IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 McDonald's

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : 1, 2  Next
Yosuke

avatar
29
#
Szarak
29


   
Nie Lis 06, 2016 10:02 pm
       
Możliwość Pracy Dorywczej

Obecni pracownicy:
Menadżer: ---
Zwykły Pracownik: ---



Jedna z wielu filii znanej na całym świecie linii serwującej fast food. Stojąca w bliskim położeniu od swojego odwiecznego rywala KFC. Urządzona w nowoczesnym stylu, w barwach czerwono złotych. Udekorowany ładnymi tapetami oraz ogłoszeniami z ofertą. Otwarty niemal całą dobę, z uśmiechniętą i uprzejmą obsługą jest przyjemnym miejscem do spędzania czasu oraz zjedzenia smacznego posiłku.
Powrót do góry
 
Go down
Niklaus

avatar
163
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
163


   
Czw Cze 29, 2017 6:07 pm
       
Telefon w kieszeni Nika wydał z siebie krótki dźwięk, powiadamiając właściciela o przychodzącej wiadomości. Co najlepsze, dostał ich już dzisiaj niemałą ilość, a co najgorsze, nie zapowiadało się na to by osoba które je wysyłała - raczyła w najbliższym czasie przestać. Z ust Wraya wydostało się ciche westchnięcie, poprzedzone wyciągnięciem komórki z tylnej kieszeni spodni. Odblokowawszy ekran, wszedł w aplikację, chwilę później odczytując wiadomość. Naprawdę, co tego gościa napadło, by zawracać Nikowi dupę o jakieś durne spotkanie? Rafael od samego rana - ściślej mówiąc od dziesiątej rano - bombardował go prośbami dotyczącymi jakiegoś spotkania. A co najgorsze, nie chciał wyjaśnić w sms'ach, o co mu dokładnie chodzi. Wyznaczył jedynie godzinę i miejsce. Więc co innego Niczka miał niby zrobić? Ubrał się, zjadł na szybko jakieś śniadanie i wyszedł z mieszkania, by spotkać się z tą małą, wredną cholerą twarzą w twarz. Bo przecież wytłumaczenie całej sprawy przez wiadomości było niewykonalne.
    Wysłał Lightwoodowi wiadomość, że jest już na miejscu także ma się sprężać, a następnie wszedł do pomieszczenia, zajmując miejsce przy pierwszym lepszym stoliku. Jeśli ta mała menda nie pojawi się w ciągu piętnastu minut, to Wray własnoręcznie wypruje mu flaki. Wcześniej oczywiście jakże kulturalnie go o tym powiadamiając. Chociaż, może lepiej byłoby, gdyby wziął go z zaskoczenia? No, piętnaście minut, Rafaelku. Zobaczymy, czy się wyrobisz... - pomyślał, przeczesując palcami włosy i rozsiadając się wygodniej na krześle.
Powrót do góry
 
Go down
Anubis

avatar
245
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
245


   
Czw Cze 29, 2017 7:33 pm
       
Istniała pewna zasada, której nie powinno się łamać. Nie używał często telefonu, ale skoro już to robił, to osoba po drugiej stronie mogłaby go łaskawie nie ignorować. Niklaus właśnie balansował na cienkiej granicy. Gdy pół godziny później zorientował się, że jego wiadomości pozostały bez odpowiedzi, postanowił zasypać skrzynkę odbiorczą Wraya. Był uparty i nawet cierpliwy, więc gdy w końcu telefon za wibrował na ławie przed nim, uśmiechnął się półgębkiem. Wymienili kilka wiadomości, po czym chłopak podniósł się z kanapy. Złapał klucze z komody przy drzwiach, które kiedy tylko znalazł się za progiem, zamknął. Droga nie była długa, więc wybrał spacer od komunikacji miejskiej. Czuł, że w tylnej kieszeni spodni coś mu wibruje, ale mógł się domyślić, że to Nik dotarł na miejsce i już się niecierpliwi. Właściwie to powinien zwolnić i kazać mu trochę poczekać za to olewanie go z rana.
Pech dla Rafaela, a szczęście dla trzecioklasisty, że podróż naprawdę długo mu nie zajęła.
Do lokalu wszedł jakieś piętnaście minut po chłopaku. Górując nad wszystkimi wzrostem, rozejrzał się za charakterystyczną czupryną. Gdy go dostrzegł, skrzywił się zauważalnie. Wsunął dłonie do kieszeni jeansów i podszedł do zajmowanego stolika. Wsunął się na krzesło naprzeciwko, wyprostowując swoje długie nogi pod stołem, trącił ciemnowłosego. Obrzucił pusty blat, a potem przeniósł niezadowolone spojrzenie na chłopaka.
Gdzie moje frytki? - zapytał z wyrzutem, zamiast powiedzieć, chociażby zwyczajne "cześć". Każdy miał w końcu jakieś swoje priorytety. I choć jedzenie dla Lightwooda nigdy nie znajdowało się wysoko na liście, to jednak na frytki z Maca z chęcią by się skusił.
Powrót do góry
 
Go down
Niklaus

avatar
163
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
163


   
Czw Cze 29, 2017 8:36 pm
       
Przez całe piętnaście minut Niklaus zastanawiał się, co zrobić temu cholernemu dupkowi, kiedy w końcu się przed nim pojawi. Z czystej krwi i kości. Czy Wray był na niego zły? Ależ skąd, on był najzwyczajniej w świecie wściekły i gdyby tylko mógł, najpewniej zabijałby wzrokiem. Stukał niecierpliwie palcem wskazującym o blat stołu, mrucząc co jakiś czas pod nosem ciche przekleństwa. Obiecuję, że jak Cię w końcu dorwę, to własna matka Cię nie pozna. - warknął w myślach, zerkając co jakiś czas na ciemny wyświetlacz telefonu. Jakby wiedział, że ten prędzej czy później zaświeci się i wyda z siebie ten irytujący dźwięk przychodzącej wiadomości. Mimo to, nic takiego na całe szczęście się nie wydarzyło. Rafael zaprzestał najwyraźniej dalszego bombardowania go bezsensownymi wiadomościami. I bardzo dobrze, bo Wray nie zdzierżyłby chyba kolejnego stukania w klawiaturę.
    Kiedy do jego uszu dobiegł znajomy pisk otwieranych drzwi - personel jakoś nie kwapił się by je naprawić - odwrócił głowę w ich kierunku, od razu dostrzegając znajomą mordę. Cóż, takiego wielkoluda nie dało się przeoczyć. Schował telefon do kieszeni swych spodni, unosząc nieco głowę ku górze, kiedy mężczyzna stanął przed jego stolikiem, w chwilę później siadając na przeciwnym krześle. Jakoś nie wyglądał na osobę, która miała jakiekolwiek problemy, przez które trzeba było pisać od samego rana, co jeszcze bardziej Niczkę zirytowało.
   —  Ja też się cieszę że Cię widzę, Rafaelku. - wypowiedziawszy to zdanie posłał w jego kierunku wredny uśmiech, zaraz jednak wracając do swojej poprzedniej mimiki, czyli takiej, z której niczego nie można było wyczytać. Chociaż, ten dupek i tak pewnie dostrzeże, że Wray'em niemalże nosiło. Był nazbyt dobrym obserwatorem, psia mać.
    — Więc, z jakiego powodu wypisujesz do mnie sms'y od samego rana, co? - zapytał, nie spuszczając z niego swego wzroku.
Powrót do góry
 
Go down
Anubis

avatar
245
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
245


   
Czw Cze 29, 2017 9:13 pm
       
Huhu, ktoś tu miał nie najlepszy humor. Zupełnie nie rozumiał dlaczego. Siedział przez chwilę w ciszy, przekrzywiając głowę i przyglądając się Niklausowi, któremu jeszcze chwila, a para zaczęłaby buchać uszami. Starał się nie zaśmiać. Bardzo się starał, ale nie umiał powstrzymać wypływającego na jego usta kpiarskiego uśmiechu.
Patrząc na chłopaka, aż chciało się zacząć odliczać sekundy do wybuchu, który podejrzewał, że prędzej, czy później nastąpi. I pewnie powinien się jakoś tym przejąć, ale po prostu nie umiał. Koniec końców co mógł mu zrobić? Nawrzeszczeć? Strzelić focha? Strzelić w mordę? A proszę bardzo. Zawsze to jakaś rozrywka. Co prawda nie wiedział, jakie podejście mieliby do ich bójki pracownicy restauracji, ale zawsze to jakaś atrakcja dla przebywających w środku.
Skrzywił się, słysząc zdrobnienie swojego imienia. Czy naprawdę wszyscy musieli to robić? Zapewne tak, skoro byli pewni, że jest to rzecz, która działa na nerwy Anubisowi.
Tak, tak. - Zbył go z rozbawieniem krótkim machnięciem ręki. — To, co z tymi frytkami? - zapytał, niezrażony obojętnością wymalowaną na twarzy kumpla. Boże, ludzie więcej życia.
Oho. I padło to pytanie, na które czekał, a na które po cichu liczył, że jednak się nie pojawi. Odrywając wzrok od twarzy Wray'a, sięgnął po solniczkę, którą zaczął przesuwać po blacie. Przestał na trzy sekundy, spojrzał na ciemnowłosego, który w dalszym ciągu czekał na odpowiedź. Sfrustrowany wyprostował się i przeczesując lewą ręką włosy, wyrzucił.
Nudziłem się. Zamówić ci coś? - odpowiedź była szybka, podobnie jak zmiana tematu, która miała poniekąd ugłaskać Nika. Spojrzał przez ramię na ladę, przy której przyjmowano zamówienia. Kątem oka jednak zerkał na siedzącego naprzeciwko bruneta. Wybuchnie, czy nie wybuchnie. Po chwili parsknął, kręcąc głową z powodu absurdalności całej tej sytuacji.
Powrót do góry
 
Go down
Niklaus

avatar
163
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
163


   
Czw Cze 29, 2017 9:51 pm
       
Niklausowi nie umknęło dziwnie, wręcz pozytywne nastawienie kolegi, co irytowało nastolatka jeszcze bardziej.  Co on sobie myślał, do jasnej anielki? Że zbombarduje go cholerną ilością wiadomości, przyjdzie, zeżre frytki i od tak po prostu wyjdzie, nie wyjaśniwszy Wray'owi po chuj zawracał mu przez cały dzień dupę? Ha! Niedoczekanie, psia mać.
    — Albo mi grzecznie wyjaśnisz o co chodzi, bo szczerze wątpię w to, żebyś zawracał mi głowę tylko po to, aby sobie pogadać o dupie maryny, albo wychodzę. Już i tak jestem wystarczająco sfrustrowany. - warknął, krzyżując dłonie na torsie i grzecznie wyczekując odpowiedzi. Nik nienawidził podobnego zachowania. Nawet głupi by zauważył, że Lightwood najwyraźniej w świecie go zlewa. Albo po prostu chłopaczyna namieszał w swoim życiu i nie chce się do tego przyznać. Nawet przed kolegą. Chociaż, z drugiej strony, ich relacja w ogóle nie przypominała tej "przyjacielskiej", gdzie jeden pomagał drugiemu, kiedy któryś wpakował się bezmyślnie w jakieś bagno, nie potrafiąc później z niego wyjść. Była ona nieco bardziej złożona, składająca się z wielu niezrozumiałych dla osób trzecich - czynników.
    — Leję na Twoje frytki. Nie przyszedłem tu po to, żeby jeść. I dobrze o tym wiesz. - odparł, mrużąc nieco powieki. Zupełnie jakby miało to w pewien sposób zmusić Rafaela do gadania.
   — I radziłbym Ci się pośpieszyć, bo nie mam całego dnia. - No, zacznij śpiewać, Lightwood, bo w przeciwnym razie marnie się to wszystko skończy...
Powrót do góry
 
Go down
Anubis

avatar
245
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
245


   
Czw Cze 29, 2017 10:36 pm
       
Widząc, że chłopak nie jest chętny na zmianę tematu, westchnął. Wrócił na swoje miejsce, prostując się. No i szlag trafił jego pozytywny humor. Wziął z powrotem do ręki solniczkę, którą zaczął przesuwać po blacie stolika. Milczał i robił to tym razem specjalnie, żeby jeszcze bardziej zdenerwować wyprowadzonego z równowagi trzecioklasistę. I teraz, to był ciekaw, co tak naprawdę było tego przyczyną, bo wątpił, żeby chodziło tylko o jego dzisiejszy potop wiadomości.
A dlaczego właściwie w to wątpisz? - zapytał spokojnie. — Może właśnie o to chodziło. Jeśli nie chcesz tu siedzieć, droga wolna. A jak jesteś sfrustrowany, to idź zaruchaj, a nie przelewasz swoje humorki na mnie - od warczał, popychając solniczkę ciut za mocno. Spadła ze stolika, rozsypując zawartość na ziemi. Rafael przeklął pod nosem, podniósł naczynie, a rozsypaną sól kopnął nogą, rozrzucając ją jeszcze bardziej po podłodze. Podniósł wzrok na krzyżującego ramiona Wray'a. Teraz to Anubisowi zaczynały puszczać nerwy, zaciśnięte w pięści dłonie, położył na udach pod stolikiem. Przymknął oczy na dłuższą chwilę, a gdy je otworzył, spodziewał się nie ujrzeć Niklausa naprzeciwko. Nie tylko chłopak wciąż tam był, ale najwidoczniej nie skończył jeszcze naciskać na Rafaela, który naprawdę nie miał mu nic do powiedzenia, oprócz tego, co już mu oznajmił.
Jak mówiłem, nie musisz tu siedzieć, jeśli nie chcesz. - Na siłę go tu przecież nie trzymał. Za fraki też go tutaj nie przyprowadził. To brunet skakał mu do gardła, odkąd jasnowłosy tylko przekroczył próg McDonalda. A szlag by to jasny trafił. Burknął coś pod nosem, obracając głowę w kierunku okna.
Powrót do góry
 
Go down
Niklaus

avatar
163
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
163


   
Czw Cze 29, 2017 11:19 pm
       
I pomyśleć, że Nik był święcie przekonany, że dzisiaj nic nie będzie w stanie zniszczyć jego jakże świetnego humoru. Bo, może trudno w to uwierzyć, ale zanim przylazł do tego cholernego miejsca, wszystko było w jak najlepszym porządku. I nie zanosiło się raczej na to, żeby coś miało mu ten jakże dobry humor zniszczyć. A ściślej mówiąc ktoś. Poza tym, prawda, może Wray niezbyt przepadał za Lightwood'em, ale jeszcze nigdy nie zdarzyło im się pożreć tak naprawdę o byle gówno. Fakt, może w większości było to spowodowane przez jego zachowanie, ale jaki normalny człowiek nie zezłościłby się po tak pokaźnej ilości wysłanych wiadomości? No właśnie, chyba każdy. A co najlepsze, Kai naprawdę zaczynał się zastanawiać nad tym, w jak wielkie gówno wlazł Anubis, że jeszcze tego samego dnia chciał się z nim spotkać. Chyba każdy na miejscu Niklausa zaczynał by się... Martwić? Po prostu. Prychnął dosyć głośno, kiedy usłyszał zdanie, jakie padło z ust jego towarzysza. A skąd niby pan Rafael wiedział, że cała frustracja, która w jednej chwili pojawiła się we Wray'u spowodowane jest brakiem seksu? Jakby na to nie spojrzeć, obojętnie pod jakim kątem - chłopak radził sobie całkiem nieźle nie musząc wyrywać każdego, kogo się da i zaciągać go do łóżka.
    — Gdyby chodziło Ci tylko i wyłącznie o zwykłą pogawędkę, nie zbombardowałbyś mnie tyloma wiadomościami na raz. Co, bałeś się, że jeśli wyślesz ją jedynie raz, to Ci ucieknę? Wystawię? - zapytał, unosząc ku górze prawą brew, nadal nie rozumiejąc takiego a nie innego postępowania ze strony kolegi. Dalszą część zdania wolał przemilczeć, bo komentarz ten, najprawdopodobniej niezbyt przez niego przemyślany, mógłby stworzyć pomiędzy nimi jeszcze więcej kwasu niż dotychczas. A w tamtej chwili nie miał jakiekolwiek siły, żeby skakać Rafaelowi do gardła. Kiedy ten stłukł przypadkiem solniczkę, na twarzy Nika pojawił się delikatny uśmiech. Oho, ktoś tu nie panował nad emocjami. Westchnął ciężko, słysząc kolejne zdanie z ust Anubisa. Co za idiota.
    — Przestań wygadywać głupoty. Jak już przyszedłem, jak mnie o to "poprosiłeś" to zostanę. - mruknął, przeczesując swoje kudły palcami. Zaraz oparł łokcie na blacie stolika, wpatrując się możliwe że nazbyt nachalnie w jasnowłosego.
    — Co powiesz, jeśli zaproszę Cię na piwo? Wiesz, tak... Dla rozluźnienia atmosfery. - wyjaśnił, czekając spokojnie na jego odpowiedź.


Ostatnio zmieniony przez Niklaus dnia Pią Cze 30, 2017 2:10 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
 
Go down
Anubis

avatar
245
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
245


   
Czw Cze 29, 2017 11:54 pm
       
Zmrużył oczy, a w wyobraźni już widział, jak stół pomiędzy nimi odlatuje kilka metrów w bok, po tym, jak spotkałby się z nogą jasnowłosego. I pomyśleć, że jeszcze chwilę temu zastanawiał się, jak mogłaby wyglądać sytuacja, gdyby wdali się w bójkę. Tymczasem z człowieka spokojnego, Rafael w ciągu kilku minut zamienił się skorego do burt awanturnika. Nie lubił być przypierany do ściany, a tak właśnie się czuł obecnie. Osaczone zwierzę, zawsze w formie obrony wybierało atak. Z Anubisem sytuacja była dość podobna.
Serię pytań, które posłał mu Niklaus, przemilczał. Ugryzł się w język, choć korciło go, żeby odpowiedzieć na wiele różnych sposób i każdy był bardziej opryskliwy od drugiego.
Zacisnął szczękę, aż mięsień w policzku drgnął. Oderwał spojrzenie od widoku za okna i spojrzał na Wraya'a. Jego twarz wyrażała zmieszanie. Spodziewał się, że po zaistniałej sytuacji Nik zmyje się stąd w mgnieniu oka. Ten jednak wciąż tu siedział, ba, nigdzie się nawet nie wybierał. Przygryzł policzek od wewnątrz, zastanawiając się, co mógłby powiedzieć.
Z opresji wyrwała go propozycja Nika. Wypuścił wstrzymywane powietrze, nawet nie orientując się, że to robił.
Dobra, niech będzie. Piwo brzmi dobrze.
Powrót do góry
 
Go down
Niklaus

avatar
163
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
163


   
Pią Cze 30, 2017 3:43 pm
       
Sam Wray zastanawiał się dlaczego zaprosił jasnowłosego na piwo, zamiast wyjść najzwyczajniej w świecie z pomieszczenia i wrócić do domu. Jakby na to nie spojrzeć, zawsze mógł się napić w swoich własnych czterech ścianach, unikając przy tym irytujących komentarzy i niechcianych rozmów, którymi Rafael na pewno by go poczęstował. A mimo to, z jego ust wydostało się to krótkie pytanie, które ciągnęło za sobą świadomość tego, że będzie zdany na obecność Lightwood'a przez kolejne... kilka godzin? A może po drodze znowu namnoży się między nimi nieco kwasu i nici ze wspólnego picia? W tamtej chwili to, czy uda im się w ogóle przekroczyć próg jego mieszkania, albo pierwszego lepszego baru, zależało tylko i wyłącznie od nastawienia Niklausa. Chociaż, nie. Nie tylko jego, bo jakby na to nie spojrzeć, Anubis również musiał się uspokoić i nie skakać trzecioklasiście do gardła. Nawet, jeśli to Kai był pierwszym, który podpalił knot od bomby, która na całe szczęście nie zdążyła wybuchnąć.
    — To chcesz się przejść do jakiegoś baru, czy może pójść do mnie do domu? Powinienem mieć w lodówce jeszcze kilka piw. I jeśli mnie pamięć nie myli, to w barku powinna być nienapoczęta butelka whisky. - wypowiedziawszy to zdanie, wstał z krzesła - cholernie niewygodnego swoją drogą - i nie czekając na Rafaela, ruszył powolnym krokiem w stronę wyjścia. Świeże powietrze dobrze im zrobi.
[z/t]
Powrót do góry
 
Go down
Anubis

avatar
245
#Mieszkaniec Riverdale City
Mieszkaniec
245


   
Nie Lip 02, 2017 8:55 pm
       
Rozejrzał się po sali, zastanawiając się, czy ktoś przyjdzie zwrócić im uwagę o śmiecenie. Nie dostrzegając nigdzie nadciągającego kierownika, jeszcze kilka razy machnął nogą, rozsypując bardziej białe drobinki. Niewidoczny bałagan nie można uznać za istniejący.
Wziął głęboki wdech, przeczesując ręką roztrzepane włosy. Gdzie jest to zen, gdy go najbardziej potrzeba. Podniósł się ze swojego miejsca, nie racząc zasunąć za sobą krzesła. Wolał od razu podążyć za trzecioklasistą, wsuwając dłonie do kieszeni spodni. W jednej z nich znajdowały się klucze, którymi to zaczął się bawić, przesuwając jednym pomiędzy palcami.
Cokolwiek. Do ciebie będzie bliżej. - No i alkohol u Wray'a będzie darmowy, więc upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu. Czego oczywiście sam zainteresowany wiedzieć nie musiał, biorąc pod uwagę, że próbowali się nie pozabijać po drodze. Nim wyszedł z lokalu, kupił jeszcze te nieszczęsne frytki. Dopiero wtedy wyszedł z restauracji, rozglądając się za chłopakiem, który daleko nie uszedł. Zrównał z nim krok po kilku minutach.


/zt.
Powrót do góry
 
Go down
Mercury Kyan Black

avatar
6307
#Student Bezpieczeństwa Międzynarodowego
Szkolna Gwiazda / Cullinan
6307


   
Czw Kwi 26, 2018 11:32 pm
       
Też mi coś. Po prostu potrzebowałem chwili na docenienie wspaniałości podobnego pomysłu i jego wizualizację w głowie — powiedział najwidoczniej nieszczególnie przejmując się tym, że jego zmiana zdania mogła zostać odebrana w jakikolwiek negatywny sposób. Dużo głupszą opcją było dla niego usilne trzymanie się swojego zdania i udawanie, że nadal mu się podobało, gdy w rzeczywistości było zupełnie inaczej. Żyj w zgodzie z samym sobą, aha. Głębokie sentencje na wieki.
Planujesz jakiś tatuaż? Masz już coś konkretnego w głowie? — zapytał wyraźnie zainteresowany, nieznacznie się prostując. Jakby nie patrzeć, sam był posiadaczem trzech dziar. Póki co nie planował kolejnych, ale kto wie co zamierzała przynieść przyszłość. Być może któregoś dnia wpadnie mu do głowy pomysł na coś nowego i momentalnie uda się do swojego sprawdzonego studia tatuażu, by po raz kolejny ozdobić którąś z części ciała.
Paige, ty tak poważnie? Przecież znaliśmy się w gimnazjum — powiedział zaraz mierząc go oceniającym spojrzeniem w milczeniu. Być może nie była to znajomość życia i przez większość czasu po prostu kiwali sobie głową na przywitanie czy wymieniali się pojedynczymi słowami gdy rozpoznali się na ulicy, ale nadal ciężko byłoby nazwać mu Alana kimś kompletnie obcym.
Kompletnie obcych ludzi zwyczajnie ignorował i nie zapamiętywał ich twarzy.
Mina Mercury'ego świadczyła o tym, że blondyn właśnie wkroczył na niezwykle niebezpieczny grunt. Black był osobą na tyle rozpoznawalną, że nienawidził gdy się o nim zapominało w jakikolwiek sposób.
"Czy to znaczy, że nie mam co liczyć na własne zwierzę?"
Moich ci za mało? Chyba zdajesz sobie sprawę, że jeśli zamierzamy ze sobą zamieszkać, wszystkie idą z nami. No chyba że naprawdę bardzo byś chciał... sam nie wiem — wyglądał na rozdartego. Zabawne, że tak prosty żart mógł wywołać podobne rozterki w młodym Mercurym. Jak widać hipokryzja weszła mu w krew na tyle, by sam mógł mieć dowolną ilość zwierząt. O inne natomiast miał być chorobliwie zazdrosny. Aczkolwiek pewnie gdyby wybierali go razem - i tak koniec końców traktowałby futrzaka jak oczko w głowie.
"Albo mam klucze w kieszeni, albo cieszę się, że cię widzę, kocie."
Zamruczał ocierając się policzkiem o jego włosy i dmuchnął w nie ciepłym powietrzem, rozwiewając nieznacznie kosmyki na boki. Nawet jeśli miał w tym momencie ochotę na zupełnie inne czynności poza spokojnym siedzeniem mu na kolanach, nie było opcji by uskuteczniał cokolwiek w publicznym autobusie.
Ufam ci Paige, nie spierdol tego — powiedział w odpowiedzi na kolejną zaczepkę o niebezpiecznych miejscach. Przez chwilę pozwolił sobie na wyobrażenie samego siebie w śmiesznych okularach i parsknął śmiechem w rezultacie. Gdy tylko wyczuł delikatny dotyk na swojej dłoni splótł z nim palce, patrząc za okno i westchnął krótko. Ich przystanek był coraz bliżej.
Pierwsza wycieczka komunikacją miejską za mną. Maioris, idziemy — zszedł z kolan Alana, by dać mu chwilę na złapanie kociąt i sam ustawił się przy drzwiach balansując na nogach. Niechęć do złapania się barierki pozostawała tak samo mocna co na początku. Gdy w końcu opuścił autobus, odetchnął z ulgą kręcąc na boki głową. Nigdy więcej. Nie dopóki nie zajdzie absolutna konieczność.
To chyba było gdzieś tu? — powiedział rozglądając się na boki. Z perspektywy zwykłego, szarego zjadacza chleba całe miasto zdawało się wyglądać inaczej.
Więc to tak plebejusze widzą Riverdale City...


Powrót do góry
 
Go down
Alan Hayden Paige

avatar
3622
#Młodzież
Barman / Mechanik
3622


   
Nie Kwi 29, 2018 5:24 pm
       
Zastanawiałem się nad tym, ale nie mam jeszcze konkretnego pomysłu. Myślałem, że na pierwszy ogień dobrze będzie wziąć coś prostego. Poza tym, że nie mam jeszcze pomysłu, to przyjemność, na którą muszę odłożyć trochę kasy, zwłaszcza że niekoniecznie uśmiecha mi się to, żeby ktoś dźgał mnie igłą w pierwszym lepszym miejscu. ― Może jeszcze kilka lat temu nie miałby z tym problemu i dałby wydziarać się jakiemukolwiek znajomemu, który chciałby poćwiczyć rozwijanie swojej pasji dla zabawy, obecnie miał nieco więcej oleju w głowie, nawet jeśli ten przemawiał przez niego tylko w nielicznych sytuacjach. Wciąż nie potrafił całkowicie odciąć się od rzeczy, które napędzały adrenalinę i narażały niego życie na ryzyko. ― Jeśli masz jakieś rady, to śmiało. Zdaje się, że masz już doświadczenie w tej kwestii i udało ci się nie złapać żadnego gówna ― parsknął, opuszczając spojrzenie na wysokość jego bioder – to właśnie tam jego zdaniem widniał jeden z najciekawszych tatuaży na ciele chłopaka, choć może jego uwagę przyciągało właśnie jego umiejscowienie.
Kącik ust Paige'a uniósł się lekko, wykrzywiając jego usta w dość perwersyjnym uśmiechu. Trudno było uwierzyć, że w tym momencie wciąż myślał o ozdabianiu własnego ciała, jednak sam fakt, że w ogóle poprosił czarnowłosego o radę, świadczył o tym, że udało mu się wychwycić wcześniejsze zainteresowanie w jego głosie.
„Paige, ty tak poważnie?”
I tyle z zainteresowania, co?
Jasnowłosy przechylił głowę na bok, jak nierozumiejące polecenia szczenię, choć jego twarz nie była na tyle urokliwa, by brunet z miejsca miał zapomnieć o tym drobnym wyrzucie.
Głównie z widzenia. Każdy z nas żył w swoim własnym świecie. ― Wyglądało na to, że oboje mieli dwa różne podejścia do relacji. Blondyn miał spore braki w interpretowaniu stopnia zażyłości – jakby się nad tym zastanowić, poza Cullinanem w jego otoczeniu nie było nikogo szczególnie bliskiego ani kogoś, z kim wychodziłby częściej niż byłoby to konieczne. Ludzie lubili go albo nie znosili, ale niezależnie od ich podejścia, Alan nie wyglądał na kogoś, kto chętnie stawiał kroki poza ramy niezobowiązujących znajomości. Trudno było stwierdzić, czy podobna samotność nie była dla niego żadną przeszkodą, czy może był na tyle dobry w ukrywaniu niedociągnięć swojego życia.
„Moich ci za mało?”
Ciemnooki nie odpowiedział, choć wiedział, że zwierzęta Blacka były jego zwierzętami. Prędko jednak zapomniał o całym temacie, gdy ciemnowłosy zaczął plątać się w swoich słowach, nieświadomie odbiegając od głównego tematu – a przynajmniej skutecznie odciągając od niego Alana, który z jakiegoś powodu uniósł brwi w niemym zaskoczeniu, ale jednocześnie nie potrafił zapanować nad zadowolonym uśmiechem, który niby to bez przyczyny pojawił się na jego ustach. Zupełnie jakby uzewnętrzniona przez chłopaka walka z samym sobą wywoływała w blondynie szczere rozbawienie.
Chcesz ze mną zamieszkać? ― Nie mógł powstrzymać się od złapania go za słowa, które w tym momencie wydawały się mieć kluczowe znaczenie. Niby nie powinno być w tym nic dziwnego, jednak nigdy wcześniej żadne z nich nie poruszało podobnego tematu. ― W takim razie miałbym już zwierzę ― dodał żartobliwie, odnosząc się do bruneta. Zresztą z każdą chwilą coraz bardziej upodabniał się do mruczącego futrzaka. Zwłaszcza, gdy tak ochoczo ocierał się o niego, nie zważając na otoczenie. W odpowiedzi jasnowłosy objął go mocniej aż do momentu, w którym wreszcie znaleźli się na miejscu. Wtedy też odczekał chwilę, by swobodnie móc zgarnąć kocięta, które musiały być już cholernie zmęczone ciągłym przerywaniem ich snu. Teraz jeszcze na domiar złego czekało je kolejne nieprzyjemne zderzenie z zimnem na zewnątrz. Zresztą nie tylko one miały na tym ucierpieć.
To chyba ten budynek? ― Po krótkich oględzinach okolicy wskazał na miejsce kawałek dalej, gdzie szyld głosił, że to właśnie tam udzielano pomocy zwierzętom. Miał nadzieję, że dotarli we właściwe miejsce.
― ― ― ― ― ― ― ― ―

To co, czas na punkt kulminacyjny? ― spytał, gdy znaleźli się na zewnątrz tuż po wyjściu z kliniki, w której zostawili porzucone kocięta w odpowiednich rękach. Miał nadzieję, że Mercury nie zdążył zapomnieć o zaoferowanym przez blondyna obiedzie, zwłaszcza że niedaleko miejsca, w którym obecnie się znajdowali, stał budynek prawdopodobnie najsłynniejszej od wielu lat sieci fast foodów. Alan nie miał najmniejszego zamiaru odpuszczać sobie sytego, niezdrowego posiłku po tych wszystkich atrakcjach dzisiejszego dnia. Jego żołądek zdążył zresztą przypomnieć o sobie, zanosząc się cichym burczeniem, które na całe szczęście nie wybijało się ponad dźwięki silników przejeżdżających obok samochodów.
Rozejrzał się dookoła z niemałym zainteresowaniem, chcąc określić, w którą stronę powinni się udać. Odetchnął też głębiej przez nos, nawet jeśli nie było realnej szansy na to, by to właśnie za sprawą węchu miał trafić na miejsce. Jednak znajdowali się w centrum i w gruncie rzeczy nie musieli przejmować się tym, że czegoś nie uda im się znaleźć – wszystko było na miejscu, a ludziom, którzy byli w stanie rozpoznać Blacka i których nie brakowało, mogło wkrótce wydać się dziwnym, że mając do wyboru tyle poważanych restauracji dookoła, kierował się właśnie do McDonald's.
Chcesz cały zestaw? Samą kanapkę? ― upewnił się zawczasu, kiedy skinieniem głowy wskazał odpowiedni kierunek i ruszył przed siebie. To, co jeszcze do niedawna mogło zostać uznane za żart albo coś nadającego się do pójścia w niepamięć, nagle przybrało formę rzeczywistości i przypomniało czarnowłosemu o tym, na co sam się zgodził i z czego Hayden był wyraźnie zadowolony. ― Nie pamiętam tylko, czy pozwalają na wprowadzanie psów, ale w razie czego są też miejsca na zewnątrz. ― Szkoda tylko, że to nie była odpowiednia pora roku, żeby przesiadywać na świeżym powietrzu, szczególnie jeśli pod kurtką miało się zaledwie cienki podkoszulek. Zabawne, że kiedy tylko o tym wspomniał, jego organizm zaprotestował, wywołując u niego mimowolne kichnięcie, choć blondyn szczególnie się nim nie przejął, uznając, że zakręciło go w nosie w nieodpowiednim momencie. ― Ewentualnie możemy zgarnąć jedzenie na wynos. Skoro już się przełamałeś, mogę pozostawić ten wybór tobie.
Charakterystyczne M już niedługo znalazło się w polu ich widzenia.



I DON'T CHASE AFTER ANYONE. IF YOU WANNA WALK OUT OF MY LIFE,
I WILL OPEN THE DOOR FOR YOU.
Powrót do góry
 
Go down
Mercury Kyan Black

avatar
6307
#Student Bezpieczeństwa Międzynarodowego
Szkolna Gwiazda / Cullinan
6307


   
Czw Maj 24, 2018 11:25 am
       
Więc chcesz sobie zrobić tatuaż dla samego faktu zrobienia tatuażu, bo nie masz żadnego szczególnego pomysłu, ale jednocześnie jesteś na tyle inteligentny by mimo wszystko nie pchać się pod igłę. Poczekasz aż znajdziesz sobie wzór, na którego widok stwierdzisz "To właśnie w nim chcę się pokazywać całe życie" i wtedy usiądziesz z dumą na fotelu, pozwalając bym trzymał cię za rękę na wypadek gdybyś miał mdleć? — zapytał zaczepnie, puszczając mu oko. Szczerze wątpił, by Paige faktycznie miał mdleć na widok igieł, ale nie mógł odpuścić sobie tego drobnego żartu. Przez chwilę rozważył nawet podsunięcie mu w tym samym rozbawionym tonie, by wytatuował sobie jego imię, ale ostatecznie zrezygnował nie uznając tego za wystarczająco śmieszne.
Zabiorę cię do jednego z najlepszych studio tatuażu w Kanadzie. Niemniej od razu uprzedzę, że nie mają niskich cen. Ale bez wątpienia każdy cent jest wszystkiego wart. Mają cały szereg tatuażystów, którzy są gotowi konsultować twój pomysł i zmieniać go w każdym momencie. Nie musisz nawet do nich dzwonić czy jechać, wystarczą maile. Wszystkie projekty podsyłają ci na bieżąco i rysują je sami, na indywidualne zamówienie. Dzięki temu nie obudzisz się któregoś dnia na ulicy w Las Vegas, widząc obok siebie trzy inne osoby z dokładnie takim samym wzorem. No i dbają o higienę jak nikt inny. Najwyższy standard, szeroki przekrój stylów — nawet nie zdawał sobie sprawy, że tak bardzo się rozgadał, gdy przyszło co do czego. Jakby nie patrzeć Mercury był niezwykle mocno przywiązany do dzieł sztuki zdobiących jego ciało i zależało mu na tym, by Alan trafił równie dobrze co on. By nie musiał się przejmować czy igła, którą właśnie go ukłuli była wcześniej zidentyfikowana, czy też będzie musiał wykonać sobie dodatkowe badania na HIV. Wkręcił się w temat na tyle, by kompletnie zignorował spojrzenie Paige'a zawieszone na poziomie jego bioder, nie będąc nawet w stanie połączyć go z czymkolwiek perwersyjnym. Black potrafił być czasem niewinny niczym dziecko. Wyjątkowo rozgadane i pogrążone w marzeniach dziecko.
"Każdy z nas żył w swoim własnym świecie."
To akurat prawda — powiedział bardzo powoli, przeciągając każde ze słów. Nie można było powiedzieć, by faktycznie byli ze sobą blisko w jakikolwiek sposób. Jakby nie patrzeć, nawet sam Mercury dowiedział się jak ten wiecznie pobity blondyn ma na imię, dopiero za jakimś czterdziestym razem. Był zbyt zajęty swoją osobą i sprawami, by zwracać uwagę na mniej znaczące jednostki z okolicy. Kto by pomyślał, że ta mniej znacząca jednostka zmieni się w jedną z najważniejszych osób w jego życiu? Gdyby ktoś próbował mu wcisnąć podobną informację kilka lat wcześniej, jak nic by ją wyśmiał.
Oczywiście, że chcę. Ty nie chcesz? — w jego głosie pojawiło się coś nowego. Niepokój. Był to jeden z tych momentów, w których wieczne Alanowe robienie sobie żartów ze wszystkiego co się rusza obracało się przeciwko Mercury'emu. Nawet jeśli chłopak przez większość czasu zachowywał niezachwianą pewność siebie, nigdy nie mógł powiedzieć by był w stu procentach pewien tego jak podchodzi do niego Paige i gdzie wylądują w przyszłości. Nie posądzał go o to, że się nim bawi, ale nadal nie wiedział też do jakiego stopnia był gotów się poświęcić dla relacji z Kyanem. Który nie zamierzał mieszkać całe życie w rezydencji, a czas ukończenia liceum zbliżał się wielkimi krokami. Wraz z nim, gdzieś przed oczami pojawiła się wizja usamodzielnienia. Do tej pory miał nadzieję, że uda im się wkroczyć w nią razem, ale teraz przez ułamek sekundy zwyczajnie zwątpił.
"W takim razie miałbym już zwierzę."
Woof woof — rzucił ironicznie, nie pozwalając by niepokój całkowicie nim zawładnął. Nie to było teraz najważniejsze.

― ― ― ― ― ― ― ― ―

Budynek McDonald's kompletnie go nie przekonywał. Był po prostu paskudny. Kojarzył mu się z biedotą i klaunami. Spójrzcie tylko na te kolory, absolutny brak gustu.
Cokolwiek chcesz — powiedział bez większego przekonania pozostawiając decyzję Haydenowi. Spojrzał na Maiorisa, poklepując go kilka razy po łbie.
Spokojnie to mądre psisko. Poczeka na nas przy wejściu — powiedział z pełnym przekonaniem, nie wątpiąc w wychowanie swojego pupila.
Skoro już tu przyleźliśmy, zjedzmy na miejscu — powiedział coraz bardziej przybliżając się do budynku. Gdy jednak znaleźli się zaledwie kilka metrów od wejścia zatrzymał się z wyraźnym zdegustowaniem na twarzy, pocierając nos dłonią.
Jesteś pewien, że to dobry pomysł Paige? Nie pachnie tu zbyt dobrze. Właściwie to śmierdzi spalonym olejem, nieświeżym serem i mięsem wątpliwej jakości — wbił w niego czujne spojrzenie. Chyba nie chciał go otruć? Skoro jednak dziesiątki ludzi siedziały w środku i nikt jeszcze nie wymiotował pod siebie to raczej nie mogło tu być aż tak źle... prawda?


Powrót do góry
 
Go down
Alan Hayden Paige

avatar
3622
#Młodzież
Barman / Mechanik
3622


   
Czw Maj 24, 2018 10:52 pm
       
Dokładnie tak. ― Pokiwał głową, choć nie dlatego, że teoria na temat jego chęci zrobienia sobie tatuażu była prawdziwa, a dlatego, że była lepsza niż żadna. ― Jeśli jesteś aż tak zaangażowany, możemy któregoś dnia zastanowić się, jaki wzór byłby ciekawy. Ale żadnych imion, Black ― zaśmiał się pod nosem. Zupełnie jakby czytał mu w myślach. ― Nie mam zamiaru mdleć, ale możesz potrzymać mnie za rękę. Wiem, że to lubisz. ― Uniósł kącik ust w pewnym siebie uśmiechu, zaczepnie trącając wierzchem dłoni rękę bruneta. Później uważnie wsłuchał się w dalszy przekaz, choć w którymś momencie mimowolnie zawiesił wzrok na jego ustach, przez co całe wrażenie tego, że w ogóle go słuchał, zaczynało się ulatniać.
Trudno było nie myśleć o tym, jak uroczy był fakt, że Merc do tego stopnia dbał o to, żeby nie żałował swojej decyzji. Nic dziwnego, że kiedy tylko skończył mówić, Hayden pochylił się w jego stronę i nie zważając na otoczenie, pocałował go tak, jakby już wcześniej długo się przed tym powstrzymywał. W końcu nie chciał przerywać jego monologu.
Mhm, tak zrobimy ― wymruczał, gdy wreszcie odsunął się od niego z niemałym ociąganiem, niszcząc całą niewinność sytuacji. Zdecydowanie nie powinien wyglądać na tak skupionego.
„Ty nie chcesz?”
Chcę ― stwierdził bez zastanowienia, nawet jeśli nie nastawiał się, że już w najbliższym czasie mieli wynająć wspólne mieszkanie, jednak nie wątpił, że z Blackiem byłoby mu po prostu dobrze. Obecność Cullinana stała się dla niego na tyle naturalna, że równie dobrze mógłby kłaść się z nim do łóżka każdej nocy i mieć okazję do częstszego przebywania w jego towarzystwie niż obecnie, jednak pojedyncze zapewnienie sprawiło, że nie musiał mówić nic więcej. Przynajmniej tak mu się wydawało.

― ― ― ― ― ― ― ― ―

„Cokolwiek chcesz.”
Nie mógł wymagać od Blacka za wiele i dlatego też nie miał mu za złe, że nie przyczynił się do pomocy w podjęciu bardziej konkretnej decyzji. Paige przez cały czas miał na uwadze, że zaciągnął w podobne miejsce ewenement, który jeszcze nigdy nie zapchał się fast foodem.
Więc cały zestaw. Zresztą chyba jeszcze nigdzie nie jadłem lepszych frytek. Nie wiem jak oni to robią ― stwierdził i wyglądało na to, że był wręcz przekonany, że nigdzie na świecie nie było lepszych, choć mówiono tu o pokrojonym i usmażonym ziemniaku.
„Jesteś pewien, że to dobry pomysł Paige?”
Blondyn przystanął dopiero, gdy wyprzedził go o dwa kroki. Okręcił się na pięcie z pytającym wyrazem, który wymalował się na jego twarzy, jakby z początku nie rozumiał, w czym problem. Dla niego przekroczenie progu znanego wszystkim lokalu nie stanowiło żadnego problemu, tymczasem Mercury wyglądał tak, jakby właśnie postawiono go u bram piekła, kiedy jeszcze zaciekle chciał trzymać się swojego życia.
Dlatego spytałem, czy nie wolisz, żebyśmy wzięli na wynos. Od jednego hamburgera jeszcze nikt nie umarł, Black ― rzucił, obrzucając go dość pobłażliwym spojrzeniem, gdy zbliżył się o krok, wyciągając rękę w zachęcającym geście. Zanim jednak brunet zdążył zareagować, palce blondyna już zacisnęły się na jego nadgarstku, jakby uznał, że siłą będzie łatwiej zmusić go do wejścia do środka. ― Jeśli ci nie zasmakuje, to zjem za ciebie. Jeśli będziesz chciał jednak wyjść, to wyjdziemy. Najwyżej znienawidzisz mnie do końca życia, a potem na złość kupisz sobie burżujski obiad, który będziesz jadł na moich oczach ― zaśmiał się pod nosem, zaraz odwracając się w stronę wejścia i pociągając chłopaka za sobą. Zadowolony wyraz w ułamku sekundy zniknął z jego twarzy, choć kiedy spojrzał na Cullinana z ukosa, w ciemnych tęczówkach wciąż czaiło się rozbawienie. ― Żartuję. Nie rób tego.
Gdy znaleźli się przed drzwiami, które rozsunęły się automatycznie, Hayden nawet nie próbował wyobrażać sobie, co w tym momencie musiał czuć Mercury. Dał chłopakowi chwilę na odstawienie Maiorisa, jednocześnie przesuwając wzrokiem po oświetlonych tablicach z ofertą. Zrobił to tylko dla zasady, od samego początku wiedząc, czego dokładnie chciał.
Dzień dobry. Zapraszam do kasy.
Drobna kasjerka, która właśnie skończyła obsługiwać klienta, niemalże natychmiast zauważyła dwóch chłopaków, którzy wchodzili do środka. Jej nagły zapał nie wydawał się być przypadkowy – zresztą nie można było mówić o przypadku, gdy miało się do czynienia z jedną z najbardziej znanych osób w Riverdale City. Aparycja Blacka była na tyle charakterystyczna, że już kolejny raz tego dnia został trafnie skojarzony, jednak ku zawodzie młodej dziewczyny w dość mało szykownym stroju z literą M na piersi, to nie czarnowłosy miał tu przemawiać.
Dzień dobry. Poproszę dwa zestawy z kanapką drwala. Swoją drogą, mam nadzieję, że wasza wołowina jeszcze biega gdzieś za budynkiem. Nie chcemy tu byle bydła sprzed tygodnia ― odparł, starając się zachować należytą powagę, choć jedynie Mercury na tym etapie był w stanie stwierdzić, że Alan po prostu się droczył i sądząc po minie kobiety, która nie wiedziała, czy powinna zawołać kierownika czy jednak zostać i móc poprzyglądać się ważnej osobistości z bliska, szło mu to całkiem nieźle.



I DON'T CHASE AFTER ANYONE. IF YOU WANNA WALK OUT OF MY LIFE,
I WILL OPEN THE DOOR FOR YOU.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
McDonald's
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: