IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Hotel Maison en Marbre

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
Levin

avatar
104
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
104


   
Nie Cze 25, 2017 1:14 am
       
Podnoszę w końcu na niego spojrzenie, patrzę mu prosto w oczy, usiłując skupić się na nim, na jego głosie, a nie na fakcie, że jestem w tym a nie innym miejscu. Kiedy dotyka moich dłoni, poluźniam uścisk na włosach, by ostatecznie zupełnie je puścić i przysunąć się do mężczyzny. Opieram się o niego, szukając schronienia, choć cały czas nie umiem złapać oddechu. Obejmuję go, nie myśląc nawet o tym, czy wypada i zaciskam palce na jego marynarce. Wsuwam nos w jego szyję, zamykam oczy, łkam cicho, duszę się trochę.
- Zabierz mnie stąd, proszę... - mówię cicho, szeptem, z wielkim trudem.
To żałosne, wiem. Ta sytuacja w ogóle nie powinna mieć miejsca, ale ja nie potrafię panować nad swoim lękiem. Nigdy zresztą nie musiałem, bo całkiem sprawnie unikałem takich sytuacji, ale tym razem mi się nie udało. Moja reputacja nie jest jednak teraz istotna. Chcę po prostu się stąd wynieść.
Powrót do góry
 
Go down
Liam

avatar
1230
#Mieszkaniec Riverdale City
Fotograf
1230


   
Nie Cze 25, 2017 1:30 am
       
Wpatruję się w te jasne ślepia wypełnione łzami i czuję się jak ostatni skurwysyn. Jakbym zajebał matkę pieprzonemu Bambi. A potem kazał mu patrzeć, jak ją ćwiartuję i wpierdalam na surowo.
Obejmuję go w pasie i razem wstajemy, chociaż jednak bardziej ja, bo chłopak opiera się na mnie całym ciężarem swojego ciała. Na szczęście on nie jest ciężki, a i ja nie wypadłem sroce spod ogona. Cały czas szepczę do niego uspokajające słowa. Kto by pomyślał, że szkolenie z postępowania z ofiarami PTSD, jakie Riverdale zaserwowało swoim nauczycielom, wreszcie się do czegoś przyda?
Bo, kurwa, na pewno nie ja.
Przez chwilę stoimy, próbując złapać wspólnie równowagę. Obejmuję go ciasno, gdzieś czytałem, że uciskanie w ten sposób jak największej powierzchni ciała pomaga wyregulować układ nerwowy. Po chwili przesuwam go trochę na bok, żeby coś widzieć przed sobą, i prowadzę go jak najdalej stąd. Raz, żeby się uspokoił, a dwa - lepiej, żeby nikt nie widział tego ataku paniki u synalka Levina. Czy co on tam, do cholery, teraz przeżywa.
Zauważa nas jeden z kelnerów. Zostawia tacę na stole, szybkim krokiem podchodzi do nas i pyta, co się stało. Samym wzruszeniem ramion i mimiką daję znać, że sam nie jestem do końca pewien, więc tylko wyprowadza nas jakimiś drzwiami dla personelu do środka. A kiedy już jesteśmy wewnątrz, zostawia nas.
Upewniam się, że nie stoimy z Irineiem przy żadnym oknie i znów obejmuję go ciasno.
- Hej, już wszystko w porządku. Jesteśmy w środku.
Powrót do góry
 
Go down
Levin

avatar
104
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
104


   
Nie Cze 25, 2017 1:44 am
       
Opieram się na nim, pozwalam się wyprowadzić. Nawet nie wiem gdzie, to nie jest ważne. Grunt, żeby jak najdalej od barierek. Trzymam się go ciasno, moje palce są na nim mocno zaciśnięte, bo jest obecnie jedynym stałym elementem rzeczywistości, który do mnie dociera. Bliskość drugiej osoby w takich sytuacjach to w sumie moja sprawdzona metoda, dlatego lgnę do niej i pozwalam sobie skupić się na tym. Choć zapach jest inny.
Obecność ścian sprawia, że łapię oddech. Osuwam się po jednej z nich, by znów usiąść na podłodze, tym razem już bardziej na spokojnie, pozwalając Liamowi pozbyć się już mojego ciężaru. Poluźniam krawat, rozpinam guziki koszuli, żeby łatwiej mi się oddychało.
Kelner wraca po chwili jeszcze na moment, przynosząc mi szklankę wody, za co dziękuję mu skinieniem głowy. Naturalnie mam jasną karnację, ale teraz jestem blady jak ściana, dlatego mężczyzna otwiera okno, które jest niedaleko, a które mi właściwie nie przeszkadza. Upijam kilka łyków, uspokajam się. Normuję oddech i odchylam głowę do tyłu, zamykając oczy. Już jestem bezpieczny...
- Przepraszam za to... - odzywam się w końcu, przenosząc spojrzenie na Masona. - Możesz o tym zapomnieć, wyglądałem żałośnie.
Śmieję się głupio i wycieram zapłakaną twarz dłońmi, klepię się po policzkach. Wypijam wodę do końca. Powoli odzyskuję kolory. Ale nie wrócę już tam dzisiaj, trudno. Rodzice powinni zrozumieć, że źle się poczułem. A tu jestem bezpieczny. Tu są ściany i właściwie nawet nie chcę wiedzieć, na którym piętrze wylądowałem, bo przez panikę całą tę drogę ratowania mnie mam zamgloną.
Powrót do góry
 
Go down
Liam

avatar
1230
#Mieszkaniec Riverdale City
Fotograf
1230


   
Nie Cze 25, 2017 1:58 am
       
Przypatruję się mu bez słowa, bo i też nie za bardzo wiem, co miałbym powiedzieć. Przepraszam? A niby za co? Nic nie zrobiłem. A w każdym razie nie specjalnie. Nie przejmuj się? I co to niby da? Chłopak roztrzęsiony jak liście osiki na wietrze, takie gówniane rady to można o kant dupy rozbić. Więc tylko stoję i milczę, i patrzę, gotów, by w razie czego... No, nie wiem. Zrobić coś.
Wciąż bez słowa sięgam do kieszeni i wyjmuję z niej paczkę chusteczek, podaję mu. Niech zrobi ze sobą porządek i poczuje się lepiej. Znów przykucam przy nim.
- Wygląd to chyba ostatnia rzecz, o jaką powinieneś się teraz martwić - mówię w końcu lekko go strofując, ale wyraźnie widać, że nie jestem zły, bo uśmiecham się lekko. - Co to właściwie było? Masz lęk wysokości czy to coś innego?
Powrót do góry
 
Go down
Levin

avatar
104
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
104


   
Nie Cze 25, 2017 1:53 pm
       
Z wdzięcznością biorę od niego chusteczki. Wycieram buzię, wydmuchuję nos. Próbuję odgarnąć rozczochrane już włosy do tyłu, ale już nijak się mnie słuchają. Uspokoiłem się już. Widać to po mnie, po moim oddechu, po mojej twarzy, gdy na nowo nabrałem kolorów. Nie trzęsę się już i nie pocę, choć wciąż trochę mi gorąco. Zdejmuję z siebie marynarkę, układam ją na podłodze obok siebie, podwijam rękawy koszuli.
- Mmm, no trochę się boję wysokości... - mamroczę pod nosem, zażenowany.
W sumie jak teraz o tym myślę, to uciekanie przed pająkiem byłoby bardziej żałosne, więc jednak mogło być gorzej. Nie wstaję jeszcze z podłogi, nie chcę, żeby zakręciło mi się w głowie ani nic, a tak siedząc pod ścianą, czuję się bezpieczniej.
- Dzięki, że mnie stamtąd zabrałeś i tak na przyszłość, nie zaciągaj mnie lepiej na żadne krawędzie - uśmiecham się do niego rozbawiony, już rozluźniony.
Obracam pustą szklankę w dłoni, powinienem ją gdzieś odnieść...
Powrót do góry
 
Go down
Liam

avatar
1230
#Mieszkaniec Riverdale City
Fotograf
1230


   
Nie Cze 25, 2017 7:30 pm
       
Biorę przykład z Irineia i zdejmuję marynarkę. O ile na dworze dało się jeszcze wytrzymać, o tyle tutaj jest na nią zwyczajnie zbyt duszno i ciepło, tym bardziej, że mam pod nią jeszcze kamizelkę. Stroje wieczorowe, psia ich mać. Nie dość, że niewygodne, to jeszcze to. Siadam obok chłopaka i opieram się głową o ścianę.
- Trochę... - powtarzam za nim i nie mogę powstrzymać się od krótkiego śmiechu. - Ciekawe, jak się w takim razie zachowujesz, kiedy kurewsko się czegoś boisz.
Zerkam na niego. Wygląda już znacznie lepiej, widać, że powoli dochodzi do siebie. Ale włosy ma w takim nieładzie, że po prostu nie mogę sobie darować. Sięgam ręką i zaczesuję mu włosy za ucho, mniej więcej tak, jak miał przed tym całym atakiem. Trochę lepiej, ale niewiele.
- Chyba odrobiliśmy na dzisiaj przyjęciową pańszczyznę. Może się stąd zerwiemy? - proponuję po chwili niezobowiązująco.
Powrót do góry
 
Go down
Levin

avatar
104
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
104


   
Nie Cze 25, 2017 8:30 pm
       
Naburmuszam się, gdy Mason śmieje się ze mnie, ale postanawiam nie ciągnąć dłużej tematu mojego lęku i w ogóle tamtej sytuacji. Nie mam ochoty o tym pamiętać ani dalej o tym rozmawiać.
Drgam, gdy czuję, że dotyka moich włosów. Spoglądam na niego, zaskoczony, bo trochę się tego nie spodziewałem. Nie, zupełnie się tego nie spodziewałem. Dziwnie widzieć go od takiej prywatnej strony, gdy jako nauczyciel był zupełnie inny i sam nie wiem, czy wspominam go dobrze.
Sam poprawiam sobie włosy, wnioskując, że skoro mi je odgarnął, to musiałem je nieźle rozczochrać. Zaczesuję je palcami do tyłu, a gdy się nie słuchają - to po prostu za uszy. Drażnią mnie trochę i dałbym wszystko, by mieć teraz przy sobie gumkę i po prostu je związać.
Spoglądam kątem oka na rozmówcę, słuchając jego dalszej wypowiedzi. Unoszę brwi.
- Zerwiemy? Dokąd?
Powrót do góry
 
Go down
Liam

avatar
1230
#Mieszkaniec Riverdale City
Fotograf
1230


   
Nie Cze 25, 2017 9:27 pm
       
Uśmiecham się kącikiem ust na tę wyraźnie podejrzliwą reakcję. W sumie nie dziwię się Irineiowi, trochę przypał wozić się po mieście ze swoim nauczycielem.
Nawet jeśli wyżej wymieniony nauczyciel nie pamięta, żeby go kiedykolwiek uczył.
- Wieczór jeszcze młody, przychodzi mi na myśl kilka opcji - odpowiadam wciąż z uśmiechem. - Najprostsza: możemy uderzyć do hotelowego baru na dole. Cholera, z tobą u boku pewnie nawet miałbym jakąś zajebistą zniżkę. - Śmieję się cicho. Tak naprawdę nawet nie mam ochoty tam siedzieć, bo pewnie paru gości wpadło na ten sam pomysł, ale i tak o tym mówię, bo może akurat chłopakowi taki plan przypadnie do gustu, kto wie. - Możemy posiedzieć w którymś z pokojów, założę się, że masz wstęp wolny gdzie tylko zechcesz. Moglibyśmy zjarać blanta, dobrze by ci zrobił lekki chillout. Możemy też po prostu połazić po mieście - kończę wzruszając ramionami. - Właściwie jestem otwarty na propozycje.
Powrót do góry
 
Go down
Levin

avatar
104
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
104


   
Wto Cze 27, 2017 2:41 pm
       
Krzywię się trochę, gdy mówi o blancie. Sam nie wiem, może gdybym dostał taką propozycję od kogoś na zwykłej imprezie, to bym się zaśmiał, poklepał kolesia po ramieniu i podziękował, odmawiając. W tym wypadku, gdy proponuje mi coś takiego dorosły mężczyzna w garniturze na bankiecie mojego ojca, jestem trochę zniesmaczony. Trudno, może wychodzę na, em, sztywniaka, ale nic na to nie poradzę, że mi się to nie podoba. Decyduję się więc na opcję numer trzy. Świeże powietrze dobrze mi zrobi, chętnie się przejdę, rozchodzę na stabilnym gruncie swoje niedawne przeżycia.
Podnoszę się powoli z podłogi, chwytam swoją marynarkę i zarzucam ją sobie na ramię.
- To chodźmy, przespacerujmy się.
Otrzepuje sobie tyłek, gdyby przypadkiem był brudny, zapominając, że o czystość mój ojczym w swoich hotelach dba tak dokładnie, jak o jedzenie. To po prostu taki odruch.
Powrót do góry
 
Go down
Liam

avatar
1230
#Mieszkaniec Riverdale City
Fotograf
1230


   
Sro Cze 28, 2017 12:25 am
       
Nie umyka mojej uwadze mały grymas, który gości przez chwilę na twarzy blondyna, kiedy wspominam o joincie. Mam ochotę się roześmiać, bo kto to widział, żeby nauczyciel nakłaniał swojego ucznia do złego, a ten z kolei okazywał się być ostoją moralności. Idealna ironia. Udaje mi się jednak powstrzymać ten wybuch wesołości. Również się podnoszę, a marynarkę przekładam sobie na ramię. Nie ma mowy, żebym ją teraz zakładał, wciąż jest za ciepło. Może na dole.
Idziemy jasno oświetlonym korytarzem, miękkie dywany w kremowym kolorze wyciszają nasze kroki. Nie wiem, czy Irinei chce zjechać windą czy zrobić sobie przebieżkę po schodach, ale właściwie jest mi to obojętne. Schodów jest dużo, bo wciąż jesteśmy na ostatnim piętrze budynku, ale hej, i tak nie mam żadnych specjalnych planów na dziś.
- Masz coś konkretnego na oku? - pytam z umiarkowanym zainteresowaniem. To właściwie nie ma znaczenia, dokąd pójdziemy. Liczy się sama czynność. Pytam bardziej po to, by jakoś zagaić rozmowę. Normalnie nawiązałbym do jakichś wydarzeń, ale... Ale mam wrażenie, że wspominanie jak dotąd najciekawszego wydarzenia tego wieczoru nie przypadnie chłopakowi do gustu.
Powrót do góry
 
Go down
Levin

avatar
104
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
104


   
Nie Lip 02, 2017 9:18 pm
       
- Myślę, że możemy improwizować - mówię z delikatnym uśmiechem.
I właściwie też tak się dzieje. Wychodzimy z hotelu po to, by pospacerować po mieście, nawet nie wchodząc w żadne konkretne miejsce. Niby mijamy bary, restauracje, kluby, inne hotele, dziwne budynki, o których istnieniu nawet nie miałem pojęcia, ale i tak mijamy to wszystko. Dobrze jest być... Nisko. Czuć pewny grunt pod nogami. Spędzamy czas czasem rozmawiając, czasem w ciszy - niespecjalnie mi to przeszkadza. Mimo wszystko jest to dobry odpoczynek od bankietu, kiedy mogę wsunąć ręce w kieszenie, mieć poluzowany krawat i nie przejmować się tym, że moja fryzura jest zepsuta.
Żegnamy się po jakimś czasie, gdy nogi zaczynają dawać nam się we znaki. Rozchodzimy się w swoje strony i właściwie kto wie, może jeszcze kiedyś będzie dane nam się spotkać. Myślę, że tym razem zapamiętał mnie lepiej - chociażby jako zasmarkanego dzieciaka, który boi się wysokości.
Ruszam w drogę powrotną, nie wiedząc jeszcze, czy do domu, czy do hotelu.

Z/T x2
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
930
#Indywidualista
930


   
Pon Kwi 16, 2018 7:41 pm
       
Travitza pewnym krokiem wszedł przez rozsuwane drzwi hotelu. Jak do siebie. Bo w sumie tak się czuł. Tak miał się czuć.
Ktoś, to znał Travitzę, prawdopodobnie w życiu by go nie poznał. Drogi, dopasowany granatowy garnitur, błękitna koszula, bordowy krawat, włosy uczesane i spięte, czarna aktówka trzymana w prawie dłoni, zapach perfum unoszący się wokół niego. Biznesmen szukający chwili wypoczynku, ewentualnie seryjny morderca, zależy jakie filmy się oglądało. Tak czy inaczej, nawet jego postawa nie zdradzała głośnego, rosyjskiego nastolatka, z którym głównie był kojarzony. Teraz wyglądał naprawdę porządnie. I nawet tak się zachowywał.
Podszedł do recepcji, postawił aktówkę na ziemi i oparł ręce na blacie, prezentując drogi zegarek na lewym nadgarstku. Każdym ruchem okazywał swoje bogactwo. I nawet uśmiechnął się do recepcjonistki.
- Dzień dobry. Mam wykupiony pokój dla dwóch osób na jeden dzień. Na nazwisko Smołow.
Miła pani uśmiechnęła się i zaczęła szukać odpowiedniej informacji w swoim komputerze. Pavel w tym czasie zerknął na ekran smartfona.
- Zgadza się, Panie Dimitri. Mogę prosić o dowód tożsamości?
Travitza wręczył jej dowód osobisty i spokojnie czekał, aż kobieta wszystko dokładnie sprawdzi.
Po krótkiej chwili oddała dowód z uśmiechem i wręczyła przy okazji kartę dostępu.
- Pokój numer 278 - oznajmiła z firmowym uśmiechem.
- Dziękuję, miłego dnia - odpowiedział z równie promiennym uśmiechem Travitza, po czym odszedł ze swoją walizeczką i kartą.
Dopiero w windzie pozwolił sobie na powrót do normalnej mimiki. Skrzywił się i wzdrygnął. Rzygać mu się chciało od tego wszystkiego. Wcisnął guzik z numerkiem "11" i przy nudnej muzyczce czekał, aż dojedzie na odpowiednie piętro. Jakimś cudem nikt się nie "dosiadł" więc w spokoju trafił tam gdzie potrzeba. Ruszył przez korytarz, aż nie dotarł do drzwi z numerkiem "278". Tam przejechał kartką po terminalu i wszedł do pokoju.
Nic szczególnego - dwa pościelone łóżka, eleganckie meble, mała lodóweczka, telewizor wiszący pod sufitem i piękny widok na Vancouver. Miasto, którego Smuggler szczerze nienawidził.
Usiadł na łóżku, położył aktówkę i wyciągnął z niej telefon. Wklepał coś, potem wyciągnął "Opowieść o rysiu"Lévi-Straussa, rozwalił się na łóżku, nie zdejmując nawet butów i zaczął czytać.
Nie pozostało mu nic innego, jak czekać.
Powrót do góry
 
Go down
Bianca Chavarría

avatar
111
#Introwertyczka
Vice-Przewodnicząca Sapphire
111


   
Wto Kwi 17, 2018 10:11 pm
       
Nie jest łatwo oszukiwać i kłamać w żywe oczy, gdy należy się do ostatnich obrońców prawdy i sprawiedliwości. Ale jeśli ważą się losy świata, nie tylko pojedynczej jednostki, warto czasem skłamać. Nawet jeżeli później będzie się odczuwało wstyd i miało przeświadczenie o własnej żałosności.
Przed wyjściem z domu ubrała się dosyć niestandardowo jak na nią - typowa Bianca wbiłaby się w typowy dla kinder whore ciuch. Ona natomiast wyszła z domu tego dnia ubrana jak randomowy emo dzieciak. I jeszcze te natapirowane włosy, delikatny makijaż, okulary przeciwsłoneczne z ogromnymi szkłami... Nikt nie poznałby jej w takim przebraniu. I o to chodziło. Nie mogła dopuścić, żeby media dowiedziały się o jej kontaktach ze światem przestępczym. To zniszczyłoby cały plan. Spłoszyłaby swojego niedoszłego oprawcę, a to na dobre uniemożliwiłoby jej dotarcie do celu.
Dodatkowo, na wszelki wypadek, wpakowała do plecaka leki nie w ich normalnym pudełku, a w opakowaniu po cukierkach. Nawet dzieciak dałby się na to nabrać. Przez myśl nie przeszłoby żadnemu człowiekowi, iż znajdują się tam dosyć niebezpieczne leki z gatunku benzodiazepin.
Weszła do hotelu, ściągając na chwilę kaptur z głowy. Szczęście jej sprzyjało - ochroniarze załatwiali najwyraźniej jakieś sprawy z recepcjonistką. Zanim wrócili na swoje stanowiska, udało jej się niepostrzeżenie przemknąć się aż do schodów.
Jedenaste piętro, tak? Dam radę! Swego czasu byłam w drużynie tenisowej, tyle metrów to dla mnie nic.
... tak jej się zdawało. Odpadła przy czwartym. Jej organizm nadal pozostawał wycieńczony po przebytych zaburzeniach odżywiania, nie przyzwyczaił się jeszcze do normalnej wagi. Spalał wszystko w zastraszającym tempie, nic więc dziwnego, że bardzo szybko opadła sił - nie mogła korzystać z energii, która z niej w mgnieniu oka uleciała.
Dotarła zasapana do windy i wcisnęła odpowiedni przycisk. Mogła zrobić to od razu.
- Ja pierdolę... Kondycha już nie taka. Starość nie radość. Muszę się oszczędzać. - Westchnęła ciężko wkurzona do granic możliwości. Dopiero teraz zauważyła obok niej zdziwionego dzieciaka.
- Ee... siemka. - Powiedziała cicho do chłopca, ale ten tylko stał z rozdziawioną buzią. Sygnał oznajmił przyjechanie windy na żądane przez nią piętro. - To... narka. Ja już pójdę, bo wiesz - zostawiłam żelazko i-
Wycofała się w kierunku pokoi, czując się wybitnie niezręcznie. Bachor będzie mieć traumę do końca życia. No ale taka prawda - czasami trzeba siarczyście przekląć, inaczej się nie da.
Zapukała do drzwi z numerkiem dwieście siedemdziesiąt osiem. Wolała, aby wiadomość nie zawierała w sobie literówki, inaczej skazywałoby ją to na szukanie pomieszczenia wśród setki podobnych.
Powrót do góry
 
Go down
Pavel 'Smuggler' Travitza

avatar
930
#Indywidualista
930


   
Sro Kwi 18, 2018 12:00 am
       
Ziewnął, przeciągnął się i przerzucił kartkę w książce. Wreszcie westchnął z irytacją i odchylił głowę do tyłu.
- Ja pierdole, czy ty nie możesz, kurwa twoja mać, normalnie formować myśli? - spytał z pretensją nieżyjącego już autora. Bo cóż z tego, że obserwacje zawarte w książce były ciekawe, skoro Travitza musiał czasami i po pięć razy czytać jedno zdanie, żeby zrozumieć jego sens. Wreszcie wsadził zakładkę i położył książkę na łóżku. - Dobra, pierdol się. Nie mam teraz humoru.
Sięgnął po paczkę papierosów i podszedł do okna. Szary dym uniósł się w górę, kiedy odpalił fajkę. Teraz to dopiero czuł się jak biznesmen z filmów. Obserwował panoramę Vancouver, rozmyślając jednocześnie o zasięgach swojego biznesu. Który był dosyć niewielki, trzeba przyznać. Ale hej, każdy od czegoś zaczynał, prawda? Zresztą, dobrze się czuł, wracając do akcji. Ostatnich kilka miesięcy nie należało do najprzyjemniejszych.
Z melancholijnych myśli wyrwało go pukanie do drzwi. Jak miło.
Ruszył do drzwi i otworzył, a zaraz po tym parsknął, prawie wypluwając przy tym papierosa.
- O kurwa, jeszcze się jakimś szalem owiń, żeby cię przypadkiem ktoś nie poznał - ach, dzieci i ich zabawy. Otworzył szerzej drzwi i zaprosił ją do środka zamaszystym gestem. - Właź, dziecino. Spokojnie, sprawdziłem, nie ma monitoringu ani podsłuchu - bardzo się starał, aby sarkazm nie wylewał się aż tak mocno z jego wypowiedzi.
Ruszył w głąb pokoju, zajrzał dla pewności do swojej aktówki, a potem wyprostował się i przeciągnął lekko, czekając na odgłos zamykanych drzwi.
- Towar na łóżko. Żadnych sztuczek, bo łapy połamię. Forsa dopiero po sprawdzeniu towaru - rozłożył się wygodnie na posłaniu i założył ręce za głowę, czekając na wykonanie poleceń. Na jego twarz zakradł się wredny uśmiech. - Dużo zapłaciłem za ten pokój, więc można pokorzystać. W barku jest pewnie jakaś whisky albo coś. Poza tym wszyscy są przekonani, że jestem jakimś moskiewskim biznesmenem, który przyszedł na zabawę z kochanką, więc dobrze by było, żebyś posiedziała przynajmniej do wieczora. No dobra, przynajmniej z godzinę. Możesz głośno pojęczeć dla wiarygodnego efektu - zarechotał, a potem otaksował panienkę Chavarríę oceniającym spojrzeniem.
Jak zwykle, bogate dzieciaki były przereklamowane.
Powrót do góry
 
Go down
Bianca Chavarría

avatar
111
#Introwertyczka
Vice-Przewodnicząca Sapphire
111


   
Czw Kwi 19, 2018 11:35 pm
       
Niecierpliwiła się. Samo jej czekanie trwało chwilę, a jednak wydawała jej się ona wiecznością. Zaczęły ją zjadać wyrzuty sumienia. A co jeśli ktoś ją przyłapie? Wtedy cały plan pójdzie z pizdu i jeszcze zawiedzie wszystkich, na których jej zależy...
Już miała odwrócić się i ulotnić, gdy drzwi otworzyły się. Stał przed nią... trap? Nie no, raczej stuprocentowy facet. Lekko starszy od niej - tak na oko. Nie był ani ładny, ani brzydki. Taki sobie. Ale czy dla niej w ogóle było na świecie coś ładnego? To znaczy prócz słodkiej zemsty, ona w odpowiednich warunkach dorównuje pięknem tym wszystkim ekstazom świętych i ich oświeceniom.
- Zamknij ryj. - Warknęła urażona. To, jak się ubrała, było tylko i wyłącznie jej sprawą. Nic mu do tego. - Większy pożytek byłby z ciebie, gdybyś zamiast gęby miał drugą dupę. I nie gadał, tylko pierdział. Jak dalej tak będziesz kozaczył to już nie będzie tak tanio. - Uśmiechnęła się lekko.
Nie czuła się na straconej pozycji. Jasne, gościa praktycznie nie znała, kojarzyła go tylko od jakiegoś dzieciaka ze szkoły, ale to musiało wystarczyć. Nie zamierzała angażować się za bardzo w działalność czarnego rynku. Zresztą co ryzykowała? Nie grzeszyła kształtami jak materiał na rasową striptizerkę. Na pewno nikt by jej nie porwał, chyba że dla żartów.
Weszła do pomieszczenia, bacznie je lustrując podejrzliwym wzrokiem. Hm, zawsze można zwalić wszystko na niego. Tak od biedy. Zresztą sąd zawsze uchylał jej jakiekolwiek areszty, bo choroba, bo trauma, bo tamto, bo siamto. I pewnie póki nie uda jej się zabić człowieka to nadal tak będzie.
Uniosła brew. Niezły typ. Chyba... faktycznie wie, jak zbijać kokosy w tej "branźy".
- Wolałabym, żebyś najpierw dał się przeszukać. Skąd mam wiedzieć, że nie masz przy sobie broni i nie uciekniesz z moim towarem? - Założyła ręce pod piersi. Jeśli chciał, by miała do niego zaufanie, powinien sam je od niej pozyskać. Zresztą, głupia to ona nie była. Nawet niepozornie wyglądający dzieciak może trzymać za paskiem pistolet od tatusia. A chuj raczył wiedzieć, kim ten nieznajomy tak naprawdę mógł być.
- Pojebało? Nie będę tu siedzieć kilka godzin. Gonią mnie inne... - Wstrzymała oddech. Właściwie, jeżeli powie, że udała się na randkę to nawet lepiej. Rodzina z pewnością uwierzy. "Kochani, poszłam w stroju dresa, by nie przyciągać uwagi mediów - taka maleńka chwila wolności sam na sam z moim chłopcem..." Brzmi okej. Trochę kreskówkowo, aczkolwiek ona sama też nie należała do najnaturalniejszych osób. - Właściwie to mogę zostać trochę, jak ci tak zależy. - Machnęła ręką niby niedbale. Nie mogła dać mu do zrozumienia, że nikt jej nie wyczekiwał. Najprawdopodobniej od razu by to wykorzystał. Dać komuś jeden palec to weźmie rękę.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Hotel Maison en Marbre
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Empire State Building

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: