IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pokój nr 69

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : 1, 2  Next
Gość

avatar
#Gość


   
Czw Paź 27, 2016 5:23 pm
       
Pokój jak każdy inny w tym akademiku. Dwa łóżka, dwie szafy, dwa biurka i drzwi do łazienki. Meble są wykonane z ciemnego drewna, na podłodze leżą jasne panele, a ściany są niebieskie, o bliżej nieokreślonym odcieniu.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Czw Paź 27, 2016 5:32 pm
       
I tak oto rozpoczął się rok szkolny. Przepych tej placówki już na wstępie go przytłoczył. Na szczęście, w ciągu kolejnych godzin zaczął się powolutku z tym wszystkim oswajać i kiedy już przyszło do wprowadzania się do akademika, chłopak jakimś cudem sam błądził korytarzami w poszukiwaniu odpowiedniego numeru. O dziwo, nie zajęło mu to aż tak długo, biorą pod uwagę panujące tu zamieszanie i przepychanki. Przed drzwiami z numerem 69 stanął jakoś po półgodzinie poszukiwań.
Niepewnie rozejrzał się raz jeszcze po korytarzu i wyjął z kieszeni klucz, na którym sprawdził numerek. Odkąd zaczął zmniejszać sobie dawki leków, stał się jakby bardziej strachliwy.
Nie. To się nie uda. Muszę wrócić.
Wsunął niepewnie klucz do dziurki, ale wtedy sobie o czymś przypomniał. Natychmiast puścił metalowy przedmiot i zapukał do drzwi. Jego współlokator w końcu mógł tam już być, więc wypadało to najpierw sprawdzić. Kiedy nie doczekał się odpowiedzi, przekręcił klucz i wszedł do pokoju. Po pobieżnym przyjrzeniu mu się, zajął najbliższe łóżko i zaczął się powoli wypakowywać. Oczywiście, był gotów przenieść się w inne miejsce, jeśli współlokator będzie chciał to.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Czw Paź 27, 2016 6:06 pm
       
Pomimo zaleceń lekarzy i całej tej poważnej rozmowy z Darkówną, Remi wyszedł ze szpitala już następnego ranka. Oczywiście pierwsze kroki skierował do domu, ale tam zastał tylko swoją kostkę ze spakowanym całym dorobkiem (trochę ubrań, kilka płyt i inne nic nie warte śmiecie) oraz wystającą z niej kartką urodzinową w której pięknym, zawijanym pismem jego matka oznajmiała mu, że są kwita i już u niej nie mieszka. Tylko i aż tyle dostał na swoje dziewiętnaste urodziny.
To właściwie nie był nawet szok. Spodziewał się, że taki dzień nadejdzie, chociaż może liczył na to, że po kłótni z Nat los oszczędzi mu kolejnych problemów. Jednak nic nie mógł z tym zrobić, bo przecież jego ukochana mamusia wyszła do pracy, a nawet jak wróci to nie zamierzałaby dyskutować z dzieckiem. Nie mając lepszego planu, Francuz skierował się w stronę szkoły - skoro i tak miał załatwiony pokój w akademiku, mógł pozostawić przejmowanie się tą nagle osiągniętą dorosłością na trochę późniejszy termin.
Zanim dotarł na piechotę do Riverdale, wszyscy zdążyli dawno poodnajdywać się na kampusie. Ostatnie łóżko w męskim przypadło mu w pokoju numer sześćdziesiąt dziewięć - numerze tak jednoznacznie kojarzącym się, że pomimo podłego nastroju chłopak uśmiechnął się lekko, gdy odbierał kluczyk. Bez zwlekania odnalazł odpowiednie drzwi i otworzył je, tylko po to by za chwilę zamknąć i rozejrzeć po korytarzu.
To męski, co nie? Przysiągłbym, że...
Potrząsnął głową. Był zmęczony, do tego nowa dawka przeciwbólowych wciąż go otumaniała, więc nic dziwnego, że mu się coś przewidziało. Z westchnięciem otworzył drzwi jeszcze raz i od razu utkwił wzrok w małej, bladej istotce, która układała coś w szafie. Nawet pomimo krótkich włosów i chłopięcego stylu Lunatyk na pierwszy rzut oka pasował bardziej na zaniedbaną dziewczynkę, niż faceta. Słodką, biedną i niekochaną dziewczynkę o ogromnych, smutnych oczach i...
Czy to jakiś żart?
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Czw Paź 27, 2016 6:30 pm
       
Lunatyk ułożył ostrożnie plecak na łóżku i rozpiął w nim zamek by Alex mógł się swobodnie wydostać. Dzieciak uniósł materiał i uśmiechnął się delikatnie do szczura.
- Jesteśmy na miejscu - oznajmił i zmrużył oczy, uśmiechając się szerzej.
Później powolutku zaczął wyjmować swoje ubrania z walizki i przekładać je do szafy. Nie miał tego za wiele, więc nawet ze swoim ślimaczym tempem jakoś sobie poradził i zabrał się za resztę rzeczy. Zaniósł kosmetyki i ręcznik do łazienki, gdzie upakował je gdzieś w kącie, gdzie nie rzucały się zanadto w oczy. Kiedy cały jego niewielki dobytek był dyskretnie rozlokowany, albinos ukląkł na podłodze koło łóżka i zaczął pod nim grzebać.
Luźna deska? Jakaś szczelina? Cokolwiek...
Musiał jak najszybciej znaleźć jakąś kryjówkę dla swoich skarbów. Nie ufał na tyle osobie, z którą miał mieszkać by pozwolić jej znać lokalizację jego prochów. One były tylko jego i nie zamierzał ich oddawać. Kombinował tak przez kilka minut, gdy nagle usłyszał za sobą otwierające się drzwi. Natychmiast cofnął się i klapnął na tyłku, wbijając wielkie szare oczy w osobę, która na moment mignęła mu w drzwiach.
Co?
Wszystko wydarzyło się tak szybko, że Norweg zupełnie nie ogarnął, co się dzieje. Nawet nie drgnął. Siedział tak samo i gapił się na drzwi, gdy Remi po raz kolejny się przez nie wychylił. Lunatyk nic nie powiedział. Po prostu wlepiał w Remiego niepewne, pytające spojrzenie i czekał na jego ruch.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Czw Paź 27, 2016 6:46 pm
       
Jak długo by się nie przyglądał, Remi za cholerę nie miał pewności czy to na co patrzył było tej samej płci co on czy może faktycznie przeciwnej. A brak odzewu ze strony Lunatyka wcale nie pomagał mu szybciej podjąć decyzji. Nie żeby miało to jakikolwiek wpływ na jego nowe miejsce zamieszkania, bo przecież wyraźnie powiedziano mu, że to ostatnie wolne łóżko w akademiku. Ale mimo to rudzielec zdążył zafiksować się na rozważaniach w tym temacie na tyle, że pewnie i resztę dnia spędziłby w progu z mało inteligentnym wyrazem twarzy, gdyby jego uwagi nie odwróciło ciche popiskiwanie w torbie współlokatora. Jasne oczy powędrowały w stronę rozczulającego, maleńkiego pyszczka, którego widok momentalnie rozjaśnił twarz francuza. Facet miał słabość do zwierząt, a zwłaszcza tych słodkich i dających się przytulać czy brać na rączki.
Ciekawe co u Sal.
Ciekawe co u Vivs...

I... tyle było z jego jakkolwiek pozytywniejszego nastroju. Remi z ciężkim westchnięciem wszedł do środka i już nie przejmując się kolegą(?) rzucił plecak pod wolne łóżko, samemu kładąc się na nim z glanami na nogach. Nie bawił się w rozpakowywanie, bo przecież nie wiedział ile tu zabawi. Nie zamierzał nagle zacząć przykładać się do nauki, nawet jeśli od miejsca w szkole zależał jego nowy dach nad głową. Właściwie to po rozmowie z Darkówną już zupełnie nic nie zamierzał robić - i tak nic nie miało sensu, nie na dłuższą metę.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Czw Paź 27, 2016 6:57 pm
       
Gapiła się tak na Remiego jeszcze przez dłuższą chwilę zanim postanowił jakoś przejąć inicjatywę.
- Cześć? - pisnął niepewnie. Powitanie było tu chyba bardzo na miejscu, ale Lunatyk nigdy nie mógł mieć pewności, że jednak czegoś nie zepsuje.
To z nim mam mieszkać? Ciekawe, kto to. Ciekawe, jaki jest.
Podążył za wzrokiem rudzielca, gdy ten widocznie się rozpogodził po odwróceniu oczu od albinosa. Lunatyk również się uśmiechnął, widząc drepczącego po posłaniu szczura.
- To Alex... Może tu mieszkać? - Początkowa radość spowodowana względnie pozytywną reakcją Francuza szybko została zalana nową falą niepokoju. Remi mógł przecież nie życzyć sobie zwierząt w pokoju, a Andersen nie chciał... nie. Lunatyk NIE MÓGŁ oddać Alexa. Co on bez niego zrobi? Chłopak bez tego futrzaka się zwyczajnie załamie.
Dlatego też ponownie wbił w rudzielca błagalne spojrzenie i nie spuszczał z niego oczu nawet wtedy, gdy Francuz postanowił udać się na swoje łóżko.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Czw Paź 27, 2016 7:13 pm
       
- Hmm? - wyrwany z marazmu, zaskoczony tym, że w ogóle ktoś się do niego odezwał, Rem nieco za szybko odwrócił głowę w stronę Lunatyka i momentalnie złapał się za szyję, czując jak pomimo leków jego świeża, zupełnie niezagojona rana daje o sobie znać przy byle gwałtowniejszym ruchu. Jakby tego było mało, odsuwając dłoń zobaczył na niej ślady krwi... Nie były na tyle duże by mogły świadczyć o zerwaniu szwów, jednak już sama ich obecność nie oznaczała nic dobrego. Co oczywiście nie oznaczało, że chłopak zamierzał się mocniej nimi przejmować. Właściwie to jedynym co go naszło było poczucie ulgi, że nie ma obok Natalie. Przecież by go chyba zabiła na miejscu... Albo gorzej! Zawsze mogłaby powiedzieć "a nie mówiłam?"!
- Alex... - powtórzył Francuz, rozglądając się po pokoju, zanim na nowo wypatrzył pupila kolegi.
- Ah... jasne. - mruknął, a kiedy wrócił spojrzeniem do wpatrzonych weń, wielkich ocząt, nawet nie zauważył, gdy zaczął się rumienić. Nigdy dotąd nie czuł się w ten sposób - jak ktoś starszy i silniejszy, ktoś kogo zdanie się naprawdę liczy. Może się to wydawać dziwne, ale do tej pory jakoś zawsze trafiał na ludzi, którzy mieli o niebo więcej siły przebicia od niego, nawet jak byli młodsi.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Czw Paź 27, 2016 7:40 pm
       
Lunatyk aż podskoczył, gdy chłopak momentalnie złapał się za szyję, jakby coś sobie zrobił. Remi nie musiał się tu krzywić i syczeć z bólu by chłopiec zorientował się, że coś jest z nim nie tak. Z resztą, im dłużej albinos mu się przyglądał, tym mocniej zdawał sobie sprawę z tego, że rudzielec nosi na szyi jakieś opatrunki czy coś. Było to dość dziwne, ale Olivier nie zamierzał dociekać. Ludzie często nie lubili, jak ktoś wpychał nos w nieswoje sprawy.
- Em. Nic ci nie jest? - zapytał niepewnie, przekrzywiając głowę i wpatrując się w jego rękę i szyję z widoczną troską.
Gdy nastolatek usłyszał tak wyczekiwaną zgodę, jego twarz momentalnie się rozpromieniła. Nawet nie starał się ukryć, jak strasznie cieszy się z tej (pozornej) drobnostki. To przyzwolenie również bardzo go uspokoiło. Remi wydawał mu się być naprawdę dobrym kolegą. Może i znali się od... pięciu minut? Ale i tak rudzielec zdołał u niego mocno zapunktować. Lunatyk naprawdę wszędzie potrafił znaleźć pozytywy.
Ostrożnie wyciągnął rękę w stronę łaciatego stworzonka i przeniósł je sobie na przedramię by móc je głaskać. Nadgarstki rzecz jasna miał jak zwykle zabandażowane szarym materiałem, ale kto by tam dociekał, dlaczego tak jest. Albinos zawsze tak chodził, więc ludzie zaczęli zwyczajnie to ignorować.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Czw Paź 27, 2016 8:01 pm
       
I znowu go zaskoczył. To znaczy, spędzając czas z Natalie (ba, już po samym poznaniu jej lepiej, gdy pomogła mu w parku), Remi zdążył przekonać się, że po świecie chodzą czasami tacy dziwni ludzie, którzy z jakichś niewiadomych powodów lubią interesować się krzywdą innych i pomagać w potrzebie, zamiast odwracać wzrok. Ale mimo to nie spodziewał się, że przyjdzie mu zamieszkać z jedną z takich osób, więc troska jaką okazał młodszy chłopak zrobiła na Francuzie wystarczająco duże wrażenie by rudzielec zapomniał o bólu i usiadł po turecku na materacu, zamiast wylegiwać się na nim ze wzrokiem utkwionym w sufit. Z nowej pozycji nie musiał aż tak wyginać szyi, więc z większą swobodą obserwował przemieszczające się zwierzątko, które bez strachu powędrowało na obandażowaną rękę swego pana. Kto jak kto, ale akurat Thibault wcale nie uważał opatrunków za niecodzienny widok czy coś nie na miejscu, więc nawet nie musiał udawać, że ich nie widzi by się nimi nie przejąć. Nie siląc się na odpowiedź co do własnego stanu zdrowia, rozsunął kurtkę i z wewnętrznej kieszeni wyciągnął notatnik wielkości jego otwartej dłoni oraz krótki, pogryziony ołówek. Otworzył go na losowej stronie i zaczął w nim coś bazgrolić na kolanie jedną ręką, drugą dalej wyszukując czegoś po kieszeniach. Plamiąc już i tak nie pierwszej nowości skórę krwią, w końcu wygrzebał materiałową chustkę, którą wytarł szyję i doczyścił ręce. Nie uchroniło to paru kartek szkicownika przed ozdobnymi, brudnoczerwonymi smugami, ale przynajmniej niczemu więcej nie groził podobny los. Zaraz potem chustka wróciła do kieszeni w której palce młodego dorosłego natrafiły na coś, co widocznie zapomniały, że do tej pory tam nosił. Wyjąwszy zapalniczkę i prawie pustą paczkę fajek, Rem odłożył notatnik nie dokończywszy szkicu i po krótkim namyśle włożył cienki, mentolowy fajek do ust.
To i tak nie zrobi nikomu różnicy.
Przesunął się do okna i uchylił je, opierając łokciem o parapet, a następnie odpalił zapalniczkę. Już moment później zdychał klnąc bezgłośnie, przypomniawszy sobie, że wdychany dym zanim trafi do płuc musi najpierw pokonać jego gardło...
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Pią Paź 28, 2016 7:51 am
       
Albinos jeszcze przez chwilę zerkał na kolegę i nawet zaciekawił go wyjęty z kurtki notatnik, ale oczywiście nie zapytał o niego Remiego. Może kiedyś to zrobi. Może. W końcu miał się powoli zacząć otwierać przed ludźmi, a rudzielec wydawał mu się dobrą osobą. Z resztą, czas zdąży jeszcze to pokazać. W końcu byli na siebie skazani przez kilka następnych miesięcy. Niby zawsze mogły się zdarzyć jakieś wypadki losowe i to zmienić, ale tych przecież nie dało się przewidzieć. Lepiej więc było zakładać, że będą tu razem mieszkać przez 10 najbliższych miesięcy.
Lunatyk zmarszczył brwi, gdy dojrzał ślady krwi, ale nie skomentował ich, nie wnikał. Gdyby Francuz chciał mu to wyjaśnić, to by to zrobił. W końcu Olivier dał mu znać, że widzi, iż coś może być nie tak i się o niego martwi. Nie chciał być nachalny. Nie, nie potrafił taki być. Jeśli Remi będzie chciał mu coś powiedzieć, to Luniek chętnie go wysłucha i pomoże w ramach możliwości, ale jeśli nie, to nic z tym nie zrobi.
Na wyjęte papierosy nie narzekał. W przeciwieństwie do Natalie, nie potrafił ludziom zwracać uwagi. Może czasem, ale tylko w skrajnych przypadkach, a palenie w pomieszczeniach się do nich nie zaliczało. Zerknął tylko raz jeszcze, gdy rudzielca zaskoczyło paskudne drapanie w gardle, ale zaraz później powrócił do zabawy z Alexem. Wolał nie gapić się na rudzielca zbyt długo. Ludzie nie lubili być tak obserwowani.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Pią Paź 28, 2016 2:01 pm
       
Podczas, gdy Lunatyk zarabiał na nagrodę Najlepszego Współlokatora, Rem zdawał się robić wszystko by wygrać w przeciwnej kategorii. W końcu jednak zrezygnował przynajmniej z palenia, nie mogąc poradzić sobie z piekłem w przełyku. Sam ból pewnie by jakoś zdzierżył, ale zaciśnięte gardło przez które nie dało się oddychać to już problem z gatunku tych nie do przeskoczenia.
Ani fajek, ani mety. Ani jej...
Chłopak wyjął komórkę i wybrał kontakt Natalie, lecz nie zrobił już nic poza tym; nie napisał wiadomości, nie nawiązał połączenia... Patrzył tylko ze smutkiem to na napis, to na opcję kasacji. Dorosły mężczyzna, a nie umiał nawet tyle zrobić... Z głośnym westchnięciem zablokował telefon i schował do kieszeni spodni.
Jak będzie chciała to sama zadzwoni.
Ale nie będzie chciała. Zawsze była samowystarczalna.
Darkówna świetnie radziła sobie przed poznaniem Thibaulta i z całą pewnością równie dobrze będzie się jej wiodło po ich spotkaniu, bez niego. On zaś zamierzał ze sobą skończyć już wtedy, w tym zawszonym parku. I nie był to nawet pierwszy raz, chociaż "na serio" zdobył się na to dopiero niedawno. Jakiś psycholog uznałby wszystkie wcześniejsze wybryki za "wołanie o pomoc". Teraz? Nie miał już kogo wołać.
...kurwa.
Nie pamiętał by dotąd życie było aż tak dobijające. W ogóle mało pamiętał ze swojego życia, zwłaszcza od przeprowadzki do Kanady, ale to już bezpośredni wynik zażywania najtańszego świństwa od pokrętnych dilerów. Zawsze uciekał w zapomnienie - miał wrażenie, że tylko tak udawało mu się jakoś funkcjonować. Dlaczego by więc do tego nie wrócić?

Zawiesił się. Wciąż wpatrzony w niebo za oknem, oparty łokciem o parapet przewracał zapalniczkę między palcami. Papieros dawno wylądował poza budynkiem, tak samo jak puste opakowanie po nim. W ciszy, która zdawała się trwać w nieskończoność, dwójka nastolatków, nowych kolegów i współlokatorów, trwała we własnych lękach, nijak nie próbując się faktycznie lepiej poznać. Zajebisty początek znajomości, co nie? I nic nie zapowiadało by kolejne dziesięć miesięcy miało być choć odrobinę mniej cichych i mniej napiętych w pokoju numer 69.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sob Paź 29, 2016 1:02 am
       
Ciężko określić jak długo chłopcy siedzieli jednocześnie tak blisko siebie i tak daleko. Remi pogrążony we własnym świecie, a Luniek we własnym. Im obu nie było do śmiechu, ale Olivier wydawał się tym mniej przejmować. Jemu może nawet się poprawiało. W końcu znalazł te kilka osób, które były gotowe się nim zająć. Stanąć w obronie czy mu jakoś pomóc. Dzięki tym osobom życie Andersena powolutku zaczęło stawać się lepsze. Niby trafił teraz do klasy dla patologicznej młodzieży, ale za to sama placówka była przecież prestiżową szkołą. Swoją drogą, to naprawdę ciekawa sprawa, której albinos nijak nie potrafił zrozumieć. Jasne, było jakieś tam logiczne wyjaśnienie, ale ciężko było się spodziewać, że oderwany od rzeczywistości chłopak zdoła to pojąć.
Alex powoli krążył po rękach, a później również brzuchu i nogach Norwega. To było wszystko, na czym w tej chwili skupiał się albinos. Remi był poza zasięgiem jego wzroku i dopóki zachowywał się cicho, Olivierowi wręcz perfekcyjnie szło ignorowanie jego obecności.
Szkoda tylko, że leki powoli przestawały działać i pozytywny stan Lunatyka mijał zastępowany przez uczucie potwornej senności. Ostatnio zaczął brać coś pobudzającego dzięki czemu mógł się dla odmiany skupić. Niestety, wszystko w końcu mijało i teraz właśnie nadchodził ten moment.
Pierwszoklasista przeciągle ziewnął i zaczął się powoli rozglądać za jakimś miejscem dla Alexa, ale myśl o tym szybko odpłynęła z jego głowy. Ogólnie świat zaczął mu się powoli rozmywać, a oczy poczęły się kleić. Przez kilka ostatnich nocy nie spał najlepiej... Poprawka. On nigdy nie spał najlepiej i wiecznie chodził tak padnięty.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sob Paź 29, 2016 1:20 am
       
Która to była już godzina? Na pewno wystarczająco późna by leki przeciwbólowe już zupełnie przestały działać na rudzielca, który jednak był zbyt pogrążony w myślach by to jak dotąd zauważyć. A potem, gdy wpadł na najdurniejszy z możliwych pomysłów, nie miał czasu zwracać uwagi na takie drobnostki jak rwący ból szyi, gdyż bez słowa wypadł z pokoju i skierował kroki ku damskiemu akademikowi.
Tak, było już po zmroku, a przecież nawet za dnia nie wpuszczano tam osobników jego płci. No, ale jak on sobie coś ubzdurał...

[zt]
Powrót do góry
 
Go down
Victor Ros

avatar
82
#Uczeń Riverdale High School
Imprezowicz
82


   
Sro Paź 10, 2018 9:27 pm
       
Piękny to czas kiedy masz 19 lat. Szkoda tylko, że zamiast trzymać się swojej paczki przyjaciół, musisz przeprowadzić się do innego miasta. A to jest około trzystu kilometrów od starej budy. Gorzej być nie może. Bez znajomych mord, lasek, które Cię znały z chamskiego podrywu, każdej ulicy, po której mógłbyś chodzić z zamkniętymi oczami.
Dlaczego ja?!
Rzucona na podłogę, sporych rozmiarów torba, upadła prawie bezdźwięcznie. Prawie, bo wyglądało na to, że coś w środku się zepsuło. Uj z tym. Nawet nie zajrzał darując sobie ocenę strat. Pokój, który miał zamieszkać, w przeszłości był zajmowany przez kogoś innego ale ten ktoś zrezygnował z nauki czy coś takiego. Przynajmniej takiej szczątkowej informacji doczekał się od kobiety, która wskazała mu drzwi o wdzięcznym numerze 69. Przypadek? Heh.
Dobra, to byłoby na tyle jeśli chodzi o akademik. Tu nic ciekawego nie znajdzie. Znacznie lepiej będzie wyjść na miasto i ogarnąć chociaż małą jego część. Bez marnowania czasu wpakował do kieszeni kilka rzeczy i zarzucając kaptur na łeb, wyszedł.
Zt
Powrót do góry
 
Go down
Michael Bambi Charpentier

avatar
117
#Romantyk
Prefekt Naczelny
117


   
Sro Paź 31, 2018 4:16 pm
       
Pokiwał energicznie głową na słowa o wypożyczaniu futrzaka. Nie wspomniał o tym ani słowem, ale i tak zamierzał przejść się na pierwszych kilka spacerów razem z nim. W końcu Victor mógł być spoko gościem, ale nie zapominajmy o fakcie że znał go jakąś godzinę. Jeszcze nie daj boże okaże się że jest nielegalnym imigrantem i deportują go razem z jego psem do jakiejś Europy. A nawet go nie zachipował, więc jak miałby go znaleźć?
Zdecydowanie muszę go zachipować.
KONSOLA — praktycznie wykrzyknął owe słowo wyraźnie podekscytowany. Nie było wątpliwości, że Michael był zapalonym graczem. Sam grywał zarówno na konsolach, jak i komputerze, kiedy tylko miał nieco wolnego czasu.
No dobra niech ci będzie — wymruczał pod nosem wychodząc gdy tylko otworzyły się przed nim drzwi. Patrzcie jaka księżniczka.

_____________

Szczerze mówiąc jeszcze nie byłem w tutejszych akademikach. W sensie no, chodziłem po korytarzach, czasem musiałem do kogoś pukać gdy byli za głośno, ale wracam na noce do rezydencji — powiedział idąc wzdłuż korytarza. Nawet jeśli wcześniej szedł równo z Victorem, mniej więcej po wejściu do szkoły nieznacznie zwolnił kroku, by być odrobinę za nim. Jakby nie patrzeć nie znał trasy i nieszczególnie mu się uśmiechało wieczne cofanie się, gdy po raz kolejny popełni błąd i pójdzie gdzie indziej.
Jaki numer? — zapytał zerkając na drzwi które mijali. 24. Śmiesznie byłoby mieszkać pod 1. Albo 666. Gdy takie właśnie myśli przepływały przez jego umysł, zauważył pokój numer 66 z doklejoną na końcu na karteczce trzecią "6". Najwidoczniej nie tylko on wpadł na podobny pomysł. Cóż, dobrze że nie użyli markera. Wtedy pewnie musieliby płacić za wymianę całych drzwi.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Pokój nr 69
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Pokój Wspólny
» Pokój #113
» Pokój numer #520
» Pokój do ćwiczeń

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: