IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Fontanna [SW]

Zobacz poprzedni temat
 
Zobacz następny temat
 
Go down
 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
Frey Orion Clawerich

avatar
648
#Gwiazdy Showbiznesu
Model
648


   
Pon Maj 30, 2016 11:54 pm
       
Zawodzeniem panienek przestał się interesować po jakichś 2 minutach słuchania. I tak długo jak na niego. Kolorowe ślepia już wodziły po otoczeniu, szukając potencjalnego wybawcy. No i jak na złość szary tłum nie posiadał nikogo, kto byłby w stanie zaradzić w tej sytuacji. I kompletnie się nie spodziewał, że pomoc nadejdzie od frontu. Trójkolorowe spojrzenie padło na lico rudzielca, wodząc po nim z zainteresowaniem. Na puknięcie w czoło zareagował lekkim zmarszczeniem brwii w wyrazie niezrozumienia. Dopiero kolejne słowa chłopaka wyszstko wyjaśniły. Dziewczyny z wymalowaną na twarzach konsternacją stały w miejscu, oswajając się z informacją. Sam Orion w tym czasie wyswobodził ręce z ch uścisków, by powoli unieść dłoń i luźno opleść palcami nadgarstek Bastiena i odsunąc od swojej twarzy.
- Co za debil. Chodź Orion, nie będziemy tracić na niego czasu. - Fuknęła jedna z panien, ta która najbardziej lepiła się do boku blondyna. Zerknął na nią jedynie przelotnie, stojąc jednak nieruchomo, gdy zaczęła ciągnąć go w tył.
- Przepraszam was, drogie panie. Byłem z nim umówiony, niestosownym byłoby odwoływać teraz spotkanie. - Skłamał gładko, choć łagodny głos którym się wypowiadał, wcale nie świadczył o mijaniu się z prawdą. Jak na dziedzica przystało był kulturalny i uśmiechnął się do grupki dziewczyn. Zaraz po słowach "No nic, złapiemy cię jutro" odprowadził je wzrokiem do wyjścia ze szkoły. No way, nie będzie jutra. Dziedziniec zdążył już opustoszeć, bo nikt nie kwapił się do zostawania tu dłużej niż wypadało. A Orion wciąż trzymał nadgarstek rudego kolegi, co teraz bez skrupułów wykorzystał, ciągnąc go bez ostrzerzenia bliżej siebie, choć na tyle lekko, by nie wyrządziło to żadnych szkód.
- Tak bardzo się stęskniłeś, że aż odganiasz moje fanki? A może grasz rycerza na białym koniu? - Zaśmiał się rozbawiony, bo wizja Bastiena w lśniącej zbroi była naprawdę zabawna.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Wto Maj 31, 2016 12:23 am
       
Oh... Nie uciekły w popłochu. Cóż, konsternacja malująca się na ich twarzach i tak była wystarczająco satysfakcjonująca. Tak naprawdę nie robiło mi różnicy jaki będą miały do mnie stosunek, czy faktycznie wezmą mnie za trędowatego czy może osiedlowego idiotę. Hej, nie zamierzałem wchodzić więcej z nimi w żadne interakcje więc co za różnica? Złapany za nadgarstek mimowolnie przymrużyłem oczu i zacisnąłem mocniej szczęki. Spojrzenie zielonych tęczówek skupiłem na różnobarwnych odpowiednikach chłopaka, a mówiło ono mniej więcej: "Dobra, spoko. Mam zabrać łapę, czaję. Możesz już puścić mój nadgarstek, popaprańcu?" Oh, spotkanie... To my byliśmy umówieni? Nieistotne.
Pociągnąłem lekko dłoń w swoim kierunku w nieudanej zresztą próbie wyswobodzenia jej z zacisku palców Oriona chwilę później odprowadzając spojrzeniem oddalające się uczennice.
- Nie wierzę, że nie podziałało... Nie jestem dość przekonywujący? - mruknąłem wykrzywiając wargi w autentycznym grymasie. Potem wróciłem spojrzeniem do twarzy Freya lekko marszcząc przy tym nos. - Za to wokół ciebie skaczą jak pierdolone małpki w zoo. Nawet udało ci się je odesłać... długo nad tym pracowaliście? - zdążyłem jeszcze zaszydzić nim ten pociągnął mnie gwałtownie za nadgarstek zmuszając moje ciało do zmniejszenia dzielącego nas do tej pory dystansu do absolutnego minimum. Oh... Blisko. Być może za blisko. Hej, to miejsce publiczne. Nie wypada.
- Stęskniłem? Że niby za tobą? - zaśmiałem się sztucznie, jak z dobrego żartu. Co ciekawe nie próbowałem się wyrywać, ani na siłę zwiększać dystansu, po prostu stałem w miejscu przyglądając się wnikliwie Orionowi. Czoło i nos wciąż miałem delikatnie zmarszczone. - Może po prostu drażniło mnie ich zachowanie? Albo chciałem ci dokuczyć? Zaszkodzić twojej nieskazitelnej reputacji? W sumie nadal to robię - w końcu sam przyznałeś przed "fankami", że umówiłeś się z "debilem". - stwierdziłem błyskotliwie.
Powrót do góry
 
Go down
Frey Orion Clawerich

avatar
648
#Gwiazdy Showbiznesu
Model
648


   
Wto Maj 31, 2016 12:42 am
       
Gimnazjalistki może i by uciekły. W liceum jednak była ta różnica w pojmowaniu niektórych rzeczy. Nawet jeśli znikoma, to była. Dziewczyny może i puste, ale nie na tyle głupie by nabrać się na tak prosty "żart". Tak przynajmniej mogli gdybać, bo nie mieli pewności, czy panny właśnie nie poleciały się umyć, no cóż, bywa. Wzruszył barkami na pytanie Bastiena. W gruncie rzeczy nie było potrzeby na nie odpowiadac.
- Musiałem je tresować przez wiązanie na kiju kosmetyczki, w innych przypadkach uciekały. - Sarknął, wykrzywiając usta w drobnym, acz rozbawionym uśmiechu. A skoro już miał okazję... Kolorowe spojrzenie skakało po całej twarzy Bastiena, jakby po raz pierwszy w życiu widziało ją z tak bliska. Skoro nadażyła się okazja, to czemu by jej nie wykorzystać?
"Stęskniłem? Że niby za tobą?"
Odpowiedział jedynie krótkim, z lekka złośliwym uśmiechem. Każdy mógł mieć swoją wersję, Orionowi to nie przeszkadzało.
- Dokuczyć mi? Nie wyszło. - Oznajmił bez ogródek, przesuwając palcami wzłuż przegubu a następnie przedramienia Bastiena, by ostatecznie póścić jego rękę. Poprawił rękawy własnej marynarki, opuszkami przy okazji muskając linie tatuażu. Warto dodać, iż nieświadomie.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Wto Maj 31, 2016 1:23 am
       
Tutejsze licealistki niewiele różniły się od dziewcząt z gimbazy (a przynajmniej wizualnie) więc miałem prawo do takich wniosków. Oh, nieistotne. Kto by się tam przejmował grupą natrętnych dziewcząt? Chociaż nie zdziwiłbym się, gdyby po powrocie do domu 'dla pewności' wzięły szybki prysznic, a później przez kolejne dni bacznie obserwowały Oriona chcąc dopatrzeć się jakichś zmian skórnych na jego ciele. Pewnie już wygooglowały jak wygląda i jak przebiega ta choroba. Dobra, stop. Koniec tematu.
- Było warto? - odparłem tylko gnąc mimowolnie wargi w kąśliwym uśmiechu. Teraz nie mógł się od nich odgonić... Nie wierzę, że mu to nie przeszkadza. Że jest w stanie to ignorować, to niewykonalne. Fejm i sława zdecydowanie nie były dla mnie, nie bez powodu trzymałem się zwykle na uboczu, pozostawałem niezauważalny. Mógłbym siedzieć z kimś cały rok w jednej ławce na zajęciach i wysoce prawdopodobnym było, że ta osoba nawet nie poznałaby mnie na ulicy. No... Chyba, że zapamiętałaby włosy, bo te faktycznie miały dość... osobliwy kolor.
- Dopiero się rozkręcam. - odparłem na kolejne z jego słów zupełnie niezrażony wcześniejszym 'niepowodzeniem'. Chciałem powiedzieć coś jeszcze, ale czując zaskakująco przyjemne mrowienie w okolicy przegubu i wreszcie samego przedramienia - zapowietrzyłem się tylko i zamilkłem na chwilę przyglądając się tamtemu w skupieniu. Dopiero gdy cofnął dłoń - i ja cofnąłem własną masując się lekko po podrażnionej przed chwilą przez chłopaka skórze. W międzyczasie zerknąłem dyskretnie na prawo i lewo jak gdyby doszukując się ewentualnych gapiów i wreszcie utkwiłem spojrzenie ponownie w Orionie. - Przestań to robić, do cholery. - fuknąłem gniewnie. Nie można kogoś tak bezkarnie macać, to zakrawa niemal o molestowanie seksualne. Obniżyłem spojrzenie na tę dłoń chłopaka, która właśnie poprawiała mankiety marynarki, przez chwilę przyglądając się nawet wystającemu spod materiału fragmentowi jakiegoś tatuażu. Nie wnikałem jednak w to co on właściwie przedstawia. Nie zadawałem pytań. Jeszcze.
Powrót do góry
 
Go down
Frey Orion Clawerich

avatar
648
#Gwiazdy Showbiznesu
Model
648


   
Wto Maj 31, 2016 11:57 am
       
No w sumie nie różniły. Podejrzewał, że gimmazjalistki gdyby tylko miały okazję, również z chęcią kleiłyby się do jego ramienia. Raz że dziedzic, dwa że model. No i wcale nie brzydki. Gdyby przywiązywał wagę do pustego towarzystwa, to zapewne by się cieszył. Niestety miał nieco bardziej skomplikowane wymogi co do rozmówców i paplanie trzy po trzy o kosmetykach niekoniecznie je spełniało. I tak, również stawiał, że poleciały się od razu umyć. To jak obcowanie z brudem. Człowiek który twgo nie potrafi, nie odnajdzie się w świecie. A Orion jako posiadacz 6 psów, w tym dwóch huskych.. Doskonale wiedział jak to działa.
- Było, bawi mnie to. - Odparł standardową formułką, bo zabawa to była po prostu najczystsza definicja Freya. Co prawda nie taka łopatkami w piasku czy pluszakami. Zabawa z życia, najlepiej kosztem innych. Bogate dzieciaki są po prostu zepsute. A Orionowi fejm wcale nie przeszkadzał. Wychował się z nim i czuł się dobrze. Zwłaszcza, że dawało mu to więcej możliwości na.. Praktycznie wszystko.
- Widzę. - Odparł z lekkością, pozwalając drobnej nucie sarkazmu wpleść się w ton wypowiedzi. Obserwował każdą, najdrobniejszą zmianę w mimice twarzy Bastiena, zerkajac w tym samym kierunku co on, gdy odwrócił wzrok. Urocze.
- Co takiego robić? - Przekrzywił głowę delikatnie na bok, zostawiając już w spokoju podwinięte maniekty. To nie był jego jedyny tatuaż a już z pewnością nie ostatni. Planował kolejny, tylko zastanawiał się jeszcze nad wzorem.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Wto Maj 31, 2016 12:51 pm
       
- Dziwne masz hobby. - skwitowałem tylko przestając wreszcie w idiotycznym geście głaskać swoją rękę. Opuściłem obie luźno wzdłuż ciała i utkwiłem ponownie spojrzenie w Orionie. Było w nim coś co chorobliwie mnie drażniło, to pewnie ta książęca otoczka w stylu "Jestem gwiazdą, opalaj się w blasku mojej chwały". Stukając wcześniej w jego czoło przykleiłem mu doń plakietkę rozpieszczonego, dzianego bachora bo taką opinię o nim w tej chwili posiadałem. Niezbyt pochlebna, racja?
- Zaraz zobaczysz moją pięść na swoim nosie. - sarkazm zawsze działał na mnie jak płachta na byka, nic na to nie poradzę. To jeden z głównych powodów, dla którego bardzo szybko wdawałem się w bójki. Łatwo bowiem było wyprowadzić mnie z równowagi. Nie zawsze dobrze na tym wychodziłem, ale... Cóż. Nieistotne. Adrenalina robi swoje.
- Wystawiasz mi kosmetyczkę na kiju przed nos. - posłużyłem się jego wcześniejszą metaforą marszcząc przy tym nieznacznie czoło. - Nie będę za nią biegł, ani oblepiał twoich ramion na szkolnych przerwach. Nie kombinuj. - wytknąłem go palcem z miną w stylu 'nie dam się wytresować, goń się'. Trudno powiedzieć, czy mówiłem poważnie... Bądź co bądź brzmiało dość absurdalnie. Zaraz... Nie jest to znowu taka zła myśl. Trąd nie był wystarczająco przerażającą wizją by rozgonić jego fanki, ale... jak zareagują na wieść, że ich idol woli chłopców? Nie, nie zrobiłbym tego. Nie mam w tym wszak żadnego interesu.
Powrót do góry
 
Go down
Frey Orion Clawerich

avatar
648
#Gwiazdy Showbiznesu
Model
648


   
Wto Maj 31, 2016 8:32 pm
       
- Hobby jak hobby, każdy ma swoje. - Cóż, skoro Bastien tak bez zażenowania się w niego wpatrywał, Orion nie pozostawał dłużny. Zlustrował rudego od stup do głów. W gruncie rzeczy lubił tego człowieka. W całej jego dupkowatości. Oczywiście, że był nadzianym i rozpieszczonym bachorem. Tylko, że na swój konkretny sposób.
- Ahh, jak zwykle niemiły. - Odparł, tym samym kończąc temat. Wdanie się w potyczkę z Bastienem było w tej chwili ostatnim, na co miał ochotę. A czekała go jeszcze długa lista obowiązków, które musiał tego dnia zrobić. W pewnym momencie zza bramy wejściowej do szkoły dobiegło ich szczekanie. Kolorowe tęczówki powiodły w tamtym kierunku, rejestrując psa koloru miedzi. Przekrzywił minimalnie głowę na bok, przyklękając na jednym kolanie, gdy Winston do niego przydreptał, merdając wesoło ogonem. Niby powinien sprawić mu kazanie odnośnie uciekania i tak dalej ale... No za bardzo kochał te psy. Ułożył dłonie na rdzawych polikach zwierzęcia, tarmosząc je lekko, co zgrało się z uradowanym szczeknięciem. I to właśnie były momenty, w których Orion tracił swoją sarkastyczną otoczkę.
- Wcale tego od ciebie nie oczekuję. - Podczas wypowiadania słów nie spojrzał jednak na rudzielca. Głaskał psa, który z chęcią wciskał pysk pod ręce właściciela.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Wto Maj 31, 2016 9:17 pm
       
"Hobby jak hobby, każdy ma swoje." - Ta... Prawie jak z dupą i racją. - burknąłem pod nosem bardziej do siebie niżeli do chłopaka. Może i był rozpuszczonym bachorem, ale to mnie z nas dwojga można było za to przypisać cechę gburowatości. Taki byłem na co dzień, a przynajmniej względem osób, którym niekoniecznie ufam. Bez urazy, prawdziwie ufam tylko jednej osobie stąpającej po tej ziemi i jest nią moja siostra. Na ogół tylko w jej obecności pozwalam sobie na pełną swobodę i otwartość. Wobec całej reszty zwykle jestem szorstki, nieprzyjemny i skrajnie obojętny. To jak obcinał mnie spojrzeniem nie pozostało przeze mnie niezauważone choć jedyną reakcją było delikatne przymrużenie oczu i podejrzliwe spojrzenie, którym chwilę później obdarzyłem jego bladą twarz. Było w nim coś niepokojącego i zabijcie mnie ale... pociągającego zarazem. Zaczynałem chyba rozumieć dlaczego wzbudzał u płci przeciwnej aż tak ogromne zainteresowanie. Rozmyślania przerwał mi wnet szczek i tupot psich łap, otrząsnąłem się więc z chwilowego otumanienia i obróciłem głowę do boku śledząc spojrzeniem podbiegającego do Freya rudzielca. Oh, Winston. Uciekinier, wieczna zguba. Uśmiechnąłem się mimowolnie pod nosem przyglądając się tej urokliwej scence. Zawsze reagowałem w ten sposób na dobre relacje między człowiekiem i jego pupilem, czy ogólnie na zwierzęta. Ceniłem je wyżej jak ludzi, bo ci zwykle byli fałszywi.
- Nadal ci ucieka i biega samopas? - zapytałem krótko skupiając wzrok na uradowanej, merdającej ogonem psinie. Zacmokałem do niego krótko próbując rozproszyć jego uwagę (czy też odciągnąć ją od Oriona). Czemu nigdy nie witają się ze mną? Wcale nie jestem trędowaty. To był żart. Winston, i need you to love me. :<
Powrót do góry
 
Go down
Frey Orion Clawerich

avatar
648
#Gwiazdy Showbiznesu
Model
648


   
Czw Cze 02, 2016 4:37 pm
       
Puścił uwagę rudzielca mimo uszu. Z całą swoją gburowatością Bastien i tak nie dorastał do pięt ojcu Oriona. Powinni się poznać. Albo siedzieliby nienawidząc siebie nawzajem, albo odnaleźli wspólny język. Choć blondyn nie miał pojęcia, która wersja była straszniejsza.
Klęczenie na jednym kolanie w takiej sytuacji było zbyt niewygodne, toteż podniósł się, kiwając krótko głową na Bastienia, tak na wypadek gdyby chciał iść z nim. Zasiadł na okręgu otaczającym fontannę, wtedy dopiero pozwalając psu wskoczyć przednimi łapami na własne uda. Miedziana morda Winstona przyległa do dłoni blondyna, domagając się większej ilości "witania". A chłopak nie miał serca mu tego odmówić, pozwalając delikatnemu uśmiechowi raz jeszcze wpłynąć na usta.
- Czasami ucieka, ale tylko po to żeby przybiec do mnie. - Westchnął krótko. Bo mimo iż cieszył się z faktu, że pies mu zaufał i chciał z nim przebywać, to z samego uciekania już niekoniecznie. Wolałby, żeby nie potrąciło go żadne auto ani nie zgarnął żaden zainteresowany potencjalnym bezpańskim zwierzęciem. Jak kiedyś Bastien. Mieszaniec zastrzygł uszami na cmokanie, odwracając mordę by spojrzeć na rudzielca. I nawet wyciągnął ku niemu pysk w calu zwąchania sprawy.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Czw Cze 02, 2016 10:59 pm
       
Tego dnia nie mogę zaliczyć do najlepszych. Z pewnością nie był dla mnie szczęśliwy, bo też nic nie szło po mojej myśli. Szłam przez miasto głodna, trzymając się za nos, z głową lekko uniesioną do góry. Pech chciał, że nie miałam chusteczek, a krew z nosa umazała mi już i ręce, i twarz, bo nie miałam gdzie ją zmyć. Musiałam się ulotnić z centrum, a że bliżej była szkoła niż mój "dom", to też postanowiłam niepostrzeżenie zmyć krew za pomocą wody z fontanny na dziedzińcu. Była to niestety godzina, kiedy większość uczniów opuszczała szkołę i wszyscy tędy przechodzili, a ja miałam zamiar załatwić swoje sprawy niepostrzeżenie. No nic, musiałam pochylić głowę, żeby nie zwracać na siebie uwagi i podążyć do fontanny, w pobliżu której stał... Bastien. Nawet nie zwróciłam uwagi na to, kto jeszcze tam stał, po prostu zobaczyłam brata i momentalnie zrobiłam w tył zwrot. Odwróciwszy się na pięcie, narzuciłam kaptur na rude, charakterystyczne włosy. Dobrze, że Buzz stał tyłem. Nie chciałam, żeby zobaczył, że krew mi z nosa leci, zaraz by się niepotrzebnie zaniepokoił czy coś, znając życie. Nie lubiłam też tłumaczyć, że coś mi się nie udało.
Podeszłam do fontanny od przeciwnej strony i osłonięta kapturem, nachyliłam się nad wodą. Zamoczyłam w niej ubrudzone czerwienią dłonie, którymi później przetarłam wargi i nos. Na języku wciąż czułam metaliczny posmak krwi. Chciałam zwędzić fast food'a, a teraz się zadławię własną krwią. Nie do końca taki był plan.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Pią Cze 03, 2016 2:57 pm
       
Myślę, że po prostu oboje nie wchodzilibyśmy sobie w drogę. Nie należałem do osób szczególnie towarzyskich, obracałem się w raczej stosunkowo wąskim gronie znajomych... Tak, ZNAJOMYCH bo przyjaciół raczej nie miewam. Tak czy owak - wątpliwe bym pragnął atencji kogoś kogoś kto sam nie byłby zainteresowany rozmową, zwłaszcza że byłby to ktoś zupełnie dla mnie obcy. Kiedy chłopak podniósł się z ziemi i podążył w stronę fontanny po chwili namysłu - ruszyłem za nim. Nie usiadłem jednak obok widocznie nie mając chyba zamiaru zbyt długo tu zabawić. Popatrzyłem za to na psa, który wyraził jakieś znikome zainteresowanie moją osobą i wyciągnąłem w jego kierunku dłoń by swobodnie mógł ją obwąchać. Nie byłem pewien czy wciąż mnie pamięta, a nierozsądnie byłoby tarmosić i głaskać psa, który zachowaniem wyraża delikatną niepewność.
- To trochę niebezpieczne, ulice w Vancouver są o tej porze wyjątkowo ruchliwe. Jak się wymyka? Może macie za niskie ogrodzenie? - rzuciłem luźno wzruszając lekko barkami. Byłoby szkoda, gdyby coś tę psinę potrąciło, prawda? Uznając jednak, że wyrażam sprawą zbyt duże zainteresowanie po prostu się przymknąłem spoglądając przelotnie po okolicy. Tak, na nieszczęście Bex bo tak jak wcześniej nie miałem możliwości jej zobaczyć bo stałem do niej tyłem tak teraz dostrzegłem ją bez problemu.
- Bex? - zapytałem niepewnie widząc jak ta pochyla się w kierunku fontanny. Dopiero gdy dostrzegłem krew wymykającą się niefrasobliwie spomiędzy jej dłoni wyrwałem do przodu obchodząc dookoła wodny, ozdobny obiekt. Przystanąłem obok, dłoń wsparłem na jej czole by po chwili lekko unieść ku górze jej głowę i obejrzeć wnikliwie twarz. - Co się stało? - zapytałem z wyczuwalnym w głosie niepokojem.
Powrót do góry
 
Go down
Frey Orion Clawerich

avatar
648
#Gwiazdy Showbiznesu
Model
648


   
Pią Cze 03, 2016 4:02 pm
       
Nie zmuszał go do siadania, Bastien miał przecież wolny wybór. Sam Frey natomiast był w tym momencie za bardzo pochłonięty swoim psem. Brakowało jeszcze tylko, żeby Shelby wyszła zza winkla. Nie zdziwiłoby go to, jeśli miałby być szczery. Na szczęście jednak wcale się nie pojawiła. - To raczej nie kwestia ogrodzenia, jest stosunkowo wysokie. Podejrzewam, że wyczaił moment w którym ktoś wyjeżdża na miasto a psy akurat są wypuszczone na zewnątrz. Tylko on ucieka. - Westchnął, obdarzając psa karcącym spojrzeniem. Wtedy też Winston schował się bardziej za nim i stał bardziej podejrzliwy, ale bynajmniej nie z powodu rodzicielskiego spojrzenia Oriona. Zapach krwi najwyraźniej zwrócił jego uwagę. Obejrzawszy się w tamtym kierunku, dostrzegł siostrę Bastiena, do której ten od razu podreptał. Sam Orion pozostał w miejscu, na wszelki wypadek chwytając obrożę Winstona. Nie miał pojęcia, jak ten pies mógł zareagować na Bex.
Powrót do góry
 
Go down
Gość

avatar
#Gość


   
Pią Cze 03, 2016 5:55 pm
       
Rany, ile czasu może cieknąć głupia krew z nosa? Chyba ktoś się bardzo zdenerwował, małe, wredne, amerykańskie grubasy żerujące na równie grubych portfelach swoich równie grubych rodziców. Cóż, mogłam się domyślić, do jakiego typu klientów należała ta wyładowana żarciem tacka w McDonald's. Po prostu liczyłam na to, że w zamówieniu takiej ilości rzeczy, jeden zagubiony cheeseburger nie zrobi im różnicy. Nic bardziej mylnego.
Usłyszawszy swoje imię, znieruchomiałam, a następnie powoli opuściłam dłoń z nosa, aby wypłukać ją w wodzie. Kiedy zaś brat uniósł moją twarz do góry, spojrzałam na niego z dołu z dość marnym wyrazem twarzy. Krew wreszcie przestała się sączyć z mojego wciąż obolałego nosa, chociaż tyle dobrego. Pociągnęłam nim lekko, krzywiąc się przy tym.
- Ktoś się najwidoczniej skapnął, że odebrałam nieswoje żarcie w Mc - odparłam, patrząc w wyraziste, zielone oczy Bastiena. Kaszlnęłam, bo o ile nos zaprzestał bawić się w węża ogrodowego, tak w gardle wciąż zalegała mi krew zmieszana z moją śliną. Opuściłam twarz z powrotem do fontanny, by przemyć ją do końca. - No i dostałam w pysk - wsparłam się dłonią o krawędź zbiornika i podniosłam powoli do góry. Trochę jednak zakręciło mi się w głowie, przysiadłam więc sobie na krawędzi. - No ale nic, już wszystko w porządku - poprawiłam kaptur na plecach, jako że już wcześniej zdążył zsunąć mi się z głowy. Włosy odgarnęłam zaś z twarzy i spojrzałam w kierunku Frey'a, a konkretniej jego psa, który się za nim chował, trzymany za obrożę. Jakiegokolwiek złego dnia bym nie miała, nawet moja najgorsza i najbardziej ponura mina stawała się na moment mniej pochmurna, kiedy wzrokiem napotykałam jakieś zwierzę. Nie licząc ludzi rzecz jasna. Tak też było i tym razem, na chwilę moje moje spojrzenie stało się łagodniejsze, a kącik ust drgnął delikatnie ku górze.
- Sorry, że niepokoję - mruknęłam do szkolnej gwiazdy, mając oczywiście na myśli jego kundelka.

Powrót do góry
 
Go down
Frey Orion Clawerich

avatar
648
#Gwiazdy Showbiznesu
Model
648


   
Wto Cze 07, 2016 4:44 pm
       
Trójkolorowe spojrzenie bacznie obserwowało psa, którego sierść zaczęła powolutku się jeżyć. Niedobrze. Pewniej chwycił obrożę w dłoń, podnosząc się z zajmowanego miejsca, by zasłonić zwierzęciu widok na dwójkę rodzeństwa. Ze szkolnej torby wyciągnął zapasową smycz, którą zawsze miał przy sobie. W razie wypadków takich jak ten. Podpiął Winstona, trzymając go blisko siebie, coby nie wpadł mu żaden "głupi" pomysł do łba.
- Hej Beskha. Nie, po prostu musi się nauczyć, że nie wszyscy ludzie chcą zrobić mu krzywdę. - Kątem oka zerknął na psa, kontrolując czy aby na pewno nagle nie postanowi się zerwać ku rudzielcowi i jego siostrze. Głównie tej drugiej, zapach krwi był jednak niepokojący dla tego konkretnego zwierzaka.
- Nie wygląda to za dobrze, ale muszę go stąd zabrać. Nie chciałbym, żeby w odruchu obronnym zrobił coś "nieodpowiedniego". - Tymi słowami pożegnał się z rodzeństwem, dorzucając jeszcze życzenia powrotu do zdrowia, czy czegoś podobnego w kierunku Bex.

z/t
Powrót do góry
 
Go down
James Cadogan

avatar
53
#
Postać Specjalna
Dyrektor Riverdale
53


   
Pon Cze 27, 2016 12:13 pm
       
Dyrektor spokojnie czekał na odpowiedź, chociaż bardziej w ramach zainteresowania tym, jaki kit będą chcieli mu wcisnąć, niż chęci faktycznego poznania biegu wydarzeń. Prawdę mówiąc nie obchodził go los tych uczniów w najmniejszym stopniu. Gdyby zauważył ich gdzieś poza murami szkoły, pewnie nie uraczyłby ich nawet kilkusekundowym spojrzeniem. Niestety miejsce starcia zmusiło go do reakcji. A skoro już jesteśmy przy tym momencie, powinien zachować sie jak na porządnego pedagoga przystało i dociągnąć tę sprawę do samego końca.
Na początku odpowiedziały dziewczyny. Wcale go to nie zaskoczyło. Nie pierwszy raz się spotykali, wiedział już na co je stać. Wysłuchał spokojnie w spokoju co miały do powiedzenia. Kiedy skończyły, spojrzał na Skylera, który wyglądał na mocno zdezorientowanego. Spoglądał z przerażeniem to na dziewczyny, to na dyrektora.
- Jaaaa...
- Przykro mi, czas minął - przerwał mu Cadogan, spoglądajac na zegarek. Wtedy też podniósł spojrzenie na winowajców. Niczego szczególnego się nie dowiedział.
- Po pierwsze, panno Vonneguth, proszę nie zgrywać ofiary. Chciałbym przypomnieć, że w razie problemów ze zdrowiem, w naszej placówce pracuje pielęgniarka i to do niej należy się zgłaszać z tego typu problemami. Zapewniam, iż wagary w niczym tutaj nie pomogą. To dosyś niesamowite panno Northug, pewnie jakiś rodzaj kobiecego instynktu nakazał pani opuścić własną lekcję i sprawdzić czy wszystko z nią w porządku. Zaś co do pana Skylera... - Spojrzał na chłopaka z uniesionymi brwiami. Ten tylko spuścił wzrok na dół. To był wystarczający komentarz. - Wygląda na to, że udało mi się zainterweniować, zanim cokolwiek poważniejszego się stało. Skoro panna Vonneguth tak źle się czuje, udajcie się do pielęgniarki i sprawdźcie czy wszystko jest w porządku. Weźcie ze soba pana Skylera, chyba nie jest w najlepszej formie. Żeby uprzedzić wasze głupie pomysły - pójdę dziś wieczorem do gabinetu pielęgniarki i zapytam kto ją odwiedził i w jakim był stanie. Jeśli cokolwiek będzie się różniło od stanu, ktory tutaj zastałem, konsekwencje będą poważniejsze. Po wszystkim prosiłbym, abyście udali się z powrotem na lekcje. Poza tym... - chyba nie myśleliście, że na tym się skończy? Wzrok Cadogana powędrował za uczniów. - ...wydam dyspozycję osobom sprzątającym. Zgłoszę im, że trójka uczniów, za moją sugestią, zgłosiła się na ochotnika do wyczyszczenia fontanny. Dostaniecie wszelkie niezbędne środki i narzędzia. Praca ma być wykonana do końca tygodnia. Radzę potraktować to poważnie. - Kierował te słowa głównie do Sigrunn i Skylera, bo chyba tylko oni przejmowali się swoim losem tutaj.
Na koniec spojrzał jeszcze na Candy.
- Panno Vonneguth, chciałbym tylko przypomnieć, że nikt pani nie zmusza do chodzenia tutaj. W razie jakichkolwiek wątpliwości, proszę przyjśc do mojego gabinetu. Wcześniej jednak doradzam konsultację z ojcem - czytaj: nie potrzebuję twoich pieniędzy, mam tysiące ludzi, którzy płacą mi więcej.
Sprawa była jasna, jednak dyrektor postanowił jeszcze chwilę poczekać, pilnujac by uczniowie udali się w odpowiednią stronę. W pokojowych warunkach.
Powrót do góry
 
Go down
Sponsored content

#


   
       
Powrót do góry
 
Go down
 
Fontanna [SW]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
     Strona 4 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
 Similar topics
-
» Fontanna Życia
» Fontanna życzeń (MG:Nauru)
» Fontanna
» Fontanna [SW]
» Fontanna w Ogrodzie

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: