prawdopodobieństwo, że zostanie źle zrozumiany było ogromne, więc po co się starać i przejmować? A nuż tym razem uda im się porozumieć? – Wziąłem leki nasenne, dużą, dużą dawkę. Widzisz, myślałem o tym już od dawna, miałem wiele okazji, aby przemyśleć tę decyzję, każde za i przeciw. Rozstanie z tobą bolało nie do zniesienia, uznałem, że to dobry czas na podjęcie decyzji. Tak jak ty powiedziałeś, że szukałeś kogoś, kto to tobie zrobi, kiedyś nawet sam chciałeś, abym cię zastrzelił, pamiętasz? Tak ja nie szukałem i nie czekałem aż ktoś mi to da, sam sobie to dałem. – Charles zaczął opowiadać bez uśmiechu i był spokojny w tej swój charakterystyczny sposób. – Zorientowała się, że coś jest nie tak ta moja... o, pamiętasz, kiedyś rozmawiałem przy tobie z tą blondynką, to moja nauczycielka migowego. Byłem z nią umówiony na lekcje następnego dnia i nie przyszedłem, martwiła się, wezwała pomoc. Ledwo, dosłownie jakimś cudem, ale odratowali mnie ci nasi kanadyjscy magicy. Jakieś dwa miesiące spędziłem w wojskowym ośrodku psychologicznym na terapii. Lekarze zrzucili winę na zespół stresu pourazowego, mówili, że ten gość, lekarz do którego chodziłem do tej pory, jest totalnym idiotą, bo po tym, co widziałem na froncie i co mi się tam stało... Ach, bo nie pamiętam, czy ci mówiłem, że po powrocie z Gazy, po tym jak straciłem pamięć, przydzielili mi lekarza, ale wizyty u niego ograniczały się praktycznie do wypisywania leków nasennych. Zresztą, nieważne. Później kontynuowałem terapię, mogłem kontaktować się ze światem, ale... niby z kim? – Zaśmiał się gorzko. – Wtedy odpisałem ci na wiadomości, nie chciałem z tobą kontaktu, nie chciałem z tobą już walczyć o swoje zdanie, ranić ciebie i siebie. Przeprowadziłem się, bo apartament za bardzo kojarzył mi się z tobą i z moimi wyjazdami, właściwie głównie z wracaniem z wyjazdów, w tym z tego ostatniego. Pracowałem głównie jako fotograf na koncertach, później jakoś po ponad połowie roku zdecydowałem na wyjazd do Niemiec i bycie korespondentem, bo zaczęły się tam zamieszki i problemy z imigrantami. W międzyczasie zgłosiła się do mnie moja uczennica, jest Niemką, skorzystała z okazji, że akurat byłem w Niemczech. Długo jej odmawiałem, ale w końcu przekonała mnie, że warto spróbować pokazać jej parę trików i wprowadzić w ten zawód. Parę dni temu skończyłem tam pracę, przylecieliśmy tutaj. Ja załatwiałem jedną rzecz w urzędzie, ona zwiedzała, wczoraj przyszedłem do tamtego klubu, żeby powspominać... Resztę znasz. Teraz siedzę tu z tobą, próbuję cię zrozumieć i próbuję mówić tak, abyś ty zrozumiał mnie. – Zamilkł. Odetchnął, jakby mówienie tego było czymś niezwykle męczącym. Może właśnie takie było? Gdy opowiadał, obserwował reakcje Dragana. – I co? Co teraz myślisz?
Powrót do góry
 
Go down
Garik

avatar
1996
#Czarny Rynek
Mieszkaniec
1996


   
Czw Sty 11, 2018 4:19 pm
       
Chwilę się zastanawiał o czym on mówi… Ach… Przecież on… Ech.
- Przecież powiedziałem, że nie kontynuuję jego dzieła. – mruknął i westchnął cicho. Oparł ręce o brodę i słuchał go. Nie przekona go. Cokolwiek dla niego zrobił, będzie mało, będzie źle. Nie powinien się tym przejmować, a jednak… Pieprzone uczucia. Kiedy machnął ręką jedynie uśmiechnął się głupio. No tak, nieważne.
- Przecież miałeś mnie cał… - zacisnął usta. No już, już cicho… Rozstanie… Bogu, Charles rozstanie? Naprawdę?! Odłożył cygaretkę i podrapał się po głowie. Słuchał go dalej i kiedy zadał pytanie nie mógł się powstrzymać i odpowiedział – Ze mną?... Przepraszam, kontynuuj. – zaplątał palce i oparł je o usta z nadzieją, że chociaż to trochę powstrzyma go od komentarzy. Patrzył się w podłogę i słuchał go. Kiwał głową, że rozumie co mówi. Kiedy skończył, wyprostował się i przyjrzał się mu.
- Teraz?... Hmm… - rozejrzał się i na dłuższą chwilę zatrzymał wzrok na siedzącej niedaleko parze – Próbuję nie być zdziwiony… Próbuję dotrzeć do tego co do mnie czułeś… Próbuję… - zmusił się do uśmiechu i mocno zacisnął szczęki. – Kiedyś zdawało mi się, że jestem w stanie zrobić dla ciebie wszystko. Chciałem, naprawdę chciałem się do ciebie dostosować i póki tego nie odrzuciłeś to tak właśnie czułem. Przykro mi, że nie rozumiesz emocji i wyciągasz tak pochopne wnioski. Miałem taką małą nadzieję, że jeśli dam ci odejść, zaczekam na ciebie i uszanuję twój wybór, jak to było po moim wylocie, wszystko będzie w porządku. Tak jak mówiłem, uczyłem się dla ciebie migowego, skończyłem z przestępczością, ale to nieważne. - wykonał ten sam gest co Charles niedawno - Nauczyłem się... To ja nie rozumiem ciebie.
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Hurricane

avatar
3024
#Mieszkaniec Riverdale City
Korespondent Wojenny
3024


   
Czw Sty 11, 2018 4:46 pm
       
Charles wyciągał pochopne wnioski, tak?
Myślę, że obydwoje to robimy – skomentował. – Obydwoje nie potrafimy siebie zrozumieć. Głównie z tego powodu nie chciałem się z tobą kontaktować. Wiedziałem, że dajesz mi odejść, ale nie dałeś mi powiedzieć, czemu właściwie odchodzę. Nie wierzę, że można naprawić coś, kiedy nie wie się, czemu i jak to coś jest popsute. Później straciłem wiarę i nie próbowałem dalej wyjaśniać. Nie rozmawialiśmy o tym, co jest źle. Ja mówiłem ci, co mi przeszkadza, ale nie widziałem zmian, ty znowu nie chciałeś czekać aż się odważę i przestanę się bać ci w pełni ufać. Dopiero dziś cokolwiek sobie powiedzieliśmy, po takim czasie. To tak nie działa, że będzie chwila ciszy i nagle problemy znikną. Wcześniej potrafiliśmy mieć długą przerwę w spotkaniach, ale bez wyjaśnienia sobie takich rzeczy znów powtarzaliśmy te same błędy. – Zaśmiał się. – Czemu mówisz, że skończyłeś z przestępczością, kiedy przyłożyłeś rękę do morderstwa, a twoi lekarze pracują w 'podziemiu' na nielegalnych materiałach? Sam tak powiedziałeś, jestem stary, ale nie mam sklerozy.
Powrót do góry
 
Go down
Garik

avatar
1996
#Czarny Rynek
Mieszkaniec
1996


   
Czw Sty 11, 2018 5:19 pm
       
Nie dał mu powiedzieć dlaczego odchodzi? W sensie znowu źle go zrozumiał i powiedział coś przed nim? Czy?... A zresztą.
Oparł czoło o dłoń i zamknął oczy. Albo angielski go przerasta, albo to co Charles próbuje mu wytłumaczyć jest zupełnie wyrwane z kosmosu. Albo!... Albo wyparł z pamięci, to co widocznie Charlesa dotknęło najmocniej. Chociaż to byłoby dziwne.
- Powtarzaliśmy te same błędy… - zamyślił się. O czym on do jasnej cholery mówił? Chyba, że błędem było dla niego ponowne spotkanie. A może to, że nie pozwalał mu od siebie odejść, a Charles się dawał?
- Jego śmierć była jedynym wyjściem z przestępczości. - wyprostował się – Zainwestowałem w chirurgów, a to nie znaczy, że każę im robić to co robili wcześniej. Powiedziałem, że zamknąłem prace nad biurowcem, a to jest jednoznaczne z tym, że nie pozyskuję materiałów. Jak niby mieliby pracować bez ludzi i miejsca? Przecież to tam wszystko się działo.
Powrót do góry
 
Go down
[MG] Hurricane

avatar
3024
#Mieszkaniec Riverdale City
Korespondent Wojenny
3024


   
Czw Sty 11, 2018 5:29 pm
       
Tak. Te same. Na przykład ty naciskałeś, jeśli coś chciałeś, wymuszałeś na mnie, a ja się często dla świętego spokoju na to zgadzałem. Twój błąd i mój błąd. Ty naciskałeś, ja na to powalałem, ale podświadomie się odsuwałem i miałem problem z zaufaniem ci, co znowu sprawiało ci przykrość... Takie perpetuum mobile. – Skrzywił się. – To dlaczego ci ludzie nadal pracują w 'podziemiu', skoro pracują legalnie?
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
[ROSJA, MOSKWA] Centrum
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 33 z 34Idź do strony : Previous  1 ... 18 ... 32, 33, 34  Next
 Similar topics
-
» Wioska w centrum wyspy

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: