IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Potworny Bal

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 6 ... 8, 9, 10 ... 15  Next
AutorWiadomość
Alan Hayden Paige
Młodzież
Barman / Mechanik

avatar

Liczba postów : 3138
Godność : Alan Hayden Paige.

PisanieTemat: Re: Potworny Bal   Nie Lis 12, 2017 4:52 pm

„Mm. Mam ich więcej w domu.”
Spojrzenie jasnowłosego mimowolnie złagodniało, choć nie dało się ukryć, że obserwując kolejną diametralną zmianę Blacka, czuł przypływ wewnętrznego rozbawienia. Nie mógł raz jeszcze nie pomyśleć o nim, jak o dzieciaku, jednak nie dało się ukryć, że w tym właśnie tkwił cały urok chłopaka, który mimo swojego statusu, posiadał też tę stronę, która najpewniej umykała spojrzeniom postronnych osób.  
I jeszcze ich nie widziałem? ― Przechylił głowę na bok, unosząc brew w pytającym wyrazie. W jasnych teraz oczach chłopaka odbiło się rozbawienie. Zadrapał plecy czarnowłosego, kiedy ten znalazł się tuż obok, tym samym przyjmując jego przeprosiny, choć tak czy inaczej nie zrobił niczego, za co należało przepraszać. Wystarczyło samo to, że przestał się dąsać o wszystko, co mówił Paige.
Ciekawe na jak długo, Alan.
Naprawdę sądzisz, że wszystko pójdzie po twojej myśli?
Więc robisz to specjalnie?
Nie. Po prostu mój świat działa inaczej.
Mooożeee ― przeciągnął z kąśliwą nutą w głosie, unosząc na moment spojrzenie w stronę udekorowanego sufitu. Jednocześnie poruszył ręką, klepiąc go nieznacznie po plecach. Zaraz po tym zaśmiał się krótko i wyglądało na to, że specjalnie nie zamierzał dawać chłopakowi jednoznacznej odpowiedzi. Zombie wydawała się raczej niegroźna, choć w chwili, gdy z początku nie otrzymał odcisku łapy Cullinana, miał co do tego pewne wątpliwości.
Złapany za rękę, odruchowo zacisnął palce mocniej na dłoni bruneta i podążył za nim we właściwe miejsce. Tak przynajmniej nie musieli oddalać się od siebie, choć po drodze Hayden zerknął z tęsknotą ku stołom z jedzeniem.
„Masz już jakiś pomysł na wzór w dyni?”
Nie za bardzo, ale lubię zaskakiwać samego siebie ― odparł, a w przełożeniu z alanowego na ludzkie: miało być, co będzie. Świat nie obdarował go twórczymi zdolnościami manualnymi, więc nie spodziewał się cudów po tym, co miało powstać z dyni, kiedy już miał z nią skończyć. ― Jeszcze nigdy nie znęcałem się nad warzywami, żeby przerobić je na ozdoby. Ale jestem dobrej myśli. To będzie najlepsza dynia na tej imprezie, Black ― odparł, prostując się nieznacznie i wykrzywiając usta w pewnym siebie uśmiechu. Aż można było pokusić się o twierdzenie, że własnie rzucał czarnowłosemu wyzwanie.
Jak to właściwie działa? ― spytał, gdy znaleźli się już obok dorodnych, pomarańczowych dyń. Blondyn ułożył wolną rękę na jednej z nich, jakby tym samym zaklepywał ją dla siebie.

Zadanie Trupiego Psa [2/3 posty]

_________________

ZNAKI SZCZEGÓLNE: kolczyki w uszach: 6 w prawym, 2 w lewym (klik); często widoczne cienie pod oczami; wiecznie zimne ręce i stopy – różnica temperatury jest mocno wyczuwalna; gruba blizna na zewnętrznym boku prawego przedramienia, ciągnie się przez całą jego długość. | Głos postaci: Dante (DmC).

TELEFON | RELACJE | POSZUKIWANIA | NAKLEJKA
Powrót do góry Go down
Garik
Czarny Rynek
Mieszkaniec

avatar

Liczba postów : 1013
Godność : Garik Mijailović
Zgoda na Ingerencję MG : Tak.

PisanieTemat: Re: Potworny Bal   Nie Lis 12, 2017 7:24 pm

Nie trwało to długo, by Garik przepadł w tłumie, zajęty… No właśnie.
Ukucnęła przy dość nieogarniętym, średniej wielkości kundelku i wyciągnęła do niego ręce. Próbowała zwrócić na siebie uwagę, jednocześnie nie płosząc pupila i nie tracąc cudownej okazji do wytargania go. Powoli sunęła w jego kierunku, nie próbując się podnosić czy wykonywać gwałtowniejszych ruchów. Nie interesowali ją ludzie, którzy zerkali na nią zmieszani lub rozbawieni. Teraz zeszli na dalszy plan, przyćmieni blaskiem burej sabaczki.
Ostrożnie położyła dłoń na szyi psa, a zaraz dodała drugą i pogłaskała go.
- Malutki! Krasivaya sabaka z теbja! – przetarła załzawione psie oczka i podrapała go po karku. – Zgubiliście się towarzyszu? Co za bezczelny właściciel zostawił cię samego samiutkiego biednego zziębniętego oj oj oj… - przytuliła się do niego i sprawdziła obrożę… Aha! Jest! Tylko dlaczego akurat numer telefonu… Telefonu, którego oczywiście ze sobą nie wzięła.
- Chcesz odnaleźć pana, prawda? – zapytała czochrając psa i uciekając przed jego kłami. Zaraz złapała go i podniosła się z nim zwycięsko. Pies wystawił język i wykrzywił w jej rękach, jakby coś wyczuł, albo zobaczył gdzieś tam, z tyłu swojej głowy coś intrygującego. Cudem utrzymała go przy wypchanym biuście i wtuliła do siebie, by nie spadł. No dobra… Gdzie go tu… O! W tłumie tańczących wypatrzyła jakąś spokojną wróżkę, coś tam jadła, może zajęła się sobą i zapomniała, że jej pies również potrzebuje uwagi? Podeszła do niej i chrząknęła, by zwrócić na siebie uwagę. O! Co za niespodzianka! To ta od koki.
- Czy to twoja sabaka? – zapytała niskim męskim głosem, prawie wciskając jej psa do rąk.

Zaginiony pies [1/3 posty]
Powrót do góry Go down
Anubis
Mieszkaniec Vancouver
Mieszkaniec

avatar

Liczba postów : 245
Godność : Rafael Lightwood

PisanieTemat: Re: Potworny Bal   Nie Lis 12, 2017 7:52 pm

Założenie było takie, że wszelkie wysyłane w SMS-ach zaproszenia na bal usuwał. Nie zamierzał nigdzie iść, a już tym bardziej szukać żadnego kostiumu.
Kiedy nadszedł dzień, w którym wszyscy znajomi wybrali się na to wydarzenie, Rafael z kartonem pizzy usiadł przed telewizorem. I siedziałby tak przez całą noc, gdyby nie pewien wewnętrzny niepokój o pewnego blondyna, którego nazywał przyjacielem. Przeklinając pod nosem, wziął klucze i portfel z komody w salonie, pożegnał się ze swoją kolacją i spokojnymi planami na resztę dnia. Jadąc przez miasto w kierunku ratusza, natrafił na witrynę sklepową, na której znajdowała się masa kostiumów halloweenowych. Postanowił tam wejść. Ominął szerokim łukiem wszystkie manekiny i wieszaki. Ze sklepu wyszedł z pojedynczym zakupem. Sztuczne wampirze zęby, ot i całe jego przebranie.
Na bal dotarł po półgodzinie jazdy. Założył swój "kostium" nawet nie próbując wyglądać przekonująco. Wtopił się w tłum, szukając jakiejś znajomej twarzy. Dostrzegł jedną, choć niekoniecznie tą, której szukał. Frey znajdował się w towarzystwie jakiegoś wilkołaka. Nawet zaśmiał się pod nosem na ten widok, a przynajmniej do czasu, aż nie zauważył, jak poczyna sobie nieznajomy. Mógłby przejść obok obojętnie, nawet spojrzał przed siebie, jakby rozważał tę opcję. Wsunął dłoń w jasne włosy, mierzwiąc je. Głośne "dość" przelało jednak czarę. Westchnął cicho, ruszając w kierunku dwójki uczestników balu.
- Spieprzaj stąd, głupi psie - rzucił, łapiąc wilkołaka za tył jego kostiumu. Odciągnął go od Clawericha, popychając w głąb sali.
- Ale..
- Powiedziałem, spierdalaj, zanim wybiję ci te sztuczne kły z pyska - zrobił krok w kierunku chłopaka, który z braku przewagi, cofnął się o krok do tyłu. Spojrzał na Freya, szukając u niego jakiegoś zaprzeczenia słów białowłosego. Denerwowała go powolność wilkołaka, dlatego podszedł do niego, aby "przytulić" chłopaka. Tymczasem zaciśnięta pięść wylądowała w brzuchu, przebierańca, który zgiął się wpół, pozbywając się swojej treści żołądkowej na podłogę.
- Kolega za dużo wypił - rzucił w stronę tych, którzy obejrzeli się na nich z zaciekawieniem. Rafael jak gdyby nigdy nic odwrócił się do Oriona, obejmując go w talii i odciągając kawałek dalej od całego zbiorowiska. Wtedy go puścił, odsuwając się od niego i przyglądając mu dokładniej.
Powrót do góry Go down
Artem Domashnikov
Indywidualista
Reitz

avatar

Liczba postów : 87
Godność : Artem Domashnikov
Zgoda na Ingerencję MG : Tak.

PisanieTemat: Re: Potworny Bal   Nie Lis 12, 2017 7:57 pm

SIGRUNN

Słysząc, że dziewczyna nie ma żadnych chusteczek westchnął i wzruszył ramionami. Trzeba będzie sobie jakoś inaczej poradzić. Już miał się pytać barmana, czy przypadkiem on nie mógł by mu jakoś pomóc, jednak przeszkodził mu w tym kot, który uparcie próbował zaatakować małego Bernardyna.
- Ech, to nie może się dobrze skończyć. - mruknął pod nosem, schylił się do szczeniaka i... kichnął. Próbował odgonić kota dłonią i było to efektywne, lecz skutkowało także kilkoma kolejnymi zadrapaniami na ręce Artema.
Popilnuj mi drinka, jeśli możesz.
Domashnikov skinął głową obwiązując dłonie kawałkiem bandaża, który dostał chwile wcześniej od barmana. Kichając co jakiś czas, przeklinał swoją odporność, a właściwie jej brak.
Już miał zamówić sobie coś do picia, gdy ktoś dosiadł się obok. Wilkołaczyca, która z pewnością nie była zbyt trzeźwa
- Kochany, co tak siedzisz tu sam. Pobaw się, potańcz. Tu jest tyyyle do roboty. - kobieta, która chwilę temu pojawiła się obok niego miała nad zwyczaj dobry humor.
- Dam sobie... - kolejny raz przerwało mu kichnięcie – Dam sobie radę.


Podrapanie przez kota [2/2 posty]
Katar zombie [2/5 postów]
Przyczepienie się do ciebie wilkołaczycy [1/3]
Powrót do góry Go down
Evan L. Cartier
Indywidualista
Vargas

avatar

Liczba postów : 93
Godność : Evan L. Cartier

PisanieTemat: Re: Potworny Bal   Pon Lis 13, 2017 12:33 pm

Drugie, spokojniejsze podejście do kota okazało się sukcesem. Czarnuch dał się pogłaskać bez najmniejszego problemu i widocznie zapomniał o wcześniejszym nietakcie Evana! Mogliby tak trwać w najlepsze, aż szanowny zwierzak stwierdziłby, że ma już dosyć pozwalania człowiekowi na dotykanie swojej lśniącej, pięknej sierści, lecz przeszkodziło im coś innego. Pies.
Czyżby nagle Evan stał się magnesem na czworonogi? Jego przebranie powinno je raczej odstraszać...
Odwrócił się do biszkoptowego labradora i poczochrał go między uszami. Jego nowy towarzysz ewidentnie liczył na dostanie jakiegoś smakowitego kąska ze stołu. Zielonooki doskonale zdawał sobie sprawę, że te psy to istne odkurzacze, z tą różnicą, że ich żołądek prawdopodobnie nie ma dna.
- O nie, nie będzie obżarstwa ze mną. Ja do tego ręki nie przyłożę. - Pokiwał przecząco głową wypowiadając te słowa, na co pies zamerdał wesoło ogonem i rozdziawił paszczę. Wydawało się, na jego pysku widnieje teraz uśmiech. Dziwne stworzenia. Tryskały takim entuzjazmem i energią...Były też wyjątkowo uparte. Gdy Evan postanowił się przesunąć i opuścić towarzystwo sierściuchów, wymieniony wcześniej retreiver podążał za nim.

/zaginiony pies 1/3
Powrót do góry Go down
[MG] Hurricane
Mieszkaniec Vancouver
Korespondent Wojenny

avatar

Liczba postów : 1280
Godność : Harvey Whitlock

PisanieTemat: Re: Potworny Bal   Pon Lis 13, 2017 2:28 pm

Po pierwszym tańcu pani zombie'ca chciała przytulić lustrzanego upiora, ale ten cofnął się wpadając na jakąś parę, która jeszcze nie zeszła z parkietu i uniósł dłonie przed siebie, ubezpieczając się przed kontaktem. Wytłumaczył kobiecie, że to ze względu bezpieczeństwa, bo jak podczas tańca pilnował, aby zachować odpowiednią odległość, tak przytulanie osoby z kawałkiem szkła wystającego z piersi to nie do końca dobry pomysł. Wyszło cholernie niezręcznie dlatego chwycił zombie'cę pod rękę i zaprowadził do jednego ze stołów z jedzeniem. Przez moment rozmawiali o kostiumach, chwalili organizatorów imprezy, ale znów zrobiło się nieprzyjemnie, kiedy pogadanka zaczęła krążyć wokół gości i par oraz osób, które przyszły tu same aby kogoś zapoznać. Nie chciał mówić, że wcale nie jest tu sam, w ogóle już więcej nie zamierzał nic mówić, pożegnał się i kontynuował robienie zdjęć, ale zombie niezrażona chodziła za nim i przyglądała się. O co, cholera, chodzi? Aż tak bardzo zależało jej, aby tego wieczora nie być samej? W końcu odwrócił się i bez słowa zaczął wkomponowywać swoją, chcąc nie chcąc, nową znajomą w fotografie. Po pewnym czasie takiej zabawy podszedł do niej i zapytał, czego oczekuje. Powiedział, że może dać jej swój numer, ale ta zrobiła oburzoną minę. Jak to? Numer! Oczywiście, że sam numer nie wystarczy! Ale numer i ostatni taniec razem już tak. Harvey odetchnął z ulgą przez chwilą dając się nabrać, że kobieta się na niego pogniewała i zamierza robić sceny. Skoro wydawało się, że na razie wszystko szło dobrze, fotograf znów zaprowadził panią zombie'cę na parkiet.

Zadanie Trupiego Psa: 2/3
Taniec z zombie: 2/3
Powrót do góry Go down
Online
[늑대] Mercury Kyan Black
Szkolna Gwiazda
Przewodniczący Sapphire / Cullinan

avatar

Liczba postów : 5021
Godność : Mercury Kyan Black. W skrócie.
Zgoda na Ingerencję MG : Tak.

PisanieTemat: Re: Potworny Bal   Wto Lis 14, 2017 12:09 am

Alan

Przyglądał mu się przez chwilę, nim odwrócił wzrok i podrapał się po karku, nie wiedząc do końca co odpowiedzieć.
To dość... — urwał nie wiedząc jak właściwie określić własne rysunki. Intymne? Jakby nie patrzeć większość z nich była dobitnym odwzorowaniem stanu duszy Mercury'ego. Nawet jeśli większość nie była w stanie odczytać z pełnią zrozumienia jego twórczości, nadal nie czuł się dobrze, odsłaniając przed kimś tę część swojego życia. Spojrzał na niego ukradkiem, kręcąc na boki głową. Wyraźnie zamierzał zakończyć w ten sposób temat. Przynajmniej na ten moment. Kichnął odwracając się w przeciwnym kierunku, postukując z pomrukiem w nos.
Tak jakby miała jakiekolwiek szanse w porównaniu z najprzystojniejszym władcą potworów — zażartował cały czas ciągnąc go w konkretny punkt. Dopiero gdy znaleźli się przy stole wydał z siebie zamyślony pomruk, wypuszczając Alana z uścisku. Sam wybrał jedną z dyń, unosząc ją w górę.
Skoro już wybrałeś dynię, chodź za mną — przeszedł dalej biorąc dwa nożyki, łyżki i przeszedł do wielkiego stołu, na którym poszczególne osoby już wykonywały zadanie.
Okej. Najpierw wytnij otwór na górze, o tutaj. Dzięki temu po włożeniu do środka świeczki, będziesz mógł uchylić 'wieko' i dynia się nie spali. Możesz sobie zaznaczyć długopisem wzór, albo wycinać instynktownie jak wolisz. Zanim jednak się do tego zabierzesz, wybierz ze środka cały miąższ... — podwinął wysoko rękawy, tłumacząc wszystko krok po kroku, zajmując się jednocześnie swoją dynią. Jak zawsze wyciągnięcie wszystkiego ze środka i dokładne oczyszczenie dyni było najtrudniejsze. Co najmniej piętnaście minut musiał się ze wszystkim babrać, mimo że była raczej średnich rozmiarów.
Teraz pomyśl o swoim wzorze. Może być to jakaś twarz, albo postać. Wiadomo, że ta druga będzie dużo trudniejsza. W przypadku twarzy po prostu wytnij całe dziury. Przy postaci jest nieco więcej zabawy. Wycinasz wtedy tło dookoła niej i delikatnie zmniejszasz grubość samego kształtu z pomocą łyżki... — cały czas obracał swoją dynię w jego kierunku, upewniając się że chłopak wszystko dojrzy bez najmniejszego problemu — Voilà.
Pokazał mu swoją gotową dynię, wycierając zaraz dłonie w chusteczkę. Zaraz zniknął na chwilę, odchodząc od stołu, by po ledwie dwóch minutach wrócić ze świeczkami i zapalniczką. Odpalił i wsunął jedną z nich w swoje dzieło, zaraz prostując się dumnie.
Nie jest to może dzieło mojego życia, ale jak na tak krótki czas roboty, ujdzie w tłoku.

Katar Zombie 10/15
Zadanie Trupiego Psa 3/3

_________________

Uwaga! Zależnie od tego jaki obrazek zostanie użyty przy poście, może być on pisany z perspektywy Mercury'ego lub jego brata Saturna.

A tutaj pojawią się linki do portali społecznościowych jak już je założę.
Powrót do góry Go down
Ryan Jay Grimshaw
Zbuntowany
Vice-Przewodniczący Spinel

avatar

Liczba postów : 1178
Godność : Ryan Jay Grimshaw.

PisanieTemat: Re: Potworny Bal   Wto Lis 14, 2017 11:45 am

Nie uzyskawszy odpowiedzi, nie zamierzał się powtarzać. Sprawa była prosta, a z góry odrzucił możliwość, że w odciętym od większości hałasu pomieszczeniu, chłopak po prostu go nie dosłyszał. W milczeniu przyglądał się jak skóra Rila traci swój żywy kolor, jakby jakaś niewidzialna siła wysysała z niego życie na jego oczach. Nie było dobrze.
Stara, dobra paranoja, co?
Grimshaw znalazł się naprzeciwko niego, zastawiając praktycznie cały widok. Nie było to konieczne, biorąc pod uwagę, że Winchester już od kilku dłużących się – dla niego samego pewnie jeszcze bardziej – sekund tkwił z zamkniętymi oczami. Mimo tego, przesunąwszy badawczym spojrzeniem po jego twarzy, ciemnowłosy miał nieodparte wrażenie, że ten stan mimo wszystko nie przyniósł chłopakowi poczucia bezpieczeństwa, jakby sama świadomość, że znalazł się w zamkniętym pomieszczeniu z całym rzędem luster zawieszonych na ścianie, wżerała się w jego umysł na tyle mocno, że nie był w stanie jej wyprzeć.
Nie własnymi siłami.
Możliwe też, że i nie z pomocą Jay'a.
Niby jak chcesz mu pomóc? To wszystko dzieje się w jego głowie.
Na to pytanie nie było żadnej odpowiedzi – nie wiedział. Wiedział też, że nie zdziała nic, dopóki Thatcher przynajmniej częściowo nie spróbuje oddzielić ponurej wyobraźni od rzeczywistości. Ignorując spływającą po jednej z rąk krew, wsunął palce na ramiona Riley'a, już wtedy nie szczędząc na braku delikatności, jakby mocniejszy uścisk miał sprowadzić go z powrotem na ziemię. To było tylko łazienka, w której nie groziło mu nic oprócz rozbicia sobie głowy o kafelki, a nawet to wymagało od niego albo dużej nieostrożności, albo wyjątkowej niezdarności, albo kompletnego pecha. Nie sądził, żeby Woolfe spełniał któryś z tych warunków.
Spokój. ― Lekkie muśnięcie palców na boku szyi złotookiego różniło się od zdecydowanego tonu szarookiego. Wiedział, że nie tak łatwo było uciec od własnych myśli, co nie oznaczało, że było to niewykonalne. Paznokcie szatyna zabrnęły w stronę karku Starr'a i zadrapały go nieznacznie, nie pozostawiając tam żadnych śladów.
Nikogo innego tu nie było, a nawet jeśli – to nie było prawdziwe.
Dłoń Ryana przesunęła się wyżej, ocierając się o kosmyki, które wystawały spod narzuconej na głowę chłopaka czapki. Nie minęła chwila, a przygarnął go bliżej siebie, przysuwając wargi do jego ucha, na które spłynął podmuch ciepłego oddechu.
Już.

_________________

Powrót do góry Go down
Alan Hayden Paige
Młodzież
Barman / Mechanik

avatar

Liczba postów : 3138
Godność : Alan Hayden Paige.

PisanieTemat: Re: Potworny Bal   Wto Lis 14, 2017 7:49 pm

„To dość...”
Czekał przez chwilę, licząc na to, że usłyszy dalszą część wypowiedzi, choć to, że Cullinan nie potrafił znaleźć odpowiednich słów, aż za bardzo rzucało się w oczy. Do tej pory nie sądził, by coś  jakoś szczególnie potrafiło skrępować bruneta, ale najwyraźniej kwestia rysunków była dla niego na tyle ważna, by Hayden ostatecznie kiwnął głową z niemym zrozumieniem. Nie zamierzał naciskać na coś, czego chłopak nie chciał robić, a przynajmniej nie zamierzał pospieszać go z podjęciem decyzji – jeśli kiedykolwiek miał nabrać ochoty, by pokazać jasnowłosemu swoje rysunki, na pewno nie zawahałby się przez chwilę.
Słysząc żartobliwy komplement z ust Blacka, zaśmiał się pod nosem i sprzedał mu kuksańca w bok, posyłając mu złośliwy grymas. W końcu takie rzeczy powinien mówić całkowicie na poważnie – nikt nie mógł równać się z najprzystojniejszym władcą potworów. I zapewne nikt w całym życiu czwartoklasisty nie zapewnił mu aż tylu atrakcji i przyjemności.
Zgodnie z poleceniem, podniósł wybraną dynię i ruszył z nią do wskazanego stolika, starając się omijać ludzi, którzy w każdej chwili mogli na niego wpaść, wytrącając mu z rąk jego cenną zdobycz. Dopiero gdy ta wylądowała bezpiecznie na kolejnym blacie, po którym walały się pomarańczowe paprochy.
Nie patrz, Jonathan ― rzucił z wyraźnym rozbawieniem i klepnął lekko ręką bok dyni, odbierając nożyk i łyżkę od czarnowłosego. Wsłuchując się w jego instrukcję, sam także podwinął wyżej rękawy. ― Brzmi jak poważna operacja na żywym warzywie ― rzucił sam do siebie, przytrzymując palcami kawałek zielonej łodyżki wystającej z dyni, po czym zatopił ostrze w swoim pacjencie. W skupieniu zabrał się za tworzenie przestrzeni w przyszłym lampionie, wyrzucając ze środka niepotrzebny miąższ. Poszło mu to znacznie wolniej niż Mercowi, ale ostatecznie udało mu się skończyć. Na koniec ostentacyjnie otarł czoło wierzchem czystego nadgarstka, jakby chciał podkreślić cały trud włożony w to twórcze zadanie. ― Pozostanę przy mniej skomplikowanym wzorze ― zakomunikował, wreszcie zabierając się za wycinanie dyniowej twarzy. W trakcie swojej pracy co jakiś czas zerkał w stronę rąk czarnowłosego, które ze znacznie większą swobodą wycinały kształty w warzywie. Alan był znacznie bardziej przyzwyczajony do majsterkowania przy silnikach – nic dziwnego, że próbował znaleźć jakieś podobieństwa w obu tych zadaniach.
Dobra, chyba już ― stwierdził, odkładając na bok narzędzia pracy i złapał za kilka serwetek, w które wytarł swoje dłonie. Nie zabiło to jednak charakterystycznego zapachu, który pozostawiła po sobie dynia. Z przechyloną na bok głową przyjrzał się lampionowi bruneta, zaś na jego twarzy dało się dostrzec przebłysk niewypowiedzianego uznania.
Za to ja stworzyłem dzieło swojego życia ― stwierdził z udawaną dumą. Zgarnął jedną ze świeczek, a odpaliwszy ją, także wsunął ją ostrożnie do wnętrza powstałego lampionu. Wycięta przez niego dynia może nie mogła równać się z dziełem sztuki Blacka, ale jak na pierwszy raz wyglądała przynajmniej przyzwoicie.
Powiedzmy.
Paige obrócił dynię przodem do czarnowłosego, eksponując wyżłobioną na niej mimikę, której nie powstydziłoby się żadne dziecko z zespołem Downa. Ale czy nie liczył się sam fakt, że wykonał zadanie?

Zadanie Trupiego Psa [3/3 posty]

_________________

ZNAKI SZCZEGÓLNE: kolczyki w uszach: 6 w prawym, 2 w lewym (klik); często widoczne cienie pod oczami; wiecznie zimne ręce i stopy – różnica temperatury jest mocno wyczuwalna; gruba blizna na zewnętrznym boku prawego przedramienia, ciągnie się przez całą jego długość. | Głos postaci: Dante (DmC).

TELEFON | RELACJE | POSZUKIWANIA | NAKLEJKA
Powrót do góry Go down
Garik
Czarny Rynek
Mieszkaniec

avatar

Liczba postów : 1013
Godność : Garik Mijailović
Zgoda na Ingerencję MG : Tak.

PisanieTemat: Re: Potworny Bal   Wto Lis 14, 2017 7:52 pm

Charles
Mogła po prostu powiedzieć, że nie… Dziewczyna cisnęła w niego chrupkami w kształcie duszków, po czym kopnęła go i uciekła. I tyle z dialogu. Kurtyzana postawiła psa na ziemi i podciągnęła suknię, chcą złagodzić ból i wymasować piszczel.
- To twoja wina. – mruknęła do kundla, wystawiając do niego zgrabną, ogoloną łydkę. Ponownie podniosła go i wtuliła do siebie. Rozejrzała się po towarzystwie, z nadzieją, że znajdzie w końcu jakąś obłąkaną duszę, szukającą włochatej zguby, ale… Jedyne co przyszło jej odnaleźć to Charlesa. Z jakąś… Yh, blyat z jakimś wielkim, rozkładającym się ogórkiem. Zniesmaczona patrzyła jak fotograf miota nim na parkiecie, a ten jeszcze się cieszy. Co z tymi ludźmi nie tak?
- …Sory sabaka, ale wiesz ja to jest. Jak moje to moje. - odstawiła zwierzaka i wyciągnęła wachlarz. Pewnym krokiem zaczęła przedostawać się przez tłum z zamiarem przerwania parce tańca. Dotarła i co dalej?... A. Chwyciła Charlesa za rękę i pociągnęła na siebie, a jego partnerkę kilka razy uderzyła wachlarzem po dłoni. A masz! A masz tyyy... Złodziejko narzeczonych!  Kiedy zombie’ca puściła, Veneziana w końcu zabrała swojego Pana.
- Zostawić cię na moment… - a niech ogór spróbuje tylko podejść gdy Charles nie jest sam. Niech tylko się do jasnej choler zbliży…

Zaginiony pies [2/3 posty]
Powrót do góry Go down
[MG] Hurricane
Mieszkaniec Vancouver
Korespondent Wojenny

avatar

Liczba postów : 1280
Godność : Harvey Whitlock

PisanieTemat: Re: Potworny Bal   Sro Lis 15, 2017 11:18 am

Garisław

Ups. Późno zauważył Garika, dopiero kiedy był przy nich blisko, ale nie przerwał tańca. Starał się osłonić dłonie pani zombie swoimi, przepraszając ją za zamieszanie i wyjaśniając, że jego podopieczna się zgubiła i nie chciała znaleźć. Zombie'ca wydawała się rozbawiona zajściem, ale Harvey widział, że odchodząc przeklęła i nie wiedziała, czym zająć ręce.
Myślałem, że ma panienka inne zajęcie. Zapraszam ze mną, człowiek pilnujący Trupiego Psa jest głodny i prosił o jakieś jedzenie. Czy będziesz tak miła i podasz mu porcję ode mnie, żebym nie musiał zbliżać się do tego okropnego zwierzęcia, które przy nim stoi? – Rzucił podchodząc do najbliższego stołu z jedzeniem i zaczynając wybierać na czysty talerz niepokruszone, najdorodniejsze ciasteczka.

Zadanie Trupiego Psa 1/3
Taniec z zombie 3/3
Powrót do góry Go down
Online
Sheridan Kenneth Paige
Gwiazda Showbiznesu
Wokalistka Estradowa

avatar

Liczba postów : 1094
Godność : Sheridan Kenneth Paige
Zgoda na Ingerencję MG : Tak.

PisanieTemat: Re: Potworny Bal   Sro Lis 15, 2017 1:34 pm

Masz ponad dwadzieścia lat, Paige, wyłaź.
Szkoda tylko, że jakoś ciężko było jej zdobyć się na wyjście na scenę w momencie, kiedy wiedziała, że skończyły się czasy dziecinnych konkursów, a zaczęła jakaś poważniejsza "kariera". Usłyszała jakiś głos, który chyba ją zapowiedział - możliwe, że był to nawet wspominany wcześniej mężczyzna, który wziął od niej Chase'a, ale głowy nie dała - aż w końcu przełknęła ślinę, zacisnęła pięść i wyszła zza kurtyny. Uśmiechnęła się słabo do instrumentalistów i przejęła mikrofon w dłoń. Dobra. Dawaj.
- Dobry wieczór! - zaśmiała się nieco nerwowo do mikrofonu. Bo to nie tak, że w sumie ludzie mieli na nią teraz dobry widok, a ona miała prowadzić atrakcję balu, aaaale właśnie tak. Odchrząknęła. - Nazywam się Sheridan Paige i mam przyjemność wystąpić dziś przed wami jako małe wsparcie dla naszych głównych wykonawców. Mam nadzieję, że dobrze bawicie się na przyjęciu, a atrakcje przygotowane dla waszej rozrywki sprawdzają się śpiewająco~! ...przepraszam, ten żart był beznadziejny.
Do rzeczy.
- Jako że zabawy nigdy za wiele, a my mamy trochę czasu, to przygotowałam dla was jeszcze jedną grę - blondynka podjęła kolejny temat, poprawiając przy tym swój przyduży kapelusz. Na szczęście jakoś przywykła do sceny i brzmiała nieco swobodniej niż tę ćwierć minuty temu. - Otóż gdzieś na sali ukryta jest specjalna szkatułka z kuponem na całkiem przyzwoitą nagrodę, a szczęśliwy znalaźca może przynieść go do mnie i wymienić bilet na zasłużoną zapłatę - krótka przerwa, by słuchacze mogli przeanalizować informacje. - Ale nie będziecie musieli szukać w ciemno. Utwory, które dziś przygotowaliśmy, mają podpowiedzi w tekście, dlatego warto się przysłuchać!
Po kolejnej chwili ciszy, Paige przedstawiła jeszcze członków zespołu, który miał jej akompaniować. Gitarzystów Kyle'a i Heather, basistkę imieniem Corine, a także perkusistę - Jasona. Dopiero po tym rozniosło się entuzjastyczne: "ZACZYNAMY!", a muzyka zaczęła rozbrzmiewać.


//- Na odpis od osób zainteresowanych uczestnictwem czekam do 16.11 do północy. '^' Jednocześnie proszę, by każdy kto zalicza się do tej grupy zaznaczył to u góry swojego postu - kolorowym i wyboldowanym fontem.
- Możecie brać udział w zabawie multikontami, ale zwróćcie, proszę, uwagę na to, że daje Wam to więcej odpisów do napisania w krótkim czasie, a nagroda przysługuje tylko jednej postaci, gdzie Wy macie swój jeden mózg i jeśli odgadniecie, gdzie ukryty jest przedmiot i rzucicie się tam wszystkimi postaciami, będzie to trochę bez sensu. Z drugiej strony daje Wam to większe pole manewru - jedna postać idzie w tę, druga w inną stronę. Polecam jednak albo brać udział jedną postacią, albo pisać krótkie, zwięzłe posty, bo raczej będę dawała tylko jeden dzień na odpis, żeby to rozwiązać przed końcem eventu.
- Będę pisać możliwie krótkie posty, a pod każdym z nich rzucać słowa kluczowe śpiewanego utworu, które mają naprowadzić Was na trop szkatułki. Umieszczać będę tam także listę uczestników i drobne podpowiedzi typu "ciepło-zimno".
- Nagroda jest na razie malutką tajemnicą. Możecie sami się domyślać czy są to dodatkowe punkty umiejętności, specjalny tytuł, punkty RW, czy przedmiot specjalny. :3 Osoby, które nie dotrą pierwsze do nagrody - nie martwcie się, też dostaniecie jakieś drobnostki. Starania także są nagradzane! <3
- Ten post jest tylko postem otwierającym, więc nie ma w nim za bardzo słów-kluczy. Po prostu oznaczcie swój udział, a od piątkowej nocy zasuwamy~!
- Chciałabym też bardzo podziękować Witchcraftowi za pomysłodawstwo całej zabawy z poszukiwaniami. Bez Ciebie pewnie siedziałabym nad tym z tydzień. '^'
Powrót do góry Go down
Garik
Czarny Rynek
Mieszkaniec

avatar

Liczba postów : 1013
Godność : Garik Mijailović
Zgoda na Ingerencję MG : Tak.

PisanieTemat: Re: Potworny Bal   Sro Lis 15, 2017 1:59 pm

Inne zajęcie? Tak, ta biedna zagubiona sabaka, gdzie ona jest? Może jednak uda się uratować ją przed zdeptaniem? Tylko gdzie zniknęła tym razem? Kiedy zaczęła się rozglądać, bez przerwy trzymała się Pana, nie chcąc znowu stracić go z oczu.
Skinęła głową, nie pytała o szczegóły. Zrobi co jej karze.
- Dla ciebie wszystko. – szepnęła i wzdrygnęła się. Natychmiast podciągnęła suknię, by sprawdzić co plącze się jej pod nogami. Aha… Pies najwidoczniej polubił przestrzeń pod strojem. Poczuł się bezpiecznie mimo ciemności i obcasów odbijających się przy jego łapach. Westchnęła cicho i wyciągnęła kundelka spod siebie. Pokazała go Panu, a następnie pociągnęła za plakietkę przyczepioną do obroży. Zadzwoni?


Zaginiony pies [3/3 posty]
Powrót do góry Go down
[MG] Hurricane
Mieszkaniec Vancouver
Korespondent Wojenny

avatar

Liczba postów : 1280
Godność : Harvey Whitlock

PisanieTemat: Re: Potworny Bal   Sro Lis 15, 2017 2:31 pm

Yup, Sher, zgłaszam się!
Garisław

W duchu żałował, że nie może tak łatwo zdjąć maski, którą ma na twarzy, bo z chęcią wrzuciłby na ząb coś słodkiego i napił się whisky – to przede wszystkim. Tymczasem przeszedł dalej, na drugi talerz nakładając małe, przekąskowe kanapeczki z różnymi dodatkami, w razie gdyby mężczyzna nie przepadał za jakimś składnikiem.
A to co? – Przerwał wyszukiwanie kąsków i zerknął na psa. – Dlaczego zdradzasz Pierożka?

Zadanie Trupiego Psa 2/3
Powrót do góry Go down
Online
Sigrunn Northug
Mieszkaniec Vancouver
Barmanka

avatar

Liczba postów : 742
Godność : Sigrunn Northug
Zgoda na Ingerencję MG : Tak.

PisanieTemat: Re: Potworny Bal   Sro Lis 15, 2017 7:41 pm

No i koniec, została wyciągnięta na parkiet przez nie do końca trzeźwego zombiaka. W tej kwestii miał nad nią zdecydowaną przewagę. Sigrunn przez dłuższą chwilę próbowała się wyrwać, ale wszystko na nic, a nie chciała robić dodatkowego rozpierdolu na balu. Naprawdę zależało jej na tym, żeby wziąć udział w walce o cukierki, jakkolwiek głupio to nie brzmiało, a do tego zapłaciła za wstęp i nie chciała zostać wywalona przez byle kolesia. Dlatego w pewnym momencie przestała się rzucać aż tak bardzo, lecz przysunęła się bliżej swojego oprawcy.
- Nie rozumiesz. Jestem trzeźwa, nie tańczę na trzeźwo - powiedziała dość mocno zmieszana. Problem tak głupi, że aż zabawny, ale ona naprawdę nie potrafiła tańczyć z obcym człowiekiem, jeśli nie miała odpowiednio dużo w głowie. Już nawet nie musiał to być stan, kiedy odwala się dzikie wygibasy na stole, wystarczyłoby parę szotów na odwagę... Czego zombie najwyraźniej nie rozumiał.
- Niech pani nie dramatyzuje, nie jest tak źle! - zawołał i uśmiechnął się szeroko. W tym momencie jej poziom zażenowania osiągnął zenitu, bo nie dość, że już tańczyła z losowym facetem na trzeźwo do zdecydowanie zbyt wolnej piosenki, to jeszcze otrzymywała od niego komplementy, co  nie zdarzało się często.
- To zrobimy tak: ja wrócę do baru, dobiję do twojego poziomu i wtedy zatańczymy, okej? - zaproponowała i już chciała się oddalić w tamtym miejscu, ale facet pokręcił głową i złapał ją mocniej, tym bardziej powodując o niej chęć odwinięcia się i ucieczki.
- Ja głupi nie jestem, pani mi ucieknie i tyle! No proszę, tylko do końca tej piosenki i panią puszczam, obiecuję - powiedział, aż dziewczyna po prostu skapitulowała. Bądź co bądź nie był chamski, bardzo natrętny, nie próbował jej zmacać w tańcu...
- Jedna piosenka - zastrzegła, ale nie próbowała już protestować, a nawet dała się prowadzić. Nie zbawi jej to, nie zrobi wielkiej rysy na honorze, a pierwsze lody już udało jej się przełamać, chociaż dalej brakowało jej możliwości wytłumaczenia się stanem upojenia alkoholowego, gdyby ktoś ją o to zapytał. Z drugiej strony... czemu miałaby się komukolwiek tłumaczyć z pojedynczego tańca?

Taniec z Zombie - 2/3
Powrót do góry Go down
 
Potworny Bal
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 15Idź do strony : Previous  1 ... 6 ... 8, 9, 10 ... 15  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Tereny Riverdale :: 
Eventy ogólnoforumowe
 :: R I V E R W E E N
-
Skocz do: