IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Prywatny gabinet terapeutyczny

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : Previous  1, 2
Benjamin Crawford

avatar
#
Mieszkaniec Riverdale City
Terapeuta
16


   
Sro Paź 18, 2017 10:48 pm
       
Kiwam głową, kiedy odpowiada. Widzę jak spogląda w górę, próbując wymyślić coś, co byłoby nieco bardziej "stabilną" odpowiedzią, ale ostatecznie wyraz porażki na jego buzi informuje mnie, że mu się nie udało. To dobrze, nie lubię odszyfrowywać pacjentów, którzy przychodzą i opowiadają kłamstwa, a zdarza się tak dość często, a ja zawsze muszę subtelnie tłumaczyć im, dlaczego to nie ma sensu, ryzykując, że poczują się poniżeni przez to, że złapałem ich na gorącym uczynku.
Dostrzegam również, że ignoruje drugą część mojego pytania, ale nie wydaje mi się, że chce uniknąć odpowiedzi na nie. Być może zbyt wiele pytań z mojej strony to dla niego za dużo na początek i powinienem ograniczyć się wygodnego minimum.
- Właśnie się Pan przyznał, że przyjście tutaj uważa trochę za porażkę - mrukam, kiwając powoli głową. - Mogę zapytać, dlaczego? To z powodu jakiejś zakorzenionej głęboko nienawiści do terapeutów, którą powinienem zająć się w pierwszej kolejności? - mówię lekko, żartobliwym tonem, którym chce pomóc mu płynnie i z uśmiechem przystąpić do naprostowania mojej spekulacji.
Nie pozwalam, by mój uśmiech zbladł, kiedy czekam na jego odpowiedź. Chcę utrzymać swobodny nastrój, biorąc pod uwagę, że pytanie jest dość strategiczne i może sprawić, że przypomni sobie, jak bardzo krepujące jest dla niego rozmawianie ze mną.
Powrót do góry
 
Go down
Noel Varnham

avatar
#
Mieszkaniec Riverdale City
Chirurg
31


   
Czw Paź 19, 2017 9:35 pm
       
Z jednej strony jestem zły, że dałem mu pewien haczyk, o który może się zaczepić i to niekoniecznie na moją korzyść. Z drugiej jestem zażenowany, bo nie chciałem, żeby w ten sposób to odebrał. Znów - to nie tak. I teraz na nowo będę musiał się tłumaczyć, przypadkowo dostarczając mu coraz więcej informacji. Widzę, że jest rozbawiony, że się za to nie obraził. Chociaż tyle dobrze. Bo to nie do końca tak, że widzę w nim wroga. Po prostu cała ta sytuacja...
Wzdycham cicho i przesuwam dłonią po karku, spoglądam na niego.
- Nie, nie nienawidzę terapeutów. Do tej pory nawet specjalnie nie zawracałem sobie nimi głowy. Nie myślałem o terapeutach, bo nie musiałem. Zwłaszcza nie jako potencjalny pacjent. I owszem, uważam za porażkę fakt, że ludzie uważają, że potrzebuję wizyty u psychologa. W ich oczach wyglądam na człowieka, który sobie nie radzi. A ja im uległem, pokazując, że być może mają rację. Ale nie mają.
Zaplatam ręce na torsie, moja postawa nie jest już aż tak wyprostowana, a kulę się nieco. Ot, dla wygody, bo w tym fotelu można się tak przyjemnie trochę zatopić i schować.
Wiem, że zaraz zapewne przyczepi się do moich słów, ale już trudno. Kiedy już tak tu siedzę i jest mi wygodnie, dociera do mnie, że jestem zmęczony i nie mam nawet siły jakoś zaciekle się kłócić. Chyba jestem coraz bardziej skłonny z nim porozmawiać. Problem polega na tym, że Crawford nie jest kartką z dziennika. Nie spalę go później. Znaczy, mógłbym, ale jest to jednak karane, a mnie zabijanie nie pociąga, zwłaszcza, że moja praca polega na czymś zupełnie odwrotnym.
Powrót do góry
 
Go down
Benjamin Crawford

avatar
#
Mieszkaniec Riverdale City
Terapeuta
16


   
Czw Paź 19, 2017 10:14 pm
       
Przyglądam się mu, dopijając zawartość niewielkiej filiżanki. Odstawiam ją na stolik i milczę, słuchając, jak mówi. Więcej. To już nie są pojedyncze, wrogie słowa przesycone nieufnością. Widzę też, że moja zagrywka ze spekulacją podziałała tak, jak chciałem i poczuł się zobligowany, żeby wyjaśnić tę nieścisłość. To dobrze. Rozluźnia się. Im więcej mówi, tym łatwiej mu to przychodzi. Mam nadzieję, że skoro przeszedł już fazę nerwowego cedzenia przez zęby, to teraz wszystko będzie już o wiele bardziej naturalne, a on spojrzy na mnie jak na drugiego człowieka, a nie wroga.
- Rozumiem, ale może zaczniemy od tego, co tak właściwie skłoniło ją i innych, żeby uważać, że Pan sobie nie radzi? Coś musiało wzbudzić jej troskę. Czy tak po prostu stwierdziła, że potrzebuje Pan pomocy? - marszczę brew i przechylam lekko głowę. - Przecież ona jako chirurg jest... zaznajomiona z poziomem stresu, którego doświadczacie w pracy i powinna wiedzieć, jak wygląda życie osoby, która musi sobie z tym radzić...
Pochylam się lekko w jego stronę, zainteresowany jego odpowiedzią. Mój ton wciąż jest bardzo delikatny i poufały. Nie ma w nim żadnego wyzwania, żadnej pretensji czy oskarżenia. Gabinet jest wygłuszony, więc nie muszę mówić głośno, a przestrzeń między nami dość niewielka, więc mój głos brzmi bardzo spokojnie, ciepło, nieinwazyjnie. Wszystko po to, żeby mimo niewygodnej dla siebie sytuacji poczuł się bezpieczny. Zdążyłem już zauważyć po sposobie w jaki siedzi, jak naciąga rękawy na dłonie i chowa czułe, "miękkie" punkty swojego ciała - że jest dość pozbawiony tego uczucia. Bezpieczeństwa i oparcia.
Powrót do góry
 
Go down
Noel Varnham

avatar
#
Mieszkaniec Riverdale City
Chirurg
31


   
Sob Paź 21, 2017 11:18 am
       
Zwilżam usta. No bo ja w sumie tak właściwie to nie wiem. No właśnie! Z jakiej racji ja mam chodzić do psychologa? Bo co? Ona radzi sobie lepiej ode mnie? A może ona nie musi, bo jej terapeuta może ją...
Uspokajam się, nie chcąc za bardzo się zagalopować i mieć później wyrzutów sumienia, że zachowałem się nie w porządku. Nawet w myślach. Lubię ją. A ja nie mam pojęcia, od kiedy tak łatwo mnie zdenerwować.
Zaciskam palce na rękawach swetra i dociskam ręce jeszcze trochę bliżej brzucha. Uspokajam się równie szybko, jak szybko rosło we mnie oburzenie.
- Nie wiem, panie Crawford. Według niej, źle radzę sobie z tym, że niektórych pacjentów nie udaje nam się uratować. Przepraszam, że nie jestem bezduszny i śmierć kogoś, komu mamy ocalić życie, w jakimś stopniu mnie rusza. Uważam jednak, że nie ma to żadnego wpływu na jakość mojej pracy. A ona... Może psychologa nie potrzebuje, bo jej mąż nim jest.
Sięgam po szklankę z wodą i wypijam ją do końca. Odstawiam na powrót tym razem już puste szkło i na nowo zatapiam się w miękkim obiciu fotela. Kłócą się we mnie dwie myśli. Otóż, mógłbym przychodzić tu, by mieć moment, w którym mógłbym odpocząć, bo te wizyty odejmują mi jakąś godzinę z pracy. Mój przełożony oczywiście nie ma nic przeciwko, z racji, że sam wysłał mnie do terapeuty, ale z drugiej... Nie wiem, czy tak chcę. Może mógłbym w tej godzinie uratować czyjeś życie. Może jestem im potrzebny. Może jeśli nie byłoby mnie tu, a byłbym tam...
Wzdycham, czując, jak na nowo się spinam, bo mam wyrzuty sumienia, że nie ma mnie w pracy. Widać to po mnie. Przymykam na moment oczy, przesuwam dłonią po karku... Może udałoby mi się - jeśli się zdecyduję na dalsze wizyty - umówić je tak, by nie kolidowały z godzinami, w których pracuję. Jeśli coś się tam przedłuży, najwyżej bym nie przyszedł. Albo po prostu zrezygnuję z psychologa.
Ale szefostwo mi na to nie pozwoli.
Czemu to wszystko musiało się nagle tak cholernie pokomplikować.
Powrót do góry
 
Go down
Benjamin Crawford

avatar
#
Mieszkaniec Riverdale City
Terapeuta
16


   
Sob Paź 21, 2017 12:08 pm
       
Widzę jak moje słowa nieco go wzburzają, więc spoglądam mu w oczy, starając się lepiej to zrozumieć. Nie zależy mi na tym, żeby uspokajać jego gniew, kiedy nie jest skierowany na mnie. Wolałbym go raczej zobaczyć. Gdyby pozwolił sobie na irytację w stosunku do tej znajomej, zapewne powiedziałby mi o wiele więcej na ten temat. Co o niej myśli, czym dokładnie go uraziła, gdzie dostrzegła przyczynę problemu. Prawdę mówiąc, domyślam się oczywiście, dlaczego został do mnie wysłany, ale chciałbym, żeby sam to zrozumiał. Bo albo tego do siebie nie dopuszcza, albo po prostu nie widzi tego, co tak zmartwiło ludzi wokół niego.
- Panie Varnham - mrukam łagodnie, kiedy kończy mówić i spięty wciska się w siedzenie fotela, szukając w nim oparcia. - Po pierwsze, odnoszę wrażenie, iż Pan sądzi, że ja mogę w jakiś sposób zagrozić Pana pracy. Tak nie jest. Nie zamierzam napisać żadnej opinii na temat Pana stanu psychicznego i przekazać jej Pana pracodawcy, żeby Pana zwolnił albo umieścił na tymczasowym urlopie zdrowotnym. Nie jestem wrogiem, który może utrudnić Panu pracę. Wręcz przeciwnie, chcę ją ułatwić.
Unoszę delikatnie brew, ciekaw, czy zdawał sobie z tego sprawę, czy może udało mi się trafić w to, czego tak się obawiał w stosunku do naszych rozmów. Skoro jest tak oddany swojej pracy, nie zamierzam nikomu mówić, że się do niej nie nadaje, ale będąc zupełnie szczerym, już na pierwszy rzut oka dostrzegłem piętno, jakie wypalił na nim długotrwały stres i samotność. I już nawet nie chodzi o fakt, że sobie z nim nie radzi, bo chyba zupełnie odwrotnie - robi to stosunkowo dobrze, skoro tak długo już wytrzymał. Zapewne po prostu jest pod jego wpływem już zbyt długo. Zbyt długo trzyma go w sobie, nie pozwalając mu nad sobą panować.
- To zupełnie zrozumiałe, że przejmuje się Pan pacjentami... - kiwam głową, zdając sobie sprawę, że ja sam również nie jestem w stanie od tego uciec, jak bardzo bym się starał. - Normalne. Zwłaszcza, jeśli pracuje Pan... z powołania - uśmiecham się delikatnie. - Mieszka Pan sam?
Powrót do góry
 
Go down
Noel Varnham

avatar
#
Mieszkaniec Riverdale City
Chirurg
31


   
Sob Paź 21, 2017 12:34 pm
       
Przyglądam mu się bez słowa, zastanawiając się, czy to, co mówi to prawda. Czy ja mogę mu uwierzyć, zaufać. Mieć pewność, że faktycznie to, co tu ma miejsce, nie zagraża w żaden sposób mojej pracy. Przecież moje szefostwo zapewne będzie domagało się jakiejś opinii. Skąd mam wiedzieć, że na pewno gramy w tej samej drużynie? Bo mu płacę?
Zwilżam usta, przesuwam dłonią po ramieniu. W porządku. Zakładając, że nie kłamie, to niech będzie. Jeśli chce ułatwić mi pracę, niech to zrobi. Tylko, żeby w żaden sposób jej nie zaszkodził, bo moja praca to właściwie jedyne, co mam.
Patrzę na niego bez uśmiechu, choć to, że uważa, iż wykonuję swój zawód z powołania trochę mnie ugłaskuje, rozluźnia. Skoro nie chce mi zaszkodzić, w takim razie chyba nie będzie miał nic przeciwko, jeśli czasem będę musiał przesunąć wizytę. Oczywiście jeśli się na nie zdecyduję.
Jego następne pytanie trochę mnie zaskakuje. Chce się w ten sposób dowiedzieć, czy ktoś mnie wspiera? Czy mam bliskich? Kolejna rzecz, przez którą zapewne tylko stracę punkty, przez którą wypadnę źle.
- Tak, mieszkam sam. To aż tak widać? - Przechylam głowę, unosząc brew.
Co chce mi w ten sposób udowodnić? Że sobie nie radzę i jestem samotny? Nie jestem samotny. Czuję się świetnie...
Odwracam wzrok. Mam wrażenie, że przez tę rozmowę - z każdym kolejnym pytaniem - będę czuł się coraz słabszy i coraz mniejszy. Nie wiem, czy mi się to podoba. Trzymam się, okay? I nie potrzebuję nikogo.
Powrót do góry
 
Go down
Benjamin Crawford

avatar
#
Mieszkaniec Riverdale City
Terapeuta
16


   
Sob Paź 21, 2017 12:41 pm
       
Kiwam lekko głową, kiedy odpowiada. Cały czas, gdy na niego patrzę, odczuwam wrażenie, że mimo wszelkich moich zapewnień, odbiera moje słowa i gesty jako ataki na siebie. Jako próby osłabienia go. Jakby go oceniał, wypełniał rubryczki bycia "porządnym człowiekiem" samymi iksami. Wzdycham.
- Domyśliłem się. Nie ma Pan obrączki, a poza tym stres z pracy jest na panu bardzo widoczny tak... fizycznie. Jako lekarz na pewno Pan wie, o co mi chodzi - mrukam, chcąc, żeby poczuł, że daję pewien kredyt jego wiedzy i nie zaczynam mu zaraz tłumaczyć, w jaki sposób długotrwały poziom kortyzolu w ciele wpływa na osłabienie oraz funkcjonowanie organizmu. - Kiedy mieszka się samemu, dużo trudniej jest nie myśleć o pracy po powrocie do domu. Nikt wtedy nie odwraca uwagi, a czasami nie da się bez tego spać spokojnie. Zwłaszcza, że... Pan ma styczność ze śmiercią.
Muszę chyba zaakceptować fakt, że sam musi poznać mnie i to, co chcę zrobić. Zaprzestaję więc tłumaczeń, obiecując sobie, że naprostuję jego myślenie na mój temat tylko wtedy, jeśli naprawdę zauważę, że coś jest mocno nie tak i nie pozwala mu to otworzyć się podczas naszych rozmów.
Powrót do góry
 
Go down
Noel Varnham

avatar
#
Mieszkaniec Riverdale City
Chirurg
31


   
Sob Paź 21, 2017 12:55 pm
       
Spuszczam wzrok. Wiem, że ma rację. Zdaję sobie z tego sprawę, okay? Ale jak mam to zmienić? Przecież nie umówię się z pierwszym lepszym mężczyzną i z nim nie zamieszkam, by odwracał moją uwagę po powrocie do domu. To nie ma sensu. Nie chcę tak. Zapewne nawet nie zwracałbym sobie nim głowy, nic do niego nie czując. Jedynie by mnie drażnił.
- Moje godziny pracy nie sprzyjają rozwijaniu związków na dłuższą metę. Utrudnia nawet jakiekolwiek ich zaczęcie. Ale czasem spotykam się ze znajomymi. - Zwilżam usta i dodaję po chwilce. - Z pracy...
Tak, wiem, znajomi z pracy to i tak temat o pracy, co zapewne zauważy, dlatego ten argument to z mojej strony strzał w kolano. Próbuję więc dalej.
- Ostatnio także odwiedził mnie przyjaciel, więc w jakiś sposób oderwałem się od tej całej śmierci i ratowania życia.
No tak, bo skupiłem się na tym, że nasza relacja chyba robi się dla mnie niewygodna, więc tak naprawdę wcale się w żaden sposób nie rozluźniłem, ale to już nieważne. Chyba nie mam żadnych innych przykładów na to, że nie jestem samotny, że nie myślę ciągle tylko o pracy. Bo myślę. I nie spędzam z nikim wolnych chwil. Bo ja... Naprawdę nie mam na to czasu. Nawet nigdy się nie zastanawiałem nad tym, czy powinienem spróbować go zorganizować, bo nie miałem po co.
Wzdycham i odgarniam włosy.
- Tak - mrukam, trochę się poddając. - Mam problem ze snem. Nie sypiam dużo. Piję dużo kawy. Zdarza mi się spędzać noce w szpitalu, bo nie mam siły i ochoty wracać do domu, skoro rano i tak musiałbym wrócić do pracy. Z tym, że co te wizyty mają na celu? Ja zdaję sobie sprawę z tego wszystkiego. Nie lubię tego przyznawać, ale wiem, że tak jest. Rozmowa z panem w żaden sposób tego nie zmieni. Nie sprawi, że zacznę się wysypiać, że pacjenci przestaną umierać, że będę pił mniej kawy i że będę częściej wracał do domu. Bo tak nie będzie.
Powrót do góry
 
Go down
Benjamin Crawford

avatar
#
Mieszkaniec Riverdale City
Terapeuta
16


   
Sob Paź 21, 2017 1:13 pm
       
- Oczywiście, że nie. Żadna rozmowa tego nie zmieni - kiwam głową, kiedy kończy mówić i patrzy na mnie z takim wyrazem rezygnacji i porażki. - Dlatego nikt nie będzie Pana zmuszał, żeby umówił się ze mną na kolejne wizyty. Nie dam Panu recepty na szczęście, to tak nie działa. Nie mogę Pana wyleczyć z bezsenności i stresu. A tym bardziej z samotności.
Widzę po nim, że chciałby natychmiastowej pomocy. Jest lekarzem. Przyzwyczajonym do schematu "źle się czuję, więc idę do doktora, który mówi mi, co mam robić, a po kilku tygodniach jestem już całkiem zdrowy". Wiele osób tak myśli. Proszą o rady i zalecenia, a czasami pytają nawet o leki, które tak naprawdę na dłuższą metę niczego nie mogą rozwiązać.
- Co mogę zrobić - zaczynam ostrożnie. - To pomóc Panu sobie z tym radzić. Znaleźć to, co dręczy Pana najmocniej i spróbować poukładać to tak, żeby mógł Pan zacząć myśleć o tym inaczej niż w kategoriach osobistych porażek. Bo to jest możliwe. Czasami nie jesteśmy w stanie pomóc wszystkim, którzy proszą nas o pomoc i musimy pogodzić się z faktem, że robimy wszystko, co w naszej mocy...
Wiem, że brzmi to jak jedno z typowych prawideł, którymi karmi się młodych lekarzy, popełniających pierwsze błędy, ale bez wątpienia jest to prawda. Sam się o tym przekonałem. Sam musiałem nauczyć się korzystać z tego motto i nie obwiniać się całymi nocami za stracone szanse i ludzi, których nie byłem w stanie podnieść z dołka, w którym się zakopali. Jeszcze kilka tygodni temu nie mogłem spać, zastanawiając się, czy gdybym powiedział chociaż jedno słowo inaczej, ta dziewczyna wciąż by żyła i przychodziła na spotkania ze mną co tydzień. Ale udało mi się pogodzić z faktem, że obojętnie od tego, co bym powiedział, ona i tak podjęła już decyzję.
- Może Pan naprawdę starać się być idealny i podnosić sobie poprzeczkę coraz wyżej, ale tak naprawdę nie da to Panu nic poza niechęcią do samego siebie. Nie ma nic złego w odczuwaniu zmęczenia i słabości. Czasami trzeba dać jej za wygraną.
Powrót do góry
 
Go down
Noel Varnham

avatar
#
Mieszkaniec Riverdale City
Chirurg
31


   
Sob Paź 21, 2017 1:31 pm
       
Przesuwam dłońmi po twarzy. Chowam ją w nich na moment, próbując jakoś przyswoić to wszystko, co do mnie powiedział. Wiem, że on nie może rozwiązać tego wszystkiego za mnie, nie jest cudotwórcą. Nie rozumiem, w jaki sposób mogę poukładać wszystkie te rzeczy inaczej, niż są poukładane teraz. Myślałem, że znalazłem dla nich najlepsze z możliwych ułożeń. Czyżbym się mylił?
Zabieram dłonie i znów zaplatam je przy brzuchu. Spoglądam na zegarek, jakoś tak nagle przerażony myślą, że kiedy mój czas minie, on powie mi, że spotkamy się w przyszłym tygodniu, a ja będę musiał stąd wyjść po tym, jak on sprowokował mnie do całkowitego rozsypania się i dopiero następnym razem pomoże mi się pozbierać. Zauważyłem, że w moim życiu czas jest jednym z moich najgorszych wrogów.
- Nie uważa pan, że ponoszę porażki? Proszę się nie obrazić, ale w pana pracy odpowiedzialność za pacjenta jest trochę mniejsza, niż w mojej. Nie mam na myśli, że jest prostsza, ale jednak tu ostateczna jakaś decyzja i tak należy do pacjenta. W moim wypadku nie. Mam w rękach cudze życie, a decyzja osoby, którą mam przed sobą, nie ma żadnego znaczenia. Wszystko zależy ode mnie i od moich kolegów. Obaj musimy uważać na to, co mówimy, co robimy, a jednak mam wrażenie, że to mnie czas depcze po piętach. Że nawet jeśli to tylko chwila dłużej, to ma ją pan, nie ja. Czasem się zastanawiam, czy aby na pewno podjąłem dobrą decyzję, kiedy wybierałem specjalizację. Kiedy w ogóle podjąłem się takiego zawodu. A jeśli pozwolę zmęczeniu i słabości dać za wygraną... Co wtedy? Jak na nowo doprowadzę się do porządku? Jak wrócę do stabilności? Nie mogę sobie odpuścić.
Ale na te słowa chyba już i tak za późno, bo cała ta rozmowa wydaje mi się jednym wielkim pozwoleniem słabości na przejęcie nade mną kontroli, a wyjście stąd, z tego gabinetu w takim stanie i stawienie temu czoła samemu wydaje mi się niewykonalne. Co ja narobiłem...
Powrót do góry
 
Go down
Benjamin Crawford

avatar
#
Mieszkaniec Riverdale City
Terapeuta
16


   
Sob Paź 21, 2017 1:39 pm
       
Patrzę na niego, jak na moich oczach powoli rozsypuje się na małe kawałki. Z jednej strony to dobrze, bo teraz o wiele łatwiej będzie mi - nam, poukładać go na nowo. Powoli i dokładnie. Posklejać wszystkie wyszczerbione fragmenty i wypełnić szczeliny jakimś trwałym tworzywem, które pozwoli mu chociaż na jakiś czas poczuć się stabilnym i silnym człowiekiem.
- Musi Pan zrozumieć, że nawet jeśli jest Pan sam... to ci ludzie nie są. Jest Pan lekarzem i spoczywa na Panu wielka odpowiedzialność. Sprawia, że jest Pan silny zupełnie inaczej niż większość ludzi. Ale to, że jest Pan sam, nie może sprawiać, że położy Pan zbyt wiele na swoje barki w sytuacjach, kiedy ten ciężar mógłby się rozłożyć. Proszę mi powiedzieć... co myśli Pan o innych lekarzach z pańskim stanowiskiem w szpitalu, w którym Pan pracuje? Jak ocenia Pan ich pracę?
Próbuję sprawić, aby teraz musiał mówić o rzeczach, które nie dotyczą tak bezpośrednio niego samego. Widzę, że nie jest przyzwyczajony do mówienia o sobie i nie chcę, żeby zupełnie stracił poczucie kontroli już po pierwszej wizycie. Bo mimo wszystko - jak mówiłem - nie chcę mu utrudnić pracy i sprawić, że nie będzie w stanie do niej wrócić z powodu rozstrojenia nerwowego. Muszę dopilnować, żeby wyszedł dzisiaj z tego gabinetu odświeżony...
Powrót do góry
 
Go down
Noel Varnham

avatar
#
Mieszkaniec Riverdale City
Chirurg
31


   
Sob Paź 21, 2017 1:50 pm
       
Wzruszam powoli ramionami.
- Nie wiem, pracują dobrze, dają z siebie wszystko. Nie mogę powiedzieć, że są złymi lekarzami. Także wydają się zmęczeni, trochę roztrzęsieni, kiedy się nie udaje, ale jeśli się nie mylę, każdy z nich z kimś mieszka. Ma jakąś rodzinę. Ja ze swoją nie utrzymuję kontaktu.
Kiedy nie pyta bezpośrednio o mnie, cała ta panika ulatuje ze mnie, a ja siedzę na fotelu spokojniej, nie jestem aż tak zdenerwowany. O wiele lepiej wychodzi mi kontrolowanie się, swoich słów, uczuć, myśli. Bo nie muszę skupiać się na tym, co we mnie. Mogę skupić się na innych. I właściwie przez cały ten czas radziłem sobie dokładnie w taki sposób. Nie zwracałem uwagi na siebie. Nie myślałem o swoich potrzebach, o swoich pragnieniach. Liczyli się pacjenci, ich rodziny, praca. Ja miałem im tylko pomagać, ratować, opiekować się nimi. To, kim jestem po pracy, jaki po niej jestem - nie ma żadnego znaczenia. To tylko chwilowa pauza między jednym a drugim dniem w szpitalu. Mam wrażenie, że przez takie podejście, praktycznie w ogóle się nie znam. Pewnie gdyby zadał mi teraz jakieś pytanie na temat tego, co lubię albo jakie mam marzenie, nie wiedziałbym, co powiedzieć. Bo nie znam odpowiedzi.
A ta wizyta... Jestem przerażony tym, do jakich wniosków mnie doprowadza. I nie wiem, czy będzie mi się z nimi żyło lepiej. Nie wiem, czy sobie z nimi poradzę, czy uda mi się ułożyć to w jakiś inny sposób. Żyłem w przeświadczeniu, że ja nie mam czasu na to, by być sobą. I że nie ma też takiej potrzeby. Czy ja na pewno powinienem to zmieniać?
Powrót do góry
 
Go down
Benjamin Crawford

avatar
#
Mieszkaniec Riverdale City
Terapeuta
16


   
Pon Paź 23, 2017 3:47 pm
       
Widzę, że relaksuje się, kiedy przestaję pytać bezpośrednio o niego. Jest jak pęknięte naczynie - dopóki coś ciasno trzyma szczelinę, woda zostaje w środku, ale wystarczy tylko delikatnie naruszyć łatę aby wszystko zaczęło wylewać się w zawrotnym tempie, pozostawiając po sobie pustkę. Nie mogę dopuścić, żeby całkowicie się dzisiaj załamał, mówiąc o swoich uczuciach, a widzę, jak bardzo go to osłabia. Muszę też trochę... podbudować jego siłę. Wzdycham.
- Gdyby poczuł się Pan źle w pracy, czy poprosiłby Pan któregoś z tych lekarzy, żeby Pana zastąpił? - pytam go, nachylając się nieco w jego stronę na swoim fotelu. - Na przykład w jakiejś operacji albo tak po prostu, żeby wziął za Pana dyżur?
Z tego, co mi się wydaje, powinien zdecydowanie zmniejszyć ilość godzin spędzanych w szpitalu. Wiem, że nie ma do kogo wracać, a pusty dom może sprzyjać myślom, których chciałby uniknąć, ale fakt, że spędza tak dużo czasu w szpitalu powoduje, że podchodzi do niego zbyt osobiście. Jakby każda sprawa, która się tam rozstrzyga była jego prywatną. A tak nie może myśleć...
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Prywatny gabinet terapeutyczny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: