IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Fontanna [SW]

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
Candy Vonneguth

avatar
#Gwiazda Showbiznesu
Gitarzystka Bad Warriors
790


   
Nie Sie 07, 2016 8:56 pm
       
W tej całej sytuacji brakowało tylko zjawienia się dyrektora i jego jakże wspaniałego wywodu. Gdyby za każdym razem mu płacili po takim wyżaleniu, to wzbogaciłby się szybciej niż na tej cholernej placówce, a przecież zbijał na niej niezłe kokosy.
Spojrzała na chłopaka, który chyba również miał zamiar coś od siebie dodać, ale nikogo to nie obchodziło, nawet samego Cadogana. On już dobrze wiedział jak to wszystko rozegrać, bez względu na to co usłyszy od uczniów. Wystarczy, że przyłapał ich na szarpaninie i to już był idealny powód aby się przyczepić i porozstawiać ich po kątach.
Westchnęła tylko cicho na pierwszy tok słów nauczyciela, zamierzając coś wtrącić między nie, ale naprawdę było ciężko. Zwłaszcza, że mężczyzna szybko przeszedł do Sigi i ich koleżki. No cóż, najwidoczniej będzie musiała trochę przystopować.
- Właśnie to zamierzałyśmy. Niestety niektórzy nie potrafią przepuścić okazji by kogoś pozaczepiać. - i tu znacząco spojrzała na Skylera nienawistnym wzrokiem, bo gdyby nie on, to jej noga już dawno znajdowałaby się poza murami szkoły. Niech go szlag. Jeszcze tego pożałuje i to srogo, ale na pewno nie skończy się to kolejnym przypałem. Już o to dziewczęta się postarają.
Zaskakujące było to, jak J.C. doskonale wiedział, że Candy nie zamierza wykonywać żadnych poleceń, a tym bardziej nie będzie sprzątać fontanny, czym zresztą powinni się zająć zatrudnieni do tego ludzie. Schowała dłonie do kieszeni kurtki, patrząc to na dyrektora, to na przestrzeń bliską jego głowy. Utrzymywała kontakt wzrokowy najczęściej wtedy, kiedy mówiono bezpośrednio do niej w innych przypadkach woląc być tą najmniej zainteresowaną. Akurat tym razem to ona nie była sprawcą całego zamieszania, a i tak musiała dostać po łapach. Gorzej niż z kozłem ofiarnym.
- Jasne, zapamiętam to sobie. A skoro to już wszystko i możemy iść, to do widzenia. - powiedziała w miarę luźno, po czym spojrzała na Sigrunn i ruszyła w kierunku budynku szkoły. Raczej stąd nie wyjdą, póki rzeczywiście nie zajrzą do pielęgniarki, o tyle dobrze, że kobieta była osobą bardzo w porządku i nie powinno być większych problemów. Już i tak mieli ich dostatecznie.


/zt.
Powrót do góry
 
Go down
Sunflower

avatar
#
Szarak
68


   
Pon Sie 29, 2016 11:00 pm
       
//kilka dni po spotkaniu w parku z Diane\\

Cały dzień czuł się beznadziejnie, chociaż nic nie powinno źle wpłynąć na jego samopoczucie. Od rana miał wrażenie ogromnej presji, duszącego oczekiwania i wiary w to, że wszystko pójdzie przynajmniej nie najgorzej. Nie należał do ludzi bezpośrednich, to warto podkreślić. Samo wyczajenie Avis i spytanie jej o spotkanie się z nim, jakkolwiek długo nie układałby sobie tego w głowie, jakkolwiek długo nie zajęłoby mu wymyślanie miejsca.. Normalnie serce wyskoczyłoby mu z piersi, gdyby nie nałykał się tabletek uspokajających. Ich działanie do tego stopnia pomogło mu się ogarnąć, że niemal wcale nie pokazywał po sobie, że się denerwuje. Spokojnie zagadał, lekko nieśmiało się uśmiechając. Niby się zgodziła, ale później czuł mentalnego kaca. Karcił się w duchu, że nie był w stanie tego załatwić bez tych cholernych wspomagaczy, dlatego na samo spotkanie nic nie wziął.
Przyszedł trochę wcześniej, przysiadł przy fontannie i nieporadnie zgarnął włosy z czoła. Zdecydował się spleść je w warkoczyk i chyba pierwszy raz w życiu zmartwił się swoją fryzurą. Nie chciał, żeby sądziła, że jakoś specjalnie próbował się wystroić, więc wyglądał dość typowo dla siebie. Nie wiedział też czy ma coś przynieść, ale w razie czego wziął portfel, by móc zaprosić ją do jakiejś kawiarni..
Przed rozmową z Diane, nawet nie pomyślałby o takiej akcji. Odrzucał wcześniej od siebie tę myśl, stracił zainteresowanie, zdusił uczucie w zarodku, a dzisiaj siedział tutaj, idiotycznie martwiąc się czy w ogóle przyjdzie. Kiedy tak nisko upadł?
Who run the world? Girls.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Wto Sie 30, 2016 4:21 pm
       
Sama Avis się denerwowała tym czy dobrze wypadnie, czy go nie wystraszy, czy nie „wyda” Diane. Była też tak podekscytowana samym spotkaniem, że wyruszyła z domu na tyle wcześnie, że musiała jeszcze gdzieś się przespacerować w pobliżu. Po parunastu minutach zaczęła żałować, że w ogóle wyszła tak wcześnie z domu. Więcej jednak stała niż chodziła, pisała . Szlag by was plecy, syczała w myślach. Musiała jakoś się opanować, aby Sunowi nie pokazać chociaż ten jeden raz swojej gburowatej strony. Wypuściła ciężko powietrze, a następnie wyruszyła w umówione miejsce i tak będąc chwilę wcześniej. Jednakże chłopak już siedział na brzegu fontanny. Avis podeszła do niego i spojrzała z góry, a na jej twarzy pojawił się łagodny uśmiech.
No hej — powiedziała wesoło, a w jej dwubarwnych ślepiach pojawił się pewnego rodzaju błysk.
Naturalnie jej głos był znacznie niższy i poważniejszy, może nawet milszy dla uszu. Zastanawiała się czy on też tak myślał. Durna jesteś.
Znowu „dobry głos” w głowie był dla niej surowy. Chyba sama siebie tego nauczyła.
Cieszę się, że mnie zaprosiłeś. — Zmrużyła oczy, uśmiechając się szerzej i siadając obok niego.
Wpatrywała się w niego, może nazbyt intensywnie, jednakże była ciekawa jego reakcji.
Właściwie, to… dobrze wyglądasz. — Sama czuła się w tej chwili jak osoba, która pierwszy raz była na randce.
Pogładziła go po plecach uspokajająco. Czasami musiała być milsza, tamta rozmowa ją uświadomiła. Nie oznaczało to jednak, że będzie taka zawsze. Było to raczej wątpliwe, nie powinno się wierzyć w cudy.
Powrót do góry
 
Go down
Sunflower

avatar
#
Szarak
68


   
Czw Wrz 01, 2016 10:07 pm
       
Nie musiał specjalnie długo czekać, chociaż wolał, żeby odrobinę się spóźniła, bo nie wyszedłby na desperata. Już wyszedł, więc to raczej bez znaczenia, ale on jeszcze nie zdał sobie z tego sprawy. Szum wody ukoił jego skołatane serce, ukołysał oddech.
Dasz radę...
To nie tak, że nigdy nie miał dziewczyny, bo owszem - miał - ale nigdy nie mógł tego nazwać poważnym związkiem. Do żadnej z nich nie żywił większych uczuć, więc koniec końców zrywał albo to druga strona urywała kontakt. Nie angażując się, nie czuł bólu, a to jest dla niego najważniejsze.
Było, hipokryto.
Gdy Avis się zjawiła, mimowolnie posłał jej swój uśmiech numer jeden, ten bezwiedny, nieświadomy, ale przede wszystkim szczery i ciepły. Fakt, że trochę przyśpieszyło mu serce to jedno, jednak trochę napięcia z niego zeszło.
- Cieszę się, że przyszłaś - odparł w odpowiedzi, gdy siadała obok. Uświadomił sobie wtedy, że nie miał planu. Układał scenariusze, ale nie rozpisał sobie dokładnego przebiegu. Nie speszył się, ufał spontanowi i uśmiechowi losu. Ta odezwała się pierwsza, chociaż to on powinien sprawić jej komplement.
- Jeśli odpowiem ci teraz komplementem, pewnie nie odda to tego, co rzeczywiście chciałbym ci przekazać... - zaciął się, westchnął i uśmiechnął lekko przepraszająco, kładąc dłoń na karku. - Też wyglądasz świetnie. - dodał szybko.
Pewnie powinien teraz przejść do sedna sprawy, prawda? Diane mówiła mu, że Avis jest świadoma jako takiego wyrazu uczuć chłopaka, bo w tym temacie Caine stawał się chodzącą, otwartą księgą. To mu ułatwiało sprawę. Tylko kiedy on się ostatnio przejmował spotkaniem? Czy mógłby nazwać to randką? Miotał się jak gówniarz, a przecież nigdy mu się to nie zdarzało. Żałował, że nie wziął tabletek, chociaż to nie byłoby wobec niej fair.
I tak nic w tej sytuacji nie było fair, bo Avis znała jego karty.
Ale on miał sposób. Taki z niego pokerzysta.
- Interesujesz mnie - wypalił, ale nie pozwolił jej tego w jakikolwiek sposób skomentować, bo od razu zaczął mówić dalej. To był synonim od "podobasz mi się". Uciekał wzrokiem od jej spojrzenia, spoglądał przed siebie. - Mam wrażenie, że wiesz o tym od dłuższego czasu, ale nie należę do zbyt bezpośrednich facetów.
- Chciałbym cię poznać. Nie oczekuję, że to odwzajemnisz.. - Dopiero w tym momencie spojrzał na nią z trochę nieśmiałym uśmiechem. - Ale od dłuższego czasu szukałem sposobu, by móc złapać z tobą kontakt.
Wierzył, że jej tym nie speszy, ale nie było innego, mniej inwazyjnego sposobu, by przekazać o co mu chodzi. Dążył do tego, by pokazać karty i kontynuować już bez stresu. Diane uświadomiła mu, że poddanie się równo znaczyło z porażką, a nie neutralnością.
Nagle podniósł się na równe nogi i wyciągnął w jej stronę dłoń. Zanim zdążyła odpowiedzieć, spojrzał na nią z tym samym wyrazem twarzy i mówiąc, wzruszył ramionami:
- Chciałabyś pójść ze mną na miasto i spróbować od nowa? Obiecuję, że nie będę już tylko się przyglądać. - A w duch modlił się, żeby nie wyjść na zboczeńca. Za dużo się romansów naczytał, żeby zwątpić w powodzenie tej scenki. Zawsze mógłby spróbować sposobu na bollywood i majestatycznie zatańczyć w fontannie!
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Pią Wrz 02, 2016 9:13 pm
       
Jak dla niej nie wyszedł na desperata, po prostu zbyt długo czekał z tym, aby wyjawić jej to, co on czuje. Chciała mu dać szanse na wykazanie się, ponieważ wierzyła w to, że on potrzebował tylko jakiegoś impulsu, nawet jeśli miała nim być urocza Diane.
„Cieszę się, że przyszłaś.”
Serce jej zakołotało, a radość niemalże ją od wewnątrz rozpierała. Nie wiedziała czemu. Chyba starsi mężczyźni nie byli tak skorzy do okazywania emocji, co dotychczas było wygodniejsze oraz — niestety — nudne. Mimo radości, która wewnątrz jej osoby buzowała, to jedyne na co było ją stać, to dość nieśmiały uśmiech. Bądźmy poważni, od dwudziestolatka wymaga się już trochę ogłady. No przynajmniej Ackerman jej od siebie wymagała.
Dziękuję — rzekła grzecznie na komplement i kiwnęła głową.
Później słuchała go z uwagą, wpatrując się w jego twarz i nieświadomie bawiąc się jego warkoczem. Końcówkę, która nie była zapleciona, traktowała palcami. Cały czas jednak skupiała się na jego osobie. Być może mógł nawet zauważyć jak lekko rozszerzyły się jej źrenice, czego ona sama nigdy nie mogła zarejestrować. Była to jedna z nieświadomych reakcji organizmu, która mówiła o zainteresowaniu drugą osobą.
Oczy nigdy nie kłamią.
Rzeczywiście, ze spojrzenia dało się wiele wyczytać.
Cieszę się, że mi o tym mówisz. Również chciałabym cię poznać — Pogładziła go po plecach, aby go w jakiś sposób pokrzepić.
Chciała spróbować, w końcu jego osoba nie była jej obojętna. Nawet jeśli będzie musiała zdradzić mu wszystkie tajemnice, to nie było możliwości, aby po prostu nie przystała na to. Nie czuła się też w żaden sposób speszona. Właściwie to było nieistniejące wręcz zjawisko, jeśli chodziło o jej osobę.
Oczywiście, że chcę pójść z tobą na miasto — Swoją dłoń wcisnęła w jego i wstała.
Wewnętrznie poczuła ból, ktory promieniował z kręgosłupa na biodro. Nie zdradzała się jednak, lustrując jego ciało od góry do dołu. Przesunęła palcami po wierzchu jego dłoni, a następnie przyłożyła je do ust, jakby nad czymś rozmyślając.
Właściwie, to sama dawno bym z tobą porozmawiała o tym, ale nie chciałam odbierać ci szansy na wykazanie. Bądź co bądź, zainponowałeś mi tym, że się odważyłeś.
Nie dałaś mu nawet szans.
To nie było tak. Diane go tylko posunęła o krok dalej, pozwoliła mu się zebrać w sobie. Nic ponadto.
Powrót do góry
 
Go down
Sunflower

avatar
#
Szarak
68


   
Nie Wrz 04, 2016 9:48 pm
       
Zdarzały się sytuacje, w których mógłby bez przeszkód podejść do Avis i zagadać. Widywał ją samotnie siedzącą przed klasą, wracającą do akademika, zdarzało się, że spotykał ją na mieście czy w stołówce, ale nigdy nie umiał się zebrać w sobie, by cokolwiek z tym fantem zrobić. Chyba ktoś u góry (np. my B)) bardzo chciał, aby coś ruszyło w tym kierunku. Spotkanie Diane było prawdziwym uśmiechem losu.
Drobne gesty Avis nie rozpraszały go w najmniejszym stopniu. Czuł się, jakby robiła to od zawsze, chociaż ich wyjątkowość wciąż miała swój udział w gęsiej skórce na rękach.  Nie pozwalał jej dojść do głosu, ale nie musiał tego robić, bo i tak sprawiała wrażenie kogoś, kto szanuje swojego rozmówce i nie przerwałaby mu. To dobrze, bo ten to się zawsze stresuje, gdy musi coś ogłosić.
Nie musiał długo czekać na reakcję Avis. Mimowolnie uśmiechnął się, pozytywnie zaskoczony. Przyjęła jego propozycję, cały podburzający krew wstęp był już za nimi, teraz mógł spoglądać w niedaleką przyszłość i zastanowić się, gdzie by tu ją zabrać? Czy była głodna? Czy wolała iść tylko na kawę? A może jakaś inna rozrywka.. typu kino, lunapark? Czy to nie będzie zbyt patetyczne?
Gdy przysunęła się bliżej, poraziła go jej bliskość. Gdy siedziała obok, właściwie nie czuł tego w ten sposób, ale teraz było inaczej. W pierwszej chwili nie mógł wydusić z siebie słowa, spoglądając na jej niezwykłe oczy. W końcu mógł się im przyjrzeć. Sam mógł się pochwalić zielonymi tęczówkami, które szacując podobno ma jakieś 4% populacji, ale przy avisowych nie był żadną konkurencją.  
- Za szybko mnie rozgryzłaś. Nie byłem wystarczająco tajemniczy, a chciałem być - skwitował cicho, wzruszając lekko ramionami. Odwrócił wzrok, odetchnął cicho. Nie wiedział czy może sobie pozwolić na splecenie swoich palców z jej. A jeśli nie czuje tego w ten sposób? Pewnie zaryzykuje, ale to za chwilkę. Najpierw muszą ustalić cel. Okolice fontanny były jednymi z najcichszych i najmniej uczęszczanych miejsc w Riverdale, wcześniej często tutaj przychodził. Do bramy wyjściowej prowadziła dłuższa, prosta droga.
- Chciałabyś iść do jakiegoś szczególnego miejsca? Herbaciarnia, kawiarnia, pizzeria? Ewentualnie po prostu możemy się przejść - zaoponował, wyrwany z zamyślenia. Obiecywał, że już nie będzie się tylko przyglądał, prawda? Chciał dotrzymać obietnicy, nawet za cenę zrujnowania klimatu.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Sro Wrz 07, 2016 9:45 pm
       
Każdy czasami nie potrafi się przemóc, często coś lub ktoś musi go przemóc do działania. Często tak bywa, gdy ludzie się zakochują w sobie. Gdy jednak pozwolą sobie na wyjawnienie uczuć, to okazuje się, że było warto.
Dwubarwne ślepia przeszywały na wskroś osobę Suna i Avis przy pomocy wzroku starała się analizować jego osobę. Zbliżyła się jeszcze bardziej, patrząc na niego zaciekawiona. Słysząc jego stwierdzenie, zaśmiała się i zagryzła wargę. Kombinowała. Wesołe iskierki jakby tańcowały w jej ślepiach, wskazując na to, że była w dobrym nastroju. To nie było nic nowego.
Co tam planujesz?
Zobaczysz.
Przesunęła palcami po jego ramieniu, wędrując ku szyi, aby następnie dłonią zawędrować na kark. Patrzyła mu w oczy, jakby chciała go wyzwać. Była blisko, mógł niemalże odczuć ciepło bijące od jej ciała oraz perfumy o zapachu kawy.
Spokojnie — szepnęła mu do ucha, owiewając je ciepłym powietrzem, a następnie cmoknęła go w policzek.
Gdyby nic a nic nie czuła, to nawet by się nie starała. Może nie było, to konkretne zakochaniem czy też zauroczenie. To było coś, czego nie potrafiła i nie chciała nawet rozgryźć. Przez dłuższy czas uważała, że związek mógłby sprawić, że przestałaby myśleć racjonalnie. Była to jedna z niewielu osób, wobec których żywiła jakieś głębsze uczucia. Może.
Dwukolorowe tęczówki zniknęły pod powiekami, a usta rozchyliła nieznacznie, zastanawiając się nad czymś. Dla jednych wyglądałaby zabawnie, a dla innych pociągająco. Nie interesowała jej opinia innych ludzi. Prawą rękę przewiesiła przez jego ramię, zupełnie nieskrępowana. Mogło to być dla niego przytłaczające lub też ułatwiało mu sprawę. Gdzie chcę pójść, rozmyślała leniwie otwierając ślepia. Pogładziła jego policzek całkiem nieumyślnie. Próbowała coś wyczytać z jego twarzy, aby wiedzieć jak się przy nim zachować.
Chciałabym iść gdzieś, gdzie jest mało ludzi. Plaża, mój dom — Tutaj zatrzymała się na chwilę, uśmiechając się do siebie — plaża nie byłaby głupim pomysłem. Może ty gdzieś chcesz pójść?
Chciała, aby chłopak był przy niej odprężony, bo wydawał się być dla niej w porządku. Z tego co słyszała, to należał do całkiem inteligentnych, co też u niej plusowało. Nawet jako Diane tak to odebrała.
Nie krępując się — jakby kiedykolwiek to robiła — zaczęła masować mu delikatnie ramiona, nie wiedząc co zrobić z rękoma.
Ja wiem co byś mogła z nimi zrobić.

Nie mogła swojemu umysłowi pozwalać na takie myśli, gdyż to było niedorzeczne. Z góry zakładała, że to nie musi pożyć zbyt długo. Bardziej jednak nie chciała doznać zawodu, niżeli była czarnowidzem. Lepiej zakładać gorszy scenariusz i zostać miło zaskoczonym, niż zakładać ten najlepszy i się rozczarować. Robiło jej się jakoś miło, gdy przy nim była. Nie rozumiała jednak co to było za uczucie. Tak większości uczuć, dotąd tego nie potrzebowała. Czy i to miało się zmienić?
//Przepraszam, że tak krótko. Tak sądzę, że króciutko. *mac awek* Cuudny *_*
Powrót do góry
 
Go down
Sunflower

avatar
#
Szarak
68


   
Sro Wrz 07, 2016 10:43 pm
       
Caine nie wierzył w miłość od pierwszego wejrzenia, zresztą nigdy specjalnie nie ufał tym podstępnym kobietom. Teraz powinien sobie przypomnieć tę niepisaną, życiową zasadę, bo wpadł w sidła, a jeszcze miał szansę się bezpiecznie wycofać i z niej wydostać.
Niech będzie jasne - Sun nigdy nikogo nie podrywał, nie zalecał się, nie próbował wychodzić z romantyczną inicjatywą. Mógł przeczytać i obejrzeć setki romansów, ale to po prostu nie była jego broszka, bo nigdy nie czuł potrzeby umizgiwać się komukolwiek. Nawet teraz wyszedł z czysto przyjacielską propozycją wyjścia, nie zakładając, że cokolwiek może z tego wyniknąć. Sprawy zaczynały obierać trochę inny kierunek, więc Dietz miał prawo odrobinę panikować. Nikt chyba nikt nie oczekuje po dopiero wchodzącym w dorosłość chłopaku, że będzie ekspertem w tych sprawach, nie?
Łapała jego spojrzenie wedle własnych upodobań, a on się temu poddawał jak kukiełka. Mimowolnie przyglądał się jej delikatnym ruchom, subtelnemu zagryzaniu wargi. Miał wrażenie, że zaczyna tonąć w oczach Avis.
A ona wykorzystywała całe jego zmieszanie, niepewność i bierność.
Biedny Caine zakładał się z samym sobą o dodatkową paczkę uspokajających, że zaraz zapomni jak się oddycha. Niemal wygrał w momencie, w którym ta przysunęła się na tyle, by sięgnąć jego ucha. Jej włosy połaskotały policzek chłopaka, by po chwili otrzymać tam krótkiego buziaka. Nie mógł powiedzieć, że przenigdy nie myślał o tym w ten sposób. Chciał mieć ją bliżej siebie, tak jak teraz, a nawet jeszcze bliżej.. i nie ma w tym nic zbereźnego! Słonecznik to porządny chłopak, ot co, ale ma wybujałą wyobraźnię.
Delikatnie położył dłoń na jej biodrze i przejechał opuszkami palców wzdłuż boku, gładząc nimi czarny materiał koszulki. Nie przysunął się bliżej, ale też nie odsunął od niej. Gdy Avis chciała przełożyć mu rękę przez ramię, szybko zagrał w jej grę i złapał ją w trakcie, po czym przyłożył tę drobną dłoń do ust, dokładnie tak, jak ta zrobiła to wcześniej.
- Możemy wstąpić po coś do picia w sieciówce, a potem ruszyć prosto na plażę - zaproponował, spoglądając nań pytająco, choć teraz nie mógł już oderwać od niej spojrzenia. Dobrze, że kontaktował jak człowiek.
Cóż, nie chodziło tu dokładnie o napoje wysokoprocentowe, Caine nie należał do osób, które potrzebują alkoholu, by miło spędzić czas, ale całkiem ciekawe mogłoby to być doświadczenie. Jeśli Avis szukała sposobu, by pomóc mu się całkiem rozluźnić i odetchnąć, a przede wszystkim otworzyć.. to to najpewniej byłaby najprostsza droga.
Wakacje się jeszcze nie skończyły, prawda?
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Czw Wrz 08, 2016 9:38 am
       
Ale czy warto było przypominać sobie tę zasadę przy kimś takim jak Avis? Mogła być podstępna, to prawda, ale nie była typową kokietką. Raczej bardziej pasowało do niej określenie stalker, biorąc pod uwagę to, że lubiła każdego wyśledzić. I nie spodziewała się, że będzie ekspertem — ba! — z góry założyła, że będzie on dosyć mocno niedoświadczony w związkach. Sama w czysto romantycznych relacjach była raczej niedoświadczona, mimo tego że posiadała partnerów. Jej związki jednak opierały się mniej na uczuciach, a bardziej na intelektualnych i fizycznych potrzebach. Reszta była spychana na dalszy plan, tak było łatwiej.
Dostrzegała to, że on powoli tonie w jej spojrzeniu. Przez to też uśmiechała się zawiadacko, czując, że ten powoli oddaje się swoim uczuciom. Dobrze, przemknęło jej przez myśl. Nie miała zamiaru go ranić, nie była z tych kobiet. Po prostu lubiła świadomość tego, że człowiek potrafi się przed nią otworzyć, nawet nieświadomie.
Większość chłopaków w jego wieku miało wybujałą wyobraźnię, ale Avis nie zaprzeczała, że on też potrafiła sobie wyobrażać różne rzeczy. Nigdy się z tym nie kryła. Bo po co?
Nie była też osobą puszczalską, nie oddawała się pierwszej lepszej osobie, musiała zaistnieć między nią a drugą osobą jakaś dziwna więź, coś, co sprawiało, że na chwilę traciła zmysły. Inaczej była niemalże aseksualna. Głównym zapalnikiem była inteligencja drugiego osobnika, następnym, to czy potrafił ją doprowadzić do skrajnych wręcz emocji. A ten stan trudno było osiągnąć, gdyż Ackerman była aż nazbyt spokojna.
Z kupnem alkoholu nie byłoby problemu. W końcu Chimera mogła go legalnie zakupić od roku. A w niektórych prowincjach od dwóch lat, co było zabawniejsze.
Stoi. Sok, coś z procentami? I nie mówię tutaj o occie — zaśmiała się, przesuwając przy okazji palcami po jego wargach — A potem zobaczymy co będziemy robić. Może poznasz moje psy. Nie masz alergii, prawda?
Uniosła brew i oblizała wyschnięte już usta. Wiedziała, że picie alkoholu na plaży mogło być niezbyt miłe jeśli policja miała by patrol. Ale czy tym się przejmowała? Skąd. Ona nawet nie miała zamiaru pić, niedoczekanie. Nie lubiła smaku alkoholu, wolała się napić soku lub innego napoju. Spoglądała na niego wyczekująco, palcami przesuwając po jego szyi, przy czym robiła to drugą dłonią, gdyż palce prawej wodziły po jego twarzy. Lubiła ten fragment ciała.
Powrót do góry
 
Go down
Sunflower

avatar
#
Szarak
68


   
Czw Wrz 08, 2016 9:32 pm
       
Słonecznik nie należał do naiwnych osób, zwykle stronił od ludzi i wszelkiej toksyczności. Gdyby okazało się, że Avis od początku chciała go okantować, prędzej miałby to sobie za złe niż dziewczynie. To on się temu poddał, wyłożył karty, uwierzył w szczerość i pozwolił sobie wejść na głowę. Osobiście uważał siebie za całkiem inteligentnego i spostrzegawczego, więc z trudem wybaczyłby sobie taką dziecięcą łatwowierność.
I tak przed spaniem dogoni go kac moralny, co by się dzisiaj nie miało wydarzyć.
Co do seksualności jako takiej, Caine nigdy nie czuł wstydu związanego z tym, że jest biseksualny. No, może na początku, ale szybko się z tym pogodził i przyjął, że w każdym hetero jest coś z homo i na odwrót, bo nie da się całkowicie zamknąć na jedną opcję. Był konformistą, a to ułatwiało mu na swój sposób życie... dopóki nie uzewnętrzniał się ze swoimi przemyśleniami na forum publicznym.
Teraz przychylniej spoglądał na płeć piękną, a w szczególności na tę uroczą jej przedstawicielkę, która nie umiała trzymać rąk przy sobie. Nie przeszkadzało mu to, bo to taka całkiem ciekawa rzecz, coś całkiem Avisiowego, co chciał polubić i zaakceptować. Nie był przyzwyczajony, więc nawet ten delikatny, spontaniczny i niezobowiązujący dotyk, bez problemu wywoływał u chłopaka dreszcze, przebiegające po skórze rąk czy karku.
- Zobaczymy na miejscu, ale najpierw przydałoby się ruszyć z miejsca - zauważył inteligentnie. Atmosfera leciutko się przerzedziła, pierwszy szok kulturowy poszedł w niepamięć. Mała, nietypowa inicjacja pomogła mu się oswoić z jej towarzystwem.
- Mam alergię na koty - odparł krzywiąc się lekko. - Na psy tak mocno nie reaguję, ale mogę kichać, więc chihuahuy padają na zawał - dodał, a skrzywienie zastąpił pobłażliwy uśmieszek. Złapał jej dłoń, scałował wierzch dłoni i złączył ich palce razem. Nie zastanawiał się nad tym, więc chwilę po sprawie, trochę go zmroziło. Nie sądził, że jest skłonny do tego typu gestów.
- To co, idziemy? - rzucił szybko, chyba po raz pierwszy od dłuższej chwili, odwracając od niej wzrok i spoglądając w stronę alejki prowadzącej do bramy.
Zmieszał się, to jest pewne.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Pią Wrz 09, 2016 9:56 pm
       
Właściwie dlaczego miałby go dopaść kac moralny? Avis wyglądała w tej chwili na zadowoloną ze spotkania, nie miała zamiaru uciekać przed jego osobą. Nawet napomknęła o tym, by poszli do niej do mieszkania, chociaż to nie było konieczne. Tamto było raczej luźną propozycją, tak o, aby zasugerować inne miejsce niż plażę. Wpuściła by go jednak bardzo chętnie, ugościła go i może obejrzała z nim film.
Wiadomo jakby się to skończyło, Avis.
Jej wnętrze powinno sobie darować. Ackerman miała raczej normalne, czasami zakrawające o fetysze upodobania. Była jednak elastyczna, mimo jej pełnej heteroseksualności. Skłonna była jednak do kompromisów, przy okazji nie wstydziła się mówić o tym, co lubiła robić. A lubiła robić sporo, jednakże Dietz jeszcze się nie przekona o tym. Raczej.
Jesteś wygłodniała.
Bardzo często jej ręce wędrowały tam gdzie w teorii nie powinny. Obrywała za dotykanie bez pytania, za cmoknięcia. Nigdy jednak nie przejmowała się tym i po prostu szła dręczyć inne osoby. Lubiła bliskość, chociaż nie zawsze to okazywała. Teraz Słonecznik musiał wytrwać jej potrzebę dotykania i zapoznywania się z drugą osobą. Prawdopodobnie jej ciekawość się wyczerpie, gdy dotknie każdego, dosłownie każdego, fragmentu ciała Caine'a. Albo gdy ten ją odepchnie. Zastanawiające jest co byłoby według niego lepszą opcją.
Właściwie… rzeczywiście, powinniśmy się ruszyć — wyszeptała, oblizując usta i mrużąc oczy — Z tobą bardzo szybko mija czas.
Uśmiechała się szczerze, myśląc o tym co będą dalej robić. Czuła się swobodnie, chociaż nie na tyle, aby zacząć mówić o sobie dosłownie wszystko, na przykład o tym, że nie czuje się związana z jedną płcią. I o kilku innych sprawach, które dotyczą jej zdrowia i to nie psychicznego. A z fizycznym było kiepsko.
Chihuahua to nawet nie pies, to.… nawet nie potrafię tego nigdzie przyporządkować. Ale spokojnie, moje owczarki raczej się nie przestraszą. — Puściła mu oczko i spojrzała na ich dłonie, których palce były w tej chwili splecione.
Posłała mu delikatny uśmiech, którym chciała go uspokoić i ścisnęła mocniej jego dłoń. To było miłe i niecodzienne uczucie, w szczególności dla kogoś, kto nie oddał się nigdy szczeniackim romansom i nie zaliczył w swoim życiu etapu trzymania się za rączki. Cofasz się w rozwoju Avis, zaśmiała się sama z siebie w myślach i napawała się tą chwilą. Podobała jej się, była inna, czuła i napełniała ją emocjami, które dotąd wypierała.
Tylko się nie zadurz.
Mogło być za późno, bo chociaż nawet przed samą sobą nie przyznawała się do tego, to i ona zwracała uwagę na Suna. Ciekawe, że też nie chciała chłopaka „wykastrować”, ogołocić z resztek męskości poprzez zainicjonowanie sytuacji. Może ją zainicjonowała, lecz uratowała również resztki męskiej dumy, robiąc to w taki sposób, że ona wszystko zainicjonowała. Brawa dla niej.
Idziemy, idziemy. — Spojrzała na niego i znowu ścisnęła mocniej jego dłoń —  To… — W tej chwili uniosła ich dłonie — …to jest miłe. Nie wstydź się tego.
A następnie ruszyła, oglądając się za sobą, aby sprawdzić czy Sun się ruszył z miejsca.

[z/tx2]
Powrót do góry
 
Go down
LP

avatar
#Artystka
42


   
Czw Sty 12, 2017 1:56 pm
       
Czujesz tę pustkę w swoim sercu, pamiętasz ten ból po utracie tej jedynej, przypominasz sobie jej zapach, gdy idziesz spać. Przypominasz sobie jej spojrzenie tuż przed snem. Powieki robią się ciężkie, a pod nimi zbierają się łzy. Zaraz, przecież ty nigdy nie płakałaś, przecież ty zawsze jesteś twarda!
Twardy.
Oh, spierasz się, oh jakie to urocze. Powiedz dlaczego udajesz kogoś kim nie jesteś? To dlatego ona cię nie chciała. To dlatego, że jesteś dziwadłem, który nie potrafi pokazać swojego ja.
Pokazuję je. Jestem idealny. Jestem tym kim jestem i będę nim do końca!
Nadal jednak o niej myślisz. Nadal jesteś frajerką, która myśli o kimś, kto nigdy nie będzie jej.
OBUDŹ SIĘ!

Dziewczyna podniosła głowę do góry, dziewczyna, która już dawno wyzbyła się swojej kobiecości. Dziewczyna, która teraz była bardziej mężczyzną. W takim razie ten chłopiec rozejrzał się dookoła dopiero po chwili orientując się, że przysnął na lekcji. Jego wzrok potoczył się po zebranych w tym dzikim miejscu osobach, a w głowie o razu ułożyło się, że to tylko koszmar, że już nigdy nie będzie myśleć o tamtej osobie, że już nigdy nie pozwoli sobie na słabość do złych osób. Gdzieś blisko siebie usłyszał przekleństwo, więc natychmiastowo odwrócił w tamtym kierunku głowę. Jego oczy dostrzegły duży biust ukryty pod jakąś bluzeczką. Z trudem spojrzał na twarz właścicielki dwóch dorodnych kobiecych piersi, na ustach tego chłopaka pojawił się łobuzerski uśmiech, a oczy lekko błysły niezdrowym zainteresowaniem. Dziewczyna naprawdę była inna. LP zawsze interesował się mulatkami. Były wręcz fascynujące. Ich bujne włosy, ich ciemne oczy, ich inne piersi.
LP od tamtego dnia zaczął przyglądać się tej dziewczynie, zaczął się nią fascynować. Na każdej przerwie, lekcji starał się tak siadać, aby móc ją rysować, aby móc się jej przyglądać. Zawsze miał manię na punkcie dziewczyn, a jak któraś dawała mu wenę nie potrafił przestać.
Ubrał się ciepło, gdy postanowił wybrać się na spacer na dziedziniec. Miał na sobie zimową kurtkę, która była rozpięta ukazując tym samym ciemną, dużą bluzę. Mieli właśnie dłuższą przerwę między lekcjami, a chciało mu się cholernie palić. Ostatnio był naprawdę wzburzony, ponieważ chciał narysować jakiś akt, a nie miał żadnej modelki. Gdy już był u celu jego oczom ukazała się jego dama, a wręcz już muza. Bez zastanowienia podszedł do niej patrząc na nią chwilę. Milczał dłuższą chwilę zaciągając się papierosem i mrużąc przy tym swoje zielone oczy.
- Proponował ci ktoś kiedyś zostanie modelką? - zapytał, a głos nie wskazywał na to, aby ta biedna istotka miała do czynienia z kobietą. Był wręcz niski i lekko zachrypły.


Ostatnio zmieniony przez LP dnia Pią Sty 13, 2017 12:58 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
 
Go down
Brooklyn

avatar
#
Szarak
87


   
Czw Sty 12, 2017 9:57 pm
       
Nigdy nie lubiła zimy. To była najgorsza pora roku. Wszędzie było biało i zimno, a przy tym wiało niemiłosiernie. Śnieg? Że nigdy to białe obrzydliwe coś na śniegu? Nie wiedziała, czy to wynikało z jej pochodzenia, czy po prostu z charakteru. Jak temperatura osiągała pięć stopni Celsjusza, to to było już dla niej stanowczo za zimno. Na co to komu było. Jak ktoś chciał to białe ustrojstwo to powinien jechać sobie na Biegun Południowy albo na Alaskę. W Kanadzie powinno być cały rok ciepło. Albo przynajmniej około dziesięciu stopni powyżej zera. To jeszcze by jakoś wytrzymała.
Wyszła ze szkoły, poprawiając czapkę i szalik i spojrzała w niebo. Jak mogła być taki samobójcą, wychodząc ze szkoły pomiędzy zajęciami na taki ziąb? Bo obiecała to Wimmmiemu. I nie chciała zostawiać go na lodzie. Sama nie paliła i jakoś nie ciągnie jej do tego. Wiedziała też o tym, że palenie jest bardziej szkodliwe dla biernych palaczy. Ale co z tego. Jak nie umrze od raka płuc, którego zyska przez innych, to umrze na coś innego. na przykład nawet dzisiaj może wpaść pod samochód, albo spłonąć razem ze szkołą. Jak to mówią: na coś trzeba umrzeć.
Poszła gdzieś na bok, aby aż tak nie rzucać się w oczy. W końcu to była placówka publiczna, zakaz palenia i te sprawy. Minęła kogoś z papierosem, ale nie zwracała na tą osobę uwagi. Chciała tylko, aby ten białowłosy chłopak w końcu przyszedł. A miał skoczyć tylko po kurtkę i ogień, bo znów zgubił zapalniczkę. Mimo, że miała rękawiczki, to było jej zimno i chuchnęła w dłonie. Już nigdy nie da się namówić na coś takiego.
Po chwili usłyszała czyjś głos. rozejrzała się dookoła, ale nie było nikogo innego w jej pobliżu, więc słowa były skierowane zapewne do mulatki. Spojrzała na swojego niechcianego rozmówcę. A... To był tylko ten dziwak o turkusowych włosach z jej klasy.
- Modelką? - uniosła brew do góry - W jakim sensie? - Czy to miał być jeden z tych nieudanych tekstów na podryw?
Powrót do góry
 
Go down
LP

avatar
#Artystka
42


   
Pon Sty 16, 2017 5:01 pm
       
Zima była dla LP obojętna. W sumie pory roku były dla niego w ogóle nie potrzebne. Czasami zdarzało się mu, że nie zauważył ich zmiany. Zima, lato - mu to było zdecydowanie obojętne. Jednego dnia budził się wychodząc w zimowej kurtce, a tu okazuje się, że jest lato - lub odwrotnie. Wychodzi w koszulce, a tu śnieg i minus dziesięć na termometrze. Zdarzało się mu być w innym świecie nie zauważając upływającego czasu. Czasami zapominał ile ma lat, bo to nie było dla niego ważne. Urodziny? Co to w ogóle jest? Gdyby nie szkoła w ogóle by się nie orientował w swoim życiu.
Jego bystre oczy śledziły każdy gest, mimikę twarzy dziewczyny. Chciał wiedzieć, co myśli, co czuje, ale takiej umiejętności jeszcze nie nabył. Było to zbyt trudne. Czasami sam nie ogarniał jak powinien reagować.
- A w takim, że stajesz przed rysownikiem, a on cię rysuje - odpowiedział. - Od dłuższego czasu wpadasz mi w oczy i mam ochotę wykonać rysunek twojej osoby - odpowiedział pociągając papierosa, a następnie dusząc go w śniegu butem. - A tak prosto proponuję ci pozowanie mi do rysunku, chcesz? - zapytał spoglądając na nią uważnie.
I co? Kolejna panienka, która zwróciła ci w głowie? Ona nie jest dla ciebie, spójrz tylko na nią, zobacz jak wygląda, zobacz jak się zachowuje, zbyt wysokie progi jak na twoje nogi, LP. A może Lily, co?
Zamknij się.


Ostatnio zmieniony przez LP dnia Pon Sty 16, 2017 6:25 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
 
Go down
Brooklyn

avatar
#
Szarak
87


   
Pon Sty 16, 2017 6:09 pm
       
Widziała, jak się na nią teraz patrzył. I jak widać nie od teraz. Serio od dłuższego czasu przyglądał się jej? Więc jakim cudem nie zauważyła jego wzroku? W końcu zazwyczaj czułą, gdy ktoś zwracał na nią większą uwagę, co w większości przypadków było przez kolor jej skóry. Aż zaczęła się zastanawiać od jakiego czasu się jej przygląda. O ile to wciąż nie jest jakiś głupi tekst na podryw. Odgarnęła jeden kosmyk włosów z czoła bardziej na bok. Na szczęście teraz czapka je przytrzymywała. Artystyczna dusza? Drugi Wimmy? W sumie tak jak on, farbuje włosy. Tyle, że tamten idiota ma długie białe. A i ten osobnik miał chyba lepsze poczucie stylu. Ale kto co woli.
- Więc tak. Już pozowałam i to nie raz. - spojrzała w jego oczy. Chociaż uczyli się już trzy lata, to jakoś niezbyt go znała. A on do niej tak prosto z mostu. No ale w sumie artystyczne dusze miały do siebie coś takiego. Rozejrzała się dookoła. Gdzie był William? Jakoś nie widziała go. Ale czuła ten dym z fajki, którą palił. Ale chociaż nie owijał w bawełnę i był bezpośredni.
- A co będę z tego miała? - Poprawiła rękawy swojej kurtki, aby bardziej zakrywały jej dłonie. Dlaczego zgodziła się wyjść na dwór... W końcu było o wiele za zimno jak dla niej.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Fontanna [SW]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 5 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
 Similar topics
-
» Fontanna Życia
» Fontanna życzeń (MG:Nauru)
» Fontanna
» Fontanna [SW]
» Fontanna w Ogrodzie

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: